Posts Tagged ‘sądownictwo’

Wbrew Dudzie sędziowie są porządni

Zanim Andrzej Duda w Sylwestra podpisał nowelę ustawy o Sądzie Najwyższym, której treść wymógł na PiS Trybunał Sprawiedliwości UE w wywiadzie dla TVP Info orzekł, iż środowisko sędziowskie jest zepsute.

PiS czeka następne upokorzenie dotyczące nowej Krajowej Rady Sądownictwa, której statusem w marcu zajmie się TSUE. Zanim do tego dojdzie władze przygotowują sobie grunt, chcą KRS legitymizować w Trybunale Konstytucyjnym.

Wyznaczona data posiedzenia w tej kwestii TK na 3 stycznia 2019 nie zostanie jednak dotrzymana, posiedzenie zostało odroczone. Na jaki termin? – nie wiadomo. Podobno część sędziów TK uważanych do tej pory za pisowskich, odmawia sądzenia.

W ogóle środowisko sędziów jest nad wyraz solidarne i broni niezależności władzy sądzenia, broni się przed upisowieniem. Wśród 10 tysięcy sędziów w Polsce przeprowadzane jest referendum dotyczące nowej KRS, do tej pory odbyło się w tej sprawie 1/3 głosowań. Wyniki świadczą, że właśnie sędziowie – panie Duda – to bardzo porządne środowisko.

Otóż niemal 3 tysiące sędziów spośród owych 1/3, a więc 91 proc. jest za tym, aby nowa KRS podała się do dymisji, gdyż została powołana wbrew Konstytucji, skądinąd wbrew tej niewielkiej książeczce, którą Duda wpisałby chętnie na indeks, bo wymaga od niego wysiłku przestrzegania praworządności. Dudy nie stać, aby być praworządnym, czyli porządnym.

91 proc. sędziów uważa, iż nowa KRS nie wypełnia zadań określonych w artykule 186 ust. 1 Konstytucji: „Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Wygląda na to, że sędziowie nie dadzą się, a wyrok TSUE może być tylko jeden: upisowaniona KRS jest wbrew prawu unijnemu, wbrew standardom demokratycznym, wreszcie wbrew Konstytucji RP.

To zdarzenie jest kluczowe dla obecnie prowadzonej przez PiS polityki. Duda w swym pokracznym języku, innym nie potrafi się posługiwać, mówi, iż PiS nie podporządkuje się wyrokom TSUE, gdyż musiałoby zgodzić, aby runęło budowane w Polsce niedemokratyczne państwo bezprawia.

Wydrążony Kaczyński na czele szarańczy PiS

Jarosław Kaczyński obwożony jest po konwencjach PiS, które odbywają się w terenie. Wczoraj był Gdańsk, dzisiaj Olsztyn. Niczego swoją osobą już nie wnosi, bo grunt nienawiści został tak utwardzony, że dalszym udeptywaniem go nie spowoduje jeszcze większej piany na ustach. Znamy te jego konwulsje aż nadto.

W Olsztynie prezes spróbował zdefiniować patriotyzm, który staje przeciw literze prawa. To raczej znamy, bo dla Kaczyńskiego niepatriotyczna jest Konstytucja, zwłaszcza w tych miejscach, które nie są zgodne z jego wolą. Na Warmii i Mazurach prezes napadł na sędziów, którzy zgodnie z prawem rozstrzygali spory, co do praw własności. Na tych terenach zaszłości właścicielskie dotyczą autochtonów, którzy nie zawsze wybrali Polskę, a dzisiaj dochodzą swych praw ojcowizny.

Dotyczy to niewielkiej grupy osób, wielu autochtonów długo przebywało w Polsce po 1945 roku, niektórzy zrazili się do nas albo zostali przepędzeni urzędniczym ostracyzmem, dzisiaj dochodzą swoich praw własności. I o tym rozstrzyga sąd.

To Kaczyńskiemu się nie podoba. Sędziowie mają stać na straży woli prezesa, a nie prawa, więc zostali oskarżeni o „nienawiść do własnej ojczyzny, własnego narodu”. A przy okazji Kaczyński na nowo wzbudza resentyment niemiecki. Warmia i Mazury to wszak dawne Prusy Wschodnie, Borussia.

Kaczyński uzyskał trzy w jednym. Wylał pomyje na sędziów, wskazał zagrożenie niemieckie, a w związku z tym unijne, bo Unia nie jest patriotyczna, gdyż przestrzega porządku prawnego.

Ponadto Kaczyński oskarżył samorządy, które mogą „uczynić też wiele zła”. Istnieje więc wg prezesa potrzeba doprowadzenia do takiej sytuacji, w której „samorządy będą czyniły dobro, konsolidowały społeczeństwo”. A kiedy tak się stanie? Gdy władza lokalna przejdzie w ręce PiS, w innym wypadku „same sobie służą i ręka rękę myje”.

Kaczyński jest w złej fizycznej formie, to widać nieuzbrojonym okiem. Dlaczego zatem uczestniczy w kampanii samorządowej? Jego osoba zieje pustką, sam jest pusty, proponuje pustkę nienawiści i pustkę przyszłości. Gdyby pozostał na Żoliborzu, czy też byłby dowożony do „pracy” przy Nowogrodzkiej odbijałby się od ścian. Kaczyński to ten „wydrążony człowiek” z wiersza T. S. Eliota, Kurtz recytujący frazy poety w „Czasie Apokalipsy” Coppoli, w „Jądrze ciemności” Josepha Conrada.

Taki człowiek – to jeszcze raz Eliot – pozostawi nam Polakom „kraj spustoszony”. Wydrążeni politycy PiS (bo także i Mateusz Morawiecki, niewątpliwy delfin) pozostawią nam spustoszoną Polskę. Tę szarańczę trzeba odsunąć od rządu, od koryta plus, które uczynili z władzy.

Prof. UJ, dr hab. Włodzimierz Wróbel do studentów prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Śmieszne? Nie. Tragiczne!!! dokładnie 10 lat temu znieśliśmy granice między nami a Europą.

Daniel Passent pisze o podpisaniu ustaw sądowniczych przez Dudę.

„Prezydent Andrzej Duda postąpił lękliwie” – tak Daniel Passent ocenia decyzję o podpisaniu ustaw o SN i KRS. Prezydent ogłosił swoją decyzję zaledwie kilka godzin po decyzji KE, ws. uruchomienia wobec polskich władz art. 7.

Zdaniem Daniela Passenta, Andrzej Duda postąpił „lękliwie”. Choć przecież w lipcu, wetując pierwszą nowelizację przepisów o SN i KRS, pokazał, że potrafi postępować odważnie. I wbrew oczekiwaniom PiS.

W oczach Prawa i Sprawiedliwości teraz naprawił swój błąd. Według mnie popełnił życiowy błąd. Bo w życiu człowieka jest tak, że nieraz jeden uczynek lub jego zaniechanie stygmatyzuje go nieodwracalnie.Sytuacja wewnętrzna i międzynarodowa Polski wyraźnie się dziś pogorszyła. Odrabianie szkód potrwa latami. Jedyna pociecha: nie trzeba ustalać sprawców” – ocenił na blogu publicysta „Polityki” i gospodarz audycji „Salon – Goście Passenta” w Radiu TOK FM.

Waldemar Mystkowski pisze o „mecenacie” Rydzyka.

Mecenas Rydzyk i jego dzieło sykstyńskie

Ojciec dyrektor przymierza się do sprowadzenia budzącej wielkie kontrowersje rzeźby „Rzeź Wołyńska”.

Ojciec Tadeusz Rydzyk kroczy drogą wielkich mecenasów sztuki, jaką jego klasa polityczna wydała. Papież Juliusz II zamówił u Michała Anioła malunek na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej i powstało arcydzieło, które cieszy oczy i dusze wiernych, niewiernych, a nawet ateistów.

