Posts Tagged ‘policja’

Brudziński i Morawiecki – adwokaci przewróconej Polski

Grunt to mieć strategię na życie. PiS taką ma – żyć w kłamstwie. Politykom nie przeszkadza taka amoralność, a jak jest z elektoratem partii Kaczyńskiego? Czy to ci spośród Polaków, którzy żyją w kłamstwie rodzinnym, towarzyskim, zawodowym? Jeszcze inaczej: jak ktokolwiek z nas czułby się w towarzystwie kłamcy, miał za przyjaciela chronicznego oszusta? Wydaje mi się, że z kimś takim nie można przebywać, ja nie napiłbym się piwa, bo po pierwszym łyku zwróciłbym.

Kłamcy są zdani na przebywanie wśród swoich, zdani na swoja małość, odizolowanie od innych i od świata. I to jest sposób uprawiania polityki przez PiS. Człowiek wyalienowany, alternatywny zaproponuje innym tylko taki surogat, namiastkę rzeczywistości – nierzeczywistość. Joachim Brudziński –  którego poziom intelektualno-emocjonalny raczej znamy – użycie policji podczas Marszu Równości w Lublinie tłumaczy agresją obydwu stron. Na Twitterze określił to: „chuliganeria jednej i drugiej strony”.

Faszyzujące bojówki, które zaatakowały legalny pokojowy marsz zrównuje poprzez relatywizm moralny swój i swojej partii i tzw. symetryzm, który w tym wypadku da się zobrazować narracją: gdy bandyci napadną twój dom, to jest także twoja wina, bo mogłeś mieszkać pod innym adresem.

Brudziński usprawiedliwia napastników, staje się ich adwokatem – gdyby uczestnicy marszu nie chcieli emancypować się, nie zostaliby napadnięci. „Siła” takiej argumentacji relatywistycznej wskazuje kogo stronę trzyma Brudziński.

W polityce nie jest tak, że dowolnie mogę sobie intepretować zjawisko społeczne, gdyż fałsz nazywania, wywróci uprawianą politykę, a tak dzieje się obecnie z Polską, którą partia Kaczyńskiego wywraca.

Co tam Brudziński, jego zdolności ograniczają się tylko do takiego poziomu tweetowania, na jaki go stać, ale Mateusz Morawiecki jest premierem, który wywraca Polskę i właśnie mam problem po przecinku. Jak mam napisać: … bo jest amoralny, bo ma wywrócony na nice rozum, bo jego system wartości jest bezwartościowy, bo kieruje się interesem własnym, jak owi wyżej wymienieni bandyci, jak złodzieje?

Morawiecki jest wyjątkowego formatu kłamcą, codziennie daje się poznać ta jego cecha charakteru. W Krakowie był powiedzieć: „Jedną z chorób III RP była wyprzedaż majątku, w tym wyprzedaż mediów”. Czyżby podobał mu się PRL, gdzie wszystko było własnością państwa, a może chciałby upartyjnić niezależne media, upisowić.

Kaczyński Morawieckiego upartyjnił. Przecież na taśmie z podsłuchu z „Sowy…” Morawiecki jest kimś zupełnie innym. Dlaczego tak się stało, że Kaczyński go przerobił na kaczyzm, pisizm? Jedna z odpowiedzi jest: Morawiecki jest z plasteliny, nie ma kręgosłupa.

A co do tych wyprzedaży mediów. Porozumieniu Centrum – pierwszej partii Kaczyńskiego – w wyniku prywatyzowania mediów publicznych, w tym gazet, przypadł najlepszy kąsek, mianowicie najlepiej sprzedająca się gazeta „Ekspress Wieczorny”. I co zrobił Kaczyński? Sprzedał ją szwajcarskiemu konsorcjum medialnemu Marquarda. M.in. na tym zbudowany jest majątek PiS, spółka Srebrna.

Zakłamana polityka wywraca wszystko, polityków, którzy ją uprawiają – ale to mniejsza, ich sprawa, jeżeli chcą leżeć w moralnym rynsztoku – wywraca jednak państwo. I taką nam fundują Polskę, wywróconą, wyalienowaną, kraj coraz bardziej wyrzucany z Zachodu, z Unii Europejskiej, bo kto chce przyjaźnić się z takim potworkiem moralnym.

PiS złapany we własne pułapki

Morawiecki może nie pozbierać się z afery podsłuchowej, a sojusznik rządzących Kościół katolicki znalazł się w najgłębszej zapaści po 1989 roku.

Może to ten moment, że na PiS i sojusznika partii rządzącej Kościół katolicki – trzymającsię słynnych słów Bartłomieja Sienkiewicza z taśmy z „Sowy & Przyjaciele” – ruszyła lawina „ch…, d… i kamieni kupa”. Mateusz Morawiecki może nie pozbierać się z afery podsłuchowej, choć tylko jedna taśma jest dostępna, dopiero teraz Onet przepisał z niej słowa kiepsko słyszalne. Premier klnie jak szewc, nie jest to jakaś straszna wada. Słyszymy jednak, jak się mieni być przyjacielem polityków Platformy i nie jest takim kołtunem, jakim chciałby być wśród kraczących pisowców.

Jak się ma Morawieckiego rechrystianizacja do stwierdzenia, iż nasz naród powinien 300 lat temu zrobić porządne Oświecenie: „…oczywiście trzysta lat temu daliśmy dupy i zamiast mieć porządnie Oświecenie”. Premiera mamy więc zakłamanego do trzewi. Przyznam, że nie jest jednak orłem intelektu, taki sobie przedstawiciel elity. Ta taśma uzmysławia coś innego, mianowicie dysponent nieujawnionych taśm zadecyduje o losach Morawieckiego i być może pisowskiej władzy.

Inna pułapka PiS została uruchomiona przez policjantów, którzy wyszli na ulice Warszawy, aby domagać się podwyżek. Jeżeli jest taka wspaniała sytuacja gospodarcza w kraju, Morawiecki obiecuje kolejnym grupom społecznym świadczenia socjalne, różne plusy dodatków, to dlaczego nie ma ich dla policjantów, którzy ponoć zarabiają mniej niż kasjerka w Biedronce.

Były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz przyznał się do zaniedbań w sferze wynagrodzenia mundurowych: – „Policjanci klepią biedę. Za moich czasów klepali biedę, za czasów moich poprzedników też. Nic nie mogłem z tym zrobić, ale życzę im powodzenia, żeby nie żyli w takiej biedzie, w jakiej żyją”. Manifestowało blisko 30 tys. funkcjonariuszy.

Sojusznik rządzących Kościół katolicki znalazł się w najgłębszej zapaści po 1989 roku. Nie dość, że „Kler” Wojciecha Smarzowskiego w weekend obejrzało milion widzów (rekord wszechczasów, „Wiadomości” TVP pocieszyły duchownych tym, że „tylko w 3 dni „Kler” zbojkotowało 37 mln Polaków” – przepisuję z paska), to jeszcze Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy orzeczenie sądu pierwszej instancji dotyczące wyroku w sprawie kobiety gwałconej w dzieciństwie przez księdza Romana B. Sąd zasądził na rzecz kobiety milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę.

Ten precedens otwiera ścieżkę prawną w kwestii pedofilii kleru. Wg znawców przestępstwo pedofilii dotyczy wielu funkcjonariuszy Kościoła. „Kler” Smarzowskiego poza tym otwiera oczy i umysły katolikom, którzy od dzieciństwa byli indoktrynowani.

Zdaje się, że jesteśmy na progu przewartościowań, które mogą doprowadzić do takiego odbioru kleru i zniechęcenia się do Kościoła, jaki dokonał się w Hiszpanii i Irlandii, w krajach katolickich. Ucierpi na tym też PiS, który z Kościołem związał się stułą na dobre i na złe. Nie zajrzeli pod ornat i za to zapłacą.

PiS wysyła policję i tajniaków na protestujących

Ujawnione przez OKO.press operacyjne działania policji i tajniaków wobec protestów w obronie niezależności sądów w lipcu ubiegłego roku powinny przerażać. Ale nie przerażają.

Dlaczego? Bo tego się spodziewaliśmy. Do inwigilowania protestujących rzuconych zostało tylko w Warszawie przeszło 2 tys. zwykłych policjantów i „niezwykłych” z wydziałów kryminalnych, do walki z przestępczością narkotykową, gospodarczą, itd.

Dotyczy to tylko Warszawy, podobnie z pewnością było w innych miastach, np. w Poznaniu protesty miały większe rozmiary, zresztą jak i w roku bieżącym. Dowiadujemy się o tym po roku i dowiadujemy się szczegółów, w jaki sposób inwigilowani byli liderzy opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Nie dziwią też groteskowe raporty, policja przypomina milicję z czasów PRL.

Obecna władza jest żywcem przeniesiona z PRL, mam na myśli choćby ministrów spraw wewnętrznych – z ubiegłego roku Mariusza Błaszczaka i ministra z rządu Mateusza Morawieckiego, Joachima Brudzińskiego. Obydwaj aparatczycy rodem z „Ucha prezesa”, albo z archiwalnych skeczów kabaretu Tey.

Ujawnione dane są wierzchołkiem góry lodowej inwigilacji ubiegłorocznych protestów. To w istocie wierzchołek państwa policyjnego, które ze swej natury jest państwem bezprawia łamiącym Konstytucję.

Jak po upadku PRL utworzony został Instytut Pamięci Narodowej (IPN), tak po upadku PiS powinien powstać Instytut Badania Bezprawia Władzy PiS (IBBWPiS), bo muszą „spisane być czyny i rozmowy”.

Tymczasem musimy sobie radzić. Musimy uczyć się nowych form oporu pokojowego, aby nie doszło do sytuacji, jak mówi jeden z liderów społeczeństwa obywatelskiego Paweł Kasprzak, gdy „wystarczy, żeby ktoś podstawiony pierdyknął workiem z czerwona farbą w twarz policjanta i zacznie się jatka”.

Musimy wyzbyć się podejrzliwości wobec siebie, bo po takich enuncjacjach o tajniakach umieszczonych pośród nas łatwo o chorą nieufność, a ta może szybko przerodzić się w agresję. Protesty więc winny być podstawą wspólnot, w których ze sobą się rozmawia i bliżej poznaje.

Ogromne znaczenie mają osobowości liderów opozycji. W dalszym ciągu wśród protestujących widzę dużo nadziei, żaru i siły. Po przeszło dwóch latach protestów wobec rządów PiS są to twarze uśmiechnięte, nie naznaczone resentymentem, albowiem tylko wtedy bezprawie i zamordyzm upadną, gdyż boją się otwartości i ludzi gotowych do dialogu.

Będą na nas słać swoich agentów, ale nie lękajmy się ich, zło jest zawsze słabe, bo zło jest tchórzliwe, otacza się kordonami i zamyka w twierdzach, w których jedyną przyszłością jest odejście, śmierć.

Jak Brudziński przekształca policję w milicję

Brudzińskiemu nie udało się jeszcze całej policji przerobić na milicję, jeszcze niektórzy z policjantów się bronią.

Policja za czasów PiS najpierw przeistoczyła się w firma ochroniarską miesięcznic Jarosława Kaczyńskiego tudzież innych imprez pisowskich, a ostatnio dokonała zdecydowanej przemiany – w milicję.

Joachim Brudziński lepiej sobie poczyna jako minister spraw wewnętrznych. Mariusz Błaszczak miał spektakularne wyniki policji, która sypała konfetti na cześć zastępcy Zielińskiego oraz mord na komendzie we Wrocławiu na Igorze Stachowiaku.

Brudziński idzie szerszą ławą, policja używa przemocy jak milicja peerelowska, która chroniła PZPR. Policja zastrasza obywateli, wykręca i łamie ręce. Nie nosi identyfikatorów i możliwe, że mamy do czynienia nie tylko z milicją udającą policję, ale także zamiennikiem dawnego ZOMO, czyli WOT (Wojsk Obrony Terytorialnej). Ta ostatnia formacja od początku była przeznaczona do walki ze społeczeństwem obywatelskim, bo nie z zagrożeniem ze strony wrogów zewnętrznych. Na wojnie byłaby tylko mięsem armatnim.

