Posts Tagged ‘Rafał Zakrzewski’

I JAK TU SIĘ NIE ŚMIAĆ 🙂

c5wl4rpwqaaswca

JAKIM PRAWEM PiS FINANSUJE IMPREZY KOŚCIELNE Z NASZYCH PODATKÓW? GDZIE JEST KONSTYT. ROZDZIAŁ PAŃSTWA OD KOŚCIOŁA?

c5vtfzhvmaa42cn

Kaczyński nie poprze Tuska. Pisze o tym w „Wyborczej” Rafał Zakrzewski. Pogarda i obrzydzenie maluje się na twarzach polityków PiS, gdy wymieniają nazwisko Tuska.

kaczynski-nikog

Trwa polowanie na Tuska. Jak donosi „Financial Times” – rząd PiS posłużył się w nagonce europosłem PO Jackiem Saryuszem-Wolskim. Według „FT” premier Szydło sonduje europejskich liderów, czy na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej zamiast Donalda Tuska poparliby Saryusza-Wolskiego.

– To spekulacje. Nie będę ich komentował – powiedział Jarosław Kaczyński i …zaatakował Tuska kolejny raz. Kiedyś prezes PiS mówił, że Tusk ma wilcze oczy. Dziś zarzuca mu, że łamie zasady UE, w tym zasadę neutralności, i że popiera totalną opozycję, która chce obalić rząd pozaparlamentarnymi metodami: „ulica (manifestacje) i zagranica (skargi na rząd PiS do instytucji UE)”. – Taki ktoś nie może być przewodniczącym Rady Europejskiej – podsumował Kaczyński .

(SWOJE OBIETNICE WYBORCZE SPEŁNIAJĄ DZIĘKI CHORYM I UMIERAJĄCYM… ??? BRAK SŁÓW)

c5wik_jwyaacppk

Już w październiku w „Polska The Times” prezes PiS powiedział: „W Polsce toczą się postępowania i w Sejmie, i w prokuraturze, które mogą doprowadzić do tego, że zostaną mu (Tuskowi) postawione jakieś zarzuty. Czy taka osoba powinna stać na czele Rady Europejskiej? Mam daleko idące wątpliwości”. Puentował: „Jego dalszy pobyt w Brukseli jest bardzo ryzykowny, przede wszystkim dla UE. Powinniśmy Brukselę ostrzec przed ewentualnymi problemami”. Powtórzył to potem dwukrotnie. Wtórował mu szef MSZ Witold Waszczykowski.

(KAŻDY Z NICH MA TO SAMO ZADANIE. )

c5vwehywmaat6hf

Pogarda i obrzydzenie malują się na twarzach polityków PiS, gdy wymieniają nazwisko Tuska. Pomysł PiS na rozwiązanie „problemu z Tuskiem” fatalnie świadczy o dyplomacji rządu Szydło i ośmiesza Polskę. Kaczyński nikogo w Europie nie przekona, nawet przyjaciela PiS Viktora Orbána. Cała ta gra to igrzyska dla twardego elektoratu PiS.

Są też osobiste emocje. Jeden poseł nie jest w stanie pohamować żądzy zemsty za urojone krzywdy i ciągle patrzy w te „wilcze oczy”.

c5sbsukwmayinft

BOR chce kupić nową limuzynę. Na ten cel przeznaczył ok. 2,5 mln zł! trwa…

c5whm1twmaau_ab

Waldemar Mystkowski pisze o RAŚ i IPN.

polska-to-nie-kacza-wolka

Polska to nie Kacza Wólka

Lider rządzącej partii występuje przeciw najwybitniejszemu polskiemu politykowi po 1989 roku – Donaldowi Tuskowi. Ten ostatni najwyżej zaszedł w historii Polski w strukturach europejskich – zaś prezes „pan” Kaczyński zawdzięcza swoją pozycję przez zasiedzenie i śmierć brata, którą wyzyskał do ostatniej kropli łzy, bo nie przez talent i intelekt, jest żałośnie przeciętny. Nie upilnowaliśmy Polski, więc mamy demolowanie ustroju kraju i mediów.

Jak nazwać kogoś takiego, jak Kaczyński? Wiem, lecz nie napiszę, bo ten mały człowiek jest potwornie mściwy. To człowiek resortowy z kompleksami – wg wzorca komuszego. Tak jest też z mediami tzw. prawicowymi, które nie wiedzieć dlaczego nazwały się niepokornymi – wszak jest odwrotnie – może niepokorne w stosunku do rozumu i talentu. Niestety, ci ludzie bez większych możliwości intelektualnych rozwalają pracę wielu pokoleń.

Czy po szarańczy pisowskiej będziemy odbudowywać media publiczne? I czy warto? Bo może być tak, że Polskę trzeba będzie odbudowywać ze zgliszcz. Jeżeli PiS utrzyma się dłużej u władzy, szybko zostaniemy wypchnięci ze struktur europejskich. Możliwa więc jest sytuacja, iż kraj zacznie się rozpadać, a regiony osobno wyrażać swoje aspiracje.

Społeczeństwo zostało już podzielone, czyli rozebrane, rozbite, wcale nie są potrzebni do tego zaborcy. Możliwa jest sytuacja, że najsilniejsze regiony wybiorą swoją drogą, wszak PiS prowadzi tylko do tradycji skansenu. Takim ogniwem osobnym historycznie jest Śląsk (ale nie tylko on), w którym działa Ruch Autonomii Śląska. RAŚ jest organizacją wpatrzoną w historię regionu, politycy z centrali często nadają temu ruchowi znaczenie, jakiego nie ma.

Przez portal wPolityce zaatakowany został śląski Instytut Pamięci Narodowej, który jakoby dopuszcza RAŚ do głosu w swoich debatach. IPN, który stał się pisowską organizacją do przeinaczania historii. Nie do wiary! Atak przypuścił jeden z braci Karnowskich, Michał, ten który przyznał prezesowi PiS tytuł „Człowieka Wolności”.

Tacy ludzie dezorganizują nam Polskę, rozwalają. Należy pilnować przed nimi Polski. Przeciw temu Karnowskiemu – lewusowi intelektualnemu co się zowie – wystąpił nawet szef IPN Jarosław Szarek, który powiedział, że nikt nie będzie mu dyktował polityki kadrowej. Zaś przywódca „Solidarności” z lat. 80 Andrzej Rozpłochowski, dzisiaj kojarzony z PiS, napisał do Karnowskiego: „Pan zdaje się nie rozumieć tutejszej rzeczywistości i nonszalancko wrzuca wszystko i wszystkich do jednego worka”.

Polska jest niszczona przez takie beztalencia, jak Karnowscy, przez takich polityków sortu z kompleksami, jak „pan” Kaczyński. Kto trochę wystaje ponad przeciętność jest wyzywany i sprowadzany do ich małości, przeciętności, ale Polska to nie jest Kacza Wólka.

KOLEJNĄ USTAWĄ NAKAŻĄ CHODZENIE DO KOŚCIOŁA A POTEM BĘDĄ SPRAWDZALI OBECNOŚĆ… W NIEDZIELĘ KOŚCIÓŁ ALBO NIC!

c5wgeovxeaaj3np

„Ale jaja…”. Internauci takich sytuacji nie przepuszczają. MY TEŻ.

c5wzcdyxeaak0om

>>>

c4ld1dpw8aalmnk

Rafał Zakrzewski („Wyborcza”) pisze o niebezpieczeństwie dla Polski ze strony Kaczyńskiego. Jak poseł Kaczyński zaczyna opowiadać o naszym bezpieczeństwie to ciarki zaczynają chodzić mi po plecach. Swymi myślami podzielił się w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”.

rafal-zakrzewski

„O bezpieczeństwie decyduje nie tylko wojsko, ale i cywile, administracja. Sprawne państwo jest w stanie uruchamiać działania proobronne, ale także mobilizować obywateli do angażowania się w budowanie bezpieczeństwa własnego kraju. Myślę choćby o działaniach w sferze kultury – wspieranie postaw patriotycznych, kreowanie odpowiednich wzorów zachowań. To wszystko tworzy potencjał obronny państwa.”

Jednym słowem poseł Kaczyński zarządził powszechną mobilizację. Chce też dorzucić parę naszych złotych na obronność – do 3 proc. PKB. To mnie już prawdziwie przeraziło. Bo po pierwsze – nie wiadomo, komu zabierze pieniądze na ten cel i po drugie – co jeszcze bardziej niebezpieczne – odda tę kasę w ręce ministra Macierewicza, a ten jak wiadomo ma same osiągnięcia w podnoszeniu naszej obronności. Pamiętamy jak wysadził w powietrze kontrakt z Francją na Caracale i obiecał szybko inne (nie wiadomo jakie) helikoptery. Jakoś do dziś nie latają nad polskim niebem.

Dodatkowo pozbył się hurtowo generałów i pułkowników – wśród nich wybitnych fachowców od uzbrojenia armii. Kto więc będzie wydawał obiecane przez posła Kaczyńskiego pieniądze? Może Misiewicz, jak wróci z urlopu.

Kaczyński chce też zwiększenia „możliwości obronnych obywateli”. Czyżby chodziło o wzmocnienie „prywatnej armii” szefa MON, którą tworzy – czyli Wojska Obrony Terytorialnej. Jednostek, które – jak sądzi wielu komentatorów – mogą posłużyć do wewnętrznej wojny z niechętnymi pisowskiej władzy obywatelami.

