Posts Tagged ‘ustawa budżetowa’

WSZYSCY JESTEŚMY ZA.

c2ac8ehweaezfen

CZY ZA TO JAK WSPANIALE ŁĄCZY POLAKÓW I ANGAŻUJE W POMAGANIE INNYM, NALEŻY MU SIĘ NOBEL?

c2zxjymwqaag7iw

Lis: Albo będziemy obywatelami, albo poddanymi. Bez nas demokracja padnie

lis

„Za upadek demokracji odpowiedzialność ponoszą nie tylko ci, którzy ją niszczą. Także ci, którzy jej nie bronią” – pisze Tomasz Lis w nowym „Newsweeku”.

„Wszystko, co dzieje się w państwie, jest kwestią ‚wizji’ jednego człowieka. Kraj jest jego zakładnikiem. Los kraju zależy od jego kaprysów. Ludzie coraz częściej występują w roli poddanych” – pisze Tomasz Lis we wstępniaku do „Newsweeka”. Jego zdaniem „my, obywatele, nie mamy już alibi. Nie ma Sowietów ani komuchów, obcej armii ani ZOMO. Jesteśmy my. Albo będziemy obywatelami, albo poddanymi”.

Jak zaznacza publicysta, los republiki związany jest z istnieniem ludzi, którzy staną w jej obronie. Bo, jak dodaje, „za upadek demokracji odpowiedzialność ponoszą nie tylko ci, którzy ją niszczą. Także ci, którzy jej nie bronią”. Według Lisa najważniejsza jest świadomość, że „bez nas demokracja padnie”.

BRAK SŁÓW… PRZEZ JAKIEGOŚ IDIOTĘ ZOSTANIEMY BEZ ŻUBRÓW? KTO NA TO POZWOLIŁ????

c2agdesw8aqrudt

Triumf woli PiS-u. Jeśli zechce, opozycja stanie przed sądem. Co się zdarzy w najbliższych miesiącach? [ANALIZA]

Ewa Siedlecka („Wyborcza”) analizuje, co się zdarzy w najbliższym czasie. Kryzys parlamentarny zakończony. Opozycja pokazała, że potrafi się zbuntować, PiS – że i tak zrobi, co zechce. Czy ustawę budżetową osądzi Trybunał? Co z posłami, którzy protestowali w Sejmie?

ekspertyzy

Budżet podpisany. Prezydent nie chciał posłać go do Trybunału Konstytucyjnego. Chociaż – pomimo niewiarygodności wyroków obecnego Trybunału – taki ruch mógłby, przynajmniej formalnie, przeciąć spór.

Co się zdarzy w najbliższych miesiącach?

Czy ustawę budżetową osądzi Trybunał?

Nowoczesna zapowiada zaskarżenie trybu uchwalenia ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego.

Co można skarżyć?

– zwołanie posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej: bo fizycznie nie jest w stanie się tam zmieścić 460 posłów;

– niedopuszczanie opozycji do składania wniosków formalnych;

– blokowe głosowanie nad poprawkami wzajemnie się wykluczającymi i dotyczącymi różnych spraw.

Zaskarżenie braku kworum byłoby wątpliwe, bo jeśli nie ma pewnego sposobu sprawdzenia, czy było, rozstrzyga o tym marszałek Sejmu.

Gdyby prezydent przed podpisaniem posłał ustawę budżetową do Trybunału, TK miałby na osądzenie tego wniosku dwa miesiące (art. 66 ustawy o trybie działania TK). I musiałby ją osądzić w pełnym składzie, minimum 11 sędziów. Do osądzenia wniosku posłów nie ma żadnego terminu. A sądzi je skład pięcioosobowy.

Trybunał mógłby tą sprawą nie zająć się w ogóle. Jeśli będzie się wstrzymywał z osądzeniem wniosku Nowoczesnej, umrze on za trzy lata, razem z kadencją obecnego Sejmu.

