Posts Tagged ‘USA’

Morawiecki – p.o. prezesa – zaczyna od zwierania

Mateusz Morawiecki przejmuje definiowanie celów PiS, chociaż prezes wyszedł ze szpitala. Jarosław Kaczyński niedysponowany – przyzwyczajmy się do trwałości tego stanu – więc naturalnym wydaje się, że premier zostaje p.o. prezesa. PiS to partia mająca tyleż struktury, co mentalność sekty, a może nawet zorganizowanej organizacji nie przestrzegającej prawa.

Morawiecki staje się consigliore, choć jeszcze wczoraj był osobą dopuszczaną do pocałunku pierścienia wodza, ale to Morawiecki ma głowę na karku, przynajmniej, jeżeli chodzi o jej zawartość intelektualną. Reszta polityków w PiS służy do zbierania haraczów politycznych w terenie z różnym skutkiem, bo dowiadujemy się o ekscesach na spotkaniach Szydło, Kuchcińskiego i podobnych żołnierzy.

Morawiecki w zastępstwie prezesa daje głos mediom. Dowiedzieliśmy się, jaką krzywdę chciałby zrobić większości niezależnych mediów – 80% – mianowicie dekoncentrować, repolonizować, aby w ten sposób służyły władzy. Krótko pisząc – chce pisyzować informację

W wywiadzie dla „Gazety Polskiej” – organu PiS – którego fragmenty zostały udostępnione publice przed ukazaniem się numeru tygodnika w środę – p.o. prezesa mówi o tym, jaką widzi rolę pisowskiej Polski na arenie międzynarodowej.

A jest ona ogromna, by nie powiedzieć, ze snu o potędze. Mianowicie nasz kraj ma być zwornikiem. Asocjacje ze zwieraczem kompromitują Morawieckiego jako użytkownika języka polskiego, ale czort z tymi nieczystościami semantycznymi. Władza PiS chciałaby zwierać USA i Unię Europejską, bo drogi Zachodu wg Morawieckiego zaczęły się rozchodzić.

Administracja waszyngtońska postrzega nasz kraj rządzony przez PiS na razie tylko poprzez bardzo krytyczną ocenę – a to przy okazji ustawy o IPN, ustaw sądowniczych i wolności mediów – więc marzenia Morawieckiego nie zwierają się sensownie. O Unii Europejskiej premier niech zapomni, aby chciała służyć jako strona do jego zwierania, gdyż ciągle wisi nad głową PiS jak miecz artykuł 7 Traktatu oraz prawdopodobnie sprawa w Trybunale Sprawiedliwości UE o Sądzie Najwyższym.

Z podobnych wywiadów Morawieckiego może jedynie się cieszyć zespół „Ucha prezesa”. Formuła tego serialu wyczerpała się, widzowie wolą oglądać kabaret PiS na żywo. Oto więc Robert Górski dostaje premię za wytrwałość i może realizować sequel „Ucha” choćby pod tytułem „Zwornik p.o. prezesa”

Ba! Służę inspiracją. Do zwierania natchnienia można wykorzystać obraz Jana Brueghela „Pochlebcy”, widzimy na nim kupca, któremu do czterech liter wchodzą tytułowi pochlebcy, bo ten sypie złotymi talarami z ogromnej sakwy. A prezesa można pokazać, jako zwornik dwóch seriali poprzez obrazek z genialnego filmu Coppoli, jak to don Corleone już raz padł w ogródku, podniósł się jednak, dostał kule ortopedyczne.

Prezes i p.o. prezesa prowadzą PiS – a wraz z partią Polskę – na skraj. Taki hit.

Reklamy

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Anatomia kłamstwa PiS

Pouczająca to lekcja, bowiem pokazuje, jak nie powinna być robiona polityka, bo zawsze kończy się to degradacją Polski.

Przy okazji nałożenia sankcji persona non grata przez Biały Dom na Andrzeja Dudę i Mateusza Morawieckiego możemy doświadczyć, jak wygląda anatomia kłamstwa konstruowanego przez PiS. Pouczająca to lekcja, bowiem pokazuje, jak nie powinna być robiona polityka, bo zawsze kończy się to degradacją Polski i ośmieszeniem polityka tego bądź owego.

Jeszcze wczoraj po ujawnieniu przez Onet sankcji personalnych dotyczących najważniejszych polityków na pisowskim szczycie spotkali się Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki i szef dyplomacji Jacek Czaputowicz.

Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert pytana o zakaz spotkań z polskim premierem i prezydentem w związku z ustawą o IPN, odpowiedziała: – „Informacje, które mówią o zawieszeniu współpracy dotyczącej bezpieczeństwa lub dialogu na wysokim szczeblu, są po prostu fałszywe. Polska jest bliskim sojusznikiem w ramach NATO, to się nie zmieni. Nie znaczy to jednak, że zgadzamy się z przyjętą ustawą, co jasno wyraziliśmy”. A zatem Nauert nie odpowiedziała na pytanie dotyczące publikacji Onetu, który to portal pisał o czymś zupełnie innym.

Dzisiaj od samego rana nastąpiła ofensywa medialna polityków PiS, która ma na celu zaprzeczyć kompromitacji. I jak to w tej partii bywa, wszyscy z nich posługują się takimi samymi komunikatami wypracowanymi przez służby pijarowskie, a przy okazji wychwalają samych siebie.
Politycy PiS do „odkłamywania” używają mediów prywatnych, a nie tzw. narodowych, bo nikt oprócz nich ich nie śledzi. Łażą więc do TVN, Polsatu, TOK FM, RMF FM, które są jeszcze niezależne i wiarygodne.

Adam Bielan w TVN24 zachwala, że „mamy najlepsze relacje PL-USA, zarówno jeśli chodzi o kwestie współpracy militarnej, jak i wymiany handlowej”. Szkoda, że przy takich stwierdzeniach nie słyszymy rechotu publiki, jak w sitcomie.

Z kolei Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera, w RMF FM nazywa to fake newsem, a dziennikarzom Onetu zarzuca, iż posługiwali się nieistniejącą notatką: „Proszę ją pokazać”.

Nawet Mateusz Morawiecki zabrał głos we własnej sprawie, co świadczy, że jemu i Dudzie jednak postawiono ultimatum w Białym Domu. Morawiecki powtórzył komunikaty wcześniej wyrecytowane przez Bielana i Dworczyka, iż „te doniesienia, które ujrzały światło dzienne wczoraj, okazały się zupełnie nieprawdziwe”.

Politycy PiS idą w zaparte, gdyż to kolejny dowód, iż ich działania przynoszą efekt szarańczy. Czego się nie dotkną, zniszczą, zdemolują – i zachwalają, że jest cacy i osiągnęli stan nirwany „najlepszości” na świecie.

Na takie dictum zareagowali dziennikarze Onetu. Podają numer notatki polskiej ambasady w Waszyngtonie, datowanej na 20 lutego – Z-99/2018. Nie ujawniają jej, gdyż musieliby ujawnić informatora, więc zwracają się do MSZ, aby notatkę odtajniono.

Na bazie notatki z ambasady polskiej w USA powstały wewnętrzne dokumenty w MSZ. Jeden z nich, autorstwa Jana Parysa, cytuje Onet: – „Ze względu na znaczenie USA dla naszego bezpieczeństwa nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy prezydent czy premier mają zablokowane kontakty z głównym sojusznikiem. Moim zdaniem uregulowanie sporu z USA jest ważniejsze niż spór z Izraelem czy rozmowy z KE na temat praworządności”.

Te dwa zdania Parysa mówią wszystko. Szarańcza PiS niszczy wszystko, zostawia po sobie ugór. A my jak w sitcomie („Ucho prezesa” na żywo) możemy rechotać z własnej głupoty, iż daliśmy im władzę.

‼️Jurek Owsiak mówi wprost to 😡 Ustawą autorstwa PiS będzie można przejąć pieniądze wpłacane na fundacje. A wszystko to w czasie, gdy kolejni politycy PiS mają zwiazek z , a inni nie potrafią wytłumaczyć się z wielotysięcznych nagród.

DUDA PRZEPROSIŁ, MORAWIECKI RELATYWIZUJE. PIS W ROZTERCE

Przemawiającego Andrzeja Dudę na Uniwersytecie Warszawskim spotkała zasłużona porcja okrzyków „hańba”, „konstytucja” i „hipokryta”. To akompaniujący mu sprzeciw społeczeństwa obywatelskiego w sytuacjach, gdy prezydent zanurza się w środowisku niepisowskim. Czyni to coraz rzadziej, ale z racji pełnionej funkcji nie może się zamknąć tylko wśród swoich, wśród homogenicznego elektoratu.

Na uroczystościach 50. rocznicy Marca ’68 Duda był zmuszony spojrzeć na białe róże, które przyniosła ze sobą większość protestujących. Duda w przemówieniu użył innego języka, do którego nas przyzwyczaił. Przede wszystkim przeprosił za rok 1968 i użył formuły niepisowskiej: „Wybaczcie Rzeczpospolitej, wybaczcie Polakom”.

Jakakolwiek wówczas była Polska, to była nasza ojczyzna. A tamci Polacy to my, ewentualnie nasi bezpośredni przodkowie. Wówczas władza użyła antysemityzmu w walce ze społeczeństwem obywatelskim i sączyła go w dusze rodaków. Odniosła pożądany dla niej skutek.

Dzisiaj skala antysemityzmu jest – na razie – mniejsza, ale jest, a władza nie walczy z nim, toleruje antysemityzm, sączy w inny sposób, poprzez innych. Za to nie przeprosił Duda, acz doceniam, że w ogóle przeprosił.

Przynajmniej Duda okazał się ciut szlachetniejszy od Mateusza Morawieckiego, który wczoraj odniósł się do Marca ’68. Premier odwołał się do formuły Jarosława Kaczyńskiego: pedagogkę wstydu zwalczać pedagogiką bohaterszczyzny.

Niestety taka pedagogika to bezwstyd, a nawet bufonada właściwa osobom o wlaściwościach peryferyjnych, zamkniętych, wywodzących się – kolokwialnie ujmując – z Zad…pia. I stąd jest postać Morawieckiego, który był o Marcu ’68 powiedzieć: „Dla Polaków walczących o wolność Marzec ’68 powinien być powodem do dumy, a nie wstydu „.

Morawiecki nie potrafi wziąć odpowiedzialności za krzywdy wyrządzone wypędzonym z Polski. Taki z niego mały człowiek, bezwstydnik, który stroi się w cudze piórka bohaterstwa. A kompletną intelektualną wywrotką na skórce od banana jest inny jeszcze relatywizm Morawieckiego, który jednym tchem wymówił: „Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem”.

Nazwać ten relatywizm nalezy faryzeizmem – w znaczeniu chrześcijańskim. Czy można wybaczać Morawieckiemu, że ciągle nakrywa się nogami, że ciągle się wywraca, że rozum jest dla niego skórką od banana, na którym zwykle robi figurę wyrżnięcia – kolokwialnie – na pysk? Duda jakoś potrafił się znaleźć, Morawiecki kolejny raz wpadł.

WIELKIE BRAWA ZA TE SŁOWA. NIKT TAK JESZCZE NIE ZAORAŁ CZOPKA 🙂

Wybuch smoleński Macierewicza okazał się niewypałem

Za miesiąc odbędzie się największe święto partii Jarosława Kaczyńskiego i związany z tym festyn – 8. rocznica katastrofy smoleńskiej. Prezes z pewnością da popis swojej elokwencji emocjonalnej, tego i owego obrazi – a jak będziemy mieli szczęście – cały naród zostanie opluty jakimś gorszym sortem, kanaliami, mordami zdradzieckimi. Ustawa o IPN jest nieprecyzyjna, więc postuluję, aby w następnej nowelizacji zawrzeć artykuły precyzujące antypolonizm, pod który podpada retoryka wiecowa Kaczyńskiego.

Niestety, na święto PiS nie otrzymamy dokumentu „ideologicznego”, którego autorem bywał Antoni Macierewicz – „Raportu smoleńskiego”. Poprzednie raporty osiągały status wydawniczy bestsellerów. Pewnie wydawca „Gazeta Polska” i Macierewicz sporo grosza na tym zarobili, bo elektorat PiS wierzy w pismo święte swego apostoła zamachu.

Wiara smoleńska miała się dobrze, gdy działała w opozycyjnych katakumbach, gdy Macierewicz mógł ogłosić każdą niestworzoną brednię, a prezes Kaczyński ze swojego stołka na Krakowskim Przedmieściu potwierdzić, iż „idziemy i zbliżamy się do prawdy”. Gdy wraz ze zdobyciem władzy przez PiS, możliwości badania katastrofy smoleńskiej przez Macierewicza stały się wszechpotężne, gdy prezes ze swoim wiernym ludem odgrodził się barierkami, ideologia katastrofy podupadła – żadnych dowodów na zamach nie ujrzeliśmy. Apostoł smoleński Macierewicz poszedł w odstawkę, ale za to przyszedł czas świątków – pomników Lecha Kaczyńskiego.

Pomnik smoleński na placu Piłsudskiego ma być wyższy niż Grób Nieznanego Żołnierza. Jeszcze pisowcy oficjalnie nie wpadli na pomysł monumentu brata prezesa wielkości Chrystusa w Świebodzinie, ale kto wie, czy obok pozostającego na razie w zamysłach największego portu lotniczego w tej części Europy nie zostanie posadowiony – jak w Rio de Janeiro – ogromny Lech Kaczyński, który będzie rozłożonymi ramionami witał i żegnał.

W 8. rocznicę Macierewicz ma zamiar zaprezentować tylko skromną prezentację multimedialną, przez niektórych określaną filmem. Znaczenie temu zdarzeniu może nadać tylko sam prezes, który albo przybędzie na premierę, albo nie przebędzie. A jak przybędzie, to z kim będzie dawał się fotografować na ściance. Wybuch w smoleńskim Tupolewie okazał się niewypałem. A to pech!

Szok! Początek roku to kolejne przelewy publicznych środków do T.Rydzyka. MSZ przekaże 336 000 zł na dofinansowanie „Współpracy w dziedzinie dyplomacji publicznej 2018″ dla WSKMiS oraz dla Fundacji Lux Veritatis. Jak obstawiacie kiedy przekroczą 100 mln?

5 tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Macierewicza patriotyzm za 15 milionów złotych

Działaniom polityków PiS, a szczególnie Jarosława Kaczyńskiego, aż się prosi, aby nadać rangę literatury. Nie muszę podpowiadać, jaka to miałaby być kategoria estetyczna. Nie musiałby to być nazbyt wysoki diapazon „Dróg wolności” Sartre’a ani szorowanie o najgłębsze pokłady egzystencji Fiodora Dostojewskiego. Wystarczyłby Bareja bądź Mrożek z dramatów połączony z fabułą komedii ludzkich zakłamań Balzaca.

Nieprzypadkowo w ostatnich dniach mamy do czynienia z dwoma postaciami z podobnej bajki. Z Jarosławem Gowinem, któremu pensja ministerialna nie wystarczała do pierwszego i z drugim przypadkiem pozornie odwrotnym, bizantyjskim, z Antonim Macierewiczem, którego otoczenie przez półtora roku ze służbowych kart kredytowych i płatniczych używało sobie na kwotę 15 mln zł.

