Posts Tagged ‘Ryszard Terlecki’

Ułański zapał Ryszarda Terleckiego

Zdaje się, że pierwszy cynk o Jarosławie Kaczyńskim, który wychodzi na wolność ze szpitala, dostał szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki. I nie ma się czemu dziwić, wszak po 37 dniach uwięzienia hospitalizacyjnego z Szaserów wychodził „skromny poseł”, który sam tak się określił, gdy zobaczył koło swego domu na Żoliborzu dziennikarzy. Temperatura oczekiwania na „skromnego posła” była podwyższona od kilku dni, czy to już, ach i och, a Terlecki jako szef klubu – bynajmniej nie klubu abstynenta – musiał wiedzieć wcześniej niż inni.

Terlecki już wczoraj pozwolił sobie na strzemiennego w barze hotelu poselskiego godzinę przed obradami Sejmu, o czym pisze na Twitterze poseł PO Tomasz Cimoszewicz. Stąd też zachowanie Terleckiego na sali posiedzeń Sejmu odbiegało od normy i z tej psychicznej nienormatywności (by nie napisać: bełkotliwości) wynikło, że inny poseł PO Sławomir Nitras został przez niego ukarany drastycznym cięciem uposażenia.

Czy strzemienny na wyjazd ze szpitala za „skromnego posła” brzmiał: „no to szlus”, „zdrowie na budowie”, „oby nam się” albo: „wreszcie przybywa najlepszy z nas, ten od kanalii”, nie wiem, bo mnie tam nie było i nie piłem. Można tylko współczuć Terleckiemu kaca, bo takowy musi być po wczorajszym.

Ale jest też zła (czy na pewno zła?) wiadomość dla Terleckiego – mianowicie Kaczyński wyszedł na chwilę i zaraz wraca. Dostał przepustkę, aby unormować sprawy w partii. Wraca, bo czeka go trudna operacja zwyrodnieniowej choroby stawów – o czym nie tylko pisze w „Wyborczej” Paweł Wroński, ale też – trochę nie wprost – komunikuje Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego z Szaserów.

Więc Terlecki ma powód do niepokoju, nałóg może się mu pogłębić i zamiast szefem klubu PiS może zostać szefem klubu AA, jak będzie z takim ułańskim zapałem cieszył się na powrót „skromnego posła”.

c4pujz6xaaigl_g

TAKA SYTUACJA.

radio

Aleksander Gurgul („Wyborcza”) pisze o wątpliwościach, jakie pojawiają się w związku z wypadkiem w Oświęcimiu. W sprawie Sebastiana K., który w piątek wieczorem zderzył się swoim seicento z rządową kolumną, jedno pozostaje niezmienne: wymiar kary, która mu grozi – do trzech lat więzienia. 21-latek jest jedynym podejrzanym o spowodowanie wypadku.

wypadek

Po czterech dniach nadal jest jednak więcej niewiadomych niż odpowiedzi na pytania o to, co się wtedy stało. Zmieniło się też zeznanie „młodocianego kierowcy”, który najpierw w komisariacie, zaraz po wypadku, miał się przyznać do winy. Tak w sobotę ogłosiła policja i prokuratura. Jednak we wtorek podczas przesłuchania w krakowskiej prokuraturze Sebastian K. powiedział, że się nie przyznaje.

Prokuratura ma już zapis z dziesięciu kamer monitoringu. Różnej jakości i z różnych miejsc na trasie przejazdu kolumny. Śledczy nie są jednak w stanie w dalszym ciągu odpowiedzieć na wiele pytań.

Z jaką prędkością poruszały się rządowe samochody (zbadają to jeszcze eksperci)?

W jakiej dokładnie odległości od siebie jechały auta rządowej kolumny? Według niektórych świadków za seicento jechały jeszcze dwa auta „cywilne”, ale BOR-owcy pozwolili im odjechać, bo „BOR nie jest od tego, żeby zabezpieczać ślady”. Prokuratura ich nadal szuka, zachęca, by się zgłosili lub by ktoś ich zgłosił.

Dlaczego kierowcy seicento nie pozwolono skontaktować się z rodziną i adwokatem w tamten feralny wieczór?

Dlaczego wówczas nie zbadał go lekarz?

Na to wszystko nakładają się sprzeczności w zeznaniach.

K. twierdzi, że nie słyszał sygnału dźwiękowego samochodów uprzywilejowanych. Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu – na podstawie ich zeznań postawiono mu zarzut – utrzymują, że sygnał włączyli. Jeśli kolumna nie używała dźwięku, to nie była uprzywilejowana, a więc nie wolno jej było wyprzedzać na podwójnej linii ciągłej, bo powinna przestrzegać zasad ruchu drogowego. Jeśli dźwięk był, to mogła zasady ruchu drogowego „nadwerężyć”, ale z zachowaniem ostrożności.

Jeszcze w sobotę w prokuraturze słyszeliśmy, że 21-latek słuchał muzyki podczas jazdy i dlatego mógł nie słyszeć nadjeżdżającej kolumny. We wtorek prokuratorzy odcięli się od tych stwierdzeń. Sebastian miał bowiem zeznać, że panel od radia ukryty był w schowku. Mało tego, jechał z opuszczoną kilka centymetrów szybą (to „Wyborcza” ustaliła nieoficjalnie). Gdyby więc BOR-owcy dali sygnał dźwiękowy, kierowca seicento by go usłyszał.

Prokuratura przesłuchała świadków, którzy twierdzili, że sygnału dźwiękowego nie słyszeli. Uważa jednak, że ich zeznania nie są dostatecznie wiarygodne, bo jeden mężczyzna akurat oglądał mecz, a kobieta była w pracy na stacji benzynowej.

Funkcjonariusze BOR utrzymują, że kierowca seicento nie włączył lewego kierunkowskazu. On jednak upiera się, że przed skrętem „wrzucił kierunkowskaz”.