Milicja Brudzińskiego postawiła zarzut propagowania totalitarnego systemu 49-letniej kobiecie, która na biurze PiS napisała „PZPR” i „Czas na sąd ostateczny”. A co miała napisać? PiS? Partia Kaczyńskiego jeszcze nie jest totalitarna, ale autorytarna – zmierza do totalitaryzmu.

Kobieta zaledwie porównała, a za metafory trzeba byłoby sadzać poetów, bo to oni tworzą porównania. Napis „PZPR” jest metaforą. Ale Brudziński może nie wiedzieć, z czym to się je, zaś milicja jego jest jak w starym dowcipie o milicjancie: „milicjant myśli”.

Chyba, że milicja uważa, że szerzeniem totalitaryzmu jest „czas na sąd ostateczny”. Ale to metafizyka, nauka o niebycie, którą praktykuje Kościół chrześcijański od 2 tysięcy lat. Totalitaryzm metafizyczny, który straszy piekłem i niebytem w niebycie.

Gdy w tym miejscu napiszę: Joachim Brudziński z PiS albo Joachim Brudziński z PZPR, nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że szerzę totalitaryzm, a wręcz przeciwnie przestrzegam przed nim. A więc owej 49-letniej kobiecie należy się laur za trafną metaforę, laur Zbigniewa Herberta.

Joachim Brudziński z PZPR postraszył posła PO Michała Szczerbę, który wymienił dwa nazwiska policjantów. Policjanci pełnią służbę publiczną i to pod nazwiskiem, tak jak poseł PO Michał Szczerba. Tak jak ja tutaj piszę pod nazwiskiem i pod nazwiskiem wydaję książki. Z wpisu posła opozycji wynika, że Brudzińskiemu nie udało się jeszcze całej policji przerobić na milicję, jeszcze niektórzy z policjantów się bronią.

Jak w jednej z największych metafor literackich Franza Kafki nie wszyscy przeistoczyli się w mroki nocy władzy PiS w Gregorów Samsów, w Karaluchów. Nie wszyscy policjanci są milicjantami i to jest sukces tej formacji od porządku publicznego.

Zgadzam się, że należy karać za propagowanie totalitaryzmu, ale nie za metafory. Mam nadzieję, że w przyszłości za napis „PiS” będzie kara, a ta partia już dzisiaj w prostych narzędziach literackich języka polskiego da się zdefiniować jako partia autorytarna, zmierzająca do totalitaryzmu.

No i to jest bardzo słuszna koncepcja!

5 tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Półprawdy Morawieckiego i strategia młotka

Mateusz Morawiecki ruszył na podbój Europy i zaczyna od Niemiec. Podbojem ma być to, co PiS zniszczył i utracił, czyli odbudowa wizerunku Polski, wpłynięcie na to, aby struktury unijne wycofały się z procedury uruchomienia artykułu 7 Traktatu UE, czyli ewentualnych sankcji. Celem głównym zaś jest, aby za dużo nie utracić funduszy unijnych w nowym rozdziale budżetu na okres po 2020 roku.

Przed spotkaniem z kanclerz Angelą Merkel premier udzielił wywiadu „Die Zeit”, który został przedrukowany przez „Gazetę Wyborczą”. Już na tym poziomie w PiS słychać, iż wywiad został udzielony medium niemieckiemu, a nie polskiemu. Typowe pisowskie szuru-buru, aby wciskać kit swojemu ciemnemu ludowi. „Wyborcza” współpracuje z „Die Zeit” w ramach wymiany materiałami w najważniejszych europejskich gazetach, przedruki są w nich codziennością. Morawiecki wszak nie udzielił wywiadu jakiemuś „Beobachter”, aby mogła wywiad przedrukować „Gazeta Polska Codziennie”.

„Wyborcza” wywiad z Morawieckim poddaje analizie i wytyka 6 półprawd, które ten raczył zaserwować niemieckiemu czytelnikowi. Polski dziennik nazywa to patriotycznie półprawdami, acz to są nieprawdy, gdyż w naturze logiki nie występuje pojęcie półprawdy. Wypowiedzi Morawieckiego ciągle są traktowane z taryfą ulgową.

Zniszczenie przez PiS trójpodziału władzy Morawiecki zwala na język, jakoby to miało być wynikiem „nieporozumień semantycznych i proceduralnych”, a przy tym kłamie, ile wlezie, uciekając się do takich sztuczek, jak podwyższenie liczby sądów do 760 (a jest ich w całym kraju 377), aby zmniejszyć skalę odwołań w nich prezesów – przynajmniej 75 – przez Zbigniewa Ziobrę. Chachmęcenie niegodne dorosłego człowieka.

Tego rodzaju półprawdy rzecze Morawiecki. Wg premiera przez 70 lat Polska nie wyjaśniała swojego stanowiska na świecie, przyszedł PiS… i wyjaśnia. W Polsce wiemy, że partia Kaczyńskiego kłamie na potęgę, a na świecie ośmiesza nas. Ten wywiad ma zresztą taką wymowę, choć jest on bardziej elegancki niż „zwycięstwo” 1:27 Beaty Szydło.

Ani Niemcy się nie nabiorą na „półprawdy” Morawieckiego, ani Bruksela. Mamy do czynienia z retoryczną zmianą strategii. Podobno polskie służby dyplomatyczne negocjują z Komisją Europejską wstrzymanie procedur dotyczących art. 7, a tym samym, aby nie zastosowana została filozofia wyrażona przez unijną komisarz sprawiedliwości Verę Jourovą, iż podział wszystkich europejskich funduszy na okres po 2020 roku będzie związany z zachowaniem praworządności.

Podobno – bo na razie poruszamy się w sferze „podobno” – PiS w negocjacjach z Brukselą chce poświęcić Zbigniewa Ziobrę, który ma być zdymisjonowany. Tym samym mogłoby dojść do sytuacji, iż Solidarna Polska wyszłaby z pisowskiej koalicji Zjednoczonej Prawicy. Na jej miejsce wszedłby ojciec premiera Kornel Morawiecki z kilkoma posłami, którzy weszli do Sejmu z list Kukiz ’15. Czy tak się stanie? O tym spekulują polscy dziennikarze korespondujący z Brukseli.

Na taki handelek Bruksela nie pójdzie. Takie decyzje musiałyby być poparte prawem, tzw. ustawy sądownicze musiałyby być znowelizowane, a tym samym pozycja Andrzeja Dudy – parafującego – uległaby dalszej degradacji. To bardzo subtelna gra, o którą nie podejrzewam polityków PiS, w tej partii stosowana jest toporna strategia młotka. Przede wszystkim Kaczyński wzmocniłby pozycję Morawieckiego swoim kosztem, a o to nie podejrzewam prezesa PiS.

Walczymy do końca !

Wszyscy jesteśmy Frasyniukami

Kaczyński wraz ze swoimi akolitami ośmieszają nas, pogrążają kraj w małości.

W walentynkową Środę Popielcową przyszli skoro świt po Władysława Frasyniuka. Czarna łapa wykluwającego się reżimu kaczystowskiego wzięła się za legendę „Solidarności” (tej klasycznej z lat 80-81 i stanu wojennego, a nie dzisiejszej kunktatorskiej).

Skojarzenia z najściem Barbary Blidy, które w 2007 roku skończyło się śmiercią posłanki, jest oczywiste, bo to ta sama władza i ten sam minister sprawiedliwości. Rzecz jasna, nie mogło to odbyć się bez wiedzy prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który dla rządu Mateusza Morawieckiego jest naczelnikiem. Wszak prezes PiS kręci tym interesem władzy, minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński mógł tylko czuwać pod telefonem.

Przyszli i skuli Frasyniuka, jak bandziora, przy rejestrującej zdarzenie kamerze. To nie tylko nadmierna demonstracja, ale przede wszystkich zastraszenie. Frasyniuk nie jest strachliwy, ale inni wg tej logiki mają robić pod ogonem, gdy na nich się tupnie.

Trudno zestawiać Frasyniuka z innymi postaciami i zdarzeniami, gdyż od początku władzy PiS społeczeństwo obywatelskie toczy walkę o demokrację i  praworządność w kraju, których coraz mniej. Frasyniuk jakoby naruszył „nietykalność” policjantów na kontrmiesięcznicy. A może to ci Kulsonowie nie radzą sobie z demonstrującymi Frasyniukami? Oczywiście, że tak.

Dzisiaj w obliczu opresyjnych działań wszyscy jesteśmy Frasyniukami. Dlaczego jednak Kulsonowie nie wypowiedzą posłuszeństwa tej władzy? Politycy PiS uzasadniają, iż każdy jest równy wobec prawa, co średnio inteligentnego Polaka musi śmieszyć. A czy Kaczyński jest równy (Lech Wałęsa ma deprecjonujące określenie na temat gabarytów prezesa PiS, co dzisiaj nie omieszkał napisać na Twitterze) wobec prawa i może nie stawiać się na Komisję Etyki, która wzywa go do odpowiedzialności za „mordy zdradzieckie i kanalie”? A może Straż Marszałkowska skułaby prezesa na sali sejmowej i doprowadziła go, gdzie trzeba?

Zdarzenie z Frasyniukiem wydaje się być drobne, jest jednak symptomatyczne dla tego, z czym mamy dzisiaj do czynienia. PiS niszczy demokrację w Polsce, a my wraz z Frasyniukiem temu mówimy „nie”, sprzeciwiamy się. Widzi to świat zachodni, który poprzez swoje instytucje nawołuje władze PiS do cofnięcia się. Plama na honorze Polaków jest coraz większa, a może stać się krwawa, bo Kaczyński wraz ze swoimi akolitami nie cofną się. Ośmieszają nas, pogrążają kraj w małości, w swoim bajorku utrzymania władzy za wszelką cenę.

Idzie gorsze, niż owo najście o świcie domu Frasyniuka. Zaczęło się od domu Frasyniuka, a skończy na wspólnym domu: Polska. Taka jest logika tej władzy spod ciemnej gwiazdy.

KTO Z WAS JEST ZA TYM, ABY TERAZ DOPROWADZONO KACZYŃSKIEGO??? Wszyscy równi wobec prawa, prawda?

Triada policji: omerta, paralizator i nowenna

System wysokich nagród tworzy najbardziej trwałe więzi wśród nagrodzonych.

Ministrowie rządu PiS nagrodzeni zostali premiami rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych – 21 konstytucyjnych ministrów (od 65 100 zł rocznie do 82 100 zł), 12 ministrów w KPRM (od 36 900 zł rocznie do 59 400 zł) oraz była premier Beata Szydło (65 100 zł).

Jeżeli zestawiamy system nagród PiS z brakiem podobnego premiowania w poprzednim rządzie koalicji PO-PSL, to nie należy być zdzwionym, że politycy Platformy oczekują uzasadnienia wypłaty „bulwersujących” i „nielegalnych” nagród dla ministrów, zwłaszcza dla tych, którzy się nie sprawdzili i zostali dymisjonowani.

Można tylko mniemać, ile ciężarówek ośmiorniczek mogliby zakupić ministrowie Platformy, gdyby podobnym konfetti szmalu sami się obsypali. Jestem wyrozumiały tylko dla Beaty Szydło, która kilka dni temu sama siebie publicznie pochwaliła za rekonstrukcję rządu, bo sama siebie zrekonstruowała: – „Dotrzymałam słowa, bo rekonstrukcja nastąpiła”.

System wysokich nagród tworzy najbardziej trwałe więzi wśród nagrodzonych. Trzymają się razem w chwilach kryzysu i nawzajem o sobie nie powiedzą złego słowa: ani mru-mru. W języku powszechnie znanej organizacji nazywa się to omerta.

