Posts Tagged ‘Tamara Olszewska’

SŁOWO NA DZIŚ

Tamara Olszewska na Koduj24.pl pyta.

Dokąd zmierzasz Polsko?

Źle się dzieje w Państwie Polskim, kiedy buta i lekceważenie sąsiadów mają coraz większy wpływ na naszą pozycję międzynarodową.

Niby sezon ogórkowy, niby posłowie na wakacjach, a jednak dzieje się. Oj, dzieje… Dzisiaj biorę pod lupę politykę zagraniczną, a konkretnie, relacje z sąsiadami Polski, które są przecież tak ważne. Niemcy, Litwa, Ukraina. Państwa, z którymi łączy nas bardzo trudna historia i wiele lat trzeba było, byśmy mogli mówić o pewnej stabilizacji we wzajemnych stosunkach. Udało nam się wypracować naprawdę niezłe relacje i chwała za to poprzednim ministrom spraw zagranicznych. Tylko szkoda, że możemy już chyba mówić o tym w czasie przeszłym. Niestety, obecny minister spraw zagranicznych, pan Waszczykowski i jego koledzy robią wszystko, by zepsuć lata starań, rozmów i znowu doprowadzić do…no właśnie, do czego?

Nie od dzisiaj wiadomo, że nasz sąsiad zza Odry stoi wielkim gnatem w gardle PiSu. Poseł K. i spółka po prostu Niemców nie lubią i tyle. Niemcy są źli, to wciąż naziści tylko teraz w skórze baranków. Ich psim obowiązkiem jest żyć pokornie i w poczuciu winy za II wojnę światową, a nie szarogęsić się w UE i uważać, że bardziej się liczą na arenie międzynarodowej od nas. Ostatnie dwa tygodnie mocno pokazały co PiS myśli o Niemcach i jak chce ich traktować.

Najpierw „dziwne” posunięcie Błaszczaka, który poświęcił bardzo dużo czasu, by „ugotować” festiwal Woodstock. Kiedy już nie miał się do czego przyczepić, zaświtał mu w głowie pomysł, by zrezygnować z pomocy niemieckich sił porządkowych i strażaków. Dlaczego? Oficjalna wersja mówi, że powodem takiej decyzji jest „zagrożenie terrorystyczne” i brak możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa niemieckim służbom. Szok dla wszystkich, bo do tej pory obie strony chwaliły sobie współpracę na festiwalu i traktowały ją jak element przyjaźni polsko – niemieckiej. Na prośbę koordynatora stosunków z Polską rządu federalnego i premier Brandenburgii Dietmara Woidke, by rząd polski przemyślał swoją decyzję, padła odpowiedź sekretarza stanu MSZ, Jakuba Skiby, że impreza „odbywa się w Polsce i podlega polskiemu prawu” – koniec tematu. Wszelki komentarz zbędny.

Bartosz Kownacki, wiceminister MON i jego słowa, które padły podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego. Słuchając go nie mogłam uwierzyć, że przedstawiciel Państwa Polskiego może pokazać takie dno. Odnosząc się do zbrodni hitlerowskich na naszych ziemiach, powiedział „Dziś dzieci i wnuki tych zwyrodnialców pouczają nas, co to jest demokracja. A powinni zamilknąć!”. Nie mam pojęcia, czy Bóg mu rozum odebrał, ale jedno jest pewne. Ktoś taki nigdy nie powinien nas, Polaków XXI wieku reprezentować, bo jak widać; ani wiedzy ani kultury, ani dobrej znajomości realiów, ani wyczucia dyplomatycznego.

No i najnowszy pomysł PiSu. Biuro Analiz Sejmowych ma przygotować informację dotyczącą prawa Polski do ewentualnego żądania odszkodowania za straty wojenne. To pomysł posła Arkadiusza Mularczyka, choć temat ten wraca co jakiś czas. Pamiętam, gdy Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy również zastanawiał się, by wyciągnąć od Niemców ok 45,3 mld dolarów za zniszczenie stolicy Polski. Wprawdzie wtedy było to tylko ostrzeżenie, by Niemcy wiedzieli, że jeśli będą od nas żądać odszkodowań w ramach powiernictwa pruskiego to i my nie odpuścimy…ale jednak. No i teraz sprawa wraca. Rozumiem, że PiS potrzebuje pieniędzy, bo rozdawnictwo socjalne sporo kosztuje, jednak chyba nie tak się powinno rozmawiać. My chcemy odszkodowania, a co zrobimy, gdy Niemcy zażądają od nas, byśmy zapłacili kasę za utracony przez nich Śląsk, Szczecin, ich część Warmii i Mazur?

Polskie „pany”, którzy teraz rządzą Polską mają również w nosie i innych naszych sąsiadów; Litwę i Ukrainę. Za rok obchodzimy 100- lecie odzyskania niepodległości Błaszczak postanowił z tej okazji rozpisać konkurs na najlepszy projekt Polski Paszport 2018. Internauci, biorący udział w konkursie będą mogli wybrać sześć z trzynastu proponowanych motywów. No i tu pojawia się problem. Wśród propozycji znajduje się Ostra Brama z Wilna i cmentarz Orląt Lwowskich. Informacja o „genialnym”pomyśle dotarła do władz Litwy i już 1. sierpnia, litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało na dywanik zastępcę ambasadora polskiego. MSZ Litwy uznał, że „takie zamiary są niezgodne z przyjaznymi relacjami sąsiedzkimi i są uważane przez stronę litewską jako nie do przyjęcia”. Niestety, trudno Litwie nie przyznać racji. Jestem ciekawa, jak by nasz rząd zareagował, gdyby np. Niemcy wybili jakiś medal rocznicowy i zamieścili na nim herb Wrocławia czy wizerunek Zamku Książąt Piastowskich ze Szczecina. Ależ byłaby jatka.

Również Ukraina nie pozostaje obojętna wobec pomysłu paszportu z wizerunkiem cmentarza Orląt Lwowskich. Dr Olena Babakowa, ukraińska dziennikarka i publicystka, nie ukrywa, że ta sprawa może położyć się cieniem na dość trudnych dzisiaj stosunkach polsko – ukraińskich. Nikt nie neguje na Ukrainie polskości Lwowa, ale to już przekroczenie pewnej granicy, za którą podejrzliwość, niejasne intencje i, co za tym idzie, budowanie kolejnych barier.

Źle się dzieje w Państwie Polskim, kiedy buta, lekceważenie sąsiadów, przekonanie o swojej racji mają coraz większy wpływ na naszą pozycję międzynarodową. Źle się dzieje, gdy w imię swojej prawdy, polski rząd przekreśla wszystko, co udało nam się wypracować na arenie międzynarodowej.

Czy to już czas na „żelazne” granice?

Wojciech Maziarski pisze o genie Kaczyńskiego.

Samobójczy gen prezesa

Czy Kaczyńskiemu naprawdę wydaje się, że może wygrać w wojnie przeciw całemu światu?

Jest w PiS-ie czy osobiście w Jarosławie Kaczyńskim jakiś samobójczy gen politycznej autodestrukcji. W niespełna dwa lata po zwycięskich wyborach parlamentarnych, które dały mu możliwość samodzielnego sprawowania władzy, Prezes Tysiąclecia zmierza wprost ku upadkowi. Wiele osób jeszcze tego nie dostrzega, biorąc za oznaki siły to, co w istocie jest symptomem słabości PiS-u. Zawłaszczanie kolejnych sfer życia i budowa swoistego imperium bynajmniej nie wzmacnia partii rządzącej. Jedynie przysparza jej wrogów i konsoliduje opór. Doświadczenia historyczne dowodzą, że wypowiadanie wojny całemu światu i otwieranie wielu frontów naraz prowadzi do klęski.

PiS zwyciężył w demokratycznych wyborach i spokojnie mógłby sprawować normalne rządy, stopniowo wcielając w życie swoje wizje Polski, uwzględniając przy tym ograniczenia wynikające z konstytucji i z faktu, że jednak większość obywateli Polski ani do PiS-u nie należy, ani nań nie głosowała.

To normalny los każdego demokratycznego rządu – musi lawirować pomiędzy sprzecznymi oczekiwaniami społecznymi, musi zatrzymywać się przed czerwoną linią wyznaczoną przez prawo, musi uwzględniać opór różnych środowisk i grup interesu. Z postulatów zapisanych w programie i haseł głoszonych w kampanii wyborczej na ogół udaje się zrealizować 50 procent, albo i mniej. Wyborcy to wiedzą i w gruncie rzeczy akceptują, choć psioczą na rządzących i wytykają im niespełnianie obietnic lub małą skuteczność. Zdają sobie jednak sprawę, że w demokracji stuprocentowa skuteczność jest niemożliwa.

Jednak Kaczyńskiemu to nie wystarcza. On nie chce sprawować demokratycznych rządów w państwie prawa, chociaż mógłby to robić, bo wyborcy dali mu do tego mandat. On chce panować w sposób absolutny. Sprawować władzę nieskrępowaną więzami prawa i nieuwzględniającą oczekiwań tych, którzy myślą inaczej niż on. Chce, by rzeczywistość społeczna i polityczna w pełni poddała się jego woli.

To oczywiście oczekiwanie nierealistyczne, naiwne i dziecinne. W Europie zachodniej w epoce internetu tylko polityczny samobójca może myśleć, że zdoła sięgnąć po władzę absolutną.

A jednak Prawo i Sprawiedliwość najwyraźniej tego nie rozumie. Po opanowaniu mediów państwowych, prokuratury i po zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego podjęło próbę przejęcia całego wymiaru sprawiedliwości z Sądem Najwyższym i Krajową Radą Sądownictwa. Na razie mu się to nie udało, ale na pewno podejmie kolejne próby. Teraz zaś szykuje się do ataku na prywatne media i przygotowuje posunięcia mające podporządkować władzy państwowej sektor obywatelskich organizacji pozarządowych. Cała władza musi należeć do mnie – mówi Kaczyński.

Już raz się na tym przejechał – w 2007 roku stracił władzę właśnie dlatego, że nie chciał się pogodzić z ograniczeniami rządów koalicyjnych. Rozpętał więc aferę gruntową (wiele wskazuje, że była to policyjna prowokacja) mającą wyeliminować jego koalicyjnego partnera – Andrzeja Leppera – i w efekcie doprowadził do przyspieszonych wyborów, które przegrał. Mając władzę podlegającą demokratycznym ograniczeniom, chciał sięgnąć po władzę nieograniczoną – i w efekcie stracił władzę całkowicie.

Teraz też tak będzie. Oczywiście nie wiem, jak konkretnie dokona się upadek awanturniczych rządów Jarosława Kaczyńskiego, ale co do tego, że się dokona, nie mam najmniejszych wątpliwości. Trzaski w obozie władzy i stopniowa emancypacja prezydenta już wskazują, że przynajmniej w części obozu rządzącego dojrzewa myśl, że tzw. dobra zmiana znalazła się w ślepym zaułku i zaraz walnie głową w mur.

Znacznie ważniejsze jest jednak to, co widać na zewnątrz obozu władzy – wielotysięczne demonstracje w obronie niezależności sądów, które w lipcu rozlały się po kraju, wskazują, że Kaczyński przekroczył czerwoną linię, za którą obywatele powiedzieli: Dość tego! Nie zamierzamy dłużej tolerować budowania rządów absolutnych.

By odzyskać kontrolę nad sytuacją prezes PiS zarządził więc przyspieszenie: zaraz po wakacjach trzeba przejąć media prywatne i zadusić społeczeństwo obywatelskie, pozbawiając je dopływu środków finansowych z zagranicy.

Czy naprawdę wierzy, że przebudzeni i zaktywizowani obywatele podporządkują się temu i nie będą bronić swoich konstytucyjnych praw i swobód? Że zagraniczni partnerzy Polski zaakceptują bolszewickie praktyki i potulnie się zgodzą na sprzeczne ze standardami cywilizowanego świata eliminowanie ich przedsiębiorców z rynku medialnego w Polsce? Że społeczność międzynarodowa bez szemrania podporządkuje się zakazowi wspierania polskiego społeczeństwa obywatelskiego? Że Unia Europejska będzie bezczynnie się przyglądać, jak rząd PiS-u ignoruje wyroki Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu?

Dziś PiS ma przeciw sobie potężną koalicję polskiego społeczeństwa, instytucji Unii Europejskiej i międzynarodowej opinii publicznej. W przypadku uchwalenia ustawy o „dekoncentracji” mediów do tego sojuszu dołączy też rząd USA. Nie ma najmniejszych szans, by w tym starciu Kaczyński odniósł zwycięstwo.

Ale walka będzie zacięta. Wypocznijmy w sierpniu, bo czeka nas naprawdę gorąca jesień.

Waldemar Mystkowski pisze o niejakim Tarczyński, postaci tak ohydnej, jak może być sowiet.

Poseł PiS Tarczyński w tureckiej Russia Today

Poseł PiS Dominik Tarczyński w tureckiej telewizji TRT World zapewnił mnie i rodaków, że „nie strzelamy do ludzi jak PO”. Nie wiedziałem, że PO strzelało, ba! – nie wiedziałem, że byłem zabity. Pewnie na wieść, że władzę przejmuje PiS – zmartwychwstałem.

TRT Word to odpowiednik Russia Today, Polska ma kanał dla Polonii, nie ma dla świata w języku angielskim (ale to może się ziścić), za to publiczne media dla Polaków są jak kanał Russia Today, choć i tutaj opinie są podzielone, bo niektórzy twierdzą, że to gadzinówki (nazistowskie media Goebbelska dla Polaków).

Tarczyński do takich mediów idealnie się nadaje. Estetycznie prezentuje się, jak Casanova z remizy Kacza Wólka – nawet gdyby ubrał się u Armaniego i Gucciego – a w głowie słowa mu się przekładają na szczekanie, jak to miało miejsce w Sejmie podczas przemówienia posłanki PO Kingi Gajewskiej-Płochockiej.

Po prostu prezes spuścił Tarczyńskiego z łańcucha, a ten nie omieszkał dać głos swej naturze. Jest ona prosto z Żoliborza, bo prezes o wyborcach niePiS mówi „kanalie” i „mordy zdradzieckie”, Casanova Tarczyński zaś, gdy zwrócono mu uwagę, że leci Lufhansą, a nie LOT-em szczeknął: „zamknąć gęby”.

Taki to osobnik Tarczyński, który zapewnił w tureckiej gadzinówce, że demokracja ma się dobrze. To skąd wzięły się setki tysięcy protestujących na ulicach? „Bo demokracja w Polsce ma się dobrze”. Znowu powrócił więc łańcuch.

Tarczyński klepał pisowskie komunały o trójpodziale władzy, który „powinien polegać na równowadze tych sił”. Tę równowagę pilnować będzie PiS. Jak sędzia wyda wyrok, którego równowaga nie będzie po myśli PiS, polityk tej partii zmusi sędziego do równowagi.

