Posts Tagged ‘PRL’

NIC NIE ROZUMIECIE… :))))

Oto 5 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Nielegalny hazard w otoczonym przez policję kasynie

Polityka transakcji wewnątrz PiS zdecydowała, iż projekty prezydenckie dwóch ustaw sądowniczych zostały w komisji sejmowej wykastrowane i wróciły do formy sprzed lipcowych wet.

Mogłoby to być dopuszczalne w sporze jako takim, ale czy w sporze niekonstytucyjnym? Jeżeli niekonstytucyjność określimy złem, oznaczymy minusem, to zło podlega dalszej dewaluacji, jest kolejnym minusem – znaczy, że nie nabiera żadnych wartości pozytywnych. Przyglądamy się temu spektaklowi z piekła rodem – piszę o Polakach świadomych tego, co się dzieje – zajmujemy głos, oceniamy, bo dotyczy destrukcji naszego państwa.

Wybitny prawnik, były szef Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Rzepliński zasugerował prezydentowi, aby oba projekty wycofał z Sejmu albo je zawetował. Ale wg mnie zawetowanie nie trzyma się kupy, bo tym samym praca izby ustawodawczej nie miałaby żadnego sensu. W tej logice – posłowie zajmowaliby się brakoróbstwem. Acz gros przedstawicieli tylko potrafi wytwarzać braki.

Prof. Rzeplińskiemu odpowiedział rzecznik Dudy Krzysztof Łapiński. – „Prezydent nie posłucha apeli i na razie nie wycofa z Sejmu swoich projektów ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym” – powiedział. Czyli się godzi na destrukcję, a tym samym potwierdza przypuszczenia, iż dotrzymuje zobowiązań transakcji z Jarosławem Kaczyńskim – taki niekonstytucyjny deal.

Nie będę komentował brakoróbstwa retorycznego Łapińskiego, który odkrył Amerykę, iż „nie jest on [Rzepliński – przyp. mój] ani ministrem, ani doradcą prezydenta”. Ciekawy sposób debatowania: nie gadaj, bo nie jesteś swój. Jakby Polska była folwarkiem PiS.

Obóz PiS „nauczył się” czegoś podczas lipcowych protestów, gdy prezydent w imieniu ich obozu ustąpił i zawetował dwie spośród trzech ustaw. Dzisiaj mamy świadomość, że Duda w istocie grał na czas. Więc teraz spór jest markowany, aby ludzie nie wychodzili na ulice. Gdy ustawy otrzymają pożądany kształt przez Kaczyńskiego, Duda trybem nocnym je podpisze.

Inaczej tego, co się dzieje, nie można odczytać. Co by się działo, gdyby Duda zawetował obydwie ustawy? Choć możliwe jest „salomonowe” wyjście. Jedną ustawę podpisze, drugą zawetuje.

Konserwatywny polityk Kazimierz Ujazdowski, który jakiś czas temu rozstał się z PiS, obecną sytuację rządzenia przez PiS określa niszczeniem instytucji i budowaniem państwa prowizorycznego. Jak więc zakonserwować prowizorium, jakie lepiszcze ideowe byłoby odpowiednie dla jego utrzymania? Obawiam się, że nie ma takiego.

A jeżeli nie ma, to prowizorium musi upaść, skutki poniesiemy jednak my wszyscy, my Polacy i nasze państwo. Transakcja w prowizorium to jak nielegalny hazard w otoczonym przez policję kasynie albo uprawianie seksu w płonącym burdelu – ani przyjemności, ani nadziei, ani widoków na przyszłość.

Ta transakcja w prowizorium może się skończyć tylko puszczeniem nas z torbami i niekoniecznie w skarpetkach. O ile PiS-owi pozwolimy dokończyć tę grę.

W PiS KAŻDY ZNA SWOJE MIEJSCE… nawet PAD.

