Posts Tagged ‘Reduta Dobrego Imienia’

Jak na skróty szła 😂😂😂

Aż cztery zaległe teksty Waldemar Mystkowskiego.

Toksyczne rodziny w polityce: PiS i opozycja

Jarosław Kaczyński mocno przeżył piątkowe spotkanie z Andrzejem Dudą. Nie dość udało mu się upokorzyć prezydenta, ten co prawda stanął w drzwiach Belwederu i powitał go – wbrew protokołowi – ale nie przystał na blitzkrieg w sprawie sądów. Prędzej czy później Duda za to zapłaci, najpierw jednak Polska, którą czeka i tak zależność sądów od PiS.

Kaczyński naprędce sklecił konferencję prasową Zjednoczonej Prawicy, aby potwierdzić, że jest zjednoczona. Ci którzy o tym nie wiedzieli, pewnie zrobili buzię w ciup: wow. Dwie podprogowe treści jednak poszły w ciemny lud. Mianowicie jeden ze stronników Dudy, Jarosław Gowin stanął obok drugiego – ale nie stronnika – Zbigniewa Ziobry, bo ten ostatni to wróg Dudy jeszcze większy niż prezes.

Acz prezes nazywa ten zestaw stronniczy rodziną. Zaiste toksyczna to rodzina, a prawica jest jak małżeństwo wg dogmatu katolickiego; „Co prezes złączy, tego niech żaden Duda nie rozdziela”.

Prezes u Dudy był powiedzieć, że mamy kryzys, a Duda poprawił go, że to mały spór w rodzinie. W toksycznej rodzinie żona zwykle bagatelizuje siniak pod okiem, albo jak w przypadku przeze mnie zasłyszanym w pociągu, gdy wdowa wspominała zmarłego męża i nie mogła się nachwalić koleżance, jaki to był dobry chłop. Przyjaciółka jej przypomniała, że po pijaku ciągał ją za włosy po podwórku, ta nie dała się zbić z pantałyku i odrzekła: – A ile było tego podwórka? Phi.

Ciąga Kaczyński Dudę po tym belwederskim podwórku, a ten zachwala reformę sądów prezesa. Konferencja prasowa zjednoczonej prawicy nie przykryła jednak konwencji Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Na tej pierwszej Grzegorzowi Schetynie chyba udało się przeformatować dość nieszczęśliwą zbitkę totalnej opozycji na totalną propozycję. Teraz należy dotrzeć do wyborców z hasłami dotyczącymi zlikwidowania urzędów wojewódzkich, które zwłaszcza dzisiaj są we wrogiej kohabitacji z urzędami marszałkowskimi. Inne punkty programu PO są nowatorskie i sytuują władzę bliżej ludzi, a często tę władzę oddają wyborcom.

Przedstawiony program Platformy należy przekuć na proste hasła, które zaczną docierać do Polaków. To zależy od opozycji, nie można liczyć jednak na to, że PiS się przewróci. Kaczyński ze swymi akolitami ciągle zalicza glebę, lecz sondaże są niewzruszone, a nawet im zwyżkują.

Rozpoczynająca się kampania samorządowa jest dobrym momentem, aby opozycja odwróciła niekorzystne tendencje. Sondaże wskazują na premię dla opozycji od wyborców, gdy ich kandydaci wystartują ze wspólnych list, wówczas nie tylko twardy elektorat partyjny zagłosuje, ale także obojętni, zniechęceni do kłótni. Psychologia jest niedoceniana przez polityków. Opozycja jednak musi uciekać od syndromu politycznej rodziny, bo jest ona zawsze toksyczna.

„prawo” i „sprawiedliwość” BRAK SŁÓW

Orwellowska organizacja Reduta Dobrego Imienia

Reduta Dobrego Imienia (RDI) w nazwie ma już zmyłkę, jak Ministerstwo Prawdy Orwella. Czyż zakłamanie, amoralność są dobrym imieniem?

