Posts Tagged ‘ustawa o zgromadzeniach’

TO BĘDZIE KOLEJNY WIELKI SUKCES RZĄDU PiS. I ZŁOTY MEDAL ZA ZASŁUGI DLA MACIEREWICZA

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o zdewastowanym Wojsku Polskim przez Macierewicza. Z jednej strony odchodzący gen. Gut, który budował w armii nową jakość, z drugiej – nowy szef GROM, dowódca z odzysku. To zderzenie jest druzgocącą metaforą obecnej destrukcji armii.

Generał Jerzy Gut – jeden z najlepszych dowódców wojsk specjalnych, wyszkolony w USA, wielokrotnie odznaczany za udział w akcjach w Iraku i Afganistanie – podaje się do dymisji. Nie, to nie jest „złóg postkomunistyczny” – jak zwykli mawiać wielbiciele „dobrej zmiany”. Nikt nie zna jego poglądów politycznych, bo tam, gdzie do tej pory się sprawdzał – czyli pod ogniem – poglądy polityczne są sprawą drugorzędną.

Skala odejść dowódców w polskim wojsku jest szokująca. Równocześnie jednak dowództwo eksportowej polskiej jednostki specjalnej GROM obejmuje oficer skonfliktowany z podwładnymi, zaprawiony w bojach z własnymi przełożonymi – i zdeklarowany zwolennik PiS. Oficer, który kilka lat był poza służbą i stał się komandosem wagi ciężkiej – jak mówią złośliwcy, przezywając go „Ponton”. Kilka lat temu podkomendni wygnali go z jednostki i odebrali mu honorową odznakę. To typ dowódcy, do którego „specjalsi” mówią ironicznie: „uważaj na plecy”.

Zderzenie to – z jednej strony gen. Gut, który budował nową jakość, z drugiej dowódca z odzysku – jest druzgocącą metaforą obecnej destrukcji armii. Wbrew propagandzie PiS z sił zbrojnych odchodzą najlepsi – którzy mają wiedzę, doświadczenie i honor. Zastępują ich często zwolennicy tej partii widzący szansę awansu i rewanżu. Równocześnie szef MON Antoni Macierewicz gwałtownie obniża kryteria kompetencji na najwyższych stanowiskach.

Przez kilka lat mieliśmy prawo być dumni z sił zbrojnych. Jeszcze nie było bardzo dobrze, ale wiadomo było, że zmiany idą w dobrym kierunku. Podstawę stanowiło nowe pokolenie oficerów. Poziom kadry dowódczej chwalili Amerykanie i sojusznicy z NATO. Bo o sile armii decyduje nie tylko uzbrojenie, ale także kadra oficerska, która nadaje armii ducha i do której żołnierze mają zaufanie.

Ostatnie kilka miesięcy działań Macierewicza to drastyczne obniżenie siły polskiej armii. Gdy się posłucha tego, co minister mówi, można dojść do wniosku, że marzy o wielkiej wojnie. Gdy się patrzy na to, co robi z armią – że robi wszystko, by była to wojna przegrana.

WOJSKO OTWARCIE KRYTYKUJE MACIEREWICZA. I TO TAK MOCNO, JAK NIGDY DO TEJ PORY. CZY ŻOŁNIERZE MAJĄ RACJĘ?

Jarosław Makowski w „Newsweeku” pisze, jak Kaczyński „zmądrzał”.

Jarosław Kaczyński, gdy próbował przekonać Polaków do swej polityki, przegrywał. Wtedy zrozumiał, że aby zdobyć władzę musi Polaków oszukać.

W anglosaskiej procedurze parlamentarnej istnieje manewr zwany „gut and replace”, który potocznie określa się mianem „Procedury Frankensteina”. Polega on mniej więcej na tym, że jeśli chce się zupełnie zniweczyć projekt ustawy, zamiast głosować przeciw głosuje się „za”. Dalej ustawa wędruje do komisji, w której mamy większość. Tam projekt ustawy otrzymuje zupełnie odwrotną treść do tej, którą zgłoszono. Jedyne co się ostaje, to na urągowisko, oryginalny tytuł ustawy. Jarosław Kaczyński, naszym zdaniem, dokonuje na III RP takiego właśnie zabiegu.

W jaki sposób?

Kaczyński już nie jeden raz próbował przekonać Polaków do swojej wizji Polski: najpierw popierając projekt konstytucji zgłoszony przez AWS, a potem starając się wcielić w życie swoją ideę IV Rzeczpospolitej. Jednak Polacy obie koncepcje odrzucili. Próbował też kandydować na urząd Prezydenta RP. Ale nawet w atmosferze żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej większość Polaków powiedziała jego pomysłom: „nie”. Wtedy zrozumiał, że zamiast przekonać Polaków do swoich pomysłów, łatwiej i prościej będzie ich oszukać. I dlatego w ostatnich kampaniach prezydenckiej i parlamentarnej zniknął zupełnie z pola politycznej bitwy, podobnie jak jego wierny giermek a la Sanczo Pansa, Antoni Macierewicz. Zamiast Kaczyńskiego w głównej roli oglądaliśmy Andrzeja Dudę, który obiecywał, że nie będzie prezydentem-notariuszem PiS oraz Beatę Szydło, która się zaklinała, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin. Polacy w to uwierzyli. Tymczasem wszyscy bohaterowie „dobrej zmiany” kłamali niczym sowiecka „Prawda”.

