Posts Tagged ‘TVP’

Esencja pisowskich nieszczęść.

Kto to, ach, kto to?

Magdalena Środa pisze o arcybiskupie Jędraszewskim.

Święta ignorancjo!

Kościół musi wreszcie dokonać wymiany pokoleniowej.

Wysłuchałam wypowiedzi abp M. Jędraszewskiego, który porównywał miesięcznice smoleńskie i kontrmanifestacje do sytuacji księży prześladowanych przez SB, dlatego, że mieli odwagę modlić się podczas mszy za internowanych. W roli dzielnych księży widzi dziś abp Jędraszewski – rząd PiS, a w roli SB – opozycję demokratyczną. To więcej niż kuriozalne. Zaprawdę, trudno zrozumieć taką opinię zwłaszcza, że wygłasza ją autorytet kościelny, który w naszym kraju ma charakter autorytetu moralnego.

Stawiam więc trzy tezy (postulaty?), by tę wypowiedź zinterpretować. Pierwsza, że Kościół musi wreszcie dokonać wymiany pokoleniowej. Na jego czele stoją bowiem ludzie, którzy niewiele rozumieją z tego, co się dzieje, nie potrafią trafnie osądzić sytuacji politycznej i kulturowej ani też wyciągnąć wniosków. Są serwilistyczni, konserwatywni, krótkowzroczni. Nie dzieje się tak, być może, z powodu złej woli, ale z innych przyczyn. Nie będę wnikać, jakich… Co prawda nie jestem pewna, czy w Kościele przy całym jego oportunizmie, hedonizmie i poczuciu władzy, wykluć się mogła jakaś nowa generacja młodych księży samodzielnie myślących i zajmujących się raczej służbą Jezusowi niż Kaczyńskiemu, ale zawsze możemy mieć taką nadzieję.

Teza druga odnosi się do wiedzy. Otóż sądzę, że takie wypowiedzi jak abp. Jędraszewskiego są wynikiem jakiejś głębokiej ignorancji, co do tego, czym jest demokracja, czym jest państwo (inne niż kościelne), czym opozycja, wreszcie, jak ważna jest rola pamięci historycznej. Porównywanie dzisiejszej opozycji do dawnej SB, a autorytarnej i despotycznej władzy PiS do księży, którzy byli w opozycji, jest zapewne spowodowane brakiem ogólnej wiedzy. Abp. Jędraszewski ma jednak wiele okazji, by wiedzę nadrobić i wielka szkoda, że z takiej okazji nie korzysta. Poziom wykształcenia kościelnych kadr jest z roku na rok coraz gorszy, co przekłada się nie tylko na publiczne wypowiedzi, ale również na działalność liturgiczną i katechetyczną. Kościół powinien o tym wiedzieć i interesować się nie tylko swoją władzą, ale i wykształceniem, tak hierarchów, jak i adeptów kościelnych.

Po trzecie wreszcie: jestem przekonana, że każdy w naszym państwie, księża również, powinni przejść przez kurs praktycznej edukacji obywatelskiej oraz etycznej. Katecheza nie wystarcza, by mieć adekwatne narzędzia do oceny współczesnego świata i do współodpowiedzialnego uczestniczenia w nim. Tu trzeba wiedzy, umiejętności i praktyki demokratyczno-obywatelskiej.

Zdaje się jednak, że szanse na taką wiedzę, praktykę i odpowiedzialność wśród kleru są – przy takich „autorytetach” jak abp. Jędraszewski bardzo niewielkie. Święta ignorancja, święty oportunizm – zwyciężą.

Premier dowiedziała się o tragedii w poniedziałek. TVPIS nie podawało?

PRZECZYTAJCIE. BYŁO MALOWANIE TRAWY NA ZIELONO… TAK DZIAŁA PAŃSTWO? TAKA MIAŁA BYĆ POLSKA PO DOBREJ ZMIANIE? PRZEPROŚCIE I SP…………

Waldemar Mystkowski o tym, co nas czeka na jesieni – i nie tylko.

PiS przegrupowuje się – przed nami gorąca jesień

„Na mieście” zaczynają mówić, że Andrzej Duda szykuje się do stworzenia własnego zaplecza politycznego. To już nie tylko sugestia z tajemniczą miną posła Kukiz ’15 Marka Jakubiaka, ale całkiem poważnych publicystów, którzy przebąkują o poważnych zmianach w PiS, a tym samym o poważnych zmianach na scenie politycznej.

Obóz Dudy in spe miałby jakoby składać się z części zaplecza PiS, głównie zatrudnionego w Kancelarii Prezydenta, z ugrupowania Pawła Kukiza i  – spora niespodzianka – polityków PSL. Trudno orzec, na ile samodzielne były weta Dudy, bo niespecjalnie dowierzam prezydentowi. Mógł wejść w rolę dobrego policjanta, złego wskazując na Nowogrodzkiej.

Załóżmy jednak, że Duda skalkulował, iż opłaca mu się być przyzwoitym, nie zapisać się źle w historii i stanął ością w autokratycznym gardle prezesa. Jeżeli tak jest, to Duda nie ma szans na prezydenturę drugiej kadencji, nie wygra wbrew PiS.

Jak zużyta jest władza PiS, widać teraz, gdy nawałnice dotknęły część Polski. Nie miał kto podjąć decyzji o pomocy walczącym ze skutkami kataklizmu, a jak już podjęto spóźniony i niewystarczający ratunek to odbyło się to w formie groteski, zarówno w wydaniu Antoniego Macierewicza, jak i zagubionej, ponoć pozostającej w głębokiej depresji, Beaty Szydło.

Nie tylko zużycie obecnego rządu wskazuje na to, że zmiana zostanie dokonana. Filozofia polityczna PiS mająca tylko jednego autora to nie jest rządzenie bądź administrowanie – bo tego naprawdę nie potrafią – ale zdobywanie kolejnych przyczółków władzy poprzez konflikt, poprzez przekraczanie standardów demokratycznych, prawnych, konstytucyjnych. Było to możliwe, gdy Duda parafował wszystko, jak leci, gdy Szydło uśmiechała się i zwycięstwem zasad nazywała totalną porażkę polityczną 1:27.

Układ władzy w PiS jest w niemocy. Może mu nadać siłę ktoś inny, a nawet Kaczyński może pokusić się być premierem. Rządzenie na gwizdek z gabinetu na Nowogrodzkiej wyczerpało się. Tym bardziej, że projekty ustaw dotyczących sądów wejdą lada chwila na agendę. Na jesieni władza PiS zmierzy się repolonizacją bądź z innym pretekstem niszczenia mediów prywatnych. Będzie to wyzwanie, na które już nie wystarczą płoty przed Sejmem.

A jeżeli Duda nadal będzie zachowywał się przyzwoicie? Jesień będzie więc gorąca i przewyższy temperaturą dotychczasowe rozwałki PiS. Na to jest skazany prezes, który nie ma zbytniego pojęcia o rządzeniu krajem, ale potrafi zdobywać i zawłaszczać instytucje, a to są różne pary kaloszy.

A co z opozycją? I tutaj mamy jeszcze większy kłopot. Dzisiaj opozycja to nie tylko partie parlamentarne czy też rozproszkowana lewica, ale to społeczeństwo obywatelskie, NGO’sy i hybryda ponadpokoleniowa „Łańcuchy Światła”, które w każdym protestującym mieście były inne, a najsilniejsze w Poznaniu.

Słyszymy, iż opozycja powinna się zjednoczyć, tworzyć wspólne listy wyborcze itd. Znając polskie polityczne obyczaje, owo zjednoczenie równie dobrze może być wołaniem o wojenkę. Na szczęście pierwsze są wybory samorządowe, które nie muszą być li tylko konkurowaniem partyjnym, ale eksperymentem partyjno-stowarzyszeniowym oplecionym łańcuchami światła. W częściach Polski, w miastach – opozycja może tworzyć najkorzystniejsze dla niej formy reprezentacji wyborczej, mogą one i muszą się różnić. Polacy obudzili się w lipcu – teraz Polacy muszą w sposób jak najbardziej naturalny przy pomocy polityków, samorządowców, aktywistów społecznych artykułować potrzeby dla lokalnych społeczności.

Podstawowym zawołaniem dla opozycji jest podmiotowość lokalna, która nie musi być warunkowana jakąś wielką ideą, ale być orientacją na jeden lub kilka wybranych celów, a te zawsze łączą. Energia lipcowa Polaków dobrze wykorzystana w wyborach samorządowych pokona PiS – jestem o tym przekonany. Na tej bazie będzie dużo łatwiej tworzyć strategie zwycięstwa parlamentarnego nad PiS.

RYSZARD KALISZ: CAŁY SYSTEM ZAWIÓDŁ

nowa.tv >>>

Lis bezlitosny dla władzy: Ta ekipa to najwięksi nieudacznicy w historii, o niebo więksi niż PRL-u

Tokfm >>>

Jak to ich internauci nazwali??? Kurwizja?

>>>

Reklamy

CZY W POLSCE BĘDZIE TAK JAK W CHINACH I TURCJI? REŻIM I CZYSTKI?

Trzeba wreszcie rozliczyć największą aferę PiS – SKOK-i

Czy największe afery PiS wreszcie zostaną nagłośnione? – zasadnie pyta Michał Kuczyński z portalu Crowdmedia. To ważne pytanie, bo podczas odbywającej się niemal równolegle do Kongresu PiS, Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej nie zabrakło mocnych słów pod adresem partii, która w bezpardonowy sposób niszczy w Polsce państwo prawa i trójpodział władzy. Tyle, że efekty takich ostrych diagnoz w sondażach są prawie niezauważalne.

Dlaczego? Skuteczniejsze okazują się działania pisowskich trolli w social mediach, fala internetowego hejtu i zdyscyplinowane powielanie rządowych przekazów dnia przez polityków partii Kaczyńskiego. Cóż, przez lata pobytu w opozycji w PiS dobrze zrozumieli, że w dobie stabloidyzowanego społeczeństwa, nieczytającego prasy pisanej, przeglądającego tylko tytuły i ewentualnie nagłówki z internetowych serwisów informacyjnych, główna siła jest nie w jakości przekazu, ale w jego ilości i jednolitości – zauważa Kuczyński.

Zarówno sukcesy, faktyczne czy wyimaginowane, jak też wielka machina rządowej propagandy sprawiają, że nawet jeśli wychodzą na jaw afery finansowe, takie jak – co skrupulatnie wylicza publicysta Crowdmedia – afera SKOK, nepotyzm i kolesiostwo w państwowych spółkach na niespotykaną dotychczas skalę, czy wypowiedziane bez ogródek i bardzo dobrze udokumentowane wątpliwości co do prawdziwych motywów działania szefa polskiego resortu obrony (wystarczy przypomnieć efekty dziennikarskiego śledztwa Tomasza Piątka w sprawie powiązań Antoniego Macierewicza z rosyjskimi służbami), to politycy PiS „zdają się być osłonięci teflonową powłoką”, konstatuje Kuczyński.

Trzeba więc pokazywać prawdziwy obraz PiS i ich afery. Pora więc sięgnąć po skuteczne narzędzie. Jakie? Otóż są w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz regulaminie Sejmu i Senatu narzędzia, które pozwalają opozycji skutecznie walczyć o kreowanie znacznie większej ilości przekazu niż do tej pory. Mowa o zespołach parlamentarnych – takich samych jak ten powołany w poprzedniej kadencji Sejmu przez Antoniego Macierewicza do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Powinien więc powstać zespół parlamentarny, który regularnie przedstawiać będzie ustalenia na temat największej afery PiS-u, czyli stworzenia parasola ochronnego nad systemem Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo – Kredytowych, który dziś doprowadził już do strat rzędu 5 mld (!) złotych, a którego twórca jest dziś senatorem PiS. Realizując mandat posła i senatora, posłowie opozycji mogliby bez problemu żądać od instytucji publicznych wielu dokumentów i wyjaśnień w tej sprawie. W świetle kamer należy pokazać powiązania SKOK-ów z politykami PiS, proces budowania opłacanych z pieniędzy SKOK mediów, tak otwarcie sprzyjających partii rządzącej. A przy okazji – zauważa słusznie Kuczyński – kreować nowe twarze młodych polityków, którzy dotychczas pozostają w cieniu: Rafała Trzaskowskiego, Marcina Kierwińskiego czy Agnieszki Pomaski.

Także zbadana przez Tomasza Piątka kwestia kłopotliwych dla PiS-u, niebezpiecznych związków Antoniego Macierewicza z rosyjskimi służbami może być paliwem dla kolejnego zespołu parlamentarnego.

Tematów jest więcej – skandaliczne upolitycznienie służby cywilnej i prokuratur, patologie w służbie zdrowia, w systemie edukacji, sztuczki księgowe w Ministerstwie Finansów… itp. itd.

PREZES ZNÓW KREATYWNIE OKREŚLIŁ PRZECIWNIKÓW. JAK SIĘ CZUJECIE PO NAZWANIU WAS „ZŁOGAMI” ???

Witold Gadomski w „Wyborczej” pisze, jak PiS buduje prom. Tak jest budowana Polska – na chciejstwie i na ruchomych piaskach. Prędzej czy później pod tą władzą runiemy. Stępka, czyli oś konstrukcyjna statku, została położona na politycznym wiecu w świetle kamer, mimo że nie ma jeszcze projektu promu. Politycy zapowiadają świetlaną przyszłość dla przemysłu stoczniowego, ale czy choć ten jeden projekt będzie opłacalny?

Państwo buduje prom. Bez projektu, bez kosztorysu, bez przetargu. Rządzi ideologia, jak w PRL-u

23 czerwca na pochylni Wulkan Nowy odbyło się położenie stępki pod budowę promu pasażersko-samochodowego, który zamówiła Polska Żegluga Bałtycka. Wykonawcą będzie Morska Stocznia Remontowa „Gryfia”, która w tym celu wykorzysta infrastrukturę dawnej stoczni szczecińskiej, w tym pochylnię. Pochylnią zarządza obecnie Szczeciński Park Przemysłowy, też spółka państwowa.

W uroczystości położenia stępki wzięli udział przedstawiciele władz państwowych i partyjnych. W imieniu partii przemawiał Joachim Brudziński, który obiecał stoczniowcom, że tym razem ich miejsca pracy nie zostaną zlikwidowane. Zapachniało PRL-em. Ktoś odczytał list w imieniu nieobecnego prezydenta, ktoś inny list od pani premier. Mało kto zwrócił uwagę, że armator (PŻB) nie ogłosił przetargu na nowy prom, a stępka, czyli oś konstrukcyjna statku, została położona, mimo że nie ma jeszcze projektu promu.

Projekt „Batory”

Budowa promów dla państwowych armatorów – Polskiej Żeglugi Bałtyckiej i Polskiej Żeglugi Morskiej – ma być jednym z flagowych projektów Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Mateusz Morawiecki nazwał go projektem „Batory”.

Zgodnie z szacunkami koszt budowy promu to około 450 milionów złotych. Minister Gospodarki Morskiej Marek Gróbarczyk zapewnia, że budowa promów ma zapewnione finansowanie. Pieniądze będą pochodzić z państwowych banków oraz Polskiego Funduszu Rozwoju. Odradzanie przemysłu stoczniowego ma się zatem dokonać poza mechanizmem rynkowym. Stroną zamawiającą będą państwowe spółki, wykonawcami państwowe stocznie, a finansowania dostarczą państwowe banki i fundusze.