Włoski dziennikarz Gian Antonio Stella napisał w „Corriere della Sera” artykuł krytyczny o Polsce. O dzisiejszej Polsce pisowskiej i o tym, że nie potrafimy zmierzyć się z własną historią. Stella napisał krytycznie o „Różańcu do granic”, którego wymowa była antychrześcijańska, o nieumiejętności zmierzenia się z problemem uchodźców, którzy są inni od nas, są więc wyzwaniem społecznym, niewielkim politycznym, to kolejne tchórzostwo obecnych władz.

Redutę Dobrego Imienia, także ambasadę RP w Rzymie, oburzył passus: – „Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności (personali responsabilita) za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po” [cyt. za: oko.press].

No i na naszych tzw. patriotów (tak zwani patrioci piszę, bo to w istocie szowiniści) podziałało to jak płachta na byka. O ile ambasada w Rzymie oburzyła się i odpowiedziała listem na artykuł, to nie popełniła w nim błędu merytorycznego, ale Reduta specjalizuje się w manipulacjach i fałszu.
RDI w swoim stylu zaczęła nie na temat. Od tego, że w Polsce nie było rządu kolaboracyjnego. Stella o tym nie pisał. Stella też nie pisał, że państwo polskie (wówczas podziemne) uczestniczyło w Holocauście. Nie! Konkretni Polacy pomagali Niemcom i sami tworzyli fakty Holocaustu.

Przed wojną i w jej trakcie w polskim społeczeństwie silny był antysemityzm zbudowany przez polityków, w którym miał duży udział Kościół katolicki, zaznaczmy: nie cały. Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło w kilkudziesięciu innych miejscowościach. Szmalcowników – czyli informatorów za korzyści materialne – było dużo więcej niż tych, którzy pomagali Żydom, a bezinteresownie pomagających była garstka, to oni otrzymują dzisiaj tytuły Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło tam, gdzie politycznie najsilniejsza była endecja. To ten grunt polityczny pchał ciemny lud do krwawych czynów. Niemcy chwalili polskich szmalcowników, bo nie wykazaliby się „sukcesem” w odnajdywaniu ukrywających się Żydów.

Podobnie zachowywała się część rodaków po wojnie, czego ewidentnym przykładem jest pogrom kielecki w 1946 roku, w którym zginęło 37 Żydów. Pojedynczych przykładów mordów tuż po wojnie jest dużo.
Czy dzisiejsza niechęć do uchodźców jest podobna do antysemityzmu? Tak! To ta sama niechęć – wręcz nienawiść – do innych. W literaturze inny pisze się Inny. Nie bądźmy więc zdziwieni, że PiS na wszelkie sposoby źle wyraża się o uchodźcach, a zaprzeczenie o antysemityzmie i udziale Polaków w Holocauście zostawia takim organizacjom, jak Reduta.

Za pomocą takich Redut Dobrego Imienia fundują nam Polskę na fundamencie fałszu. Polskę zakłamaną tchórzliwą, amoralną. Dlatego tacy ludzie bez talentu, grafomani jak Świrski, szef tej orwellowskiej organizacji, są na tapecie. Polska jako szczurowisko – wówczas, gdy dochodziło do pogromów na Żydach i dzisiaj.

Mój ród pochodzi z tych terenów, gdzie jest Jedwabne, sporo opowiadano u nas o tych faktach, o tym zakłamaniu. A teraz wraca fałsz i ma się coraz świetniej.

Dla odwrócenia uwagi od konwencji programowej PO, wystąpiło trzech terrorów mówiąc że, tak naprawdę nie mają nic istotnego do powiedzenia.

Strategie rolowania przez PiS, lekarzy rezydentów też

PiS ma pomysł, jak wyrolować protestujących lekarzy rezydentów, co nie jest żadną nowością, bo ta partia stosuje strategie rolowania od początku swoich rządów. Taką strategią jest przepychanie przez Sejm tzw. projektów poselskich, a nie rządowych – te ostatnie wymagają konsultacji społecznych i środowiskowych. Jeżeli na czymś szczególnie PiS zależy, stosuje przyspieszone logistycznie procedowania, np. nocne głosowania w komisjach poselskich i w trakcie sesji sejmowych. Są nawet nadzwyczajne procedowania, gdy zawęża się liczbę posłów do swoich, byle było kworum i oddzielają się od świata w Sali Kolumnowej. Już to przecież też przerabialiśmy.