Prezes TK Julia Przyłębska może też zablokować wydanie wyroku, dołączając do składu sądzącego dublerów sędziów. Wtedy „starzy” sędziowie mogą nie zechcieć z nimi orzekać, bo 3 i 9 grudnia 2015 r. sami orzekli, że dublerzy zostali wybrani na zajęte już prawomocnie miejsca. A więc ten wybór, jako obarczony wadą, nie wywołał skutku.

Do osądzenia trybu przyjęcia ustawy budżetowej prezes Przyłębska może też po prostu wyznaczyć skład, który da gwarancje wyroku o zgodności z konstytucją. Kilka dni temu pokazała, jak potrafi ustalać składy: do osądzenia wniosku prokuratora generalnego w sprawie wadliwego trybu wyboru trzech sędziów TK w 2010 roku wyznaczyła siebie, dublera sędziego Mariusza Muszyńskiego i Michała Warcińskiego – wszyscy nominowani przez PiS.

Czy ustawę budżetową osądzą sądy powszechne?

(ZEJŚCIE PONIŻEJ POZIOMU DNA… )

c2aiykixgaalkel

Sam budżet – pomijając konstytucyjną granicę deficytu: trzy piąte wartości rocznego produktu krajowego brutto – nie poddaje się kontroli konstytucyjnej, bo rząd i parlament mają swobodę w planowaniu wydatków. Chyba że np. na służbę zdrowia, oświatę czy sądownictwo zostałaby w budżecie zapisana kwota, za którą w sposób oczywisty nie będą w stanie działać. Władza publiczna ma konstytucyjny obowiązek zapewnić obywatelom ochronę zdrowia, oświatę i dostęp do sądu.

Słyszy się opinie, że ustawa budżetowa będzie kwestionowana przed sądami powszechnymi. A konkretnie – decyzje podejmowane na jej podstawie, bo nie ma pewności, czy została prawidłowo uchwalona. To bardzo mało prawdopodobne.

Bo kto i na co miałby się skarżyć? Gmina X, że dostała mniej niż gmina Y? Szpitale, że nie przewidziano pieniędzy na oddłużanie? Patrz wyżej: władza ma swobodę w decydowaniu, jak wydaje publiczne pieniądze.

Mowa była o tym, że obligacje, które rząd wypuści, by sfinansować zaplanowany w budżecie deficyt, mogą być kwestionowane, bo wydano je na podstawie nieważnego budżetu. Ale skarżone w jaki sposób i przez kogo?

Przecież jeśli ktoś kupi te obligacje, to będzie to decyzja świadoma i dobrowolna. Wiedza o tym, jak budżet został uchwalony, jest powszechna. Po drugie, jeśli ten czy inny rząd w przyszłości odmówiłby wykupu tych obligacji, twierdząc, że budżet, na podstawie którego je wydano, nie był prawidłowo uchwalony, to przed sąd trafi nie ustawa budżetowa, tylko kwestia niedotrzymania umowy. Legalność wydania obligacji będzie w tej sytuacji drugorzędna. Ważne, że państwo wzięło pieniądze za obligacje, a teraz nie chce ich oddać. I o to będzie sprawa.

Co z posłami okupującymi salę posiedzeń?

Na zlecenie marszałka Kuchcińskiego Biuro Analiz Sejmowych zamówiło siedem opinii. Dowodzą, że procedura uchwalenia ustawy budżetowej była zgodna z konstytucją, a marszałek nie złamał prawa. A także dają „podkładkę” do ścigania posłów okupujących sejmową salę za pomocą prawa karnego i regulaminu Sejmu.

Niewątpliwie okupowanie sali obrad podpada pod art. 23 regulaminu Sejmu: „W przypadku uniemożliwiania przez posła pracy Sejmu lub jego organów (…) Prezydium Sejmu może podjąć uchwałę o obniżeniu uposażenia lub diety parlamentarnej posła”. Można zabierać przez trzy miesiące połowę uposażenia lub diety poselskiej. Od tej kary przysługuje odwołanie do… Prezydium Sejmu. A w Prezydium rządzi PiS: ma marszałka, dwóch wicemarszałków i wicemarszałka z Kukiz’15. Po jednym marszałku mają też Nowoczesna i PO.