Budzi to kilka wątpliwości. Jeśli nie ma reguł rynkowych, to nie ma twardych ograniczeń finansowych, konkurencji, podnoszenia wydajności, ograniczania kosztów. Według takiego modelu budowany był przemysł w PRL. Nie liczono się z kosztami i rachunkiem ekonomicznym, więc przedsiębiorstwa funkcjonowały i zatrudniały pracowników (to było ich najważniejszym celem) i nie bankrutowały, nawet gdy były bardzo niewydajne. Aż zbankrutowała cała gospodarka.

Druga wątpliwość wiąże się z pomocą publiczną, która musi zyskać zgodę Komisji Europejskiej. Założona w 2002 roku przez skarb państwa Stocznia Szczecińska Nowa zbankrutowała już po siedmiu latach. Każdy rok kończyła stratą, mimo że gdy powstawała, nie była obciążona długami swojej poprzedniczki – Porty Holding, którą rząd SLD doprowadził do upadłości w roku 2002. Stocznia Szczecińska Nowa stale potrzebowała pomocy państwa (np. umarzania zobowiązań podatkowych) i w końcu została w 2009 roku zlikwidowana, gdyż Komisja Europejska na szczęście nie zgodziła się na dalsze dotowanie z kieszeni podatników.

Z projektem „Batory” może być gorzej, gdyż rozliczenia między państwowymi firmami i funduszami przez długi czas mogą pozostać nieujawniane. Jest więc ryzyko, że rząd ogłosi sukces – prom zostanie zwodowany. Wątpię jednak, by został dotrzymany termin jego przekazania do PŻB w roku 2020. Projekt tak naprawdę wymagać będzie nieustannej pomocy publicznej.

Gryfia remontuje

Morska Stocznia Remontowa Gryfia SA powstała w wyniku połączenia dwóch zachodniopomorskich zakładów, które od września 2013 r. prowadzą działalność operacyjną jako jedna spółka. Stocznia specjalizuje się w remontach, przebudowach i przeglądach kontrolnych statków. Jest też producentem konstrukcji stalowych offshore (np. platform), na które obecnie nie ma koniunktury w związku z niskimi cenami ropy i gazu.

W budowie promów nie ma żadnego doświadczenia. Owszem, na swej stronie internetowej informuje, że zbudowała norweski prom Torghatten Trafikkselskap AS, ale po pierwsze, było to dawno, w roku 2001, po drugie, prom miał zaledwie 70 m długości (ten budowany dla PŻZ ma być trzykrotnie dłuższy), a po trzecie, Gryfia jedynie zespawała kilka części norweskiego promu, które były wykonane w stoczniach brytyjskich.

Prom pasażersko-samochodowy (tzw Ro-Pax) to skomplikowana konstrukcja. Ma niskie zanurzenie, a przez to może być niestabilny. Założenie, że z jego budową poradzi sobie stocznia, która nie ma w tych konstrukcjach doświadczenia, jest bardzo ryzykowne. Gdyby Polska Żegluga Bałtycka ogłosiła normalny przetarg na zakup promu, z pewnością jednym z ważnych kryteriów – oprócz ceny – byłoby doświadczenie wykonawcy i opinie o nim innych armatorów.

Tymczasem PŻB została zmuszona do zamówienia w konkretnej stoczni, która dopiero będzie szukała fachowców do zbudowania promu! Większość stoczniowców pracujących kiedyś w Porta Holding, a potem w Stoczni Szczecińskiej Nowej albo przeszła na emeryturę, albo wyjechała do stoczni norweskich.

Wojskowe standardy

Akcjonariuszem większościowym Morskiej Stoczni Remontowej Gryfia SA jest MARS Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych (MARS FIZ), który posiada 87,5 proc. akcji. Z kolei 100 proc. akcji MARS-a ma Polska Grupa Zbrojeniowa SA, która podlega ministrowi obrony narodowej. MON chce wykorzystać Gryfię do celów wojskowych. To dodatkowo utrudni kontrolę jej finansów.

Stocznie wojskowe na całym świecie funkcjonują poza systemem rynkowym, co znacznie podraża ich produkty. Jakie to ma konsekwencje, widzieliśmy na przykładzie korwety „Gawron”, która budowana przez kilkanaście lat w gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej (SMW) pochłonęła 1 mld zł i ostatecznie trzeba było zrezygnować z projektu.

Według informacji przekazanych w Sejmie przez wiceministra Bartosza Kownackiego Gryfia w roku 2014 miała 9,5 mln zł strat, w 2015 – 17,3 mln zł strat, a w I półroczu 2016 – 12,3 mln zł strat i 55 mln zł długów. Czy są to wyniki wiarygodne – tego nie wiemy, gdyż Gryfia nie podlega audytowi niezależnych firm. Na początku 2016 roku minister Gróbarczyk mówił o groźbie utraty płynności przez spółkę. Kilka miesięcy później Kownacki zapewniał, że mimo ponoszonych strat sytuacja finansowa jest stabilna dzięki pożyczce w wysokości 10 min zł udzielonej przez Polską Grupę Zbrojeniową SA.

Zamówienie promu przez PŻB ma poprawić kondycję państwowej stoczni. Ale bardziej prawdopodobne jest, że ją pogrąży, tak jak korweta „Gawron” pogrążyła SMW. Za wszystko jak zwykle zapłacą podatnicy.

JEDNA POLSKA – JEDINAJA ROSSIJA… ZNAJDŹ RÓŻNICĘ

Waldemar Mystkowski pisze o TVP.

Goebbels w TVP

Jak można przeciwstawić się szajce, grupie złoczyńców, etc., która demoluje nasz dom, naszą hacjendę, nasze państwo? Odpowiedzi chyba są oczywiste, przerabiane w historii, ubrane w narracje i fabuły.

Czy ktokolwiek może wskazać jakąś dziedzinę, której partia Kaczyńskiego nie zniszczyła? Nie ma takiej. Raczej swojego domu się nie niszczy. Nie robią tego na świecie partie konserwatywne, a może nawet one szczególnie.

Właśnie dlatego PiS nie jest konserwatywnym ugrupowaniem, jest bliżej niesprecyzowaną prawicą rytu kaczystowskiego. Jarosław Kaczyński demoluje nam ojczyznę. Nam. Nie sobie – bo on takiej może nie mieć. Nie traktuje Polski jako ojczyzny, jako wspólnoty, w której każdy powinien znaleźć swoje miejsce na miarę zdolności i włożonej pracy.

A Kaczyński chce wymienić elity. Na co? Na nie-elity, na dyspozycyjnych żołdaków. Chce zmienić wartości. Na jakie? Przecież nie wartości społeczeństwa tutaj zamieszkałego, bo wartości ucierają się, acz są uniwersalne, społeczeństwo znajduje dla nich znamię czasu właściwe dla różnych interesów. Godzić interesy, a nie dzielić ludzi, bo dzielenie w społeczeństwie jest niszczeniem.

Musimy sobie powiedzieć wprost. Kaczyński i jego wyselekcjonowani ludzie – wg wzorca negatywnego – działają na naszą szkodę, działają nie w naszym interesie, działają na korzyść swojego sortu, tworzą wartości mało uniwersalne, właściwe dla swojej wąskiej grupy.

Czy opozycja polityczna znajduje antidotum na niszczenie Polski? Zdaje się, że politycy opozycji zorientowali się, że z partią Kaczyńskiego nie można wejść w spór demokratyczny, to jest taki, w którym finalne rozstrzygnięcie jest w rękach wyborców, gdy wrzucają do urny karty do głosowania. Bo już wyborów może nie być, wyborów nie ma na Białorusi czy też w Rosji, tam pozostał tylko rytuał wyborczy.

Co możemy z rytuałem, skamieliną zrobić? No, właśnie. Mediów publicznych nie mamy, są media, na które nie chcemy płacić ani abonamentu, ani jakiegokolwiek podatku, bo te media nie wyrażają prawdy o nas, nie uczą wartości, są zwekslowane partyjnie, trzymają stronę tylko wąskiej grupy interesu politycznego, wąskich mało ludzkich wartości nieuniwersalnych, niehumanistycznych.

Te media są robione przez nie-elity dziennikarskie, bo podający się w TVP za dziennikarzy są tylko żołdakami. W czasie okupacji – istniała wówczas tylko prasa i raczkujące radio – takie media nazywano gadzinówkami. I tym jest TVP zarządzana przez Jacka Kurskiego, tym są radia publiczne – gadzinówkami szczującymi na Polaków, na opozycję polityczną. Gadzinówki nie opisują rzeczywistości, ale tworzą obraz zniekształcony, zdegenerowany, który służy do szczucia.

Platforma Obywatelska zrealizowała spot o telewizji publicznej, w której stosowana jest propaganda w stylu goebbelsowskim. I wcale nie jest to przesada, nie jest to metafora na wyrost. Pierwsze lepsze z brzegu porównanie ukazuje, jakim zagrożeniem dla Polski jest obecna władza. Jeden tylko cytat z Goebbelsa z 1934 roku, gdy przemawiał do sędziów: „Koncepcja nieusuwalności sędziów zrodziła się w obcych świecie intelektualistów, wrogim Narodowi”.

To tylko Goebbels. Bo dużo mocniej o sędziach mówi Kaczyński i jego żołdacy (intelektualnie nieutalentowani) Ziobro, Duda, Piotrowicz. Ba, dorzucają, czego nie uczynił Goebbels, iż sędziowie nie zostali wybrani, sami się mianowali, a oni rządzący wybrani zostali przez Naród. Goebbels to neptek w zestawieniu z Kaczyńskim.

Czegokolwiek w PiS-ie dotkniesz, napotkasz zgniliznę. Pierwszy lepszy z brzegu taki Adam Bielan. Powiedział to dzisiaj 2 lipca 2017: „Skala zaniedbań była taka, że gdyby ich nie było, to byłoby 5000+ a nie 500+”.

Podpowiem temu Kononowiczowi, bo nie chce nazywać go zgniłkiem, że byłoby to 5 milionów+, gdyby nie reforma Balcerowicza i w jej następstwie denominacja. Takie zgniłki (a jednak wchodzę w te ich trupięgi) nie powinni nigdy być obecni w życiu publicznym. Nie mają talentów, nie dotyczą ich wartości uniwersalne, napadli na Polskę (acz od wewnątrz). Szantażują, używają paralizatorów, niszczą.

W obronie ojczyzny musimy przeciwstawić się im wspólnotą. Jeżeli nie wystarczą wynajęci politycy – jak w narracjach filmowych typu „Siedmiu wspaniałych” – to przeciwstawiać się należy społeczeństwem obywatelskim, które może chwycić za broń nieposłuszeństwa. Przyjdą po haracz, to trzeba ich przegonić od naszych kieszeni, od naszych wartości, od naszej ojczyzny. Schetyna zapowiedział pierwszy krok nieposłuszeństwa obywatelskiego w sprawie abonamentu. Nie płacić na gadzinówki!

Gdzie są pieniądze skoków??? KIESZEŃ PREZESA TEŻ JEST JEDNA?

>>>

NIE POZWÓLMY IM ZAMIEŚĆ SPRAWY POD DYWAN. SPRAWA IGORA POWINNA ZOSTAĆ WYJAŚNIONA DO KOŃCA. SMOLEŃSKA MAMY JUŻ DOŚĆ.

Andrzej Gajcy pisze na Onecie o kolejnych 3 reformach (deformach) PiS.

PiS szykuje „nowe otwarcie”: ostatnie reformy i grunt pod kampanię

PiS na zaplanowanym 1 lipca kongresie programowym główne akcenty położy na dokończeniu najważniejszych reform, przedstawieniu korzystnych zmian podatkowych i ułatwień dla przedsiębiorców oraz wygaszeniu politycznych frontów, które pootwierał w ciągu pierwszych dwóch lat swoich rządów. Celem nadrzędnym ma być jednak odrobienie strat po kosztownych wizerunkowo reformach oraz przekonanie Polaków przed nadchodzącym okresem wyborczym, że PiS jest partią bezpieczną i godną zaufania.
  • PiS będzie chciało przeprowadzić jeszcze trzy reformy: sądownictwa, samorządowej ordynacji i dekoncentracji mediów; ta ostatnia może zostać odłożona w czasie
  • Ważnym punktem nowego programu PiS mają być propozycje gospodarcze przygotowane przez Mateusza Morawieckiego
  • Jarosław Kaczyński w ostatniej chwili zdecyduje o zmianach personalnych w rządzie

„Nowy program PiS”

Nad nowym programem partii rządzącej pracują w głębokiej tajemnicy najbardziej zaufani ludzie prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W skład zespołu poza Kaczyńskim, który ma przygotować fundament na kolejne dwa lata rządów PiS i zbliżające się wybory zarówno samorządowe, jak i parlamentarne, weszli Joachim Brudziński, Ryszard Terlecki, Mariusz Błaszczak oraz Mateusz Morawiecki.

CZY POLICJA ZROBIŁA COŚ ZŁEGO ZABIJAJĄC STACHOWIAKA? MIN. ZIELIŃSKI NIE POWINIEN ZA TO PRZEPRASZAĆ???

Waldemar Mystkowski pisze o TVP.

Woronicza 17 – strefa zarażona

Przed siedzibą TVP na Woronicza na słupie ogłoszeniowym pojawiły się plakaty informujące o zagrożeniu. Plakat przypominający ostrzeżenia o zagrożeniu radioaktywnym, zwięźle przestrzega „Uwaga! Strefa propagandy”. Inny plakat to ostrzegawczy czerwony trójkąt, w który wpisane jest logo TVP przerobione na TVPiS oraz orzeł w koronie znajdujący się w emblemacie wiadomej partii.

Woronicza 17 jest zoną, w której grozi utrata twarzy i trwały uszczerbek na godności i honorze. Uważam, iż ktokolwiek, wkraczając w tę strefę winien się ubezpieczać albo żądać z góry odszkodowania.

Zastanawiam się, dlaczego – coraz bardziej nieliczni – politycy opozycyjnych partii nie przychodzą na rozmowy z dziennikarzami w kombinezonie ochronnym OP-1, a przynajmniej w masce przeciwgazowej. Zaś asystent powinien taszczyć za politykiem butlę z tlenem. Dziennikarz zadaje pytanie, a taki Grzegorz Schetyna odpowiada głosem przez rurę. Propaganda PiS (znana już w takiej formie w naszej historii jako gadzinówka) każe płacić za produkcję skażonego towaru comiesiecznym abonamentem, co w zasadzie jest mandatem za nieparkowanie umysłowe przy tej zarazie pisowskiej.

Pojawiają się propozycje, aby kablówki w swoich pakietach usuwały kanały TVP i radia publicznego. Handlowo jest to ryzykowne. Ale może być tak, iż przedsiębiorstwa kablówek mogłyby podzielić się na dwie firmy” z kanałami publicznymi i bez tych kanałów. Jeszcze raz trzeba byłoby podpisać umowę z klientami. Rzecz warta zachodu.

Prawo nie może zmusić do korzystania z trefnego towaru. Jeżeli doszłoby do ścigania komorniczego, można pozwać zbiorowo TVP lub instytucję odpowiadającą za funkcjonowanie tego zakażonego tworu. Gdyby zaś sądy zostały zawłaszczone przez Ziobrę, istnieje odwołanie do trybunałów międzynarodowych. Nie może dochodzić do przemocy psychicznej, nie można zmusić na siłę, aby Polak upadlał się w imię interesów partyjnych, aby godził się na Tworki. Niech sobie Kaczyński przebywa w bezpiecznych pomieszczeniach o gumowych ścianach i bez klamek (bo tym są ochroniarze, które 24 h na dobę izolują go od normalności).