Choć zaraz po pontyfikacie Juliusza II wykluła się w łonie Kościoła katolickiego reformacja, a Marcin Luter oparł swoje tezy na obnażeniu symonii (przekupstwie) kleru, to jednak katolicy tego nie chcą pamiętać, lecz dzieło Michała Anioła owszem. Jeżeli nie wiedzą, dzięki komu kardynałowie wpatrują się w sklepienie podczas konklawe, aby Najwyższy zesłał im natchnienie do właściwego wyboru następcy Piotra, to znają poszczególne sceny fresku, jak choćby ten, gdy stworzony przez Boga Adam wymyka mu się z rąk i staje wolnym człowiekiem.

Poprzednikom Rydzyka było łatwiej. Obowiązywała na bożym katolickim świecie dziesięcina, więc mogli uszczęśliwiać ludzkość zamawianiem arcydzieł u artystów. I szczodrze płacili. Ojciec dyrektor co prawda pobiera od rządu PiS dotacje, ale nie można ich nazwać dziesięciną, a jakąś tysięciną, czy też jeszcze mniejszym ułamkiem budżetu. Co to za dziesięcina, która w tej chwili wynosi 85,5 mln zł (wg licznika dlugwdziecznosci.pl, który zainstalował szef klubu PO Sławomir Neumann). Te miliony to tyle, co kot napłakał, to kropla w morzu potrzeb Rydzyka.

Nie znamy wielkości dziesięciny, która spływa na konto Rydzyka, a którego numer zwykle podaje, gdy występuje w swoich mediach. Czy to jest symonia, czy też nie, nie mnie decydować, acz pojawiają się Lutrowie, jak ks. Lemański, czy też ks. Boniecki – są jednak skutecznie uciszani przez zwierzchność.

Jaka więc dziesięcina, tacy Michałowie Aniołowie, takie arcydzieła sykstyńskie. Nie są zamawiane, a są po prostu sprowadzane, bo ktoś ich nie chce, bo budzą kontrowersje. Ojciec dyrektor przymierza się do sprowadzenia rzeźby „Rzeź Wołyńska”, która miałaby stanąć w jego „Parku Pamięci Narodowej”.

Michał Anioł nazywa się Andrzej Pityński i został już opłacony przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Tadeusz Rydzyk więc byłby mecenasem za friko, czyli inni zapłacili, on bierze. Rzeźba to istny mega monument. Ma kształt 14-metrowego orła z wyciętym krzyżem, „w którym znajduje się nabite na trójząb dziecko” – opisują na portalu Onet. W monument wkomponowana jest także rodzina w płomieniach – ojciec, matka i trójka dzieci.

Nawet prawicowy publicysta ze „strefy wolnego słowa” Wojciech Mucha oburza się na „arcydzieło”, pisze: – „Nekropornograficzny pomnik Ofiar ludobójstwa wołyńskiego to obraza dla Ofiar, pamięci i estetyki. To dowód na to, że część polskiej prawicy jest upośledzona intelektualnie i nieodwracalnie zaczadzona”.

Ależ ta recenzja nie odbiega zanadto od emocji mecenasa Rydzyka na żołdzie, pardon: na dziesięcinie płaconej przez władze PiS. Wszak jego ulubionym słowem określającym inaczej myślących jest: lewactwo. Monument nienawiści do narodu ukraińskiego wpisywałby się w emploi ojca duchowego PiS, guru Mateusza Morawieckiego, który u niego sformułował swój cel polityczny: rechrystianizacja Europy.

PRAWDA, ŻE WAŻNIEJSZE SĄ ŚWIĘTA? Miał rację Kaczyński, co tam Unia…

ABSOLUTNIE WSZYSCY SKŁADAMY PANI NAJWSPANIALSZE ŻYCZENIA !!!!! I niech Pani będzie z nami zawsze. Wszystkiego Najlepszego!! 🍾🥂🎂💐💯

Prawnicy z UJ apelują do Dudy o niepodpisywanie ustaw o SN i KRS

„Wzywamy Pana Prezydenta Rzeczypospolitej, członka wspólnoty akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, aby nie dopuścił do wejścia w życie uchwalonych ustaw. Wzywamy Pana Prezydenta, aby w tej trudnej chwili wypełnił swoją powinność strażnika Konstytucji i dotrzymał złożonej Narodowi przysięgi prezydenckiej” – czytamy w przyjętej dziś przez Radę Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego uchwale.

To jeden z wielu apeli środowisk prawniczych i organizacji pozarządowych do Andrzeja Dudy w sprawie ustaw o SN i KRS. Trzeba zaznaczyć, że ta uchwała została przyjęta przez macierzystą uczelnię prezydenta. Duda ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1996 r., a później kontynuował tam pracę naukową.

W uchwale czytamy ponadto: – „Nieuzasadnione niczym usunięcie części sędziów Sądu Najwyższego przez obniżenie ich wieku emerytalnego, wprowadzenie nadzwyczajnego środka zaskarżenia  prawomocnych orzeczeń, który ma być rozpatrywany z udziałem ławników obsadzanych w procedurze politycznej, reforma postępowań dyscyplinarnych, która stwarza możliwości nacisku na sędziów, poddanie Krajowej Rady Sądownictwa bezpośredniemu wpływowi polityków, nie są sposobami naprawienia sądownictwa, natomiast niszczą największe jego wartości, jakimi są niezależność sądów i sędziowska niezawisłość. Rozwiązania te są sprzeczne z obowiązującą Konstytucją RP”.

Za przyjęciem uchwały głosowało 67 członków Rady, przeciwko było 6, a 8 wstrzymało się od głosu.

Czy od dziś rekonstrukcja oznacza wzrost zatrudnienia ministrów? WYGLĄDA NA TO, ŻE MORAWIECKI PRZEBIJE SZYDŁO W ILOŚCI PISIEWICZÓW.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Morawiecki robi z Polski grajdół

Radosław Sikorski nazywając Beatę Szydło i Jarosława Kaczyńskiego wrednymi – odpowiednio: babsztylem i dziadygą – nie wpisuje się w wysoką kulturę debaty. Dawno jej niestety nie mamy. I nie dlatego, że prezes PiS jest specjalistą od kanalii, mord zdradzieckich, gorszego sortu (katalog inwektyw wielce imponujący), lecz dlatego, że media misyjne (TVP i radio publiczne) zostały szczujnią, w których dziennikarze szczekają na tych, którzy nie zgadzają się na demolowanie państwa i demokracji.

W Polsce nie mamy rozmowy, nie mamy debaty, a jedynie sianie nienawiści, wrogości w przestrzeniach, które były wcześniej wspólne, lecz obecnie są zawłaszczone, skradzione. Zwycięska partia skradła społeczeństwu jego media. Zwycięska partia skradła język polski, bezczeszcząc go, na każdym rogu zdania i akapitu wystawiając na pośmiewisko. Stało to, co w pierwszym rzędzie czynią totalitaryzmy, przywłaszczając język poprzez jego intensywne zwyrodnienie, skarlenie.

Sikorski w rozmowie Konradem Piaseckim w Radiu Zet powiedział o wiele ważniejsze komunikaty niż w forma odwróconych inwektyw Kaczyńskiego, mianowicie: – „Wiedzą, że PiS wygrało fuksem. 38% normalnie nie daje samodzielnej większości”. Ta mniejszość pisowska urządza się na wspólnym, jest to szabrowanie naszego. A złodziej, który wie, że jest złodziejem, nie dopuści, aby być sądzonym za swojej czyny.

Stawiam tezę, że nie oddadzą dobrowolnie władzy – po żadnych wyborach. Dlatego mamy takiego kulawego poloneza wokół ordynacji wyborczej. Unia Europejska nie będzie w tej sprawie niema, zajmie głos. Sikorski: – „Może się to skończyć Polexitem. Na pewno wypychaniem nas do przedsionka”.

Dla partyjnych interesów, ale przede wszystkim, aby chronić własną skórę, wyprowadzą nas z Unii Europejskiej. Mateusz Morawiecki po swojej ucieczce ze szczytu unijnego powiedział, że „w Europie nie jesteśmy żadnymi petentami”. Co to znaczy? Że nie będzie rozmawiał z innymi przywódcami europejskimi?

