Posts Tagged ‘Stanisław Karczewski’

OSKARŻAJĄ KOD A ZOBACZCIE JAK BEZCZELNIE WYCIĄGAJĄ KASĘ Z NASZYCH PODATKÓW.

c1fvflfxcae5x67

Ustawa dezubekizacyjna to w istocie pisowska zasada zemsty.

ustawa-2

Niemal trzydzieści lat po upadku komunizmu i weryfikacji byłych oficerów SB, dekadę po weryfikacji wojskowych służb, przyszedł czas na weryfikację ostateczną. Taką, przy której wszystkie inne będą się mogły schować.

Za chwilę Sejm wysmaży ustawę, która zmniejsza emerytury wszystkim wojskowym i ludziom służb, którzy choćby otarli się o pracę w PRL. Ustawa jest jak tępa brzytwa: nie odróżnia klasycznych ubeków od oficerów wywiadu i kontrwywiadu. Nie była poddawana żadnym konsultacjom ani ocenom merytorycznym, a jedyna opinia prawna na jej temat nie zostawia na projekcie suchej nitki.

O co chodzi? PiS chce dopaść wszystkich ludzi służb, których do tej pory dopaść nie zdołał. Nie ma zbyt wiele możliwości, więc zamierza obciąć im emerytury. Do jednego worka wrzuca więc ubeków, prześladowców, oprawców i ludzi, którzy po 1989 roku dobrze służyli Polsce w wywiadzie i kontrwywiadzie. Mówi: odbieramy emerytury złoczyńcom, pomagierom Kiszczaka. Taki komunikat to miód na serce żelaznego elektoratu.

(PO CO PISOWI POTRZEBNE MEDIA? ABY PODAWAĆ POLAKOM TAKIE PODŁE KŁAMSTWA. Nie pozwólmy im na więcej.)

c1fsmpqwiaek3sp

W rzeczywistości to nic innego jak stosowanie zbiorowej odpowiedzialności, działanie prawa wstecz. W sprawie ustawy byli oficerowie wywiadu napisali list otwarty:  „Wielu z nas po 1990 roku oddało życie i wróciło do kraju w „full metal jacket”, wielu z nas straciło zdrowie, liczni aż po granice inwalidztwa. Służyliśmy w krajach niestabilnych i w strefach działań wojennych. Strzelano do nas. Próbowano zastraszać nas lub naszych bliskich. Musieliśmy radzić sobie z obcymi kontrwywiadami i brutalnymi służbami bezpieczeństwa. (…) Spodziewaliśmy się wszystkiego najgorszego. Tak nas wyszkolono. I byliśmy na to przygotowani, bo byliśmy pewni, że stoi za nami nasze Państwo i jego obywatele”.

Dziś rząd PiS uświadamia byłym agentom RP, że wciąż mogą się spodziewać wszystkiego najgorszego. Że gdy Polska zawiera z kimś umowę, wybacza mu służbę w SB i przyjmuje do wywiadu, to zawsze po paru latach może zmienić zdanie i kopnąć swojego agenta w tyłek. Nic dziwnego, że ci biją na alarm: ustawa to komunikat rządu do służb specjalnych innych państw. Te mniej przyjazne dostaną dzięki niej wygodną pozycję do werbowania zgorzkniałych, ale świetnie wyszkolonych, byłych funkcjonariuszy. Argument o państwie nielojalnym wobec własnego urzędnika może przekonać czasem najbardziej nieprzejednanych.

(JAK TO JEST, ŻE JEDNI MOGĄ BRAĆ MILIONY Z NASZYCH PODATKÓW A INNYM ZABRANIA SIĘ ZWROTU KOSZTÓW? KTO TU TAK NAPRAWDĘ JEST SKOMPROMITOWANY???)

c1a1pbjwiaaefnp

Ustawa to komunikat rządu do służb specjalnych innych państw. Te mniej przyjazne dostaną dzięki niej wygodną pozycję do werbowania zgorzkniałych, ale świetnie wyszkolonych, byłych funkcjonariuszy.

Gdzie tu sens i logika? Zgodnie z wykładnią polityków PiS, powtarzaną przez „Wiadomości”, kto nie wspiera rządu, nie jest patriotą. Dla ludzi z PiS społeczeństwo to tak naprawdę ich społeczność, ich grupa. Nie jesteś z nimi, jesteś poza. Prawa strona ma dziś w Polsce monopol na patriotyzm.

Za zdemolowanie wojskowych służb w 2007 r. nikt dotychczas nie odpowiedział. Obecnie następuje jej kolejna odsłona. W imię, rzecz jasna, dziejowej sprawiedliwości. jakby politycy PiS zapomnieli, że wyborów nie wygrywa się żelaznym elektoratem.

