Posts Tagged ‘Roman Giertych’

Kaczyński i jego słupy: Duda, Szydło, Morawiecki

Prezes PiS do perfekcji opanował strategię posiadania pełni władzy, a zarazem nie chce być odpowiedzialnym za jej sprawowanie.

Odpowiedzialność prawna bowiem spada na jego marionetki, które kiedyś – gdy władza wypadnie mu z rąk, jak Ceaușescu bądź Janukowyczowi – staną przed niezależnym wymiarem sprawiedliwości i odpowiedzą za bezprawie. Kaczyński swoją odpowiedzialność rozpisuje na Andrzeja Dudę, Beatę Szydło i Mateusza Morawieckiego, którzy w niepohamowanej własnej żądzy władzy stali się zakładnikami prezesa PiS.

Afera ze spółką Srebrna pokazuje – niczym w podręczniku politycznej korupcji –  w jaki sposób splatają się wątki narracji dyktatury i zarządzania marionetkami delegowanymi przez prezesa PiS. Winniśmy całować po rękach Geralda Birgfellnera, że zdecydował się ujawnić taśmy z transakcji biznesowych przeprowadzanych z Jarosławem Kaczyńskim. Niemniej bardzo ważną postacią w demitologizacji prezesa PiS jest Roman Giertych, zaś dziennikarze „Wyborczej”, opisujący kolejne rozdziały afery K-Towers, zasługują na najwyższe nagrody dziennikarskie i to międzynarodowe – jakiegoś globalnego Pulitzera.

Kaczyński na poziomie państwa odpowiedzialnymi za swoje bezprawie czyni prezydenta i premierów (na razie jest dwoje). Oni kiedyś odpowiedzą za niszczenie Polski i to na wszelkich poziomach: prawnym, moralnym, finansowym.

We władzach spółki Srebrna, którą zarządza Jarosław Kaczyński, są osoby bez znaczenia, które nadstawiają kark za prezesa, jak sławny już Kujda i „pani Basia”, osoby, które nie wiedzą, za co odpowiadają, za co jednak są wynagrodzeni sowitymi synekurami państwowymi. Birgfellner, rozmawiając z Kaczyńskim, był zdziwiony, że nie rozmawia z zarządem Srebrnej, Kaczyński miał na to odpowiedź: „Ci ludzie kręcą własne lody”.

A zatem mamy do czynienia z ludźmi-słupami, którzy nie są świadomi odpowiedzialności. Tak też wyglądać miał model biznesowy K-Towers (wieżowców na cześć braci Kaczyńskich). Odpowiedzialność prawną i finansową brały na siebie dwie spółki-krzaki Nuneaton (komandytowa i z o.o.), zaś Srebrna pełnię zysków. Gdyby biznes z wieżowcami nie wypalił, odpowiedzialne byłyby spółki-krzaki, a Srebrna nie straciłaby na tym ani grosza.

Kaczyński zarządzą Srebrną za pomocą ludzi-słupów i tak zarządza państwem – za pomocą słupów, w które ochoczo zgodzili się wcielić Duda, wcześniej Szydło, a dzisiaj Mateusz Morawiecki. Aby w przyszłości osądzić bezprawie i dążenie Kaczyńskiego do dyktatury, nie wystarczy powołanie jakiejś komisji śledczej ani postawienia go przed sądem. Najpierw do spółki Srebrna winni wejść śledczy i to ci o najwyższych kompetencjach i profesjonalizmie. Ten akt „pożegnania dyktatury” winien odbywać się przy podniesionej kurtynie, jednocześnie dobrze byłoby, gdyby osądzane były polityczne słupy prezesa – jako to podsądnymi winni być Duda, Szydło i Morawiecki – z jednym zarzutem: legitymizowanie bezprawia.

Musimy zdawać sobie sprawę, że Kaczyński, jego słupy i kadry partyjne nie oddadzą władzy, tylko dlatego, że przegrają wybory. Czeka nas męka przez dyktaturę – ku demokracji.

Morawiecki i jego „mózg” Paruch

Władza PiS powiela schematy zarządzania z bliskiej jej kulturowo i ideowo przestrzeni politycznej. Niestety, nie korzysta z metodologii poszerzania demokracji wykuwanej w think tankach na wzór zachodni, ale przenosi sztance dosłownie ze Wschodu. Widać to bardzo konkretnie na przykładzie jednego bardzo ważnego ośrodka zlokalizowanego przy Kancelarii Premiera, chodzi mianowicie o Centrum Analiz Strategicznych (CAS).

CAS, zwane też „mózgiem rządu”, to jeden ze sztandarowych projektów PiS, który został zapowiedziany przez Mateusza Morawieckiego w jego expose. Niby rząd powinien mieć strategię, która pozwala mu prowadzić sensowną politykę wewnętrzna i zewnętrzną, ale gdy przyjrzymy się bliżej temu tworowi, wygląda to na właściwą PiS-owi prowizorkę.

CAS można porównać do kremlowskich technologów władzy, którzy podrzucają Putinowi pomysły zarządzania państwem, a jak jest jakiś problem, piszą przystępne elaboraty, których wykładnia obowiązuje w rosyjskich mediach.

Od pewnego czasu w naszych mediach pojawia się postać prof. Waldemara Parucha, który ma ambicje, aby zostać politykiem, ale nawet z dobrych miejsc na listach wyborczych PiS nie dostaje się do żadnego ciała przedstawicielskiego. Dziwna to postać, by nie napisać dziwaczna, bowiem nie udało mu się dostać z pierwszego miejsca pisowskiej listy do PE, a startował z twierdzy PiS, z okręgu lubelskiego.

Jego stan intelektualny definiuje całkiem dobrze to, że był członkiem komitetu naukowego II i III Konferencji Smoleńskiej z lat 2013–2014. No i jest politologiem. Z dotychczasowej kariery medialnej Paruch przedstawia się bardziej, jako profesor propagandy, a nie politolog, czy też strateg, wszak nawet strategicznie nie potrafił się przeszwarcować do Brukseli na świetnie płatną synekurę.

Paruch ostatnio chodzi wokół pisowskiego gorącego kartofla, albo też zbuka (matafory do wyboru), jaką jest afera KNF, mająca przerzuty na coraz większą sferę świata finansów, ujawnił się przerzut na Narodowy Bank Polski, na SKOK-i, w tym odświeżony został spektakularny upadek SKOK Wołomin. Najnowszy przerzut dotyczy banku Zygmunta Solorza, z którym kilka dni przed ujawnieniem afery KNF spotkał się Morawiecki.

Otóż „technolog” prof. Paruch twierdzi, że Polacy aferą KNF się „nie przejęli, bo nic to w ich życiu nie zmieniło”. Co nie jest prawdą, bo badania dla „Faktu” i Onetu mówią coś innego. Zastanawia przy okazji coś innego, mianowicie władze PiS nie myślą, jak zażegnać zdegenerowanie niezależności takich instytucji, jak KNF i NBP, ale obchodzi ich jedynie to, jak pozamiatać afery pod dywan, jak wmówić społeczeństwu, że nic się nie stało.

Sama postać Parucha pokazuje, jakimi PiS dysponuje kadrami i jakie wzorce kulturowe partia Kaczyńskiego asymiluje na naszym gruncie. Nie powinno to dziwić, bo tatuś Mateusza Morawieckiego, Kornel odczuwa szczególną miętę do Kremla.

Od poniedziałku w mediach krążyć będzie kolejny zbuk wysiedziany przy okazji afery KNF. Roman Giertych zapowiedział złożenie wniosku o przesłuchanie premiera Morawieckiego w śledztwie dotyczącym KNF, w związku z jego spotkaniem z Solorzem, właścicielem Polsatu, którego telewizja to kolejna tuba PiS.

Spointuję: gnije nam Polska, wolny umysł źle się w niej czuje, bo jest zatruwany w przestrzeni publicznej przez zniewolone umysły Morawieckiego i jego „mózg” Parucha.

Prezesie PiS, wygląda na to, że władza wam się rypła

W piątek do siedziby PiS przy Nowogrodzkiej Jarosław Kaczyński wezwał premiera Mateusza Morawieckiego i inny drobiazg partyjny, zrobił burzę mózgów: jak wybrnąć z afery Komisji Nadzoru Finansowego, mimo że przewodniczący Marek Chrzanowski podał się do dymisji.

Politycy PiS jak kibice polskiej reprezentacji po przegranym meczu śpiewają chórem: „Polacy nic się nie stało, hej, hej”. Ale to zabijanie się pod pachami nikogo nie przekonuje.

Tym bardziej, że Roman Giertych ma inne niespodzianki, a te powodują, że nastroje w PiS są minorowe. W poniedziałek media będą się karmić zapisem wideo z Chrzanowskim i podobnymi mu z KNF. Wygląda, że to będziemy mieli do czynienia z kolejnym wariantem metody wiceszefa PiS Adama Lipińskiego, który swego czasu chciał skaperować Renatę Beger z Samoobrony, ale ta korupcję pisowskiego polityka nagrała i sprawa się rypła.

Przy okazji dowiadujemy się, kto to jest zacz ten Chrzanowski. Wychodzi, iż to ambitny człowiek, nie nazbyt profesjonalny, który po kumotersku zaczął robić karierę za sprawą Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Nie ma co jednak ironizować, bo wiarygodność całej branży bankowej została podkopana, a zatem i depozytariuszy banków. Po dymisji Chrzanowskiego winny nastąpić następne i także odejść Glapiński oraz Zdzisław Sokal. To znaczyłoby, iż państwu polskiemu zależy na stabilności sektora bankowego.

PiS jest jednak do samych trzewi skorumpowany, raczej nikogo nie powinno to dziwić. Strach zagląda im w oczy, bo wszystko zaczyna się sypać. Drżenie łydek jest aż nazbyt widoczne.

Jak boją się opozycji widać po okładkach dwóch najważniejszych tygodników prawicowych „Sieci” i „Do Rzeczy”. Obydwa periodyki na okładkach umieściły Donalda Tuska, a jedna nawet odwołuje się do porządku z nie tego świata „Boże, chroń nas przed Tuskiem”.  Zawołanie z okładki rozbierając logicznie może świadczyć, iż wielkość Tuska jest rzędu Boga, który jednak jako ich Pan ześle na PiS Pana Tuska.

Nie trzeba było grandzić, aby teraz się modlić, na nic kierkegaardowskie „bojaźń i drżenie”. W KNF korupcja się rypła, czekamy wszyscy z utęsknieniem, aby partii Kaczyńskiego władza się rypła na amen.

Giertych przeciw państwu PiS

Afera KNF zanosi się na sequel „Grupy Trzymającej Władzę” z 2002 roku. Choć otoczenie polityczne jest zupełnie inne, nie ma zgody całej klasy politycznej na sejmową komisję śledczą i kaliber afery jest nieporównywalnie większy. Wówczas to był tylko kieszonkowy pistolecik Smith & Wesson, teraz to armata „Gruba Berta”.

Ponadto warunki dojścia do prawdy o aferze są zdecydowanie gorsze, przeciw wyjaśnieniu stoi państwo PiS, prezydent, premier, parlament i prezes z Nowogrodzkiej, za prawdą opowiadają się prezes Getin Noble Banku Leszek Czarnecki, adwokat Roman Giertych i wolne media.

Kto by się spodziewał, że Giertych będzie trzymał nieznaczone karty przy orderach, wszak w czasie pierwszej IV RP był koalicjantem Jarosława Kaczyńskiego, wówczas Polska była bliska wykolejenia, a dzisiaj strach myśleć, co się stanie, gdyby triumfować miało PiS; partia Kaczyńskiego wypisuje nas z Unii Europejskiej i jest w trakcie upartyjniania kraju dla własnych potrzeb.

A zatem mamy czas Giertycha, który staje przeciw machinie PiS. Prawdopodobnie Leszek Czarnecki poległby przy wcześniejszym podejściu go przez Komisję Nadzoru Finansowego, gdy zażądano od niego 40 milionów okupu w postaci posady dla „krewnego królika”, szantaż „bank za złotówkę” wówczas się nie udał, ale potwierdzeniem prawdy o pisowskich szantażystach jest taka ustawa o przejęciach banków, która właśnie przechodzi przez Sejm i Senat.

Giertych wie, z jakim groźnym przeciwnikiem ma do czynienia – groźnym dla demokracji i w ogóle dla Polski – więc tej pojedynek jeden przeciw państwu PiS stara się rozegrać na możliwie najkorzystniejszych warunkach. Okazuje się, że nie tylko jedna taśma pokonała szumidła zainstalowane w siedzibie KNF, ale też jest zapis wideo. I to on będzie wizualnym, materialnym potwierdzeniem, jakie zgniłe państwo szykuje nam PiS.

W poniedziałek Giertych w prokuraturze ma złożyć kolejne nagranie – tym razem zapis wideo – które rejestruje rozmowę właściciela Getin Noble Banku Czarneckiego nie tylko z byłym już szefem KNF Markiem Chrzanowskim, ale też innymi przedstawicielami tej instytucji.

Zatem możemy ocenić, iż to zorganizowana grupa trzymająca władzę. A Giertych – cóż – to dzisiaj sprawiedliwy, który staje naprzeciw tej paryjniackiej zgrai. Mierzy w niego państwo zarządzane przez PiS.

Ojkofobia czy kaczofobia?

Jarosław Kaczyński niczym tsunami wzbudził falę ojkofobii, która związana jest jednak z jego osobą i winna się nazywać właściwie – kaczofobią.

Ojkofobia rozlała się szerokim nurtem po Polsce i Polakach. Zdaje się, że dotyczy w głównej mierze tego, który ten termin upowszechnia – Jarosława Kaczyńskiego. Otóż prezes Kaczyński zaskarżył Lecha Wałęsę o to, że ten powiedział, iż prezes jest mimowolnym sprawcą katastrofy smoleńskiej, bo telefonicznie ponaglał brata Lecha do lądowania w Smoleńsku, a oprócz tego Wałęsa sugerował niedyspozycję psychiczną prezesa.