Nadal nie wiemy, czy BOR udostępni rejestratory z rządowych samochodów. Poprosili o to zarówno śledczy, jak i obrońca Sebastiana. Rejestratory nagrywają w zasadzie wszystko, co się dzieje między samochodami w kolumnie, rozmowy BOR-owców, prędkość itp. Ale nie wiadomo, czy ich wówczas używano.

Przesłuchanie Sebastiana trwało prawie 2,5 godziny. Jego matka ze łzami w oczach czekała na niego na korytarzu przed drzwiami sali 108.

Trudno się dziwić jej rozpaczy. Szef MSWiA już zdążył w mediach ogłosić, że to jej syn spowodował wypadek. Teraz matka boi się, że państwo uruchomi cały swój aparat, żeby udowodnić to, co powiedział minister.

GOSPODARKA SŁABNIE. STYCZEŃ JEST PIERWSZYM OD DAWNA MIESIĄCEM Z INFLACJĄ 1,8%. „DOBRA ZMIANA” ODBIJE SIĘ W KIESZENI KAŻDEGO POLAKA.

c4qahg_waaeh-nh

Prof Jadwiga Staniszkis dla portalu wiadomo.co twierdzi, że PiS przegra następne wybory.

prof-staniszkis

Trzeba umieć przegrywać, ale i wygrywać. PiS wygrywać nie umie. Stąd tyle chaosu – mówi wiadomo.co prof. Jadwiga Staniszkis. Pytamy też o niezatapialnego Misiewicza, zmiany w sądach szykowane przez ministra Ziobrę i najbliższe wybory samorządowe.

Justyna Koć: Pani profesor, czy można powiedzieć, że ostatni wypadek premier Szydło, ale kolejny tej ekipy rządzącej, pokazuje, w jaki sposób ten rząd traktuje państwo i rządzenie oraz że PiS po prostu nie dojrzało do sprawowania władzy?

Jadwiga Staniszkis: Nie sądzę. Każdy wypadek był inny, ale w każdym był brak wyobraźni. Uważam, że w ogóle w ten sposób pani premier, czy ktokolwiek inny, nie powinna jeździć przez wąskie uliczki w miastach, bez wcześniejszego zawiadomienia lokalnej policji i wyłączenia na te 20 minut tych ulic z ruchu. Takie prywatne wyjazdy nocą bez zapowiedzi są lekkomyślnością i to nie powinno się zdarzać. Lepiej, żeby rodzina premier przeniosła się do Warszawy na czas premierowania. Jest specjalna willa przygotowana do tego.

Lepiej, żeby rodzina premier przeniosła się do Warszawy na czas premierowania.

Czy to nie świadczy o przedmiotowym traktowaniu państwa i jego zawłaszczaniu? Władza robi, co chce, i jeździ, jak chce…

Inne rzeczy świadczą o zawłaszczaniu państwa. Myślę tutaj o upartyjnianiu spółek publicznych, całym szeregu posunięć dotyczących instytucji, które powinny być niezależne: sądy, prokuratura, Trybunał Konstytucyjny. Tutaj po prostu władza uważa, że wszyscy powinni wiedzieć, że jedzie ktoś wysoko postawiony, a niekoniecznie tak jest.

Jak pani ocenia zapowiedzi, że BOR zostanie przekształcony w nową formację, zbudowaną na etosie AK?

To trochę dziwaczne. Ja akurat pochodzę z rodziny i środowiska, gdzie bardzo wielu ludzi było z Armii Krajowej i siedziało za to w czasach stalinowskich. Etos etosem, ale wyobraźnia, kompetencje i pewna logistyka działań są ważniejsze. To takie nachalne przekonanie, że słowami można zaczarować rzeczywistość. Chowanie się pod tym etosem AK, niszczenie wszystkich przekazów, które pokazują złożoność sytuacji, np. niszczenie Muzeum II Wojny Światowej – a ekspozycja była naprawdę wspaniale przygotowana. Wiem, o czym mówię, bo dostałam katalog od prof. Machcewicza. To jest po prostu traktowanie w sposób irracjonalny sfery polityki. Pod słowami ma się uginać rzeczywistość i zmieniać, a tak nie jest. To jest niepoważne.

Etos etosem, ale wyobraźnia, kompetencje i pewna logistyka działań są ważniejsze.

A jak pani ocenia proponowane przez ministra Ziobrę zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa?

Te zmiany są fatalne. To kolejna instytucja, która zostaje upolityczniona. KRS wypowiadała się również bardzo krytycznie w sprawie zmian w TK. KRS jest rodzajem samorządu, a te zmiany to wyraz uzależniania KRS już nawet nie od państwa, a od konkretnej partii. Myślę, że to się w końcu obróci przeciw PiS. Tak jak zmiana metropolitarna, kiedy chcieli przyłączyć gminy, w których wygrali wybory. Zresztą dlatego moja Podkowa Leśna znalazła się poza zasięgiem zmian. W tych gminach, które chcieli włączyć, już widać było, jak duży jest opór, bo ludzie chcą mieć samorządność. Boją się, że to będzie się wiązało z wypływem środków do centralnej Warszawy. Ludzie nie chcą takich amatorskich i opartych na braku wiedzy działań. Wspólny bilet, to, co obiecuje Błaszczak, w przypadku kolei WKD już istnieje, tu chodziło tylko o wybory samorządowe. To pokazuje również skrajny brak wiedzy.

KRS jest rodzajem samorządu, a te zmiany to wyraz uzależniania KRS już nawet nie od państwa, a od konkretnej partii. Myślę, że to się w końcu obróci przeciw PiS.

Wygląda na to, że PiS po raz trzeci się ugięło. Przypomnijmy: poprzednie dwa razy to masowy tzw. czarny protest kobiet przy próbie zaostrzenia prawa aborcyjnego i sprawa mediów, którym ograniczyć chciano dostęp do Sejmu.