A TO JEST CAŁKIEM PRAWDOPODOBNA SYTUACJA. IDEALNIE ODDAJĄCA IV RP.

c1fbbvaxaaa-ejj

KOLEJNA WYCISZONA SPRAWA…

c1bsljpxuaaevhi

Ewa Siedlecka pisze, iż szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska została wybrana nielegalnie.

prezes

Przedstawiając kandydatury na prezesa Trybunału Konstytucyjnego prezydentowi, p.o. prezesa Julia Przyłębska naruszyła przepisy uchwalone przez PiS.

c1fw4m6xgaelu-o

Skoro złamano przepisy, jej mianowanie przez prezydenta jest bezprawne. Andrzej Duda mógł o złamaniu procedury nie wiedzieć.

PiS-owska ustawa „wprowadzająca” ustawy o trybie działania Trybunału i o statusie sędziów TK przewiduje, że najpierw prezydent mianuje „osobę pełniącą obowiązki prezesa TK”, potem ta osoba zwołuje Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, a to wyłania kandydatów na prezesa. Tak się stało: prezydent 20 grudnia mianował p.o. prezesa Julię Przyłębską, tego samego dnia zwołała ona Zgromadzenie. Przeprowadzono głosowanie, wyłoniono dwóch kandydatów: Mariusza Muszyńskiego – według dokumentów, które dostaliśmy z TK, otrzymał jeden głos – i Julię Przyłębską (pięć głosów). To zgodne z ustawą „wprowadzającą”.

(„DOBRA ZMIANA” W POLSKIEJ NAUCE. ABY WSZYSCY WIEDZIELI. STALINOWSKIE METODY WRÓCIŁY WIELKIMI KROKAMI)

c1a-kknwgaeewwh

Później już nie dopełniono procedury. Art. 21 ust. 7 ustawy „wprowadzającej” mówi, że kandydatów prezydentowi „Zgromadzenie Ogólne przedstawia w formie uchwały”. Ale takiej uchwały Zgromadzenie nie przyjęło. Wprawdzie wśród dokumentów, które dostaliśmy z Trybunału, jest dokument zatytułowany „Uchwała Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK z 20 grudnia w sprawie przedstawienia kandydatów na prezesa TK Prezydentowi RP”, ale podpisana jest pod nim tylko Julia Przyłębska. Z naszych informacji wynika, że jedyne głosowanie, które się odbyło, to głosowanie nad samymi kandydaturami. Wiceprezes TK Stanisław Biernat potwierdził nam, że nad uchwałą o przedstawieniu kandydatów prezydentowi nie głosowano.

– Powinny być dwa głosowania. Nie można potraktować głosowania nad kandydatami jako równoznacznego z przyjęciem uchwały o przedstawieniu ich prezydentowi – mówi konstytucjonalista dr hab. Ryszard Piotrowski. – Jeśli takiego odrębnego głosowania nie było, to złamano tryb wyboru kandydatów określony w ustawie „wprowadzającej”.

Dlaczego tak się stało?

c1fvayqwgaamd9o

Bezprawni kandydaci

Wygląda na to, że PiS przechytrzył sam siebie. Spodziewał się, że „starzy” sędziowie, podobnie jak wcześniej ci wybrani przez PiS, będą bojkotować wybór kandydatów na prezesa TK. Dlatego ustawa „wprowadzająca” zwalnia „wyborcze” Zgromadzenie od obowiązku kworum. A „osoba p.o. prezesa” włącza do orzekania trzech dublerów (wybranych na zajęte już prawomocnie miejsca), dzięki czemu „nowych” sędziów jest siedmiu. Zaś do wyboru pierwszego kandydata wystarczy pięć głosów, a drugiego – jeden. Dlatego zarówno wybór kandydatów, jak i uchwała o ich przedstawieniu prezydentowi przy bojkocie „starych” sędziów miały pójść gładko.

Ale „starzy” zjawili się na Zgromadzeniu. Potwierdza to wiceprezes Biernat i otrzymany przez nas z TK protokół z obrad. Wybór kandydatów poszedł prawie gładko, bo wystarczyło sześć głosów, a tyle „nowi” mieli. Nie przeszkodziło im, że „starzy” nie oddali głosów na kandydatów. Ani bunt wybranego przez PiS sędziego Piotra Pszczółkowskiego, który odmówił głosowania.

