Posts Tagged ‘Viktor Orban’

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Przed Smoleńskiem i po Smoleńsku głupi

Politycy PiS z tragedii zrobili oręż polityczny, który przyniósł im wymierne korzyści – dla Polski raczej wątpliwe.

8 lat minęło od katastrofy smoleńskiej. Wydawałoby się, że to zdarzenie powinno przejść do historii – z pełnym sztafażem, które ofiarom się należy albo nie należy. Przede wszystkim powinno dojść do narodowej refleksji – w wyniku debaty, mądrych książek – aby tragedia nie poszła na marne.

Czy państwo zdało egzamin z tej historii i czy my obywatele zdaliśmy? Państwo zdaje egzamin, badając przyczyny tragedii i wdrażając wnioski właściwych organów, aby do takiego zdarzenia nie doszło. Gdyby Katyń i Smoleńsk znajdowały się na terenie Polski, Tupolew też by się rozbił. Nie wchodzi w rachubę żadna ingerencja zewnętrzna, żadne wybuchy. Dzisiaj takie rzeczy są nie do ukrycia. Nie dotrzymano procedur bezpieczeństwa, a piloci byli niejako zmuszeni do szarży ułańskiej. Samosierrą były warunki pogodowe, fatalny stan lotniska, żaden Kozietulski z tego nie wyszedł cało.

I można byłoby na tym poprzestać. Jakiś pomnik na uboczu, coroczny lament wpisany w kalendarz uroczystości państwowych, bo przecież nie wystawia się pomników chwały i łuków triumfalnych tym, którzy nie wygrali, nie osiągnęli sukcesu.

Stało się inaczej, bo politycy z tragedii zrobili oręż polityczny, który przyniósł im wymierne korzyści, dla Polski raczej wątpliwe. Nie wydaje mi się, żeby z tego powodu naród był trwale podzielony, wystarczy, że Jarosław Kaczyński odejdzie z polityki, a wrócimy do względnie zdrowej normy. Będzie sporo do naprawiania, ale… damy radę.

Mogę tylko naigrywać się z groteskowych zachowań dzisiejszych władców i podejrzewać, że nie wiedzą, co czynią, a dokładnie: co mówią. Naprawdę mogą nie mieć wyczucia, miary, bo działa na nich ciśnienie polityczne i dbałość o kariery osobiste, polityczne.

Cóż znaczą słowa Kaczyńskiego: – „Nie lękajcie się”? To tylko farsa w ustach tego, który chodzi w obstawie, a do wielkości Jana Pawła II nigdy nie podskoczy. Albo stwierdzenie Andrzeja Dudy, że „ich śmierć przyniosła jeszcze jeden element wspólny – pamięć o nich”. Autorzy „Ucha prezesa” nie muszą wszystkich dialogów pisać, Adrian wykonuje ich pracę za friko. Nie zawiódł też Mateusz Morawiecki z refleksją: – „10 kwietnia na zawsze pozostanie dniem zadumy nad polskim losem”.

Ten los sami sobie fundujemy i jest to tupolewizm, który dawno, dawno temu sformułował Jan Kochanowski, że Polak „przed szkodą i po szkodzie głupi”. Szczególnie ta głupota dotyczy polityków, którzy jak wyżej cytowani wciskają nam kit retoryczny. To oni przed katastrofą smoleńską i po katastrofie są głupi.

TO JUŻ KONIEC DOJNEJ ZMIANY. POLACY IM TEGO NIE WYBACZĄ I NIE ZAPOMNĄ.

Czy PiS ukrywa przed swoim elektoratem to, że jednak przyjęto w Polsce uchodźców?

Pierwszy o tym doniósł Leszek Miller, który podzielił się na Twitterze lekturą francuskiego „Le Figaro”. – „Minister Czaputowicz w „Le Figaro”: „Przyjęliśmy 2700 migrantów przysłanych przez Europę Zachodnią, ale oni nie chcą zostać w Polsce, gdzie stopa życiowa jest zbyt niska”.