Spojrzałabym na to inaczej. Myślę, że w samym PiS-ie jest wyścig, kto będzie po Kaczyńskim, to wynik pewnej nadgorliwości. Sam Kaczyński powiedział przecież, że za dużo już jest tych otwartych osi konfliktu. Takie wyskakiwanie do przodu, i nawet później cofanie, zwiększa poczucie niepewności, chaosu, utrudnia myślenie dalekosiężne i z punktu widzenia zarządzania państwem jest fatalne.

Myśli pani, że to efekt walki wewnątrz PiS, czyli tego, kto jest bliżej prezesa, kto mu się bardziej podliże?

Każdy w swoim pionie chce rzucić prezesowi swoją akcję jako dar, ale to jest chaotyczne i nieprzewidywalne, zwiększa chaos, a państwo to rządy prawa. Nie tylko prawo jako procedura, ale prawo jako pewien fundament spójności. Dopiero zmiana prawa zmienia kurs, a nie na odwrót. To też pokazuje, jak bardzo PiS jest niepewne. Tak działają ludzie, którzy nie są silni, tylko próbują łapać i zawłaszczać, co się da.

Myślę, że w samym PiS-ie jest wyścig, kto będzie po Kaczyńskim.

Czy tym samym można tłumaczyć przypadek pana Misiewicza? Wygląda na to, że jest niezatapialny.

Sama chciałabym wiedzieć, jakie kompetencje ma pan Misiewicz i co sprawia, że jest nieusuwalny. Oczywiście, to, że jest atakowany, zwiększa jego stabilność. Minister Macierewicz nie chce pokazać, że się ugina. Myślę, że jednak po cichu w końcu zostanie odsunięty.

Podobno wynika to z mocnej pozycji Antoniego Macierewicza, który jako jeden z nielicznych ma własne zaplecze polityczne w postaci środowiska Radia Maryja.

Nie jestem przekonana, czy ojciec Rydzyk jest takim zapleczem politycznym, które może pomóc w wygranej. To jeden z mitów PiS. Ja nie słucham Radia Maryja, więc nie wiem, jakie tam są relacje z Macierewiczem czy Jarosławem Kaczyńskim, ale myślę, że najlepszym zapleczem jest racjonalna polityka we własnej dziedzinie. Tu Macierewicz w niektórych kwestiach postępuje racjonalnie, w innych nie. Masowe dymisje i odejścia z wojska to zdecydowanie nie są racjonalne decyzje, ale już obrona terytorialna w przypadku wojny hybrydowej i stawianie na krajowy przemysł zbrojeniowy to racjonalne decyzje. Macierewicz, według mnie, stosunkowo mało uprawia „pisiactwa” w swoim resorcie.

Masowe dymisje i odejścia z wojska to zdecydowanie nie są racjonalne decyzje.

W przeciwieństwie do ministra Błaszczaka? Jak ocenia pani jego wypowiedz na konferencji po wypadku premier Szydło? Zamiast mówić o wnioskach i śledztwie mówił o fali hejtu i przywołał morderstwo posła PiS sprzed dwóch lat.

To wynika z poczucia zagrożenia, że wszystko jest atakiem, zamachem. Oni żyją pod pewnym szklanym kloszem, ciągle są atakowani… Ja też ich atakuję… Czują się oblężoną twierdzą, wszystko dla nich jest prowokacją czy zamierzonym atakiem. To wszystko świadczy o słabości, poczuciu zagrożenia, etosie wpisywania się w perspektywę domniemanego zamachu smoleńskiego, ciągle niewyjaśnionego. Myślę, że końcem tego typu myślenia może być tylko wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej przez Macierewicza i postawienie pomnika.

Czy PiS zatrzyma się w którymś momencie, czy też będzie reformowało wszystko? Mamy już TK, samorządy, sądy, służbę cywilną, edukację, służbę zdrowia, teraz BOR.

Myślę, że Kaczyński ma rację mówiąc, że zbyt wiele frontów otworzono. Nie są to sprawy najczęściej dostatecznie przemyślane. Np. w szkołach najważniejsze są programy i poziom nauczycieli. W tej reformie zwiększa się kontrolę, ogranicza swobodę i zastrasza. Zmiany programowe fatalne plus obciążenie samorządów reformą. To źle wygląda. Samorządy zaczną się buntować i zobaczymy to 2017 roku, gdy PiS przegra wybory samorządowe.

W szkołach najważniejsze są programy i poziom nauczycieli. W tej reformie zwiększa się kontrolę, ogranicza swobodę i zastrasza.

Pani zdaniem PiS przegra?

Zawsze przegrywało, a nie ma powodów, żeby wygrywało w tej chwili. Nie prowadzi polityki samorządowej racjonalnie. Zrzuca dodatkowe koszty na samorządy, zwiększa ich niepewność i chaos. Próbuje dysponować ich głosami, jak w Warszawie, podczas gdy samorządy powinny mieć jednak pewną autonomię. Państwo powinno być regulatorem tam, gdzie potrzebne jest wydłużenie perspektywy czasowej. Ograniczać swobodę rynku wprowadzając standardy itd. A im bardziej jest niewidzialne, tym lepiej. Tu mamy 3 elementy: statusowy – działaniami próbuje się pokazać, że ma się władzę; drugi element to nacisk na hierarchię, tylko że hierarchie już nie istnieją, są sieci powiązań. Trzeci to przekonanie, że nie prawo, tylko wola polityczna może wszystko. To wszystko jest strasznie archaiczne w dzisiejszych czasach i nieskuteczne, a do tego jeszcze niszczące państwo.

PiS będzie zmieniało granice okręgów i dzieliło na nowo. To właśnie ten objaw słabości. Poczucie, że majstrowanie przy ordynacji, a nie przedstawienie wizji, która byłaby bardziej atrakcyjna dla wyborców, załatwi sprawę.