Inne rolowanie rozpisywane jest na głosy instytucjonalne. Zastosowane zostało przy ustawach sądowych, gdy odbywały się protesty w całym kraju („Łańcuchy światła”) i rzeczywiście zostały wygaszone przez dwa weta prezydenta, choć protestujący domagali się trzech. Wyciszenie niezgody i gniewu społecznego wymaga czasu. I tak się dzieje. Andrzej Duda przedstawił swoje projekty, które nie są spełnieniem żądań społeczeństwa obywatelskiego, a do tego toczy rozmowy z osobą najważniejsza dla partii rządzącej. Rozmowy się toczą, a gniew społeczny już został rozładowany, para bowiem poszła w gwizdek. Więc tak czy siak – sądownictwo straci niezależność, stanie się partyjne, a nam zostanie oskoma: och, kiedyś to była demokracja.

W tej chwili mamy do czynienia z rolowaniem lekarzy rezydentów, a tak naprawdę z rolowaniem nas ze zdrowia, bo to dotyczy już całej służby zdrowia. Rolowanie ze zdrowia Polaków, czyli wpychanie w chorobę, a w istocie skłanianie do grobu – wcale nie przesadzam: śmiertelność rok do roku wzrosła bagatela o 7 proc. – rozpoczęło się już dawno. Lekarze rezydenci są kroplą, która przelała czarę goryczy, przekroczono masę krytyczną, która zachwiała stabilnością systemu ochrony zdrowia.

Rozwalanie służby zdrowia trwa od początków rządów PiS. To nie tylko ta osławiona sieć szpitali, która ma być finansowo podłączona do budżetu państwa, ale reorganizacja w ośrodkach zdrowia i szpitalnictwie, zaś przede wszystkim wymiana kadr kierowniczo-menadżerskich. To ostatnie jest najboleśniejsze, trudne publicystycznie do wyartykułowania i podania opinii publicznej. W służbie zdrowia na kierowniczych stanowiskach mamy nawał pisowskich Misiewiczów.

To rozwala system ochrony zdrowia narodu. Dziwne, że dziennikarze tego nie opisują, czyżby tak mało było specjalistów w tym temacie, a może są jeszcze młodzi i nie zaznali udręki związanej z leczeniem.

W służbie zdrowia jest tak samo, jak z Beatą Szydło, która ogłasza zwycięstwo 1:27. Na razie 7 proc. Polaków więcej umiera, a będzie nas jeszcze więcej w grobach, gdzie tak trudno przyjdzie się policzyć w protestach. PiS jest partią wyjątkowo pokraczną, czego się nie dotkną, kończą katastrofą. Trafili jednak na koniunkturę światową i państwo w dobrym stanie po poprzednikach, ale to się kończy. To my zostaniemy na ruinach popisowskich, jeżeli przeżyjemy PiS.

Lekarzy rezydentów chcą teraz wyrolować metodą kooptacji obcych. Rząd zamierza uprościć przepisy zatrudnienia w zawodach medycznych i zatrudnić lekarzy spoza Unii Europejskiej, tj. z Ukrainy. Tacy lekarze nie musieliby nostryfikować dyplomów, lecz byliby przywiązani do miejsca pracy, czyli byliby lekarzami pańszczyźnianymi. Oczywiście, pomysł jest taki, aby nie podnosić płacy lekarzom rezydentom.

Akurat jest on strzałem w płot, acz ma zastraszać protestujących lekarzy. Ukraińscy lekarze zarabiają wcale nie gorzej u siebie – bo ten zawód tam zawsze był ceniony – a też nie będą chcieli zostać niewolnikami, bo byliby przypisani do jednego miejsca pracy, nie mogliby zmienić miejsca zatrudnienia, uniemożliwiłoby im to brak nostryfikacji.