Jak inaczej można interpretować nagrodzenie wysokimi odprawami – po kilkadziesiąt tys. zł. (od 45 do 70) – komendantów dolnośląskiej policji, którzy ukrywali okoliczności śmierci Igora Stachowiaka? Za kilkadziesiąt tysięcy złotych większość podobnych ludzi o letniej moralności będzie trzymało „mordę w kubeł”. Za omertę się płaci.

Platforma Obywatelska domaga się dymisji wiceministra Jarosława Zielińskiego, który w MSWiA odpowiada za policję. Wolne żarty, Zieliński to wyżarciuch, wie, jak nic nie potrafiąc, budować swoją pozycję w oczach prezesa Kaczyńskiego. Albowiem Zieliński wie, czym zastąpić miesięcznice smoleńskie, które niebawem się skończą. Mianowicie policjanci będą obchodzić nowenny niepodległościowe – każdego 11 dnia miesiąca – na klęczkach w kościołach.

Wiceministra niejako pochwalił minister spraw wewnętrznych. Joachim Brudziński w Gorzowie Wlkp. stwierdził, że za rządów PiS wzrosło zaufanie Polaków do policji. Na twittterowym koncie PiS zacytowano nawet słowa Brudzińskiego: – „Troska o zdrowie i bezpieczeństwo nie powinna mieć ceny”. Dodajmy: niskiej ceny.

Taka obowiązuje triada wartości w policji pod zarządem PiS: omerta, paralizator i nowenna.

KULT JEDNOSTKI W PARTII PiS STAŁ SIĘ FAKTEM. Jak to Radek Kuźniar napisał: „Nie będę się wypowiadał, nie jestem psychiatrą”. ZAORANE 🙂

Morawiecki jak drzewko bonsai

Mateusz Morawiecki spija Jarosławowi Kaczyńskiemu słowa z ust, jak ambrozję. Prezes był łaskaw powiedzieć na miesięcznicy, iż „musimy odrzucać antysemityzm, ale nie znaczy to, że musimy przyznawać rację Żydom”. Co zresztą bliskie jest słowom Władysława Gomułki z 1968 roku, który był przeciw antysemityzmowi, on tylko walczył z syjonizmem.

Kaczyński nie potępił antysemityzmu, ale go odrzucił, to jak w powszechnej frazie: „nie jestem antysemitą, ale…”. Nowela ustawy o IPN, jej tryb przyjmowania, uzasadniania i podpisania przez Andrzeja Dudę (mimo dwóch artykułów odesłanych do tzw. Trybunału Konstytucyjnego) to celowe (a jeżeli nie, to Kaczyński nie nadaje się do polityki) wzbudzenie demonów antysemityzmu, które w polskiej tradycji i kulturze tworzą osobny gen polskości. Jeżeli ktoś zaprzecza temu, to jest zakłamany, a do tego nie zna polskiej kultury i historii.

Co następnego dnia po miesięcznicy powiedział Morawiecki? Otóż: „Unikajmy antysemickich wypowiedzi”. Capisce? Myśl, co myślisz, nawet to rób, tylko unikaj wypowiedzi. To jest przyklepywanie antysemityzmu. Morawiecki też go nie potępił, tylko zalecił skrywanie. Ba, był rzec, iż „polska jako jedyny kraj zasłużyła na drzewko Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

A mi się wydawało, iż chodzi o prawdę historyczną, a nie usprawiedliwianie. Polacy mają najwięcej drzewek w Yad Vashem, ale niewiele więcej niż Francuzi, czy Holendrzy. A Żydów wśród nas było wielokroć więcej. Pod względem pomocy jesteśmy karłami, chyba że Morawiecki myślał o jakimś drzewku bonsai. Kiepska nasza pomoc Żydom może być jedynie usprawiedliwiona tym, że to u nas groziła za to kara śmierci, a we Francji nie. Ale też kara śmierci groziła za posiadanie broni, a tę przechowywaliśmy.

Zdecydowanie więcej drzewek byłoby w Yad Vashem, gdyby Polacy byli solidarni z sobą, gdyby nie było wśród nas tylu szmalcowników. Ale ta prawda nie powinna Polaków razić, przyznanie się do niej czyniłoby nas wielkimi. Niestety dzisiaj mamy takich polityków u władzy, jak Kaczyński i Morawiecki. Otóż tym skrywaniem Morawiecki zaliczył się dla mnie do polityków „bonsai”.

Kaczyński w swoim pokrętnym języku w istocie usprawiedliwił antysemityzm, co dość szybko pojął Morawiecki, on tak ma – wyćwiczył się, jako prezes banku, aby zginać kark przed właścicielami. Gdyby jednak sam musiał wypowiedzieć się oryginalnie o antysemityzmie, nie podejrzewam, by mogła być to jakaś głębsza myśl. Morawiecki intelektualnie – mam na myśli umiejętność poruszania się w polskiej tradycji i kulturze – jest bonsai.

Swego czasu politycy PiS wykuwali nowy patriotyzm. Dzisiaj może nie ma starego antysemityzmu, wyznawanego przed wojną przez endeków i po cichu przez sanację, mamy za to jego nową postać zdefiniowaną przez Morawieckiego: „unikajmy antysemickich wypowiedzi”. Nie mówmy głośno, zaś antysemityzm Ziemkiewicza czy Marcina Wolskiego w TVP zaliczymy do wolności słowa.

PiS skłócił się ze wszystkimi, usprawiedliwia się ciągle i wciąż, rażąc swoich przeciwników takimi krętactwami, jakie wypowiedział Kaczyński, a spił mu z ust Morawiecki. Stara broń artyleryjska nosiła nazwę „kartacz”, a bronią retoryczną PiS do rażenia przeciwników jest „krętacz”.

Hej Co jeszcze zgnoicie?

Ustawa o IPN może być wstępem do gorętszego konfliktu

Ustawa o IPN spowodowała nie tylko kryzys w stosunkach dyplomatycznych z Izraelem i USA, ale też z Ukrainą. O tym ostatnim kryzysie najmniej się mówiło, a ten aspekt może być równie ważny, a może nawet ważniejszy. Przewidywane są kary dla tych, którzy nie podporządkują się prawdzie historycznej ustanawianej przez władze PiS, przede wszystkim otwarta zostaje możliwość dla propagandy nacjonalistycznej, która ma mobilizować społeczeństwo na czas konfliktu.

Rada Najwyższa Ukrainy wydała oświadczenie, w którym stwierdza, że ustawa o IPN „otwiera drogę do manipulacji i wzmocnienia antyukraińskich tendencji w polskim społeczeństwie”. Długo nie trzeba było czekać, aby usłyszeć od nacjonalisty ukraińskiego Ołeha Tiahnyboka, szefa partii Swoboda, iż ustawa o IPN to „otwarcie drugiego frontu” z Ukrainą. Strona polska jakoby liczy, że „jeśli Ukraina rozpadnie się w wyniku moskiewskiej agresji, to będzie ją można podzielić”. Tym samym – uważa lider Swobody – „Polacy przedstawili de facto swoje roszczenia terytorialne wobec naszego kraju”.

Czy ukraiński nacjonalista ma prawo mniemać, iż Kaczyński kieruje się taką wizją imperialną? Należy przypomnieć: na początku konfliktu na Krymie i wojny w Donbasie przyjaciel Kaczyńskiego, Viktor Orban, oświadczył, że Węgry zgłaszają chęć odzyskania swoich historycznych ziem obecnie leżących w obrębie Ukrainy.

Z kolei Marek Migalski w rozmowie z Cezarym Michalskim (portal crowdmedia.pl) uważa, że Kaczyński „będzie chciał mieć jakiś sukces na arenie międzynarodowej”. A tym może być zaostrzenie kursu na wschodnim froncie. Wpisanie do ustawy o IPN fragmentu antybanderowskiego może być początkiem tego, czego obawia się szef ukraińskiej Swobody, Tiahnybok. PiS za to został publicznie pochwalony przez partię Putina i przez Kadyrowa, zamordystę Czeczenii.

Ponadto podczas obrad parlamentarnego zespołu śledczego ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa powołanego przez klub Platformy Obywatelskiej na ostatnim spotkaniu zadano pytanie: dlaczego najbardziej prorosyjski amerykański kongresmen Dana Rohrabacher, nazywany przyjacielem Putina, po wizycie w Moskwie przyjechał bezpośrednio do Polski i spotkał się z Antonim Macierewiczem i Jarosławem Kaczyńskim, mimo że ten ostatni rzadko przyjmuje u siebie przy Nowogrodzkiej zagranicznych polityków? Ów kongresmen był przeciwny przyjęciu Polski do NATO, jest też entuzjastą aneksji Krymu przez Rosję.

Czyż nie mamy prawa się niepokoić, iż może nas pchnąć w gorący konflikt, bo tak uprawia politykę – zaostrza konflikty wewnątrz kraju, ze wszystkimi się skłóca i nie potrafi się wycofać z błędów. Zaś mając w perspektywie utratę władzy, prezes PiS może wykreować rzeczywistą wojenkę, licząc na patriotyczny zew krwi Polaków.

, czyli manifest programowy i . – Nasze porozumienie programowe ma być oparte na wartościach i twardym fundamencie – mówi poseł . To ma być krok milowy do prawdziwej umowy koalicyjnej, zapewniają politycy (wiadomo.co).

BRAWO WSTYD, ŻE NIE PRZERWALI URLOPÓW I IMPREZ U BISKUPA. WSTYD, ŻE OFIARY NAWAŁNICY NADAL NIE MAJĄ DACHU NAD GŁOWĄ…

Paweł Kasprzak pytał policję, czemu wbiła się klinem w legalną Kontrmiesięcznicę Obywateli RP. BEZ ODPOWIEDZI.

Publicystka „Polityki” Ewa Siedlecka zapowiada odwołanie się do Trybunału w Strasburgu. Dwa fragmenty.

Długopis zwany kajakiem

Sąd otworzył mi drogę do Trybunału w Strasburgu. Trybunał Praw Człowieka będzie więc miał okazję ocenić, czy coraz powszechniejszy, szczególnie wobec Obywateli RP, obyczaj polskiej policji pozbawiania wolności bez podstawy prawnej nie narusza Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

W poniedziałek doczekałam się rozpatrzenia przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia mojej skargi z czerwca na bezprawne pozbawienie wolności przez policję podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej. Ja i około 90 innych osób zostaliśmy wyniesieni z siedzącej pikiety na trasie marszu smoleńskiego i pozbawieni wolności przez ponad dwie godziny na pobliskim podwórku. Policja nie wypuszczała nas, twierdząc jednocześnie, że nie jesteśmy zatrzymani. W tym czasie spisywano nas i sprawdzano w policyjnej bazie. Na koniec dostaliśmy propozycję zapłacenia mandatu 500 zł za wykroczenie polegające na przeszkadzaniu w legalnym zgromadzeniu.

Sprawdzano nas ponad dwie godziny, mimo że policjantów było tam nie mniej niż zatrzymanych, a do sprawdzenia wystarczy połączenie się z internetową bazą policji. Mandaty proponowano nam ustnie, a ponieważ odmawialiśmy – policjanci nie potrzebowali czasu, by je wypisywać.

Byliśmy pozbawieni wolności, bo uniemożliwiano nam oddalenie się, a nawet skorzystanie z toalety lub kupno wody w pobliskiej restauracji. Uniemożliwiono nam kontakt z adwokatami, którzy przybyli na nasze telefoniczne wezwanie: nie przepuszczono ich przez kordon policji, twierdząc, że nie mamy prawa do adwokata, bo nie jesteśmy zatrzymani.

(…)

Sędzia dodał jeszcze, że przecież przeszkadzałam legalnemu zgromadzeniu. Tylko co to ma do mojej skargi? Ja się nie skarżyłam na postawienie mi zarzutu przeszkadzania w zgromadzeniu, tylko na bezprawne pozbawienie wolności. Czyżby sędzia uważał, że policja miała prawo sama wymierzyć mi karę za wykroczenie, pozbawiając wolności przez dwie godziny?

