Posts Tagged ‘Stanisław Mikulski’

JAKBY KTOŚ NIE WIEDZIAŁ… TO PROSZĘ 🙂

POLACY MAJĄ JUŻ DOŚĆ DZIELENIA I SIANIA NIENAWIŚCI. PANIE PREZYDENCIE. OPANUJ SIĘ PAN!

ZGODNIE Z PRAWEM I KONSTYTUCJĄ… ALE KTO W PAŃSTWIE PiS WYSTĄPI PRZECIW KOŚCIOŁOWI?

Stanisław Skarżyński z OKO.press („Wyborcza”) pisze o wypowiedzi Andrzeja Dudy i jego pokrewieństwie z ONR. Raymond Chandler zauważył, że „dziedziczy się krew, nie kręgosłup”. Prawdziwości tej tezy dowodzi pewien doktor prawa, syn profesorskiej, inteligenckiej rodziny, który okazał się karierowiczem niezdolnym do lektury ze zrozumieniem niezbyt skomplikowanej Konstytucji RP.

Każdy marsz ONR to gwóźdź do trumny PiS

Symbolika zapaści dzisiejszej Polski jest momentami porażająca: jednego dnia wieczorem zmarł Wiktor Osiatyński, a następnego rano przez Warszawę pod ochroną policji maszerował ONR. Pochód niedowładu rozumu, zwanego w międzywojniu obrazem nędzy i rozpaczy, byłby właściwie bez znaczenia – gdyby nie to, jak usilnie władza PiS usiłuje się faszystom przypodobać.

Pierwszy był Mariusz Błaszczak, który nie ośmieszył, a po prostu sprostytuował polską policję, nakazując jej służyć oenerowcom w roli parasola i podnóżka; to dzięki wasalnej postawie ministra spraw wewnętrznych łysi chłopcy mogli spokojnie sławić swoją faszystowską ideologię w centrum stolicy państwa, na którego terytorium naziści zorganizowali Holocaust.

Drugi był Andrzej Duda, który ogłosił w TVP coś bardzo oenerowcom bliskiego – mówiąc o synach i wnukach zdrajców powiedział coś z daleka śmierdzącego pomysłami na czystość krwi. Antysemicki internet pełen jest drzew genealogicznych polskich polityków i uczonych, gdzie w tonie sensacji i demaskacji opisuje się żydowskie nazwiska, które mieli nosić ojcowie i dziadkowie tam wymienianych. To do nich uśmiechnął się prezydent, mówiąc o synach i wnukach zdrajców, którzy zajmują w Polsce stanowiska i którzy nie chcą ujawnienia prawdy.

Od dawna wiadomo, że tak łatwo nie jest. Raymond Chandler słusznie zauważył kiedyś, że „dziedziczy się krew, nie kręgosłup”. Prawdziwości tej tezy dowodzą i Werner Oder, syn esesmana i zbrodniarza wojennego, który jest pastorem i modli się ramię w ramię z rabinami o pojednanie i wybaczenia, i pewien doktor prawa w Polsce, syn profesorskiej, inteligenckiej rodziny, który okazał się karierowiczem niezdolnym przeczytać ze zrozumieniem niezbyt skomplikowanej Konstytucji RP, wiarołomcą poświęcającym zasady państwa prawa w imię lojalności partyjnej.

Te umizgi do narodowców są jednak dobrą wiadomością, bo PiS znowu zachowało się jak partia Moczara. Łącząc populizm z nacjonalizmem, znów pogniotło tę wkładaną przez siebie przy okazji każdych wyborów maskę organizacji cywilizowanej. Po tych otwartych, w świetle kamer i w centrum miasta pieszczotach z oenerowcami jeszcze trudniej im będzie skutecznie nakłamać, że są partią szanującą prawo, wolność, demokrację.