Pomijam kwestię, iż Unia Europejska zakwestionowałaby ten tryb pozyskiwania kadr medycznych, bo jesteśmy w jednym systemie zdrowia unijnego, jak zakwestionowała wycinanie Puszczy Białowieskiej.

PiS próbuje nas rolować i niestety udaje im się połowicznie. Polska pokracznieje jak partia Kaczyńskiego, partnerem i demokratą dla PiS jest prezydent Turcji Erdogan. I w tym kierunku zmierza rolowanie PiS, rolowanie nas z wolności obywatelskich, a nawet z życia, acz zmarłym wsio rawno, bo im w wieczności to wisi.

PIĘKNE OKREŚLENIE SŁÓW BŁASZCZAKA. „CO ZA NĘDZA”

Szydło przed wyjazdem do Brukseli gra w „Uchu prezesa”

Beata Szydło ma problem psychologiczny, który ma się do jej wiedzy przedmiotowej. Tym problemem jest syndrom wcześniej u niej zaobserwowany, a w jej partii zdefiniowany dawno temu. Sukcesem jest przegrać 1:27. W psychologii jest to odwrócenie kota ogonem, tabeli do góry nogami.

Ten syndrom brzmi: jesteś pierwszym, gdy postawisz wszystko na glowie. Na głowie jest postawiona władza PiS. Wszak prezes powiedział, że białe nie jest białe („Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”).

Odwrócenie na głowie ma się z braku wiedzy i braków profesjonalizmu. Prezes Kaczyński jest w tym klasykiem, myli Zbigniewa Herberta z Janem Twardowskim (a on zawsze chce zaimponować wiedzą tajemną), tych pomyłek rzeczowych u niego wystepuje więcej i więcej. Zaś Szydło nawet nie wiedziała, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej, pomylić się o 12 lat to jak przegrać wszystko w teleturnieju..

I Szydło jedzie na szczyt UE w Brukseli, aby wszystko przegrać. W kraju przed wyjazdem robi takiego psychicznego klocka. Wypowiedziała „myśl”: „Oczekuję równego udziału krajów UE w debatach o reformach”.

Co to zdanie ma znaczyć? Tak wypowiada się osoba zakompleksiona, reprezentująca kraj zakompleksiały, w imieniu którego przegrywa 1:27. Tak wypowiada się polityk, w którego władza w kraju ma problem ze standardami demokratycnzymi i wolnościowymi.

Tak wypowiada się… Co napisawszy żachnąłem się, bo przeciez taki mamy problem z obecną władzą. Szydło jest pionkiem w rękach prezesa i zobaczywszy mikrofone wypowiada zacytowaną przeze mnie tę”myśl” i inne godne satyrycznego sztambucha.

Piszę „myśl” w cudzysłowie, bo po Szydło zostanie cydzysłów. Premier? Nie! „Premier”. Szydło jeszcze nie wyjechała, a już mówi tekstem z „Ucha prezesa”, w Brukseli nie będzie prezesa, za to będzie sitcom „Ucha…” z jej udziałem.

Tacy politycy – „politycy” też powinno być w cudzysłowie – zdegradowali Polskę, zrobili krajem peryferyjnym. W ciągu dwóch lat zniszczyli to, co budowano z takim mozołem po 1989 roku. Mogę tylko współczuć Donaldowi Tuskowi, który z Polaków wspiął sie najwyżej w politycznej historii, współczuć, że będzie miał naprzeciw (koło siebie – jakkolwiek) tak nijaką osobę, jak Szydło, która ma problemy psychologiczne (nie potrafi się wyrazić), ma problemy przedmiotowe (nie ma wiedzy).

W wyniku reform w Unii Europejskiej – gdy dłużej Polską będą rządzić pacynki Kaczyńskiego – Polska nie tylko zostanie zdegradowana, ale potraktowana, jak chory człowiek Europy, nie stosujący się do obowiązuyjących na Zachodzie standardów i pozbawiający swoich obywateli wolności.

Polska zostanie wykluczona. Tak jak PRL byl wykluczony cywilizacyjnie. I zostanie nam jakiś sojusz w czworkącie: Mińsk, Ankara, Budapeszt- Warszawa. Czworokąt bermudzki.