Wcale nie przypadkiem Gowina z Macierewiczem połączyła Beata Szydło, gdy w kampanii wyborczej zakłamywała rzeczywistość, iż ministrem od wojny będzie Gowin, a nie Macierewicz. Dlaczego to zrobiła? Wiadomo. Ważniejsza jednak jest odpowiedź o drugie dno: dlaczego naprawdę to zrobiła?

Kładę nacisk na „naprawdę”, bo to znaczy, że naprawdę nie chodzi o żadne umiejętności, ale o obsadzanie kolesi partyjnych, którzy nie są żadnymi fachowcami. Jakim znawcą wojska jest Macierewicz? Gdy rozwiązywał WSI i pisał raport o tym – tak zapędził się w grafomaństwie, że do tej pory nie opublikowano aneksu – naraził wojsko polskie na brak osłony wywiadowczej i kontrwywiadowczej, co skutkowało na misjach wojskowych i wśród siatki szpiegowskiej śmiercią wielu osób.

Nikogo to specjalnie nie przejęło, że wielu dało gardło za Polskę tylko dlatego, że Macierewicz jest lewusem. Większość, jeżeli nie każdy, wykazałby się podobną lewizną, jak były minister obrony w zerwaniu kontraktu na sprzęt wojskowy, gdyż do negocjowania potrzeba umiejętności i wiedzy, a przede wszystkim rozpoznania, co konkretnie potrzebne jest do obrony Polski w zobowiązaniach sojuszniczych i jaka doktryna jest właściwa dla naszej geopolityki.

Myślę, że każdy wykazałby się zdolnościami wraz z kolesiami z podwórka albo z knajpy, aby przewalić 15 mln zł w ciągu półtora roku. Co? Niektórzy z przepicia wykorkowaliby? Spokojnie – jest na to rada, wystarczy wyskoczyć do Nowego Jorku i w porządnym restaurancie bądź kasynie na Manhattanie puścić jednego wieczora tysiące dolców. Daliby radę. A czym się różni Mariusz Błaszczak od Macierewicza, którego zastąpił? Mniejszą fantazją wypłat z kart płatniczych, acz może się okazać, że nie doceniamy Błaszczaka. On też potrafi dawać radę. Ci panowie największe osiągnięcia mają, gdy nie szkodzą w ministerstwach, gdy łażą po mediach – niektórzy z nich nie wychodzą – i nie mają czasu na psucie. Najważniejszy dla nich cel – blichtr celebrytów.

Jakie osiągnięcia mają politycy PiS? Gdy się wezmą za pisanie ustaw, wychodzi jak z ustawą o IPN, konfliktem dyplomatycznym z najważniejszymi graczami na scenie globalnej. Gdy wezmą się za teorię politologiczną, to wychodzi, jak Mateuszowi Morawieckiemu w wywiadzie dla „Der Spiegla”. Nie ma już „państwa prawnego”, jest „narodowe”: – „Polska jest demokratycznym państwem narodowym„.

Od początku władza PiS korzysta z kredytu kart płatniczych, żyje na cudzy koszt. Andrzej Duda żyje na kredyt przyszłej konstytucji, bo obecną złamał i grozi mu odsiadka. Tak manipulują przy trójpodziale władzy, aby odpowiadać tylko przed sobą, a to znaczy, że zakładają nie oddać władzy. Zapłacą każdą cenę. Rychło o tym się przekonamy.

I jak to w grotesce, najlepsze złote myśli są autorstwa bohaterów groteski. Kaczyński w 2014 roku powiedział: – „Drugim kierunkiem działania jest likwidacja kart kredytowych, które finansowane są z pieniędzy państwowych„. Jest to cytat z oficjalnego konta PiS na Twitterze z 16 czerwca 2014. Wybitny pisarz i satyryk rosyjski z XIX wieku Michaił Sałtykow-Szczedrin napisał – jakby przewidział PiS: – „Jak władza dużo zaczyna mówić o patriotyzmie, to znaczy, że będą kraść„. Macierewicz mówił o patriotyzmie za 15 milionów zł.

Spółka , która należy do Instytutu im. L. Kaczyńskiego ma już uzgodnienia środowiskowe pod budowę 190 metrowego wieżowca u zbiegu ul. Srebrnej i Towarowej. Szacowany koszt budowy ~150 mln . Ciekawe czy sfinansują to ?

Czy wybory będą strollowane?

Zacznijmy od podstawowego dogmatu – dla mnie oczywistego – Polacy są lepsi, niż politycy PiS przez dwa lata z nami zrobili. Zniszczyli naszą reputację, sprowadzili nas do swoich wymiarów. Polityka jest okrutna, jeżeli mają nas wyzyskać na arenie międzynarodowej, wyzyskają.

Niestety, jako Polacy odpowiadamy za pisowców. Na świecie nas nie rozróżniają. Polak dla innych stał się zakłamany jak pisowiec, który np. może powiedzieć taka brednię politologiczną, że Polska jest demokratycznym państwem narodowym.

Przed opozycją i społeczeństwem obywatelskim nie lada wyzwanie, by w niedługim czasie przekonać pozostałych rodaków do tego, że nie możemy pod obecną władzą zmierzać do izolacji państwa, a tym samym do uniemożliwienia karier dla najlepszych, samorealizacji się, że nie możemy marnować życia.

Gdyby dzisiaj wybierano szefa Rady Europejskiej, Donald Tusk nie miałby żadnych szans, ani ktokolwiek z naszych wielokroć lepszy od Tuska. Polak został ośmieszony, PiS zrobił z naszej nacji karykaturę. Jesteśmy jak bohater „Monizy Clavier” Sławomira Mrożka, groteskową ofiarą, którą świat wykopuje za drzwi, bo chwali się swoim przegraństwem.

Niedługo wybory samorządowe, które już dzisiaj widać, iż będą jednym wielkim chaosem, szaleństwem organizacyjnym. A jeżeli tak – to o to chodzi, aby szaleństwo było metodą na wygraną PiS. Brak pieniędzy na organizację wyborów – dzisiaj mówi się o deficycie rzędu 600 milionów złotych, a będzie on większy. Kto zatem za friko albo za niewielką dietę zechce zasiadać w komisjach wyborczych?

Niemożliwe stanie się skoordynowanie i przeprowadzenie bezpiecznych transmisji z 28 tysięcy lokali wyborczych, tym bardziej, że jeszcze nie przeprowadzono skomplikowanych przetargów na zakup kamer. O to jednak chodzi, chaos pozwoli PiS przepychać w sądach po swojej myśli oprotestowane i zaskarżane wyniki wyborcze, które zresztą zostaną „ustalone” – jak czytamy w nowej ordynacji.

Ze strony władzy wybory pilotuje Paweł Szefernaker, prawa ręka ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego. Ten Szefernaker stosuje sztuczki właściwe dla trolli internetowych, zwala przewidywaną winę na innych, w tym wypadku na Państwową Komisję Wyborczą, choć organizację wyborów odebrano sędziom PKW na rzecz władzy wykonawczej.

Szefernaker w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” w TVN24 wskazał nawet winnego chaosu podczas listopadowych wyborów samorządowych: – „Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane przez szefową KBW… Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera”. Chodzi o szefową Krajowego Biura Wyborczego Beatę Tokaj, która dzisiaj zresztą została zastąpiona przez pisowską działaczkę Magdalenę Pietrzak.

Wniosek jest tylko jeden, jeżeli pilotuje wybory ktoś tak marnej miary jak Szefernaker, wybory mogą być tylko strollowane.

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO PIS

O wyższości wódki nad whisky

Chyba logicznym jest, iż podtrzymywanie uchwalonego w Sejmie stanowiska PiS, które potem jest odkręcane przez dyplomację i Mateusza Morawieckiego, to retuszowanie ruin. Tak działa ustawa o IPN na świecie. Nikt nie nabiera się na naprędce sklecane zespoły negocjacyjne z Polski, które udają się np. do Izraela, aby przedyskutować ustawę. Ani Izrael, ani USA jej nie odpuszczą. A rozwiązanie jest proste – anulować uchwałę.

Ale co robiłyby takie fundacje jak Reduta Dobrego Imienia? Wszak jej celem jest upowszechnianie oleodruku (jelenia ryczącego na rykowisku) o historii Polski i reprezentowanie grafomanii prezesa Świrskiego. Wielokroć obśmiane i obnażone w historii takie zniewolenia umysłu mają się obecnie całkiem dobrze.

Ba, żyją te pasożytnicze organizmy, jak pączek w maśle za sprawą np. Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które właśnie rozstrzygnęło konkurs na granty wspierające promowanie Polski i Polaków.

Gdyby jeszcze Polskę promowano w Polsce, to machnęlibyśmy na to ręką, bo Barei i Mrożka nie ma wśród nas, a „Ucho prezesa” jest nie dość obnażające groteskę władzy PiS, więc niech Reduty Dobrego Imienia, Polskie Fundacje Narodowe się kompromitują, abyśmy mieli ubaw po same pachy.

Jakie więc pachy będą promowane przez Instytut Nowych Mediów (Mistewicza -183 tys. zł grantu), Lux Veritatis (Rydzyka -180 tys.), SDP (Skowrońskiego -151 tys.), Fundacja Gazety Polskiej (Sakiewicza -176 tys.), WSKSiM (Rydzyka – 156 tys.).

Po jakie pachy będziemy mieli ubaw? Oczywiście, po pachy kołtuna polskiego. MSZ przyznało granty kołtunom, którzy będą w kraju nas uszczęśliwiać promocją swojej skarlałej Polski, na świat raczej nie wyściubią nosa, gdyż zostaną obśmiani.

Zanadto nie mamy z czego się cieszyć, gdyż i nam w pakiecie zostanie przyprawiona gęba kołtuna. Niejaką ilustracją promocji Polski jest wybuch, do jakiego dzisiaj doszło w sklepie polskim w angielskim Leicester. Nieoficjalnie, na zapleczu znajdowała się nielegalna wytwórnia alkoholu. Mniemać należy, że produkowano wódkę, bądź bimber.

Wyższość wódki nad whisky dla patriotów jest oczywista, bo nie rozsmakowali się w whisky. Choć i z wódkami jest problem, mianowicie najlepsza jest jednak „Finlandia”.

DO ANTONIEGO JESZCZE NIE DOTARŁO… CAŁY CZAS URZĘDUJE W SWOIM DAWNYM GABINECIE I MA WSZYSTKIE PRZYWILEJE… może to jakaś alternatywna rzeczywistość? a może boją się jakoś mu to wytłumaczyć?

Szydło rekonstruuje „Komedię” Arystotelesa

Wypadek Beaty Szydło to niejako esencja rządów PiS. Metafora tej władzy, w której skupia się niemal wszystko ją znamionujące: pokraczność, zakłamanie, nieudolność i nieumiejętność skończenia zaczętej roboty.

Była premier mogłaby posłużyć jako materiał rekonstrukcyjny do ulubionej formy estetycznej wyznawanej przez ten typ osobowości – pisowski. Rekonstruują, bo nie potrafią kreować. Odwołują się do tradycji, gdyż boją się teraźniejszości i przyszłości. Ten zestaw „przymiotów” opisuje tchórzy; dla tchórza naczelną wartością jest tradycja, z której się nie uczy, tylko chce powielać. Bohaterem jest postać pozytywna bądź negatywna (Lech Kaczyński, ew. Wojciech Jaruzelski), byle była martwa, gdyż nie potrafi się bronić przed zawłaszczeniem albo zdegradowaniem.

Dlatego tak lubią odwoływać się do wszelkich akcji rekonstrukcyjnych. Dla mnie Szydło nadaje się, jako wartość osobowa, do rekonstrukcji, a nawet wskrzeszenia, które jest nie lada wyzwaniem dla ludzkiego ducha. Mianowicie Arystoteles napisał dwie pozycje dotyczące teorii piśmiennictwa i narracji – „Poetykę” i „Komedię”. „Poetyka” to podstawa wykształcenia od czasów starożytnych, a „Komedia” nie zachowała się, zaginęła. Możemy tylko mniemać, jaka w niej zawarta była treść, acz trochę wiemy z innych dzieł, które do tego zaginionego dzieła się odwołują.

Na pewno komedią jest pokraczność, zdeformowanie, nienadawanie się, nieprzystawanie, groteska – toż to Szydło jako polityk. Na komedię składa się mimowiedne i zamierzone zakłamanie, qui pro quo z tzw. prawdą materialną, zresztą przez Arystotelesa i klasycznych Greków świetnie zdefiniowane. Zakłamanie Szydło jest iście chrześcijańskie, rodem z Monty Pythona.

Nieudolność Szydło poznaliśmy przy jej sukcesie wyboru Donalda Tuska, którego to rodaka chciała uwalić i wyszło jej jak zwykle: śmiech na sali – 1:27. Nie chcę opisywać wszystkich „przymiotów” Szydło, wspomnę jej niedokończenie. Miała być premierem całą kadencję, a była tylko pół. Tak wygląda charakterystyka Szydło, potrzeba więc fabuły bądź metafory, aby osadzić ją w komedii omyłek, do której kapitalnie nadaje się ów – w gruncie rzeczy – banalny wypadek w Oświęcimiu w ubiegłym roku.

Banalny – gdyż policjanci, a za nimi prokuratorzy powinni na miejscu orzec, co i jak, aby wszyscy zapomnieli, bo to guzik warte zdarzenie na tle tego, co w Polsce jest niszczone, demolowane. Ale – nie! Od początku trzeba rżnąć publikę i rżnąć głupa. Szukać winnego, bo samemu jest się tak małym, iż nie potrafi przyznać do błędu.

Po przeszło roku od zdarzenia prokuratorzy przy orzeczeniu przyczyn tego banalnego wypadku wywiesili białą flagę. Nie da się dojść, kto zawinił… Świadkowie boją się ciągania po sądach, a nawet, gdyby władzy coś się nie zgadzało, mogą wszak świadków pociągnąć do odpowiedzialności. Tak było w PRL-u, tak jest obecnie.

Po roku śledztwa w sprawie banalnego wypadku możemy zastosować jeszcze jedną formułkę z PRL-u: „sprawa jest rozwojowa”. Z igły zrobiły się pisowskie widły. A osoba Szydło – cóż! – nadaje się tylko do rekonstrukcji „Komedii”, bo w niej zbiegają się wszelkie nici narracji śmieszności.

„Pocieszę”. Mateusz Morawiecki nie jest lepszy, o ile Szydło jest arystotelowsko-szekspirowska, to on jest z Brechta, nawet dosłownie, to, co brechta o demokracji, a nawet gdy brechtał w dniu święta żołnierzy niezwykłych – och, Wyklętych – woła o pomstę do niebios, choć niektórzy posądzają, iż premier zapadł na chorobę filipińską. U władzy więc mamy takich rekonstruktorów.

JESZCZE K…WA IM MAŁO????

Duda i Morawiecki mogą pocałować klamkę w Białym Domu

W PiS zostały uruchomione w tej kwestii mechanizmy obronne i zaprzeczenia.