Wydawałoby się, że Kaczyński powinien w te pędy lecieć do sądu, gdy już wyznaczono termin rozprawy, lecz nadsyłał usprawiedliwienia, iż jest chory na kolano (acz nie na głowę). Wałęsa upierał się, że Kaczyński kłamie, bo w tym czasie bywał w górach (zdjęcia publikował Joachim Brudziński), a także obwożono go w ruchomym cyrku kampanii wyborczej PiS, aby wygłaszał krótkie przemówienia jako dyrektor pisowskiej menażerii i na dowód, że daleko mu do mauzoleum. Jednak prezes padł, znowu powędrował do szpitala leczyć kolano. Niestety, pojawił się kolejny termin, Kaczyński bohatersko wziął sobie to na klatę i zlecił metodę telekonferencji, stosowaną na świecie w szczególnych wypadkach, gdy przesłuchiwano bossów mafii.

Do zdalnego przesłuchania nie doszło, bo sprzęt też dostał ojkofobii, po prostu zwyczajnie padł, odmówił posłuszeństwa. Ojkofobia zdaje się, że dotknęła też Andrzeja Dudę, który został złapany na dalekim forum ONZ w Nowym Jorku, gdzie gęba mu się śmiała, bo udało mu się przysiąść do Donalda Tuska. Nie dziwię się Dudzie, który spotyka się zewsząd z ostracyzmem, a gdy zobaczył rodaka, to nie mógł powstrzymać się od pozytywnych emocji i dał temu upust z dala od kraju dotkniętego nie tylko ojkofobią.

Radość Dudy może mieć kilka den. Jedno z pytań może brzmieć – ciekawe, z kogo się naśmiewali Tusk i Duda, a jeszcze ciekawsze, czy ten ktoś będzie zadowolony… tym bardziej, że cierpi na kolano. Powyższe pytanie sformułował Roman Giertych.

Marek Migalski zaś postrzega inaczej: Tusk spalił Dudę, bo jeśli ktoś na tych uśmiechach stracił, to przecież Duda, nie Tusk, a zatem prezydent dał się podejść jak dziecko. Ale może być jeszcze inaczej. Duda nie daje już rady w kraju, być prezydentem to nie na jego brzemię. Może przeczytał „Fakt”, w którym piszą, że w wyborach prezydenckich Kaczyński nie wystawi jego, a Mateusza Morawieckiego.

I z kogo się śmiali? Rzecz jasna z prezesa, a Tusk ponadto ze swego byłego doradcy Morawieckiego. Każdy śmiałby się w Nowym Jorku, gdyby uświadomił sobie, jak w kraju męczą się w rynsztoku kłamstw Morawiecki z Kaczyńskim.

Zaś zupełnej ojkofobii dostał Naczelny Sąd Administracyjny, który nakazał wstrzymanie wykonania uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z wnioskami o powołanie sędziów Sądu Najwyższego do Izby Karnej SN.

Gdyby ojkofobia miała siłę kołka osikowego, to już mielibyśmy do czynienia z końcem chorych emocji godnych horroru, które wzbudził prezes Kaczyński. Wywołał do tablicy najwyższe gremia władzy sądowniczej, a te postanowiły, iż Zgromadzenia Ogólne sędziów dwóch izb Sądu Najwyższego zgodnie z nową ustawą o Sądzie Najwyższym zebrały się w celu wyboru następców swoich odesłanych w stan spoczynku prezesów Stanisława Zabłockiego i Józefa Iwulskiego. Efekt – sędziowie stwierdzili, że obaj nadal są prezesami izb.

Czyli ta pseudo reforma sądownictwa dokonana przez PiS jest guzik warta, oto legła w gruzach. Władza sądownicza działa zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej. W kraju prezes Kaczyński niczym tsunami wzbudził fale ojkofobii, która związana jest jednak z jego osobą i winna się nazywać właściwie – kaczofobią. Oj, kaczyzm nie podoba się nam i władzom unijnym, bo to po prostu swojska odmiana autokracji, która jest obca zachodnim wartościom.

Polska gnije od głowy Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński obudził się z medialnej śpiączki, od razu pojawiły się rozliczne znaki zapytania. Jak głęboko był uśpiony i jak głęboko sięgają jego macki? A że sięgają, nie trzeba nikogo przekonywać, bo IV RP lat 2005-2007 to był kraj, gdy zbliżyliśmy się do standardów republiki bananowej. Teraz dłużej trwa ten niezachodni standard, więc można mniemać, że tamte rekordy padły, mamy do czynienia z nowymi.

Podczas wywiadu w TVP prezes był puścić farbę o pośle Platformy Obywatelskiej, Stanisławie Gawłowskim, informując publikę, iż dostanie nowe zarzuty, a nawet podał termin jego przesłuchania przez prokuraturę.

Patrząc na sylwetkę Kaczyńskiego, nie tylko fizyczną, ale psychiczną i biograficzną, oceniamy go jako marność. Jak ktoś taki mógł dojść do takiej władzy? Ale tak się zdarza, inne narody też przechodziły przez podobną tandetę swoich przywódców. A prezes PiS pochodzi z magla. Ma taka przypadłość, iż sam z siebie puszcza farbę, gada namiętnie i niekoniecznie od rzeczy, gadulstwo takie nazywane jest logoreą. Gada i gada, dostaje słowotoku, słowolejstwa.

Tacy ludzie muszą się chwalić tym, czego nie potrafią. W ten sposób dowartościowują się. Kaczyński niczego dobrego w życiu z punktu widzenia wartości każdego z nas nie osiągnął, więc chwali się, że innych przydybał na podobnej sobie bezwartości.

Jest to psychiczne przeniesienie. Ja nie jestem wart, więc powiem, że inny nie jest warty, poprzez to zyskam, bo inny okaże się mniej wartościowy. Kaczyński tylko psuł, czego się dotknął, zniszczył. Więc tę swoja destrukcyjność przenosi na innych, bo tylko takie w nim tkwią wartości – i takimi postaciami destrukcyjnymi się otacza.

A w Polsce po 1989 roku jest co zepsuć, nasz kraj nie miał się nigdy tak dobrze w historii, jak to było do roku 2015, gdy destruktorzy dorwali się do władzy. Nie tylko my to widzimy w kraju, Polska w Unii Europejskiej i na świecie jest postrzegana jako kraj rządzony przez destruktorów.

Uogólniam, choć chcę tylko uświadomić jeden szczegół. Destruktor Kaczyński dostał bezprawnie informację od służb prokuratorskich, iż te postawią zarzuty i będą przesłuchiwać Gawłowskiego. I dzisiaj dowiedzieliśmy się, dlaczego Kaczyński destruktor z logoreą akurat na ten temat puścił farbę w telewizyjnym wywiadzie. Kaczyński niejako uprzedził wieść o bezprawiu, jakiego dopuszczono się w stosunku do Gawłowskiego.

Jak na dłoni ukazane jest nie tylko bezprawie państwa rządzonego przez PiS, ale jego gnicie Polski. A że Kaczyński nieformalnie zarządza gnijącą Polską, możemy tę metaforę przenieść na niego – jest to gnicie od głowy Kaczyńskiego, bo ryba gnije od głowy. Adwokat Gawłowskiego Roman Giertych był poinformować, iż oficerowie CBA 19 czerwca w celi aresztu śledczego w Szczecinie przesłuchiwali Gawłowskiego. Przecież każdy z nas – niekoniecznie znający prawo – wie, że przesłuchiwać podejrzanego na tym etapie może tylko prokurator i to w obecności adwokata. Otóż oficerowie CBA przedstawili Gawłowskiemu propozycję, aby obciążył swoich kolegów partyjnych: „liderów obecnych i byłych jakimikolwiek zarzutami w zamian za odstąpienie od przedłużania aresztu”.

Przez 3 lata PiS destruuje państwo, przez 3 lata szukają cokolwiek na poprzedni rząd PO-PSL. I niczego nie znaleźli. Nic i nic znajdują.

PiS jest zepsute od głowy Kaczyńskiego. Postaci samej w sobie nikczemnej, możemy się zastanawiać – a dobrzy pisarze pokusić napisania dzieła – jak to się stało, że daliśmy się zainfekować tak zepsutej głowie Kaczyńskiego, która niczego dobrego nie wyprodukowała.

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Przed Smoleńskiem i po Smoleńsku głupi

Politycy PiS z tragedii zrobili oręż polityczny, który przyniósł im wymierne korzyści – dla Polski raczej wątpliwe.

8 lat minęło od katastrofy smoleńskiej. Wydawałoby się, że to zdarzenie powinno przejść do historii – z pełnym sztafażem, które ofiarom się należy albo nie należy. Przede wszystkim powinno dojść do narodowej refleksji – w wyniku debaty, mądrych książek – aby tragedia nie poszła na marne.

Czy państwo zdało egzamin z tej historii i czy my obywatele zdaliśmy? Państwo zdaje egzamin, badając przyczyny tragedii i wdrażając wnioski właściwych organów, aby do takiego zdarzenia nie doszło. Gdyby Katyń i Smoleńsk znajdowały się na terenie Polski, Tupolew też by się rozbił. Nie wchodzi w rachubę żadna ingerencja zewnętrzna, żadne wybuchy. Dzisiaj takie rzeczy są nie do ukrycia. Nie dotrzymano procedur bezpieczeństwa, a piloci byli niejako zmuszeni do szarży ułańskiej. Samosierrą były warunki pogodowe, fatalny stan lotniska, żaden Kozietulski z tego nie wyszedł cało.

I można byłoby na tym poprzestać. Jakiś pomnik na uboczu, coroczny lament wpisany w kalendarz uroczystości państwowych, bo przecież nie wystawia się pomników chwały i łuków triumfalnych tym, którzy nie wygrali, nie osiągnęli sukcesu.

Stało się inaczej, bo politycy z tragedii zrobili oręż polityczny, który przyniósł im wymierne korzyści, dla Polski raczej wątpliwe. Nie wydaje mi się, żeby z tego powodu naród był trwale podzielony, wystarczy, że Jarosław Kaczyński odejdzie z polityki, a wrócimy do względnie zdrowej normy. Będzie sporo do naprawiania, ale… damy radę.

Mogę tylko naigrywać się z groteskowych zachowań dzisiejszych władców i podejrzewać, że nie wiedzą, co czynią, a dokładnie: co mówią. Naprawdę mogą nie mieć wyczucia, miary, bo działa na nich ciśnienie polityczne i dbałość o kariery osobiste, polityczne.

Cóż znaczą słowa Kaczyńskiego: – „Nie lękajcie się”? To tylko farsa w ustach tego, który chodzi w obstawie, a do wielkości Jana Pawła II nigdy nie podskoczy. Albo stwierdzenie Andrzeja Dudy, że „ich śmierć przyniosła jeszcze jeden element wspólny – pamięć o nich”. Autorzy „Ucha prezesa” nie muszą wszystkich dialogów pisać, Adrian wykonuje ich pracę za friko. Nie zawiódł też Mateusz Morawiecki z refleksją: – „10 kwietnia na zawsze pozostanie dniem zadumy nad polskim losem”.

Ten los sami sobie fundujemy i jest to tupolewizm, który dawno, dawno temu sformułował Jan Kochanowski, że Polak „przed szkodą i po szkodzie głupi”. Szczególnie ta głupota dotyczy polityków, którzy jak wyżej cytowani wciskają nam kit retoryczny. To oni przed katastrofą smoleńską i po katastrofie są głupi.

TO JUŻ KONIEC DOJNEJ ZMIANY. POLACY IM TEGO NIE WYBACZĄ I NIE ZAPOMNĄ.

Czy PiS ukrywa przed swoim elektoratem to, że jednak przyjęto w Polsce uchodźców?

Pierwszy o tym doniósł Leszek Miller, który podzielił się na Twitterze lekturą francuskiego „Le Figaro”. – „Minister Czaputowicz w „Le Figaro”: „Przyjęliśmy 2700 migrantów przysłanych przez Europę Zachodnią, ale oni nie chcą zostać w Polsce, gdzie stopa życiowa jest zbyt niska”.

Dlaczego te fakty nie są upublicznione? Czyżby szef MSZ znowu powiedział coś za dużo?”. Rozmowa z szefem polskiej dyplomacji Jackiem Czaputowiczem ukazała się 5 kwietnia. Zatem dlaczego tak długo nie była dostępna polskiej opinii publicznej? Choć to tylko niedługa fraza o imigrantach, powoduje zgrzyt z powodu niespójności logicznej.

Relokacji 2700 uchodźców nie można ukryć ot tak sobie, aby dziennikarze nie wywęszyli. Jakiś podmiot tym się zajmujący przesłał ich z Unii Europejskiej i ktoś ze strony polskiej przyjął, zajmują się tym duże organizacje.

Niepokoi fraza „oni nie chcą zostać w Polsce, gdzie stopa życiowa jest zbyt niska”. Czyli jakiś czas minął od relokacji, aby uchodźcy mogli przekonać się, jak jest w Polsce. No i z jakich to przybyli obszarów „bogactwa” Bliskiego Wschodu i Afryki, iż w Polsce jest dla nich „stopa życiowa zbyt niska”? Wszak uciekali przed głodem i wojną.

Taka sama argumentacja jakiś czas temu padała ze strony Beaty Szydło o uchodźcach uciekających z Polski. Ponadto z wywodu Czaputowicza można wysnuć wniosek, że jednak nie ma w Polsce uchodźców, bo… uciekli. A zatem trudno sprawdzić, czy byli, bo ich nie ma. Nie zachował się żaden dokument, do którego można odesłać?

Coś mi ten chrześcijański akt strzelisty o uchodźcach zajeżdża pisowskim szwindlem naprędce skleconym. Bo instytucje Unii Europejskiej wyciągną odpowiednie wnioski z braku solidarności władzy PiS w kwestii uchodźców. Czaputowicz zastosował manewr węgierski, w połowie stycznia Viktor Orban „pochwalił się”, że przyjął 1,3 tys. uchodźców z Syrii, Afganistanu i Iraku. A że Polska jest większa od kraju swoich bratanków, Czaputowicz zastosował algorytm „Orban razy dwa z hakiem” i wyszło mu 2,7 tys.

