Posts Tagged ‘samospalenie’

„Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”. Zaduszki za Piotra Szczęsnego pod PKiN

Adam Szostkiewicz na swoim blogu pisze o Szarym Człowieku, czyli Piotrze Szczęsnym (fragmenty).

Zaduszki Szarego Człowieka

Władza i media ją popierające mają nadzieję, że sprawa protestacyjnego samopodpalenia się Szarego Człowieka szybko zostanie zapomniana. W katolickim kraju, w czasie świątecznym poświęconym zmarłym, nie milkną głosy pogardy wobec Piotra S. i tych, którzy przynoszą znicze ku jego pamięci. Jak żyć w takim kraju, nie będąc miłośnikiem „dobrej zmiany”?

Niektórzy z przynoszących znicze już są szykanowani przez władzę. W Gorzowie Wielkopolskim policja wszczęła dochodzenie w sprawie zniczy, nekrologu i hasła „Macie krew na rękach” pod biurem poselskim pisowskiej minister pracy Elżbiety Rafalskiej. Pikietę obywatelską przed biurem obserwowali cywilni agenci.

(…)

O ileż przyzwoiciej byłoby zamiast posyłać policjantów, wygłosić krótkie przemówienie z kondolencjami dla Rodziny Szarego Człowieka i uderzyć się w piersi nie obecnej opozycji, lecz własne. Przecież pan Piotr też był obywatelem i patriotą, tak samo jego rodzina. Im też zależy na Polsce. Wszystkim należy się szacunek, nawet jeśli się z nim nie zgadzamy.

Po ministrze Błaszczaku czy Kamińskim, po pośle Kaczyńskim czy premierce Szydło raczej się takiej przyzwoitości nie spodziewamy, ale od czego mamy „prezydenta wszystkich Polaków” i prymasa Polski? Nigdy nie jest za późno na przyzwoite zachowanie.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Burzyć mury to być otwartym na drugiego i na przyszłość

Polski katolicyzm to dziwna odmiana chrześcijaństwa. „Dziwna” – to zresztą bardzo lekkie określenie. Kilku egzorcystów diecezji płockiej opublikowało apel wzywający rodziców, aby nie pozwolili swoim dzieciom uczestniczyć w „inicjatywie zwanej Halloween”. Apel opublikowany został przez Katolicką Agencję Informacyjną, najważniejsze katolickie portale „Gościa Niedzielnego” i tygodnika „Niedzieli”. Tym samym – jakby – ten apel był oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego.

Czym jest ten apel? Jego pierwszy cel to wyzwolić lęk przed innością. Lęk to najlepsze narzędzie manipulacyjne, zalękniony zamienia się w agresora. Dziwna odmiana polskiego chrześcijaństwa działa ręka w rękę z dzisiejszą władzą. Ten lęk wyzwolił w dużej części Polaków bojaźń przed imigrantami i uchodźcami, przed mniemaną islamizacją, przed laicyzacją i przed przemianami kulturowymi, takimi jak gender.

Rządzący osiągnęli w tym sukces. Polska zalękniona jest łatwa do rządzenia, bo to Polska wycofana. naród wówczas nie żyje, nie jest otwarty, tylko broni się przed życiem, przed pełnią życia.
Znienawidzony przez władze PiS wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans wygłosił w Watykanie kapitalne przemówienie o swoim chrześcijaństwie: – „Moje chrześcijańskie dziedzictwo nic dla mnie nie znaczy, jeśli prowadzi do wykluczania innych niż my. Jeśli bycie chrześcijaninem nauczyło nas czegokolwiek przez ostatnie dwa tysiące lat, to umiejętności patrzenia na świat oczami „innego”. Nawet, gdy jest to afrykański uchodźca”.

Słowa Timmermansa są trawestacją z Dziejów Apostolskich, które mógł napisać św. Piotr, którego uważam za największego polityka w dziejach świata. To on swoimi misjami wywalczył przestrzeń dla chrześcijaństwa, dla tego imperium wiary, które dwa tysiące lat po nim wciąż jest największe.

