Posts Tagged ‘Tomasz Siemoniak’

Czy defilada na 100-lecie odzyskania niepodległości jest skrojona pod rączkę prezesa?

„Kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy”

Obcy martwią się o Polskę. W jednym z najważniejszych dzienników globu „New York Times” piszą: – „W tym krytycznym momencie człowiek, który popchnął Polskę na obecny kurs, (…) jest w dużej mierze nieobecny”. Polska nie tylko z amerykańskiej perspektywy wygląda na chorego człowieka Europy. Przywódcę, który doprowadził do tego stanu zapaści, ma też chorego i prawdopodobnie „kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy” – kontynuuje NYT.

Stan zdrowia prezesa PiS jest tajemnicą równą co najmniej tajemnicy zdrowia sowieckich genseków w ZSRR: – „Jest bardziej ukryte niż zdrowie pierwszych sekretarzy za czasów Związku Radzieckiego”. W reżimach przywódcy są pod ochroną sacrum, a takie świętości nie mają prawa chorować, bo są nieśmiertelni, a gdy uda się im zejść z tego świata, dotyczy to tylko ciała, bo ich idea została – zamordyzm. I o ten zamordyzm toczy się „walka buldogów pod dywanem” – zauważa nowojorski dziennik.

Zbliża się Święto Wojska Polskiego, które ma być zupełnie inne niż poprzednimi laty, wszak mamy 100 rocznicę odzyskania niepodległości. Przede wszystkim defilada nie przejdzie Alejami Ujazdowskimi, ale Wisłostradą u podnóża Zamku Królewskiego.

Dlaczego tak ma się stać? Można mniemać – i takie przypuszczenia są bardzo prawdopodobne – iż defilada jest szyta pod chorego człowieka, przecież nie pod Andrzeja Dudę, który nie sprawia wrażenia, aby miał zapanować nad bałaganem w polskiej armii. Czyżbyśmy mieli do czynienia z powtórką z historii – a w zasadzie z rozrywki – gdy I sekretarz KPZR Leonid Breżniew machał rączką, bo za kontuarem trybuny skryty człowieczek animował sztywniejącą jego górną kończynę.

Czy tym razem też tak będzie? Wyobraźmy to sobie – z nieba leje się żar 35-stopniowy, Joachim Brudziński trzyma nad szefem swym parasolkę w jednym ręku, a w drugim wiatraczek, choć i może tak być, że Krystyna Pawłowicz swoim słynnym japońskim wachlarzem będzie robiła ruch powietrza na twarz pisowskiego genseka. A gdzie Mariusz Błaszczak? Czy to nie on skrycie będzie poruszał wodzowską rączką?

Czy tak będzie wyglądała defilada? Przecież świata nie obchodzi, jaki sprzęt będzie w niej uczestniczył, bo wszyscy mają świadomość, że modernizacja armii została wstrzymana. Antoni Macierewicz, prezydent Duda i PiS zrujnowali przez blisko 3 lata armię, restaurowany jest dwudziesto- i trzydziestoletni sprzęt. Jedyny zakup to samoloty dla VIP-ów za 4 mld zł z pieniędzy na wojsko.

I właśnie te samoloty – o, zgrozo! – będą uczestniczyć w defiladzie. Były wicepremier i szef MON poprzedniej władzy PO-PSL Tomasz Siemoniak określa: – ”Wysłanie tych samolotów władzy na defiladę dowodzi kompletnej bezczelności!”.

Duda nawet w pośpiechu mianował Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych na czas wojny gen. Rajmunda Andrzejczaka, który – i znowu powołuję się na Siemoniaka – „nie ma żadnego doświadczenia na poziomie strategicznym”.

Wojsku Polskiemu jest bliżej do operetki niż do odstraszania wrogów ojczyzny. 100 lat temu wojska Tuchaczewskiego i Budionnego zostały odparte, a dzisiaj (9.08.2018) gdyby Putin z Miedwiediewem zdecydowali się na manewr Paskiewicza, to zdążyliby na defiladę na Wisłostradzie.

Jak PiS wprowadza i wyprowadza kozy

PiS do perfekcji opanował polityczną zasadę nieoznaczoności (w fizyce kwantowej Heisenberga). W publicystyce przyjęło to nazwę niewysublimowanego przykładu alegorii: wyprowadzenia kozy. Wprowadzasz kozę – śmierdzi, wyprowadzasz – wszyscy z ulgą przyjmują, że można oddychać. A guzik, koza zrobiła swoje, jej nie ma, ale smród pozostał na zawsze – smród zniewolenia.

Tak rozegrano w ubiegłym roku trzy ustawy sądownicze, gdy Andrzej Duda po wielkich protestach i łańcuchach światła dwie z nich zawetował, wyprowadził kozę, aby następnie wprowadzić kozę jeszcze bardziej waniającą, ale wszyscy byli już zmęczeni pisowskim smrodem.

PiS nawet we wprowadzniu kozy wyrobił się jeszcze bardziej jak babcine reformy. Sejm w wakacje miał nie pracować, obserwatorzy polityczni utyskiwali, że posłowie to lenie, a tu proszę parlamentarzyści pracują w pocie czoła, jak nie przymierzając w czasie żniw. Może za bardzo się nie napracują, ale jakie efekty, godne stachanowców.

Nowela ustawy o IPN to znamienity przykład śmierdzącej kozy pisowskiej. Ustawa o IPN rozeszła się na cały świat, PiS osiągnął zatem efekt globalny, świat potraktował jako chlew. Ale nie zgodziły się z takim traktowaniem dwa potężne państwa Izrael i USA. Chlewu w związku z pisaniem o Holocauście nie będzie! Premier Izraela dopilnował, aby Mateusz Morawiecki wyprowadził tę globalną kozę, upokorzenie polskiego premiera widziała publika całego świata. Morawiecki jednak uznał to za sukces, bo tym razem to na niego – w teorii nieoznaczoności Heisenberga – przeniosła się koza, którą w tym wypadku można byłoby nazwać: kozą upokorzenia.

Zauważmy, iż w przypadku PiS działa fizyka kwantowa – smród po ustawie o IPN pozostaje na zawsze, a za kozę tymczasem robi sam Morawiecki.

Tę zasadę – moje odkrycie: kozy kwantowej – wykorzystuje się przy upartyjnieniu Sądu Najwyższego. Od razu wyczułem kozę, gdy na agendę wrzucono sprawę całkowitej aborcji, która miała być odesłana ad Kalendas Graecas, czyli nigdy niezałatwiona, ale służąca do postrachu.

I oto wraca aborcja, bo trzeba na siłę rozpirzyć Sąd Najwyższy, który sam o sobie zadecydował – takie uprawnienie daje Konstytucja – iż nie da się rozpędzić, a Komisja Europejska rozważa skierowanie tej sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Frans Timmermans nie do końca ma świadomość, ilu kóz i jakie z nich wprowadzi PiS, aby którąś wyprowadzić i by poczuto ulgę.

Bardziej jednak niż o Timmermansa właściciele kóz martwią się o polską publikę. Wszak do wyroków Trybunału w Luksemburgu mogą się nie odnieść, ale do Polaków niekoniecznie, gdyż to zależy, ilu z nas będzie protestować. O tym subtelniej niż ja pisze Wojciech Maziarski w materiale „O co chodzi w „operacji aborcja”.

Szefowa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marta Lempart twierdzi, że kobiety będą protestować przeciw zakazowi aborcji, a wieczorem przyjdą pod Sąd Najwyższy. Ale w tym wypadku nie chodzi o zwartość protestujących, lecz o manipulowanie kozami i do tego PiS niewątpliwie się ucieknie.

PiS w dawkowaniu smrodów i mieszaniu nimi jak w alchemicznej retorcie jest mistrzem. Sam Goebbels mógłby się od nich uczyć, a w szczególności od Morawieckiego.

Takich kóz pisowskich jest bez liku. Jak wyprowadzono kozę: „nagrody nam się należą” (wprowadziła ją do obory B. Szydło)? Prezes powiedział, że mają je zwrócić na Caritas. Czy ktoś sprawdził, ile nagród odesłano do Caritasu, który wszak ich nie wypłacał? Ale to betka z nagrodami, które doją pisowscy działacze w spółkach skarbu państwa. Największy dystrybutor energii w Polsce, Energa ma już szóstego prezesa za czasów rządów PiS. Nie dość, że na tym stanowisku zarabia się krocie, to odprawy są wielokrotnie większe. Tak jest na stanowisku prezesa, lecz są pośledniejsze stanowiska w tej spółce i w innych spółkach skarbu państwa. Doją Energę i spółki państwowe rotacyjnie, bo „im się należy”. To nawet nie są dziesiątki milionów, ani setki, to więcej. Zresztą wystarczy porównać schemat i metody działania mafii, aby przekonać się, skąd PiS bierze wzorce dojenia, pobierania haraczów.

Tak do tej pory nikt nie postępował, bo poprzednie ekipy rządzące nie umywają się do PiS. Chrzanieniem w bambus jest używanie zwrotów, że poprzednie rządy, że PO-PSL, itd.

Spointuję nieco innym akcentem, mniej smrodliwym niż koza, lecz wielce nadającym się do „Ucha prezesa”, które nawet nie wiem, czy jest jeszcze realizowane, bo za kozami pisowskimi nie można nadążyć. Tomasz Siemoniak na swoim blogu pyta Morawieckiego i Joachima Brudzińskiego o słynną stępkę pod prom: „Dlaczego PiS nie poleruje stępki papierem ściernym?”

Niedługi tekst Siemoniaka jest przezabawny i uświadamia, że PiS nie tylko wprowadza i wyprowadza kozy, ale też ośmiesza na świecie imię Polski. Te dwie postaci pisowskie Morawiecki i Brudziński są jak Friko i Koko z cyrkowych skeczów, gdy jedna postać krzyczy do drugiej: „Wiesz Friko, że jesteś większym krętaczem ode mnie” i słyszy odpowiedź: „Ale ty Koko jesteś większym kłamcą”.

Pisowskie kozy pozostawią na zawsze smród na naszym wizerunku, ale moglibyśmy zadbać o to, aby już żadnych kóz nie wprowadzali. Jest na to jeden sposób, ich wyprowadzić.

BOSKIE :)))

WIELKI PAŃSTWOWY PRZETARG WYSADZONY W POWIETRZE DECYZJĄ JEDNEGO, NIEUPRAWNIONEGO CZŁOWIEKA. Przyznajemy mu tytuł „OJCA WSZYSTKICH BOMB”

Paweł Wroński zaskoczony wyznaniem „eksperta” Macierewicza, Wacława Berczyńskiego, który „wykończył caracale”. Są takie momenty, gdy śnię. Przecieram jednak oczy i okazuje się, że śnię dalej. Przede mną zaś wywiad Magdaleny i Maksymiliana Rigamontich w „Dzienniku Gazecie Prawnej” z dr. Wacławem Berczyńskim – przewodniczącym podkomisji smoleńskiej. Nie przypuszczałem, że ktokolwiek może tak skompromitować wyniki prac komisji smoleńskiej Macierewicza jak jej przewodniczący.

Tak, to ten sam naukowiec, który wynalazł bombę termobaryczną „z tłumikiem”. Tę, której wybuchu nikt nie widział, nie słyszał i nie zarejestrowały jej czarne skrzynki samolotu Tu-154 nadlatującego nad lotnisko w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.Wywiad wiele mówi o metodzie naukowej stosowanej przez emerytowanego „amerykańskiego naukowca” od mechaniki. Na pytanie, czy kiedyś był w Smoleńsku, ot tak, choćby z ciekawości, pada odpowiedź: „Nie, nikt mnie tam nie zaprosił, nikt mi tego nie zaproponował”. Twierdzi, że zanim Tu-154 utracił kawałek skrzydła po zderzeniu z brzozą, ciął tylko „gałązki”. Maksymilian Rigamonti zrobił jednak wiele zdjęć drzew ściętych przez samolot. Odpowiedź: „Wobec tego nie są to zdjęcia, które widziałem”.

Autorka wywiadu pyta, dlaczego próbny wybuch urządzono w metalowym modelu. Przyznam, że raczej przypominał szopę do przechowywania warzyw niźli samolot. Pyta, dlaczego okna (zwykle wypychane przez wybuch) zostały na modelu tylko namalowane. Pada spokojna odpowiedź, która podważa w ogóle sens tego eksperymentu: „Umieszczenie ich w tej replice kosztowałoby więcej pieniędzy i czasu”.