A ciekawe jest inne zjawisko w kwestii tej równowagi, mianowicie Tarczyński ze swego łańcucha był powiedzieć: „Mamy sędziów, którzy zabijają ludzi, kierując samochodami po pijaku. Mamy wciąż sędziów przyłapanych na kradzieży ze sklepów”.

Jak rozumieć powyższe zdanie urodzone w umyśle Tarczyńskiego? Sędziom zabierze się prawo jazdy? Czy: sędziowie przed jazdą będą badani alkomatem? A poza tym sędziów nie będzie się wpuszczać do sklepów, bo z ich strony grozi kradzież?

Nie nazwę Tarczyńskiego idiotą, bo niektórzy pacjenci z Tworek mogliby czuć się obrażeni, ale wynika z tego, że stan sędziowski w Polsce zostanie zlikwidowany, gdyż zabijają i kradną oraz nie przestrzegają trójpodziału władzy.

Tak ze swego łańcucha rzekł w tureckiej Russia Today Tarczyński, a poza tym „zamknąć gęby”.

SKĄD CI ZDRAJCY SIĘ BIORĄ? CZY KTOŚ NAM MOŻE WYTŁUMACZYĆ?

>>>

ZOBACZCIE CO SIĘ STAŁO Z POLICJĄ… I WITAJCIE W PAŃSTWIE PiS.

PiS otwiera sobie drogę do pomnika Lecha Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu. Pisze o tym Wojciech Karpieszuk w „Wyborczej”. Wojewoda Zdzisław Sipiera z PiS wypowiada porozumienie, na mocy którego stołecznemu konserwatorowi zabytków powierzono opiekę nad zabytkami w Warszawie, w tym również opiniowanie lokalizacji pomników. Czy to pierwszy krok do tego, by na Trakcie Królewskim stanął pomnik Lecha Kaczyńskiego?

– To porozumienie było pomysłem Lecha Kaczyńskiego. Jako prezydent Warszawy podpisał je w 2003 roku z ówczesnym wojewodą. Chodziło o wzmocnienie samorządu, który lepiej się orientuje w kwestiach lokalnych. W 2005 roku był aneks, który znacznie je rozszerzył – mówi Michał Krasucki, stołeczny konserwator zabytków.

Wiceprezydent Warszawy: „Zawłaszczanie państwa”

Na mocy porozumienia stołeczny konserwator przejął opiekę nad większością zabytków w Warszawie, wydawał pozwolenia na prace konserwatorskie, roboty budowlane wokół zabytków, opiniował lokalizację pomników. Jego zgoda była również potrzebna na wycinkę drzew. – To ogrom obowiązków. Nasze biuro rozrosło się przez lata. Pracuje w nim ok. 50 osób. Wydajemy rocznie ok. 5 tys. różnych decyzji, ok. tysiąca postanowień i 2 tys. zaleceń. To znacznie więcej niż służby wojewódzkiego konserwatora zabytków na całym Mazowszu – wylicza Michał Krasucki.

Wypowiedzenie porozumienia do kancelarii ratusza wpłynęło w poniedziałek o godz. 15.45. Przestanie obowiązywać od 1 listopada. Od tego dnia pieczę na zabytkami w Warszawie przejmie biuro wojewódzkiego konserwatora zabytków. W gestii stołecznego konserwatora zostanie przyznawanie dotacji na renowację zabytków, prowadzenie gminnej ewidencji i programu opieki nad zabytkami, działania edukacyjne.

– To element zawłaszczenia przez PiS kolejnego fragmentu państwa. PiS nie znosi sytuacji, kiedy czegoś nie kontroluje. Chce mieć wpływ na wszystko – komentuje Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy. Dodaje: – Dowodem jest głaz upamiętniający prezydenta Kaczyńskiego, który nielegalnie stanął przed ratuszem na pl. Bankowym. Dla PiS prawo nie jest czynnikiem rozstrzygającym, jest nim wola prezesa.

Głaz był zarzewiem konfliktu między stołecznym konserwatorem a wojewodą. Stanął w trybie samowoli w kwietniu 2016 r. Początkowo montaż przygotowywał wojewoda. To on zamówił u rzeźbiarza tablicę z napisem zawierającym sformułowanie, że Lech Kaczyński „poległ w służbie ojczyzny” 10 kwietnia 2010 r. Słowo „poległ” negatywnie zaopiniowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, tłumacząc, że jest ono zarezerwowane dla żołnierzy, którzy ginęli w boju. Wtedy sprawę wziął w swoje ręce poseł PiS Andrzej Melak. Ustawił głaz wraz z zakwestionowanym napisem w partyzanckim stylu, bez uzgodnień ze stołecznym konserwatorem zabytków. Michał Krasucki negatywnie wypowiadał się w sprawie tej samowoli i prowadził postępowanie o jej usunięcie. Kiedy porozumienie przestanie obowiązywać, sprawa głazu w ogóle zostanie wyłączona z jego kompetencji.

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wielokrotnie powoływała się na słowa stołecznego konserwatora zabytków „o zamkniętym układzie Krakowskiego Przedmieścia”, argumentując odmowę budowy tam pomników ofiar katastrofy smoleńskiej i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Od 1 listopada stołeczny konserwator nie będzie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. W ratuszu zastrzegają jednak, że na budowę pomników zgodę musi wydać również Rada Warszawy, chyba że staną na terenie podlegającym np. Kancelarii Prezydenta w bezpośrednim sąsiedztwie Pałacu Prezydenckiego.

Wojewódzki konserwator: „Jestem otwarty na współpracę”

Od stołecznych urzędników słyszymy też, że w biurze wojewódzkiego konserwatora zabytków pracuje ok. 85 osób, które zajmują się całym Mazowszem. Według nich to za mało na opiekę nad całym regionem i stolicą. W związku z tym postępowania dotyczące pozwoleń na budowę i warunków zabudowy mogą przekroczyć 14- lub 30-dniowe terminy. Skutki mogą być katastrofalne, bo doprowadzi to do tzw. samouzgodnień (domniemana zgoda konserwatora) wszelkich spraw związanych z obiektami ujętymi w gminnej ewidencji bądź położonymi na obszarach ewidencyjnych. W skali miasta to ok. 9,5 tys. obiektów i kilkadziesiąt obszarów, na które wojewódzki konserwator straci wpływ, jeżeli nie dopilnuje terminów. W ratuszu mają obawy, że zaraz po przejęciu obowiązków w biurze wojewódzkiego konserwatora będzie panować chaos. Wtedy masowo uderzą tam inwestorzy, którym już wcześniej w ratuszu odmówiono wydania pozwoleń na budowę.

W marcu prof. Jakub Lewicki, wojewódzki konserwator zabytków, w rozmowie ze „Stołeczną” tak oceniał Michała Krasuckiego: „W przeciwieństwie do mojej poprzedniczki [Barbary Jezierskiej] liczę na współpracę stołecznego konserwatora Michała Krasuckiego. Bardzo go cenię, pamiętam go jako mojego studenta. Radzi sobie znakomicie. Myślę, że będziemy bardzo dobrze współpracować”.

Prof. Lewickiego pytamy, co się zmieniło od tego czasu. – Wypowiedzenie porozumienia to decyzja rządowa. Ja ją mam tylko wykonać. Dołożę wszelkich starań, by przejęcie obowiązków odbyło się w sposób profesjonalny. Otrzymałem zapewnienie o dodatkowym rządowym finansowaniu potrzebnym m.in. na nowe etaty. Pracownikom biura stołecznego konserwatora zabytków zaproponuję przejście na dobrych warunkach do mojego biura.

Czy wypowiedzenie porozumienia może być związane z budową pomników na Krakowskim Przedmieściu? – Nikt na ten temat nie rozmawiał – zapewnia prof. Lewicki. Dodaje, że porozumienia z samorządami dotyczące konserwatorskiej ochrony negatywnie oceniła Najwyższa Izba Kontroli. – Jestem otwarty na współpracę z Michałem Krasuckim. Będę próbował gasić próby konfliktowania nas – mówi prof. Lewicki.

Wojewoda Zdzisław Sipiera ma odnieść się do sprawy w środę na konferencji prasowej. – Dostosujemy organizację urzędu do nowych obowiązków związanych z ochroną zabytków – ogólnie informuje jego rzeczniczka Ewa Filipowicz.

– Prezydent Lech Kaczyński zdecydował się na podpisanie porozumienia, bo zdawał sobie sprawę, z jakim ogromem pracy wiąże się ochrona warszawskich zabytków. Służby wojewody nie dawały sobie z tym rady. Mam nadzieję, że wojewoda z PiS wycofa się z tego wypowiedzenia – kwituje Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy.

MARSZ ONR TO WSTYD I HAŃBA. NIESTETY…

Waldemar Mystkowski pisze o Kownackim.

Kownacki plunął w kanapkę

Amerykanie mają ogromny problem z nami. Wizyta Donalda Trumpa miała poprawić jego wizerunek u swoich rodaków i na Zachodzie, tak wymyśliło zaplecze Partii Konserwatywnej, które ma serdecznie dość „swego” prezydenta. Trump nie rządzi, ale partia.

Nie rozumieją tego obecnie rządzący w Polsce, bo niewiele rozumieją ze świata. W świecie sportu takich partnerów bądź rywali, nazywa się kelnerami.

Zdaje się, że jest gorzej niż tutaj przypuszczam. Oto wyszło kolejne szydło z worka, światło dziennie ujrzał list wiceministra obrony Bartosza Kownackiego do szefa Agencji Współpracy Obronnej DSCA (a także skierowany jest do wiceszefa obrony USA i dyrektorów w Pentagonie) w sprawie zakupu systemu wyrzutni Patriot, o który zabiegamy od wielu lat. Poprzednia ekipa rządowa z ministrem Tomaszem Siemoniakiem niemal zakończyła sukcesem negocjacje, ale przyszedł Antoni Macierewicz i jego zastępcy.

Najpierw zerwany został kontrakt na zakup śmigłowców bojowych Caracale i zdaje się, że podobnie rzecz przedstawia się z Patriotami.

Tak należy wnioskować z listu Kownackiego i jego umiejętności negocjacyjnych (braku umiejętności, typowy kelner). List ten nie ma klauzuli tajności, w tym znaczeniu jest szokiem, został wysłany 12 lipca. Kownacki – wszak za wiedzą Macierewicza – grozi Amerykanom zerwaniem negocjacji, jeżeli ci nie udostępnią technologii, które dopiero powstają, „częściowo wręcz nieistniejące obecnie komponenty” – jak pisze w „Polityce” Marek Świerczyński.

Mało tego Kownacki domaga się przeniesienia produkcji do Polski stacji radiolokacyjnej, które naprowadzają Patrioty. System Patriot to wierchuszka współczesnej technologii militarnej – a ta jest awangardą technologii sensu stricte – niczego nie ma nowocześniejszego.

List Kownackiego jest tak zaporowy, iż w ogóle nie znając się na metodologii negocjacji, laik dojdzie do wniosku, że Jankesom nie pozostanie nic innego niż zerwać negocjacje. Gwałtownie też zerwany został kontrakt z Airbusem na zakup Caracali.

A teraz zestawmy powyższe wnioski z artykułami w niemieckim dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (bodaj gazeta nr 1 na naszym kontynencie), w których piszą o związkach Kownackiego i Macierewicza – niezależnie od Tomasza Piątka – z Rosjanami, to odpowiedź, dlaczego tak się dzieje, sama się nasuwa.

Polska jest rozbrajana, z Wojska Polskiego odchodzą najlepsi generałowie, awansowani są w ekspresowym tempie oficerowie bez doświadczenia, nawet ostatnio okoniem postawił się Andrzej Duda.

Co się dzieje? Macierewicza i jego zastępcę można podejrzewać o najgorsze. Naj-gor-sze – piszę to skandując. A najgorsze w obronności jest tylko jedno. Gdy kończyłem ten felieton na Twitterze Tomasz Siemoniak tak odnosi się do artykułu w Polityce” o liście Kownackiego:

„Tyle zostało z „przełomowych decyzji” o Patriotach przy Trumpie. Macierewicz idzie drogą Kononowicza. Nic nie będzie.”

Czy Macierewicz jest Kononowiczem? Figura to dość łatwa. Ale jeżeli pisze to Siemoniak, polityk bardzo wyważony i daleki od takich degradujących porównań. Czyżby Macierewicz dążył do (i tutaj przypominam słynne powiedzenie Kononowicza): „żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego.

Czy o to chodzi Macierewiczowi? Przypomina mi się w tym miejscu scena kelnerska z filmu „Zaklęte rewiry”. Kelner grany przez Romana Wilhelmiego pluje do kanapki, aby podał ją zamawiającemu klientowi Marek Kondrat. Takie jest kelnerstwo Macierewicza i Kownackiego: plunąć w kanapkę.

BARDZIEJ W TWARZ POWSTAŃCOM NIE DAŁO SIĘ NAPLUĆ…

Tamara Olszewska pisze o Powstaniu Warszawskim.

Łańcuchem wspomnień opleciemy te 63 zakrwawione kartki, by chronić je przed politykami

1 sierpnia 2017 roku o godzinie 17.00 całym kraju zawyją syreny. O godzinie 17.00 zatrzymamy się w zadumie, powróci smutek, ból tych dni sprzed 73 laty. Godzina 17.00 to czas, gdy znowu zapłacze Warszawa. Zapłacze cała Polska…

– Za pięć minut….- spojrzał na niego po jakimś czasie Jerzy i skinął na ludzi. Wziął z katedry swego thompsona. Ruszyli w dziwnej ciszy, ktoś zaśmiał się jakimś gardłowym, nieswoim głosem (…) Szli po schodach instynktownie cicho, bez gadania. Gołąb przeciągał nad studnią podwórza. Był wiatr. (…) – Naprzód – Jerzy był już w bramie. Energiczny ruch ręką, jakby przyspieszony gest siewcy. Posypali się na drugą stronę ulicy, przygięci, jak pod ogniem (…) – Niech żyje Polska – zawołał Malutki – Babciu… – dorzucił po chwili.

1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie.

Dzień Pierwszy.
Na ulicach rozklejono pierwszą odezwę powstańczą: „Polacy! Od dawna oczekiwana godzina wybiła. Oddziały Armii Krajowej walczą z najeźdźcą niemieckim we wszystkich punktach Okręgu Stołecznego”. Siły powstańcze liczyły ok 45 tysięcy. Rozpoczęli walki mając do dyspozycji ok. 2,5 tys. pistoletów, 1475 karabinów, 420 pistoletów maszynowych, 94 ręczne karabiny maszynowe i 20 ciężkich karabinów maszynowych. Walki trwają na Żoliborzu, Woli i w Śródmieściu Północ. Udaje się zdobyć hotel Victoria, gmach Towarzystwa Ubezpieczeniowego Prudential, do niewoli trafia major Max Driske, najwyższy stopniem niemiecki oficer przetrzymywany przez powstańców.
Na wieść o wybuchu powstania Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler powiedział: „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”.