Zresztą na owoce nie będzie trzeba czekać aż do wyborów – po tej żenującej wypowiedzi prezydentowi Dudzie nie wolno ani osobiście przyjść, ani próbować napisać listu do uczestników uroczystości pogrzebowej profesora Wiktora Osiatyńskiego. Niech miarą spychania się PiS do nacjonalistycznego narożnika będzie to, że nie ma po prostu takich słów, którymi prezydent i PiS mogłyby dziś pożegnać tego obrońcę wolności, równości i praw człowieka.

„Pisowscy politycy nie ukrywają swoich sympatii do neofaszystów z .

GIERTYCH ROZŁOŻYŁ SZYDŁO NA ŁOPATKI 🙂

„DZIECI I WNUKI KOMUNISTÓW CIĄGLE SPRAWUJĄ PROMINENTNE STANOWISKA W POLSCE” ? PANIE PREZYDENCIE. PODSYŁAMY PANU GOTOWCA

Pisarz i dziennikarz, który został wyrzucony z Radiowej Trójki Jerzy Sosnowski pisze na swoim blogu także o Dudzie.

O pewnej wypowiedzi pana prezydenta

To nie jest mój osobisty problem: moi rodzice nie walczyli z „Żołnierzami Wyklętymi”, bo najpierw studiowali, a potem uczyli podstaw elektroniki i nawet nie należeli do PZPR; nie walczyli też z „Żołnierzami Wyklętymi” moi dziadkowie, bo obaj zginęli na wojnie (jeden walczył w kampanii wrześniowej, drugi współzakładał konspiracyjne „Wigry”), ani babcie, bo jedna po wojnie uczyła wiejskie dzieci, a druga imała się rozmaitych prac, od prowadzenia bufetu na lotnisku po urzędowanie w księgowości na Politechnice Warszawskiej, żeby , będąc wdową, utrzymać się z trójką dzieci. Co do pradziadków, to jeden był w Dwudziestoleciu współtwórcą, a potem rektorem odnowionej SGGW, a drugi – kolejarzem w Galicji. Prababcie prowadził domy.

Czy już zauważyłeś, Czytelniku, co się dzieje? To, co powyżej, to klasyczne wyjaśnianie, że się nie jest wielbłądem. Ale żeby wypowiadać się w jakimś sporze, warto jednak ustalić, czy jesteśmy w nim przymusowym przedmiotem, czy też, na podstawie wolnej decyzji, podmiotem sporu. Choć sam spór wydaje mi się intelektualnie miałki, a moralnie wstrętny.

Pan prezydent w wywiadzie dla TVP Historia (przytaczam za http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/548679,andrzej-duda-polityka-historyczna-prezydent-pis-lech-kaczynski-zolnierze-wykleci.html) powiedział tak: „Bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce zwłaszcza po 1989 r. w mediach i innych wpływowych instytucjach, fundacjach, zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego, czyli krótko mówią byli zdrajcami – dzisiaj byśmy tak powiedzieli wprost, ja w każdym razie bym tak powiedział. (…) Miejmy tego świadomość, że dzisiaj dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej, którzy walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w różnych miejscach. Nigdy nie będą chcieli się zgodzić na to, żeby prawda o wyczynach ich ojców, dziadków i pradziadków zdominowała polską narrację historyczną, będą zawsze przeciwko temu walczyli.

No to dla czystości wywodu zostawmy na boku kwestię oceny „Żołnierzy Wyklętych”: przyjmijmy, że ich zbrojna działalność w 1945 była bez wyjątku i we wszystkich szczegółach szlachetna – i tym samym, że ludzie, którzy opowiedzieli się po przeciwnej stronie, nie mieli absolutnie żadnych zupełnie argumentów, czyli że byli bezdyskusyjnymi i świadomymi własnego zaprzaństwa zdrajcami Ojczyzny. W porządku, roboczo przyjmijmy, że była to walka jednoznacznego dobra z oczywistym złem.