Polski ryt chrześcijański w istocie jest antychrześcijański, bo nie ma w nim naczelnej wartości – solidarności. Bycie z drugim, pomaganie innemu. I znowu na pomoc przychodzi nam Timmermans, który w Watykanie mówił: – „Dzisiaj wierzymy, że nasze dzieci będą miały w życiu gorzej, niż my. Jeśli jedyna perspektywa, jaką mamy, to strata, zaczynamy pilnie strzec tego, co posiadamy. Wtedy sąsiad staje się wrogiem, a nie przyjacielem – jest to więc sprzeczne z zasadą solidarności. Jeśli widzę, że ktoś cierpi i obawiam się, że też mogę zacząć cierpieć, będę się trzymał od tej osoby z daleka – żeby się nie zarazić. To właśnie dzieje się dzisiaj w Europie – i musimy to naprawić”.

W Polsce przeżywamy kryzys wartości. Polityk polski potrafi powiedzieć z trybuny w Sejmie do innych: kanalie, mordy zdradzieckie, zaliczyć nas do gorszego sortu. Na tym ma być ufundowana Polska? Na nienawiści, odrazie, negatywnych odczuciach do bliźniego?

Wracam jeszcze raz do Piotra S., do którego będziemy co rusz wracali, obyśmy nie zmarnowali tego, co nam zostawił. Im dalej od jego samospalenia i śmierci, tym więcej dowiadujemy się, jakim był człowiekiem, ale dowiadujemy się też więcej o sobie.

Przede wszystkim Piotr S. to Piotr Szczęsny. W te dni zaduszne otwórzmy się na Piotra z Niepołomic: – „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!”.

Mamy o czym myśleć, a jeszcze więcej – działać. – „Musimy traktować nasze dziedzictwo jako zaproszenie, a nie jako przeszłość” (Timmermans). Musimy burzyć mury lęku, bo nimi podzieleni zostaniemy tchórzami, dla których wolność jest zbędna.

I JAK COŚ TAKIEGO NAZWAĆ? trwa…

Jawny Orwell PiS

Projekt ustawy o niejawności życia publicznego nosi oczywiście nazwę ustawy o jawności życia publicznego.

PiS do Orwella wnosi kosmetyczne poprawki, bo dzieło opisujące działania partii Kaczyńskiego nie nosi już tytułu „Rok 1984”, bo ten minął, ale winno być wznowione jako „Rok 2017”, a jeżeli PiS utrzyma się u władzy – czego nie życzę mojej ojczyźnie i dzielnym rodakom – „Rok 2018”.

Ustawa o jawności została napisana przez specsłużby, które z tytułu formalnego prowadzą działalność niejawną. Czy ktoś pojmuje ten absurd? Mamy jednak do czynienia z PiS, które sprawuje władzę absurdalnie, a nawet dadaistycznie. Rządzi prezes PiS, a nie premier, ośrodek decyzyjny jest na Nowogrodzkiej, a nie w Al. Ujazdowskich. Ministerstwo Obrony Narodowej jest Ministerstwem Głupich Kroków, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przypisze Antoniemu Macierewiczowi zdolności do formułowania zadań obronnych dla Wojska Polskiego. Zachowuje się zresztą wzdłuż szpaleru żołnierzy tak, jak John Cleese w słynnym skeczu Monty Pythona.

I tak jest z jawnością. Informacji nie uzyska ten, kto arbitralnie zostanie zaliczony do „uporczywych”, a także nie uzyska, gdyby realizacja wniosku o informację „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”. A kto chciałby udzielać niewygodnej dla siebie informacji, a może i kompromitującej? Zalicza się wówczas go do upierdliwców i utrudniających działalność.

To nie jest prawo do informacji, a jest to prawo do odmowy udzielenia informacji. Ciągle podkreślam, że język stosowany przez PiS nie jest językiem polskim, ale językiem totalitarnym, dla nas zrozumiałym ze względu na niedawno odeszły reżim jako język sowiecki. Całkiem zgrabnie określonym przez Bareję: „I co nam zrobisz?”.

Kolejną blokadą, aby nie ujawnić nieprawidłowości w urzędach państwowych jest opłata za przygotowanie informacji. Do tej pory opłata istniała, ale nie powodowała, że informacja nie została udzielona. Teraz opłata będzie żądana, czyli wymagana wcześniej, co będzie kolejną metodą, aby nie ujawniać.

Jawność życia publicznego poszerza krąg osób, które zobowiązane są składać oświadczenia majątkowe. Do posłów i samorządowców dochodzą egzaminatorzy na prawo jazdy, strażnicy miejscy, pracownicy Państwowej Inspekcji Pracy, Prokuratorii Generalnej RP, urzędnicy służby cywilnej. A nawet strażacy.

