Posts Tagged ‘SOKzBURAKA’

ZAPLANUJCIE SOBIE CZAS. Wszyscy idziemy 3 sierpnia na spacer razem z Tuskiem 🙂 Wkrótce szczegóły wydarzenia. Przekazujcie dalej !!!

W „Newsweeku” piszą o wywiadzie z prof. Antonim Dudkiem zamieszczonym w „Kulturze Liberalnej”.

„Kaczyński jest pierwszym z destruktorów. Polska będzie się staczać, aż do momentu krytycznego”

„Reforma” sądownictwa miała mocno przybliżyć Jarosława Kaczyńskiego do realizacji jego wizji IV RP. Dwa weta prezydenta Andrzeja Dudy wcielenie w życie tych planów odraczają w czasie. Jednak zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka z UKSW „dobra zmiana” nie zakończy się w najbliższej przyszłości. Będzie trwać i „będzie polegała na rozwalaniu kolejnych instytucji”.

– Może to, że Kaczyński doszedł do władzy, jest efektem choroby, która toczyła organizm III RP od dłuższego czasu. A teraz wchodzimy w fazę destrukcji, która potrwa Bóg raczy wiedzieć jak długo – mówi prof. Dudek w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”. – Kaczyński jest pierwszym z destruktorów, ale my będziemy się niestety staczać, aż do momentu krytycznego, wtedy odbijemy się od dna – dodaje.

Jak zaznacza, nie spodziewa się, żeby wskutek podwójnego weta prezydenta Andrzeja Dudy doszło do rozpadu obozu rządzącego. – W związku z tym prawdopodobnie będziemy obserwować – dłużej niż przez dwa najbliższe lata – proces tzw. przebudowy państwa przez PiS, która w istocie rzeczy będzie polegała na rozwalaniu kolejnych instytucji. Aż do momentu, kiedy się nagle okaże, że to wszystko działa gorzej niż przed 2015 roku – uzasadnia. – Wtedy pojawi się szansa, że ludzie wyniosą do władzy kogoś, kto zacznie to porządkować w inny sposób niż PiS – tłumaczy.

Opozycyjna mizeria

Wątpliwe jednak, żeby był to ktoś z dzisiejszej opozycji parlamentarnej, która zdaniem prof. Dudka nie rokuje najlepiej. Grzegorz Schetyna jest politycznie zużyty, natomiast Ryszard Petru ma duże problemy wizerunkowe. PSL? Nie wiadomo, czy w ogóle znajdzie się w nowym Sejmie.

Nawet strategia przyjęta przez Ruch Kukiz’15 okazała się nieskuteczna. – Na początku był bardzo życzliwy wobec PiS-u – w wielu sprawach popierał ich „za darmo”. A mimo to w zamian nie dostał niemal nic – zaznacza politolog. – Ostatnio Kaczyński powiedział, że ruch Kukiza to jest opozycja, która „mówi jak my, ale głosuje jak Platforma”. Czyli – mówiąc krótko – dla PiS-u nie ma dobrej opozycji. Każda jest zbyt opozycyjna – wyjaśnia.

– PiS i PO się zużywają. Otwiera się bramka dla nowych sił politycznych – przewiduje uczony. Na dowód swoich słów podaje wyniki wyborcze Platformy i PiS-u z ostatnich kilkunastu lat. – W 2015 roku łącznie te partie uzyskały o 10 proc. mniej głosów niż w okresie swojej największej popularności. Duopol słabnie – nie ma wątpliwości prof. Dudek.

Nie wyklucza też, że obecne przesilenie na szczytach władzy w połączeniu z nie najlepszą kondycją opozycji zaowocuje wykrystalizowaniem się nowej siły politycznej zebranej wokół prezydenta Dudy.

Możliwy jest jednak jeszcze inny scenariusz. Politolog w skrócie tłumaczy go tak – w wyborach samorządowych w jednym z największych polskich miast ktoś zupełnie nowy odnosi spektakularne zwycięstwo, a przez rok do wyborów parlamentarnych buduje swoje zaplecze polityczne i z nową formacją wchodzi do poważnej polityki w tych najważniejszych wyborach. – Nie mówię, że on musi wygrać – ale może całkowicie przebudować polską scenę polityczną – asekuruje się autor popularnych książek o historii politycznej III RP.

PiS, czyli partia rewolucyjna

Zanim jednak do zmiany na polskiej scenie politycznej dojdzie, Polska ma obecny rząd i prezesa PiS rządzącego krajem z tylnego siedzenia. Prof. Dudek daleki jest jednak od stwierdzenia, że PiS wprowadził czy wprowadza w Polsce dyktaturę. Zaznacza, że z większością zmian obozu „dobrej zmiany” się nie zgadza, ale daje im czas, zanim podejmie się oceny.

Nie podziela natomiast obaw opozycji, co do zmierzchu polskiej demokracji. Ta samo odnosi się do oskarżeń o faszyzm pod adresem partii władzy. – Przesadza jednak także prezes Kaczyński, kiedy przekonuje, że PiS jest „umiarkowaną partia konserwatywną”. Być może ma elementy pewne konserwatywne, ale z pewnością nie jest „umiarkowany”. Jest partią rewolucyjną, która próbuje przywracać ład konserwatywny metodami rewolucyjnymi, co się z zasady nie może udać, bo jest wewnętrznie sprzeczne – mówi prof. Dudek. – Dlatego jeśli PiS porządzi dłużej, to podejrzewam, że podobnie jak piłsudczycy po śmierci Marszałka, będzie ewoluował w kierunku nacjonalizmu – dodaje.

Na razie nie spodziewa się jednak, żeby prezes Kaczyński był zdolny do wprowadzenia w Polsce dyktatury w wydaniu znanym chociażby z Korei Północnej czy Turcji. – Moim zdaniem kierownictwo PiS-u wciąż wierzy, że dzięki swojej znakomitej polityce wygra wybory w pełni demokratycznie. Na razie sondaże są dla nich całkiem korzystne – argumentuje.

– Żeby utrzymać się przy władzy wbrew woli zdecydowanej większości społeczeństwa – co dziś nie ma miejsca – Kaczyński musiałby podjąć działania, do których w moim przekonaniu nie jest zdolny. Po pierwsze, zastosować represje polityczne na masową skalę. A po drugie, sfałszować wybory – analizuje wykładowca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Masowe represje wobec politycznych przeciwników, a zwłaszcza sfałszowanie wyborów byłyby zdaniem prof. Dudka gwoździem do trumny PiS-u i prezesa Kaczyńskiego. – Dzisiaj w Polsce operacja sfałszowania wyborów jest nie do ukrycia. A gdyby Polacy zobaczyli, że ich wybory sfałszowano, wtedy naprawdę mielibyśmy w Polsce drugi Majdan. Kaczyński o tym wie – konkluduje.

WITAJCIE W PAŃSTWIE PiS

Michał Wojtczuk pisze w „Wyborczej” o Lechu Kaczyńskim, „bohaterze” Powstania  Warszawskiego. Podczas uroczystości rocznicy Powstania Warszawskiego 1 sierpnia na Placu Krasińskich zamiast Apelu Poległych odczytany zostanie Apel Pamięci, w którym wymieniony zostanie m.in. b. prezydent państwa i stolicy Lech Kaczyński. Nie zostanie jednak wyczytany pełny tzw. apel smoleński.

Lech Kaczyński dołączony do Apelu Pamięci podczas rocznicy Powstania Warszawskiego

Decyzją szefa MON Antoniego Macierewicza (PiS), podczas każdej uroczystości z wojskową asystą odczytywany ma być tzw. apel smoleński, upamiętniający osoby, które zginęły w katastrofie smoleńskiej. W przeszłości prowadziło to do kontrowersji, m.in. na Pradze Południu zorganizowano dwie oddzielne uroczystości obchodów rocznicy Powstania Listopadowego, bo władze dzielnicy nie chciały apelu smoleńskiego, tłumacząc że tragiczny lot prezydenckiego tupolewa z kwietnia 2010 r. nie ma nic wspólnego z powstańczym zrywem z 1831 r.

Wiele wątpliwości budziło także odczytywanie apelu smoleńskiego podczas obchodów rocznicy powstania warszawskiego. Krytykowała to w ub. roku nawet Marta Kaczyńska, córka Lecha Kaczyńskiego, b. prezydenta Polski i Warszawy.

Lech Kaczyński dołączony do Apelu Pamięci

Jak podaje radio RMF, podczas tegorocznych obchodów rocznicy powstania warszawskiego obowiązywać będzie taki sam kompromis, jak w ubiegłym roku. Zamiast Apelu Poległych, który był odczytywany do 2015 r. odczytany zostanie Apel Pamięci, w którym oprócz powstańców wymienione zostaną także nazwiska pięciu osób, które zginęły w Smoleńsku: Lecha Kaczyńskiego, prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK oraz dwóch żołnierzy powstania – Stanisława Komornickiego i Zbigniewa Dębskiego.

„Stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego, zginął na służbie w Smoleńsku”

W ubiegłorocznym apelu fragment z Lechem Kaczyńskim brzmiał: „Przywołuję wszystkich, którzy przez dziesiątki powojennych lat nie szczędzili wysiłku, by pamięć o powstańczym zrywie nie uległa zatarciu. Upokarzani i represjonowani przez siły zmierzające do wykorzenienia tradycji niepodległościowej nie wahali się utrwalać ją i przekazywać kolejnym pokoleniom. przywołuję prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego oraz Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK – współinicjatorów wielu akcji upamiętniających w kraju i i na emigracji niepodległościowy wysiłek AK. Przywołuję prezydenta miasta stołecznego, później prezydenta RP, zwierzchnika sił zbrojnych, Lecha Kaczyńskiego, który stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego – wiekopomny znak pamięci i edukacji o powstaniu. Wraz z żołnierzami powstania gen. Stanisławem Komornickim ps. „Nałęcz” oraz płk Zbigniewem Dębskim ps. „Prawdzic” zginęli na służbie Ojczyzny w katastrofie smoleńskiej, a ich dzieło na zawsze stanowić będzie hołd dla bohaterstwa powstańców Warszawskich”.

WYOBRAŹCIE SOBIE TERAZ PÓŁ MILIONA MŁODYCH KOCZUJĄCYCH POD SIEDZIBĄ PiS :))) To byłby piękny widok.

Waldemar Mystkowski pisze o patentowanym leniu Kukizie.

Kukiz chciałby się podczepić, jak szumowina

Paweł Kukiz chałturzy na Wiejskiej, tak jak markował jako muzyk na estradzie i wykonując cover „Paranoid” Black Sabbath. Nigdy nie był pierwszą ligą rynku muzycznego ani show biznesu, na rynku politycznym może być najwyżej kimś, kto przytuli kilku quasi-faszystów, a ci zrobią go i tak w bambuko.

W polityce jest pełno takiego szumu na powierzchni. Paweł Kukiz szumi, a nie tworzy. Tak było w muzyce, tak jest w polityce.

Nazywa to antysystemem, nie rozumiejąc, co ten termin miałby znaczyć. Tak jakby była antymuzyka. I bliżej mu do nieistniejącego świata antydźwieków, jeżeli uznamy, iż kicz muzyczny jest zaprzeczeniem muzyki, tak jak jest disco polo.

To że Kukiz się wyraża, nie znaczy, że wyraża myśli. Kukiz wyraża tych myśli brak. I tak należy go słuchać i czytać. W logice nazywa się to fałszem.

Kukiz w muzyce był zbudowany z braku talentu tworzenia muzyki, chyba że odtwarzał kogoś, tak w polityce jest coverem. Jemu „wsio rawno”, byle podkleić się, byle płynąć. W twórczości, w życiu prywatnym, w publicznym nazywa się to po prostu szumowiną.

Dlaczego tak się stało, że taki gość dostał się do polityki? Równie dobrze można zadać pytanie: dlaczego taki Marek Suski dostał się do Sejmu – i gdy odezwie się to bredzi i pogrąża, acz czasami na tyle kompromitująco, że uznaje się to za śmieszne?

Kukiz szumi jak kaczyzm. Jest naleciałością nad tą zarazą, która dopadła Polskę. Protestujące społeczeństwo przeciwko zniszczeniu sądownictwa i demokracji odniosło sukces. Więc Kukiz w te pędy chce się jako szum wpisać się w autentyczny bunt.

Kukiz znowu okazał się tylko szumem, chałturnikiem. Nie łudzę się, aby rozumiał Konstytucję, demokrację, Polskę. Ale jako szum chciałby do siebie przytulić coś z demokracji, z Polski. Dla niego nasza ojczyzną jest chałturą, jak chałturą był „Paranoid” Black Sabbath, z którego to utworu niewiele zrozumiał.

Kukiz nazwał największy bunt społeczny po 1989 roku, a w zasadzie po 1982, który wylał się na ulice – „Pucz- Reaktywacja”. Tak uczepił się muzyki, a teraz polityki ten gość i chciałby płynąć. Najpierw chciałby płynąć z kaczyzmem, potem z nami, a gdy został zdemaskowany – plunął reakcyjnie. Retorycznie także jest szumem, język polski to dla niego język obcy. Szumowina. Kukiza komuszy język z lat 1980-81 i stanu wojennego.

SZACUNEK. To jest ta różnica klas. PiS już dawno nasłałby prokuratora…

DZIŚ TEŻ SPACERUJEMY :)))

>>>

Reklamy

Historia koło zatoczyła…

PRL czekoladę Wedla zamienił na wyrób czekoladopodobny o nazwie „22 lipca”. Dzisiaj przyjęta przez Senat ustawa jest wyrobem „prawopodobnym”.

Senat przyjął ustawę o Sądzie Najwyższym bez poprawek. Został już tylko podpis prezydenta

Senatorowie po kilkunastu godzinach obrad zdecydowali o przyjęciu ustawy o Sądzie Najwyższym. Aby weszła w życie, musi zostać już tylko podpisana przez prezydenta.

Obrady Senatu rozpoczęły się o 9 rano. Około godz. 1 w nocy ustawę, wraz ze zgłoszonymi przez senatorów poprawkami, oddano pod obrady komisji. Ta dostała jednak zaledwie kilkanaście minut na dyskusję nad 300 poprawkami. Oczywiście zostały one natychmiast odrzucone i komisja zarekomendowała przyjęcie ustawy o Sądzie Najwyższym.

„Liczyliśmy na dialog”

– W imieniu senatorów PO postanowiliśmy utrzymać nasz wniosek o odrzucenie ustawy w całości – mówił senator Jan Rulewski tuż przed ostatnim głosowaniem. – Ta ustawa pozostaje w głębokim konflikcie z konstytucją. Liczyliśmy na dialog. Świadczą o tym nasze poprawki – uzasadniał.

Po krótkich apelach opozycji, ustawa została natychmiast przegłosowana na sali plenarnej Senatu. Za opowiedziało się 55 senatorów, przeciw było 23, a 2 się wstrzymało.

Tłum reaguje na głosowanie

Przed Senatem słychać było okrzyki: „targowica”, „hańba”, „zdrajcy” i „zamach stanu”. Do zgromadzonych wyszli senatorowie PO, którzy słyszeli z ich strony „Dziękujemy”. Jednocześnie krzyczeli „Zablokujcie” – to już pod adresem senatorów PiS.

Weto prezydenta

Aby ustawa weszła w życie, musi zostać podpisana przez prezydenta. Tymczasem instytucje z całego świata domagają się weta Andrzeja Dudy. Ich lista przytłacza i cały czas się wydłuża.

A TERAZ USIĄDŹCIE WYGODNIE I PRZECZYTAJCIE, DLACZEGO NIE BĘDZIE VETA. I przekażcie dalej. Niech się wszyscy dowiedzą jakiego mamy prezydenta

Jeszcze Polska nie zginęła

Wiceszef „Wyborczej Jarosław Kurski pisze. W czwartek w nocy widziałem pod Sądem Najwyższym ludzi, którzy za własne pieniądze przyjechali wesprzeć protest w Warszawie. Rolnik spod Hrubieszowa, pielęgniarz z Gdańska, studentka z Brukseli, przedsiębiorca z Katowic…

Spotkałem ich wszystkich po nieprzespanej nocy, gdy stanęli w piątek rano przy wejściu do Sądu Najwyższego, pozdrawiając idących do pracy sędziów i pracowników sądu. Owacje, słowa zachęty, uściski dłoni. Jedna pani sędzia nie powstrzymała łez. To nie były łzy wzruszenia, to były łzy rozpaczy. Ludzie płaczą, kiedy wali się ich świat.

Dziesiątki tysięcy zdeterminowanych ludzi dzień w dzień wylegają na ulice w wielu polskich miastach. Przekrój społeczeństwa. Starzy i młodzi. Wielu młodych. Rodzice z małymi dziećmi.

Zamach na Sąd Najwyższy to otwarcie na oścież wrót do autorytaryzmu, do uwięzienia „mord zdradzieckich” i „kanalii” – każdego, kogo wskaże prezes PiS. To kompletna bezbronność obywatela wobec wszechwładnego państwa.

To otwarta droga do rozprawy z mediami, bo dyspozycyjny sąd zadławi każdą gazetę lub przyklepie bezprawne odebranie koncesji stacji radiowej lub telewizyjnej.

