Posts Tagged ‘Tadeusz Guz’

TZW. ZADUPIE… ?

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o schowaniu Macierewicza. To widomy znak. Macierewicz jeszcze niedawno niczym latający holender kursował po kraju, biorąc udział w niezliczonej liczbie uroczystości patriotycznych: składał wieńce, defilował przed pocztami sztandarowymi, wygłaszał pełne namaszczenia mowy. Teraz jednak zamknął się w gmachu przy ul. Klonowej.

Zawirowania po „wykończeniu caracali” przez dr. Wacława Berczyńskiego usiłują desperacko rozwiązać wiceministrowie Dworczyk i Kownacki. Nawet medialny kontratak resortu przeprowadzony na łamach „wSieci” przez dziennikarzy współpracujących zwykle z Antonim Macierewiczem komentował nie on, ale Michał Dworczyk, który tyle się zna na śmigłowcach co Bartosz Kownacki na francuskich widelcach.

Zwykle Macierewicz był chowany na okres kampanii wyborczej, gdy PiS uśmiechało się do wyborców i chciało ich przekonać, że wcale nie jest partią radykalną. Nawet uśmiechający się Antoni Macierewicz, szczególnie uśmiechający się Macierewicz, takiemu przekazowi przeczył. W ostatnich wyborach wskazana jako kandydatka na premiera Beata Szydło stanowczo zaprzeczała, jakoby Macierewicz miał być ministrem obrony. Kandydatem był Jarosław Gowin, który postanowił wziąć czynny udział w tej szopce, prezentując się jako przyszły szef resortu.

Szef MON jeszcze niedawno niczym latający holender kursował po kraju, biorąc udział w niezliczonej liczbie uroczystości patriotycznych: składał wieńce, defilował przed pocztami sztandarowymi, wygłaszał pełne namaszczenia patriotyczne przemówienia. A teraz zamknął się w Gmachu przy ul. Klonowej. Musi to być duże wyrzeczenie z jego strony, bo bardzo to lubił.

W maju wystąpił w zasadzie dwa razy. Widziany był na placu Zamkowym podczas Święta Konstytucji 3 Maja i podczas uroczystości zakończenia II wojny światowej. Wyraźnie unikał jednak mediów. Jego potężna ochrona czyniła wszystko, by nie dopuścić do niego nikogo z mikrofonem. Ale i tak udała się ta sztuka reporterce TVN, no i stało się kolejne nieszczęście. Macierewicz powiedział, że Berczyński nie miał dostępu do dokumentacji przetargowej, choć kilka godzin wcześniej w telewizji wiceminister Dworczyk mówił, że miał, a dokumenty w tej sprawie przedstawiono PO.

Tym razem trudno było Antoniego Macierewicza dostrzec nawet wśród uczestników miesięcznicy smoleńskiej 10 kwietnia. Tłum nie skandował: „Antoni, Antoni!”. Prezes Jarosław Kaczyński nie mówił o jego niezłomnym uporze, który doprowadza do odkrywania prawdy. Ba, po raz pierwszy prezes PiS nie obwieścił, że „dochodzi do prawdy”. Wyglądało na to, jakby ustalenia dr. Berczyńskiego wysadzającego blaszak z namalowanymi oknami przy pomocy ładunku termobarycznego nie w pełni przekonały nawet zwolenników zamachu w PiS, w tym i samego prezesa.

Czyżby kierownictwo partii uznało, że Antoni Macierewicz powinien się przyczaić i próbować przetrwać niebezpieczne chwile? A może to sygnał, że sztandarowy polityk PiS roszczący pretensje do schedy po Jarosławie Kaczyńskim może zostać schowany na dłużej? Sponiewieranie – z najwyraźniejszym przyzwoleniem ze strony Kaczyńskiego – przez partyjną komisję PiS Bartłomieja Misiewicza byłoby tego pierwszym etapem. Ta orzekła przecież, że Misiewicz nie nadaje się na żadne stanowisko państwowe, na które nieustannie pchał go Macierewicz. Brak jakiejkolwiek reakcji szefa MON świadczy o tym, że nie ma on tak silnej pozycji w partii, jakby się wydawało.