Dzień Piętnasty (1.08 – 15.08)
Walki trwają. Niemcy dokonują egzekucji na ludności cywilnej, bombowce bombardują Warszawę. Ginie Krzysztof Kamil Baczyński. Komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) Icchak Cukierman wydaje odezwę do bojowników żydowskiego ruchu oporu: „Od trzech dni lud Warszawy prowadzi walkę orężną z okupantem niemieckim. Bój ten jest i naszym bojem (…). Przez bój do zwycięstwa do Polski wolnej, niepodległej, silnej i sprawiedliwej”. Załogi polskich i angielskich samolotów dokonują zrzutów broni, amunicji, żywności, leków, które mają pomoc walczącym. W Pruszkowie Niemcy organizują obóz, przez który przejdzie 550 tysięcy cywilów. Niemcy przejmują Wolę, Ochotę, zajmują Stawki, otaczając szczelnie Stare Miasto. Dowództwo powstania przyznaje pierwsze odznaczenia Virtuti Militari za bohaterstwo w walkach.

Dzień Czterdziesty (16.08 – 10.09)
Walki trwają. Niemcy tworzą Grupę „Dirlenwanger”, której żołnierze zasłynęli ze szczególnego okrucieństwa wobec polskich cywilów w czasie tzw. rzezi Woli. Zajmują Zamek Królewski. Oddziały powstańcze z Kampinosu i Żoliborza usiłują się przebić do Starego Miasta. Bilans dwudniowych walk to 400 rannych i zabitych. Sztab Komendy Głównej ewakuuje się kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia. USA i Wielka Brytania podpisują deklarację, na mocy której powstańcom przyznano prawa kombatanckie. Niemcy mordują 300 rannych w szpitalu św. Jana Bożego. Kapitulacja sił powstańczych na Starym Mieście. Zmasowane bombardowania Warszawy. Rozwiązanie grupy powstańczej „Północ”. Pada Powiśle, rozmowy ze stroną niemiecką w sprawie ewakuacji ludności cywilnej.

Dzień Sześćdziesiąty Trzeci ( 11.09 – 3.10)
Walki trwają. Fiasko polsko niemieckich rozmów. Sowieckie zrzuty broni i żywności. Mimo rozpaczliwej sytuacji gen. Bór Komorowski wzywa do dalszego oporu zbrojnego. Stalin wydaje rozkaz włączenia się do walk, LWP walczy o przyczółki. Ostatnie zrzuty zaopatrzenia dla Warszawy. Ewakuacja wojsk powstańczych kanałami. Kapitulacja oddziałów powstańczych na Żoliborzu. W nocy z 2 na 3 października przedstawiciele Komendy Głównej AK płk Kazimierz Iranek-Osmecki „Jarecki” i ppłk Zygmunt Dobrowolski „Zyndram” podpisują „Układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie”. Generał Bór Komorowski mówi: „Walka nasza w stolicy, pod ciosami śmierci i zniszczenia, z takim uporem przez nas prowadzona, wysuwa się na czoło sławnych czynów bojowych żołnierza polskiego, podczas tej wojny dokonywanych… Dokumentujemy nią moc naszego ducha i naszego umiłowania wolności. Jakkolwiek nie udało się nam uzyskać militarnego nad wrogiem zwycięstwa, bo ogólny rozwój wypadków wojennych na naszych ziemiach nie ukształtował się w ciągu tych dwóch miesięcy walki dla nas pomyślnie, to jednak te dwa miesiące boju o każdą piędź ziemi, ulicy, muru Warszawy dokonały swego zadania politycznego i ideowego… Postanowiłem dalszą walkę przerwać. Wszystkim żołnierzom dziękuję”. Prezydent Raczkiewicz zarządza dwutygodniową żałobę w Polskich Siłach Zbrojnych.

Norman Davis, historyk, napisał: „decyzja rozpoczęcia powstania warszawskiego jest w oczach Polaków najtragiczniejszym błędem w polskiej historii najnowszej(…) Historyk ocenia wszystko przez pryzmat skutków, dlatego bilans powstania jest jednoznaczny – przez sześćdziesiąt trzy dni zginęło 225 tys. cywilów i 25 tys. żołnierzy AK. Liczby te są bardzo szacunkowe i różnią się między sobą, w zależności od danych lat i danych historyków (a co za tym idzie – źródeł). Wiele tych, którzy nie zostali zabici przewieziono do obozów, wielu z nich los w ogóle nie był znany. Podczas trwania powstania ginęły kobiety, dzieci i młodzi, którzy dość szybko się zorientowali, że powstanie nie ma najmniejszych szans, ale kontynuowali beznadziejną walkę.(…) Dwa miesiące trwała masakra – hitlerowcy z mieszkańców robili żywe tarcze, podpalano szpitale wraz z pacjentami i dokonywano masowych egzekucji”.

Nie chcę odnosić się dzisiaj do dyskusji nad sensem powstania. Nie chcę słuchać tych wszystkich „mądrych”, którzy będą analizować, zagłębiać, roztrząsać na wszystkie strony, kłócić się.
Teraz to czas na wsłuchanie się w siebie, by móc dotknąć tego chłopczyka, który zginął od zbłąkanej kuli, pochylić się nad sanitariuszką, której błękitne oczy, piękne, szeroko otwarte próbowały zrozumieć, dlaczego. Teraz to czas, by towarzyszyć powstańcom w ich ostatniej walce, z częścią z nich przejść kanałami, ze zgrozą obserwować egzekucje kobiet, dzieci, starców.

Nie chcę słów, które już rok temu poraziły mnie butą obecnej władzy: „Przywołuję wszystkich, którzy przez dziesiątki powojennych lat nie szczędzili wysiłku, by pamięć o powstańczym zrywie nie uległa zatarciu. Upokarzani i represjonowani przez siły zmierzające do wykorzenienia tradycji niepodległościowej nie wahali się utrwalać ją i przekazywać kolejnym pokoleniom. przywołuję prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego oraz Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK – współinicjatorów wielu akcji upamiętniających w kraju i na emigracji niepodległościowy wysiłek AK. Przywołuję prezydenta miasta stołecznego, później prezydenta RP, zwierzchnika sił zbrojnych, Lecha Kaczyńskiego, który stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego – wiekopomny znak pamięci i edukacji o powstaniu. Wraz z żołnierzami powstania gen. Stanisławem Komornickim ps. „Nałęcz” oraz płk Zbigniewem Dębskim ps. „Prawdzic” zginęli na służbie Ojczyzny w katastrofie smoleńskiej, a ich dzieło na zawsze stanowić będzie hołd dla bohaterstwa powstańców Warszawskich”.

1 sierpnia Warszawa zapłacze. Zapłacze cała Polska. Łańcuchem wspomnień opleciemy te 63 zakrwawione kartki, by chronić je przed politykami, ich gierkami i spekulacjami.

MY pamiętamy w milczeniu, pochylając nisko głowy, obecna władza udaje, że czci, składa hołd, gdy tak naprawdę zaspokaja swoje nadmuchane ego.
My zapalimy świeczkę, władza odegra teatrzyk z ofiarami katastrofy smoleńskiej w roli głównej.

Ta władza kiedyś odejdzie, pozostaniemy MY i pozostanie prawda o bohaterach, tych prawdziwych, nie wykreowanych dla dobra pisowskiej polityki. O Powstańcach Warszawskich, dla których godność, honor, patriotyzm nie były zlepkiem sloganów.

NAJLEPSZE PODSUMOWANIE DNIA!!!

CZY BĘDZIE REKORD FREKWENCJI? MŁODZIEŻ WALI NA WOODSTOCK ZE WSZYSTKICH STRON. TO BĘDZIE NAJPIĘKNIEJSZY FESTIWAL NA ŚWIECIE

SZOK!!!! CZY BĘDĄ GO WRĘCZAĆ POWSTAŃCOM????

>>>

PRZESŁANIE PREZESA NA DZIŚ, JUTRO I NA ZAWSZE. On się nigdy nie zmieni…

Polszczyzna Kaczyńskiego na Kongresie PiS. Ot, soviet.

Tamara Olszewska na portalu koduj24.pl pisze o bojówkach PiS.

Młodzież Wszechpolska – duma PiS

Maszerują chłopcy, maszerują… Polskę nienawiści nam zbudują.

Młodzież Wszechpolska rośnie w siłę. Ani się człowiek obejrzał, a z niewiele znaczącej grupki „myślących inaczej” nagle objawiła się spora, brunatna siła i jakoś tak ich coraz więcej. Rozmnażają się przez pączkowanie, czy co? Kiedyś można było popatrzeć na nich z politowaniem, nawet z dobrotliwym uśmieszkiem, bo co te dzieciaki mogą? Wyrosną, dojrzeją i zapomną o błędach młodości. Jeszcze nie tak dawno przemykali gdzieś boczkiem, a ich marszowy krok dudnił bardzo niepewnie i bez przekonania. Ciężko im było, bo spotykali się gdzieś tam w ukryciu, społeczeństwo patrzyło krzywym okiem, ale wreszcie los uśmiechnął się do nich. Znalazł się mały człowieczek, który spojrzał na nich przychylnym okiem, łapki wyciągnął, by pogłaskać po główce, utulić w żalu. No i się zaczęło…

„Młodzież Wszechpolska jest ideowym spadkobiercą najlepszych tradycji Obozu Narodowego, przede wszystkim myśli politycznej Romana Dmowskiego oraz innych twórców idei narodowej. Uznajemy, że naród jest najważniejszą wartością doczesną. Pierwsza po Bogu służba należy się własnemu narodowi”.

Poseł K. i spółka czule ich wspierają, są pełni życzliwości i wyrozumiali na maksa. To nic, że jakiś wyrośnięty chłoptyś w glanach przywali komuś, kto ma zdecydowanie „niepolski” wygląd. To nic, że opluje i obrazi dzieciaki emigrantów z Berlina, które przyjechały do Polski na wycieczkę. To nic, że młodziaki z wytatuowanym symbolem Polski Walczącej atakują koderów, jak ostatnio, w Radomiu. To nic, że niszczą pamięć bohaterów, jak np. ostatnio na uroczystych obchodach Poznańskiego Czerwca, paląc race, gwiżdżąc, obrażając każdego, dla kogo ta pamięć tak ważna. To nieistotne. Politycy PiS ich rozumieją i dają swoje wsparcie, tak jak ostatnio gwiazdka Mazurek, która nie widzi nic złego w ataku MW w Radomiu czy Daniel Pieczychlebek, dowódca jednej z jednostek strzeleckich, działającej pod patronatem MON, cały szczęśliwy, że dokopano uczestnikom wycieczki szkolnej z Berlina. PiSiątkom wydaje się, że Młodzież Wszechpolska to taka ich III kolumna, zaraz po obronie terytorialnej Macierewicza i policji w wersji Błaszczaka. Nie zdają sobie sprawy, że wypuścili potwora, który nie zamierza się nikomu podporządkować i przyjdzie czas, gdy to oni znajdą się na celowniku„dzielnych” chłopców i dziewcząt.

„Młodzież Wszechpolska zamierza dokonać odnowy moralnej i narodowej młodego pokolenia, wypowiadając wojnę doktrynom głoszącym samowolę, liberalizm, tolerancjonizm i relatywizm. Pragniemy wyprzeć z życia narodu podłość, fałsz i brud”.

Młodzież Wszechpolska zdobywa kolejne przyczółki, a wszystko dzięki wielkiemu wsparciu Polskiej Instytucji Kościelnej. Od dobrych dwóch lat duchowni nie ukrywają, że patrzą z radością na swoje „dzieciaczki” z butnie wyprężoną piersią, wyprostowana rękę w stylu „heil Hitler”. Toż to siła i nadzieja ich kościoła. Kościoła zamkniętego na drugiego człowieka, pełnego hipokryzji, zakłamania, wielu fobii i nienawiści. MW godnie jest przyjmowana przez hierarchów PIK, organizowane są dla niej msze, gorące powitania na Jasnej Górze. 23 maja 2016 roku zaprosił ich do siebie kardynał Dziwisz. Ponoć było bardzo miło, przyjemnie, a kardynał życzył im wszystkiego dobrego, a nawet pobłogosławił w przyszłej pracy. No i bomba. Mając takie wsparcie z „góry” Młodzież Wszechpolska rozwinęła skrzydła. A to spalili kukłę Angeli Merkel, a to kukłę jakiegoś tam Żyda. Z coraz większym zacięciem i coraz tłumniej maszerują w obronie polskiej Polski, atakują każdego, kto wygląda choć trochę nie tak jak typowy Polak i jacyż są z siebie dumni. Ich marszowy krok dudni coraz donośniej. Idą, niosąc ze sobą tony sloganów o prawdziwym patriotyzmie, kultywując to wszystko, co zupełnie się nie mieści w uniwersalnym systemie etycznym. Ale co tam! Im wolno, bo Bóg ”tego chce”, bo tak im wmawia PIK, bo oni wiedzą lepiej, co dla polskiego narodu dobre.

„Środkami naszej działalności czynimy pracę formacyjną w duchu narodowym i katolickim, aktywną i szeroko prowadzoną walkę z zagrożeniami narodu i Kościoła, a także żywe uczestnictwo w życiu politycznym i społecznym”.

Jeszcze do niedawna wielkim duchem Młodzieży Wszechpolskiej był Jacek Międlar. Fajnie było mieć w swoich szeregach kogoś w sutannie, co to szedł na czele każdego pochodu, wygłaszał płomienne mowy, organizował msze i był takim wspaniałym łącznikiem między Młodzieżą a Bogiem. Sytuacja chyba nieco się zmieniła, gdy Międlar wreszcie wyszedł z kościoła. Plotka głosi, że była to jego samodzielna decyzja, bo jednak przełożeni usiłowali go zatrzymać. No nic, Międlar przestał być księdzem i teraz chłopina ciężko pracuje, by znowu być taki ważnym, taki niezastąpionym dla swoich. Kilka dni temu znowu został zatrzymany na lotnisku w Wielkiej Brytanii. Władze tego kraju uznały, że takiego oszołoma nie chcą u siebie, nawet gdy wpada tylko na kilka godzin. No cóż, antymuzułmańska manifestacja organizacji Britain First w Birmingham odbyła się bez jego udziału, za to wrócił sobie pan Jacek w glorii do Polski i może uda mu się odzyskać status gwiazdy Młodzieży Wszechpolskiej. Międlar nie próżnuje. Produkcja na Twitterze kwitnie, założył też portal wPrawo.pl, gdzie rozwija skrzydła nacjonalisty i miłośnika fobii wszelakich. Wiem jedno, ależ ten Pan Bóg musi ręce załamywać, że ktoś taki wyciera sobie nim usta. Tylko współczuć Bogu takiego wyznawcy.