Uważa pani, że PiS nie będzie próbowało zmienić ordynacji, aby wygrać wybory samorządowe?

Oczywiście, że będzie próbowało. Będzie zmieniało granice okręgów i dzieliło na nowo. To właśnie ten objaw słabości. Poczucie, że majstrowanie przy ordynacji, a nie przedstawienie wizji, która byłaby bardziej atrakcyjna dla wyborców, załatwi sprawę. Trzeba umieć przegrywać, ale i wygrywać, a oni ciągle zachowują się tak, jakby to zwycięstwo było na glinianych nogach. Są słabi i widać to chociażby przy ciągłym porównywaniu się z Platformą.

gazeta

Waldemar Mystkowski pisze o uwikłaniu PiS w wypadek Szydło.

z-pis

Z PiS wyszło szydło bylejakości

Raczej nikt rozsądny nie łudzi się, że machina PiS, która jest obecnie państwową, wyjaśni, jak było rzeczywiście z wypadkiem Beaty Szydło w Oświęcimiu. Nie używam pojęcia kolumna samochodowa, rządowa, po prostu Szydło wzięła sobie w dyspozycję samochody i BOR-owców – do czego ma prawo – aby spędzić jakoś weekend.

Wszyscy narzekali na stan państwa polskiego, a to z powodu, iż malkontenctwo jest narodowe, a czasami nawet zaraźliwe. Uważam, że państwo polskie po 1989 roku o wiele sprawniej działa, ale jest zarządzane – i tu uwaga, bo to niespodzianka! – przez Polaków.

Kiedyś w takim swoim poczucia malkontenctwa zamarzyłem, gdy coś załatwiałem w Niemczech, iż można byłoby wypożyczyć na kilka lat urzędników niemieckich. Ale szybko zostałem trzepnięty przez jakiegoś kolegę, że to niepatriotyczne, bo polski patriotyzm zasadza się na „im gorzej, tym bardziej po polsku”.

Więc ostatnio jakoś mało byliśmy Polakami, bo wyrośliśmy z małości, staliśmy się ciut więksi, lecz doszedł PiS do władzy i sprowadza nas do normy, tradycji, do małości. Można określić, iż urósł nam Polak, bądź wyrosliśmy z Polaka, ale sprowadzają nas znowu do Polaka i państwo do polskiej tradycji. Za sprawą partii PiS, która w istocie jest ciągłością komunistyczną, jest komusza do bólu w sposobie myślenia prezesa, a jego podwładni to nawet kiepskie podróbki urzędników PRL-owskich.

Wypadek Szydło powinien być odfajkowany, może ze dwa tabloidy wpadłyby do szpitala nocą, aby podpatrzeć jak premier rządu pisowskiego chrapie. Zaś służby policyjne zbadać wypadek i orzec: tak i siak.

Lecz – nie! To jest Polska właśnie, kraj nieeuropejski, jakaś republika bananowa, w której ukrywa się nieistotne w gruncie rzeczy fakty, machina takiego państwa wrabia mlodego chjłopaka lat 20, bo ten może nie potrafi rajdować jak Robert Kubica, ze względu na wiek mieć słuchawki na uszach i dygać w rytm hip-hopu, dobrze, że nie wrobili go w rozmowę poprzez telefon komórkowy, lecz mieli wiedzą, że bateria mu się rozładowała.

Nikt w zasadzie nie powinien zajmować okolicznościami wypadku, lecz stanem zdrowia Szydło. Tyle. Ale bodaj ta bylejakość pisowska także pośliznęła się na zdrowiu premier, bo Szydło odniosła większe obrażenia, niż w pierwszym momencie oficjalnie podano. Kolejna bylejakość PiS, tak nam niszczą sferę publiczną, medialną, a przede wszystkim państwo.

Polska pisowska jest anemiczna, chwieje się na swych niezdarnych nóżkach, a przy tym zakłamana. Więc PiS przystąpił do kolejnego etapu swej bylejakości. Tak działa logika niedołęgów. Zastraszanie. Zbigniew Ziobro ustami swego jakiegoś wiceministra zapowiedział, iż osoby szerzące mowę nienawiści – to jego słowa – mogą być szybko namierzone i ukarane.

Krótko pisząc będzie ściganie za krytyczne słowa o bylejkości obecnej władzy. Jarosław Kaczyński swym geniuszem nawet orzekł, iż postawa opozycji – czyli wspomaganie młodego kierowcy przeciw machinie państwa PiS – to „wezwanie do tego, żeby tego rodzaju zdarzenia miały już charakter nieprzypadkowy”.

Nawet nie wiem, jak skomentować takie słowa, bo nie są normalne, autor tych słów wszak mówi o sobie, tak by postąpił, gdyby miał prawo jazdy. A jeszcze bardziej dosadnie pokazał swoją bylejakość szef klubu parlamentarnego PiS, Ryszard Terlecki: „Zastanawiamy się nad tym, czy nie należy zawiadomić prokuratury w sprawie wypowiedzi posłów opozycji” na temat wypadku w Oświęcimiu.

Polska jako państwo jest coraz bardziej bylejaka, tak anemiczna, iż przy niej PRL może być uznany za okaz zdrowia. Taka bylejakość zawsze wpada w groteskę i w bananowe groźby, acz nie wykluczam, że tu i ówdze użyją swej machiny przeciw obywatelom naszego państwa, które staje się coraz bardziej bylejakie z powodu takich rządów.

PiS to partia w istocie komusza i to z okresu pionierskiego reżimu, zastrasza, jak Gomułka i jego „dyktatura ciemniaków”. Oto z PiS wyszło szydło bylejakości.