Jak zareaguje na to elektorat PiS, któremu fundnięto 2,7 tys. potencjalnych terrorystów? Na szczęście terroryści in spe zbiegli z Polski na Zachód, gdzie będą terroryzować „wyższą stopę życiową”.

Władze PiS nie będą mogły liczyć na veto Węgier

Może trzeba przeprosić się z Mateuszem Morawieckim. Otóż 16 lutego obecnego roku był łaskaw powiedzieć dla popularnego niemieckiego portalu n-tv.de o Węgrzech, „gdzie wszędzie jest pełno korupcji”. Gwoli sprawiedliwości podobną korupcję dostrzegł w Bułgarii, Rumunii i w Czechach.

Ależ ze mnie gapa. Byłem sfrustrowany zdjęciami wierchuszki PiS z pobytu na Węgrzech, na które Morawiecki z Jarosławem Kaczyńskim pojechali, aby odsłonić pomnik smoleński w Budapeszcie, a Viktor Orban – czyżby z zemsty za wypowiedź dla Niemców? – posadził premiera rządu polskiego na konferencji prasowej w rogu stołu, jak niesfornego uczniaka, niczym w oślej ławce.

Morawiecki, nazywając Węgry skorumpowanym krajem nie pomylił się, bowiem Parlament Europejski przedstawił raport, w którym zaleca organom Unii Europejskiej odebranie Węgrom głosu w Radzie Europejskiej i uruchomienie procedur, wypływających ze słynnego artykułu 7. Traktatu o UE, co grozi sankcjami finansowymi.

Węgrom zarzuca się naruszenie wartości demokratycznych (odwrót od standardów demokratycznych) i pogwałcenie prawa. – „Czas na wydawanie ostrzeżeń minął”– powiedziała sprawozdawczyni Parlamentu Europejskiego Judith Sargentini, przedstawiając 26-stronicowy raport.

Orban z Kaczyńskim mogą zakrzyknąć: „Brawo my!”. Przeciwko Polsce w ubiegłym roku uruchomiony został artykuł 7, zwany też opcją atomową. Wreszcie Węgry dołączyć mogą do Polski PiS. Decyzję ostateczną w sprawie Węgier PE podejmie we wrześniu.

Jeżeli tak się stanie, to PiS może być w kropce, gdyż liczyli na veto Węgier w sprawie sankcji. Czyli może być tak, że Węgry stracą prawo veta wobec Polski, jako same oskarżone.

Oskarżone kraje, „gdzie wszędzie jest pełno korupcji”, nie będą mogły chronić siebie nawzajem. Przecież w prawie tak jest, że przestępca za drugiego przestępcę nie może wnieść poręczenia.

Zbigniew Herbert

Świetny tekst Jacka Liberskiego z „Liberte” (fragment).

Nam się należało! Rozważania na Wielką Noc 2018 roku

26/03/2018

To mój 75 felieton dla Państwa i dla Liberté, dokładnie w rocznicę ich pisania, dziś na początek Wielkiego Tygodnia. Rok temu popełniłem sarkastyczny tekst z tak zwanym głębszym przesłaniem, dziś będzie odmiennie, w sensie całkowitego braku sarkazmu.

Dwa fragmenty wystąpień premier Beaty Szydło, pierwszy z jej populistycznymi słowami: “koniec z arogancją władzy, praca, pokora, umiar i roztropność w działaniu będzie charakteryzować tę władzę” oraz drugi (dwa i pół roku później): “te premie nam się po prostu należały!” powinny być głównym elementem wiodącego spotu wyborczego Opozycji podczas wszystkich czterech kampanii, jakie nas czekają do 2020 roku. Te dwa fragmenty idealnie sklejają klamrą czasową i charakteryzują całą ideę władzy PiS i obozu prawicowego, którą śmiało zamknąć można w kilku słowach: hipokryzja, tani populizm, własne sidła i robienie z wyborców głupków.

Obecna władza to nieszczęście dla Polski. Cztery lata ich rządów (i nie będzie ani jednego dnia dłużej) będą dla Polski czasem smuty narodowej, a kraj ten będzie dźwigał się z ruin lata całe i to zakładając, że bum gospodarczy na świecie trwać będzie jeszcze co najmniej dłuższy czas. Każdy, kto ma choć małe pojęcie o procesach gospodarczych wie, że tak nie będzie lub – przyjmując wersję bardziej optymistyczną – tak być nie musi. Czeka nas więc jeszcze dużo trudności i lepiej zdać sobie z tego sprawę wcześniej niż później, oczekując od przyszłej władzy cudów.

Należało się to nam!

To my (w sensie wyborcy) wybraliśmy tę władzę. To my daliśmy nabrać się na tanie chwyty marketingowe, rodem z supermarketów. To my uwierzyliśmy, że poprzednie rządy były pasmem samych nieszczęść i nie chcieliśmy słuchać logicznych wyjaśnień (niektórzy nadal nie chcą). To my uwierzyliśmy, że Donald Tusk osobiście ukradł 150 miliardów złotych z OFE i zdeponował je na prywatnych kontach w Gujanie Francuskiej i Bali. To my uwierzyliśmy, że Polska po ośmiu latach rządów PO i PSL była ruiną, choć naocznie widzieliśmy co innego. To my daliśmy się uwieść tanim obietnicom prostych rozwiązań problemu frankowiczów. To my uwierzyliśmy, że można pracować krócej i być bogatszym na starość. Uwierzyliśmy też, że dzięki zrzutce całego społeczeństwa na jego część da się zbudować państwo bez biedy, zapominając kompletnie o tym, że przecież nie ma nic za darmo i że ta zrzutka kosztuje. Nas, nie kosmitów z Marsa. Daliśmy się wreszcie zwieść, że władza absolutna ze zmarginalizowaną opozycją w Sejmie będzie uczciwa, samohamująca się i nie będzie kraść na potęgę.

Należało nam się to!

Oskarżam nas wszystkich o to, że nie chciało nam się zrozumieć na czym polega tani, wredny populizm. Oskarżam nas wszystkich o to, że nie chciało nam się rozmawiać szczerze z politykami, nie chciało nam się zapytać jednych o to co było, drugich o to co będzie. Oskarżam nas wszystkich o to, że w dniu wyborów nie chciało nam się ruszyć własnych dup z domu i poświęcić głupich 30 minut, aby dojść do lokalu wyborczego i oddać tam przemyślany głos, korzystając z podstawowego prawa wolnego obywatela. Oskarżam nas wszystkich o grzech zaniechania, lenistwa i tumiwisizmu, tak bardzo nam wszystkim bliskiego. Oskarżam nas wszystkich, że zapomnieliśmy o tym, czym jest odpowiedzialność za nasze własne państwo, które wyrwaliśmy z rąk komunistycznych oprawców w drodze bezkrwawej ewolucji, po to, by oddać je w ręce speców od socjotechniki, którzy omamili nas swoją fałszywie pojętą demokracją. Oskarżam nas wszystkich o to, że zapomnieliśmy o przyszłości naszych dzieci, godząc się na państwo mlekiem płynące dla grupki polityków władzy, dla całej reszty – tonące w gnojówce hejtu, bluzg i uwolnionego ze smyczy chamstwa. Oskarżam nas wszystkich o to, że daliśmy się kupić władzy i niczym Judasz sprzedaliśmy rozum za marną srebrników garść, bez żadnej głębszej refleksji.

Należało się to nam!

Ale oskarżam też władzę o to wszystko, co nam zgotowała. Oskarżam wszystkich tych, którzy rządzicie dziś Polską, o to, że oszukaliście wyborców, ukrywając podczas kampanii prawdziwe wasze zamierzenia, niewygodnych dla wyniku wyborów ludzi, kłamiąc w oczy, że macie teczki pełne gotowych i dobrych dla całego państwa ustaw. Oskarżam was o tanią socjotechnikę, o robienie ludziom mniej wykształconym wody z mózgu (ci wykształceni sami sobie są winni) i o stosowanie najgorszych chwytów z dziedziny marketingu politycznego, rodem z republik bananowych. Oskarżam was o to, że świadomie obudziliście dawno już uśpione demony antysemityzmu i wrogości wobec innych, po to tylko, aby zdobyć władzę tylko dla swoich, partykularnych i egoistycznych celów.

5 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Qui pro quo Szydło, czyli świadomy przekręt

Tomasz Siemoniak pod zdjęciem Beaty Szydło i Beaty Kempy (fotka z Watykanu) zapytał na Twitterze: „Dlaczego te 2 panie pozostały w rządzie nie mając nic do roboty? Po co taka fikcyjna rekonstrukcja? Dlaczego PiS nie odwołuje skompromitowanej pani Szydło, która sama sobie przyznała i wypłaciła 65 tys. zł nagrody?”

Najbardziej podobała mi się odpowiedź Mariusza: „Pani Szydło zostanie wyciągnięta na wybory samorządowe. Będzie mówić „dość arogancji władzy”, „wystarczy nie kraść”, „my słuchamy prostych ludzi” i jeszcze inne złote myśli, jakie jej napiszą”.

Mateusz Morawiecki miał szanse, aby przy odchudzaniu administracji rządowej pozbyć się tych nikomu niepotrzebnych postaci „dojnej zmiany”. Ale Szydło może się jeszcze przydać, wszak ma spore kompetencje w dojeniu Unii Europejskiej.

Całkiem świeży news z frontu dojenia unijnej kasy dotyczy pieniędzy, które miały wspierać rodziny osób z niepełnosprawnościami w rządowym programie „Za życiem”.

I jak pojęła – wszak pełnosprawna – Szydło? Po swojemu, po katolicku. Fundusze UE poszły na akcję informacyjno-edukacyjną na rzecz ochrony „życia poczętego”. Czyli za życiem poczętym, za tym, aby kobiety rodziły dzieci ciężko i/lub nieuleczalnie chore.

Takie qui pro quo. Pieniądze miały iść „za życiem, ale poszły za „ochroną życia”. Oznacza to, że Szydło i Ministerstwo Rodziny wprowadziły unijne instytucje w błąd.

To nie wszystko, gdyż te działania rządu odwodzące kobiety od legalnej aborcji są niezgodne z linią przyjętą przez Parlament Europejski, niezgodne z przyjętą przez Unię Europejską Konwencją Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie (z tzw. Konwencją Antyprzemocową).

A w Konwencji jak byk stoi: „odmowa zapewnienia usług w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz związanych z nim praw, w tym bezpiecznej i legalnej aborcji, stanowi formę przemocy wobec kobiet i dziewcząt” oraz „kobiety i dziewczęta muszą mieć kontrolę nad swoim ciałem i seksualnością„.

Przekierowanie unijnych pieniędzy – w istocie to przekręt – jest realizowaniem partyjnego celu politycznego i podlega ściganiu przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).

To kolejny ideologiczny przekręt stosowany przez PiS, za unijne pieniądze realizować swoje felerne cele polityczne. Nie umknie to instytucjom unijnym, szmal trzeba będzie zwrócić. Kto odda rozdysponowane pieniądze? Wiadomo, trzeba wziąć z budżetu.

Dojna zmiana w trzech tweetach Krzysztofa Brejzy

Aby przekonać się, jak pazerna i zakłamana jest dojna zmiana PiS, wcale nie trzeba przeglądać całego internetu i ślęczeć nad gazetami. Wystarczy zajrzeć na Twittera i przeczytać np. trzy ostatnie tweety Krzysztofa Brejzy. Prawda – posła Platformy Obywatelskiej, ale przede wszystkim jednak osoby operującej konkretami.

A Brejza dłubie w zakłamanej materii pisowskiej i dochodzi tego, co chcieliby ukryć politycy PiS przed nami. Brejza interpelował w sprawie pseudo nagród ministrów i wiceministrów rządu PiS. Chciał wiedzieć, za co konkretnie byli oni „nagradzani” i jak nagrody uzasadniano. I tak – uzasadnień nie było żadnych, zaś nagrody nie było jednorazowe, ale miesięczne i niektórzy z ministrów nie wiedzieli, że je dostali.

A to znaczy, że do jednej pensji ministrowie i wiceministrowie dostawali drugą pensję. Nie jest istotne, jakiej wielkości, lecz wychodzi na to, iż drugie pensje były po pisowsku obligatoryjne, bo im „się należy”. Byli zatrudnieni na jednym etacie, a dostawali dwie pensje – w istocie jakby za dwa etaty. Najprawdopodobniej zostało naruszone prawo, a jeżeli tak – to w całości pieniądze z „nagród” powinny być zwrócone. O tym powinien rozstrzygnąć niezależny sąd.

Kolejny tweet Brejzy dotyczy także nagród, jakie dostali pijarowcy Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, postaci szemrane, bo nikomu nieznani jako fachowcy. Beata Szydło nagrodziła ich 8 pseudo nagrodami w wysokości po 29 tys. zł. Rok temu owa para po odejściu z pracy w Centrum Informacyjnym Rządu od razu założyła spółkę Solvere, która za przeszło milion zł zrealizowała na zlecenie rządowej Polskiej Fundacji Narodowej śmieszną kampanię „Sprawiedliwe sądy”. Pijarowcami zajęło się CBA z powodu podejrzenia złamania ustawy korupcyjnej. Nie przeszkadzało podejrzenie o korupcję, aby Plakwicz i Matczuk powrócili do pracy w rządzie, gdzie mają się zająć wizerunkiem Mateusza Morawieckiego. To są jaja większe niż berety.

Będą się teraz zajmować – jak pisze Brejza – opanowaniem kryzysu „nagrodowego”. Kolejni ludzie w rządzie od zatykania dziur, bo łajba PiS przecieka, nabiera wody. Pijarowcy będą czarne nazywali białym, gdyż na tym polega ich „praca”.