Morawiecki jest króciutko premierem, a już dał się poznać z bardzo kiepskiej strony. Odebranie niezależności sądownictwu polskiemu uzasadnia tym, że nie zostało ono zreformowane po 1989 roku. Ależ właśnie jako jedno z pierwszych zostało zreformowane, o czym ciągle mówią takie autorytety jak prof. Adam Strzembosz czy promotor Andrzeja Dudy prof. Jan Zimmermann. I zostało takie sądownictwo wpisane do Konstytucji.

Raczej nas nie obchodzi, kto jest prezesem banku. Przykład Morawieckiego pokazuje, że zostać może ktoś tak marny intelektualnie i charakterologicznie. Prezes banku to nie intelektualista. Przykład Morawieckiego pokazuje wyalienowanie banksterskich elit. Ten beneficjant III RP wysoko opłacany, bogaty nuworysz, spełnia się obecnie politycznie za wszelką cenę.

Powie każda bzdurę, brednię, aby zadowolić swego promotora politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Na samym początku swego urzędowania jako premier Morawiecki wmawia publice, że białe nie jest białe. Wcale nie przeszkadzałoby mi, gdyby z ojcem swym Kornelem podyskutował o wyższości woli suwerena nad prawem. Niech sobie bredzą, lecz te rodzinne rozhowory Morawieckich stają się wykładnią polityczną w Polsce (wykładnią bezprawia).

Morawiecki szybciej skończy niż nam się wydaje, szybciej skończy niż Beata Szydło. I będzie z tego większa sromota niż sławetne 1:27. Tylko dlaczego ten człowiek czyni to na koszt Polski?

Morawiecki gra o bezprawie dla PiS. Chodzi o to, aby nie zdarzyło się, jak z sędzią Igorem Tuleyą, który dzisiaj pokazał takim marnym postaciom jak Morawiecki, czym jest profesjonalizm, czym jest prawo, a wreszcie czym jest niezłomność. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił decyzję stołecznej prokuratury umarzającej śledztwo dotyczące tego, jak PiS uchwalał budżet na bieżący rok w Sali Kolumnowej (znowu po ucieczce z sali sejmowej). Prokuratura ma sprawdzić, czy posłowie PiS składali fałszywe zeznania. – „Pogwałcono aksjologię państwa republikańskiego” – uzasadniał sędzia Tuleya.

I tego się boją Morawiecki, Duda, Szydło, Kaczyński. Boją się prawa, więc w imię swego bezprawia będą degradować Polskę, będą narażać nas na Polexit. Taki ich grajdół.

Od jutra chyba się zacznie ☝🏿

SŁUŻBY ZNÓW ZŁOŻYŁY BŁASZCZAKOWI JEDYNIE SŁUSZNY MELDUNEK

Ostania szansa na pokazanie czym grożą te projekty.

Pięć zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego

Beata Szydło ma przyszłość przed Trybunałem Stanu

Krystyna Pawłowicz w swoim stylu „wziąść” – nie robi spacji po kropkach i przecinkach – była łaskawa puścić farbę, gdy wypowiedziała się na FB swoistym językiem polskim o słynnym już tweecie Donalda Tuska: „alarmie” dla Polski. Pawłowicz poinformowała, że: „Zbliża się grudzień, ulubiony miesiąc obcych dla organizowania przeciwko nam zamachów i puczów”.

Odczytajmy tę pokraczność retoryczną. PiS specjalizuje się w grudniowych zamachach na demokrację. W 2015 roku uderzył w Trybunał Konstytucyjny, który dzisiaj jest wydmuszką ustrojową. Rok później mieliśmy pucz kanapkowy, gdy posłowie PiS uciekli do Sali Kolumnowej, aby przyjąć ustawę budżetową. W tym roku zatem będziemy mieli do czynienia z odebraniem niezależności sądowniczej KRS I SN.

Ten zamach PiS na filar demokracji – władzę sądowniczą – z góry zakłada, że „obcy” (czyli my Polacy niegłosujący na PiS i niepopierający autokracji tej partii) zorganizujemy „zamachy i pucze”. Po prostu znowu dojdzie do protestów, Polacy znowu zimą wyjdą na ulicę.

Pakiet antydemokratyczny PiS będzie miał jeszcze dwa składniki: ordynację wyborczą pisaną pod siebie i przejęcie prywatnych mediów. Przed tym zapowiada Pawłowicz obronę interesów PiS przed nami „obcymi” Polakami.

Opozycja powinna się cieszyć, że PiS ma takich pokracznych retorów języka polskiego, jak Pawłowicz, bo ta puszcza farbę. Można odpowiednio się przygotować, a nie być biernymi statystami.

Po wpisie Tuska rycerski Jacek Saryusz-Wolski ogłosił na Tweeterze: „Jeśli ta postać (Tusk – przyp. mój) poważy się ubiegać się o urząd Prezydenta RP, zgłaszam gotowość stanięcia w szranki, w obronie honoru Najjaśniejszej”. Albo Saryusz-Wolski coś wie o reelekcji Andrzeja Dudy, wynika z tej jego „gotowości stanięcia”, iż Duda nie stanie, albo PiS go nie poprze. Albo coś Wolskiemu się stało, bo porażka „w szrankach” 1:27, to jakby dostać w bok piką i wykrwawić się na śmierć, zaś w ringu być wyliczonym do dziesięciu i zniesionym bez prawa uprawiania boksu. W kabaretach takiego przegrańca 1:27 przedstawia się jako latającego po scenie z toporem we łbie. Uwaga! – wariat polityczny.

Dzisiaj zdarzyło się coś niebywale ważnego dla przyszłości niektórych postaci PiS, które zapłacą w przyszłości cenę bardzo wysoką (kiedyś byłaby to najwyższa). Mianowicie Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia nakazał prokuraturze wszczęcie śledztwa w sprawie odmowy publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016 r.

Co to znaczy? A to, że zażalenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFCP) na postanowienie Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, w którym odmówiono wszczęcia postępowania ws. niepublikowania wyroku, jest zasadne. Tym samym sąd nie przychyla się uzasadnieniu prokuratora, że niepublikowanie wyroku TK przez Beatę Szydło nie ma znamion przestępstwa niedopełnienia obowiązków.

Zażalenie HFCP ma wyraźną tezę, iż niepublikowanie wyroku TK skutkowało szkodami o charakterze ustrojowym i politycznym, w języku kolokwialnym: Szydło dopuściła się bezprawia.

Wyrok warszawskiego sądu nakazującego prokuraturze wszczęcie śledztwa przeciw Szydło jest wstępem do działań prawnych na poziomie Trybunału Stanu. Szydło więc – jeżeli ma wyobraźnię – może odczuwać, co czeka ją w przyszłości – Trybunał Stanu, przed którym nie uratuje jej żaden immunitet.

Takie są bulgoty polskiego bagienka, którego autorem jest Jarosław Kaczyński. Największy bulgot należy się dzisiaj Beacie Szydło.

KOLEJNE 800 TYSIĘCY DO KIESZENI OLIGARCHY RYDZYKA. A kobiety i dzieci niech radzą sobie same… BRAK SŁÓW

Siła przegrywania Polski przez PiS

Albo uda nam się uratować Polskę, albo PiS zaprzepaści kraj.

Ostatni tweet Donalda Tuska był alarmistyczny, ale wcale nie musiało za nim stać uzyskanie konkretnych politycznych profitów. Wzburzył płytkie umysły polityków PiS, a u wielu komentatorów niekoniecznie sprzyjających partii Kaczyńskiego spowodował konwulsje podejrzeń, że Tusk wystartuje w wyborach na prezydenta.

Wypowiadający się o tweecie Tuska raczej mówili o sobie, niż o treści komunikatu. Nie czytali tego, co było przekazane im w wyjątkowo zgrabnej formie. Patrzyli na aktora, a nie na przedstawienie. Formy postrzegania obecnej władzy poprzez komedię, farsę wyczerpały się. Wstępujemy w żywioł tragedii, a w niej występuje brak dystansu do siebie aktora i publiki, kwestie są jednoznaczne, nie są cieniowane, tak znaczy tak, a nie znaczy nie.