Problem, gdzie taki ładunek termobaryczny miałby być umieszczony (z eksperymentu wynika, że gdzieś w centrum kadłuba) i jak dostał się na pokład, trapi też jak widać dr. Berczyńskiego, skoro twierdzi on: „Zastanawiałem się nad tym wiele razy i nie wiem”. Cóż z tego, skoro jest przekonany, że tam był.

Dr Berczyński jest na 90 procent pewny, że kontrolerzy umyślnie źle sprowadzali Tu-154, na 90 procent, że na pokładzie był wybuch, i na prawie 100 procent, że samolot rozpadł się w powietrzu. Z dumą przypomina, że już w 2011 roku napisał artykuł, z którego wynikało, że „cała część ogonowa maszyny została odrzucona w trakcie lotu”.

Mamy więc jasność: rosyjscy kontrolerzy sprowadzali na ziemię samolot po to, żeby się rozbił, ale on sam rozpadał się w powietrzu pod wpływem wybuchu, tylko polscy piloci tego nie zauważyli, a przyrządy nie zarejestrowały. Aha, i jeszcze jakiś dziwaczny przyrząd w kabinie, który wołał jak oszalały: „Pull up, terrain ahead!”.

Całość wygląda jak usilna próba dopasowania „nauki” do scenariusza filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauzego, z którym zresztą ta sama autorka wcześniej zrobiła wywiad.

Na smoleńskiej rocznicy prezes Jarosław Kaczyński mówił, że po raz kolejny komisja zbliżyła się do prawdy, bo teraz strona „wybuchowa” dysponuje dowodami „naukowymi”. Prawda, mówił to bez pasji i specjalnego przekonania. W tym wywiadzie dr Berczyński wszystkie te dowody sam koncertowo masakruje. Czy ja nadal śnię? A może oglądam film „Wystarczy być” w wersji smoleńskiej z nowym Mr. Chance’em w roli głównej?

UCIEKŁ JAK TCHÓRZ? PRZECZYTAJ:

Wstrząsnięty jest były minister obrony Tomasz Siemoniak, który udzielił wywiadu portalowi wiadomo co.

„Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale” – powiedział Wacław Berczyński w rozmowie z Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika Gazety Prawnej”. To zdanie przewodniczącego powołanej przez MON podkomisji ds. ponownego zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej wiele osób wprawiło w osłupienie. – Sam przyznaje się do nielegalnych działań. Sprawą powinna z urzędu zająć się prokuratura – komentuje w rozmowie z wiadomo.co wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej. Przypomina też o wniosku PO dotyczącym powołania komisji śledczej w sprawie postępowań śmigłowcowych.

Dziwne wyznanie Wacława Berczyńskiego

Dr Wacław Berczyński w rozmowie Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika Gazety Prawnej” opowiada m.in. o kulisach rezygnacji Ministerstwa Obrony Narodowej z zakupu francuskich śmigłowców:

Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie. (…) Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba. Markowi Pyzie w piśmie „wSieci” powiedziałem, że to jest przekręt, że Polska nie może tak strasznie przepłacać – i się zaczęło.

Szef podkomisji badającej ponownie przyczyny katastrofy smoleńskiej opowiada też o swojej współpracy ws. śmigłowców z szefem MON Antonim Macierewiczem:

To był kwiecień 2015 r., jeszcze rządziła PO. Potem wybory wygrał PiS, ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który powiedział: „bądź moim pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców”. I tak, krok po kroku, zaproponowano mi, bym włączył się w pracę w WZL w Łodzi, w których powstają właśnie helikoptery. I powiem pani, że z przyjemnością się zgodziłem.

Zerwane negocjacje z Francuzami

Przypomnijmy, przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON do końcowego etapu zakwalifikowało ofertę Airbus Helicopters z maszyną H225M Caracal. Ministerstwo twierdziło, że tylko ta oferta spełniła wymogi formalne. Odrzuciło wtedy ofertę Świdnika ze względu na zbyt odległy termin dostawy, i Mielca – z powodu braku uzbrojenia.

W maju 2015 r. PiS w sprawie przetargu zawiadomiło prokuraturę. Ta początkowo odmówiła wszczęcia postępowania. Decyzja została jednak zmieniona jesienią 2016 r. (już po wygranych przez PiS wyborach). Śledztwo cały czas się toczy.

Na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju, które negocjowało offset z Airbusem, uznało dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe. MON na nowo rozpoczęło procedurę pozyskania nowych śmigłowców w ramach pilnej potrzeby operacyjnej.

„Wykończenie” przetargu to działanie nielegalne. To kolejny odcinek w serialu skandali w MON-ie. Powaga państwa polskiego w tym obszarze upada strasznie nisko – mówi w rozmowie z wiadomo.co były minister obrony narodowej, poseł PO Tomasz Siemoniak.

Kamila Terpiał: Jaka powinna być reakcja organów państwa na taką wypowiedź Wacława Berczyńskiego?         
Tomasz Siemoniak: W normalnym państwie taką wypowiedzią powinna się zająć prokuratura, która zresztą prowadzi postępowanie w sprawie śmigłowców. Ta informacja może być kluczowa dla śledztwa. Okazuje się, że to nie komisja przetargowa w ministerstwie obrony czy komisja offsetowa w ministerstwie rozwoju, tylko zewnętrzna osoba wywarła decydujący wpływ, czyli „wykończyła caracale”. Pytanie: w jakim trybie to się zdarzyło, jaki był dostęp pana Berczyńskiego do dokumentów, z kim rozmawiał? Mamy do czynienia z postępowaniem przetargowym na 13,5 mld zł, największym w historii Ministerstwa Obrony Narodowej i nagle okazuje się, że poza wszelkimi procedurami znajomy ministra Macierewicza przyznaje się do „wykończenia” przetargu. To jest działanie nielegalne, nie można w taki sposób wpływać na komisje przetargowe. Do ogromnych znaków zapytania w sprawie działań Antoniego Macierewicza dotyczących śmigłowców dochodzi teraz chyba największy z tych znaków zapytania, ale też pokazujący, jakie są mechanizmy w państwie PiS.  Sprawa wymaga wyjaśnienia i rezerwujemy sobie prawo do różnych działań.

Czyli jakich?
Przypomnę, że w październiku złożyliśmy wniosek o powołanie komisji śledczej w sprawie postępowań śmigłowcowych, chcąc pokazać z jednej strony, że w czasie naszych rządów wszystko było przejrzyste i zgodne z prawem, ale chcemy, żeby zostały też wyjaśnione działania rządu PiS-u. Przecież od października do kwietnia, jeżeli chodzi o sprawy śmigłowcowe, mamy do czynienia z serią zdarzeń, które potwierdzają potrzebę powołania komisji śledczej. Były już kupowane Black Hawki, które miały dolecieć do końca roku, był śmigłowiec polsko-ukraiński, a na koniec mieliśmy zapowiedź zakupu 12. śmigłowców za 7 mld zł, czyli drożej, i bez offsetu, niż w przerwanym postępowaniu. Skoro pan Wacław Berczyński bulwersował się tamtymi kwotami, to powinien jeszcze bardziej bulwersować się tymi.

Apelujecie o powołanie komisji śledczej. Co jeszcze można robić? Apelować do prokuratury?
Oczekujemy, że prokuratura zajmie się tą sprawą z urzędu, tym bardziej, że toczy się postępowanie. Jeżeli tego nie zrobi, jestem prawie pewien, że będziemy wnioskować do prokuratury. Mamy jeszcze komisję obrony narodowej, mamy zapowiedziany w czwartek wniosek o odwołanie ministra Macierewicza, jeżeli nie zostanie odwołany w ciągu tygodnia. To jest już kolejna bulwersująca sprawa, kolejny odcinek w serialu skandali w MON-ie. Powaga państwa polskiego w tym obszarze upada strasznie nisko. Jeżeli okazuje się, że to pan Berczyński rozstrzyga przetargi, to ja nie znam drugiego kraju, w którym tak by się to odbywało.

Jakie są powody takiego oświadczenia szefa podkomisji smoleńskiej. Myśli pan, że to przypadek?
Nie zdarza się coś takiego, żeby ktoś z własnej woli, bo przecież w wywiadzie nawet nie został o to zapytany, przyznawał się do nielegalnego działania. To jest bezprecedensowe, ale się zdarzyło. Jeśli to pada z ust osoby tak wysoko sytuowanej, która uważa się za przyjaciela Antoniego Macierewicza i która podaje się za pełnomocnika do spraw śmigłowców (zresztą kolejne ważne pytanie, czy formalnie na takie stanowisko został powołany), to jest bardzo poważna sprawa. Pytanie więc, czy to jest niemądra przechwałka, która może na niego sprowadzić poważne kłopoty, czy wyrzuty sumienia, czy rzeczywiście sypie się ekipa Macierewicza po odejściu Misiewicza i będą się działy jeszcze rożne dziwne rzeczy. To może być też ucieczka do przodu po kompromitacji jego podkomisji, potwierdzonej poniedziałkowym „show”. Mamy dodatkowo badania, z których wynika, że tylko 6,5 proc. Polaków wierzy w wybuch na pokładzie tupolewa. To jest jedna wielka kompromitacja pana Wacława Berczyńskiego.

Najnowszy sondaż pokazuje trend – PiS na śmietnik historii. Tam miejsce Kaczyńskiego z jego ferajną.

• 28 proc. PiS, 27 proc. PO, 12 proc. Kukiz’15, Nowoczesna 5 proc.
• Takie są wyniki nowego sondażu Kantar Public – podała „Wyborcza”
• To kolejny sondaż pokazujący wzrost notowań Platformy

W najnowszym sondażu Kantar Public (dawniej TNS) opisanego przez „Gazetę Wyborczą” PiS wyprzedza PO już tylko o 1 pkt. proc. To różnica w granicach błędu statystycznego – podkreśla „Wyborcza”. I tak: 28 proc. ankietowanych głosowałoby na PiS, 27 proc. na PO, 12 proc. na Kukiz’15, 5 proc. na Nowoczesną. Do Sejmu nie dostałyby się: PSL (4 proc.), SLD (3 proc.), Razem i KORWiN (po 2 proc. głosów). „Wooow, coraz bliżej! Dziękujemy!” – skomentowała radośnie Platforma.

Bądźmy razem.

NAWET PRYMAS POLSKI UWAŻA, ŻE SEJM TO NIE KOŚCIÓŁ. CZY POSŁANKA SOBECKA SŁYSZAŁA? A RESZTA TEGO NADGORLIWEGO TOWARZYSTWA?

Waldemar Mystkowski pisze o oczekiwaniu polskich katolików. Rydzyk na papieża.

Ile mamy Kościołów katolickich w Polsce? Przynajmniej dwa. Ten normalny, którego hierarchia jest układana w Watykanie, a na czele stoi prymas Polski abp Wojciech Polak.

Drugi Kościół jest jednak w kraju ważniejszy, na czele jego stoi redemptorysta o. Tadeusz Rydzyk, ma status zwykłego księdza, lecz z jego nadania jest przynajmniej dwóch ministrów (Antoni Macierewicz i Jan Szyszko) i wpływowa posłanka Anna Sobecka.

Rządzący Kościół katolicki podjął w Sejmie tzw. uchwałę fatimską. Akt nie z naszej rzeczywistości, który stoi w sprzeczności z rozdziałem państwa z Kościołem, z konstytucją.

W tej właśnie kwestii zajął głos oficjalny namiestnik Kościoła katolickiego w kraju prymas abp Polak, wydawałoby się osoba najwłaściwsza. Arcybiskup stwierdził kategorycznie: „Takie akty powinny być w kościele, a nie w Sejmie. Akty ściśle religijne nie powinny być wykorzystywane do tego, że będziemy tak czy inaczej odczytywać naszą społeczną rzeczywistość”.

Można więc zapytać prymasa: dlaczego tak późno. Mleko już się rozlało. Tzw. uchwała fatimska jest proweniencji bardzo zaprzeszłej, by nie napisać średniowiecznej, a przy tym tzw. objawienia fatimskie nie zostały oficjalnie uznane przez Watykan.

Rozumiem, że zwierzchnie Młyny Boże mielą wolno. Dlaczego młyn Rydzyka zasuwa tak szybko, a oficjalny młyn katolicki spóźnia się. Czyżby nie był podłączony do odpowiedniej trakcji elektrycznej? Z takiego ziarna nie będzie żadnej mąki.

Prymas abp Polak nie ma poparcia większości biskupów polskich, a takim cieszy się o. Rydzyk. Zaczyna być głośno o nadziejach polskiego Kościoła. Ostatnio dała temu przykład „Gazeta Trybunalska”.