Leszek Balcerowicz proponuje PiS: „- Chcecie mieć PiS TV, to zapłaćcie sami”. Lepiej nie kusić takiego rozwiązania, bo mogą zapłacić z budżetu państwa, tj. suwerena.

Zdecydowanie lepiej dokonać zbiorowego oporu. Udało się piosenkarzom z Opolem, dlaczego nie miałoby to samo wyjść z gadzinówką. Niech Jacek Kurski symbolicznie przeniesie zarażoną zonę Woronicza 17 do Kielc, a nawet do bastionu PiS – Rzeszowa.

? Wygląda na to, że internauci oszaleli w domysłach 🙂 OTO PIERWSZY Z NICH.

Kleofas Wieniawa pisze o możliwym Polexicie.

Politico.eu dotarł do dyrektywy niemieckiego rządu, w której nasi sąsiedzi zza Odry cedują decyzje w sprawie europejskich funduszy strukturalnych na Komisję Europejską (KE).

KE będzie miała prawo zamrażania przyznanych funduszy tym krajom, w których nie są przestrzegane zasady państwa prawa.

Ewidentnie dzieje się tak w Polsce, standardów demokratycznych już nie mamy, po zniszczeniu niezależności sądów staniemy się krajem bezprawia.

Tak wygląda Polska pisowska.

Jeżeli KE zdecyduje się na rygor sankcji, z pewnością rzadzące PiS będzie już oficjalnie przekonywać o Polexicie.

Niestety, coś trzeba zrobić z tym skansenem, który nie mając kompetencji dorwał się do koryta. Nawet nie potrafią mówić po polsku, tylko chrumkają. PRL-owski spadek „wicie-rozumicie”. Inscenizacja Orwella.

@prezydentpl @AndrzejDuda Najgorszy żyjący Prezydent PL oddał hołd, najgorszemu nieżyjącemu Prezydentowi PL, chocholi taniec na trupach. Miernota, głupota i ciemnota.

>>>

TAKIE PROSTE A TAK NAS ROZBAWIŁO :))) WAS TEŻ? 🙂

Wiceszef „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o dumie Kaczyńskiego, Macierewicza, Boeinga – Wacławie Berczyńskim. Ta sprawa nie ma precedensu w historii III RP. Dewastuje wiarygodność Polski jako członka NATO, a nawet zwykłego partnera handlowego.

Szefowie koncernu lotniczego Boeing mogą być pewnie dumni z inwestycji w swojego wieloletniego pracownika Wacława Berczyńskiego. Koszty jego studiów w Ameryce i udzielonego mu kredytu na zakup domu zwróciły się z niebotyczną nawiązką. Wacław Berczyński to dla Boeinga inwestycja o rentowności setek tysięcy procent.

Berczyński sam się przyznał „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, że to on „wykończył caracale”, czyli że doprowadził do unieważnienia przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii. MON temu stanowczo zaprzecza. Niewiarygodny w sprawie caracali Berczyński jest za to wzorcem wiarygodności w sprawie bomby termobarycznej.

Unieważniony przetarg wygrała konkurencyjna wobec Boeinga europejska firma Airbus Helicopters. Berczyński miał ten przywilej, że przez wiele miesięcy za zgodą kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, a bez wymaganego certyfikatu miał dostęp do poufnej dokumentacji przetargowej. Nie wiadomo, co z nią robił i jak z niej korzystał. W Paryżu w trakcie konsultacji przetargowych służył Antoniemu Macierewiczowi za doradcę. Wartość niedoszłego kontraktu to 13,5 mld zł i drugie tyle w offsecie.

Cóż za zbieg okoliczności, że mniej więcej w tym samym czasie MON bez przetargu, tzn. z wolnej ręki, podpisał kontrakt z Boeingiem na dostawę trzech samolotów dla VIP-ów. Wartość kontraktu – 2,5 mld zł!

Gdy sprawa się wydała, Wacław Berczyński, a dla Macierewicza Wacek, nie niepokojony przez polską prokuraturę czy CBA po prostu poleciał za ocean, i tyle go widzieli.

Ta sprawa nie ma precedensu w historii III RP. Dewastuje wiarygodność Polski jako członka NATO, a nawet zwykłego partnera handlowego. Sprowadza Polskę do ligi krajów niepoważnych, rządzonych przez typy ludzkie znane z serii filmów „Gang Olsena”, choć nie tak dobroduszne.

To prawdziwa afera. Politycy opozycji, a zwłaszcza media, powinni wyjaśnić ją do samego spodu. Nie wolno pozwolić jej przyschnąć.

WIECIE ILE TON OŚMIORNICZEK MOŻNA ZJEŚĆ ZA 5 MLD ZŁ? TO JEST DOPIERO !!

Waldemar Mystkowski w dwóch tekstach.

Stowarzyszenie „Tama” pisze do Błaszczaka – pierwszego do ucha prezesa

W kraju rozum stanął na głowie i bynajmniej z tego powodu władza nie ma go więcej, bowiem u góry znalazły się cztery litery. Co z nimi mają począć obywatele? Obywatele – jako Polacy, obywatele ze stowarzyszeń takich, jak KOD i Obywatele RP, obywatele z opozycji wobec władzy postawionej na głowie. Czyż na głowie nie jest postawiony symbol białej róży, o którym wyraził się prezes PiS: „te białe róże to symbol nienawiści i głupoty”.

Jarosław Kaczyński raczej nie jest geniuszem, a wręcz przeciwnie. Nie potrafi więc przewartościować języka symboli, pojęć, a przede wszystkim języka polskiego. Z białą różą przyszli do niego ludzie, którzy w ten subtelny sposób zakomunikowali: gościu, przestań uprawiać makabreskę na trumnie brata. Masz problem, oddaj się w ręce fachowców, do których zaprowadzą cię pielęgniarze.

85. miesięcznica, a w zasadzie seans nienawiści na prospekcie nr 1 w Polsce (Krakowskie Przedmieście), to nie teatr plenerowy, turyści zagraniczni mogą bić brawo, bo takiego odjazdu nie mają u siebie. Zbiorowe naćpanie się haszem tylko w Polsce!

Moi rodacy muszą walczyć z takim postawieniem rozumu na głowie. Czy ktoś mógłby mi zakomunikować, co wniósł do dobra wspólnego „pan” Kaczyński? Rozglądam się i nie widzę, nawet retorycznie same plusy ujemne: gorszy sort, element animalny, białe róże jako symbole nienawiści.

Protestujący nie zakłócają żadnej miesięcznicy, to miesięcznica zakłóca porządek rozumu. Ani brat Jarosława – Lech Kaczyński – nie był bohaterem, ani nie zginął rok temu, gdyż siedem lat żałoby od 2010 roku to siedem lat klęski.

Kaczyński chce Polakom zaproponować nienormalność, rozum postawiony na głowie, zaś u góry owe cztery litery. Przeciw temu protestują normalni Polacy. Przeciw czterem literom jako rozumowi. Podczas ostatniej miesięcznicy zostali zatrzymani protestujący, a niektórym z nich postawione zostaną zarzuty zakłócenia porządku publicznego „uroczystości o charakterze religijnym”. Czyżby uroczysko pogańskie zostało przeniesione z Bemowa, a może z Tworek, na Krakowskie Przedmieście? Czujecie ten odjazd?

Przedstawiciele stowarzyszenia „Tama” skierowali list do ministra Mariusza Błaszczaka, w którym piszą: „Kłamstwem jest, że chcieliśmy uniemożliwić przejście osób uczestniczących w miesięcznicy. My wyrażamy swój pokojowy protest przeciwko wykorzystywaniu tragedii smoleńskiej do partykularnych interesów posła Kaczyńskiego i PiS-u”. Błaszczak to ten minister, który w występuje w „Uchu prezesa” jako Mariusz. To on pierwszy pluje do ucha Kaczyńskiego (pierwszy do ucha prezesa). Czy przekaże prezesowi, że z nim jest coś nie tak? Że stanął – drabinka z Tesco została zamieniona na podest z Castoramy – mu rozum na głowie?

No i najwartościowsze pytanie. Do jakiego ucha będzie mówił Mariusz z „Ucha…”? Do tego ucha u góry, czy u dołu, bo prezesa cztery litery znajdują się w miejscu głowy.

KANCELARIA PREZYDENTA OKREŚLIŁA WAŻNOŚĆ SPOTKAŃ DUDY

Kayah i trup Kurskiego

Niestety, na czele telewizji dawniej publicznej, a obecnie oględnie nazywając – gadzinówki – stoi niezbyt inteligentny człowiek Jacek Kurski. To, co zrobił z telewizją utrzymywaną z naszych pieniędzy, każdy „odważny” może zobaczyć.

Wszak odwagą jest zobaczyć nieprofesjonalizm, nieetyczność, amoralność. Zdecydowanie większą odwagę trzeba mieć dzisiaj w sobie niż w czasach Jerzego Urbana. Wówczas dotyczyła ona tylko programów informacyjnych, dzisiaj programów niemal wszystkich. Acz przestrzegałbym nazywać stan obecnej TVP dnem, bo posługując się Stanisławem Jerzym Lecem, możemy spod dna usłyszeć pukającego Jacka Kurskiego. Dno pasuje do tego człowieka, pasuje także znakomity wiersz Zbigniewa Herberta „Potęga smaku”.

Kurski nie wie, co mówi, lecz nie należy spodziewać się wiedzy semantycznej od kogoś, kto ponoć ocenił możliwość występu Kayah na 54. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu podczas zaplanowanego tam jubileuszu 50. lat na scenie Maryli Rodowicz. Człowiek z dna Kurski możliwość występu Kayah ocenił: „Po moim trupie”.

Czujecie? Dno, Kurski, trup. Tak! Czujecie zapachy rozkładające się z tego człowieka. Fetor kompetencji, człowiek, który niczego nie potrafi, któremu pan Bóg nie dał inteligencji, za to poczucie smaku (absmaku) na poziomie Zbigniewa Martyniuka.

Mogę wyrazić w tym miejscu pretensje do Maryli Rodowicz, iż nie odmówiła występu, mam jednak świadomość, iż za rok i dwa, będzie to jej 51. i 52 jubileusz. Mam świadomość, że tacy Kurscy z odpowiednim zapaszkiem z dna mają dokładnie gdzieś dobro kultury polskiej.

Kurski zostanie ze swoim trupem za zawsze, lecz nauczka nie powinna iść w las. Gdyby wieczność istniała, gdybyśmy przenosili się z bytu w niebyt w postaci, jaką znamy na tym padole łez, piekłem byłoby wysłuchiwanie talentów Martyniuka – bliskich Kurskiemu.

Piekło muzyczne jest wybrukowane Martyniukami. Piekło estetyczne i IQ – truchłami Jacka Kurskiego. Co wcześniej wydawało się niemożliwe, ale trzeba było czekać, aż po władzę sięgnie PiS. „Dziwny jest ten świat”.

DZIŚ POWINNI WZIĄĆ PRZYKŁAD Z MARSZAŁKA. ONR ZASŁUŻYŁ NA CAŁKOWITY NIEBYT. WSTYD, ŻE PiS NIC Z TYM NIE ROBI.

Kleofas Wieniawa pisze o kolejnym sukcesie PiS.

PiS to partia sukcesu. Czego się nie dotkną, zamieniają się w Midasa. To znaczy Midas prezes Kaczyński zamienia wszystko w kruszec.

A jak wiadomo złoto jest niejadalne, więc nie dziwmy się, że taki Waszczykowski jest niejadalny. Kononowicza jakoś przetrawisz, Waszykowski stanie w każdym gardle.

Był już jego sukces 1:27 (bo przecież sukcesem jest pokonać rozum, czego dowodem są kwiaty wręczane przez Kaczyńskiego na lotnisku Beacie Szydło).

Waszczykowski jako niestrawne złoto ogłosił, że „Polska nie spotkała się z fala krytyki przed ONZ”.

A kto śmiałby krytykować niestrawnego Waszczykowskiego? Jacyś rowerzyści, wegetarianie. a może Macron?

Rada Praw Człowieka przy ONZ wydała 185 rekomendacji dla Polski w „zakresie ochrony praw człowieka”. W języku tej organizacji – podobnie jak Komisji Europejskiej – są to zalecania, co należy poprawić, aby należeć do cywilizacji zachodniej.

Ładnie, prawda?

Był już sukces 1:27.

Teraz mamy sukces światowy – 1:185.

Komuna, jaka była, taka była. Wiedzieliśmy, że przyniesiona została na bagnetach z Moskwy. Ale PiS? Sami z siebie wykreowaliśmy to łajdactwo, takich Kononowiczów – przepraszam: Midasów – jak Waszczykowski i jego prezes symbolista (modernista) w zakresie metafory „białej róży”.

Grafomani? Proszę nie obrażać grafomanów.

JAKI PIĘKNY APEL WPROST Z CENTRALI PRAWYCH I SPRAWIEDLIWYCH. PROSZĄ ABY JUŻ NA NICH NIE GŁOSOWAĆ 🙂

>>>

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY DZIŚ KOCHALI EUROPĘ!!!

„Nie wystarczy wzywać do jedności i protestować przeciwko wielu prędkościom. Jest dużo ważniejsze, żebyśmy wszyscy szanowali wspólne zasady, takie jak prawa człowieka i swobody obywatelskie, wolność słowa i zgromadzeń, równowagę władz oraz rządy prawa. To jest prawdziwy fundament naszej jedności” – to fragment przemówienia, które wygłosił dziś w Rzymie przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

„Europa jako podmiot polityczny będzie albo zjednoczona, albo nie będzie jej wcale” – uważa były premier Donald Tusk. Dlatego też obecnie „nie wystarczy wzywać do jedności i protestować przeciwko wielu prędkościom” – powiedział przewodniczący Donald Tusk, podczas szczytu Unii Europejskiej w 60. rocznicę traktatów rzymskich. Przemówienie, skierowane do 27 przywódców Wspólnoty, wcześniej całości opublikowała „Gazeta Wyborcza”.

DONALD TUSK

przewodniczący Rady Europejskiej

W 1980 byłem wtedy w Stoczni Gdańskiej wśród robotników, którzy wykrzyczeli w twarz reżimu proste marzenia: o godności, wolności i demokracji. Mimo że wysłano na nas czołgi i żołnierzy, wszyscy wtedy patrzyliśmy w stronę wolnej i jednoczącej się Europy. Mówię o tym, by uświadomić wszystkim, że Unia Europejska to nie procedury ani przepisy. Nasza Unia stanowi gwarancję, że wolność, godność, demokracja i niepodległość będą naszą codzienną rzeczywistością. Czytaj więcej

Donald Tusk nazywa siebie „rówieśnikiem Wspólnoty Europejskiej”, który urodził się dokładnie 60 lat temu. Tusk odwołuje się do historii, mówi o Gdańsku. „Droga, którą codziennie przechodziłem do szkoły, prowadziła przez ruiny”. „Dla mnie II wojna światowa nie jest abstrakcją”– podkreślił były premier.

„Ponad połowę życia przeżyłem za żelazną kurtyną, gdzie zabronione było nawet marzyć o tych wartościach” – te słowa znalazły się w przemówieniu Tusk, które dotarło do mediów przed rozpoczęciem szczytu w Rzymie. Szef RE przestrzega w nim, że „nic nie jest w naszym życiu dane na zawsze”, a budowanie „wolnego świata wymaga wysiłku i poświęcenia”. I dlatego udało się to tylko w kilku miejscach na ziemi; w tym nam. Bardzo łatwo zniszczyć taki świat. Wystarczy krótka chwila.”