W opiniach sporządzonych na polecenie marszałka Kuchcińskiego autorzy (prof. Romuald Kmiecik, kryminolog z UMCS w Lublinie, prof. Grzegorz Górski z Kolegium Jagiellońskiego i pracownicy Biura Analiz Sejmowych dr Piotr Chybalski i dr hab. Jarosław Wyrembak) dowodzą, że okupujący posłowie swoim czynem złamali sześć przepisów kodeksu karnego: art. 128 par. 3 kk (wpływanie przemocą na czynności konstytucyjnego organu), art. 231 par. 1 kk (przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego), art. 191 par. 1 kk (przemoc wobec marszałka Sejmu w celu zmuszenia do określonego zachowania), art. 226 par. 1 kk (znieważanie funkcjonariusza na służbie), art. 226 par. 3 kk (publiczne znieważenie konstytucyjnego organu RP – Sejmu) i art. 128 par. 1 kk (przygotowanie do obalenia siłą konstytucyjnego organu).

Ich ekspertyzy to gotowe doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Na razie wisi jak miecz Damoklesa nad głowami posłów. Jeśli dostanie je prokuratura Zbigniewa Ziobry – postawi posłom zarzuty. A jeśli akt oskarżenia dostanie sędzia, któremu najbardziej zależy na karierze, albo świętym spokoju, posłowie mogą się spodziewać wyroku za przestępstwo umyślne, który pozbawi ich do końca życia możliwości kandydowania do parlamentu (specjalnie w tym celu – wtedy chodziło o Andrzeja Leppera – zmieniono kilka lat temu konstytucję). W ten sposób PiS pozbyłby się z Sejmu większości obecnych posłów opozycji.

Oczywiście wcześniej posłom trzeba uchylić immunitet. PiS spokojnie ma większość, by to zrobić. Problemem może być to, że posłowie okupowali salę w ramach sprawowania mandatu. A to, co się robi w ramach sprawowania mandatu, objęte jest tzw. immunitetem materialnym, którego nie można uchylić.

Ale eksperci, na zlecenie marszałka Kuchcińskiego, już przygotowali prawne uzasadnienie, że okupacja sali plenarnej nie była działaniem w ramach immunitetu materialnego, bo… łamanie prawa nie jest działaniem w ramach mandatu. Gdyby rzeczywiście tak było, to kiedy właściwie posła chroni immunitet materialny?

Swego czasu dyskutowano, czy Andrzej Lepper, który w swoim okręgu poselskim bronił kupców przed komornikiem (uniemożliwianie wykonywania obowiązków), działał w ramach poselskiego mandatu. I czy wobec tego chroni go immunitet materialny. Ostatecznie nie pociągnięto go do odpowiedzialności. Posłowie Nowoczesnej i PO protestowali w Sejmie przeciwko łamaniu regulaminu przez marszałka Sejmu: ograniczaniu gwarantowanych regulaminem praw mediów, bezsensownego wykluczenia z obrad posła Szczerby, a potem przeciwko uchwaleniu kilku ustaw w Sali Kolumnowej z naruszeniem regulaminu.

W prawie karnym znana jest instytucja obrony koniecznej. W jej trakcie można naruszyć jedno dobro dla ratowania innego. Jeśli dojdzie do procesów posłów opozycji, argument immunitetu materialnego i obrony koniecznej zapewne padnie.

WYCINANIE KONFETTI I ZRZUCANIE NAD GŁOWĄ MINISTRA SĄ OBOWIĄZKIEM POLICJI. CZY MALOWANIE CHODNIKÓW I TRAWY RÓWNIEŻ? BAREJA BYŁBY DUMNY!!!

c2al1lrwia4-sbt

NIE MOGLIŚMY SIĘ POWSTRZYMAĆ :))))

c2cl19exgaadxwp

Waldemar Mystkowski pisze o przeglądzie przyszłości przez Szydło.

dwa-tygodnie

Przez 14 dni Beata Szydło będzie zajmować się public relations, bo do tego sprowadza się raportowanie ministrów jej rządu, co zrobią dla suwerena. Hasło tego zajęcia: „Rok nowych zadań”. Szydło nie rządzi, tak jak Andrzej Duda nie jest prezydentem. Sprowadzili najważniejsze urzędy w państwie do ról drugorzędnych – surogatów, namiastek, a nawet miazmatów.