Rydzyk jest tam sytuowany bardzo wysoko, najwyżej, zaś papież Franciszek nie spełnił oczekiwań polskiego kleru: „Kardynał Bergoglio, jezuita, przybrał imię Franciszka, na cześć swego imiennika, świętego z Asyżu. Z całym szacunkiem dla obecnego papieża, nie był to dobry wybór. Franciszek postanowił zaprzyjaźnić się ze światem. Najpierw byli to dziennikarze, później dzieci, chorzy, geje, lesbijki, liberałowie, czarni, biali, żółci, brązowi i w ogóle wszyscy. Nic dziwnego, że większość lewicowych obserwatorów zachwyciła się nowym watykańskim zwierzchnikiem.”

Więc pod adresem Franciszka padają silne sugestie, aby poszedł drogą Benedykta XVI: „Franciszek oznajmił, że po kilku latach posługi zrezygnuje, podobnie, jak jego poprzednik.” Polski Kościół ma propozycję: „Ojciec Rydzyk nie musi zostać kardynałem, aby stać się głową Kościoła. Konklawe może wybrać na następcę św. Piotra każdego, kto otrzymał święcenia kapłańskie. Poza tym w polskim Kościele nie brakuje ważnych osobistości, które wybór o. Rydzyka powitałyby z radością”.

Rydzyk papieżem? Na razie jest papieżem polskiego Kościoła, który potrafi zlecić Sejmowi uchwałę o objawieniach, a prymas po czasie nieśmiało wyraża się o niej negatywnie.

NAWET PRYMAS POLSKI MÓWI, ŻE SEJM TO NIE MIEJSCE NA NADGORLIWOŚĆ POSŁANKI SOBECKIEJ.

Kleofas Wieniawa podsumowuje PiS.

Szef ekspertów Macierewicza Wacław Berczyński przyznał się, że „wykończył” caracale. Wobec tego zamiast śmigłowców bojowych mamy samoloty dla VIP-ów.

Z tego Berczyńskiego wychodzi coraz większy mitoman. CV ma tak podrasowane, iż można spokojnie stwierdzić, że mamy do czyniena z kolejnym Misiewiczem.

Tylko do takich ma dostęp Macierewicz. Mnie to w ogóle nie dziwi.

MON zaprzecza Berczyńskiemu, oświadczając, że mija się z prawdą ws. caracali.

Żałosne.

Berczyński przede wszystkim mija się z prawdą ws. ładunku termobarycznego z tłumikiem na pokładzie tupolewa. Zresztą eksperyment ten został wystarczająco podważony, tj. osmieszony przez OKO.press

To wszystko dzieje się w Polsce, a nie w jakiejś grafomanii. Polska leci ku katastrofie smoleńskiej. Wszystkich nas osadzono w Tworkach.

TĄ JEDNĄ USTAWĄ ZIOBRY, PiS ZMIENI USTRÓJ POLSKI I BEZPRAWNIE ZŁAMIE KONSTYTUCJĘ. POLACY, OBUDŹCIE SIĘ.

>>>

TRUDNO W TO UWIERZYĆ, ALE TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!!!

c5d0p2uwiaeawa6

TEN, KTÓRY CIĄGLE POTRZEBUJE OD NAS PIENIĘDZY JEST WYSOKO NA LIŚCIE NAJBOGATSZYCH POLAKÓW. A WY, NA KTÓRYM JESTEŚCIE MIEJSCU, NA TEJ LIŚCIE?

c5gy7b3wcaabrgs

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, jak Andrzej Duda przestał być zwierzchnikiem armii. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zakazał najważniejszym dowódcom Wojska Polskiego bezpośredniego kontaktu z prezydentem Andrzejem Dudą.

jak-macierewicz

Ustny zakaz kontaktów z prezydentem dla szefa sztabu, dowódcy generalnego i dowódcy operacyjnego sił zbrojnych został wydany jesienią przez szefa MON. Po co? Powody są co najmniej dwa.

c5f8bm5w8aa2bfl

Po pierwsze, nie informować prezydenta

Według zamysłu Macierewicza Andrzej Duda o sytuacji w armii ma wiedzieć jak najmniej. Powód? Generałowie dopominali się m.in. interwencji zwierzchnika sił zbrojnych w sprawie niektórych nominacji, a także wyjaśnień, na czym ma polegać zmiana systemu dowodzenia i jak ma wyglądać nowy program modernizacji technicznej sił zbrojnych.

– Wygląda na to, że prezydent już się pogodził z faktem, że nie ma wpływu na sytuację w wojsku. W gronie bliskich współpracowników stwierdził nawet, że nie tylko on ma problemy z Antonim Macierewiczem – twierdzi nasz informator z Pałacu Prezydenckiego. – W relacjach z szefem MON Andrzeja Dudę reprezentuje Paweł Soloch. Szef BBN jest zwany w Pałacu Harrym Potterem i najwidoczniej Macierewicza się boi. Obecnie sytuacja jest taka, że każdemu spotkaniu prezydenta z kadrą dowódczą towarzyszy minister Macierewicz – dodaje nasz rozmówca.

Krytyczne wypowiedzi na temat kierowania siłami zbrojnymi w obecności prezydenta spowodowały już dymisję inspektora sił powietrznych gen. Tomasza Drewniaka.

Nasi rozmówcy twierdzą, że jedyną osobą w Pałacu Prezydenckim, która ma szczegółowe informacje na temat sytuacji w siłach zbrojnych, jest gen. Jarosław Kraszewski, artylerzysta, który m.in. był w Iraku. Generał jest pracownikiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Po drugie, wpłynąć na decyzje Andrzeja Dudy

Powodem zakazu kontaktów wyższych oficerów z prezydentem była też szczególna troska Macierewicza o to, by nikt nie wpływał na Andrzeja Dudę przy personalnych wyborach, szczególnie przy wyborze najważniejszym: szefa Sztabu Generalnego.

Aby dopilnować korzystnego dla siebie rozwiązania, minister obrony uknuł nawet małą intrygę. Na przełomie października i listopada Andrzej Duda w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych miał rozmawiać o wyzwaniach, jakie stoją przed wojskiem, oraz o projekcie reformy systemu dowodzenia siłami zbrojnymi. Ku zaskoczeniu prezydenta na miejscu witał go zastępca dowódcy. Sam dowódca – gen. Marek Tomaszycki – przebywał wówczas w podróży służbowej. Najprawdopodobniej był w Afganistanie, gdzie przygotowywał kolejną zmianę w polskim kontyngencie, o czym dobrze wiedział minister Macierewicz.

Prezydent uznał nieobecność za despekt ze strony dowódcy operacyjnego, a sprawa miała istotne znaczenie: gen. Tomaszycki, świetnie mówiący po angielsku i mający bardzo dobre notowania w NATO, miał być według nieoficjalnych informacji faworytem Pałacu Prezydenckiego przy wyborze szefa Sztabu Generalnego. Natomiast szefowi MON zależało na nominacji gen. Leszka Surawskiego.

I dopiął swego: Surawski 31 stycznia został szefem Sztabu Generalnego WP.

Gen. Surawski w ostatnim czasie stał się jednym z najbliższych współpracowników ministra Macierewicza. To on m.in. wskazał nowego dowódcę generalnego sił zbrojnych: gen. Jarosława Mikę, dowódcę 11. Dywizji, podobnie jak gen. Surawski – czołgistę.

PIĘKNE PODSUMOWANIE WOJTKA KUSSOWSKIEGO

c5f_qrbwyaereb4

KOGO SIĘ TAK SZYDŁO BOI??? POLAKÓW? 

c5g0e0aw8aal91x

Bartosz T. Wieliński pisze o żałosnych pisowskich występach w Monachium. Politycy PiS nie chcą zrozumieć, że państwo traci, gdy polityka zagraniczna jest tylko pochodną krajowej. A gdy rozgrywają wewnętrzne interesy w międzynarodowych gremiach, stają się śmieszni.

INTERNAUCI PODPOWIADAJĄ. MACIEREWICZA OSZUKUJE DILER.

c5gb3cewqaadc_f

W 2007 r. rząd PiS zbojkotował konferencję bezpieczeństwa w Monachium, gdy Władimir Putin groził Zachodowi zimną wojną. – Gdyby tam był Jarosław Kaczyński, to mogłoby dojść do rękoczynów z Putinem – tłumaczył absencję ówczesnego premiera Marek Kuchciński. Coś w tych słowach było proroczego, bo w tym roku, gdy politycy PiS stawili się w Monachium silną grupą, emocje sięgnęły zenitu.Szef MSZ Witold Waszczykowski ściął się publicznie z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem – Holendrem znienawidzonym przez „dobrą zmianę” za to, że nadzoruje procedurę monitorowania praworządności w Polsce.

Do Monachium od pół wieku najważniejsi politycy, dyplomaci i eksperci przyjeżdżają dyskutować o bezpieczeństwie zachodniego świata. W tym roku ta kwestia jest paląca. Nie wiadomo bowiem, czy Ameryka pod rządami prezydenta Trumpa nie wycofa się z Europy.

Co miał o tym do powiedzenia minister obrony Antoni Macierewicz? Ano tyle, że „zamach” w Smoleńsku był etapem rosyjskiej agresji, tak jak wojna w Gruzji czy aneksja Krymu. Wcześniej wzywał NATO, by pomogło wyjaśnić, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., choć Sojusz przyczyn katastrof lotniczych nie bada.

Politykę zagraniczną nieustannie miesza z wewnętrzną Jarosław Kaczyński. Trafił ostatnio na nagłówki gazet, gdy okazało się, że straszył Angelę Merkel podczas jej wizyty w Warszawie możliwym żądaniem ekstradycji Donalda Tuska. Merkel chciałaby, by przewodniczący Rady Europejskiej pozostał na tym stanowisku następne dwa i pół roku. Kaczyński zaś widzi Tuska przywożonego do Warszawy w kajdankach wojskowym samolotem…

Kaczyński nie jest pierwszym przywódcą partyjnym, który lekceważy dyplomację. Co do występów szefa MON – szkoda słów. Ale rolą ministra spraw zagranicznych jest dbać o reputację kraju, dyplomatycznie zacierać złe wrażenie. Waszczykowski tego nie potrafi. Gdyby w piątek trzymał nerwy na wodzy, nie myślał o tym, jak wypadnie w „Wiadomościach” TVP, czy o tym, co powie Kaczyński. Gdyby zachował się jak dyplomata.

Timmermans jakby tylko czekał na okazję. Podczas dyskusji z Waszczykowskim wspomniał październikowy strajk kobiet w Polsce, mówił o niezależności sędziów. Gdy polski minister wypomniał mu brak sądu konstytucyjnego w Holandii (funkcję tę pełni tam rada państwa), z uśmiechem odpowiedział, że skoro polska konstytucja przewiduje trybunał, to rząd nie powinien go niszczyć. Skrytykował też obraźliwe i nierzeczowe odpowiedzi polskiego rządu na zalecenia Komisji Weneckiej.

A gdy Waszczykowski prosił, by pozwolić Polakom przestrzegać ich konstytucji, „a nie waszej wizji konstytucji”, Timmermans odparł, że niczego innego od Polski i dla Polski nie chce.

Spektakl ten przypomniał siedzącym na sali głowom państw, szefom rządów, ministrom, na czym polega spór między Unią a rządem PiS i jakie skutki może mieć dla Europy. I że ten trwający od roku konflikt trzeba wreszcie rozwiązać.

c5gj-7qwyaesjen

Waldemar Mystkowski pisze o TVP, które nie powiadomiło widzów, że Agnieszka Holland zdobyła wielką nagrodę filmową.

KACZYŃSKI COFA POLSKĘ DO LAT DZIECIŃSTWA. DO WSZYSTKICH KOSZMARÓW, KTÓRE WTEDY POLSKĘ RUJNOWAŁY.

c5givokwqaa5_if

PiS zmniejsza Polaka i obywatela

pis-zmniejsza

Zanadto nie martwi mnie, że PiS sekuje kulturę, odmawia pieniędzy na dzieła ważne dla substancji duchowej narodu. One tak czy siak zostaną dowartościowane, kultura zawsze była niezależna od źródeł finansowania, może dlatego tak często wybitni twórcy ubodzy.