Jednak uchwałę o przedstawieniu kandydatów prezydentowi musiałaby poprzeć większość obecnych. Skoro na sali byli też „starzy” sędziowie, była równowaga (7 do 7 głosów), ale głos przewodniczącej Zgromadzeniu Julii Przyłębskiej liczył się podwójnie. Jednak zbuntował się sędzia Pszczółkowski, a bez niego podwójny głos Przyłębskiej nic nie dawał.

c1bopkwxeaae4yh

W tej sytuacji Przyłębska zdecydowała się nie głosować uchwały o przedstawieniu kandydatów i przyjąć, że głosowanie na kandydatów jest równoznaczne z głosowaniem nad uchwałą dla prezydenta. Sama napisała więc „uchwałę” i posłała ją prezydentowi.

Dr Ryszard Piotrowski jest pewien, że taki zabieg jest niezgodny zarówno z ustawą „wprowadzającą”, jak i z zasadami ogólnymi dotyczącymi przyjmowania uchwał: – Uchwała musi być podjęta większością głosów. A większość liczy się od liczby wszystkich obecnych.

To znaczy, że kandydaci nie zostali wyłonieni zgodnie z prawem.

(KIJOWSKI POWINIEN SIĘ UCZYĆ OD PiS. JAK SIĘ ZDOBYWA STOŁKI I KASĘ )

c1z73qrxgaaklst

Pszczółkowski: Zgromadzenie było nielegalne

Jak swój bunt tłumaczy sędzia Pszczółkowski? W piśmie, które złożył do protokołu ze Zgromadzenia (dostaliśmy je z Trybunału), argumentuje, że wybory kandydatów mogą się odbyć po wejściu w życie ustawy o trybie działania TK, która wejdzie w życie dopiero 3 stycznia. Bo ustawa „wprowadzająca” wyłącza stosowanie do wyboru kandydatów przepisów o obowiązku kworum podczas Zgromadzenia „wyborczego”, ale nie wprost, tylko przez odwołanie się do przepisu ustawy o trybie działania TK. A na ten przepis można się będzie powołać dopiero wtedy, kiedy ustawa wejdzie w życie. Jeśli Zgromadzenie odbywa się przed tym, to należy zastosować inny przepis ustawy „wprowadzającej” (art. 21 ust. 2). Mówi on, że w Zgromadzeniu „uczestniczą sędziowie Trybunału, którzy złożyli ślubowanie wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Tych jest piętnastu. Zatem Zgromadzenie zwołane 20 grudnia bez wszystkich sędziów – nie było przebywającego na urlopie sędziego Stanisława Rymara – jest nieważne.

PRZYPOMINAMY I BĘDZIEMY PRZYPOMINAĆ. 

c1bwuy1xuaeqcob

GDYBY NIE PROTEST, BEZPRAWNIE UCHWALONY BUDŻET POLSKI PRZESZEDŁBY PEWNIE BEZ ECHA. DZIĘKUJEMY, ŻE JESTEŚCIE

c1futw6xuaqgaqi

Waldemar Mystkowski pisze o wolnych mediach w rozumieniu PiS.

pisowska

Pisowska postprawda o wolnych mediach

c1bqtipxaaarcvf

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński ma kłopoty z komunikacją, nie potrafi mówić „sam od siebie” bez kartki. Dlatego nie odbywa konferencji prasowych, za to dobrze czuje się za kulisami, gdzie „wicie, rozumicie” ma swoją siłę perswazji i w prawicowym światku, jak kiedyś w PRL-u, wyznacza hierarchię.

Kuchciński spotkał się w czwartek na terenie Sejmu z przedstawicielami wybranych mediów, tj. prawicowych, m.in. z szefem SDP Krzysztofem Skowrońskim, Tomaszem Terlikowskim z TV Republika, Pawłem Lisickim z „Do Rzeczy”. Nie zostali zaproszeni przedstawiciele mediów, które przez PiS są określane, jako wrogie i niepatriotyczne.

Dlaczego tak się stało? Jak wyjaśniali Skowroński i Terlikowski w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz z „Wyborczej”, było to spotkanie prywatne. Ciekawe, prawda? Kuchciński Sejm traktuje jako teren prywatny. Przepraszam, bo może Skowroński, Terlikowski i Lisicki uważają Sejm za teren prywatny.

Za nimi trudno nadążyć. Może dlatego doszło do tego jednostronnego, „prywatnego” spotkanie”, iż Kuchciński do 6 stycznia miał przedstawić propozycję nowego regulaminu pracy dziennikarzy na terenie Sejmu. 6 stycznia wszak jest świętem Sześciu Króli, jak inteligentnie zauważył Ryszard Petru.

Dlaczego Sześciu Króli, bo trzech króli ma prawica, reszta narodu ma też trzech. Taki jest rachunek ekonomiczny, a szef Nowoczesnej jest z wykształcenia ekonomistą. Jest jeszcze inne wytłumaczenie tych Sześciu Króli, bowiem prawicy mnoży się prawda, w tym wypadku post-prawda pomnożyła się przez dwa, acz „trzech króli” jest legendą w legendzie, postprawdą powstałą, gdy jeszcze na świecie nikt nie słyszał o postprawdzie. Nawiasem – jesteśmy jedynym narodem, który ustanowił święto poświęcone postprawdzie o Królach, oczywiście oprócz Watykanu, ale w tym państwie każdy dzień jest świętem.