No i zostaje jeszcze jeden front – front obrony kultury. Pierwsza potyczka już się toczy.  To próba zniszczenia  świetnego Muzeum II wojny światowej – bo jest za mało patriotyczne. To budowanie kultu „żołnierzy wyklętych”,  i modelu patriotyzmu, w którym dla obcego nie ma miejsca.

Posłowi Kaczyńskiemu marzy się też ochronny parasol atomowy – „powinniśmy działać na rzecz włączenia Polski w amerykański system obrony atomowej”. Nie bardzo wiadomo, co to znaczy, ale jakby się udało, można by spróbować zamknąć inne fronty np. ten kulturalny. Z pożytkiem dla kultury.

Poseł Kaczyński odkąd PiS przejął całą władzę w Polsce bez przerwy wzywa do mobilizacji. Robi to na miesięcznicach smoleńskich wskazując na rosnące zagrożenie dla dobrej zmiany – czyhają na nią: a to elity, a to KOD, a to zdradziecka opozycja. O tych lękach mówi też w wywiadach:„Nie wykluczam, że podczas uchwalania nowego prawa [reforma wymiaru sprawiedliwości] może dojść do wydarzeń gwałtownych. Zapowiedział je Grzegorz Schetyna.”

Nie wiem, co wtedy będzie bardziej skuteczne: parasol atomowy, czy jednostki Macierewicza. Raczej to drugie.

c4lcnkcw8amsolp

Kai-Olaf Lang, ekspert berlińskiego think tanku Stiftung Wissenschaft und Politik mówi dla „Wyborczej”.

Michał Kokot: Jakie są wyniki spotkania Angeli Merkel z Beatą Szydło? Polska i Niemcy będą w stanie współpracować na arenie europejskiej?

Kai-Olaf Lang: Oczekiwania wobec wizyty kanclerz Merkel w Warszawie nie powinny być zbyt wygórowane. Ona oczywiście była ważna w kontekście tego, co obecnie dzieje się w polityce europejskiej. Ale – choć obydwie strony udowodniły, że mają zdolność do dialogu – nie wiemy, czy będą potrafiły współpracować. Na razie wygląda na to, że stosunki pomiędzy obydwoma krajami będą się układać partnersko, na podstawie rzeczowych argumentów.

Ale na razie mamy rozbieżne wizje Europy. Polska chce rewizji traktatów europejskich, Niemcy nie chcą przy nich mieszać, stawiając na większą integrację w UE. Oczywiście tylko w gronie tych państw, które tego chcą.

– Niemcy chcą pokazać, również na potrzeby polityki wewnętrznej (ale i unijnej), że trzeba podtrzymywać dialog z każdym krajem. A Polska wciąż uchodzi za bardzo ważnego partnera zarówno w Niemczech, jak i w Europie, niezależnie od tego, kto jest nad Wisłą u władzy.

Rezygnacja ze ściślejszej integracji Polski z UE nie doprowadzi do jej zmarginalizowania w Europie?

– To będzie zależało od tego, jak wasz kraj zechce się pozycjonować podczas najbliższych sporów o reformy wewnątrz Unii. Domaganie się na obecnym etapie zmian traktatów założycielskich przez jednych jest postrzegane jako działanie usprawiedliwione, przez innych zaś jako ryzykowne. Skłaniałbym się ku tej drugiej stronie, bo naruszanie traktatów może wprowadzić dużą niepewność co do dalszego istnienia samej UE.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński przyznaje, że dla Polski byłoby najlepiej, gdyby Merkel pozostała kanclerzem. Ale w jesiennych wyborach do Bundestagu wygrana CDU/CSU wcale nie jest pewna. W niektórych sondażach wyprzedza ją SPD, której politycy nawołują do zniesienia sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu. Czy po przejęciu władzy spojrzeliby łaskawszym okiem na Moskwę mimo jej agresywnych poczynań wobec Ukrainy?

– Nie sądzę, by doszło do ostrego zwrotu. Socjaldemokraci będą raczej konsekwentni, jeśli chodzi o politykę wobec Rosji, i nie zniosą sankcji. Ale mogą poszukiwać dialogu w różnych kwestiach. Być może stwierdzą, że chcą wspierać Ukrainę, tyle że inaczej rozłożą akcenty – np. by ściślej współpracować z Moskwą w kwestiach gospodarczych, energetycznych.

Ale o losie sankcji najpewniej przesądzi to, co zrobi Donald Trump. Jeśli zechce je znieść, w UE będzie coraz trudniej je utrzymać z uwagi na opór Włoch czy Francji. Pamiętajmy też, że ktokolwiek wygra w Niemczech wybory, nie będzie rządził sam, ale w koalicji. Mniejsze partie będą więc zawsze korygować nieco politykę głównego koalicjanta.

c4ks9otxuaefpfj

Waldemar Mystkowski pisze o odejściach z armii najwyższych dowódców.

c4lakrowqaedbrt

Macierewicz ustrzelił polskich generałów

macierewicz

Fala odejść i dymisji w Wojsku Polskim jest porównywalna do strat w działaniach wojennych. Choć na wojnie generałowie masowo nie giną, w polskiej życiu publicznym stają się nieobecni, martwi. Jest to ewidentnie działania na rzecz osłabienia obronności Polski.

Możemy się wstrzymywać od oskarżeń, bo nie posiadamy twardych dowodów osłabiania polskiej armii, należy jednak glośno domagać się wyjaśnień tej dywersji w czasie pokoju. Niestety dywersantem jest minister obrony Antoni Macierewicz, a pomagają mu takie szemrane postaci, jak Bartłomiej Misiewicz.

Dlaczego tak się dzieje? Bo Macierewicz ma wyjątkowo silną pozycje w PiS, jest nie do ruszenia prezez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, gdyż to on wykreował mit tej partii – katastrofę smoleńską.

Pytanie jest inne – o wiele wartościowsze – dlaczego Macierewicz osłabia Wojsko Polskie? O to należy twardo pytać. Sam nie odpowiada na pytania, a jeżeli już dojdzie do ewidentnych wpadek, jak z balującym Misiewiczem, badź wypadkiem pod Toruniem – wszczynane jest śledztwo w obronie Misiewicza i swojej, a przeciw tym, którzy domagają się wyjaśnień.

Ostatnio odeszło dwóch najważniejszych generałów, dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. broni Mirosław Różański i także na własną prośbę podobnie postąpił gen. Mieczysław Gocuł, szef Sztabu Generalnego. Są zastępowani przez osoby z mniejszym doświadczeniem. Dzieje się tak z powodów politycznych.

Generałom odwagi mogą pozazdrościć politycy. Usłyszał co trzeba Andrzej Duda, gdy w środę podczas uroczystości pożegnania gen. Różański powiedział to, co skanduje KOD podczas protestów. Generał przypomniał o konstytucji i prawie: „Moim kolegom generałom, szczególnie tym ostatnio mianowanym i awansowanym, oprócz instrukcji i regulaminów, rekomenduję lekturę konstytucji i ustaw, aby poznać, czym jest polityczno-strategiczna dyrektywa obronna, czym są plany reagowania obronnego czy program pozamilitarnych przygotowań obronnych”.

A następnie napisał na Facebooku jeszcze dosadniej, mianowicie o braku jakichkolwiek planów działania wojska: „Co prawda Moltke powiedział, że każdy plan jest nieaktualny z chwilą jego podpisania, ale działanie bez planu jest szkodliwe i nie można budować poprzez destrukcję”.

Nie tylko minister obrony, ale zwierzchnik wojska Andrzej Duda i jego Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nie mają mają żadnych planów, działają przez destrukcję, czyli niszczenie tego, co zbudowali poprzednicy.

Destruktorem jest Macierewicz i jego cichym bojaźliwym wspólnikiem prezydent Duda, który się boi zająć głos w sprawach bezpieczeństwa Polski. Generał napisał, dlaczego odchodzi: „dowódcą nie powinien być żołnierz, który nie jest w stanie zapewnić warunków służby i bezpieczeństwa swoim podwładnym, nawet jeżeli nie zależy to od niego.”

I zadaje niemal narodowe pytanie: Quo vadis? Dokąd zmierza Polska – bez planów bezpieczeństwa, bez planów na przyszłość, z politykami, którzy celebrują tylko swoje funkcje i nie biorą odpowiedzialności za czyny.

Tacy doświadczeni generałowie, jak Różański, Gocuł, Waldemar Skrzypczak, będący poza wojska, są z punktu widzenia wroga martwymi dowódcami. I niestety nie zostali ustrzeleni przez jakichś „ruskich”, ale przez snajpera w randze ministra obrony narodowej oraz zwierzchnika sił zbrojnych Dudę, który jak do tej pory jest autorem głupich min: oczy postawione w słup, wydęte policzki w pucułowatej okazałości i zaciśnięte usta z bojaźni.

c4lrn9wwyac7fsr

Kleofas Wieniawa pisze o spotkaniu Merkel z politykami PiS.

merkel

Wizytę Angeli Merkel uważam za bardzo udaną dla Polski, niekoniecznie dla PiS, a dokładnie dla Jarosława Kaczyńskiego. Zaś kanclerz Niemiec przekonała się, jakimi marionetkami są Beata Szydło i Andrzej Duda.

Berlin postawił sobie cele – i je uzyskał: uszczelnienie granic UE i nowa polityka obronna. Kaczyński musiał na takie dictum przystać. Prezes PiS forsował swój pomysł z Donaldem Tuskiem, zlikwidowanie stanowiska szefa Rady Europejskiej.