JEST POWÓD DO DUMY 🙂 BRAWO INTERNAUCI, BRAWO POLSKA! Jeszcze PRAWDZIWA SOLIDARNOŚĆ w nas nie umarła.

A JEDNAK JEST JESZCZE „SOLIDARNOŚĆ” W NARODZIE. BRAWO !!!!!

c4td_hvwiaetji3

>>>

grudzien

PiS szykuje prowokację na 13 grudnia. Pojawiła się taka fałszywka (będzie ich więcej).

czgnv3qwgaaatc1

Od razu odezwał się na Twitterze PiS i Ryszard Terlecki, szef klubu parlamentarnego PiS i wicemarszałek Sejmu. Czyżby już teraz PiS planował użycie broni?

marcin-celinski

Dla mnie jest jasne, że nie wykluczają użycia broni w stosunku do społeczeństwa obywatelskiego, do protestujących, nie zgadzających się na zamordyzm.

maria-lewandowska

Stanisław Skarżyński zastanawia się, co powinno się stać, gdy PiS straci władzę.

skoro

Historia uczy, że zdrajcy zwykle zostają ukarani. Nie zawsze, nie wszyscy, często nie ci najważniejsi, ale da się przecież dowieść, że sprawiedliwość jest częścią dziejów ludzkości.

Polska lista hańby jest długa i ponura, ale przynajmniej przez ostatnie 30 lat nie trzeba było do niej dopisywać nowych nazwisk. Siedzieli tam sobie – między innymi – konfederaci z targowicy, szmalcownicy, podpalacze stodoły w Jedwabnem, Moczar, a także, choć na tle tamtych pomniejsi, Jaruzelski z Kiszczakiem.

Od 1989 roku wydawało się, że ten dramat mamy już za sobą. Dziś jednak – czyli w chwili, w której do smutnego finału zbliża się wojna z Trybunałem Konstytucyjnym – kończy się kryzys konstytucyjny, a rozpoczyna się nowy etap . Etap nieodwracalnych zmian ustroju państwa.

Głupio byłoby to przegapić, choć pozory zachęcają, by odwrócić wzrok. Nie dajmy się nabrać. Jakie czasy, taki zamach stanu. Dziś w Aleppo – na które dzień i noc lecą bomby, gdzie nie ma wody i żywności, gdzie ludzie giną tysiącami – swobodnie można rozmawiać przez telefon komórkowy. Wszystkie sieci działają. Podobnie w Warszawie, w której trwa radykalny przewrót, dzień po dniu skrupulatnie sprawdzane są bilety autobusowe.

Od strony filozofii politycznej sprawa jest jednoznaczna: PiS łamie umowę społeczną. Politycy tej partii zostali wybrani do pracy na rzecz poprawy istniejącego ustroju, a nie w celu jego zdemolowania, więc działania podejmowane przez nich na zlecenie partyjnego kierownictwa są złamaniem przysięgi – poselskiej, senatorskiej, prezydenckiej.

Ci ludzie dostali władzę o określonych parametrach i zasięgu, a wykorzystali ją, żeby zmienić zasady i otrzymaną władzę uczynić bezgraniczną. To nie jest nadużycie władzy, to nie jest korupcja. To zdrada.

Skoro politycy PiS rozwalili ustrój, nie mają prawa oczekiwać, że w razie porażki będą sądzeni według przepisów porządku prawnego, który niszczą. Posłom tej partii warto na każdym kroku przypominać, że wprowadzany przez nich stan anarchii – stan wyjątkowy – jest bronią obosieczną. Z jednej strony daje ludziom nowych rządów narzędzia do powiększenia władzy, ale równocześnie wszystkim – a więc również im – odbiera ochronę, którą dawał dotąd system prawa.

Być może za to, co wyprawiali do tej pory, politycy PiS powinni spodziewać się rozpraw przed Trybunałem Stanu. Natomiast za to, co planują zrobić teraz, spotkać ich może dosłownie wszystko – za złamaną przez nich granicą prawa konstytucyjnego jest już tylko anarchia. Powinni się dobrze zastanowić, czy są gotowi na taki hazard.

dojna-zmiana

***

Zajrzyjmy na chwilę do historii. Platforma po objęciu władzy w 2007 roku przez osiem lat nie kiwnęła palcem, żeby pociągnąć do odpowiedzialności tych ludzi PiS, którzy w czasie pierwszych rządów tej partii przekraczali granice, jakich politykom w demokratycznym państwie prawa przekraczać nie wolno. Potwora, którym dziś jest PiS, stworzył Donald Tusk i jego partia. Jego i jej słabość, głupota i niezdolność odparcia pokusy hodowania sobie przeciwnika, którego łatwo pobić w kolejnych starciach wyborczych.

Żeby ten scenariusz się nie powtórzył, trzeba przyjąć do wiadomości śmierć III Rzeczypospolitej. Jej sztuczne podtrzymywanie przy życiu grozi nam popadnięciem w absurd. Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym po odejściu PiS od władzy kolejny Sejm postanawia pociągnąć zdrajców do odpowiedzialności. Uchwala ustawę powołującą odpowiedni trybunał, a ta zostaje natychmiast, na wniosek PiS, uznana za niezgodną z konstytucją – przez ludzi, którymi PiS obsadził Trybunał Konstytucyjny! I co zrobią wówczas KOD, PO i Nowoczesna? Jeśli dziś w swojej wyobraźni politycy opozycji nie porzucą III Rzeczypospolitej jako ustroju i nie przejdą na trudny obszar polityki bez prawa, to będą bezradni: w imię podtrzymania iluzji istnienia ustroju III RP uszanują wyrok Trybunału, który da Kaczyńskiemu bezkarność.