Znaczenia w tragedii są ubogie, polska polityka jest uboga, a nasze możliwości jeszcze uboższe, bo albo uda nam się uratować Polskę, albo PiS zaprzepaści kraj. Na razie PiS wygrywa w tym, aby przegrać Polskę.

Po tweecie Tuska w następnych dniach władza poczuła siłę swojego przegrywania spraw polskich. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pod groźbą 100 tys. euro dziennie zabronił wycinki Puszczy Białowieskiej. Polska przegrała głosowania w sprawie relokacji z Londynu Europejskiej Agencji Leków i Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego. Przegrała równie sromotnie, jak 1:27 w kwestii wyboru Tuska na szefa Rady Europejskiej.

Wchodzimy więc w fazę być albo nie być. PiS w Unii Europejskiej jest w stanie uzyskać tylko „nie być”. Nie będzie agencji w Polsce, nie będzie bezpardonowej wycinki Puszczy. Za tymi „nie będzie” potoczy się więcej „nie będzie”, aż zdarzy się kryzys – a taki może przyjść np. z Niemiec, gdzie istnieją problemy ze stworzeniem rządu – wówczas Jarosław Kaczyński może zaproponować Polexit.

PiS gra na przegranie. W dłuższej perspektywie ta opcja wygrywa, bo dekoniunktura prędzej czy później przychodzi, wówczas stosuje się płyciznę mentalną: „a nie mówiliśmy”! Kaczyński wraz ze swoimi Redutami Dobrego Imienia, czyli synekurami na budżecie: zaintonuje: nie będzie pluł nam Guy Verhofstadt w twarz albo Frans Timmermans.

W to gra PiS, o tym alarmował Tusk, a nie ogłaszał wystartowanie na prezydenta, bo może zdarzyć się tak, że postawi mu się jakieś absurdalne zarzuty, a następnie Sejm w Sali Kolumnowej podejmie uchwałę, iż politycy z zarzutami nie mogą startować w „demokratycznych” wyborach. „I co im zrobicie?”

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY SĄ DZIŚ PRZED SĄDAMI W CAŁEJ POLSCE, PRZED PAŁACEM PREZYDENCKIM W WARSZAWIE. Dziękujemy, że jesteście!

Duda przehandlował z Kaczyńskim niezależność sądownictwa

Trójpodział władzy znajdzie się w jednych rękach – prezesa PiS.

Znamy zatem ustalenia w sprawie ustaw sądowniczych, jakie niekonstytucyjnymi procedurami poczynili Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda. Cała władza przechodzi w ręce PiS, sądownictwo powszechne domyka dyktat PiS, trójpodział władzy znajduje się w jednych rękach – prezesa Kaczyńskiego.

Od początku przecież nie chodziło o reformę sądownictwa, tylko, w jaki sposób nad nim uzyskać władzę. Jedna ustawa – najważniejsza z punktu widzenia obsady władzy sądowniczej na terenie Polski – przeszła już w lipcu z podpisem Dudy.

Dwie inne zawetowane przez prezydenta w istocie były pretekstem do handlu politycznego między zapleczem Dudy i obozem Kaczyńskiego, a przy okazji protest obywatelski został uciszony i wyrolowany.

Patryk Michalski z RMF FM ustalił, jak ma wyglądać ustalona przez Kaczyńskiego i Dudę reforma. Jeden punkt w tych zapisach jest ważny, reszta to bicie piany, zmyłka, mgła. 15 członków Krajowej Rady Sądowniczej będzie wybieranych przez… prezydium Sejmu, w którym większość ma PiS.

Zapisy w ustawie są bardziej skomplikowane, powodujące, iż procedura sejmowa jest rytuałem. Czyli wiadomo, co ma zapaść, ale „panie i panowie, musimy się powygłupiać, bo sejm i sądownictwo to instytucje poważne dla publiki”.

Jest to zwykłe zaciemnienie proceduralne, wciskanie kitu. Każdy z klubów poselskich może zgłosić 9 kandydatów na członków KRS z gwarantowanym znalezieniem się jednego na ostatecznej liście. Kto ma się znaleźć na liście 15 kandydatów, decyduje wspomniane prezydium Sejmu, w którym PiS przepuszcza, co i kogo chce, bo ma w nim większość.

Lista 15 kandydatów na członków KRS jest głosowana przez Sejm, najpierw ma uzyskać 3/5 (rytuał, który nie przejdzie), a jak nie uzyska tej większości (bo nie uzyska) dochodzi do drugiego głosowania na listę – tym razem wystarczy kwalifikowana większość.

Ileż w tym rytuale picu, wciskania kitu ciemnemu ludowi, że to demokracja. Ustawa jest niekonstytucyjna, ustrój zostaje w ten sposób złamany. KRS jest więc we władzy polityków PiS, gdyż będą mieli w nim większość, co najmniej 9 członków. Wszystko więc na forum KRS są w stanie przegłosować.

Co Duda w tym handlu z prezesem uzyskał? Najprawdopodobniej sprawy zagraniczne przechodzą w ręce jego zaplecza, a także inne ważne dla niego trofeum – głowę Macierewicza. A na polityczną dekapitację ministra obrony narodowej wskazują jego brednie o nowym złotym cielcu spisku w Wojsku Polskim – „złotym funduszu”.

Sądownictwo zatem przestaje być niezależne. Co dalej? Władze Unii Europejskiej upomną się o demokrację w Polsce, nakładając na nasz kraj rezolucje, a potem różne bolesne sankcje. Społeczeństwo obywatelskie wyedukowane przez młodych prawników w czasie lipcowych protestów też nie popuści, aby dyktatura swobodnie wzięła naród za mordę.

ŚWIETNY POMYSŁ! PROSIMY O WIĘCEJ :)))) NIECH SIĘ BOJĄ.

Ziobro przeciwdziała przestępczości w formule „niech cię ręka boska broni”

Komuniści mieli swoje Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej. Dzisiaj odpowiednikami są rozliczne towarzystwa kultury chrześcijańskiej, które pełnymi garściami garną szmal dla siebie od pisowskiej władzy, a ta jest dla nich szczodra. Każde z ministerstw urządza konkursy dla organizacji pozarządowych – faworyzowane są te ze stemplem wartości chrześcijańskich.

Gdyby istniało ministerstwo wiary, byłoby zrozumiałe, że stowarzyszenia wiary katolickiej zgarniałyby granty. Podejrzewam, że upośledzone byłyby inne wyznania. Ale co ma Ministerstwo Sprawiedliwości do kultury i wartości chrześcijańskich, dalibóg, nie wiem. Po przyznanych grantach na „przeciwdziałanie przestępczości” – taki konkurs ogłosiło ministerstwo – należy mniemać, że mamy sprawiedliwość chrześcijańską, katolicką.

Mam nadzieję, że obecna władza nie odgrzeje tradycji sprawiedliwości chrześcijańskiej w postaci Inkwizycji, choć kleru wszędzie jest pełno. Może nawet dojść do paradoksalnej sytuacji, że kapłanów nie starczy dla świątyń, bo zostaną poutykani jako kapelani we wszelkich służbach. Gdzieś mi nawet mignął obrazek, na którym dobrze odżywiony kapłan w asyście ministrów spraw wewnętrznych poświęcał budynek jakiegoś komisariatu.

Chrześcijański paralizator to jest coś, a kraty chrześcijańskie dla bogobojnych przestępców mogą być jak aureola. Taki nawrócony złodziej może przestać kraść i zacząć znosić na tacę. Zatem zasadne jest pytanie, czy już wszystkie budynki prokuratury i sądów w kraju zostały poświęcone, bo przecież może w nich dochodzić do śledztw i wyroków wedle kultury chrześcijańskiej?

Ministerstwo Zbigniewa Ziobry w konkursie przeciwdziałania przestępczości wybrało 36 organizacji do tego zbożnego celu, w tym aż 24 takie, które nie mają żadnego doświadczenia ani nawet do statutów wpisanego celu przeciwdziałania przestępczości, ale za to pielęgnują wartości chrześcijańskie.

Czyżby w Polsce miało dojść do działania ręki boskiej, wszak nasz idiom mówi: „niech cię ręka boska broni”. Jest to groźba kary, która może przeciwdziałać przestępczości. Ziobro przecież zaostrza kodeks karny.