Dlaczego te fakty nie są upublicznione? Czyżby szef MSZ znowu powiedział coś za dużo?”. Rozmowa z szefem polskiej dyplomacji Jackiem Czaputowiczem ukazała się 5 kwietnia. Zatem dlaczego tak długo nie była dostępna polskiej opinii publicznej? Choć to tylko niedługa fraza o imigrantach, powoduje zgrzyt z powodu niespójności logicznej.

Relokacji 2700 uchodźców nie można ukryć ot tak sobie, aby dziennikarze nie wywęszyli. Jakiś podmiot tym się zajmujący przesłał ich z Unii Europejskiej i ktoś ze strony polskiej przyjął, zajmują się tym duże organizacje.

Niepokoi fraza „oni nie chcą zostać w Polsce, gdzie stopa życiowa jest zbyt niska”. Czyli jakiś czas minął od relokacji, aby uchodźcy mogli przekonać się, jak jest w Polsce. No i z jakich to przybyli obszarów „bogactwa” Bliskiego Wschodu i Afryki, iż w Polsce jest dla nich „stopa życiowa zbyt niska”? Wszak uciekali przed głodem i wojną.

Taka sama argumentacja jakiś czas temu padała ze strony Beaty Szydło o uchodźcach uciekających z Polski. Ponadto z wywodu Czaputowicza można wysnuć wniosek, że jednak nie ma w Polsce uchodźców, bo… uciekli. A zatem trudno sprawdzić, czy byli, bo ich nie ma. Nie zachował się żaden dokument, do którego można odesłać?

Coś mi ten chrześcijański akt strzelisty o uchodźcach zajeżdża pisowskim szwindlem naprędce skleconym. Bo instytucje Unii Europejskiej wyciągną odpowiednie wnioski z braku solidarności władzy PiS w kwestii uchodźców. Czaputowicz zastosował manewr węgierski, w połowie stycznia Viktor Orban „pochwalił się”, że przyjął 1,3 tys. uchodźców z Syrii, Afganistanu i Iraku. A że Polska jest większa od kraju swoich bratanków, Czaputowicz zastosował algorytm „Orban razy dwa z hakiem” i wyszło mu 2,7 tys.

Jak zareaguje na to elektorat PiS, któremu fundnięto 2,7 tys. potencjalnych terrorystów? Na szczęście terroryści in spe zbiegli z Polski na Zachód, gdzie będą terroryzować „wyższą stopę życiową”.

Władze PiS nie będą mogły liczyć na veto Węgier

Może trzeba przeprosić się z Mateuszem Morawieckim. Otóż 16 lutego obecnego roku był łaskaw powiedzieć dla popularnego niemieckiego portalu n-tv.de o Węgrzech, „gdzie wszędzie jest pełno korupcji”. Gwoli sprawiedliwości podobną korupcję dostrzegł w Bułgarii, Rumunii i w Czechach.

Ależ ze mnie gapa. Byłem sfrustrowany zdjęciami wierchuszki PiS z pobytu na Węgrzech, na które Morawiecki z Jarosławem Kaczyńskim pojechali, aby odsłonić pomnik smoleński w Budapeszcie, a Viktor Orban – czyżby z zemsty za wypowiedź dla Niemców? – posadził premiera rządu polskiego na konferencji prasowej w rogu stołu, jak niesfornego uczniaka, niczym w oślej ławce.

Morawiecki, nazywając Węgry skorumpowanym krajem nie pomylił się, bowiem Parlament Europejski przedstawił raport, w którym zaleca organom Unii Europejskiej odebranie Węgrom głosu w Radzie Europejskiej i uruchomienie procedur, wypływających ze słynnego artykułu 7. Traktatu o UE, co grozi sankcjami finansowymi.

Węgrom zarzuca się naruszenie wartości demokratycznych (odwrót od standardów demokratycznych) i pogwałcenie prawa. – „Czas na wydawanie ostrzeżeń minął”– powiedziała sprawozdawczyni Parlamentu Europejskiego Judith Sargentini, przedstawiając 26-stronicowy raport.