Na konferencjach prasowych Szydło nie używa retoryki, ale logorei. Gdy na jakikolwiek temat odpowiada, nie jest to język, którym przekonuje do siebie, do zadań, jakie nakłada na nią rola administrującej, ale słowotok, który równie dobrze dotyczy czegokolwiek innego. Do tej pory na tym stanowisku mieliśmy zarządzających krajem lepiej lub gorzej predysponowanych, lecz postronnym nie przychodziło do głowy, iż nie mają pojęcia o rządzeniu.

Z Szydło zachodzi ten przypadek, że ona tak naprawdę nie wie, czym ma się zająć. Jeżeli w przestrzeni publicznej zaistnieje jakiś kłopot polityczny, jej zwykle nie ma, wypowiadają się inni, a najczęściej poseł Kaczyński, który z kontrowersji czyni konflikt i obarcza winą innych. Populistyczne hasła zastąpiły wizję i przyszłość, tak zarządzane państwo obija się od jednej bandy do drugiej, degradując nasze znaczenie w Unii Europejskiej, a w kraju zużywając to, co wypracowali poprzednicy.

Jak długo można tak rządzić, a dokładniej: będąc u władzy i korzystając z zasobów, aby zaspokoić rozbudzone ambicje własne i partyjne? Polska jest na dorobku, tkanka względnego dobrobytu niezbyt imponująca, symptomy wyczerpania i zaniku szybko okażą się, że już nie istnieją, kapitał społeczny nigdy w kraju nie był nadmierny, zwykle występowało manko zaufania. To się zacznie wkrótce przekładać na spadek sondażowych słupków poparcia i nerwowego reagowania na krytykę.

Na pierwszy ogień przeglądu „nowych zadań” idą dwa resorty siłowe: ministerstwo obrony i spraw wewnętrznych. A więc odpowiadający za nie politycy wielce charakterystyczni dla PiS – Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak. „Osiągnięciami” tego pierwszego do tej pory jest ambitne zaprzestanie dozbrajania armii nowoczesnym sprzętem, pozbywanie się kadry generalskiej i zastępowanie jej posłusznymi oficerami z awansu. Macierewicz przede wszystkim tworzy równoległą armię – Wojska Obrony Terytorialnej – która nie wzbogaca naszej obronności, ale jest imitacją, która odpowiednio indoktrynowana może posłużyć do zastraszenia przeciwnika wewnętrznego, politycznego. Macierewicz tworzy pospolite ruszenie nacjonalistów i podobnych kiboli. Mogą być użyci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Drugi minister, który staje do raportu przed Szydło to Błaszczak. Ten dał się poznać jako kamerdyner prezesa Kaczyńskiego i autor złotych myśli własnych o multi-kulti, a także straszenia opozycji parlamentarnej więzieniem do lat 10.

Takie wyczerpujące dwa tygodnie czekają premier Szydło. Lecz to może być bardziej wyczerpujące dla mediów i opinii publicznej, bo przez dwa tygodnie Szydło będzie opowiadała o tym, jaką świetlaną przyszłość szykują poszczególni ministrowie. Opozycja mogłaby sobie darować analizowanie wypowiedzi premier, za wiele treści nie będzie występowało. Lepiej na ten przykład wynająć kilku filologów, którzy przeanalizowaliby sztance językowe charakterystyczne dla logorei Szydło. To byłby pożytek dla nauki i świadomości języka polskiego. Szydło to ciężki przypadek niekompetencji.

