Posts Tagged ‘Sławomir Neumann’

TO ZDJĘCIE POWINNO TRAFIĆ DO PODRĘCZNIKÓW :)))

TAK POWINIEN ZACHOWAĆ SIĘ KAŻDY POSEŁ. wczoraj nalewał gorącą herbatę protestującym pod sejmem. Ale Ci z PiSu inaczej myślą o marznących ludziach. Wysłali na nich armię policji i wozy opancerzone. SZACUNEK DLA BARTOSZA. Warto być przyzwoitym :)) SUPER FOTO:

Michał Kuczyński na portalu crowdmedia pisze o porażce PiS w kwestii ordynacji wyborczej, która szyli na swoje kopyto, aby nie przegrać wyborów.

Kapitulacja posłów Prawa i Sprawiedliwości. Wycofują się z kontrowersyjnych zmian

Po raz kolejny okazuje się, że presja społeczna ma sens, tym bardziej poparta szeregiem merytorycznych uwag ze strony szefa Państwowej Komisji Wyborczej. W sprawie zaproponowanych niedawno zmian w ordynacji wyborczej posłowie Prawa i Sprawiedliwości robią krok w tył i wycofują się z części kontrowersyjnych rozwiązań. Jak poinformował na zorganizowanym w Sejmie briefingu, poseł Marcin Horała, podczas drugiego czytania ustawy w Sejmie klub PiS zgłosi szereg poprawek, uwzględniających 14 z 18 uwag PKW, uwzględni kilka poprawek opozycji,  a z kilku własnych poprawek się wycofa.

– Projekt, który dotyczy prawa wyborczego powinien powstawać w atmosferze współpracy i kompromisu (…) Zaproponujemy pozostawienie jednomandatowych okręgów wyborczych w małych gminach – poinformował poseł Horała.

Na briefingu wystąpił też poseł Łukasz Schreiber, który poinformował, że kolejną poprawką w projekcie ustawy o prawie wyborczym będzie liczba komisarzy – ich liczba zostanie zmniejszona do 100. Kolejną poprawką będzie wielkość okręgów wyborczych – pozostaną one bez zmian. Ponadto kadencja samorządów zostanie wydłużona do 5 lat.

Zapowiedziano także wycofanie poprawki, która pozwalałaby na kandydowanie w wyborach osobom zamieszkałych nie tylko na terenie danej gminy a na terenie województwa. Posłowie PiS podkreślają swoją dobrą wolę i chęć współpracy. Ich zdaniem przyjmowanie przepisów dotyczących organizacji wyborów powinien zostać przeprowadzony przez Sejm z ponadpartyjną zgodą. Okazuje się jednak, że będzie o nią niezwykle trudno.

Mimo wycofania się z najbardziej kontrowersyjnych zmian, posłowie opozycji uważają, że ustawa nadal pozostaje bublem prawnym, zorientowanym przede wszystkim na wzmocnienie wyborczych szans Prawa i Sprawiedliwości oraz upolitycznienie procesu wyborczego. Platforma Obywatelska i Nowoczesna złożyły wniosek o odrzucenie ustawy w całości, z kolei posłowie klubu Kukiz’15 zauważyli, że w związku z blisko 80 poprawkami do ustawy, dotychczasowa treść ustawy się dezaktualizuje, co jest dowodem niebywałego niechlujstwa legislacyjnego.

Co więcej, mimo zapowiedzianych zmian PiS nie rezygnuje z pozbawienia osób niepełnosprawnych prawa do oddania głosu, zmiany systemu sędziowskiego na parlamentarny czy absurdalnego uznawania głosów podwójnie skreślonych jako ważnychW Sejmie trwają zatem dalsze prace, a posiedzenie specjalnej komisji zajmującej się projektem ordynacji wyborczej zapowiada się bardzo burzliwie.

Ciekawostka Kaczyńskiego.

PRZYPOMINAMY I BĘDZIEMY PRZYPOMINAĆ

Waldemar Mystkowski jeszcze raz pisze o Morawieckim.

Morawiecki z tajną klauzulą

.

W klauzuli może być zapisane, że premier nie jest odpowiedzialny za skład rządu.

Premierem Mateusz Morawiecki został w klasycznym stylu przejmowania banków, przedsiębiorstw odnotowywanych na giełdzie. Z całym inwentarzem ludzkim i klauzulą (pakt), której treści nie znamy, a możemy się domyślać.

Tę klauzulę niejako ujawnił między expose a wotum zaufania właściciel PiS Jarosław Kaczyński w rozmowie w „Gościu Wiadomości TVP”: – „Wchodziłbym tutaj w rolę premiera, którym nie jestem, gdybym chciał wymieniać jakieś nazwiska [ministrów do wymiany – przyp. mój]. Wydaje mi się, że zmiany będą dosyć głębokie” – powiedział prezes Kaczyński.

I to jest ten problem. W klauzuli może być zapisane, że premier nie jest odpowiedzialny za skład rządu, bo ten ustalany jest wspólnie z właścicielem, albo właściciel ustala sam. Czy do klauzuli jest dołączona mapka ław rządowych w Sejmie, która ustala linię demarkacyjną? Do Piotra Glińskiego twoje, a moje od Antoniego Macierewicza? Ponadto premier bierze na siebie agresywne wyrzucenie z rządu Macierewicza, gdy faktycznie pozbywa się go właściciel PiS.

Czy kiedyś wycieknie treść klauzuli? Pewnie tak, bo prezes PiS to chwalipięta własnego geniuszu i w kolejnym tomie autobiografii nasmaruje, jak upokorzył Morawieckiego.

Wywiad Kaczyńskiego dla TVP upokorzył Morawieckiego. Co to za premier, który nie decyduje o składzie swego gabinetu dzisiaj ani tym bardziej w przyszłości? Upokarzany był świadomy, że zostanie upokorzony. Już zresztą ten chrzest upokorzenia wcześniej przeszedł (choćby w imperium medialnym Rydzyka, gdzie wziął na siebie krzyż rechrystianizacji Europy). Upokarzany wie, że w przyszłości dostąpi łaski upokorzenia i nadstawi drugi policzek.

Taka jest psychologia wyższych sfer, psychologia feudalna. Król tłucze delfina, dopóki siedzi na tronie, a gdy delfin ten tron usunie mu spod siedzenia i odetchnie po latach upokarzania, to się odwinie tak, że były król przypomni sobie dzieciństwo, co w wypadku Kaczyńskiego może być wymarzonym sentymentem. Upokarzany dzisiaj może swemu dręczycielowi nie podać szklanki wody na śmiertelnym łożu: „Wyschła w kranie” – wykręcić się od pomocy bliźniemu.

Morawiecki będzie słabszym premierem niż Beata Szydło. Nie ma żadnego zaplecza politycznego w królestwie PiS, a klauzula (ustna, pisemna, jakakolwiek) to za słabe zaczepienie w politycznej realności, to fatamorgana. Dość zgodnym głosem komentatorów, po wygłoszeniu expose Morawiecki został porównany do Gierka (wszystkim należy się po uważaniu, wszystko będzie).