Orban z Kaczyńskim mogą zakrzyknąć: „Brawo my!”. Przeciwko Polsce w ubiegłym roku uruchomiony został artykuł 7, zwany też opcją atomową. Wreszcie Węgry dołączyć mogą do Polski PiS. Decyzję ostateczną w sprawie Węgier PE podejmie we wrześniu.

Jeżeli tak się stanie, to PiS może być w kropce, gdyż liczyli na veto Węgier w sprawie sankcji. Czyli może być tak, że Węgry stracą prawo veta wobec Polski, jako same oskarżone.

Oskarżone kraje, „gdzie wszędzie jest pełno korupcji”, nie będą mogły chronić siebie nawzajem. Przecież w prawie tak jest, że przestępca za drugiego przestępcę nie może wnieść poręczenia.

Zbigniew Herbert

4 teksty Waldemara Mystkowskiego.

„Ludzki pan” Kaczyński

Prezes PiS uderza przede wszystkim w opozycję, zmniejszając pensje parlamentarzystom oraz w samorządowców.

Jarosław Kaczyński zdecydował, iż za ujawnienie ogromnych nagród przyznanych ministrom i wiceministrom rządu PiS koszta w pierwszym rzędzie poniosą posłowie i senatorowie Platformy Obywatelskiej, bo prezes uznał, że o 20 proc. zmniejsza im pensje poselskie.

Wg prezesa, Krzysztof Brejza z PO musi czuć przy potylicy przystawioną lufę, gdy zapyta o nagrody dla ministrów, albo nie daj boże, ile kosztuje ochrona Kaczyńskiego. Grozi to dalszym obniżeniem pensji Brejzie i jego kolegom. Można też orzec, że prezes to „ludzki pan”, wszak zostawia 80 proc. uposażenia, a mógłby zabrać wszystko i powiedzieć: pieniądze nie są najważniejsze, warto pracować dla idei, a taką jest służba Polsce (tak przekonywał Stanisław Karczewski lekarzy rezydentów).

Parlamentarzyści opozycji zostali zatem ukarani, bo posłowie i senatorowie PiS odbiją sobie w rozlicznych synekurach, w radach nadzorczych państwowych spółek.

Dlaczego nie zostali pokarani ministrowie i wiceministrowie pisowskiego rządu? Bo choć nagrody muszą oddać, to Kaczyński nie zmniejszył im pensji o 20 proc., a to oni są winni, iż przyznawali sobie ogromne premie. I jakiej wysokości muszą oddać nagrody? Te, które zostały ujawnione, czy wszystkie nagrody, w tym jeszcze nieujawnione. Proces odtajniania dodatkowych apanaży był rozwojowy, nie wszystko dotarło do opinii publicznej.

Chyba już nikogo nie dziwi, że poinformował o tym szeregowy poseł, a nie premier rządu albo prezydent. Jak zatem zostanie prawnie usankcjonowana degradacja dochodów parlamentarzystów? Przez dekret prezydenta czy przez sejmową ustawę? Przy okazji można sobie wyobrazić wyrazy twarzy posłów, gdy będą procedować i głosować za zmniejszeniem swoich apanaży.

Czy dojdzie do paradoksalnej sytuacji, iż w MOPS-ach zjawią się politycy pokroju Gowina, który przyznawał, że mu nie starczało do pierwszego, do sytuacji godnej Barei, w której posłowie będą korzystać z socjału dla bezrobotnych, bo im nie starcza?

Piszę, że Kaczyński zarządził oddanie nagród przez rząd PiS, ale to nie jest prawdą w świetle jego słów: – „Ministrowie sami podjęli tę decyzję, dzisiaj było takie spotkanie. Nikt nie protestował”.

Co zatem z byłą premier Beatą Szydło, która w emocjonalnym sejmowym wystąpieniu stwierdziła, że „się należało”. Dostała od prezesa na taką mowę pozwolenie, aby „pokazać pazurki”. Prezes powiedział, że o pazurkach nie mówił. Czy to znaczy, że Beata Szydło zostanie zdymisjonowana z funkcji wicepremiera?