Gdy tylko okazało się, że marionetki w osobach Dudy i Szydło dały Kaczyńskiemu zwycięstwo, prezes ostro zabrał się do realizacji „Procedury Frankensteina” na demokratycznym państwie prawa. Niektóre instytucje niszczy wprost: Trybunał Konstytucyjny i publiczne media, które dziś – w dobie post-prawdy – produkują głównie tzw. fake news, czyli „fałszywą prawdę”. Słychać już o planach „reform” Krajowej Rady Sądownictwa oraz ordynacji wyborczych do Sejmu i samorządu. Zapewne w najbliższych miesiącach podobny los czeka Sąd Najwyższy oraz RPO. Wszystkie instytucje, które stojące na straży praworządności przechodzą procedurę określoną, w czysto gomułkowskiej retoryce przez prezydenta Dudę, „pogłębianiem demokracji”.
Ale „gut and replace” ma też drugie dno. Kaczyński niszczy również urzędy i stanowiska, które zaczyna kontrolować. Stanowiska będące do wczoraj symbolem stabilności państwa. Za pomocą podległych sobie politycznych marionetek kompromituje urząd premiera, marszałka sejmu i senatu oraz prezydenta. Nikt nie ma już wątpliwości, kto sprawuje realną władzę w Polsce, a kto jest paprotką, broszką czy notariuszem. Trudno bowiem mieć szacunek nie tylko do piastuna, ale i samego urzędu, gdy na jego widok nie wstaje sam Kaczyński, albo gdy premier i marszałek sejmu siedzą jak trusie, a o puczu kanapkowym peroruje „zwyczajny” poseł. Podobne zachowanie widać w podejściu do Unii Europejskiej: niby „premier” i „prezydent” są za, ale… Krótko: Kaczyński nie szanuje nikogo, kto nie szanuje samego siebie. I takich ludzi nie waha się publicznie upokarzać.

Niszczycielska władza Kaczyńskiego sięga dziś od Wawelu, gdzie udało mu się pochować brata, śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, korzystając z próżności kardynała Stanisława Dziwisza, po groby niewinnych ofiar, które każe ekshumować, aby dalej zbijać polityczny kapitał na bredniach o „zamachu” smoleńskim. Seria ekshumacji wykluczyła wybuch i ustaliła, że przyczyną śmierci były obrażenia typowe dla wypadków lotniczych. Jednak w ten sposób Kaczyński pokazał, że może kontrolować nie tylko żywych, ale i umarłych.

(Samoloty w Brzeszczach, limuzyny, przystanki PKP i PKS – Cenna jest ta premier. A PAS STARTOWY POCIĄGNIE SIĘ AŻ POD SAM KURNIK NA PODWÓRKU)

Musimy spojrzeć prawdzie w oczy: Jarosław Kaczyński zniszczył 30-letni dorobek demokratycznych przemian. Konstytucja z 1997 roku jest już tylko Frankensteinem. O jej treści decyduje prezes i jego polityczna wizja. Prezes PiS przeorał Polskę na miarę potopu szwedzkiego. Piszemy o tym, gdyż musimy to sobie uświadomić, zamiast naiwnie się pocieszać, a opozycja przyswoić. Nie ma powrotu do sytuacji sprzed 2015 roku. Nawet gdyby udało się odsunąć od władzy PiS to „owoce” pracy prezesa, od notariusza w Pałacu Prezydenckim po marionetki w Trybunale Konstytucyjnym, będą się kładły długim cieniem na naszym społecznym i politycznym życiu na wiele lat. Odsunięcie od władzy PiS będzie musiało się wiązać ze „żmudną zmianą” i przyjęciem nowej Konstytucji. Z obecnych perypetii trzeba będzie wyciągnąć lekcję i – przykładowo – zlikwidować powszechne wybory prezydenckie i zastąpić je wyborem większością konstytucyjną przez obie izby parlamentu, a także wprowadzić przepis, że w przypadku braku decyzji prezydenta w ciągu 14 dni ustawa będzie uznawana za podpisaną, osoba za mianowaną i zaprzysiężoną etc. Trzeba będzie na nowo napisać ustawę o Trybunale Konstytucyjnym i usunąć osoby, które dały się użyć do zniszczenia tej instytucji.
A co najważniejsze: będzie trzeba wreszcie oddzielić Kościół Rzymskokatolicki od państwa i to na wzór francuski tzn. wyraźnie zapisać w Konstytucji świeckość państwa. Ekscesy Kaczyńskiego nie byłyby możliwe bez wiernopoddańczego poparcia Episkopatu, który żyruje wszystkie posunięcia tzw. „dobrej zmiany”. Wielu ludzi to poparcie dziwi – pamiętając zasługi Kościoła w czasie PRL. Kościół w Polsce nigdy jednak nie był zwolennikiem demokracji – był tylko antykomunistyczny. Gdy PRL upadł, Kościół natychmiast próbował zająć miejsce przewodniej siły narodu i za pomocą podległych i cynicznych polityków oraz bardzo prokościelnego, niestety trzeba to powiedzieć, Trybunału Konstytucyjnego, powoli „przyjazny” rozdział Kościoła od państwa skutecznie rozmiękczał. Dopiero rządy Kaczyńskiego po 2015 roku pozwoliły mu te pozory autonomii rozwiać oraz zdjąć maskę i rękawiczki.

Polska znajduje się dziś w niebezpieczeństwie. Niedocenienie stopnia destrukcji państwa przez Kaczyńskiego i jego szkodliwości dla przyszłości demokracji w Polsce może się okazać zgubne. Kaczyński i jego czynownicy dokonali „procedury Frankensteina” na III RP. Jeśli opozycja chce to zmienić, musi zdać sobie sprawę z powagi sytuacji i przygotować się na długi marsz przywracania instytucjom państwa i prawu ich prawdziwego znaczenia.

Andrzej Saramonowicz na FB 👍

Waldemar Mystkowski pisze o wyroku TK ws. ustawy o zgromadzeniach.

Jeden z bardziej interesujących byłych ministrów Bartłomiej Sienkiewicz mówił, że „państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”, mając na uwadze źle współdziałanie instytucji. Ta słabość polska nigdy nie została zwalczona, była obecna we wszystkich Rzeczpospolitych. Przede wszystkim mamy do czynienia z kiepskim wykształceniem urzędników, ich niesolidnością i nieprzejrzystością podejmowanych decyzji.

Dzisiaj nawet tak krytycznie nie można powiedzieć, bo jest jeszcze gorzej, a może już państwo polskie istnieje w alternatywie albo jest tak zniekształcone, iż nie możemy mówić o instytucjach państwowych ani o rzeczywistych procedurach w nich stosowanych. Polska staje się państwem onirycznym, marą, zmorą, majakiem. W anglosaskim parlamentaryzmie (przypomina to publicysta Jarosław Makowski) działanie takiego państwa nazywane jest „gut and replace”, który to idiom jest bardziej zrozumiały pod pojęciem „procedury Frankensteina”.