USA nałożyły na Andrzeja Dudę i Mateusza Morawieckiego szczególne sankcje – zostali uznani za persona non grata w Białym Domu. Podkreślmy: szczególne sankcje, a nie ogólne. Różnica miedzy nimi jest taka, jak między profesorem zwyczajnym – tytuł obowiązujący wszędzie – a profesorem nadzwyczajnym, którym tytułuje się na uczelni zatrudniającej delikwenta. Jeszcze lepiej różnice oddaje ogólna teoria względności i szczególna teoria Einsteina.

Szczególne sankcje dotyczące Dudy i Morawieckiego będą działać – odźwierny w Białym Domu ma przykazane, aby tych dwóch osobników i ich wysłanników nie wpuszczać na pokoje – póki ustawa o IPN nie zostanie zmieniona, dopóty zostaną z niej usunięte zapisy kwestionujące święte słowa dla Jankesów o wolności słowa, wolności badań i wypowiedzi.

Waszyngtońskiej administracji nie spodobało się, iż mieniący się demokratami politycy PiS nakładają cenzurę i za wolność wypowiedzi możliwa jest sankcja prawna, bo tym jest ustawa o IPN.
Szczególne sankcje wobec Dudy i Morawieckiego nie muszą być ogłaszane, gdyż należą do sfery dyplomacji. To tak, jakbyśmy na ulicy zobaczyli Dudę bądź Morawieckiego i przeszli na drugą stroną. A że ulica należy do Amerykanów, więc nie wpuszczą na nią tych dwóch osobników, niech sobie łażą, gdzie chcą, byle nie narażali swoimi osobami na szwank rozumu.

Oczywiście, politycy PiS zaprzeczają owym sankcjom, bo nie zostały oficjalnie ogłoszone. Otóż sankcje szczególne płyną w nieoficjalnym nurcie, komunikuje się o nich poprzez zamierzony wyciek. I z takim mamy do czynienia. Dziennikarze Onetu dostali cynk, następnie sankcje potwierdził amerykański portal BuzzFeed.

Jarosław Kaczyński może tylko zacierać ręce. Na niego nie zostały nałożone sankcje, wszak od niego zależy, czy Duda i Morawiecki coś zrobią, aby ustawa o IPN została zmieniona i zaakceptowana przez zachodni świat.

Tymczasem w PiS zostały uruchomione mechanizmy obronne i zaprzeczenia. A to znaczy, że rozpoczęło się polowanie na kozła ofiarnego. Kto zawinił? Jak w takiej animalnej polityce bywa, zwykle źle zaplanowana jest nagonka, bo kozioł ofiarny zamienia się w osła. Ile kozłów by nie złożono w ofierze udobruchania bóstwa, to i tak pozostanie opinia, że ma się do czynienia z osłami.

CZY MY JESZCZE JESTEŚMY W EUROPIE?

c4d_joowaaq-dbx

POLACY ODPOWIADAJĄ MORAWIECKIEMU NA APEL „WRACAJCIE”. Warto przeczytać

c4dmr_hwcai7kgw

Niedojda, a nie szef dyplomacji Witold Waszczykowski robi z własnej gęby cholewę. Tak ma ta nieogolona Anna Fotyga. O niepoparciu Donalda Tuska pisze Paweł Kośmiński („Wyborcza”). – No, niech próbuje! – poradził byłemu premierowi szef MSZ Witold Waszczykowski. I dodał, że wiele zależy od tego, „czy pan Donald Tusk pojawi się w Polsce”. Jak twierdzi prezydencki doradca Krzysztof Szczerski, „żeby kogoś poprzeć, to najpierw musimy mieć z nim kontakt”. A częstszy Andrzej Duda ma ponoć nawet z prezydentem Chin.

pis

PiS poprze Tuska na drugą kadencję? Waszczykowski: Być może zgłoszą się inni kandydaci… Na przykład francuscy

Podczas ostatniego szczytu UE na Malcie Donald Tusk powiedział, że „jest gotowy”, by przewodniczyć Rady Europejskiej drugą kadencję. Obecna kończy się 1 czerwca przyszłego roku.

Waszczykowski: No, niech próbuje!

– Dla mnie to kuriozalna sytuacja, że przedstawiciel danego kraju nie wnosi tej prośby w swoim kraju, do swojego rządu, do swoich władz, tylko przedstawia ją na arenie międzynarodowej – stwierdził w RMF FM Witold Waszczykowski.

Już jednak w ubiegłym roku Jarosław Kaczyński powiedział w wywiadzie dla „Polska The Times”, że „wyobraża sobie, że polski rząd nie poprze Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej”, sugerował, że mogą mu zostać postawione „jakieś zarzuty”. Pod koniec stycznia w Radiu Wrocław wprost stwierdził już, że „nie można popierać pana Tuska”.

– No ale może warto było jednak sprawdzić – stwierdził mimo to we wtorek Waszczykowski. – Wszystko zależy od pana Donalda Tuska – czy pan Donald Tusk pojawi się w Polsce, podejmie jakąś poważną rozmowę z władzami polskimi, przedstawi jakąś koncepcję, co zrobił przez dwa lata jako szef Rady Europejskiej, co chce zrobić przez następne dwa lata z hakiem. No, niech próbuje!

Tuskowi szef polskiej dyplomacji zarzucił, że „ignoruje własne państwo, ignoruje własny rząd”, co nazwał „groteską”.

Pytany, czy może polski rząd poprze kogoś innego, a jeśli tak, to kogo, Waszczykowski odparł: – Są takie rozważania, natomiast jest za wcześnie… Czekamy w tej chwili na wyjaśnienia premiera Tuska. Być może zgłoszą się jeszcze inni kandydaci. W mediach funkcjonują np. kandydaci francuscy. Będziemy na ten temat rozmawiać.

Szczerski: Nawet prezydent Chin…

Z kolei prezydencki doradca Krzysztof Szczerski stwierdził w radiowej Trójce, że „żeby kogoś poprzeć, to najpierw musimy mieć z nim kontakt”, tymczasem „Donald Tusk z Pałacem Prezydenckim nigdy przez rok o żaden kontakt nie zabiegał”.

– Pan prezydent Duda odwiedził przewodniczącego Tuska w styczniu tamtego roku w Brukseli. Od tej pory przewodniczący Tusk w ogóle z panem prezydentem Dudą nie chciał nawet nawiązać kontaktu. Mimo że był w Warszawie na szczycie NATO – mówił Szczerski.

To jego zdaniem zastanawiająca sytuacja, „bo nawet kurtuazja wymagałaby zwrócenia się o rewizytę”. – To są pewne braki nawet w standardach dyplomatycznych – ocenił. Jak podkreślił, nawet prezydent Chin odwiedził Polskę w niecały rok od wizyty prezydenta Dudy w Chinach, nie mówiąc o innych przywódcach i ważnych politykach europejskich, z którymi polskie władze mają stały kontakt.

W grudniu ubiegłego roku Tusk mówił: – Dla mnie jest ważne, że dziś w Brukseli robię skutecznie to, co moim zdaniem jest w interesie Polski: a więc zacieśnienie więzi w Europie, utrzymanie dobrych relacji z Niemcami i z Francją. To, że to nie jest polityka, jaką prezentuje polski rząd – to prawda. Ale ja naprawdę inaczej definiuje polskie interesy niż PiS. Powiem twardo: uważam, że je precyzyjniej i lepiej definiuję.

c4aboiywiaazsaq

Angela Merkel ciągle daje szanse Polsce. Czy Kaczyński z tego skorzysta? Bartosz T. Wieliński rozważa. To, że Merkel musi nagiąć protokół dyplomatyczny, by dowiedzieć się, co rządzący Polską polityk myśli o przyszłości Unii Europejskiej, pokazuje słabość układu władzy nad Wisłą.

c4d4rfbwcaah7cn

Merkel do Kaczyńskiego: Chcecie być na peryferiach?

Spotkanie z niemiecką kanclerz Angelą Merkel w warszawskim hotelu Bristol można uznać za sukces Jarosława Kaczyńskiego. Oto najważniejsza polityk Europy, nazywana nawet przywódczynią wolnego świata, odwiedza niepełniącego żadnych funkcji państwowych posła. Ba, wręcz zabiega o rozmowę. To pokazuje, że Niemcy pogodzili się z tym, kto naprawdę rządzi nad Wisłą.

Na spotkaniu prezes PiS bez wątpienia wizerunkowo zyska. Ale czy faktycznie będzie to jego zwycięstwo?

Podczas jednodniowej wizyty kanclerz spotka się z prezydentem Andrzejem Dudą, premier Beatą Szydło, a także przywódcami opozycji. To standardowy program.

Merkel objeżdża Europę, by zapewnić spokój w UE i na jej peryferiach w roku wyborczym – jesienią w Niemczech odbędą się wybory parlamentarne, a zwycięstwo chadecji jest coraz mniej pewne (poniedziałkowy sondaż INSA daje prowadzenie socjaldemokratom 31 do 30 pkt proc.).

W zeszłym tygodniu kanclerz spotkała się w Ankarze z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem. Na sali była tylko jedna malutka flaga Niemiec i kilka dużych flag tureckich. Ta niewątpliwa zniewaga nie zrobiła na Merkel wrażenia, bo potrzebuje Turcji, by zażegnać kryzys uchodźczy. Czymże w porównaniu z tym jest spotkanie z Kaczyńskim w Bristolu? Tym bardziej że gospodarz raczej się postara, by było miło.

Jednak sam fakt, że Merkel musi nagiąć protokół dyplomatyczny, by dowiedzieć się, co rządzący Polską polityk myśli o przyszłości Unii Europejskiej, pokazuje akurat słabość układu władzy nad Wisłą.

To Kaczyński, który obecnie pociąga w Polsce za wszystkie sznurki, ma decydujący wpływ na polską politykę zagraniczną. To on, a nie premier Szydło czy szef MSZ Witold Waszczykowski, będzie decydował o polskim stanowisku w sprawie nieuniknionych zmian w UE.

Prezes PiS z partnerami z zagranicy o tym nie rozmawia, nie licząc sporadycznych spotkań z premierem Słowacji Robertem Ficą czy szefem węgierskiego rządu Viktorem Orbánem. Ten – w przeciwieństwie do Kaczyńskiego – jest międzynarodowym salonowcem. Zna języki, zna Brukselę, a dzięki członkostwu Fideszu w Europejskiej Partii Ludowej (EPP) ma bezpośredni dostęp do najważniejszych polityków, takich jak Merkel, szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker czy szef Rady Europejskiej Donald Tusk. PiS sam skazał się na europejską marginalizację, odchodząc kilka lat temu z EPP i tworząc frakcję Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Kaczyński w Europie nie bywa, z nikim nie wymienia poglądów, wątpię, by był w stanie w ogóle myśleć w szerszych kategoriach niż własne państwo. W tych trudnych czasach to nie najlepszy prognostyk na przyszłość.

Tym bardziej że Unia po wyborach prezydenckich we Francji(maj) i do Bundestagu w Niemczech (wrzesień), o ile do władzy w którymś z tych krajów nie dojdą wzorujący się na Donaldzie Trumpie populiści, będzie musiała zacieśnić integrację, a o wyraźnym podziale Europy na tzw. prędkości mówi się coraz głośniej.

Jeśli Kaczyński nie przeskoczy własnego cienia, nie odbuduje stosunków z najważniejszymi graczami w UE, Polskę czekają unijne peryferia. Angela Merkel nie pozostawi co do tego żadnych wątpliwości. Bo właśnie po to do Warszawy przyjeżdża.

UPS… PIENIĄDZE ROZDANE LUB WYDOJONE. PAŃSTWO ZADŁUŻONE PO USZY. POLSKA SIĘ NIE ROZWIJA. POLSKA SIĘ COFA.

c3-23utw8aqfa7c

Waldemar Mystkowski pisze o pozwie, jakie wystosowało OKO.press względem kancelarii Szydło.

c4d3blowaaimfkj

Redakcja portalu OKO.press nie wytrzymała i podała Kancelarię Prezesa Rady Ministrów do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Urzędnicy Beaty Szydło nie wywiązują się z nałożonych na nich prawem obowiązków. OKO.press wystąpiło o udostępnienie im rejestru umów zawartych między kancelarią a podmiotami zewnętrznymi w okresie od od 1 czerwca 2015 do 20 listopada 2016 roku. „Kto, co i za ile” – tyle chcieli uzyskać dziennikarze, bo póki co urząd państwowy ma obowiązek udzielić informacji mediom i zainteresowanym obywatelom dotyczących ich działalności i wydatków.

Ustawa o dostępie do informacji precyzuje terminy. Podstawowy – to niezwłocznie w ciągu 14 dni kancelaria winna udzielić odpowiedzi. Wydłuża się ten termin, gdy zgromadzenie informacji wymaga nie lada wysiłku, maksymalnie mogą to być 2 miesiące.

OKO. press czekało, czekało i nie doczekało, mimo iż portal zastosował się do wszystkich procedur i wymogów formalnych, włącznie z użyciem specjalnego formularza, który na stronach kancelarii jest dostępny do wypełnienia.

Pozew do sądu administracyjnego dotyczy dwóch zarzutów: bezczynności urzędników Szydło i szefowej kancelarii Beaty Kempy oraz naruszenia prawa dotyczącego dostępu do informacji.

Sąd winien zobowiązać Kancelarię Premioera do realizacji wniosku o dostęp do informacji i nałożyć karę grzywny za naruszenie ustawy.

Władza PiS ma szczególny sposób postępowania z mediami i stowarzyszenia specjalizującymi się w transparentoności urzędów państwowych, jak Sieci Obywatelskiej Watchong Polska. PiS po prostu nie wywiązuje się i ignoruje, stosując zasadę kaczystowską: przeszkadzają nam rządzić, czyt. demolować.

Dlaczego PiS-owi przeszkadzają? Bo PiS naprawdę nie potrafi rządzić, nie potrafi odpowiadać. Ta partia robi w balona innych, a szczególnie mających wiedzę, czego należy się domagać od urzędników na państwowych posadach. To, że nie są to żadni fachowcy, bo są z zaciągu partyjnego, wszystkim wiadomo, bo PiS zignorował zasadę sprawnego państwa: korzystać ze Służby Cywilnej. Ale PiS woli swoich Misiewiczów i Pisiewiczów, którzy wreszcie dostali odpowiednie do swojej fachowości – opis możliwości.

Generał Waldemar Skrzypczak opisał owe mityczne możliwości Misiów-Pisiów: delikwenci do kuchni, odmaszerować!. Copyright – niech mi generał wybaczy – należy jednak do niemieckich dziennikarzy, którzy opisali fachowość Delikwentów Dwóch – jako Kartofli.

Ta władza jest kartoflana, tak traktuje swoje powinności, tak czyta prawo, tj. nie stosuje się do niego. Kartofel, nie kartofel, wreszcie jednak kiedyś stanie przed sądem, czy też Trybunałem Stanu i szybciej będzie jeden z drugim z gara (bądź poza korytem) odpowiadać niż 2 tygodnie, czy też 2 miesiące – natychmiast, a do tego z użyciem zwrotu grzecznościowego: Wysoki Sądzie…

c4amqimwaaaozdg

Kleopfas Wieniawa pisze o skutkach, jakie szybko odczujemy z powodu prezydenta USA.

trump

Całkiem niedawno mogliśmy czuć się bezpiecznie i trzymać polski fason, „moja chata z kraja”. Ot, na miejscu złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.