I przy takim założeniu przyjrzyjmy się tej wizji. Rodzi się dziecko ZŁYCH LUDZI. I, załóżmy, a to w przypadku pokolenia urodzonego po wojnie nie jest założenie pozbawione empirii, że następnie buntuje się przeciwko aksjologii rodziców. Co ma zrobić, żeby jako siedemdziesięciolatek nie narazić się panu prezydentowi? Czy dobrze rozumiem, że w gruncie rzeczy powinno nic nie robić, zaszyć się w kątku i udawać przez całe życie, że go nie ma? Bo aktywne przeciwdziałanie skutkom tego, co robili rodzice, czyli branie udziału w opozycji antykomunistycznej, co nieraz powodowało zajęcie po 1989 roku eksponowanego stanowiska, naraża je tylko na zarzut, że zinfiltrowało szlachetny ruch, od urodzenia dotknięte przekazaną mu w genach winą?

Ale idźmy dalej, bo pan prezydent nie zatrzymał się na pokoleniu dzieci. To dziecko dorosło i ono ma z kolei dzieci. To już wnuki tamtych złych ludzi. Nie mylę się chyba, że i na nim – zdaniem obecnych władz – ciąży owa wina, uniemożliwiając mu jakiekolwiek publiczne działanie? Bo w tle jest dziadek, który był zdrajcą? I w gruncie rzeczy wszystko jedno, jakie wybory podejmuje wnuk? A w każdym razie jakiekolwiek „eksponowane stanowisko” jest mu wzbronione, czy tak? Ponieważ… No właśnie, co z uzasadnieniem? To, co osiągamy w życiu, od nas zależy, czy od naszych przodków? Można się od nich wyzwolić, czy nie?

A przecież nawet obóz pana prezydenta przyznaje milcząco, że można w trakcie życia zmienić poglądy – co tam poglądy dziadków, własne poglądy! – i nawrócić się. To np. casus sędziego Andrzeja Kryże (podsekretarz stanu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, natomiast wcześniej, do rozwiązania, członek PZPR i, nawiasem mówiąc, syn stalinowskiego sędziego, uczestniczącego m.in. w mordzie sądowym na rotmistrzu Pileckim – por. Wikipedia), Stanisława Piotrowicza (członek PZPR od 1978 roku, prokurator oskarżający opozycję w stanie wojennym), a nawet Antoniego Macierewicza (w młodości – trockista), nie wspomnając o Marcinie Wolskim czy Krzysztofie Czabańskim (w swoim czasie członkowie PZPR). Czy więc poprawnie rozumuję, że istnieje metoda na skuteczne oczyszczenie się zarówno z własnych win, jak z win rodziców, dziadków i pradziadków (!) – pod warunkiem mianowicie, że znajdziemy się we wspomnianym obozie politycznym pana prezydenta? Czy przypadkiem to rozumowanie, odwołujące się z pozoru do etyki (co prawda niechrześcijańskiej, ale o to na razie mniejsza), w ostatecznym rozrachunku nie jest po prostu narzędziem moralnego szantażu?

Znów jednak „dla dobra śledztwa” odłóżmy na bok tę oczywistą niekonsekwencję. Przyjrzyjmy się samej idei dziedziczenia winy. Tak, w tradycji judeochrześcijańskiej istnieje JEDEN GRZECH, który się dziedziczy, a mianowicie tzw. grzech pierworodny. Wszystkie pozostałe popełnia się na własne konto i nie obciążają one krewnych, czy potomków. Bez tego założenia lądujemy bez ratunku w świecie deterministycznym, w którym o naszym losie decydują NIEODWOŁALNIE decyzje rodziców, o ich losie – znów nieodwołanie – decyzje ich z kolei rodziców i tak dalej. To jest myślenie rodem z marksizmu-engelsizmu (i praktyki stalinowskiej!), któremu zresztą wymyka się sam Marks, bo przecież jego rodzice doprawdy nie pochodzili z proletariatu. Temu myśleniu przeciwstawia się konsekwentnie cała tradycja Kościoła Powszechnego, którego święci w ogromnej części buntowali się przeciwko aksjologii domu rodzinnego. Inaczej musielibyśmy stwierdzić, że fałszywymi świętymi są Franciszek z Asyżu, Agnieszka męczennica, Augustyn z Hippony, żeby już o Pawle z Tarsu nie wspominać.