PRL bał się twórców, starał się ich podporządkować, łożył pieniądze, a ci – oprócz integralnych akolitów – mieli zupełnie inny światopogląd, niż zadekretowany. Dlatego nie zanadto obrażam się na Piotra Glińskiego, iż podzielił pieniądze na wsparcie przedsięwzięć kulturalnych wśród twardych pisowców i katolików, bo oni nie są w stanie wznieść ponad przeciętność. Będziemy mieli gnioty typu film „Smoleńsk”, którego nikt nie chce oglądać, bądź ten rydzykowy „Zerwany kłos”.

Martwi mnie przekaz do społeczeństwa, do odbiorców. To jest najbardziej krucha materia, bezbronna, gdy zwalczana jest kultura (o w tym kontekście nie boję się nazwać: kultura narodowa, bo taką jest wszystko, co stwarzane jest w narodzie, arcydzieła i kicze). Część odbiorców będzie pozbawiona obrazu polskiej kultury aktualnie powstającej, będzie pozbawiona tych drożdży, które pozwalają uczestniczyć w dialogu z nowymi zjawiskami społecznymi, kulturowymi. I nie chodzi nawet o aktywne zajęcie głosu, ale o świadomość, iż coś takiego się dzieje.

PiS uderza w duchowość polskiego społeczeństwa, zubaża Polaków. Metaforycznie można to opisać, iż pozbawia części Polaka w Polaku, w obywatelu obywatela. Władza PiS zmniejsza ludzi, trawestując: „Prezesie, zmniejszyłem wyborców” – mógłby zameldować Jacek Kurski. I taka dokonuje się operacja zmiany, „dobrej zmiany” w mediach pisowskich. Zmienia się z normalnego na „dobre”, na małe, wówczas zrozumiałe dla prezesa i jego akolitów.

Agnieszka Holland odnosi sukces na festiwalu filmowym w Berlinie zdobywając „Pokotem” Srebrnego Niedźwiedzia, w mediach tzw. narodowych do tego stopnia zmniejszyli ten sukces, że w ogóle nie poiformowano o nim. Za duży to sukces, przerasta ich. Oczywiście, że w innych mediach informacja została podana, bo jeszcze nie mamy cenzury, ale część odbiorców , nawet tych najbardziej biernych, została przefasowana na pisowską małość, na zmniejszenie. Dużo, niedużo? Może to tylko milimetr, ale w kulturze to czasami dużo.

Na to się oburzam, na to, że zmniejszają Polaków. Beata Szydło może nie lubić genialnej „Idy” Pawlikowskiego, nawet to rozumiem, bo sama dawno została zmniejszona i nie wróżę jej powrotu do normalności, więc „Ida” będzie poza jej zasięgiem, ale dlaczego zmniejszają wielu młodych Polaków nieświadomych tej operacji zmniejszania?

ILU JESZCZE POSŁÓW PiS TAK KŁAMIE???

c5gdoomwqaeanoa

NA WAWEL LIMUZYNĄ, DO DOMU SAMOLOTEM – „PRACA I POKORA” W PAŃSTWIE PiS

c5ga2g8xuaedxap

Kleofas Wieniawa pisze o międzynarodowej dedradacji Polski pisowskiej.

polska-pisowska

Czy politycy PiS uświadamiają sobie, iż doprowadzili do sytuacji zdegradowania Polski do drugiej ligi. Może mają oczy dookoła głowy, bo rozumu raczej nie mają tak usytuowanego.

Podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium zasłynął najbardziej Witold Waszczykowski, który jak Reytan bronił dewastacji demokracji i prawa w Polsce przed mieszczaninem – w dobrym znaczeniu – wiceszefem Komiji Europejskiej Holendrem Fransem Timmermansem.

Otóż Waszczykowski odkrył z właściwą mu emfazą, iż w Holandii nie na Trybunału Konstytucvyjnego. Ale ten niezbyt lotny dyplomata nie odkrył, że w tym kraju żadnemu politykowi nie przyjdzie do głowy, aby łamać konstytucję. Holandia ma jedną z najbardziej utwardzonych demokracji i może być przykładem dla całego świata zachodniego, włącznie z krajami anglosaskimi.

Zaś Andrzej Duda nie spotkał się z wiceprezydentem USA Mike’m Pencem, bo już z Dudą niewielu chce sie spotykać. Nie jest żadnym partnerem, a wydawałoby się, że do Jankesa nie jest tak trudno dotrzeć, bo nie nazbyt wielu było prezydentów w Monachium. Duda zaś mógł usłyszeć z ust Pence’a, iż światowym bohaterem walki z komunizmem jest Lechem Wałęsa. Wyobrażam sobie jak w tym momencie Duda zrobił swoją minę papuśnego zdziwienia.

Był jeszcze Antoni Macierewicz w stolicy Bawarii, ten niestety ma renomę taką, na jaką zasługuje także w kraju, ministra od zamachu smoleńskiego. Zawsze w takich wypadkach polscy ministrowie obrony spotkali się z sekretarzem obrony USA, ale nie Macierewicz.

Spadamy we wszystkich klasyfikacjach, w Unii Europejskiej w połowie marca dowiemy się z „białej skiegi” kierunku reform, którą przedstawi Komisja Europejska, zostaliśmy zdegradowani do ostatniej prędkości integracji, bo takie zostaną wyznaczone krajom członkowskim. Nie będziemy sami, bo z Węgrami.

Może już nawet nie jesteśmy w drugiej lidze, ale w trzeciej, dzieki takim złamanym ludziom i politykom, którzy niewiele mają do powiedzenia, jak Waszczykowski, Duda, Macierewicz.

PAŃSTWO PiS, PONAD PRAWEM

c5dxn1xwcaehodg

MA RACJĘ?

c5dwy1rxaauv-v

>>>

CZY KOGOŚ WIELKOŚCI PINGWINA MOŻNA NAZWAĆ KURDUPLEM?

c2k0uguxgaehgeu

MAMY NADZIEJĘ, ŻE SPRAWDZIŁ PRZED WYJŚCIEM PRZEZ JUDASZA, ŻE JUŻ NIKT NIE RZUCA

c2kmfbzxcaatx8x

KLIKAJCIE. NALEŻY SIĘ. KSIĄDZ DOSTAŁ PIANY.

c2ksld4xgaic68f

„Macierewicz psuje armię, i mówię to z całą odpowiedzialnością. Brak wiarygodności i fatalna polityka personalna” – tak wojsko pod rządami obecnego szefa MON opisuje w „Tygodniku Powszechnym” Tomasz Siemoniak. Wg b. ministra obrony, Macierewicz odcina od armii prezydenta, a samym resortem „dowodzi” jego 26-letni zastępca.

prezydent

Tomasz Siemoniak nie pozostawia dosłownie suchej nitki na kierownictwie MON i sposobie, w jaki resort prowadzi politykę personalną wobec oficerów. To, że z armii, w krótkim czasie, odchodzą najważniejsi dowódcy ma – zdaniem Siemoniaka – kluczowe znaczenie. Jak twierdzi, to dowód na „niezdolność do współpracy z Macierewiczem”.

Były minister obrony mówi w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”, że w praktyce ministerstwem obrony kieruje 26-letni rzecznik resortu. I to on wzywa do siebie generałów i z nimi rozmawia.

Misiewicz wzywa generałów na rozmowę

„W praktyce wygląda to tak, że resortem na co dzień zarządza właśnie Misiewicz. Minister zajęty jest wielka polityką, przemówieniami, mediami. Natomiast jego rzecznik zajmuje się m.in. kadrami”.

Siemoniak mówi, że na takie wezwania personalne generał musi się stawić. „Musi przyjść. Niektórzy nie zgadzali się na to i zapłacili stanowiskiem.”

c2j0afwxaaqb0i9

Wojsko to hierarchia. Takie zachowanie poniża generałów

Na pytanie czy to poniża dowódców, Siemoniak przypomina, że wojsko to struktura hierarchiczna. „26-letni urzędnik, który wydaje polecenia, domaga się, by otwierać przed nim drzwi, który jeździ po mieście rządową limuzyną na sygnale, który żąda by do niego mówić: czołem, panie ministrze… . Nie żartuję. Dowódcy odchodzą. Odejście generałów: Mirosława Różańskiego i Mieczysława Gocuła to koniec pewnej epoki. Oni mieli autorytet, gwarantowali normalność i byli parasolem chroniącym żołnierzy przez ‘Misiewiczami’” – mówi Siemoniak.

To dobra decyzja Andrzeja Dudy

Polityk liczy, że „szaleństwa Macierewicza” będzie korygował prezydent, który choć werbalnie popiera szefa MON, to tam gdzie może działa rozsądnie. Jako przykład takich działań Siemoniak wymienia mianowanie generała brygady Sławomira Wojciechowskiego na stanowisko dowódcy operacyjnego rodzajów sił zbrojnych oraz przedłużenie kadencji szefowi Sztabu Generalnego generałowi Gocułowi [gen. Gocuł i tak postanowił z końcem stycznia odejść z armii]. Niestety, jak mówi Siemoniak, minister obrony odcina prezydenta Dudę od wpływu na kształt armii.

„Panowie, proszę mówić szczerze”. Po tygodniu już nie pracował

„Powiem na przykładzie szeroko opowiadanym w wojsku. Kilka tygodni temu prezydent i minister odwiedzili dowództwo generalne. Za stołem generałowie, inspektorzy sił zbrojnych. Prezydent: ‘Panowie, proszę mówić szczerze, jaka jest sytuacja’. Odzywa się jeden z najważniejszych inspektorów. Macierewicz jest niezadowolony. Prostuje koryguje. No, ale prezydent chciał, żeby było szczerze. Mija tydzień i co? Minister zwalnia tego inspektora, świetnego generała. Prośbę prezydenta o szczerość słyszało kilkunastu najważniejszych dowódców będących w sali. I co oni pomyśleli? Zwierzchnik sił zbrojnych każe mówić szczerze, a minister za to wyrzuca, co to jest? Kto w wojsku będzie szanował prezydenta po czymś takim?” – mówi otwarcie Tomasz Siemoniak.

Były minister podkreśla, że dowódca w wojsku musi mieć charakter i swoje zdanie.

Armię zrujnują lizusy i potakiwacze Macierewicza. (…) Minister musi znać prawdę, to są zbyt poważne sprawy, żeby je oddawać picerom i miernotom” – dodaje Siemoniak.

Przez pierwszy rok rządów PiS z armii odeszło albo zostało do tego zmuszonych ponad 260 pułkowników i 26 generałów.

c2nkzjuxgaqyo_w

KUŹNIAR JAK ZWYKLE, W 10.

c2j85jrweaaa1kk

SZCZYT BEZCZELNOŚCI. ŁODZIANIE NIE SĄ NAIWNI I DOSKONALE WIEDZĄ, ŻE PiS DLA NICH NIE ZROBIŁ NIC.

c2mehq9wiaayq9n

KURSKI NAZWANY PO IMIENIU. KŁAMCA I OLEWUS.

policja

Policjanci pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzą śledztwo w sprawie wydarzeń, które w nocy z 16 na 17 grudnia miały miejsce przed Sejmem, m.in. blokowano wyjazd posłów i przedstawicieli rządu. Stołeczna policja publikuje wizerunki osób, które mogą mieć związek ze zdarzeniami; wczoraj – kolejnych 21 osób. Rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek twierdzi, że robi tak na polecenie prokuratury i nie chce komentować całej sprawy. Problem w tym, że prokuratorzy – w tym prokurator okręgowy Paweł Wilkoszewski – też nie chcą rozmawiać na ten temat i zasłaniają się tajemnicą śledztwa. – „Z uwagi na dobro śledztwa nie mogę ujawnić szczegółów tej sprawy” – ucina pytania prasy rzecznik  Prokuratury Okręgowej w Warszawie Michał Dziekański.

c2kochnwiaewu7m

Jednym słowem nie wiadomo, dlaczego stołeczna policja i Prokuratura Okręgowa w Warszawie poszukuje demonstrantów, których wizerunki zdecydowała się upublicznić. Wiadomo natomiast, że warszawska prokuratura postawiła zarzut jednej osobie. Jakub K. sam jednak zgłosił się na policję, a został oskarżony o znieważenie operatora telewizji. Z kolei szef MSWiA poinformował dzisiaj, że policja zidentyfikowała już 80 osób protestujących wówczas przed Sejmem. – „Wszyscy ci, którzy łamią prawo, odpowiedzą, ale to oczywiście jest dziedzina wymiaru sprawiedliwości – ja nie przesądzam, jaki będzie wyrok” – powiedział Mariusz Błaszczak. Słowa te trudno jednak nazwać neutralnymi.