Złapał pisowiec peowca… Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy w USA Baracka Obamę zastapił Donald Trump. Jeszcze zdążył przyjechać do Żagania kontygent wojsk amerykańskich, ale to z dużo wcześniejszego rozdania PO i NATO.

Ten czas sielanki kończy się. Polska ma jedynego fałszywego sojusznika w Europie – Węgry, które sprzedadzą nas za czapkę rosyjskich gruszek.

Jarosław Kaczyński wyizolował nas w Unii Europejskiej i wątpię, czy dogada się z Angelą Merkel. Ale to i tak nie poprawi naszego bezpieczeństwa i sytuacji geopolitycznej, która zagląda nam w nasze przerażone oczy.

Więcej będziemy wiedzieli po spotkaniu Trumpa z przywódcami państwo NATO, ale dzisiaj można wskazać na dwa czynniki, które zdeterminują owe spotkanie. Przede wszystkim Trump nie wierzy w NATO i to nie z powodów, iż USA na sojusz najwięcej łoży, ale nie wierzy w wartości świata zachodniego, wartości demokratyczne, które są dla niego tyle samo warte, co autokratyczne, idąc dalej, co jego przyjaźń z Putinem.

Całkiem możliwe, że Putin zechce sprawdzić więź swoją z Trumpem i najedzie sobie na Estonię. Kto będzie chciał umierać za Tallin? Na pewno nie Jankesi, na pewno nie Europa. Może Macierewicz z Misiewiczem?

Znawczyni USA i polityki globalnej Anne Appelbaum w wywiadzie z „Newsweekiem” kasandryczy, iż USA czeka ciężkie doświadczenie kryzysowe, a naszą część Europy rosyjska okupacja.

Aby być dokładnym, wybitna publicystka mówi: nie chcę wieszczyć katastrofy.

MA RACJĘ MICHAŁ SZCZERBA – DOM WARIATÓW

c4aj35cwiaij02e

>>>

POLACY WKRÓTCE SIĘ OBUDZĄ

c2pevgrwgaeiiui

Agnieszka Kublik („Wyborcza”) pisze o nowej ordynacji wyborczej, którą szykuje PiS. Jeśli PiS zmieni zasady wyborów do samorządów, może zwrócić przeciwko sobie wielu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, którym nowa ordynacja nie pozwoli kandydować.

te-zmiany

Jak się zmieni ordynacja wyborcza? PiS szykuje Budapeszt nad polską urną

Zmiany w ordynacji wyborczej do samorządów zapowiedział lider PiS Jarosław Kaczyński. Główna zmiana to ograniczenie rządów prezydentów, burmistrzów i wójtów do dwóch kadencji.

Jeśli wejdzie w życie już przed najbliższymi wyborami w 2018 r., to kandydować będzie mogło tylko czterech z 18 prezydentów miast wojewódzkich. A ze wszystkich 107 prezydentów miast tylko 41 będzie się mogło ubiegać o reelekcję.

– Te zmiany w ordynacji samorządowej raczej obrócą się przeciwko PiS – ocenia dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Bo uwolni się olbrzymi potencjał zaangażowania politycznego ze strony byłych włodarzy. Ci, którzy na wójtów i burmistrzów nie będą mogli kandydować, wystartują do sejmików wojewódzkich. I zrobią to przeciwko PiS.

Dr Flis przypomina, że w 2014 r. PiS marnie wypadł w wyborach samorządowych. Ma tylko dziesięciu prezydentów miast (na 107), a w miastach wojewódzkich – żadnego.

Zresztą zakaz sprawowania władzy przez ponad dwie kadencje można obejść. Dr Flis przypomina przypadek katowicki. Wieloletni prezydent Piotr Uszok nie wystartował w ostatnich wyborach, ale namaścił następcę i pomagał mu w kampanii. Następca wygrał. – A były prezydent został pełnomocnikiem nowego prezydenta ds. inwestycji strategicznych. Przy władzy pozostała w Katowicach praktycznie ta sama ekipa – mówi „Wyborczej” Flis.

Od kiedy takie ograniczenie kadencji można wprowadzić? Kaczyński chce, by obowiązywało już w najbliższych wyborach w 2018 r.

– Nie, prawo nie działa wstecz – mówi prof. Radosław Markowski, politolog z PAN. – Kadencyjność w samorządach musiałaby się rozpocząć od momentu wprowadzenia prawa. Ale może chodzi o to, żeby tym manewrem kogoś usunąć?

W PiS rozważa się też zmiany w ordynacji parlamentarnej. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że jeden z zamysłów to podwyższenie progu wyborczego do 10 proc. Teraz obowiązują dwa progi: 5 proc. dla partii; 8 proc. – dla koalicji wyborczych.

Dr Flis: – Pomysłu z 10-proc. progiem wyborczym nie da się racjonalnie uzasadnić. Awantura byłaby nieunikniona, a to z reguły oznacza stratę wśród wahających się wyborców.

Prof. Jacek Raciborski, socjolog z UW: – Próg 10 proc. to prostackie rozwiązanie. Nie sądzę, by ten pomysł lansowali. Inteligentniejszym rozwiązaniem jest zwiększenie liczby okręgów pod hasłem: posłowie bliżej wyborców.

Prezes Kaczyński zapowiadał „Budapeszt w Warszawie”. Podobnie jak premier Węgier Viktor Orbán podporządkował swojej partii Trybunał Konstytucyjny. Teraz pora na zmianę ordynacji wyborczej.

Na Węgrzech było tak:

  • W 2010 r. Fidesz Orbána zdobył 53 proc. poparcia i 68 proc. miejsc w parlamencie, czyli większość konstytucyjną;
  • Latem 2011 r. poparcie dla Fideszu spadło do nieco ponad 20 proc.;
  • W nowej ordynacji Orbán zapisał więc rozwiązania faworyzujące Fidesz
  • W 2014 r. znów zdobył większość konstytucyjną.

(MAJĄ BYĆ TAKIE TRZY. KOGO MOŻNA BY WSADZIĆ DO DRUGIEJ I TRZECIEJ TAKIEJ „ŁODZI”?)

c2ptgdfw8aejcbk

Najważniejszą zmianą Orbána – wyjaśnia prof. Markowski – było zwiększenie liczby posłów wybieranych w okręgach jednomandatowych. Nowe granice okręgów faworyzują kandydatów partii rządzącej.

Ponadto Fidesz zezwolił na udział w wyborach Węgrom z sąsiednich krajów (Słowacja, Rumunia), w większości swoim zwolennikom, mającym podwójne obywatelstwo. Mogą głosować korespondencyjnie, czego nie wolno obywatelom Węgier żyjącym na Zachodzie.

– Nowe prawo wyborcze jest tak skonstruowane, by Fidesz utrzymał władzę, nawet jeśli przegra wybory – puentuje prof. Markowski.

Prof. Jadwiga Staniszkis w wywiadzie dla „Wyborczej” dwa miesiące temu takie plany PiS-u przewidywała: „Jeśli zmienią ordynację wyborczą, mogą rządzić następne cztery lata”.

trump

TO JEST TA WAŻNA RÓŻNICA POMIĘDZY DEMOKRACJĄ A PAŃSTWEM PiS

c2pt_7nw8aabnhz

Adam Michnik pisze o nowym prezydencie USA – Trumpie.Nic już nie jest pewne i oczywiste. Otwarte pozostaje pytanie: Czy będziemy umieli, tak jak w 1989 r., porozumieć się i ocalić suwerenność i wolność, czy zwyciężać będzie logika polskiego piekła?

filary

Nowy prezydent USA uosabia lęk i niepewność wobec czasu, który nadchodzi. Straszy nas radykalnym odwrotem od stabilności systemów demokracji.

Donald Trump jest doprawdy nieprzewidywalny. Jego język na tyle przeraża, że wielu Amerykanów obawia się, iż nowa administracja może doprowadzić USA i cały świat do chaosu. Inni wyrażają wiarę w siłę i skuteczność instytucji demokracji amerykańskiej; ci powtarzają, że „dłużej klasztora niż przeora”.

Tak czy inaczej, Trump jest groźny przez swą zagadkowość, niekompetencję i wypowiedzi, które zdają się przekreślać rolę Ameryki jako filaru obozu państw demokratycznych. Jego ostatni wywiad dla „Timesa” i „Bilda”, w którym wyraża tyleż zaufania do Putina, co do Angeli Merkel, wskazuje, że nie odróżnia on państw demokratycznych od autorytarnych i agresywnie imperialnych.

Dla Polski i jej sąsiadów idą niebezpieczne lata. Wymuszą zapewne istotne korekty w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Będzie to egzamin dojrzałości i odpowiedzialności za państwo w czasie niespokojnym. Egzamin ten dotyczy wszystkich, ale głównie rządzącej klasy politycznej.

Nie wiemy, czy obóz Jarosława Kaczyńskiego okaże się zdolny do autorefleksji i korekty, czy też będzie nadal prowadził politykę „putinizacji” państwa polskiego. Czy górę weźmie egoizm kasty rządzącej, czy też rozsądne przekonanie, że Polska skłócona wewnętrznie i skonfliktowana z sąsiadami może się znaleźć w sytuacji tak groźnej jak nigdy jeszcze po 1989 r.?

Rosja Putina zagraża Rosjanom i ich sąsiadom. Trump deklaruje niechęć do NATO i Unii Europejskiej, ale powtarza awanse pod adresem Putina.

Filary bezpieczeństwa zaczęły się chwiać. Nic już nie jest pewne i oczywiste. Otwarte pozostaje pytanie: Czy będziemy umieli, tak jak w 1989 r., porozumieć się i ocalić suwerenność i wolność, czy w pełnym nowych zagrożeń świecie zwyciężać będzie logika polskiego piekła? A przecież porozumienia wymaga dzisiaj wolność Polski i wolność człowieka w Polsce.

ZOBACZCIE JAK STRASZY „OBYWATEL MINISTER”. W SUMIE, ZROBIŁ ŻART SAM Z SIEBIE.

c2prpp1xcaev6_g

Waldemar Mystkowski pisze o geście posła Platformy Nitrasa.

brawo

Drzwi biura poselskiego w Szczecinie posłów PiS Joachima Brudzińskiego i Leszka Dobrzyńskiego zostały w nocy z wtorku na środę oblane farbą, złoczyńcy sporo jej wylali. W każdym razie publikowane zdjęcia robią wrażenie.

Mniej znany poseł Dobrzyński od razu orzekł, iż to napaść polityczna. Znalazł nawet źródło inspiracji: „Kampania nienawiści i agresji prowadzona przez totalną opozycję przynosi skutki…” W takich żyjemy czasach, jak coś się nam nie podoba, przeciwnik polityczny za tym stoi.

Brakuje autorefleksji, iż może to moje czyny mogły do tego doprowadzić. Ktoś się na mnie wkurzył i jak ja wykroczył przeciw rozsądkowi. Ktokolwiek oblał farbą drzwi biura poselskiego, zniszczył czyjąś własność, dopuścił się szkody materialnej.

Istnieje też zasada permanetnego konfliktu. Jeżeli on wygasa, dopuszczam się czynu na samym sobie, aby konflikt trwał. Nie posądzam o to posłów PiS i ich otoczenie, uwzględniam taką możliwość. Bo podobny „atak” na materię, bądź groźba słowna są wstępem do czynów znacznie groźniejszych – do przemocy fizycznej.

Przez dwa dni drzwi biura w Szczecinie stały sobie oblane farbą, na ich tle politycy PiS udzielali wywiadów, oburzeni na to, co za ich plecami.

Poseł Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras gestem odkupienia postanowił przerwać ten spektakl medialny, spektakl niedobrych emocji. W piątek Nitras ze swoimi współpracownikami przez kilkadziesiąt minut czyścił z farby drzwi i trochę ubrudzonych elewacji.

posel

Akcja została zarejestrowana kamerą, wszystkie czyny posłów muszą mieć dokumentację, inaczej – jakby takiego czynu nie było. Nitras jednak swoim odkupieniem za jakiegoś łobuza oczekuje wzajemności, swoistego łańcuszka dobra. Mianowicie Nitras zwrócił się do wiceszefa PiS: „Ty też możesz zmyć jedną plamę. Mam propozycję, wtedy będziemy kwita. Przeproś za zachowanie pani radnej i zwolenników PiS-u w sądzie w Gdańsku. Zmyjesz jakąś plamę. Przeproś za zachowanie swoich kolegów partyjnych”.

Chodzi o niejaką radną PiS z Gdańska Annę Kołakowską, która zagroziła posłance PO Agnieszce Pomaskiej w publikacji na Facebooku: „Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso”. Pomaska poszła z tym do sądu. W poniedziałek miała się odbyć pierwsza rozprawa, przed jej rozpoczęciem zebrał się tłumek pisowskich zwolenników, który skandował „Ogolić na łyso”, mieli ze sobą obraźliwe transparenty, krzyczeli i hałasowali. Nie pozwolili wejść Pomaskiej na salę, więc sędzia odroczył rozprawę.

Otóż Nitras oczekuje, iż Brudziński „zmyje” tę gdańską plamę. Wystarcza proste słowo: „przepraszam”. Czy do tego dojdzie? Postawę Nitrasa docenili internaucie, którzy komentowali: „Panie Sławku, mega akcja, szacun”, „Brawo, dobra lekcja szacunku dla każdego człowieka”, „Dobra lekcja życia! Żeby walczyć z przemocą trzeba zacząć od siebie!”.

Brudziński na razie nie przeprosił za radną PiS, jednak zauważył postawę Nitrasa, którą nazwał „miłą”. Może Brudziński potrzebuje czasu, aby po docenieniu gestu kogoś innego, wziąć na własną klatę odpowiedzialność, wszak w partii jest drugą osobą po Jarosławie Kaczyńskim. Odwagi, pośle Brudziński, przeproś za radną, miej szacunek dla samego siebie, jak internauci dla Nitrasa.

OPOZYCJA NA STRAŻY WOLNOŚCI MEDIÓW. DZIĘKUJEMY.

c2nbs4uwiaqwsuz

JAKIEŚ SUGESTIE DLA NOTARIUSZA DOBREJ ZMIANY?

c2pv-esweain_v_

>>>

JEŚLI MACIEREWICZ MYŚLI, ŻE TERAZ BĘDZIE LEPIEJ, NIECH SOBIE PRZYPOMNI SŁOWA TRUMPA O PŁACENIU ZA OBECNOŚĆ WOJSK USA

cw2e4e4xaaa8es5

Dyspozycyjny prokurator smoleński Marek Pasionek narzeka, że ludzie rozumni naukowcy nie chcą współpracować nad idiotyzmem made in PiS. Zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek apelował do dziennikarzy o „stonowanie emocji” wokół Smoleńska. Przyznał też, że nie układa się współpraca z naukowcami. Jego zdaniem to wina tego, „co się mówi i pisze”.

prokurator

– Zasadnym jest zwrócenie się do wszystkich państwa z uprzejmym apelem, abyśmy nieco emocje wokół tej sprawy stonowali. W szczególności poprzez podawanie informacji sprawdzonych i rzetelnych, bo te które pojawiły się ostatnio w mediach nie do końca niestety takie były i nie pomagają i nie służą działaniu prokuratorów – zaapelował na specjalnej konferencji prasowej zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek.