Tak się procedury zniekształca, obrzydza proces podejmowania decyzji, iż wychodzi z niego potworek iście frankensteinowy. Bo jak inaczej można nazwać instytucję, którą jeszcze niedawno nazywaliśmy Trybunałem Konstytucyjnym. Właśnie zapadł w nim wyrok w sprawie ustawy o zgromadzeniach, a została ona do tego trybunału frankensteinowskiego posłana przez Andrzeja Dudę.

Trybunał orzekał w składzie bezprawnym, bo trzech sędziów tzw. dublerów zostało przez wcześniejszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, kiedy nie był jeszcze atrapą, uznanych za wybranych w sposób niekonstytucyjny. Oprócz tego nie orzekał jeden z sędziów – zastępca „prezes” Julii Przyłębskiej – Stanisław Biernat, który został zesłany na przymusowy urlop. Nie byli obecni trzej sędziowie wybrani w 2010 roku, bo magister Ziobro uznał, że wówczas zostali wybrani niekonstytucyjnie.

Mało tego frankensteizmu? Czy trzech nielegalnych sędziów może zalegalizować instytucję i wyrok przez siebie wydany? Ponadto do Trybunału nie zostały dopuszczone media. Mamy do czynienia z takim smaczkiem, który zauważył publicysta „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz: „Na czele Trybunału Konstytucyjnego żona TW i pan, który był jednym z wulgarniejszych hejterów na TT”. TW to „Wolfgang” Andrzej Przyłębski, a jego żona Julia nawet nie dostała pracy w poznańskim sądzie, bo nie ma potrzebnych kwalifikacji, zaś ten hejter na Twitterze to sędzia-sprawozdawca w omawianej tutaj sprawie Mariusz Muszyński, który ponadto ze służbami specjalnymi może mieć więcej wspólnego niż Przyłębski.

Mało brakowało, a nie napisałbym o wydanym wyroku, tylko zająłem się charakterystyką instytucji zmory, mianowicie wydano wyrok, iż ustawa o zgromadzeniach jest konstytucyjna, czyli PiS może zablokować każdy protest, a np. podczas miesięcznic smoleńskich protestujący Obywatele RP uznani zostaną za przestępców. Warto odwołać się do ostatniej marcowej miesięcznicy, w której protestujących było więcej niż ludu smoleńskiego i ochraniających go szwadronów policyjnych.

Polska jest dzisiaj zmorą dla swoich obywateli. Ma oblicze Frankensteina i takie zniekształcone są kompetencje fachowe sędziów w Trybunale, dla którego ciągle szukam właściwej nomenklatury. I chyba najbliższa jest nasza swojska parafraza z Józefa Piłsudskiego, który o marcowej konstytucji z 1921 roku powiedział: „Ja tego, proszę pana, nie nazywam Konstytucją, ja to nazywam konstytutą. I wymyśliłem to słowo, bo ono najbliższe jest do prostituty. Pierdel, serdel, burdel”.

I ten zniekształcony Trybunał Konstytucyjny nazwać należy Trybunałem Prostytucyjnym, który wydał wyrok o zgromadzeniach np. pod latarniami na Krakowskim Przedmieściu. Treść wyroku to: pierdel, serdel, burdel.

TAKA PRAWDA

>>>

SZACUNEK DLA PROTESTUJĄCYCH

c03mstfveaazll4

Wojciech Maziarski pisze o obsesji prezes. Niebywałe. Blisko 40-milionowy kraj w środku Europy ma się rozwijać wolniej, bo musi płacić cenę politycznych obsesji jednego jegomościa.

podziwu

Jesteśmy świadkami buntu, bo zabieramy pieniądze elitom, które je zagrabiły, ale warto tę politykę kontynuować, nawet jeśli tempo wzrostu gospodarczego Polski spadnie o 1 punkt procentowy – oświadczył Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla agencji Reuters.

Niebywałe. Blisko 40-milionowy kraj w środku Europy ma się rozwijać wolniej, bo musi płacić cenę politycznych obsesji zdziwaczałego, starzejącego się jegomościa, który uznał się za naczelnika państwa.

Przez ponad ćwierć wieku miliony Polaków harowały, by wydobyć ojczyznę z zacofania i dogonić zamożny Zachód. Obywatele krzątali się jak pracowite mrówki, zakładali firmy i firemki, budowali domy, fabryki i drogi, produkowali, co tylko się dało, tworzyli fundacje, reformowali oświatę, służbę zdrowia, służby publiczne.

Jedne rzeczy udały się lepiej, inne gorzej, niemniej w globalnym ujęciu polska transformacja okazała się wielkim sukcesem. I oto przychodzi człowiek, który oświadcza, że ten sukces to grabież, więc trzeba odebrać jego owoce „dotychczasowym elitom” i oddać je Misiewiczom.

dama

A kimże jest Prezes Tysiąclecia, który ma tupet postulować taką redystrybucję? Co robił on sam w czasie, kiedy tłumy jego rodaków ciężko pracowały? Przypomnijmy jego drogę i osiągnięcia.

W 1990 r., gdy Polska pod rządami Tadeusza Mazowieckiego i Leszka Balcerowicza budowała zręby nowego państwa, on dostał „Tygodnik Solidarność”. Nie, nie stworzył go. Przyszedł na gotowe – i przekształcił to pismo w narzędzie do zwalczania rządu. Nawet najstarsi czytelnicy nie pamiętają jednak, by cokolwiek sam napisał i opublikował. Redagowaniem też zajmowali się za niego inni – on skupił się na jedynej rzeczy, która go interesuje: na intrygowaniu i knuciu w zaciszu gabinetu.

Potem został ważnym dygnitarzem w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy i tu też próbował wykorzystać stanowisko do knucia przeciw rządowi. Został za to wywalony przez Lecha Wałęsę na zbity pysk.

Później sklecił mniejszościowy rząd Jana Olszewskiego, który w 1992 r. próbował wykosić przeciwników politycznych przy użyciu ubeckich teczek, ale mu się to nie udało i sam się wykosił.