To sposób, aby zniszczyć konkurencyjne partie, odebrać im dotacje, wreszcie – sfałszować wybory.

To zapaść demokracji w Polsce i izolacja Polski w Europie. Ale jeszcze nie koniec Polski.

Mimo że wszelka miara została przekroczona, mimo że protestują samorządy prawnicze, związki zawodowe, organizacje społeczne i Unia Europejska – władza się na razie nie cofa i pewnie się nie cofnie.

Czy zostały nam tylko bezsilność, wściekłość i upokorzenie? Poczucie porażki i daremnego trudu?

Przeciwnie. Władza okazała się pyszna, głucha i ślepa – a to niewidoczny początek końca każdej tyranii. Po drugie, udowodniliśmy sobie, że po półtora roku od zwycięstwa PiS staliśmy się wreszcie społeczeństwem świadomym swych obywatelskich praw. Po trzecie, że potrafimy się szybko zmobilizować i z wielką siłą o nasze prawa upominać. A to powinno być dla władzy memento.

W czwartek w nocy przez otwarte okna wpadły do sali komisji Senatu słowa hymnu narodowego. Spierano się o Sąd Najwyższy. Śpiewali demonstranci, a słowa pieśni podjęli senatorowie opozycji. Senatorowie PiS stali w milczeniu.

Kiedy władza boi się obywateli – milknie. Ta władza będzie milkła coraz częściej. Dopóki będziemy pokojowo i masowo demonstrować na ulicach – Polska jeszcze nie zginęła, póki My żyjemy.

PIĘKNY WIDOK Z WARSZAWY. JESZCZE TYLU LUDZI POD PAŁACEM NIE BYŁO. SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY DZIŚ MANIFESTUJĄ W WIELU POLSKICH MIASTACH

Waldemar Mystkowski pisze o Polsce pod pętlą.

Polska pod pętlą

Dzisiaj wybieramy swoją przyszłość, swoją wolność, acz musimy znowu o nią walczyć.

Piątek, 21.07.2017. Zapiski „Polska pod pętlą” mają być postawieniem przed podobnym wyborem, jaki zasugerował w Senacie Jan Rulewski, który przyszedł na obrady w drelichu więziennym z wpiętą powyżej pasa białą różą. To my decydujemy, choć innym wydaje się, że decydują za nas: co będzie nie tyle symbolem Polski, a naszą codziennością, rzeczywistością polityczną.

Co wybierzemy? Czy mamy na tyle w sobie przekonania, determinacji, że staniemy twardo niewzruszenie po swojej stronie? A jeżeli stajemy za sobą – jeden za drugim, jeden obok drugiego – to kto stoi naprzeciwko? Czy ten naprzeciw nas jest wrogiem, czy interlokutorem? Czy jednak mamy się dogadać, przekonać, zawrzeć kompromis? Pokonać, czy wejść w alians?

Ja jestem przekonany do swoich racji. Ale czy on też? Czy tylko został postawiony przypadkowo, wbrew sobie, a może tylko dla korzyści chce być moim wrogiem, może ten cynizm dzisiaj mu się opłaca, a jutro jest w stanie z niego zrezygnować?

Zauważmy, iż dzisiaj polityka wdarła się w naszą egzystencję. Wszystko jest polityką? Jak kiedyś odniósł się do pozornie innej sfery Edward Stachura „Wszystko jest poezją”. A Zbigniew Herbert w podobnej egzystencjalnej sytuacji stanu wojennego pisał „Raport z oblężonego miasta”: „wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza / zapisuję – nie wiadomo dla kogo – dzieje oblężenia”.

Już z tego cytatu widać, iż sytuacja Herberta (i moja) była inna, niż dzisiaj. Była przegrana, Herbert czuł się przegrany, a jednak po 7 latach mógł stwierdzić: myliłem się, bo wygrałem. Pointa tego wspaniałego wiersza jest następująca: „patrzymy w (…) twarz zdrady // i tylko sny nasze nie zostały upokorzone”.

Mimo że nie mamy wpływu na sny, wówczas były wolnością od polityki. W tym samym czasie tuż po pacyfikacji w kopalni „Wujek” pisałem „Pytanie z pętlą” („Wilgotny język polski”, PIW 1989). I pointowałem zupełnie inaczej niż Herbert: „Robotnik zdejmuje pętlę z szyi i uderza” (cytat z pamięci, bo nie mam w domu swojej książki, a nie chce mi się iść do biblioteki).

Dzisiaj zatem nie jest tak źle, na jawie wybieramy swoją rzeczywistość, swoją przyszłość, swoją wolność, acz musimy już o nią walczyć. Przygotowywana jest dla nas pętla, w której chcą nas zamknąć. Wydają na razie na nas wyrok, a potem poprowadzą.

Wybiegam naprzód, acz chcę być kronikarzem dzisiaj, lecz nie tym herbertowskim z „Raportu…”. Wczoraj stanąłem na placu Wolności w trochę innym miejscu, niż zwykle staję w czasie protestów. Stanąłem na podeście, spojrzałem na morze ludzi, na 10 tysięcy tych „jeden obok drugiego”, na poznaniaków wylewających się na ulicę, że wstrzymane zostały po raz pierwszy kursy tramwajów.

I pewnie wszystko przebiegłoby, jak poprzednimi dniami, gdyby nie dziecko obok na rękach dwudziesto-kilkuletniej mamusi. Dziewczynka zaczęła płakać, a w tym czasie przemawiał Tomasz Piątek (ten od Macierewicza). Chciałem go posłuchać, bo nawiązał do wątku autobiograficznego, jak zaczynał pisanie we Włoszech. I nie było mi dane dowiedzieć się o Piątku, bo zacząłem stroić miny do dziecka, robić na nosie dylu na badylu, czy też trele morele. Dziecko jedno-dwuroczne z płaczu wpadło w śmiech, więc dalej zabawiałem, robiłem teatrzyk, już nie obawiałem się, że będzie płakać, ale nie potrafiłem inaczej i uznałem, że ten nasz protest płaczowo-śmiechowo-dylowy jest wartościowszy niż wspaniałych 10 tysięcy poznaniaków. Do tego teatrzyku dołączyła dziewczynka trzy-czteroletnia, którą ojciec posadził sobie na barana. Dołączyło potem jeszcze jedno starsze dziecko.

Protestowaliśmy w ten inny sposób nawet w trakcie czytania Konstytucji RP. Nie napiszę, jak to przebiegało w czasie 10-minutowego milczenia przy „łańcuchu światła” ani przy odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego, bo zostanę posądzony o sprofanowanie słusznej walki społeczeństwa obywatelskiego.

Dzisiaj słyszę, że minister od policji* (niektóre nazwiska w przypisach), który nie był na manifestacji, twierdzi, że manifestujący to byli spacerowicze. Na placu Wolności staliśmy przeszło godzinę, a spacerował – acz nie na spacerniaku – Jan Rulewski w więziennym drelichu ze swego miejsca w Senacie do trybuny senackiej.

Co do spacerów. Chciałem się swoim spacerem przyłączyć do ostatniej miesięcznicy na Placu Zamkowym i Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, ale policjant przy policjancie – oraz barierki – bronili procesji prezesa i ministra z różańcem.

Nie zbieramy się po to, aby się odgrodzić. Nie manifestujemy, aby być zniewolonymi przez policję i barierki, ale po to, aby spacerować. Aby matki i ojcowie z dziećmi nie przychodzili na manifestacje, a ja na nich je zabawiał, bo one też są wkurzone, że muszą być razem z walczącymi rodzicami – wówczas płaczą.

Polacy nie dadzą sobie założyć pętlę na Polskę, bo nie jesteśmy zniewoleni, jak ci podczas procesji chowający się za policjantami i barierkami. Jak to teraz powiedział Lech Wałęsa: „Może bronić demokracji trzeba będzie drogą niedemokratyczną”, a ja jak napisałem w grudniu 1981 roku: zdjąć pętlę z szyi i … Nie damy się zamknąć w pętli i prowadzić naszą wolność na szafot, na rzeź.

WSTYD I HAŃBA DLA SENATU. NIGDY WAM TEGO NIE ZAPOMNIMY!!!

CZY MOŻNA TO PIĘKNIEJ UJĄĆ? 🙂

>>>

CZWARTEK O 20.00 POD PAŁACEM PREZYDENTA. MUSIMY BYĆ WSZYSCY!

Jerzy Pilch pisze w swoim dzienniku.

Jerzy Pilch: Modlitwy, żeby Michnik choć pierdnął w ich kierunku, zostały wysłuchane!

18 lipca, wtorek

Państwowe, czyli pisowskie telewizje, zachłystują się rzekomym chamstwem Michnika, który rzekomo dotkliwie obraził ich kolegę. Powtarzają tę scenę wkoło, wydziwiają nad nią, ich nabrzmiałe kulturą, bólem i dobrym wychowaniem autorytety komentują słowa i minę Michnika z oburzeniem, choć nie bez satysfakcji: nareszcie naczelny „Wyborczej” odpowiedział na ich zaczepki i nagabywania! Wreszcie dał im ważność! Późno, bo późno, ale lepiej coś niż nic! Modlitwy, żeby Michnik choć pierdnął w ich kierunku, zostały wysłuchane! Tyle razy próbowali, tyle razy zaczepiali, tyle razy atakowali, tyle razy prowokowali i nic! Ten wytrawny znawca dziejów najnowszych, tamten urodzony polemista, ów autor dzieł demaskujących i dziesiątki innych wściekle nacierało, by Michnik choć gębę otworzył i nic! Aż młodemu jakiemuś, kompletnie nieznanemu i w poglądach w zasadzie nieopierzonemu trafiło się jak ślepej kurze ziarnko. I chodzi teraz w glorii tego, który usłyszał od Michnika, iż jest niedouczonym skurwysynem. I widzi pełne podziwu ukłony, omiatają go pełne uznania spojrzenia i słyszy pełne zawiści zgrzytania zębów! Zaiste niezbadane są wyroki!

Co się w gruncie rzeczy stało? To mianowicie, że młody Bogu ducha winien dziennikarz zadał Michnikowi niezwykle kulturalne, starannie wyważone i w gruncie rzeczy pełne czaru pytanie, kiedy mianowicie ten przeprosi za brata. Otóż – że porzucę na chwilę ironiczną tonację – istnieją pytania, na które można dać wyłącznie trojakiego rodzaju odpowiedź. Po pierwsze, można wzgardliwie milczeć – to zawsze jest dobre, to zawsze wpędza w popłoch i wzmaga kompleks niższości, a ci, co pytają o rzekome winy brata czy ojca, kompleks niższości mają monstrualny. Po drugie, można strzelić w mordę – to jest bardzo dobre, ale dla wybranych – jajogłowi, niestety, nie mają tej celności i tej siły, po której antagonista pada jak ścięty. Po trzecie, można – tak jak uczynił to Michnik – odpowiedzieć z skrajną dosadnością, przybierając przy tym ekstremalnie nieprzychylny wyraz twarzy. Minę faktycznie miał Adam groźną, co też było dobre – nasza strona przeważnie ma rację, ale na ogół nikt się nas nie boi, niechże się chociaż Michnika boją.

Tekst pochodzi z niepublikowanego jeszcze „Trzeciego dziennika” Jerzego Pilcha, który ukaże się w Wydawnictwie Literackim.

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Psychokracja Kaczyńskiego

Rządzi nami człowiek motywowany tylko przez zemstę i nienawiść.

Te słowa Kaczyńskiego niewątpliwie przejdą do historii. To esencja tego, co dzieje się obecnie w Polsce. Mówią o wiele więcej, niż Kaczyński wypowiedział. To są słowa mające „ponadto”, bo są to słowa w istocie bazowe. Wpisujemy je do sztambucha: „Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata. Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami”.

To dzieje się naprawdę, nie są to cytaty z Bertolda Brechta, Alfreda Jarry’ego, Witolda Gombrowicza, Sławomira Mrożka. Wypłynęły z ust, z których nieraz popłynął podobny rynsztok, polityka sprawującego obecnie w kraju faktyczną władzę.

To nie wszystko, bo za kulisami – acz na sali plenarnej – słychać o wiele więcej, ale nie wszystkim jest to dane. Podzielił się jedną sceną – z parlamentarnego brudnopisu – poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński, który specyficznymi gestami został „wezwany” przez Kaczyńskiego.

Dlaczego Zembaczyński? Bóg raczy wiedzieć, więcej do wytłumaczenia miałby dobry psychiatra. Zembaczyński relacjonuje: „Przywołał mnie tym swoim pańskim gestem. Byłem bardzo zaskoczony. Nie znam go. Upewniłem się, że chodzi o mnie i podszedłem. Zapytałem, dlaczego wszystkich obraża i wrzuca do jednego worka. Prezes odpowiedział: oni będą w więzieniu siedzieć, będą siedzieć za to wszystko. Mówił o politykach PO”.

Zembaczyński zdumiał się, zaczął Kaczyńskiego dopytywać, dlaczego jemu zawierza taką „tajemnicę penitencjarną”. Usłyszał, że „zawołał mnie, bo kiedyś w swoim przemówieniu powiedziałem, że to Kaczyński będzie siedzieć. Nie wiedziałem o co mu chodzi, dopiero później sobie przypomniałem swoje wystąpienie z 2015 r. na temat ustawy inwigilacyjnej. To pokazuje jak to jest pamiętliwy człowiek”.

Piszę, że działo się to za kulisami, a jednak na sali sejmowej, bo Kaczyński żyje w kokonie, odseparowany od rzeczywistości, otoczony akolitami, klakierami, w bańce nierzeczywistości. Zembaczyński pisowskie kulisy – „na stronie” – opisuje: – „Momentalnie zaczął się wokół nas tworzyć ludzki mur z ludzi PiS na czele z ministrem Glińskim. Odganiali mnie, gdy usłyszeli jak prezes ciągle powtarza, że powsadza polityków do więzienia. To pokazuje, że rządzi nami człowiek motywowany tylko przez zemstę i nienawiść. Miałem do czynienia z człowiekiem kompletnie zagubionym i rozbitym”.

Trafiłem na trafną analizę zachowań Kaczyńskiego, które przecież znikąd się nie wzięły, u publicysty „Polityki” Edwina Bendyka. Sam niejednokrotnie podejmowałem ten kulturowy trop, Bendyk precyzyjnie punktuje postać Kaczyńskiego.

Otóż prezes PiS to istny „Król Ubu”, którego zwrotami posługuje się sceniczny „Grówno”, aby nie pisać wprost językiem fekaliów. Genialny Alfred Jarry – od zawsze uważam go za geniusza i niejednokrotnie innymi jego dziełami się inspirowałem – jest przede wszystkim autorem terminu patafizyki, który jest obecny w polskiej kulturze od dawna, ale nie wiedzieć czemu nie jest powszechniej znany.

Patafizyka została zdefiniowana przez Jarry’ego w „Czyny i myśli doktora Faustrolla, patafizyka”: – „Patafizyka stanowi teorię urojonych rozwiązań, przypisujących symbolicznie zarysom rzeczy, za sprawą tychże własności, potencjalne”.

Czyż nie jest powszechnie znanym opisem zachowań prezesa PiS? Kaczyński zamiast demokracji proponuje nam psychokrację. Jest to autokracja specyficznego sortu: psycho. Tego potwora urodziliśmy my wszyscy po 1989 roku. Rósł potwór i jego potworki, których zachowania powyżej całkiem zgrabnie ujmuje poseł Nowoczesnej Zembaczyński.

Musimy wziąć na klatę odpowiedzialność za zaistniałą psychokrację Ubu Kaczyńskiego, bo po odzyskaniu suwerenności nie przepracowaliśmy poprzedniego reżimu i oto z dnia na dzień obudziliśmy się w psychokracji, duchowym alter ego PRL-u.

Bendyk jest brutalny, ostrzega, abyśmy nie bronili tylko fasady demokracji, zacytuję jako pointę publicystę „Polityki”, bo warto: – „Rację więc mają, rację do bólu banalną, komentatorzy mówiący, że demokracja wymaga demokratów i upada zawsze pod wpływem ataku z wewnątrz. Demokracja, jako system instytucji i procedur, działać będzie jedynie wtedy, gdy system ten wynikać będzie z wartości, przekonań i praktyki dnia codziennego członków demokratycznej wspólnoty. Jarosław Kaczyński nie niszczy w Polsce demokracji, tylko w brutalny sposób sprawdza, czy w ogóle zaistniała w rzeczywistości – jako głęboko uznawana i ucieleśniona praktyka, a nie fasada.”

DOKĄD ZMIERZASZ POLSKO???

Kaczyńskiego metoda na kozę i bobek Waszczykowski

PiS Konstytucji nie zmienia, ale zmienia ustrój Polski, który to w Konstytucji jest zapisany. Wydaje się to nielogiczne. Tak zmieniana „praworządność” ustrojowa jest nielogiczna, bo jest po prostu bezprawiem. To bezprawie będziemy nazywali autokracją, reżimem, nadając jej swojski zapaszek nomenklatury i określając kaczyzmem.

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Witold Waszczykowski mówi wprost: – „Polacy, dając nam władzę, chcieli zmian. Dlatego zmieniamy ustrój państwa”. Czyli PiS demokrację zmienia na ustrój podporządkowany woli jednego człowieka – Kaczyńskiego.