Sieroty po PRL-u

W politykach PiS działa mechanizm opisany w znanej anegdocie, gdy pewnemu magistrowi, któremu wystaje słoma z butów, w związku z tym należnie jest traktowany przez środowisko, a zależy mu na uznaniu, więc radzi się psychologa, co ma zrobić, aby nie być wytykanym, postponowanym. Ten rzecze naszemu delikwentowi, aby zrobił doktorat. Wysila się, pisze pracę doktorską, broni jej i dalej odczuwa odium środowiskowe, bieży do psychologa i skarży się. Mało jeden doktorat – znajduje rozwiązanie psycholog – potrzeba drugiego i trzeciego tytułu. Delikwent zapiera się, zyskuje kolejne tytuły, ale znajomi widzą go jako osobnika, któremu słoma z butów ciągle wyrasta. Ponawia kolejną wizytę u lekarza i słyszy, że nie wystarczą doktoraty jego, ale ojca, dziadka.

Politykom PiS brakuje takiego genu. W ustroju demokratycznym tym genem wcale nie musi być tylko przekonanie do demokracji, ale umiejętność korzystania z demokracji. Umiejętności zachowywania się w stosunku do wolności drugiego: moja wolność nie może naruszać twojej wolności, moja wiara nie wchodzi w konflikt z twoimi wartościami. Doktor wolności szuka kompromisu, jeżeli dochodzi do konfliktu wartości, ma na uwadze, że podczas setek lat doświadczenia interpersonalnego, społecznego, wypracowano mechanizmy opisane przez prawo zwyczajowe i prawo zapisane w ustawach.

Tradycją nowoczesnego człowieka i społeczeństwa jest być wolnym, korzystać z mechanizmów dorabiania się, kształtowania sensu życia – bez żadnych indoktrynacji. Te mechanizmy są przez partię rządząca naruszane i zastępowane ich partyjnymi partykularyzmami i widzimisię prezesa Kaczyńskiego. Dotyczy to już wszystkich sfer: informacji, misji społecznej, metafizycznej (religii), edukacji i prawnej. Takie ograniczenia nie są tradycją nowoczesnej kultury europejskiej, jest to tradycja różnych satrapii, autokracji, czy pewnego odłamu wiary chrześcijańskiej, która w Polsce została reaktywowana i znajduje się w szczególnej enklawie.

Czyż nie jest znamienne, iż pisowskie ustawy sądowe są przez Sejm przeprowadzane przez Stanisława Piotrowicza, komunistycznego prokuratora? To jest pisowska słoma, oni rozumieją jak ona działa, potrafią się w niej znaleźć. Projekty ustaw wracają do rozwiązań PRL-owskich, gdy sędziowie do Sądu Najwyższego byli wyznaczani przez Radę Państwa (ciało zbiorowe zastępujące prezydenta o podobnych prerogatywach).

Wszystkie słowa o kastach sędziowskich, niewydolności sądów, są guzik warte, nieprawdziwe. Partia obecnie rządząca nie potrafi po prostu rządzić w trudnym mechanizmie, jakim jest demokracja oparta na trójpodziale władzy. Nie mieliśmy do tej pory tak chowającej się przed społeczeństwem władzy, tak uprawiającej o sobie propagandę.

Dlatego ckni się im PRL, gdy wszystko było proste. Rozumieją tę słomę, ta tradycja jest im najbliższa, nie są w stanie pojąć, że racje się ucierają, że ktoś inny ma inne pojęcie o wolnościach obywatelskich. PiS jest partyjną sierotą po PRL-u.

Będą nasyłać na obywateli policję, tajne służby, inwigilować, bo inaczej nie potrafią. Taka władza za fasadową demokracją będzie się sypać. A chaos rodzi coraz większą agresję. Będą wyszydzani z powodu słomy w butach. Gdyby wczoraj skończyło się Średniowiecze, odwoływaliby się do mechanizmów tego okresu, a Piotrowicza zastąpiłby Torquemada. PiS to partia sentymentu do przeszłości, a w stosunku do swoich współczesnych – resentymentu.

Dzisiaj są sierotami po PRL-u, w Odrodzeniu byliby sierotami po Średniowieczu, po Ciemnogrodzie. Jako tako rozumieją to, co było, a kompletnie nie potrafią poruszać się we współczesności, nie są żadnymi konserwatystami. Rozumieją więc tylko twierdzę, zamknięcie się wśród swoich, boją się wszystkiego, co nie jest martwe, co jest żywe, co kształtuje się. Dlatego prezes potrzebuje takiej ochrony, gdy kroczy po Krakowskim Przedmieściu i pilnuje go kilka tysięcy policjantów.