Byłby to już zasłużony koniec kariery pana prezesa, który w 1993 r. nie dostał się nawet do parlamentu, gdyby nie premier Jerzy Buzek, który w 2000 r. powierzył funkcję ministra sprawiedliwości Lechowi Kaczyńskiemu. Od tej pory autorytet i pozycja brata stały się dla Jarosława wehikułem politycznym. To Lech Kaczyński został prezesem nowo utworzonej partii Prawo i Sprawiedliwość, to Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie i zameldował panu prezesowi wykonanie zadania, to Lech Kaczyński został przez pana prezesa skierowany na pierwszą linię frontu w walce z Donaldem Tuskiem. Ta rywalizacja zakończyła się tragicznie na pniu brzozy koło lotniska w Smoleńsku.

A wtedy pan prezes otrzymał nowy wehikuł polityczny: trumnę brata i mit rzekomego zamachu. Wsiadł do tego wehikułu, schował się za bezbarwnymi postaciami Andrzeja Dudy i Beaty Szydło, o których nikt wcześniej nie słyszał – i dojechał do władzy, o której marzył od dawna.

Podziwu godna kariera. Droga Nikodema Dyzmy to przy niej pikuś.

I teraz ten człowiek, mający na koncie tak wiekopomne dokonania, mówi ciężko harującym Polakom: tempo wzrostu gospodarczego spadnie o 1 punkt, bo muszę zaprowadzić w kraju swoje porządki. Nie wiem, jak państwu, ale mi się scyzoryk w kieszeni sam otwiera.

Nikt nie powiedział tego bardziej precyzyjnie, niż Olbrychski w „Kropce nad i”.

c03ewccukaecop8

Duda nie chce być dudkiem. Alei tak na zwasze nim pozostanie. Bo Duda nie jest dla mnie prezydentem. O ustawce Dudy i nowej prezes TK Przyłębskiej pisze w „Wyborczej” Ewa Siedlecka. Ustawka może być bardzo finezyjna: Trybunał Konstytucyjny ma tę ustawę obalić. I w ten sposób przejęty przez PiS Trybunał ma się uwiarygodnić w oczach opinii publicznej. Ale zaskarżenie może posłużyć do odebrania wiarygodności „starym” sędziom TK.

prezydent

Prezydent po raz pierwszy posłał do Trybunału Konstytucyjnego PiS-owską ustawę przed podpisaniem. Chodzi o zmianę prawa o zgromadzeniach wprowadzającą uprzywilejowane „zgromadzenia cykliczne”. Wniosek do Trybunału nawiązuje argumentacją do opinii rzecznika praw obywatelskich przesłanej przed uchwaleniem ustawy marszałkowi Sejmu (Marek Kuchciński nie raczył udostępnić jej na stronie internetowej Sejmu, podobnie jak niezwykle krytycznej opinii Sądu Najwyższego).

Prezydent – tak jak RPO i SN – uznaje wolność zgromadzeń za warunek korzystania z innych praw i wolności obywatelskich, przywołuje orzecznictwo TK, a nawet wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie zakazania w 2005 r. przez prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego Parady Równości.

(PAN DOKTOR PRAWA SKIEROWAŁ USTAWĘ DO PANI MAGISTER PRAWA – PIERWSZE PRZEDSTAWIENIE UDAJĄCE TRÓJPODZIAŁ WŁADZY)

c03zfioviaqc00y

Czyżby w prezydencie Andrzeju Dudzie obudził się duch strażnika konstytucji? Obawiam się, że to „ustawka” realizująca polityczny plan PiS-u.

Po pierwsze, można przypuszczać, że po przejęciu Trybunału przez PiS prezydent będzie tam kierował każdą kontrowersyjną ustawę PiS-u, żeby dostała stempel konstytucyjności.

Po drugie, w tej sprawie ustawka może być bardziej finezyjna: Trybunał Konstytucyjny ma tę ustawę obalić. I w ten sposób przejęty przez PiS Trybunał ma się uwiarygodnić w oczach opinii publicznej.

I trzecia możliwość: zaskarżenie może posłużyć do odebrania wiarygodności „starym” sędziom TK, a także do pozbycia się ich z Trybunału. Najprawdopodobniej odmówią orzekania w pełnym składzie Trybunału, bo zasiądą w nim trzej dublerzy sędziów. Według orzeczenia TK z 3 i 9 grudnia zeszłego roku i postanowienia z lutego tego roku nie mają oni legitymacji do orzekania, bo ich wybór na zajęte już miejsca „nie wywołał skutków prawnych”. A jeśli sąd jest nienależycie obsadzony, to jego wyrok jest nieważny.

Jeśli „starzy” sędziowie odmówią orzekania z dublerami, zablokują tym samym możliwość osądzenia ustawy o zgromadzeniach. Bo – według ustawy o trybie działania TK – wnioski prewencyjne prezydenta (przed podpisaniem ustawy) są sądzone w tzw. pełnym składzie nie mniej niż jedenastu sędziów. A sędziów wybranych przez PiS jest siedmiu.

LEPIEJ „USTAWKI” OPISAĆ SIĘ NIE DA. BRAWO 🙂

c03f92uuaaaibos

Wtedy PiS ogłosi, że „starzy” sędziowie działają przeciwko społeczeństwu, uniemożliwiając osądzenie tak ważnej ustawy (choć przecież jeśli TK jej nie osądzi, nie wejdzie w życie i nasza wolność zgromadzeń nie ucierpi).

Może to być też pretekst do wytoczenia „starym” sędziom postępowań dyscyplinarnych. A jeśli będą konsekwentnie odmawiać zasiadania z dublerami – do czego może doprowadzić prezes Julia Przyłębska, odpowiednio wyznaczając składy i kierując więcej spraw na pełny skład – może się to skończyć karą złożenia ich z urzędu. A w razie gdyby chcieli korzystać ze zwolnień lekarskich, prezes Przyłębska nie będzie miała obiekcji, które miał  prezes Rzepliński, i naśle na nich odpowiednio skomponowaną i poinstruowaną kontrolę ZUS-u.