Warto pamiętać, iż PiS nie osiągnął lepszego wyniki wyborczego niż dwukrotnie w wyborach parlamentarnych Platforma Obywatelska i SLD, ale tym nie przyszło do głowy, aby zmieniać ustrój. Dlaczego? Bo na co można zmienić demokrację? Tylko na reżim, autokrację. Na swojski zapaszek, który jest zwykle prawicowy i ma jedną konotację w Polsce: Ciemnogród, kołtuństwo.

I PiS zmienia ustrój metodą, która publicystycznie nazywana jest metodą na kozę. Wprowadza się na agendę kozę, która waniajet i wszystkim nosy zatyka, zaczynają gadać o tym i protestować. Taką kozą była zapowiadana podwyżka cen paliw o 25 groszy. Nagle prezes Kaczyński oznajmia o wycofaniu się z tego projektu. Koza zatem zostaje wyprowadzona.

W narodzie radość. Kozy nie ma, nie ma smrodu. A Kaczyński narobił w tym czasie tyle tych kozich bobków, a przede wszystkim zakamuflował inne kozy. To jest typowe działanie dla reżimów – metoda na kozę.

Kiedyś takie metody satrapów przybliżano określeniem: „W tym szaleństwie jest metoda”. Dzisiaj na przykładzie naszym – polskim – wiemy, że do tego szaleństwa Kaczyński stosuje metodę kozy. Liczy na to, że zabraknie nam powonienia rozumu, tj. użycie tego rozumu. I wielu dało się na to nabrać. W mediach powstał rejwach, paliwa podrożeją (większość ma samochody), podrożeje także większość towarów i usług.

Uspokajam. Wszystko podrożeje, lecz tym Kaczyński się nie martwi, jego zmartwieniem jest to, iż mogą być zbyt szybko odkryte jego zamiary. Kaczyński będzie wprowadzał i wyprowadzał kozy.
Jak to mówią sztukmistrzowie: patrzycie nie na to, na co należy, kozy odwracają wasze uwagi. I dlatego Kaczyńskiemu się udaje, gdyż właściwą kozą jest Kaczyński, to od niego waniajet, to on jest sprawcą zmiany ustroju Polski.

Kaczyński jest kozą, a Waszczykowski – na którym opiera się konstrukcja tego felietonu – kozimi bobkami. Tyle on wart intelektualnie, ile bobki. Co nie zmienia postaci Polski, iż stajemy się państwem autokratycznym, który do demokracji ma się tak, jak obora z kozami do pałacu.

GIERTYCH JAK ZWYKLE Z GENIALNYM KOMENTARZEM :))))

>>>

>>>

POKAŻCIE NASZYM BRYTYJSKIM GOŚCIOM WOLNY KRAJ. NIECH DOCENIĄ POLSKĘ PO „DOBREJ ZMIANIE”.

PIĘKNY KOMENTARZ :)))

„Ludzki pan” wycofał podwyżkę paliw

Obradował rząd na Nowogrodzkiej – nie, to nie pomyłka. „Premier” Jarosław Kaczyński podjął decyzję, że PiS nie wprowadzi tzw. opłaty paliwowej, czyli podwyższenia o 25 gr ceny paliw.

– „Zapadła decyzja o wycofaniu ustawy benzynowej. Będziemy szukać innych metod na zgromadzenie środków potrzebnych na budowę. Na pewno nie będziemy sięgać do kieszeni obywateli” – powiedział PAP prezes PiS.

Zachowamy tę wypowiedź, bo już wielokrotnie PiS coś deklarował, a postępował zupełnie odwrotnie. Dotyczy to samego Kaczyńskiego, który nie zostawiał suchej nitki na swoich poprzednikach, kiedy podwyższali akcyzę.

Decyzja z pewnością ucieszy wielu – do czasu jednak. Trudno uwierzyć, że PiS nie znajdzie jakiejś kolejnej możliwości drenowania naszych portfeli. Pisaliśmy już o podwyżkach energii elektrycznej i wody, ale na tym najprawdopodobniej nie koniec.

Trudno też oprzeć się wrażeniu, że „ludzki pan” Kaczyński pochylił się więc nad ciężkim losem obywateli jadących na wakacje i rolników i „ustąpił”. Z drugiej strony – tym bardziej będzie nieustępliwy i wręcz brutalny w przejmowaniu przez siebie sądownictwa, z Sądem Najwyższym na czele.

„Nie będzie kabaretu, będzie chór”😎😎😎

ZNAMY JUŻ NIEOFICJALNY KOMUNIKAT Z NOWOGRODZKIEJ 🙂

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Ziobro – osobnik spod budki z piwem

Mamy problem z językiem, bo trzeba nazywać to, co robi PiS. Jak nazywać bezprawie, które jest stanowione jako prawo? Tylko nazywać bezprawiem? Jak nazywać partię, która stanowi bezprawie?

Jak nazywać Ziobrę? Proszę zauważyć, iż ten człowiek zredukował się tylko do nazwiska. Nie jest żadnym autorytetem. Posługuje się zakłamanym do trzewi językiem i to jeszcze poważnie ubogim na poziomie – jak to kiedyś nazywano – osobnika spod budki z piwem. Ziobro jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. To nie jest sen-mara, nie jest to makabra klasy podrzędnej, to dzieje się w naszym kraju.

Zbigniew Ziobro przekonywał w TVP („Minęła dwudziesta”), iż ustawa PiS o Sądzie Najwyższym ma„przywrócić europejskie standardy”. Szkoda, że tego nie wiedzą w Europie, a szczególnie w Unii Europejskiej. No, ale gdy dowiedzą się od Ziobry, że on przywraca europejskie standardy, to oni będą przywracać standardy pisowskie. Na takim poziomie logiki porusza się umysł Ziobry. Bodaj zakres umysłowy osobnika spod budki z piwem głębiej sięga intelektem i przede wszystkim do bogatszego języka polskiego. A może Ziobro miał na myśli standardy europejskie w Turcji, na Białorusi albo w Rosji? O, to przepraszam.

Przypatrzmy się innemu stwierdzeniu Ziobry: „Polskie sądownictwo było korporacją, która oderwała się od demokracji”. Jedno zdanie, a błędów bez liku, bo one się multiplikują, każdy zawód jest korporacją, jeżeli ma własną samorządność. O tym wiadomo od zawsze, od kiedy zawody podlegały kodyfikacji. Zatem struktury są ustawione wertykalnie, a nie horyzontalnie, bo autorytetowi podlegają gorsi od niego, a mistrzowi czeladnicy. Tak jak profesorowi – magister.

Od demokracji jest oderwany PiS, bo uzasadnienie Ziobry jest żywcem wyrwane z reżimów totalitarnych: „Minister sprawiedliwości odpowiada za działanie systemu sądownictwa, a nie może na niego wpływać” – mówił Ziobro. Minister wpływa poprzez narzędzia prawne zgodne z Konstytucją, a nie wpływa poprzez widzimisię, bo uznał, że jest wielki. Niestety, wielkość Ziobry jest żadna. Wielkość Ziobry jest nikczemna – jak pisał Henryk Sienkiewicz – jest deficytowa.

Właśnie mamy problem z językiem, jak nazywać ludzi o deficycie Ziobry, którzy posługują się językiem zdegradowanym, nielogicznym, zakłamanym?

Mamy problem przy opisywaniu naszej rzeczywistości. A może jest tak, iż wchodzimy w język Ziobry – ubogi, zakłamany, nielogiczny, a wreszcie – bo to dla mnie najważniejsze – język mało polski. Poeta pamięta, ja Ziobrze pamiętam, właśnie spisuje jego nikczemne słowa i czyny.

Wracać musimy do języka „wprost”, do języka, który w PRL postulował Julian Kornhauser, Adam Zagajewski, Stanisław Barańczak, a ja byłem ich młodszym bratem. Dzisiaj dochodzi jeszcze inna okoliczność, bo odzyskaliśmy suwerenność. A więc po mickiewiczowsku należy połączyć słowo i czyn.

Jakich mamy dokonywać czynów, aby ojczyźnie przywrócić demokrację, czyli wolność obywateli, aby nie decydował o nich swoim pokracznym językiem spod budki z piwem osobnik Ziobro? Hę? I nad tym mamy się zastanawiać.

DOBRE :)))))

Gowina szare komórki w gipsie

Czy można mieć szare komórki w gipsie? Do dzisiaj takie pytanie nazwałbym dadaistycznym. „Da-da” – dowolny zlepek skojarzeń, który w kulturze stał się możliwy, bo rozpadły nam się wartości zachodnie po I wojnie światowej i na gruzach tych wartości Hitler doszedł do władzy. A następnie zamienił wartości na rzeczywiste gruzy.

Politycy PiS mają umysły dadaistyczne. A na pewno Jarosław Gowin, który zawsze był słabowity na umyśle, po rozpadzie świata wartości dość szybko osiągnął stan da-da. Nie wiedziałem jednak, że to już!

Bo jak nazwać odpowiedź wicepremiera i ministra nauki Gowina na pytanie: „Co sądzi o protestach w obronie sądownictwa?” Uwaga – achtung! achtung! – Gowin odpowiedział: „Do wczoraj się zajmowałem ręką w gipsie mojego wnuka”. Gdyby tak odpowiedział wnuk, nie zdziwiłbym się. I to w zależności od tego, ile ma lat. Tak jednak odpowiada facet, który ma wnuka: „da-da”.

Gowin zawsze był zakłamany, nie miał wartości (włóżmy między bajki jego kłamstwa o wyznawanych wartościach chrześcijańskich, bo są one g… warte – jak mówił w takich wypadkach wielki ks. Józef Tischner), ale aż tak rozpadły mu się wartości?

Gowin ma umysł w gipsie. A jego wnuk wydobrzeje i życzę mu, aby nie miał do czynienia ze swoim przodkiem tak zakłamanym. Wirus kłamstwa przenosi się, jak każda zaraza. Gowin nie reprezentuje żadnych wartości, rozsypały mu się, gdy wszedł w podległy alians z Kaczyńskim. To była jego pierwsza przegrana wojna, teraz jest wspólnikiem demolowania Polski przez jego politycznego protektora, Kaczyńskiego, wodza (dla niepoznaki: bez wąsika).

Dadaizm polityczny Gowina to są jego szare komórki w gipsie. Ten facet postanowił zwalić winę na wnuka. Szydło zwala na 8 lat rządów PO-PSL, Gowin na wnuka – to ta sama niedojrzałość, nieodpowiedzialność, nieprofesjonalność, intelektualne: da-da. Jak mówił Eklezjasta: marność nad marnościami: Da-da Gowin.

CZY KTOŚ MA JESZCZE PYTANIA?

>>>

Kierowcy! W sumie to wszyscy rodacy, gdyż jeśli drożeje paliwo to wszystko drożeje! Podziękujcie i

Potrzebujemy ciebie! Wracaj do zdrowia!

Lech Wałęsa w szpitalu

Jego obecność na poniedziałkowej kontr-miesięcznicy w Warszawie stoi pod dużym znakiem zapytania.

– Ojciec trafił do szpitala. Ma poważne problemy z krążeniem, lekarze kategorycznie nakazali mu przez najbliższe dni leżenie – mówi „Newsweekowi” syn Jarosław Wałęsa.

Lech Wałęsa zapowiedział swoją obecność na kontr-miesięcznicy 10 lipca w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, gdzie wraz z Władysławem Frasyniukiem, działaczami ruchu Obywatele RP oraz wszystkimi, którzy nie zgadzają się z obecną polityką rządu miał demonstrować w obronie prawa do zgromadzeń. PiS przeforsował ustawę na mocy, której zakazano obywatelom organizacji kontr-demonstracji. Prawo to zostało uchwalone specjalnie po to, aby nie można było organizować żadnych zgromadzeń w dniu, gdy PiS organizuje pod Pałacem Prezydenckim kontr-miesięcznice.

W pierwszej informacji przesłanej do redakcji przez Jarosława Wałęsę, napisano, ze obecność Lecha Wałęsy 10 lipca w Warszawie jest wykluczona. W rozmowie z tygodnikiem, syn przyznał jednak, że jest to stan na chwilę obecną: – O wszystkim zadecydują lekarze. Chciałem towarzyszyć ojcu w kontrmiesięcznicy, stać przy jego boku, ale nie pozwalały mi na to obowiązki eurodeputowanego. Obaj wspieramy ruch broniący praw i wolności obywatelskich w państwie zawłaszczanym przez PiS. Dla mnie, jako dla syna najważniejsze jest jednak zdrowie ojca.

BARDZO WAZNE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Waldemar Mystkowski pisze o przygotowywanych czystkach w dyplomacji.

Szatniarz prezesa Waszczykowski i jego ustawa o złogach

Los Witolda Waszczykowskiego znajduje się w rękach prezesa Kaczyńskiego, ten los ma nomenklaturę: „złogi”. Prezes PiS na kongresie w Przysusze zwrócił uwagę szefowi dyplomacji, iż wstrzymał się ze złogami: „sprawa jest już zaawansowana, chociaż nie zakończona, bo ustawa jest już w komisji, dokładnie w podkomisji sejmowej”. I jako konsylium jednoosobowe Kaczyński zlecił kurację: „złogów jest tam u pana dużo i trzeba zmieniać”.

Ustawa o złogach, bo przecież nie o dyplomacji, ma usunąć doświadczonych pracowników, aby na ich miejsce przyjąć usłużnych funkcjonariuszy PiS. Praca w dyplomacji i na placówkach dyplomatycznych jest wysokopłatna, więc synekur jest do rozdzielenia co niemiara. Do tego na zewnątrz trzeba bronić państwa rządzonego przez PiS, które wycofuje nas z cywilizacji zachodniej. Na tym froncie zawalczą wszelacy Suscy i Misiewicze, po których kompetencje spływają, jak po kaczce.

Ustawa o złogach ma być przyjęta jeszcze przed rozjazdem posłów na wakacje. W najbliższy czwartek sejmowa podkomisja zajmie się nowelizacją ustawy, która w pierwszym rzędzie ma usunąć – słowa prezesa – „powołanych przez naszych przeciwników, jest ich bardzo dużo”.

Z automatu ustanie stosunek pracy osób, które zostały zatrudnione w okresie PRL-u i pierwszym roku rządów Tadeusza Mazowieckiego. W ustawie wprowadzony jest termin „przesłanka negatywna”, który w grafomańskiej poezji się nie broni, a prawo pracy zastąpione zostaje „mocą prawa uchwalonego”. Najprawdopodobniej mamy do czynienia z bublem prawnym, którego nie ma kto cofnąć, gdyż nie działa Trybunał Konstytucyjny, a prezydent składa podpisy, jak partyjnie wytresowany „pies Pawłowa” – na gwizd.

W projekcie MSZ brzmi to: „negatywną przesłankę zatrudnienia w służbie zagranicznej dotyczącej osób, które w okresie do 31 lipca 1990 r. pracowały bądź pełniły służbę albo były współpracownikami organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu tzw. ustawy lustracyjnej”.

Na zatrudnionych po 1990 roku też znajdzie się bat, bowiem projekt przewiduje 6-miesięczny okres przejściowy. W tym czasie dokonany zostanie przegląd kadr służby zagranicznej, zaproponowane zostaną nowe warunki pracy i płacy, a jak Waszczykowski uzna, iż komuś źle z oczu patrzy albo jest wegetarianinem, bądź lubi poruszać się na rowerze, nastąpi rozwiązanie stosunku pracy z mocy prawa.

Wg tych zapisów nie powinien pracować choćby taki „Wolfgang” Przyłębski, mąż Julii Przyłębskiej. Ale to swój pisowski, więc Waszczykowski jako szatniarz rzeknie: „I co mi pan zrobi?”. Smutne państwo PiS toczy gangrenę w każdej dziedzinie.

Amerykańskie media skomentowały gwizdy i buczenie na Wałęsę podczas spotkania z Trumpem…bardzo trafnie 😀

>>>

Monika Płatek udzieliła koduj24.pl bardzo ważnego wywiadu.

To tacy ludzie jak Frasyniuk i Wałęsa, a nie Kaczyński, poświęcając swoją wolność, doprowadzili do przemian – mówi prof. Monika Płatek w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon: Zdaniem profesora Wojciecha Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”. Zgadza się Pani z taką opinią?

Monika Płatek: Nie, całkowicie się nie zgadzam. Nie mamy do czynienia z ignorantami, tylko z ludźmi, którzy konsekwentnie realizują swój program. W tym programie jest Bóg, honor, ojczyzna, kobieta w domu, mężczyzna „rządzi”. Stanowiska obejmują tylko ci, którzy są wierni PiS. To jest jedyne kryterium uznania i kwalifikacji.

– Czyli nie ignoranci, tylko szczwane lisy, które udają ignorantów?

– Nie, również nie szczwane lisy, tylko wierni członkowie, którzy bezrefleksyjnie przyjmują do wiadomości racje, jakie im przedstawia PiS.

-Jeżeli minister Błaszczak w sposób nieuprawniony porównuje działania Obywateli RP na Krakowskim Przedmieściu do pobicia przez Młodzież Wszechpolską w Radomiu działacza KOD-u, to minister wierzy w to, co mówi, czy udaje, że wierzy?