O co chodzi? O haki chodzi, aby można w razie potrzeby wyciągnąć z oświadczeń niejasności – a te zawsze się pojawiają, gdy chodzi o pieniądze. Wówczas niewygodnego obywatela wydala się ze służby i na jego miejsce wsadza posłusznego pisiewicza.

Praktycznie ustawa znosi ochronę danych osobowych. Np. komuś odmówiono wydania na coś koncesji ze względów nieodpowiednich cech psychicznych. To będzie teraz jawne – ten ktoś zostanie mniemanym niezrównoważonym, a złe języki obwołają go, że wariat.

Pojawia się ponadto termin sygnalisty – w języku potocznym dotyczący donoszącego informację ważną dla organów ścigania. Taka osoba winna podlegać stosownej ochronie prawnej. W ustawie pisowskiej prokurator nie ma takiego obowiązku ochrony i może narazić sygnalistę na zemstę bądź szykany.

Projekt ustawy przygotowany był pod pieczą Mariusza Kamińskiego – tego kolesia z wyrokiem trzech lat bez zawiasów, które zostały mu zdjęte przez ułaskawienie Andrzeja Dudy, najprawdopodobniej nieprawnie – bez rejestracji w wykazie prac legislacyjnych. Projekt znienacka ujrzał światło dzienne 24 października. Wyznaczono mu – uwaga, uwaga – 6 dni na konsultacje społeczne!

Ów projekt to Orwell w pisowskiej postaci. Niejawność jest przedstawiana jako jawność, szef służb specjalnych z tak ważnym projektem wyskoczył, jak Filip z konopi.

To , które się zmaterializowało…

Po pierwsze- Trzaskowski jest warszawiakiem, a po drugie- nie załatwiał swojemu tacie posadki w wodociągach w Opolu.

>>>

„Usłyszcie mój krzyk”.

Magdalena Środa na FB 👍 👏👏👏🇵🇱✌️🇪🇺

Trzy zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Sędzia Żurek jest poza zasięgiem blokersa Jakiego

Nie obchodzi mnie, pod którym blokiem za młodu wystawał Patryk Jaki, bo to dzisiaj on jest blokersem w sferze publicznej. Do takich osóbek ma zastosowanie „potęga smaku” Zbigniewa Herberta, zarówno estetycznie, intelektualnie, jak i mentalnie.

Oto do prawnika pełną gębą Waldemara Żurka odzywa się ten, który nie odróżnia apelacji od kasacji, iż „gdyby nie weto prezydenta, już pan Żurek nie miałby tej satysfakcji”.

„Tej satysfakcji” – dotyczy tego, iż magister prawa Ziobro i „blokers” Jaki przesłali listę 256 kandydatów na asesorów, których Krajowa Rada Sądownictwa nie zaakceptowała z powodów formalnych. Zauważmy, iż Jaki nawet w języku polskim jest beznadziejny. Nie wyobrażam sobie, aby Żurek miał „satysfakcję”, a wręcz przeciwnie: to odbiera satysfakcję uprawiania zawodu, gdy naprzeciw masz osoby niemające pojęcia, co robią. Jaki dla fachowca Żurka jest „dyskomfortem”. Przepraszam za określenie nomen-omen: Jaki jest byle jaki.

To, że coś się niszczy, to nie jest pojęcie o budowaniu. Żurek buduje autorytet prawa, a blokers Jaki niszczy autorytet prawa swoją niewiedzą, nie tylko nie odróżniając apelacji od kasacji. Niszczy język polski – co mnie z kolei wkurza – bo język polski Jakiego nie jest językiem, nie jest komunikatorem semantycznym, jest pluciem (czyli substancją organoleptyczną, acz metaforyczną), jest niechlujstwem. Jak się nie potrafi nazywać, to należy się nie odzywać.

Janczarzy od Ziobry nie zostali powołani na asesorów, bo Ziobro z Jakim nie potrafili wypełnić kwestionariuszy, w których występują braki („Największa grupa braków to były kwestie niewykazania stanu zdrowia kandydata i co ważne przepisy dosyć ściśle regulują, to w jaki sposób stan zdrowia asesora, sędziego jest stwierdzany”).

Ale to tylko cząstka „prawdy” o tych „fachowcach” Ziobrze i Jakim. Gorsze, że dyspozycyjni janczarzy zniszczą nie tylko sferę prawną, ale te rejony aktywności publicznej, o których prawo będzie wydawało wyroki. Dyspozycyjność jest wielokroć kosztowniejsza niż pomyłki. Pomyłkę naprawisz, braki charakteru – nie.