Jeśli rzeczywiście prezes PiS myśli o „nowym otwarciu” po wielokrotnie zapowiadanej drugiej części kongresu partii, to mało prawdopodobne, by obyło się bez zmian personalnych. Jest w rządzie PiS wielu kandydatów do odwołania, ale jeśli te ruchy mają być w jakiejkolwiek mierze istotne z punktu widzenia zmiany wizerunku partii, to ofiarą może być wyłącznie minister Macierewicz.

„STUL PYSK”, „TY CHAMIE” POWINNO ZNALEŹĆ SIĘ W STENOGRAMIE SEJMOWYM, JAKO PAMIĄTKA PO CZASACH CHAMSTWA I NIENAWIŚCI.

Waldemar Mystkowski pisze o znikających wyrokach w Trybunale Konstytucyjnym.

Bomba termobaryczna w Trybunale Konstytucyjnym

3 wyroki zniknęły z bazy orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Wyroki o sygnaturach K 47/15 i K 39/16 i K 44/16, a wydane w dniach 9 marca, 11 sierpnia i 7 listopada 2016 r.

To są wyroki nieuznawane przez rząd PiS, nigdy nie zostały opublikowane, mimo zapisu, iż powinno się to odbyć w trybie niezwłocznym. Czy to znaczy, że nie obowiązują? Nie! Nie stosuje się do nich obecny rząd. Przestępca ma wyrok, ale w tej chwili unika wykonania wyroku. Każdy przestępca wpada, chyba że wcześniej uda mu się szczęśliwie zemrzeć. Za nieopublikowanie wyroków odpowie Beata Szydło i jej minister z kancelarii Beata Kempa.

Usunięcia wyroków Trybunału Konstytucyjnego z bazy danych dopuściły się osoby, które wybrał PiS. W pierwszym rzędzie nieprawnie wybrana prezes TK Julia Przyłębska i faktycznie zarządzający TK, Mariusz Muszyński, jeden z trzech dublerów wybranych przez PiS na obsadzone wcześniej miejsca. Do tego ten Muszyński ma na koncie zatajenie pracy agenturalnej. Taki szemrany gość.

Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny to w istocie miejsce sankcjonowania bezprawia. Przyłębska jest prawnikiem o niskiej sprawności zawodowej, wszak nie chcieli jej przyjąć do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, mimo wakującego stanowiska („nie nadaje się do orzekania”). Trudno o gorszą rekomendację. Przyłębska to w czystej postaci lewizna intelektualna. Dała się poznać na konferencjach prasowych, trzeba dużo mieć w sobie pobłażania dla marnych ludzi, aby jej cierpliwie wysłuchać.

Nie lepszy jest Muszyński. Postać szemrana, która nigdy nie powinna być obecna w przestrzeni publicznej, o ile nie życzymy Polsce źle. Ale tylko takie marne moralnie i kompetencyjnie osoby mogą być użyte na gwizdek Jarosława Kaczyńskiego. Kiedyś te osoby muszą odpowiedzieć przed prawem i nie może być wobec nich zastosowane prawo łaski.

Nie tylko w kwestii prawa stajemy się republiką bananową. Abyśmy nie zostali krajem z marginesu cywilizacyjnego, wiele zależy od nas samych, w tym wypadku od prawników, którzy powinni stosować się do usuniętych wyroków z bazy danych TK. Wszak mimo ich usunięcia ślad nie zaginął, bowiem odwołania do usuniętych wyroków mamy w blisko stu uzasadnieniach do orzeczeń TK z 2016 r., zamieszczonych w trybunalskiej bazie orzeczeń.

Tak naprawdę trzeba byłoby usunąć wszystkie orzeczenia TK. Ale można zawsze odwołać się do sygnatur, bo treści tych trzech wyroków były publikowane przez Obserwatora Konstytucyjnego. I choć ten też został zamknięty przez Przyłębską i Muszyńskiego, to w Internecie wyroki znalazły przystań niezniszczalności, są dostępne pod adresem niezniknelo.pl.