DONALD TUSK

przewodniczący Rady Europejskiej

Jedność Europy jest zbiorem wspólnych wartości i demokratycznych standardów. Nie wystarczy wzywać do jedności i protestować przeciwko wielu prędkościom. Jest dużo ważniejsze, żebyśmy wszyscy szanowali wspólne zasady, takie jak prawa człowieka i swobody obywatelskie, wolność słowa i zgromadzeń, równowagę władz oraz rządy prawa. To jest prawdziwy fundament naszej jedności. Czytaj więcej

Tusk zaznacza, że dla milionów demonstrujących „dziś w Rzymie, Warszawie, nawet Londynie – Unia Europejska to nie slogany, procedury ani przepisy”. „Nasza Unia stanowi gwarancję, że wolność, godność, demokracja i niepodległość nie są już jedynie marzeniami, lecz naszą codzienną rzeczywistością” – słyszeliśmy w przemówieniu.

I co bedzie jak zabraknie immunitetu ..?

Agnieszka Kublik („Wyborcza”) pisze jak relacjanowano szczyt unijny w Rzymie w TVP, w gadzinówce PiS. Gdy Warszawa, Wrocław i kilkadziesiąt innych polskich miast – a także Berlin, Londyn czy Rzym – świętują 60. rocznicą podpisania traktatów rzymskich, które stały się podstawą zjednoczonej Europy, kanał informacyjny prorządowej telewizji publicznej TVP Info udawał, że… to się nie dzieje.

Gdy w Warszawie na placu Na Rozdrożu zaczęła się ponadpartyjna demonstracja „Kocham Cię, Europo”, TVP Info pokazywała m.in. dyskusje w studiu, czy dziennikarze mają prawo demonstrować miłość do Europy (uznali, że mają, ale tracą tym samym niezależność).

Gdy Krystyna Janda (przywitana na placu Na Rozdrożu owacjami) czytała przemówienie Donalda Tuska, szefa Rady Europejskiej wygłoszone dziś w Rzymie, TVP Info pokazywała relację z podpisania Deklaracji Rzymskiej (nie na żywo).

Gdy na placu Na Rozdrożu przemawiali m.in. Ryszard Petru, szef Nowoczesnej („Łatwo jest Unię Europejską zohydzić, ale efektem końcowym jest to, co stało się w Wielkiej Brytanii. Polacy chcą współtworzyć Unię. Unia Europejska jest naszym domem”), Michał Szczerba z PO („Europo kochana, dziś twoje urodziny”), Róża Thun, europosłanka PO („W Europie jest nas 500 mln. Każdy z nas jest inny, ale wszyscy jesteśmy równi. I taką Europę kochamy”), Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet („Jaka jest najważniejsza wartość europejska? Wolność, równość? Nie, najważniejszą wartością europejską, która szczególnie nas niesie, jest nadzieja. Nie ma demokracji bez nadziei na demokrację”), TVP Info pokazywała rozmowę z ekspertami.

Były migawki z premier Beatą Szydło w Rzymie, z jej czwartkowego przemówienia, były materiały archiwalne.

Gdy Polacy cieszyli się z bycia członkiem Unii Europejskiej, TVP Info udawała, że to się nie dzieje. Obrazki z placu Na Rozdrożu były rzadkie, małe kwadraciki w górnym prawym rogu i najczęściej bez głosu. Trudno się było zorientować, co się tam dzieje.

Bo przecież, gdy Polacy okazują europejską radość, władza i podporządkowane jej media muszą „drastycznie obniżyć poziom zaufania wobec Unii Europejskiej, czyli zacząć prowadzić politykę negatywną” (tak mówił szef MSZ Witold Waszczykowski).

Gdy w Warszawie Polacy maszerowali z placu Na Rozdrożu na plac Zamkowy, TVP Info udawała, że nie idą, pokazywała m.in. informacje sportowe i debatę o programie 500 plus.

W TVP musieli się bardzo martwić, że tyle Polaków wyszło na ulice, by manifestować „Kocham Cię, Europo”. W TVP Europy – jak widać – kochać nie wolno.

A tymczasem na zadupiu UE… Prezydent Duda świętuje podpisanie Traktatów Rzymskich w ulubiony przez siebie sposób, biorąc udział we mszy.

Waldemar Mystkowski pisze o Beacie Szydło na szczycie unijnym.

Żółć Beaty Szydło

Na zdjęciach grupowych z początku szczytu UE w Rzymie Beaty Szydło nie było widać, przesunięto ją do tyłu, w odpowiednik miejsca dla outsiderów, oślej ławki. Media nad jej postacią się „znęcały” pytaniem: znajdź premier Szydło na powyższym zdjęciu. Faktycznie – bez okularów nie można było jej wypatrzeć. Zagadkę rozwiązywano na następnym zdjęciu – czerwoną strzałką wskazywano ledwie widoczne pół twarzy pani premier.

Więc następnego dnia Szydło ubrała się, jak służby drogowe, na cytrynowo, który to kolor odblaskowy sygnalizuje: uwaga! zachowaj bezpieczeństwo. Niektórzy nawet kombinowali, że kolor żółty jest przynależny najstarszemu zawodowi świata.

Ten najstarszy zawód to jednak – kler, a watykańskie barwy wszak są żółte. Mniejsza o symbolikę kolorów, bo przecież można wyciągnąć wniosek, że żółte papiery wystawione były niegdyś takim ludziom, którzy za siebie nie odpowiadali. Premier Szydło nie odpowiada za polską politykę, odpowiada tylko przed Jarosławem Kaczyńskim, który jej zleca wykonanie zadania. Po powrocie z Rzymu więc zamelduje: „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!”

Z tymi żółtymi barwami to także nie koniec, bo oto na zakończenie unijnego szczytu premier Szydło powiedziała, jako outsider z oślej ławki: „Polska będzie pokazywać kierunki, w których powinna pójść Unia Europejska”. Na retorykę Szydło przywódcy unijni mogą litościwie spuścić zasłonę milczenia, ale niestety – nie my.

Do pozycji w oślej ławce zastosowali się pozostali politycy PiS w Polsce. Polacy manifestowali poparcie dla Unii dla podpisanej Deklaracji Rzymskiej, wyrażaliśmy się idąc w marszu „Kocham cię, Europo!”, bądź śpiewając „Odę do radości”.

Czy widziano wśród uczestników marszu poparcia dla Unii Europejskiej prezydenta Andrzeja Dudę, albo innego pisowskiego polityka? Nie! Uciekli do Piotrkowa Trybunalskiego, aby obchodzić  Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Szydło w Rzymie używała żółtej retoryki, iż PiS pokaże kierunki UE, a Duda klęczał w kościele oo. Jezuitów w Piotrkowie Trybunalskim. Na zdjęciach widziałem obok Dudy Antoniego Macierewicza. Czy prezydent pogadał sobie z nim na temat liścików, które słał do ministra w sprawach wojskowych?

Europa dwóch prędkości staje się faktem, PiS wyznacza nam kierunek „oślej ławki”, ale Polacy mają zupełnie inne zdanie. Zdarzenia jak na poprzednim szczycie w Brukseli, gdy odniesiono słynny „sukces” 1:27 stymulują postawy Polaków, którzy jeszcze bardziej chcą się integrować w ramach UE. Pod rządami PiS zaszło coś odwrotnie oczekiwanego przez obecną władzę.

W sondażu dla OKO.press „Za jaką Europą Polska powinna się odpowiedzieć” tylko w przeciągu pół roku (od września 2016 roku do dzisiaj) poparcie dla integracji wzrosło z 43 proc. do 59 proc.,  za niezależnością państw było pół roku temu 41 proc., a dzisiaj jest tylko 28 proc.  Za wyjściem Polski z UE też mniej opowiada się Polaków – było 8 proc. jest 6 proc.

Im PiS bardziej obrzydza Unię Europejską, tym więcej Polaków chce jej powiedzieć: „Kocham cię, Europo!” Miłość nie wybiera, pada na głowę, Polakom padła na głowę Unia Europejska, a chcą się rozwieść z PiS, oby do tego ostatnie – rozwodu – doszło jak najszybciej. Wszak nie podzielamy miejsca w oślej ławce, ani żółych papierów, ostrzeżeniem jest polityk w żółtej garsonce: uwaga, niebezpieczeństwo! Taką mamy żółć na PiS!

Piękny obrazek.

>>>

JAK MYŚLICIE, JAK SZYBKO ROZBIJE KOLEJNY WÓZ ZA 2 BAŃKI?

c5ol9yhxeai05bz

To już wiemy, ile będzie kosztować każdego z nas podatek na propagandę PiS. TVP stała się gadzinówką wrogą Polsce i demokracji.

Chcą w nasze głowy wtłoczyć swoje chore antypolskie pomysły. Okupant wewnętrzny Polski bierze nas za twarz. Czy się damy?

O podatku, zwanym abonamentem pisze w” Wyborczej” Piotr Mączyńdski. Projekt ustawy w sprawie uszczelnienia abonamentu RTV autorstwa Ministerstwa Kultury pojawi się najprawdopodobniej we wtorek lub w środę. Do Sejmu trafi już na początku kwietnia. Poczta Polska zyska dostęp do danych o klientach kablówek i platform satelitarnych. Oni od płacenia abonamentu już się nie wywiną

abonament

Założenie jest proste: jeśli ktoś ma w domu płatną telewizję, to ma też telewizor. Kablówki i platformy satelitarne będą więc zobowiązane do przekazywania danych o swoich klientach Poczcie Polskiej. Ta następnie sprawdzi, czy dane gospodarstwo domowe płaci już abonament, a jeśli nie, to czy powinno płacić.

Abonament RTV. Kto płaci, a kto zapłaci?

Dziś na 13,5 mln gospodarstw domowych zarejestrowane odbiorniki ma 6,5 mln, z czego połowa jest zwolniona z tej opłaty (bo np. ma ponad 75 lat). Firmy też nie chcą płacić abonamentu. Robi to tylko 12 proc. z nich.

Tymczasem kablówkę ma 4,5 mln abonentów, telewizje satelitarne – ok. 5,5 mln. Nie wiadomo jednak, jak duża część abonentów się pokrywa oraz ile osób z wymienionych już abonament RTV opłaca.

Opłata wyniesie dokładnie tyle samo ile teraz, czyli 22,70 zł miesięcznie, płatne od gospodarstwa domowego.

W ubiegłym roku z abonamentu wpłynęło niespełna 750 mln zł. Po zmianie Ministerstwo Kultury, które opracowało projekt, liczy na 1,4 mld zł.

Projekt ustawy w sprawie uszczelnienia abonamentu RTV pojawi się najprawdopodobniej we wtorek lub w środę. W Sejmie będzie już na początku kwietnia.

PiS z projektem się spieszy, bo szef TVP Jacek Kurski alarmuje, że bez wsparcia abonamentowego będzie musiał ułożyć „budżet śmierci”, czyli m.in. skasować ośrodki lokalne i ograniczyć wydatki na misję o 30 proc.

Co z osobami, które obecnie płacą kablówce, ale nie uiszczają abonamentu?

Zgodnie z obecnym stanem prawnym, gdy kontroler stwierdzi, że ktoś używa niezarejestrowanego odbiornika RTV (radia lub telewizora), wydaje nakaz rejestracji oraz nakłada karę w wysokości 30-krotności miesięcznej opłaty abonamentowej. Dziś to 22,70 zł miesięcznie. Oznaczałoby to, że nagle miliony osób, które obecnie nie płacą abonamentu (a mają płatną telewizję), musiałyby zapłacić ponad 680 zł kary.

Ministerstwo Kultury dla takich klientów kablówek/platform cyfrowych najprawdopodobniej zaproponuje amnestię.

Ale od wejścia w życie ustawy będą musiały już abonament płacić.

Dlaczego abonament wyniesie 22,70 zł miesięcznie?

Wcześniej szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański wspominał, że nowy abonament będzie dwa razy niższy niż obecnie. Tak się jednak nie stanie, a przynajmniej nie od razu.

Owszem, w rozmowie z PAP wiceszef Ministerstwa Kultury Paweł Lewandowski, który pracuje nad tą sprawą, przyznał, że jego resort rozpoczął prace nad zupełnie nowym rozwiązaniem. – Mamy już analizy i zastanawiamy się nad wyborem rozwiązania. Optujemy za tym, by składka abonamentowa była potrącana od podatku PIT i składki KRUS w wysokości około 6 zł na osobę – twierdził.

To rozwiązanie zapożyczone z Finlandii, gdzie w 2013 roku opłata abonamentowa pobierana od gospodarstw domowych została zastąpiona podatkiem. Jego wysokość uzależniona jest od dochodów i waha się od 50 do 140 euro. Osoby nieletnie oraz z niskim dochodem są z opłaty zwolnione. Nowa opłata ma tam pełną ściągalność. Publiczny nadawca Yleisradio nie emituje za to reklam.

Taki pomysł wymaga jednak notyfikacji Komisji Europejskiej. Rząd musiałby na to czekać – jak pokazuje praktyka – od ośmiu do 18 miesięcy. Ustawa weszłaby więc w życie najprawdopodobniej pod koniec 2018 roku.

Już raz PiS przez notyfikację wycofał się z gotowego projektu ustawy. Partia lansowała pomysł pożyczony od Platformy Obywatelskiej, czyli opłatę audiowizualną. Opłata np. 15 zł miała być dołączana do rachunku za prąd. Nowy system miał wejść w życie od 1 stycznia 2017 r. Nie wszedł właśnie z powodu zbyt długiego czekania na notyfikację.

Płatne telewizje boją się ucieczki klientów

Sieci kablowe i platformy satelitarne boją się, że część ich klientów zrezygnuje z płatnej telewizji i przerzuci się na oglądanie bezpłatnej naziemnej telewizji cyfrowej. W tej technologii oglądać można wszystkie największe stacje telewizyjne oraz niektóre kanały tematyczne. Są tam: TVP ABC, 8TV, TTV, Polo TV, ATM Rozrywka, TV Trwam, StopklatkaTV, FokusTV, Polsat, Super Polsat, TVN, TVN7, TV4, TV Puls, PULS2, TV6, TVP1 HD, TVP2 HD, TVP3, TVP Info, TVP Kultura, TVP Historia, TVP Rozrywka, Nowa TV, Metro, Zoom TV, WP1.

Telewizję można też oglądać przez internet.

Część osób będzie też chciała przepisać swoje umowy kablówki np. na babcię czy dziadka, jeśli są oni zwolnieni z opłacania abonamentu. Zwolnienie obejmuje m.in. osoby, które skończyły 75 lat.

CHRZEŚCIJAŃSKA “DOBRA ZMIANA” ODRZUCIŁA PROŚBĘ KALITY O MEDYCZNĄ MARIHUANĘ DLA CHORYCH… JAK PO TYM MOŻNA PATRZEĆ NA SIEBIE PRZY GOLENIU?

c5ojrdyxmaa6ury

>>>

c4_oay5waaea5ps

Jarosław Kaczyński zrobił sobie z Wawelu prywatny zamek.

SŁOWO NA NIEDZIELĘ – PIĘKNE :))))

c4_o11pwmaarnjg

Każdego 18. dnia miesiąca – w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej – prezes Kaczyński odwiedza grób brata i bratowej. Pod Wawelem zebrało się w sobotę kilkadziesiąt osób. Przynieśli ze sobą tabliczki ze znakiem zakazu wjazdu i hasłami: „Nekropolia nie dla PiS-u”, „Stop upartyjnianiu Wawelu”, „Módl się prywatnie nie w blasku fleszy”. Skandowali: „Wawel królów, nie prezesów”, „Wawel wolny, nie PiS-owski”, „Modli się człowiek, a nie partia”, „Tu Jest Wawel, a nie Nowogrodzka”. Manifestujący – których od drogi na Wawel oddzielały barierki – nie próbowali zablokować wjazdu samochodów, wiozących m.in. prezesa PiS. Padły tylko okrzyki: „Będziesz siedzieć!”.