A TYMCZASEM NA KONFERENCJI PRASOWEJ…

c2ce0vwwiaa5_xc

DO DZIŚ BYLIŚMY PRZEKONANI, ŻE ŚREDNIOWIECZE JUŻ MINĘŁO…

c2cgynhweaama-4

O tym samym temacie, acz z innego punktu widzenia, pisze Kleofas Wieniawa.

szydlo-planuje

Konferencja prasowa Beaty Szydło to jedna wielka pustka. Taki przeciąg pustki (chłodu) dało się odczuć, iż stosując dawne zalecenia Edwarda Stachury na chłodzenie wódki w mokrym ręczniku, od szybko uzyskałoby się odpowiedni stan tego trunku do spożycia (butelkę ciepłej wódki postawić w mokrym ręczniku w przeciągu).

Takie są zalety premier używającej logorei, a nie retoryki. Człowiekowi wrażliwemu o inteligencji niewiele większej od niej, a nie jest Szydło osobą z superatą ilorazu inteligencji, nic innego nie pozostaje, niż wziąć się i upić.

Szydło nic nie może, jest zbędna, jej gabinet polityczny wpadł na genialny pomysł dwóch tygodni public relations, bo na 14 dni zaplanowano przegląd ministerstw. Na pierwszy ogień idą Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak.

Ten pierwszy wydala z wojska kadry generalskie i stawia na amatorszczyznę WOT oraz swego Misia od leków, Misiewicza, ten drugi o czym by nie powiedział, jak choćby o multi-kulti, to wszem i wobec wiadomo, iż nie wie, o czym mówi.

Gdybyśmy mieli dziennikarzy, to Szydło zniszczona zostałaby na pierwszej lepszej konferencji prasowej sztychami dwóch-trzech pytań, ale jak mówi mój przyjaciel z wpływowych mediów, połowę owych „dziennikarzy” bywających na konferencjach prasowych nie przyjął do roboty, odesłał ich na dalsze nauki.

Tak więc nie będzie się czym emocjonować, bo Szydło, jak i jej koledzy są impregnowani na argumenty. Na szczęście Polska jest w miarę dobrze naoliwioną machiną przez poprzednie rządy i tak szybko nie uda się jej zepsuć, acz – nie powiem – starają się Szydło i jej ministrowie.

zarzad-kod

Bardzo przykra wiadomość z KOD. Zarząd stowarzyszenia wezwał Mateusza Kijowskiego do zlożenia dymisji. Buksuje nam życie publiczne, demokracji coraz mniej, a coraz więcej zamordyzmu.

WYOBRAŻACIE SOBIE, ŻE MOŻECIE ZACZĄĆ MIESZKAĆ PRZY TAKIEJ ULICY?

c2cx8yqwqaazwei

TAK DZIŚ ZACYTOWAŁA PREZYDENTA RZECZPOSPOLITA. I CO WY NA TO? 

c2ctrzrwiaahfpn

>>>

POMIMO PROTESTÓW NAUCZYCIELI I RODZICÓW, BEZ ROZMÓW, NA ROZKAZ SWOJEGO PREZESA… POZOSTAJE NAM JESZCZE REFERENDUM

c1vr9uoxcaaltx0

Duda podpisał ustawę deformującą oświatę. Konflikt o reformę oświaty to jedyna dziś sprawa w polskiej polityce, która ma potencjał, by „zdołować” notowania PiS. Pisze Michał Wybieralski („Wyborcza”).

to

Decyzję prezydenta Andrzeja Dudy o podpisaniu ustaw oświatowych, które zlikwidują gimnazja i gruntownie zmienią polską szkołę, można rozpatrywać w dwóch kategoriach – jako akt wiary w reformę PiS lub jako akt podległości wobec tej partii. Wszystkie okoliczności wskazują na to drugie.

Duda przez 21 dni (maksymalny termin) decyzji nie podejmował. Jego otoczenie dawało do zrozumienia, że prowadził szerokie konsultacje, więc zapewne ma wątpliwości. Wcześniej prezydent się nie wahał, aprobował pomysły PiS jak sprawny notariusz (oprócz ustawy o zgromadzeniach, którą odesłał do Trybunału Konstytucyjnego).

c1vojqswiaqe-93

Duda decyzję poprzedził długą inwokacją. Zasygnalizował konflikty, które niesie reforma: z nauczycielami, których czekają masowe zwolnienia (nawet 37 tys. osób), z samorządowcami (wszystkie organizacje samorządowe są przeciw tej reformie) i z rodzicami (awantury, które wywoła wytyczanie nowej siatki szkół).