 Proszę nie pisać o tym, że celem ekshumacji jest znalezienie trotylu w ciałach ofiar – przekonywał Pasionek. I dodał: – Ten trotyl, o którym ciągle piszecie, w postanowieniu widnieje jako numer cztery dla biegłych, nie jako jeden.

Mówił, że sekcja „ma zmierzać do ustalenia przyczyny zgonu, mechanizmu zgonu”.

Pasionek: Byliśmy na ostatniej prostej, ale…

– Do tego śledztwa, właściwie to już drugiego dnia po katastrofie wdarła się polityka i niestety pozostaje w tym śledztwie do dnia dzisiejszego – ocenił Pasionek.

I dalej utyskiwał na dziennikarzy. – We wrześniu byliśmy praktycznie na ostatniej prostej sfinalizowania rozmów z wieloma profesjonalnymi, o uznanej światowej klasie biegłymi i instytutami. Tak było. A to, że spotykamy się dopiero dzisiaj, to wynika z faktu, że tak już przestało być. A przestało być właśnie z powodu tego, co się mówi i pisze o tej sprawie – powiedział Pasionek.

– Taka jest niestety smutna prawda, że renomowani naukowcy nie chcą z nami współpracować – dodał. – Ich interesuje rzetelna nauka, natomiast my mieszamy tę sprawę z polityką każdego dnia. I do niej się tylko odwołujemy; a to taniec na grobach, a to decyzje o charakterze politycznym – zaznaczył.

– Mówię to po bardzo wielu rozmowach, że myli się ten kto sądzi, że w Europie, nawet w kręgach naukowych, ta sprawa ta nie budzi nadal zainteresowania – powiedział.

Kiedy koniec śledztwa?

Jak przypomniał śledztwo w sprawie katastrofy zostało przedłużone do końca przyszłego roku. – Takie póki co mamy plany dowodowe, ale absolutnie nie twierdzę, że jest to graniczna i finalna data – zaznaczył.

Co – oprócz ekshumacji – planują śledczy? Prokuratura zaplanowała inwentaryzację wraku Tu-154M, który rozbił się w Smoleńsku – poinformował prok. Krzysztof Schwartz.

– Nie jest niczym odkrywczym stwierdzenie, że część z tych dowodów znajduje się na terenie obcego państwa. Partner jest trudny. Jak państwo wiecie tych dowodów w dalszym ciągu nie mamy. Czynimy zabiegi by je pozyskać, ale tylko takie, na jakie pozwala nam prawo. Czynione są zabiegi na arenie dyplomatycznej – mówił z kolei Pasionek.

Taki to zdeformowany prokurator Pasionek.

cw4yeq0w8aqbbya

Stosunek Donalda Trumpa do NATO i Rosji jest wyraźnie sprzeczny z naszymi interesami – mówi były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego prof. Roman Kuźniar.

prof-kuzniar

Paweł Wroński: Spodziewał się pan wygranej Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich?

Prof. Roman Kuźniar, Uniwersytet Warszawski, b. doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. bezpieczeństwa, b. prezes Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych: Trudno było się spodziewać, bo sondaże pokazywały co innego. Ale w tym przypadku ta wygrana była prawdopodobna. Mimo renomy amerykańskich ośrodków badania opinii publicznej należało brać pod uwagę niedoszacowanie tego typu kandydata.

Cóż, widać teraz wyraźnie, że Barackowi Obamie nie udało się przeprowadzić zapowiadanej zmiany, powstrzymać wewnętrznej degeneracji Ameryki jako kraju. I za to zapłaciła kolejna kandydatka Demokratów.

Obama jednak po kryzysie ustabilizował gospodarkę amerykańską, zmniejszył bezrobocie.

– To prawda, ustabilizował ją, ale kosztem przeciętnego Amerykanina. Ci, którzy za kryzys odpowiadali, praktycznie nie zostali w żaden sposób ukarani. Wall Street i okolice dzięki Obamie uratowali głowy, bo prezydent nie potrafił się z nimi zmierzyć.

Skoro obamowska obietnica zmiany nie została zrealizowana, to Amerykanie postawili na jeszcze większą zmianę skierowaną generalnie przeciw elitom.

(TUPECIK SIĘ ODKLEIŁ… UPS… ALE W KRAJU KUKURYDZY TO WYGLĄDA NAWET NATURALNIE)

cw19qdxweaa_wi3

Analitycy mówią, że przez świat przechodzi fala populizmu: Orban, Kaczyński, Trump… Na ile jest to teoretyczna kreacja, a na ile ten proces faktycznie istnieje?

– Te zwycięstwa wyborcze są różne, to bardzo różni politycy, ale mają wspólny mianownik. Ich wygrana pokazuje trudność w sprostaniu ludzkim oczekiwaniom przez system demokratyczny. Część ich interesów jest nie do zaspokojenia, ale politycy demokratyczni nie mają odwagi powiedzieć wyborcom: „Tego nie da się zrobić”.

W demokratycznych rządach nastąpiło zaburzenie równowagi. Powstała przewaga w realizacji interesów gospodarczych i finansowych w stosunku do polityki realizacji interesów różnych grup społecznych. Dotyczy to szczególnie Ameryki.

Moim zdaniem siły liberalne w czasach globalizacji były zbyt pewne siebie, szły zbyt ostro, szczególnie w sferze kulturowej i obyczajowej. Społeczeństwa nie były do tego przygotowane. W pewnym momencie tradycyjny elektorat się zrewolucjonizował. Podam historyczny przykład. Szach Iranu Reza Pahlavi przeprowadzał gwałtowną modernizację kraju, Iran aspirował do pozycji piątej potęgi świata. Była to jednak niejako modernizacja przymusowa. I co? Skończyła się rewolucją ajatollahów.

Obecna ekipa rządząca Polską dość przyjaźnie wypowiadała się o Trumpie, wielu polityków oraz mediów związanych z PiS wręcz mu kibicowało. Czyli jego prezydentura nie musi być niebezpieczna, ale może otwierać nowe perspektywy dla obecnego rządu?

– W sferze ideowej w polityce partii rządzącej i środowisk opiniotwórczych istnieje głębokie powinowactwo duchowe ze środowiskiem Trumpa. Wszystko jednak może się rozbić o politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. Stosunek Donalda Trumpa do NATO i Rosji jest wyraźnie sprzeczny z naszymi interesami.

cw1wzntxaauvql3

Dla Jarosława Kaczyńskiego nie są problemem prorosyjskie ciągoty Viktora Orbana. Z drugiej strony Trump, który mówi, że solidarność NATO nie może polegać tylko na tym, że USA bronią Europy, a ta nie chce wydawać pieniędzy na zbrojenia, nie jest irracjonalny.

– Absolutnie zgoda. Po stronie Europy wysiłki na rzecz obronności powinny być większe. Polska zresztą nie ma sobie nic do zarzucenia, bo wydajemy 2 proc. PKB na obronność. Tyle że Trump mówił coś innego, że NATO jest archaiczne i że USA nie powinno bronić tych sojuszników, którzy nie wydają dostatecznie dużo na obronę. To niebezpieczne, bo podważa automatyzm art. 5 traktatu waszyngtońskiego o kolektywnej obronie.

Sugeruje pan, że rząd PiS, który skonfliktował się z Niemcami, a ostatnio z Francją, teraz nie może być pewny strategicznego sojuszu z USA?

– Naprawdę trudno powiedzieć, jak to się rozwinie i jaką politykę Trump będzie chciał prowadzić. Gdyby nie miał prorosyjskich wypowiedzi i przedstawiał inny stosunek do NATO, dla obozu rządzącego Polską sytuacja byłaby fantastyczna. Przypominałaby połowę ubiegłego dziesięciolecia, gdy byliśmy na wojence z Europą, ale mieliśmy parasol ze strony administracji USA i prezydenta George’a Busha.

Teraz pole manewru jest mniejsze, bo nie ma pewności, że ten parasol będzie, i to mimo ideowej bliskości PiS z ekipą Trumpa. Natomiast konflikt z Unią Europejską i ważnymi jej krajami narasta. Wniosek? Po wyborach w USA ten rząd, ta władza, prezes z Żoliborza powinni stać się bardziej odpowiedzialni, bo kredyt na nieodpowiedzialność się wyczerpał.

cw1ht-zviaqrcds

Krzepiące. Twierdzi Pan, że wygrana Trumpa może być asumptem do bardziej odpowiedzialnej polityki ze strony obozu PiS.

– Powinno tak być, ale przyznam, że ja w taką odmianę specjalnie nie wierzę. Bo w obecnej ekipie widać silny prymat interesów partyjnych nad interesem Polski.

cw1hy7quoaaje8x

tusk

Tusk: UE pozostaje silnym i niezawodnym partnerem. Oczekujemy tego samego od USA i nowego prezydenta

Szanując demokratyczny wybór Amerykanów zdajemy sobie sprawę z nowych wyzwań, które te rezultaty przynoszą. Dobrze pamiętać siłę zachodniej wspólnoty: Niemcy, Włosi, Polacy, Hiszpanie – każdy naród UE pomagał budować Amerykę. Ameryka przchodząc nam na pomoc w najtrudniejszych chwilach XX-wieku, USA pomogły budować Unię. Nasze związki są silne. Nikt ich nam nie zabierze, tak jak nie zabierze nam wspólnych wartości – mówił w Brukseli Donald Tusk.

Tusk: USA i Europa nie mają innego wyjścia niż współpraca

Wydarzenia ostatnich dni i miesięcy powinny być ostrzeżeniem, dla wszystkich tych, którzy wierzą w liberalną demokracją. To oznacza, że powinniśmy wreszcie zacząć działać i przywrócić poczucie kierunku, porządku. Też w globalnym kontekście: zwłaszcza gdy rozmawiamy o handlu, migracji czy bezpieczeństwa. USA i Europa nie mają innego wyjścia, niż tylko wspólpracować.

Tusk: Nie wierzę, że jakikolwiek kraj teraz może być wielki w izolacji.

Słuchałem z uwagą wezwania prezydenta-elekta do jedności. Ja z kolei wzywam do transatlantyckiej jedności. Nie wierzę, że jakikolwiek kraj teraz może być wielki w izolacji. Wierzę, że USA mogą i będą współpracować. To nasz wspólny interes. UE jest silnym i niezawodnym partnerem i takim pozostanie. Oczekujemy tego samego po Ameryce i jej nowym prezydencie.

Joanna Szczepkowska: nie mogę odrzucać zaproszenia ze strony KOD-u

84wktkqturbxy9mymqzzjc2mtk2mtlim2fkztjmzdmwmdhimwnkntdhoc5qcgvnk5udasztzqkqzqf_kwxnaxtnabyvb9kyl3b1bhnjbxmvturbxy8xndbimwnmztdmmgfjntjlzgmwmtbknza5nzhlodrizs5wbmcawga

– Polska nakręciła się siłą napędową szaleństwa – powiedziała dziś pod siedzibą kancelarią premiera Joanna Szczepkowska, która przekręciła licznik KOD, odliczający dni od niewydrukowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego przez Beatę Szydło. – W tej chwili sytuacja w Polsce jest na tyle niebezpieczna, że nie mogłam odrzucić zaproszenia KOD – tłumaczy aktorka i publicystka w rozmowie z Onetem. Pytana z kolei o zwycięstwo Donalda Trumpa mówi wprost: Ameryka pomyliła showmana z politykiem.

cw1jbmhxaaavrpu

Waldemar Mystkowski pisze o stosunkach dyplomatycznych PiS.

zagraniczne

Polityka zagraniczna PiS coraz bardziej legnie w gruzach. I nie ma szans na jej sensowną odbudowę, bo na budowniczego nie nadaje się szef dyplomacji Witold Waszczykowski, a prezesa PiS to specjalnie nie obchodzi, bo ma dalsze plany trzęsień, dewastacji.

Epicentrum wstrząsów znajduje się na Nowogrodzkiej, lecz fale sejsmiczne sięgają daleko. Oto trzy przykłady z ostatniej doby. W Moskwie Władimir Putin przyjął listy uwierzytelniające od 19 nowych ambasadorów, w tym ambasadora RP w Rosji Włodzimierza Marciniaka. Jest to rutyna, ale Polak nie został tak potraktowany, czyli dyplomatycznie pogłaskany, lecz jako jedyny zrugany i potraktowany pod włos. Prezydent Rosji Marciniakowi powiedział, iż stosunki Polski z Rosją są dalekie od zadowalających. Przekładając to na normalny język – jest bardzo źle i Warszawa nie może liczyć na normalność. A więc politycy PiS mogą sobie pomarzyć o odzyskaniu relikwii kultu smoleńskiego, czyli złomu Tupolewa. Wszak miało być w tej sprawie gładko i przyjemnie. Na szczęście Putin nie zachował się, jak Andrzej Duda, który nie przyjął ślubowania od trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji. Przecież prezydent Rosji mógł zachować się niedyplomatycznie, jak Duda – nie przyjąć.

cw1jugbwgaiegmo

Ta sama sprawa jeszcze ciekawiej przedstawia się z USA, bo tam nawet nie mamy ambasadora, który nie musi gratulować Donaldowi Trumpowi wyboru na prezydenta. Za to fale sejsmiczne poszły z Warszawy, bo otworzył usta Antoni Macierewicz i w swoim triumfalistycznym stylu powiedział: ”stosunki polsko-amerykańskie będą nie tylko bardzo dobre, ale jeszcze lepsze”. Stosunki bez ambasadora. Tak wygląda cnota dyplomatyczna PiS, nie mieć ambasadora do stosunków, ale mieć Macierewicza, który gwałci wszystkie relacje.

Najbardziej przykre dla nas fale sejsmiczne z Nowogrodzkiej dotarły do Brukseli, o czym przekonał się wicepremier Mateusz Morawiecki. Unia Europejska wstrzymała kurek z pieniędzmi, na razie 1 mld euro (4 mld zł), które przeznaczone miały być na budowę dróg. Oficjalnym powodem jest brak przetargów na inwestycje. W Brukseli nie przyjmują do wiadomości, iż PiS wyznaje zasadę uznaniowości. Dać swoim. Inny podtekst polityczny wstrzymania brukselskiego szmalu to konflikt Zachodu z PiS w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Jak twierdzi europoseł PO Adam Szejnfeld jest to włoski strajk ze strony UE, która będzie domagała się przestrzegania wszelkich procedur, aby nauczyć Nowogrodzką moresu.