O co chodzi organizatorom protestu?

– Jesteśmy tutaj, bo nie zgadzamy się na upolitycznienie Wzgórza Wawelskiego. Pan prezes Jarosław Kaczyński przyjeżdża na grób swojego brata i jego małżonki, ale robi to w sposób polityczny i widowiskowy, przyjeżdża razem z notablami partyjnymi, urządzając niejako partyjną szopkę. Temu się sprzeciwiamy – mówił Tomasz Puła, jeden z organizatorów protestu. Dodał, że krokiem do odpolitycznienia Wawelu byłaby likwidacja barierek, które są rozstawiane, gdy przyjeżdża prezes PiS. Jak podkreślił Puła, nie chodzi o zabronienie posłowi Kaczyńskiemu odwiedzania grobu brata, tylko „powinno się to odbywać w inny sposób”.

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o kolejny przekręcie Macierewicza. W poniedziałek minister Antoni Macierewicz ma ogłosić przetarg na zakup 16 śmigłowców dla polskiej armii. Osiem ma zostać przeznaczonych dla sił specjalnych, osiem dla Marynarki Wojennej. Prześledźmy, co do tej pory mówił na ten temat.

macierewicza-opowiesc

* 10 października został zerwany kontrakt na 50 śmigłowców H225M Caracal firmy Airbus. Pierwszych 16 tych maszyn miało wylądować w Polsce w 2017 r.
Szef MON natychmiast pojechał do zakładów Sikorsky w Mielcu i na tle śmigłowców Black Hawk ogłosił: „Mam nadzieję, że tymi śmigłowcami będą latały polskie siły specjalne”, bo jeśli rozmowy uzyskają zwieńczenie, „to w tym roku pierwsze śmigłowce pozwalające na realizację ćwiczeń zostaną dostarczone”.

* 11 października precyzował, że w 2016 r. będą dwa śmigłowce, w 2017 r. – osiem, a potem – 11; dodał, że chodzi o śmigłowce z Mielca.

* 16 października w TV Trwam zapowiedział budowę polsko-ukraińskiego śmigłowca dla armii krajów Europy Środkowej.

* 18 października Beata Perkowska z MON informowała, że do rozmów w sprawie śmigłowca zaproszono zakłady z Mielca, Świdnika oraz koncern Airbus.

* 8 listopada Macierewicz stwierdził, że jego oferta tylko dla Mielca „nigdy nie była aktualna”.

* 21 listopada stwierdził jednak, że pierwsze śmigłowce (Black Hawk) będą dostarczone wojskom specjalnym do końca roku.

* 10 stycznia br. Bartłomiej Misiewicz oświadczył, że dostawa dwóch pierwszych maszyn do prób i szkolenia opóźnia się z przyczyn niezależnych: „Okres świąteczny, to chwilowe przesunięcie. Jesteśmy w trakcie kończenia koncepcji offsetowej. Nie chcemy, by było to robione jak za poprzedników, gdy uniemożliwiono producentom mającym zakłady w Polsce stanięcie do przetargu na równych zasadach”.

Kolejny termin? „Styczeń, maksymalnie przełom stycznia i lutego”.

* 18 stycznia minister przedstawił kolejną wersję: „Pierwsze dwa śmigłowce na przełomie stycznia i lutego zostaną dostarczone polskim siłom specjalnym. Co do pozostałych, czyli 14 śmigłowców, które zostaną nabyte w tym roku, jesteśmy w trakcie wybierania oferty od trzech przedsiębiorców, którzy zgłosili się do tego konkursu, tzn. od Mielca, od Świdnika i od Airbusa”.

* 9 lutego: „Właśnie przed chwilą, gdy wchodziłem, powiedziano mi, że najpóźniej będzie to marzec tego roku” [co oznacza następny miesiąc opóźnienia].

Ogłoszenie przetargu oznacza, że armia nie dostanie nowych kilkunastu śmigłowców w tym roku. Żaden polski zakład nie zdoła ich bowiem wyprodukować, a to jest warunek ministra. Chyba że Macierewicz kupi przygotowane przez Airbusa dla Polski caracale?

OTO OBIECANA KONSTYTUCJA DLA BIZNESU… A RACZEJ DLA PiSNESU. Bo to przecież nie firma ma zarobić, ale państwo.

c5czuiewqaqutrz

Waldemar Mystkowski pisze o Fransie Timmermansie i jego zabiegach o demokrację w Polsce.

timmermans

Timmermans walczy o państwo prawa w Polsce

c452comukam89gl

Nie PiS będzie płacić za wpadki (w istocie nie wpadki, a poglądy prezesa Kaczyńskiego) swoich polityków na arenie międzynarodowej. Zapłacimy za Mateusza Morawieckiego, czy za Witolda Waszczykowskiego. Dorzucą swoje Beata Szydło i Andrzej Duda, którzy nie są żadnymi samodzielnymi bytami politycznymi, ale emanacją prezesa.

Morawiecki robi karierę na Zachodzie ze swoim „prawo nie jest najważniejsze”, jest wpisywany na „prestiżową” listę postaci, którzy popisali się identycznymi stwierdzeniami. Niestety, są to tylko faszyści z Hansem Frankiem na czele. Niech nikt nie twierdzi, że to przypadek, bo determinacja, z jaką bronił bezprawia w rozmowie z Timem Sebastianem w Deutsche Welle, a przede wszystkim zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego i przymiarka do takiego samego zniszczenia niezależności sądownictwa, są wehikułem PiS do faszyzacji życia publicznego w kraju.

Musimy bić w bębny, w dzwony, w polityków opozycji, aby nie ustępowali pola zagrożeniu wewnątrz kraju, dla Polski zagrożeniem jest Jarosław Kaczyński i jego partia. Każdy dzień przybliża nas do reżimu, a tym samym do osamotnienia w Europie, a później nie muszę dopowiadać, jakie będą odzywki w Paryżu, czy w Londynie, iż „nie będą chcieli umierać za Gdańsk, Warszawę i Poznań”.

Przyjaciel Polski – wielki, nie boję się tak go określić – wiceszef Komisji Europejskiej, Frans Timmermans ponagla kraje członkowskie Unii Europejskiej, aby przyszły z pomocą w sporze o kontrowersyjną reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Timmermans namawia wszystkie kraje, oprócz Niemiec, których relacje z Polską są obciążone historycznie. Pomóc Polsce – to znaczy postawić tamę zawłaszczania prawa przez PiS, aby obronić państwo prawa. Musimy sobie uświadomić, iż zniszczenie niezależności sądów, jest tożsame ze zniszczeniem opozycji. PiS będzie z każdym z nas mógł zrobić, co zechce. Najpierw zastraszyć, a jak to się nie uda, posadzić za kratami. Do tego sprowadzi się „reforma sądownictwa”.

Polska jest wypychana z reformującej się Unii Europejskiej, dosadnie przekonamy się już w połowie marca, gdy Komisja Europejska przedstawi „białą księgę” kierunków reform UE na najbliższą dekadę, która ma być wstępem do reformy instytucji unijnych i UE. Unia zmierza do ściślejszej integracji, a tym samym „różnych prędkości” dla poszczególnych krajów.

Niestety z pomysłami Ferdynanda Kiepskiego Kaczyńskiego znajdziemy się w ogonie unijnym wraz z Węgrami. A może jeszcze gorzej, bo głośno już jest wyrażana (choćby przez premiera Walonii Paula Magnette’a), iż po Brexicie winien nastąpić Polexit, Hunxit.

Potrzebna – jak nigdy dotąd – jest w kraju współpraca opozycji – elit politycznych i społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli teraz nie zadbamy o kraj i o siebie, za jakiś czas może być za późno, bo PiS skutecznie nas rozpirzy, skłóci, a niektórych posadzi.

ŁODZIANIE DZIŚ WYSZLI NA ULICE. POWIEDZIELI „NIE” DLA PiS-OWSKICH ZMIAN W SAMORZĄDACH. NIE ODDADZĄ MIASTA KACZYŃSKIEMU. SZACUNEK!!!

c49t2rxxaaewxgf

Kleofas Wieniawa pisze o „Uchu prezesa”.

pis-niespelna

Prezesem TVP jest niezbyt lotny człowiek – Jacek Kurski. Dlaczego nim się zajmuję? Tak wypadło w czasie smuty PiS.

Ten nielot o „Uchu prezesa” Kabaretu Moralnego Niepokoju był się wypowiedzieć, iż bohaterowie wykreowani przez Roberta Górskiego są „niespełna władz umysłowych albo kanalie”.

Oczywistym, dla mnie jest, że ten kabaret nie uderzy w PiS, w partię Kaczyńskiego, gdyż uderzy w nich talent literacki i to miary Alfreda Jarry, bądź Bertoda Brechta. I tak się stanie, taka rzecz powstanie, a może już powstała.

Kaczyńskiego nie potrzeba zamykać w żadnej metaforze, wystarczy cytować go in exteso, kompromituje się intelektualnie. Jest sam w sobie groteską.

Więc wybierzcie ten „dylemat” – ”niespełna władz umysłowych albo kanalie” – spośród 4 zdarzeń tylko z tylko dwóch dni.

1. Antoni Macierewicz przekonuje NATO do katastrofy smoleńskiej.

2. Mateusz Morawiecki w Deutsche Welle twierdzi, iż prawo nie jest najważniejsze. Czyli optuje za bezprawiem.

3. Waszczykowski stwierdza, iż Holandia nie spełnia standardów europejskich, gdyż nie posiada Trybunału Konstytucyjnego.

4. Prezes Jarosław Kaczyński „patriotyczne” donosi na Donalda Tuska i chce go ścigać Europejskim Nakazem Aresztowania.

To nie kabaret, to tylko pisowski urobek z dwóch dni na polu buraczanym. Za główki robią ich głowy. „Niespełna władz umysłowych albo kanalie”?

Odszedł kwiat, odfrunął szczególny anioł – Jan Nowicki. Wszyscy żegnamy nasz skarb – Danutę Szaflarską, która zmarła w wieku 102 lat.

c5cyuldwaaip0vi

>>>

ZGADNIJ, W KTÓRYM KLUBIE W TEN WEEKEND BĘDZIE STAWIAŁ PAN APTEKARZ? STRAŻ MIEJSKA DOPILNUJE, ŻEBY BYŁO DYSKRETNIE.

c3vciugwmaasyy0

Monika Olejnik pisze o pomnikach Macierewicza. Po co kupować drony i helikoptery, gdy ma się takie wunderwaffe jak kierowca, który szarżuje niczym Niki Lauda, i dyrektor, któremu kłania się każdy generał.

dwa

 Nie ma wątpliwości, że to, co się stało nad Smoleńskiem, miało na celu pozbawienie Polski przywództwa, które prowadziło nas do niepodległości” – tak mówił Antoni Macierewicz. Od roku działa specjalna komisja powołana przez Macierewicza przy MON. Budżet roczny wynosi ponad 3,5 mln. Półtora miliona przeznaczone jest na pensje dla 21 członków. Niektórzy członkowie komisji zarabiają sto złotych na godzinę, niektórzy 87 złotych. Mają też pieniądze w budżecie na wyjazdy służbowe i na materiały.

Jak do tej pory nie znamy żadnych efektów pracy komisji. Jedyne, co pamiętam, to uśmiechniętego prof. Biniendę, który nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Powiedział tylko, że jest bardzo głodny, i polecał im pójście na lunch. Członkowie komisji nie pofatygowali się do Smoleńska, żeby zbadać wrak. Nie spotkali się z przewodniczącą MAK Tatianą Anodiną, choć to obiecywali. Nie słyszałam, żeby Rosjanie odmówili członkom komisji badania wraku.

Jedyne słowa, które padły, to takie, że komisja ma nadzwyczajne zdjęcia, które świadczą o rozpadzie samolotu w powietrzu. Tak powiedział „Gościowi Niedzielnemu” jej przewodniczący prof. Berczyński.

Wraku nie ma, dowodów na sfałszowanie czarnej skrzynki nie ma. Pozostają poprzednie ustalenia komisji, wedle których nastąpiła seria wybuchów w salonce prezydenckiej. Przez ten czas zburzono spokój rodzin, które zostały dotknięte tragedią w Smoleńsku. Wbrew niektórym dokonano ekshumacji. I do tej pory nikt nie powiedział, że są ślady świadczące o zamachu.

Nie słyszałam również o tym, żeby oficjalnie premier Szydło zwróciła się do Rosji o zwrot wraku. Nie słyszałam, żeby oficjalnie zrobił to prezydent Duda. Czy w ogóle dzwonił do Putina w tej sprawie? Na pytania dziennikarzy Putin odpowiada jak zwykle: „Wrak zostanie zwrócony, jak zostanie zakończone śledztwo”. Wiadomo, że robi to na złość Polakom, żeby nas zirytować, by polskie piekiełko trwało.

Minister obrony narodowej mówił, że komisja zbliży nas do prawdy, i jakoś tego nie widać. Szef MSZ obiecywał odwołanie się do instytucji międzynarodowych, które miały nam pomóc w odzyskaniu wraku. Ostatnio powiedział, że zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. Tylko że to obie strony (czyli też Rosja) muszą się zgodzić, by Trybunał mógł to rozstrzygać.

c3rfqbbwiaabbtc

Warto byłoby, żeby minister Waszczykowski, nim powiadomi opinię publiczną o swoich poczynaniach, zasięgnął opinii prawników. Obraziliśmy się na Komisję Wenecką, do której minister niegdyś się zwrócił, teraz może obrazimy się na Trybunał w Hadze.

Z działalności ministra obrony mamy apele smoleńskie, brak obiecanych helikopterów, dronów, za to pan minister może się poszczycić kierowcą, który jeździ niczym Niki Lauda, i dyrektorem, któremu generałowie kłaniać się mają.

Chyba jedyne, co mu się udało, to budowa żłobka w województwie pomorskim, na którego elewacji zawisła dziękczynna tablica: „Żłobek gminny w Czarnym powstał w ramach realizacji resortowego programu »Maluch« przy wsparciu ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, Agencji Mienia Wojskowego oraz burmistrza Czarnego Piotra Zagrodzkiego”. Na otwarciu było sześciu duchownych, biskup, trzech posłów.

MAMY ROZMONTOWANE DOWÓDZTWO ARMII. ZACYTUJEMY RADKA SIKORSKIEGO: „MACIEREWICZ, DLA KOGO PRACUJESZ?”

c3slse-weacpdqy

Zdezubekizowani funkcjonariusze służb mundurowych ślą masowo skargi do rzecznika praw obywatelskich. Szykują się też do batalii przed sądami. Do czasu wydania wyroków chcą wstrzymać proces obniżania emerytur i rent. Piszą o tym w „Wyborczej” Wojciech Czuchnowski i Leszek Kostrzewski.

ostatnia

„Rozpracowywałem najbardziej niebezpieczne grupy przestępcze, mam Złoty i Srebrny Krzyż Zasługi, a państwo odbiera mi uczciwie wypracowaną emeryturę” – to fragment jednego z listów b. policjanta do rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara.

Jego autor był oficerem, pracował w pionie kryminalnym. W 2007 roku odszedł na emeryturę ze stanowiska w CBŚ. Ma w życiorysie trzy miesiące służby w SB.