„Naszą wspólną pracą dążymy do zbudowania katolickiego państwa narodu polskiego, państwa stanowiącego filar europejskiej cywilizacji łacińskiej”. *

Młodzież Wszechpolska już jest symbolem pisowskiej Polski. Młodzi, tacy piękni i zadbani w swej polskości. Biorą z historii, życia, norm etycznych tylko to, co uda się przerobić na własną, nacjonalistyczną papkę. Rozśpiewani, głośni, przekonani, że są siłą narodu, jedyną polską prawdą. Są wielcy, są wspaniali, są dumą pisowszczyzny i Polskiej Instytucji Kościelnej. Dla mnie są zagrożeniem wolnej myśli, państwa otwartego na każdą inność. Są zaprzeczeniem wszystkiego, co stanowi uniwersalną, ponadczasową wartość człowieka. Mam nadzieję, że już niebawem PiS i PIK na własnej skórze poznają skutki działań ich ukochanej Młodzieży. Życzę im tego z całego serca.

Tamara Olszewska

wyróżnione kursywą cytaty to deklaracja ideowa Młodzieży Wszechpolskiej.

TYLKO W POLSCE ZA NAJWIĘKSZĄ AFERĘ W HISTORII TRAFIA SIĘ Z IMMUNITETEM NA FOTEL SENATORA

Waldemar Mystkowski pisze o Trumpie w kontekście PiS.

Trump, czy Tramp, a może Trampek

Wizyta prezydenta USA w Polsce jest wielce tajemnicza. Proszę zauważyć, iż nie wymieniam imienia i nazwiska, zaraz wytłumaczę dlaczego. Wizyta ta nie jest żadną zasługą Witolda Waszczykowskiego, bo ten może co najwyżej odnieść „sukces” dyplomatyczny 1:27, ani innego specjalisty z Kancelarii Prezydenta, Krzysztofa Szczerskiego, który jest jeszcze innym ewenementem. Kiedyś dwa minięcia się na korytarzach ONZ Andrzeja Dudy i Baracka Obamy oraz jedno ich skrzyżowanie spojrzeń, nazwał trzema spotkaniami na najwyższym szczeblu.

Trump w coś gra – jest to materiał na duży analityczny esej – i Polska jest li tylko narzędziem. Trump gra na niekorzyść świata zachodniego i możliwe, że podczas wizyty w Warszawie jakiś element tego zostanie odsłonięty. Zwraca niecodzienność protokołu wizyty Trumpa – otóż gospodarzem przemówienia Trumpa na placu Krasińskich jest strona amerykańska. I nie chodzi o bezpieczeństwo prezydenta.

Ale zaproszenia polityków na przemówienie i spotkanie z Donaldem Trumpem są także w gestii Kancelarii Prezydenta i kancelarii Sejmu. Ponoć kancelaria Dudy nie zaprosiła nawet Grzegorza Schetyny, wszak lidera największej partii opozycyjnej. Schetyna nazwał to „afrykańskimi zwyczajami”. Trochę się obruszam na takie porównanie, bo nazwałbym to pisowskim apartheidem. Schetyna dostanie zaproszenia z ambasady amerykańskiej. To pominięcie świadczy, jakiego pokroju jest Duda, to istny Adrian.

Schetyna przypomina, jakie były obyczaje, gdy prezydentem był Bronisław Komorowski, a przyjeżdżał do nas Barack Obama: – „Pamiętam zaproszonych marszałków i posłów z PiS. Wtedy wszystko było normalnie. Dzisiaj normalnie nie jest”.

Jeden szczegół z pierwszej wizyty Obamy wbił mi się do głowy – jak to prezes Kaczyński wręczył prezydentowi Obamie list, który dotyczył katastrofy smoleńskiej. Wówczas to znajdowaliśmy się na początku choroby smoleńskiej, która dzisiaj ma postać zarazy.

A teraz wyjaśniam początkowe niewymienienie nazwiska Donalda Trumpa. Kancelaria Sejmu wysłała do posłów – w tym do posła PO Tomasza Cimoszewicza – zaproszenia na przemówienie jakiegoś „Trampa”. Nie dziwię się Cimoszewiczowi, iż napisał na Twitterze: „Dziękuję, nie skorzystam”. Bo przecież nie zna Trampa.

Znając ogromny ładunek sympatii pisowskiej akurat do tego prezydenta USA, dziwię się, że nie zdrabniają jego nazwiska, jak do kochanki Filon mówi – kochaneczko, tak do „Trampa” pisowcy czują miętę przez rumianek i jest dla nich kochanym Trampkiem.

PiS sam w sobie jest groteską, ich wypowiedzi nie trzeba przetwarzać ani pisać persyflażem, wystarczy cytować. Taka dotknęła ich dyslekcja.

ZAPEWNE ZNAJDĄ NALEŻNE IM MIEJSCE W NOWYCH PODRĘCZNIKACH HISTORII. JUŻ OD WRZEŚNIA…

>>>

Nie wiemy czy to demencja starcza, czy znacznie gorzej?…

Publicystka z portalu Koduj24.pl Tamara Olszewska pisze o ideologii PiS.

Lista „jedynie słusznych dokonań”partii rządzącej jest coraz bardziej „imponująca”.

Największym sukcesem PiS-u jest to, że w ogóle udało się tej partii wygrać wybory. Okazało się, że populizm, wbijanie Polaków w poczucie wiecznego zagrożenia wrogiem zewnętrznym oraz wewnętrznym wystarczyło, by przekonać nawet tych nieprzekonanych. Lekcja ze znajomości psychologii przeciętnego Polaka została odrobiona na piątkę. Jednak to za mało. Po dojściu do władzy PiS musi na każdym kroku udowodniać, że tylko oni są panami sukcesu Polski. Do tej pory władza należała do jakiegoś chłamu i dopiero teraz jest tak, jak powinno być. Stąd też „sukcesy” walą drzwiami i oknami, a nam włos się jeży z szoku i niedowierzania.

Szczyt NATO w Warszawie został odtrąbiony sukcesem wszechczasów. O ranyyy, ależ szczęście! Właśnie teraz, za rządów nieRządu, za prezydentury prezydenta części Polaków. Politycy PiS łkali ze wzruszenia i radości, a naród miał psi obowiązek uwierzyć, że to właśnie zasługa nowej władzy, bo Polska wstała z kolan i wreszcie, wreszcie zajmuje odpowiednią pozycję na arenie międzynarodowej. Jakoś tylko nikomu nie wpadło do głowy, że przygotowanie imprezy na taką skalę wymaga wielu miesięcy pracy. Decyzja o organizacji szczytu w Warszawie zapadła w maju 2015 roku i była ona efektem usilnych starań, zabiegów, rozmów polskiego rządu i polskiego prezydenta. Szybko wzięto się do roboty. Określono termin szczytu, opracowano scenariusz, zakreślono ramy organizacyjne. Hm…i nie działo się to za rządów nieRządu, i nie była to zasługa Dudy. Prawdę mówiąc, to nowa władza sobie przyszła i wzięła gotowca do łapy, realizując z niego punkt po punkcie. No, ale nie bądźmy wredni. Poradzili sobie z realizacją programu PO i chwała im za to. A że pominęli faktycznych autorów tego sukcesu to już drobiazg. Nie warto sobie tym zawracać głowy.

Światowe Dni Młodzieży – impreza najwyższej wagi i troski pisowskiej władzy. Nigdy wcześniej impreza ta nie była tak powszechna, tak huczna, tak bogata programowo. Fakt – nigdzie też nie była tak bardzo wspomagana przez państwo. Impreza o charakterze kościelnym, ale całą śmietankę z niej postanowiła spić władza i słusznie. Koordynacja działań, przepływ pieniędzy, zaangażowanie osobiste, praca nad każdym szczegółem… wszystko to pokazało mi sukces jednej istotnej idei, w której zupełnie zatarła się granica między państwem a Kościołem. Owszem, wpadł ze swoim przesłaniem papież Franciszek, ale warto było szybko o tym zapomnieć. Owszem, odwiedziło nas ok. 3 mln młodych ludzi, ale i tak najważniejsza była czujność Błaszczaka, który z satysfakcją dorwał jakiś dwóch o śniadej cerze i przez ponad tydzień żądał czołobitności od narodu za walkę z terroryzmem… dopóki nie okazało się to wielką pomyłką. Wielki sukces Kościoła okazał się więc sukcesem nieRządu, który bez skrupułów podpisał się pod imprezą, uznając ją najważniejszym osiągnięciem Polski od 966 roku, czyli chrztu.

Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej to już klasyka próby przekucia porażki w sukces. To nic, że tylko Polska stanęła okoniem. To nic, że nawet wielki przyjaciel posła K., szanowny Orban, zdradził pisowski interes. Ważne, że pani Szydło nie rozczarowała, nie zawiodła pokładanych w niej nadziei. Stanęła ta drobna, polska kobieta przeciwko lampartom dyplomacji europejskiej, podniosła dumnie główkę, zacisnęła piąstkę na broszce i wydukała z siebie sprzeciw. Ona jedna, ich tylu, ale nie ugięła się, dała radę, pokazała, że choćby cały świat wciskał nas w ziemię, to pisowska Polska i tak wstaje z kolan. Po powrocie czekał na nią wzruszony poseł K., koledzy z nieRządu, a tłumy wiernych wiwatowały z radości, bo świat zobaczył prawdziwą Polskę, taka pisowską, taka wielką, taką polską…

Przed nami przyjazd prezydenta USA Donalda Trumpa, który tak przy okazji, jadąc na szczyt G-20, wpadnie i do nas. Ja nie wiem, jak taki sukces przeżyją politycy PiS. Tym bardziej, że ponoć udało się przekonać Trumpa, by w swoim przemówieniu do narodu polskiego oficjalnie stanął po stronie pisowskiej „dobrej zmiany”. Tak twierdzi znany polityk PiS, ale ciiiiii… bo zapeszymy. Oczywiście, wszyscy liczą, że spotka się on z naszym posłem K., bo przecież musi mieć świadomość, kto w Polsce gra pierwsze skrzypce. Jeśli przewidywania się sprawdzą, PiS oszaleje ze szczęścia. Jeśli jednak nie, to i tak wmówią narodowi, że to wielki sukces. Nie ma się więc czym podniecać. Będzie jak powie poseł K. i tyle w temacie.

Poza tak wielkimi sukcesami, PiS może się pochwalić i nieco mniejszymi. Sami powiedzcie, czyż to nie wspaniałe, że Wielka Brytania skorzystała z pomocy naszych świetnie wyszkolonych policjantów, którzy polecieli na Wyspy, by nauczyć służby porządkowe, jak się chroni swoich przed atakami autochtonów. Wystarczyło wysłać trzech, a już policja brytyjska padła na kolana z wrażenia. To znaczy, tak mi się wydaje, bo jakoś nigdzie o tym nie napisano. Nie dotarły do mnie żadne słowa dziękczynne, żadne słowa szacunku, które pokazałyby, jak bardzo policja brytyjska jest wdzięczna naszym za pomoc. Jak bardzo jej umiejętności wzrosły. No, ale to Brytyjczycy. Oni nie potrafią docenić nikogo, kto uczy ich czegoś sensownego.

Czyż rozdmuchanie takiej antyimigranckiej histerii narodowej nie jest też sukcesem? Coś takiego nie udało się dotąd nikomu. Uchodźcy stali się kartą przetargową, która powoduje, że słupki sondażowe posła K. i spółki rosną. Pisowski naród, który uwielbia, by trzymać go na smyczy strachu i poczucia zagrożenia, wpatruje się z miłością i oddaniem w swój nieRząd, merdając ogonkiem z wdzięczności za ochronę przed śniadolicym gościem w turbanie, który o niczym innym nie marzy, jak dopaść polską kobietę czy rzucić sobie u nas jakąś bombkę. Ten sukces podkreśliła pani Szydło w Auschwitz podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych, jeszcze raz podkreślając, że „należy uczynić wszystko, aby uchronić swoich obywateli”… wiadomo… przed uchodźcami, więc znowu tłum w euforii, pozostała część narodu w szoku.

Sukcesem pisowskiego panowania jest ten piękny podział narodu na lepszy sort i gorszy, powstanie obrony terytorialnej, która może być wykorzystywana do ewentualnych rozruchów społecznych, usankcjonowanie narodowców i ich ideologii, demolka najważniejszych zasad demokracji, powrót do czasów mrocznego PRL, wprowadzenie cenzury. Sukcesem jest retoryka nienawiści, narastająca agresja… i co można jeszcze powiedzieć? Pochwalić się nie da. Mogę tylko zwrócić się do Sił Wyższych z prośbą, by uchronili nas od kolejnych sukcesów PiS-u, bo to grozi ciężkim uszkodzeniem psychiki. Puk, puk… ktoś tam, na „Górze” mnie słyszy?

PROKURATOR W PRL, CZŁONEK PZPR, KTÓRY OSKARŻAŁ DZIAŁACZY „SOLIDARNOŚCI”… BRAK SŁÓW

Dwa teksty Waldemar Mystkowskiego.

Czy Kaczyński zejdzie do katakumb?

Kardynał Kazimierz Nycz nie dał odpowiedzi na pytanie, czy miesięcznice smoleńskie są uroczystościami religijnymi, ale dał niejako częściową odpowiedź, że jako najwyższy hierarcha nic nie wie, aby Archidiecezja Warszawska była zaangażowana organizacyjnie podczas przemarszu Jarosława Kaczyńskiego ze swoim ludem smoleńskim.

Literaturoznawca z PAN prof. Jacek Leociak zwrócił się z pytaniem do rzeczywistego eksperta, jakim jest kard. Kazimierz Nycz czy miesięcznice są wpisane do kalendarza liturgicznego.

„Uprzejmie informuję, że nie jesteśmy kompetentni, by odpowiedzieć na Pana pytanie, ponieważ Archidiecezja Warszawska ani żadna z jej instytucji i parafii nie była i nie jest organizatorem marszu” – w imieniu kardynała odpowiada jego rzecznik.

Jak pamiętamy podczas ostatniego blokowania miesięcznicy przez Obywateli RP i nie tylko (bo KOD także) policja zarzucała kontrmanifestującym „złośliwe przeszkadzanie w wykonywaniu aktu religijnego”. Tak mógł się poczuć zwierzchnik policji Mariusz Błaszczak, który przyznał się, iż szedł za prezesem z różańcem w rękach.

Znaczy się, kard. Nycz powiedział tylko, że Kościół katolicki nie ma niczego wspólnego z przemarszem Kaczyńskiego i jego mową nienawiści. A zatem prezesowi PiS pozostaje tylko zarejestrować swój kościół, Błaszczak już przecież ma różaniec.

Nie powinno być problemu z rejestracją kościoła smoleńskiego, bo to leży w gestii ministerstwa spraw wewnętrznych. Wystarczy metafizyczna idea i 20 wiernych. Boga swego mają, kapłanów też. Błaszczak nie musiałby wydawać prywatnego grosza na różańce, zakupów dewocjonaliów z budżetu ministerstwa – zamiast pał – mógłby dokonać w hurtowni z rabatem.

Acz to mogłoby spowodować kontrposunięcie Obywateli RP i powołanie kontrkościoła. Ja także coraz bardziej jestem zdegustowany polskim Kościołem katolickim, czuje się porzucony, mógłby zapisać się do kontrkościoła jako kontrowieczka, wszak potrafię beczeć.