Do tej pory PiS blokował kontrolę konstytucyjności prawa. Teraz przeszliśmy na wyższy poziom: PiS przejął kontrolę nad ta kontrolą.

c03a0rnuoaaz2vk

Apel do Prezydenta RP. Panie Prezydencie, naród prosi o ułaskawienie Pana Falenty, Naród Błaga, Biskupi się modlą. Amen! – dir_ekt

c03jcyxuoaaanje

Waldemar Mystkowski pisze o prokuraturze, która chce zmiejszenia wyroku na ONR-owca.

spalenie

Wrocławska prokuratura uznała, że wyrok sądu w sprawie spalenia kukły Żyda jest za surowy i chce obniżenia wyroku. 10 miesięcy bezwzględnego więzienia dla piromana Piotra Rybaka prokuratura chce zamienić w apelacji na 10 miesięcy prac społecznych.

Czyżby nasz kraj pod obecną władzą stawał się chrześcijański? Przeciwnie. Prokuratura wysyła sygnał mało chrześcijańskim ruchom polityczno-społecznym, jak ONR, iż będą miały ulgi, jeżeli dopuszczą się niechrześcijańskich metod, jak spalenie kukły Żyda, który to akt nasuwa oczywiste skojarzenia historyczno-kulturowe.

Władza dopuszcza więcej brunatności. Dlaczego? Bo chce się nią wysługiwać w stosunku do opozycji i dlatego, że sama taką brunatnością się staje.

W sprawie owego Rybaka tak niska instancja prokuratury, jak Rejonowa Wrocław Stare Miasto, nie mogła decydować, ale decyzja przyszła z góry, z Prokuratury Okręgowej, a z pewnością z Krajowej. Cokolwiek o tym sądzić, widać w tym ruchu prokuratury „niewidzialną rękę Ziobry”.

Sygnowanie tej sprawy nazwiskiem ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego samo się narzuca, bo nie stoi za tym żaden namysł nad społecznym dobrem, ani tym bardziej wartość intelektualna i fachowa „czynnika z góry”. Na te dwie ostatnie wartości Zbigniewa Ziobry można tylko się żachnąć, jak to zrobiła pisowska dziennikarka Danuta Holecka, gdy Ziobrze wyrwało się z ust słowo mężczyzna, na określenie swoich walorów charakteru.

Skrajnie prawicowe organizacje i ich działacze przez obecnie rządzących są usprawiedliwiane i rozgrzeszane. PiS w ten sposób czyni ich bojówkami swoich interesów, bo nie tylko ingeruje „niewidzialna ręka Ziobry”, ale „nieskalane usta Błaszczaka”.

Błaszczak to kolejna postać o takich, a nie innych walorach, który potrafi odwrócić znaczenia i zło nazwać dobrem – oczywiście w interesie PiS. Przypominam o zdarzeniu, do którego doszło w sierpniu przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku w trakcie uroczystości pogrzebowych „Inki” i „Zagończyka”. ONR zaatakował Mateusza Kijowskiego i Radomira Szumełdę. Błaszczak był łaskaw się wyrazić, iż to KOD zakłócił uroczystości… swoja obecnością.

Błaszczaka mimo to rozgrzeszam, bo on bez kartki nie jest zdolny sformułować własnej myśli, musi czytać to… co ma do powiedzenia, dlatego jego usta są nieskalane myślami własnymi.

Należy zatem się spodziewać, że za spaleniem kukły Żyda przyjdą kolejne akty nienawiści i ksenofobii, które nie doczekają się sankcji prokuratur i sądów. Precedens prawny staje się normatywny dla sądzenia takich aktów antychrześcijańskich. Mogą się zarzekać, klękać we wszelkich kościołach zarówno Ziobro i Błaszczak, i tak pozostaną w świetle swych czynów i słów antychrześcijańscy. Tombak nigdy nie będzie złotem, a mamy ministrów udających, że nimi są. Podróbki, ot co.

a-w

JAKIE ZABAWKI DOSTANĄ DZIŚ WASZE DZIECI?

grudzien6

WYNIK KASACJI: ZERO.

cy_c5m7xgaa97tz

„TA CHORA UMYSŁOWO KOBIETA TO MISTER HYDE PiS-U”.

cy5wiorxgaaax08

Sąd Najwyższy zmiażdżył pisowską ustawę o zgromadzeniach. Pisze o tym Ewa Siedlecka w „Wyborczej”. Nowelizacja ustawy o zgromadzeniach jest projektem antykonstytucyjnym i sprzecznym z zasadami prawa międzynarodowego – to opinia Sądu Najwyższego. PiS uchwalił ustawę w piątek w Sejmie.

wszelkie

Wcześniej ustawę za niekonstytucyjną uznał rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Ani opinia RPO, ani opinia SN nie została udostępniona na stronach Sejmu i Senatu.

We wtorek ustawę zaopiniują senackie komisje praw człowieka, praworządności i petycji oraz samorządu terytorialnego i administracji państwowej.

cy74lfjxuaqp8cr

To nie jest prawo leżącego w Europie państwa demokratycznego

„Opiniowany projekt ma wszelkie cechy prawa ‚stanu wyjątkowego’, którego, o ile wiadomo, nikt w Polsce dotąd nie wprowadził (…) oznacza to podjętą świadomie i oczywistą dla każdego prawnika próbę naruszenia ładu konstytucyjnego, w szczególności art. 2 Konstytucji RP, w zakresie wyrażanej w niej zasady państwa ‚prawnego’” – pisze w opinii o ustawie biuro analiz SN.

Zawarcie w projekcie przepisu, że wojewoda wydaje „zgodę” na zgromadzenie „cykliczne” oceniając ich „cel” (dziś wystarczy zgromadzenie zgłosić), Sąd Najwyższy nazywa „drastyczną instrumentalizacją prawa, i to akurat w obszarze wolności kluczowej dla dalszego utrzymania demokratycznego ustroju państwa. Prawo tak stanowione nie może być dłużej nazywane prawem państwa leżącego w Europie, praworządnego ani demokratycznego. Narusza ono nie tylko art. 57 (wolność zgromadzeń) Konstytucji RP, ale obowiązujące Rzeczpospolitą prawo międzynarodowe”.

„Bliższa analiza treści projektu budzi wątpliwości, czy rzeczywistym przedmiotem zamierzonej regulacji nie jest po prostu daleko idące ograniczenie wolności zgromadzeń”.

cy7sxk7xuaefqri

W trosce o „dobrostan osób sprawujących aktualnie władzę”?