Na koniec odwołał się do mojego sumienia. Stwierdził, że gdybym uczestniczyła w legalnym zgromadzeniu, a ktoś by je blokował, tobym była wdzięczna policji za interwencję.

Jasne! Tylko znowu: jak się to ma do mojej skargi? Ja się nie skarżyłam na wyniesienie mnie przez policję z siedzącej pikiety. Przeciwnie: uważam, że policja, odblokowując smoleński pochód, działała zgodnie z prawem. Mam pretensje o pozbawienie mnie wolności bez podstawy prawnej. Mam też nieodparte wrażenie, że sędzia tego po prostu nie zrozumiał.

Ale nie ma tego złego. Od postanowienia sędziego Macugi o oddaleniu mojej skargi nie mam już w kraju żadnego środka odwoławczego. Dlatego idziemy do Strasburga. Skoro pozbawianie wolności bez podstawy prawnej stało się metodą walki polskiej władzy z obywatelami dysydentami, to mamy tak zwany problem systemowy. I warto, by ocenił go międzynarodowy organ ochrony praw człowieka.

GANGSTER MASA – PRZYJACIEL PIS.

Masa znowu przerwał milczenie, żeby zadeklarować, że jak PO dojdzie do władzy to on „spier…” z Polski. Mnie przekonał.

PODSUMOWANIE W PAŃSTWIE PiS… Bareja miałby gotowy scenariusz.

Prawda o policji.

Waldemar Mystkowski odnosi się do policjanta, który „strzeże” miesięcznicy Kaczyńskiego.

Policjant dołowy o miesięcznicach

W miesięcznicach smoleńskich biorą udział trzy strony. Uprzywilejowana, której wydzielono specjalną strefę Polski, eksterytorialną część, innym Polakom nie można na nią wejść.

Druga strona – obywatelska, nie godząca się z zawłaszczeniem Polski i ośmieszaniem ojczyzny.

I trzecia strona – policja, która wykonuje swoje opłacone obowiązki, pilnuje porządku. My widzimy tylko wykonawców ze strony policji, porządkowe uzbrojone ramię w pały i emocjonalny szantaż wylegitymowania, a także zastraszenia paragrafem. Nie widzimy policyjnej głowy, czyli komendantów, którzy posłali krawężników w bój.

Górę policji zatem należy zaliczyć do tej pierwszej strony – uprzywilejowanej, bo została przez władze PiS awansowana i namaszczona do służbowego podporządkowania.

Portal wp.pl przeprowadził wywiad z policjantem, który zabezpiecza miesięcznice. I ten policjant też narzeka na swój los, jak przysłowiowy górnik, wg którego jego praca jest najcięższa. 10 każdego miesiąca dla tego funkcjonariusza to „przesrane”: – „Trzeba nastawić się, że nie będzie łatwo i przejść przez to z zaciśniętymi zębami”.

Policjant narzeka, że musi być przyzwoity: – „Wszędzie są dziennikarze, którzy tylko czekają, aż ktoś wyprowadzi nas z równowagi do tego stopnia, że będziemy musieli podjąć interwencję.”.

Ale policjant to jest ktoś, kto myśli, odbiega od swego wzorca gamonia milicjanta z PRL-u. Musi podjąć decyzję, którą wywiadowany opisuje na przykładzie: – „Jeden z sympatyków Obywateli RP zachowuje się bardzo głośno, chyba właśnie krzyczy coś w stylu „Do kościoła, do kościoła!”. Kolega wchodzi w tłum, żeby go wyprowadzić”.

Policjant owo zdarzenie dramatyzuje, opisuje otoczkę wrogości wobec formacji policji. Lecz w tym jego opisie widać błąd intelektualny, bo co jest w złego w okrzyku „do kościoła”? Czy policjant jest od interpretacji socjologicznej miesięcznicy i oceny tego, któremu nie podoba się takie comiesięczne profanum i wyraża go okrzykiem?

Gwoli sprawiedliwości, policjant widzi zakłamanie strony, którą ochrania: – „Tylko maszerują pod pałac prezydencki i robią z tego akt polityczny. Ogromna hipokryzja, to mnie najbardziej wkurza”.

Uff… Ciężka jest dola górnika, tj. policjanta dołowego ochraniającego miesięcznice. Końcowa refleksja funkcjonariusza też sporo mówi o klimacie, jaki panuje w policji: – „Pomyślałem, co by się stało, gdybyśmy stamtąd poszli, usunęli barierki, zostawiając jedną i drugą stronę, sam na sam. I wyobraziłem sobie stado dzików, które biegną na siebie nawzajem… bo to by dokładnie tak wyglądało. I wiesz co? Przez moment mi się ta wizja spodobała, bo gdyby zaczął się prawdziwy dym, może ludzie doceniliby naszą pracę”.

Kto zatem ten klimat w Polsce stworzył? Czasami warto zadać sobie takie pytanie. Czy Obywatele RP przychodziliby 10. każdego miesiąca, gdyby nie było miesięcznic? Inne pytanie nie padło, a bodaj jest najważniejsze: czy ten konkretny funkcjonariusz dołowy wypełniłby polecenia swego zwierzchnika, który jest z awansu pisowskiego, aby użyć siły, gdy dojdzie do prowokacji?

Wówczas jest tylko jedna strona – zaatakowani protestujący. Wywiadowany policjant mógłby otrzeć pot z czoła i powiedzieć, jak trudno jest być przyzwoitym, bo trzeba wypełnić obowiązki człowieka. Uff…

NIE DAJMY SIĘ NABRAĆ

KTOŚ WIE ZA CO TA WILLA?

NIE MACIE JESZCZE DACHÓW? KŁAMIECIE. RZĄD DZIŚ POWIEDZIAŁ, ŻE WAM POMÓGŁ.

>>>

Travolta przyjechał na festiwal do Opola.

Ludzie Beaty Kempy zamieszani w sprawę śmierci . Żądamy komisji śledczej.

Monika Olejnik w „Wyborczej” zadaje Ziobrze fundamentalne pytanie. Swoje dziecko opłakuje ojciec Igora Stachowiaka. Setki dzieci i matek toną w Morzu Śródziemnym, uciekając przed głodem i wojną. Ale politycy PiS potrafią tylko straszyć.

Panie ministrze Ziobro, skoro według pana Igor Stachowiak zmarł z powodu przedawkowania narkotyków, dlaczego policja nie wezwała pogotowia?

Panie ministrze Błaszczak, dlaczego pan nic nie zrobił, skoro zobowiązał się pan wobec ojca Igora Stachowiaka, że zajmie się pan sprawą osobiście?

Panie ministrze Zieliński, od ponad roku wiedział pan, że dwukrotnie użyto paralizatora wobec Igora, o czym pan zresztą powiedział podczas spotkania sejmowej komisji ds. administracji.

Dlaczego głowy komendantów policji poleciały dopiero po wstrząsającym reportażu Wojciecha Bojanowskiego w TVN 24?

Beata Szydło, zamiast powiedzieć przepraszam, zagłuszała sprawę Stachowiaka i Macierewicza, krzycząc z trybuny sejmowej: „Dokąd zmierzasz, Europo! Powstań z kolan, bo będziesz opłakiwała codziennie swoje dzieci!”.

Swoje dziecko opłakuje ojciec Igora Stachowiaka. Setki dzieci i matek toną w Morzu Śródziemnym, uciekając przed głodem i wojną. Ale politycy PiS potrafią tylko straszyć, udawać, że nic nie wiedzą, albo pleść głupoty, że sprawa Stachowiaka to atak za ustawę dezubekizacyjną.

Cech ludzkich nabierają na spotkaniach z dyrektorem Rydzykiem albo na Światowych Dniach Młodzieży, którymi tak się chwalą. A to właśnie na Światowych Dniach Młodzieży papież mówił „o otwartości na ludzi uciekających od wojen i głodu”.

Eurodeputowana Gosiewska, która żądała 5 mln od MON za śmierć męża w Smoleńsku (słabe warunki mieszkaniowe, moralne odszkodowanie), powiedziała w Radiu Maryja: „Bogu powinniśmy dziękować, że rząd premier Beaty Szydło nie godzi się na relokację imigrantów”.

Pan Bóg to słyszy?

DAWNO SIĘ TAK NIE UŚMIALIŚMY 🙂

Każda wieś ma tzw. wsiowego głupka.

Paweł Wroński O Wacku Macierewicza. Dr Wacław Berczyński wciąż pracuje w MON, a jego pensja wynosi 13 tys. zł – ujawnił poseł PO Cezary Tomczyk. Wynika to z dokumentacji, jaką posłowie PO zobaczyli w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Jak mówi Tomczyk, umowa o pracę Berczyńskiego kończy się dopiero 7 marca 2018 r. Nie wiadomo, jak Berczyński pracuje dla polskiego ministerstwa, przebywając obecnie w USA.

Przypomnijmy, że w kwietniu dr Wacław Berczyński – szef podkomisji w MON ds. ponownego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej – powiedział w wywiadzie, że to on „wykończył caracale”. Chodzi o przetarg na śmigłowce wart 13,5 mld zł, które ostatecznie nie trafiły do polskiej armii. Następnie Berczyński wyjechał do USA, rezygnując ze wszystkich funkcji pełnionych w Polsce. Według MON nie miał nic wspólnego z przetargiem. Okazało się jednak, że miał dostęp do niejawnej dokumentacji w sprawie caracali. Berczyński był wieloletnim pracownikiem Boeinga – samoloty tej firmy na potrzeby rządu MON nabył w marcu tego roku z naruszeniem prawa.

Posłowie PO, przeglądając dokumenty w MON, odkryli dziwną koincydencję: Berczyński zwrócił dokumentację przetargową caracali bezpośrednio przed tym, jak Polska poinformowała Francję o odstąpieniu od umowy na zakup helikopterów.

Wiceminister obrony Bartosz Kownacki stwierdził, że nie wie, czy Berczyński jest wciąż zatrudniony, a jeśli tak, to w jakim charakterze.

PiS TO JEDNAK STAN UMYSŁU

Waldemar Mystkowski pisze o konflikcie między Morawickim a Szyszko.

Wojna Morawieckiego z Szyszką – między stolarzem a piromanem

Wojna między wicepremierem Mateuszem Morawieckim a ministrem środowiska Janem Szyszką toczy się o niebagatelną część Polski, bo aż o jedną trzecią kraju. Ministrowie walczą o drewno. Szyszko z zapałem wycina nawet Puszczę Białowieską z zamiarem sprzedaży drewna na opał, puszczenia drewna z dymem, z kolei Morawiecki chce, aby trafiało do firm związanych z przemysłem meblarskim.

Krótko pisząc, mamy wojnę między piromanem a stolarzem. Piroman Szyszko musi stosować się do ustawy o odnawialnych źródłach energii, która wprowadziła pojęcie „drewna energetycznego”, a musi ono wypełniać parametry dla opału w elektrowniach i elektrociepłowniach.

Parametry regulować mają przepisy opracowane przez trzy resorty: rozwoju, środowiska i energii we współpracy z naukowcami z Instytutu Technologii Drewna. I tutaj jest pies pogrzebany, bo Szyszko dojrzał, iż zawyżenie parametrów drewna energetycznego powoduje trudniejszą sprzedaż surowca dla przemysłu energetycznego, czyli puszczenie z dymem Puszczy (że zabawię się w Białoszewskiego) nie będzie takie łatwe. A tym samym „stolarz” Morawiecki pozyskałby tańszy surowiec dla przemysłu meblarskiego, więc Szyszko wymyślił – owszem, meblarze dostaną drewna skolko ugodno na specjalnych aukcjach, lecz gdy trzykrotnie nie zostanie sprzedane, idzie do pieca.