Jego skarga nie jest jedyna.

  • Oficer 2. był sportowcem w PRL, uprawiał swoją dyscyplinę na etacie w MSW. Zdobył sporą renomę. Teraz straci znaczną część renty.
  • Oficer 3. został ranny jako żołnierz jednostki specjalnej, która powstała w 1990 r. Wcześniej służył w formacjach PRL. Teraz jego renta zostanie zmniejszona do minimum – 730 zł na rękę.
  • Córka oficera 4. od urodzenia jest osobą z niepełnosprawnością. Jako rodzina funkcjonariusza nie mogła dostać zwykłej renty, ale rentę rodzinną z systemu mundurowego. Teraz dostanie 730 zł.
  • Oficer 5. to antyterrorysta. Uczestniczył w dziesiątkach działań bojowych, w likwidacji zorganizowanych grup przestępczych (m.in. pruszkowskiej, wołomińskiej, gangu obcinaczy palców), w odbijaniu zakładników. Wielokrotnie reprezentował polską policję za granicą. Przed 1990 r. był milicjantem i pracował jako operator maszyny cyfrowej w biurze C MSW w latach 1985-90. Będzie miał obniżoną emeryturę.
  • Oficer 6. to pirotechnik. Dzięki jego pracy powstał system szkolenia minersko-pirotechnicznego dla polskiej policji. Zabezpieczał pirotechnicznie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. W czasach PRL był jednak wykładowcą Akademii Spraw Wewnętrznych w Legionowie. Emerytura obniżona.
  • Oficer 7. od początku służby był w pionie kryminalnym. Jeden z pierwszych tzw. przykrywkowców. Przenikał do grup przestępczych, rozpracowując je od środka. Pozyskał i prowadził jako informatora członka grupy zorganizowanej, który stał się później słynnym świadkiem koronnym. Umożliwiło to m.in. rozbicie grupy pruszkowskiej. W 1989 r. trzy miesiące był w SB. Emerytura obniżona.

Nie zamierzają się poddawać

Tysiące emerytowanych funkcjonariuszy służb specjalnych, policji i innych formacji mundurowych od 1 października będzie miało obniżoną emeryturę. Niektórzy nawet do ustawowego minimum – 730 zł na rękę. Inni dostaną nie więcej niż 1,7 tys. zł.

MSWiA jeszcze pod koniec ubiegłego roku przygotowało projekt ustawy zakładający obniżki emerytur funkcjonariuszy służb i policjantów, którzy choć jeden dzień przepracowali w Służbie Bezpieczeństwa, instytucji podlegającej komunistycznemu MSW lub specsłużbach MON. Po poprawkach obniżki są jeszcze bardziej radykalne, bo projekt zmienili posłowie w parlamencie.

Podstawa wymiaru emerytury policyjnej będzie więc wynosić nie – jak planowano pierwotnie – 0,5 proc., ale… 0 proc. za każdy rok służby w organach bezpieczeństwa państwa w latach 1944-90; renty będą obniżane aż po 10 proc. za każdy rok pracy w PRL. Dotyczy to zarówno tych, którzy pracowali tylko w PRL, jak i tych, którzy służyli po 1990 roku. Ofiary dezubekizacji nie zamierzają się poddawać i masowo ślą skargi do RPO. Rzecznik może zaskarżyć ustawę do Trybunału Konstytucyjnego albo przystąpić do konkretnych spraw obywateli przed sądem. „Decyzji, które rozwiązanie wybrać, RPO jeszcze nie podjął” – czytamy na stronie rzecznika.

Emerytury i renty funkcjonariuszy mają być obniżane od 1 października.

Wygrana w sądzie, ale kiedy?

Większość osób, które dotknie dezubekizacja, chce zaskarżyć ją do sądu. Wiedzą, że do października nie ma szans na rozstrzygnięcie, więc będą się starali o zabezpieczenie pozwu. Chodzi o to, by do czasu wydania wyroku wstrzymać wykonanie decyzji o obniżeniu emerytury. – Co mi z tego, że wygram sprawę, jeżeli od października nie będę miał na spłatę rat kredytu – tłumaczy b. oficer BOR. Dzisiaj dostaje na rękę 5,5 tys. zł.

Funkcjonariusze są pewni wygranej. Powołują się m.in. na wyrok TK, który w 2010 r. stwierdził: „Każdy funkcjonariusz organów bezpieczeństwa Polski Ludowej, który został zatrudniony w nowo tworzonych służbach policji bezpieczeństwa, ma w pełni gwarantowane równe prawa z powołanymi do tych służb po raz pierwszy od połowy 1990 r., w tym równe prawa do korzystania z uprzywilejowanych zasad zaopatrzenia emerytalnego”.

Pierwsze skargi trafią do sądów, gdy Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA zacznie przekazywać poszczególnym osobom decyzje o obniżeniu świadczenia. Na razie nikt jeszcze nie dostał pisma w tej sprawie.

PROSTE ALE NAJWAŻNIEJSZE PRZESŁANIE NA DZIŚ. PO TYCH SŁOWACH ŻADEN PiSIOR NIE PODSKOCZY.

c3shaiwwaamun4z

Waldemar Mystkowski pisze o nieudanym zamachu PiS na protestujących posłów w sali sejmowej.

c3sjzl6vyaiuex_

W nocy z 11 na 12 stycznia BOR zza pleców Straży Marszałkowskiej miał dokonać zamachu na immunitet poselski. Piszę „zamach” i na „immunitet”, bo takie rzeczywiste jest znaczenie tego, co miało sie stać w sali posiedzeń Sejmu.

Cytat, który dobrze oddaje jakość intelektualną i moralną obecnej władzy. Jarosław Kaczyński 11 stycznia pytany, czy wobec posłów opozycji protestujących w sali sejmowej zostanie użyta siła, odpowiedział: „Będą podjęte odpowiednie działania, ale to nie moja decyzja”.

Kaczyński to wzorzec kłamstwa, bo to co dzieje się to tylko jego decyzja. Podejrzewam, że marszałek Sejmu Marek Kuchciński ma nawet na kartce napisane, którą nogą ma wstać z łóżka, gdy tego dnia rozpoczyna się sesja Sejmu. Taki to niezguła. Zaś prezes PiS po swoim odejściu powinien być odddzielony od swego brata na zawsze, aby go nie nawiedzał. Niech Lech spoczywa na Wawelu, a Jarosław mógłby zasilić zasoby biura miar i wag w Sevres, obok wzorca metra i kilograma, jego postać nadaje się do reprezentowania wzorca kłamstwa. Taki „ideał” wniósł do naszej polityki.

BOR zamach na nietykalność poselską miał zapięty na ostatni guzik. Straż marszałkowska sama nie dałaby rady wynieść posłów opozycji, choć ich wszystkich jest 150 chłopa. Siła zamachu miała spoczywać na BOR-owcach, których wyselekcjowano spośród tych, którzy pełnili służbę na placówce w Iraku.

Czyli służby, które powąchały proch. Pacyfikacja miała odbywać się pod pretekstem sprawdzenia pirotechnicznego sali posiedzeń. To mogło się zrodzić tylko w grafomańskiej (lub podobnej) głowie Kaczyńskiego. Wystarczy przeczytać fragmenty autobiografii prezesa PiS, aby wiedzieć z jakim kwadratowym umysłem mamy do czynienia, niestety ten umysł rządzi Polską i nas upodla.

Najpierw z Sejmu mieli być usunieci dziennikarze, a o godzinie 4 nad ranem miała rozpocząć się właściwa akcja. I do tego właśnie momentu wszystko toczyło się wg planowanego scenariusza. Nawet na Twitterze obsługujący konto Kancelarii Sejmu informował o kolejnych elementach zamachu. „Dodatkowo od godziny 2.00 odbywać się będą kontrole bezpieczeństwa prowadzone przez BOR w całym gmachu Sejmu” –pisano na koncie Kancelarii Sejmu.

BOR-owcy już oglądali śpiących w ławach posłów PO, wśród których byli: Andrzej Czerwiński, Marek Biernacki, Ireneusz Raś, Tomasz Cimoszewicz, Rafał Trzaskowski, Tomasz Głogowski, Jakub Rutnicki i Dorota Niedziela.

I coś nie wyszło. Anonimowy BOR-owiec dla Wirtualnej Polski o akcji powiedział: „Biuro było absolutnie gotowe do akcji, ale jakoś nie wyszło. Nie zgodził się Koschalke. Arek ma kręgosłup. Postawił się. To był faktyczny powód jego odwołania”.

Postawił się szef Straży Marszałkowskiej Arkadiusz Koschalke, który został potem zdymisjonowany. Mamy więc przykład, iż PiS nie może liczyć na służby siłowe. Tak wygląda sytuacja wśród dowódców zarówno w policji i w Wojsku Polskim. Dlatego wymieniani są wszyscy generałowie w WP i na ich miejsce awansowani oficerowie z mniejszą rangą. Czy będą wierni PiS? Wątpię.

Następnego dnia 12 stycznia Grzegorz Schetyna zakończył protest PO w sali sejmowej. Bardzo ważne pytanie: Gdyby dalej trwał protest, czy aktualne byłoby wejście BOR?

Inne jeszcze ważniejsze pytanie: Czy po siłowym wyniesieniu posłów PO, nie doszłoby w Polsce do protestów obywatelskich na skalę większą niż znane dotychczas? Śmiem na podstawie tego przykładu przypuszczać, że PiS rzuci przeciw Polakom służby siłowe? Czy dowódcy w policji i w wojsku odmówią wykonanie rozkazu przelewu krwi, jak szef straży marszałkowskiej A. Koschalke?

Powyższe zdarzenie, do którego jednak nie doszło, pokazuje, iż demolująca Polskę władza PiS stoi na glinianych nogach. Tak naprawdę nie mogą liczyć na służby siłowe, które w ostatniej chwili uchylają się od narzuconego im bezprawia. Dlatego zrozumiałe staje się, iż bezwolny politycznie, ale niezłomny propisowsko Andrzej Duda w Żaganiu napuszczał Polaków na Polaków: „Mam nadzieję, że państwo przyjedziecie, albo zbierzecie i pokażecie swoją postawą, że właśnie takiej polityki chcecie”. Pisowski tłum sterowany przez jakiegoś Brudzińskiego odpowiedział: „Przyjedziemy, przyjedziemy”.

Czy można profetycznie napisać, iż oto widać krew na rękach polityków PiS? Hm.

pisowski

FRASYNIUK POSTAWIŁ KROPKĘ NAD i. KAŻDY PiS-OWSKI ARGUMENT JEST PRZY TYM PO PROSTU ŻENUJĄCO ŚMIESZNY 

c3uxuwwxaaad-rx

Kleofas Wieniawa pisze o liście Tuska do 27 przywódców Unii Europejskiej.

tusk

Unia Europejska nigdy nie znalazła się w takim kryzysowym okrążeniu, jak dzisiaj. Szczególnie ostatnie zagrożenie jest najgorsze i niemal było nieprzewidywalne.

UE poradziła sobie z kryzysem w strefie euro, Brexit też nie wydawał się złowieszczony, kryzys z emigrantami był do przełknięcia, bo większe masy ludzkie przyjmowały najbogatsze kraje europejskie, ale to, co przyszło ze Stanów Zjednoczonych, nie było brane pod uwagę.

Nawet przy założeniu, iż Trump zwycięży w wyborach prezydenckich, wydawało się, że rozejdzie się to po demokratycznych kościach za Oceanem, a u nas będzie najwyżej jakąś niedogodnością, z którą sobie poradzimy.

Trump jednak okazuje się zapowiedzią zupełnie czego innego, niż demokracja za Oceanem dotychczas produkowała. Przede wszystkim Trump deklaruje, iż USA nie będą trwałym elementem zachodniej cywilizacji. Pokój w Europie zasadzał się na wspólnocie wartości wewnątrz UE i na gwarancjach USA.

Dotychczasowi wrogowie europejscy zostali przyjaciółmi, myślę o Niemczech, Francji i w jakimś sensie języczka u wagi tych europejskich potęg, Wielkiej Brytanii.

Europa bez gwarancji USA może okazać się naga, konsolidacja polityczna wewnątrzeuropejska ciągle znajdowała się przed decydującymi decyzjami. Klasyczna UE może pluć sobie w brodę, iż zdecydowała się na tak daleko posunięte rozszerzenie, które wszak ją osłabiło, a pojawiły się zagrożenie rozsadzające Unię od wewnątrz, najcjonalizmy, taki jak w Polsce reprezentowany przez PiS.

Unia musi się liczyć, że Trump zrobi deal z Putinem, co do strefy wpływów, wówczas więcej niż pewne, iż obecmy kształtUE nie utrzyma się i Polska powróci do swojej tradycyjnej sytuacji geopolitycznej.

Donald Tusk napisał list do 27 przywódców unijnych w sprawie przyszłości tego najbardziej wysuniętego w przyszłość projektu politycznego. Na świecie wre, w krajach UE też, ale nie w Polsce, bo władze mamy niezdolne do żadnego dialogu.

Europa ma męża stanu, jakim jest Donald Tusk, Polska ma zakopleksiałego prezesa PiS i jego marionetki, która albo są bezwolne, jak Andrzej Duda, albo nijakie, zagubione i niewiele rozumiejące, jak Beata Szydło.

Po 1989 roku mieliśmy ogromnie wiele szczęście, ZSRR jak na życzenie rozpadał się, Niemcy były nam przyjazne, jak nigdy w historii, elity polityczne potrafiły z siebie wygenerować to, co najwartościowsze, aż przyszedł kompletny kolaps w postaci prezesa i jego partii, Polska się zapada, maleje, wraca na peryferia bez znaczenia, gdzie będzie pomiatana.

list

Szanowni Państwo!

Abyśmy byli jak najlepiej przygotowani do naszych dyskusji na Malcie o przyszłości Unii Europejskiej mającej się składać z 27 państw członkowskich i wziąwszy pod uwagę rozmowy przeprowadzone z niektórymi z Państwa, chciałbym podzielić się pewnymi refleksjami, które – jak sądzę – większość z nas podziela.

Wyzwania, wobec których stoi obecnie Unia Europejska są groźniejsze niż kiedykolwiek od czasu podpisania Traktatów Rzymskich. Mamy dziś bowiem do czynienia z trzema zagrożeniami, które wcześniej – przynajmniej w takiej skali – nie występowały.

Pierwsze, zewnętrzne, związane jest z nową sytuacją geopolityczną na świecie i wokół Europy. Coraz bardziej, nazwijmy to, asertywne Chiny, szczególnie na morzach, agresywna polityka Rosji wobec Ukrainy i jej sąsiadów, wojny, terror i anarchia na Bliskim Wschodzie i w Afryce – w tym istotna rola radykalnego islamu – oraz niepokojące deklaracje nowej administracji amerykańskiej czynią naszą przyszłość w wysokim stopniu nieprzewidywalną. Po raz pierwszy w naszej historii coraz bardziej wielobiegunowy świat zewnętrzny staje się jawnie antyeuropejski lub, w najlepszym przypadku, eurosceptyczny. Szczególnie zmiana w Waszyngtonie stawia Unię Europejską w trudnej sytuacji; nowa administracja zdaje się kwestionować ostatnich 70 lat amerykańskiej polityki zagranicznej.

Drugie zagrożenie, wewnętrzne, wiąże się ze wzrostem nastrojów antyunijnych, nacjonalistycznych, coraz częściej ksenofobicznych, w samej Unii. Egoizm narodowy staje się dla wielu atrakcyjną alternatywą dla integracji, a tendencje odśrodkowe dodatkowo żywią się błędami tych, dla których ideologia i instytucje stały się ważniejsze niż interesy i emocje ludzi.