Tymczasem pojawiają się uzasadnione pytania, czy postępowanie policji i prokuratury jest legalne. Dlaczego? – „Myślę, że jest to nadużycie, tym bardziej że prawo do demonstracji jest prawem obywatelskim i należy się zastanowić, czy nie mamy tutaj do czynienia z próbą odstraszenia od demonstrowania. Odnoszę wrażenie, że ludzie będą się teraz bali chodzić na manifestacje” – mówi prof. Andrzej Zoll. – „Nie kojarzę wcześniej takich sytuacji. Przynajmniej nie w wolnej Polsce” – dodaje.

Podobne wątpliwości mają w tej sprawie przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – „Publikowanie wizerunku tych osób może zostać uznane za środek nieproporcjonalny. Tego rodzaju działania ze strony prokuratury mogą mieć daleko idące konsekwencje dla tych osób poszukiwanych, ponieważ w sferze społecznej czyni to z nich osoby podejrzane. Sam ten fakt może wpływać na ich życie w przyszłości, nawet jeśli nie zostaną im postawione zarzuty” – alarmuje Marcin Wolny z HFPC i dodaje, że można to nawet określić mianem stygmatyzowania. A przecież ich zachowanie cech przestępstwa nie ma! – „W relacjach medialnych nie zaobserwowałem takich działań, które mogłyby wypełniać znamiona czynów opisanych w kodeksie karnym. Ci ludzie korzystali z konstytucyjnej wolności zgromadzeń” – podkreśla. Według HFPC, jeśli te osoby nie zostaną skazane, to będą mogły się ubiegać o odszkodowanie – albo w toku procesu cywilnego, albo przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który może orzec, że doszło tu do naruszania prawa do prywatności.

Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich przyznaje, że nie pierwszy raz ma do czynienia z podobną sprawą. Od kilku lat trwa spór między RPO a MSWiA o interpretację art. 20 ust. 2a Ustawy o policji. Dotyczy on właśnie m.in. upubliczniania wizerunku osób, bez ich wiedzy i zgody. – „MSW twierdzi, że na podstawie tego artykułu może publikować wizerunki osób poszukiwanych w takich sprawach, a w naszej opinii nie ma ku temu podstaw.  Według kodeksu postępowania karnego, publikacja wizerunku np. w liście gończym dotyczy osoby podejrzanej, czyli znanej z imienia i nazwiska, natomiast nie dotyczy osób o nieustalonej tożsamości. Wizerunku takich ludzi broni prawo autorskie” – argumentuje Mirosław Wróblewski z biura RPO. Ze względu na milczenie prokuratury i policji, trudno wywnioskować, o co podejrzane są osoby, których wizerunki zostały upublicznione, ale zdaniem RPO, trudno dopatrywać się tu naruszenia przepisów o zgromadzeniach publicznych. – „Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, nawet blokowanie instytucji publicznych, które wiąże się z dużymi utrudnieniami, powinno być tolerowane i mieści się w zakresie wolności zgromadzeń” – podkreśla Wróblewski. Podobnego zdania jest Marcin Wolny. – „Przypomnę tylko, że pięć lat temu, kiedy „Solidarność” demonstrowała pod Sejmem i użyła bardzo podobnej formy protestu, postępowanie karne w tej sprawie również zostało wszczęte, ale zostało umorzone ze względu na brak znamion czynu zabronionego” – zaznacza.

c2itf6mxgaeb3fz

PANI ANDERS I BŁASZCZAK ZAPEWNE WŚCIEKLI, BO STARSI LUDZIE SĄ NA WOLNOŚCI. INTERNAUCI ZA TO Z SZACUNKIEM DLA SĄDU. DZIĘKUJEMY.

anka-badowska

KOLEJNA RZECZ ZROBIONA NIEZGODNIE Z PRAWEM… I ONI SIĘ NAZYWAJĄ „prawo i sprawiedliwość” ???

c2kl2goxcaa1rii

Waldemar Mystkowski pisze o liście gończm za protestującymi pod Sejmem.

zywi

Warszawska Policja na swojej stronie internetowej zamieściła zdjęcia 21 poszukiwanych osób, które protestowały pod Sejmem w nocy z 16 na 17 grudnia 2016 roku. Osoby te „mogą mieć związek z tymi zdarzeniami”. Dlaczego akurat te osoby, a nie inne, bo przecież było ich więcej?

Ano, znaczy to, że obecnie rządzący inwigilują i chcą uderzyć wybiórczo w przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego. Zastraszyć. Ale takie zastraszenie jest z punktu widzenia prawa nieprawne, bo poszukiwać można osoby znane z imienia i nazwiska. Ściga się „wielce” podejrzanego o przestępstwo, a nie „mogących mieć…”

Ściganie bez nazwiska ma jeden punkt, który organa mogą wykorzystać, mianowicie „wymaga tego ważny interes społeczny”. Taka osoba podejrzana jest o dokonanie szczególnie poważnego przestępstwa, np. terroryzmu.

Jarosław Kaczyński, czy też jego pomagier Mariusz Błaszczak mogą sobie snuć teorie puczystowskie, ale to tylko polityka. Polityka parciana jak ich intelekty, które poznaliśmy na wskroś, bo ich używają, gdy wypowiadają się publicznie.

Można tylko się cieszyć, że po takich publikacjach wizerunków w Polsce nie mamy instytucji łowców poszukiwanych, jak w „Django”, ani pod podobiznami nie pojawiła się „alternatywa”: „żywy lub martwy”.

Acz to policja dopuściła się przestępstwa – piszę świadomie „przestępstwa”, a nie przekroczenia uprawnień – bo twarz to jest coś najcenniejszego, co mamy. To jest nasza godność i honor. Niczego cenniejszego nie mamy, zwłaszcza gdy nie wypowiadamy bredni o puczu.

c2kfhn1xgamwilz

Przy okazji publikacji wizerunków mamy kolejny przykład do jakiego rozkładu państwa prawa dopuścili politycy PiS, w tym wypadku konkretnymi „podejrzanymi” są ministrowie Błaszczak i Ziobro. Albowiem policja twierdzi, że publikuje twarze poszukiwanych na zlecenie prokuratury, a prokuratura się wypiera, takiego polecenia nie wydawała.

Politycy opozycji oznajmili, iż też byli wraz z protestującymi pod Sejmem i publikują swoje wizerunki, też nie podpisane nazwiskami, za to z krojem czcionki typowej dla listów gończych na Dzikim Zachodzie i z nagłówkiem „Wanted”. Znowu nie ma „żywy lub martwy”.

Społeczeństwo obywatelskie mamy więc żywe, a demokrację coraz bardziej martwą. Do tej martwicy przystosowują się nawet kabarety, starają się, aby system kaczyzmu był strawny. Kabaret Moralnego Niepokoju już trzeci odcinek „Ucha Prezesa” oswaja Polaków z prezesem Kaczyńskim, który tyłka zza biurka nie podnosi, tak do niego przyrósł (czyt. „Bajka ruska” Zbigniewa Herberta).

Kaczyński ma frajdę, bo może sprostować, że koty nie piją mleka, a Błaszczak przepada za landrynkami, a nie krówkami. Kabaret rozbraja napiętą sytuacją w kraju, dlatego prezes i jego akolici przyklaskują mu i wnoszą powyżej zacytowane uwagi.

Reżimy zabija się śmiechem i satyrą, z całym szacunkiem dla Roberta Górskiego i jego kumpli, geniusz ich nawet nie drasnął taką jakością satyry jak Bertolda Brechta w „Karierze Artura Ui”, czy Alfreda Jarry „Króla Ubu”. Wielokroć bardziej obnaża system kaczystowski „grówno” Ubu, niż wszystkie uszy prezesa, których zresztą ma dwoje, co widać na każdym obrazku, nawet jeżeli nad Kaczyńskim nie na nadpisu „Wanted”.

BRAK SŁÓW…

c2jn86rwgaqzp

Gen. Dyr Ochr. Środ. zgodził się na zabicie 20 żubrów. Myśliwi zabierają trofea a ciała trafiają do restauracji.

c2jagjbxuae0le2

MÓWIĄ, ŻE JAK BĘDZIE SPORO KLIKNIĘĆ, TO TATAR W GARDLE STAJE…

c2jq5zbwgaefbmi

>>>

grudzien15

PRAWDA, ŻE ŚWIETNY POMYSŁ? :)))

czoxbzkxcaa1plz

Wojciech Maziarski publikuje wiedzę o Polsce w pigułce. „Kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie”

premier

Warszawa, wtorkowy wieczór, rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Naprzeciw siebie stoją dwa tłumy ludzi z takimi samymi polskimi flagami, patrzą sobie w oczy z taką samą niechęcią i pogardą, skandują takie samo hasło: „Precz z komuną!”. Cudzoziemcy, których sporo przewija się w centrum stolicy, pewnie niewiele z tego rozumieją.Szkoda, że nie znają języka i nie mogą czytać polskich gazet i portali, z których zaczerpnąłem poniższe informacje i cytaty. Po przetłumaczeniu można by z nich ułożyć kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie:Gospodarka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się na świecie. Jednak z powodu rozwarstwienia społecznego jest to zarazem kraj niestabilny politycznie. Rządzący doszli do władzy dzięki poparciu ludności biedniejszej i wiejskiej, według której pani premier jest pierwszym politykiem rozumiejącym potrzeby biednych. Jednak stolica i duże miasta niemal całkowicie opowiadają się przeciw niej. Zarzucają obozowi władzy korupcję i populizm.

„Rzeczywiście pomogli ludziom, dając im pieniądze. Jednak były to posunięcia populistyczne, które w dłuższej perspektywie zadłużą kraj, a ludzi rozleniwią” – powiedziała 26-letnia mieszkanka stolicy. 28-letni marketingowiec z największego koncernu w kraju zarzuca obozowi rządzącemu brutalność i brak chęci porozumienia. „Problemem jest to, że ten obóz popierają ludzie niewykształceni, którzy nie wiedzą, jak działają ich przywódcy” – mówi i krytykuje nepotyzm władzy, rozdającej stanowiska swoim ludziom, którzy zbijają fortuny, pasożytując na rządowych programach.

Przytoczone opinie ilustrują być może największy problem kraju, którym jest głęboka wyrwa pomiędzy biedną prowincją a regionami bogatymi i stolicą. Analitycy i socjologowie uważają, że zasypanie podziałów może zająć lata.

Zaostrzenie konfliktu nastąpiło, gdy Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że forsowane przez partię rządzącą rozwiązania są niezgodne z konstytucją. Rządzący nie zgodzili się z tą decyzją i stwierdzili, że Trybunał przekroczył swoje uprawnienia. Przeciwnicy rządu twierdzą, że premier jest sterowaną marionetką i tylko firmuje decyzje podejmowane przez kogoś innego. W rzeczywistości rządzi nie ona, lecz jej brat żyjący na wygnaniu w Czarnogórze…

Zaraz, zaraz. Jaki brat, jaka Czarnogóra?

No dobra, wydało się. Wszystkie cytaty pochodzą z artykułów dotyczących Tajlandii. Pominąłem tylko drugorzędne szczegóły, takie jak np. informacja, że tam władze nie rozdawały 500 plus, lecz subsydiowały biednych rolników, skupując od nich ryż po cenach o wiele wyższych niż rynkowe.

Co będzie dalej w Polsce? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, jak potoczyły się wydarzenia w Tajlandii. W obliczu coraz większych napięć i walk ulicznych między zwolennikami i przeciwnikami rządu do akcji wkroczyła armia, przeprowadzając w maju 2014 r. bezkrwawy zamach stanu. Pani premier Yingluck Shinawatra stanęła przed sądem z zarzutem doprowadzenia do strat budżetu w wysokości ponad 1,5 mld dolarów. Grozi jej do 10 lat więzienia. W państwowych magazynach wciąż zalega ponad półtora miliona ton niesprzedanego ryżu.

BEZ KOMENTARZA.

czqi_r1xuaapmmx

NIEWIARYGODNE??? ALE DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ. SZYKUJCIE JUŻ DZIECI NA KURACJĘ PLEMNIKAMI.

czp6mwwweaasdob

POLACY NIE DALI ZGODY NA PODWYŻKI, NO TO PRZYZNAJĄ SOBIE PREMIE 

czo5_trwqaa_jdn

Ogromne premie nie tylko dla posłów. Sam marszałek Senatu dostał ponad 33 tys. zł.

cztkm3cxaaa3g6c

Szkoda, że sobie nie podnieśli kwoty wolnej od podatku…

wiadomoco

>>>>>

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata poświęcona praworządności w Polsce. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził w jej trakcie, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką.

debata

Parlament Europejski debatował wczoraj po raz czwarty w tym roku na temat praworządności w Polsce. Debaty poprzedzały wizyty przedstawicieli Komisji Europejskiej z jej wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem na czele, który spotykał się w Warszawie z przedstawicielami rządu i opozycji.