Resort Morawieckiego nie zgadza się na takie dictum. obawia się cen zaporowych, meblarzy nie byłoby stać na wykup drewna, niekupione powędrowałoby do spalenia. Morawiecki nie chce odpuścić, bo drewno made in Poland w postaci mebli ponoć cieszy się wielkim powodzeniem za granicą. Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego chce z kolei, aby ceny drewna regulował rynek, a nie podległe Szyszce Lasy Państwowe.

Ta walka toczy się o jedną trzecią kraju, bo tyle powierzchni zajmują lasy. Aż się boję pomyśleć, co by się stało, gdyby do tej wojny weszła trzecia strona – resort Piotra Glińskiego, który w walce z ciemnym ludem zechciałby drewno przeznaczyć na celulozę, tj. na produkcję książek. Ale kto wówczas chciałby głosować na PiS?

PRAWDA, KTÓRA ZAORAŁA CAŁE TO FANATYCZNE TOWARZYSTWO

>>>

RZĄD PiS MOŻE BYĆ DUMNY. JESZCZE NIKT NIGDY NIE ZADŁUŻYŁ TAK POLSKI. PRZEKROCZYLIŚMY WŁAŚNIE BILION ZŁOTYCH!!! GRATULUJEMY.

c1z0nsrw8aa-wmh

JEST REKORD !!!!!!!!!!!! BRAWO DLA DOBREJ ZMIANY! FENOMENALNY WYNIK, NAJLEPSZY W HISTORII POLSKI. JESZCZE NIKT NIGDY NIE DOSZEDŁ TAK DALEKO.

c1zwnnpwgaahury

Zdemolowany Trybunał Konstytucyjny jest pisowski. Polska stoi bezprawiem. Pisze Ewa Siedlecka („Wyborcza”): Trybunał Konstytucyjny odbył pierwszą rozprawę po dobrej zmianie. Zamiast sędzi Julii Przyłębskiej zasiadł Mariusz Muszyński. Nie zapadł wyrok. Dziennikarzom zabroniono robienia zdjęć i nagrywania.

tk

– Mam niewątpliwy zaszczyt i przyjemność otwierać pierwsze posiedzenie Trybunału w nowym roku i w nowych okolicznościach – powitał publiczność przewodniczący rozprawie, sędzia Stanisław Rymar.  Ktoś, kto zajrzał na stronę Trybunału mógł poczuć się zdezorientowany, bo tam w pięcioosobowym składzie widniało nazwisko Julii Przyłębskiej, a zamiast niej zasiadł na sali Mariusz Muszyński.

Muszyński jest jednym z trzech dublerów wybranych przez PiS w listopadzie 2015 r. na prawomocnie obsadzone już miejsca. Z wyroków TK z 3 i 9 grudnia 2015 r. wynika, że ich wybór „nie wywołał skutków prawnych”. Nie mają więc prawa do orzekania, a legalność wyroków z ich udziałem może być kwestionowana. Niektórzy sędziowie sądów powszechnych już deklarują, że nie będą się do nich stosować, bo wyrok wydany z udziałem osoby nieuprawnionej jest z mocy prawa nieważny.

Na rozprawę – tradycyjnie, od roku – nie stawił się przedstawiciel marszałka Sejmu. Był natomiast przedstawiciel Prokuratora Generalnego.

Rozprawa dotyczyła wniosku RPO, a chodzi o przepisy podatkowe (art. 114a kodeksu karnego skarbowego i art. 70 par. 6 pkt 1 ordynacji podatkowej). Prawo przewiduje, że roszczenia podatkowe państwa w stosunku do podatnika przedawniają się po 5 latach. Zaskarżone przez RPO przepisy niejako unieważniają tę zasadę. Pozwalają bowiem na wszczęcie postępowania karnego skarbowego nawet ostatniego dnia przez przedawnieniem. I to nie „przeciwko” podatnikowi, ale „w sprawie”. A takie postępowanie wstrzymuje bieg przedawnienia. Może się de facto wcale nie toczyć, ale daje służbom skarbowym nieograniczony czas na zbadanie PiT-u czy CIT-u. Dotknięty tym podatnik, jeśli postępowanie toczy się „w sprawie”, nie ma uprawnień strony: nie może się skarżyć na przewlekłość postępowania, nie ma dostępu do akt, nie wie, co wzbudziło wątpliwości organów skarbowych. To wszystko –  zdaniem RPO – sprawia, że przepisy naruszają zasadę zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa (art. 2 konstytucji) i prawo do sądu (art. 45).

Rzecznik powołał się na skargi od osób dotkniętych tymi przepisami. Jego zdaniem państwo gra z podatnikami nie fair, gwarantując z jednej strony prawo do przedawnienia zaległych podatków po pięciu latach, z drugiej blokując to prawo. A wszczyna postępowanie „w sprawie” nie dlatego, że mają jakieś konkretne podejrzenia w stosunku do osoby lub firmy, ale po to, by, na wszelki wypadek, zablokować bieg przedawnienia.

Sejm – pisemnie, a Prokurator Generalny  ustami prokuratora Prokuratury Krajowej Wacława Michrowskiego przedstawili stanowisko, że zaskarżone przepisy są zgodne z konstytucją i mają zabezpieczyć interes finansowy państwa. Prokurator Michrowski zapewniał przy tym, że nie są nadużywane. Choć przyznał, że się tego nie bada.

Sędzia Rymar zamkną rozprawę i zapowiedział ogłoszenie wyroku za dwie godziny. Po tym czasie otworzył ją jednak na nowo i bezterminowo odroczył. Tak się zdarza, gdy nie ma większości głosów do wydania wyroku. Czyli bardzo rzadko, bo zwykle sprawę sędziowie dyskutują przez wiele miesięcy, a rozprawę wyznacza się, gdy większość zgodzi się na konkretne rozstrzygnięcie.

W tym przypadku  możliwe, że po włączeniu Mariusza Muszyńskiego nie było większości. Albo, że „starzy” sędziowie uznali, że nie mogą podpisać się pod wyrokiem wydanym z udziałem dublera.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że mianowana 21 grudnia prezesem Julia Przyłębska, i Mariusz Muszyński, którego uprawniła do zastępowania jej we wszystkich czynnościach, zmieniają teraz składy sądzące w przydzielonych wcześniej sprawach, dołączając do nich dublerów.

Okazało się też, że media nie mogą samodzielnie utrwalać rozprawy. Fotoreporter „Wyborczej” dowiedział się, że może wejść na salę, ale nie wolno robić zdjęć. Podobno takie są nowe wytyczne. Żadnej informacji w tej sprawie nie ma na stronie internetowej Trybunału.

Zwróciliśmy się do Biura Prasowego Trybunału z pytaniem, kto wydał takie dyspozycje, czy mają formę pisemną, czy dotyczą tej jednej rozprawy, czy to będzie już stały obyczaj, co jest przyczyną zmiany i na jakiej podstawie prawnej się opiera. Czekamy na odpowiedź.

Do tej pory w TK obyczaj był taki, jak w sądach powszechnych: media zgłaszały przed rozprawą chęć utrwalania i dostawały zgodę. W sądach powszechnych zgoda jest regułą, niezgoda – wyjątkiem, w szczególności w sprawach karnych. W sprawach cywilnych, jeśli dotyczą życia osobistego, sąd odmawia częściej. Uważa się, że dostęp mediów do rozpraw jest formą kontroli władzy (sądowniczej) przez społeczeństwo. I realizacją prawa do informacji o działaniach władzy (art. 61 konstytucji).

A GDZIE JEST POLSKA PREMIER? JEJ MINISTER JAKI WYWOŁAŁ KOLEJNY KONFLIKT. CZYŻBY JEDYNE CO POTRAFI TEN RZĄD TO WYWOŁYWANIE KONFLIKTÓW?

c10al4vxcaad1kv

Ksiądz Roman B. skazany za wiele przestępstw seksualnych. Dziś znów odprawia msze!!! CZYTAJ KONIECZNIE:

c106n9kwqaiugjr

UROJONE KRAJE, KTÓRYCH NIE MA. WYMYŚLENI MINISTROWIE. CZY KTOŚ ZNA PAŃSTWO SAN ESCOBAR??? Z KIM NASTĘPNYM SPOTKA SIĘ WASZCZYKOWSKI?

c11bbvpxcaao4ug

Sławomir Sierakowski opowiada Agnieszce Kublik o zyskach z protestu opozycji w Sejmie. W tej sali dzieją się ważne rzeczy. Ci ludzie zaczynają się poznawać, integrować. Także poziomo, między partiami. To jest kapitał zaufania i doświadczenia na przyszłość.

porazka

Agnieszka Kublik: Marszałek Senatu wyciągnął rękę do zgody. Zaprosił opozycję na rozmowy w sprawie protestu w sali plenarnej i nieprawidłowego głosowania nad budżetem w Sali Kolumnowej. Mimo że Jarosław Kaczyński uważa jakikolwiek kompromis za słabość i błąd.

Sławomir Sierakowski: Dlatego każda pisowska zapowiedź kompromisu to blef.

Jedyną skuteczną opozycją wobec kogoś takiego może być ta, która nauczy się bezkompromisowości. Opozycja, która będzie równie twarda, konsekwentna i zdeterminowana jak PiS, a jedyną różnicą powinno być to, że działać ma zgodnie z prawem i interesem ludzi i kraju, a nie partii i władzy.

Pierwszą taką próbą charakteru i dobrze zastawioną na Kaczyńskiego pułapką był właśnie ten okupacyjny protest. Kaczyński nie ma dobrego ruchu. Musi użyć przemocy albo przyznać się do spektakularnej porażki. Tyle że ten protest został w dużej mierze zinfantylizowany.

Opozycja może jeszcze wyjść z Sejmu z twarzą?

– Chyba już tylko Platforma Obywatelska, która jako jedyna zachowuje się poważnie, konsekwentnie i czytelnie. Ludzie oczekują od opozycji jedności i zajęcia się Kaczyńskim, a nie sobą nawzajem. Tymczasem opozycja zachowuje się niepoważnie. Kaczyński właściwie nic nie musi robić poza czekaniem, aż po drugiej stronie wszyscy pozagryzają się nawzajem albo przewrócą o własne nogi jak Ryszard Petru.

Który najpierw wybrał się do Portugalii na sylwestra, gdy jego posłowie protestowali w ciemnym, zimnym Sejmie, a potem zaproponował, by w Senacie PiS głosował poprawki Platformy do budżetu.

– To dwa błędy czy raczej absurdy. Jeśli Senat ma zgłaszać poprawki do ustawy budżetowej, to oznacza, że według Petru Sejm 16 grudnia ją legalnie uchwalił. Ale skoro przyznaje rację PiS, to po co Nowoczesna okupuje salę plenarną? Absurd. Po drugie, nie uzgodnił tego ze Schetyną i jeszcze chce zgłaszać w Senacie poprawki Platformy. Kolejny absurd.

W tarapatach jest jedyny naprawdę społeczny ruch, który łączył przeciwników władzy z różnych środowisk, również tych niechętnych partyjnym barwom. W zeszłym tygodniu wyszło na jaw, że Mateusz Kijowski występował w dwóch rolach – jako lider KOD i usługodawca KOD.

– Tu mam więcej empatii, choć nie mam wątpliwości, że on powinien od razu zawiesić swoje przywództwo do czasu wyborów lidera. Ale należy pamiętać, że Kijowskiemu ten ruch społeczny się przydarzył. On nie miał szans być na to przygotowany. Tak jak Wałęsa nie był gotowy na „Solidarność”. Gdyby wtedy istniał Facebook i hejterzy albo nawet zwykłe nieskrępowane media, to zapewne nie byłoby ani jego, ani „Solidarności”, bo szybko by go pogrążyły błędy z przeszłości.

Ale i tak wolę Kijowskiego, który nie umie przyzwoicie wyjść na prostą finansowo, niż zamordystę Kaczyńskiego. Rozliczając Kijowskiego, trzeba pamiętać o jego zasługach, wciągnięciu masy ludzi do zaangażowania politycznego. Inni się nie garnęli albo garną się niemrawo. On rozkręcił ten ruch i teraz gdzieś tam w KOD kształtują się następni liderzy, którzy dostali czas na uporządkowanie swoich spraw i przygotowanie do bycia osobą publiczną.