– Pan minister Błaszczak jest bardzo sprawnym politykiem, który zdaje sobie sprawę z tego, że sto razy powtórzone kłamstwo może uchodzić za prawdę.

– Czyli szczwany lis.

– Nie, wytrawny polityk, który wie, że przy odpowiedniej narracji, czterech młodych ludzi kopiących jednego niewinnego człowieka może uchodzić za tych, którzy się bronią. Przecież gdyby kopanego tam nie było, nie musieliby go kopać.

– Profesor Sadurski powiedział też, że to, co dzieje się w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu, a Jarosław Kaczyński „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

– Bardzo cenię prof. Sadurskiego, lubię go też jako człowieka, ale całkowicie nie zgadzam się z jego diagnozą. Profesor jest wybitnie mądrym człowiekiem i jego oceny są zazwyczaj błyskotliwe i właściwe, ale w tym momencie się myli. Od lat mieszka w Australii i być może ma stamtąd inną perspektywę. Jarosław Kaczyński po wielu latach wytrwałej pracy zbudował sobie polityczne zaplecze i siłę, która pozwoliła mu osiągnąć władzę. I tej władzy łatwo nie odda. Należy zauważyć, że to, co się stało nie jest przypadkiem, tylko wynikiem długiego procesu. Niedostrzeganie tego, że przez te osiem ostatnich lat przygotowywaliśmy mu teren do obecnych praktyk, jest błędem.

– Na początku lat 90-tych mówiliśmy, że żyjemy w czasach transformacji, bo przechodzimy z ustroju socjalistycznego w demokratyczny. Dziś jesteśmy świadkami fundamentalnych zmian, a więc też żyjemy w czasach transformacji tylko w odwrotną stronę?

– Nie, to jest ciągle ten sam proces. Niestety, to, co teraz obserwujemy jest wywołane nierównomiernym przebiegiem transformacji. Mamy niesamowity skok cywilizacyjny w dziedzinie ekonomii, technologii, ale nie nadążyliśmy z emocjami, z poczuciem godności i własnej wartości. To nam się nie udało.

– Może sprawy pozamaterialne nie są dla większości ważne? Łatwo zauważyć, że dziś przegrywają ci, którzy starają się przestrzegać pewnych zasad, bo „lud” czuje się niedobrze z zasadami, „lud” nie potrzebuje zasad.

– To nieprawda. „Lud” potrzebuje zasad, tylko niekoniecznie się orientuje, że są one brutalnie łamane… Niestety, niszczenie podstaw państwa prawa, te straty, te szkody, które w tej chwili są dokonywane, będą bardzo trudne do odrobienia. Natomiast nie można mieć pretensji do zwykłej obywatelki czy obywatela, że nie widzi, nie rozumie i nie identyfikuje się ze stratami, jakie ponosimy na przykład na płaszczyźnie niszczenia państwa prawa, demontując trójpodział władz.

– „Lud” może nie mieć pojęcia, że istnieje trójpodział władz. Nie tak trudno jednak zauważyć, że kiedyś w TK mogły zasiadać tylko osoby o nieposzlakowanej opinii i z istotnym dorobkiem, takie były zasady, dziś już są niepotrzebne…

– Są potrzebne, ale to znów nie jest takie proste. W USA teraz rekordy popularności bije musical pt. „Hamilton”, który opowiada o powstawaniu Stanów Zjednoczonych. Ameryka potrzebowała 50 lat, żeby zapadł pierwszy wyrok w Sądzie Najwyższym, według którego to właśnie Sąd Najwyższy rozstrzyga, co jest, a co nie jest zgodne z Konstytucją. Stany Zjednoczone doszły do tego po potwornej wojnie pomiędzy Południem a Północną. My doszliśmy do tego bez jednego wystrzału i mamy tylko za sobą dwadzieścia kilka lat. Nie mam żadnej wątpliwości, że za jakiś czas ci, którzy dzisiaj niszczą kraj, niszcząc trójpodział władz, a tym samym i kulturę prawną, wciąż słabą, ale już w jej zarodkach stworzoną, ci będą na liście hańby raczej niż chwały. Natomiast zachodzący proces wymaga dla jego zrozumienia, a potem odrobienia – czasu.

– A jednak sporej grupie ludzi nie przeszkadza ani Julia Przyłębska i jej kiepskie kwalifikacje, ani Mariusz Muszyński, który zataił swoje powiązania z wywiadem, ani Lech Morawski, który zadeklarował w Oksfordzie, że jako sędzia TK reprezentuje obecny rząd, ani to, że Andrzeja Zielonackiego byłe klientki oskarżają o oszustwo i wprowadzanie w błąd. Nie ma problemu?

– To nie jest tak. Kowalski i Kowalska nie widzą dzisiaj „przełożenia” tego, co się dzieje w Trybunale Konstytucyjnym na ich codzienne życie. Ale w momencie, kiedy Kowalski czy Kowalska będą mieli to nieszczęście, że wjedzie w nich samochód pani premier czy pana Morawskiego, to znajdą się w sądzie jako obwinieni tylko dlatego, że to była pani premier czy pan Morawski (tak na marginesie – wygląda na to, że jest sędzią TK po to, żeby uniknąć sprawy karnej za spowodowanie wypadku na autostradzie). Wtedy zrozumieją, że rzeczywiście jest problem, bo zajdzie obawa, że nie mogą liczyć na niezależny sąd wskutek rozmontowania trójpodziału władz i jego praktycznego uzależnienia od pana Ziobry w roli ministra sprawiedliwości.

– Zanim tego doświadczą, może być za późno…

– To trudne procesy, a prawnicy, politycy, dziennikarze nie są skłonni, by ułatwić Kowalskiemu i Kowalskiej zrozumienie sytuacji. Za rzadko przekładamy to, co się dzieje na poziomie Konstytucji na codzienność. Nie dziwi więc mnie to, że ludzie nie dostrzegają powagi sytuacji. Widzą kraj pozornie normalny, chodzimy po ulicy, mówimy krytycznie o rządzie i na razie nikt nie wali w nasze drzwi i nie wsadza nas do więzienia.

– Czyli tylko wstrząs może coś zmienić? To może potrwać, zanim do niego dojdzie…

– Może uda się bez wstrząsów. W końcu mamy demonstracyjne miesięcznice i bardzo wyraźną reakcję ludzi świadomych, którzy widzą, że to, co się dzieje jest łamaniem podstaw państwa prawa.

– Najbliższa miesięcznica już za kilka dni, swój udział zapowiedzieli Lech Wałęsa i Władysław Frasyniuk, na Facebooku gorąco, może się okazać, że będzie bardzo dużo ludzi. Nieposłuszeństwo obywatelskie z punktu widzenia prawa to jednak jego łamanie.

– Nie, nieposłuszeństwo obywatelskie jest szlachetną demonstracją niezgody na łamanie podstaw zasad państwa prawa nawet za cenę okazania nieposłuszeństwa wobec niekonstytucyjnych przepisów. Co i tak może zostać uznane za złamanie prawa.

– Można za to być ukaranym?

– Ci ludzie, którzy w sposób dramatyczny, nie mając innych instrumentów, innych możliwości walki o przestrzeganie konstytucyjnych zasad państwa prawa, decydują się na heroiczny gest w postaci złamania przepisów, które są sprzeczne z treścią, literą i duchem obowiązującej Konstytucji narażają się na odpowiedzialność. Nie musi do niej dojść, ale nie można jej wykluczyć. Sens instytucji nieposłuszeństwa, zwanego obywatelskim, znaczy, że szanując obowiązujące prawo, nie godzimy się na pewne przepisy z tego względu, że są one sprzeczne z przepisami wyższymi, z Konstytucją. Moim zdaniem to, co odróżnia polską sytuację od sytuacji historycznych to fakt, że w Polsce mamy podstawy prawa oraz Konstytucję, którą szanujemy. Sprzeciw więc dotyczy naruszania i lekceważenia Konstytucji przez organy powołane do jej przestrzegania i ochrony. Prezydent, sejm, rząd w sposób demonstracyjny łamią Konstytucję, ignorują, i wykraczają przeciwko Konstytucji. W tej sytuacji ludzie, którzy protestują, to grupa heroicznych obywateli, którzy się na to nie godzą. Często są to ci sami ludzie, którzy protestowali w 1982 r. w stanie wojennym; mają wyczucie i pełną świadomość. Oczywiście – protestując, liczą się z tym, że naruszają obowiązujące przepisy kodeksu wykroczeń i że w związku z tym mogą być za to ukarani.

– Protestujący mówią, że władza łamie prawo, a władza mówi, że to protestujący łamią …

– Władza mówi o przepisach wprowadzonych z pogwałceniem Konstytucji , które mają ją uprzywilejować, postawić ponad Konstytucją, ograniczając swobodę demonstracji poglądów dla władzy niewygodnych; protestujący mówią, że to wbrew Konstytucji i tu mają rację.

– Kto to może rozsądzić? W oczach zwykłego obywatela nie wygląda to prosto: grupa obywateli opozycyjnych mówi, że rządzący łamią prawo, a rządzący przekonują, że gdyby zrobili tak, jak tego domaga się opozycja, to dopiero wtedy złamaliby prawo.

– Dzisiaj może to rozsądzić zwykły sąd rejonowy, raczej nie TK. Ten najczęściej orzeka w składzie, zagrażającym nieważnością orzeczeń. Ma to miejsce, gdy w składach orzekających występują sędziowie dublerzy, którzy de facto sędziami nie są. Wyroki, które zapadają z ich udziałem są wyrokami, ale ze względu na to, że zapadają w niewłaściwym składzie nie mają mocy prawnej. I to jest oczywiście problem. Natomiast sądy rejonowe, które rozpatrują sprawy nieposłuszeństwa obywatelskiego mogą bezpośrednio korzystać z litery prawa i Konstytucji, biorąc pod uwagę naturę naruszenia. Tam, gdzie nie ma szkody, nie ma wykroczenia. Tam, gdzie społeczna szkodliwość czynu jest znikoma, tam nie ma przestępstwa. Protestujący nie mają intencji naruszania porządku prawnego. Protestują przeciwko jego naruszaniu przez władzę. Robią to w sposób wolny od agresji i pokojowy. Mamy do czynienia z subtelną sytuacją, w której prawo dotyczące zgromadzeń publicznych zostało tak zmienione, że uprzywilejowuje „swoich”. Konkretnie chodzi o marsze, miesięcznice, które organizuje szef partii PiS i marsze, które organizują grupy Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Czyli mamy prawo, które jest w istocie w kontrze do litery i ducha konstytucyjnego prawa organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Nie można, zgodnie z zasadami prokonstytucyjnej, poprawnej legislacji tworzyć prawo, które chroni interesy i prawo do zgromadzeń grup, hołubionych przez władzę kosztem reszty społeczeństwa.

– Czy w takim razie nieposłuszeństwo Obywateli RP to nie jest prosty sprzeciw wobec władzy, tylko coraz bardziej umiejętne korzystanie z praw i wolności obywatelskich, gwarantowanych przez Konstytucję państwa demokratycznego?

– Tak. Obywatele RP na swoich stronach wyraźnie piszą o tym, co robią i dlaczego. Oni nie protestują przeciwko władzy. Demonstrują w imię ochrony zasad i standardów wyrażonych w Konstytucji. W trakcie miesięcznic sprzeciwiają się prawu, które faworyzuje „swoich”. Wbrew oficjalnym zapowiedziom, demonstracje nie służą upamiętnieniu ofiar. Jak długo może trwać żałoba? I jeśli to jest żałoba, to dlaczego w jej trakcie dochodzi do wyzwisk, lżenia ludzi uznanych za niepodzielających poglądów PiS? Dlaczego uprawia się nienawistne dzielenie ludzi i obrzucanie obraźliwymi, przemocowymi hasłami myślących inaczej? Nie chodzi o to, że Obywatele RP mają tego po prostu dość. Chodzi o to, że rozumieją szkodliwość takiego procederu i kierując się troską o wspólnotę, demonstrują przeciwko praktykom wykorzystywania tragicznego wypadku do celów politycznych sprzecznych z zasadami demokratycznego państwa prawa.

– Jeżeli Obywatele RP czy obywatel w ogóle ma prawo do nieposłuszeństwa, a policja ma prawo sprzątnąć go z drogi, to w razie nieszczęśliwego wypadku, kto ponosi odpowiedzialność? Kto jest winny?

– To jest bardzo ciekawe pytanie. To nie jest tak, że obywatele mają prawo łamać prawo. Obywatele czynią to, co czynią, aby podporządkować się prawu.

– ?

– Jeżeli się decydują na sprzeciw nie po to, by okazać lekceważenie prawa, tylko po to, by okazać szacunek dla wartości konstytucyjnych, które ich zdaniem są naruszane, to w demokratycznych warunkach mogliby liczyć na sprawiedliwy, obiektywny osąd. Nie wiem, czy dzisiaj możemy na taki osąd liczyć. Mówiąc to, mam na myśli Gandhiego, który w pewnym momencie powiedział: nie uznajemy prawa oprawców, którzy zajęli nasz kraj, sprzeciwiamy się temu, ale sprzeciwiamy się w sposób pokojowy. Ten element trzeba tutaj bardzo wyraźnie podnieść – Obywatele RP zdecydowanie nie posługują się przemocą ani w słowie, ani w czynie. W związku z tym policja ma obowiązek zadbać przede wszystkim o to, żeby nie dochodziło do popełnienia przestępstw czy zachowań, które mogłyby eskalować przemoc. Policja również nie ma prawa używać przemocy ani zachowywać się w sposób zagrażający zdrowiu i życiu ludności. Ma więc obowiązek, zachowując się profesjonalnie, działać tak, by unikać nieszczęśliwych wypadków.

– Zbliża się 10 lipca, z czym musi się liczyć nieposłuszny obywatel, który przybędzie na Krakowskie Przedmieście?

– Miesiąc temu policja wykazała się z jednej strony profesjonalizmem, ponieważ w sposób bardzo grzeczny przeniosła ludzi w miejsce, które pozwoliło maszerującym na przejście. Z drugiej – brakiem profesjonalizmu, zatrzymując tych ludzi na dłużej niż to było potrzebne. Mam nadzieję, że tym razem zachowa się profesjonalnie, minimalizując ewentualne szkody.

– Tym razem będzie pewnie więcej protestujących, sytuacja może być nieprzewidywalna.

– To prawda. Ostatnio zorganizowałam wiec, aby przypomnieć, że Fryderyk Chopin był uchodźcą, Maria Skłodowska-Curie była emigrantką i że rząd jest zobowiązany, jeśli już nie stać go na uczciwy ludzki odruch wspólnoty, solidarności i chrześcijańskiej pomocy, do wypełnienia zobowiązań prawnych i przyjęcia uchodźców, choćby tej garstki, którą Polska zobowiązała się przyjąć. Miałam obawy, co się stanie, jeżeli przyjdą nieodpowiedzialni, agresywni ludzie, pewnie nie zawsze świadomi, ale powielający najgorsze wzorce z przeszłości i zaatakują wiecujących. Oczywiście była grupa przeciwników, ale to nie policja z nimi dyskutowała, ale zgodnie z prawem ja – jako organizatorka wiecu. Policja zaś była obecna i była na medal. Po manifestacji policjanci dziękowali mi, a ja im. Policjanci, a przynajmniej większość z nich, to nie są ludzie nastawieni na bicie ludzi i łamanie reguł. Im też zależy na pozytywnej ocenie, także w oczach zwykłych obywateli.

– Obywatelskie nieposłuszeństwo to nie jest zjawisko nowe. Przypomnę, że w Polsce istnieli wybitni przedstawiciele ruchu obywatelskiego nieposłuszeństwa, np. Tadeusz Rejtan, czy Jacek Kuroń, ale to ma swoją cenę…

– …Możemy wskazać też Piłsudskiego, na którego się tak bardzo chętnie wszyscy powołują. To również był nieposłuszny obywatel, którego wysłali na Sybir właśnie za nieposłuszeństwo obywatelskie. W tej grupie jest też Lech Wałęsa, Adam Michnik, Karol Modzelewski, Henryk Wujec i inni także Władysław Frasyniuk. Ich nieposłuszeństwu zawdzięczamy wolność po 1989 roku. Zapłacili więc – dosłownie – za swoją i naszą wolność – bardzo wysoką cenę. I jest niezwykłym, chichotem historii, że pan Władysław Frasyniuk, jest znów traktowany jako oskarżony. To demaskuje zawiść aspirujących bez szans do wielkości. Wodzowskie zapędy pana Kaczyńskiego realizują się kosztem niszczenia kapitału kulturowego i państwa prawa. I choć dla nas wszystkich jest to groźne, nie chroni rządzących przed śmiesznością i ukazuje ich słabość. Słabością jest bowiem próba zanegowania istnienia i pozycji Wałęsy, który jest – wbrew staraniom, by zniszczyć jego reputację – niekwestionowanym przywódcą wolnościowego zrywu Solidarności. Słabością i małością jest też próba deprecjonowania roli wspaniałych ludzi, takich jak Frasyniuk, tylko dlatego, że to oni, a nie pan Kaczyński i jego brat, poświęcając swoją wolność i okazując niezłomność doprowadzili do przemian, których żadne gadanie o „kraju w ruinie” nie podważy. Niszczenie tego dorobku z niskich pobudek żądzy autorytarnej władzy jest niestosowne. I jeżeli pan Kaczyński myśli, że się w ten sposób wypromuje na wodza i dorówna Wałęsie czy Frasyniukowi, to się myli. Wystarczy popatrzeć na historię tak stwarzanych wodzów i na to, co się dzieje z nimi i ich pomnikami.