ŚWIĘTE SŁOWA DO CAŁEJ OPOZYCJI Zachowajcie je i przypominajmy o nich politykom. Bez końca. Aż zrozumieją.

>>>

>>>

TO NIE JEST ŻART!!! Warto poznać tę historię.

CIEKAWE, CO ONI WSZYSCY PRZEŻYLI W DZIECIŃSTWIE, ŻE TERAZ Z UPOREM MANIAKÓW ROBIĄ TAKI CYRK?

Posłom PiS należy wytaczać procesy. Tak jak mecenas Andrzej Tarnawski, z ktorym na portalu Koduj24.pl rozmawia Tamara Olszewska.

Poseł PiS zapłaci za swoją butę, kłamstwo i prostactwo – mówi Andrzej Tarnawski w rozmowie z Tamarą Olszewską.

Jak długo można znosić lekceważący stosunek polityków PiS do każdego, kto krytykuje ich władanie Polską? Jak długo można milczeć, gdy padają słowa pełne kłamstw, dzielące Polaków na dobrych i tych, którzy prawdziwymi Polakami nie są? Musi wreszcie przyjść ten moment, gdy trzeba powiedzieć dosyć. Musi też pojawić się człowiek, który ma odwagę i determinację, by zawalczyć o szacunek i dobre imię tysięcy, których szkaluje się, obraża, piętnuje. Tym człowiekiem okazał się mecenas Andrzej Tarnawski, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tamara Olszewska – Pozwał Pan do sądu posła PiS-u. Jak to się zaczęło, jak narastał Pański gniew?

Andrzej Tarnawski: – Po objęciu władzy przez PiS rozpoczęła się demolka systemu ustrojowego i prawnego Polski. To państwo, w którym wreszcie można było żyć, które zostało wywalczone przez nas, nagle zaczęło być demolowane przez władze, której jedynym celem stała się droga do autorytaryzmu w najciemniejszych barwach. Najpierw poczułem zaskoczenie i niedowierzanie. Potem, gdy absolwent mojej uczelni, nauczyciel akademicki, pan Duda, złamał prawo, stosując akt łaski, by uwolnić sąd od niepotrzebnego, jego zdaniem, procesu, załamałem się. Jednocześnie poczułem, że to znowu ten czas, gdy nie można stać z boku. To mój obowiązek. Mój i każdego, komu nie obca jest troska o dobro publiczne, a sprawy państwa w szczególności. Dalsza eskalacja bezprawnych pociągnięć obozu rządzącego koncentrująca się wokół działania Trybunału Konstytucyjnego w połączeniu ze ślamazarną i często nieprofesjonalną reakcją części opozycji sejmowej upewniła mnie w przekonaniu, że trzeba zjednoczyć siły, żeby „Polska była Polską”. Stąd ja w KOD-zie, ruchu obywatelskim, który przyciągnął każdego, nie zgadzającego się na działania obecnej władzy.

– Co takiego konkretnego się stało, że złożył Pan pozew o zniesławienie przeciwko posłowi Jackowi Żalkowi, wiceprzewodniczącemu klubu parlamentarnego PiS?

– 27 lutego 2016 roku KOD zorganizował ogólnopolski marsz pod hasłem „My naród”. Przez ulice Warszawy przeszło ponad 80 tysięcy ludzi. Pokazaliśmy, że nie ma naszej zgody na bezprawie tej niby sprawiedliwej i praworządnej partii. Wydawało nam się, że nasz głos sprzeciwu stanie się słyszalny, może wart uwagi, a jednak nie. Oburzona władza rozpoczęła atak na uczestników marszu, a słowa pana Żalka dotknęły mnie najbardziej. Na początku marca na antenie TVN 24, komentując bieżące wydarzenia, oświadczył m.in. – „Jeśli to jest naród, to rozumiem, że jest to naród, który miał krępującą przeszłość w SB i UB, ale to nie jest naród polski”, a potem jeszcze –„Ludzie maszerujący w ramach hucpy KOD mają krępującą przeszłość w Urzędzie Bezpieczeństwa i Służbie Bezpieczeństwa, a wiec zakrwawionych w krwi polskiej organach sowieckiej dyktatury”. Odchorowałem te słowa. Skoczyło mi ciśnienie, co przy moim stanie zdrowia jest bardzo niebezpieczne, a potem powiedziałem sobie, że koniec z tym. Nie odpuszczę. Zapłaci ten młody człowiek za swoją butę, kłamstwo, prostactwo. Nie odpuszczę!