I trzeci tweet, a w zasadzie retweet Brejzy na temat kolejnych pseudo nagród, jakimi obdarzyła szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska pracowników Trybunału i to niebagatelną sumą 1,6 mln zł. Za co? Można mniemać, iż za nieróbstwo, bo za jej kadencji TK osiągnął rekordy najgorszości – najmniej w historii odbyło się rozpraw i to z tendencją spadkową – zjazdem na dół po takiej stromiźnie, którą kolokwialnie zwie się lewizną. Nie dziwi to, bo Przyłębska to taki rodzaj orlicy Temidy, której ze względu na jej brak kompetencji nie chciano przyjąć do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Za to dojna zmiana nagrodziła ją prestiżową funkcją szefowej TK.

To tylko trzy kolejne tweety Brejzy – ostatnie na koncie polityka PO, gdy piszę ten felietonik – pokazujące, jakie PiS oferuje dno. Partia Kaczyńskiego nie spoczywa jednak na laurach, realizuje starą nieuczesaną myśl Stanisława Leca, iż spod pisowskiego dna zapuka kolejna afera PiS na państwowym groszu.

Nowogrodzka polityka zagraniczna zmierza do Polexitu

Jarosław Kaczyński ze swoim PiS-em odniósł niewątpliwy sukces. Z państwa euroentuzjastycznego Polskę zamienili na eurosceptyczną. Polacy osiągnęli poziom nawet „lepszy” niż Brytyjczycy, którzy głosowali za Brexitem. Rodacy już dzisiaj w referendum opowiedzieliby się za Polexitem. Gdyby możliwy był mecz Polexit – Brexit, to byśmy w te klocki wygrali.

W bardzo solidnych badaniach (50 tys. ankietowanych) zleconych przez Fundację im. Kazimierza Pułaskiego 32,05 proc. badanych jest za tym, żeby opuścić Unię Europejską, a tylko 28,55 proc. za zmianą polityki i dostosowaniem się do zaleceń Komisji Europejskiej.

Mit euroentuzjastycznego Polaka legł w gruzach, stał się ruiną, wystarczyły do tego 2 lata rządów PiS. Jeszcze trochę politycy PiS popracują, a „nastukamy” bez żadnych problemów Brytolom w kwestii opuszczenia Unii Europejskiej, że hej. Mateusz Morawiecki może więc pisać kolejne „Białe Księgi” pisowskich kłamstw, na które w Brukseli nikt się nie nabierze, bo on sam – co ze zdziwieniem przyjmują do wiadomości nawet symetryści z „Rzeczpospolitej” – nie ma żadnego międzynarodowego obycia, nie potrafi się poruszać na europejskich salonach, prezentuje się jako marna osobowość ze słomą w butach.

Expose ministra dyplomacji Jacka Czaputowicza było tak niedojrzałe, jak nierozpoznawalna jest jego osoba. Tyle banałów, ile wygłosił minister, grozi jeszcze większym „sukcesem” PiS w kwestii międzynarodowej pozycji Polski.

– „Nowogrodzka polityka zagraniczna” – tak celnie podsumowała Czaputowicza szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer – jest „nieudolna, nieuświadomiona, bez celu i kierunku. Bez sensu. Tylko dramatycznie groźna dla Polek, Polaków i dla Polski”. Lubnauer zacytowała Wojciecha Młynarskiego, złote myśli tego kapitalnego tekściarza przekuwają w czyn politycy z partii Kaczyńskiego: – „Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę: Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie? Co by tu jeszcze?”.

Grzegorz Schetyna nazwał tę politykę zagraniczną „partactwem i amatorszczyzną”. Przywołał porównanie z innej półki, z Józefa Piłsudskiego o walce na wszystkie fronty, gdy Polacy zostaną sami z szablami na Placu Saskim.

Były ambasador w Kanadzie Marcin Bosacki podsumował Czaputowicza: – „Zero koncepcji. Tylko instynktowny, zaściankowy jęk: UE jest groźna. To usłyszą partnerzy. I to jest groźne dla Polski”.

Panie i Panowie, Polexit się rozpoczął, do tego prowadzi nowogrodzka polityka zagraniczna. Wszak łatwiej chwycić naród za mordę, gdy nie będzie żadnych strofowań z Brukseli, Waszyngtonu, a z gospodarzem Kremla prezes i jego następcy – Morawiecccy – zawsze przybiją sobie żółwika.

Czy PiS orżnie Ogólnopolski Strajk Kobiet?

Społeczeństwo obywatelskie nie zawsze znajduje odpowiedzi na PiS-owskie zawłaszczanie państwa i odbieranie sobie praw obywatelskich. A partia Kaczyńskiego konsekwentnie zaprowadza jakąś formę dyktatury. Na razie jest ona miękka, co wyraża się chronicznymi niedomogami samej władzy i jej wpadkami, czego by się nie dotknęła. Punktowo jednak może nękać poszczególnych polityków i obywateli szeroko pojętej opozycji i społeczeństwa.

Najwłaściwszym odporem jest zorganizowanie się w struktury stowarzyszeń, lecz i to wydaje się niewystarczające. Niecałe dwa lata temu KOD był potężny, na ulicach Warszawy potrafił protestować w liczbie przeszło 100 tysięcy uczestników, a prezesowi PiS tak drżały łydki, iż nie potrzeba było wnikliwych analiz politologicznych, aby owe drgawki dostrzec.

Równie duże były protesty w lipcu ubiegłego roku z powodu ustaw sądowniczych. Łańcuchy Światła kreowały nowych liderów opozycji społecznej, a jednak dość łatwo rozbrojony został gniew ulicy poprzez to, iż Andrzej Duda zawetował dwie z trzech ustaw i zapowiedział napisanie nowych. Protesty rozeszły się po kościach, a Duda „napisał” ustawy o treści identycznej, jak zawetowane. Tak orżnął Polki i Polaków.

Czy PiS poradzi sobie z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, który kolejny raz wychodzi na ulice w sprawie obrony kompromisu aborcyjnego obowiązującego od lat 90-tych? Niby to PiS się ugina pod presją społeczną, ale czy na pewno?

Gdy Kościół katolicki zagrzmiał, iż żadna aborcja nie jest miła funkcjonariuszom pana Boga, PiS następnego dnia zapowiedział rekomendację projektu ustawy „Zatrzymać aborcję” w komisji sejmowej – jednak bez zapowiedzi procedur jej uchwalenia. Od razu odezwało się społeczeństwo poprzez silną instytucję Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i studentów.

Kaczyńskiemu zadrżały łydki, ale też uciekł się do swojej sprawdzonej metody: orżnąć Polki i Polaków. Na Czarny Piątek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odpowiedział zdjęciem z agendy projektu „Zatrzymać aborcję”, został wymyślony sposób orżnięcia buntu kobiet.

Orżnięcie polega na tym, iż pisowski Trybunał Konstytucyjny ma wydać wyrok, czy zgodny z Konstytucją jest trzeci wyjątek w ustawie o planowaniu rodziny, w którym dopuszcza się usunięcie ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo wady genetycznej dziecka.

Jeżeli Julia Przyłębska et consortes nazwą to aborcją eugeniczną będzie znaczyło, iż Trybunał Konstytucyjny wezwie parlament do zmiany prawa i uznania jakiejkolwiek aborcji za nielegalną. „Zabezpieczeniem” ma być program „Za życiem”, wg którego państwo ma wziąć na siebie ciężar wychowywania kalekich dzieci. Znaczy, że po zmianie ustawy kobiety będą zmuszone do urodzenia, a wszelka aborcja będzie bezprawna.

Tak PiS chce wykołować kobiety. Równolegle dojdzie do prowokacji, aby kompromitować liderów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Udało się to z innymi już wcześniej, czarnosecińcy Kaczyńskiego będą liczyć na sukces i w tym wypadku.

A to dla nas znaczy, iż musimy przepracować zjednoczenie społeczeństwa obywatelskiego. PiS nas dyma, bo na to pozwalamy.

Tak zwane zło: Kaczyński

Przynajmniej w jednej kwestii wyprzedziliśmy USA i demokracje zachodnie. Otóż Paweł Śpiewak na początku roku akademickiego był zapowiedzieć, iż na Uniwersytecie Warszawskim studenci mogą wziąć udział w fakultatywnych zajęciach, w seminarium „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”. Co prawda w zajęciach bierze udział tylko 10 studentów, ale od czegoś trzeba zacząć.

Dopiero teraz nauka Jankesów podąża za „dobrą zmianą”. Na amerykańskich uniwersytetach można posiąść wiedzę o władzy PiS, o której nauczają w ramach nowego przedmiotu „Erozja demokracji”. W Polsce myśl „geniusza z Nowogrodzkiej” rozpowszechnia tylko UW, a za Atlantykiem aż 16 uniwersytetów, w tym na sławny Yale. Lepszej rekomendacji umysłowi prezesa PiS nie trzeba.

Jeszcze Kaczyńskiemu nie będą na świecie wystawiane pomniki, a jego „Porozumienie przeciw monowładzy” nie dostąpi porównań z „Księciem” Macciavellego, a raczej z pijarowskimi sztuczkami Goebbelsa, ale kto by się tym przejmował, bo – powtarzając za Julianem Tuwimem – najważniejsze, aby nazwiska nie pomylili.

Acz nie naucza o prezesie, ale przestrzega przed nim, wybitny konstytucjonalista prof. Wojciech Sadurski (Uniwersytet w Sydney), który Kaczyńskiego zna, uważa, iż ten odkrył w sobie niezgłębione pokłady cynizmu i jest tym bardziej niebezpieczny dla życia w Polsce, niż gdyby był tępym fanatykiem.

Sadurski twierdzi, iż Kaczyński uruchomił demony, które nie będzie łatwo cofnąć. Raczej nie pomogą nam kraje Zachodu – ani USA, ani Unia Europejska – jeżeli sami sobie z tym nie poradzimy. Polacy muszą uporać się ze złem, które za sprawą Kaczyńskiego dotknęło politykę i sferę publiczną.

Kaczyński sam w sobie jest przysłowiowy ze swoimi najgorszymi sortami, kanaliami, mordami zdradzieckimi. Nie trzeba więc na jego temat pisać żadnych oryginalnych teoretycznych prac, został zanalizowany choćby przez austriackiego noblistę Konrada Lorentza w dostępnych w języku polskim pozycjach „Regres człowieczeństwa” i „Tak zwane zło”. Zwłaszcza ta ostatnia publikacja mająca u nas kilka wydań opisuje źródła zła zarówna wśród zwierząt i ludzi. Kaczyński może być przykładem laboratoryjnym uruchomienia antyhumanitaryzmu, które u niego i członków PiS działa na zasadzie odruchu Pawłowa, w retoryce choćby otrzymujące miano w stosunku do przeciwników politycznych: „totalnej opozycji”, czy jeszcze bardziej widoczne w stosunku do uchodźców.

Sami sobie wyhodowaliśmy ten polip zła, który może zabić nasz kraj i odebrać w konsekwencji niepodległość.

(drugi fragment)

Należy wam się to!

Oskarżam was o wielokrotne łamanie Konstytucji RP, uchwalonej przez Zgromadzenie Narodowe i zatwierdzonej w drodze referendum przez większość narodu. Oskarżam was o to, że przysięgając na tę Konstytucję, wiedzieliście już wtedy, że ją będziecie perfidnie łamać, naciągać i wykorzystywać tak, jak wam wygodnie, po to tylko, aby zbudować system, który miał wam dać władzę wieczną. Ale nic nie trwa wiecznie.

Oskarżam was o to, że zrobiliście z Trybunału Konstytucyjnego farsę, trybunał, który jest pod całkowitą waszą kontrolą. Oskarżam was o to, że nie przyjęliście ślubowań od prawidłowo wybranych sędziów do tego Trybunału, wprowadzając tam osoby wam całkowicie uległe. Oskarżam was o niezgodny nawet z waszym, fałszywym, prawem wybór prezesa tego Trybunału. Oskarżam was o to, że przejęliście sądy powszechne, Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa, nominując tam prezesów sądów i członków KRS całkowicie zależnych od was, także w porozumieniu z waszym cichym koalicjantem, jakim jest Kukiz’15.

Oskarżam was o to, że z praworządnego państwa zrobiliście wydmuszkę, posiłkując się do tego bezczelnym hasłem, że prawo jest równe dla wszystkich. Każde wasze działanie przeczy temu truizmowi, choćby we wszystkich sprawach, które dotyczą was i waszych polityków. Oskarżam was o to, że nic nie zrobiliście w sprawie nieprawdziwych oświadczeń majątkowych ministra Szyszko i w sprawie wypadku premier Szydło, choć zdecydowana większość Polaków i tak wie, co się wydarzyło wtedy w Częstochowie. Oskarżam was o to, że przykryliście tak bulwersujące sprawy jak 12 milionów złotych w udziałach w spółce Srebrna, które są w rękach sekretarki pana Kaczyńskiego, czy ukrywanie gigantycznego majątku premiera Morawieckiego przez niego i jego żonę.

Oskarżam was o to, że zrobiliście niespotykany dotąd skok na spółki skarbu państwa, lokując tam swoich polityków, ich żony, matki i kochanki a także dalszą i bliższą rodzinę. Oskarżam was o to, że w kampanii wyborczej kłamaliście, że wasze państwo będzie tanie, skromne i roztropne, gdy tymczasem przez dwa i pół roku karmicie się milionami, wyciąganymi z budżetu w postaci skandalicznych nagród, premii czy dodatków, wmawiając do tego bezczelnie, że wam się to należy. Oskarżam was o to, że powołaliście do życia Polską Fundację Narodową tylko po to, aby dać zarobić miliony ludziom, którzy wyszli wprost z Kancelarii Premiera, założyli celową spółkę, a gdy już dostali swoje, wrócili na garnuszek państwa. Wszystko to zrobiliście obiecując tysiącom biednych, otumanionych ludzi, że państwo pod waszymi rządami będzie uczciwe.