Niesamowita jest ta schadenfreude, która rozlewa się po opozycji, gdy komuś powinie się noga. Porażka Kijowskiego czy Petru cieszy bardziej, niż gdyby samobójstwo popełnił Kaczyński. To świadczy o frajerstwie po naszej stronie. Dopóki będą wśród nas panowały takie emocje, dopóty możemy zapomnieć o zwycięstwie. Prędzej my dogonimy Węgry słabością opozycji niż Kaczyński siłą rządzących.

A jeśli ten protest w Sejmie mimo to przetrwa, to co się wydarzy?

– PiS na pewno będzie opozycję brał na przeczekanie, na przykład przesunie posiedzenie Sejmu z 11 na 25 stycznia albo zwoła je w Sali Kolumnowej. Rozważane jest też rozwiązanie siłowe, ale utajnienie obrad i wyprowadzanie posłów siłą oznaczałoby przekroczenie czerwonej linii, za którą jest Rosja. Tylko że tu nie jest Rosja i taka polityka na dłuższą metę nie przejdzie. Im bardziej radykalizuje się Kaczyński, im mniej jest pragmatyczny, tym szybciej kopie sobie grób na scenie politycznej.

Ale czy ludzie w ogóle rozumieją protest opozycji? Niektórzy komentatorzy mówią, że to wygląda śmiesznie.

– Niech wreszcie politycy opozycji przestaną myśleć o polityce w kategoriach estetycznych. PiS nigdy dobrze nie wyglądał. PiS zawsze wyglądał obciachowo, zawsze był śmieszny, groteskowy, z każdego z tych polityków można było się śmiać. Kaczyński był bohaterem żartów, jest jednym z najbardziej nielubianych polityków, a zdobył w Polsce władzę absolutną. Gdyby się przejmował tym, co ludzie o nim powiedzą, toby się bał z domu wyjść.

Inny przykład: nie ma nic bardziej żenującego niż miesięcznice smoleńskie. Jakieś pochodnie, jacyś rozmodleni ludzie co miesiąc, nikt tego nie rozumie. Tam jest raptem parę tysięcy ludzi, a nie jakieś gigantyczne masy. Kaczyński sam zresztą na tych miesięcznicach pojawił się dużo, dużo później, bo najpierw je wymyśliła „Gazeta Polska”. I proszę, jak bardzo skuteczna okazała się ta polityka.

Kaczyński nie myli estetyki z polityką. Wie, że liczy się tylko skuteczność. Czas, żeby podobnie potrafiła zachować się opozycja.

Czyli co konkretnie miałaby robić?

– Nie poddawać się w żadnym wypadku. Nie iść z PiS na żadne kompromisy. Zachowywać się poważnie. Być gotowym na poświęcenie, a nie na wakacje w Portugalii. I wokół najważniejszych spraw działać razem. Ludzie nie wybaczą małostkowych walk między sobą, gdy władza topi demokratyczny parlament. Żadna partia nie dostanie wtedy szansy na pokonanie PiS.

A jeśli protest się uda?

– Po pierwsze, jeśli PiS zgodzi się na powtórne procedowanie głosowania nad budżetem, to będzie oznaczało, że przyznaje się do porażki. I to by było pierwsze poważne zwycięstwo opozycji po wyborach. Tak bardzo potrzebne po tej stronie.

Po drugie, PiS przyzna się do skrajnej arogancji. Już się przyznał. Wykrzywiona uśmiechem, ni to sarkastycznym, ni to ironicznym, twarz Kaczyńskiego wyjeżdżającego po nocy z Sejmu limuzyną w asyście policji jest dzisiaj symbolem tej władzy.

I po trzecie, PiS przyzna się do łamania prawa.

Przecież to oczywiste…

– …że tego nie zrobi. I dlatego myślę, że Kaczyński się zapędził w pułapkę. Pozwolił się złapać opozycji. Dał jej szansę zachować się w sposób, który czyni ją – a przynajmniej jej część – partnerem dla takiej polityki, jaką on sam uprawia. W każdym razie ten krok, żeby zareagować strajkiem w Sejmie, jest jak najbardziej słuszny i właściwy. Tak się powinna zachowywać opozycja.

W tej sali dzieją się ważne rzeczy. Po pierwsze, pokazują się młodzi politycy, co jest bardzo ważne dla przyszłości opozycji. Po drugie, ci ludzie zaczynają się poznawać, integrować. Także poziomo, między partiami. To jest kapitał zaufania i doświadczenia na przyszłość.

Jeszcze raz powtórzę: opozycja ma siedzieć w tej sali do oporu albo dać się wyprowadzić siłą.

Wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej przez rząd będzie NAJWIĘKSZYM ŚWIŃSTWEM „DOBREJ ZMIANY”. Kobiety wam na to nie pozwolą!!!

c11gew-weaadqyh

Jest projekt ws. wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej. Biuro RPO pokazuje dowód

SZYKUJCIE PARASOLKI. NIE POZWÓLMY, ABY PiS PRZYZWOLIŁ NA PRZEMOC WOBEC KOBIET.

c11vacfwqaevsf

• Jest projekt ws. wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej
• Autorem projektu jest ministerstwo sprawiedliwości
• Taką informację otrzymało biuro Rzecznika Praw Obywatelskich
c1y9frkxcaat3xv
Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt dot. wypowiedzenia tzw. konwencji antyprzemocowej. Trafił do uzgodnień międzyresortowych. Taką informację otrzymał z KPRM Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. W grudniu w wywiadzie dla tygodnika „wSieci” premier Beata Szydło zapewniła, że rząd nie pracuje nad wypowiedzeniem konwencji. Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak w grudniu mówił: „Nie ma żadnego stanowiska rządu, które by zmierzało do wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej, co nie oznacza, że członkowie rządu o tym nie dyskutują”.
ZOBACZCIE JAK ŁATWO ZŁAPAĆ PiS NA KŁAMSTWIE. KOBIETY NIE MOGĄ POZWOLIĆ NA WYPOWIEDZENIE KONWENCJI ANTYPRZEMOCOWEJ.
c12deb-xgaewtoo
MIESIĘCZNICA JAK ZWYKLE PEŁNA NIENAWIŚCI. PREZES PUBLICZNIE NIEMALŻE DOSZEDŁ… DO PRAWDY, WYZYWAJĄC TYCH, KTÓRYCH NIE LUBI.
c11zyfwxuaevsmv

TRUDNO POWSTRZYMAĆ SIĘ OD ŚMIECHU. ŚMIEJĄ SIĘ JUŻ WSZYSCY POLACY 🙂

c11zwvhxuaexglh

PIĘKNE :)))

c11xfkixeaarmle

JERZY DZIEWULSKI PODSUMOWAŁ „DOBRĄ ZMIANĘ” W POLICJI. BEZ PUDŁA

c11iqm_xaaengg0

Waldemar Mystkowski pisze o sukcesie Schetyny.

narracja

Grzegorz Schetyna osiągnął niemało. Po raz pierwszy opozycja narzuciła swoją narrację za sprawą szefa Platformy Obywatelskiej. Polacy zastanawiają się, nie co zrobi Kaczyński, ale co zrobi Schetyna. W polityce ten element jest niebagatelny.

Kaczyński zapowiada swoje fałszerstwa i nieprawdziwe rozwiązania, to wszyscy znamy. Nie wiemy, jakie twarde decyzje zajdą za sprawą Schetyny. Platforma do tej pory podążała w cieniu decyzji innych, teraz uprzedza. Schetyna więc mówi: chodźcie za mną.

Kaczyński chciał narzucić swoje rozwiązanie w sprawie protestu w Sejmie, który miał podłoże w stosunku do pisowskiego bezprawia. Ale to Schetyna narzucił swoją narrację, nie przychodząc na spotkanie, które pozorowało szukanie kompromisu. Nie wiemy więc, jak lider PO będzie walczył o prawne procedury w Sejmie.

Platforma Obywatelska nie czekała na zamówienie ekspertyz o legalności rozwiązań po 16 grudnia w Sejmie przez PiS, ma prawo do swoich ekspertyz. Tak orzeka regulamin Sejmu, takie ekspertyzy winny być opublikowane na stronach sejmowych, niezależnie od tego, czy jest zgoda marszałka, czy nie jest.

(NIE MOŻNA IŚĆ NA KOMPROMIS TAM, GDZIE EWIDENTNIE ZŁAMANO PRAWO. PAMIĘTAJCIE. POLICJANT NIGDY NIE DOGADUJE SIĘ Z BANDYTĄ.)

c12msyixgaq826m

Dwie ekspertyzy prawne zamówione przez wicemarszałkinię PO Małgorzatę Kidawę-Błońską powinno opublikować Biuro Analiz Sejmowych, ale Kuchciński na to nie pozwolił. Mamy więc do czynienia z syndromem podobnym do rządowego, gdy Kancelaria Premiera nie publikowała wyroków Trybunału Konstytucyjnego.

Dwie ekspertyzy zamówione przez Platformę są dostępne na stronach sejmowych klubu PO. Konstytucjonaliści z Uniwersytetów Łódzkiego i Wrocławskiego stwierdzają, iż Michał Szczerba został wykluczony bez powodu. Przenosiny obrad Sejmu zarządzono wbrew regulaminowi: „trudno uznać, aby regulaminową formą zawiadomienia było przesłanie posłom sms-a o godzinie i miejscu obrad na 10 minut przed ich wznowieniem oraz wyświetlenie takiej informacji na ekranach w Sali Posiedzeń plenarnych”.

W Sali Kolumnowej uniemożliwiono posłom opozycji sprawowanie mandatu, posłowie PiS weszli wcześniej, a dla opozycji nie wystarczyło miejsc siedzących i uniemożliwiono zabranie głosów. Ponadto kworum jest wątpliwe, choćby z zasadniczego powodu, iż dwoje z dziesięciu sekretarzy powołanych przez marszałka Kuchcińskiego do liczenia głosów zaprzeczyło, jakoby byli tam obecni.

Wg tych ekspertyz, a szczególnie według dr Ryszarda Balickiego z Uniwersytetu Wrocławskiego 33 sesja Sejmu trwa, nie została zakończona, bo nadal trwa przerwa zarządzona przez marszałka Kuchcińskiego.

Zatem obrady Sejmu – po przedłużonej przerwie – powinny rozpocząć się od zaplanowanych na 16 grudnia szeregu głosowań ustaw, w tym najważniejszej ustawy budżetowej. Nie potrzeba więc żadnego kompromisu.

Czy PiS skorzysta z tych oczywistych rozwiązań? Oczywista oczywistość, że nie! Więc wiemy, jaka będzie postawa Kaczyńskiego. Nie po to złamał prawo, aby do tego się przyznać.
Schetyna zatem ma głos, publika nie wie, jakie podejmie kroki, aby bronić praworządności.

c12rc2bwiaatol4

CZAPKI Z GŁÓW.

c14pgghwgaa1z2j

A W TANGU TAŃCZĄ RAZEM MACIEREWICZ I MISIEWICZ.

grudzien11

Kuriozalne przemówienie Kaczyńskiego podczas 80. miesięcznicy smoleńskiej.

kordon

Przed Pałacem Prezydenckim zakończyły się wieczorne obchody 80. miesięcznicy smoleńskiej. – Mamy po raz pierwszy taką bezpośrednią próbę zakłócenia naszej uroczystości – powiedział Jarosław Kaczyński. Uroczystościom 80. miesięcznicy smoleńskiej towarzyszyła kontrmanifestacja stowarzyszenia Obywatele RP. Rano doszło tam do przepychanek z policją.