Sąd Najwyższy zauważa, że deklarowany cel ustawy – zwiększenie komfortu demonstrowania przez odsunięcie kontrmanifestacji – jest sprzeczny z zachodnim standardem: „w kulturze demokratycznych państw zachodnich nie dostrzega się niczego złego w tym (…), że idee i światopoglądy ze sobą sprzeczne ścierają się ze sobą w przestrzeni publicznej. (…) Dobrostan osób sprawujących aktualnie władzę oraz ograniczenie obecności kontrprzekazu w przestrzeni publicznej po to, aby dominowały w nim słowa i wartości uważane przez nich za słuszne, niewątpliwie nie stanowią aksjologii porządku konstytucyjnego w demokratycznym państwie prawnym. Charakteryzują one natomiast państwa autorytarne”.

SN ocenia też, że przewidziane w ustawie pierwszeństwo dla imprez organizowanych przez władze publiczne, kościoły, związki wyznaniowe, a także dla zgromadzeń „cyklicznych” przed innymi zgromadzeniami jest nieproporcjonalne, niekonieczne i nieuzasadnione. A więc nie spełnia kryteriów konstytucyjnych (art. 31), które pozwalają prawa i wolności ograniczać tylko w minimalny, niezbędny dla ochrony innych wartości konstytucyjnych sposób. SN zauważa, że władza publiczna będzie miała „w zasadzie monopol na odbycie zgromadzenia w określonym miejscu i czasie – faktycznie spowoduje to, że dowolny taki organ będzie autorytatywnie i arbitralnie decydował o tym, czy dopuścić zorganizowanie innego, niepublicznego zgromadzenia”. „W wariancie skrajnym (chociaż wyobrażalnym) możliwe byłoby nawet nadużycie prawa w postaci organizowania naprędce ‚mikromanifestacji’, np. przez ministrów, a nawet przez wojewodów – jedynie po to, aby zapobiec odbyciu się niewygodnego dla władz zgromadzenia” – czytamy w opinii Sądu Najwyższego.

cy7oz9xxcaqvoqu

Kto będzie mógł zablokować demonstrację?

Biuro analiz SN zwraca też uwagę, że określenie „organ władzy publicznej” jest bardzo szerokie. Takim organem jest np. kurator oświaty czy powiatowy lekarz weterynarii. Nie jest precyzyjne także zakazanie dwóch manifestacji w jednym „miejscu”. Bo czy np. takim „miejscem” może być określona miejscowość?

„Naruszenie wolności zagwarantowanej konstytucyjnie i międzynarodowo w omawianym zakresie jest szczególnie jaskrawe w stosunku do tzw. zgromadzeń spontanicznych, stanowiących reakcję opinii publicznej na bieżące wydarzenia” – czytamy w opinii.

Zdaniem SN zgromadzenia i zgromadzenia „cykliczne” nie różnią się między sobą w na tyle istotny sposób, by było konstytucyjnie dopuszczalne faworyzowanie jednych kosztem drugich. W dodatku zgromadzenie cykliczne wojewoda może wyrejestrować, tylko jeśli przestanie się cykliczne odbywać. A nie można, jeśli jego uczestnicy będą łamać prawo.

Protestuje też komisarz praw człowieka Rady Europy

Sąd Najwyższy stawia tezę, że wprowadzenie do prawa zgromadzeń „cyklicznych” ma na celu uprzywilejowanie konkretnych dwóch imprez (mówiło się o Marszu Niepodległości i miesięcznicach smoleńskich). A więc nie ma charakteru ogólnego i abstrakcyjnego, jaki jest wymagany dla ustaw.

Organizacje pozarządowe – które najczęściej są organizatorami zgromadzeń – zbierają podpisy pod apelem do senatorów o odrzucenie ustawy. O jej odrzucenie zaapelował do Senatu w piątek także Nils Muižnieks, komisarz praw człowieka Rady Europy.

ZADŁUŻYŁ POLSKĘ NA 50 MILIARDÓW. MYŚLICIE, ŻE NASZE DZIECI SOBIE Z TYM PORADZĄ? CZY RACZEJ WNUKI?

cy7xzb3weaqe_3l

„…co do jego stanu psychicznego i rozwoju umysłowego, należy powołać biegłego, …lekarza, również psychiatrę”

cy6qqlbxcaaiab7

Oczywiście, że Macierewicz jest na pierwszej linii frontu ze społeczeństwem polskim. Paweł Wroński („Wyborcza”) nie pozostawia suchej nitki na tym Szwejku. Ministerstwo Obrony Narodowej oficjalnie ostrzega, że uczestnicy konferencji w Collegium Civitas są podejrzani o „przestępczą działalność na rzecz obcych służb”. – Analizujemy możliwość złożenia pozwu – mówią uczestniczący w spotkaniu prominentni oficerowie służb III RP.

dobra

Komunikat MON ma formę ostrzeżenia instytucji naukowych przed dezinformacją ze strony byłych funkcjonariuszy tajnych służb, którzy tolerowali „środowiska mafijne wyrosłe z komunistycznej Służby Bezpieczeństwa i prowadzili przestępczą działalność na rzecz obcych służb”. Żadne konkretne nazwisko nie pada, ale komunikat odnosi się do „smutnego przykładu”, jakim była konferencja „Polskie służby specjalne po roku rządów PiS” zorganizowana w Collegium Civitas.

Komunikat podpisała p.o. rzecznika prasowego Katarzyna Jakubowska, ale widać w nim wpływ specjalisty ds. dezinformacji w MON Bartłomieja Misiewicza, który ostatnio wrócił do łask i pojawił się nawet na konferencji prasowej.

Debatę w Collegium Civitas prowadził gen. Krzysztof Bondaryk, w przeszłości szef ABW, a wypowiadali się: Paweł Białek, były zastępcza szefa ABW, Piotr Niemczyk, b. zastępca dyrektora Urzędu Ochrony Państwa, oraz gen. Janusz Nosek, b. dowódca Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

– Na początku się roześmiałem. Jeśli do skromnej konferencji odnosi się w oficjalnym komunikacie Ministerstwo Obrony Narodowej, to absurd. A forma tego komunikatu ma już charakter kuriozalny – mówi Paweł Białek. Były szef SKW gen. Nosek porównuje styl komunikatu do komunikatów armii ck w „Dobrym wojaku Szwejku”.