Oskarżam was o zrobienie z Polski kraju co najmniej dziwnego na arenie międzynarodowej. Kraju, którego trzeba się wstydzić będąc za granicą, a z którego jeszcze nie tak dawno można było być dumnym. Oskarżam was o uchwalenie ustawy o IPN bez żadnej refleksji, która skonfliktowała nas z największymi naszymi sojusznikami, w tym z Ukrainą, Izraelem i USA. Oskarżam was o to, że zniszczyliście z mozołem, latami budowane bardzo trudne stosunki z Kijowem, Wilnem, Berlinem i Tel Awiwem. Oskarżam was o to, że pod wpływem krytyki wolnego świata, nacisków i gróźb, połykacie teraz swój własny język, wmawiając wyborcom, że to wasza przemyślana polityka. To samo dotyczy ustaw sądowych, z których cichcem się wycofujecie, po to tylko, aby nie stracić cennego dla was źródła kasy z Unii Europejskiej. A tyle gadacie o wstawaniu z kolan!

Oskarżam was o to, że z najwyższej funkcji państwowej, jaką jest Prezydent RP, uczyniliście żart i komedię dell’arte, całkowicie tę funkcję podporządkowując swoim własnym, partykularnym interesom. Oskarżam was o to, że z dnia zaprzysiężenia Prezydenta zrobiliście farsę, bo czymże innym jest ślubowanie na Konstytucję Rzeczpospolitej z pełną świadomością, że przez lata swych rządów będziecie ją traktować jak papier toaletowy, podcierając nią sobie tyłek w sposób urągający jakimkolwiek przyjętym powszechnie zwyczajom. Oskarżam was o to, że Prezydent RP został Pierwszym Narciarzem RP i Pierwszym Podróżnikiem RP na koszt społeczeństwa, bo to są jedyne osiągnięcia prezydenta.

Oskarżam was o to, że na lata całe podzieliliście polskie społeczeństwo, świadomie i w jednym tylko celu, aby zdobyć i ugruntować swoją władzę. Dziś już wiemy, że władzy tej nie ugruntujecie. Oskarżam was o to, że doprowadziliście do tego, że z trudem ustalony kompromis w sprawie aborcji został przez was po cichu naruszony w postaci wprowadzenia klauzuli sumienia wśród lekarzy, którzy mają obowiązek leczyć, pomagać i ratować ludzkie życie, a nie politykować. Wprowadzenie tej klauzuli doprowadziło do tego, że kompromis ów stał się w zasadzie martwym prawem, a setki kobiet gwałconych lub noszących płody nieuleczalnie chore muszą znosić traumę, za którą nie ponoszą żadnej winy. Oskarżam was o to, że bez zgody społecznej zasilacie setkami milionów złotych jednego księdza, któremu duszpasterstwo pomyliło się z biznesem i któremu w ten sposób spłacacie dług wdzięczności za pomoc przy wygraniu wyborów. W każdym normalnym państwie za coś takiego traci się władzę, ale wy zrobiliście z Polski państwo – potworka demokracji. Oskarżam was o to, że panią Godek, która jest twarzą zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, zatrudniacie w jednej ze spółek skarbu państwa na stanowisku członka Rady Nadzorczej tej spółki, co nasuwa głębokie wątpliwości co do ideowej uczciwości całej tej sprawy. Oskarżam was o to, że uczyniliście i dalej czynicie z Polski państwo wyznaniowe i to wyznaniowe dla jednej tylko religii, gdy tymczasem w Konstytucji powiedziane jest wyraźnie, że Polska to państwo świeckie. Ale wy Konstytucję RP traktujecie jak papier w kiblu.

Oskarżam was o to, że z największej katastrofy lotniczej w historii tego narodu uczyniliście farsę i pośmiewisko, nie szanując przy tym wszystkich 96 ofiar, które zginęły z powodów tak prozaicznych, że aż serce się ściska z bólu. Uczyniliście z tej tragedii jarmark, dzięki któremu wybrani dorobili się fortun, o jakich zwykły zjadacz chleba może sobie jedynie pomarzyć. Wszystko to zrobiliście, mając usta pełne frazesów, hipokryzji i zwykłych kłamstw. O to też was oskarżam. Oskarżam was o to, że z polskiej armii zrobiliście parodię, zgadzając się na to, aby jeden szaleniec traktował ją jak swój własny, prywatny folwark. Oskarżam was o to, że wykorzystując zdobytą władzę (owszem, w demokratyczny sposób) traktujecie przestrzeń publiczną jak własny ogródek, zmieniając nazwy ulic, placów i stawiając tam pomniki, mimo iż większość obywateli tego nie chce. Oskarżam was o wykorzystywanie demokracji do swoich wyłącznie celów i o traktowanie jej jak panny lekkich obyczajów. Oskarżam was o to, że doprowadziliście do zerwania największego kontraktu wojskowego, który mógł Polsce przynieść miliardy złotych w postaci umów offsetowych i dać gospodarce tysiące miejsc pracy w polskich a nie zagranicznych przedsiębiorstwach.

Oskarżam was, politycy obozu władzy, że zrobiliście z Parlamentu maszynkę do produkcji beznadziejnego prawa dla 38 milionów obywateli, żyjących w tym państwie. O to, że produkujecie ustawy w trybie ekspresowym, bez konsultacji społecznych i bez jakiejkolwiek pogłębionej refleksji. Oskarżam was o to, że opozycję parlamentarną traktujecie jak śmieci, które przeszkadzają wam w budowaniu państwa tylko dla was. Oskarżam was o to, że przyjęliście w wasze szeregi postkomuchów, mimo że jesteście partiami o korzeniach solidarnościowych. To mierzi najbardziej. Oskarżam was o to, że z wielkiej idei Solidarności zrobiliście pseudo związek zawodowy, który wspiera waszą politykę, a wy wspieracie ten związek, co jest całkowitym zaprzeczeniem idei wolnych związków zawodowych, o którą walczyło miliony Polaków w latach komuny. Oskarżam was o to, że z ikony tych wolnych związków uczyniliście podłego zdrajcę, nie patrząc ani na wyroki sądów, ani na szerszy kontekst jego życia. A wszystko to dzieje się za sprawą człowieka, który 13 Grudnia spał do południa w ciepłej pościeli i którym służby specjalne PRL w ogóle się nie interesowały. Dzisiaj piszecie dla niego nową historię, pełną przemilczeń, zakłamań i powierzchownych interpretacji. Oskarżam was o fałszywą reformę edukacji, która ma na celu tylko jedno – wypuścić ze szkół młodzież skrzywioną politycznie i edukacyjnie, dokładnie tak samo, jak chcieli zrobić to komuniści przez 50 lat PRL-u.

Oskarżam was o to, że daliście wyborcom złudną nadzieję, że pracując krócej będą oni mieli wystarczająco dobrą emeryturę. Zrobiliście to w jednym celu – aby zdobyć władzę. Do kosza przy tym wrzuciliście wszystkie analizy ekonomiczne, które wskazują, że społeczeństwo żyje coraz dłużej, co oznacza, że system emerytalny załamie się przy takiej polityce już za kilka, góra kilkanaście lat. Kto wtedy będzie miał ten problem na głowie? Na pewno nie wy. Oskarżam was o to, że wprowadziliście niesprawiedliwy i z gruntu niebezpieczny dla gospodarki, niczym bomba z opóźnionym zapłonem, program kupowania części wyborców kosztem innej części. Programem tym podzieliliście naród na tych, którzy pieniądze dostają i na tych, którzy ich nie dostają, ale składają się na niego wszyscy podatnicy w tym kraju. Oskarżam was o to, że mydliliście ludziom oczy, wmawiając im, że jest to program proprokreacyjny, dzięki któremu ma w Polsce urodzić się więcej dzieci, gdy tymczasem prawdziwie proprokreacyjny program in vitro zdusiliście, nomen omen, w zarodku, wiedząc o tym, że rozwiązanie to pomogło w latach 2014-2017 urodzić się ponad 8 tysiącom, zdrowych i szczęśliwych maluchów. Zrobiliście to tylko dlatego, że program ten wprowadził w życie poprzedni Parlament, w którym mieliście zdecydowaną mniejszość.

Oskarżam was o to, że swoją chorą i nieodpowiedzialną polityką obudziliście skrajne postawy w społeczeństwie, świadomie je jeszcze podgrzewając lub po cichu wspierając. Nie przeszkadzają wam burdy prawicowych opryszczonych młodzieńców, ale demonstrujących przeciwników waszej polityki nękacie policją, prokuratorem lub sądami. Na szczęście nie udało wam się zrobić z sędziów w sądach powszechnych narzędzia własnej polityki. I nie uda się to wam już nigdy. Oskarżam was o to, że swoim politycznym przeciwnikom chcecie urządzać pokazowe procesy, ale póki co świadomie opóźniacie nawet ich przesłuchania, jak w sprawie Stanisława Gawłowskiego, tylko dlatego, że idzie wam jedynie o to, aby gonić króliczka, a nie złapać go, bo igrzyska dla swojego ludu zawsze mogą się przydać. Oskarżam was o to, że zorganizowaliście pokazową komisję do spraw reprywatyzacji, która zamiast faktycznie wyjaśniać wszystkie nieprawidłowości, służy wam wyłącznie do walenia w waszego przeciwnika, całkowicie ukrywając takie na przykład fakty, jak to że powiązane z waszymi politykami osoby kupują od czyszczycieli kamienic apartamenty w kamienicach, których reprywatyzację tak piętnujecie. Oskarżam was o to, że traktujecie wyborców jak idiotów, manipulując nimi bez żenady i bez przerwy.

Oskarżam was wreszcie o to, że w czasach wyjątkowej koniunktury gospodarczej na świecie, wy, zamiast odkładać pieniądze na gorsze czasy, rozdajecie je bezmyślnie wybranym grupom społecznym, dla siebie biorąc dziesięć razy tyle. Oskarżam was o to, że w imię chorej ideologii i zobowiązań wobec jednego, bliskiego wam, związku zawodowego przepchnęliście kolanem ustawę o wolnych od handlu niedzielach, w której znalazło się ponad 30 wyjątków i która to ustawa za czas jakiś doprowadzi do poważnych kłopotów głównie małe polskie firmy, o które tak ponoć chcecie dbać. Oskarżam was także o to, że wasza wiedza ekonomiczna dotycząca różnych, powiązanych ze sobą procesów mikro- i makroekonomicznych jest na poziomie szkoły podstawowej, czyli żadna. Brakiem tej wiedzy epatujecie niemal codziennie i to mimo tego, że premierem waszego rządu jest bankster, który dorobił się przez lata pracy w III RP milionowego majątku, którego nie chce w pełni pokazać suwerenowi w obawie, że nie będzie to współgrać z waszym od lat przekazem, że jesteście biedni i uczciwi do kości.

Mój głos niewiele znaczy i możecie go między śmieci wrzucić. Możecie śmiać się z mojego “oskarżam”, ale to kropla drąży skałę a nie odwrotnie. Władza zdobyta i utrwalana dzięki naginaniu prawa, w tym przy pomocy łamania ustawy zasadniczej, nie może być trwała i nigdy nie będzie. Można wymyślać różne cuda, w tym gmerać przy ordynacji wyborczej, aby zwiększyć sztucznie swoje szanse w wyborach, ale polskie społeczeństwo, jak każde we współczesnym świecie wolnych i demokratycznych państw, ma granicę cierpliwości, do której zbliżacie się w tempie pędzącego pendolino, co widać w kolejnych sondażach poparcia. Od początku roku walczycie już tylko, coraz bardziej nieudolnie gasząc kolejne pożary benzyną, dzięki czemu trend poparcia wyraźnie się już zmienił i z każdym kolejnym badaniem ugruntowuje się on coraz bardziej. To jeszcze nie jest wygrana Opozycji, jeszcze dużo pracy przed wszystkimi, którzy chcą żyć w silnej, otwartej i nowoczesnej Polsce obywatelskiej. Jeszcze na laurach nie możemy usiąść, jeszcze nie możemy odpuścić Opozycji, jeszcze ją nękać musimy pytaniami, uwagami i żalami, że może być znacznie lepsza.

Wygrana nie jest wcale blisko.

Pełnych refleksji Świąt Państwu życzę.

⚠️Spektakl z rządu trwa, a szkodniki dalej Polsce szkodzą. W interesie Polaków jest, aby , , , , , , szybko odeszli z rządu. Podajcie dalej ❗

Aż osiem zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Rekonstrukcja rządu przykryje przyszłość Polski

Tego samego dnia ma dokonać się zakończenie telenoweli z rekonstrukcją rządu i bardzo ważne dla Polski spotkanie szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera z Mateuszem Morawieckim. Dla Morawieckiego waga polityczna obydwu wydarzeń jest dużego bądź największego kalibru. Dlaczego zatem dochodzi do nich jednego dnia, tym bardziej, że rekonstrukcja zapowiadana była na późniejszy termin, a spotkanie z Junckerem zależne od wolnego terminu w obfitym w spotkania kalendarzu szefa KE?

Czy sprawy krajowe nie mogą ustąpić o wiele ważniejszym sprawom zewnętrznym? Wystarczy rozglądnąć się trochę po internecie, spojrzeć do gazet, aby przekonać się, że „fascynujące” jest, czyja głowa się potoczy… Czy obok Strężyńskiej i Waszczykowskiego zobaczymy turlającą się głowę smoleńskiego ministra, a nudne okazuje się ratowanie kraju z dennej sytuacji w Unii Europejskiej?

PiS dziennikarzy i opinię publiczną prowadzi na smyczy swoich potrzeb. Kręci młynka i wykręca istotę polityki na nice. Morawiecki już raz dał dyla z Brukseli do Polski, bo tak prezes mu kazał, przede wszystkim jednak dlatego, że rząd PiS nie ma żadnej kontroferty w stosunku do artykułu 7 Traktatu UE, który zaczął być procedowany. Kontrpropozycją nie jest przeciąganie terminów i wrzucanie na stół negocjacyjny agendy, iż „przyjaciel” Orban w razie czego nie poprze sankcji.