Zawzięty obrońca tego typu myślenia może bronić się na dwa sposoby. Jeden: istnieje sentyment do przodków i potomek z założenia będzie ich bronił. Naprawdę? A Niklas Frank, syn generalnego gubernatora okupowanych ziem polskich? A, żeby z przeciwnej strony rzecz pokazać, Patricia Hearst, córka magnata prasowego? Józef Stalin, wychowywany na prawosławnego księdza? Janis Joplin, która miała być grzeczną dziewczynką? Z zachowaniem proporcji: któryś z braci Kurskich (za mało wiem o ich domu rodzinnym, żeby ustalić, który)? Świat jest pełen zbuntowanych dzieci. Nie twierdzę, że klimat domu rodzinnego jest dla nas nieważny. Owszem, jest ważny, gdyż musimy go albo przyjąć, albo odrzucić (plus możliwości pośrednie). I nieraz ludzie decydują się na to ostatnie rozwiązanie. Ten sposób obrony słów pana prezydenta jest po prostu niezgodny z empirią.

Drugi sposób: dostrzeganie (odłożonej przeze mnie kilka akapitów temu) skomplikowania, jakoby rzekomego, sytuacji powojennej, to widomy dowód na niewygasłe sentymenty. Ale tu znów fakty mówią inaczej. O kontrowersyjnych biografiach niemałej części „Żołnierzy Wyklętych” mówią historycy, których KREW JEST CZYSTA. Podkreślam złośliwie to wyrażenie, gdyż w słowach prezydenta Andrzeja Dudy widać wyraźnie, daj Boże nieuświadomiony, swoisty rasizm: przekonanie, że pokrewieństwo znaczy więcej, niż nasze świadome decyzje życiowe. Chyba, że staniemy się chwalcami prezesa Kaczyńskiego. Jest mi bardzo przykro, ale nie umiem pozbyć się w tym momencie skojarzenia z aforyzmem pewnego zbrodniarza, który miał powiedzieć: „To ja decyduję, kto tu jest Żydem”. Nie chodzi mi, rzecz jasna, o zrównywanie PiSu i NSDAP – należy znać miarę, inaczej zrelatywizujemy zło nazizmu. Nie da się porównać zjełczałego masła i kurary, że niby jedno i drugie szkodzi. Chodzi mi tylko o fakt, że uruchomiono myślenie, udrapowane w szaty moralizmu, a w istocie kierujące się przeciwko podstawom moralnym kultury, której rzekomo broni.

O codzienne łamanie swobód demokratycznych oskarżył polskie władze faworyt wyborów prez. we Fr. Emmanuel Macron.

BRAWO 😁 👍👏

NARODOWCY TEGO NIE PRZEŁKNĄ… KLOSS (za przeproszeniem) STANIE IM W GARDLE 🙂

Waldemar Mystkowski analizuje jeden tweet Marka Kuchcińskiego.

„Penelopa” Kuchciński w szlafmycy, wierny prezesowi

To nie żart, że Marek Kuchciński jest drugą osobą w państwie wg protokołu dyplomatycznego. Wiem, że to brzmi jak z Mrożka. Andrzejowi Dudzie coś się stanie, nie będzie mógł pełnić obowiązków prezydenta, wówczas wskakuje na jego miejsce Kuchciński.

Niektórzy mogą zapytać, a który to, jak on wygląda? Może wówczas być pomocne przypomnienie: to ten, do którego Michał Szczerba zwrócił się szarmancko „panie marszałku kochany”, a onże ze swoiście pojętej wdzięczności był łaskaw go wykluczyć z posiedzenia Sejmu, a następnie z partyjną zgrają zbiegł do Sali Kolumnowej, aby przyjąć ustawy bez kworum, w tym najważniejszą – budżetową na rok 2017 i słynną lex Szyszko, która skutkowała tym, że raczej wzrósł smog w naszych miastach, niż ustawa posłużyła zdrowiu.