„Prywatnie” więc Skowroński, Terlikowski i Lisicki dowiedzieli się, jakie są nowe propozycje pracy dziennikarzy w Sejmie. Reszta narodu dziennikarskiego się nie dowiedziała z tej prostej przyczyny, iż jest wroga i niepatriotyczna.

Ale odezwał się na Twitterze inny marszałek Stanisław Karczewski, który napisał: >>Wracają „stare” zasady pracy mediów w parlamencie. Dziennikarze mają swobodny wstęp do #Sejm.u i #Senat.u, ale na razie poza galerią sejmową<<.

Taka postprawda – „stare”, ale nowe. Karczewski jakby się kapnął, że z logiką u niego jest coś nie tak, jak ze zdaniem własnym u Kuchcińskiego, który jak nie przeczyta go z kartki, to nie wie, jakie ma zdanie. Karczewski, co prawda nie czyta, ale pisze na Twitterze, bo w następnym poście napisał: >>„Nowe”, kompromisowe warunki przedstawię w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że wszyscy zainteresowani będą zadowoleni z tych propozycji.<<

Tak załatwia się sprawy. Z dziennikarzami wrogimi i niepatriotycznymi marszałkowie nie spotkają się „prywatnie” na terenie Sejmu, za to wiedzą, że „będą zadowoleni z tych propozycji”.

Postprawda pisowska narodziła się w Sali Kolumnowej, gdzie kworum w głosowaniu było wątpliwe, bo nie dopuszczono do niego polityków z partii wrogich i niepatriotycznych. Ten syndrom z postprawdą powtarza się z „wolnymi mediami”. Jednych się zaprasza „prywatnie” na teren Sejmu, innych zawiadamia na Twitterze, mają być „zadowoleni z propozycji” – i basta.

W Polsce wszystko mnoży się przez dwa, nie tylko królów. Taka jest specyfika postprawdy, nie ma jej jednej, jest razy dwa. Gdyby dobra materialne się mnożyły, och, ale istnieje obawa, że będą się dzielić.

MOŻE JUŻ WKRÓTCE PODADZĄ, ŻE WYBORÓW NIE BĘDZIE, BO WIĘKSZOŚĆ SEJMOWA W NIEJAWNYM GŁOSOWANIU W SALI KOLUMNOWEJ, PRZEDŁUŻYŁA SOBIE KADENCJĘ?

c1z4y42wqaa7-lu

grudzien15

PRAWDA, ŻE ŚWIETNY POMYSŁ? :)))

czoxbzkxcaa1plz

Wojciech Maziarski publikuje wiedzę o Polsce w pigułce. „Kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie”

premier

Warszawa, wtorkowy wieczór, rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Naprzeciw siebie stoją dwa tłumy ludzi z takimi samymi polskimi flagami, patrzą sobie w oczy z taką samą niechęcią i pogardą, skandują takie samo hasło: „Precz z komuną!”. Cudzoziemcy, których sporo przewija się w centrum stolicy, pewnie niewiele z tego rozumieją.Szkoda, że nie znają języka i nie mogą czytać polskich gazet i portali, z których zaczerpnąłem poniższe informacje i cytaty. Po przetłumaczeniu można by z nich ułożyć kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie:Gospodarka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się na świecie. Jednak z powodu rozwarstwienia społecznego jest to zarazem kraj niestabilny politycznie. Rządzący doszli do władzy dzięki poparciu ludności biedniejszej i wiejskiej, według której pani premier jest pierwszym politykiem rozumiejącym potrzeby biednych. Jednak stolica i duże miasta niemal całkowicie opowiadają się przeciw niej. Zarzucają obozowi władzy korupcję i populizm.

„Rzeczywiście pomogli ludziom, dając im pieniądze. Jednak były to posunięcia populistyczne, które w dłuższej perspektywie zadłużą kraj, a ludzi rozleniwią” – powiedziała 26-letnia mieszkanka stolicy. 28-letni marketingowiec z największego koncernu w kraju zarzuca obozowi rządzącemu brutalność i brak chęci porozumienia. „Problemem jest to, że ten obóz popierają ludzie niewykształceni, którzy nie wiedzą, jak działają ich przywódcy” – mówi i krytykuje nepotyzm władzy, rozdającej stanowiska swoim ludziom, którzy zbijają fortuny, pasożytując na rządowych programach.