Nie jest zatem pytaniem: czy damy radę PiS-owi? Bo damy. Ale czy damy radę odbudować ojczyznę nowoczesną? I czy będzie, co odbudowywać?

JUŻ NIE BĘDZIE WETA PREZYDENTA… bo Polacy nie wychodzą tak tłumnie na ulice. Polska stanie się dyktaturą Kaczyńskiego. PAMIĘTACIE JESZCZE PZPR? Właśnie wróciła.

PiS wprowadza kozę

Jedną ze skutecznych metod PiS jest wprowadzenie boczną furtką kozy do mediów i debaty publicznej. Okazuje się być metodą skuteczną. Rozbudowana metoda na kozę to polityczna transakcja, której świadkami jesteśmy przy ustawach sądowniczych. Ta koza transakcyjna jest jak salami, krajana na mniejsze porcje, publika choć nie łyka, to jest demobilizowana.

Klasyka z wprowadzeniem kozy odbywa się przy ustawie o nowej ordynacji wyborczej. Zostanie łyknięta Państwowa Komisja Wyborcza: skład – 7 na 9 członków – powoła Sejm, czyli będzie to ciało partyjne, które przeprowadzi wybory. Przecież takie pisowskie PKW niemal wszystko może zrobić z wynikami wyborów, a gdy opozycja zaskarży do sądu, można być pewnym, że werdykt zapadnie po myśli pisowskiego PKW, bo sądy też ich będą.

PiS wprowadza oto taką kozę za pośrednictwem dziennikarza RMF FM Patryka Michalskiego: –„!NEWS: W PiS rozważają rezygnację z bezpośrednich wyborów na wójtów, burmistrzów, prezydentów. „Trwa napięcie w tej sprawie, to decyzja polityczna” – mówi mi wiceprezes PiS A. Lipiński. J. Kaczyński ponoć za. Ale M. Horała „nie ma planów zmian”. Ważą się losy”.

Ta koza z daleka waniajet, leci PiS-em na kilometry, bo w istocie „rozważana” jest propozycja rezygnacji z pewnej części wyborów samorządowych. A jeżeli rozważa się, aby z tak istotnej części zrezygnować, to dlaczego nie zrezygnować z wyborów w ogóle.

W tej propozycji jakieś ciało musiałoby dokonywać wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów, bynajmniej nie byłoby to ciało związane z opozycją. Ta koza pokazuje, jak PiS-owi cieknie ślinka, aby dokonać skoku na samorządy w dużych miastach, w których zwykle przegrywa.

Koza więc zagościła w przestrzeni publicznej, a gdy PiS z niej zrezygnuje, odetchniemy z ulgą, ale nie zauważymy rzeczy innych. Przełkniemy mniejsze niekonstytucyjne zmiany zarówno w ordynacji wyborczej, jak i w innych ustawach. W ten sposób demokracja jest zaduszana, niszczona.
Dla Polski, dla demokracji PiS jest taką kozą. Przyzwyczailiśmy się do niej. Z początku zalatywało, protesty były głośne, powszechne, lecz są coraz mniejsze.

Jeszcze Unia Europejska reaguje zdecydowanie na tę kozę poprzez rezolucje, wszczęcie procedur praworządności, zaleceń itd. PiS tę kozę zasłania, twierdzi, że jej nie ma, a nawet utrzymuje, że odbiera się im prawo do gospodarowania inwentarzem kóz, protestują w imieniu Polski, a nie swoich rządów.

Wrażliwym demokratom zajeżdża ta kozą dyktaturą. Czy Europa wreszcie się z nią pogodzi? Na to liczy PiS. A my w kraju pogodzimy się z kozim zaduchem PiS?

DUDA NIE PODPISZE JUŻ ŻADNEGO WETA… To będzie koniec wolnej Polski.