Nic błędniejszego, a nawet obłędniejszego, bowiem Unia aby przetrwać, potrzebuje wzmocnienia swoich instytucji i urzędów, acz przy dwóch prędkościach (a te będą nieuchronne), Polska pod władaniem PiS z pewnością nie byłaby w pierwszej prędkości.

Dla nas Polaków jest pocieszające, iż w chwili podziału UE na prędkości, PiS nie będzie rządził.

Kaczyński jak Ferdynand Kiepski ma pomysły na bezpieczeństwo. 3 proc. PKB na obronę i marzenie ściętej glowy, aby USA prezydenta Donalda Trumpa objęło Polskę parasolem atomowym. Tak może tylko myśleć polityk obłędny.

Trump może najwyżej dokonać podziału świata na strefy wpływu i Polska nie znajdzie się pod ochroną USA. Musimy myśleć o europejskiej polityce obronnej, która była jednym  z dwóch najważniejszych celów wizyty Merkel.

A to znaczy, iż prędzej czy później PiS zmuszony zostanie zrezygnować z Antoniego Macierewicza, jako szefa MON, największego po 1989 roku psuja polskiej obronności. Niszczy kadry wojskowe (generalicję), wojsko nie dostaje najnowszego uzbrojenia, bowiem pieniądze, które miały być prezeznaczone na zakupy (m.in. caracale) są prezejadane przez populizm rządu PiS.

Nie będą udane (bo nie mogą) Wojska Obrony Terytorialnej, które faktycznie są tworzone do walk wewnętrznych z opozycją i społeczeństwem obywatelskim. PiS trochę sie otworzyło na politykę zagraniczną i od razu przekonaliśmy się, z jaką marną władzą mamy do czynienia.

I to jest sukces nasz i Merkel. Polacy nie moge tkwić w prowincjonalizmie Kaczyńskiego.

c4khkuswqaaw7dk

A SWOJĄ DROGĄ, W RÓŻOWYM POWINIEN CHODZI CAŁY PiS. Wyobrażacie sobie JK w różowych rajstopkach na różowej drabince?

c4lesjnwyawi4m

>>>

KACZYŃSKI I JEGO KOT w akcji rozmontowywania POLSKI I DEMOKRACJI. Krajowa Rada Sądownictwa- ostatni bastion.

c36haekwqaagpat

ILE WARTE JEST SŁOWO POLITYKA PIS?

c3761y8wqaaz4k9

Kaczyński ma kolejny problem. Sondaże dają mu mniej, niż powinny. Olabog!. Opozycja też nie zdaje egzaminu, więc prezes jest opozycją dla PiS.

Czyzby prezes chciał zlikwidować opozycję: PO i Nowoczesną? „Ostry wywiad” z Jarosławem Kaczyńskim zapowiadał tygodnik „Do Rzeczy”. Ile wyszło z tych zapowiedzi? Prezes PiS mówi m.in. o niepublikowanych sondażach, które dają jego partii „dużą przewagę”.

tak-sie

– Z reguły tak się dziwnie składa, że sondaże niepublikowane są dla nas o wiele lepsze niż te, które pojawiają się w mediach – mówi w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” Jarosław Kaczyński. Jak dodaje, w badaniu GfK PiS miał 51,3 proc. I choć to satysfakcjonuje polityka, wyznaje, że „każdemu z nas pewnie marzy się większość konstytucyjna”.

Dostaje się opozycji. Zdaniem prezesa PiS jest ona totalna, pełni „funkcję wyłącznie destrukcyjną”.

W tej sytuacji mam poczucie, że będąc poza rządem, sam powinienem być opozycją, elementem kontrolno-krytycznym. Gdyby była inna opozycja, zwalniałaby mnie z tego obowiązku

– mówi polityk.

Pojawia się również wątek Bartłomieja Misiewicza. Według Kaczyńskiego zainteresowanie mediów urlopowanym rzecznikiem MON to dla rządu „wizerunkowy problem”. Choć sam Misiewicz, dodaje prezes, to „sympatyczny, uprzejmy młody człowiek, bardzo sprawny w tym, czym się zajmuje”.

Jak komentuje informacje „Faktu” na temat imprezy w Białymstoku? Dziennik donosił, że rzecznik miał do jednego z tamtejszych klubów przyjechać służbową limuzyną. Według Kaczyńskiego, to, że Misiewicz poszedł do knajpy i wypił piwo „nie jest zbrodnią”. Z drugiej strony prezes zaznacza, że na tytułowanie go ministrem i meldowanie się mu przez oficerów „nie może być zgody”.

A oto najnowsze wieści z Ośrodka Monit.Zach.Rasist., z którego zniknęly dokumenty ośmieszające Prokuraturę .

c3-mqloxaaawefg

Rząd Szydło okazał się antyhumanitarny, antychrześcijański. Pisze o tym Rafał Zakrzewski („Wyborcza”). Piękny humanitarny gest radnych i prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego wywołał zdumiewającą reakcję władz.

politycy

NAJBARDZIEJ CHRZEŚCIJAŃSKA INSTYTUCJA SŁOWEM NIE PISNĘŁA O SIEROTACH Z ALEPPO. SZCZĘŚĆ WAM BOŻE PAZERNI HIPOKRYCI.

c3-kyrzxaaaufnd

Samorządowcy postanowili sprowadzić dziesięcioro chorych dzieci z syryjskiego Aleppo. Zwrócili się o zgodę do rządu, a MSWiA tak uzasadniło decyzję odmowną: „Podstawową kwestią przy ewakuacji ofiar wojny domowej w Syrii jest problem z ustaleniem ich tożsamości i wyeliminowanie zagrożeń, które mogłyby mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo Polaków”.

Konflikt wartości: bezpieczeństwo obywateli kontra pomoc humanitarna obecna władza rozstrzyga jednoznacznie. Ministerstwo Mariusza Błaszczaka jest przerażone perspektywą sprowadzenia dziesięciorga potrzebujących pomocy dzieci. Poseł Jarosław Kaczyński w ostatniej kampanii wyborczej straszył Polaków uchodźcami – roznosicielami chorób zakaźnych. Czy do tych haniebnych argumentów sięga teraz minister?

Ruszył huraganowy atak na prezydenta Karnowskiego oraz posłów PO, którzy śmieli poprzeć sopocką inicjatywę i skrytykować stanowisko władz w tej sprawie. Paweł Szefernaker, poseł PiS i sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wykrzyczał z oburzeniem wczoraj (dzisiaj dla internetu) w „Śniadaniu Radia ZET” takie oto zdanie:„To polityczne dno, żeby ofiary wojny brać jako tarczę w doraźnej walce politycznej”.

Panie pośle, to, co pan mówi, to dopiero czysty cynizm. Pańska partia w kampanii wyborczej, a i potem, gdy wygraliście wybory, wielokrotnie korzystała z tarczy, na której wizerunek uchodźcy miał twarz terrorysty. A to tylko po to, by wzmacniać nieracjonalny strach przed obcymi w elektoracie i przekonywać, że tylko wy jesteście w stanie uratować naszą Ojczyznę przed tą zarazą.

Zarzut, że sopocka inicjatywa to piarowski numer, że to gra o popularność na ludzkich emocjach, jest obrzydliwy i nieuczciwy. Ale nawet gdyby uznać, że coś można na tym politycznie wygrać (choć badania socjologiczne pokazują, że raczej można stracić), to zdecydowanie wolę, aby politycy grali na takich pozytywnych emocjach niż na podsycaniu zagrożenia, którego źródłem jest obcy.

A to, że chęć pomocy dziesięciorgu chorym dzieciom wzbudziła taką dyskusję, myślę, że kompromituje nas w świecie, tak jak twarde stanowisko rządu, by nie wpuszczać do Polski uchodźców.

Tym, którzy drżą przed dziećmi z Aleppo, radzę: nie tych dzieci się bójcie, bójcie się Boga!

Pułkownik Mazguła o Kaczyńskim i całej reszcie podłości.

c394uggwaaaixhi

CZYŻBY KOLEJNE SCHOWANIE BARTUSIA POD DYWAN? NIKT JUŻ NIE WIERZY MACIEREWICZOWI.

c3-b41lwaaewjwi

JAK NAZYWA SIĘ MINISTERSTWO, DO KTÓREGO ZMIERZA MINISTER? 🙂

c37norpxaaa_fw9

Waldemar Mystkowski pisze o dekomunizowaniu wybitnego rzeźbiarza Hasiora.

dzialacze-pis

Nikczemny PiS dekomunizuje wielkiego Hasiora

PiS to specyficzna formacja polityczna, z wielu względów trudna do opisania. Na pewno ta trudność nie bierze się z jej bogactwa intelektualnego bądź duchowego, ale z ubogości. A jak wiadomo problemem jest opisanie ubogiego wnętrza, bo adekwatny byłby minimalizm, ale tak nie jest.

Dlatego mamy takie trudności z uchwyceniem fenomenu Jarosława Kaczyńskiego, który bredzi to samo od 1989 roku, dokumentem biedy wewnętrznej prezesa jest jego tzw. autobiografia „Porozumienie przeciw monowładzy…”

I ta ubogość zrównuje wszystko z sobą. Jesteś ciut wyższy od prezesa (nie chodzi o wzrost, ale wyższości o wiele ważniejsze), prezes zrównuje wszystko do siebie. Stąd narodził się ten jego gorszy sort, gdyż takim językiem posługuje się człowiek pełen kompleksów, uważając, że inni są tak samo marni jak on. Wyzywa innych, a tak naprawdę siebie. Jest to rewanżyzm psychologiczny.