Przytoczone opinie ilustrują być może największy problem kraju, którym jest głęboka wyrwa pomiędzy biedną prowincją a regionami bogatymi i stolicą. Analitycy i socjologowie uważają, że zasypanie podziałów może zająć lata.

Zaostrzenie konfliktu nastąpiło, gdy Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że forsowane przez partię rządzącą rozwiązania są niezgodne z konstytucją. Rządzący nie zgodzili się z tą decyzją i stwierdzili, że Trybunał przekroczył swoje uprawnienia. Przeciwnicy rządu twierdzą, że premier jest sterowaną marionetką i tylko firmuje decyzje podejmowane przez kogoś innego. W rzeczywistości rządzi nie ona, lecz jej brat żyjący na wygnaniu w Czarnogórze…

Zaraz, zaraz. Jaki brat, jaka Czarnogóra?

No dobra, wydało się. Wszystkie cytaty pochodzą z artykułów dotyczących Tajlandii. Pominąłem tylko drugorzędne szczegóły, takie jak np. informacja, że tam władze nie rozdawały 500 plus, lecz subsydiowały biednych rolników, skupując od nich ryż po cenach o wiele wyższych niż rynkowe.

Co będzie dalej w Polsce? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, jak potoczyły się wydarzenia w Tajlandii. W obliczu coraz większych napięć i walk ulicznych między zwolennikami i przeciwnikami rządu do akcji wkroczyła armia, przeprowadzając w maju 2014 r. bezkrwawy zamach stanu. Pani premier Yingluck Shinawatra stanęła przed sądem z zarzutem doprowadzenia do strat budżetu w wysokości ponad 1,5 mld dolarów. Grozi jej do 10 lat więzienia. W państwowych magazynach wciąż zalega ponad półtora miliona ton niesprzedanego ryżu.

BEZ KOMENTARZA.

czqi_r1xuaapmmx

NIEWIARYGODNE??? ALE DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ. SZYKUJCIE JUŻ DZIECI NA KURACJĘ PLEMNIKAMI.

czp6mwwweaasdob

POLACY NIE DALI ZGODY NA PODWYŻKI, NO TO PRZYZNAJĄ SOBIE PREMIE 

czo5_trwqaa_jdn

Ogromne premie nie tylko dla posłów. Sam marszałek Senatu dostał ponad 33 tys. zł.

cztkm3cxaaa3g6c

Szkoda, że sobie nie podnieśli kwoty wolnej od podatku…

wiadomoco

>>>>>

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata poświęcona praworządności w Polsce. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził w jej trakcie, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką.

debata

Parlament Europejski debatował wczoraj po raz czwarty w tym roku na temat praworządności w Polsce. Debaty poprzedzały wizyty przedstawicieli Komisji Europejskiej z jej wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem na czele, który spotykał się w Warszawie z przedstawicielami rządu i opozycji.

Timmermans otworzył debatę

Wiceprzewodniczący KE, rozpoczynając dyskusję w parlamencie, wprost stwierdził, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Według niego nie wyeliminowano żadnych z naruszeń prawa, w sprawie których Komisja miała zastrzeżenia: polski rząd nadal nie publikuje wyroków Trybunału, a prezydent nie zamierza zaprzysiąc trzech sędziów powołanych przez Sejm poprzedniej kadencji.

Timmermans powiedział też, że pod koniec października Komisja co prawda otrzymała odpowiedź polskiego rządu w sprawie zaleceń, ale „w tej odpowiedzi nie ogłoszono żadnych nowych działań władz”. Według niego działania polskiego rządu mogą się przyczynić do „pogłębienia kryzysu konstytucyjnego”. Skrytykował projekt ustawy przygotowanej przez PiS, dotyczącej nowego sposobu powoływania prezesa Trybunału.

– Apeluję do rządu, aby nie wprowadzał nowych przepisów, zanim nie przeanalizuje ich sam TK – powiedział Timmermans. Jednocześnie zaapelował do prezydenta RP, by zaprzysiągł trzech sędziów Trybunału wybranych przez poprzedni parlament, do rządu zaś, by opublikował wszystkie dotychczasowe wyroki TK

– Nie można przecież wybierać tylko tych, które się podobają – stwierdził wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej

Według niego konflikt wokół TK pokazuje, że w Polsce coraz bardziej jest zaburzona zasada trójpodziału władzy.

– Tu chodzi o przestrzeganie podstawowych wartości, to nie jest kwestia polityczna. Bez względu na to, jaki program ma rząd, przepisy muszą być wprowadzane zgodnie z ustawodawstwem krajowym.

Na koniec zaś podkreślił: – To jest spór, który KE prowadzi z polskim rządem, nie z Polską, a już z całą pewnością nie z polskim narodem.