Widać więc, że Duda w tę reformę nie wierzy. Wie, że jest źle przygotowana, za szybko wprowadzana, zrodzi chaos. Wie to pewnie lepiej niż większość polityków PiS, bo – jak sam mówi – jest mężem nauczycielki. Za wetem przemawiało wiele merytorycznych argumentów.

Jednak ostatecznie prezydent dbałość o dobro wspólne odrzucił – podpisał akt podległości wobec własnej partii.

c1v4uyqxgaewdzx

Możliwe, że podpisał dziś coś więcej – wyrok na tę partię. Poparcie społeczne dla likwidacji gimnazjów – jak wynika z sondaży – spadło w ciągu roku z mniej więcej 70 do 45 proc. Następstwem prezydenckiego podpisu będzie strajk powszechny członków Związku Nauczycielstwa Polskiego – 200 tys. z 600 tys. nauczycieli. Reforma dotknie – poprzez zmiany lektur, podręczników, nauczycieli – wszystkich 5 mln uczniów. Chaos, który spowoduje, będzie przedmiotem rozmów kilkudziesięciu milionów Polaków: rodziców, dziadków, wujków…

c1vmj7yw8aavfmw

Na forsowanie tej reformy ZNP, stowarzyszenia rodzicielskie i niemal wszystkie partie opozycyjne odpowiedzą żądaniem referendum. Koalicja przeciwników dewastowania edukacji zbierze bez problemu 0,5 mln podpisów pod takim wnioskiem. Odrzucenie go w Sejmie byłoby poważnym ciosem w PiS, który wszak na każdym kroku przekonuje, że wykonuje wolę „suwerena”.

A zgoda na referendum może jeszcze bardziej tej partii zagrozić – jeśli przemieni się ono w plebiscyt „za” lub „przeciwko” władzy. PiS nie może być pewien wygranej. Dynamika procesów politycznych w takich przypadkach jest duża, kampania referendalna skupi uwagę mediów, a opozycji pozwoli przypomnieć cały pakiet zarzutów wobec tej władzy.

Konflikt o reformę oświaty to jedyna dziś sprawa w polskiej polityce mająca potencjał, by „zdołować” notowania PiS, który po ponad roku rządów utrzymuje poparcie na poziomie wyniku wyborczego.

Akty podległości często źle się kończą.

c1vfgpwxuaactdz

TO STRATEGICZNY CEL KACZYŃSKIEGO. PAMIĘTAJMY O TYM 

c1u9rxdw8ait9nj

Waldemar Mystkowski pisze o braklu porozumienia w sprawie kryzysu w Sejmie.

z-kaczynskim

Platforma Obywatelska pierwszą rundę walki, w nowym roku, o praworządność na terenie Sejmu może zaliczyć do udanych, nie przegrała. Co najmniej osiągnęła remis w tej walce. Grzegorz Schetyna zaryzykował, acz nie miał innego wyjścia, nie zjawił się na spotkaniu u marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

Schetyna nie miał wsparcia Ryszarda Petru, który ma dziwny tik, zobaczy Jarosława Kaczyńskiego, dostaje pomroczności niejasnej umysłu, słynnego już „światełka w tunelu”. Ta pomroczność zamienia się następnie w mroki, prezes PiS hipnotyzuje lidera Nowoczesnej.

Schetyna jest zawodnikiem lepszym, a przynajmniej takim się wydaje w tym roku. Spotkanie zorganizował marszałek Senatu, ale to nie on został nazwany przez Michała Szczerbę „panem marszałkiem kochanym”. Karczewski ma jednak pomroczność wpisaną w intelekt i moralność, bo nie dostałby legitymacji PiS, Jarosław Kaczyński nie uczyniłby go swoim podwładnym.