Jednym z takich rewanżyzmów jest dekomunizacja, postkomunizm. Acz ten termin winien mieć tylko jedno zastosowanie do polityków i idei, które istniały przed 1989 rokiem i były z różnym skutkiem, bądź bez skutków, przeniesione do Polski suwerennej.

Dekomunizacja jednak zostaje rozszerzona przez ludzi pokroju Kaczyńskiego na wszystko, co jest poza ich zasięgiem, a poza zasięgiem PiS jest ogromny obszar rzeczywistości, bo – jako napisałem – jest to specyficznie uboga formacja, ale tym bardziej groźna. To talibowie w stosunku do inności, lepszości, bogactwa.

Oto czytam, iż zdekomunizowana ma być słynna rzeźba Władysława Hasiora „Organy”, która dostała od komuchów tabliczkę z treścią, iż jest pomnikiem poświeconym „synom Ojczyzny poległym na Podhalu w walce o utrwalenie władzy ludowej”.

A jaki artysta miał wpływ, że przyszedł jakiś pisowiec (przepraszam: pezetpeerowiec) i przybił tabliczkę z taką treścią? Organy, jak pozostałe dzieła Hasiora, są naszą wspólną wielkością, bo taka jest rola artysty, wywyższa wszystkich. Jaką winą Hasiora jest, iż przyszło mu tworzyć  w tamtym marnym czasie? Taką samą winą, jak tworzyć jest dzisiaj w czasie władzy PiS, o czym już przekonują się polscy artyści i pisarze.

Tym bardziej mnie boli taki stosunek do Hasiora, iż to mój jeden z ojców, z którym miałem szczęście debatować w marnym komuszym czasie przy czymś mocniejszym. Nasi talibowie, jak ich plemienni odpowiednicy w Afganistanie, w zapędzie zrównania wszystkiego do swej nikczemności, niszczą pomniki naszej wielkości. Tam Buddę, tutaj Hasiora.

Akurat pisząc to trafiłem na filmik z TV Parlament z wystąpienia jednego z naszych talibów na temat dekomunizacji, który nazywa to wizją PiS. Poważnie, A mówi to Mateusz Morawiecki, wicepremier: „My walczymy cały czas z postkomunizmem. Komunizm też nie skończył się 4 czertwca 1989 roku. Ale postkomunizm trwa. Postkomunizm to ciąglość instytucji, ciągłość sądów, chociażby tak niewinnie brzmiących jak uczelnie wyższe. I dzisiaj wiemy, jak bardzo nam utrudnia to prowadzenie naszych różnych działań, również gospodarczych”.

Mówi to facet w roku 2017. Taki marny jest intelektualnie. Nie potrafi niczego stworzyć, tylko zwalać swoją impotencję na postkomunizm. Morawiecki jest specyficznym talibem wśród talibów PiS, ale w dalszym ciągu kimś wewnętrznie ubogim, o czym świadczą powyższe jego słowa.

Jakiekolwiek zostaną ruiny po PiS, a zostaną, nie chciałbym aby następcy zwalali na talibów PiS. Burzą, niszczą, pomniejszają nas, ale to minie, jak każda marność.

BAREJA BYŁBY DUMNY

c3-vb_iwaaeto-g

Kleofas Wieniawa pisze o ostatnich wyczynach prezesa PiS.

kaczynski-buduje

Jarosław Kaczyński jest po spotkaniu z premierem Słowacji Robertem Fico, z którym rozmawiał w Starym Smokowcu w Tatrach.

Przypomina to spotkania z Viktorem Orbanem w Niedzicy. Bo ono jest z tego samego syndromu – Międzymorza. Taka rzecz śni się prezesowi PiS.

Oczywiście, Beata Szydło jest poza takimi rozmowami, to tylko marionetka, która jest wypychana na salony Unii Europejskiej (jak na Malcie), gdzie jest osamotniona i ignorowana przez innych.

Międzymorze ma być rzucone na stół negocjacyjny z Angelą Merkel, która przyjeżdża do Warszawy. Jaka jest jego wartość? Żadna, ale prezes Kaczyński może chcieć uzyskać w zamian wycofanie poparcia Berlina dla kandydatury Donalda Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej.

Ważne, aby Tusk przestał być kimś.

c35fcjjwiaa05d8-640x861

O tym jest także wywiad w „Do Rzeczy”, który jest kolejną kartą przetargową przed spotkaniem z Angelą Merkel. Kaczyński się pręży, napina mięśnie, które są jednak wątłe jak jego intelekt i tzw. wizja dla Polski.

A oprócz tego prezes w stronę opozycji wyzionie odpowiednią porcję inwektyw. Tak Kaczyński buduje Polskę ruin. Nie propagandową, jak dotychczas, ale rzeczywistą.

NASZ POLSKI, NARODOWY SKARB. PIĘKNY WIEK PANI DANUTO. DUŻO ZDROWIA I UŚMIECHU ŻYCZYMY.

c3-pplqwqaafh0y

STARY KOMUNISTYCZNY BOHATER Z CZARNEJ LISTY IPN KOŃCZY DZIŚ RÓWNO PÓŁ WIEKU.

c36f6khwmaea_ef

>>>

NEUMANN MA RACJĘ. ŻADEN RZĄD NIE ŁAMAŁ TAK JAK PiS PRAW OBYWATELSKICH I TAK BARDZO NIE LICZYŁ SIĘ Z LUDŹMI.

c3qaoycwyaadbgz

TAKIE PRZYSŁOWIE NA DZISIAJ 🙂

c3p4jmoxaaq8ior

Andrzej Duda to żaden prezydent. To marny prowokator. Pisze Rafał Zakrzewski („Wyborcza”).

c3lctx9wqaad91n

Milczący Andrzej Duda przemówił w poniedziałek do mieszkańców Żagania. Jego słowa były bulwersujące: „Chcę państwu powiedzieć jedno: ten program będzie zrealizowany z żelazną konsekwencją. I nie zostanie zatrzymany przez żaden jazgot, przez żadne demonstracje. A jeżeli trzeba, to mam nadzieję, że państwo przyjedziecie i pokażecie swoją postawą, że właśnie takiej polityki chcecie”.

milczacy

Zdziwiły mnie wielce komentarze do tej wypowiedzi niektórych politologów czy socjologów – że oto prezydent wciąż się waha, czy być prezydentem samodzielnym, czy wiernym członkiem PiS.

Podpowiadam: długopis, którym prezydent Duda podpisuje ustawy, takich rozterek nie doznaje.

A jego słowa w Żaganiu to nie był głos „prezydenta wszystkich Polaków” ani głos, który – jak niedawno sam deklarował – łagodzi konflikty. Było to wezwanie do walki z niezadowolonymi z rządów PiS elitami – jak wcześniej wyjaśnił Duda mieszkańcom zebranym w Sali Kryształowej Pałacu Książęcego.

Na zachętę prezydenta: „Przyjedziecie?!”, wyselekcjonowany suweren zakrzyknął: „Przyjedziemy! Przyjedziemy!”.

W tym czasie przed bramą pałacu trwała pikieta KOD-u. Uczestnicy nieśli flagi i egzemplarze konstytucji. – Protestujemy przeciwko „dobrej zmianie”, przeciwko całej liście grzechów, które popełnił obecny prezydent. Protestujemy przeciwko jego postawie i piastowaniu przez niego tego urzędu – powiedział PAP Dariusz Nocek z lubuskiego KOD-u.

Dorzucę swoje trzy grosze. Już nie o roli prezydenta w rozbijaniu Trybunału czy niszczeniu polskiej szkoły, ale o jego kontaktach z obywatelami.

Duda kieruje do nich albo orędzia, pełne pustej retoryki o jedności narodowej, albo z rzadka udzieli wywiadu telewizji narodowej czy prawicowym gazetom – co służyć ma „ocieplaniu” wizerunku. Wiemy też co nieco o nocnym tweetowaniu, ale to w czasie wolnym.

Nie pamiętam zaś, by prezydent zgodził się na wywiad w mediach niezależnych od władzy czy tłumaczył swoje decyzje na konferencjach prasowych. Na zakończenie szczytu NATO w Warszawie wygłosił oświadczenie i opuścił salę wypełnioną zaskoczonymi dziennikarzami z całego świata. Czyżby to nieśmiałość?

Całkiem ją jednak traci, gdy spotyka się z suwerenem – jak w Otwocku rok temu. Komentował tam protesty KOD-u: – Widzę często na tych manifestacjach twarze właśnie tych, którzy w ostatnim czasie bardzo dużo stracili. Jak to się niektórzy śmieją: „Ojczyznę dojną racz nam wrócić, Panie”, mówią ci ludzie.

W Żaganiu też zobaczył „niezadowolone elity” i pogroził im pisowskim palcem.

Może teraz – gdy poczuł w sobie siłę – prezydent Duda spotka się z suwerenem w Ełku czy w innych miastach, gdzie buzują nacjonalistyczne emocje, dochodzi do przemocy na tle rasowym. Może głośno powie, co o tym sądzi. Może zainicjuje akcję edukacyjną, by tonować niechęć rodaków do obcych, eliminować bezrozumną nienawiść.

c3mrahfwiaykffj

KOLEJNE SŁOWO BOŻE GŁOSZONE PRZEZ POLSKIEGO KSIĘDZA „PO DOBREJ ZMIANIE”. WSTYD

c3p5cbxweaeilur

„Polityka” zajęła się Jarosław Kaczyńskim i jego dworem. „Limuzyny, asystenci, ochroniarze, przywileje, celebra”. „Polityka” pisze, że PiS dba tylko o swoje interesy.

bezkarni

Jarosław Kaczyński w samym centrum, wokół niego jego najbliżsi współpracownicy: Beata Szydło, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Marek Kuchciński. Prezes siedzi, oni klaszczą. Właśnie ogłoszono, że prezes Prawa i Sprawiedliwości został laureatem nagrody „Człowiek Wolności” tygodnika wSieci”. W końcu Kaczyński prosi klaszczących, by usiedli, macha ręką na Szydło, kiwa na Kuchcińskiego. Zdjęcie, na którym widać oklaskiwanego prezesa pojawiło się na okładce najnowszego numeru „Polityki”. „Dygnitarze” – głosi wielki napis nad zdjęciem.