Mając przed sobą takich wybrakowanych fachowców – i to w każdej dziedzinie – można się załamać. Oby nam Polska się nie załamała, bo tąpnięcie już mamy. Na powierzchnię wyleźli blokersi Jaki i Ziobro z „parcianą retoryką, łańcuchami tautologii i pojęciami, jak cepy”. A fe!

To , które się zmaterializowało…

Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem?

Nie jest jakimś epokowym odkryciem stwierdzenie, że Jarosław Kaczyński jest tchórzem. I bez spostrzeżenia posłanki Nowoczesnej Joanny Scheuring-Wielgus to wiemy. A obruszenie się Jacka Sasina, aby „nie obrażać Jarosława Kaczyńskiego”, świadczy o samym Sasinie, a nie jest żadną obroną odwagi Kaczyńskiego.

W polityce tchórzostwo bądź jego antonim są zbędne, a pożądana jest bezczelność – w polskiej polityce na pewno. Problemem jest dobór wykonawców. I tutaj moje uznanie dla Kaczyńskiego, który dobrał ludzi takich, jak Sasin, niekompetentnych, za to mających ambicje wspięcia się jak najwyżej. Tacy są pisowcy i dlatego będą wierni.

Niekompetentny w polityce – znaczy niezbyt zdolny, mało kreatywny, odtwórczy. Taki zbiór ludzi musi być dowartościowany poprzez odjęcie innym cech kompetencji, fachowości, przynajmniej współrzędności. Dlatego Kaczyński użył w stosunku do innych, niepopierających go i protestujących terminu „ludzi gorszego sortu”.

Zdegradował nieswoich zwolenników nie tylko z pozycji społecznych i zawodowych, ale i Polaka. Wszak gorszy sort nie brzmi dumnie. Jak wobec tego zostali wywyższeni zwolennicy Kaczyńskiego, jakiego dostali kopa w samopoczucie, wznieśli się jak balony. Niestety, strona poniżana, choć wzięła w nawias ten sort i potraktowała ironicznie, przeceniła zwolenników Kaczyńskiego – oni naprawdę nie znają słowa ironia.

Czy tchórzostwo Kaczyńskiego, a w zasadzie bezczelność już teraz wysiudają Beatę Szydło z siodła premiera? Wiele by na to wskazywało, czy jednak prezes na to się zdecyduje?

Ostatnio Szydło praktycznie nie jest obecna w przestrzeni publicznej. Dała o sobie znać chęcią eksportowania pomnika Jana Pawła II z Francji, jakby to był wrak smoleńskiego Tupolewa. Odwiedziła nawet Bogdana Rymanowskiego w TVN24, gdzie niczego odkrywczego nie powiedziała. Nie zajmuje głosu w wielu ważnych sprawach.

Z Szydło wychodzi szydło niekompetencji, lecz to jest wygodne dla Kaczyńskiego, bo dla elit politycznych i dziennikarskich on jest instancją. Choć Szydło zaliczy jakąś wpadkę (cóż, taka jest), nikt z tego nie robi zarzutu większego kalibru, bo ona taka jest, a do elektoratu to nie dociera.

Ludwik Dorn twierdzi, że „wobec usamodzielnienia się prezydenta, słaby, uległy, pozbawiony zdolności przywódczych premier – a taka jest Beata Szydło – staje się problemem”. Nie jestem pewien, czy Duda się usamodzielnił. To jego zaplecze pchnęło go do tego, gdyż chcą sięgnąć po frukta, które są poza kancelarią. I nie piszę tutaj o rzeczniku Krzysztofie Łapińskim, a raczej o szefie gabinetu Dudy Krzysztofie Szczerskim.

Duda ma ponoć silną potrzebę akceptacji, tak utrzymuje publicysta „Newsweeka” Michał Krzymowski, który ma dobre wtyki w obozie PiS. Akceptacji potrzebują ludzie nijacy, bez właściwości. Jak ich nie pogłaszczesz po głowie, będą smutni, płaczliwi i doprowadzać się będą do desperacji, aby uścisnąć twoją dłoń, która ma głaskać.