LEWANDOWSKI MA ABSOLUTNĄ RACJĘ.

czp1252xcaih2op

NARODOWA POLICJA MENSTRUACYJNA JUŻ JEST DO WAS W DRODZE…

czteggrxcaqtjq9

13 grudnia 2016. Nocna zmiana ustroju >>>>>

wiadomoco-2

Marek Beylin pisze o wściekłym społeczeństwie. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

jarku

– Zmiana napotyka opór, wściekły opór – mówił 13 grudnia Jarosław Kaczyński. I zagrzewał zwolenników „dobrej zmiany” do wielkiej mobilizacji, bez której PiS nie odniesie zwycięstwa. Prezes jak zwykle grzmiał twardo i agresywnie, groził przeciwnikom procesami karnymi, ale z jego wystąpienia przebijało poczucie słabości.Kaczyński wie, że jego polityka wywołuje coraz większy opór. 13 grudnia demonstracje KOD-u przeciwko jego władzy odbyły się w 81 miastach, wzięło w nich udział kilkaset tysięcy osób. Ludzie, demonstrując w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, trafnie rozpoznają, że PiS chce, jak niegdyś komuniści, wziąć wszystkich pod but. Odebrać nam prawa i godność, cenzurować nasze słowa i naszą historię.Ale trwały i mocny sprzeciw takie zamiary niweczy. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest zawsze silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

Naszym protestom dodaje siły również to, że nie przemieniają się w seanse nienawiści. Broniliśmy we wtorek naszych praw i godności, ale nie lżyliśmy przeciwników. Na wyzwiska, że jesteśmy ubekami i zdrajcami, jakimi szermowali podczas PiS-owskiej demonstracji funkcjonariusze „dobrej zmiany”, odpowiadaliśmy radykalnie innym przesłaniem. Takim, że w naszym sprzeciwie i w społeczeństwie, za którym się opowiadamy, jest miejsce dla każdego niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Jedyny warunek to respektowanie konstytucji oraz cudzych praw i godności.

Kaczyński dostrzega słabości swojej władzy. Wie też, że PiS nie zdobędzie więcej zwolenników, niż ma teraz, czyli – dysponując trzydziestoparoprocentowym poparciem – pozostanie partią mniejszościową. Dlatego nasila pogróżki wobec opozycji i społeczeństwa.

– Z naszej strony na pewno będą próby doprowadzenia do pewnego uporządkowania działań opozycji – zapowiedział szef PiS we wtorek w radiowej Trójce. – Chodzi o to, by opozycja pozwoliła władzy rządzić – dodał. Kaczyński chce więc mieć opozycję koncesjonowaną, której mógłby sam wyznaczać ramy działania. Takie też widzi mu się społeczeństwo.

Ale konfrontować się musi z rzeczywistym społeczeństwem i realną opozycją, a nie z tymi ze swoich marzeń. Na tym tle wygląda jak kapryśne tyraniątko, które nie daje rady. Może nabruździć, dewastować państwo i krzywdzić ludzi. Może też nazbyt opornych represjonować. Jednak nie przerobi Polaków na swoją modłę.

– Jarku, porzuć strach przed społeczeństwem – apelował Władysław Frasyniuk podczas demonstracji w Warszawie. A prezes boi się coraz bardziej.

Milewski: nie znam „Carycy”, jedyna, którą znam to Katarzyna. Suski: a nazwisko? TRUDNO O WIĘKSZY CYRK NIŻ W KOMISJI

czqf6qowgaa7xie

JUŻ TYLKO PiS BRONI REFORMY EDUKACJI Wszyscy ją krytykują.

czpjoz0wiaakrdg

Waldemar Mystkowski pisze o pierwszych jsakółkach cenzury.

pisowska

Pisowska cenzura raczkuje, ale jest „nadzieja”, że może „powstać z kolan” – i łazić po mediach, które uzna za niechętne pisowskiej propagandzie. Doświadczyły już tego „Gazeta Wyborcza” i „Newsweek” ze strony Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW). Oskarżenia są tak absurdalne, iż można spokojnie napisać: autorzy domagający się cenzury mają do czynienia nie z mniemaną ochroną dóbr osobistych, ale z ochroną zawartości głów własnych, kolokwialnie nazywanymi „odklejającymi się klepkami”.

W wypadku PWPW należy ponadto pisać, iż jej prezesi są pisowscy, bo pochodzą z nadania tej partii, a przy tym różnią się od normalnych prezesów, którzy zostali usunięci, iż ci ostatni nie oskarżali, jak prezesi pisowscy. Jest to zatem signum temporis. Oby temporis jak najszybciej minęło, bo dopadnie nas wszystkich choroba „odklejających się klepek”.