Pasożyty pijarowskie z PFN i Solvere

Pasożyty w naturze dbają o organizm, na którym się tuczą, jest dla nich ciałem egzystencjalnym (ojczyzną). W polityce jest zupełnie inaczej – pasożyty jednoczą się, aby w wyniku sprzyjających warunków demokratycznych dorwać się do jedynego dostępnego żywiciela – do instytucji władzy. Skupiają się na tym, aby nękać tych, którzy potrafią gospodarzyć, a gdy uda im się zwyciężyć lepszych, z władzy robią koryto dla siebie.

W polityce pasożyty nie są do zwalczania, jak dżuma i cholera, nie ma na nie żadnego lekarstwa, a antybiotyk – wiedza – nie zawsze jest skuteczny. Obecnie mamy podręcznikowy przypadek – pasożytów PiS.

PiS pasożytował na demokracji, utuczył się na niej, wreszcie dorwał się do Koryta+. Organizm Polski ma się coraz gorzej, choć był przed władzą PiS dobrze prosperujący. Więc pasożytniczej partii strach zagląda do oczu, likwidują instytucje demokratyczne, aby w ten sposób zostać „wiecznym” pasożytem. Ale zabijany organizm (ojczyzna) odwinie im się w odruchu obronnym. Nie ma obawy – maltretowany organizm nie będzie dbał o kulturę prawną, zastosuje tylko swoiście rozumianą „sprawiedliwość”. Patrz: Ukraina Janukowycza albo Rumunia Ceausescu.

Pasożytów PiS jest więcej niż członków partii, bo ci mają rodziny, a te rodziny tworzą przeróżne formy pożerania ciała (ojczyzny), na którym pasożytują. Doświadczamy więc absurdalnych przypadków, a jest ich codziennie bez liku. Plaga, szarańcza – to poręczne określenia dotyczące władzy sprawowanej przez PiS.

Niedawno mieliśmy do czynienia z absurdalną kampanią Polskiej Fundacji Narodowej (PFN), która w statucie ma wpisaną promocję Polski. Kolesie (bardzo lekko ich definiuję) promowali w Polsce „Sprawiedliwe Sądy” (taka była nomenklatura tej akcji). Promowali obrzydzenie do niezależnych sądów i sędziów.

Z pewnością znajdzie się to w podręcznikach PR, jak promować kraj w tym samym kraju poprzez obrzydzenie do niezależnych instytucji. Poprzednie zdanie może być opisem metody pasożytowania PiS. Pasożyt polityczny ma na celu zwalczenie niezależności instytucji, bo nie może na niezależności polegać oraz jej przyswojenie, aby uczynić poddaną.

Na kampanię obrzydzania niezależnego sądownictwa PFN wydatkowała 10 mln zł, zaś pomysł kampanii promocji obrzydzenia „Sprawiedliwe Sady” był dziełem agencji Solvere, której właścicielami są byli pijarowcy Beaty Szydło, Anna Plakwicz i Piotr Matczuk.

Pasożyty to szczególne, bo ekskluzywne, podpięte pod kilka źródeł pasożytowania. Jak zapewniał wiceprezes PFN Maciej Świrski (osoba, która potrafi tylko niszczyć dobre imię Polski) Solvere za pomysł akcji dostała w dwóch ratach 240 tys. zł.

Pasożyty jednak kłamią, bo taka ich cecha. Onet.pl dotarł do faktur, jakie Solvere wystawiła PFN, wynoszą one pięciokrotnie więcej niż deklarował (kłamał) Świrski, mianowicie 1,19 mln zł. Na taką sumę utuczyli się Plakwicz i Matczuk, byli pijarowcy Szydło.

To tylko jeden z wielu przykład. Takiej pasożytującej szarańczy politycznej jak okołopisowskie spółki nie było dotychczas w przestrzeni publicznej. Pasożyt żywy organizm ludzki doprowadza do choroby – np. do tyfusu. Pasożyty na organizmie państwa doprowadzają kraj do niewydolności, tak było w przypadku Ukrainy, Grecji. A w skrajnych przypadkach (ulubione słówko prezesa Kaczyńskiego) do utraty niepodległości. Przesada? O przesadzie w stosunku do pasożytów mówili też w XVIII wieku. I jak skończyliśmy?