„Tempo, w jakim władza deprawuje ludzi z PiS, porównać można jedynie z tym, w jakim Antoni Macierewicz pokonał trasę od ojca Rydzyka do prezesa Kaczyńskiego” – pisze „Polityka” i dodaje: „Miało nie być Bizancjum, nepotyzmu, celebry i arogancji władzy. Wyszło jak zawsze. A nawet znacznie lepiej”.

„Limuzyny, ochroniarze, przywileje…”

„Polityka” bierze na cel czołowych polityków PiS: m.in. prezesa Jarosława Kaczyńskiego, premier Beatę Szydło, ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, czy minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbietę Rafalską. Słów krytyki nie szczędzi też prezydentowi Andrzejowi Dudzie i rzecznikowi MON Bartłomiejowi Misiewiczowi.

Tygodnik zarzuca im „dbanie o siebie i swoich”, popieranie się przy obsadzaniu stanowisk w spółkach Skarbu Państwa i gwarantowanie sobie licznych przywilejów. „Polityka” pisze np., że Macierewicz „rozbudował własną ochronę do rozmiarów absurdalnych i niespotykanych w MON”, Misiewicz rozbija się rządowymi limuzynami i domaga się honorów od wojskowych, a Szydło i Duda za „wsparcie” przyznają swoim współpracownikom bardzo wysokie nagrody.

andrzej-saramonowicz

c3m746swyaan1dp

Waldemar Mystkowski pisze o Misiewiczu, który chce zdegradować generała broni Skrzpczaka.

Misiewicze i Macierewicze powodują upadek morale WP

Wychodzi na to, że Bartłomiej Misiewicz jest ważniejszy od Antoniego Macierewicza, choć ten go kolejny raz urlopował, czy ten zawiesił. A jeżeli ważniejszy od ministra, który w sprawach wojskowych zyskał więcej władzy niż konstytucyjny zwierzchnik Wojska Polskiego Andrzej Duda, logicznym jest, że Misiewicz jest kimś znaczniejszym od prezydenta RP.

Nie jest to gołosłowne stwierdzenie na temat tego niedouczonego farmaceuty, który nie potrafi posługiwać się jezykiem polskim. I wcale nie opowiadam skeczu z kabaretu, bo żaden kabaret nie jest w stanie opisać i ośmieszyć obecnej władzy. Zęby połamał sobie Robert Górski wraz z Kabaretem Moralnego Niepokoju, zamiast obnażyć, ukazać w krzywym zwierciadle w serialu „Ucho prezesa”, ocieplił wizerunek PiS i prezesa.

Dlaczego tak się dzieje? Obecna władza straciła kontakt z rzeczywistością, zainstalowała się ponad krytyką i dialogiem społecznym, niekoniecznie wywyższyła się (bo to także), ale przede wszystkim nie ma wśród niej przedstawicieli, którzy potrafiliby się obronić poprzez polemikę, marni są intelektualnie i nie posiadają rzeczywistych argumentów.

Mamy monolog tych samych postaci nieprofesjonalnie sprawujących władzę. W takim układzie wszelacy cwani faworyci są sięgnąć po władzę nieformalną, nawet większą w tym wypadku niż ma ją Duda. Faworyt Macierewicza powiela gesty swego ministra, bo jest wyjątkowo niedouczony i nieinteligentny, wie, że nic mu się nie stanie, zostanie urlopowany, schowany pod prześcieradło, aż plama przyschnie.

Misiewicz narobił w Białymstoku, tak się sfajdał, iż znowu toczy się jakieś postępowanie w jego sprawie. Guzik prawda, że mają być wyciągnięte konsekwecje, po prostu coś trzeba z Misiewiczem było zrobić, wyjdzie jeszcze z tego silniejszy. Dlaczego tak jest? Proste. Prawda stara jak świat, w stosunkach interpersonalnych rządzą zupełenie inne walory, o czym wiedziała madame Pompadour. Ludwik XV był narzędziem w rękach metresy.

Misiewicz na urlopie zapowiedział, że zdgreaduje generała Waldemara Skrzypczaka, skądinąd wybitnego żołnierza. Zestawmy to z inną degradacją, jaką zapowiedział Ludwik XV, pardon: Macierewicz w stosunku do generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka. Ci nawet nie mogą się bronić, acz nie wykluczam, iż będą protestować jako zombie.

c3m6c9xwyacse4z

Misiu Macierewicza chce zdegradować żyjącego generała Skrzypczaka, bo ten śmiał upomnieć się o przestrzeganie regulaminu Wojska Polskiego. Generał broni napisał: „Jeżeli żołnierz jest zmuszany do oddawania honoru osobie, która na dobrą sprawę nie ma żadnych uprawnień do tego, żeby być tym, za kogo się podaje, to pomijam, że to łamanie prawa i regulaminów wojskowych, ale jest to pogardzanie żołnierzem i mundurem.”

Chodzi o nadużycia zawieszonego rzecznika Macierewicza, który rozbija się po jednostkach wojskowych limuzną wartą przeszło milion złotych, pułkownikom i generałom nakazuje oddawać honory. Misiu na urlopie napiął się i napisał na Facebooku o generale Skrzypczaku, który wg niego ma być skażony genetycznie, co jest nieprawdą i swoistym splunięciem na naszą historię. Mianowicie Skrzypczak ma lepsze geny niż wszyscy pisowcy razem wzięci, jeden dziadek był oficerem WP, kurierem AK, za co siedział w więzieniu w stalinizmie, a drugi zginął w 1939 roku w Twierdzy Modlin.

No i ten język polski w wydaniu Misiewicza, który tak naprawdę jest sowieckim. Misiu napisał: „złożyłem skargę do MON w sprawie pozbawienia stopnia generalskiego Waldemara Skrzypczaka”. Czyli wcześniej generał Skrzypczak został pozbawiony stopnia generała, Misiewicz zaskarży więc tę niesprawiedliwość i będzie domagał się przywrócenia gwiazdek na pagonach Skrzypczaka.

c3mqycdweae3hqm

Taki niedorobiony ten Misiewicz, oczywiście chodziło mu o to, że wystąpił do MON ze skargą na generała, w której domaga się jego degradacji za to, że ten śmiał przypomnieć regulamin WP, a wg niego żołnierze nie powinni oddawać honoru salutu dyrektorowi gabinetu politycznego MON (bo taka jest oficjalna funkcja zawieszonego Misiewicza).

Guzik mnie obchodzi, czym salutują sobie Macierewicza z Misiewiczem w ciszy gabinetu, obydwaj uwłaczają publicznie honorowi żołnierzy, a tym samym niszczą ich morale. W dawnej Polsce obydwaj zostaliby wypłazowani, polska szlachta (ówczesne wojsko), a także ułani, takich gościów jak minister i jego Misiu okładaliby płaską stroną szabel po czterech literach, aż wybiliby im z głowy łamanie dobrych zasad, regulaminu. A możliwe, że doszłoby do krawędziowania, czyli użycia ostrej strony szabel, a tak traktowani byli recydywiści.

Moi przodkowie, a herb w moim rodzie jest hen od Piastów, mają na sumieniu takich Macierewiczów i Misiewiczów, którzy pałętali się w taborach.

Kleofas Wieniawa pisze o pisowskim patriotyzmie.

glinski-i

Piotr Gliński to prowincjusz pełną gębą – i to w złym znaczeniu. Można być prowincjuszem centralnym – i nie być oksymoronem. Bo kultura niezależnie, gdzie jest tworzona i w jakim miejscu, znajduje sobie miejsce przez talent i odwagę.

Yoknpatawha to prowincja amerykańskiego Południa (acz fikcyjna), jednak w kulturze to centrum, bo stworzył ją wielki William Faulkner. I jest bardziej uniwersalna od Starego i Nowego Testamentu.

Nasz Gliński to prowincjusz w nauce, żadna jego książka nie przebiła sie do świadomości czytelniczej, był/jest naukowcem żadnym. Gliński w rodzinie jest nawet prowincjuszem, bo jego brat Robert coś znaczy, a Piotr to nie tylko prowincjusz, ale margines, zapisek na marginesie. Jest ktoś taki, ktoś nieważny.

Jarosław Kaczyński nawet z braku laku (braku kadr) niegdyś uczynił go premierem technicznym in spe, wyszedł z tego tylko Tablet, acz za wierność Gliński został nagrodzony wicepremierem i ministrem od kultury.

Wszystkie jego dotychczasowe przedsięwzięcia w świecie kultury odbiły się śmiechem, a niektóre nawet rechotem. Obca mu jest kultura, mimo – jako napisałem – posiadania brata reżysera.

Przykucnął na jakiś czas Gliński, a ostatnio wyskoczył z Muzem II Wojny Światowej, które kroiło się na przedsięwzięcie dużego formatu, ale PiS chce przykrawać je do wielkości prezesa Kaczyńskiego, czyli do prowincji i skansenu.