– Politycy PiS od dawna nie przebierają w słowach. Obrażają również tych, którzy mają wyjątkowo piękną kartę opozycyjną. Pańska historia zaczęła się w marcu 49 lat temu.

– 14 marca 1968 na Placu Wolności w Katowicach „stałem tam, gdzie ZOMO”, czego efektem było ciężkie pobicie, tygodniowy pobyt w szpitalu i parotygodniowa niezdolność do pracy. W roku następnym miałem okazję wygłosić swe pierwsze w życiu przemówienie obrończe. We własnej sprawie. Zarzucono mi działanie na szkodę PRL, polegające na kontestacji „bratniej pomocy” udzielonej naszym południowym sąsiadom w sierpniu 1968. W okresie Wielkiej Solidarności aktywnie wspomagałem swoją radą struktury Solidarności i Solidarności Wiejskiej (rozmowy z delegacjami rządowymi w Ustrzykach Dolnych czy w Nowym Sączu), zaś po wprowadzeniu stanu wojennego byłem jednym z kilku etatowych obrońców w sprawach politycznych i pełnomocnikiem członków Solidarności czy KPN w sprawach cywilnych czy przed sądami pracy. W domu moim i sąsiednim, mej siostry Ewy Tarnawskiej–Wiejacha, przechowywali się miesiącami działacze Solidarności, którzy uciekli z miejsc internowania lub udało im się uniknąć aresztowania. Domy te służyły także jako dziuple drukarskie, z których wychodziły w nielegalny obieg „Kurierek Bocheński”, „Montinowiec” i parę innych tytułów, których już nie pamiętam, zaś mój syn – wówczas licealista – założył pisemko dla młodzieży szkół średnich „Nasz Głos”, które redagował i drukował w naszym mieszkaniu. Korzystając ze względnej swobody przemieszczania się po Polsce, podejmowałem się także zleceń o charakterze kurierskim. W tym charakterze odwiedziłem np. dwukrotnie we Wrocławiu ukrywającego się Kornela Morawieckiego – aktualnego parlamentarzystę.

W uznaniu mej postawy na przestrzeni kilkudziesięciu lat odznaczony zostałem w roku 1988 medalem „Plus Ultra” „za wytrwałość w pracy o ideały Solidarności” (Niezależna Oficyna Wydawnicza), w roku 2014 medalem „Dziękujemy za wolność” (Solidarność Nowa Huta) oraz w roku 2015 Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta. Nic więc dziwnego, iż sugestie potwarcy kierowane pod adresem środowiska, z którym się utożsamiam i w którym nie znam nikogo, kto odpowiadałby odrażającym kalumniom serwowanym przez pozwanego – musiałem odebrać jako policzek.

– Na co Pan liczy?