Tak naprawdę każde ze spotkań, które odbywać się będą w Brukseli na tak wysokich szczeblach wchodzą na najwyższy diapazon dylematu „być albo nie być” polskiego członkostwa w Unii. Trzeciorzędnym więc jest, czy Waszczykowskiego zastąpi Szczerski, bo i tak będzie z ważnymi sprawami leciał do prezesa na Nowogrodzką, a Macierewicz to osobna siła w kraju i PiS, równie niebezpieczna w rządzie i poza nim.

Rekonstrukcja to poręczne przykrycie dla Morawieckiego w Brukseli, dziennikarze dają się łatwo wkręcić w pozoranctwo PiS. Liczę jednak na premiera, bo będzie jakoś musiał tłumaczyć się ze spotkania z Junckerem, a że nie jest zbyt silny w gębie, to puści – tak czy owak – farbę. Piarowcy aż go tak dobrze nie przygotują, aby był wykrętny na sposób pisowski.

Mogą mieć rację dziennikarze niemieccy i brytyjscy, którzy na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „The Observer” piszą, iż Polska z Węgrami (a może odwrotnie, bo lepiej kręcącym jest Orban) zawierają „Sojusz przeciw Brukseli”, zresztą taki tytuł nosi artykuł w FAZ.

Otóż PiS przeorientowuje kierunek polityki z „zachodnioeuropejskiej” na „środkowoeuropejską”. Jest to więc pokraczna idea Międzymorza. Polsce i ewentualnym sojusznikom stratedzy PiS wyznaczają geopolityczne zadanie bufora bezpieczeństwa w sojuszu z USA.

Anachronizm tego namacalnie niemal szczypie w szare komórki, bo Polska pisowska odrzuciłaby Unię Europejską, tym samym odgrzewając przekleństwo nasze – geopolitykę. Polska w tym układzie stałaby się nic nie znaczącym graczem – mniemanym liderem Mitteleuropy – który byłby targany w tę i we w tę przez globalnych graczy. W nieco innej konfiguracji historycznej już to przerabialiśmy – Zachód pozbywał się tak niestabilnego organizmu państwowego, jako chorego człowieka Europy. Polska, która wypada z harmonii demokratyczno-kapitalistycznej z krajami Europy zachodniej, z automatu wpada w łapy Kremla.

Jak to powiedział Jarek Kuźniar: „Nie będę komentował słów Macierewicza. Nie jestem psychiatrą”. NO CÓŻ. Po rekonstrukcji rządu, zabrakło miejsca dla Antoniego… Będzie smutek wielki. A TAK SIĘ WSZYSCY ŚMIALI.

POLITYCY PIS W OŚLEJ ŁAWCE

Marek Suski wyrasta na specjalistę od spraw niemieckich. Partyjni bonzowie PiS pchnęli tego perukarza (zawodu uczył się w rekwizytorni teatralnej) na odcinek niemiecki, na którym to froncie walczy o reparacje wojenne.

Pchnięty Suski znalazł się nieoczekiwanie oko w oko z ambasadorem niemieckim. Nie potraktował go bagnetem, ani szrapnelem, ale porozmawiał sobie („chyba z pół godziny”). Perukarz Suski relacjonował o tym w Polsat News. Co powiedział mu zaskoczony niemiecki ambasador? „Porozmawiajmy o tym słoniu, który może zatruć nasze relacje”.

Bynajmniej Suski nie walczył w ZOO jak Jan Onufry Zagłoba z małpami, bądź Jan Chryzostom Pasek, ale – cytuję perukarza – „sprawa reparacji to jest słoń w naszych stosunkach”. Intelektualnie Suski jest zawsze niedysponowany i mógł nie zrozumieć metafory, np. słonia w składzie porcelany i do tego w idiomie niemieckiej porcelany miśnieńskiej.

Dlaczego Suski został wysłany do przedstawiciela rządu niemieckiego? Możemy się domyślać. Aby ośmieszyć sprawę, pokazać Niemcom, że reperacje wojenne nie są poważnym problemem.  Bo jak inaczej postrzegać klowna Suskiego, gdyby stanąłby w naszych drzwiach? Przecież nie zadzwonimy do cyrku, aby przyjechali odebrać swój personel, ani nawet – gdyby stawał się nazbyt namolny – nie wypchniemy go na schody. Posłuchamy jego bajdurzenia zoologicznego i przypomnimy mu, że może pójść z tym do telewizji.

Suski jest sekretarzem stanu w kancelarii Mateusza Morawieckiego. Udając się powyższym tropem, stwierdzić należy, że na czele tego cyrku stoi premier. I wiemy też, że w tym ośrodku rozrywki mają na stanie słonie. Jak z innymi egzotycznymi zwierzętami, szczególnie tym jednym „patriotycznym” z Pacanowa?

Inna postać niewiele odstająca wzwyż od Suskiego poseł PiS Arkadiusz Mularczyk był powiedzieć PAP, iż zlecono przygotowanie pięciu ekspertyz dotyczących strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Nad ekspertyzami pracować będą prawnicy, rzeczoznawcy, naukowcy.

To się sztab ludzi napracuje nad historycznym zdarzeniem, którego koniec nastąpił w 1945 roku. Co prawda straty szacunkowe już od dawien dawna są znane, ale Suski, Mularczyk i inni politcy PiS repetują z historii (i nie tylko z tego przedmiotu wiedzy). Rozum nie trzyma się ich głów, jak to bywa z tymi, którzy zostali posadzeni w oślej ławce. Och, zapomniałbym – ze słoniem.

Osobowość Morawieckiego z tombaku

Mateusz Morawiecki jest średnio rozgarniętym rozmówcą, dlatego pozwala sobie na wywiady z dziennikarzami, którzy wywodzą się z obozu ideologii polskiego katolicyzmu. I to nie takiego, który moglibyśmy określić jako chrześcijaństwo otwarte, ekumeniczne, jakie przyświeca „Tygodnikowi Powszechnemu”, czy też onegdaj Janowi Pawłowi II, ale bliżej mu do klasycznego Ciemnogrodu i jego wytworowi personalnemu: kołtunowi.

Z każdym dniem mam coraz gorsze zdanie o Morawieckim. Niestety, znam takich osobników, którzy w imię tradycji, mając do wyboru Barabasza i Joszuę z Nazaretu, wybiorą tego pierwszego, bo jest tradycyjnie zły, nie naucza jak Joszua o nowych wartościach społecznych i psychologicznych.

Odnoszę się do wywiadu Morawieckiego dla „Gościa Niedzielnego”, w którym premier wyraża się o gender i puszcza farbę o sobie. Nie jestem psychoanalitykiem, ale da się na twarzy Morawieckiego zauważyć grymas w prawym kąciku ust. Skądś on jest, raczej z takim tikiem człowiek nie rodzi się. Niezależnie od urody całe życie formułujemy swoja twarz, acz najbardziej odciska się na niej dzieciństwo – wychowanie.

Nieprzypadkowo Morawiecki zaserwował publice taki potworek pojęciowy, jak rechrystianizacja. Zero semantyki, za to dużo w nim charakteru – i to nieciekawego, charakteru zamkniętego, a więc nieempatycznego, tzw. ciasnoty.

Morawiecki zapytany przez dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, czy dostawał w dzieciństwie klapsa, odpowiada, że tak. Indagowany o tę samą przemocową metodę wychowania w stosunku do swoich dzieci, zapewnia, że ich nie bije, acz „czasami musiałem zagryźć zęby”. Czyli chciałby dowalić, ale wie, że to złe. Czuje Morawiecki, że nie ma racji, że przemoc, jak wszystko na tym bożym świecie ma swoje kategoryzowanie. Wybiera wersję light, acz nie wierzyłbym temu człowiekowi. „Dostawał klapsy, on ich nie daje, bo…”. Typowe dla kołtuna i człowieka wewnątrz zakłamanego.

Ten szczegół wyjaśnia inną ważna sprawę dla naszego życia społecznego, bo oto Morawiecki taką chwali się wiedzą socjologiczną: – „Przemoc pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie”. Z jakich źródeł Morawiecki posiada tę wiedzę, iż forma związku ma wpływ na użycie przemocy, czyli na treści nieludzkie? Nie ma takich źródeł, więc mogę napisać, iż Morawiecki wobec mnie używa przemocy słownej – kłamstwa, krętactwa – i mówi na temat, o którym nie ma pojęcia.

Morawiecki na tendencyjne pytanie: – „Czy podziela Pan diagnozę, że źródłem agresji wobec kobiet i dzieci są nierówności płci i role kulturowe narzucone przez tradycję, a więc także Kościół katolicki?”, odpowiada, że nie zgadza się z taką opinią. Typowa odpowiedź kołtuna wybierającego Barabasza, który w podobnej sytuacji stawał przeciw prawom kobiet.

Dzisiaj Barabasz Morawiecki staje przeciw wiedzy o społecznych rolach człowieka, przeciw gender. Morawiecki dzieli się takimi „złotymi myślami”: – „Nie można na krzywdę najsłabszych, bezbronnych patrzeć przez ideologiczne okulary, ale też nie można zamykać na nią oczu”. Takie sfomułowanie może powstać tylko w płaskim umyśle, bo żadna krzywda nie jest ideologiczna. To krzywdzący zasłania się ideologią.

Mogę wobec tego tylko stwierdzić, iż Marek Suski ma godnego siebie szefa. W PiS obowiązuje strawestowane przeze mnie prawo Kopernika-Greshama: zła osobowość wypycha lepszą. Przy czym „lepsza” wcale nie znaczy dobra, tylko zła jest jeszcze gorsza od poprzedniej. Do jakiego tombaku osobowościowego zmierza PiS ze swoimi politykami?

Trzeba PiS ośmieszać i pokazywać ucho od śledzia

Nominat Mariusza Błaszczaka pokazał swemu dobroczyńcy ucho od śledzia. Nietrzeźwy komendant wrocławskiej policji miejskiej, tylko w skarpetkach, zakrwawiony, skończył rajzę pod Lidlem, gdzie został znaleziony. Może byśmy o tym się nie dowiedzieli, gdyby nie SOK-iści, którzy kolesia znaleźli i przewieźli na detoks.

Komendant został wysłany na wrocławską placówkę po tym, jak Igor Stachowiak został tam zamordowany paralizatorem. Błaszczak orzekł, iż podinsp. Zbigniew Raczak „sprzeniewierzył się zasadom etycznym”. Od kiedy to zasady etyczne bądź ich brak są sprzedawane jako alkohol? No, ale takich mamy znawców języka, jak Błaszczak.

Zakład Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego odkrył, dlaczego telenowela historyczna „Saga z plastiku i paździerza” – dla niepoznaki zwana „Korona królów” – jest tak żałosnej jakości. Oczywiście, to wina Platformy Obywatelskiej i Tuska. Tak! Jurajski zamek w Bobolicach imituje Wawel, został odbudowany i oddany do użytku przez właściciela i senatora PO Jarosława Laseckiego w 2011 roku.

Ale to nie wszystko. Jakiś czas temu owymi zamkami w systemie tzw. Orlich Gniazd położonych w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zainteresował się prezes Jarosław Kaczyński, który zapowiedział odbudowę innych zamków w ruinie. Służyły one do ochrony granicy Polski ze Śląskiem. Czyżby i tę Kaczyński zamierzał odtworzyć, bo Ślązacy to „opcja niemiecka”?

Posłowie PO przypomnieli, iż przed świętami 21 grudnia o godzinie 6.05 sekretarza generalnego ich partii Stanisława Gawłowskiego naszło w mieszkaniu CBA. Huku medialnego było co niemiara, bo miało to przykryć uruchomienie przez Komisję Europejską opcji atomowej artykułu 7 Traktatu UE.

Gawłowski jakoby miał przyjąć łapówkę w postaci luksusowego zegarka. Nie mógł tego jednak zrobić w przypisywanym terminie, bo ten zegarek miał na ręce kilka lat wcześniej, co udowodnił „Newsweek”. Święta minęły, Nowy Rok też – i nic. Zdarzenie pokazuje metodę, jaką zastosuje PiS w trakcie kampanii samorządowej. Czy za tym smrodem stał Joachim Brudziński, który nigdy nie poprowadził PiS do zwycięstwa w wyborach na terenie Pomorza Zachodniego?

W Nowym Roku obudził się Andrzej Duda i pozazdrościł zwycięstw Kamilowi Stochowi w Turnieju Czterech Skoczni. Duda przeciął wstęgę podczas symbolicznego otwarcia kolejki kanapowej w Szczyrku, a w tym samym czasie Stoch odniósł trzeci triumf w Innsbrucku. Różnica między Andrzejem a Kamilem jest taka, że za Dudę się wstydzimy, a Kamilem chwalimy, bo jest najlepszy.

I tak trzeba podchodzić do PiS, jak Stoch do Dudy, jak Raczak do Błaszczaka, jak Henryk Kwinto do Kramera – ośmieszać i pokazywać im ucho od śledzia, a kiedyś skończy się filmowo, gdy my złapiemy się za ucho, a ich pod eskortą odprowadzą do kicia.

Czarno widzę przyszłość Polski

Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

Rok 2018 przyniesie kluczowe dla społeczeństwa polskiego dwie odpowiedzi. Czy utrzymany zostanie poziom poparcia dla projektu europejskiego – Unii Europejskiej? I czy będziemy mieli wolne wybory, które na każdym poziomie kontrolowane będą przez PiS?

Mateusz Morawiecki w noworocznym wywiadzie dla TVP Info zarysował strategię negocjacyjną z Komisją Europejską. Jest ona tak ustawiona, iż władze unijne są traktowane jako wróg. To sporo mówi, dokąd zmierza partia rządząca, a konkretnie Jarosław Kaczyński.

Fundusze strukturalne, które niektóre państwa unijne chcą Polsce odebrać z powodu zarzutów o brak praworządności, Morawiecki tę sprawę nazwał „szantażem międzynarodowym”. Ależ szantaż jest zabiegiem przestępczym, o który trudno posądzić Unię Europejską, bo ta nie sprzeniewierza się standardom demokratycznym. To Polska przyjęła na siebie zobowiązania, gdy wstępowała do wspólnoty – UE jest przede wszystkim konkretną wartością cywilizacyjną świata zachodniego.