Gliński wyskakuje z nowym projektem „Niepodległa”, na który ma zostać przyznaczone przynajmniej 200 mln zł. Okazją jest okrągła rocznica odzyskania niepodległości w przyszłym roku.

Ta „niepodległa”z daleka waniajet nieudacznictwem, sklarleniem wg wzorca patriotycznego. Wyjdzie jak z tym wielkim filmem hollywoodzkim.

Słyszę PiS to żałość pośladki ściska. A z takiego sentymentu zawsze wychodzi sraczka. Nawet gdyby dzisiaj urodził się pierwszorzędny geniusz drugorzędnego formatu (Gombrowicz o Sienkiewiczu) to na dźwiek PiS, udałby sie na emigrację – niekoniecznie wewnątrzną. Od skansenu i małości PiS należy uciekać, gdzie pieprz rośnie. Od czasu do czasu wykorzystywać ich, dmuchać w ich balony ego, bo to prowincjusze w złym znaczeniu.

SŁOWO BOŻE NA DZIŚ

c3lecyvwmaichvf

Tabliczka na cześć Antoniego Macierewicza zawisła w… żłobku na Pomorzu. „Zadziałał, aby ten obiekt powstał” 
http://dlvr.it/NGTbmQ
 #tokfm

efpcldag

Tomasz Lis skomentował: Sorry, takich jaj to nawet w PRL-u nie było.

>>>

grudzien29

Andrzej Duda przestał być prezydentem Polski. Nie dorósł do tej funkcji. A o jego wywiadzie dla „Gazety Polskiej” pisze Rafał Zakrzewski („Wyborcza”). „Doszło dziś do sytuacji, w której opozycja chce pokazać Polskę jako miejsce, gdzie dochodzi do burd, w którym nie wiadomo, kto rządzi, gdzie nie ma stabilnej demokracji. Pachnie to momentami inspiracją z zewnątrz” – mówi Andrzej Duda w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”

dziennikarze-gazety

Prezydent Duda w bardzo długim – choć przez to wcale nie ciekawszym – dzisiejszym wywiadzie dla „Gazety Polskiej”przedstawił nam poprawnie pisowski obraz świata. W wersji dość wyważonej. Ale wyłuskałem dla państwa – z tych przydługich wywodów – garsteczkę rodzynek. Oto one.

Dobra zmiana idzie w zaplanowanym kierunku, sprawy z Trybunałem Konstytucyjnym się jakoś ułożą („ Mam nadzieję, że wszystkie sprawy będą biegły w sposób prawidłowy”), a konflikt o TK to wina byłego prezesa prof. Rzeplińskiego („ To pokazuje, jak zaciekłość polityczna może prowadzić do destabilizacji instytucji, jaką był Trybunał”).

grzegorz

Z polityką zagraniczną też w zasadzie wszystko jest OK. Z Niemcami prowadzimy „partnerskie rozmowy”, prezydent Trump lubi Polaków, powiedział to prezydentowi Dudzie – „i była to bardzo dobra rozmowa”. No, trochę kłopotów jest z Rosją – ale damy radę. Prezydent zapewnia też, że nie ma – jak podejrzewano – konfliktu z szefem MON Antonim Macierewiczem o dymisje i nominacje generalskie, choć „są między nami różnice zdań”.

Ale jedna rzecz jest mocna. Bo choć wywiad zaczyna zdanie: „W gruncie rzeczy opozycji najwyraźniej chodzi o wzniecanie niepokojów społecznych”, brzmiące jak z partyjnych przekazów dnia, to dalej prezydent poszybował ostrzej. Pytający go dziennikarze podrzucają rozmówcy taką oto tezę:

„doszło dziś do sytuacji, w której opozycja chce pokazać Polskę jako miejsce, gdzie dochodzi do burd, w którym nie wiadomo, kto rządzi, gdzie nie ma stabilnej demokracji. Pachnie to momentami inspiracją z zewnątrz”.

prezydent

A Andrzej Duda twórczo rozwija myśl dziennikarzy:

„To nie jest problem dnia dzisiejszego. Zmagamy się z nim od stuleci. To jest problem, który sprawił, że doszło do zaborów. Wówczas wpływy sąsiednich mocarstw były bardzo silne. One wynikały z uwikłań rodzinnych, magnackich, biznesowych czy wprost łapówkarskich lub innych, o których wiemy, że również mogą występować”.

Dziennikarze chcą jednak jaśniejszej odpowiedzi, dopytują: agenturalnych? I na to pada odpowiedź: – Byłoby naiwnością sądzić, że tych wpływów nie ma. Na pewno są.

(WŁAŚCIWY CZŁOWIEK NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU)

c00s1pfukaa06kk

Dzięki wspólnemu wysiłkowi dziennikarzy „Gazety Polskiej” i prezydenta już wiemy, że opozycja jest czyjąś agenturą, choć nadal nie wiemy czyją. I to do końca rozmowy się nie wyjaśni.

Na koniec cytat, a może nawet maksyma – chciałoby się rzec – ku przestrodze: „Rozsądek i ostrożność zachować trzeba zawsze i zawsze trzeba się pilnować”.

bronislaw

I choć to myśl Andrzeja Dudy z tegoż wywiadu – prezydent się nie upilnował.

po-ustaleniach

Paweł Kośmiński pisze o wniosku o samorozwiązanie Sejmu. Według telewizji TVN w Sali Kolumnowej nad budżetem głosowało mniej posłów PiS, niż zapisano w protokole. Nowoczesna zwróciła się do marszałka Sejmu o udostępnienie zapisów ze wszystkich zainstalowanych tam kamer.

Opozycja protestuje na sali plenarnej Sejmu od dwóch tygodni. Chodzi nie tylko o pomysł PiS, by ograniczyć dziennikarzom dostęp do parlamentu, ale też o wątpliwe przyjęcie budżetu przez PiS w Sali Kolumnowej.

Z opublikowanego na stronie Sejmu stenogramu wynika, że marszałek Marek Kuchciński ignorował posłów opozycji, którzy próbowali składać wnioski formalne. Wiadomo też, że niektórych posłów, którzy rzekomo mieli liczyć tam głosy, w ogóle nie było na sali. Nie było też dziennikarzy, którzy mogliby rejestrować obrady, a jedyny udostępniony dotąd przez Kancelarię Sejmu zapis wideo obejmuje tylko przód pomieszczenia (podzielono je na osiem sektorów).

czy-wam

Kolejne wątpliwości co do legalności wydarzeń z 16 grudnia przynoszą ustalenia „Faktów” TVN. Posiłkując się nagraniem posła Michała Stasińskiego (Nowoczesna), dziennikarz stacji odtworzył głosowanie numer 17 w dwóch ostatnich sektorach sali. Zgodnie z protokołem „za” było 65 posłów PiS. Jednak z analizy materiału wideo wynika, że rękę podniosło jedynie 56 posłów partii Kaczyńskiego.

c00m1utxgaezeix

– Nie widać być może części rąk… Naprawdę, nie dajmy się zwariować – skomentował nagranie odpowiedzialny za jeden z tych sektorów poseł PiS Łukasz Schreiber. – To nie zdjęcia w różny sposób robione są dowodem na to, że posłowie głosowali, ale oczywiście protokół – stwierdził wicemarszałek i szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Rzeczniczka partii Beata Mazurek twierdzi, że internauci wykazali, że dziennikarz TVN nie policzył „co najmniej trzech głosów”, zaś „w ocenie tych, którzy liczyli głosy”, na sali było kworum.

– To dość żałosne, że PiS nie potrafi nawet oszukiwać – mówiła w środę Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej. Partia złożyła wniosek o samorozwiązanie Sejmu i zwróciła się do marszałka o udostępnienie zapisów (z dźwiękiem) ze wszystkich kamer. Zapytała również, dlaczego na jedynym dostępnym nagraniu są fragmenty bez dźwięku. Nagranie posła Stasińskiego Nowoczesna przekaże prokuraturze.

Zarówno Lubnauer, jak i Małgorzata Kidawa-Błońska (PO) zwróciły uwagę, że wejście do Sejmu mają obecnie tylko dziennikarze ze stałymi przepustkami. Mimo że marszałek Senatu Stanisław Karczewski obiecywał, że do czasu wypracowania nowych zasad obecności mediów będą obowiązywały stare.

We wtorek w tygodniku „wSieci” Jarosław Kaczyński stwierdził, że opozycja chciała przeprowadzić pucz. Tę tezę powtarza też szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej apelował w środę, „żeby panowie używali słów, które są w stanie zrozumieć”.

c00f-7xxeaa_trn

(ale dużo Puczystów,,,,brawo!!!! Jesteśmy z Was dumni.)

c00ugwgveaeik_t

Waldemar Mystkowski apeluje, aby ten „Mord demokracji” trwał i trwał.

nowoczesna

W gmachu Sejmu przy Wiejskiej z punktu widzenia narracji dzieją się fascynujące sprawy, które mają posmak gatunkowy. Wcale nie political non-fiction, ale serial criminal story z elementami political. Pierwszy sezon mamy za sobą, wchodzimy w drugi.

Tytuł dzieła „Mord demokracji”. Ostatni odcinek to wyżyny gatunkowe, tyle zawiązanych zostało wątków, że może od nich pomieszać się w głowie. Marszałek Sejmu czyta z kartki, że zawiesza posła opozycji za „panie marszałku kochanku” (aluzja historyczna do Radziwiłła Panie Kochanku) i „muzyka łagodzi obyczaje”. Czyżby scenarzysta miał słaby dzień, bo za takie wystąpienie nie wyklucza się z udziału na całym świecie, już pukamy się w czoło, ale zwrot akcji nadrabia tę mieliznę.