Inna rzecz mnie trzepnęła. Dziwne, że facet dwa lata był wicepremierem i nie znałem jego głosu, jakim operuje tembrem i jaką mimikę podkłada pod swoje przekonania i wywody retoryczne. Marnie wypadł Morawiecki jako aktor sceny politycznej. To amator, któremu brak talentu (charyzmy). Czy ambicje zastąpią mu talent? To jeszcze jeden przyczynek do tego, że można oczekiwać najgorszego po takim beztalenciu.

Klauzula jest taką niewidzialną metką, która nosi na sobie Morawiecki (nawet jeżeli ubierze się w garnitur od Armaniego albo patriotycznie z Vistuli). Na niej jest cena: na ile jest sprzedajny.

SKANDALICZNA ODPOWIEDŹ KACZYŃSKIEGO !!!!!!!!!! NO TO TERAZ USA BĘDĄ MIAŁY PROBLEM. Nadprezes w swoim stylu podsumował amerykańską interwencję w sprawie TVN !!! PRZECZYTAJCIE. Tak jeszcze chyba nikt Trumpowi nie odpyskował…

Poważne oskarżenia pod adresem Morawieckiego. Kierowany przez niego bank pośredniczył w próbie przejęcia polskiej spółki przez Rosjan?

Szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Sławomir Neumann zarzucił premierowi, że kierowany przez niego bank pośredniczył w próbie przejęcia spółki Skarbu Państwa przez Rosjan.

– To kariera od bankstera do premiera – mówił o Morawieckim Neumann. Kilkukrotnie w trakcie swojego przemówienia zarzucał premierowi, iż rząd, którym Morawiecki dopiero zaczyna kierować, „prowadzi prorosyjską politykę”. – Zbyt dużo osób mówiących po rosyjsku jest blisko pana ministrów – dodał. Kilka minut później okazało się, że te przytyki były jedynie wstępem do wytoczenia cięższych dział.

– Przedstawia się pan, jako patriota gospodarczy. Mówił pan o polskich czempionach, a ten patriotyzm nie przeszkadzał panu, by bank, którym pan kierował, a dokładnie dom maklerski tego banku, pośredniczył w próbie przejęcie Azotów Tarnów przez rosyjską spółkę Acron. Taki patriota. Boli? Miało boleć – mówił Neumann. Zarzut jest wyjątkowo poważny, ponieważ walka o utrzymanie Azotów pod kontrolą Skarbu Państwa była jednym z najgorętszych tematów latem 2012 r.

Internet potwierdza

Szybkie przeszukanie archiwów pokazało, że Neumann miał podstawy do rzucenia oskarżenia. „Rosyjska spółka Acron kupiła w wezwaniu 7 mln 715 tys. 131 akcji Zakładów Azotowych Tarnów – podał Dom Maklerski BZ WBK w lipcu 2012 r., który pośredniczył w wezwaniu. „Walory te stanowią 12,03 proc. wszystkich akcji spółki” – brzmi depesza PAP z 19 lipca, opublikowana na kilkunastu portalach biznesowych. Spółka ostatecznie nie trafiła w ręce Rosjan.

Co więcej, z informacji zdobytych przez money.pl wynika, że Rosjanie przy próbie przejęcia Azotów nie tylko korzystali z usług Domu Maklerskiego BZ WBK, ale także mieli otwarte możliwości finansowania transakcji z kredytu w tym banku.

O zarzuty pod adresem premiera zapytaliśmy jego otoczenie, jednak nie otrzymaliśmy dotychczas odpowiedzi.

Neumann przypomniał także, że Morawiecki „zachęcał do sprzedaży państwowego Ciechu prywatnym inwestorom”. – Kierowany przez pana bank, sfinansował tę transakcję (…) Tylko przypomnę, że prokuratura bada wątek prywatyzacji Ciech… – dodał polityk PO.

(money.pl)

TAKA PRAWDA

AMERYKANIE SĄ ZACHWYCENI SKUTECZNOŚCIĄ ANTONIEGO

Monika Olejnik („Wyborcza”) zwraca sie do Macierewicza. Macierewicz przetrzebił wojsko, może bagatelizować słowa prezydenta i zapewne w tym roku podczas rocznicy będzie wymieniany jako bohater przez Jarosława Kaczyńskiego.

Antoni, Antoni…

„Po państwa twarzach widzę, że nie wiecie, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 r.” – tak mówił do dziennikarzy rzecznik rządu Rafał Bochenek.

Pan rzecznik, patrząc w twarz Antoniego Macierewicza, pewnie wie, co się wydarzyło. Na pokładzie samolotu były wybuchy w lewym skrzydle, w prezydenckiej salonce. Piloci Tu-154 zostali celowo wprowadzeni w pułapkę, z której się wydostali. Rosyjscy kontrolerzy świadomie podawali błędne informacje, żeby – jak to mówi minister obrony narodowej – katastrofa wyglądała na „naturalną”. Zapewne pan rzecznik widzi to wszystko przez mgłę.

Macierewicz jest w tej chwili najmocniejszym człowiekiem w państwie. Siłę daje mu Toruń, a nie potrafi jej odebrać Jarosław Kaczyński. Mimo sprawowania tak mocnego urzędu minister obrony narodowej nic nowego nie wniósł do sprawy katastrofy. Próba włączenia NATO się nie powiodła, choć – jak twierdził – politycy natowscy „zdali sobie sprawę ze stopnia zagrożenia, jakie wprowadza do Europy Rosja”. Okazuje się, że być może nasze państwo i działania tegoż ministra przyczyniają się do tego.

W najnowszym tygodniku „Polityka” słowacki dziennikarz Tomáš Forró opisuje historię włamu Bartłomieja Misiewicza i pracowników MON oraz SKW do siedziby Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, która miała rozpracowywać zagrożenia ze strony rosyjskiej.

Forró pisze: „Międzynarodowi partnerzy Centrum byli incydentem zszokowani. Jak wynika z naszych informacji, w brytyjskim wywiadzie MI6 powstała opinia, która głosi: efektem obecnych czystek przeprowadzonych przez polskie władze są masowe próby infiltracji ze strony rosyjskich służb, które chcą umieścić jak najwięcej swych ludzi w polskiej administracji. Polska przestaje być sojusznikiem w obliczu wyzwań ze strony Rosji i staje się zagrożeniem dla całej naszej wspólnoty”. Raport MI6 jest wstrząsający.

Szkoda, że zwierzchnik sił zbrojnych nie czyta „Polityki”, a być może raporty, które do niego spływają, są ocenzurowane?

Pan prezydent pisze listy do Antoniego Macierewicza, ostatnio w sprawie degradacji. Pyta o degradację pułkownika Krzysztofa Duszy, szefa i współtwórcy CEK. Pyta również o degradację major, która uwolniła polskiego kapitana z białoruskiego więzienia.