Timmermans otworzył debatę

Wiceprzewodniczący KE, rozpoczynając dyskusję w parlamencie, wprost stwierdził, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Według niego nie wyeliminowano żadnych z naruszeń prawa, w sprawie których Komisja miała zastrzeżenia: polski rząd nadal nie publikuje wyroków Trybunału, a prezydent nie zamierza zaprzysiąc trzech sędziów powołanych przez Sejm poprzedniej kadencji.

Timmermans powiedział też, że pod koniec października Komisja co prawda otrzymała odpowiedź polskiego rządu w sprawie zaleceń, ale „w tej odpowiedzi nie ogłoszono żadnych nowych działań władz”. Według niego działania polskiego rządu mogą się przyczynić do „pogłębienia kryzysu konstytucyjnego”. Skrytykował projekt ustawy przygotowanej przez PiS, dotyczącej nowego sposobu powoływania prezesa Trybunału.

– Apeluję do rządu, aby nie wprowadzał nowych przepisów, zanim nie przeanalizuje ich sam TK – powiedział Timmermans. Jednocześnie zaapelował do prezydenta RP, by zaprzysiągł trzech sędziów Trybunału wybranych przez poprzedni parlament, do rządu zaś, by opublikował wszystkie dotychczasowe wyroki TK

– Nie można przecież wybierać tylko tych, które się podobają – stwierdził wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej

Według niego konflikt wokół TK pokazuje, że w Polsce coraz bardziej jest zaburzona zasada trójpodziału władzy.

– Tu chodzi o przestrzeganie podstawowych wartości, to nie jest kwestia polityczna. Bez względu na to, jaki program ma rząd, przepisy muszą być wprowadzane zgodnie z ustawodawstwem krajowym.

Na koniec zaś podkreślił: – To jest spór, który KE prowadzi z polskim rządem, nie z Polską, a już z całą pewnością nie z polskim narodem.

LEWANDOWSKI MA ABSOLUTNĄ RACJĘ.

czp1252xcaih2op

NARODOWA POLICJA MENSTRUACYJNA JUŻ JEST DO WAS W DRODZE…

czteggrxcaqtjq9

13 grudnia 2016. Nocna zmiana ustroju >>>>>

wiadomoco-2

Marek Beylin pisze o wściekłym społeczeństwie. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

jarku

– Zmiana napotyka opór, wściekły opór – mówił 13 grudnia Jarosław Kaczyński. I zagrzewał zwolenników „dobrej zmiany” do wielkiej mobilizacji, bez której PiS nie odniesie zwycięstwa. Prezes jak zwykle grzmiał twardo i agresywnie, groził przeciwnikom procesami karnymi, ale z jego wystąpienia przebijało poczucie słabości.Kaczyński wie, że jego polityka wywołuje coraz większy opór. 13 grudnia demonstracje KOD-u przeciwko jego władzy odbyły się w 81 miastach, wzięło w nich udział kilkaset tysięcy osób. Ludzie, demonstrując w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, trafnie rozpoznają, że PiS chce, jak niegdyś komuniści, wziąć wszystkich pod but. Odebrać nam prawa i godność, cenzurować nasze słowa i naszą historię.Ale trwały i mocny sprzeciw takie zamiary niweczy. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest zawsze silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

Naszym protestom dodaje siły również to, że nie przemieniają się w seanse nienawiści. Broniliśmy we wtorek naszych praw i godności, ale nie lżyliśmy przeciwników. Na wyzwiska, że jesteśmy ubekami i zdrajcami, jakimi szermowali podczas PiS-owskiej demonstracji funkcjonariusze „dobrej zmiany”, odpowiadaliśmy radykalnie innym przesłaniem. Takim, że w naszym sprzeciwie i w społeczeństwie, za którym się opowiadamy, jest miejsce dla każdego niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Jedyny warunek to respektowanie konstytucji oraz cudzych praw i godności.

Kaczyński dostrzega słabości swojej władzy. Wie też, że PiS nie zdobędzie więcej zwolenników, niż ma teraz, czyli – dysponując trzydziestoparoprocentowym poparciem – pozostanie partią mniejszościową. Dlatego nasila pogróżki wobec opozycji i społeczeństwa.

– Z naszej strony na pewno będą próby doprowadzenia do pewnego uporządkowania działań opozycji – zapowiedział szef PiS we wtorek w radiowej Trójce. – Chodzi o to, by opozycja pozwoliła władzy rządzić – dodał. Kaczyński chce więc mieć opozycję koncesjonowaną, której mógłby sam wyznaczać ramy działania. Takie też widzi mu się społeczeństwo.

Ale konfrontować się musi z rzeczywistym społeczeństwem i realną opozycją, a nie z tymi ze swoich marzeń. Na tym tle wygląda jak kapryśne tyraniątko, które nie daje rady. Może nabruździć, dewastować państwo i krzywdzić ludzi. Może też nazbyt opornych represjonować. Jednak nie przerobi Polaków na swoją modłę.

– Jarku, porzuć strach przed społeczeństwem – apelował Władysław Frasyniuk podczas demonstracji w Warszawie. A prezes boi się coraz bardziej.

Milewski: nie znam „Carycy”, jedyna, którą znam to Katarzyna. Suski: a nazwisko? TRUDNO O WIĘKSZY CYRK NIŻ W KOMISJI

czqf6qowgaa7xie

JUŻ TYLKO PiS BRONI REFORMY EDUKACJI Wszyscy ją krytykują.

czpjoz0wiaakrdg

Waldemar Mystkowski pisze o pierwszych jsakółkach cenzury.

pisowska

Pisowska cenzura raczkuje, ale jest „nadzieja”, że może „powstać z kolan” – i łazić po mediach, które uzna za niechętne pisowskiej propagandzie. Doświadczyły już tego „Gazeta Wyborcza” i „Newsweek” ze strony Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW). Oskarżenia są tak absurdalne, iż można spokojnie napisać: autorzy domagający się cenzury mają do czynienia nie z mniemaną ochroną dóbr osobistych, ale z ochroną zawartości głów własnych, kolokwialnie nazywanymi „odklejającymi się klepkami”.

W wypadku PWPW należy ponadto pisać, iż jej prezesi są pisowscy, bo pochodzą z nadania tej partii, a przy tym różnią się od normalnych prezesów, którzy zostali usunięci, iż ci ostatni nie oskarżali, jak prezesi pisowscy. Jest to zatem signum temporis. Oby temporis jak najszybciej minęło, bo dopadnie nas wszystkich choroba „odklejających się klepek”.

PWPW może służyć jako soczewka deformacji pisowskiej i zwać się z grubsza horrendum absurdum satyrum albo podobnie. PWPW złożyło pozew przeciw „Wyborczej” w warszawskim Sądzie Okręgowym z żądaniem zabezpieczenia jeszcze przed wydaniem wyroku, aby usuniętych zostało 27 fragmentów tekstów, które dotyczyły firmy – państwowej – bowiem naruszają „dobra osobiste spółki”. Horrendum podstawowe – język. Jest to taki gniot i zakalec językowy, jaki może się zdarzyć tylko pisowskim urzędnikom, syndrom, „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Można nazywać go także oksymoronem. „Dobra osobiste czegoś nieosobistego”.

Ten tekst, który piszę, może też się spotkać z oskarżeniem, iż narusza dobra osobiste spółki państwowej. „Wyborcza” zetknęła się na początku pisowskiej władzy z tym zjawiskiem, bowiem napisała o mszy zorganizowanej przez prezesów. Tak dobrze czytacie – mszy. Pisowscy prezesi pracują tak, iż organizują mszę w przedsiębiorstwie, które wszak nie specjalizuje się w produkcji metafizyki (co jest samo w sobie oksymoronem) ani szat liturgicznych, aby je wypróbować jako produkowany wyrób podczas mszy przed wypuszczeniem na rynek. PWPW chce w ten sposób zastraszyć dziennikarzy „Wyborczej” i samą redakcję, gdyż domaga się za ten artykulik o mszy 50 tys. zł. Zastraszenie w tym wypadku polega na tym, że dziennikarze nie zajmują się tym, do czego zostali powołani, tylko muszą myśleć o drodze prawnej, aby odeprzeć ataki PWPW.

Tych horrendów jest 27, jak napisałem. Inny dotyczy tytułu artykułu „Czy Kaczyński wie o układzie w PWPW”. A uzasadnienie zapędów cenzorskich dotyczy słowa „układ” – o którym można przeczytać we wniosku do sądu skierowanym przez PWPW przeciw „Wyborczej” – „układ w debacie publicznej uchodzi za [słowo – przyp. mój] wysoce pejoratywne”.
Słowo „układ” wszak jest kluczowe dla retoryki prezesa Kaczyńskiego. Jeżeli sąd by się przychylił do uzurpatorskich zapędów PWPW, należałoby potraktować wyrok jak „przykład”. Wypowiedzi prezesa byłyby do tego stopnia „wypikane”, iż my suweren nie wiedzielibyśmy, co ten geniusz mówi do nas, a dokładnie, dlaczego pluje, bo to forma zawartości przekazu Kaczyńskiego.

Horrendum absurdum satyrum ze strony PWPW dopadło też ‚Newsweeka”. Dziennikarzowi tygodnika Michałowi Krzymowskiemu zarzuca się zniesławienie, a konkretnie „mógł działać na rzecz obcego wywiadu przeciw RP”.
Niczego nie zmyślam ani nie piszę, że postępowanie PWPW mieści się w popularnych Tworkach, acz tymi Tworkami może być, gdyby literatura piękna chciała się zajmować pisowskimi horrendum absurdum, a nawet horendum szajbusum (szajbusum – od szajby).

Prezesom PWPW należałoby zwrócić uwagę, iż „dobra osobiste” nie są dobrami PWPW, jak kilka z nich opisane wyżej. Tych michałków jest więcej, to są raczej „dobra psychologiczne inaczej”, a może nawet „dobra psychiatryczne inaczej” – i występują powszechnie w wymienionych Tworkach.

Cenzura pisowska powstaje zatem z kolan, raczkuje. Tak w każdym razie powstaje w PWPW, iż grzmotnęła o powałę, w następstwie tego ukazały się prezesom PWPW gwiazdki w mózgu i oczach, chcą się nimi podzielić z sądem i narodem. Ale nieznajomość języka polskiego doprowadza do mylenia tożsamości osobistej prezesów z tożsamością firmy. Jakkolwiek ci prezesi PWPW nazywają się bytami pisowskimi, które w publicystyce noszą określenia Misiewiczów, Pisiewiczów z wrodzonym im syndromem „tupolewizmu”. Czego się nie dotkną tak zdefiniowani presesi, mamy do czynienia z „lewizną”.

Prawniczka Dorota Bychawska-Siniarska z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka o pozwie PWPW mówi, iż „duża liczba powództw wytoczona dwóm wydawcom ma na celu wywołanie efektu mrożącego i powstrzymanie redakcji od publikacji dalszych tekstów na temat PWPW”.

PWPW chce zatem osiągnąć efekt precenzuralny, który można opisać poprzez figurę literacką, chce abortować krytykę na swój temat w stadium zarodka. Mamy zatem do czynienia nie z „dobrami osobistymi”, ale z czymś niezdrowym w lęgnącym się w umysłach prezesów. PWPW do tego tekstu też może się przyczepić, bo prezesi tej państwowej firmy to postacie wyjęte żywcem z Mrożka bądź z Gombrowicza, choćby z tego ostatniego – z „Transatlantyku”: PWPW to „Baron, Ciumkała, Pyckal i Koński Psi Interes”. Geniusz Gombrowicz tak opisuje tych prezesów „dobra osobiste”: „ta zaś swarliwość nie tyle może z finansowych rozrachunków, ile z natur sprzeczności. A bo Baron jak bąk huczy, buczy i tańcuje, jak paw ogon puszy, jak sokół w górę polatuje; a Pyckal, jak byk, wrzaskiem krzykiem swojem chamskiem chamskiem się nawala; a Ciumkała gmyrze”.