Trzecie zagrożenie to stan ducha proeuropejskich elit. Zanik wiary w sens politycznej integracji, uległość wobec populistycznych argumentów i zwątpienie w fundamentalne wartości liberalnej demokracji stają się coraz bardziej widoczne.

W świecie pełnym napięć i konfrontacji potrzebne są odwaga i determinacja i polityczna solidarność Europejczyków. Bez nich nie przetrwamy. Jeśli sami nie uwierzymy w siebie, w głęboki sens integracji, dlaczego inni mają w to uwierzyć? W Rzymie odnowić powinniśmy tę deklarację wiary. W dzisiejszym świecie państw-kontynentów z setkami milionów mieszkańców, każdy kraj europejski z osobna waży niewiele. Ale UE ma potencjał ludnościowy i gospodarczy, który czyni z niej równorzędnego partnera największych potęg. Dlatego najważniejszym sygnałem, jaki powinien popłynąć z Rzymu, jest gotowość 27 do bycia razem. Sygnał, że nie tylko musimy, ale i chcemy być razem.

Pokażmy naszą europejską dumę. Jeśli będziemy udawać, że nie słyszymy słów i nie dostrzegamy decyzji wymierzonych w UE i naszą przyszłość, ludzie przestaną traktować Europę jako swoją większą Ojczyznę. Co równie groźne, przestaną nas szanować globalni partnerzy. Obiektywnie nie ma żadnego powodu, aby Europa i jej liderzy przypochlebiali się mocarstwom zewnętrznym i ich przywódcom. Wiem, nie należy nadużywać argumentu godności w polityce, to często budzi konflikty i złe emocje. Ale dziś musimy upomnieć się mocno o naszą godność, godność zjednoczonej Europy. Niezależnie od tego, czy rozmawiamy z Rosją, Chinami, USA czy Turcją. Miejmy zatem odwagę być dumnymi z własnych osiągnięć, które uczyniły nasz kontynent najlepszym miejscem na Ziemi. Miejmy odwagę przeciwstawić się retoryce demagogów, którzy głoszą, że integracja europejska jest korzystna wyłącznie dla elit, że prości ludzie tylko na niej stracili i że każdy kraj z osobna poradzi sobie lepiej niż wszystkie razem.

Musimy patrzeć w przyszłość. To najczęściej powtarzane przez Was zalecenie w czasie naszych konsultacji w ostatnich miesiącach. Każdy zgodzić się musi z tym postulatem. Ale nie powinniśmy w żadnym wypadku zapomnieć o najważniejszych powodach, dla których 60 lat temu postanowiliśmy jednoczyć Europę. Słyszymy często argument, że pamięć o tragediach podzielonej Europy nie jest już argumentem, że nowe pokolenia nie pamiętają źródeł naszych inspiracji. Ale zanik pamięci nie unieważnia tych inspiracji i nie zwalnia nas z obowiązku nieustannego przypominania tragicznej lekcji z historii podzielonej Europy. Powinniśmy w Rzymie powtórzyć mocno te dwie oczywiste, choć zapomniane dziś prawdy: po pierwsze, zjednoczyliśmy się po to, by uniknąć kolejnej dziejowej katastrofy, a po drugie, że czas zjednoczonej Europy był najlepszym okresem w całej wielowiekowej historii Europy. Należy wyraźnie podkreślić, że rozpad UE nie doprowadziłby do przywrócenia mitycznej, pełnej suwerenności jej krajów członkowskich, ale do realnego uzależnienia każdego z nich od wielkich potęg światowych: Stanów Zjednoczonych, Rosji, Chin. Niezależni możemy być tylko razem.

Musimy zatem podjąć stanowcze i spektakularne kroki, które by zmieniły zbiorowe emocje i ożywiły dążenie do podniesienia integracji europejskiej na wyższy poziom. W tym celu musimy przywrócić obywatelom Unii poczucie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego oraz dobrobyt społeczno-ekonomiczny. Wymaga to definitywnego uszczelnienia granic zewnętrznych Unii; usprawnienia współpracy służb odpowiedzialnych za zwalczanie terroryzmu oraz za utrzymanie porządku i spokoju na obszarze bez granic wewnętrznych; zwiększenia wydatków na obronę; wzmocnienia polityki zagranicznej Unii jako całości oraz lepszego koordynowania polityki zagranicznej poszczególnych państw; a także – co nie mniej ważne – sprzyjania inwestycjom, włączeniu społecznemu, wzrostowi, zatrudnieniu oraz korzystania ze zmian technologicznych i konwergencji zarówno w strefie euro, jak i w całej Europie.

Zmianę handlowej strategii USA wykorzystajmy intensyfikując rozmowy z zainteresowanymi partnerami, pilnując przy tym naszych interesów. Unia nie powinna rezygnować z roli handlowego supermocarstwa, otwartego na innych i równocześnie skutecznie chroniącego własnych obywateli i własne przedsiębiorstwa oraz pamiętającego, że wolny handel to uczciwy handel. Twardo powinniśmy także bronić ładu międzynarodowego opartego na regułach i prawie. Nie możemy też poddać się tym, którzy chcą osłabić lub unieważnić transatlantycką oś, bez której globalny porządek i pokój mogą nie przetrwać. Naszym amerykańskim przyjaciołom powinniśmy przypomnieć ich własne hasło: United we stand, divided we fall.

TAK SIĘ KOŃCZY PUSZCZANIE FEJKOWYCH NEWSÓW W PUBLICZNEJ TV, KTÓRA POWINNA BYĆ RZETELNA I ODPOWIEDZIALNA. NEXT STEP: FEJKOWE „WIADOMOŚCI”

c3vvxkpxuaer4dv

>>>

OSTRZEŻENIE NA PONIEDZIAŁEK.

c3w19wywaaaptrc

Agnieszka Kublik pisze o klęsce podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Przez dziesięć miesięcy podkomisja smoleńska Wacława Berczyńskiego nie dostarczyła żadnego dowodu na zamach. Ale dostarczyła dowodu na to, że podkomisja jest gronem niefachowców.

SPRYTNI ZAMACHOWCY ZATRZYMALI SIĘ NA CZERWONYM ŚWIETLE, ABY PAN MINISTER MUSIAŁ SPOWODOWAĆ KARAMBOL. PiS TO JEDNAK STAN UMYSŁU…

c3zj8zpwyaadnfb

W zeszłym roku kosztowała podatnika 1,5 mln zł. W tym roku ma kosztować 2 mln zł. Sporo? Nie, kompromitacja smoleńska władz PiS – bezcenna.

Czego podkomisja dokonała w zeszłym roku, dysponując niemałym budżetem? Wedle zapowiedzi szefa MON Antoniego Macierewicza i Berczyńskiego plany miała ogromne:

– udowodnić fałszowanie dowodów przez członków rządowej komisji badającej katastrofę smoleńską (Macierewicz mówił o „bezspornych dowodach fałszowania i manipulowania, a przede wszystkim omijania, ukrywania prawdy na temat rzeczywistego przebiegu wydarzeń”),

– udowodnić, że w wyniku wybuchu (wybuchów?) na pokładzie tupolewa dokonano zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego,

– spotkać się z rosyjską komisją badającą katastrofę (MAK),

– powołać komisję międzynarodową,

– polecieć do Smoleńska na oględziny wraku, ba, sam wrak sprowadzić (szef MSZ Witold Waszczykowski przyznał parę dni temu, że szanse na powrót wraku są „coraz mniejsze”).

Nic z tego nie wyszło. Podkomisja nie zdobyła żadnych dowodów ani na sfałszowanie czarnych skrzynek czy raportu Millera, ani na zamach.

A co się podkomisji udało? Udowodnić, że to jej krytycy mieli rację – mianowicie, że jest tylko grupą dyletantów w sprawie badania wypadków lotniczych. Szczytem dyletanctwa był planowany przez podkomisję kuriozalny eksperyment polegający na zderzeniu pędzącego tupolewa z brzozą zamocowaną na jadącym aucie.

Również ekshumacje zarządzone przez prokuraturę nie udowodniły, że samolot został wysadzony w powietrze. Dotychczasowe oględziny zwłok potwierdziły to, co wiadomo od ponad sześciu lat – że są to ofiary katastrofy komunikacyjnej, a nie eksplozji.

Podkomisja Berczyńskiego poległa. Poległ MSZ. Poległa prokuratura.

OTO SŁOWO BOŻE. W BOŻEJ TELEWIZJI TRWAM. I TO MÓWI KSIĄDZ OD PREZYDENTA DUDY! BOŻE, WIDZISZ TO I NIE GRZMISZ?

c3wxbscwqaasyza

Ksiądz Andrzeja Dudy puścił pawia nienawiści. – Wielu z nas zapamięta tych pseudobojowników, powstańców walczących, jak mówili, o wolność, o demokrację, o Polskę, wielu z nas zapamięta tych ludzi – przepraszam za określenie – jako bandę przygłupów – przyznał w felietonie dla Telewizji Trwam ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, członek Narodowej Rady Rozwoju.

Bortkiewicz mówił o wydarzeniach w Sejmie z 16 grudnia, kiedy opozycja rozpoczęła blokowanie sali plenarnej. – Dla takich ludzi nie może być i nie ma miejsca w polityce. Ich właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, ale najlepiej takie, które byłyby zakładane za więziennym murem – oceniał.

Ks. Bortkiewicz to profesor nauk teologicznych specjalizujący się w zakresie teologii moralnej. W latach 2002-2008 był dziekanem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, od 2002 jest dyrektorem Centrum Etyki UAM w Poznaniu. Członek Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk.

MYŚLICIE, ŻE PRZYJADĄ? 🙂

c3zsxt2wiaawrl5

Waldemar Mystkowski pisze o zniszczeniu TVP przez Kurskiego.

jacek-kurski

Jacek Kurski wychodzi ze skądinąd słusznego założenia, że za złamanie kręgosłupa trzeba mu płacić. Można mieć wątpliwości, kiedy ten kręgosłup dał sobie złamać. Na pewno długo przed „dziadkiem z Wehrmachtu”, bo ktokolwiek zdrowy nie podjąłby się tak uwłaczającego godności ludzkiej tematu. Kurski nie wyraża myśli, jego język nie jest relacją – narracją – tego, co onże chciałby wyrazić, jego język – fizycznie i charakterologicznie – sepleni. Złamany osobnik przekazuje skarlałe myśli, myśli-gnomy, które podszywają się pod narrację, logikę przekazu, ale są ich karzełkami.

Niestety, takie postaci mamy obecne w życiu publicznym, które swoją osobą uwłaczają nam, Polakom, uwłaczają średniej inteligencji rodaka. Złamany plasuje się zawsze poniżej średniej. Zło nie jest inteligentne, choć za takie chciałoby uchodzić. Taki osobnik został postawiony jako prezes na czele telewizji… no, jakiej? Wystarczy otworzyć jakikolwiek kanał podczas emisji programu, który jest właściwym probierzem dla przywołania trafnego rzeczownika bądź przymiotnika – i mamy. Kurski jest prezesem telewizyjnej gadzinówki. Dawno temu odpowiednie dający rzeczy słowo ukuli Polacy – warszawiacy – to, co z ich mózgami starali się zrobić wrogowie. Gadzinówki mają powodować, iż rodzić się będą gadzie nawyki. I takie gady wypełzają z programów informatycznych, politycznych. Płaskie, antyludzkie, antymoralne.

W tym wypadku zawsze należy odwołać się do języka, do jego zawartości, bo język nie kłamie, tylko osobnik nim się posługujący. Kurski nigdy nie zbuduje wartościowej metafory, przekazu, gdyż nie potrafi, jest nietwórczy, nieinteligentny, tylko będzie się zapożyczał i to w najgorszych źródłach.

Kurski doprowadził byłą telewizję publiczną – a obecnie jak napisałem: gadzinówkę – do upadku finansowego. I jak to opisuje? Oto: „Trzeba sobie jasno powiedzieć, że doszliśmy do ściany. Mamy budżet śmierci” – rzecze Kurski.
Taki kicz językowy, potworek. Przywołać należy w tym miejscu metaforę „fortepianu”, która została użyta przez naszego najtrudniejszego wieszcza, Norwida. Telewizja publiczna miała spełniać misję, ale sięgnęła bruku, została wypchnięta na śmierć, rozbiła się w drobiazgi, jak fortepian. Zamiast narodowego Norwida, Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, mamy Kurskiego pląsającego na gruzach kultury, na gruzach fortepianu, przy disco polo niejakiego Martyniuka.

Zaprzeczenie kultury Martyniuk i zaprzeczenie fachowości Kurski każą sobie płacić za złamanie kręgosłupów. Kurski zniszczył dobro wspólne Polaków i za to zniszczenie każe sobie płacić. Spadek oglądalności TVP jest dramatyczny, finanse spółki publicznej zadłużone na setki milionów. Obecnie w kasie brakuje 200 milionów zł. Lecz Kurskiemu podskoczyła pensja. Poprzedni prezes zarabiał circa 20 tys. zł, Kurski teraz może zarabiać w przedziale 30-52 tys. zł, do tego premia w wysokości 50 proc. wynagrodzenia miesięcznego. Kurski także uprawia nepotyzm, w gadzinówce zatrudnił swoją narzeczoną, która podobno już odeszła na bardziej intratne stanowisko w państwowej spółce, ale pobiera w telewizji premie, za ubiegły rok dostała 50 tys. zł.

Publiczne media sięgnęły bruku. Nie potrzebujemy do niszczenia kraju wrogów zewnętrznych, stworzyliśmy własnych. Jak szarańcza niszczą wszystko po drodze, obżerają się ponad miarę i są żadni. Muszą paść. Musi tę telewizję spotkać śmierć – jak to kiczowato nazywa Kurski. Szarańcza pochłania więcej i więcej, lecz ci, którzy wytwarzają dobro, prędzej czy później sięgają do środków skutecznych przeciw szarańczy i takich osobników jak Kurski przepędzają, nie przebierając w rodzajach obrony.

Telewizja doszła do ściany, ale Kurski też. I ta ściana jest dla Kurskiego właściwa. Kurski sam w sobie jest ścianą, nietwórczy, jak szarańcza, nieinteligentny jak ten zbiorowy pożerający twór.

MAMY CORAZ LEPIEJ WYPOSAŻONĄ ARMIĘ. BRAWO! MILIONY POSZŁY NA SAMOCHODY.

c3z8hp2xuaa5p2_

Kleofas Wieniawa zajmuje się ucieczkami Macierewicza.,

macierewicz-w-sieci

Dialektyka pisowska przejdzie do legendy, która zresztą jest ufundowana na tchórzliwości.

Dlaczego Antoni Macierewicz zbiegł po wypadku pod Toruniem spowodowanym tym samym syndromem niechlujstwa, bylejakości, jaka zaszła w katastrofie smoleńskiej?

Daje odpowiedź prof. Andrzej Zybertowicz:

„Macierewicz nie musial pomagać rannym w karambolu, mogła być to próba zamachu”.

Oczywiście nie jest to żadna dialektyka, tylko skręt zwojów mózgowych.

Polaku nie pomagaj, bo wróg może się na ciebie zasadzić. Zresztą nie chodzi o pomaganie, ale przybycie organów śledczych. Procedurę, która jest pokłosiem prawa.

Dialektyka tchórzów ma się dobrze. Zasadzają się na nich. A dlaczego? Bo tchórz, który tworzy atmosferę nienawiści, obawia się odwetu.