Jeszcze niedawno można było liczyć, że po przegranej PiS w kolejnych wyborach życie publiczne „wróci do normy”. Przez ostatni rok najazd na Rzeczpospolitą jakoś się mieścił w ramach ustroju. Wyginał konstytucję, naciągał ją, testował jej granice. Na takie okazje ustrój miał przygotowany Trybunał Stanu. Ale wraz z objęciem stanowisk sędziów TK przez trójkę pisowskich samozwańców trzask – i III RP na naszych oczach przestaje istnieć. Od tego momentu mamy strzępy starego prawa, które z przyzwyczajenia można honorować, oraz czystą, surową politykę stanu wyjątkowego.

czheruixuaawzeu

***

Przykra sprawa, ale ani to pierwszy, ani ostatni taki wypadek w historii. Konstytucja okazała się niedoskonała, ustrój nieodporny na zamach. Zdarza się. III RP trzeba przekuć w ideę, zachować korpus wartości, które stworzyły demokratyczne, przynajmniej starające się być sprawiedliwe, dość liberalne państwa prawa. Owo państwo pozwoliło nam wydostać się z komuny, dołączyć do NATO i Unii Europejskiej, rozwinąć gospodarkę i wyjść na prostą.

Prędzej czy później przyjdzie czas, gdy pojawi się możliwość osądzenia tych, którzy nam III Rzeczpospolitą wykończyli. Użycie Trybunału Stanu będzie błędem – nie tylko dlatego, że kary, które Trybunał ma do dyspozycji, są po prostu śmieszne, ale też dlatego, że byłaby to idiotyczna niekonsekwencja. Tak jak nie można było orzekać o konstytucyjności ustawy na podstawie przepisów tej ustawy, tak nie da się sądzić tych, którzy zabili III Rzeczpospolitą na podstawie konstytucji z 1997 roku. To sprzeczność – chcąc sądzić, automatycznie obala się swój zarzut. Trybunał Stanu jest częścią ustroju, który umiera.

PiS, wchodząc na teren stanu wyjątkowego, sam wskazuje nowe możliwości. Ostatnio sławę w mediach zdobywa jego ustawa o komisji weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacyjnych, w której pokręcono wszystko ze wszystkim: możliwości ustawodawcze, władzę wykonawczą i uprawnienia do wydawania wyroków. Podobny twór można sobie wyobrazić do osądzenia dokonań PiS po 2015 roku – komisję łączącą odpowiedzialność polityczną z wyrokiem karnym, odpowiedzialnością skarbową, odebraniem odznaczeń państwowych i praw emerytalnych z tytułu działalności publicznej.

I znów, trzeba politykom PiS przypominać: to wyście zaczęli. III RP chroniła i nas, i was. Korzystaliście z jej ochrony, z jej wolności słowa, swobody zrzeszeń i demonstracji – żeby ją zniszczyć. O to, że jej prawa nie będą was chronić przed zemstą tych, którym na III RP zależało, możecie mieć pretensje tylko do siebie.

***

Jednocześnie trzeba wyciągnąć z tego wnioski. Dostrzec te niedoskonałości ustroju III RP, które pozwoliły PiS zmobilizować rzeszę ludzi gotowych dać jednej partii prawo do zdemolowania państwa.

Uwiedzeni neoliberalnym oszustwem wpisaliśmy do ustroju te same błędy, które wcześniej popełniły Ameryka i Wielka Brytania – a to na nich się wzorowaliśmy. Ci, którzy dziś wychwalają pod niebiosa politykę gospodarczą III RP, Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, powinni do listy ich osiągnięć politycznych dopisać opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, zwycięstwo Donalda Trumpa oraz ukatrupienie III?Rzeczypospolitej przez PiS.

Brak solidarności społecznej, wspieranie silniejszych, zgoda na to, by słabsi sami musieli się organizować, zezwolenie na to, by się radykalizowali i szukali pomocy na oślep, ignorowanie ich, aż zwrócili się przeciwko państwu, które ich olało… Najpoważniejszym błędem III RP był brak sensownych instytucji wsparcia społecznego. To doprawdy straszna recenzja ćwierćwiecza imponującego wzrostu gospodarczego, że ludzie po prostu tęsknią za komuną, bo dawała im elementarne poczucie bezpieczeństwa socjalnego.

Drugim śmiertelnym błędem było przekonanie, że postęp społeczny jest prostym skutkiem rozwoju ekonomicznego. Tak nie jest. Postęp ekonomiczny umożliwia postęp społeczny pod warunkiem, że inwestuje się jego owoce w dostęp do wiedzy, że niweluje się różnice społeczne, że dba się o równouprawnienie wykluczonych różnej maści. W tej sprawie Polska nie zrobiła zupełnie nic. Wplątana w romans polityki z Kościołem, niezdolna do zaoferowania grupom dyskryminowanym wsparcia, kobietom bezpieczeństwa, III RP z roku na rok traciła sojuszników.

Można mieć tylko nadzieję, że kolejna, V Rzeczpospolita będzie sprawiedliwsza. To możliwe, ale tylko pod warunkiem, że będziemy pamiętać błędy trzeciej i mądrze – z troską o ludzi, których uwiodła, a bez litości dla tych, którzy z ich frustracji skorzystali – rozliczymy autorytarną IV Rzeczpospolitą, która rodzi się na naszych oczach.

czgsw_oxcaa-zvf

Skarżyńskiemu odpowiada wiceszef „Wyborczej Maciej” Stasiński. Nie wolno nam grozić PiS, że jak da nam ostatecznie po ryju, to my się odwiniemy, i to bez rękawiczki, ale z kastetem. Obrońcy wolności nie mogą naprawiać bezprawia bezprawiem, a jeśli dojdzie co do czego, krwi zmywać krwią.

oko

Trafna, bo pozbawiona złudzeń jest diagnoza działań PiS, jaką postawił w „Wyborczej” Stanisław Skarżyński. Niedobra, a nawet groźna jest terapia, jaką Polsce przepisuje, czyli jak po PiS-ie posprzątać i ponaprawiać, co zdąży zepsuć.