Jaka jest odpowiedź? Bagatelizowanie całej sprawy przez szefa MON i krytyka za pisanie listów ze strony marszałka Terleckiego, wiceministra Sellina, pani premier i Kaczyńskiego.

Patrząc na wysiłki prezydenta Dudy, nie można nie mieć skojarzeń z „Uchem Prezesa”, w którym to kabarecie Andrzej Duda stoi w korytarzu u pani Basi, pod drzwiami pana prezesa i przez iks odcinków próbuje się do niego bezskutecznie dostać.

Macierewicz przetrzebił wojsko, może bagatelizować słowa prezydenta i zapewne w tym roku podczas rocznicy będzie wymieniany jako bohater przez Jarosława Kaczyńskiego.

W zeszłym roku prezes Kaczyński na okrzyki tłumu odpowiadał tak: „Antoni, jeszcze raz Antoni, dokonał cudu wraz ze swym zespołem [smoleńskim]. Dziękuję ministrowi obrony, choć chciałoby się powiedzieć: generałowi, ale jeszcze nie”.

A kolejny zespół Macierewicza znów dokonał cudu. Wczoraj odbyła się konferencja Wacława Berczyńskiego w sprawie katastrofy, trwała tyle co walka Gołoty, który poległ po trzech sekundach.

STERUJĄ POLSKĄ JAK TUPOLEWEM…

Kim Ir Kaczyński

DLACZEGO MARSZAŁEK SEJMU ZA PRZEKRACZANIE CZASU WYSTĄPIEŃ KARZE POSŁÓW PO A NIE MA ODWAGI UKARAĆ SWOJEGO PREZESA?

Prawo i Sprawiedliwość przygotowało wystawę o dokonaniach rządu Beaty Szydło. Według PiS, wystawa ma pokazać „niewątpliwe sukcesy” rządu. Kluczowe jest miejsce, gdzie stanęła wystawa. Otóż ponad 20 plansz rozstawiono… w głównym holu Sejmu na piętrze. Wystawa szczelnie otacza cały korytarz. Nieprzypadkowa jest również data ustawienia plansz. – „Dzień, gdy w Sejmie jest debata o wotum nieufności wobec rządu, jest do tego bardzo dobry” – podkreślił poseł Marek Suski z PiS.

PiS na wystawie chwali się m.in. tym, że 6 tys. żołnierzy USA jest na wschodniej flance NATO (z czego przynajmniej 3 tys. w Polsce), wzrostem przeciętnego wynagrodzenia brutto w lutym 2017 roku w ujęciu rok do roku o 4 proc., wzrostem przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw w lutym 2017 r. w ujęciu rok do roku. Skąd pomysł? – „Mamy trochę nierównowagi w przestrzeni publicznej wykreowanej przez media, które pokazują i wyolbrzymiają pewne zdarzenia – jak wypadek samochodowy premier Beaty Szydło czy histerie wokół wycinania drzew, natomiast nie są pokazywane rzeczywiste dokonania rządu, takie, które wpływają na jakość życia obywateli” – powiedział PAP Marek Suski. Według niego, wystawa „ma te dokonania przypomnieć, pokazać sukcesy, które niewątpliwie są”.

Posłowie opozycji zarzucili Twittera fotografiami ukazującymi całą instalację. Nie szczędzili przy tym mocnych słów. Pomysł Prawa i Sprawiedliwości wyraźnie nie przypadł im do gustu. W ocenie Platformy ekspozycja w Sejmu, to dowód na prowadzenie przez PiS „polityki propagandowej”. – „Brakuje tylko premier na traktorze i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, wyłaniającego się z łanów zboża. To propaganda iście gomułkowska, niektóre z tych tablic są żenujące” – pisze poseł PO Marcin Kierwiński. Kinga Gajewska napisała z kolei: – „Powoli odczuwam to, czego mogli doświadczyć ludzie w PRL. Natomiast starsi koledzy mają déjà vu”. Gajewska oskarżyła dodatkowo polityków PiS o nieprzestrzeganie regulaminu sejmowego. Zamieściła na Twitterze nawet fragment dokumentu, który jej zdaniem został złamany. Jak zauważył dziennikarz „Rzeczpospolitej” Marcin Dobski, w tak „przystrojonym” holu trudno będzie nagrać setkę z politykiem, aby w tle nie znalazła się plansza z sukcesami rządu. Przypomnijmy, że to właśnie w tym korytarzu najczęściej są przeprowadzane krótkie rozmowy z posłami i mają miejsce konferencje prasowe.

ELIZA MA RACJĘ. MÓWIŁ JAK PREMIER.

Waldemar Mystkowski pisze o wotum nieufności do rządu Beaty Szydło.

Rząd Pinokiów nie został obalony

Debata w Sejmie nad konstruktywnym wotum nieufności została sprowadzona do rytuału. Spodziewałem się więcej, acz nie podczas samej debaty, ale dzień, dwa wcześniej, podczas których Platforma Obywatelska, a szczególnie jej lider Grzegorz Schetyna wyraźniej – a przede wszystkim nowym językiem – wskażą silniej społeczeństwu zagrożenie, jakie niesie ze sobą władza PiS. Niemal do ostatniej chwili data debaty i głosowania była trzymana pod korcem, ale to nie jest wytłumaczenie czekania przez opozycję na jakiś cud.

Wystąpienie Grzegorza Schetyny było dobre, może najlepsze z dotychczasowych, lecz przewodniczący Platformy Obywatelskiej nie porwał nim. Trudno się z jego nie zgodzić z krytyką PiS i zarysowaniem sytuacji, co proponuje PO, gdy marionetki Kaczyńskiego zostaną odsunięte od koryta, gdyż „Polacy chcą Polski zdrowej psychicznie”.

Z kolei Jarosław Kaczyński jest w coraz gorszej kondycji, nie konstruuje żadnych nowych argumentów, tym bardziej nowej narracji. Kręci się wokół tych samych chwytów retorycznych. Słabizna – to i tak niezbyt krytyczna recenzja „pana” posła. Jedna rzecz może być zapamięta, mianowicie Kaczyński wpada w atrofię języka polskiego, w czym dorównuje posłance ze swego tabunu partyjnego Krystynie Pawłowicz. Kaczyński zapowiedział, że „będą wyłanczać”, a Pawłowicz jakiś czas temu użyła „wziąść”.

Zwrócono uwagę Kaczyńskiemu, że to niepoprawnie (nie „po polskiemu”), uparł się: „szanowni państwo, pozwólcie że będę mówić, jak mówię”. Pawłowicz także się upierała i przez kilka dni dowodziła, że „wziąść” jest tak samo dobre albo nawet lepsze niż „wziąć”.

Czy Kaczyński się będzie upierał przy swoim? Wszak mógł mu marszałek Marek Kuchciński „powyłanczać” mikrofony na trybunie sejmowej, bo przekroczył czas o 3 minuty. Takiego Sławomira Nitrasa (ulubiony poseł do karania) spotkałaby kara finansowa.