Prezes każe, Karczewski musi zorganizować rozmowy z opozycją zamiast Kuchcińskiego. Na rozmowy w sprawie rozwiązania kryzysu wokół ustawy budżetowej przybył do siebie sam marszałek Senatu Karczewski i dwaj – nie wiedzieć z jakich powodów – inni politycy partii rządzącej Zbigniew Ziobro i nikomu nie znany polityk Marek Zagórski.

Najważniejszy rzecz jasna był prezes Kaczyński, bo on jest stroną sporu, on jest sprawcą kryzysu. Kaczyński zawinił, Kuchcińskiego już powiesili. Właśnie wchodzi na szafot (polityczny, rzecz jasna) Karczewski, zostanie „powieszony”, gdy następne rundy będzie wygrywał Schetyna (oby pozbył się pomroczności i dołączył do niego Petru).

Powrócę do zawodników strony przeciwnej, na chwilę skupmy uwagę na dwóch sygnalizowanych już „zawodnikach”. Na Ziobrze i tym Zagórskim. Dlaczego pojawił się minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie? Wszak jego partia Solidarna Polska nie dostała się do Parlamentu ze swoich list wyborczych, nie stworzyła żadnej koalicji z PiS, politycy SP dostali się do Sejmu z list PiS. Ziobro nie ma sejmowych praw jako lider swojej partii. Zjednoczył się z Kaczyńskim, jest na to papier, ale nie utworzył koalicji wyborczej.

Solidarna Polska nie tworzy żadnego klubu parlamentarnego, a nikogo nie obchodzi subklub w klubie PiS. Zjawiając się więc na tym spotkaniu Ziobro naruszył obyczaje polityczne i złamał wykładnię regulaminu Sejmu.

Solidarna Polska nie ma nawet praw do pieniędzy budżetowych, bo nie jest zarejestrowana jako osobny podmiot polityczny, a więc nie ma faktycznych praw politycznych do reprezentowania strony w sporze sejmowym. Chyba że Ziobro przyszedł na spotkanie jako straszak Kaczyńskiego? I tak należy traktować tego magistra prawa, który straszy opozycję paragrafami.

Ale co na spotkaniu robił Zagórski? Czym straszył? Zagórski pochodzi z Polski Razem, szefem jego jest Jarosław Gowin, którego partyjka też nie podpisała żadnego glejtu koalicyjnego, też nie ma praw do pieniędzy budżetowych, nie ma praw podmiotowych w Sejmie. Czy Zagórski straszył Gowinem? Dla mnie pytanie jest z gruntu kabaretowych: kto się boi Gowina?

Takie towarzystwo z jednej strony zjawiło się na spotkaniu, aby zażegnać kryzys sejmowy. A druga strona też ciekawa. Paweł Kukiz jako opozycyjne kukułcze jajo. To że ten „polityk” sam siebie zalicza do opozycji, kwalifikuje go do zbuków. Bez większego nosa można stwierdzić, iż od Kukiza zalatuje pisizmem. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz już się nie liczy, miota się, elektorat PSL został wchłonięty przez PiS. Zaś o Petru już pisałem, siedział na spotkaniu naprzeciwko źródła swojej pomroczności, imitującego światełko w tunelu, prezesa Kaczyńskiego, zahipnotyzował się i już.

Spotkanie nie przyniosło żadnego rozstrzygnięcia w sprawie kryzysu parlamentarnego. Wszystko wskazuje, że nie mogło i nie przyniesie żadnych kompromisów. Kaczyński ma plan, a ten nie zakłada żadnego kompromisu, ustępstwa. Opozycja co najwyżej może przyklepać bezprawie.

Bezprawiem jest tryb przyjęcia ustawy budżetowej, bezprawiem brak kworum, bo nie ma dowodów, że było ono, poszlaki wskazują, że nie było. Zatem bezprawiem jest dalsze procedowanie ustawy budżetowej w Senacie. A więc Karczewski nie powinien organizować spotkania, tym samym na nim być.