Rządzący przenoszą się do innej sali – Sali Kolumnowej – a zwolennicy radziwiłłowskich powiedzonek zostają w sali głównej i decydują się na protest okupacyjny. Przenosimy się z kamerą za secesjonistami, mamy kolejny zwrot narracji – suspens. Większość sejmowa dokonuje spektakularnego wyjścia. Przeprowadza głosowanie przy braku kworum, co udowodnione zostaje przez jedną z niezależnych stacji telewizyjnych, w dwóch ostatnich sektorach 7. i 8. zamiast zaprotokołowanych 65. głosów poselskich, doliczyć się można 56.

aresztowac

Partie okupacyjne domagają się udostępnienia zapisów z kamer przemysłowych, aby wiedzieć, ilu naprawdę posłów głosowało. Uciekinierzy, którzy rządzą, nie godzą się na taka jawność. Jednego aktora, który swoje wszystkie kwestie czyta z kartki, nawet „dzień dobry” zastępują innym. Marek Kuchciński chyba zachorował, bo nie pokazuje się widzom na oczy, zastępuje go Ryszard Terlecki, ten jednak zamiast o kamerach w Sali Kolumnowej mówi o kamerze w sali głównej okupacyjnej, gdzie nie było głosowania, ale „znany poseł opozycji” buszował po prywatnych, acz porzuconych, rzeczach osobistych większości sejmowej.

Tym „znanym posłem” jest Sławomir Nitras z Platformy Obywatelskiej, ale nie grzebie po rzeczach osobistych, ale znajduje pod ławą poselską PiS bibliotekę jednego dzieła i to ideologa tej partii, wodza i scenarzysty, którego dziełem jest ów mord demokracji.

Czyż wyżej streszczony kryminał nie jest dziełem miary Alfreda Hitchcocka i jak ta wybitność amerykańska swoje dzieła opatrywała własną charakterystyczną sylwetką, tak nasz scenarzysta prezes Jarosław Kaczyński w tym serialu sygnuje swoistym signum temporis.

c00mhlrwqaiusde

Oglądalność dzieła bije rekordy. I w tym miejscu dochodzimy do clou tego felietonu, mianowicie jedna z partii opozycyjnych Nowoczesna chce przerwać dzieło Hitchcocka Kaczyńskiego, w którym każdy odcinek kończy się trzęsieniem ziemi, a napięcie nie dość, że utrzymuje się w następnych, to jeszcze wzrasta.

Mord na demokracji i jej drgawki przedśmiertne wchodzą w kolejną fazę emocji na najwyższym diapazonie, a Nowoczesna właśnie złożyła wniosek o samorozwiązanie Sejmu.

Czytacie to? Czy ich pogięło? W takim momencie napięcia, z tyloma nierozwiązanymi wątkami Hitchcocka, z którymi wchodzimy w drugi sezon, partia Ryszarda Petru chce porzucić dzieło.

Ależ nie! – krzyczymy my widzowie. Takie fascynujące dzieło musi trwać, nie można go przerywać, bo – zakładając, iż teoretycznie PiS przegra – demokracja zostanie reanimowana i następne dzieło political fiction będzie nudne, widzowie nie zechcą go oglądać i spadnie do poziomu normalności.

Już się przyzwyczailiśmy do podbijania politycznego bębenka, do wszelkich paranoi, zwrotów akcji, suspensów. Doszło do takiego momentu, że bez tych chorych emocji nie potrafimy funkcjonować, tak nas spaczono, że gdybyśmy mieli normalnie żyć, nie wiadomo, jak to by się skończyło.

Więcej pisowskiego „Mordu demokracji”, więcej idiotyzmu, bo on jest fascynujący, wykręca nam szare komórki. Normalność jest nudna, a idiotyzm PiS taki polski, że staje się antypolski. Nie ma takiego powykręcanego na umyśle scenarzysty, jak Kaczyński, a Nowoczesna chce ten spektakl przerwać. A fe!

polacy

MAMY DO CZYNIENIA Z REŻIMEM, KTÓRY ZACZYNA USUWAĆ SWOICH POLITYCZNYCH PRZECIWNIKÓW.

cx-3aawxuacy0ds

Dość rzadko zdarza się dziennikarzom zajrzeć do czarnej skrzynki władzy. Zwłaszcza dziś, kiedy przedstawiciele obozu rządzącego nie mają ochoty kontaktować się ze „zdradzieckimi mediami”, do których zaliczają moją gazetę – pisze w „Wyborczej” Rafał Zakrzewski.

klotliwy

Czasem więc trzeba skorzystać z tego, co piszą o swojej ulubionej pisowskiej władzy dziennikarze dawniej „niepokorni”. Bo oni mają dostęp do tajemnic rządzących.

W ostatnim numerze „Do Rzeczy” moją uwagę przykuł tytuł „Tarmoszenie Macierewicza”. Artykuł Wojciecha Wybranowskiego dotyka toczącego się konfliktu o nominacje generalskie między szefem MON a prezydentem Dudą. Andrzej Duda wręczy nominacje 29 listopada zamiast jak zwykle 11 listopada. I wciąż nie wiadomo komu.

Wybranowski twierdzi co prawda, że wojny między Pałacem Prezydenckim a MON nie będzie, ale ta sytuacja służy mu do opisania relacji między Macierewiczem a kimś ważniejszym niż prezydent – prezesem Kaczyńskim. „Jak mówią nasze źródła w PiS – w ostatnim czasie [Macierewicz] kilkakrotnie był strofowany przez lidera PiS” – informuje. Za sprawę rzekomo sprzedanych Rosji przez Egipt za 1 dol. okrętów desantowych Mistral i kompromitującą historię zatrudniania Bartłomieja Misiewicza.

Wybranowski cytuje barwny opis informatora: „Było bardzo ostro. Doszło do mocnej wymiany zdań między Kaczyńskim a Macierewiczem. Mimo że drzwi były zamknięte, słychać było, że temperatura jest bliska wrzenia. Po wyjściu ze spotkania Macierewicz nie opanował emocji. A prezes się o tym szybko dowiedział”.

Ciekawe, co też mógł wykrzykiwać szef MON po wyjściu od prezesa. O tym już jednak nie przeczytamy. Dowiemy się tylko, że prezydent-zwierzchnik sił zbrojnych – parokrotnie lekceważony przez szefa MON – wykorzystuje chwilowe osłabienie Macierewicza i próbuje odbić od niego swój kawałek podłogi. Ale to napisała już wcześniej w „Gazecie Wyborczej” Dominika Wielowieyska. Trochę czerstwe te okruchy z pańskiego stołu.

Warto za to przytoczyć kawałek o kłótliwości ministra Macierewicza, który – jak twierdzi pisolog z „Do Rzeczy” – „uchodzi za najbardziej konfliktowego ministra w rządzie PiS. (…) Walczy m.in. z Ziobrą o wpływy w wojskowej prokuraturze i dobór śledczych badających katastrofę smoleńską. Silny jest też konflikt między szefem MON a szefem MSZ. Waszczykowski i Macierewicz rywalizują o wpływy w sąsiednich okręgach wyborczych, pokłócili się też przy okazji nominowania pełnomocników na szczyt NATO w Warszawie. Napięte stosunki mają być też między szefem MON a minister Streżyńską – tu punktem zapalnym ma być kwestia cyberbezpieczeństwa”.

Miejmy nadzieję, że to wszystko prawda, choć dziwne, że tak wielki strateg jak Macierewicz otworzył aż tyle frontów naraz. Chyba że będą go wspierać wierne mu jednostki wojsk obrony terytorialnej.

CZY MACIEREWICZ ZNISZCZYŁ CAŁY POLSKI KONTRWYWIAD? CZEMU DO DZIŚ NIE DOSTAŁ ZARZUTÓW O KRADZIEŻ SUPER TAJNYCH AKT?

cx-pacxxuae2gqg

W „Newsweeku”:

zaginelo

Antoni Macierewicz wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami w 2008 roku został pozbawiony dostępu do tajemnic państwowych. Z jakiego powodu obecny minister obrony narodowej i jeden z najbardziej zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego stracił zaufanie służb?

O sprawie pisze najnowsza „Polityka”. Według tygodnika do bulwersującego zachowania obecnego szefa resortu obrony narodowej miało dojść jesienią 2007 roku, na trzy tygodnie przed – jak się później okazało – przegranymi przez Prawo i Sprawiedliwość wyborami parlamentarnymi. Antoni Macierewicz kierował wtedy Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, która utworzona została na gruzach zlikwidowanych wcześniej Wojskowych Służb Informacyjnych. To właśnie w SKW zgromadzono najważniejsze informacje dotyczące działalności obcych wywiadów na terytorium Polski, dane agentów i inne tajne dokumenty związane z bezpieczeństwem narodowym. Tu także trafiło całe obszerne archiwum WSI – w formie zarówno papierowej, jak i cyfrowej EO-Bazy (Bazy Ewidencji Operacyjnej).

Dostęp do tych wszystkich dokumentów objęty jest ścisłą klauzulą tajności, co oznacza, że każdorazowe udostępnienie akt osobom uprawionym powinno być poprzedzone specjalnym pozwoleniem oraz skrzętnie odnotowane. Według „Polityki” tylko w teorii, bo w praktyce okazywało się, że zaufani ludzie Macierewicza nie tylko mogli przeglądać tajne dokumenty, lecz także je kopiować. Jak pisze Grzegorz Raczkowski, do masowego przegrywania danych z archiwum SKW na dyski twarde oraz płyty CD miało dojść w nocy 4 października 2007 roku.