CZAPKI Z GŁÓW DO SAMEJ ZIEMI ZA TO, CO KRYZYS ZROBIŁ NA SCENIE. Minę Kurskiego możemy sobie tylko wyobrazić :)))

czphhlww8aapeco

– Katarzyna… A nazwisko? – zapytał Suski. – Katarzyna Wielka – odpowiedział sędzia. Wassermann parsknęła śmiechem…

cztb7p7xaaaru-c

Kleofas Wieniawa o Macierewicza Ministerstwie Głupich Kroków.

macierewicza

Tomasz Siemoniak zaatakował śmiechem konferencję naukową MON poświęconą „najnowszym rozwiązaniom w technice i technologii wpływających na przyszłość modernizacyjną sprzętu i uzbrojenia wojskowego”, na którą to zaproszono dermatologa „Jakiegoś-Tam”, który ma  być ojcem Edmunda Jannigera, prześmiesznego doradcy Antoniego Macierewicza. Gdy wszyscy się naśmiali i narechotali, ośmieszony Macierewicz zrezygnował ze śmiesznej postaci.

Siemoniak te najnowsze rozwiązania dermatologiczne w armii skomentował: „To forma zapłaty za wspieranie Macierewicza. Może opowie o najnowszych tendencjach w stosowaniu kamuflażu na skórze?”

Ten kamuflaż na skórze to aluzja do dezinformacji, którą w istocie zajmują się pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej. Dezinformują, bo co innego im pozostaje, gdy zatrudniony jest taki Misiu Misiewicz.

Dezinformator więc odpowiedział, że ojciec Jannigera dostał Nobla, co później okazało się dezinformacją, czyli kłamstwem, acz mogło być tak, iż „światowej sławy dermatolog” wyleczył Misiewicza z kamuflażu, czyli z wykwitu na skórze, która wiadomo, jaką jest chorobą, i przyznał mu prywatnego Nobla. Ministerstwo daje (złote medale), ale i odbiera (pośmiertnie stopnie generalskie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi).

Oto mamy dalszy ciąg kamuflażu, czy też dezinformacji, gdyż ministerstwo publikuje na swoich stronach oświadczenie dermatologicznych autorytetów, które „wyrażają swoje oburzenie i zaniepokojenie wobec posła Tomasza Siemoniaka”.

Zaś MON przekazał na ręce towarzystw naukowców „wyrazy ubolewania” za to, co zrobił Siemoniak. Tak to ministerstwo zostało zaatakowane przez Siemoniaka śmiechem – i ledwie uszło z życiem.

Może jednak być tak – na co zwracam uwagę Siemoniakowi – iż Macierewicz przygotowuje jakiś gorący konflikt z Ruskimi, albo Szkopami. Dermatolog zaś jest potrzebny do tego, aby żołnierze mieli świadomość, co na polu bitwy pokonani Szkopi bądź Ruscy mogą zostawić, mianowicie bataliony zarażonych markietanek wiadomą chorobą.

„Światowej sławy” dermatolog uświadomia, czym grozi zarażenie wiadomą chorobą, czyli syfem. Tak wygląda sytuacja na froncie Ministerstwa Głupich Kroków, czyli co słychać u Szweja i jego szwejków. Na Kremlu Rusków muszą boleć przepony ze śmiechu.

ŻEGNAMY BOGDANA SMOLENIA. DAWAŁ WSZYSTKIM UŚMIECH, ZAWSTYDZAŁ SYSTEM I POMÓGŁ NAM PRZETRWAĆ POPRZEDNI REŻIM.

czthyhpwiaasq-y

ZAWSZE BĘDZIEMY MOGLI ŚMIAĆ SIĘ Z GŁUPOTY WŁADZY. DZIĘKI PANI, PANI PELAGIO. TO PANI NAS NAUCZYŁA. DZIĘKUJEMY!

cztu5vlxeaazefz

tomasz-siemoniak-2

Paweł Wroński opisuje wyjątkowo burzliwe posiedzenie podkomisji smoleńskiej. Paranoja smoleńska dała sobie czadu.

wielkie

Posiedzenie sejmowej komisji obrony zwołano, aby podkomisja smoleńska utworzona przez Antoniego Macierewicza przedstawiła wyniki ośmiu miesięcy swojej pracy. Poseł PO Czesław Mroczek pytał, jakie były podstawy ponownego badania katastrofy Tu-154. I czy są jakieś dowody, które przeczyłyby poprzednim ustaleniom. – Nie widzieliście nawet wraku – mówił.

– To bezczelność – słyszał w odpowiedzi.

Według Mroczka w skład podkomisji Macierewicza powołano np. Franka Taylora, który nigdy nie był w żadnym oficjalnym zespole badającym katastrofy (służył jako ekspert od silników i systemów paliwowych). Posłowie PO podczas całego posiedzenia zarzucali szefowi MON, że wykorzystuje tragedię z 10 kwietnia 2010 r. dla celów politycznych.

– Chciałbym przeprosić pana Franka Taylora, twórcy brytyjskiej szkoły badania wypadków lotniczych za kalumnie, które na niego spadają – mówił szef MON w Sejmie.

Jak można ukryć coś w raporcie

Macierewicz stwierdził, że w ciągu ośmiu miesięcy prac osiągnięto więcej niż udało się zrobić komisji Jerzego Millera w piętnaście miesięcy. Jego zdaniem pierwszy powód, dla którego muszą badać przyczyny katastrofy, to wykrycie części samolotu odnalezionych 60 metrów od brzozy, o którą Tu-154 zaczepił skrzydłem (samolot przed brzozą ciął już inne drzewa). – Ten fragment odnalazł zespół polskich prokuratorów i jego opis został umieszczony w raporcie, a następnie ukryty – twierdził Macierewicz. Posłowie PO dziwili się, jak można coś ukryć w raporcie. Macierewicz zarzucał im, że rzucają tylko inwektywy i są „późnym dzieckiem Urbana”.

Posiedzenie miało emocjonalny przebieg. Wdowa po Rzeczniku Praw Obywatelskich Ewa Kochanowska odczytała oświadczenie, w którym stwierdziła, że wiele rodzin smoleńskich nie jest pewnych, kto pochowany jest w trumnach, ponieważ były zalutowane. – Do tej sytuacji doprowadzili ci, którzy nie zezwolili na przeprowadzenie sekcji zwłok, choć polski kodeks karny zakłada sekcje w przypadku, gdy śmierć może być wynikiem działań przestępczych – argumentowała. Mówiła, że rodziny otrzymywały „dochówki”, czyli fragmenty zwłok swoich bliskich, a następnie część sprasowanych i zmieszanych szczątków, które pochowano już przy pomniku na Powązkach.

przem-szubartowicz

Dlaczego wybuchu nie słyszeli świadkowie

Członek podkomisji Macierewicza Marek Dąbrowski twierdził w Sejmie, że rosyjscy kontrolerzy lotu zbyt późno zezwolili na tzw. trzeci zakręt, przez co piloci mieli mieć mniej czasu na decyzję. A założona ścieżka podejścia – dowodził – kończyła się przed pasem i znajdowała się poza jego osią.

Według Dąbrowskiego generała Andrzeja Błasika, dowódcy sił powietrznych, nie było w kabinie, bo żadna z osób bliskich nie rozpoznała jego głosu (rozpoznało go część ekspertów). Stwierdził, że jego zwłoki leżały nie wśród członków załogi, a wśród pasażerów. Sugerował, że bardzo dużo telefonów komórkowych było włączonych podczas lądowania, co mogło mieć wpływ na katastrofę. Poza tym – podkreślał – zapisy czarnych skrzynek były fałszowane, a w ostatniej fazie lotu widoczne były skutki awarii silnika, generatorów i wysokościomierzy.

Stwierdził też, że odnaleziono zwłoki, które nosiły nadpalenia poza strefą, w której na wrakowisku wybuchł pożar. – Wyjaśnienie tylko tej kwestii jest dostatecznym powodem powołania komisji – zaznaczył. Przypomniał, że wedle oświadczeń komisji Millera i prokuratury na zwłokach nie było śladów wybuchu, nadpalenia i pożaru.

Potem twierdził, że „świadkowie wypadku słyszeli wybuch”, więc posłowie dopytywali, dlaczego nie słychać go było na lotnisku i na zapisach z kabiny pilota.

Inny ekspert dowodził, że ślady po złamanym skrzydle pozostawiły w ziemi bruzdę w zupełnie innym miejscu niż powinny, co zmienia podejście do twierdzeń o położeniu samolotu w ostatniej fazie lotu.

cvvymbtvmaiczve

Stary film, jakoby ukryty

Najwięcej zamieszania na podkomisji wywołała prezentacja nagłaśnianego ostatnio przez Macierewicza filmu ze spotkania w Smoleńsku ówczesnego premiera Rosji Władimira Putina i premiera Donalda Tuska. Wcześniej szef MON mówił o nim, jakoby był ukryty i odnaleziony w ostatnim czasie. W rzeczywistości jest to „surówka” nagrania TVP, którą obejrzeć można od dawna choćby na YouTube.  Macierewicz upiera się teraz, że prezentuje „fakty dotychczas nieznane”.

– Wbrew dość systematycznie powtarzanym kłamstwom przez różnych urzędników i dziennikarzy, czarna skrzynka, voice recorder, zawierająca głosy pilotów i ich rozmowy z wieżą, była już odczytana o godz. 6 po południu – stwierdził. Jego zdaniem ma o tym świadczyć wypowiedź rosyjskiego ministra Siergieja Szojgu, że znaleziono ją mniej więcej 15 minut po katastrofie. – Czarną skrzynkę Rosjanie znaleźli, otworzyli, a następnie z powrotem położyli na miejsce tragedii – stwierdził minister.

Według Macieja Laska – członka rządowego zespołu badającego katastrofę – skrzynka została otworzona z udziałem polskich prokuratorów 11 kwietnia w Moskwie, a nie na wrakowisku.

polska

Na 19 listopada zaplanowany jest tzw. akt intronizacyjny. – W intencji kościelnej chodzi o akt religijny, ale są podstawy, by się obawiać, że intronizacja w Krakowie nabierze znaczenia aktu polityczno-państwowego i przyczyni się do dalszych podziałów w społeczeństwie, które przecież nie składa się z samych katolików, ale na przykład też protestantów. Ruchy urosły w siłę w ostatnich latach, episkopat musi się z nimi liczyć – obawia się Adam Szostkiewicz.

Jak pisze na swoim blogu publicysta są ruchy, które chcą, by ogłosić Chrystusa „Królem Polski”. Ale w Kościele nie wszyscy tego pragną, nie mówiąc o tych, którzy nie są katolikami.

Dodatkowo akt religijny stanie się polityczny, gdy na uroczystości religijnej stawią się prezydent RP, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu i inni dygnitarze obecnego obozu władzy. – Będzie to kolejnym przykładem, że Polska pod rządami PiS staje się katolickim państwem narodu polskiego, co jest sprzeczne z konstytucją, w której Polska jest zdefiniowana jako demokratyczne państwo prawne, w której państwo i Kościół są od siebie wzajemnie autonomiczne – pisze Szostkiewicz.

Tekst aktu, który Episkopat ogłosił na swojej stronie internetowej, mówi m.in. o tym, by Chrystus „królował nam w szkołach, uczelniach, środkach społecznej komunikacji, urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku, w całym Narodzie i Państwie Polskim.

cvsqgmyxgaavq5m

Romana Orlikowska-Wrońska, adwokat, która broniła Adama Michnika w czasie komuny pisze o tym wspaniałym człowieku.

z20839479v17-pazdziernika-adam-michnik-konczy-70-lat

Warto przypomnieć kilka faktów: 22 lata działalności opozycyjnej w komunistycznym państwie, wielokrotne zatrzymania, areszty, rewizje, pobicia, 7 lat za kratkami, bezprzykładne szkalowanie, pomawianie, niezliczone kłamstwa przy bezkarnym wykorzystywaniu mediów reżimowych w czasach zniewolenia. I niestety historia zatoczyła koło.

Miałam zaszczyt bronić Adama Michnika w procesie gdańskim w 1985 r., kiedy zasiadał na ławie oskarżonych razem z Władysławem Frasyniukiem i Bogdanem Lisem. To był proces karny, w którym zarzuty były tylko pretekstem do tego, ażeby tych odważnych, niebezpiecznych dla komunistycznej władzy opozycjonistów nie tylko uwięzić, izolując w ten sposób od społeczeństwa, ale też zniesławić i pozbawić dobrego imienia.