Tak! To prezydent. Kaczyński ustawy sądowe ma dopięte po swojej myśli. Spotykać się będzie jeszcze z Dudą po to, aby omówić inne kwestie i aby nie zadrżała mu ręka przy parafowaniu ustaw, o które rozgorzeją kolejne wojny – np. tzw. repolonizacja mediów.

Czy Kaczyński zrezygnuje z roli naczelnika, do którego na Nowogrodzką schodzą się wszyscy, włącznie z nijaką premier. Wydaje mi się, że bardziej rozsmakował się w ważności, niż odpowiedzialności. Dorn utrzymuje, że kandydat na premiera jest tylko jeden – prezes.

Pozostają wobec tego otwarte pytania: Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem? Czy bezczelność zamieni na odwagę odpowiedzialności, bo prędzej czy później rządzący tej partii staną przed Trybunałem Stanu za rozwalenie demokracji w Polsce?

Autokalipsa Piotra S. z Niepołomic (pieśń)

Ocalić obywatela, szarego człowieka,

czy ocalić w sobie Gilgamesza Hektora Rolanda

 

Ile było w bohaterach szarego człowieka,

a ile jest w nas hohatera

 

Piotr z Niepołomic jest w każdym z nas,

doszedł do złotego runa nicości ostatniej nagrody

 

Zostawił swój manifest,

a wziął ze sobą nasze tożsame  manifesty

 

Alter ego Tadeusz Konwickiego

szedł pod PKiN po małą apokalipsę

 

Szłość samojedna,

jak pisał Miron Białoszewski

 

Piotr S. z Niepołomic dokonał autokalipsy

wśród obróconych plecami

 

Dał nam świadectwo Szarego Człowieka,

abyśmy zostali z tym Łazarzem Obywatelem

 

Musimy go wskrzesić,

bo cudem jest być sobą, być wolnym

 

Prawdy nie da się zakrzyczeć, ani zamilczeć,

płonie, jak olimpijski znicz

***

DZIŚ WSPOMINAMY TYCH, KTÓRZY ODESZLI. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.

>>>

>>>

NIKT TEGO LEPIEJ DZIŚ NIE UJĄŁ. SZACUNEK DLA

Aż cztery zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szczekanie Wyszkowskiego na „pijanego zająca” Romaszewską

Zofia Romaszewska nie jest kimś intelektualnego kalibru, jak Jadwiga Staniszkis, lecz w polityce to żaden walor, a czasami wręcz bagaż. Staniszkis jednak zdążyła wyleczyć się z PiS-u, Zofia Romaszewska jeszcze nie wyleczyła się z Andrzeja Dudy, któremu sprzyja. Choroba PiS-u jej powoli przechodzi, ale długo nieleczona, jeszcze potrwa.

Niemniej symptomy poprawy kondycji widać – Romaszewskiej stan jest stabilny. Najlepiej byłoby zostawić ją w spokoju. Do Krzysztofa Wyszkowskiego jednak to nie dociera. To ten osobnik, do którego nie dotarło, że TW Bolek nie może być kojarzony z Lechem Wałęsą. Sąd (jeszcze w większości niezależny od PiS) znowu powiedział stop inkwizytorskim zapędom Wyszkowskiego.

Gdzieś jednak te niezdrowe emocje muszą mieć ujście. Pofolgował więc sobie Wyszkowski na Romaszewskiej, w której dojrzał „pijanego zająca”. Takim „animalsem” go trzepnęło. Nie jest to bp Ignacy Krasicki ani Adam Asnyk czy Adolf Dygasiński, u których zwierzęta noszą cechy ludzkie.

O, nie! U Wyszkowskiego jest odwrotnie, on dostaje cech zwierzęcych. Najprościej byłoby napisać, że szczeka. Być może dlatego Romaszewską ustawił sobie jako zająca. A taka trusia powinna na szczekanie zareagować przynajmniej lękliwością. Tak w każdym razie wg pobieżnej znajomości psychiatrii oceniać należy wpis Wyszkowskiego na Facebooku: – „Zosia to pijany zając, który wyrwał się z klatki, ale jeśli chcemy, żeby się zamknął, to nie atakujmy, a przemilczmy jej żenujące wyskoki”.

Z logiką u Wyszkowskiego jest nie tak, jednak nie wymagajmy zanadto od takiego osobnika, który nie jest w stanie ocenić, że pisze oksymoronem („przemilczmy”, nie milcząc), jak pan Jourdain odkrył, że mówi prozą.