Według dziennikarza „Polityki” skopiowano wtedy głównie informacje dotyczące polskich przedsiębiorstw służące do kompilowania, czyli porównywania z danymi z Krajowego Rejestru Sądowego i Krajowego Rejestru Karnego. Poza tym tuż po przegranych przez PiS wyborach funkcjonariusze SKW mieli wywieźć całość archiwów dotyczących Wojskowych Służb Informacyjnych i przewieźć dokumenty do siedziby Biura Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie urzędowała kierowana przez Jana Olszewskiego komisja weryfikująca żołnierzy WSI.

cx-xgrnwgaa_sbt

Po tym, jak w czerwcu 2008 komisja ds. WSI zakończyła swoją pracę, akta powinny trafić z powrotem do archiwum SKW. Okazuje się jednak, że część akt oraz kopii została przewieziona do… Pałacu Prezydenckiego. Braki w dokumentach zostały dostrzeżone przez nowe władze Służby Kontrwywiadu Wojskowego, które powiadomiły o tym prokuraturę – zgłoszono zaginięcie aż 16 dokumentów.

Jednak po objęciu władzy przez – wtedy jeszcze marszałka Sejmu – Bronisława Komorowskiego po katastrofie smoleńskiej w Pałacu Prezydenckim nie znaleziono śladu żadnej z zaginionych teczek. Co się z nimi stało? Nie wiadomo, natomiast do tej sprawy odniósł się niechcący Jacek Kurski podczas rozmowy z Moniką Olejnik w TVN24. Według Kurskiego Antoni Macierewicz 10 kwietnia wrócił bardzo szybko ze Smoleńska, ponieważ „obawiał się, że pod nieobecność wysokich przedstawicieli Kancelarii Prezydenta zostaną spenetrowane archiwa BBN”. Z kolei według dziennikarzy TVN24 obecny szef MON-u od razu po przyjeździe z Rosji udał się nie na Karową, lecz właśnie do Pałacu Prezydenckiego.

Wewnętrzne śledztwo w SKW wykazało, że w archiwum Służby panował chaos, a wszelkie działania związane z dostępem do tajnych dokumentów nie były właściwie ewidencjonowane. „Według prokuratury Macierewicz zlecał swoim podwładnym przetwarzanie informacji tajnych i ściśle tajnych z elektronicznej bazy danych operacyjnych SKW poprzez dokonywanie sprawdzeń z naruszeniem zasad udostępnienia informacji niejawnych” – pisze „Polityka”. W wyniku postępowania wewnętrznego w SKW zarówno Macierewiczowi odebrano certyfikat umożliwiający dostęp do tajnych dokumentów. Jednak po objęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość uprawnienia te przywrócono.

cx-wi42xeaa3slq

PRAWDA, ŻE SĄ NA TO TABLETKI?

tym

Stanisław Tym w felietonie w nowej „Polityce” punktuje poszczególne siły polityczne. „Kiedy patrzę na gabinet cieni Platformy Obywatelskiej, wydaje mi się, że niektóre twarze malował już Matejko” – pisze. O zjeździe PSL, na którym ugrupowanie na swojego prezesa znów wybrało Władysława Kosiniaka-Kamysza: „W cieniu gabinetu cieni zebrał się w Jachrance gabinet figur woskowych”.

„Naszą flagową jednostką zwaną ojczyzną dowodzi handlarz starzyzną, który przebrał się za admirała” – tak natomiast opisuje PiS i jego prezesa. „Liczną załogę skompletował, kierując się prostym kryterium: im większym jesteś nieudacznikiem, tym bardziej się nadajesz, bo będziesz wierniejszy” – dodaje Tym.

„Niech się bawią, niech się tytłają”

I zauważa, że „choć nie ma sztormu, statek admirała od roku płynie na dryfkotwie. Hamuje po prostu”. Załoga się uwija, Morawiecki „obiecuje cuda na kiju polskim przedsiębiorcom”, a Zalewska „robi reformę edukacji, która nie ma żadnego sensu”. Ale admirał ogłasza, że wśród przedsiębiorców wykrył spisek, a reforma według jego planu ma na celu jedynie „nieopisany chaos” w samorządach.

Wtedy admirał będzie mógł, zdaniem Tyma, oskarżyć samorządy o nieudolność i „ludzi wymienić na naszych„. Bo, jak dodaje satyryk, wtedy „admirał jest zadowolony: Niech się bawią, niech się tytłają. Ja już nie mam żadnej przyszłości, więc niech oni też jej nie mają”.

cx-z505xcaaoc5p

Waldemar Mystkowski pisze o Jarosławie Gowinie i Stanisławie Tymie.

proboszcz

Niegdyś nieoceniona była rola trefnisia u boku władcy – ten pierwszy mógł w lekkiej formie zarzucić swemu panu brak rozumu. Stąd dawne pojęcie dowcipu jako inteligencji. W naszej historii takim był Stańczyk, a w literaturze Zagłoba.

Dzisiejszy pan partii rządzącej Jarosław Kaczyński nie ma na dworze żadnego błazna, wskazanie zaś, że to prezes jest śmieszny graniczy z końcem żywota politycznego. Jarosław Gowin nie obśmiał, ale zdobył się na odwagę cywilną, mówiąc, że prezes PiS nie ma racji w sprawie przedsiębiorców.

U Kaczyńskiego działa syndrom niepokalanego poczęcia, on nie grzeszy, inni oddają się uciechom, robią mu na złość, są winni osłabienia wzrostu gospodarczego: „przedsiębiorcy związani z partiami opozycyjnymi, bo uważają, że lepiej zaczekać, że wrócą te dawne czasy”.

Gowin tłumaczy prezesowi via TVN24, że nie spotkał „żadnego przedsiębiorcy, który na złość rządowi chciałby mniej zarabiać”. Ba, „taki przedsiębiorca, który chce zarabiać mniej ze względów politycznych, to jest zwierzę, które nie istnieje”. Tym zwierzęciem Gowin mógł podświadomie się odnosić do sławnego już prezesowego „elementu animalnego”, który to jest w posiadaniu opozycji, a on wszak jest czystym elementem homo sapiens. Gowin zdobył się na krytyczne słowa wobec zwierzchności, ale trefnisiem nigdy nie będzie, raczej proboszczem na dworze prezesa.

Błaznem mógłby być Stanisław Tym, lecz on byłby już dawno deportowanym banitą. Tym postrzega władzę PiS jako załogę statku, która wypłynęła w rejs. Kryterium naboru jest proste: „im większym jesteś nieudacznikiem, tym bardziej się nadajesz, bo będziesz wierniejszy”. A tacy niczego nie potrafią. „Choć nie ma sztormu, statek admirała od roku płynie na dryfkotwie. Hamuje po prostu”.

Prezes choć przebrał się za admirała jest li tylko handlarzem starzyzną, który dowodzi naszą ojczyzną. Tak pisze Stańczyk Tym, pointuje słowami, które mógłby powiedzieć prezes PiS: „Niech się bawią, niech się tytłają. Ja już nie mam żadnej przyszłości, więc niech oni też jej nie mają”.

Kaczyński nie ma żadnego planu ani wizji dotyczącej kraju, dostał władzę do rąk i bawi się w inżynierię społeczną: jak dalece można deformować Polskę. Ten feudał swojej partii, admirał – jak chce Tym, narzucił nam swoją deformację, a my złapani w sieć procedur demokratycznych wijemy się w niemocy.

NIE BĘDĘ SIEDZIAŁ W PAŁACU PREZYDENCKIM. MAM ZA DUŻO ENERGII, ŻEBY W NIM SIEDZIEĆ… – obraz pochodzi od

cx-sp6qwgaecpwv

Kleofas Wieniawa pisze o agencie w Trybunale Konstytucyjnym.

muszynski

Kwalifikacje moralne sędziego Mariusza Muszyńskiego, który bezprawnie przez pisowską większość został wybrany do Trybunału Konstytucyjnego, są takie, jak jego wpisy na Twitterze. Na wieść o śmierci Władysława Bartoszewskiego: „Normalnie Bóg zaczyna uśmiechać się do Polaków”.  O obecnym szefie Rady Europejskiej: „od 1990 r. w Polsce nie było większego bandyty i szkodnika niż Donald Tusk”. O Ewie Kopacz: „Czy słyszycie, co pieprzy w TVP Info nasza droga premier Kopacz? Czy ona wie, o czym mówi?”

Muszyński skasował konto na Twitterze, ale sumienia się nie kasuje, umysłu też nie, twarzy się nie kasuje. Jego facjata mogłaby być ilustracją podręczników słynnego Cesare Lombroso, psychiatry, antropologa, kryminologa.

Muszyński ma twarz, która ilustruje jego poglądy. Nie może zlikwidować także swojej biografii, jak konta na Twitterze, a w niej jest wątek agenta wywiadu UOP. Agentem jest się na zawsze, nie ma czegoś takiego, jak koniec agentury.

Ktoś taki został wybrany przez PiS do TK. To wszystko mówi o tej partii, która jest nie tyle sektą, ale poszerzaną jej wersją, o czym pisał wybitny intelektualista Norman Davies.

POLACY MAJĄ CORAZ BARDZIEJ DOŚĆ FATALNEJ ZMIANY. DOBRZE, ŻE OPOZYCJA WYCIĄGA WNIOSKI.

cx99ygbxgaap5qd