Obawiam się, że Kaczyński aby uwiarygodnić swój kościół smoleński, musiałby zejść – jak pierwsi chrześcijanie – do katakumb.

„Abp Głódź straszy demonami postępu i nowoczesności. Sam reprezentuje ciemnotę i zacofanie”

IPN dla PiS jak mauzoleum Lenina

Stefan Niesiołowski pokazał IPN gest Kozakiewicza. I nie dziwota, bo ta instytucja skompromitowała się, jak Moskwa organizująca igrzyska. Instytut Pamięci Narodowego miał odkłamywać historię czasów PRL-u, niepostrzeżenie sam zaczął tworzyć kłamstwa.

Po odejściu PiS od władzy może być tak, iż powstanie chęć odkłamywania kłamstw IPN. Ta instytucja jest typowo polska. Za co byśmy się nie wzięli, spaprzemy. Nie potrafimy myśleć instytucjonalnie, może dlatego, że do tego rodzaju synekur pchają się ludzie pokroju Macierewicza, raczej niezbyt zdrowi emocjonalnie i intelektualnie niepredysponowani.

IPN zaczął chodzić na pasku polityków, więc wszedłszy w potakujące stado musi beczeć, jak im pasterze polityczni nakazują. Ot, cała tajemnica IPN, który nadaje się tylko do likwidacji. Sam kiedyś z nim współpracowałem. Na początku miało to sens, aby wyrównać rachunki historyczne, lecz te zamieniły się w rachunki polityczne.

Nie wiedziałem, że IPN oprócz badania historii i pewnych prerogatyw prokuratorskich ma też godnościowe – może przyznać odznaczenia. Właśnie chcieli przypiąć do klaty Niesiołowskiego Krzyż Wolności i Solidarności, a ten – jak Kozakiewicz – pokazał im wała, Moskwa PiS nie będzie gmerać mu przy piersiach. I słusznie! Przecież te same ręce mogły pisać takie same bzdury, jakie wypowiadają skalane kłamstwem usta Kaczyńskiego i Macierewicza.

Niesiołowski napisał: „Oświadczam, że IPN nie ma moralnego prawa przyznawać ludziom walczącym o niepodległą i demokratyczną Polskę żadnych odznaczeń”. I dalej: „IPN działa jako pisowskie narzędzie na rzecz wprowadzenia w Polsce dyktatury likwidacji demokracji i państwa prawa, uczestniczy też w procesie zakłamywania historii i szkalowania ludzi zasłużonych dla Wolnej Polski. Z w/w powodów żadnego „krzyża” od IPN nie przyjmuję”.

Nie przeceniałbym IPN jako instytucji, która ma i będzie miała „zasługi” we wprowadzaniu dyktatury, raczej porównałbym ją do urządzenia, które służy załatwianiu nieczystych potrzeb politycznych, a takie miejsce kolokwialnie wiadomo, jak się nazywa.

Niestety, IPN dla PIS spełnia funkcję mauzoleum Lenina, więc trzymam sztamę z Niesiołowskim, bo sam też mam IPN-owski status poszkodowanego, acz nie podpalałem muzeum Lenina w Poroninie.

SZOK !!! Tak zabłysnął w swoich komentarzach aktualny Dyrektor Biura Poselskiego Ruchu Kukiz’15 Dariusz Pitaś.

>>>

TO NIE JEST ŻART!!! Warto poznać tę historię.

CIEKAWE, CO ONI WSZYSCY PRZEŻYLI W DZIECIŃSTWIE, ŻE TERAZ Z UPOREM MANIAKÓW ROBIĄ TAKI CYRK?

Posłom PiS należy wytaczać procesy. Tak jak mecenas Andrzej Tarnawski, z ktorym na portalu Koduj24.pl rozmawia Tamara Olszewska.

Poseł PiS zapłaci za swoją butę, kłamstwo i prostactwo – mówi Andrzej Tarnawski w rozmowie z Tamarą Olszewską.

Jak długo można znosić lekceważący stosunek polityków PiS do każdego, kto krytykuje ich władanie Polską? Jak długo można milczeć, gdy padają słowa pełne kłamstw, dzielące Polaków na dobrych i tych, którzy prawdziwymi Polakami nie są? Musi wreszcie przyjść ten moment, gdy trzeba powiedzieć dosyć. Musi też pojawić się człowiek, który ma odwagę i determinację, by zawalczyć o szacunek i dobre imię tysięcy, których szkaluje się, obraża, piętnuje. Tym człowiekiem okazał się mecenas Andrzej Tarnawski, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tamara Olszewska – Pozwał Pan do sądu posła PiS-u. Jak to się zaczęło, jak narastał Pański gniew?

Andrzej Tarnawski: – Po objęciu władzy przez PiS rozpoczęła się demolka systemu ustrojowego i prawnego Polski. To państwo, w którym wreszcie można było żyć, które zostało wywalczone przez nas, nagle zaczęło być demolowane przez władze, której jedynym celem stała się droga do autorytaryzmu w najciemniejszych barwach. Najpierw poczułem zaskoczenie i niedowierzanie. Potem, gdy absolwent mojej uczelni, nauczyciel akademicki, pan Duda, złamał prawo, stosując akt łaski, by uwolnić sąd od niepotrzebnego, jego zdaniem, procesu, załamałem się. Jednocześnie poczułem, że to znowu ten czas, gdy nie można stać z boku. To mój obowiązek. Mój i każdego, komu nie obca jest troska o dobro publiczne, a sprawy państwa w szczególności. Dalsza eskalacja bezprawnych pociągnięć obozu rządzącego koncentrująca się wokół działania Trybunału Konstytucyjnego w połączeniu ze ślamazarną i często nieprofesjonalną reakcją części opozycji sejmowej upewniła mnie w przekonaniu, że trzeba zjednoczyć siły, żeby „Polska była Polską”. Stąd ja w KOD-zie, ruchu obywatelskim, który przyciągnął każdego, nie zgadzającego się na działania obecnej władzy.

– Co takiego konkretnego się stało, że złożył Pan pozew o zniesławienie przeciwko posłowi Jackowi Żalkowi, wiceprzewodniczącemu klubu parlamentarnego PiS?

– 27 lutego 2016 roku KOD zorganizował ogólnopolski marsz pod hasłem „My naród”. Przez ulice Warszawy przeszło ponad 80 tysięcy ludzi. Pokazaliśmy, że nie ma naszej zgody na bezprawie tej niby sprawiedliwej i praworządnej partii. Wydawało nam się, że nasz głos sprzeciwu stanie się słyszalny, może wart uwagi, a jednak nie. Oburzona władza rozpoczęła atak na uczestników marszu, a słowa pana Żalka dotknęły mnie najbardziej. Na początku marca na antenie TVN 24, komentując bieżące wydarzenia, oświadczył m.in. – „Jeśli to jest naród, to rozumiem, że jest to naród, który miał krępującą przeszłość w SB i UB, ale to nie jest naród polski”, a potem jeszcze –„Ludzie maszerujący w ramach hucpy KOD mają krępującą przeszłość w Urzędzie Bezpieczeństwa i Służbie Bezpieczeństwa, a wiec zakrwawionych w krwi polskiej organach sowieckiej dyktatury”. Odchorowałem te słowa. Skoczyło mi ciśnienie, co przy moim stanie zdrowia jest bardzo niebezpieczne, a potem powiedziałem sobie, że koniec z tym. Nie odpuszczę. Zapłaci ten młody człowiek za swoją butę, kłamstwo, prostactwo. Nie odpuszczę!

– Politycy PiS od dawna nie przebierają w słowach. Obrażają również tych, którzy mają wyjątkowo piękną kartę opozycyjną. Pańska historia zaczęła się w marcu 49 lat temu.

– 14 marca 1968 na Placu Wolności w Katowicach „stałem tam, gdzie ZOMO”, czego efektem było ciężkie pobicie, tygodniowy pobyt w szpitalu i parotygodniowa niezdolność do pracy. W roku następnym miałem okazję wygłosić swe pierwsze w życiu przemówienie obrończe. We własnej sprawie. Zarzucono mi działanie na szkodę PRL, polegające na kontestacji „bratniej pomocy” udzielonej naszym południowym sąsiadom w sierpniu 1968. W okresie Wielkiej Solidarności aktywnie wspomagałem swoją radą struktury Solidarności i Solidarności Wiejskiej (rozmowy z delegacjami rządowymi w Ustrzykach Dolnych czy w Nowym Sączu), zaś po wprowadzeniu stanu wojennego byłem jednym z kilku etatowych obrońców w sprawach politycznych i pełnomocnikiem członków Solidarności czy KPN w sprawach cywilnych czy przed sądami pracy. W domu moim i sąsiednim, mej siostry Ewy Tarnawskiej–Wiejacha, przechowywali się miesiącami działacze Solidarności, którzy uciekli z miejsc internowania lub udało im się uniknąć aresztowania. Domy te służyły także jako dziuple drukarskie, z których wychodziły w nielegalny obieg „Kurierek Bocheński”, „Montinowiec” i parę innych tytułów, których już nie pamiętam, zaś mój syn – wówczas licealista – założył pisemko dla młodzieży szkół średnich „Nasz Głos”, które redagował i drukował w naszym mieszkaniu. Korzystając ze względnej swobody przemieszczania się po Polsce, podejmowałem się także zleceń o charakterze kurierskim. W tym charakterze odwiedziłem np. dwukrotnie we Wrocławiu ukrywającego się Kornela Morawieckiego – aktualnego parlamentarzystę.

W uznaniu mej postawy na przestrzeni kilkudziesięciu lat odznaczony zostałem w roku 1988 medalem „Plus Ultra” „za wytrwałość w pracy o ideały Solidarności” (Niezależna Oficyna Wydawnicza), w roku 2014 medalem „Dziękujemy za wolność” (Solidarność Nowa Huta) oraz w roku 2015 Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta. Nic więc dziwnego, iż sugestie potwarcy kierowane pod adresem środowiska, z którym się utożsamiam i w którym nie znam nikogo, kto odpowiadałby odrażającym kalumniom serwowanym przez pozwanego – musiałem odebrać jako policzek.

– Na co Pan liczy?

– Chcę pokazać, że politycy nie mogą czuć się bezkarni. Tak jak każdy, muszą brać na siebie odpowiedzialność za każde kłamstwo, oszczerstwo. Jestem obywatelem tego kraju, wciąż mam swoje prawa i nie pozwolę, by niedouczony młokos obrażał mnie i moich kolegów. W szeregach KOD-u są opozycjoniści z czasów PRL. Ludzie w tamtych czasach prześladowani, wielokrotnie aresztowani, pozbawiani środków do życia. W szeregach KOD-u są ludzie, którzy mają wysoko rozwiniętą świadomość obywatelską, dla których demokracja to podstawa bezpiecznego i przyjaznego narodowi państwa. Jak można ustawiać nas po stronie byłych oprawców, jak można tak łgać, tak traktować Polaków, których jedyną winą jest niezgoda na antydemokratyczne działania PiS-u. Nie ma na to mojego przyzwolenia. W swoim pozwie wnoszę o nakazanie pozwanemu Jackowi Żalkowi, by w terminie do jednego tygodnia od uprawomocnienia się wyroku zamieścił w programie telewizyjnym stacji TVN 24 oświadczenie o treści następującej: „Jacek Żalek, poseł na Sejm R.P. przeprasza p. Andrzeja Tarnawskiego, sympatyka i aktywistę Komitetu Obrony Demokracji za oszczercze sugestie implikujące związki osobiste, towarzyskie czy rodzinne osób uczestniczących w tzw. Marszach KOD-u z aparatem przemocy b. PRL oraz ludźmi z tymże aparatem współpracującymi, które to pomówienia prezentował on publicznie za pośrednictwem środków masowej informacji, w tym m. innymi w programie publicystycznym TVN 24”. Oświadczenie to winno być wyemitowane dwukrotnie – dzień po dniu w porze pomiędzy godzinami 17.00 a 22.00.


Andrzej Tarnawski urodził się w Krakowie w 1940 roku. Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem pracował jako asesor, sędzia Sądu Powiatowego w Katowicach; radca prawny, a od 1979 r. jako adwokat. Alpinista, ratownik ochotnik Grupy Tatrzańskiej GOPR, współzałożyciel TOPR.


Rozprawa Tarnawski kontra Żalek odbędzie się w Krakowie, ul. przy Rondzie 7, 5 lipca o godzinie 13.45 w sali K412. Liczę na to, że pojawią się koledzy pana Andrzeja z opozycji PRL oraz wszyscy, którzy nie zgadzają się na kłamstwa i agresję obecnej władzy.

CZY TO JEST TA WASZA PRACA I POKORA??? trwa…

W końcu! Fundacje Rydzyka ujawniły ile, od kogo i na co dostały pieniądze. Na liście są m.in. MSZ, MON, MRPiPS.

Waldemar Mystkowski pisze o Reducie Dobrego Imienia.

Reduta Dobrego Imienia na rykowisku

Zbieżność nazwiska i filmu jest wielce przypadkowa, bo film „Dzień Świra” powstał na początku obecnego wieku, a Reduta Dobrego Imienia, jak podobne przypadki kiczu patriotycznego „jelenia na rykowisku” wzrastają po dojściu PiS do władzy.

Marek Koterski raczej nie mógł zainspirować się niejakim Maciejem Świrskim, założycielem owej Reduty (itd.), bo gdzie Rzym, gdzie Krym. Wybitny filmowiec nie ma wiele wspólnego z grafomanem, acz stado takich Świrskich całkiem dobrze komponuje się w metaforę owego tytułowego świra.

Tych świrów z rykowiska jeleni obecnie jest skolko ugodno. W Polsce szczególnie rozpełzli się w XIX wieku, mieli usta pełne owego kiczu patriotycznego. Narzekali na nich wszyscy nasi wielcy, z Mickiewiczem i Słowackim na czele, a hr. Aleksander Fredro nawet złamał pióro, bo śmiał bawić publikę, a nie płakać w czasach zaborów.

Patriotyczny jeleń związany jest z XX-wieczną endecją. W imię tak pojętej polskości urządzali wyznawcy świra endeckiego w okresie międzywojnia pogromy Żydów, a antysemityzm był powszechny jak powietrze. Dlatego w czasie wojny z polskiego ciemnego ludu rekrutowali się szmalcownicy, co doprowadziło do rozlicznych Jedwabnych (bo nie było to tylko takie jedno miasteczko na Podlasiu).

Patriotyzm jeleni miał się dobrze w PRL-u, a jego nieformalnym politycznym naczelnikiem przez długi czas był Mieczysław Moczar. Po 1989 roku powoli odżywał, a obecnie dostaje skrzydeł oksymoronu – skrzydeł jelenia na rykowisku.

Fruwa ten jeleń nie tylko w estetycznym kiczu (przeglądnijcie te portale czerwono-białe – nieprzypadkowa kolejność barw). Jeleń fruwa w Reducie Dobrego Imienia, jak choćby w ostatnim liście „oburzonych naukowców”, w którym atakują historyka prof. Jana Grabowskiego, specjalistę od stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny. Grabowski to jeden z najwybitniejszych badaczy Holocaustu z Uniwersytetu w Ottawie.