Problem polega na tym, że choć MON sformułował najcięższe zarzuty, nie wiadomo, do kogo one się odnoszą. Piotr Woyciechowski, w przeszłości bliski współpracownik Antoniego Macierewicza, w telewizji Republika sugerował, że ministerstwo ma na myśli Piotra Niemczyka, który wraz z działaczami podziemnego ruchu Wolność i Pokój Konstantym Miodowiczem i Bartłomiejem Sienkiewiczem tworzył służby III RP. Według Woyciechowskiego budowali oni służby na podstawie funkcjonariuszy i współpracowników Służby Bezpieczeństwa. – To oświadczenie jest po prostu podłe, to insynuacja – mówi Piotr Niemczyk „Wyborczej”. – Nie wiem, jakimi materiałami trzeba dysponować, aby tego rodzaju oskarżenia rzucać odpowiedzialnie.

 

Ale prawicowe media wskazują raczej, że jest to ostrzeżenie przed gen. Januszem Noskiem, którego, jak twierdzą, prokuratura oskarża o współpracę z rosyjskim FSB. – Jako szef służb współpracowałem z wieloma wywiadami. Tylko że nie przedstawiono mi zarzutu współpracy, ale przekroczenia uprawnień – mówi nam płk. Nosek, zastrzegając, że nie może zdradzać informacji ze śledztwa. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o podpisanie z Rosjanami porozumień o przerzuceniu naszych wojsk i sprzętu wojskowego z Afganistanu w 2012 roku. Wówczas rozważano dwie drogi: lotniczo-morską przez Karaczi i lądową pociągiem przez Uzbekistan i Rosję. Gen. Nosek nie przyznaje się do winy.

– W poniedziałek spotkaliśmy się w grupie uczestników tej konferencji z prawnikami, aby oni przeanalizowali możliwości wystąpienia przeciwko MON – mówi Nosek. – Zamierzamy wystąpić o ochronę dóbr.

Uczestnicy konferencji podkreślają, że cel MON to ograniczenie dyskusji naukowej i próba zamknięcia ust jej uczestnikom.

Białek: – Przedstawiłem opinię, zgodnie z którą władza PiS prowadzi do osłabienia bezpieczeństwa państwa: wprowadza bałagan w siłach zbrojnych, osłabia instytucje, niszczy zaufanie, czyni społeczeństwo nieodpornym na dezinformacje. Traktuje komunikat MON jako swoiste przyznanie mi racji.

Konferencja na temat stanu bezpieczeństwa państwa odbywała się już czterokrotnie. Do tej pory nie wywoływała zbyt dużego zainteresowania. Jej uczestnicy liczą, że to się zmieni po tak szerokim rozpropagowaniu jej przez MON.

CZYŻBY LONDYŃSKIE MGŁY ZMYLIŁY UMYSŁ MINISTRA WOJNY?

cy-8-kcxcaatjlk

SZCZERSKI UJAWNIA.

cy_baujwiaatywa

Waldemar Mystkowski zajmuje się tupolewizmem.

tupolewizm-ideologia

W kraju nieoczekiwanie odpowiednie rzeczy słowo użyte zostało do określenia ustroju, a może już ideologii, która panuje pod władzą PiS. Zastanawialiśmy się, czy to kaczyzm, pisizm? Skrobanie w głowę w związku z miękkim autokratyzmem, który z dnia na dzień tężeje, twardnieje, nie jest łatwym procesem kreacyjnym, bo język polski nie jest podatny na neologizmy, jak np. niemiecki czy angielski.

Do neologizmów potrzebna jest sugestywna ilustracja, walnięcie pięścią aż pocieknie jucha, wstrząs. Możliwe, że na stałe do polskiego słownika wejdzie słowo tupolewizm, gdyż w jego semantyce zawiera się droga PiS do władzy (od katastrofy tupolewa), jest w nim lewizna intelektualna, duchowa, jest zwalanie winy na innych.

Jest to słowo dane nam przez dziennikarza „Dziennika” Zbigniewa Parafianowicza, który siedział w rządowym Embraerze na lotnisku w angielskim Luton. Do samolotu ładowali się politycy, którzy przylecieli jednym samolotem i obsługa klakierska, tj. dziennikarska, która przyleciała drugim samolotem. Wracać mieli jednym samolotem, może chodziło o bratanie się polityków z żurnalistami, a może o to, aby budżet zaoszczędził na potrzeby 500+. W każdym razie doszło do sytuacji, jaką widzi się w przekazach wizualnych choćby z takich Indii, gdy pociągi bądź autobusy są tak przepełnione, że pasażerowie siedzą na dachu wehikułu, albo czepiają się klamek.

tupolewizm

Przepełniony był Embraer, ale pilot zachował się inaczej niż kapitan smoleńskiego tupolewa Arkadiusz Protasiuk, oświadczył, że nie poleci. Więc nie było zagrożenia Smoleńskiem 2, który dla odmiany mógł się zdarzyć pod niemieckim Poczdamem i byłoby tym razem, że na kwiat inteligencji polskiej zasadziła się z panzerfaustem Angela Merkel z Mateuszem Kijowskim.

cy6wgnfwqaeglly

To jest ten tupolewizm. Do tego zdarzenia w Luton doszło tydzień temu, nikt nie puścił farby, dopiero za sprawą Parafianowicza do tego doszło i mamy dalszy ciąg tupolewizmu, mianowicie politycy PiS odpowiedzialni za lot nie przyznają się, że łamane były procedury. Ależ to pisowskie, przepraszam tupolewistowskie. Nie jest łamana Konstytucja, standardy demokratyczne – taki jest tupolewizm Andrzeja Dudy, Beaty Szydło.

Tupolewizmem dzielimy się na zewnątrz, tacy wspaniałomyślni są politycy PiS, a konkretnie mój faworyt Witold Waszczykowski, który za pomocą Instytutów Polskich propaguje tupolewizm. Do tej pory Instytuty propagowały to, co w kraju jest najlepsze – kulturę.