Domaganie się przestrzegania zasad demokratycznych państwa prawa nie jest żadnym szantażem. Komisja Europejska wobec takiego czarnego charakteru uruchomiła narzędzia, jakie posiada. I tak się stało z artykułem 7 Traktatu UE.

Czy Morawiecki ma szanse coś osiągnąć jako strona negocjacyjna wobec UE? Retorykę Morawieckiego można oceniać podobnie, jak negocjacje w sprawie kontraktu na zakup Caracali. Wcześniej zadecydowano w PiS, że do kontraktu nie dojdzie, a negocjacje trwały tylko dlatego, żeby udawać.

Morawiecki potwierdza, że PiS nie ustąpi w kwestii ustaw sądowniczych, bo „mamy prawo wymiar sprawiedliwości naprawiać”. A że sądy już zostały naprawione, ustawy podpisane przez Andrzeja Dudę, więc Unia – wg Morawieckiego – ma przyjąć do wiadomości, że niezależne sądownictwo w Polsce będzie partyjne. Ciekawe rozumienie trójpodziału władzy.

Morawiecki przy tym powołał się na sądownictwo w innych krajach, w tym na niemiecki odpowiednik KRS. Co jest o tyle prawdziwe, że politycy niemieccy decydują o nadaniach dla sędziów, ale trudno Niemcom zarzucić sprzeniewierzenie się standardom demokratycznym i przede wszystkim istnieje tam konsensus partyjny.

Morawiecki ponadto ucieka się do porównań historycznych, odwołując się do naprawy wymiaru sprawiedliwości po okresie Vichy we Francji i dyktaturze Franco w Hiszpanii. To porównanie jest szyte grubą nicią, bo PRL został zmieciony 28 lat temu, zaś struktury sądownictwa naprawiono w pierwszych latach III RP wg projektów „Solidarności” z lat 1980-81.

Przede wszystkim nie jest żadną przesadą, iż „reforma sądownictwa” wg PiS jest powrotem do PRL, w którym wymiar sprawiedliwości był usłużny wobec partii i I sekretarza PZPR.

Morawiecki na razie nie stosuje tak twardej retoryki, jak jego poprzedniczka Beata Szydło. Po pierwsze dlatego, że PiS okres rewolucyjny ma za sobą, teraz jest wdrażanie „reformy”. Po wtóre – może najważniejsze – poparcie dla Unii Europejskiej jest w kraju wysokie, będzie propagandowo obniżane. Podobny „problem” do rozwiązania mieli Brytyjczycy, osiągnęli „sukces” w postaci Brexitu. Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

A co do wolnych wyborów. Nie po to niekonstytucyjnie reformują Polskę mianowańcy Kaczyńskiego, aby po przegranych wyborach stawać przed Trybunałem Stanu. Czarno widzę przyszłość naszego kraju.

NAJWAŻNIEJSZA WIADOMOŚĆ DNIA !!! Plan PiS został przejrzany. Giertych odkrywa podstępną tajemnicę. Przeczytaj koniecznie!

Szemrana demokracja po upadku komunizmu tydzień temu

PiS sytuacją w kraju przestało się przejmować. Prawo mają pod butem, za jego pomocą podporządkowane zostaną media i opozycja. Działania przeciw niezależnym instytucjom w kraju i społeczeństwu obywatelskiemu będą miały charakter hybrydowy.

Na jednych nałożą kary odstraszające, jak na TVN, będą skłócać, kompromitować, ale przede wszystkim niszczyć życie społeczne, kulturalne. Będziemy zmniejszani w imię wielkomocarstwowości. Tolerancja i wolności zastąpione zostaną ksenofobią, polactwem, naszością. Normalność zastąpiona zostanie nierzeczywistością, elity wymienione na „naszych” pisowskich.

Czekam aż zostanie ogłoszona jakaś forma realizmu IV RP, choć w zasadzie można uznać, iż Żdanow Błaszczak ogłosił pisrealizm „upadkiem komuny tydzień temu”. Jego zastępca – ten od confetti – Jarosław Zieliński przymierza się do funkcji teoretyka nowego okresu w dziejach Polski, bo dialektycznie podparł prometeizm zwierzchnika, stwierdzając: – „Pani Joanna Szczepkowska w 1989 roku przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu w Polsce”. A że Zieliński nie potrafi sklecić sensownego zdania, to tym lepiej dla niego, bo w PiS obowiązuje złodziejska zasada („łapać złodzieja”). Szczepkowskiej – wybitnej aktorce – ten szatniarz w teatrze PiS („a co mi zrobicie?”) zarzucił: – „Od przedstawicielki „elity” oczekiwalibyśmy kultury i wysokich standardów, a nie mowy nienawiści. Wielki niesmak”.

Przyzwyczajajmy się do tego, że nie będzie kultury, a bedzie piskultura, że nie będzie miejsca dla pisarzy, a dla jakichś Wildsteinów, nie będzie poetów, malarzy, filmowców, dziennikarzy, tylko Ziemcowie i jemu podobni.

Demokracje też będziemy mieli ludową, fasadową, nazywam ją szemraną. „Szuru-buru, mówi pisowski guru” – rozlegnie się z Nowogrodzkiej. Właśnie tak nas chcą przestawiać za granicą, do tego został powołany Mateusz Morawiecki, tym zajmować się będzie nowy szef dyplomacji. Kto nim zostanie? Może Jarosław Gowin, który był już nawet zapowiedziany ministrem obrony. Gowin w każdym razie dzieli się swoją wizją Polski w obcych oczach: – „Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji”.

Nie chcę analizować zawartości logicznej dialektyki Gowina, bo jest to zajęcie żenujące. Ale trop jest oczywisty. Polska będzie budowana na nowo, bo „tydzień temu upadł komunizm”. Więc nie śmiejmy się z Błaszczaka, przekazał światłą myśl z Nowogrodzkiej.

Kolejny Żdanow pisrealizmu Adam Bielan wmawia Brukseli, iż artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej jest„poszerzeniem kompetencji metodą faktów dokonanych”. To kolejny dialektyczny zabieg: „jeżeli chcecie z nami rozmawiać, ustąpcie, zrezygnujcie z artykułu 7”. Z tak stwarzaną nierzeczywistością pisowską będziemy mieli do czynienia. Kolejny Żdanow od pisrealizmu – wiceszef MSZ Konrad Szymański określa metodę swojej partii – nie wierzy w „szczere intencje Komisji Europejskiej”.

Sytuacja w kraju jest jako tako opanowana, teraz PiS przedstawi Polskę na zewnątrz jako kraj, w którym tydzień temu upadł komunizm i oto jest zaprowadzany nowy porządek – pisrealizm i demokracja szemrana.

Z powyższego można wysnuć porównanie, iż historycznie znaleźliśmy się w roku 1981. Należy zastanawiać się, jakie błędy wówczas popełniła „Solidarność”, jak należało przygotować się do stanu wojennego i jakiej oczekujemy pomocy w walce z najeźdźcą wewnętrznym, bo PiS upodobnił się aż nadto do PZPR.

PiS w kampanii obiecywało, że zlikwiduje kolejki do lekarzy. No to mamy sukces rządu. Minister Radziwiłł doprowadził do takiej zapaści w służbie zdrowia, że już nawet kolejek nie ma, bo przez PiS nie ma komu przyjmować pacjentów.

MORAWIECCY – OJCIEC I SYN BĘDĄ PRZERABIAĆ

Kornel Morawiecki był zwykle folklorem ze swoją „Solidarnością Walczącą”. Raptus, którego emocje kroczyły przed rozumem, a to dlatego, że nie miał tego ostatniego za wiele. Skazał się na margines. Ta atrofia racjonalizmu dotyka specyficznych ludzi, mających wykształcenie, ale nie wiedzę.

Morawiecki nawet próbował swoje myśli zaklinać w słowa, ale wychodziła mu tylko grafomania. Wytrzymał jednak wystarczająco długo i załapał się do ugrupowania antysystemowego piosenkarza Pawła Kukiza, który ma podobne braki osobowościowe. Czasami w polityce otwiera się okienko transferowe dla takich ludzi i załapują się do mainstreamu – antysystemowi Morawieccy, odpowiednicy głośnej włoskiej gwiazdy Ciccioliny, która uszcześliwiła Parlamento Italiano, ale nie tradycje polityczne rodaków Macciavellego.

Ba! Dopuszczam, aby wszelakie Ciccioliny uszcześliwialy nasze liberalne demokracje, bo są sola wolności. Niestety w Polsce te Ciccioliny nadają ton debacie publicznej. Niektóre z przyjemnością się ogląda, zawsze źle się je słucha. Rozum nie jest tym organem, który zadecydował o ich awansie do mainstreamu.

Kukiz jak wcześniej Tymiński i Lepper wypadną z polityki, bo nasz stosunek do folkloru ulega estetycznemu i rozumowemu wyczerpaniu. Skupiam się trochę zanadto na tym marginesie, lecz w Polsce niebywale się on rozrósł i zaatakował demokrację.

Starszy Morawiecki jest specyficzną metaforą tego, co dzieje obecnie w kraju „wyczynia” się. A poza tym jest oryginałem w stosunku do Mateusza, kopii, o której niewiele wiemy, nie dał się poznać, co jest bardzo dziwne, bo dwa lata był wicepremierem, a pod pewnego czasu jest szefem rządu.

A  jeżeli ktoś nie daje się poznać, będąc najważniejszą nominalnie osobą w państwie, mam prawo mniemać, że niczego głębszego w nim do poznania nie ma. Mogę się mylić, lecz ucho i rozum mam wyczulone na orginalności i głębokości. Twierdzę, że wykształcenie rzeczywiste – humanistyczne – Morawieckiego zatrzymało sie na „Winnetou”, do którego się przyznał, a dalej nie ruszył z reklamowaniem siebie, bo nie miał i nie ma czym się pochwalić.

Mylę się? Chciałbym. Dlatego syna zapośredniczam poprzez ojca – w myśl idiomu: jaki ojciec, taki syn. A to nie wróży nam – Polsce –  za dobrze. Słyszeliśmy już zresztą od obydwu Cicciolin Morawieckich, że naród jest ponad prawem (wykładnia faszyzmu), słyszeliśmy też, że faszyzm był ustrojem szytym wg litery prawa (w terj historiozofii Mateusz Morawiecki jest rzeczywistą Cicciloną intelektu), a teraz słyszę, ze ojciec premiera rządu polskiego chce przerabiać uchodźców na Polaków. Poważnie! Oto passus z wywiadu Morawieckiego (ojca) dla „Rzeczpospolitej”: >>Podjąć działania, które „ich” (uchodźców – przyp. mój) przerobią na „nas”<<.

Nie wiem, czym jest dla Morawieckiego człowiek, ale w tym  wypadku to nie podmiot, ale rzecz, jakaś konserwa, którą bedzie przerabiać „na nas”, na Polaków. Zatem i Polak jest dla Morawieckiego konserwa, bo mozna przerobić kogoś na Polaka. Chciałoby się zapytać: jak taki Polak „przerobiony” smakuje? Bo dla mnie Polak smakuje, jak Mickiewicz, Gombrowicz, Kościuszko, Wałęsa, a nie jak grafoman Morawiecki. Z tej konserwy Morawieckiego czuć na odleglość truciznę: jad kiełbasiany. Zresztą od jadu takiego zmarł Mickiewicz.

Cicciolina raczej do swojej kariery politycznej nie używała organu głowy, ale zupełnie inny. Jakiego organu używa Morawiecki (ojciec i syn), bo rozumu u obydwu brakuje. Uwzględniam, że wiedza na poziomie lektury „Winnetou” jest niewystarczająca.

Takie Ciccioliny są obecne w debacie publicznej: Morawieccy – ojciec i syn. Ale Polska to nie zamtuz, w którym najlepsze Ciccioliny mogą zadowolić zmysły, ale nie umysły. Co więc nas czeka w kraju tak zdegradowanym z umysłu?

COŚCIE ZROBILI Z TYM RADIEM, ŁOBUZY?

Degrengolada państwa zarządzanego ubeckimi metodami

Jak na dłoni widać, iż Polska jest zarządzana przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie.

Kabaret „Ucho prezesa” na początku oddawał istotę groteski obecnie sprawujących władzę. Śmieszył mnie, acz uważałem, że tego rodzaju zabieg narracyjny raczej służy ośmieszanym, jest zrozumieniem ich śmieszności, w ten sposób usprawiedliwia. A taka narracja to zrozumieć, czyli wybaczyć.

Więc śmiech stawał się zrozumieniem, wybaczeniem. Zaś rząd PiS potrzebuje solidnego linczu publicystycznego, groteski owszem, ale nie kabaretowej, bo to opowieść kategorii be, ce, narracja podrzędna, a nie groteska literacka typu fredrowego, mrożkowego, brechtowego.

Pokraka ma być pokraką, ma być obnażony, a nie śmiechem usprawiedliwiony. Nie łudźmy się, że rząd Morawieckiego będzie mniej groteskowy od Beaty Szydło, bo ten pierwszy był prezesem banku. Morawiecki wszedł w buty groteski i będzie inaczej pokraczny, ale z czasem stanie się identyczny.

Dziennikarka Onetu Edyta Żemła opisuje sytuacje, jakie odbywały się w jednej godzinie w Pałacu Prezydenckim, gdy odwoływano Szydło i powoływano Morawieckiego. 8 grudnia 2017 roku mieliśmy do czynienia z esencją groteski, bardzo pisowskiej.

Oto godzinę przed uroczystością zjawia się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego kurier z Ministerstwa Obrony Narodowego, czyli od Antoniego Macierewicza, z wiadomością w kopercie, iż głównemu doradcy wojskowemu Andrzeja Dudy gen. Jarosławowi Kraszewskiemu został odebrany certyfikat bezpieczeństwa, który upoważnia do dostępu do tajemnic krajowych, NATO i unijnych.