-…wrócę do Rejtana czy Jacka Kuronia, których obywatelskie nieposłuszeństwo, przyniosło odmienne rezultaty – nieposłuszeństwo Rejtana nie zapobiegło upadkowi Rzeczypospolitej, a nieposłuszeństwo Kuronia przyspieszyło przemiany ustrojowe w Polsce. Czyli warto?

– Ja nie wiem czy warto, musiałaby pani zapytać Michnika, Wałęsę, Modzelewskiego, Frasyniuka, Wujca… Czy oni uważają, że warto było poświęcić wiele lat ze swojego życia i swoich wolności, żeby przeżywać to, co przeżywają w tej chwili. Nie mogę na tak postawione pytanie odpowiedzieć, bo to nie ja zapłaciłam swoją wolnością za to, że dziś Polacy mają Konstytucję z 1997 roku, a po 1989 roku wolność, demokrację, poczucie godności i wartości własnej, za to, że jesteśmy w Unii Europejskiej. Natomiast tu nasuwa się inne pytanie, czy można było to osiągnąć inaczej? Prawdopodobnie bardzo wielu ludzi powie, że tak. Szkolnictwo, sądownictwo, rządy parlamentarne – to wszystko wymaga przemian. I można się na to zgodzić. Jednak przemian, a nie niszczenia, jakie się obecnie dokonuje. Nawet cholery nie leczy się dżumą. Na pewno sposób, w jaki się w tej chwili prowadzi zmiany, nazywając je reformami, które de facto są podkopywaniem podstaw państwa prawa, nie mogą, z definicji, doprowadzić do tego, abyśmy byli społeczeństwem rozwijającym konstytucyjną demokrację; otwartym, wolnym od dyskryminacji społeczeństwem ludzi mądrych, szczęśliwych, wykorzystujących swój potencjał. To wszystko możliwe jest tylko w państwie demokratycznym, którego zasadą jest przestrzeganie praw człowieka, równowaga władz i kontrolowanie działań władzy. Wymaga to gwarancji i tego, że gdy Kowalski idzie do sądu, to ma pewność, że sędzia będzie sądził według własnej wiedzy i prawa, a nie według obawy, że się musi liczyć ze zdaniem Ziobry, Warchoła i Kaczyńskiego. Jeśli sędzia będzie się musiał z nimi liczyć, to Kowalski, licząc na sprawiedliwość może się przeliczyć i sprawiedliwości nie doczekać.

Takie coś… Jak to rozumieć?

Waldemar Mystkowski pisał w przedzień wizyty Donalda Trumpa w Warszawie.

Wałęsa, Trump i piąty element

Kto może powstrzymać Wałęsę? – zastanawiają się na portalu oko.press. Pojawiła się nowa okoliczność, która rozszerza zasadność pytania: przed czym i przed kim Lech Wałęsa miałby być powstrzymany?

Jeszcze wczoraj powstrzymanie Wałęsy dotyczyło jego uczestnictwa w kontrmiesięcznicy smoleńskiej, a w zasadzie miesięcznicy, bo Wałęsa wg swego idiomu – nie chcę, ale muszę – zamierzał wmieszać się w tłum uczestników miesięcznicy i swoją obecnością protestować. Być za, a nawet przeciw.

Doszedł jednak nowy element, którego powstrzymać PiS nie zdoła. Można nazwać go popkulturowym piątym elementem, który przeniesiony na grunt polskiej polityki da się zdefiniować:„obrona Polski poprzez miłość do niej przed złem, jakim jest PiS”. Piątym elementem jest miłość – w wypadku Wałęsy jest to miłość do wolnej Polski.

Okazać piąty element Wałęsa może w zdarzeniu, które PiS zaskoczyło. Mianowicie Amerykanie zabiegali o to, aby Lech Wałęsa uczestniczył w spotkaniu z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Warszawie na pl. Krasińskich. Wałęsa – podejrzewam, że z powodu piątego elementu – wyraził zgodę. Będzie znajdował się w loży VIP wraz z liderami państw Trójmorza.

A to znaczy, że dwóch prezydentów Polski reprezentowało będzie nasz kraj. Ten drugi to aktualnie urzędujący dla przypomnienia: Andrzej Duda. Jankesi w przypadku Dudy złamali protokół, gdyż ten nakazuje, iż przemawiają prezydenci: zaproszony i zapraszający. Amerykanie uznali, że nie będą bawić się w polityczne trele-morele, Duda nie będzie przemawiał i basta.

Acz nie byłbym pewien, czy prezydent RP nie zajmie głosu, bo znając Lecha Wałęsę, może zastosować wspomniane wyżej: „Nie chcę, ale muszę”.

Trump w przemówieniu ma wspomnieć Wałęsę i jego zasługi dla wolności w naszym regionie. Raczej nie zostaną wymienione zasługi Jarosława Kaczyńskiego, bo ten nawet zaspał na początek stanu wojennego. Na tym nie koniec, ponoć Trump chce odbyć rozmowę tete-a-tete z Wałęsą. Trump ma zszargany wizerunek w krajach zachodnich i u siebie, podreperować go może rozmowa z Wałęsą, bo nie z Dudą.

Napiszę jeszcze inaczej. Dyplomacja amerykańska to przeciwieństwo naszej obecnie obowiązującej waszczykowszczyzny-szwejkowszczyzny. Decyzja o wizycie Trumpa w Polsce zaskoczyła wszystkich. Może doradcy Trumpa wpadli na przewrotny pomysł, iż ten odbuduje swoje wizerunkowe ruiny spotkaniem z ikoną walki o wolność – Wałęsą, wykorzystując do tego Dudę?

To trzeba wziąć pod rozwagę. Wszak Wałęsa ma charyzmę, a Duda w perspektywie Trybunał Stanu. Otrzymujemy też odpowiedź na pytanie: co może powstrzymać Wałęsę w udziale w kontrmiesięcznicy? Nikt, bo Wałęsa ma piąty element, a Duda bezsenne noce – na jego miejscu bym nie spał, tylko martwił się.

DWIE REAKCJE. DUMA DUDY KONTRA REFLEKSJA TRUMPA. CZY POTRZEBNY LEPSZY KOMENTARZ? 

>>>

CIEKAWE JAKA PODCZAS PRZEMÓWIENIA BĘDZIE POGODA? KTOŚ WIE CZY BĘDZIE WIAŁO?

PiS wprowadza do szkół katechezę seksualną

Jest źle z edukacją seksualną w Polsce, a będzie jeszcze gorzej. Takie wnioski nasuwa lektura nowej podstawy programowej do „Wychowania do życia w rodzinie” przygotowanej przez MEN, a wprowadzanej przez PiS przy okazji likwidacji gimnazjów i drastycznej reformy edukacyjnej. Właściwie należałoby mówić o „nieoficjalnej koalicji z hierarchami Kościoła rzymskokatolickiego”, jak zauważa portal naTemat. Przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie” w wersji zaproponowanej przez PiS to nic innego, jak watykańska inżynieria społeczna. Dzieci i młodzież mają chłonąć w szkole – jeśli spojrzeć na to realistycznie – oficjalną ideologię obcego państwa wyznaniowego.

Właśnie nasycenie ideologią podstaw programowych przedmiotu głęboko niepokoi specjalistów. Szkoła ma „wzmacniać proces identyfikacji uczniów z własną płcią”. Tymczasem „identyfikacja płciowa jest sprawą wewnętrzną człowieka, a nie społeczną. Uważam, że do zadań szkoły nie należy jej ocenianie ani próby wpływu na jej kierunek” – ocenia ginekolog dr Grzegorz Południewski, w rozmowie z dziennikarzami „Gazety Wyborczej”. „Wzmocnienie procesu identyfikacji z własną płcią” to wzmacnianie polaryzacji płci i nieuwzględnianie perspektywy gender, czyli inaczej mówiąc, wzmacnianie stereotypów na temat męskości i kobiecości. Myślę, że bardzo wiele młodych osób zupełnie się w tym nie odnajdzie” – zaznacza z kolei Aleksandra Józefowska, koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton.

Podstawa programowa zwraca też uwagę na prawo do życia, jak określono – „od poczęcia do naturalnej śmierci”. Tak sformułowane prawo do życia jest bardziej etycznym hasłem niż pojęciem biologicznym zaznacza dr Południewski. – „Fałszywe identyfikowanie zapłodnienia z ludzką egzystencją stoi w sprzeczności z zjawiskami biologicznymi, gdyż na tym etapie wiele zarodków jest naturalnie eliminowanych, a medycyna od zawsze walczy z naturalną śmiercią i na tym polega jej sens” – wyjaśnia specjalista. Uważa, że program szkolny nie powinien się tym zajmować. Mówi wprost: „Jest to po prostu wciskanie katolickiego oglądu na życie” pod płaszczykiem szkolnej misji edukacyjnej.

Włos na głowie specjalistom podnosi też to, że dzieci powinny uczyć się o naturalnym planowaniu rodziny oraz naprotechnologii (!). Punkt 6. podstawy stwierdza bowiem: uczeń zna różnice między antykoncepcją a naturalnym planowaniem rodziny, zapłodnieniem in vitro a naprotechnologią. Ta ostatnia, stawiana obok metod in vitro służy zapewne nadaniu jej naukowego sznytu… Młodzi ludzie mają być zatem przekonywani do pseudonauki, która nie ma nic do zaoferowania części niepłodnych kobiet i niepłodnym mężczyznom. Chyba uczciwsze byłoby już lansowanie podejścia biskupa Wątroby, według którego ciążę wystarczy sobie wymodlić – piszą dziennikarze NaTemat. – „Takie podejście do płodności jest niedorzeczne. Nie na tym polega sztuka, żeby narzucać konfrontację pomiędzy medycyną a wymyśloną naprotechnologią, a żeby przedstawić biologiczne i medyczne aspekty płodności. Przedstawić, jak bezpiecznie można korzystać z antykoncepcji i co należy zrobić, jeżeli planujemy dziecko. W jaki sposób zmienia się nasza płodność w ciągu życia i kiedy należy skorzystać z porady lekarza” – twierdzi dr Południewski. – „Nie ma powodu, aby do tak medycznego tematu, jakim jest zdrowie reprodukcyjne wtrącać ideologiczne aspekty. Młodzi ludzie powinni mieć wiedzę, aby na jej podstawie dokonać własnych wyborów – bo to jest ich życie i ich ważkie decyzje. Nie oszukujmy ich w tym względzie, narzucając ideologiczną poprawność, a zapominając o skuteczności” – dodaje.

To nie koniec katolickich nauk pod nazwą „Wychowania do życia w rodzinie” w szkole świeckiej w Polsce. Punkt 7 podstawy programowej głosi: uczeń potrafi wymienić argumenty biomedyczne, psychologiczne, społeczne i moralne za inicjacją seksualną w małżeństwie. Czyżby oznaczało to, że uczeń powinien wychwalać dobrodziejstwa utraty dziewictwa (prawictwa?) w małżeństwie? Ostro wypowiadają się też eksperci zajmujący się edukacją seksualną wśród młodzieży. – „Najwyraźniej nie mają to być zajęcia, które uczą umiejętności dyskusji, kształtowania własnego światopoglądu, tylko lekcje, które z góry narzucają ideologiczny przekaz”– mówi „Gazecie Wyborczej” Aleksandra Józefowska, koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton. – „Oznacza to, że seks nie jest sam w sobie niczym wartościowym, ma służyć jedynie prokreacji, a w związku z tym powinien odbywać się jedynie w parach heteroseksualnych, w związkach małżeńskich sakramentalnych”. – komentuje edukatorka seksualna.

KOLEJNY FATALNY SYMBOL FATALNEJ ZMIANY

Waldemar Mystkowski pisze o Guzikiewiczu, ktory chce wynieść Wałęsę.

ORMO Guzikiewicza wybiera się na miesięcznicę

Jarosław Kaczyński już dawno poznał się na Karolu Guzikiewiczu, który startował z list pisowskich do Sejmu i sejmiku, ale nigdzie się nie dostał. Jest człowiekiem z piany, jak 8 lat temu określił siebie: „jestem skromnym fanatykiem”, do tego fanatyka dodawał „związkowym”.

Fanatyzm ten dał się we znaki Donaldowi Tuskowi, gdy Guzikiewicz wraz ze związkowcami ze Stoczni Gdańskiej rozbił namiotowe miasteczko w Sopocie pod oknami kamienicy, w której mieszka były premier. To był czas Guzikiewicza, trafiał na czołówki mediów, ale nie zdyskontował tej swojej piany na atrakcyjniejszą pozycję zawodową, jakiegoś składnika zawsze mu brakowało.

Tę pianę więc przerabia na wazelinę. Dwa lata niemal PiS rządzi, a Guzikiewicz z nową zawartością jamy ustny nie został zauważony. Aż wreszcie wzburzyła mu się wazelina, gdy dowiedział się, że Lech Wałęsa dołącza do Władysława Frasyniuka na Krakowskim Przedmieściu.

Frasyniuk – stary fighter – takich Guzikiewiczów nokautuje wzrokiem. Wewnętrzna siła na takiego w zupełności wystarcza. Lecz Wałęsa to ktoś inny, globalna ikona walki o wolność i demokrację, dla świata synonim Polski: mówisz Polska – myślisz Wałęsa.

Guzikiewicz zadeklarował, że ikonę wyniesie z Krakowskiego Przedmieścia, gdy ta usiądzie w proteście przeciw chorobowym zachowaniom Jarosława Kaczyńskiego i jego zwolenników. Guzikiewicz właśnie zapowiedział, że 10 lipca jedzie do Warszawy wraz z innymi przedstawicielami „Solidarności” Stoczni Gdańskiej.

Po co jedzie? „Ochraniać miesięcznicę smoleńską”. O, w mordę! Związkowcy jako ochroniarze. Tego jeszcze nie było. Zaraz, zaraz, a ORMO w PRL-u? Właśnie w to zamienia się wazelina takich Guzikiewiczów, „Solidarność” zamieniona w ORMO, jak piana w wazelinę.

Dobrze tę przemianę poznał szef „Solidarności” Piotr Duda, został Kacperkiem Kaczyńskiego. Kacperek Duda merda ogonkiem, bo jego poprzednik Janusz Śniadek z tego merdania został posłem PiS, więc dlaczego miałby nie liczyć na podobne frukta ormowiec Guzikiewicz.

Złą wiadomością dla Guzikiewicza może być to, że na Krakowskim Przedmieściu policjantów będzie więcej niż 10 czerwca, a wówczas było ok. 2 tys. mundurowych. W Stoczni Gdańskiej w tej chwili pracuje tylko 120 osób. Nawet gdyby wszyscy przyjechali, to nikt ich nie zauważy. Guzikiewiczowi zaś nie będzie dane nawet zobaczyć Wałęsy. Chyba że weźmie ze sobą telewizor, wówczas w CNN zobaczy ikonę walki o wolność i demokrację.

Jasna deklaracja Jerzego Owsiaka ws. Frasyniuka „To bohater”

Ja się wybieram na na kontrmiesięcznicę, a ty?

Prezydent Lech Wałęsa będzie jutro wśród gości na spotkaniu z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Warszawie na pl. Krasińskich. Znajdzie się w loży z liderami państw Trójmorza – potwierdził w rozmowie z Onetem Krzysztof Pusz, wieloletni współpracownik Wałęsy.

– Pierwotnie w planach wizyty nie było bezpośredniego spotkania Trumpa z Wałęsą, ale Amerykanie uznali, że powinno się odbyć i szukają możliwości zorganizowania rozmowy prezydentów – stwierdził.

– Lech Wałęsa został zaproszony przez Amerykanów – mówią Onetowi dobrze poinformowane źródła. Według rozmówców portalu, prezydent Trump w swoim zmienianym właśnie przemówieniu, ma na pl. Krasińskich wspomnieć Lecha Wałęsę i jego zasługi dla Polski.

My Obywatelki, My Obywatele,

W obliczu zagrożeń wynikających z serii antydemokratycznych i niekonstytucyjnych decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości, stajemy w obronie podstawowych wolności należnych każdemu człowiekowi i obywatelowi RP

Walczymy o utrzymanie wartości demokratycznego państwa prawa oraz Konstytucji, nagminnie łamanych przez Prezydenta Andrzeja Dudę i rząd Premier Beaty Szydło.

Nie godzimy się na odebranie nam podstawowych swobód obywatelskich i wolności zgromadzeń.

Będziemy walczyć z wszelkimi ruchami mającymi na celu wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej.

Stajemy w obronie ofiar wojny, uciekających przed śmiercią i szukających nadziei w krajach demokratycznych. Historia Polski jest historią ludzkiej solidarności i tymi wartościami będziemy się kierować wobec rodzin dotkniętych tragizmem wojny.