Lecz w tupolewizmie kultura się nie liczy, ba jest wroga tej ideologii, bo wrogi jest niedawno zmarły Andrzej Wajda, czy też zdobywca Oskara za Idę, wspaniały Paweł Pawlikowski, wroga jest w literaturze Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Jerzy Pilch. Wrodzy są plastycy, architekci, muzycy, wroga jest kultura, bo jest dekadencka, a nie tupolewistowska, w tym wypadku narodowo-katolicka.

W Instytutach Polskich na całym świecie – do tej pory spełniających rolę ambasad kultury polskiej – wymieniani są dyrektorzy. Jakość wymiany jest taka sama, jak w tupolewizmie stosowanym, jak różnica między rządową komisją ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej Jerzego Millera a podkomisją „ekspertów” Macierewicza. Odwołani przez Waszczykowskiego dyrektorzy w Nowym Jorku, czy też w Berlinie, dostają wsparcie tamtejszych intelektualistów (amerykańskich i niemieckich), którzy wysłali listy poparcia do MSZ, np. Amerykanie w sprawie odwołanej Ireny Grendy piszą, iż są „zszokowani, że ciesząca się międzynarodowym uznaniem szefowa Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku została zwolniona bez podania przyczyn”. I dalej ponad 30 amerykańskich intelektualistów, szefów wpływowych instytucji i dyrektorów festiwali napisało: „zwracamy się o ponowne rozpatrzenie tej niefortunnej decyzji, która mogła być pomyłką”.

Co zamiast kultury polskiej będzie propagowane? Zgadliście! Tupolewizm. Promowanie polskiej historii i myśli politycznej. A kto reprezentuje myśl polityczną? Znowu zgadliście! Pasażer tupolewa, bo w wytycznych MSZ czytamy, iż priorytetem nr 1 są „dziedzictwa myśli politycznej Lecha Kaczyńskiego”„eliminacja ‘wadliwych kodów pamięci’ i negatywnych stereotypów dotyczących Polaków i Polski, zwłaszcza w czasie II wojny światowej”, oraz walka z propagandą rosyjską”.

Wyobrażam sobie, jak w „New Yorkerze” Philiph Roth, a może Don DeLillo, John Barth, albo Thomas Pynchon publikują esej o wspólnocie duchowej Henry Davida Thoreau, autora „Nieposłuszeństwa obywatelskiego” i Lecha Kaczyńskiego. Cholera, nie kpię! Polski pisarz miałby kłopot, ale może nie mieć go amerykański, gdy dotrze do niego lektor z Instytutu Kultury Polskiej. Zastanawiam się, co jest w myśli politycznej Lecha Kaczyńskiego, czy on opublikował jakąś książkę o swojej myśli politycznej?

A może z tą myślą Lecha Kaczyńskiego u Amerykanów będzie tak, jak na pewnych obrazkach Jana Młodożeńca. Na jednym rysunku: reporter z mikrofonem w ręku pyta na polu chłopa, co sądzi o jubileuszu jakiegoś tam miesięcznika literackiego. A na drugim obrazku: chłop goni z kosą uciekającego dziennikarza.

Czy Pynchon pogoni myśl Kaczyńskiego, której ja Polak nie znam, bo nie spisał, a to że gadał i wychwalał brata Jarosława, to nie on jeden w kraju był i jest wyznawcą tupolewizmu.

cy-9xmqxgaanxki

CZY ONI NIE CHCĄ PRZYPADKIEM POWTÓRZYĆ SMOLEŃSKA?

cy7k7c8xcaehrpb

Kleofas Wieniawa postrzega tupolewizm już w czasach prehistorycznych, tj. na palmie w Burkina Faso.

banany

Sąd Najwyższy  nie lokalizuje Polski w Europie, ani na Zachodzie. Nasz kraj został wyprowadzony z cywilizacji zachodniej i stał się republiką bananową.

No, popatrzcie, jak to partii Jarosława Kaczyńskiego szparko idzie. Jego freudyzm językowy o Burkina Faso stał się ciałem.

Mamy palmę na Nowogrodzkiej, na szczycie jej mieści się gabinet prezesa.

Biuro analiz SN ponadto stwierdza o ustawie o zgromadzeniach: „Opiniowany projekt ma wszelkie cechy prawa ‚stanu wyjątkowego’, którego, o ile wiadomo, nikt w Polsce dotąd nie wprowadził (…) oznacza to podjętą świadomie i oczywistą dla każdego prawnika próbę naruszenia ładu konstytucyjnego, w szczególności art. 2 Konstytucji RP, w zakresie wyrażanej w niej zasady państwa ‚prawnego’”.

Ustawa jest przeczna z zachodnimi standardami: „w kulturze demokratycznych państw zachodnich nie dostrzega się niczego złego w tym (…), że idee i światopoglądy ze sobą sprzeczne ścierają się ze sobą w przestrzeni publicznej. (…) Dobrostan osób sprawujących aktualnie władzę oraz ograniczenie obecności kontrprzekazu w przestrzeni publicznej po to, aby dominowały w nim słowa i wartości uważane przez nich za słuszne, niewątpliwie nie stanowią aksjologii porządku konstytucyjnego w demokratycznym państwie prawnym. Charakteryzują one natomiast państwa autorytarne”.

cy71yuowiaabomh

W kraju kwitnie ideologia tupolewizimu – lewizna proceduralna, intelektu, lewizna fachowości z cudownym przedrostkiem tupo – zaowocowała raz katastrofą smoleńską. Zjadacze bananów niczego się nie nauczyli. Dyzmowata Beata Kempa to potwierdziła, iż instrukcja bezpieczeństwa (HEAD) nie została złamana. Na szczęście kapitan embraera nie okazał się smoleńskim Protasiukiem.

cy8g5eexuaaaqta

Geopolitycznie Polska została wyprowadzona ze swego tradycyjnego miejsca europejskiego. Takie mamy banany i małpy prezesa, które w angielskim Luton dały popis tupolewizmu.

cy6x6dvweaqt0vw

CZY WY TEŻ TAK MACIE?

cy7e094wgaabznb