Zofia Romaszewska wygłosiła przynajmniej dwa passusy w mediach, które nie tylko Wyszkowskiemu się nie spodobały. Jeden dotyczył Beaty Szydło: – „Z całym szacunkiem do pani premier, wydaje się, że mądrość pana Kaczyńskiego nie przystaje do pani premier” (RMF FM). Z czego można wnioskować, że Szydło nie jest zbyt mądra, co nie jest żadnym odkryciem Ameryki.

A drugi cytat o prezesie Kaczyńskim: – „Myślę, że Jarek uważa, że trzeba to wszystko wziąć za łeb i wszystko trzymać we własnej garści i wtedy będzie bardzo dobrze. Ja myślę, że będzie wtedy już na pewno bardzo źle” (Radio Zet).

Czy Romaszewska wyleczy się z Dudy? Jeżeli będzie konsekwentna – to tak. Duda poddał się Kaczyńskiemu, wcale nie zamierzał mu się stawiać. Po prostu ocenił, że powstanie przynajmniej z jednego kolana, lecz to w dalszym ciągu klęczenie przed Kaczyńskim. Wykorzystał do tego Romaszewską, powołując się na nią, jak na autorytet.

Nie tylko Wyszkowski poszczekał sobie na Romaszewską, ale niechętne jej pomrukiwania wydali inni politycy PiS, w tym Elżbieta Witek i Stanisław Karczewski. Tak wygląda świat polityczny wg PiS: homo homini lupus (w pokracznej łacinie: piso pisi lupus).

Przekażcie dalej. Niech zobaczą to Ci wszyscy zakłamani katoliccy Polacy. I nasz wspaniały modlący się rząd. Niech mają to przed oczami!

2 lata folwarku PiS

W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym.

Mamy za sobą 2 lata rządów Jarosława Kaczyńskiego. Między bajki włóżmy jakąś samodzielność Beaty Szydło. Dużo większą mają niektórzy ministrowie, tylko dlatego, że to prezesowi wisi albo się nie zna. Wisi prezesowi Jan Szyszko, bo mu obojętne, czy po nas będzie las, czy potop. Nie wisi mu zaś Mateusz Morawiecki, bo prezes nie zna się na finansach, a wicepremier potrafi oczarować barwnymi wykresami i umiejętnością prowadzenia kilku ksiąg buchalteryjnych naraz.

Od początku Kaczyński nie miał problemów z Andrzejem Dudą, acz wydawałoby się, że zaczął mu podskakiwać, lecz prezydent został zapędzony tam, skąd został wyciągnięty – do kapelusza. Kaczyński jednak zauważył korzyści z ustawionej niesforności swego królika. Duda może robić za opozycję, za pluralizm wewnątrz PiS, przyciąga media, przykrywa takie wydarzenia, jak głodówka lekarzy rezydentów, interesujący kongres w sprawie kampanii samorządowej Platformy Obywatelskiej czy też tragedię małej apokalipsy przed Pałacem Kultury i Nauki.

Dwa lata zostały stracone przez opozycję, która nie dość skonsolidowała się w celach i sposobach powstrzymania PiS, zresztą umiejętnie rozbijana przez partię Kaczyńskiego. Z porażek można się czegoś nauczyć, największą nauczką jest nie popełniać błędów. Ale PiS nauczył się też, jak wymuszać błędy na opozycji. Społeczeństwo obywatelskie ciągle szuka swego głosu. Od zdecydowanego sprzeciwu KOD, Obywateli RP, po pluralizm Łańcuchów Światła i Strajku Kobiet.

Dwa lata przybliżyły nas do dyktatury. Jeżeli szukalibyśmy jakichś powierzchownych analogii, to moglibyśmy powiedzieć, że rok 2017 jest dawno minionym 1935 rokiem. I wcale nie chodzi tylko o hitlerowskie Niemcy, ale także o nasze podwórko. W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym, tj. nie zostały przepracowane społecznie, zarówno przez polityków, jak i przez edukację. Już nie zostaną z powrotem zapędzone do butelki, polski dżinn będzie przez PiS wykorzystywany.

W tej chwili widać jak na dłoni słowiańskość władzy PiS, jest byle jaka, pokraczna, mydłkowata i skołtuniona. I do takiej dyktatury zmierzamy. PiS zmierza, a my jesteśmy w tym dążeniu skuwani. Czy potrafimy przeciwstawić się celom Kaczyńskiego? Teoretycznie tak, acz potrzeba do tego zdecydowanie silniejszych protestów, masa krytyczna potrzebna do skutecznego zachwiania władzy PiS jest większa niż dotychczasowe protesty. Potrzeba też lidera godnego roku 2017 i zbliżających się lat, potrzeba nowego Wałęsy. Prostego i donośnego głosu trybuna sprzeciwu.