Wstrząsów z Nowogrodzkiej będzie więcej, prezes PiS je zapowiada. Prowadzą do tego, że z Polską się coraz mniej liczą, bo kto chce mieć stosunki z krajem ruin?

emocje

Cały wywiad z B. Jancelewiczem (Polityka 7.11.2016)

cwz_ymnxaaafdc8

cwz_ymswqaaijat

AMERYKANIE UWIERZYLI W OBIETNICE WYBORCZE TRUMPA. TERAZ CZEKA ICH PODOBNY CYRK JAK W POLSCE.

cwzubxywiaazfux

Prezydentura Trumpa może wywołać głębokie zmiany w amerykańskiej polityce zagranicznej i wewnętrznej – od miękkiego kursu wobec Rosji po obniżki podatków.

donald

Kandydat Republikanów tyle razy wysyłał sprzeczne komunikaty i zmieniał front, że tak naprawdę nie wiadomo, czego się spodziewać po jego prezydenturze. Także dlatego rynki, które lubią stabilność, zareagowały na pierwsze wyniki amerykańskich wyborów tak nerwowo: na wieść o jego rosnących szansach giełda w Tokio straciła 4 proc.

Niektórzy komentatorzy liczą, że nieobliczalnego miliardera uda się ująć w karby i wtłoczyć w tryby przewidywalnej polityki. Inni kreślą wizje kompletnego przeformułowania dotychczasowych relacji.

„Prezydentura Trumpa przyniosłaby największe zmiany od wielu dekad w istniejących przepisach w USA dotyczących praktycznie wszystkiego, od podatków po politykę handlową, wydatki socjalne, imigrację i geopolitykę” – ostrzegał inwestorów australijski bank Westpac.

oku

GDZIE JEST NASZA POLITYKA ZAGRANICZNA? WSTYD, BO NIE MAMY NIKOGO W AMERYCE…

cwz3u1mxaaam-df

Najważniejsze hasła Trumpa

cwzbs2mw8aa5qh3

Jeśli wziąć pod uwagę najgłośniejsze zapowiedzi Trumpa, jego prezydentura może oznaczać przede wszystkim:

  • podważanie podstaw wolnego handlu międzynarodowego w imię protekcjonizmu gospodarczego – Trump sygnalizował gotowość renegocjacji, a nawet zerwania układu o wolnym handlu z Kanadą i Meksykiem (NAFTA). Proponował obłożyć wysokimi cłami (35 proc.) produkty z Meksyku i, co wydaje się jeszcze ważniejsze, z Chin (45 proc.). Może to doprowadzić do światowych wojen handlowych;
  • osłabienie gwarancji bezpieczeństwa USA dla Europy – w myśl zasady „America First” Trump chce dbać przede wszystkim o interesy swego kraju. Podważał dotychczasowy dogmat, czyli art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego, który mówi, że jeśli jeden z krajów NATO zostanie zaatakowany, pozostałe automatycznie staną w jego obronie – uzależniając wsparcie od kwestii finansowych;
  • „gołębią” politykę wobec „silnych” przywódców – Trump sygnalizował gotowość dogadania się z Władimirem Putinem w imię interesów gospodarczych. Nie chce angażować się w Syrii, krytykował wojnę w Iraku;
  • wzmocnienie populistów na całym świecie – sukces politycznego outsidera doda wiatru w żagle antyestablishmentowym siłom, zwłaszcza antyimigranckim i prawicowym, takim jak Marine Le Pen we Francji;
  • zmianę polityki USA wobec imigrantów – Trump proponował budowę muru na granicy z Meksykiem i deportacje osób przebywających w Stanach nielegalnie. Uważa muzułmanów za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA;
  • znaczące obniżki podatków – program miliardera przewiduje obniżenie podatku dla korporacji z 35 proc. do 15 proc., zmniejszenie podatków dochodowych dla osób fizycznych i likwidację podatku spadkowego;
  • potężne inwestycje w infrastrukturę – Trump przedstawiał się jako „urodzony budowniczy” i zapowiedział wpompowanie 1 biliona dol. (m.in. dzięki zachętom dla sektora prywatnego) w drogi, mosty, telekomunikację i inną infrastrukturę;
  • zmianę układu sił w Sądzie Najwyższym – Trump zapowiadał, że będzie nominował sędziów konserwatywnych, „pro-life i broniących prawa do broni”. Będzie to miało kapitalne znaczenie dla orzecznictwa sądu, który odgrywa w Ameryce znaczącą rolę. W ostatnich dekadach wypowiadał się np. o aborcji, ślubach homoseksualistów czy reformie służby zdrowia Obamy.

radio-tok-fm

cwzfdryxcaarpgk

ŻYJEMY W CZASACH POPULISTYCZNYCH OBIETNIC I KŁAMSTW WYBORCZYCH. Potem zostają tylko wielkie dziury w budżecie i rekordowy dług publiczny.

kod-krol

Przemysław Szubartowicz: Panie profesorze, jak pan definiuje to, co się dzieje w Polsce: demokratyczne sprawowanie władzy, zamach na państwo, jak mówił w wiadomo.co prof. Andrzej Zoll, czy może jakiś typ rewolucji?
Marcin Król: Nie ma prostej odpowiedzi, choć jestem najbliższy tezie, że to jest rewolucja. Tyle że bardzo swoista. Ale żeby móc ją opisać, trzeba zadać sobie fundamentalne pytanie: czego chce Jarosław Kaczyński?

No właśnie: czego chce?
Moim zdaniem, odpowiedź nie jest taka trudna, jednak nie można sądzić po pozorach. A pozorem jest na przykład to, że chce likwidacji gimnazjów. Nie sądzę, by tego naprawdę chciał. Wcale nie jestem zresztą pewien, że minister Zalewska przetrwa w tym rządzie. Reforma edukacji nie należy do jego najważniejszych postulatów.

Kaczyński i większa część jego otoczenia, choć pewnie są wyjątki, to ludzie, którzy nie lubią Europy. Nie chodzi o Unię Europejską, ale pewną duchową wspólnotę. Nie piją wina w Toskanii, nie jedzą ostryg w Bretanii, nie znają Europy z jej atrakcjami i kulturą. Kaczyński na wakacje jeździł do Sopotu. Dla nich Europa jest obca, trudna, niezbyt sympatyczna.

cwzzkvdweaadnqx

Czyli to jest jedna z programowych fasad, za którymi kryje się coś głębszego?
Tak sądzę, choć nie chodzi o zaglądanie mu do duszy, lecz o analizę faktów. Po pierwsze, Kaczyński i większa część jego otoczenia, choć pewnie są wyjątki, to ludzie, którzy nie lubią Europy. Nie chodzi o Unię Europejską, ale pewną duchową wspólnotę. Nie piją wina w Toskanii, nie jedzą ostryg w Bretanii, nie znają Europy z jej atrakcjami i kulturą. Kaczyński na wakacje jeździł do Sopotu. Dla nich Europa jest obca, trudna, niezbyt sympatyczna. Po wtóre, Kaczyński jest przekonany, że instytucjonalna Unia Europejska nie przetrwa w obecnym kształcie. Wprawdzie niewiele może zdziałać, by tak się stało, ale sądzę, że wieszczy rozpad. I po trzecie wreszcie, w związku z tym, że tak sądzi, uważa zarazem, że najlepszym rozwiązaniem dla Polski i Polaków nie jest społeczeństwo obywatelskie, lecz silne państwo.

No, ale przecież istnieją w Polsce samorządy.
Będzie je zwalczać, choć to trudne zadanie. Ale idea silnego państwa jest najważniejsza. W tym sensie Kaczyński jest podobny do Bismarcka czy Piłsudskiego. Ludzie tego typu nie znoszą partii politycznych i nie rozumieją kłótni sejmowych.

cwzucjmxgaatcdk

Kaczyński jest podobny do Bismarcka czy Piłsudskiego. Ludzie tego typu nie znoszą partii politycznych i nie rozumieją kłótni sejmowych. Chodzi o przywiązanie do idei sanacyjnej. Kaczyński czerpie z tego niezbyt dobrego antykwariatu.

Na wysokiej półce stawia pan Kaczyńskiego.
To, że ma takie wzory, nie oznacza, że będzie je udatnie naśladował. Zresztą Piłsudski był wielki, jeśli chodzi o wojsko i politykę zagraniczną, ale nie o sprawy wewnętrzne. Chodzi o przywiązanie do idei sanacyjnej. Kaczyński czerpie z tego niezbyt dobrego antykwariatu.

Gdy jednak spojrzeć na sprawę Trybunału Konstytucyjnego, która niezbyt interesuje społeczeństwo, choć moim zdaniem powinna, to widać wyraźnie, że PiS naruszyło demokratyczną konstrukcję: chodzi o to, by nie było instytucji skutecznie sprawującej kontrolę nad poczynaniami władzy; by władza nie miała ograniczeń w swoich działaniach.
Zgoda. Ale to jest właśnie ta filozofia, o jakiej mówię. Trybunał przeszkadza władzy wykonawczej. Kaczyński nie lubi tych, którzy myślą inaczej niż on, łącznie z Sądem Najwyższym. To są dla niego przeszkody w realizacji tego absurdalnego celu, jakim jest silne państwo.

cwzlqflxgaaqre3

PiS może zręcznie posługiwać się programem 500 Plus czy innymi doraźnymi propozycjami społecznymi, przynoszącymi chwilowe poparcie, ale w tak spluralizowanym społeczeństwie nie zbuduje się silnego państwa.

Absurdalnego?
Obiektywnie tak, choć nie w jego wyobraźni. Wbrew pozorom, nie ma na takie państwo koniunktury. PiS może zręcznie posługiwać się programem 500 Plus czy innymi doraźnymi propozycjami społecznymi, przynoszącymi chwilowe poparcie, ale w tak spluralizowanym społeczeństwie nie zbuduje się silnego państwa. W tym sensie ta PiS-owska rewolucja różni się od rewolucji francuskiej tym, że ma charakter mirażu. Ale mechanizmy nie są już tak bardzo odległe.

Czym więc ona jest? Przecież PiS na sztandarach niesie socjalne, realne postulaty.
Nie da się ich spełnić. Ta iluzja ma charakter rewolucyjny w tym sensie, że Kaczyński chce zmienić wszystko. Dosłownie. Ale nie wie, jak to zrobić. Nie da się na przykład zmienić systemu państwowej opieki medycznej tak, by zapewnić ją wszystkim ludziom bez wyjątku. Koszty takiej obsługi wzrosły od 1948 roku sześćdziesięciokrotnie i w żadnym cywilizowanym państwie, bez względu na poziom rozwoju i wysokość podatków, to się nie udało. Podobnie jest z obsługą edukacyjną. Dlatego Kaczyński sądzi, że wprowadzając swoich ludzi we wszystkie możliwe dziedziny życia politycznego, do mediów czy spółek, dokona cudu. To nie jest rozdawanie stanowisk po to, by ktoś zarobił, choć naturalnie przy okazji mnóstwo łobuzów wiąże się z tym ruchem tylko ze względu na stanowiska i apanaże. Chodzi o to, by mieć wszystko w swoich rękach. Wszystko.

W momencie, gdy okaże się, że zamysł objęcia całego państwa nie zostanie zrealizowany – a okaże się to moim zdaniem najdalej w ciągu przyszłego roku – pojawią się w obozie Kaczyńskiego ludzie, którzy przestaną akceptować jego projekt, dostrzegą złudzenie, jakiemu ulegli.

Czy ludzie, którzy głosowali na PiS, wiedzieli, na co głosują?
Wiedzieli, że głosują na 500 Plus i kilka innych obietnic, jak choćby obniżenie wieku emerytalnego, które zresztą nie ma chyba tak wielkiego poparcia, jak się powszechnie uważa. Mimo ostrzeżeń nie wierzyli, że Kaczyński myśli zupełnie o czymś innym. Stąd płynie zresztą nadzieja.

To znaczy?
W momencie, gdy okaże się, że zamysł objęcia całego państwa nie zostanie zrealizowany – a okaże się to moim zdaniem najdalej w ciągu przyszłego roku – pojawią się w obozie Kaczyńskiego ludzie, którzy przestaną akceptować jego projekt, dostrzegą złudzenie, jakiemu ulegli. Wcale nie dlatego, że nagle zmienią poglądy. Po prostu połapią się, że źle na tym wyjdą.

cwwjpflw8ae3rao

Kto się połapie?
Na przykład Mateusz Morawiecki. Obstawiam, że wytrzyma góra rok. On jest wprawdzie kompletnie zideologizowany, ale w pewnym momencie zorientuje się, że sytuacja wymyka mu się z rąk, co zresztą musi już przeczuwać. Tego typu ludzie zaczną się wycofywać i wówczas natychmiast zostaną wycięci. Nastąpi klasyczny mechanizm rewolucyjny.

Pożeranie dzieci trwa do momentu, aż się nie znudzi. Potem zaczyna się strach. W końcu wybucha bunt.

Rewolucja pożre własne dzieci?
Otóż to. Ale pożeranie dzieci trwa do momentu, aż się nie znudzi. Potem zaczyna się strach. W końcu wybucha bunt. Gdy do społeczeństwa dotrze w końcu, że byle kto może zostać byle kim, jak ten właściciel kebabu, który został dyrektorem w PGNiG, nawet dotychczas obojętni zaczną na to spoglądać bardzo niechętnie. Nastąpi sytuacja thermidora.

Podążając za pana metaforą: Robespierre zostanie obalony?
Nie od razu, to potrwa.

Ale może ludziom podobają się rządy silnej ręki i ten rewolucyjny scenariusz, jaki pan kreśli, nie nastąpi i symboliczne gilotyny nie pójdą w ruch?
Taka bajka może trwać pewien czas. Ale gdy rzeczywistość zacznie napierać, szybko się skończy. Wystarczy, że zabraknie pieniędzy na 500 Plus. Sądzę, że jeszcze przed następnymi wyborami nastąpi bunt w PiS-ie i wokół tej partii. Gdy tam zacznie trzeszczeć, dopiero wówczas można oczekiwać buntu społecznego.

cwqla9kxuaegj7x

Komuniści ratowali swoją skórę, ale byli gotowi do rozmów, a i tak wyszło gorzej niż chcieli. Kaczyński nie chce rozmawiać.

Ze strachu?
Prawdziwy bunt będzie powiązany ze strachem, ale strach prowadzi do strasznych rzeczy. I one będą musiały się zdarzyć.

Co pan przez to rozumie?
Będzie to kolejny etap rewolucji. Nie wykluczam, że poleje się krew, ale daj Boże, żeby tak się nie stało. Jeżeli w 1989 roku nie wieszaliśmy komunistów, to dlatego, że przedtem z nimi rozmawialiśmy. Świetnie to nazwał Jacek Kuroń: jeżeli się z kimś siedziało przy stole, to trudno, żeby go potem rozstrzelać. Ale drugiego Okrągłego Stołu nie będzie.

Zastanawiam się, czy pan nie przesadza. Strona rządowa podjęła wtedy rozmowy z opozycją, a Okrągły Stół do dziś jest symbolem polskiego zwycięstwa, umowy społeczno-politycznej, dzięki której przeszliśmy do etapu demokracji.
Komuniści ratowali swoją skórę, ale byli gotowi do rozmów, a i tak wyszło gorzej niż chcieli. Kaczyński nie chce rozmawiać.

Gdzie pan w PiS-ie widzi kandydatów do roli Kwaśniewskiego, Rakowskiego, nawet Millera, ludzi, którzy mogliby doprowadzić do nowego Okrągłego Stołu? Nie ma.