A kto najwięcej dostanie grantów od Ziobry? Głupie pytanie, bo wiem, że wszyscy wiedzą. Tak! Zgadliście – stowarzyszenia Tadeusza Rydzyka dostaną aż 3 granty. Myśleliście, że one są od mediów albo geotermii? Myliliście się. Sławetny Lux Veritas na dwa granty weźmie 642 tysiące 200 zł, a szkoła medialna ojca dyrektora kolejne 145 tys. zł.

Przeciwdziałać przestępczości będzie nawet Fundacja im św. Cyryla Metodego. W jaki sposób przerobi przestępców na bogobojnych obywateli? Czytamy w statucie, że przeciwdziałanie to „wysiłki na rzecz edukacji społecznej i moralnej czerpiące z Cyrylo-Metodiańskiej spuścizny kulturowej”. Za zajmowanie się moralną spuścizną kulturową wezmą 1,338 mln zł. Bardzo cenna musi to być moralność, jeżeli aż tyle na nią daje państwo.

Konkurs na granty został tak dyskretnie ogłoszony, że nie wszyscy o nim wiedzieli. Nie doszły uszu wieści doświadczonych fundacji przeciwdziałających przemocy domowej, jak Centrum Praw Kobiet, Pogotowie dla Ofiar Przemocy, Fundacja BABA czy Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Po prostu ich nie zawiadomiono.

Przeciwdziałać zatem przestępczości mają Pan Bóg, patriotyzm i tradycja – odgrzane wartości Ciemnogrodzian przez stowarzyszenia i fundacje kultury chrześcijańskiej. Już to w historii przerabialiśmy, wówczas kraj dostał największej zapaści społeczno-kulturowej. Władza PiS zmierza do większej zapaści.

ZNISZCZYLIŚCIE REPUTACJĘ POLICJI. STAŁA SIĘ WASZĄ PRYWATNĄ FIRMĄ OCHRONIARSKĄ. BRUTALNĄ, AGRESYWNĄ, PRZEKLINAJĄCĄ NA POLAKÓW. WSTYD NAM ZA TAKĄ POLICJĘ…

Nowa ordynacja wyborcza krojona pod wygraną PiS

Opozycja ma ogromny problem. Rozwalana jest Polska, a więc trzeba ją ratować. Społeczeństwo obywatelskie jest czujne, ale nie może działać w schizofrenii protestu. Niestety, niejasny przekaz, czego należy bronić przed dewastacją PiS, sprzyja szkodnikom, a wg wszelkiego racjonalizmu partia Kaczyńskiego zagraża krajowi.

Wychodzimy na ulice w obronie niezależności sądów, a w tym czasie PiS kroi pod siebie ordynację wyborczą. Kroi tak, aby nie przegrać najbliższych wyborów samorządowych. Kroi tak, aby wyeliminować wszelkie ruchy obywatelskie niepartyjne. Kroi tak, aby pisowscy mianowańcy w komisjach wyborczych kroili dla partyjnej wygody kształty okręgów wyborczych.

A gdyby stało się tak, że PiS przegrałby wybory, może zaskarżyć w sądzie ich wyniki pod każdym pretekstem. I zapytam: jaki werdykt podejmie sąd, który będzie pisowski? Na pewno nie będzie on niekorzystny dla PiS.

Usta polityków PiS są pełne frazesów typu: ordynację zmieniamy dlatego, żeby wybory nie były sfałszowane. Uśmieliście się? I słusznie, bo sfałszować wybory może tylko ten, kto je organizuje, a nie organizuje opozycja. W tym momencie opozycja nie posiada żadnych instrumentów, aby sfałszować.

Uniwersalne jest doświadczenie, iż zmiana ordynacji wyborczej przez rządzących, zawsze i wszędzie, jest próbą uzyskania przez nich lepszego wyniku, niż spodziewany bez tej zmiany.

W ugruntowanych demokracjach w zasadzie jedyny punkt ordynacji jest interpretowany na korzyść rządzących: przyspieszenie wyborów, bo akurat sondaże są dla nich korzystne. Tyle. Ordynacja proponowana przez PiS wszystko niemal zmienia. Czy są w nią wpisane dobre zmiany? Równie dobrze moglibyśmy zapytać, czy „dobra zmiana” jest dobra. PiS całkowicie zmienia ordynację, aby nie przegrać, mając do tego „bezpieczniki” w postaci pisowskich sądów.

Można wejść w analizowanie szczegółowych zmian w nowej ordynacji, ale one rozmydlają obraz, czynią go nieczytelnym. Ma być większa liczba okręgów wyborczych, a tym samym mniejsza ilość mandatów w okręgach, jakie w nich można uzyskać. To preferuje PiS, a eliminuje mniejsze partie, jak Nowoczesna, PSL i SLD, a także ruchy miejskie (sól samorządowców). Członkowie Państwowej Komisji Wyborczej nie muszą być sędziami ani osobami apolitycznymi, wystarczy habilitacja bądź trzy lata stażu adwokackiego.

Tak naprawdę nowa ordynacja wyborcza obniża poprzeczkę dla osób odpowiedzialnych za przebieg wyborów. Znowu racjonalizm podpowiada, iż po to jest tak czynione, aby obsadzać swoimi Misiewiczami. Można więc użyć grubszego określenia wartościującego w stosunku do tej ordynacji: zmierzamy do bylejakości.

Z władzą PiS mamy ogromny problem. Po to odwołują się do bylejakich rozwiązań, aby wszelkimi sposobami nie oddać władzy, a gdyby miała się im wymknąć z rąk, sięgnąć po kolejne narzędzia utrzymania władzy – sądy, które będą pod ich kontrolą.

Tak urządzone państwo może tylko się coraz bardziej psuć, gnić u podstaw. Czy na taką beznadziejną Polskę zgodzi się elektorat PiS, czy już nie będzie czasu na kwestionowanie wyników wyborów, bo naród będzie chwycony za twarz?

WIECIE ILE TON OŚMIORNICZEK, SZAMPANA I KAWIORU TAM PRZEŻRĄ?

>>>

>>>

PIĘKNĄ MŁODĄ POLSKĄ RZĄDZI STARZEC O XIX WIECZNYCH POGLĄDACH, OSZUST I KŁAMCA, ZGORZKNIAŁY SAMOTNIK Z KOTEM Z PONUREJ BAJKI. MAMY DOŚĆ !!!

©Andrzej Mleczko

Mariusz Błaszczak dorobił się kolejnego krzyżyka. Niech go spotka krzyż – krzyż na drogę i won! z życia publicznego – bo to marny człowiek, a intelektualnie niesprawny. Piszą o krzyżykach Błaszczaka Anna J. Dudek i Stanisław Skarżyński. Ujawnione przez „Wyborczą” nagrania policjantów śledzących Obywateli RP i posła Ryszarda Petru to kolejny krzyżyk na karierze ministra Mariusza Błaszczaka. W momencie, gdy PiS przeżywa największy kryzys od początku swoich rządów, dymisja dwukrotnie już obronionego ministra byłaby przyznaniem się do słabości przez Jarosława Kaczyńskiego.

Opozycja już kilkukrotnie próbowała Błaszczaka odwołać – raz za skandal wokół komendanta głównego policji, bo na to stanowisko minister mianował policjanta, którym zajmowała się prokuratura. Po raz drugi – gdy politycy z policjantami próbowali tuszować zabójstwo Igora Stachowiaka na komendzie. Po drodze były mniejsze i większe lapsusy. W obu przypadkach PiS obroniło Błaszczaka, ale opozycja powinna teraz podjąć kolejną próbę. Choćby była nieudana, dokuczy radykalnemu skrzydłu PiS – bo Błaszczak jako szef MSWiA jest dla Kaczyńskiego dziś zbyt cenny, żeby go poświęcić.

Coraz wyraźniej widać biegnący przez partię podział na frakcję radykalną, która naprawdę chce zaprowadzić w Polsce dyktaturę prezesa Kaczyńskiego, oraz umiarkowaną, która z coraz większym przerażeniem patrzy na poczynania obozu władzy. A teraz z nadzieją spogląda w stronę Pałacu Prezydenckiego.