Zapamiętana może być fraza szefa klubu parlamentarnego PO Sławomira Neumanna, który sięgnął do klasyki literatury dziecięcej, prezesa porównał do mistrza Gepetto, a jego podopiecznych do Pinokiów: „Kłamać rano, kłamać w dzień, kłamać wieczorem, a może ciemny lud to kupi. A na dole w pierwszym rzędzie siedzi wasz mistrz, Gepetto”.

Wystrugany Pinokio kłamał i kłamał, a nos mu się wydłużał, lecz się zbuntował, wymówił posłuszeństwo, w nagrodę stał się normalnym dzieckiem.

Pinokiem płci żeńskiej jest premier Beata Szydło, która niczego nie powiedziała od siebie. Same frazesy pisowskie zbudowane z tzw. przekazów dnia, nad którymi pracuje sztab PR-owców, a jej „Polska jako brzydka panna na wydaniu” nie została wszak poproszona do tańca przez żadnego z 27 absztyfikantów w trakcie słynnego szczytu w Brukseli.

Rząd Pinokiów nie został obalony. Ale debata pokazała, iż Gepetto Kaczyński jest w coraz gorszej formie intelektualnej, do tego stopnia – na co zwrócił uwagę Tomasz Siemoniak: – „Prezes mówiąc „żeby było tak jak było” cytuje sam siebie z „Ucha Prezesa”. Żeby tylko nie kazał Mariuszowi próbować kociej karmy”.

Nikt nawet nie udaje, że uznaje Szydło za Premiera

KRYSTYNA PAWŁOWICZ – „WZIĄŚĆ” JAROSŁAW KACZYŃSKI – „WYŁANCZAĆ” JĘZYK POLSKI PO DOBREJ ZMIANIE..

PiS DZIŚ STARA SIĘ UKRYWAĆ TEN FAKT, O KTÓRYM MÓWIŁ WICEPREMIER MORAWIECKI. 500+ JEST NA KREDYT!!!

>>>

 

Wicenaczelny „Wyborczej” uważa, że genialny tekst, to przeczytajmy Roberta Siewiorka.

Jarosława Kaczyńskiego ponoszą emocje. Dlaczego?

Jarosław Kaczyński dla jednych jest Batmanem, dla innych Pingwinem. Przegrywają wszyscy.

Będzie wolna Polska! Będzie prawda o Smoleńsku i będzie klęska tych, którzy są łotrami, którzy teraz czymś rzucają! Ale nic wam to nie pomoże! Przegraliście moralnie, przegraliście politycznie i przegracie do końca, poniesiecie klęskę! Polska zwycięży! – wykrzykiwał Jarosław Kaczyński 10 marca na Krakowskim Przedmieściu w stronę swych przeciwników świętujących triumf Donalda Tuska.

– Myślę, że on się po prostu nie przygotowuje. Uważa, że wszystko, co powie, jest mądre i wspaniałe – skomentował te słowa prof. Leszek Balcerowicz w poniedziałkowej „Kropce nad i”.

Fakt, wypowiedź Kaczyńskiego robi wrażenie szczególnie intelektualnie niechlujnej. Ale czy rzeczywiście jedynym źródłem tego niechlujstwa jest lekceważenie przez prezesa inteligencji rodaków? Nie, ponieważ Jarosław Kaczyński wpadł w pułapkę, w której grzęźnie większość liderów-jedynowładców. Pułapkę urojonego heroizmu.

Zasadę działania tych sideł rozpracowała Margaret Heffernan, teoretyczka zarządzania i autorka światowego bestselleru „Willful Blindness” (Umyślna ślepota). Otóż – podkreśla Amerykanka – współczesna rzeczywistość jest tak skomplikowana, że zrozumienie jej mechanizmów przerasta możliwości nawet najbardziej utalentowanych liderów. Zwłaszcza takich, którzy samych siebie uważają za jednostki heroiczne, „najbystrzejszych gości (to zwykle mężczyźni) w wiosce”. Tych, którzy sądzą, że przywództwo im się należy.

W ich przekonaniu bycie liderem polega na tym, by wiedzieć wszystko i o wszystkim decydować. Więcej – chcą podejmować decyzje szybciej niż ktokolwiek inny, osiągając przy tym lepsze rezultaty. Napędza ich niezachwiana wiara, że są wyjątkowi i bohaterscy, chociaż we współczesnym świecie geniusz i heros to już tylko mity. Cóż jednak z tego, skoro podsycamy te mity z mocą dotychczas nieznaną, pokładając w liderach bezgraniczną ufność i traktując ich jak mesjaszów zdolnych rozwiązać wszystkie nasze problemy?

Czynimy tak, bo w czasach, gdy świat był mniej złożony, sens takiej wiary często się potwierdzał – Salomon wydawał najmądrzejsze wyroki, Sobieski jedną szarżą ocalił całą Europę, a królowa Wiktoria uczyniła Brytanię globalnym mocarstwem. Dziś wiara w sprawczą moc genialnych liderów jest silniejsza niż kiedykolwiek, mimo że często ściąga na nasze głowy prawdziwe nieszczęścia.

We współczesnym świecie heros nie ma już bowiem wiele do roboty. Wiedza pojedynczego człowieka, bez względu na jego mądrość i inteligencję, jest zdecydowanie za mała, by umożliwić mądre samodzielne rządy. Poziom skomplikowania rzeczywistości, z jakim do tej pory nie mieliśmy do czynienia, czyni tę rzeczywistość nieprzewidywalną. Dlatego też, by podejmować sensowne decyzje, trzeba uwzględniać wiele różnych perspektyw, patrzeć na sprawy oczyma wielu ludzi.

Z tych względów lider posługujący się tylko językiem swoich przodków, na co dzień obcujący jedynie z pochlebcami i domową fauną, a ogląd rzeczywistości czerpiący z własnych fobii i XIX-wiecznej narodowej mitologii w świecie autonomicznych samochodów i nadchodzącej sztucznej inteligencji sprawdza się jak furman w Formule 1.

Dlaczego więc mimo wszystko tak wielu z nas traktuje takich ludzi jak superbohaterów, przypisując im przeróżne supermoce i portretując ich za pomocą fantastycznych narracji (dla zwolenników Kaczyński to m.in. genialny strateg, heroiczny patriota, mąż opatrznościowy Polski)? Dlatego że i my jesteśmy ofiarami – ofiarami postępującej infantylizacji kultury popularnej, której odpryskiem jest rosnące zdziecinnienie wyobrażeń na temat polityki.

Popatrzcie tylko – najbardziej dochodowe superprodukcje kina i telewizji opowiadają o superherosach: fantastycznych czwórkach, avengersach, szybkich i wściekłych, X-manach, transformerach itp. Co znamienne, swoją gigantyczną popularność opowieści te zawdzięczają głównie nie dzieciom czy wyrostkom, lecz zdziecinniałym dorosłym zaspokajającym przed ekranem głód heroizmu w nudnym i banalnym życiu. Uwiedzeni skutecznością swych idoli ludzie ci uwierzyli, że odpowiedzią na największe problemy świata może być cios z półobrotu, w ostateczności roztopienie złoczyńcy w kadzi z surówką. Swą niedawną dziecięcą wiarę w opiekuńczą sprawczość rodziców zainwestowali w nadludzkie moce superherosów.