No, ale jednak wciągu tych ponad dwóch dekad udało się tę demokrację umacniać, a spadkobiercy PZPR współtworzyli sukces wejścia Polski do Unii Europejskiej.
Tak, ale teraz tak już nie będzie.

Jedna wybrana demokratycznie partia może to zniweczyć?
Kaczyński na początku opowiadał coś o pakiecie demokratycznym, a w tej chwili już nawet nie udaje, że się z kimś liczy. Poza tym, to jest zupełnie inna mentalność. Kwaśniewski czy Rakowski – jeśli już nawiązujemy do tamtych czasów – to byli jednak Europejczycy, potrafili i chcieli rozmawiać. Nawet Jaruzelski, z którym wraz z Alikiem Smolarem przeprowadzałem kiedyś wywiad, robił wrażenie swoim wykształceniem, znajomością języków obcych, kulturą osobistą. Bez względu na to, co robił jako przywódca reżimu i jak źle go ocenialiśmy jako działacze opozycji, był cywilizowanym człowiekiem. Przy rozmowach z władzą naprzeciw nas, Geremka, Michnika, siedział prof. Janusz Reykowski, człowiek ogromnie inteligentny i ciekawy, mimo że wtedy był tak zwanym komunistą. Do dziś się czasem z nim spotykam i umiemy rozmawiać w sposób cywilizowany. A gdzie pan w PiS-ie widzi kandydatów do roli Kwaśniewskiego, Rakowskiego, nawet Millera, ludzi, którzy mogliby doprowadzić do nowego Okrągłego Stołu? Nie ma.

Taki przebieg wydarzeń, że nastąpi łagodne przejście przez przegraną wyborczą PiS-u, wydaje mi się niesłychanie mało prawdopodobny. Daję takiemu scenariuszowi 3 procent powodzenia.

Sądzi pan, że Polska jest już tak pęknięta, że jesteśmy skazani na „my” i „oni”? Że nie ma już szans na znalezienie nici porozumienia?
Ten podział jest faktem. Zasypanie go to nie jest praca na rok, ale na wiele lat. Uważam, że skoro nowy Okrągły Stół jest niemożliwy, to czeka nas dramat jakiegoś przewrotu.

Zakłada pan zawieszenie demokracji.
A pan uważa, że jest demokracja?

Wyborów nie będzie?
Będą, ale co z tego? Wybory to za mało. Uważam, że w Polsce nie ma demokracji. W swojej wydanej w tym roku przez Znak książce „Pora na demokrację” wyjaśniam, że także w wielu krajach zachodnich istnieją tylko procedury demokratyczne, ale one z prawdziwą demokracją nie mają wiele wspólnego. Nawet jeśli PiS przegra wybory i do władzy dojdą Platforma Obywatelska i Nowoczesna, nie będzie to oznaczało odrodzenia demokracji. Nawiasem mówiąc, taki przebieg wydarzeń, że nastąpi łagodne przejście przez przegraną wyborczą PiS-u, wydaje mi się niesłychanie mało prawdopodobny. Daję takiemu scenariuszowi 3 procent powodzenia.

cwv38uzwgaiflo1

Wybory to za mało. Uważam, że w Polsce nie ma demokracji.

Pesymistyczna wizja.
Realistyczna. Te mechanizmy są przecież doskonale poznane. W rewolucji Kaczyńskiego groźne jest to, że w swoim mniemaniu robi ją w imieniu państwa. Wierzy, że ma być korzystna dla obywateli. Poza tym, na co zwracała uwagę moja koleżanka Jadwiga Staniszkis, w PiS-ie brakuje ludzi, co także ma swoje odzwierciedlenie w logice rewolucyjnej. Robespierre, poza Saint-Justem, miał w swoim otoczeniu same kanalie, jak choćby Marat. Ludźmi tego typu nie zbuduje się silnego państwa. Do tego trzeba mieć znakomite otoczenie. Piłsudski, poza Sławkiem, też nie miał.

Jaką pan wobec tego widzi rolę dla opozycji w tym rewolucyjnym procesie?
Kiedyś rozmawiałem z Georgem Sorosem, który na zawsze nauczył mnie pewnej zasady. Jeśli jest jakiekolwiek przedsięwzięcie, muszą nim kierować dwie osoby: jedna, która zajmuje się tym, co jest bieżące, i druga, która myśli o przyszłości. Jeżeli to jest ta sama osoba, to przedsięwzięcie splajtuje. Odnosząc to do opozycji, mam wrażenie, że oni zajmują się tym, co teraz. Słusznie, bo trzeba reagować, krytykować, ujawniać, narzekać. Ale myślenie o przyszłości, o Polsce po Kaczyńskim, jest obecne w minimalnym stopniu. Nie wiem, czy pan zauważył, ale nieuwielbiany przeze mnie Wałęsa nieoczekiwanie to powiedział: trzeba będzie sprzątać. Tylko co to znaczy? Jak to sobie wyobrazić? Na jakich zasadach? Dobrze by było, żeby opozycja porzuciła myśl o tym, że trzeba przywrócić stan sprzed PiS-u. To jest także pułapka myślenia wielu polityków zachodnich, którym marzy się powrót do starych, dobrych czasów. Tylko że one już minęły i nie wrócą. Świat się zmienił, populiści już są i sami nie znikną. Polska musi więc stanąć na czymś innym i zupełnie nowym.

cwz9n_gxcaaiyxm

Nieuwielbiany przeze mnie Wałęsa nieoczekiwanie to powiedział: trzeba będzie sprzątać. Tylko co to znaczy? Jak to sobie wyobrazić? Na jakich zasadach? Dobrze by było, żeby opozycja porzuciła myśl o tym, że trzeba przywrócić stan sprzed PiS-u.

Ma pan jakiś konkretny pomysł?
To wielkie wyzwanie, nie tylko dla nas. Obalenie Kaczyńskiego, które na pewno nastąpi, nie będzie otwarciem bram raju, lecz chaosu. Biorąc pod uwagę tendencje światowe, on będzie długo trwał. Znacznie dłużej niż Kaczyński, może nawet kilka dekad. W swojej książce proponuję zasadniczą radykalizację demokracji.

Polski przypadek nie jest więc lokalnym wybrykiem.
Nie. Kaczyński nie pojawiłby się, gdyby nie było światowej koniunktury na państwo narodowe o charakterze populistycznym.

Nowe Średniowiecze?
Nie lubię odwołań do Średniowiecza, bo były tam też wspaniałe rzeczy. Od św. Augustyna do św. Tomasza było mnóstwo mądrych ludzi. Wolę mówić: ciemne czasy.

prezes

W poniedziałek Trybunał wydał wyrok w sprawie przepisów o wyborze kandydatów na prezesa TK, zaskarżonych przez posłów opozycji. We wtorek Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK miało przyjąć dostosowane do tego wyroku zmiany w regulaminie TK. Jednak do ich wprowadzenia potrzeba udziału przynajmniej dziesięciu sędziów. Wszystkich orzekających jest w tej chwili 12, bo prezydent Andrzej Duda nie zaprzysiągł trzech sędziów prawidłowo wybranych przez poprzedni Sejm, a prezes TK nie dopuszcza do orzekania trzech ich dublerów, wybranych przez PiS.Dublerzy zażądali udziału w Zgromadzeniu Ogólnym, podobnie jak dzień wcześniej zażądali udziału w rozprawie dotyczącej przepisów o wyborze kandydatów na prezesa. W poniedziałek, w akcie solidarności z dublerami, odmówiło sądzenia także troje prawidłowo wybranych przez PiS sędziów: Julia Przyłębska, Piotr Pszczółkowski i Zbigniew Jędrzejewski.

To samo powtórzyło się we wtorek. W ten sposób zerwali kworum i Trybunał nie mógł zmienić regulaminu ani wybrać kandydatów na prezesa.

Po dwóch godzinach obrad, o godz. 17 Trybunał wydał komunikat. „Sędziowie uczestniczący w Zgromadzeniu przeanalizowali szereg kwestii związanych z pilną potrzebą przyjęcia Regulaminu TK. Wskazano m.in. na konieczność wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 7 listopada 2016 r. o sygnaturze K 44/16. Zgromadzenie Ogólne nie podjęło żadnej uchwały.

cwxo9srxgaeiigh

Dalsza część obrad Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego odbędzie się w dniu 15 listopada 2016 r.”

W komunikacie jest też informacja, że „od udziału w pracach Zgromadzenia Ogólnego zdecydowali się „powstrzymać” sędziowie Julia Przyłębska i oraz Zbigniew Jędrzejewski. Piotr Pszczółkowski poinformował, że jest na zwolnieniu lekarskim”.

Komunikat przypomina, że „sędziowie ci uczestniczyli natomiast w pierwszej części obrad Zgromadzenia w dniu 19 października.”

cwwactgweaaoisc

Zasady wyboru według Trybunału

W poniedziałek Trybunał – w składzie pięcioosobowym – orzekł o regułach wyboru kandydatów. Stwierdził, że uchwalony przez PiS przepis – mówiący, że kandydatów ma być trzech – jest zgodny z konstytucją. Ale zakwestionował inny element procedury: że każdy sędzia w głosowaniu na kandydatów ma jeden głos. Aby był on zgodny z konstytucją musi być rozumiany tak, że jest to jeden głos, ale tylko w pierwszym etapie wyboru. Bo Trybunał podzielił wybór kandydatów na dwa etapy. Pierwszy, gdy po ogłoszeniu listy kandydatów sędziowie głosują na nich – i wtedy każdy ma jeden głos. I drugi: gdy tak wyłonieni liderzy muszą uzyskać – każdy – poparcie „większości” sędziów. Czyli co najmniej sześciu, jeśli w głosowaniu weźmie udział dziesięciu sędziów – minimalne kworum.

Jeśli w tym systemie kandydat miałby zostać wyłoniony spośród sędziów wybranych przez PiS, musiałby dostać poparcie przynajmniej trzech „starych” sędziów, co jest mało prawdopodobne. Dlatego PiS, z pomocą wybranych przez siebie sędziów, walczy albo o włączenie do orzekania dublerów, albo o storpedowanie wyborów. To drugie, jak na razie, mu się udaje.

Premier atakuje prezesa

– Od dłuższego czasu twierdzę, że prezes Rzepliński jest bardziej politykiem niż prezesem TK – powiedziała po wtorkowym posiedzeniu Rady Ministrów premier Beata Szydło. – Wszystkie jego działania i to, co dzieje się w tej chwili w Trybunale, mają właśnie taki charakter polityczny. Wczoraj była kolejna odsłona teatru politycznego w wykonaniu prezesa Rzeplińskiego.

Mam nadzieję, że wreszcie uda się, poprzez zmiany legislacyjne, doprowadzić do uspokojenia sytuacji i TK będzie mógł normalnie funkcjonować – mówiła premier.

Waldemar Mystkowski pisze o dronach Macierewicza.  Wojsko Polskie nie będzie miało śmigłowców bojowych, ale weekendowe wojska terytorialne dostaną drony, aby „odstraszyć nieprzyjaciela”.

drony

Czytam, ewentualnie słucham wypowiedzi Antoniego Macierewicza i nie mogę złapać tchu. U niego pomysły wypychają kolejne pomysły, w zasadzie nie można dociec, co dzisiaj jest nowe, obowiązkowe. 11 października ogłosił z właściwą mu emfazą, iż zakupionych zostanie 21 śmigłowców bojowych Black Hawk. Do zakładów PZL Mielec przytargał ze sobą premier Beatę Szydło, aby poświadczyła jego słowa. 6 listopada w TVP Info na temat śmigłowców rzekł, iż „ta informacja nigdy nie była aktualna”.

cwv-fnqweaadhey

Osobiście pokładałem w śmigłowcach nadzieję, że będę spał spokojnie, a Black Hawki będą dbały o bezpieczny sen. Może Macierewicz przejmuje się bezpieczeństwem moich snów, bo właśnie powiedział w podwarszawskiej Zielonce, że „nasze zdolności bojowe będą takie, byśmy byli w stanie obronić się przed każdym zagrożeniem”. A co będzie naszą zdolnością bojową? Ha, niespodzianka – drony. Nie śmigłowce bojowe, jakieś Black Hawki czy te Caracale od żabojadów, ale drony, których będzie „tysiące i tysiące”. Masowe ich użycie odstraszy wroga „w każdej sytuacji obronnej, w jakiej możemy się znaleźć”.

cwxtitcxaaablhr

Zielone ludziki Putina idą sobie, aby podbić moją ojczyznę, a tu masowo odstrasza ich Macierewicz. Przesadzam, że Macierewicz, bo przecież może też spać, jak ja. Kto zatem? Otóż minister zapowiedział, że „tysiące dronów” zostanie zakupionych dla wojsk operacyjnych, a szczególnie wojsk Obrony Terytorialnej. Czyli Wojsko Polskie nie będzie miało śmigłowców bojowych, ale weekendowe wojska terytorialne dostaną drony, aby „odstraszyć nieprzyjaciela”. I to mają zrobić te Szwejki z żołdem 500 zł miesięcznie.

Hola, hola, czy to jakaś nowa wersja „Ptaków” Hitchcocka, że takie drony odstraszą „masowo wroga”. Są drony obserwacyjne i operacyjne, te ostatnie są w stanie przenieść co najwyżej dwa ładunki bojowe. W nowoczesnym teatrze działań wojennych to ledwie pchły w stosunku do ciężkiej broni. Świerzbią i nic ponadto.

cwwrgs1wiauh9ki

Snów raczej nie będę miał spokojnych, bo coś mi się widzi, że z tymi dronami jest jak z Black Hawkami – miało być ich najpierw 21, a dzisiaj „ta informacja jest nieaktualna”, jak z bohaterstwem pod Smoleńskiem. 3 pasażerów się uratowało i dostało do niewoli egipskiej, tj. rosyjskiej, jak z mgłą, etc.

Czy aby „tysiące dronów” nie mają odstraszyć nieprzyjaciela, który masowo protestuje przeciw władzy PiS? Bo owe drony mają pozostawać w rękach Szwejków z Obrony Terytorialnej, a ich rzeczywista wartość bojowa na współczesnym teatrze działań bojowych przez fachowców jest oceniana na zerową. Otóż taki Szwejk z OT podczepi pod drona operacyjnego dwa pociski z gazem paraliżującym bądź pieprzowym, łzawiącym i trach na taki KOD i Czarny Protest, aby „odstraszyć w każdej sytuacji obronnej, w jakiej możemy się znaleźć”. Tym bardziej, że do Obrony Terytorialnej werbowani są wszelacy ONR-owcy, kibole, o których inny minister z rządu Szydło rzekł, iż KOD przygotowuje na nich prowokacje, na faszyzujących aniołków z ONR i podobnych bojówkarzy nacjonalistycznych organizacji. Tak u nas odwraca się znaczenia: obrońcy demokracji są zagrożeniem, tak jak zagrożeniem jest Komisja Wenecka, Komisja Europejska, a ostatnio nawet ONZ.

cwwjyucwgaake_b

Najlepsze z tymi dronami, które mają zastąpić śmigłowce bojowe jest to, iż niewiadomy jest termin realizacji ich zakupów, bo mają być polskie, jak to powiedział Macierewicz: „co najmniej rok potrzebny jest na próby i badania”. Więc już nie wiem, czy mam spać spokojnie. Wojsko Polskie jest przez Macierewicza rozbrajane, a dozbrajana na użytek wewnętrzny Obrona Terytorialna, która ma bronić władzy PiS. Przecież nikt poważnie nie potraktuje wartości militarnej OT – ma wartość ORMO, ZOMO. I to taki typ formacji ma dostać tysiące dronów – obserwacyjnych i taktycznych bojowych.

cwz9pzvxgaadoot

Cimoszewicz: Wygrał próżny narcyz. Jeśli nie zaufa doradcom, a intuicji wstrząsy czekają i NATO, i…

proxy

Jan Szyszko, minister środowiska w rządzie Beaty Szydło, zaprezentował nowe na skalę światową znaczenie ekologii: niszczyć, demolować, wycinać.

dlaczegoPiS

Szyszko, prawa ręka o. Rydzyka i wykładowca w jego szkole, na Uniwersytecie Jagiellońskim mówił:

„Mamy tę swoją polską szkolę ekologii i leśnictwa, która polega także na wycinaniu lasu.”