Nasze fruwające jelenie zarzucają swoim kiczowatym językiem (skądinąd godnym Moczara) to, że „stanowisko Jana Grabowskiego wobec wydarzeń w Jedwabnem oraz tzw. pogromu kieleckiego pozbawione jest kontekstu historycznego i w takiej formie wprowadzane do światowej opinii publicznej” oraz „przypisywanie Polakom współudziału w Zagładzie ze względu na istnienie tzw. granatowej policji”. Oburzonych naukowców jest 130, ale praktycznie nie ma wśród nich historyków, co przebadał portal OKO.press, są tacy jelenie, tj. specjaliści jak od krystalografii białek, petrografii eratyków skandynawskich oraz sadownictwa.

Reduta Dobrego Imienia to ryczący patriotyzm, wykładnię tego kiczu czerwono-białego (jak krawaty Leppera) otrzymujemy dzień w dzień, od kiedy PiS doszedł do władzy. To najdłuższy „Dzień świra” w naszej historii, dzień trwający dwa lata. To jest islamofobia bez islamistów w Polsce, antysemityzm bez Żydów, a wartości chrześcijańskie, jak w słynnej scenie „Dnia świra”, w której Polacy modlą się o niepowodzenie innych Polaków. To jest polskie rykowisko. Reduta Dobrego Imienia szkaluje imię Polaków, bo wyraża dążenie, iż Polak to jeleń, idiota, świr.

 

Kleofas Wieniawa pisze o pęknieciu w PiS.

W czwartek po zakończeniu prac w komisjach sejmowych miały być w Sejmie przegłosowane dwie ustawy dotyczące sądownictwa, tj. zniesienia niezależności sądów.

Nie doszło jednak do głosowań.

Dlaczego? Oficjalnie – PiS czeka na wyrok Trybunału Konstytucyjnego ws. legalności wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa i zgodności trybu wyboru z Konstytucją. Wnioskował o to Zbigniew Ziobro.

Ale wiadomo było przed planowaniem głosowań, że TK dopiero wypowie się. Przyczyną przesunięcia głosowań jest obawa, iż wyniki głosowań nie przebiegałyby po myśli władz PiS, gdyż niektórzy koalicjanci z tzw. zjednoczonej prawicy wyłamaliby się z jednomyślności w kluczowych głosowaniach, szczególnie tych dotyczących wygaszenia kadencji sędziów zasiadających w KRS.

Krytyczne uwagi także zgłaszał Andrzej Duda.

Mamy zatem pierwszy tak poważny zgrzyt – pękniecie – w obozie PiS.

Teraz dojdzie do zakulisowego handelku. Jeżeli TK wypowie się zgodnie z „propozycją” Ziobry, to PiS niejako zyska „legitymację” dla zniszczenia niezależności sądu.

Duda zaś może spodziewać się Trybunału Stanu. Zniesienie niezależności sądów, gdy podpisze ustawy, jeszcze bardziej go pogrąży.

W tej chwili w obozie PiS toczy się walka o wizerunek, iż chcą zaprowadzić jak najmniejsze bezprawie. Brzmi to jak oksymoron, ale kompetencje tej wladzy są oksymoronem, tak jak trzymanie standardów demokratycznych.

NIE UŻYJEMY POLICJI PRZECIW MANIFESTANTOM” – PREMIER SZYDŁO. A WIĘC PYTAMY. ILE WARTE JEST SŁOWO POLITYKA PIS?

Dorn o Błaszczaku w : Chodzący Deficyt Inteligencji 😂😂😂😂

PIĄTECZEK, PIĄTUNIO, PIĄTUŚ 🙂 I CHŁOPAK DO TAŃCA I DO RÓŻAŃCA :))))

>>>

To już nie są żarty…

PILNE: polski program kosmiczny wstaje z kolan. Polska wystrzeli sondy na Marsa – na początek Sond Najwyższy

Tamara Olszewska pisze o pisowskiej demokracji.

Demokracja w wersji PiS

Kiedy wreszcie zakończy się ten pisowski eksperyment na polskim narodzie, a sama partia odejdzie w niebyt?

Muszę przyznać jedno. Od jakiegoś czasu podgryza nas mocno wirus wredoty. PiS dba o naszą demokrację, głaszcze ją świetnymi ustawami, dopieszcza ciekawą manipulacją, a my wciąż mamy pretensje. Przyznajmy wreszcie, że polska demokracja kwitnie i za to posłowi K. należą się pomniki wdzięczności w każdym mieście i miasteczku, na rozdrożach kapliczki dziękczynne, a w kościołach msze intencyjne. Pochylmy więc głowy przed wielkością pisowskiej demokracji i popatrzmy, jak dobrze się ma.

Zasada suwerenności

Według niej, władza należy do narodu. Wprawdzie czasami pojawia się stwierdzenie, że to nie tak, bo władza należy do wybranej w wyborach władzy, ale to jakaś bardzo swobodna interpretacja. Nasz obecna władza bardzo szanuje tę zasadę. Na każdym kroku podkreśla, że każda uchwała, każda decyzja to efekt szerokich konsultacji społecznej. Nie szkodzi, że te konsultacje przebiegają w nieznanym nikomu czasie i miejscu. Liczy się fakt, że naród mówi, doradza… ponoć.

W trakcie kampanii parlamentarnej obecna władza zadeklarowała, że naród będzie mógł wypowiadać się w najważniejszych kwestiach w formie referendum. Duda macha nam już przed oczami obietnicą pełnej współpracy przy wypracowaniu nowej konstytucji, bo przecież referendum to jest to, co naszą władzę cieszy najbardziej. Szkoda tylko, że wrzuciła do kosza obywatelski projekt referendum w sprawie reformy edukacji, ale to może tylko wypadek przy pracy.

Poseł K. i jego kolesie podkreślają na każdym kroku, również w rozmowach na szczeblu międzynarodowym, że są sercem oddani demokratycznemu prawu do manifestacji i demonstrowania niezadowolenia społecznego. Dbają jednak bardzo o nasze bezpieczeństwo, stąd też ich ustawa o zgromadzeniach, by się nie dublowały, nie nachodziły na siebie, nie przeszkadzały sobie wzajemnie. Stąd też prawo wyłączności dla manifestujących swoją miłość do posła K. przed Pałacem Prezydenckim, 10. każdego miesiąca do 2020 roku. Stąd pierwszeństwo zwolenników władzy do manifestowania i maszerowania. Pozostali też mogą, byle tylko nie przeszkadzali tym jedynym, prawomyślnym pisowsko. Oni to robią dla naszego dobra, zrozummy to wreszcie.

Zasada pluralizmu

No chyba nikt nie zaprzeczy, że jest ona w Polsce wciąż realizowana. Są sobie partie, jest sobie opozycja. Mogą się zrzeszać, mogą dyskutować, swobodnie ze sobą rywalizować. Wszystko mogą, ale… jakoś tej zasady nie widzę w Sejmie. Posłowie opozycji są totalnie ignorowani, cokolwiek by nie powiedzieli, jakąkolwiek propozycję by nie wysunęli, nawet jeśli ona sensowna. Wykańczani podczas nocnych obrad sejmowych, prześmiewani, obrzucani błotem, wciskani w stek kłamstw, które mają przekonać naród, jakie to dno ta opozycja. Musimy to jednak przyjąć z pełnym zrozumieniem, bo przecież najważniejsza jest zasada, że „Teraz Ku..a My”, ale ciiiiii… o tym głośno nie mówimy, bo pluralizm był, jest i będzie.

Zasada podziału władzy

Czy naprawdę ktoś dostrzega jakiś zamach na trójpodział władzy? No nie, jakże trzeba być niegodnym miana prawdziwego Polaka, ileż złej, antypisowskiej woli trzeba mieć w sobie, by zarzucać nieRządowi tak niecne praktyki. Przecież TK mógł sobie gadać, ile wlezie i władza mu tego nie zabraniała, a że nie publikowała jego orzeczeń? No nie dało się po prostu, bo jak można publikować jakieś prywatne, niekompetentne opinie?

Również sądy są pełne niekompetencji i pozbawione profesjonalizmu. Sędziowie leniwi, niedouczeni. Biedny Ziobro, tak niesłusznie atakowany, a przecież on tylko naprawia sądowe organy, by dobrze służyły władzy… upsss… miało być… narodowi.

Dodajmy też jako przykład pana Dudę, który twardo trzyma się zasady trój… Po pierwsze – jest ponad prawem, po drugie – łamie prawo i po trzecie – ma do tego prawo. Jest trzy? Zgadza się liczebnie? Zgadza, więc co się czepiamy?

Zasada państwa prawa

Ojjj, ależ PiS tej zasady pilnuje. Komuś się wprawdzie wymsknęło kiedyś, że władza PiS-u stoi ponad prawem, ale rzeczywistość pokazuje, że to całkowita bzdura, bo prawo dla tak praworządnej i sprawiedliwej partii jest wartością nadrzędną. Pisowskie prawo zachwyca, a prawa obywatelskie to przecież priorytet.

Organizacje, które zajmują się prawami człowieka i obywatela mają się świetnie. Wciąż mogą mówić, co chcą, mogą reagować na jakieś wydumane problemy, związane z niby łamaniem prawa przez rządzących. Co? Dostają mniej pieniędzy, co ogranicza ich działalność i skuteczność? No przepraszam, ale skądś trzeba brać kasę na rozdawnictwo socjalne. Nie da się zadowolić każdego.

Zauważmy też, że wciąż kobiety w Polsce mają prawo do aborcji i leków antykoncepcyjnych i doceńmy to. Nie jest przecież winą PiS-u, że aptekarze i szpitale kierują się klauzulą sumienia, to przecież też objaw szanowania prawa.

Czyż objawem szacunku dla prawa i obywateli nie jest fakt, że osoby o innej orientacji seksualnej nie są wsadzane do więzień czy zamykane w szpitalach, mimo że obecna władza tak ich nie lubi? Wyraźnie widać, że prawo i obywatele mają się w Polsce jak pączek w maśle i tego się trzymajmy.

Konstytucjonalizm i praworządność

No i tutaj mogłabym popłynąć, ale powiem krótko. Obecna władza tak kocha konstytucję, że nie może znieść, że gorszy sort wyciera sobie nią buzię, przekłamuje, wyciąga niewłaściwe wnioski. Ta konstytucja jakaś taka biedna, przez złych ludzi opracowana, nie nadążająca za rozwiniętą pisowską demokracją, więc… trzeba ją zmienić, poprawić tak, by nieRząd miał wolną rękę i nikt mu już nie przeszkadzał w obronie demokracji.

Rządy większości z poszanowaniem praw mniejszości

Tylko ktoś wybitnie złośliwy może mieć jakieś „ale”. Mniejszości narodowe mogą rozwijać skrzydła. Wprawdzie odcina się im dotacje, ale to w słusznym celu. Mają się zająć asymilacją z łysolkami i innymi prawdziwymi Polakami, a nie ulegać jakimś tam fanaberiom.

PiS bardzo też ceni wszelką opozycję. Jeśli usiłuje związać opozycję polityczną, opozycję społeczną ustawami i działaniami, które są jak knebel, to nie dlatego, by ją gnębić, ale by przypadkiem ta większość nie udusiła od nadmiaru wolności, nie zbiesiła, nie zmarnowała swego potencjału.

Wciąż szukamy dziury w całym… punktujemy obecny nieRząd, a przecież nikt tak o nas nie zadba, nikt tak nas nie wielbi jak obecna władza. Oni tak się starają. Szydło już ochrypła, bo tak głośno próbuje przekonać nas do swoich racji. Duda obtarł sobie kolana i zyskał przydomek „Klęczon”, bo gdzie się da, modli się o naszą szczęśliwość. Błaszczak tak zaabsorbowany jest testowaniem policji w zakresie prawidłowej reakcji na wszelkie przejawy wredoty gorszego sortu, że aż się pomyłkowo sam odznaczył. Ziobro w trosce o praworządność w Polsce wziął na widelec sądownictwo, bo wie, że wszelka samodzielność organów sądowych to samo zło dla obywateli.

Przepraszam, że nie doceniam tych starań, nie dostrzegam piękna pisowskiej demokracji. Przepraszam, że krytykuję zamiast wielbić. Przepraszam, że czekam coraz bardziej niecierpliwie, aż PiS zakończy ten demokratyczny eksperyment na polskim narodzie i pójdzie sobie tam, gdzie już nic nie da rady zepsuć… w niebyt.

CAŁY OBÓZ PiS ZACZĄŁ WALCZYĆ Z SĄDEM NAJWYŻSZYM ŁAMIĄC W TEN SPOSÓB PRAWO I POSTANOWIENIA KONSTYTUCJI.

Wszystko dla dobra narodu😂

Waldemar Mystkowski pisze o liście hańby Dudy.

Lista hańby Dudy

Czegoś Adrian w przedpokoju prezesa się nauczył. Nie stoi bezczynnie i czeka, aż go zwierzchnik dopuści do ucha. Po publikacji Kancelarii Prezydenta listy publikacji prawników, wg których dopuszczalna jest możliwość ułaskawienia Mariusza Kamińskiego, wymienieni prawnicy twierdzą, że decyzja Andrzeja Dudy jest bezprawna.

Nasz Adrian na Twitterze zakomunikował o owych prawnikach: „Sytuacja robi się śmieszno-straszna. Niektórzy zaczynają wypierać się własnych poglądów;-)”. Czy Adrian tę dialektykę posiadł od konsjerżki bądź sprzątaczki z poczekalni prezesa? Bo to przednia myśl: wcześniej popierali Dudę, gdy jednak Sąd Najwyższy ogłosił wyrok, że popieranie i ułaskawienie są bezprawne, wyparli się.

Internauci wykazali Adrianowi Dudzie, że on sam wypiera się (straszno-śmiesznie) własnych poglądów. Cytują wypowiedź Dudy z 2011 roku: „Ułaskawia się osoby uznane za winne. Ułaskawienie nie jest uniewinnieniem”.

Kamiński więc nie miał prawomocnego wyroku, nie mógł zatem Duda ułaskawić Kamińskiego. Do tego Duda nie jest pracownikiem wymiaru sprawiedliwości, aby ingerować w procedury prawne. Kamiński mógł uznać, że nie wnosi apelacji i tym samym zgodzić się na wyrok 3 lat więzienia bez zawieszenia. Wówczas Duda mógłby go ułaskawić, ale nie uniewinnić. Tak czy siak w rządzie Beaty Szydło mamy kryminalistę ułaskawionego bezprawnie.

Profesorowie Stanisław Waltoś i Lech Gardocki, którzy popierają uchwałę Sądu Najwyższego, a na których powołał się Duda, zajęli głos w tej sprawie. Waltoś: „Nigdy prezydent nie stosował abolicji w postaci prawa łaski, dlatego że byłoby to ingerencją w wymiar sprawiedliwości”. A zatem: prezydent ma prawo łaski, nie ma prawa abolicji, czyli nie posiada prerogatyw zaprzestania działania prawa.