PWPW może służyć jako soczewka deformacji pisowskiej i zwać się z grubsza horrendum absurdum satyrum albo podobnie. PWPW złożyło pozew przeciw „Wyborczej” w warszawskim Sądzie Okręgowym z żądaniem zabezpieczenia jeszcze przed wydaniem wyroku, aby usuniętych zostało 27 fragmentów tekstów, które dotyczyły firmy – państwowej – bowiem naruszają „dobra osobiste spółki”. Horrendum podstawowe – język. Jest to taki gniot i zakalec językowy, jaki może się zdarzyć tylko pisowskim urzędnikom, syndrom, „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Można nazywać go także oksymoronem. „Dobra osobiste czegoś nieosobistego”.

Ten tekst, który piszę, może też się spotkać z oskarżeniem, iż narusza dobra osobiste spółki państwowej. „Wyborcza” zetknęła się na początku pisowskiej władzy z tym zjawiskiem, bowiem napisała o mszy zorganizowanej przez prezesów. Tak dobrze czytacie – mszy. Pisowscy prezesi pracują tak, iż organizują mszę w przedsiębiorstwie, które wszak nie specjalizuje się w produkcji metafizyki (co jest samo w sobie oksymoronem) ani szat liturgicznych, aby je wypróbować jako produkowany wyrób podczas mszy przed wypuszczeniem na rynek. PWPW chce w ten sposób zastraszyć dziennikarzy „Wyborczej” i samą redakcję, gdyż domaga się za ten artykulik o mszy 50 tys. zł. Zastraszenie w tym wypadku polega na tym, że dziennikarze nie zajmują się tym, do czego zostali powołani, tylko muszą myśleć o drodze prawnej, aby odeprzeć ataki PWPW.

Tych horrendów jest 27, jak napisałem. Inny dotyczy tytułu artykułu „Czy Kaczyński wie o układzie w PWPW”. A uzasadnienie zapędów cenzorskich dotyczy słowa „układ” – o którym można przeczytać we wniosku do sądu skierowanym przez PWPW przeciw „Wyborczej” – „układ w debacie publicznej uchodzi za [słowo – przyp. mój] wysoce pejoratywne”.
Słowo „układ” wszak jest kluczowe dla retoryki prezesa Kaczyńskiego. Jeżeli sąd by się przychylił do uzurpatorskich zapędów PWPW, należałoby potraktować wyrok jak „przykład”. Wypowiedzi prezesa byłyby do tego stopnia „wypikane”, iż my suweren nie wiedzielibyśmy, co ten geniusz mówi do nas, a dokładnie, dlaczego pluje, bo to forma zawartości przekazu Kaczyńskiego.

Horrendum absurdum satyrum ze strony PWPW dopadło też ‚Newsweeka”. Dziennikarzowi tygodnika Michałowi Krzymowskiemu zarzuca się zniesławienie, a konkretnie „mógł działać na rzecz obcego wywiadu przeciw RP”.
Niczego nie zmyślam ani nie piszę, że postępowanie PWPW mieści się w popularnych Tworkach, acz tymi Tworkami może być, gdyby literatura piękna chciała się zajmować pisowskimi horrendum absurdum, a nawet horendum szajbusum (szajbusum – od szajby).

Prezesom PWPW należałoby zwrócić uwagę, iż „dobra osobiste” nie są dobrami PWPW, jak kilka z nich opisane wyżej. Tych michałków jest więcej, to są raczej „dobra psychologiczne inaczej”, a może nawet „dobra psychiatryczne inaczej” – i występują powszechnie w wymienionych Tworkach.

Cenzura pisowska powstaje zatem z kolan, raczkuje. Tak w każdym razie powstaje w PWPW, iż grzmotnęła o powałę, w następstwie tego ukazały się prezesom PWPW gwiazdki w mózgu i oczach, chcą się nimi podzielić z sądem i narodem. Ale nieznajomość języka polskiego doprowadza do mylenia tożsamości osobistej prezesów z tożsamością firmy. Jakkolwiek ci prezesi PWPW nazywają się bytami pisowskimi, które w publicystyce noszą określenia Misiewiczów, Pisiewiczów z wrodzonym im syndromem „tupolewizmu”. Czego się nie dotkną tak zdefiniowani presesi, mamy do czynienia z „lewizną”.

Prawniczka Dorota Bychawska-Siniarska z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka o pozwie PWPW mówi, iż „duża liczba powództw wytoczona dwóm wydawcom ma na celu wywołanie efektu mrożącego i powstrzymanie redakcji od publikacji dalszych tekstów na temat PWPW”.