Polska, jeśli chce być wierna zachodniej demokracji liberalnej, nie może hołdować zasadzie z kodeksu Hammurabiego „oko za oko” czy bardziej swojskiej „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”.

To prawda, że PiS łamie umowę społeczną i dokonuje pełzającego zamachu stanu. Niszczy państwo prawa, podział władz, liberalną demokrację i w imię rzekomo świętej zasady, że większość może wszystko, pełzająco wprowadza porządek ideologiczno-policyjnej tyranii.

Brak złudzeń Skarżyńskiego jest potrzebny nam wszystkim, by nie okazało się, że wierząc, że „jakoś to będzie, a nie będzie przecież tak źle”, zbudzimy się, kiedy będzie za późno, bo Polska będzie już na obrzeżu Europy, pozbawiona wolnych mediów, pod czujnym okiem obrony terytorialnej. Słowem, kiedy się przebudzimy w kraju, w którym nie mamy ani praw, ani siły, by się bronić.

Niestety, z tym bezlitosnym oglądem muszę się rozstać, gdy ogarnia go zapał bitewny.

Pisze Skarżyński: „Skoro politycy PiS rozwalili ustrój, nie mają prawa oczekiwać, że w razie porażki będą sądzeni według przepisów porządku prawnego, który niszczą. (…) Być może za to, co wyprawiali do tej pory, politycy PiS powinni spodziewać się rozpraw przed Trybunałem Stanu. Natomiast za to, co planują zrobić teraz, spotkać ich może dosłownie wszystko – za złamaną przez nich granicą prawa konstytucyjnego jest już tylko anarchia. Powinni się dobrze zastanowić, czy są gotowi na taki hazard”.

Skarżyński wzywa więc opozycję, by porzuciła praworządność i „przeszła na trudny obszar polityki bez prawa”, którą nazywa „czystą, surową polityką stanu wyjątkowego”. Właściwie grozi PiS, że jak da nam ostatecznie po ryju, to my się odwiniemy, i to bez rękawiczki, ale z kastetem. Mamy niesprawiedliwość naprawiać niesprawiedliwością, bezprawie – bezprawiem, a nawet – jeśli przyjdzie co do czego – krew zmywać krwią.

Otóż nie możemy odpowiadać stanem wyjątkowym na stan wyjątkowy. Nie wolno nam tego robić, skoro nie chcemy się pożegnać z cywilizowanym ładem społecznym, którego właśnie bronimy. A jeśli chcemy za jakiś czas odbudować to, co zburzyli barbarzyńcy, nie możemy postępować jak oni. I dlatego nie możemy, do czego namawia Skarżyński, „przyjąć do wiadomości śmierci III Rzeczpospolitej”.

co-jesli

To prawda, że powinniśmy się pożegnać z neoliberalną tezą, że postęp społeczny automatycznie rośnie wraz z PKB. Kryzys unieważnił to przeświadczenie, wyniósł do władzy Trumpa i grozi kolejnymi wstrząsami. U nas wiarę, że jesteśmy zieloną wyspą, na której wszyscy rozkwitamy, zburzył zeszłoroczny triumf PiS. I prawdą jest, że „postęp ekonomiczny umożliwia postęp społeczny pod warunkiem, że inwestuje się jego owoce w dostęp do wiedzy, niweluje się różnice społeczne i bariery edukacyjne, że dba się o równouprawnienie wykluczonych”. Z tym trzeba się zmierzyć.

Ale to nie znaczy, że musimy się żegnać z całym ustrojem III RP, a zwłaszcza ze strzegącą go przed przemocą – choć niedoskonale, jak widać – praworządnością.

Bo nawet kiedy PiS rozbije umowę społeczną w perzynę, nie cały ustrój legnie w gruzach. Kiedy już bandyci rozniosą Trybunał Konstytucyjny oraz zniewolą sądy, musimy przywrócić niezawisłe sądownictwo, a nie zastąpić je trybunałami rewolucyjnymi. Stosując konstytucję z 1997 roku, bo innej nie mamy.

Jeśli PiS terroryzuje obywateli bezprawiem, a może niedługo również siłą policyjną, to  nie możemy na bezprawie i siłę odpowiadać innym rewolucyjnym bezprawiem, lecz przeciwnie – prawem i sądem właśnie. Nie możemy ich wieszać i rozstrzeliwać, nawet jeśli oni uciekną się wcześniej do przemocy w kryteriach ulicznych, które być może nas pod rządami nowej opryczniny czekają.

To już było i czegoś mądry po szkodzie Polak powinien się nauczyć.

„NIECH ŻYJĄ WOLNE MEDIA” – ZBIGNIEW PREISNER.

czgedm-w8aankny

Waldemar Mystkowski pisze o wywiadzie Donalda Tuska i miłości PiS do Aleksandra Łukaszenki.

cieply

Wywiad z Donaldem Tuskiem przeprowadzony przez Tomasza Lisa nie cieszył się specjalnym medialnym wzięciem. Szef Rady Europejskiej nie powiedział niczego nieobliczalnego, a tylko taki towar jest chodliwy. O wiele więcej mówiono i pisano o zdarzeniu z gruntu nieistotnym, a mianowicie o powrocie rzecznika Macierewicza niejakiego Bartłomieja Misiewicza, który niewiele potrafi, nawet nie umie posługiwać się poprawnie językiem polskim. Oczywiście jest to smutne, ale nieistotne, choć postać Macierewicza jest złowieszcza, nieobliczalna nie tylko dla życia publicznego, ale przede wszystkim bezpieczeństwa Polski. Tenże Misiewicz zagroził „Gazecie Wyborczej”, że minister obrony pozwie przed sąd dziennik za cykl artykułów śledczych Tomasza Piątka o szemranych interesach i związkach ministra. Wątpię, czy do tego dojdzie, bo wówczas wiedza o postaci Macierewicza popłynie o wiele szerszym rynsztokiem.