To właśnie dlatego polityczne narracje, które opisują rzeczywistość w czarno-białych kategoriach walki dobra ze złem, w optyce starcia „swoich” z „obcymi” czy psychomachii „ojca narodu” ze zdradzieckimi „łotrami” cieszą się tak wielkim wzięciem.

Chodzi jednak o to, że jeśli chcesz sobie radzić we współczesnym do granic skomplikowanym świecie, musisz czerpać inspirację i wiedzę od różnych ludzi na różnych etapach swojego życia. Podobnie jest z każdą organizacją, kulturą czy państwem: te, które czerpią z potencjału tylko jednego człowieka i opierają się na jednostkowych decyzjach, przestają się rozwijać i stają się dysfunkcjonalne.

Im więcej wiary pokładamy w liderach, tym bardziej dziecinniejemy. Co gorsza, wiążąc z liderami oczekiwania przerastające ich możliwości, wywieramy na nich zgubną presję, ponieważ tworzymy podglebie dla ich ostatecznej porażki. Na dodatek, uznając przywódcę za superbohatera, sami popadamy w bezczynność, stajemy się pasywni i nietwórczy; w końcu to heros powinien rozwiązać za nas nasze problemy. Pozostajemy bezczynni także wówczas, gdy oznaki nadchodzącej klęski lidera stają się oczywiste.

Nawet najzagorzalsi wrogowie prezesa PiS nie odmawiają mu inteligencji. Sęk w tym, że inteligencja jednostki to już o wiele za mało, by dobrze rządzić. Dziś, zdaniem Heffernan, potrzebujemy różnych rodzajów inteligencji pochodzących z bardzo wielu źródeł. Każda decyzja podjęta przez człowieka władzy ma wpływ na dużo dziedzin życia wielu ludzi, obowiązkiem rządzących jest więc dostrzegać konsekwencje własnych decyzji ze wszystkich możliwych perspektyw.

Zawężenie przez przywódcę perspektywy tylko do własnej i uznanie jej za wystarczającą wynika zwykle z wybujałej pewności siebie prowadzącej nierzadko do narcyzmu. A narcyzm to ślepota na innych.

Narcyz u władzy nie pozostaje jednak bezkarny. Odpowiedzią na skrajną heroizację liderów przez wyznawców jest ich równie radykalna deheroizacja wśród przeciwników. Im bardziej dla jednych Kaczyński jest prawym i heroicznym Batmanem, w tym większym stopniu innym kojarzy się z groteskowym i mściwym Pingwinem. Obie strategie percepcyjne są zgubne dla społecznego porozumienia i osądu rzeczywistości, nakładają bowiem na nią karykaturalne i infantylne mitologie.

W rezultacie zamiast żyć w świecie poważnego dyskursu, w rzeczywistości racji, wartości i argumentów, walczymy na supercepy w komiksie o Batmanie i Pingwinie.

CAŁA PRAWDA O ZAKŁAMANYM KACZYŃSKIM

Waldemar Mystkowski pisze o nagrodzie dla Szydło i o nowym barwach narodowych i godle, jakie nam szykuje PiS.

Szydło nagrodzona po katolicku i orzeł z grzybem w koronie

Beata Szydło nie dostaje jeszcze takich prestiżowych nagród jak prezes Jarosław Kaczyński – Człowiek Wolności, Człowiek Roku. Premier musi jednak wystarczająco długo wytrzymać na stanowisku – czego jej niespecjalnie życzę – bo przecież co roku Kaczyński nie będzie wyróżniany Człowiekiem, na nią wówczas może spłynąć ten splendor. Na razie musi się pocieszać takimi drugorzędnymi nagródkami, jak „Prawda-Krzyż-Wyzwolenie”. Choć zestaw tych trzech rzeczowników wyklucza się i równie dobrze mógłby przyjąć bliższą znaczeniowo nazwę „Zniewolony Umysł”, ale nie bądźmy aptekarzami. W nagrodach nie chodzi o rozum, lecz o blichtr.

Ciekawe jest uzasadnienie nagrody: za „wprowadzenie w życie narodu Katolickiej Nauki Społecznej Kościoła, zwłaszcza w zakresie wspierania rodzin”, czyli krótko pisząc, za 500+. Kościół w tych plusach jest oblatany, w zakrystii nazywa się to taca+.

Obok Szydło wyróżnione zostało Radio Maryja i prof. Bogdan Chazan. Ten ostatni został wyróżniony za oksymoron. Poważnie! Za „niezłomną obronę życia nienarodzonych”. Nienarodzone życie, jak ciemne światło, jest mirażem rozumu, jest absurdem, życie musi się narodzić, aby być życiem. Przed-życie jest potencjalnością, w seksuologii nazywa się to potencją. Kościół katolicki w swoim zacofaniu może się tak zapędzić, iż nie wystarczy im zygota, ale już plemnik będzie oksymoronem „nienarodzonego życia”.

Premier Szydło jednak nie odbierała nagrody osobiście. Może prezes tak jej polecił, musiałby się pojawić na uroczystościach, na których nie on został uhonorowany i pocałować Szydło w rękę z jakimiś słowami, że „jesteśmy dumni”. Ta nieobecność musi dziwić, gdyż gala odbyła się w Ministerstwie Rozwoju, w obiektach publicznych, a nagroda przecież jest kościelna, ufundowana przez jedną z przybudówek katolickich.

Stajemy się coraz bardziej państwem wyznaniowym. Boję się, że gdy Kaczyński wyprowadzi Polskę z Unii Europejskiej zawrzemy jakąś unię z Watykanem. Na razie na przeszkodzie może stanąć papież Franciszek, ale jego prezes przetrzyma, jak Tuska i dopnie swego.

Takie przygotowania są czynione w symbolach państwowych. Zmianie mają ulec flaga i godło. Barwy zyskamy jeszcze czerwieńsze, zaś orłowi w koronie wyrośnie na czubku krzyż. Na razie jest to projekt, ale przecież PiS dąży do Międzymorza, a Duda nawet chciał przebić prezesa i marzy mu się Trójmorze (dostęp do Adriatyku). Są to popłuczyny polityki jagiellońskiej, a nie Piłsudskiego, jak starają się mydlić rozum pisowcy (ta piana u nich z niewiedzy), a proponowany orzeł jagielloński ma koronę zamkniętą i zwieńcza jak krzyż. Taka zgrzybiała symbolika, zgrzybiałe dążenie jagiellońskie, mocarstwowe. Polityce PiS wyrasta bowiem grzyb w miejscu krzyża. I taką powinni przyjąć symbolikę w swoim partyjnym godle: orzeł z grzybem w koronie.

>>>

c15zwpcwgaau4zt

Dominika Wielowieyska pisze: Sejmowy protest można było zakończyć już dawno, gdyby prezes PiS nie namówił marszałka Marka Kuchcińskiego na ostry kurs. I dlatego ustawę budżetową uchwalano w sposób urągający zasadom parlamentaryzmu.