Ba, nie zniknie pamięć o szemranych Przyłębskiej i Muszyńskim. Takich osób dotyczy idiom „co ma wisieć, nie utonie”. Prawo dopadnie ich. Muszyński w wypadku tych trzech usuniętych wyroków zastosował całkiem poręczną metaforę ładunku termobarycznego, zastosowanego do pisowskiej rzeczywistości alternatywnej przez zbiegłego do USA Wacława Berczyńskiego.

Prawna bomba termobaryczna usunęła trzy wyroki z bazy TK, lecz za ten smród bezprawia Muszyński i Przyłębska bekną w przyszłości. Odbije się im.

PROPAGANDOWA GAZETA POLSKA PRZEKRACZA KOLEJNE GRANICE NIESMAKU. Internauci mocno komentują

W drugim tekście Mystkowski pisze o Szyszce i Rydzyku.

U Rydzyka o wyższości Polaków nad innymi Narodami Ziemi

120 tys. zł wytargano z kasy Lasów Państwowych na imprezę religijno-polityczną, która miała udawać naukową. Czyli była wypasiona, jak diabli, jeżeli uwzględni się, iż wygłoszono na niej „naukawe” (przeciwieństwo: naukowego) odczyty w skromnej ilości ośmiu wykładów. Pieniądze z budżetu wydobył minister Jan Szyszko (ten gościu od kornika, strzelania do bażantów i luksusowej stodoły w Tucznie), oprawę „naukawo”-dewocyjną w Toruniu zapewnił o. Tadeusz Rydzyk i jego Wyższa Szkoła Społeczna i Medialna.

Ciężar wykładów był trudny do zniesienia. Szyszko jest bowiem kuty na wszystkie cztery kończyny, gdyż oznajmił iż współcześnie mamy do czynienia z „animalizacją człowieka”. Zwracam uwagę, iż Szyszko uważa, że nowoczesna nauka nie odróżnia człowieka od zwierzęcią, a prezes Jarosław Kaczyński elementu zwierzęcego dopatruje się tylko u opozycji.

Szyszko to jednak neptek w stosunku do takiego ks. prof. dr hab. Tadeusza Guza z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ten to jest prawdziwy ideolog, guru radiomaryjny. Przede wszystkim jest przeciwnikiem teorii ewolucji, co powoduje, iż w jego umyśle tworzą się wielce oryginalne opisy poglądów.

Guz jest apologetą Szyszki – nie dziwota, bo minister dostarcza honoraria na takie imprezy – i tak: minister Szyszko jest nauczycielem Ludzkości, bo wraz z rządem i swoim ministerstwem wracają do tradycji „kultury życia”, którą oparto na chrześcijaństwie.

To nie wszystko, bo prof. Guz wyciąga nastepujące konsekwencje: „Tym samym Naród Polski oraz Nauka i Państwo Polskie zyskują rolę nauczyciela setek innych Narodów Ziemi”. Przepraszam, ale czytając, zadrżałem, bo jestem części narodu polskiego i pijąc piwo nie miałem świadomości, iż jestem nauczycielem dla setek narodów. Gdy będę w ONZ każę innym przedstawicielom narodów klękać przede mną, bo jestem Kimś.

Ekolodzy wg Guza to”odmiana wojującego neokomunizmu światowego”, ideologia zielonych jest „systemowo antyboska i antyludzka”. Taki ciężar intelektualny zaserwowano na konferencji poświęconej radiomaryjnej ekologii.

Ktoś niechętny o. dyrektorowi Rydzykowi może powiedzieć, że organizuje anachroniczne imprezy, których aktualność plasuje się na setki lat przed narodzeniem Chrystusa, że wykłady są autorstwa Kołtunów z tytułami profesorów.

Proponuję więcej życzliwości dla Rydzyka, jego mistra Szyszki i profesora Guza, albowiem toruńska uczelnia rozpowszechnia wiedzę „naukawą”, a nie naukową, albowiem w tej ostatniej za cholerę nie można udowodnić, że Polak jest nauczycielem innych Narodów.

A ja chcę być Kimś, zwłaszcza gdy konsumuję kolejne piwo.

NIE WSZYSCY DZIŚ BĘDĄ SPALI 🙂

>>>