Zanim przed pałac dotarł marsz pamięci, na miejscu zebrało się około stu osób, trzymających białe róże. Od ustawionego przed Pałacem Prezydenckim krzyża Obywateli RP odgrodził kordon policji. Czoło marszu z transparentem „Smoleńsk – pamiętamy” i Jarosławem Kaczyńskim na czele dotarło przed pałac około godz. 20.45. Obok prezesa PiS szli m.in. Antoni Macierewicz i Ryszard Terlecki. Obchody rozpoczęły się od odśpiewania hymnu Polski. Obywatele RP stali naprzeciwko marszu z uniesionymi białym różami.

czwb9yzxcagcc4y

Potem głos zabrał Jarosław Kaczyński, którego przemówienie – ze względu na kuriozalność – przytaczamy w całości: – „Szanowni państwo, dzisiaj 80. miesięcznica, można powiedzieć, jubileusz działalności dla pamięci, dla prawdy. Dzisiaj po raz pierwszy mamy taką bezpośrednią próbę zakłócenia naszych uroczystości. Ci, którzy jej dokonują, mówią: działamy legalnie. Tak, w sensie formalnym. Ale zapytajmy, czy legalne są cele, które sobie stawiają? Czy legalne jest odbieranie innym prawa do tego, by demonstrować, by się modlić? Czy legalna jest próba wyszarpania, zaniechania czynności procesowych, które są niezbędne w śledztwie smoleńskim? To wszystko jest nielegalne i trzeba to jasno powiedzieć. Ale to, co mówią ci ludzie to przykład czegoś szerszego, co jest charakterystyczne dla tego wszystkiego, co mówią nasi polityczni przeciwnicy. O co chodzi, że jedni mogą innym przeszkadzać w realizacji prawa od demonstracji. To nic innego, niż przyjęcie zasady, że kto silniejszy, ten lepszy. Ta zasada towarzyszyła całej trzeciej RP. Mówiono o liberalnej demokracji, a to był prymitywny darwinizm społeczny. My tę zasadę odrzucamy i będziemy odrzucać. W imię tego prowadzimy śledztwo i uczcimy pamięć tych, którzy zginęli. Wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Idziemy tą drogą. Zmienimy prawo tak, by każdy miał prawo do demonstracji i nie można ich było zakłócać. Możecie sobie państwo krzyczeć, co chcą, ale to oszustwo. My reprezentujemy prawdę, demokrację i wolność. Polska jest dzięki nam krajem wolności, jednym z niewielu w Europie. Ci, którzy chcieliby przywrócić zasadę darwinizmu społecznego zaciekle z nami walczą w Polsce i w Europie. W Polsce jest wielki mechanizm kłamstwa, oszukiwania ludzi. Ale mimo niego zwyciężyliśmy, zwyciężamy i zwyciężymy!

czv4m1mw8aabzl8

Kiedy przemówienia się skończyły, Obywatele RP zaczęli skandować „Wolność, równość, demokracja”. Zwolennicy PiS odpowiadali okrzykami „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” i odtwarzali z głośników „Żeby Polska była Polska”. – „Potrzeba było determinacji i odwagi. Nasze demonstracja była największa do tej pory. To wzruszające, że stajemy ramię w ramię z ludźmi, którzy są opluwani. Bardzo wam dziękuję” – mówił lider Obywateli RP Paweł Kasprzak. – „A teraz wiadomość trudna: spotykamy się tutaj za miesiąc. Nowelizacja prawa o zgromadzeniach wejdzie w życie i z pewnością będzie nas stąd siłą wynosić policja. Ale spotykamy się tak samo, rano i wieczorem. Do zobaczenia za miesiąc, legalnie, czy nielegalnie!” – zakończył.

CZYŻBY MIESIĘCZNICE NIE BYŁY MANIFESTACJAMI CYKLICZNYMI? NIE BYŁY ZGŁASZANE JAKO MANIFESTACJE? CZYLI NIELEGALNE ZGROMADZENIA…

czv_ak8xcaakqcv

Do przepychanek przed Pałacem Prezydenckim doszło już podczas porannych uroczystości. Protestujący Obywatele RP zostali usunięci przez policję z miejsca, gdzie zarejestrowali oni swoje zgromadzenie, czyli sprzed tablic smoleńskich. – „Stanęliśmy w tym miejscu. Nasza legalnie zgłoszona demonstracja została zakłócona przez siły porządkowe: BOR i policję. Zostaliśmy po prostu wypchnięci z miejsca manifestacji pod pretekstem sprawdzenia przez BOR, czy nie ma środków wybuchowych” – powiedział Tadeusz Jakrzewski ze stowarzyszenia Obywatele RP.

czvvvxfxeaakckl

Obywatele RP, tak jak przy poprzednich miesięcznicach, zgłosili na Krakowskim Przedmieściu całodzienne zgromadzenie publiczne. Jak tłumaczyli, ma to być wyraz poparcia dla tych bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej, którzy są przeciwni ekshumacjom, oraz protest przeciwko przyjętej przez Sejm PiS-owskiej ustawie o zgromadzeniach. Zazwyczaj manifestujący zbierali się przy Kordegardzie, ale w tym miesiącu postanowili ustawić się dokładnie przed Pałacem Prezydenckim.

waldemar-kuczynski

O! Ludzie!

CZY MYŚLELIŚCIE, ŻE KIEDYŚ POLICJA ZAMIAST NA PATROLE BĘDZIE CHODZIŁA NA WYCINANIE KONFETTI?

czwdd5_xuae1fg5

WCALE SIĘ NIE DZIWIMY.
ILE MOŻNA TAK UPOKARZAĆ POLICJANTÓW?

dla

I JAK TU NIE LUBIĆ SZKŁA KONTAKTOWEGO 🙂

chce

Eliza Michalik pisze w „Wyborczej”, iż „trzeba dziś walki o Polskę tak zażartej, jak PiS walczy przeciw Polsce. Tyle że on walczy, łamiąc prawo, a Trybunał Konstytucyjny może uratować Polskę przed autorytaryzmem zgodnie z prawem.”

doszlismy-2

Nie tylko Trybunał Konstytucyjny doszedł do ściany. Do ściany doszła Polska. Władza ogranicza nam właśnie wolność demonstrowania przekonań, tak jak ograniczyła wolność mediów, a dziennikarzy piszących o niej krytycznie straszy zarzutami o szpiegostwo lub zwalnia z pracy (łącznie już kilkaset osób), atakuje i poniża organizacje pozarządowe, z aresztowań robi polityczne spektakle, uznaje i firmuje ministra obrony narodowej, który działa na szkodę obronności i bezpieczeństwa państwa.

Szefowa rządu łamie konstytucję, a przedsiębiorcy traktowani są jak potencjalni przestępcy. Urzędnicy państwowi i ministrowie z nadania PiS-u niszczą służby specjalne, dyplomację, narażają Polskę na izolację międzynarodową i – za zasłoną infantylnej patriotycznej retoryki – pozbawiają ją wpływu na decyzje Unii Europejskiej, a obywateli na dotkliwe sankcje finansowe. A przede wszystkim w propagandowych, prorządowych mediach (których degenerację i upolitycznienie zauważyły już najważniejsze instytucje międzynarodowe monitorujące wolność mediów) strasznie kłamią: rano, w południe i wieczorem.

Politycy PiS-u w ledwo zawoalowany sposób grożą utratą stanowiska (jeśli nie będzie posłuszny władzy) rzecznikowi praw obywatelskich. Wspierają nacjonalistyczne i faszystowskie w swojej retoryce organizacje, ba – wręcz je oficjalnie promują (czy wiedzą państwo, że niedawno biuro posła Piotra Glińskiego było jednym ze współorganizatorów spotkania z Marianem Miszalskim, autorem książki „Żydowskie lobby polityczne w Polsce”?).

Obywatele są odczłowieczani i lżeni przez polityków rządzącej partii i przez część prawicowych mediów. Praktycznie wszyscy myślący inaczej niż PiS to „gestapowcy”, „gorszy sort Polaków”, odmawia się im polskości i patriotyzmu, a niekiedy także prawa do mieszkania w kraju. W publicznych mediach ustami Jana Pietrzaka wyborców opozycji porównuje się do pluskiew, gnid i wszy.

Trybunał Konstytucyjny jeszcze walczy, ale wkrótce polegnie. I dla obywateli małą będzie pociechą, że uczynił to z honorem.

seks

***

Wiem, że wielu, także liberalnych i lewicowych, polityków i dziennikarzy uważa, że stawianie sprawy tak ostro to przesada, że to wciąż walka, a nie wojna. Ja jestem odmiennego zdania.

Tak, dziś jestem już pewna i chcę powiedzieć to głośno: PiS nie jest normalną partią polityczną działającą według reguł państwa prawa i nie prowadzi ze swoimi oponentami politycznymi normalnej, choć ostrej, politycznej walki.

Partia Kaczyńskiego wygrała wybory w sposób demokratyczny, ale to, co po tych wyborach robi, i sposób, w jaki to robi, jest formą zamachu stanu i stopniową, przeprowadzaną z żelazną konsekwencją zmianą ustroju z demokracji parlamentarnej na ustrój autorytarny.

czv1q1kxcaakqrh

Tym z państwa, którzy oburzą się na ostre (wiem) sformułowanie „zamach stanu”, dla porządku przypomnę, że zgodnie z klasyczną definicją taki zamach to nie tylko niezgodne z porządkiem konstytucyjnym czy przeprowadzone z użyciem siły przejęcie władzy w państwie (tych przesłanek PiS nie spełnia, ponieważ wygrał wybory), ale także przejęcie władzy politycznej w państwie przez jednostkę lub grupę osób z pogwałceniem normalnego toku życia politycznego i porządku instytucjonalnego. I drugi człon tej definicji to już jest dokładnie to, co robi PiS.

Gdy jakiś czas temu TVP ogłosiła na Twitterze, że rząd PiS-u to „pierwszy taki rząd po 89 roku”, odpowiedziałam sarkastycznie: „Za to przed 89 już takie były”. Wtedy to była ironia, dziś wiem, że taka jest rzeczywistość.

Kiedy w 2012 r. prof. Andrzej Rzepliński powiedział (w kontekście działalności radykalnych ruchów narodowych nawołujących do zmiany ustroju i obalenia demokracji): „Trybunał nie cofnąłby się przed delegalizacją partii politycznej, której cele lub działalność byłyby skierowane poza wszelką wątpliwość – na obalenie metodami niedemokratycznymi systemu ustroju Polski”, to jak teraz to widzę – były to prorocze słowa. Zagrożenie – namacalne i groźne – nie nadeszło jednak ze strony narodowców, którym mimo sporej afirmacji i promowania ze strony polityków PiS-u nie udało się przekroczyć progu wyborczego, ale ze strony samej partii Kaczyńskiego.

Prezes Rzepliński miał rację, bo polska konstytucja składa w ręce TK być może jedno z najważniejszych dla państwa prawa uprawnień – prawo do podjęcia decyzji o delegalizacji partii politycznej, której nie tylko cele, ale i metody działania są niezgodne z konstytucją – proszę spojrzeć na jej artykuł 188, pkt 4.

ludzie

Jej artykuł 13 stanowi z kolei: „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub DZIAŁALNOŚĆ zakłada lub DOPUSZCZA NIENAWIŚĆ RASOWĄ I NARODOWOŚCIOWĄ, STOSOWANIE PRZEMOCY W CELU ZDOBYCIA WŁADZY LUB WPŁYWU NA POLITYKĘ PAŃSTWA albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa” (duże litery od autorki).

To, że TK ma prawo zdelegalizować partię działającą z naruszeniem konstytucji, potwierdza zresztą ustawa o partiach politycznych z 27 czerwca 1997 r., a ściślej jej artykuł 42 („W sprawach zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych właściwy jest Trybunał Konstytucyjny”) i 44 („Jeżeli Trybunał Konstytucyjny wyda orzeczenie o niezgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznej, Sąd niezwłocznie wydaje postanowienie o wykreśleniu wpisu partii politycznej z ewidencji”).