Kaczyński ustępuje tylko wtedy, gdy musi

taktyka-po

Od kiedy jednak opozycja postanowiła zostać w sali obrad w czasie świąt, nie ma już odwrotu. Każdy inny manewr oznacza słabość i brak skuteczności. A doświadczeni politycy wiedzą, że wyborcy tego akurat nie wybaczają.

Z punktu widzenia taktyki politycznej lider PO Grzegorz Schetyna ma rację: jedynie twarda postawa może dać jakieś efekty. Jarosław Kaczyński ustępuje tylko wtedy, gdy musi. Wielu komentatorów, politycy PSL, na czele z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, i ci od Pawła Kukiza powtarzają: porozumienie jest niezbędne, porządek musi być, my szukamy kompromisu. Do niedawna wierzył w tę retorykę Ryszard Petru z Nowoczesnej, ale chyba zrozumiał, że Kaczyński sprytnie go rozgrywa.

Nie dziwię się Kukizowi i PSL. Ostra polityczna polaryzacja spycha ich formacje na margines, bo zmusza wyborców do opowiedzenia się albo po stronie obozu PiS, albo anty-PiS. Pozostałe partie stają się przystawkami. Tak już było, gdy PiS skonsumował LPR i Samoobronę. Wiedzą to i Kaczyński, i Schetyna. I grają w tę grę na szkodę małych partii.

Ale strategię tę wymusił pisowski styl rządzenia. PiS od roku łamie konstytucję albo naciąga ją do granic możliwości. Łamie wszelkie standardy. Poprzedniej władzy również zdarzało się je naruszać. Jednak to, co wtedy było incydentalne, teraz stało się normą. Kaczyński rządzi według reguł stanu wyjątkowego. Sam to zresztą powtarza na miesięcznicach: walka trwa, zwycięstwo jest blisko, układ broni się agresywnie, ale my nie spoczniemy, walczymy.

W praktyce wygląda to tak: Sejm nie pracuje w normalnym trybie, głosuje po nocach, sędziów Trybunału Konstytucyjnego prezydent zaprzysięga w nocy, ustawy o Trybunale zmienia się kilka razy, by opozycję i Trybunał zrobić na szaro.

Olbrzymia część społeczeństwa czuje się bezradna: nic nie możemy, z Trybunałem władza robi, co chce, media zamknie w pokoiku w Sejmie, żeby nie przeszkadzały. Skoro ustawę budżetową uchwalono, łamiąc standardy, to władza może wszystko.

Wielu wyborców krytykuje opozycję za opieszałość, bezsilność, rozlazłość. I w końcu przyszedł moment, aby powiedzieć: stop. Władza musi się cofnąć. A opozycja musi wiedzieć, czego chce.

Owszem, okupowanie mównicy jest niezgodne z regulaminem Sejmu, ale dla ludzi nie ma to już znaczenia, bo władza od roku łamie konstytucję i kwestie regulaminowe schodzą na drugi plan. Wielu obywateli ocenia, że Polska zmierza do ustroju autorytarnego. Domagają się od swoich reprezentantów, by postawili na tej drodze blokadę, by sprzeciwiali się odkrawaniu od demokracji kolejnych plasterków, bo w końcu nic z niej nie zostanie.

Za tę bezsilną wściekłość, za coraz częstsze żądanie, by opozycja wykazała większą stanowczość, odpowiada przede wszystkim PiS. Ma parlament, prezydenta, prokuraturę i aparat przemocy. Ma w ręku niemal wszystkie instytucje państwa oraz wszelkie narzędzia, by konflikt załagodzić. Ale nie chce. PiS idzie na zwarcie, właśnie wysłał ustawę budżetową do prezydenta, bo Senat przyjął ją bez poprawek. Jest wiec jasne, że Kaczyński o żadnym kompromisie dyskutować nie zamierza.

Opozycja nie odpowiada za ten konflikt, jest jego zakładnikiem. Nie ma innego wyjścia, jak tylko bronić zasad do oporu.

c17czfbxaaavv2n

CZY KTOŚ MOŻE ODPOWIEDZIEĆ TEMU PADALCOWI? NAM ZABRAKŁO NIECENZURALNYCH SŁÓW.

kaczynski-grozi

Jeśli opozycja dalej będzie blokować mównicę sejmową i stół prezydialny, Kaczyński zapowiada podjęcie odpowiednich działań. Dodał, że on jako poseł i prawnik może powiedzieć, że blokowanie stołu prezydialnego, uniemożliwianie marszałkowi Sejmu, funkcjonariuszowi publicznemu, sprawowania funkcji, to „bardzo poważne przestępstwo przeciwko państwu. Mam nadzieję, że ci, co to robią, zrozumieją, w jakiej się znajdują sytuacji” – powiedział Kaczyński.

A swoim senatorom dziękował za uchwalenie budżetu, mimo że opozycja uważa jego przyjęcie przez posłów PiS w Sali Kolumnowej za nielegalne. „Chciałem podziękować wszystkim – Senatowi, panu marszałkowi i wicemarszałkom, wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że budżet został uchwalony, że cały ten zamysł, żeby Polacy zostali pozbawieni tego wszystkiego, co uzyskali w ostatnim roku – 500 plus, obniżenie wieku emerytalnego, mieszkanie plus, (…) że ten zamysł się całkowicie nie powiódł” – powiedział Kaczyński. Wiemy zatem, jaka retoryką zamierza trafić do swoich wyborców.

c16wu1cxeaaa4pt

Kaczyński wyraził też nadzieję, że jeszcze w środę zostanie rozpoczęte 34 posiedzenie Sejmu, choć opozycja twierdzi, że poprzednie nie zostało zakończone.

morawiecki-musi

Prof. Leszek Balcerowicz uważa, że Polska nigdy nie była tak zagrożona.

Według prof. Balcerowicza plan odpowiedzialnego rozwoju Mateusza Morawieckiego jest intelektualnie żałosny. Prawdziwy plan – według Balcerowicza – „nie polega na tym, że mamy ileś frazesów i pustych obietnic, cytatów z Piłsudskiego, który nie był ekspertem gospodarczym, tylko mamy sensownie dobrane środki dla realizacji deklarowanych celów. (…) Tymczasem proponowane środki są po prostu żałosne”.

„Polska nigdy nie była w stanie takiego zagrożenia, jeżeli chodzi o dług publiczny. Lekarstwo, jakie się proponuje, to jest lekarstwo gorsze od choroby” – powiedział były minister finansów. Dodał, że obecny model polegający na zarządzaniu gospodarką przez polityków i urzędników z pominięciem przedsiębiorców już funkcjonował w komunizmie, który dlatego właśnie splajtował.