Sprzeciwiamy się fali agresji i nietolerancji zalewającej Polskę, podsycanej przez główną siłę polityczną.

Będąc obywatelami Rzeczypospolitej, zarówno wierzącymi w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielającymi tej wiary, stajemy w obronie wartości chrześcijańskich zawłaszczanych w cynicznej grze politycznej.

Mając w pamięci tragiczny wypadek lotniczy pod Smoleńskiem, w którym zginął Prezydent Lech Kaczyński i dziewięćdziesięciu pięciu obywateli, sprzeciwiamy się brutalnemu wykorzystywaniu zmarłych do bieżących celów politycznych.

Stajemy w obronie naszych dzieci i ich dzieci, którym należy się prawo do wolnej, demokratycznej i nowoczesnej ojczyzny na miarę XXI wieku.

Apelujemy do wszystkich, którym bliskie są te wartości, o zaangażowanie.

10 lipca, my Obywatelki i Obywatele, staniemy na Krakowskim Przedmieściu naprzeciwko Jarosława Kaczyńskiego w obronie naszych praw.

Lech Wałęsa
Władysław Frasyniuk

>>>

CZYTALIŚCIE JUŻ KSIĄŻKĘ O ANTONIM? :))))

JEST WRESZCIE OKAZJA, ABY ŚWIAT POZNAŁ PREZESA

Tak prowadzona przez PiS polityka bezpieczeństwa może odgrodzić Polskę od Europy i świata.

Na kongresie w Przysusze wystąpił Pan Prezes i zapowiedział kontynuację polityki bezpieczeństwa. Konkretnie zaś zadeklarował, że nie wpuścimy do nas żadnych muzułmańskich uchodźców. Takie mamy prawo moralne i nie zawahamy się go użyć.

Owszem, ofiary wojny w Syrii może i próbują ratować życie, ale nie będą tego robić naszym kosztem. Co nas obchodzą cudze problemy. Mamy dosyć własnych. No, a poza tym to – jak przypomniał wszystkim Pan Prezes – nie myśmy rozpętali konflikty w Afryce i na Bliskim Wschodzie i nie my obiecywaliśmy ich rzeczywistym i rzekomym ofiarom schronienie w Europie. W tej sytuacji mamy moralne prawo powiedzieć przybyszom pukającym do bram Unii nasze stanowcze „nie”. Na antyszambrowanie w korytarzach humanitarnych też nie damy zgody. Wpuścić kogoś na korytarz, a potem wniesie manele i trzeba będzie płacić za eksmisję. Znamy takich. Nie bez powodu na naszych osiedlach korytarze grodzi się solidną kratą zamykaną na kłódkę.

Partia rządząca w ogóle robi bardzo wiele dla zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa. Na przykład już jesienią ubiegłego roku zrezygnowała z zakupu nowoczesnych helikopterów bojowych. Choć rząd naraził się na nienawistne ataki ze strony lobby zbrojeniowego niedoszłego francuskiego kontrahenta, nie ugiął się pod presją i śmigłowców nie kupił, bo wszak sprawdzona doktryna obronna powiada, że najlepszą gwarancją pokoju jest dobrowolne rozbrojenie. Od lat redukuje się na świecie potencjały nuklearne w imię zachowania bezpieczeństwa. Historia, i to całkiem niedawna, uczy, że opieszałość w procesie rozbrojenia można nawet spowodować wojnę, co się zdarzyło w Iraku. Więc na wszelki wypadek najlepiej w ogóle zlikwidować armię, czym od wielu miesięcy wyjątkowo skutecznie zajmuje się aktualny minister obrony. Jeszcze trochę i nikt nam nie zarzuci, że wspierając obce koncerny zbrojeniowe ryzykujemy bezpieczeństwo własnych obywateli. A na bojówki KOD-u i tak wystarczy OT z bejsbolami i policja uzbrojona w paralizatory.

Poza tym cały rząd ciężko pracuje nad tym, żebyśmy w żaden sposób nie ucierpieli od importowanego do Europy terroryzmu islamskiego. A to prawdziwe wyzwanie. Bo nie wystarczy, że nie wpuścimy za próg nawet jednego uchodźcy. Przecież w dobie otwartych granic w Sukiennice albo Wawel rozpędzoną ciężarówką może spokojnie wjechać terrorysta z Niemiec. Kto mu zabroni w czasach Schengen? Ataku na WTC też dokonali „turyści”, podróżujący po Stanach, jak gdyby nigdy nic, zwykłym rejsowym samolotem.

Takim „incydentom” nie sposób zapobiec dopóty, dopóki granice Polski będą otwarte dla każdego, jak wrota stodoły, więc politycy PiS już od niemal dwóch lat ciężko pracują nad ich zamknięciem. Prowokują, obrażają, kompromitują siebie i kraj, jak tylko potrafią najlepiej, a Europa nic na to. Unia jest w tej kwestii wyjątkowo uparta i doprawdy już nie wiadomo, co durnego jeszcze zrobić, by ją do Polski ostatecznie zniechęcić. Nie udało się z Komisją Wenecką. Nie wyszło z Tuskiem. To może w końcu przekona ich nasza nieustępliwa postawa w kwestii uchodźczej i wreszcie będzie można na Odrze i Bugu zamontować karty i zamknąć na kłódkę, jak w blokach na Ursynowie.

Naród, oczywiście, też popiera aktualną politykę bezpieczeństwa, na wszelki wypadek już teraz eliminując z polskich tramwajów, ulic i kościołów „podejrzany element” o ciemniejszej karnacji. Bo przezorności nigdy dosyć. W takiej Finlandii zamieszkała para Somalijczyków i w parę lat potem stanowią oni domagającą się poszanowania ich barbarzyńskich obyczajów, pokaźną mniejszość etniczną, samym swoim istnieniem zagrażającą fińskiej tożsamości i tradycyjnemu sposobowi życia. Że nie jedna para, nie somalijska i wcale nie w Finlandii? I co z tego. Coś takiego zawsze może się zdarzyć naprawdę. I ciekawe, kto wtedy będzie gorzko płakał.

A co do kwestii zagrożonych dotacji unijnych, że niby kasę bierzemy, a uchodźców nie chcemy, to Europa jeszcze długo się nam nie wypłaci za wojnę, Powstanie, Jałtę i inne niegodziwości. Albo takie, na przykład, rozbiory. Koniecznie musimy im też doliczyć do rachunku krzywd wszystkie straty, jakie poniosła nasza kwitnąca gospodarka przez przymusowe zniesienie poddaństwa. Dość przypomnieć, ile pieniędzy kosztowały rezydencje magnackie, które po likwidacji pańszczyzny popadły w ruinę, i żeby je teraz oddać prawowitym właścicielom trzeba w nich było porobić remonty kapitalne z budżetu. Bo wstyd oddawać zdewastowane… Tak więc – kasa i tak się nam należy za stulecia krzywd, jakich doznaliśmy jako Naród od naszych sąsiadów, kiedy oni czerpali zyski z kolonii na Madagaskarze (a, nie, na Madagaskar to my chcieliśmy wysłać Żydów z Drugiej Rzeczypospolitej, co jednak nie ma w tych rachunkach nic do rzeczy).

Mamy więc teraz moralne prawo żądać od Unii, Ameryki, Rosji i wszystkich świętych bezpieczeństwa i pieniędzy. Twardo upomnimy się o to także u prezydenta USA, który w najbliższych dniach odwiedzi Warszawę, by potwierdzić solidarność z Polską i zrozumienie dla naszych słusznych roszczeń. Pewnie – na to liczymy – zadeklaruje także dalszą chęć obrony naszych interesów.

Chociaż jednak ten konkretny prezydent raczej nie zrobi tego bezinteresownie, bo wszyscy oni, tam na Zachodzie, za nic mają zwykłą ludzką solidarność. Tylko kasa się dla nich liczy. Donald Trump już w kampanii zapowiadał, że Ameryka pomoże tylko tym, którzy za to solidnie zapłacą. I teraz pewnie zamiast o pokoju na świecie, będzie mówił o inwestycjach w obronność, przy okazji próbując nam wcisnąć trochę przestarzałych Boeingów bez offsetu. No, ale za to publicznie nazwie Polskę przyjaciółką Ameryki i poklepie po ramieniu Prezydenta Niektórych Polaków. Chociaż o wizach raczej nic nie wspomni. Bo przecież Ameryka ma prawo decydować, kto przekracza jej granice. Budują nawet mur (znaczy – mieli budować) na granicy z Meksykiem.

My zaś, jak już Unia zrewiduje prawo do swobodnego przekraczania jej wewnętrznych granic, też oddzielimy się od wszystkich zagrożeń solidną barykadą. A jak już pojedziemy za granicę, to tylko do specjalnych „polskich” stref z naszą obsługą, schabowym, Zenkiem Martyniukiem i „Kocham cię Polsko” w tv. W końcu to chyba normalne, że się trzeba zabezpieczyć. Robimy to zresztą od dawna, w związku z czym okazaliśmy się najbardziej przezornym ze wszystkich narodów. Bo grodzimy się już od całych dekad, tymczasem uchodźcy to stosunkowo nowa sprawa. Nie ma nad Wisłą miasta, gdzie nie byłoby chociaż jednego osiedla ze szlabanem. Większej ulicy bez monitoringu na każdym rogu. Samochodu bez kamery za szybą. Agencji ochroniarskich to mamy chyba najwięcej w Europie. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to już w tej chwili jesteśmy- zdaje się – światowym liderem.

Nasi ważni politycy też nie ruszają się nigdzie, także do Sejmu, bez ochrony, a minister obrony to nawet przez ulicę nie przejdzie inaczej, niż w licznej asyście, chociaż dokoła sami Polacy. Tymczasem taki Donald Tusk chodzi po Brukseli bez obstawy, jakby nie wiedział, że nieopodal Tusk Tower jest islamskie getto, a wokół pełno nie tylko chodzących wolno Belgów, ale też niedokładnie zidentyfikowanych imigrantów muzułmańskich. Że też się nie boi i to nie tylko o życie, ale zwłaszcza o swoje wartości, wiarę i tożsamość…
Cóż, niektórzy po prostu lekceważą zagrożenia i nie dbają o bezpieczeństwo swoje, bliskich i Narodu. No, ale potem, jak się już wynarodowią, albo nawet zmuzułmanią, będą mogli mieć pretensje wyłącznie do siebie.

My tam twardo stawiamy na obronę terytorialną, jednocześnie redukując (dla bezpieczeństwa) potencjał bojowy armii, inwestujemy w służby, piszemy ustawy o powszechnej inwigilacji i śmiało idziemy na zwarcie z Brukselą w kwestii uchodźców, bo może w ten sposób uda się ograniczyć unijną swobodę podróżowania i otoczyć większą ochroną nasze granice.

Wtedy sprawimy sobie jeszcze więcej krat, ochroniarzy, podsłuchów i kamer. Bo wszak największym zagrożeniem dla prawdziwych Polaków są nie-Polacy (albo pseudo-Polacy), czyli ci, którym się nie podoba polityka bezpieczeństwa aktualnego rządu.

KTO Z WAS JESZCZE DZIĘKUJE, ŻE NIE SPOTYKA KOLUMNY SZYDŁO NA DRODZE? 🙂

Za: dziennik.pl

Zarzut przeszkadzania w przebiegu niezakazanego zgromadzenia odczytała we wtorek policja opozycjoniście z czasów PRL Władysławowi Frasyniukowi. Sprawa dotyczy zajść podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

We wtorek Frasyniuk wraz ze swoim obrońcą mec. Piotrem Schrammem stawili się w komisariacie w podwrocławskiej Długołęce. Przed komisariatem zgromadziło się kilkadziesiąt osób wspierających Frasyniuka – m.in. działacze Komitetu Obrony Demokracji i organizacji Obywatele RP.

Władysławowi Frasyniukowi został odczytany zarzut dotyczący art. 52 Kodeksu wykroczeń, czyli przepisu, który został sformułowany w związku nowymi regulacjami dotyczącymi cyklicznych wydarzeń – poinformował mecenas. Według tego przepisu, wykroczenie popełnia ten, kto „przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia”

Mecenas dodał, że sprawa jest prowadzona przez warszawską komendę policji, a w Długołęce (ze względu na miejsce zamieszkania) Frasyniuk został tylko przesłuchany. – Warszawska komenda podejmie decyzję, czy zostanie sporządzony wniosek do sądu o ukaranie pana Frasyniuka – powiedział.

Frasyniuk nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu kara ograniczenia wolności lub grzywny.

Mec. Schramm powiedział, że jeżeli warszawska komenda zdecyduje o skierowaniu wniosku o ukaranie Frasyniuka, to on skieruje pytanie prawne do Sądu Najwyższego. – Pytanie o zakres tego, jak rozwiązywać konflikt wartości między art. 52 Kodeksu wykroczeń, który mówi o tym, że się przeszkadza legalnej manifestacji, a art. 57 Konstytucji RP, który mówi o tym, że człowiek ma prawo do tego, by manifestować nawet wtedy, gdy władza jest legalnie wybrana. (…) Obywatel ma prawo wyrażać sprzeciw wobec władzy legalnie wybranej, korzystając ze swojego uprawnienia wynikającego z art. 57 Konstytucji RP – mówił pełnomocnik Frasyniuka.

Frasyniuk zapowiedział, że będzie uczestniczył w kolejnej manifestacji z okazji obchodów miesięcznicy smoleńskiej. – Spotykamy się – wszyscy wolni obywatele – 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu w obronie uniwersalnych, europejskich wartości, ale także tych wartości, które są zapisane w Konstytucji RP. Nie ma cienia wątpliwości, że mamy pełne prawo, wynikające z konstytucji, manifestować swój sprzeciw wobec pozbawiania nas prawa do sprzeciwu wobec władzy. Mamy prawo do sprzeciwu wobec dewastowania państwa prawa – mówił Frasyniuk. Dodał, że jest „jednym z obywateli i zawsze będzie stał po stronie obywateli”.

 

Czy ktoś z Was ma jeszcze wątpliwości, dlaczego PiS rządzi w Polsce? 😂😂😂

Waldemar Mystkowski pisze o „zachowaniach” Szyszko.

Szyszkę będą popierać solidarnie córki leśniczego i synowie

Jan Szyszko załatwia posady różnym córkom leśniczego, więc oczekuje, że córki leśniczego, tudzież synowie, a nawet ojcowie owego drobiazgu odwdzięczą się i załatwią ministrowi poparcie.

Taka solidarność wśród sympatyków PiS jest wymagana i dostarczana autobusami. Adam Wajrak pisze o tym, jak córki i synowie leśniczych organizują poparcie w Krakowie, gdzie odbywa się Konferencja UNESCO. W najbliższy czwartek UNESCO zajmie się sytuacją w Puszczy Białowieskiej.

Więc solidarny z córkami leśników Jan Szyszko załatwił sobie ich poparcie. Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie Jan Kosiorowski organizuje 4 lipca o godzinie 16-tej przed Krakowskim Centrum Kongresowym, w którym rozpoczyna się sesja UNESCO, protest przeciwko wprowadzeniu pod obrady Konferencji sytuacji w Puszczy Białowieskiej.

I tak – 12 Nadleśnictw RDLP ma wysłać na protest 50 osób – pracowników z rodzinami – a cztery Nadleśnictwa (Gorlice, Nawojowa, Niepołomice, Krzeszowice) po 100 osób. Ważna informacja dla protestujących córek i synów popierających Szyszkę – dojazd do Krakowa, transparenty itp. sfinansują nadleśnictwa. I najważniejsza informacja, obligująca leśników: pracownicy Lasów Państwowych mają wystąpić po cywilnemu.

Wajrak tę informacje czerpie z ulotki, którą przeszwarcował mu jakiś leśnik. Opatruje jednym zdaniem komentarza: jednak leśnicy wstydzą się munduru. To tak, jakby Macierewicz wysłał wojsko na wojnę po cywilnemu.

A co do zwożenia autobusami poparcia to powszechna praktyka w PiS. Przecież każdy poseł i senator partii ma zwieźć Kaczyńskiemu w tym samym czasie po 50 cywilów (a nie w mundurach PiS, acz nie wiem, jak wygląda ichni mundur) na poparcie Donalda Trumpa na plac Krasińskich, gdy będzie przemawiał.

Jedni popierają, drudzy się sprzeciwiają. Ale to te same złogi – ostatnio ulubione słówko Jarosława Kaczyński. Złogi komusze.

Nasze początki.

FOTO-KRAJ

>>>

CZY W POLSCE BĘDZIE TAK JAK W CHINACH I TURCJI? REŻIM I CZYSTKI?

Trzeba wreszcie rozliczyć największą aferę PiS – SKOK-i

Czy największe afery PiS wreszcie zostaną nagłośnione? – zasadnie pyta Michał Kuczyński z portalu Crowdmedia. To ważne pytanie, bo podczas odbywającej się niemal równolegle do Kongresu PiS, Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej nie zabrakło mocnych słów pod adresem partii, która w bezpardonowy sposób niszczy w Polsce państwo prawa i trójpodział władzy. Tyle, że efekty takich ostrych diagnoz w sondażach są prawie niezauważalne.