– Chcę pokazać, że politycy nie mogą czuć się bezkarni. Tak jak każdy, muszą brać na siebie odpowiedzialność za każde kłamstwo, oszczerstwo. Jestem obywatelem tego kraju, wciąż mam swoje prawa i nie pozwolę, by niedouczony młokos obrażał mnie i moich kolegów. W szeregach KOD-u są opozycjoniści z czasów PRL. Ludzie w tamtych czasach prześladowani, wielokrotnie aresztowani, pozbawiani środków do życia. W szeregach KOD-u są ludzie, którzy mają wysoko rozwiniętą świadomość obywatelską, dla których demokracja to podstawa bezpiecznego i przyjaznego narodowi państwa. Jak można ustawiać nas po stronie byłych oprawców, jak można tak łgać, tak traktować Polaków, których jedyną winą jest niezgoda na antydemokratyczne działania PiS-u. Nie ma na to mojego przyzwolenia. W swoim pozwie wnoszę o nakazanie pozwanemu Jackowi Żalkowi, by w terminie do jednego tygodnia od uprawomocnienia się wyroku zamieścił w programie telewizyjnym stacji TVN 24 oświadczenie o treści następującej: „Jacek Żalek, poseł na Sejm R.P. przeprasza p. Andrzeja Tarnawskiego, sympatyka i aktywistę Komitetu Obrony Demokracji za oszczercze sugestie implikujące związki osobiste, towarzyskie czy rodzinne osób uczestniczących w tzw. Marszach KOD-u z aparatem przemocy b. PRL oraz ludźmi z tymże aparatem współpracującymi, które to pomówienia prezentował on publicznie za pośrednictwem środków masowej informacji, w tym m. innymi w programie publicystycznym TVN 24”. Oświadczenie to winno być wyemitowane dwukrotnie – dzień po dniu w porze pomiędzy godzinami 17.00 a 22.00.


Andrzej Tarnawski urodził się w Krakowie w 1940 roku. Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem pracował jako asesor, sędzia Sądu Powiatowego w Katowicach; radca prawny, a od 1979 r. jako adwokat. Alpinista, ratownik ochotnik Grupy Tatrzańskiej GOPR, współzałożyciel TOPR.


Rozprawa Tarnawski kontra Żalek odbędzie się w Krakowie, ul. przy Rondzie 7, 5 lipca o godzinie 13.45 w sali K412. Liczę na to, że pojawią się koledzy pana Andrzeja z opozycji PRL oraz wszyscy, którzy nie zgadzają się na kłamstwa i agresję obecnej władzy.

CZY TO JEST TA WASZA PRACA I POKORA??? trwa…

W końcu! Fundacje Rydzyka ujawniły ile, od kogo i na co dostały pieniądze. Na liście są m.in. MSZ, MON, MRPiPS.

Waldemar Mystkowski pisze o Reducie Dobrego Imienia.

Reduta Dobrego Imienia na rykowisku

Zbieżność nazwiska i filmu jest wielce przypadkowa, bo film „Dzień Świra” powstał na początku obecnego wieku, a Reduta Dobrego Imienia, jak podobne przypadki kiczu patriotycznego „jelenia na rykowisku” wzrastają po dojściu PiS do władzy.

Marek Koterski raczej nie mógł zainspirować się niejakim Maciejem Świrskim, założycielem owej Reduty (itd.), bo gdzie Rzym, gdzie Krym. Wybitny filmowiec nie ma wiele wspólnego z grafomanem, acz stado takich Świrskich całkiem dobrze komponuje się w metaforę owego tytułowego świra.

Tych świrów z rykowiska jeleni obecnie jest skolko ugodno. W Polsce szczególnie rozpełzli się w XIX wieku, mieli usta pełne owego kiczu patriotycznego. Narzekali na nich wszyscy nasi wielcy, z Mickiewiczem i Słowackim na czele, a hr. Aleksander Fredro nawet złamał pióro, bo śmiał bawić publikę, a nie płakać w czasach zaborów.

Patriotyczny jeleń związany jest z XX-wieczną endecją. W imię tak pojętej polskości urządzali wyznawcy świra endeckiego w okresie międzywojnia pogromy Żydów, a antysemityzm był powszechny jak powietrze. Dlatego w czasie wojny z polskiego ciemnego ludu rekrutowali się szmalcownicy, co doprowadziło do rozlicznych Jedwabnych (bo nie było to tylko takie jedno miasteczko na Podlasiu).

Patriotyzm jeleni miał się dobrze w PRL-u, a jego nieformalnym politycznym naczelnikiem przez długi czas był Mieczysław Moczar. Po 1989 roku powoli odżywał, a obecnie dostaje skrzydeł oksymoronu – skrzydeł jelenia na rykowisku.