Kolejnym żałosnym elementem planu Morawieckiego – zdaniem Balcerowicza – jest kontrast pomiędzy buńczucznymi zapowiedziami a tym, co realnie dzieje się w gospodarce, która spowalnia. Odpowiedzialność za to ponosi PiS.
Prowadząca rozmowę Kamila Biedrzycka–Osica przypomniała, że PiS broni się twierdząc, że w ubiegłym roku rząd wydał o 27 mld więcej niż zebrał, co jest lepszym wynikiem niż się spodziewano. Jednak prof. Balcerowicz twierdzi, że oszczędności, którymi chwali się PiS są najgorszego rodzaju, bo dotyczą zawalenia się inwestycji publicznych skierowanych na poprawę infrastruktury. Oszczędności powinny dotyczyć ograniczenia wydatków, które podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości ciągle rosną.

Balcerowicz pytany o to, czy jego zdaniem Polsce grozi bankructwo powiedział, że przy kontynuacji obecnej polityki rządu jest to bardzo prawdopodobne. A w niedługim czasie grozi nam kryzys. Mimo wspomnianych oszczędności i niskiego poziomu bezrobocia deficyt będzie się utrzymywał, a dług publiczny wzrośnie. Największym zagrożeniem – zdaniem Leszka Balcerowicza – jest podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę skrócenie wieku emerytalnego, które skutkować będzie większym obciążeniem finansowym młodego pokolenia. Balcerowicz szacuje, że dodatkowe wydatki emerytalne już w pierwszym roku sięgną 8 mld złotych z budżetu.

TAKA PIĘKNA ROZMOWA W SIECI 🙂

c16hbgfxuaihsmc

DZIŚ KRZYCZĄ PRECZ Z KOMUNĄ, CHCĄ WYMAZAĆ Z HISTORII WAŁĘSĘ. DZIŚ ŁAMIĄ PRAWO W SEJMIE! TO WŁAŚNIE DZIŚ TRZEBA ICH POTRAKTOWAĆ PO MĘSKU!

c17fj0twgaajgn2

Waldemar Mystkowski pisze o dalszym proteście PO.

c17qgqdxeaa2zgn

Platforma Obywatelska nie zaprzestała protestu w sali plenarnej Sejmu, choć rozpoczęła się w niej 34. sesja obecnej kadencji. Marszałek Marek Kuchciński nie wyraził numeracji słowami, bo nie miał tego zapisanego na kartce, ale numer jest zaprotokołowany w sprawozdaniu stenograficznym. Ta część sesji trwała „rekordowe” 1,5 minuty, po czym została ogłoszona przerwa do dnia następnego.

Protest PO ograniczył się do trybuny sejmowej. Jeżeli dalej będzie trwał w tej części sali, to po wznowieniu 34. sesji dojdzie do jednego z dwóch rozwiązań. Posłowie – oprócz protestujących rotacyjnie z PO – przeniosą się do Sali Kolumnowej, albo Straż Marszałkowska przy wsparciu BOR-u użyje siły, aby wyprowadzić protestujących posłów.

Każde rozwiązanie jest możliwe. Ustawa budżetowa jest poza Parlamentem i znajduje się na biurku prezydenta, który w podpisywaniu ustaw made in PiS uzyskał niejaką biegłość. Przez Senat ustawa przeszła jak burza bez poprawek, co świadczy, iż wcześniejszy deklarowany przez PiS kompromis był li tylko markowaniem pod publiczkę. Nie nabrał się na pozory tylko Grzegorz Schetyna.

Ale też może być tak, iż PO i Nowoczesna grają na dwóch fortepianach. Jeden fortepian ma zatrzaśnięte wieko (PO), a drugi będzie w użyciu, jako lotny fortepian, gdzie PiS będzie chciało uprawiać bezprawie, tam Nowoczesna podąży, aby grać swoje, jako opozycja.

Zatem należy zapytać, jakie cele może postawić sobie Platforma protestując. Oczywistym jest, iż na naszych oczach dokonało się bezprawie, ustawa budżetowa nie została zalegalizowana wg procedur, tj. wg regulaminu Sejmu i bez kworum, bo tego PiS nie udowodniło, że było.

Jarosław Kaczyński po głosowaniu w Senacie podał swoją narrację, co do kryzysu sejmowego, iż opozycja nie pogodziła się z 500+ i podobnymi dobrodziejstwami populistycznymi PiS. Oczywiście jest to pokraczne logicznie, lecz wyborcy tego nie muszą kumać.

Kryzys został celowo przez partię Kaczyńskiego wywołany, bo zapisane w ustawie budżetowej wydatki państwa są większe niż kiedykolwiek, a wzrost gospodarczy mocno przewartościowany. Globalne instytucje finansowe obniżają prognozy wzrostu PKB dla Polski. A więc „sukcesem” Kaczyńskiego jest to, że media kręciły się wokół ogona kryzysu, a nie zawartości ustawy budżetowej. O budżecie ani mru-mru.

Platforma protestując musi z tego stworzyć prostą narrację, dlaczego nie godzi się na zbliżający się wielkimi krokami kryzys finansów publicznych, który wyrazi się zawartością naszych portfeli. Niewidzialna ręką kryzysu będzie wyjmowała nam z portfeli (kieszeni) szmal. Zasypiając będziemy mieli stówę, a budząc się tylko 80 złotych, bo 20 złotych wziął sobie taki złodziej, jak kryzys. A ten złodziej to PiS, itd. Tego rodzaju konstrukty winny być używane przez partię Schetyny, z takimi alegoriami należy iść do ludu.

Platforma oprócz krytykowania PiS musi przedstawiać swoje pozytywne rozwiązania, którymi musi przekonywać wyborców.

A PiS dalej będzie brnął w sytuacje kryzysowe, bo one przesłaniają faktyczny stan państwa i rzeczywiste zamiary, są oczywiste i coraz bardziej namacalne – autokratyzm. Poprzez kryzysy do jedynowładztwa prezesa i paraliżu demokracji.

c12rc2bwiaatol4

DZIŚ, JAK NIGDY DOTĄD, SŁOWO SZACUNEK ZNACZY UKŁON DO ZIEMI I CZAPKĘ Z GŁOWY. PANIE I PANOWIE POSŁOWIE. DZIĘKUJEMY, ŻE JESTEŚCIE.

c16vrhfwqaexjen

Kleofas Wieniawa pisze o wymuszeniu na Kaczyńskim.

opozycja

Ustawa budżetowa przeszła przez Senat bez poprawek. Nie zmienia to jej charakteru bezprawności, przyspiesza procedowanie. W zasadzie bez znaczenia jest, czy prezydent ją natychmiast podpisze, czy skieruje do Trybunału Konstytucyjnego.

Wątpliwości pozostaną – co napisałem bardzo eufemistycznie – wątpliwości prawne poszły w świat, co podnosi ceny polskich papierów dłużnych, a budżet będzie potrzebował rekordowych kredytów, będzie je zaciągał na jeszcze gorszych warunkach.

Najważniejsze instytucje finansowe świata korygują oceny wzrostu gospodarczego Polski w dół, znacząco się różnią od założonych w nielegalnym budżecie.