Mateusz Morawiecki – dekonstruktor rządu PiS

Ta dwumiesięczna karuzela rekonstrukcyjna wygląda na dekonstrukcję.

Za mojej pamięci obecna rekonstrukcja rządu jest najdłużej trwającą, bo aż dwa miesiące. Raz miało być tak, że Beata Szydło zostaje, tylko rekonstruuje się rząd, ewakuują się jacyś ministrowie. Drugim razem Szydło zastępuje prezes Kaczyński. A najnowsza wieść niesie, że Mateusz Morawiecki zostanie premierem.

Ta dwumiesięczna karuzela rekonstrukcyjna wygląda na dekonstrukcję. Pod względem pijarowskim rozegrana została jednak po mistrzowsku. Wynajęte pijarowskie służby PiS ma w porządku („w porzo” – jak mówi młodzież). Szydło odchodzi – to jest pewnik. Czekamy na rytuał Rady Politycznej PiS, który polega na tym, że prezes powie, a rada zatwierdzi. Więc rada odbywa się w głowie prezesa, tam umiejscowiony jest rzeczywisty pisowski kraj rad.

Nowym premierem zostanie Morawiecki, choć z prezesem nic nie wiadomo. Kot nie zrobi do kuwety albo Błaszczak nie trafi z donosem w odpowiednie ucho – i klops. Dekonstrukcja rządu będzie inna niż zapowiadana za pięć dwunasta. Wszystkiego można się spodziewać po człowieku, który nie panuje nad emocjami i wypluwa z siebie w chwilach kryzysu: kanalie i mordy zdradzieckie.

Co znaczy Morawiecki? Może być to ostatni premier PiS, bo Kaczyński nie będzie już mógł wymienić jego nawet na siebie. Po pierwsze, prezes jest coraz starszy i widać gołym okiem, że fizycznie nie wytrzymuje. A po wtóre, Morawiecki był trzymany w odwodzie jako „brylant PiS” – największa wartość tej partii nie tylko z tytułu, iż był prezesem dużego banku, lecz przede wszystkim jako jedyny w rządzie, który jest jakimś fachowcem. Reszta ministrów spełnia specjalne misje prezesa, a nawet jest specjalnej troski. Do tych ostatnich należy Jan Szyszko i Antoni Macierewicz, fenomen w dewastacji podległej mu działki.

Morawiecki nie ma zaplecza politycznego w PiS, co jest wygodne dla prezesa, lecz przez dwa lata budował osobne zaplecze, które rekrutuje się z miejsc jego poprzedniej pracy. Współpracownicy Morawieckiego więc zostawali pisowcami, bynajmniej nie z tytułu ideowości.

W tej kwestii Morawiecki prezentuje się jako endek, ale to może być zwodnicza ocena. Przede wszystkim jest to syn tatusia Kornela, nie miał do tej pory powodów, aby wyrwać się spod jego skrzydeł. Teraz będzie okazja. Czy z tego skorzysta? Jego sylwetka humanistyczno-duchowa jest bardzo uboga. Nieprzypadkowo mówił o lekturach Karola Maya (Winnetou) i Sienkiewicza. Bo Morawiecki tylko to czytał z literatury pięknej. Niestety, są to lektury wieku młodzieńczego i starczego.

Morawiecki w istocie jako człowiek nie dojrzał, nie jest w pełni ukształtowany. Jego życie zawodowe poddane było logice korporacji, dobrze w niej się czuł, miał do tego talent. To jednak niewiele znaczy.

Być premierem to znaczy radzić sobie w warunkach ekstremalnych, survivalowych. Rząd – przy wszystkich jego ograniczeniach – jest zupełnie czym innym niż korporacja, niż bank, w których trzeba opanować rozpychanie się łokciami i power pointy przedstawiać jako wizje.

Wartość Morawieckiego została niejako zweryfikowana, gdy doradzał rządowi Donalda Tuska (doradzał – to słowo na wyrost). Jacek Rostowski niespecjalnie go cenił, bo zna bankierów. W tym sensie Morawiecki nie uzyskał zbyt wysokiej oceny, jest to zatem brylant PiS ze skazą.