Schetyna wybrał najbardziej oczywistą postawę, nie przybył na spotkanie, którego celem było przymuszenie opozycji do zalegalizowania bezprawia. Schetyna wygrywa pierwszą rundę, przynajmniej nie przegrał, a Petru – który nie chce grać w opozycji – pokazał się jako przegrany, jako ten, któremu ciecze jucha. Czekamy na drugą rundę, boję się o Petru, bo nie jestem pewien, czy oprzytomniał. Z Kaczyńskim można wygrać, potrzeba być wspólnotą w opozycji, nie dać się hipnotyzować.

PiS ZNÓW PRÓBUJE ROZGRYWAĆ I DZIELIĆ OPOZYCJĘ. CZEMU KAŻDY ODDZIELNIE NABIERA SIĘ NA KOLEJNĄ GIERKĘ PREZESA?

c1vg3zaxgaa_8li

Jeśli ktoś nazwał Kuchcińskiego marionetką, to wygląda na to, że miał rację.

c1v0vsuxgaeqvgz

NIE DAJCIE SIĘ WCIĄGNĄĆ DO LEGITYMIZOWANIA BEZPRAWIA PiS. Kaczyński będzie próbował skłócić i podzielić opozycję. Panowie, to brudna gra.

c1xjngnwiaixntx

Magdalena Środa pisze o śmierci wybitnego socjologa Zygmunta Baumana.

umarl

Żyd, komunista, kosmopolita, wygnaniec, antyglobalista, bezwzględny krytyk współczesności, wiecznie zainteresowany światem filozof (lub „socjolog refleksyjny”). Odszedł ze świata płynnej nowoczesności „w krainę płynnej wieczności” (jak napisała towarzyszka ostatnich lat jego życia). Był ostatnim z tragicznego, a jednocześnie bardzo twórczego pokolenia ludzi, na których najnowsza historia Polski pozostawiła swoje nieusuwalne piętno (Kołakowski, Baczko). Nigdy nie wyparł się swojej biografii, choć ją potężnie przepracował, wyplątując się z okowów ideologii, w które wpadł w młodości. „Można powiedzieć, że od wczesnego dzieciństwa byłem niejako przestawiany na coraz to inne tory, przy czym każdy z tych torów dokądś zmierzał, lecz każdy biegł w innym kierunku” – powiedział po latach.

O jego życiu nie ma jednak co pisać, bo był człowiekiem publicznym, nie prywatnym. Nie ma co też pisać o jego światopoglądzie czy systemie myśli. Na pewno pozostał wierny swoim lewicowym korzeniom, ale jego myśl różnorodna była jak tęcza; nie budował systemów, nie wzmacniał własnych teorii, pisał eseje, interpretował świat, nadawał sens temu, co zatopione było w chaosie. Nigdy nie był „zimnym” socjologiem. Był intelektualistą zaangażowanym w życie publiczne. Uważnym i odpowiedzialnym za słowo, choć niekiedy słowo to wylatywało daleko poza przyjęte pole semantyczne. Oceniał, potępiał, zachęcał. Wierzył w wolność, wierzył, za Gramscim, że ludzie mogą zmienić świat, wykorzystując ambiwalencję i niepewność życia społecznego. Kultura była – według niego – „nożem przyłożonym do przyszłości”. Był moralistą, w dobrym znaczeniu tego słowa: nie pouczał, nie dawał konkretnych zaleceń, ale uważał, że moralność, a przede wszystkim stosunek do Innych, jest fundamentem naszego człowieczeństwa. Zawsze można wybrać moralność, zawsze można być człowiekiem, nawet w warunkach systemowo odczłowieczających.

Był człowiekiem z poprzedniej epoki, a jednocześnie bardzo nowoczesnym, erudytą, mędrcem, człowiekiem skromnym, ale też intelektualistą zaskakującym i świeżym jak źródło bijące ze skał. Do końca.

TRWA FAJNA AKCJA, DOŁACZAJCIE 🙂 ZRÓBCIE ZDJĘCIE Z HASZTAGIEM I wrzućcie do sieci.

c1vtndvwiaa5nuq