Tusk w wywiadzie mówił o ważnych sprawach, dla nas szczególnie, bo oddalamy się z głównego nurtu polityki europejskiej, marginalizujemy. Były premier wyraża obawy o stosunek Warszawy do Brukseli i jego osoby: ”Unia Europejska, choć nie jest rajem, to politycznie wymarzone dla Polski miejsce na ziemi. Dlatego nie jestem w stanie zaakceptować i zrozumieć tych wszystkich głosów i działań, także w Warszawie, które mogą osłabić i podważyć Unię Europejską”.

jaroslaw-marek-rymkiewicz

„PiS – świadomie lub nieświadomie – robi wszystko, by spełnił się czarny scenariusz, czyli rozpad Unii Europejskiej i osamotnienie Polski”. Prawda, jakie to obliczalne, rozsądne i rozumne? Te pozytywne cechy nie są w cenie. Martwimy się intencjami Jarosława Kaczyńskiego, który wywołuje zwykle negatywne emocje, bo skutecznie niszczy nasze relacje i pozycję w Unii Europejskiej.

Tak naprawdę nie wiemy, jaki jest cel partii Kaczyńskiego w stosunku do Zachodu. „Powstanie z kolan” – to jakiś okrutny żart, nie dość, że nie powstaliśmy, to leżymy, jesteśmy poobijani, kolokwialnie – zaliczyliśmy upadek na twarz, a może jeszcze bardziej: na pysk.

W tym samym czasie, gdy Tusk mówi o czarnym scenariuszu, wraca z Białorusi marszałek Senatu Stanisław Karczewski i mówi o tamtejszym satrapie Aleksandrze Łukaszence, że to „ciepły człowiek”. Nie jest to odosobniony sąd, bo podobnie mówił kilka dni temu szef dyplomacji Witold Waszczykowski i wicepremier od wielkich planów Mateusz Morawiecki.

Tusk mówi o osamotnieniu Polski w Europie i na Zachodzie, a PiS już dokonał zwrotu o 180 stopni. Bliżej tej partii do autorytaryzmu Łukaszenki, niż do demokracji zachodniej. Morawiecki wszak z „ciepłym człowiekiem” chce budować polsko-białoruską potęgę gospodarczą. Warto przypomnieć, iż Białoruś od wielu lat ma ujemny wzrost gospodarczy. Polska jeszcze konsumuje wzrost wypracowany przez poprzedni rząd, ale tempo rozwoju gospodarczego zostało znacząco zahamowane.

Czyżby Kaczyński przestawił już zwrotnicę na Wschód, acz jeszcze nie jest to mówione otwartym tekstem, bo Polacy to wciąż najbardziej prounijny naród w Europie. Ale od czego jest tradycja, aby przypomnieć o idei Międzymorza, Białoruś przecież była częścią składową I Rzeczpospolitej. Karczewski mówi o ciepłym satrapie w Mińsku i jednocześnie o Jarosławie Kaczyńskim, który go tam wysłał. Marszałek chwalił się, że godzinami rozmawia z prezesem PiS, który wg niego zna się na wszystkim – dosłownie tak powiedział. Widocznie Karczewski zna się na niewielu sprawach i z tego powodu uważa swojego zwierzchnika za alfę i omegę.

Z „ciepłym” Łukaszenką Kaczyńskiego może łączyć to, że Białorusin jest dożywotnim prezydentem. O takiej samej absolutnej władzy marzy wódz PiS także w kraju. Nie zapominajmy, iż „ciepłe” stosunki z autokratą z Mińska mogą mieć cel pragmatyczny. Janukowycz pod presją Majdanu dał nogę do Putina, a gdzie może salwować się Kaczyński ze swoim dworem? Do Budapesztu? Orban go ogra, mimo wszystko będzie się trzymał z Brukselą, a Łukaszenka to brat Słowianin. Wystarczy przypomnieć Białorusinowi, że polskim bohaterem narodowym jest Białorusin Kościuszko.

Eliza, czyli mamy problem z ch….mi?

czhaebcwiaavtlt

Kleofas Wieniawa na ten sam temat dodaje.

pis-szykuje

W Brukseli PiS ma mróźne stosunki, do tego stopnia, że tam pukają się w głowę, ale znaleźli swego – Łukaszenka to swój chłop.

Mamy zwrot w polskiej polityce o 180 stopni, może nawet o 180 stopni Celsjusza. Już jest ciepło, a będzie gorąco.

Głos Karczewskeigo nie jest odosobniony, bo ciepło wyrażał się o Łukaszence także Mateusz Morawiecki. Coś mi się widzi, że ten kierunek wschodni wyznacza budowanie Polski od morza do morza, przecież Białoruś wchodziła w skład I Rzeczpospolitej, a Tadeusz Kościuszko i wielu, wielu inych Białorusinów to polscy bohaterowie narodowi.

Może Łukaszenka z Karczewskim i Kaczyńskim zjednoczy się, a jak nie, to Wojska Obrony Terytorialnej Macierewicza przypomną satrapie z Mińska o I Rzeczpospolitej.

Nie jest przecież dla PiS problemem, że Łukaszenka jest na czarnej liście w Brukseli, bo na jakiej liście jest PiS w stolicy unijnej, gdzie pukają się w czoło?.

Rodacy, wpierod! Polsce wyznaczono nowy kierunek. Oby to nie skończyło się tak, jak z innym satrapą z Kijowa, który nie chciał Unii, ale chciał Putina, więc Majdan wysadził go z siodła, że tylko kurz po nim został.

Czyżby PiS szykuje sobie też jakoweś przejście z Białorusią na wzór Zaleszczyk i zostanie po nich tylko kurz?

Wesołych Świąt 🙂

czjhkzeukaemnmd