Wkład Kuchcińskiego jest więc duży, choć on jest nierozpoznawalny. I zdaje się, że tej cesze hołduje. Figura „Niewidzialny człowiek” ma całkiem pokaźną literaturą. Nawet bezpośrednio w tytułach znacznych dzieł odwołuje się do tego dążenia, bo każdy chciałby mieć czapkę niewidkę i nakryć żonę na tym, że jest wierna, jak Penelopa.

Akurat Kuchciński jest Penelopą dla Jarosława Kaczyńskiego, jest wierny w czapce i bez czapki, a nawet w szlafmycy. Druga osoba w państwie w takiej niewidce szlafmycy musi występować na zdjęciu, które marszałek opublikował na Twitterze z okazji 13. rocznicy członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Oto treść wpisu „Penelopy” Kuchcińskiego: „Jesteśmy 13. rok w Unii. Ufam, że na przekór przesądom ten rok przyniesie wiele dobrego; silną Europę Ojczyzn z liczącą się w grze Polską”.

Ufa zatem Penelopa, bo na tym wierność i wzajemność polega. A na zdjęciu, które ilustruje wpis znajdują się flagi unijna i biało-czerwona, zegar ścienny z wahadłem, nocna lampa (żaden kaganek oświaty) i brak Kuchcińskiego. Dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz skomentował: „Lampka zamiast marszałka Sejmu? „Ucho Prezesa” ma ułatwione zadanie”.

Otóż nie zgadzam się z Nizinkiewiczem, bo lampka nocna wskazuje, że jest Kuchciński, ale w szlafmycy niewidce. Taką mamy Penelopą w roli marszałka Sejmu, wierną prezesowi.

TAKIE TAM ROZMOWY POLAKÓW :)))

W punkt. 👍👍

Kleofas Wieniawa pisze też o Dudzie.

Po wypowiedzi Andrzeja Dudy, że „dzieci i wnuki zdrajców Rzeczpospolitej zajmują wiele eksponowanych stanowisk” mógłbym napisać:

Duda łamie katechizm Kościoła katolickiego, w którym naucza się: „człowiek nie ponosi kary za niepopełniony czyn, naprzykład grzech pradziadka. Zadośćuczynić i pokutowac trzeba za swoje grzechy”.

Mógłby napisać:

Duda w kampanii obiecywał łączyć, nie dzielić Polaków. Dziś oskarża dzieci i wnuki za winy rodziców i dziadków. Tyle są warte obietnice wyborcze.

Mógłbym napisać:

Andrzej Duda posortował Polaków na potomków zdrajców Rzeczpospolitej i tych lepszych. Wstyd, że na prezydenta wybraliśmy człowieka o takiej mentalności.

Mógłbym napisać:

Duda ogłosił coś bliskiego ONR, podobnie zalatującego jak owa brunatność.

Mógłbym, mógłbym…

Przesłuchałem fragmenty jego wypowiedzi dla TVP Historia i stwierdzam, że to facet niegodny dyskusji, słychać, iż nie ma zbyt głębokiej wiedzy historycznej i literackiej.

Takich ludzi nigdy nie szanowałem, zresztą zawsze omijali mnie szerokim łukiem i za uszami obmawiali dlatego, że nie mają talentów, wiedzy i są leniwi.

I do tej kategorii zaliczam Dudę, bo ludzi – jak powtarzał Artur Sandauer (wybitny intelekt) za Horacym (jeszcze wybitniejszy intelekt) – nie dzielą idee, ale poziomy. Dlatego omijać ich z daleka.

WARSZAWA TAKICH RZECZY NIE WYBACZA

DZIŚ 13-TA ROCZNICA KOLEJNEJ PRAWDY, DO KTÓREJ PREZES JESZCZE NIE DOSZEDŁ

DLA PiS-U BYŁ ANTYBOHATEREM. DLA NAS BYŁ I JEST WSPANIAŁYM, WIELKIM AKTOREM. STASZKU MIKULSKI, HANSIE KLOSSIE – BĘDZIEMY ZAWSZE PAMIĘTAĆ!

>>>