Do akt sądowych dołączono wówczas opinię o Adamie sporządzoną przez Służbę Bezpieczeństwa. Była to szeroko rozbudowana charakterystyka oskarżonego, w której z beletrystycznym zacięciem opisano takie wątki, jak narodowość, pochodzenie, wrogą dla państwa wieloletnią działalność antykomunistyczną, szkodnictwo społeczne, a nawet brzydki wygląd i ubiór delikwenta. Miał  to być portret człowieka odrażającego, budzącego pogardę.

28 autorytetów

Szalały komunistyczne media. Reżimowi dziennikarze prześcigali się w pomysłach na zniesławianie Adama. Rzecznik prasowy ówczesnego rządu Jerzy Urban wielokrotnie kreślił na czarno sylwetkę tego klasowego wroga, sugerując zdradę ojczyzny i wysługiwanie się zachodnim imperialistom. Kpił z polityków, pisarzy, publicystów i uznanych na Zachodzie autorytetów  broniących Adama, nazywając ich pogardliwie „zachodnimi niańkami”. A było z kim polemizować.

W obronie Michnika stanęło 28 autorytetów światowych  uhonorowanych Nagrodą Nobla, którzy scharakteryzowali Go, jako cyt.: „Znanego autora i teoretyka demokracji, który swoje życie poświęcił wyzbytemu z przemocy protestowi na rzecz wolności politycznych, kulturalnych i ekonomicznych, który spędził wiele lat w polskim więzieniu”. A w liście otwartym do Generała Jaruzelskiego Waclaw Havel napisał o Michniku, że cyt.: „Jest człowiekiem odważnym, patriotą, który przynosi zaszczyt swemu Narodowi i wyraża prawdziwą wolę społeczeństwa”. Było też wielu innych, sławnych obrońców Adama. A historia opluwania Adama sięga roku 1968, kiedy po raz pierwszy postawił się w opozycji do rządów totalitarnych. Warto przypomnieć kilka faktów: 22 lata działalności opozycyjnej w komunistycznym państwie, wielokrotne zatrzymania, areszty, rewizje, pobicia, 7 lat za kratkami, bezprzykładne szkalowanie, pomawianie, niezliczone kłamstwa przy bezkarnym wykorzystywaniu mediów reżimowych w czasach zniewolenia.

I niestety historia zatoczyła koło. I znowu propagandyści PIS-u, korzystając z komunistycznych archiwów i starych materiałów propagandowych telewizji, posługując się narzędziami kłamstwa i insynuacji, angażując obecną telewizję rządową, chcą pozbawić Adama dobrego imienia, a Gazetę Wyborczą czytelników. W imieniu obrony ogłaszam więc, że nie udało się to wcześniej i nie uda teraz!!!

I na koniec kilka słów do Pana Jarosława Kaczyńskiego i do Adama Michnika.

Do pierwszego z Panów, ażeby zechciał skonfrontować podane w liście fakty z opozycyjnej działalności Adama  z represjami,  jakich sam doświadczył, a które miały polegać na bezczelnym zaniechaniu przez władze komunistyczne internowania, aresztowania, stawiania przed sądem i skazywania Pana za działalność polityczną.

A do Adama taka mała prośba, żeby za wcześnie nie przebaczał, a przynajmniej poczekał z tym do czasu, kiedy odezwą się znowu jego obrońcy.

Waldemar Mystkowski pisze o repolonizacji mediów.

repolonizacja

W najbliższym czasie Komisja Kultury i Środków Przekazu zajmie się sytuacją własnościową w działających w Polsce mediach.

Repolonizować – jedno z ulubionych słów Jarosława Kaczyńskiego. Synonimem jest ważniejsze, ale propagandowo obciążające – słowo związane z nazwą partii – upisić, spisić, zrobić nasze, posłuszne, służące interesom partyjnym.

Najlepiej „repolonizacja” idzie na już spolonizowanych przedsięwzięciach, którym nadaje się znaczenie jeszcze inne – narodowe. Piszę o mediach, choć Kaczyński chciałby zrepolonizować sferę finansową, banki, ale tam tak lekko nie będzie, trzeba większych macherów niż Mateusz Morawiecki, który zakochał się – bez wzajemności – w budżecie układanym przez jego poprzednika, Pawła Szałamachę.

Na razie PiS-owi udało się zrepolonizowac media publiczne na narodowe, tj. spisione zostały. Repolonizacja na tym polega, że wartość informacji jest tylko jedna – spisiona.

O spisieniu wszak mówił sam prezes: „Trzeba podjąć sprawę repolonizacji mediów. Trzeba być odważnym, nie można się dać sterroryzować ich krzykiem tu i ewentualnie w Unii Europejskiej.”

A jeszcze dokładniej określiła to niedawno pisowska szefowa sejmowej komisji kultury i środków przekazu Elżbieta Kruk: „W najbliższym czasie komisja zajmie się sytuacją własnościową w działających w Polsce mediach. Chcemy się przyjrzeć i zbadać możliwości ich repolonizacji”.

ania

Na czym miałoby polegać repolonizacja, czyli spisienie? Na odkupieniu przez instytucje państwowe, finansowe, tytułów, aby przedstawiały pisowski punkt interesu politycznego, a nie polski punkt widzenia, bo przecież media w Polsce zajmują się Polską, gdyż są redagowane przez Polaków.

„Wyborcza” na to spisienie wpadła idąc tropem słów Kaczyńskiego i Kruk. Zasięgnęła języka i wyszło, że jeżeli pierwsze będą wybory samorządowe, to „repolonizacja” dotyczyć będzie tytułów regionalnych, lokalnych. Informacje takie zostały potwierdzone w kilku niezależnych źródłach. Największym koncernem gazet regionalnych jest Polska Press Grupa, której właścicielem jest niemiecki koncern Verlagsgruppe Passau. Wszak z tego powodu prezes PiS może nie spać po nocach i oglądać walki byków. Po czym zmęczony zasypia, nie budzi się na czas, a Sejm nie może rozpocząć obrad.

Repolonizacja miałaby dotyczyć 20 dzienników i 100 tygodników. Przejąć miałby bank PKO BP, w którym do tej pracy został specjalnie zatrudniony i oddelegowany były poseł PiS Max Kraczkowski, żadnej wiedzy bankowej nie posiada, ale może być dobrym macherem.

To ma być początek spisienia mediów prywatnych. Początek „repolonizacji”. Obraził się na takie opisanie repolonizacji przez „Wyborczą” dyrektor Polska Press Grupy Paweł Fąfara, który stanął w obronie PiS, nie zgodził się, iż dojdzie do repolonizacji, ale wyszło z niego szydło w… języku pisowskim. Jakby słyszał Jarosława Kaczyńskiego, bądź Antoniego Macierewicza: „Gaztea Wyborcza kąsa na ślepo jak przetrącony wściekły pies”.

Fąfara zamiast zająć się meritum sprawy, odpowiedzieć argumentami, zajął się kłopotami Agory, wydawcy „Wyborczej”. Skąd my to znamy? Fąfara może liczyć na posadkę po spisieniu mediów, nawet nie musi wstępować do PiS-u, bo jest już ukształtowanym semantycznie pisowcem. „Repolonizacja” gazet regionalnych PiS-owi pójdzie łatwo, wszak mają opanowany taki ważny przyczółek – umysł dyrektora Fąfary.

dobraZmiana

Amerykański Stratfor przewiduje, iż kłopoty wewnętrzne w Polsce – zawłaszczanie kraju – spowodowane przrez PiS, przełożą się na złe relacje z Brukselą i Waszyngtonem.

Jaki przyjaciel pozostanie Polsce?

Strach o tym myśleć, ale trzeba. Polska sama się nie naprawi. Hańbę PiS, my wszyscy razem musimy zmazać. A teraz należy bronić resztek honoru.

Tomasz Lis przewiduje najgorsze.

czasHonoru

Poniewieranych, opluwanych będzie wkrótce bardzo wielu ludzi w Polsce. I jest wielce prawdopodobne, że nie będą mogli oni skorzystać z przywileju, z którego korzystam ja. Nie będą doświadczać tak licznych, tak wspaniałych gestów solidarności. Otóż jest naszym wielkim obowiązkiem, by okazywać im solidarność, dawać ciepło, dobre słowo, pokrzepienie. To jest nasze wielkie zadanie, to jest wielkie wezwanie nas wszystkich do solidarności.

tomaszSiemoniak

Platforma nie mogła wybrać dla siebie gorszego czasu, aby dokonywać wyborów przewodniczącego partii.

Tomasz Siemoniak ustąpił. Oddał pole Grzegorzowi Schetynie. Nie uważam tego za dobre rozwiązanie, lecz teraz potrzebna jest jedność. Polscy zaprzańce mają na imię PiS. Wszyscy razem możemy się przeciwstawić temu złu.

– To kroczący zamach stanu i łamanie fundamentów demokracji i państwa prawa. To, co się dzieje z Trybunałem Konstytucyjnym, służbą cywilną, mediami publicznymi, uprawnia nas do takiej oceny – powiedział na początku konferencji Grzegorz Schetyna. – Ta nadzwyczajna sytuacja wymaga nadzwyczajnych kroków Platformy Obywatelskiej, która według Polaków jest jedyną szansą, by zatrzymać to, co się dzieje.

Więcej >>>

MONbroni

Antoni Macierewicz kilka godzin po zaprzysiężeniu na ministra obrony narodowej domagał się od wojska CASY, aby lecieć do Brukseli.

Wbrew procedurom.

Identycznie jak w wypadku tupolewa 10 kwietnie 2010 roku. Złamanie procedur, ułańska fantazja pilotów – to przyczyna katastrofy smoleńskiej.

Macierewicz do tego się przymierzał, bo w UE chciał sie pokazać. Bufon.

Macierewiczowi postawił się pewien generał (nie jest publiczności znane jego nazwisko), odmówił samolotu. Odmówił prywacie Macierewicza.

Ujawnił to portal Polityka.pl. Ministerstwo od razu rzuciło się na pomoc Macierewiczowi, twierdząc, że to nieprawda.

A tak nie jest, bo o zdarzeniu pisał portal zakochany w Macierewiczu, portal braci Karnowskich wPolityce. Ujawnił to na twitterze bloger.

rzecznikMON

Trybunał Konstytucyjny jest rozwalany sukcesywnie. Kaczyński od dawna ma taki plan, który jest realizowany. Zamach na Polskę.

W tej chwili nie obowiązuje w Polsce ustrój wg Konstytucji RP, ale ustrój wg statutu PiS. Nikogo nie ma ważniejszego niż prezes Kaczyński.

Rząd odmówił publikacji w Dzienniku Ustaw wyroku z 3 grudnia wydanego przez Trybunał Konstytucyjny. To jest psi obowiązek rządu, w tym wypadku Szydło.

Platforma Obywatelska złożyła w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez urzędnika państwowego, tj. przez Beatę Szydło.

Oto sekwencja tego zdarzenia.

08:57

Kempa do Rzeplińskiego: Wyrok TK z 3 grudnia nie wejdzie w życie

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia nie wejdzie w życie. Taką decyzję – według „Gazety Wyborczej” – miała podjąć szefowa KPRM Beata Kempa, informując o tym Trybunał. Jak pisze Ewa Siedlecka:

„Prezes TK Andrzej Rzepliński potwierdził nam, że minister Kempa wczoraj, po godz. 17-tej, kurierem przesłała mu pismo, w którym informuje, że publikacja wyroku z 3 grudnia w Dzienniku Ustaw jest wstrzymana. Kempa uzasadnia wstrzymanie publikacji tym, że wyrok został wydany przez niewłaściwie obsadzony sąd, a zatem jest nieważny.

Zdaniem Kempy – zatem także premier Beaty Szydło, której minister Kempa podlega – wyrok powinien być wydany w pełnym składzie Trybunału, a więc minimum 9 sędziów. Tymczasem sądził go skład pięcioosobowy”.

10:01 – 11.12.2015
Siemo

Siemoniak: Dziś złożymy zawiadomienie do prokuratury ws. popełnienia przestępstwa przez urzędnika państwowego

– Dziś złożymy zawiadomienie do prokuratury ws. popełnienia przestępstwa przez urzędnika państwowego – zapowiedział na gorąco w Sejmie Tomasz Siemoniak po informacjach, że KPRP wstrzyma się opublikowaniem orzeczenia TK w Dzienniku Ustaw.– To bezczelna arogancja i lekceważenia państwa prawa. To wojna z państwem prawa – dodawał kandydat na szefa PO.

PiS zamachnął się na konstytucję, na wolności obywatelskie, wypowiedział Polsce wojnę, choć rządzi. Takie prawicowe dyrdum absurdum.

Więcej >>>