PWPW chce zatem osiągnąć efekt precenzuralny, który można opisać poprzez figurę literacką, chce abortować krytykę na swój temat w stadium zarodka. Mamy zatem do czynienia nie z „dobrami osobistymi”, ale z czymś niezdrowym w lęgnącym się w umysłach prezesów. PWPW do tego tekstu też może się przyczepić, bo prezesi tej państwowej firmy to postacie wyjęte żywcem z Mrożka bądź z Gombrowicza, choćby z tego ostatniego – z „Transatlantyku”: PWPW to „Baron, Ciumkała, Pyckal i Koński Psi Interes”. Geniusz Gombrowicz tak opisuje tych prezesów „dobra osobiste”: „ta zaś swarliwość nie tyle może z finansowych rozrachunków, ile z natur sprzeczności. A bo Baron jak bąk huczy, buczy i tańcuje, jak paw ogon puszy, jak sokół w górę polatuje; a Pyckal, jak byk, wrzaskiem krzykiem swojem chamskiem chamskiem się nawala; a Ciumkała gmyrze”.

CZAPKI Z GŁÓW DO SAMEJ ZIEMI ZA TO, CO KRYZYS ZROBIŁ NA SCENIE. Minę Kurskiego możemy sobie tylko wyobrazić :)))

czphhlww8aapeco

– Katarzyna… A nazwisko? – zapytał Suski. – Katarzyna Wielka – odpowiedział sędzia. Wassermann parsknęła śmiechem…

cztb7p7xaaaru-c

Kleofas Wieniawa o Macierewicza Ministerstwie Głupich Kroków.

macierewicza

Tomasz Siemoniak zaatakował śmiechem konferencję naukową MON poświęconą „najnowszym rozwiązaniom w technice i technologii wpływających na przyszłość modernizacyjną sprzętu i uzbrojenia wojskowego”, na którą to zaproszono dermatologa „Jakiegoś-Tam”, który ma  być ojcem Edmunda Jannigera, prześmiesznego doradcy Antoniego Macierewicza. Gdy wszyscy się naśmiali i narechotali, ośmieszony Macierewicz zrezygnował ze śmiesznej postaci.

Siemoniak te najnowsze rozwiązania dermatologiczne w armii skomentował: „To forma zapłaty za wspieranie Macierewicza. Może opowie o najnowszych tendencjach w stosowaniu kamuflażu na skórze?”

Ten kamuflaż na skórze to aluzja do dezinformacji, którą w istocie zajmują się pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej. Dezinformują, bo co innego im pozostaje, gdy zatrudniony jest taki Misiu Misiewicz.

Dezinformator więc odpowiedział, że ojciec Jannigera dostał Nobla, co później okazało się dezinformacją, czyli kłamstwem, acz mogło być tak, iż „światowej sławy dermatolog” wyleczył Misiewicza z kamuflażu, czyli z wykwitu na skórze, która wiadomo, jaką jest chorobą, i przyznał mu prywatnego Nobla. Ministerstwo daje (złote medale), ale i odbiera (pośmiertnie stopnie generalskie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi).

Oto mamy dalszy ciąg kamuflażu, czy też dezinformacji, gdyż ministerstwo publikuje na swoich stronach oświadczenie dermatologicznych autorytetów, które „wyrażają swoje oburzenie i zaniepokojenie wobec posła Tomasza Siemoniaka”.

Zaś MON przekazał na ręce towarzystw naukowców „wyrazy ubolewania” za to, co zrobił Siemoniak. Tak to ministerstwo zostało zaatakowane przez Siemoniaka śmiechem – i ledwie uszło z życiem.

Może jednak być tak – na co zwracam uwagę Siemoniakowi – iż Macierewicz przygotowuje jakiś gorący konflikt z Ruskimi, albo Szkopami. Dermatolog zaś jest potrzebny do tego, aby żołnierze mieli świadomość, co na polu bitwy pokonani Szkopi bądź Ruscy mogą zostawić, mianowicie bataliony zarażonych markietanek wiadomą chorobą.

„Światowej sławy” dermatolog uświadomia, czym grozi zarażenie wiadomą chorobą, czyli syfem. Tak wygląda sytuacja na froncie Ministerstwa Głupich Kroków, czyli co słychać u Szweja i jego szwejków. Na Kremlu Rusków muszą boleć przepony ze śmiechu.

ŻEGNAMY BOGDANA SMOLENIA. DAWAŁ WSZYSTKIM UŚMIECH, ZAWSTYDZAŁ SYSTEM I POMÓGŁ NAM PRZETRWAĆ POPRZEDNI REŻIM.

czthyhpwiaasq-y

ZAWSZE BĘDZIEMY MOGLI ŚMIAĆ SIĘ Z GŁUPOTY WŁADZY. DZIĘKI PANI, PANI PELAGIO. TO PANI NAS NAUCZYŁA. DZIĘKUJEMY!

cztu5vlxeaazefz