Orędzia grozy

Najlepiej było to widać podczas wojny na orędzia. W poniedziałek o 20.00 TVP wyemitowała (kierując się logiką partyjną, nie państwową) orędzie premier Beaty Szydło, a TVN – orędzie prezydenta Andrzeja Dudy.

To precedens – nigdy w naszej historii nie było sytuacji, by głowa państwa i głowa rządu przemawiały w tym samym czasie. Ostatnio taka wojna była „o krzesło” w Brukseli – ale między premierem Tuskiem a prezydentem Kaczyńskim.

Gdy prezydent w TVN tłumaczył, dlaczego nie mógł zaakceptować proponowanych przez Prawo i Sprawiedliwość reform, w TVP premier przekonywała, że decyzja Dudy jest niezrozumiała. Kiedy on mówił o potrzebie budowania sprawiedliwego państwa, do którego Polacy mają zaufanie, bo traktuje ich równo, ona mówiła: „Winniśmy być jednością, nie możemy ulegać naciskom ulicy i zagranicy, musimy zrezygnować ze swoich osobistych i politycznych ambicji, a skupić się na tym, czego Polacy od nas oczekują”.

Wraz z dwoma orędziami jedność obozu „dobrej zmiany” przechodzi do historii. Duda jest najważniejszym, ale nie jedynym politykiem, który w tej kadencji wyrwał smycz z rąk Jarosława Kaczyńskiego. Kazimierz Ujazdowski wyłamał się z PiS podczas wojny z Trybunałem Konstytucyjnym, dołączając do długiego szeregu byłych współpracowników prezesa, którzy jako „pisolodzy” zaludniają studia TVN.

Drugą stronę stanowi betonowe zaplecze Jarosława Kaczyńskiego rozesłane po resortach siłowych – to nadzorujący służby specjalne Mariusz Kamiński, nadprokurator Zbigniew Ziobro oraz właśnie Mariusz Błaszczak, któremu podporządkowana jest policja.

Jeśli PiS mówi „dekomunizacja” to oznacza to zupełnie odwrotną sytuację. To samo jest z dekoncentracją mediów, wolnością i demokracją.

Waldemar Mystkowski ma propozycję dla pokracznego PiS. Zamknąć sądy.

Trybunał i sądy zamienić na muzea

Polityka historyczna PiS niebawem może tak przyspieszyć, że nazwiemy ją kosmiczną polityką historyczną. Zapytacie, dlaczego miałoby się tak stać? Ano, z dnia na dzień może przybyć kilkaset muzeów w całej Polsce. Zdziwieni? Oczy wyszły wam na wierzch? Schowajcie je do oczodołów, bo potrzebny będzie rozum, wysilcie go, tymczasem pospiesznie wyjaśniam.

Demolka Trybunału Konstytucyjnego miała służyć między innymi temu, aby przyspieszono wyrokowanie w sprawach, które zalegają latami. I oto dowiadujemy się, że Trybunał Konstytucyjny w obecnym roku, a już mija 7 miesięcy 2017, orzekał – teraz można wybałuszyć oczy – przez 13 dni. „Fakt”, w którym o tym piszą, nazywa sędziów wprost – „Lenie z Trybunału Konstytucyjnego”.

Ja głównym leniem – rozsadnikiem tej niemocy pracy – nazwałbym panią prezes Julię Przyłębską, która powinna pozostać jako prawnik bezrobotna, tak jak chciał tego Sąd Okręgowy w Poznaniu. Ten nie przyjął jej do pracy ze względu na lenistwo i mierne kwalifikacje („nie przeprowadziła postępowania dowodowego, nie ustaliła istotnych faktów, pisała błędne uzasadnienia” – to tylko niektóre z zarzutów wizytatora w 2001 roku, a następnie komisji kwalifikacyjnej w stosunku do Przyłębskiej, gdy odrzucono jej prośbę o pracę).

Czy Przyłębska od tamtego czasu podciągnęła się? Znowu wybałuszycie oczy. Pani Przyłębska jest na urlopie od 28 czerwca do 11 września, od ostatniego posiedzenia TK do następnego planowanego. Nie podciągnęła swojej fachowości, dalej w głębokim poważaniu ma kwalifikacje.

Jak wiemy Przyłębska jest prezes TK od grudnia ubiegłego roku. Już nie wybałuszajcie oczu, bo je stracicie. W tym czasie przybyło jej 41 dni zaległego urlopu. Jak to się dzieje, że nie pracuje, a przybywa jej urlopu? Ano tak, że urlop jest wówczas, gdy pisze się podanie o urlop, zatwierdza się podanie i na urlop udaje. Przyłębska choć nie pracowała, to nie napisała do siebie podania o urlop, więc nie była na faktycznym urlopie mimo, że bumelowała.

No, fajnie. Zatem, jakim sposobem doszło do tego, że wczoraj – 27.07 – pojawił się komunikat niefachowej Przyłębskiej: – „Sąd Najwyższy złamał prawo, nie zawieszając postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego”. Ten komunikat podał PAP, ano agencja mogła tę wiadomość dostać mailem, np. z Bahamów, gdzie może przebywać Przyłębska wraz ze swym TW Wolfgangiem, a nawet komunikat mógł podyktować telefonicznie prezes Kaczyński.

Trybunał Konstytucyjny orzekał przez 13 dni w roku. Po co? Przecież Konstytucja nie działa. Czy nie lepiej otworzyć jego podwoje dla turystów. Budynek fajny, kupić tylko bambosze i zwiedzający będą śmigać po wypastowanych posadzkach. A kustosz w TK będzie mógł nawijać: – Kiedyś w Polsce przestrzegana była Konstytucja, a tutaj pracowali sędziowie pilnujący zgodności prawa z Konstytucją. I takie tam ble-ble.

Tak sytuacja wygląda z Trybunałem Konstytucyjnym. Prezes Kaczyński chce podobnie zrobić z prawem powszechnym i po części mu się to udało. Ustawa o sądach powszechnych została podpisana przez Andrzeja Dudę, dwie o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa zawetowane.

Jeżeli prawo będzie działało jak Trybunał Konstytucyjny, to po co nam budynki sądów – a tych jest kilkaset. Bezprawie nie potrzebuje sądów. Budynki sądów można przerobić na muzea. I wreszcie na kosmiczną skalę realizować politykę historyczną. Kustosze mogą reklamować przeszłość: – Tu działało prawo – informując gawiedź o przeszłej wielkości narodu polskiego wyznającego prawo i demokrację.
Spełnia się na naszych oczach Franz Kafka – na razie tajniacy śledzą opozycję i społeczeństwo obywatelskie, acz jeszcze nie prowadzą na przesłuchania.

Kaczyński może się w jeszcze jednym odwołać do tradycji, której tak hołduje. Niegdyś panowie władcy – królowie, książęta – rozstrzygali spory prawne, gdy raz do roku udawali się do swoich posiadłości i wydawali wyroki podczas tzw. roków. Kaczyński jako pan może wydawać wyroki podczas wyjazdów w teren czy też kampanii wyborczej (jeżeli takie jeszcze będą), obowiązuje wszak jego wola, a taka Przyłębska tylko symuluje pracę.

Prawo staje się przeszłością, a teraźniejszością i przyszłością będą wspomnienia, czyli muzea. Zaś zawód prawnika może pójść do lamusa, bo będziemy mieli pana prezesa na włościach Polski.

Najnowszy news.

>>>

JEDNO ZDJĘCIE, KTÓRE MA W SOBIE CAŁĄ OPOWIEŚĆ O NOWEJ, EUROPEJSKIEJ PREMIER BRZESZCZ

c33obyywmainqhd

Ewa Siedlecka („Wyborcza”, a wkrótce „Polityka”) pisze o zamachu PiS na sądownictwo. Suweren, który przyjął konstytucję w referendum, nie ma wojska, żeby je posłać na władzę łamiącą konstytucję. Ma tylko sądy.

suweren

Prawo może być lepsze lub gorsze. Można je stanowić – co pokazał ostatni rok – sprzecznie z konstytucją i międzynarodowymi standardami. To, czy i jak zadziała w praktyce, zależy od sędziów. Stosując najlepsze prawo, mogą wydać wyrok sprzeczny ze sprawiedliwością i konstytucją. A najgorsze prawo mogą zinterpretować tak, by sprawiedliwość i konstytucję obronić. To kwestia woli. A często odwagi.