Morawiecki z miejsca wejdzie w konflikt z Andrzejem Dudą. Prezes PiS „przeznaczył” sprawy międzynarodowe zapleczu Dudy, a Morawiecki zostaje premierem także z tego powodu, aby podreperować reputację Polski na zewnątrz, szczególnie w Unii Europejskiej i NATO. Poświęcenie Macierewicza nie wystarczy (obecny mister obrony zostanie z pewnością zrekonstruowany).

Podsumowując: Morawiecki jest wyzwaniem dla Kaczyńskiego. Syn Kornela nie będzie chodził na pasku, jak Szydło. Prezes z tym się nie pogodzi, na pewno nie pogodzi się jego zaplecze. Wbrew pozorom wchodzimy w jeszcze większe turbulencje niż za rządu Szydło.

przeszłość / przyszłość

>>>

>>>

>>>

rządPiS

4 czerwca 1989 roku to bezkrwawe powstanie polskie, zakończone sukcesem, bez ofiar w ludziach i bez ruin.

Jedyne ruiny miały miejsce w gospodarce. Ale nie w ludziach. Po raz pierwszy w historii najlepsi Polacy podniesli władzę, która znalazła się na ulicy, ale która była wynegocjowana, dogadana.

Polacy dali przykład światu, dali przykład narodom Europy środkowo-wschodniej, które podobnie się bezkrwawo wyzwoliły. To nasz copyright.

4 czerwca – a wcześniej Okrągły Stół – to jedyne polskie wiano w sprawy świata. To globalne polskie dzieło, made in Poland.

To święto Polaków, równie ważne jak bitwa pod Grunwaldem 1410, a może ważniejsze. 4 czerwca 1989 roku stoczyliśmy bezkrawawą bitwę pod Rozsądkiem. A kto zmaga się rozsądkiem, ten zwycięża.

Polska weszła w tym dniu do Annałów Rozumu. To jedyny taki święty dzień narodu.

Przeciwstawnym dniem może być – ale nie musi – 25 października 2015 roku, gdy Polacy utracili suwerenność demokratyczną. Może utracili, bo dzisiaj jeszcze to nie jest pewne, gdyż można to odczytywać, iż Polak odnajduje w sobie obywatela.

Bardzo ciekawa jest teczka esbecka Jarosława Kaczyńskiego. Wszystko mówi o jego osobie. Takim był w PRL-u, takim jest dzisiaj.

Esbek miał oko i chyba więcej umysłu niż prezes.

coNapisał

We „wnioskach” esbek zanotował swoje wrażenia o Jarosławie Kaczyńskim: „Jego wygląd jest niedbały. Twierdził, że nie interesują go sprawy materialne, kobiety, np. nie zależy mu w przyszłości na posiadaniu rodziny. Ma flegmatyczne usposobienie, wygląd » książkowego mola «. Pozuje na myśliciela » Solidarności «. Mimo pewnej demonstracyjnej rezygnacji z życia, kariery stwierdzam, że jest osobą raczej ambitną. Obruszył się, gdy stwierdziłem, że pozycja jego brata Lecha w » Solidarności «jest znacznie wyższa. (…) Nie przypadły mu też do gustu uwagi typu, że np. na taką pozycję, rolę w środowiskach inteligenckich, jaką mają np. Michnik, Macierewicz czy Geremek, to trzeba zapracować, zasłużyć”.

SB interesowała się później udziałem Kaczyńskiego w Klubach Służby Niepodległości – organizacji podziemnej, która miała charakter klubu dyskusyjnego. Szybko jednak znów uznano go za osobę bez znaczenia. W sierpniu 1982 r. SB zanotowała: „W wyniku domowej kontroli w okresie od 20 stycznia 1982 do 20 lutego 1982 w ramach milicyjnego kwestionariusza oraz spr.[awy] oper.[acyjnej] rozpracowania krypt. LIGA nr rej. 69056 nie stwierdzono, aby wymieniony prowadził wrogą działalność. W związku z powyższym sprawę zakończono i złożono w archiwum”.

Marcin Meller trafnie o Andrzeju Dudzie.

obejrzałem