Czy niepublikowanie przez premierkę z PiS-u orzeczeń TK (złamanie konstytucji), procedowanie ustaw z naruszeniem zagwarantowanych przez konstytucję politycznych praw opozycji, naruszanie (także gwarantowanych przez najwyższy akt prawny RP) wolności obywatelskich, wolności zgromadzeń, słowa i prawa do publicznego wyrażania poglądów, i w końcu proceder, który prof. Ewa Łętowska nazwała drenowaniem prawa z treści (niezgodny nie tylko, jak inne działania PiS-u, z literą konstytucji, ale z jej duchem), nie są wystarczającą przesłanką – i prawdopodobnie ostatnim momentem – by zdelegalizować partię zmierzającą do zmiany Polski w państwo autorytarne, które znamy z przeszłości?

wojciech-kussowski

Do tego, rzecz jasna, trzeba odwagi, bo PiS będzie głośno krzyczał i histeryzował, będzie zaprzeczał faktom, których świadkami byliśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy, będzie obrażał, kłamał i odwracał kota ogonem. Trzeba przekonania o słuszności tej decyzji i postawienia dobra Polski nad swoim własnym dobrem i dobrym imieniem – bo spodziewam się, że po podjęciu takiej decyzji sędziowie Trybunału staliby się obiektem prześladowań bez precedensu. Trzeba wreszcie determinacji i konsekwencji – dokładnie tej samej, jaką ma PiS. Trzeba walki o Polskę tak zażartej, jak PiS walczy przeciw Polsce. Z tą różnicą, że PiS walczy o swoje, łamiąc prawo, a TK uratowałby Polskę przed autorytaryzmem zgodnie z prawem.

Tak, byłby to w postpeerelowskiej historii precedens, ale takim też precedensem są rządy i metody działania PiS-u.

tomasz-lis

Oczywiście rządy zdobywające władzę w sposób demokratyczny, a później wykorzystujące ją brutalnie i bezprawnie do działań przeciw obywatelom, którzy dali im mandat do jej sprawowania, to w historii nic nowego. Taką sytuację przewidzieli już amerykańscy ojcowie założyciele, którzy napisali:

„Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście, że celem zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały wśród ludzi rządy, których sprawiedliwa władza wywodzi się ze zgody rządzonych, że jeżeli kiedykolwiek jakakolwiek forma rządu uniemożliwiałaby osiągnięcie tych celów, to naród ma prawo taki rząd zmienić lub obalić i powołać nowy, którego podwalinami będą takie zasady i taka organizacja władzy, jakie wydadzą się narodowi najbardziej sprzyjające dla szczęścia i bezpieczeństwa”.

Te słowa pochodzą z najsłynniejszego chyba aktu uznania wolności, swobód i praw obywatelskich – Deklaracji Niepodległości.
Cytat z Deklaracji Niepodległości za: Andrzej Bartnicki, Krzysztof Michałek, Izabella Rusinowa, „Encyklopedia Historii Stanów Zjednoczonych Ameryki”, Warszawa 1992.

ŚWIETNY STUHR. BRAWO!

czv0t-ywqaevoqv

„PRAWDA” -PIOTROWICZ „DEMOKRACJA” -ZAKAZ ZGROMADZEŃ, IN VITRO, ABORCJA, PRAWA KOBIET „WOLNOŚĆ” -BEZZASADNE ZATRZYMANIE PINIORA. bezczelny.

czv7lhbxuaekuai

Waldemar Mystkowski pisze o prokuratorze Piotrowiczu.

stanislaw

Stanisław Piotrowicz jest przez posłów PiS broniony, jak reduta Ordona. Nie obchodzi ich, co robił Piotrowicz jako prokurator w stanie wojennym i w ogóle w PRL-u, jest użyteczny w walce z Trybunałem Konstytucyjnym. PiS ma swoich prawników, ale ich jakość nie jest najlepsza, a Piotrowicz może nie jest orłem Temidy, ale potrafi być skuteczny medialnie i ma siłę charakteru, rozum innych nie przemawia do jego rozumu. Przecież prezes Kaczyński nie postawi na Krystynę Pawłowicz, bo ta by się wściekła, a następnie uciekła.

Przed Piotrowiczem więc kariera stoi otworem, bo po Trybunale Konstytucyjnym przyjdzie przeciwnik o wiele liczniejszy – sędziowie i adwokaci. Sąd Najwyższy przejmie najprawdopodobniej niektóre funkcje sparaliżowanego TK, a na pewno przejmie autorytet, który nie jest tożsamy z Kaczyńskiego zaprowadzanym prawem, czyli bezprawiem.
Piotrowicz ta perła Kaczyńskiego o wiele ważniejsza niż profesor Pawłowicz i wszyscy pisowscy sędziowie TK. Biografia Piotrowicza jest jednym wielkim hakiem, jego nie trzeba niczym straszyć, wystarczyć spojrzeć, a Piotrowicz wie, o co chodzi.

Znamienne jest, iż Jacek Sasin po odbrązowieniu Piotrowicza przez media, iż nie był żadnym Konradem Wallenrodem, użył ostatecznej broni retorycznej: „nie grzebać w życiorysach”. W ustach polityka PiS to żart godzien Jasia Fasoli. Antoni Macierewicz nie będzie grzebał w aktach WSI, Jarosław Kaczyński przestanie zabiegać o pomnik dla swego brata, a policjanci w wolnych chwilach przestaną ciąć konfetti na żądne splendoru głowy polityków PiS.
Wszak grzebanie w biografiach to ideologia PiS, bo czym jest lustracja, dekomunizacja, dezubekizacja? Toż to grzebanie w zbiorowych życiorysach uzasadniane sprawiedliwością dziejową. PiS miałoby się wyrzec ekshumowania życiorysów swoich przeciwników politycznych, tj. wrogów? Toż zderzyliby się z własną pustką.

czznvtzwqaqbvou

Biografie przeciwników politycznych to dla pisowskich działaczy i dziennikarzy pole do zagospodarowania – najczęściej konfabulacją. A jak nie ma na przeciwnika haków, to znajdzie się w jego bliższej lub dalszej rodzinie, znajdzie się dziadka z Wehrmachtu. Czekam na jeszcze bardziej twórcze podejście pisowców do grzebania w życiorysach, przecież zawsze można powiedzieć, że taki i owaki jest zdrajcą, to jego syn, a także wnuk, a nawet wnuk wnuka będzie też zdrajcą.

Jakież to pisowskie! Specjalnością tej partii jest tworzenie nierzeczywistości, prawdę zamienia się na kłamstwo, tchórzostwo na bohaterstwo. Z takiego tworzywa nie można zbudować żadnej Polski, można tylko ją upodlić i tak się dzieje. Prezes Kaczyński przestrzeń publiczną zapełnia takimi podłymi postaciami, jak Piotrowicz, który tembrem Jasia Fasoli z trybuny sejmowej skanduje: „Precz z komuną!” Oglądalność gwarantowana.

czqjr1swiaeaabx

Kleofas Wieniawa „pochyla się” nad słowami Błaszczaka.

furia-blaszczaka

Mariusz Błaszczak był się wyrazić o protestujących Obywatelach RP, iż dopuszczają się szykanowania „osób, które od sześciu lat modlą się w tym samym miejscu w intencji ofiar tragedii smoleńskiej. To przejaw prostactwa i zdziczenia obyczajów”.

Grupowe modlitwy z jakiegokolwiek powodu winny mieć miejsce w kościołach, bądź na uroczyskach. Tam wspólnota religijna doznaje mistycznego uwznioślenia.

Tego nie powinno sie robić w centrum stolicy, w samym centrum kraju, gdyż jest to zamierzchłe, jest skansenem, jest ośmieszaniem ojczyzny. Prezes PiS uprawia kiczowatą archeologię społecznych doznań. Sztuczną i zakłamaną.

Ta quasi-modlitwa jest polityczna, wykorzystywana przez psuja Polski, który dąży do jakieś wykoncypowanej prawdy. Stawia się w roli kapłana „religii” smoleńskiej, wykorzystując symbole chrześcijańskie z braku własnych. W istocie dąży do utrwalenia władzy, dąży do podziału społeczeństwa, do skłócenia rodaków.

Obywatele RP mają zagwarantowane prawnie demonstrowanie w kontrdemonstracji, nawet wówczas gdy uchwalony zostanie zakaz takiego demonstrowania, a taki będzie wówczas bezprawiem.

Obywatele RP dość jasno wyrazili się, iż tym razem uczestniczyli w kontrdemontracji z powodu nieliczenia się z rodzinami ofiar smoleńskich, które nie życzą sobie, aby wykopywano ich zmarłych. Nie wszystkich dopadło zakłamanie smoleńskie, jak prezesa PiS i Macierewicza.

czpaepgxcaadq1y

Po wtóre, Obywatele RP uczestniczyli w tym proteście przeciw próbie ograniczenia prawa do zgromadzeń przez większość parlamentarną PiS.

Tyle. A Błaszczak niech się podciągnie w wiedzy humanistycznej, socjologicznej i uniwersalnej – jest ona zaklęta w książkach – gdyż minister jest postacią obśmianą, opisaną w literaturze jako osobnik  groteskowy, choćby taki Edek w „Tangu” Mrożka.

Żeby się wypowidać, to trzeba wiedzieć coś o wypowiadanym zjawisku i samemu mieć coś do powiedzenia – od siebie. Trzeba mieć osobowość.

Lech Kosiak, opozycjonista więziony w stanie wojennym, odmówił przyjęcia odznaczenia od Andrzeja Dudy. SZACUNEK

czvxhanwqaqj9cy

Odezwa!

internauci

szefMSW

Minister Mariusz Błaszczak jest, jaki jest, jakby go nie było. Jako człowiek to osobnik bez znaczenia, nigdy nie miał niczego średnio interesującego do powiedzenia.

Taka Blada Twarz, a rozum jeszcze bledszy. Za wysługi w kuwecie prezesa dostał ważne siłowe ministerstwo. Lecz z powodu Bladej Twarzy Błaszczaka w policji następuje demoralizacja, bo oto nacjonalistyczne dziecko 19-letnia głupkowata dziewczyna, córka radnej PiS, która się nazywa… Bla-Bla-Bla (nie należy takich dowartościowywać), wystąpiła przeciw Marszowi Równości w kontrmanifestacji w Gdańsku.

I ta córka Bla-Bla-Bla w kontrmanifestacji dwustu podobnych skamielin antyludzkich starła się z policją, która przecież nie da sobie pluć w twarz, ani być kopana.

Minister Błaszczak wyraził takie horrendum retoryczne:

– Sam fakt brutalnego potraktowania przez policję młodej kobiety, która, nic nie wskazywało na to, że jest agresywna, powalenie na ziemię tej pani, skrępowanie, przyciskanie do ziemi – to jest nieakceptowalne wobec kobiety.

Po takim wpisie wartym Księgi Guinnessa można powiedzieć ponadto – Błaszczak to eunuch na umyśle. Zniewolony, wykastrowany umysł.

dymek

Tam gdzie powinien być ten blady na umyśle „polityk”, nie jest, bo robi w kuwetę. Mianowicie we Wrocławiu, gdzie policja rzeczywiście dopuściła się brutalnej przemocy ze skutkiem smiertelnym. 25-latek zmarł na komisariacie policji w wyniku użycia paralizatora.

Tam powinien być minister Kuweta, a nie pluć w kiepskim języku polskim w sitka mikrofonów w stacjach telewizyjnych. Biega od kamery do kamery – żeby to było przystojne i miało coś do powiedzenia.

Pocieszające jest to, że takie Błaszczaki, Macierewicze i Kaczyńscy nie będę mogli rzucić policji przeciw protestującym przeciw bezprawiu PiS. Zdemoralizowana policja rzucona przeciw KOD odmówi posłuszeństwa. O takich sytuacjach mówi się: władza leży na ulicy.

Bezprawie i demoralizacja – to jest państwo PiS. Widzi to świat, widzą to Polacy lepsi na umyśle od Błaszczaka.