Niemal w tym samym momencie dowiaduje się o tym Duda, ale nie z koperty MON, ale z TVN24. Czyli podobny kurier, jak do BBN, dotarł do najważniejszej telewizji informacyjnej (tym drugim „kurierem” mógł być telefon z MON).

Duda jest zaniepokojony, bo to jawny nacisk, iż Duda może dogadać się z nowym premierem, że Macierewicz nie zostanie ministrem obrony. Duda więc dzwoni do gen. Kraszewskiego, aby dowiedzieć się, czym Macierewicz uzasadnia odebranie certyfikatu. I jak to w grotesce, Duda uzyskuje odpowiedź, że nie ma żadnego uzasadnienia. Czyli Macierewicz zastosował typowy szantaż, wziął za zakładnika doradcę Dudy, aby utrzymać się na stanowisku. Tak jest zarządzana Polska, tak wygląda bezpieczeństwo państwa.

Gen. Kraszewski podpadł Macierewiczowi tym, że krytycznie wyrażał się o Wojskach Obrony Terytorialnej, które bez żadnego wnikliwego oglądu prezentują się, jak wojska szwejkowate. Dalszy ciąg tej groteski to zapytanie gen. Kraszewskiego, czy był inwigilowany przez służby podległe Macierewiczowi, a więc premierowi, a jeszcze dalej idąc podległe zwierzchnikowi Wojska Polskiego, czyli Dudzie.

A zatem mamy do czynienia z piramidalną groteską. Były szef MON Tomasz Siemoniak nazywa to degrengoladą państwa. Są to – jak wymknęło się onegdaj Dudzie – ubeckie metody Macierewicza. Jak na dłoni widać, iż Polska właśnie tak jest zarządzana. Przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie – ubeckimi metodami. A to nie jest śmieszne. To nie jest kabaret, to degrengolada.

PROSIMY O WIĘCEJ TAKICH KOSZULEK W TELEWIZJI :))) ZWŁASZCZA NA ŻYWO! Brawa dla !!!!!!!!!!!!!!!!

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o „reformach” Morawieckiego.

Łelkam tu de fjuczer!

Mateusz Morawiecki będzie Europie mydlił oczy rzeczywistymi i fikcyjnymi reformami.

Z rwącego potoku nadętych słów, które próbują uzasadnić równoczesną zmianę premiera i ustroju państwa, wyłowiłem liczne zwroty marynistyczne: nawa państwowa, zmiana kursu, stery kraju, wszystkie ręce na pokład… Paralela wydała mi się nadzwyczaj trafna. Rzeczywiście od dwóch lat płyniemy w nieznane okrętem, którego nowy właściciel wywraca do góry nogami plan naszej podróży.

Obecny armator nie jest człowiekiem z branży i nie odróżnia okrętu od statku. Wcześniej był kierownikiem szatni, gdzie po uważaniu wydawał płaszcze klientów każdemu, kto mu się spodobał – i nikt nie mógł mu nic zrobić. Dwa lata temu obiecując złote góry dostał na kredyt piękny statek, którego zazdrościła nam morska brać z całej Europy. Teraz już nie zazdrości, bo egzemplarz – do niedawna jak spod igły – w krótkim czasie zaczął przypominać odrapaną łajbę z burtami poobijanymi w licznych zamierzonych kolizjach z sąsiednimi jednostkami. Dzisiaj w obłokach trujących spalin z rosnącym trudem pokonuje wzburzone fale i co chwilę wpada w niebezpieczny dryf.

Armator, który podobno nawet do wanny nie wchodzi bez nadmuchiwanych rękawków, nie zna się na współczesnej światowej gospodarce morskiej i znać się nie zamierza. Wystarczy mu wiedza z epoki żaglowców, zdobyta podczas lektury książek marynistycznych. A jednak dostrzegł, że okręt traci stabilność i nie nadąża za armadą. Zauważył, że załodze coraz trudniej porozumieć się z sąsiednimi jednostkami, bo przestaliśmy uznawać powszechnie obowiązujący kod flagowy, złośliwie burząc sekwencje sygnałów poprzez dowieszanie między proporczyki upranych gaci i onuc. Armator zrozumiał w końcu, że łajba może wpaść w samotny, niebezpieczny dryf, chociaż nie zrozumiał, że to jego wina, bo sam przecież kazał wyrzucić za burtę łodzie ratunkowe, usunąć grodzie wodoszczelne, a książeczkę procedur awaryjnych powiesić na gwoździu w oficerskiej toalecie.

Dostrzegając zagrożenia, armator nie zdecydował się jednak zawinąć do bezpiecznej przystani, by tam dokonać przeglądu i gruntownych napraw. Przeciwnie. Zarządził „całą naprzód”. Uznał, że skoro wiatr jest coraz bardziej przeciwny, to kurs należy jeszcze bardziej wyostrzyć. I znalazł wśród załogi fachowca, który obiecał, że poradzi sobie z cieknącym kadłubem, uszczelniając go na bieżąco pakułami. Obiecał też, że prowincjonalne dotąd metody dowodzenia zastąpi bardziej nowoczesnymi, a przy okazji dogada się z innymi kapitanami naszej armady, by nieco odsunęli się od nas i nie przeszkadzali w coraz bardziej ryzykownych manewrach.

I tak dotychczasowa dowodząca, absolwentka Podkarpackiej Zasadniczej Szkoły Nawigacji, dostała oklaski, bukiecik namorzyn, dyplom oraz skierowanie pod pokład, gdzie ma poprawiać nastroje załogi, dbać o zaopatrzenie w czyste kalesony i organizować chóralne AHOJ! – na cześć armatora. Za sterem stanął zdolny nawigator – światowiec, który uprzednio oświadczył, że również dla niego polecenia armatora będą ważniejsze od postanowień Kodeksu Morskiego. Zobowiązał się również, podobnie jak jego poprzedniczka, że gdy obejmie stery, to w odpowiednim momencie zboczy znienacka ze szlaku armady i poprowadzi państwową nawę na z góry upatrzone rafy. Z tą jednak różnicą, że nowy kapitan zamierza te rafy pomalować w biało – czerwone pasy, a następnie zagospodarować, budując tam największy w okolicy port lotniczy, fabrykę produkującą milion aut elektrycznych, wytwórnię tysiąca dronów oraz kosmodrom.

Zabrakło tylko informacji, jak nowy dowódca polskiego okrętu zamierza przekonać sąd morski Międzynarodowej Izby Handlowej, że dowodzona przez niego jednostka nie jest statkiem pirackim i stosuje się do reguł Kodeksu Morskiego. Nie wiadomo też, czym przekona kapitanów sąsiednich okrętów, że jest bardziej odpowiedzialnym i godnym zaufania od poprzedniczki. I jak dowiedzie, że nasze głupie manewry zagrażające całej armadzie, to taka polska specyfika, wykwit naszej tysiącletniej kultury, specyfiki i obyczajów. Czym ich przekona, by posunęli się nieco i zrobili więcej miejsca dla tanecznych polskich zygzaków?

Podejrzewam, że premier Morawiecki postawi w tej sprawie na przeczekanie. Będzie Europie mydlił oczy rzeczywistymi i fikcyjnymi reformami i będzie opowiadał o planach, które spowodują, że Polska Jutra stanie się wzorem dla Europy. Równocześnie gorliwa część załogi ozdobi polski statek girlandami i świecidełkami, umai dziób świętymi obrazkami, a na burcie wywiesi ogromny transparent z zaproszeniem dla unijnych partnerów, w sobie znanym języku obcym: ŁELKAM TU DE FJUCZER! Premier będzie unijnym prominentom szeptał do ucha, że tak naprawdę to on tego i owego wcale nie popiera i że będzie to powolutku zmieniał… Stanie na głowie, by nie dopuścić do kar i odwlec unijne reprymendy – choćby tylko do najbliższych wyborów, po których Jarosław Kaczyński – właściciel premiera, rządu i Polski – planuje zmienić Konstytucję, zalegalizować dyktaturę i pokazać Unii środkowy palec.

Czy te najbliższe wybory okażą się bezpieczną przystanią, czy groźną rafą? A może mielizną, gdzie nikt nie osiągnie swoich celów i tylko nasz statek utknie na długie lata?

SZOK! TAKICH CZASÓW DOŻYLIŚMY. Ale kosa trafiła na kamień, nie odpuści. Będzie kolejny proces. Gmyz powinien dostać nauczkę. KLIKNIJ. Pokażmy, że nie zgadzamy się na takie szokujące zachowanie ani dziennikarzy TVP, ani żadnego innego Polaka!

Polska Policjo, pukacie już do drzwi tego łobuza, czy kolegów ministra Błaszczaka nie ruszacie? –

Waldemar Mystkowski zaś pisze o Tusku i Morawieckim, rzecz jasna.

Tusk a rekonkwista Morawieckiego

Coś się dzieje z umysłami polityków, którzy odwiedzają imperium medialne Tadeusza Rydzyka, iż ulegają swoistej fiksacji? Podjęcie decyzji, aby tam udzielić wywiadu bądź wdać się w rozmowy (niedokończone) świadczy o psychicznym „dyrdum”. Czy dlatego tak się dzieje, że osoba, naprzeciw której siadają, jest w sutannie (habicie)? Acz jestem w stanie zrozumieć polityków irańskich, którzy odwiedzają irańskie media, bo są immamami i teokratami. Dlaczego jednak w Polsce TV Trwam, która ma znikomą oglądalność ze względu na niski poziom – poziom gazetki ściennej, jest tak ostentacyjnie uprzywilejowana przez władze PiS?

Mateusz Morawiecki, nowy premier rządu polskiego, pierwszego wywiadu udzielił „gazetce ściennej” – TV Trwam, dostał tam intelektualnego „dyrdum”, mianowicie podzielił się swoim marzeniem: „rechrystianizować Europę”.

Ki diabeł znaczy ów termin w polityce, w socjologii, w naukach przyrodniczych i humanistycznych? Termin zrozumiały, ale zastosowanie jego na pewno – nie. Bo Morawiecki księdzem nie jest ani reprezentantem Watykanu. Podejrzewam nawet, że z taką gadką-szmatką papież Franciszek posłałby go do porządnej szkółki jezuickiej bądź dominikańskiej, aby podciągnął się w rozumieniu współczesności i nowoczesności.

Czyżby Morawiecki duchowo był taki znikomy, że stara się podlizać kapłanom? Czasy chrystianizowania mamy dawno za sobą. Skończyły się wraz z krucjatami i Inkwizycjami, a cezurą w polityce europejskiej jest Rewolucja Francuska (cokolwiek o niej myśleć). Nikt się potem nie odważył na rzeczywisty mariaż polityki z chrystianizacją. No, oprócz faszystowskiego premiera Słowacji ks. Jozefa Tiso. Partie chadeckie, jak np. niemiecka CDU odwołują się do aksjologii chrześcijańskiej, a to diametralnie inne niż doktorat z teologii Tadeusza Rydzyka.

Morawiecki co prawda szybko dodał, że „w wielu miejscach nie śpiewa się kolęd, kościoły są puste i są zamieniane na muzea”, ale pozostał po tym jego „rechrystianizowaniu” odór Pizarro, a dokładnie re-Pizarro. Mogę się rozpisywać i dociekać, co Pizarro Morawiecki ma na myśli i tak nie dojdę, bo tego dojść nie sposób, jak nie dojdziemy do głębszej konkluzji z jakimkolwiek podobnym dyrdum.

Zestawiam Morawieckiego z kimś na wskroś normalnym, jednym z nas, acz wielce wybijającym się – z Donaldem Tuskiem, który dostał doktorat honoris causa Uniwersytetu w węgierskim Pecs. Przy odbiorze doktoratu powołał się na tradycję europejską z bardzo szeroką paletą wartości kulturotwórczych, ale nie usłyszałem żadnego marzenia o wojowniczej rechrystianizacji, żadnych zachęt do zamierzchłych krucjat i zapędzeniu ludzi do kościołów, jak do stodół.

Tusk jednak przestrzegał przed tym, że „nie będzie Europy, jakiej pragniemy, jeśli od wewnątrz opanują ją nasi polityczni barbarzyńcy”. Tym dzisiaj jest rechrystianizacja – barbarzyństwem, cofnięciem się do pełnych kościołów.

Może Morawiecki nie miał tyle złego na myśli, to jednak świadczy, że nie potrafi formułować myśli, to źle świadczy o nim jako „trzcinie myślącej”, o jego marnym wnętrzu. Tusk był i jest człowiekiem oczytanym, to słychać w jego mowie i wyczytać można w eseistyce. W Pecs powoływał się na wybitną książkę Claudio Magrisa „Dunaj”, która jak ta europejska rzeka płynie narracją przez bogactwo Europy, a nie na wąsko pojętą rechrystianizację (niestety, historycznie można odczytać ją jako krwawe barbarzyństwo).

Morawiecki proponuje więc dzisiaj jakąś rekonkwistę, barbarzyństwo. Pobrzmiewają w nim nuty odwetowej endecji, pokłosia międzywojnia, sojuszu narodu i chrystianizacji, która zapłonęła stodołą w Jedwabnem. To jest wąsko pojęte zapełnianie pustych kościołów. Ale gdy jest się w niszowej TV Trwam, to dostaje się takiego dyrdum, jak Morawiecki. Niedobrze nam to wróży, oj, niedobrze…

Bierzcie i przekazujcie sobie tę pamiątkową fotografię. Zdjęcie sprzed Pałacu Prezydenta, podczas manifestacji w obronie wolnych sądów i wolnych wyborów. Policja i pisowski reżim tak zwracają się do suwerena. Metody rodem z Rosji i Białorusi. NIE CZARUJMY SIĘ. KOMUNA WRÓCIŁA.

NIEDZIELA – KOLEJNA MIESIĄCZKA PREZESA. Znów będzie uzdrawiał Europę i Polskę…

Nowy towarzysz miesięcznic, Morawiecki, specjalista od rechrystianizacji Europy.