Wracając do wpisu Dudy o sytuacji śmieszno-strasznej i wypieraniu się poglądów. Mianowicie sam jest klasyką tego spostrzeżenie: wyparł się swojej wypowiedzi z 2011 roku. Internauci chcąc być łaskawi dla szwankującego intelektu Dudy, tłumaczą ten wpis i w ogóle decyzje Dudy, „bo nigdy nie miał własnych poglądów”. I chyba to ostatnie jest prawdziwe. Zatem opublikowana lista prawników, którzy jakoby mogliby popierać Dudę, a nie popierają, jest potocznie zwana listą hańby, w tym wypadku hańby Adriana.

Na liście publikacji nie znajduje się za wiele pozycji, bo tylko 13, które jakoby umożliwiły uniewinnienie Kamińskiego. Bardzo ciekawe są 4 pierwsze wymienione publikacje, pochodzą z 1961, 63 i dwie z 65 roku (dotyczą prawa Polski Ludowej). Autorzy nie mogą zająć stanowiska, bo musieliby powstać z grobów i najprawdopodobniej na tamtym świecie nie zaznajomili się z obecnie obowiązującą Konstytucją z 1997 roku.

Takiego więc straszno-śmiesznego mamy prezydenta, znowu wyszły mu dwa podniesione kciuki. W pocie czoła pracuje na Trybunał Stanu.

Polska niestałym członkiem w to zasługa głównie i . Rząd PiS dokończył starania.

Abonament ❓😂😂😂 ……………, 💪….ooooooo…. 🖕🖕🖕‼️… i to by było na tyle.

„Bez żadnej zapowiedzi zdjęto mój wątek w serialu ‚Klan’. Przeżyję i to, o siebie i kulturę się nie martwię”

>>>

cxeche7xgaec99w

Balcerowicz o słowach Kaczyńskiego o przedsiębiorcach: Jeżeli rzeczywiście w to wierzy, to jest niepokojący objaw paranoi

– Jeżeli rzeczywiście Kaczyński w to wierzy, to jest niepokojący objaw paranoi, a jeżeli nie wierzy, a mówi, to objaw głupoty, bo nawet najciemniejszy lud nie uwierzy, że przedsiębiorcy nie inwestują na złość Kaczyńskiego ani PiS-owi – mówił Leszek Balcerowicz w rozmowie z Justyną Pochanke w „Faktach po faktach” TVN24. Jego zdaniem, winnym spowolnienia inwestycji jest PiS na czele z Kaczyńskim.

biznesmen

W wywiadzie dla TVP Jarosław Kaczyński szybko znalazł wyjaśnienie dla niepokojących danych GUS o słabnącej sile polskiej gospodarki. W swoim stylu stworzył teorię o spisku biznesu przeciwko rządowi dobrej zmiany. – Przedsiębiorcy związani z partiami opozycyjnymi nie chcą podejmować różnego rodzaju zyskownych przedsięwzięć gospodarczych, bo uważają, że lepiej zaczekać, aż wrócą dawne czasy – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Kim są owi spiskujący biznesmeni? Tego prezes już nie powiedział. Wojciech Warski, przedsiębiorca, prezes informatycznej firmy Softex Data i przewodniczący konwentu Business Centre Club opowiada o prawdziwych nastrojach wspór przedsiębiorców.

WOJCIECH WARSKI, PRZEDSIĘBIORCA, SZEF KONWENTU BCC

Prezes Kaczyński opowiada androny. W dodatku robi to cynicznie i z premedytacją. Wiem, że jest człowiekiem inteligentnym i zdaje sobie sprawę z prawdziwych przyczyn zastoju inwestycji. Stając w propagandowym okienku TVP mówi do własnych, niewyrobionych światopoglądowo, zwolenników. Oni chcą się uwłaszczyć na klasie średniej. Lubią 500 plus i nie dociekają, komu te pieniądze zostaną zabrane. Prezes robi to co wcześniej, czyli podsyca złe nastroje przeciwko przedsiębiorcom i pracodawcom wskazując, że to my jesteśmy winni spowolnieniu gospodarczemu.

Według Warskiego, na zastój w gospodarce (GUS ogłosił spadek PKB do 2,5 proc. ) ma wpływ niepewność i niepokój przedsiębiorców. Bo – jego zdaniem – każdy, kto prowadzi jakąkolwiek działalność gospodarczą, a umie liczyć, wie, że źle się skończy aktualna polityka rządu.

WOJCIECH WARSKI

Rząd beztrosko wydaje pieniądze, które nawet jeszcze nie pojawiły się w budżecie. Nie chodzi mi nawet o recenzowanie sensu takich programów jak 500Plus, jak podwyższanie płacy minimalnej, czy kosztowne dla finansów państwa obniżenie wieku emerytalnego. W kolejnym roku rząd zaplanował jeszcze większą demolkę finansów. Już podzielił pieniądze których nie ma. A za rogiem czai się już Janosik z pałą na bogatych

Biznesmen podsumowuje, że Polską gospodarkę ciągnie ok. 250-400 tys. ludzi prowadzących działalność gospodarczą i osiągających wysokie dochody. To jednak dzięki pracy ponad przeciętną normę i podjęciu ryzyka zatrudniania innych. Właśnie na klasie średniej skupia się pozyskiwanie dochodów budżetowych. Nie znają dnia, ani godziny, kiedy pojawi się pomysł, całkiem „przypadkowo i niechcący”, rujnujący ich biznes.

cxhs8hfxgaahpjw

PiS vs Biznes
Chodzi o pojawiające się zapowiedzi wprowadzenia podatku jednolitego dla jednoosobowych firm. Najpierw w tak zwanych bogatych uderzył Henryk Kowalczyk, szef komitetu Stałego przy Radzie Ministrów. Powiedział, że chce aby „bogaci prezesi płacący niski podatek liniowy zaczęli płacili więcej podatków”. Szybko wytknięto mu błędy. Chociażby ten, że bogaci prezesi ZAWSZE rozliczają się według skali podatkowej. Kowalczyk pierwszy puścił w eter, że stawka podatku może wynieść 30 czy 40 procent dla samo-zatrudnionych mających około 10 tys. obrotów miesięcznie. – Nic im się nie stanie, jakby w ciągu roku zapłacili 3000 złotych podatku więcej – mówił.

Ci bardziej przedsiębiorczy zaczęli rozważać emigrację podatkową do Czech. Wówczas do akcji wszedł wicepremier Mateusz Morawiecki, zaprzeczając pogłoskom o istnieniu pomysłu 40-procentowego podatku. Było to jednak równie autentyczne i szczere jak inne jego wypowiedzi. Najpierw mówił, że Polska nie chce być montownią śrubek, nie będzie przywilejów dla zagranicznych inwestorów. Potem poklepywał się po plecach z szefem Daimlera oferując firmie bogaty pakiet subwencji.

Lista działań wymierzonych w mały i większy biznes jest znacznie dłuższa. Podatek handlowy okazał się sprzeczny z prawodawstwem Unii Europejskiej. Za to z sukcesem wprowadzono podatek od aktywów instytucji finansowych. Ten jednak zemścił się wysokimi prowizjami w bankach, a teraz wyższymi stawkami ubezpieczeń. „Na tapecie” był też podatek od wody – ze stawką prawie najwyższą w Europie. Uderzał w polskich producentów napojów, jak Maspex z Wadowic. Rząd napiera na zakaz handlu w niedziele, a to z kolei strata 40 zyskownych dni w biznesie sprzedawców.

Jako niebywały sukces rządu odtrąbiono uszczelnienie systemu podatkowego i skuteczność kontroli skarbowych. Tylko w przypadku VAT „odzyskano” dla budżetu ponad 600 mln zł – wzrost o 300 procent w porównaniu do ubiegłego roku. Wynik osiągnięto za sprawą serii decyzji urzędników skarbowych o odmowie lub wstrzymaniu wypłaty rzetelnie naliczonych w firmach zwrotów tego podatku – ujawnia Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

WOJCIECH WARSKI

Prezes PiS już wie, że nie da się rządzić 38–milionowym, dużym krajem, opierając się tylko na poparciu środowisku skupionym wokół Radia Maryja, czy ludziach niewykształconych, do których przemawiają prymitywne slogany i propaganda. Nie jestem optymistą; ten rząd jest głuchy na argumenty. Dopiero jak się gospodarka zawali i nie będzie z czego płacić emerytur, może ludzie w Polsce przejrzą na oczy.

To nie będzie kraj dla bogatych
W wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego słychać jednak specyficzny ton. To stara i pielęgnowana latami niechęć do przedsiębiorców, szczególnie tych z list najbogatszych Polaków. Były spektakularne zatrzymania szefów dużych firm. Zarazem mimo upływu miesięcy nie ujawniono jakichś drastycznych zarzutów. Teraz do listy pytań służb dojdzie kolejne: czy bierze Pan/Pani udział w spisku biznesu przeciw rządowi?

robert-tyszkiewicz

Ateiści, prawosławni i muzułmanie powinni podpisywać specjalne zobowiązania do przestrzegania wartości uznanych w Polsce za ważne – uważa posłanka PiS. Niespełnianie wymogów miałoby być „jednoznacznym powodem do deportacji”.
W serwisie wPolityce.pl pojawił się felieton posłanki PiS Beaty Mateusiak-Pieluchy. Posłanka w nawiązaniu do filmu „Wołyń” pisze o relacjach polsko-ukraińskich i zadaje pytania „niewygodne z punktu widzenia politycznej poprawności”, co ma być dowodem na „odwagę myślenia”.

Kim są ci ludzie z Ukrainy, których w Polsce pracuje już ponad milion? Potomkami morderców? A jeśli tak, to czy uważają ludobójstwo, jakiego dopuścili się ich krewni na Polakach, za zło, które ich dzisiaj boli? A może są tymi, którzy za zarobione u nas pieniądze fundują na Ukrainie pomniki Bandery?

Posłanka podkreśla, że politycy powinni pomagać potrzebującym sąsiadom, ale po określeniu zasad tej pomocy. Także swoim obowiązkiem – jako katoliczki – Mateusiak-Pielucha określa pomaganie potrzebującemu, niezależnie od jego wyznania. Tu jednak również stawia warunki:

cxe5_5nxaaa-uo0

Równocześnie jednak, jeżeli chcą mieszkać w Polsce i pracować obok mnie, mam prawo spytać ich o poglądy, przekonania i nastawienie do wartości, które w Polsce uznajemy za ważne

Jej zdaniem powinno się żądać od mieszkających i pracujących w Polsce cudzoziemców legalizowania pobytu i stworzyć skuteczniejszy mechanizm egzekwowania tego obowiązku przez państwowe służby. Dalej polityk wysuwa jeszcze odważniejsze wnioski:

Ale także, powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych czy muzułmanów oświadczeń, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji

Jak zauważa portal oko.press, który jako pierwszy napisał o felietonie posłanki, pomysł Mateusiak-Pieluchy jest niezgodny z Konstytucją, w której obronie przecież występuje. Obywatela polskiego nie można bowiem wydalić z kraju (art. 52), a władza nie może żądać od obywatela ujawnienia swojego światopoglądu czy wyznania (art. 53).

cxfmv_gw8aaswkq

– Chcemy pokazać lepszą twarz polskiej polityki. Chcemy pokazać, że Polska brzmi dumnie i nie musi się kojarzyć ze słowem „katastrofa” czy „kompromitacja”. Dzisiaj zaczynamy pracę, by tak się stało – mówił w czwartek lider PO Grzegorz Schetyna podczas prezentacji gabinetu cieni.

Informacje o znajdziecie na stronie: .

cxd3ktgxeaevvcd

Gabinetem cieni, który powołała w czwartek rada krajowa PO, pokieruje Schetyna. Jego zastępcami będą Ewa Kopacz (koordynatorka polityki społecznej) i Tomasz Siemoniak (koordynator kwestii bezpieczeństwa). Schetyna zapowiedział, że gabinet będzie recenzować rząd PiS i proponować alternatywne rozwiązania. Mówił, że jeśli PO wygra wybory za trzy lata, to tak będzie wyglądał przyszły rząd. W każdym resorcie będą dwie osoby, które będą koordynować prace.

Schetyna: PO znów porządzi osiem lat

– Będziemy upubliczniać każdy błąd tego rządu, każdy grzech pychy, każde zaniechanie, pokazywać każdego „PiSiewicza”. Ale też będziemy pokazywać własne projekty ustaw (…). I za trzy lata będziemy gotowi, by wygrać wybory – mówił Schetyna. Dodał, że po ośmiu latach rządów Platforma wie, jakie błędy popełniła, i potrafi je skorygować tak, by dobrze prowadzić Polskę, w trosce o portfele Polaków.

– Będziemy atakowani, wyszydzani, będą nam pokazywać ostatnie osiem lat. Ale my z tych ośmiu lat jesteśmy dumni. I pokażemy, że to, co oni krzyczą w parlamencie, te osiem lat, to będzie ich przekleństwo, bo znowu wygramy wybory i znowu będzie osiem lat – rozmarzył się.

– Musimy pokazać obywatelom, że wiemy, co zrobić, by Polska wróciła do normalności. Chcemy, żeby Polska znowu była liderem w Europie, żeby była krajem sukcesu, który jest pokazywany jako wzór – zadeklarował.

Kopacz: Odeślemy tę władzę do historii

cxdpfq_xeaatg7g

Po Schetynie głos zabrała Ewa Kopacz. Mówiła, że dobra zmiana PiS nie służy dobrze Polakom.

– To najbardziej egoistyczna zmiana w historii wolnej Polski. Apeluję do nas: nie dajmy się zahipnotyzować propagandzie tej władzy. Polacy nie kupują rozdawnictwa i grzebania się w historii, bo to, co najważniejsze, jest przed nami, a nie za nami. I Polacy mówią „nie” dla wykorzystywania religii w polityce. Bo choć szanują religię, to chcą normalnego, nowoczesnego państwa – mówiła Kopacz.

– PiS patrzy na Polskę jak na pole bitwy – żeby ktoś mógł wygrać, to ktoś musi przegrać. Polacy mają dość podziałów. Żadna władza nie ma prawa was segregować, nazywać obywatelami gorszego sortu. Na dłuższą metę rządzenie poprzez konflikt jest przeciwskuteczne – dodała. I przywołała słowa byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Abrahama Lincolna, który mówił, że podzielony dom nie ustoi. – Te słowa dedykuję PiS. Podzieleni i skłóceni nie dacie rady w tak trudnym świecie – podkreśliła Kopacz. Deklarowała, że PO stanie w obronie każdego Polaka, który zostanie obrażony przez PiS lub wyrzucony z pracy.

cxd0ebnxcaalivj

– Ta władza nie będzie bezkarna, nie tym razem. Wróci normalność, wróci otwartość i tolerancja – zapowiadała. – Nie poddamy się i odeślemy tę władzę tam, gdzie czuje się najlepiej. Odeślemy ich do historii.

koduj24

Tamara Olszewska na Koduj24.pl pisze o roku KOD.

kod-byl-jest-i-bedzie

Bardzo ważne jest pokazywanie społeczeństwu, jak bardzo jest okłamywane.