Fruwa ten jeleń nie tylko w estetycznym kiczu (przeglądnijcie te portale czerwono-białe – nieprzypadkowa kolejność barw). Jeleń fruwa w Reducie Dobrego Imienia, jak choćby w ostatnim liście „oburzonych naukowców”, w którym atakują historyka prof. Jana Grabowskiego, specjalistę od stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny. Grabowski to jeden z najwybitniejszych badaczy Holocaustu z Uniwersytetu w Ottawie.

Nasze fruwające jelenie zarzucają swoim kiczowatym językiem (skądinąd godnym Moczara) to, że „stanowisko Jana Grabowskiego wobec wydarzeń w Jedwabnem oraz tzw. pogromu kieleckiego pozbawione jest kontekstu historycznego i w takiej formie wprowadzane do światowej opinii publicznej” oraz „przypisywanie Polakom współudziału w Zagładzie ze względu na istnienie tzw. granatowej policji”. Oburzonych naukowców jest 130, ale praktycznie nie ma wśród nich historyków, co przebadał portal OKO.press, są tacy jelenie, tj. specjaliści jak od krystalografii białek, petrografii eratyków skandynawskich oraz sadownictwa.

Reduta Dobrego Imienia to ryczący patriotyzm, wykładnię tego kiczu czerwono-białego (jak krawaty Leppera) otrzymujemy dzień w dzień, od kiedy PiS doszedł do władzy. To najdłuższy „Dzień świra” w naszej historii, dzień trwający dwa lata. To jest islamofobia bez islamistów w Polsce, antysemityzm bez Żydów, a wartości chrześcijańskie, jak w słynnej scenie „Dnia świra”, w której Polacy modlą się o niepowodzenie innych Polaków. To jest polskie rykowisko. Reduta Dobrego Imienia szkaluje imię Polaków, bo wyraża dążenie, iż Polak to jeleń, idiota, świr.

 

Kleofas Wieniawa pisze o pęknieciu w PiS.

W czwartek po zakończeniu prac w komisjach sejmowych miały być w Sejmie przegłosowane dwie ustawy dotyczące sądownictwa, tj. zniesienia niezależności sądów.

Nie doszło jednak do głosowań.

Dlaczego? Oficjalnie – PiS czeka na wyrok Trybunału Konstytucyjnego ws. legalności wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa i zgodności trybu wyboru z Konstytucją. Wnioskował o to Zbigniew Ziobro.

Ale wiadomo było przed planowaniem głosowań, że TK dopiero wypowie się. Przyczyną przesunięcia głosowań jest obawa, iż wyniki głosowań nie przebiegałyby po myśli władz PiS, gdyż niektórzy koalicjanci z tzw. zjednoczonej prawicy wyłamaliby się z jednomyślności w kluczowych głosowaniach, szczególnie tych dotyczących wygaszenia kadencji sędziów zasiadających w KRS.

Krytyczne uwagi także zgłaszał Andrzej Duda.

Mamy zatem pierwszy tak poważny zgrzyt – pękniecie – w obozie PiS.

Teraz dojdzie do zakulisowego handelku. Jeżeli TK wypowie się zgodnie z „propozycją” Ziobry, to PiS niejako zyska „legitymację” dla zniszczenia niezależności sądu.

Duda zaś może spodziewać się Trybunału Stanu. Zniesienie niezależności sądów, gdy podpisze ustawy, jeszcze bardziej go pogrąży.

W tej chwili w obozie PiS toczy się walka o wizerunek, iż chcą zaprowadzić jak najmniejsze bezprawie. Brzmi to jak oksymoron, ale kompetencje tej wladzy są oksymoronem, tak jak trzymanie standardów demokratycznych.

NIE UŻYJEMY POLICJI PRZECIW MANIFESTANTOM” – PREMIER SZYDŁO. A WIĘC PYTAMY. ILE WARTE JEST SŁOWO POLITYKA PIS?

Dorn o Błaszczaku w : Chodzący Deficyt Inteligencji 😂😂😂😂

PIĄTECZEK, PIĄTUNIO, PIĄTUŚ 🙂 I CHŁOPAK DO TAŃCA I DO RÓŻAŃCA :))))

>>>