Dlaczego? Skuteczniejsze okazują się działania pisowskich trolli w social mediach, fala internetowego hejtu i zdyscyplinowane powielanie rządowych przekazów dnia przez polityków partii Kaczyńskiego. Cóż, przez lata pobytu w opozycji w PiS dobrze zrozumieli, że w dobie stabloidyzowanego społeczeństwa, nieczytającego prasy pisanej, przeglądającego tylko tytuły i ewentualnie nagłówki z internetowych serwisów informacyjnych, główna siła jest nie w jakości przekazu, ale w jego ilości i jednolitości – zauważa Kuczyński.

Zarówno sukcesy, faktyczne czy wyimaginowane, jak też wielka machina rządowej propagandy sprawiają, że nawet jeśli wychodzą na jaw afery finansowe, takie jak – co skrupulatnie wylicza publicysta Crowdmedia – afera SKOK, nepotyzm i kolesiostwo w państwowych spółkach na niespotykaną dotychczas skalę, czy wypowiedziane bez ogródek i bardzo dobrze udokumentowane wątpliwości co do prawdziwych motywów działania szefa polskiego resortu obrony (wystarczy przypomnieć efekty dziennikarskiego śledztwa Tomasza Piątka w sprawie powiązań Antoniego Macierewicza z rosyjskimi służbami), to politycy PiS „zdają się być osłonięci teflonową powłoką”, konstatuje Kuczyński.

Trzeba więc pokazywać prawdziwy obraz PiS i ich afery. Pora więc sięgnąć po skuteczne narzędzie. Jakie? Otóż są w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz regulaminie Sejmu i Senatu narzędzia, które pozwalają opozycji skutecznie walczyć o kreowanie znacznie większej ilości przekazu niż do tej pory. Mowa o zespołach parlamentarnych – takich samych jak ten powołany w poprzedniej kadencji Sejmu przez Antoniego Macierewicza do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Powinien więc powstać zespół parlamentarny, który regularnie przedstawiać będzie ustalenia na temat największej afery PiS-u, czyli stworzenia parasola ochronnego nad systemem Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo – Kredytowych, który dziś doprowadził już do strat rzędu 5 mld (!) złotych, a którego twórca jest dziś senatorem PiS. Realizując mandat posła i senatora, posłowie opozycji mogliby bez problemu żądać od instytucji publicznych wielu dokumentów i wyjaśnień w tej sprawie. W świetle kamer należy pokazać powiązania SKOK-ów z politykami PiS, proces budowania opłacanych z pieniędzy SKOK mediów, tak otwarcie sprzyjających partii rządzącej. A przy okazji – zauważa słusznie Kuczyński – kreować nowe twarze młodych polityków, którzy dotychczas pozostają w cieniu: Rafała Trzaskowskiego, Marcina Kierwińskiego czy Agnieszki Pomaski.

Także zbadana przez Tomasza Piątka kwestia kłopotliwych dla PiS-u, niebezpiecznych związków Antoniego Macierewicza z rosyjskimi służbami może być paliwem dla kolejnego zespołu parlamentarnego.

Tematów jest więcej – skandaliczne upolitycznienie służby cywilnej i prokuratur, patologie w służbie zdrowia, w systemie edukacji, sztuczki księgowe w Ministerstwie Finansów… itp. itd.

PREZES ZNÓW KREATYWNIE OKREŚLIŁ PRZECIWNIKÓW. JAK SIĘ CZUJECIE PO NAZWANIU WAS „ZŁOGAMI” ???

Witold Gadomski w „Wyborczej” pisze, jak PiS buduje prom. Tak jest budowana Polska – na chciejstwie i na ruchomych piaskach. Prędzej czy później pod tą władzą runiemy. Stępka, czyli oś konstrukcyjna statku, została położona na politycznym wiecu w świetle kamer, mimo że nie ma jeszcze projektu promu. Politycy zapowiadają świetlaną przyszłość dla przemysłu stoczniowego, ale czy choć ten jeden projekt będzie opłacalny?

Państwo buduje prom. Bez projektu, bez kosztorysu, bez przetargu. Rządzi ideologia, jak w PRL-u

23 czerwca na pochylni Wulkan Nowy odbyło się położenie stępki pod budowę promu pasażersko-samochodowego, który zamówiła Polska Żegluga Bałtycka. Wykonawcą będzie Morska Stocznia Remontowa „Gryfia”, która w tym celu wykorzysta infrastrukturę dawnej stoczni szczecińskiej, w tym pochylnię. Pochylnią zarządza obecnie Szczeciński Park Przemysłowy, też spółka państwowa.

W uroczystości położenia stępki wzięli udział przedstawiciele władz państwowych i partyjnych. W imieniu partii przemawiał Joachim Brudziński, który obiecał stoczniowcom, że tym razem ich miejsca pracy nie zostaną zlikwidowane. Zapachniało PRL-em. Ktoś odczytał list w imieniu nieobecnego prezydenta, ktoś inny list od pani premier. Mało kto zwrócił uwagę, że armator (PŻB) nie ogłosił przetargu na nowy prom, a stępka, czyli oś konstrukcyjna statku, została położona, mimo że nie ma jeszcze projektu promu.

Projekt „Batory”

Budowa promów dla państwowych armatorów – Polskiej Żeglugi Bałtyckiej i Polskiej Żeglugi Morskiej – ma być jednym z flagowych projektów Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Mateusz Morawiecki nazwał go projektem „Batory”.

Zgodnie z szacunkami koszt budowy promu to około 450 milionów złotych. Minister Gospodarki Morskiej Marek Gróbarczyk zapewnia, że budowa promów ma zapewnione finansowanie. Pieniądze będą pochodzić z państwowych banków oraz Polskiego Funduszu Rozwoju. Odradzanie przemysłu stoczniowego ma się zatem dokonać poza mechanizmem rynkowym. Stroną zamawiającą będą państwowe spółki, wykonawcami państwowe stocznie, a finansowania dostarczą państwowe banki i fundusze.

Budzi to kilka wątpliwości. Jeśli nie ma reguł rynkowych, to nie ma twardych ograniczeń finansowych, konkurencji, podnoszenia wydajności, ograniczania kosztów. Według takiego modelu budowany był przemysł w PRL. Nie liczono się z kosztami i rachunkiem ekonomicznym, więc przedsiębiorstwa funkcjonowały i zatrudniały pracowników (to było ich najważniejszym celem) i nie bankrutowały, nawet gdy były bardzo niewydajne. Aż zbankrutowała cała gospodarka.

Druga wątpliwość wiąże się z pomocą publiczną, która musi zyskać zgodę Komisji Europejskiej. Założona w 2002 roku przez skarb państwa Stocznia Szczecińska Nowa zbankrutowała już po siedmiu latach. Każdy rok kończyła stratą, mimo że gdy powstawała, nie była obciążona długami swojej poprzedniczki – Porty Holding, którą rząd SLD doprowadził do upadłości w roku 2002. Stocznia Szczecińska Nowa stale potrzebowała pomocy państwa (np. umarzania zobowiązań podatkowych) i w końcu została w 2009 roku zlikwidowana, gdyż Komisja Europejska na szczęście nie zgodziła się na dalsze dotowanie z kieszeni podatników.

Z projektem „Batory” może być gorzej, gdyż rozliczenia między państwowymi firmami i funduszami przez długi czas mogą pozostać nieujawniane. Jest więc ryzyko, że rząd ogłosi sukces – prom zostanie zwodowany. Wątpię jednak, by został dotrzymany termin jego przekazania do PŻB w roku 2020. Projekt tak naprawdę wymagać będzie nieustannej pomocy publicznej.

Gryfia remontuje

Morska Stocznia Remontowa Gryfia SA powstała w wyniku połączenia dwóch zachodniopomorskich zakładów, które od września 2013 r. prowadzą działalność operacyjną jako jedna spółka. Stocznia specjalizuje się w remontach, przebudowach i przeglądach kontrolnych statków. Jest też producentem konstrukcji stalowych offshore (np. platform), na które obecnie nie ma koniunktury w związku z niskimi cenami ropy i gazu.

W budowie promów nie ma żadnego doświadczenia. Owszem, na swej stronie internetowej informuje, że zbudowała norweski prom Torghatten Trafikkselskap AS, ale po pierwsze, było to dawno, w roku 2001, po drugie, prom miał zaledwie 70 m długości (ten budowany dla PŻZ ma być trzykrotnie dłuższy), a po trzecie, Gryfia jedynie zespawała kilka części norweskiego promu, które były wykonane w stoczniach brytyjskich.

Prom pasażersko-samochodowy (tzw Ro-Pax) to skomplikowana konstrukcja. Ma niskie zanurzenie, a przez to może być niestabilny. Założenie, że z jego budową poradzi sobie stocznia, która nie ma w tych konstrukcjach doświadczenia, jest bardzo ryzykowne. Gdyby Polska Żegluga Bałtycka ogłosiła normalny przetarg na zakup promu, z pewnością jednym z ważnych kryteriów – oprócz ceny – byłoby doświadczenie wykonawcy i opinie o nim innych armatorów.

Tymczasem PŻB została zmuszona do zamówienia w konkretnej stoczni, która dopiero będzie szukała fachowców do zbudowania promu! Większość stoczniowców pracujących kiedyś w Porta Holding, a potem w Stoczni Szczecińskiej Nowej albo przeszła na emeryturę, albo wyjechała do stoczni norweskich.

Wojskowe standardy

Akcjonariuszem większościowym Morskiej Stoczni Remontowej Gryfia SA jest MARS Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych (MARS FIZ), który posiada 87,5 proc. akcji. Z kolei 100 proc. akcji MARS-a ma Polska Grupa Zbrojeniowa SA, która podlega ministrowi obrony narodowej. MON chce wykorzystać Gryfię do celów wojskowych. To dodatkowo utrudni kontrolę jej finansów.

Stocznie wojskowe na całym świecie funkcjonują poza systemem rynkowym, co znacznie podraża ich produkty. Jakie to ma konsekwencje, widzieliśmy na przykładzie korwety „Gawron”, która budowana przez kilkanaście lat w gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej (SMW) pochłonęła 1 mld zł i ostatecznie trzeba było zrezygnować z projektu.

Według informacji przekazanych w Sejmie przez wiceministra Bartosza Kownackiego Gryfia w roku 2014 miała 9,5 mln zł strat, w 2015 – 17,3 mln zł strat, a w I półroczu 2016 – 12,3 mln zł strat i 55 mln zł długów. Czy są to wyniki wiarygodne – tego nie wiemy, gdyż Gryfia nie podlega audytowi niezależnych firm. Na początku 2016 roku minister Gróbarczyk mówił o groźbie utraty płynności przez spółkę. Kilka miesięcy później Kownacki zapewniał, że mimo ponoszonych strat sytuacja finansowa jest stabilna dzięki pożyczce w wysokości 10 min zł udzielonej przez Polską Grupę Zbrojeniową SA.

Zamówienie promu przez PŻB ma poprawić kondycję państwowej stoczni. Ale bardziej prawdopodobne jest, że ją pogrąży, tak jak korweta „Gawron” pogrążyła SMW. Za wszystko jak zwykle zapłacą podatnicy.

JEDNA POLSKA – JEDINAJA ROSSIJA… ZNAJDŹ RÓŻNICĘ

Waldemar Mystkowski pisze o TVP.

Goebbels w TVP

Jak można przeciwstawić się szajce, grupie złoczyńców, etc., która demoluje nasz dom, naszą hacjendę, nasze państwo? Odpowiedzi chyba są oczywiste, przerabiane w historii, ubrane w narracje i fabuły.

Czy ktokolwiek może wskazać jakąś dziedzinę, której partia Kaczyńskiego nie zniszczyła? Nie ma takiej. Raczej swojego domu się nie niszczy. Nie robią tego na świecie partie konserwatywne, a może nawet one szczególnie.

Właśnie dlatego PiS nie jest konserwatywnym ugrupowaniem, jest bliżej niesprecyzowaną prawicą rytu kaczystowskiego. Jarosław Kaczyński demoluje nam ojczyznę. Nam. Nie sobie – bo on takiej może nie mieć. Nie traktuje Polski jako ojczyzny, jako wspólnoty, w której każdy powinien znaleźć swoje miejsce na miarę zdolności i włożonej pracy.

A Kaczyński chce wymienić elity. Na co? Na nie-elity, na dyspozycyjnych żołdaków. Chce zmienić wartości. Na jakie? Przecież nie wartości społeczeństwa tutaj zamieszkałego, bo wartości ucierają się, acz są uniwersalne, społeczeństwo znajduje dla nich znamię czasu właściwe dla różnych interesów. Godzić interesy, a nie dzielić ludzi, bo dzielenie w społeczeństwie jest niszczeniem.

Musimy sobie powiedzieć wprost. Kaczyński i jego wyselekcjonowani ludzie – wg wzorca negatywnego – działają na naszą szkodę, działają nie w naszym interesie, działają na korzyść swojego sortu, tworzą wartości mało uniwersalne, właściwe dla swojej wąskiej grupy.

Czy opozycja polityczna znajduje antidotum na niszczenie Polski? Zdaje się, że politycy opozycji zorientowali się, że z partią Kaczyńskiego nie można wejść w spór demokratyczny, to jest taki, w którym finalne rozstrzygnięcie jest w rękach wyborców, gdy wrzucają do urny karty do głosowania. Bo już wyborów może nie być, wyborów nie ma na Białorusi czy też w Rosji, tam pozostał tylko rytuał wyborczy.

Co możemy z rytuałem, skamieliną zrobić? No, właśnie. Mediów publicznych nie mamy, są media, na które nie chcemy płacić ani abonamentu, ani jakiegokolwiek podatku, bo te media nie wyrażają prawdy o nas, nie uczą wartości, są zwekslowane partyjnie, trzymają stronę tylko wąskiej grupy interesu politycznego, wąskich mało ludzkich wartości nieuniwersalnych, niehumanistycznych.

Te media są robione przez nie-elity dziennikarskie, bo podający się w TVP za dziennikarzy są tylko żołdakami. W czasie okupacji – istniała wówczas tylko prasa i raczkujące radio – takie media nazywano gadzinówkami. I tym jest TVP zarządzana przez Jacka Kurskiego, tym są radia publiczne – gadzinówkami szczującymi na Polaków, na opozycję polityczną. Gadzinówki nie opisują rzeczywistości, ale tworzą obraz zniekształcony, zdegenerowany, który służy do szczucia.

Platforma Obywatelska zrealizowała spot o telewizji publicznej, w której stosowana jest propaganda w stylu goebbelsowskim. I wcale nie jest to przesada, nie jest to metafora na wyrost. Pierwsze lepsze z brzegu porównanie ukazuje, jakim zagrożeniem dla Polski jest obecna władza. Jeden tylko cytat z Goebbelsa z 1934 roku, gdy przemawiał do sędziów: „Koncepcja nieusuwalności sędziów zrodziła się w obcych świecie intelektualistów, wrogim Narodowi”.

To tylko Goebbels. Bo dużo mocniej o sędziach mówi Kaczyński i jego żołdacy (intelektualnie nieutalentowani) Ziobro, Duda, Piotrowicz. Ba, dorzucają, czego nie uczynił Goebbels, iż sędziowie nie zostali wybrani, sami się mianowali, a oni rządzący wybrani zostali przez Naród. Goebbels to neptek w zestawieniu z Kaczyńskim.

Czegokolwiek w PiS-ie dotkniesz, napotkasz zgniliznę. Pierwszy lepszy z brzegu taki Adam Bielan. Powiedział to dzisiaj 2 lipca 2017: „Skala zaniedbań była taka, że gdyby ich nie było, to byłoby 5000+ a nie 500+”.

Podpowiem temu Kononowiczowi, bo nie chce nazywać go zgniłkiem, że byłoby to 5 milionów+, gdyby nie reforma Balcerowicza i w jej następstwie denominacja. Takie zgniłki (a jednak wchodzę w te ich trupięgi) nie powinni nigdy być obecni w życiu publicznym. Nie mają talentów, nie dotyczą ich wartości uniwersalne, napadli na Polskę (acz od wewnątrz). Szantażują, używają paralizatorów, niszczą.

W obronie ojczyzny musimy przeciwstawić się im wspólnotą. Jeżeli nie wystarczą wynajęci politycy – jak w narracjach filmowych typu „Siedmiu wspaniałych” – to przeciwstawiać się należy społeczeństwem obywatelskim, które może chwycić za broń nieposłuszeństwa. Przyjdą po haracz, to trzeba ich przegonić od naszych kieszeni, od naszych wartości, od naszej ojczyzny. Schetyna zapowiedział pierwszy krok nieposłuszeństwa obywatelskiego w sprawie abonamentu. Nie płacić na gadzinówki!

Gdzie są pieniądze skoków??? KIESZEŃ PREZESA TEŻ JEST JEDNA?

>>>

NA KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIU…

wawalove.pl

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

Jan Hartman na blogu o „zasługach” Kaczyńskiego (fragment).