Nowy prezydent USA, „kolebki zachodniej demokracji”, wydał dekret zakazujący wjazdu do USA obywatelom państw, które uznał za wylęgarnię terrorystów. Nawet tym, którzy mają wizy czy status uchodźcy. Tym samym de facto zawiesił prawo azylu, o którym mówi Deklaracja Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych.

Amerykańscy sędziowie się buntują. Sądy w stanach Nowy Jork, Waszyngton, Massachusetts czy Wirginia nie uznały dekretu i wydają zatrzymanym na granicy osobom, które mają wizy lub status uchodźcy, zgody na „pobyt nadzwyczajny”, argumentując, że ich deportacja „może wyrządzić nieodwracalne szkody”. Zbuntowała się też prokurator generalna Sally Yates, ogłaszając, że prokuratorzy nie będą przed sądami bronić dekretu Trumpa. Prezydent usunął ją ze stanowiska. Inna rzecz, że funkcję pełniła tymczasowo, do czasu powołania wybrańca nowego prezydenta.

W tym samym czasie rząd PiS ogłosił projekt zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zmierza on do tego, aby to politycy mianowali sędziów – do KRS, a potem, w ramach KRS mogli blokować każdą sędziowską nominację. Cel jest oczywisty: sędziami mają zostawać, a potem awansować tylko ci, którzy nie będą orzekać wbrew woli władzy. Minister Ziobro ogłosił, że w ten sposób walczy z kastowością sądownictwa. O to, by obywatele – przez posłów – mieli wpływ na wybór sędziów.

Brzmi atrakcyjnie. A oznacza tyle, że sprawiedliwość dostanie w sądzie ten, który ma lepsze „przełożenie” na ludzi związanych z rządzącą większością. Albo skutecznie przekona do swoich racji ministra Ziobrę, który – jak to już dziś praktykuje – pośle do sądu swojego człowieka, żeby „przywrócił sprawiedliwość”.

USTAWA, KTÓRA JEST KOSMICZNYM BUBLEM. NIKT NIGDY TAK JAK PIS NIE ZLEKCEWAŻYŁ MIESZKAŃCÓW WARSZAWY I OKOLIC.

c33fxajxuaeyrus

***

Po przejęciu Trybunału Konstytucyjnego przez PiS liczymy, że sądy powszechne i Sąd Najwyższy przejmą rolę strażników konstytucji, bazując na artykule konstytucji, który mówi, że stosuje się ją bezpośrednio.

– W Polsce skończyła się epoka, kiedy mogliśmy polegać na zadeklarowanej w konstytucji zasadzie demokratycznego państwa prawnego. O prawo, o sposób jego interpretacji, o jego przestrzeganie, o każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten – co tu dużo mówić – spoczywa na sędziach. Nie ma walki bez ofiar, a do nich może być zaliczony każdy z nas tu obecnych.

Takie słowa skierowała do sędziów pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf na poniedziałkowym zgromadzeniu w Warszawie sędziów okręgów i apelacji sądowych. W ustach szefowej Sądu Najwyższego brzmią one szczególnie dramatycznie. A odniesienie do „ofiar” wcale nie jest przesadzone. PiS pokazał, że potrafi ukarać nieposłusznych: odmową awansu (prezydent) czy odwołaniem z delegacji do sądu wyższej instancji (minister Ziobro). Więc jeśli sędziowie zechcą pełnić swoją konstytucyjną funkcję wbrew oczekiwaniom partii rządzącej – z pewnością za to zapłacą.

Czy zechcą płacić? Z jednej strony nie można od nikogo wymagać heroizmu. Z drugiej – sędzia to szczególny urząd: służba. Honor jej sprawowania zobowiązuje. Może nawet do heroizmu? Poziom odpowiedzialności sędziego jest olbrzymi: decyduje o losach pojedynczego człowieka, o sprawach publicznych i ustrojowych.

Za kilka dni Sąd Najwyższy rozpatrzy odwołanie pokrzywdzonych od „ułaskawienia” przez prezydenta Dudę szefa specsłużb Mariusza Kamińskiego. Chodzi o sprawę prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa. Prezydent w ramach aktu łaski „umorzył” postępowanie sądowe przeciw Kamińskiemu, czyli darował mu nie tyle karę, co winę. Darowanie winy to nie akt łaski, ale abolicji. A o prawie do stosowania abolicji przez prezydenta konstytucja milczy. Dotąd abolicję uchwalał parlament. Zaś „umorzenie postępowania” jest czynnością procesową, zarezerwowaną dla sądu. Zdaniem wielu prawników prezydent aktem wobec Kamińskiego złamał konstytucję.

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał prezydencki akt za legalny. Teraz oceni go Sąd Najwyższy. Chodzi o granice trójpodziału władzy. Zakwestionowanie aktu prezydenta będzie wymagało od sędziów odwagi. Bo choć PiS nie może ich odwołać, to może zmienić prawo, przerywając ich kadencję. Tak chce zrobić wobec Krajowej Rady Sądownictwa.

Amerykańscy sędziowie postawili się Trumpowi, a ich kariery też zależą od prezydenta i parlamentu. Jeśli przestanie tam obowiązywać zasada przyzwoitości – którą Trump nazywa pogardliwie „poprawnością polityczną” i zwalcza – sędziowie mogą się spodziewać blokowania swoich karier. A pewnie też mają kredyty do spłacenia, ambicje zawodowe. Zobaczymy, jak silny będzie ich opór w obronie konstytucji. Na pewno wyjściową pozycję mają mocniejszą: w mentalności Amerykanów konstytucja jest zdecydowanie bardziej zakorzeniona niż w mentalności Polaków.

– To, że konstytucja nie jest w dzisiejszych czasach w pełni respektowana, nie oznacza, że sądy nie muszą do niej sięgać. Obecnie to sądy powszechne stoją na straży ustawy zasadniczej – powiedział w czwartek sędzia Igor Tuleya, orzekając odszkodowanie dla Jerzego Boguckiego, uniewinnionego od zarzutu zabójstwa gen. Papały, a przedtem przez dziewięć lat przetrzymywanego w areszcie tymczasowym (!) w celi dla niebezpiecznych i dręczonego m.in. światłem i głośną muzyką. – Sąd nie może ulegać presji, bo gdyby do tego doszło, skończyłaby się jego niezależność i niezawisłość sędziów – dodał.

Ma rację: niezawisłość sędziowska nie zależy ani od przepisów, ani od tego, czy władza ich przestrzega. Zależy od sędziów.

KORWIN-PIOTROWSKA ZRÓWNAŁA Z ZIEMIĄ POLSKI RZĄD. POWIEDZIAŁA PRAWDĘ. TRUDNO SIĘ Z NIĄ NIE ZGODZIĆ.

c35lp2jwmaaz8pi

 GRATULUJEMY TYM, KTÓRZY ODDALI NA NIĄ GŁOS. PANI SENATOR DBA O INTERESY PODLASIA W IRANIE, W MIAMI. NA PODLASIU JEJ NIGDY NIE WIDZIANO…c33t5hswcaarsyk

Już wiadomo gdzie się podziała Anna Maria Anders. Niedostępna dla wyborców senator PiS tańczy w Miami

Wszyscy zaniepokojeni o senator PiS mogą odetchnąć z ulgą. Anna Maria Anders żyje i ma się dobrze. Na Twittera trafiło zdjęcie, które pokazuje, że polityk Prawa i Sprawiedliwości świetnie się bawi, ćwicząc poloneza w Miami.

Zdjęcie senator PiS opublikował Michał M. Lisiecki, wydawca „Wprost”. Opatrzył je komentarzem, że są to przygotowania do 45. Międzynarodowego Polonez Balu w Miami.