Jarosław Kaczyński ma miejsce w Księdze Guinnessa – największy kłamca, Szyszko w innej działce – ekologia na opak.

Szyszko ma swoich zielonych ludzików, którzy czekają na inwwazję Putina. Pisze o tym na portalu Koduj24.pl Waldemar Mystkowski:

zielone

Śledztwo w sprawie zielonych ludzików Szyszki przeprowadził portal OKO.press, który zajmuje się tego typu dziennikarstwem. Aby móc prowadzić wycinkę Puszczy Białowieskiej, prezes stowarzyszenia SANTA Walenty Wasiluk uważa: „Tu trzeba coś zrobić na zasadzie Krymu chyba”. Gdy dziennikarz dopytuje: „Zielone ludziki?”, otrzymuje odpowiedź: „No chyba tak” i prezes Santa uściśla: „Trzeba się zwrócić do Wschodu, aby te tereny ktoś tu zajął”. Pada dokładnie stwierdzenie: „Aneksja?”. A kto ma dokonać aneksji? „Ten, co na Krym wszedł, ten sam tutaj”. Dziennikarz nie wierzy i duka: „Żeby Rosjanie…”, prezes mu przerywa: „To jedyne możliwe dla uratowania Puszczy”. „Będzie pan się domagał aneksji przez Rosję Puszczy Białowieskiej?” I odpowiedź: „Nie, nie tylko Puszczy”.

Minister Szyszko ma więc swoje zielone ludziki, Macierewicz tylko czerwone. Gdzie Polska jest prowadzona? Jaka to polityka hybrydalna jest dziełem rządu Szydło? Jesteśmy skłóceni z Komisją Wenecką, z Komisją Europejską. A znaczący politycy i wielce wpływowe media zachodnie nazywają prezesa PiS – „klonem Putina”.

Inną zagadką PiS jest to, że nie starają się odzyskać smoleńskiego tupolewa.

piSoskarżał

Nikt publicznie nie wywiesza białej flagi. Ale w sprawie zwrotu wraku tupolewa zapadła cisza. Choć miała być międzynarodowa ofensywa.

‚Nic nie wiem’- mówi szef klubu PiS. ‚O ile wiem ta sprawa nie ruszyła’- przyznaje poseł Prawa i Sprawiedliwości Jacek Świat- wdowiec po jednej z ofiar katastrofy. Szef MSZ nie chciał odpowiedzieć na pytanie co z jego zapowiedzią sprzed ośmiu miesięcy, że Polska zaskarży Rosję.

PiS zderzyło się ze ścianą. Styczniowe rozmowy polskiej delegacji z przedstawicielami rosyjskich władz w Moskwie nie przyniosły skutku. Rosja pozostała nieugięta. Obecny rząd usłyszał to co koalicja PO-PSL – że wrak wróci, ale po zakończeniu śledztwa. Rządzący politycy przyznają, że sprawa jest bardzo trudna. Gdy Platforma broniła się , że apele i rozmowy nie przynoszą skutku politycy PiS oskarżali PO o kapitulację. I nieudolność.

‚Antoni Macierewicz ma wszystkie elementy, żeby spowodować odzyskanie wraku. Wystarczy desanty wojska pod jego kierownictwem’- kpi teraz wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,20434922,video.html?embed=0&autoplay=1

oświadczenie

Departament Stanu USA (amerykańskie ministerstwa spraw zagranicznych) wydało oświadczenie o pisowskiej nowej ustawie o Trybunale Konstytucyjnym: nadaje się do wyrzucenia do kosza.

Chociaż nowa ustawa realizuje niektóre zalecenia Komisji Weneckiej, to jednak utrudnia ona osiągnięcie kompromisu w sprawie dopuszczenia do orzekania sześciu wybranych sędziów – ogłosiła rzecznik departamentu stanu USA Elizabeth Trudeau.

ten

Za to wiemy, kiedy Beata Szydło przestanie być premierem. Pisze o tym Jarosław Kaczyński w autobiografii „Porozumienie przeciw monowładzy”:

Częste zmienianie premierów było przecież metodą Piłsudskiego;twierdził, że dobrym premierem można być tylko przez rok.”

Kiedy Szydło minie rok? W tym roku Szydło wg zamiarów prezesa przestanie smędzić, jako premier.

 

Kieoska Kempa ma „pomysła”, Jan Paweł II po śmierci został policjantem. Będzie pilnował pielgrzymów podczas Światowych Dni Młodzieży.

CoO_aQFWcAAaIBy

premierNaMszy

Beata Szydło pojechała na trzydniową wycieczkę do USA w nagrodę, że na rozkazy prezesa demoluje polskie prawo.

Z nikim się nie spotkała, odwiedziła giełdę na Wall Street, siadła na ławeczce z pomnikiem Jana Karskiego (pogadała se) i pojechała do Polonii w Doyleston (do tzw. „amerykańskiej Częstochowy).

Tam podzieliła się myślą głęboką, jak kałuża:

„Zaczyna się o Polsce mówić nieprzychylnie tylko dlatego, że wreszcie nasz kraj zaczął bronić własnych interesów. Będziemy ich konsekwentnie bronić”.

Czyli o Polsce jeszcze gorzej będzie się mówiło, bo konsekwetnie będą bronić interesów PiS. W ONZ możliwe, że spotkała się z premierem Burkina Faso (jeszcze nie został nim Kaczyński), gdyż też pchnięty został tak wysokiej rangi urzednik państwowy.

Wycieczkę do USA z ogromnym sztabem za pieniądze podatnika Szydło zapamięta dlatego, że w tej ichniej Częstochowie na mszy nie miała przy sobie portfela i musiała pożyczyć szmal od pani konsul.

Taka to prowincja, a Szydło to premier jakieś remizy. Spadamy na dno. Bul-bul-bul.

Cguvt9FWYAE1_sb

Więcej >>>

Projekt ustawy antyterrorystycznej zniknął ze stron internetowych, a jest ona napisana głównie przeciw KOD, aby uniemożliwić protestowanie i rozwalić społeczeństwo obywatelskie.

ryszardPetruDosadnie

Zapytany o zniknięcie ustawy Ryszard Petru przyznał, że „ciężko mu powiedzieć, co się dzieje w rządzie PiS, ale na pewno tam jest chaos”. – Widzę, że jest chaos, że nie ma pilota. Widzę, że Jarosław Kaczyński czasami coś szarpnie i poprzewraca wszystkie kartki, natomiast ewidentnie nie ma zarządzania – dodał.

– Z jednej strony ustawa antyterrorystyczna jest ważna, ale chodzi o to, żeby nie zabrała nam naszych podstawowych wolności – Petru tłumaczył podczas briefingu w Gdańsku. – Nie możemy dać takiej władzy PiS, która spowoduje, że ani demonstracje KOD ani spotkania, np. moje z wyborcami, są niemożliwe.

A Beata Szydło pojechała na 3-dniową wycieczkę do Nowego Jorku, gdzie z nikim się nie spotkała. Podpisała Porozumienia Paryskie dotyczące obniżenia emisji gazów cieplarnianych. Przedstawiciele innych krajów byli w randze ministra, bądź wiceministra.

pozaSzydło

Było 20 premierów, ale takich państw, jak Belize, Fidżi, Barbadosu, Andory, Burkina Faso czy Vanuatu i Malty oraz… Polski. Tak spadła nasza pozycja.

Ryszard Petru jest jednym z polityków, którzy przejmą władzę po PiS (oby jak najszybciej), która to partia niszczy Polskę. Trzeba kaczystów odsunąć od koryta.

Nowoczesna i Petru na konwencji w Gdański sformułowali program, z którym będą docierać do Polaków.

polskaJest

DEFINICJA DOBREJ ZMIANY: „Pół roku temu zwyciężyła dobra zmiana, niestety od tego czasu bardzo wiele złego się wydarzyło. Niestety dzisiaj zamiast szukać dobrych rozwiązań dla Polski musimy bronić naszego miejsca w UE, musimy bronić obywateli przed władzą. Musimy bronić bezpieczeństwa Polaków, nawet tak podstawowego jak bezpieczeństwa prawnego. Nie ma co się obrażać na rzeczywistość, ona taka jest. Trzeba przygotowywać”

— TRZEBA MYŚLEĆ O POZYTYWNEJ ENERGII POLAKÓW: „Trzeba myśleć o tym, jak zaabsorbować tą pozytywną energię Polaków. Ja proponuje abyśmy tę energię przesunęli na pozytywne myślenie o Polsce. Ważne jest to, aby już teraz myśleć o tym, jak Polska ma wyglądać po tym, jak dobra zmiana przeminie. To nie jest ważne, kto będzie następcą ministra Waszczykowskiego. Aż się boję, bo jest taka pani z Gdańska…. My ich nie wyleczymy z kompleksów, z tego że obsadzanie przez kumpli stanowisk nie jest sposobem na dobre zarządzeni. Nie jesteśmy w stanie im wytłumaczyć, że obrażanie Polaków to budowanie dobrej perspektywy”

— PETRU ZWRACA SIĘ DO WYBORCÓW PIS I DUDY: „Nie mówię tego do tych, którzy są przekonani, że dobra zmiana to wstyd. Mówię to do tych, którzy wciąż wierzą Jarosławowi Kaczyńskiemu. Którzy rok temu zaufali Andrzejowi Dudzie. Mówię to do tych, którzy myśleli, że przyjdzie jakieś reformatorskie ożywienie po latach marazmu. Do tych, którzy wierzyli, że Beata Szydło będzie samodzielnym premierem. Mówię do tych, którzy oglądają TVPiS. Mam nadzieję, że TVP PiS to przekazuje, chociaż z 5-sekundowym opóźnieniem. Można sobie porównać, ile pokazuje TVPiS, a ile inne stacje”

— POLSKA JEST INNA NIŻ TO CO MÓWI PIS: „Polska jest bardziej optymistyczna, niż to co mówią koleżanki i koledzy z PiS. Polacy są proeuropejscy i chcą być częścią Europy. Większość Polaków jest za Europą. Podkreślałem w Berlinie, że my chcemy być w Europie, jesteśmy pozytywni. I że większość Polaków jest za Europą. I aby nie odbierali tego przekazu z Polski jaki idzie z Polski jako ksenofobiczny i agresywny. To tylko ludzie, którzy popierają dobrą zmianę. Ale ich jest mniejszość. My musimy się skoordynować i zorganizować”

— PETRU O PATRIOTYZMIE: „Nie damy sobie zabrać hasła patriotyzm. Oni nam sugerują, że tylko oni mają prawo go używać. My mówimy o patriotyzmie pozytywnym, optymistycznym. Zobaczcie jakie mamy fantastyczne cechy – umiemy się zjednoczyć w trudnych sytuacjach. Mamy energię, jesteśmy bardzo przedsiębiorczy. My naprawdę koochamy Polskę, tylko bez agresji, pozytywnie. Naszą rolą jest to, aby przypominać że mamy marzenia. O tym, że jest ugrupowanie w Polsce, które chce dać nadzieję na lepsze jutro”.

— TOTALNA OPOZYCJA NIE WYSTARCZY: „Oczywiście musimy być stanowczy, nie możemy pozwolić na to, by dobra zmiana – skrót dz – nie wywróciła naszego kraju. Bycie stanowczym nie oznacza totalnej opozycji. Musimy też pokazywać Polakom dobre rozwiązania, anty-PiS nie zadziała. Ludzie muszą wiedzieć, że oprócz zatrzymania tych szaleńców mamy dobre rozwiązania”

— TRZEBA SIĘ KOORDYNOWAĆ I ORGANIZOWAĆ: „Musimy się organizować i koordynować nasze działania. Jestem przekonany, że kropla drąży skałę. Że ludzi dobrej woli jest więcej i że będzie dobrze”

Świetny pisarz Wojciech Kuczok w „Gazecie Pisarzy” podsumowuje PiS w znamiennie zatytułowanym artykule: „Dupa i uprzedzenie”. Zauważmy nie Duda, ale Dupa. W kraju nastał czas dupizmu.

dziadek

Gdziekolwiek spojrzeć, błogosławiona fuszerka – telewizja, która chce mieć swoje „Szkło kontaktowe”, już w jednym z pierwszych programów puszcza nagranego figuranta, z którym prowadzący się nie słyszą – ale co tam, lud już teraz połknie wszystko, co nasze; w myśl zasady dobre, bo polskie, wpierdoliłby ze smakiem nawet muchomora. Tu już działa lojalność plemienna, by nie rzec: kibolska – nie przestajesz kibicować swojej drużynie tylko dlatego, że nie umie grać w piłkę, co najwyżej rośnie twoja nienawiść do lidera ligowej tabeli. Hodowla resentymentu doprowadziła w końcu Polaków do aksjologicznej demolki – jedyna teraz obowiązująca wartość to naszość.

Nieszczęsny wizerunek Lecha Kaczyńskiego przytroczony do głazu naprędce i z narażeniem zdrowia (wszak Polak walczący, który go przytraczał, chwalił się, że podczas tej nocnej akcji złamał palec) przysporzy nam jeszcze niejednej awantury, bo przecie suweren gotów go bronić jak niegdyś krzyża na żwirowisku oświęcimskim. Cokolwiek się jednak w tej aferze jeszcze wydarzy, będzie to seria samobójczych bramek obecnej władzy. Albowiem nikt o zdrowych zmysłach nie może nie zauważyć, że to karykatura symbolizująca dyktaturę miernot. W państwie PiS nie liczą się kompetencje, lecz wierność partii, nie liczy się to, co realne; lud nie musi widzieć rzeczywistej ohydy, bo Prezes dokonuje w pocie czoła audiodeskrypcji – sam mówi, co widać. Lud zatem widzi rząd na swoje podobieństwo i cieszy się, że gorszy teraz znaczy lepszy, i odwrotnie, że świat się wykopyrtnął i stanął na głowie. Lud zęby szczerbate suszy i czeka tylko, aż mu pozwolą wieszać. Oj tak, powieszałby sobie, na solidnych konarach, nie na żadnych głazach przerzutowych, nie na dwóch śrubkach, ale na sznurach już dawno ukręconych. I nie tablice, ale targowice.