Dzięki Kaczyńskiemu coraz więcej ludzi tę odwagę ma. Na Krakowskim Przedmieściu i pod Wawelem, a także w wielu innych miejscach – w przestrzeni fizycznej i internetowej – spotyka się coraz więcej ludzi z najwyższym cenzusem kulturowym. Asymetria moralna i kulturalna pomiędzy ludźmi reżimu a ludźmi aktywnymi w jego zwalczaniu jest coraz wyrazistsza. Tym bardziej zresztą czymś zawstydzającym i żenującym jest kolaborowanie z PiS kilkuset ludzi z naukowymi stopniami, pretendującymi do przynależności do warstw inteligenckich. Ale to już ich sprawa. Tak jak naszą sprawą jest, z kim będziemy się bawić, a z komu tylko skinienie głową.

Polska inteligencja za granicą zastanawia się, jak może nam pomóc. Odpowiedź jest prosta. Róbcie rzeczy małe i spektakularne, gdy tylko ludzie reżimu pokażą się w Waszych krajach i miastach. Gotujcie im godne powitanie i sprawiajcie, aby media interesowały się bardziej Waszymi dowcipnymi protestami niż groteskowymi wypowiedziami Dudy, Szydło czy Waszczykowskiego. Zachód musi się dowiedzieć, że Polska nie kończy się na groteskowo niewdzięcznych, pyszałkowatych i kompletnie nieprofesjonalnych politycznych pajacach. Gniew i rozżalenie Zachodu w stosunku do polskiego rządu nie może przenosić się na całe społeczeństwo.

Niełatwo tego uniknąć, ale można ograniczać i minimalizować skutki tej wizerunkowej i politycznej katastrofy. Ponadto Polacy na Zachodzie, tak jak zawsze, gdy Polska była w opresji, powinni wspierać opozycję finansowo. Z reżimem, tak jak za komuny, walczy zaledwie kilka tysięcy osób. Każda z nich wydaje na ten cel swoje prywatne środki. Są to jednakże tylko grosze. Cała opozycja w Polsce nie dysponuje większymi środkami niż jeden sklepikarz. Takie jest to nasze słynne umiłowanie wolności. Liczy się każdy grosz!

Ponadto mieszkając w pięknych miastach Zachodu, możecie pokazać skromnym działaczkom i działaczom w Polski, że widzicie i doceniacie ich zaangażowanie. Nie musicie wspierać Frasyniuka – on sobie poradzi. Ale jeśli możecie dodać otuchy zwykłym ludziom, ciąganym na policję i nękanym przez pisowskich hejterów, to róbcie to koniecznie. Niech reżim widzi, że każdy, jeśli poważy się prześladować zwykłych ludzi, niegodzących się na niszczenie państwa przez Kaczyńskich, Ziobrów, Macierewiczów i Szyszków, to będzie się musiał zmierzyć z opinią publiczną na Zachodzie i z zachodnimi politykami.

Trzymajmy się i działajmy – każdy na swoją miarę. Tchórzliwi i leniwi niechaj robią cokolwiek, a heroiny i herosi – wszystko! Jak mówi nasze stare, ubeckie powiedzenie: od każdego wedle jego możliwości!

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

Anne Applebaum: Trumpa i PiS łączy wiele podobieństw

Anne Applebaum, historyczka, profesor na London School of Economics, publicystka „The Washington Post”, żona byłego szefa MSZ Radka Sikorskiego, przekonanie ekipy rządzącej, jakoby Donald Trump był „najbardziej propolskim prezydentem USA od czasów Ronalda Reagana” – w wywiadzie udzielonym Maciejowi Jarkowcowi z „Gazety Wyborczej” – ocenia jako absurdalne. – „Byłabym zdumiona, jeśli on wie, gdzie leży Polska” – mówi w sobotnim wywiadzie.

Nie ma wątpliwości, że Polska „nie może być antyamerykańska, wziąwszy pod uwagę zależność wojskową od USA”, ale przez brak znaczących sojuszników w Europie wzrasta jej uzależnienie od „dobrej woli Ameryki”. – „Paradoks polega na tym, że Donald Trump jest pierwszym prezydentem USA od 1949 r., kiedy powstało NATO, którego przywiązanie do sojuszu z Europą jest wątpliwe. Powtarza, że Europie nie ufa, że NATO jest marnowaniem pieniędzy”. Polacy więcej zyskują na handlu z Niemcami, więcej otrzymują od UE. To, co może zaoferować Ameryka, to bezpieczeństwo. Jednak nie wiemy, czy pod rządami Trumpa będzie chciała to zrobić – wyjaśnia Applebaum. – „Żaden dotychczasowy prezydent USA nie wahał się potwierdzić gwarancji wynikających z art. 5 NATO. Trump jest pierwszy” – podkreśla publicystka. I ostrzega. „Polska w relacjach z Ameryką Trumpa powinna być bardzo ostrożna. To jest prezydent, który kłamie. Zrywa umowy i nie przestrzega ustaleń”.

Na pytanie dziennikarza, czy zgadza się z poglądem, że po ledwie półtora roku rządów PiS-u spuścizna 1989 roku i ponad ćwierć wieku pracy nad demokracją zostały roztrwonione, odpowiada, że tego jeszcze nie wiadomo. Jak podkreśla, wiemy natomiast, że „na pewno PiS dokonuje zamachu na niektóre fundamentalne zasady funkcjonowania państwa przyjęte po 1989 r., do których stosowały się wszystkie dotychczasowe partie i rządy, łącznie z postkomunistami” Wylicza atak niezależność sądów i „totalne upolitycznienie” służby cywilnej, w której o rozdziale stanowisk decyduje teraz tylko i wyłącznie przynależność partyjna. Jak podkreśla, „mieliśmy z tym do czynienia w przeszłości, szczególnie w latach 90., ale teraz ta sytuacja występuje w całkiem nowej, ogromnej skali”. – „Bardzo znaczące jest to, że dziś na dobrą sprawę nie mamy pewności, czy następne wybory będą wolne. Nie można odrzucić scenariusza, że rząd w jakiś sposób będzie próbował wpłynąć na ich wynik. To obrazuje skalę zniszczeń demokracji. Jest za wcześnie, żeby stwierdzić, czy ona się obroni” – konkluduje Applebaum.

O pozycji międzynarodowej Polski historyczka mówi w kategoriach „wielkiej straty, być może nieodwracalnej”. Dlaczego? „Polska budowała reputację przez ponad 20 lat” – przypomina Applebaum. W efekcie „jej pozycja ciągle rosła, wzrastało znaczenie uprzywilejowanej relacji z Niemcami, podobne, wyjątkowe stosunki Polska zaczynała budować z Francją. Gdybyśmy dziś mieli inny rząd, rozmawialibyśmy o niemiecko-francusko-polskim przywództwie w Unii. Jestem przekonana, że po zwycięstwie Emmanuela Macrona we Francji i prawdopodobnej wygranej Angeli Merkel w Niemczech taki triumwirat by się wykształcił”. Dobrym przykładem jest fakt, że państwa zachodnie ufały Polsce w kwestii polityki ukraińskiej. – „W ostatniej dekadzie Polska była zdolna narzucić Unii politykę wobec Ukrainy, doprowadzić do umowy stowarzyszeniowej z tym państwem. Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy pozwolili na to Warszawie, bo zaufali, że Polska jest odpowiedzialnym centrowym graczem europejskim” – wylicza Anne Applebaum. Teraz jednak „język antyeuropejski i działania wewnętrzne władzy sprawiają, że Polska wydaje się nieobliczalna i nieodpowiedzialna. Stała się państwem, na którym nie można polegać. Polska i Węgry są postrzegane jako skrajnie prawicowi szaleńcy Europy. Wielu ludzi na Zachodzie od zawsze miało taki właśnie stereotyp na temat Polski i dziś jest im bardzo wygodnie go szerzyć”. Nawet jak przyjdzie inny rząd, odbudowa reputacji i zaufania będzie trwała bardzo długo.

Lansowany dziś przez polską dyplomację tzw. sojusz Trójmorza (czyli, jak dopowiada dziennikarz „GW” plan bliższej współpracy między 12 państwami regionu, który ma zaowocować silniejszą pozycją w relacjach z dużymi krajami Europy) jest przez Applebaum postrzegany jako plan bez wyraźnie określonych celów. – „Musi być coś, na co ta dwunastka się umawia. Jakaś platforma wspólnych celów. Może ona istnieje, ale jeśli tak, nikt tego na razie nie wytłumaczył. Tymczasem, jeśli spojrzymy nie na 12 państw Trójmorza, lecz ledwie cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej, jedyne, co je łączy, to sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców” – tłumaczy publicystka „The Washington Post”.

Anne Applebaum dostrzega liczne podobieństwa między rządami Trumpa i władzą PiS-u. Jej zdaniem i prezydent USA i partia Kaczyńskiego reprezentują mniejszość. – „Największe poparcie, jakie PiS uzbierał w wyborach, sięgało 40 proc., częściej oscyluje w granicach 30 proc. Trump przegrał głosowanie powszechne, został prezydentem dzięki systemowi elektorskiemu. Dziś twarde poparcie dla niego nie przekracza 30 proc. I Trump, i PiS stają przed tym samym problemem politycznym: reprezentują mniejszość, a chcą się przedstawiać jako głos całego narodu. Pojawia się potrzeba utrzymywania władzy przy użyciu niedemokratycznych środków. Stąd ataki na sądy, na media” – wyjaśnia publicystka. Co ciekawe, w Stanach i w Polsce słychać ten sam język: u nas przeciwnicy władzy są „antypolscy”, tam – „nieamerykańscy” (unamerican). „Język jest narzędziem w taktyce tworzenia małych fanatycznych grup obywateli przywiązanych do tradycyjnej, etnicznie klarownej tożsamości” – mówi Applebaum. Podobieństw wskazuje więcej. Trumpa i PiS łączy też bardzo aktywny i agresywny trolling w mediach społecznościowych. Kolejna zbieżność – wymienia publicystka – to mejle wykradzione Demokratom i nagrane w restauracjach rozmowy polityków Platformy, które „zostały podobnie wykorzystane do histerycznych kampanii medialnych, które okazały się świetnym paliwem wyborczym”.

Kolejne z podobieństw ma szczególne konsekwencje dla Polski, zauważa publicystka. Otóż i PiS, i Trump działają na korzyść Rosji. Tylko że – zadaniem Aplebaum – „różnica jest taka, że Trump robi to świadomie. Jego związki biznesowe z Rosjanami są znane od kilkunastu lat. Obóz PiS-u, święcie przekonany o swojej antyrosyjskości, jest prorosyjski przez własną głupotę. Rozbijanie Unii jest w interesie Moskwy, tak samo jak osłabianie międzynarodowej pozycji Polski. Również w kontekście Ukrainy”. Nie ma wątpliwości, że koszty będą odmienne. Dlaczego? – „O ile Stanom raczej ujdzie to na sucho, bo są dużym, silnym krajem, o tyle dla Polski skutki mogą się okazać katastrofalne” – mówi Applebaum. Tym bardziej, że „Trump nie ma tak naprawdę pojęcia o Rosji i Putinie. Nie rozumie, jak działa ten kraj i jego przywódca. Jednocześnie darzy putinizm sympatią, co jeszcze do niedawna w przypadku prezydenta USA wydawało się niewyobrażalne. Trump podziwia w Putinie to, co nas wszystkich w nim przeraża, choćby gotowość do zabijania swoich wrogów. Amerykański prezydent zdaje się naśladować putinowski styl rządzenia” – mówi Applebaum.

Na czym polega to naśladownictwo? – „Spójrzmy, jak w systemie władzy [Putin] instaluje członków swojej rodziny. Władza polityczna wykorzystywana do bogacenia się i bogactwo zaprzęgane do zdobywania władzy to bardzo rosyjski sposób patrzenia na politykę. Putin jest od Trumpa bogatszy i ma więcej władzy. Trump marzy o sprawowaniu takiej kontroli nad społeczeństwem, jaką ma Putin w Rosji” – wyjaśnia publicystka. Podkreśla jednak, w kontekście rozpoczynającego się w piątek szczytu G20 w Hamburgu, na którym dojdzie m.in. do spotkania przywódcy USA i Rosji, że „Trump nadal będzie dążył do jakiegoś układu z Rosją. Jest bardzo mało spraw, w których pokazuje konsekwencję, nie zmienia zdania. Ale w dwóch kwestiach mówi to samo od ponad dekady – ciągle wyraża niechęć do NATO i podziw dla Rosji Putina. Traktowałabym to bardzo poważnie” – kwituje swoje analizy geopolityczne Anne Applebaum.

Tylko, czy politycy PiS zdają sobie sprawę z powagi sytuacji?

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

Waldemar Mystkowski pisze o Kongresie PiS.

Kaczyński i jego Sulamitka Morawiecki w Przysusze

Kongres PiS w Przysusze to był show jednego aktora z dodatkiem – miał zwodniczy odsyłacz hasłowy – hasztag, jak nazywają nasi impotenci językowi – #PolskaJestJedna. Czemu kongres służył? Uspokojeniu nastrojów na czas wakacji, ale przede wszystkim wyznaczaniu dróg do jednego celu. Niestety, dla wprawnego ucha wybrzmiało to, co planuje Jarosław Kaczyński – Polexit poprzez front walki z Niemcami.

Odszkodowania za II wojnę światową kiedyś były podnoszone przez Kaczyńskiego, potem porzucone. Jakiś czas temu usłużne media prawicowo-narodowe („narodowe” nazywam TVP i radia publiczne, acz bliżej im do gadzinówek) powróciły do tematu. A teraz na kongresie prezes zdefiniował: – „Czy otrzymaliśmy za te gigantyczne szkody, których tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś jakiekolwiek odszkodowania? Polska nigdy nie zrzekła się takich odszkodowań. Ci, którzy tak sądzą, są w błędzie”.

Unia Europejska jest już w całości wrogiem dla PiS, a będzie jeszcze większym, bo w kraju kolejne dziedziny życia publicznego będą zagarniane przez partię rządzącą. Sięgnięcie po media prywatne, które będą parcelowane, a następnie przywłaszczane pod hasłem „dekoncentracji mediów”. Oraz gmeranie przy ordynacji wyborczej, nie chodzi tylko o samorządy, które nie są pisowskie, ale przede wszystkim o uczynienie z ordynacji perpetuum mobile wygrywania wyborów. Już dzisiaj da się prześwietlić, jak PiS zamierza wygrywać.

Unia Europejska jeszcze silniej zareaguje na dalsze rozwalanie demokracji w Polsce, więc Kaczyński będzie szukał kiełbasy populistycznej, którą zechce kupić Polaków. Nie będzie to takie proste, bo budżet już trzeszczy, wyniki gospodarcze są dużo gorsze niż za poprzedniego rządu, a wydatki będą jeszcze większe i większe.

Dlatego na kongresie został dowartościowany Mateusz Morawiecki, Szydło tylko siedziała w pierwszym rzędzie i świeciła w nowym makijażu. Ona już jest bez znaczenia dla Kaczyńskiego. Morawiecki jednak nie jest Salomonem – przynajmniej gospodarczym. Przeciwnie, dlatego robi za Salomona od „Pieśni nad pieśniami”. Salomona od poezji.

Salomon pisał do Sulamitki: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust (…) Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie… (etc.)”. Morawiecki do Kaczyńskiego: – „Przemawiać po Jarosławie Kaczyńskim to gorzej niż gonić karuzele vatowskie. Tam gonisz, gonisz i łapiemy. A tu gonisz i nie ma szans dogonić”.

Czyż to nie poezja? I co Sulamitka Morawiecki obiecuje Salomonowi? Proszę bardzo: „Wybudujemy centralny port komunikacyjny”. Po wykopaniu Polski z Unii Europejskiej „centralny port” będzie konkurencyjny do niemieckich? Już to widzę. Do tego Morawiecki jest kiepskim mówcą, nie jest ekonomistą, ale jako rzekłem: poetą ekonomii i to w wydaniu grafomana (niedrukowalnego). Zacytuję jeszcze Salomona w dialogu z Sulamitką: „Wisiorki zrobimy ci złote z kuleczkami ze srebra” – tak składa obiecanki prezesowi jego oblubieniec Morawiecki.

Szkoda, że na kongresie zabrakło mowy innego wicepremiera Piotra Glińskiego (mego ulubionego lewusa intelektualnego), który mógłby obiecać ze dwa filmy hollywoodzkie. Przemawiał za to proboszcz Jarosław Gowin, lecz nie warto go wspominać, bo jego kadzidła były duszące.

Ja tu sobie kpię, a sprawa jest poważna. Tacy katastrofalni ludzie rządzą i nie liczą się z niczym. Równolegle do „pikniku od umysłu” w Przysusze na warszawskiej Pradze odbywała się Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna poczynił kilka ważnych obietnic dla Polaków, które stoją w opozycji do PiS, co jest zrozumiałe, bo po PiS trzeba będzie Polskę odbudowywać. Już jest z czego podnosić ojczyznę, a będzie jeszcze gorzej, zanim PiS odejdzie od koryta (odsunięty bądź wyrżnięty w dno), może zechcieć to koryto rozwalić na naszych głowach.

Na razie partia Kaczyńskiego korzysta z osiągnięć Polaków i poprzednich rządów. Właściwym hasztagiem dla tego kongresu byłby #PolskaJestKorytem.

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

>>>