Tchórz wynika z jego ducha. Czysta psychologia behawioralna. Teraz rozumiem, dlaczego uciekają pijani kierowcy z miejsca wypadku. Wódka zrobiła na nich zamach.

JEDEN I DRUGI TO „CZŁOWIEK WOLNOŚCI”

c3z1d3cweaablf_

>>>

TRZYMAMY SCHETYNĘ ZA SŁOWO! Nie zapomnimy im łamania prawa.

c2xg7mzxaaecpow

I niech nikt nie mówi, że „przegrał z chorobą”, On z nią każdego dnia wygrywał. Aż do dziś…- A.Golimont

c2wscvawiaasf25

Katarzyna Kolenda-Zalewska pisze w „Wyborczej”, jak Kaczyński otwiera sobie drzwi do bezprawia. Jeszcze emocje były w stanie wrzenia, jeszcze pył po trwającym trzy tygodnie kryzysie parlamentarnym nie opadł, a Jarosław Kaczyński postanowił podkręcić atmosferę. Tak, Jarosław Kaczyński, bo przecież Zbigniew Ziobro nie działał samodzielnie, zwłaszcza w kwestii tak kluczowej jak ostateczne przejęcie Trybunału Konstytucyjnego. Tu chodzi o sprawę o wiele grubszą. Grubszą i groźną, która daje PiS-owi niemal nieograniczoną władzę.

gazeta-wyborcza

.Jest czwartek, późne popołudnie. Platforma decyduje się zakończyć protest na sali plenarnej. Dzień wcześniej Senat uchwala budżet bez żadnych poprawek. Atmosfera w Sejmie jest napięta, władza cały czas atakuje opozycję jednym argumentem – nie dajecie nam pracować, podsycacie napięcie.

Gdy Platforma wychodzi, wszyscy oddychają z ulgą. Parlamentarny kryzys został zakończony. Kto wygrał, to w tym momencie sprawa drugorzędna. Ważne, że Sejm może wracać do normalnej pracy. Ale nie minęły nawet dwie godziny, gdy wybucha bomba. Prokurator generalny Zbigniew Ziobro zaskarża do Trybunału Konstytucyjnego wybór trzech sędziów TK orzekających od sześciu lat.

Wniosek Ziobry podniósł temperaturę politycznego sporu znów do stanu wrzenia, choć właśnie wydawało się, że przynajmniej przez chwilę będzie spokojnie. Po co to było? Bo przecież wiadomo było, że próba wyrzucenia z Trybunału trzech sędziów rozpocznie na nowo ostry spór o TK. Intencje wniosku wydają się oczywiste. Przejąć już całkowicie Trybunał, mieć w nim wyłącznie swoich. Ziobro decyduje się złożyć wniosek, podważając sposób wyboru sędziów, choć taka sama procedura obowiązywała w 2006 r., gdy PiS miał większość i PiS rządził. Ale pomysł jest dużo bardziej przewrotny.

PiS tłumaczy, że nie chodzi mu o tych trzech sędziów – Rymara, Tuleję i Zubika. I faktycznie zupełnie nie o nich chodzi. Chodzi o to, by raz na zawsze ustalić, że Trybunał nie jest w stanie dokonać oceny sejmowych uchwał, i w ten sposób, po pierwsze, zalegalizować w TK obecność dublerów wybranych na zajęte już miejsca.

Jarosław Kaczyński daje sygnał – TK nie ma prawa oceny uchwał. – O! – mówią niektórzy. To uderzenie w Ziobrę. Ale nic bardziej mylnego. Tu nie chodzi o upokorzenie Ziobry. Wręcz przeciwnie. To przekaz do TK, jak ma orzekać w tej konkretnej sprawie. Skład orzekający zostaje błyskawicznie powołany w osobach Julii Przyłębskiej, Mariusza Muszyńskiego i Michała Warcińskiego. Wszyscy wybrani teraz przez PiS. Już wiedzą, co mają orzec. Jeśli budżet zostanie zaskarżony i padnie wniosek o wyłączenie dublerów, odpowiedź będzie jedna. Nie da się, bo TK nie ocenia uchwał Sejmu o ich wyborze, więc zostali wybrani legalnie. Koniec sprawy. Mają pełną legitymację. Dlatego decyzji TK należy się spodziewać szybko.

Ale jest i po drugie. Decyzja TK otworzy szeroko drzwi do zmian prawa za pomocą uchwał sejmowych. Sejm będzie sobie teraz uchwałami zmieniał system prawny i nikt nie zdoła go zatrzymać. Bo przecież TK nie ma prawa oceniać uchwał. Ostatnie narzędzie opozycji padło. A Jarosław Kaczyński w końcu znalazł sposób, jak sprytnie całkowicie opanować rządzenie.

NIECH O TYM PAMIĘTAJĄ. POLACY ROZLICZĄ WŁADZĘ ZA ŁAMANIE PRAWA

c2xjtkzxgaecqvi

Łukasz Woźnicki pisze o liście 1000 pisowców w spółkach, którą opublikował „Puls Biznesu”. Skala i tempo upartyjnienia firm i instytucji są tak ogromne, że nie ma wątpliwości: przy doborze osób regułą jest klucz partyjny i rodzinny oraz znajomości – komentuje redakcja „Pulsu Biznesu”, ujawniając „sPiS zasobów własnych” partii rządzącej.

teraz

„Teraz, kur…, my na całego”. „Puls Biznesu” publikuje listę tysiąca działaczy PiS w spółkach

Skala i tempo upartyjnienia firm i instytucji są tak ogromne, że nie ma wątpliwości: przy doborze osób regułą jest klucz partyjny i rodzinny oraz znajomości – komentuje redakcja „Pulsu Biznesu”, ujawniając „sPiS zasobów własnych” partii rządzącej.
„Liście wstydu PiS” poświęcone są aż 22 strony poniedziałkowego wydania „Pulsu Biznesu”. 14 stron zajmują wyłącznie personalia działaczy PiS, Solidarnej Polski, Polski Razem, którzy za kadencji obecnego rządu objęli stanowiska w państwowych spółkach, agencjach i innych instytucjach. A także nazwiska członków ich rodzin i znajomych. „PiS obsadza wszelkie możliwe instytucje i firmy. Posłami, rodzinami, kolegami. Na naszej liście, wciąż niepełnej, jest już tysiąc osób” – opisuje PB.

To trzecia tego typu lista przygotowana przez dziennik. W 2012 r. PB opublikował „listy wstydu” PO i PSL. Wówczas dziennikarze ujawnili nazwiska ponad 400 działaczy z PO i drugie tyle z PSL zatrudnionych w państwowych podmiotach. „Tamte listy powstały po prawie pięciu latach rządów koalicji PO-PSL. Dzisiejsza publikacja dowodzi, że rządzący już w rok przebili poprzedników z nawiązką” – opisuje PB. Zauważa, że rewolucja w spółkach została zaplanowana przez PiS – zmiany personalne poprzedziły zmiany prawne, głównie znoszące konkursy.

„Nasza lista ilustruje to, o czym mówią politolodzy: że zarówno tempo, jak i intensywność zmian personalnych wprowadzanych przez PiS są rekordowe. Działacze partii Jarosława Kaczyńskiego twórczo wdrażają w życie coś, co prawie 20 lat temu on sam trafnie, ale też z odrazą, nazwał zasadą „Teraz, k…, my”…” – opisuje dziennikarz PB i autor listy Dawid Tokarz.

Na liście „zasobów PiS” jest m.in. Wojciech Jasiński, znajomy ze studiów i jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Jeszcze dziesięć lat temu w rozmowie z PB mówił, że w państwowych spółkach nie ma miejsca dla osób z nadania politycznego. Zapewniał, że za rządów PiS takimi firmami jak PKN Orlen będą zarządzać „młodzi fachowcy”. „W grudniu 2015 r. prezesem Orlenu został… Wojciech Jasiński. Miał ponad 68 lat, a jego doświadczenie menedżerskie ograniczało się do trzyletniego epizodu w zarządzie powiązanej z PiS spółki Srebrna, której aktywa czy przychody były kilka tysięcy razy (!) mniejsze niż Orlenu” – opisuje dziennik.

Na liście nie brakuje byłych posłów i senatorów PiS. „Co charakterystyczne dla tej partii, nie tyle dorabiają sobie na państwowym, np. w radach nadzorczych, ile zasiadają w zarządach, czyli z pieniędzy podatników się utrzymują” – opisuje dziennik. To np. Zbigniew Kozak, wiceprezes spółki Energa-Operator Techniczna Obsługa Odbiorców, albo Krzysztof Mikuła — wiceprezes Węglokoksu i członek zarządu huty Pokój.

„Posłowie PiS nie zapominają o swoich współpracownikach. To dlatego na liście aż roi się od byłych i obecnych asystentów, pracowników i dyrektorów biur posłów, senatorów i europosłów” – czytamy w PB. Dziennik naliczył także ponad 70 członków rodzin działaczy PiS: najwięcej żon, ale także synów, braci, córek. Wśród nich jest m.in. syn europosła Ryszarda Czerneckiego – doradca w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. I żona europosła, członkini rady nadzorczej Armatury Kraków z Grupy PZU.

PB próbował skonfrontować swoje ustalenia z czołowymi politykami PiS. „Premier Beata Szydło, gdy jeszcze była w opozycji, zapewniała, że zjawisko kumoterstwa nie dotyczy PiS. Nasza lista dowodzi, że przez ostatni rok stanowiska w spółkach objęli członkowie rodzin i znajomi praktycznie wszystkich ministrów. Czy nie świadczy to o hipokryzji? To pytanie Beata Szydło pozostawiła bez odpowiedzi” – opisuje dziennik.

Szefowa „Wiadomości” TVP porównała „Pucz” do finału WOŚP. PSY SZCZEKAJĄ A KARAWANA JEDZIE DALEJ 🙂

c2ug_zrxgaimk3g

PIĘKNE :)))))))

c2umnssxaaacyju

Waldemar Mystkowski pisze o puczu.

jestesmy

Polska polityka przebiega wg wyobrażeń Jarosława Kaczyńskiego. Można dociekać, jakie jest źródło jego wyobraźni, na pewno prezes odciął się od rzeczywistości. Żyje w czterech ścianach gabinetu na Nowogrodzkiej, Wiejskiej, zawsze otoczony zwolennikami i ochroniarzami. Tylko Kaczyński ma prawo do formułowania stanowisk politycznych, kreowania wartości, które niekoniecznie mają związek z rozumem. Więc dostajemy takie, a nie inne rozpoznanie dotyczące jego środowiska i przeciwników politycznych. Prezes PiS narzucił wszystkim nierzeczywistą Polskę.

Jakiekolwiek były zamiary PiS w stosunku do opozycji i ustawy budżetowej 16 grudnia 2016 roku, to skończyło się tak, iż z odległości więcej niż miesiąca ocenić należy, iż wszyscy zachowujemy się niezdrowo, jakbyśmy zostali stworzeni w wyobraźni Kaczyńskiego, nad którą jej właściciel, emitent, nie panuje, nie ma odpowiednich narzędzi, aby ją porządkować, a nawet z czymkolwiek porównać.

Prezes w obronie własnej nazwał to, co zaszło – puczem. Kaczyński rzekł jedno słowo i wszyscy wzięli się za obróbkę tego słowa w mediach pisowskich, ale także przeciwnicy polityczny wyśmiewający pucz, na dowód którego zamówione były kanapki nie przez puczystów, ale marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Potrzeba puczu była tak przemożna, że następnego dnia podczas orędzia Beaty Szydło puczem zaraziła się część nadajników emitujących sygnał TVP. Nastąpiła niewielka awaria, a więc mamy pucz – orzekł Jarosław Kaczyński. Zaraza sięgnęła więc materii martwej, co zostało wytłumaczone tym, iż urządzenia emisyjne są własnością zagraniczną, a zatem pucz ma  źródło niemal globalne, bo sygnał TVP nadaje amerykańska spółka EmiTel.

Pucz powstał w wyobraźni Kaczyńskiego i drogą kropelkową dopadł wszystkich, nawet powstało dzieło telewizyjne, film dokumentalny „Pucz”. Dzieło niezborne, nie trzymające się kupy, jak podobny mu „Smoleńsk”. Lecz nie chodzi o wartości artystyczne czy rzeczywiste, idzie o coś więcej – o dokument powszechnej choroby, która dopadła Polskę. „Pucz” to karta choroby, co udowodniła firma EmiTel. Mianowicie do awarii nadajników EmiTela doszło w gmachu TVP przy Woronicza 17. Coś powstaje w umyśle Kaczyńskiego, wszyscy wokół zapadają na to choróbsko.

Wszyscy jesteśmy zakładnikami odciętego od rzeczywistości prezesa. Ale czy pacjent może leczyć się sam? – a tak to wygląda. Kaczyński ma misję leczenia Polski, ale sam jest źródłem choroby. My chcemy leczyć Kaczyńskiego, lecz jesteśmy zarażeni jego chorobą. Polska nie wyleczy się sama, bo nie można być jednocześnie pacjentem i lekarzem. A może rzeczywiście nas nie ma, zostaliśmy wymyśleni w umyśle prezesa, jesteśmy puczem jego umysłu.

Dotknijmy się, uszczypmy, ugryźmy. No, co – boli? Bo mnie już dawno przestało. Czyżbyśmy byli już martwi? Jeżeli tak jest, to martwy jest umysł Kaczyńskiego, nie kreujący rzeczywistości, ale emitujący chorobę. Pucz, pucz, pucz.

to-w-gmachu-2

Kleofas Wieniawa zajął się wywiadem Donalda Trumpa, który szykuje rewolucję globalną.

trump

Zapowiada się, że Rosja wreszcie będzie miała sojusznika w osobie nowego prezydenta USA Donalda Trumpa. Tego jakiś czas temu nie mógł sobie wymarzyć Władimir Putin.

Marzenie stało się ciałem. Polityka zagraniczna Trumpa dla Europy jest szokiem. Młodszy i potężny brat cywilizacyjny najprawdopodobniej podąży ku Wschodowi.

Wg Trumpa Unia Europejska powstała, aby Niemcy były potęgą gospodarczą, a nie – aby w Europie zapanował pokój po dwóch największych w dziejach hekatombach wojennych – I i II wojnach światowych.

NATO jest przestarzałe, uważa Trump, więc otrzymał oklaski na Kremlu od  rzecznika Dmitrija Pieskowa.

Niedlugo zatem pożegnamy się z bazą żołnierzy amerykańskich, którzy byli tak gorąco witani w Żaganiu. Wystarczy jakiś pretekst antyrosyjski, a tych znajdzie się na podorędziu, co niemiara.

Unia rozpadnie się, wieszczy Trump. Tak może być, gdy Moskwa wesprze we Francji Marine Le Pen i jej odpowiedników w innych krajach. W Polsce nie musi, bo PiS to miód na serce Putina.

Egoizmy nacjonalistyczne dostają działkę heroiny – tj. heroizmu. Wciągną ją nosem przez obydwie dziurki. Rozum już nie będzie potrzebny, ale emocje nacjonalistyczne. Niemcy i kraje Beneluxu sobie poradzą, ale my z pewnościa – nie, zwłaszcza przy jakości obecnej władzy, tj. braku jakości.

Witajcie rodacy w czasach, gdy geopolityka decydowała o naszej znikomości, zależności i wreszcie o stracie niepodległości.

Nauka prosta. Ktokolwiek za rok będzie w TVP i chciałby pokazać, że wspiera WOŚP musi serducho nakleić na czole

c2xd56yxuaaxkvv

>>>