18 listopada 2015 roku Krzysztof Łoziński napisał tekst, od którego wszystko się zaczęło. To było raptem kilka tygodni panoszenia się nowej, pisowskiej władzy. Kilka tygodni, a my z przerażeniem w oczach i zdumieniem patrzyliśmy na wyczyny posła Kaczyńskiego i jego spółki. Nocne debaty, ignorowanie, wręcz zamykanie ust opozycji, lekceważenie dotychczasowych zasad demokratycznych, oddanie władzy w ręce ignorantów czy tych, opętanych żądzą zemsty, szukających spisków. Jak tsunami ruszyło PiS w Polskę, wywalając ze stołków spółek państwowych kogo się da, przetasowując, niszcząc, demolując. Symboliczną kropką nad „i” stał się atak na TK, atak na podstawowe prawa obywatelskie, atak na Polskę, która dla nas tak ważna, tak cenna.

Krzysztof Łoziński napisał „trzeba założyć Komitet Obrony Demokracji działający na podobnych zasadach do tych, na jakich niegdyś działał KOR” i nie trzeba było długo czekać na odzew. Tego dnia Mateusz Kijowski założył na fb grupę Komitet Obrony Demokracji i już po kilku dniach liczyła ona kilkadziesiąt tysięcy członków. Potem już spotkanie grupy założycielskiej w Warszawie, podjęcie decyzji o powołaniu stowarzyszenia, określenie zasad działania, utworzenie sekcji roboczych. Na początku grudnia 2015 roku powołano Zarząd Tymczasowy, uchwalono statut, a w regionach zaczęły powstawać Grupy Lokalne. Tak to się właśnie zaczęło…

„To jest obłęd w najczystszej postaci. Obłęd wywołany przez pewną grupę i przenoszony na innych” – Jarosław Kaczyński.

(PROMOCJA! 3,5 MLN TYLKO DO KOŃCA ROKU)

cxh_96rxcaelcik

Okazało się, że w Polsce ludzi zaniepokojonych sytuacją polityczną jest od groma i trochę. Grupa na fb rosła z każdym dniem. Pierwsze działania KOD-u zostały poparte przez artystów, intelektualistów, przedstawicieli organizacji pozarządowych, ludzi kultury. Wydarzyło się coś niesamowitego. Po latach zamknięcia się na masową działalność publiczną, po latach życia we własnym kręgu, życia toczącego się głównie między pracą a domem, ludzie zrozumieli, że tak już się nie da. Jeśli chcemy ratować dokonania Polski minionych 27 lat, nie możemy pozostać bierni, nie możemy spokojnie patrzeć, jak krok po kroku odbiera się polskim obywatelom to, co dla nich najważniejsze. Słowa Krzysztofa Łozińskiego „Pisać listy otwarte i zbierać pod nimi podpisy (można przez Internet), tworzyć raporty (takie jak nasz „Raport Gęgaczy”, żadna dyktatura nie lubi, gdy „spisane są czyny i rozmowy”), prowadzić dyskusje publiczne i wykłady, organizować pokojowe demonstracje. Organizować pomoc prawną i materialną dla ewentualnych poszkodowanych. Bardzo ważne jest pokazywanie społeczeństwu, jak bardzo jest okłamywane.” stały się drogowskazem, jaką drogą ma pójść KOD.

„Komuno-faszysto-bankierzy z żydowskim genem obśliniającej zdrady, czyli KOD” – Rafał Ziemkiewicz

Przez pierwszy rok KOD niejeden raz przyprawił rządzącą partię o palpitacje serca. Pikiety, walka w obronie TK, wspólne czytanie Konstytucji, zaangażowanie w obchody rocznic ważnych dla demokratycznej Polski i oczywiście marsze. Szliśmy pod hasłami „W obronie Twojej wolności”, „My – naród”, „Polska murem za Wałęsą”, „Marsz wkurzonych”, „Czerwona kartka dla rządu” i wiele, wiele innych, w których brało udział tysiące ludzi. Pod KPRM ustawiono tablicę, która od 1 marca 2016 roku odlicza dni, które mijają i mijają, a premier Szydło wciąż nie publikuje orzeczeń TK w sprawie „genialnych” nowelizacji kolejnych ustaw o TK.

„To są faszyści, którzy nienawidzą demokracji. Faszyści albo bolszewicy – niech sobie wybiorą, co bardziej im pasuje. Polacy wygrali wybory (…) łajdacy i zdrajcy ten wybór podważają. (…) To prowokacyjna inicjatywa, podobnie jak wcześniej bojówki Palikota. To ludzie, którzy za czyjeś pieniądze mają przeszkadzać i tworzyć preteksty dla zagranicznych mocodawców” – Jan Pietrzak

cxhntv0wiaamkdx

KOD jest wszędzie, nie tylko w dużych miastach. Struktury Stowarzyszenia powstawały i nadal powstają również w małych miejscowościach. To tam „KOD-owskie mróweczki” z wielkim zaparciem i wiarą budują Grupy Lokalne, mimo że mają przeciwko sobie znaczną część mieszkańców, często podkręcanych przez duchownych, którzy nie kryją swego negatywnego stosunku do KOD-u. KOD-y regionalne są niesamowite. Rozdają kwiaty, Konstytucje, ustawiają swój namiot, by prowadzić akcje odkłamywania społeczeństwa, uczestniczą we wszystkich ważnych, dla swego środowiska rocznicach, przedsięwzięciach. Organizują pikniki, manifestacje, jeżdżą na marsze do Warszawy i nie odpuszczają. Są wielcy w swojej skromności, wytrwałości, konsekwencji, choć przecież o wiele im trudniej niż KOD-om z dużych miast.

„Przynależności do KOD-u nie da się pogodzić z praktyką wiary katolickiej, z przyjmowaniem komunii świętej. KOD (…) dąży (…) do osłabienia państwa polskiego na rzecz mafii, oligarchów, służb specjalnych i budowania na gruzach Polski pewnego rodzaju kondominium rosyjsko-niemiecko-izraelskiego” – ks. Stanisław Małkowski

Grupy KOD-owskie powstały też poza granicami Polski. Nasi rodacy są z nami, wspierają nas, pomagają i tam, na Obczyźnie walczą o demokratyczną Polskę. USA, Szwecja, Niemcy, Francja, Austria, Włochy, Australia, gdzie nie spojrzymy, wszędzie widać KOD-owskie flagi, ze wszystkich stron świata lecą do nas sygnały wsparcia, chęć współdziałania i wielkie, wielkie serca tych, dla których nasza Polska wciąż ważna. Przed KOD-em otwarte są drzwi wszędzie tam, gdzie demokracja stanowi najwyższą wartość. Nie może więc nikogo dziwić, że to właśnie KOD otrzymał prestiżową Nagrodę Obywatelską Parlamentu Europejskiego. Nie może więc dziwić, że KOD odegrał znaczną rolę w powstaniu Koalicji Wolność Równość Demokracja.

„Potomkowie Kominternu – obrońcami demokracji (…) Najwyższy czas, żeby odpruć żydowski łeb obcej hydry od polskiego tułowia i nałożyć na inne miejsce – np. zad, najlepiej świński”– Krzysztof Baliński

(TAK SIĘ SKOŃCZY DOBRA ZMIANA?)

cxfrprixuam_9b9

KOD jest Stowarzyszeniem zrzeszającym ludzi o różnych poglądach. Z jednej strony to dobre, jednak z drugiej, sprawia sporo problemów. Różne wizje, poczucie marazmu, wypalenia, czasami najzwyklejsza prywata, chęć postawienia na swoim, jakieś dyktatorskie zapędy, chęć dominacji dają nam nieco popalić. Od czasu do czasu wybucha gdzieś burza, która podkopuje wiarygodność ruchu, podważa jego zasady, zmniejsza zaufanie. Jednak to nic nowego, bo zawsze, wszystko „rodzi się w bólach”. Musimy przejść i ten etap „wewnętrznych niepokojów”. On nas wzmocni, pozwoli okrzepnąć, a potem już spokojnie będzie można zająć się tym, co dla nas najważniejsze – demokracją Polski. Ważne jest jedno. Jesteśmy i będziemy. Mało tego, cokolwiek by się nie stało Słowem KOD-u będzie zawsze Krzysztof Łoziński. Twarzą KOD-u będzie zawsze Mateusz Kijowski. To oni wpisali się już w historię walki o demokrację. To dzięki nim jest KOD, jesteśmy MY.

„Wasz milion dostanie ciężki uliczny łomot od przyzwoitszych milionów i będziecie zbierać z asfaltu własne uzębienie” – pisarz Waldemar Łysiak

Kiedyś napisałam „List do Polski” i właśnie nim chciałabym podziękować za ten rok wszystkim KOD-om. Podziękować za nadzieję i siłę. Podziękować za wiarę w dobrą, demokratyczną przyszłość.

„Mój biedny Kraju. Polsko Ty moja, zamknięta znowu w okowach błazna historii. Ileż to już razy, niszczona butą swego narodu, traciłaś swą moc. Ileż to już razy wstawałaś z kolan. Słaba, a jednak piękna. Szara, a jednak tak bardzo nasza. Patrzę dzisiaj na Ciebie i widzę, jak powoli zanurzasz się w odmętach obłędu swoich przywódców. Widzę twarze karykaturalnie wykrzywione pseudo patriotyzmem, zaciśnięte pięści tych, co to w sercach mają Dekalog. Słyszę narastający, miarowy krok nienawiści, przemierzający ulice Twoich miast. Coraz głośniej i głośniej. Coraz mocniej i mocniej. Z jakim pietyzmem układają Ciebie na ołtarzu hipokryzji po to, by otoczyć kręgiem własnej miernoty, by zasłonić Twoje marzenia fałszem i półprawdą. Kaleczą Ciebie, ranią, bo kim Ty Polsko jesteś dla nich? Miłością czy farsą? Wiarą czy arogancją? Kim?

Wokół mnie tyle twarzy, smutnych jak moja. Pełnych niedowierzania, a jednak niezłomnych, niepokonanych. My nie musimy krzyczeć, byś nas Polsko słyszała. Nie musimy bezcześcić Twojej flagi okrywając nią obłudę i kłamstwa. Znowu będziesz kolorowa, piękna. Znowu będziesz domem dla wszystkich. Jesteśmy dla Ciebie i z Tobą. Jesteśmy i będziemy”.

CZY WIECIE, ŻE MACIE ZOSTAĆ PODDANYMI PREZESA? BO JAK NIE, TO… …DEPORTACJA.

cxfkpgbwiaawsfp

Waldemar Mystkowski o gabinecie cieni.

dwa

Czy Jarosław Kaczyński cieszy się, że na czele gabinetu cieni nie stanął Donald Tusk, lecz Grzegorz Schetyna? W każdym razie rząd Beaty Szydło ma teraz dwa cienie. Cień prezesa, który w każdej chwili może wyjść na światło i objąć rządy oraz Schetynę, który skrył się w cieniu z 47 członkami swego gabinetu.

Można rzec, iż Szydło rządzi w dwójnasób. Dopóki towarzyszy jej cień, żyje jako premier, a ma dwa cienie. Dubeltowo zmotywowana jest do pracy, przepraszam: do służby narodowi, bo to jej język koturnowy.

Platforma Obywatelska zdecydowała się na gabinet cieni po roku rządów PiS, choć Ewa Kopacz zaraz po przegranych wyborach mówiła o tej formie recenzowania rządu PiS. Wówczas było 24 procent poparcia, dzisiaj jest o 10 punktów procentowych mniej. Za zaniechanie się płaci.

Ale Platforma to nie jedyna opozycja. I to może być słabością tego gabinetu cieni, acz nie musi. Nowoczesna nie współpracuje w gabinecie cieni Schetyny, lecz dopatruję się furtki, którą szef PO uchylił Ryszardowi Petru. Gabinet cieni ma podwójną obsadę w ministerstwach cieni. W Polsce nie ma tradycji gabinetu cieni, ale gdy Grzegorz Schetyna bądź Ryszard Petru zaczną rządzić, już będzie tradycja i wówczas Kaczyński będzie mógł wyjść z jednego cienia Szydło i udać się w drugi cień Schetyna/Petru.

cxe7gz3wgaa-ssp

Wróżę prezesowi PiS karierę w cieniu, Kazimierz Marcinkiewicz kiedyś nazwał taką rolę – cieniasem. Cienias Kaczyński – jak to brzmi?

Dzisiaj trudno mówić o sile gabinetu cieni i to akurat tego gabinetu, sporo zależy od kreatywności polityków PO. Wielu nie można odmówić doświadczenia rządzenia, bo pełnili najwyższe funkcje, więc łatwiej im będzie przekonywać wyborców, że wiedzą, co mówią. Jest w tym gabinecie wielu młodych polityków, którzy wydają się przewyższać kompetencjami analogicznych ministrów rządu PiS, np. Rafał Trzaskowski jest nieporównywalnie lepiej przygotowany do pracy w dyplomacji, niż nieszczęsny Witold Waszczykowski. Podobne przewagi ma Borys Budka, Krzysztof Brejza czy Rafał Grupiński. Dosadnie rok rządu Szydło określiła wicepremier gabinetu cieni była premier Ewa Kopacz, iż to „egoistyczna władza”, która „wpadła na chwilę do Sejmu z zagranicznej wycieczki i opowiadała nam o innym kraju. Na pewno nie o Polsce”.

O gabinecie Schetyny wypowiedziała się specjalistka od „kolesi” rzecznik klubu PiS Beata Mazurek: „ale to już było”. W PiS mają tendencję do zapominania, jaki w Polsce mamy ustrój. Mianowicie w demokracji wybory odbywają się co cztery lata. Kolesie Misiewicze z PiS wyptrzykali się z korupcji populistycznej, budżet się nie domyka i teraz przyjdzie władzy PiS żyć w tej kwestii „o suchym pysku”.

Na razie dla gabinetu Szydło groźniejszy jest cień Kaczyńskiego. Schetyna musi się uzbroić w cierpliwość i mądrość. Zwłaszcza ta ostatnia cecha jest światłem groźnym dla populistycznej władzy egoistów i „kolesi”.

cxib9zgweae1pvk

Kleofas Wieniawa pisze o nowym Greku Zorbie:

cxeia2aweaaj7ld

Rok rządów PiS. Taki mamy rezultat, że Polska poleciała na pysk w Unii Europejskiej, wykluczamy się z Zachodu, a od następnego roku będzie coraz wyraźniejszy zjazd w kierunku Grecji.

Do tej pory za Greka Zorbę uważałem Kaczyńskiego, teraz na swoją klate tę metaforę wziął Mateusz Morawiecki.

UWAGA, WAŻNE !!! Przekazujcie to dalej, bo umknęło uwadze przykryte emeryturami. I WPISUJCIE SIĘ, BO TO POLACY POWINNI SKOMENTOWAĆ.

cxdgewww8aai-e9