Wizerunek Polski uległ dalszej degradacji, Bruksela widzi, jak niszczona jest polska demokracja. Władza PiS zmierza w kierunku autorytaryzmu i anachronizmu.

Platforma Obywatelska, ale także Nowoczesna, uczy się twardej opozycji. Grzegorz Schetyna zdał egzamin w ostatnim miesiącu, okazał się twardszym zawodnikiem niż Ryszard Petru, ale ten ostatni jeszcze się uczy. Obydwie partie opozycyjne muszą bronić substancji demokracji i prestiżu Polski, choć coraz mniej tych wartości i coraz trudniej przyjdzie je w przyszłości odbudowywać.

Za konflikt odpowiada władza PiS, lecz opozycja musi znajdować skuteczną narrację, aby ją narzucać mediom i społeczeństwu. Ostatnio Schetyna skupiał na sobie uwagę częściej niż Kaczyński.

c17sichxuaevybf

NeumannO

W oczach więdnie opozycja sejmowa. Ryszard Petru stracił impet debiutanta, więc jedzie w teren, aby uzyskać impuls dla swojej partii. Ponadto poszerzy liberalizm o program socjalny. Nowoczesna zaprezentuje nowy program, który ma być adresowany do jak najliczniejszych grup społecznych.

Platforma zastygła w bajorze powyborczym. Grzegorz Schetyna ma jakieś pomysły, aby tylko poprzez Brukselę chce dyscyplinować PiS, ale to nie ma zbyt dobrego odbioru w kraju, bo zwykle spotyka się ze stwierdzeniem, iż brudy pierze się w kraju.

PO miała powołać gabinet cieni, lecz to był pomysł Ewy Kopacz, która przez macho Schetynę została zmarginalizowana, jak i inne kobiety, prezentujące w PO większą siłą intelektualną niż mężczyźni spod kopyta Schetyny.

Sławomir Neumann – szef klubu parlamentarnego PO – w „Kontrwywiadzie” w RMF FM najgłębszą myślą sięgnął wyborów prezydenckich.

Ależ zmartwienie. Przecież odbędą się za cztery lata. Nie wystartuje przecież Bronisław Komorowski. Drugi raz w tym kontekście pada nazwisko Donalda Tuska (najpierw powiedziała o takiej możliwości Joanna Mucha).

Czyżby nie było żadnego innego kandydata? Dopytywany Neumann nie wykluczył kandydata ponadpartyjnego opozycji parlamentarnej.

On tego nie powiedział, ale dzisiaj takim może być tylko szef KOD Mateusz Kijowski. Czy tak będzie?

KijowskiZdjęcie

KOD ma ambicje, jakich po 1989 roku, nie miało żadne ugrupowanie. KOD chce, aby Polacy czuli się świadomymi obywatelami i powołuje media, organizuje edukację, struktury stowarzyszenia w każdym powiecie.

Kroi nam się coś na kształt Solidarności XXI wieku. Może dojść do sytuacji, iż KOD zacznie być uwzględniany w sondażach. A to nie wyklucza, iż Polacy zachowają się, jak w 1989 roku po Okrągłym Stole. Koniec autorytaryzmu PiS.

Wówczas Kijowski może być zmuszony do stworzenia politycznej repliki słynnego Komitetu Obywatelskiego. Tym razem przy KOD, lub przy Mateuszu Kijowskim.

Dlatego Kaczyński tak drży jak osika, gdy mówi o Kijowskim. Gdyby miało tak się stać, a wybory byłyby jeszcze demokratyczne, PiS mógłby osiągnąć 0 (słownie: zero) mandatów.

Historia się powtarza jako groteskowa, ale w tym wypadku mielibyśmy odwrócenie groteski, bo to PiS jest partią absurdalną. Polska nie zasłużyła na PiS, nie jesteśmy tak beznadziejni, jak partia Kaczyńskiego. Tylko 19% Polaków zadecydowało się na tę „katastrofalną zmianę”, która dla niepoznaki nazwała się „dobrą zmianą”.

tvpInfo1

No, to mamy „dobrą zmianę”. Niedorobiony rzecznik MON (nazywa sie toto Bartłomiej Misiewicz) puszcza fałszywą juchę ze „znalezieniem” jakiegoś (nieistniejącego) protokołu ze zniszczenia dokumentów z dnia 10.04.2010 (dzień katastrofy smoleńskiej). Do tego protokołu jakoby „dotarło” TVP Info.

Chore, że żałość jaja ściska.

O samej podkomisji Macierewicza powołanej w MON powiedział ministerstwie Sławomir Neumann (szef klubu PO).

neumannMacierewicz

W Radiu Zet dziś Neumann, odnosząc się do powstania podkomisji przy MON, mającej zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej:

„Mamy do czynienia z ponurym tańcem na katastrofie smoleńskiej. Ludzie z komisji [przy MON] nie mają kompetencji, by badać przyczyny wypadków lotniczych. Raporty przedstawiane przez pana Antoniego Macierewicza były kompromitacją. Te tezy o wybuchach, o ludziach, którzy przeżyli zamach i uciekli w kukurydzę… To były absurdalne tezy, które funkcjonowały w przestrzeni publicznej. Płacimy tym ludziom [z komisji] publiczne pieniądze za to, by ci naukowcy udowadniali postawione wcześniej tezy z raportów Macierewicza”.

wróżbita

„Dobra zmiana” dotyczy szczególnie Grzegorza Biereckiego, senatora PiS i twórcy SKOK-ów.

władza

Prokuratura nie zajmuje już się śledztwem dotyczącym finansów SKOKów i Biereckiego. Krótko po tym jak PiS wygrał wybory. Polityk był podejrzewany o wykorzystywanie kas oszczędnościowych do prywatnego bogacenia się.

Pieniądze Biereckiego, jego brata i kolesi spokojnie sobie procentują w rajach podatkowych, w tym w Luksemburgu.

Niedługo czeka nas ogólnopolska katastrofa smoleńska. Takie barachło sobie wybraliśmy.

Jasna-Gora--Ogolnopolska-pielgrzymka-sluzby-zdrowi

Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann zapewnia, że nie ma problemu z lekarzami, którzy tak triumfalistycznie podpisali Deklarację Wiary i wnieśli na Jasną Górę kamienne tablice.

Nie ma sprawy – bo to tylko spektakl.

To po cholerą podpisywali tę deklarację z taką pompą? Przecież to straszenie pacjentów.

Niby to jest prywatne. To dlaczego media tym się zajmują, a ci wierzący lekarze maszerują przy włączonych kamerach?

I co to znaczy wyższość prawa boskiego nad ludzkim?

Po co nam nauka, wiedza, prawo? Bóg wszystko wie, a dokładnie to wiedzą jego funkcjonariusze.

Chora sytuacja, którą fundują nieodpowiedzialni lekarze. Wierzy  – jego sprawa, a po cholerę obnosić się po Jasnych Górach.

Gdyby Bóg istniał, to zapytałby tych ćmoków na Jasnej Górze, dlaczego z niego robią idiotę. Bo to robienia z boga idioty – kicz dewocyjny.