„Gdy startowała jako polityczna spadochroniarka w wyborach uzupełniających do Senatu na Podlasiu, wspierało ją pół rządu z Beatą Szydło na czele. Do Suwałk i Łomży przyjechał dla niej sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. Mandat zdobyła i… słuch w regionie po niej zaginął. Senator Annę Marię Anders łatwiej spotkać dzisiaj w Bostonie, czy Londynie niż w Białymstoku. Wyborcy mogą się czuć oszukani. Zresztą o jej pracy i aktywności w wyższej izbie parlamentu też niewiele wiadomo.

Córka generała Andersa zdobyła mandat z wyborach uzupełniających do Senatu, które odbyły się 6 marca ubiegłego roku. Z poparciem PiS startowała z okręgu wyborczego nr 59 obejmującego także m.in. Łomżę i Suwałki”

c33st7rwcaa8oxa

Waldemar Mystkowski pisze o trollu na etacie, niejakim pośle PiS Pawle Szefernakerze.

szefernaker

Jakiś czas temu z synem przymierzaliśmy się do napisania prozy z gatunku political horror. Jeszcze obydwaj bliźniacy Kaczyńscy mieli się dobrze na zdrowiu, ale ich niezdrowe zamiary w stosunku do ojczyzny było czuć w każdym przez nich otwarciu ust.

Tego rodzaju ludzie są zagrożeniem dla demokracji. Niewiele intelektualnie są w stanie wnieść do dorobku wspólnego, ale mniemanie o sobie mają Atlasów. W większym towarzystwie byliby pośmiewiskiem, gdyż nie są (nie byli) partnerami do rozmowy. Ich elokwencja ogranicza się w pewnym momencie tylko do inwektyw – i przyznam się, że źle znoszę ludzie nieerudycyjnych.

Jarosław Kaczyński chciałby zaliczać się do elit, dlatego swoje wypowiedzi inkrustuje mniej znanym słowem ze słownika wyrazów obcych, aby w oczach dworu być kimś. Wystarcza to na Kurskich, Błaszczaków, Karczewskich, na elity narodu to za mało. Prezes PiS z tytułu swojego wykształcenie zapowiadał się po 1989 roku na doktora Frankensteina. „Stworzył” nam w latach 2005-07 potworka IV RP, a teraz ten potworek nabiera ciała. Jest zagrożeniem nie tylko dla demokracji, ale w niesprzyjających zewnętrznych warunkach może być zagrożeniem dla niepodległości.

Dr Frankenstein Kaczyński lepi bądź uruchamia swoje postaci polityczne z ludzi niepełnych, niewartych, aby ten zawód uprawiać. Dlatego polskie życie publiczne jest zapełnione pisowcami, mówiącymi jednym komunikatem i językiem polskim takim, jak Krystyna Pawłowicz („wziąść”, bo jest zjeść).

Dobrym przykładem wytworu doktora Kaczyńskiego jest Paweł Szefernaker, pierwszy troll internetowy na etacie w Kancelarii Premiera. Szefernaker pasuje do produktu doktora, nie wiedzieć czemu nazywający się w popkulturze tak samo, jak jego twórca. Szefernaker jak Frankenstein tak samo się porusza, podobnie mówi i jego zasób pojęciowy jest ograniczony do zdolności przyswajanych komunikatów. Zdolny nie jest, za to świetnie nadaje się do armii trolli PiS.

Ten Frankenstein jest wypychany coraz częściej do mediów, bo PiS ma tylko takich ułomnych szefernakeropodobnych, frankensteinopodobnych. Czy będzie to Sasin, Kempa, czy Szefernaker, to wsio rawno, nic nie mają do powiedzenia, tylko do zaprogramowanego wyplucia – i szlus. Z takim nie pogadasz, ale możesz być opluty, spécialité de la maison PiS. Oto w audycji „Śniadanie w Radiu ZET” taką specjalnością PiS jest wychodzenie w trakcie audycji, bo coś w produktach pisowskich szwankuje, zacina się. Igła wypada z rowka, w szarych komórkach buksuje. Kiedyś z programu autorstwa Moniki Olejnik wyszedł Mariusz Błaszczak, a w tę niedzielę ów troll na etacie, produkt dr Kaczyńskiego, Szefernaker.

Wyszedł, bo wcinał się w każde słowo. Polityk PO Marcin Kierwiński nie dał się opluć, zagadać, acz troll Szefernaker ponawiał zwoje próby, jak Frankenstein. Nie można tym półproduktom się dawać, tym postaciom politykopodobnym zagdakać, zakwakać, bo tylko mają do podania swoje specialite wypichcone na Nowogrodzkiej. Kierwiński zasługuje na uznanie – nie dał się osaczyć bredniom, bo tak winniśmy nazywać dialektykę PiS. Ten Szefernaker nie nadaje się do obecności w życiu publicznym, jest lokalnym produktem z horroru wziętym. W przyszłości – gdy PiS minie – należy zadbać, aby takie trolle, Frankensteiny, Szefernakery, nie mogły uczestniczyć w życiu publicznym. Zaniżają poziom do idiomu Kononowicza „żeby niczego nie było”. Aby Polska nie była krajem inaczej, takich polityków inaczej, jak Szefernaker, należy pożegnać (przeżegnać) kołkiem osikowym.

NIESOLIDARNI HIPOKRYCI, PRZEBRANI ZA KATOLIKÓW

c323-2zwaaao4ij

Kleofas Wieniawa zajmuje się „wykładowcą” u Rydzyka, Jarosławie Kaczyńskim.

kaczynski-w-toruniu

Jarosław Kaczyński uciekł na uczelnię Rydzyka, aby przedstawić swoje pomysły na gospodarkę. Dlaczego do Torunia? Uczelnia wszak podrzędna, bez znaczenia. Ano dlatego, iż na innych uczelniach musiałby spotkać się z fachowcami i zostałby wyśmiany.

A tak się śmieje z nas. Zaś redemptorysta wyciągnie kolejne dziesiątki milionów z budżetu państwa. Kaczyński wziął ze sobą Mateusza Morawieckiego, ktory tylko potakuje i jest największym rozczarowaniem obecnego rządu. Mógł wszak także Kaczyński udać się na uczelnię Morawieckiego i wśród historyków przedstawić swoje pomysły na kapitał.

Prezes PiS ma na względzie kapitał patriotyczny, bo ten obcy „ma działanie kolonialne”. Polityka była kolonialna (kondominium), przestała nią być, gdy PiS objął władzę, teraz trzeba odbić przedsiębiorstwa zagraniczne, aby je znacjonalizować.

Znamy to z historii. Nie odbije się technologii, bo ją trzeba wypracować i to wielowiekową pracą głów. Kaczyński jest zaprzeszły i widać, iż nie nabył wiedzy poprzez zasiedzenie w polityce (od 1989 roku), nie poszerzył swoich horyzontów, a wręcz je zawęził.

I tak chce zawężać Polskę. Lecz nie pomogą mu ucieczki do Torunia, ani nacjonalizowanie. Jak to powiedział o. Rydzyk: „Wielkość człowieka liczy się liczbą jego nieprzyjaciół”. Nie będą znęcał się nad językiem polskim ojca dyrektora, którego wrogiem jest mowa ojczysta. Wielcy Polacy byli przyjaciółmi Polaków i działali w interesie Polski, a Kaczyński zdołał tylko umniejszyć Polskę, straciliśmy na znaczeniu. Liczba nieprzyjaciół rośnie Kaczyńskiemu ciągle i ciągle, gdy nie starczy środków prawnych, bo Kaczyński coraz więcej serwuje bezprawia, pozostaną wrogom środki inne.

Nie raz w historii do władzy poprzez procedury demokratyczne dochodziły neptki – i narody dawały sobie z nimi radę. Czas myśleć, co po Kaczyńskim, czas myśleć, aby w prawie nie mogło działać bezprawie, bo tak dzisiaj funkcjonuje Polska.

ROBIMY bo PiS niszczy Sądy, Szkoły, Samorządy, Miasta, Wojsko, Warszawę, Wałęsę i Wolne Media. Robimy JAZGOT bo PiS niszczy Polskę!

c3zro1vxaaafyc0

>>>