Musimy nadto uświadomić sobie, dlaczego PiS tak oddziałuje na Polaków. Dlaczego w gruncie rzeczy z taką łatwością przychodzi mu rozwalanie ojczyzny?

Przede wszystkim w Polsce działał i w dalszym ciągu działa syndrom folwarku. Pan może być zły, ale jego dworzanie i domownicy dają się lubić, zaś elektorat – ciemny lud – do tej pory nie wyszedł z czworaków, on tam ciągle tkwi.

Zły pan na tyle się odizolował, iż jego niedosiężność powoduje nietykalność, charyzmatyczność zła, czyli jest nieusuwalny, jest stałym elementem krajobrazu duchowego, krajobrazu władzy. U nas zawsze można było się odwołać do instancji poza naszym zasięgiem, wcale nie musiała być to rzeczywista wielkość. My wielkość nadawaliśmy często nikczemnym postaciom.

Kaczyński powtarza gest Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Nowogrodzka jest jego Sulejówkiem. Pozycja wielce wygodna, rządzi, a nie odpowiada, zaznaje przyjemności, a nie grzeszy. Kaczyński będzie się odgradzał jeszcze bardziej. W tej chwili nie ma potrzeby, aby Beatę Szydło wymienił na siebie. Do tego może dojść tylko w akcie desperacji. Gdy Kaczyński zostanie premierem, bądźmy pewni, że PiS zostanie odsunięty od koryta.

Tak więc życzmy sobie, aby Kaczyński został wreszcie tym premierem. Przewrotne. Nie! Ten pozorny kolos ma gliniane nogi, jest wielce polski, byle jaki, mydłkowaty. Ot, co!

Nauczycielu❗ PiS zmieniając ustawę o finansowaniu zadań oświatowych wprowadzi ocenę MORALNĄ i ETYCZNĄ Twojej pracy❗

Aby ofiara Piotra z Niepołomic nie była nadaremna

Portal oko.press publikuje „Apel do Polek i Polaków”, który powstał z inicjatywy KOD Kanada, a jest wspólnym stanowiskiem środowisk, organizacji i liderów grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie. Bezpośrednim powodem jego napisania jest refleksja po próbie samospalenia Piotra S. przed Pałacem Kultury i Nauki.

Apel kierowany jest do zwykłych Polaków, to wołanie „o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władz”.

W apelu czytamy: – „Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę. Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy, by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.

Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne – jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.

Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami – domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie.

Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych.

Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków”.

Dzień wcześniej na tym portalu Agnieszka Holland opublikowała przejmujący esej o próbie samospalenia Piotra z Niepołomic. Nazywa ten akt gniewem, który co prawda jest niszczącym ogniem, ale oświetla innych.

Dla mnie Piotr dokonał aktu krzyku, który – nie będę wielce oryginalny – najlepiej oddaje obraz Edwarda Muncha. To nie była tylko autodestrukcja 54-letniego Piotra z Niepołomic – to było znalezienie się wrażliwego człowieka na skraju desperacji, gdy rozum zdecydował się na ten akt ostateczności.

W tym momencie należałoby odwołać się do literatury i do psychologii. Lecz nie chcę, aby Piotr S. pozostał jakąś figurą literacko-retoryczną, on jest z nas, my co najwyżej przypalamy sobie piórka w ogniu gniewu, on wszedł w dosłowność czynu. O tym świadczy list, który nam pozostawił.

Apel rodaków z zagranicy nie powinien pozostać bez echa. Chciałbym zwrócić uwagę i przypomnieć protesty w ramach Łańcuchów Światła w Poznaniu. Tutaj one były największe w kraju, manifestowano właśnie ponad podziałami, byli wyborcy wszystkich partii, a politycy mogli się co najwyżej znajdować wśród innych, a nie na podeście dla przemawiających.

Wyjdźmy z wyciągniętą ręką bez żadnych zabezpieczeń warunkami wstępnymi. Skrzyknijmy się, aby ten ogień Piotra nie był nadaremny, może znajdziemy wspólne światło. Może? Nie! Na pewno znajdziemy, wyjdźmy z siebie naprzeciw drugiemu, innemu.

TO NIE JEST WŁADZA, KTÓRA DBA O POLAKÓW. WYDADZĄ NIEMAL MILIARD ZŁOTYCH, ABY NAS WSZYSTKICH OSZUKIWAĆ PRZEZ NAJBARDZIEJ ZAKŁAMANE MEDIA W PL

Macierewicz na stacji „Wysiadka”?

Postać Antoniego Macierewicza jest ciągle tajemnicza, mimo dużej wiedzy o jego życiorysie i niewątpliwych zasługach w opozycji PRL-owskiej. Budzi tajemniczą grozę swoim zachowaniem, ścieżkami kariery, znajomościami w kraju i za granicą, jest nieprzystępny nawet wówczas, gdy dopuści dziennikarza do zadawania pytań.

W życiu ze dwa razy z nim rozmawiałem, gdy Macierewicz był daleki od dzisiejszego rytu smoleńskiego. Były to rozmowy prywatne i nie zalatywało od niego ortodoksją prawicową, stwierdzałem, iż jest we władaniu niezbyt głębokiej wiedzy i takiej sobie elokwencji, co wydawało się nawet sympatyczne. Ale to było dwadzieścia lat temu i więcej.

Dzisiaj do każdego jego wystąpienia należy mieć uwagi typu, kogo reprezentuje interesy, a także, czy jest w pełni świadomy tego, co mówi i robi. Rozjazd słów i czynów u Macierewicza jest ogromny, sobie zaprzeczający. Czy tylko dlatego Jarosław Kaczyński trzyma go przy sobie, że Macierewicz ma na niego haki, albo jak pisze prezes w autobiografii, uczył go arkanów politycznych? Na pewno występuje między nimi ścisła relacja zwrotna. Nie tylko taka, iż obydwaj są trudno wybieralni w procedurach demokratycznych poza partią ze względu na największy elektorat negatywny. A teraz wydaje się, że Macierewicz nie sprawdził się Kaczyńskiemu.

Prawda, że stworzył religijny mit Lecha Kaczyńskiego, często za pomocą niebotycznych absurdów, lecz ludzie chodzą w pochodach miesięcznic, a pomnik xero prezesa, czyli Lecha Kaczyńskiego najprawdopodobniej stanie.

Czas Macierewicza dobiega końca, wskazuje na to kilka sygnałów. Macierewicz nie znalazł dowodów – a przede wszystkim nie wypichcił ich – na wybuch w Tupolewie, co stwarza przeszkody, aby oskarżyć z tego powodu Donalda Tuska. Drugi sygnał w ostatnim czasie to odwołanie najbliższego współpracownika Macierewicza Piotra Woyciechowskiego z funkcji prezesa Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

I bodaj najgłośniejszy gwizdek końca Macierewicza dotyczący publikacji aneksu do raportu z likwidacji WSI. Macierewicz kilka dni temu wyraził się głośno, iż domaga się dostępu do tego raportu. Andrzej Duda powiedział, że nic z tego nie będzie, Kaczyński poparł prezydenta: – „Należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany”.

Paweł Wroński nazywa aneks świętym Graalem macierewiczowskiej prawicy. Cóż w tym 800-stronicowym dokumencie może być? Ot, rozwinięta publicystycznie myśl „prawdziwego postsowieckiego układu”, rządzącego Polską. Kiedyś jednak ujrzy światło i będzie cymesem w macierewiczerianach, odpowiednio kompromitujących dla autora.

To wszystko może okazać się betką w stosunku do tego, co Macierewicz zrobił z wojskiem. Zaczynają mówić najlepsi fachowcy w tych sprawach, jak generał Mirosław Różański, do niedawna jeden z najważniejszych dowódców WP, który przez Macierewicza odszedł ze służby. Najcięższe zarzuty generała to: wstrzymanie modernizacji wojska oraz filozofia myślenia militarnego kategoriami II wojny światowej. Ministerstwo obrony zaś składa się z ludzi niekompetentnych, których wskazane jest nazywać przysłowiowymi szwejami (szweje – przyp. mój).

Czy Kaczyński odważy się rzec swemu towarzyszowi Macierewiczowi: dojechałeś do stacji przeznaczenia „Wysiadka”?

MIĘDLAR vs OWSIAK JUŻ WIADOMO, KOGO WYBRAŁ PiS

>>>

>>>