Zdaje się, że mamy takie wzmożenie taniego dziadowskiego państwa z powodu wewnętrznych sondaży, zleconych przez PiS po świątecznych rozmowach Polaków przy stole wielkanocnym. Słupki poparcia muszą wyglądać źle, skoro dochodzi do takich akrobacji prezesa z nagrodami.

„Ludzki pan” orzekł, aby przekazać premie na cele charytatywne dla Caritas, a nie Lux Veritatis, acz może jeszcze dojść do zmiany w kwestii stowarzyszenia i fundacji, której zwrot się należy, bo drugi naczelnik państwa Tadeusz Rydzyk nie wypowiedział jeszcze swojego zdania.

Nowi komuniści spotkali się w Budapeszcie

W Budapeszcie spotkali się dzisiaj dwaj bohaterowi z okładki najnowszego magazynu „Politico Europe” Viktor Orban i Jarosław Kaczyński. Ten ostatni przywiózł ze sobą Mateusza Morawieckiego, premiera polskiego rządu. W narracji jednego z najważniejszych magazynów politycznych dwaj bohaterowie nazywani są nowymi komunistami. Brakowało trzeciego podobnego do nich – Władimira Putina, ale to Orban do niego jeździ, jak Kaczyński do Budapesztu. Jeszcze prezes PiS nie jeździ na Kreml, ale gdyby historia miała się toczyć, jak się toczy, to i tego dostąpimy.

Kaczyński pojechał do Budapesztu w celach hołdowniczych, jakbyśmy mieli do czynienia z dawno minionymi Austro-Węgrami. Do takiego dochodzi anachronizmu. Na przedmieściach Budapesztu (8 km od centrum) odsłonięto pomnik smoleński z płaskorzeźbą Lecha Kaczyńskiego. Zacytuję dramatyczne głosy trzech uczestników uroczystości (dramatis personae), które brzmią jak farsa (do tego sprowadza się katastrofa smoleńska).

Nowy komunista I (Jarosław Kaczyński): – „To, co dzieje się na Węgrzech i w Polsce nie jest wymierzone przeciwko Europie, ale wskazuje jej inną drogę. Choć ta droga jest trudna, to idziemy nią i umacniając naszą przyjaźń, choćby przez budowę tego pomnika, idziemy tą drogą”.

Didaskalia: Ależ zaleciało Krakowskim Przedmieściem.

Nowy komunista I (dalej): – „Za dwa dni to wy będziecie decydować o drodze wolności, nie tylko w skali Węgier, ale i Europy, i świata”.

Nowy komunista II (Viktor Orban): – „Kiedy Polska jest atakowana, to atakowana jest Europa Środkowa, atakowane są też wtedy Węgry”.

Didaskalia: Na Węgrzech w niedzielę odbędą się wybory. Wg komunisty Kaczyńskiego będzie się decydować podczas nich historia Europy i świata. Zaś ataki na Polskę i Węgry idą ze strony… Brukseli. Taka retoryka jest godna jakiejś remizy spod Rzeszowa, a nie polityka, który się mieni nieformalnym naczelnikiem dużego i dumnego narodu europejskiego.

Odezwał się też pomagier nowego komunisty I Mateusz Morawiecki, ten odleciał, jak mówi się kolokwialnie „od czapy”: – „Nie można zrozumieć współczesnej historii Polski bez zrozumienia tej straszliwej katastrofy, jaką była katastrofa smoleńska”. Lech Kaczyński został wyżyłowany politycznie przez brata na wszelkie możliwe sposoby i kiedyś w politologii ten niechlubny epizod z naszej historii będzie analizowany pod kątem, jak uprawia się politykę funeralną.

Spointuję powyższe satyryczne wypowiedzi innym politykiem tego samego obozu, szefem Gabinetu Prezydenta Krzysztofem Szczerskim. Zapytano go w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, dlaczego Donald Trump nie chce spotkać się z Dudą, Szczerski odpowiedział: – „Trump chce się spotkać z Dudą, ale panowie mają zbyt zajęte kalendarze”. I to jest… zupełnie od czapy.

Jest wyjście – oficjalny spis zajęć Trumpa jest powszechnie znany, codziennie od godziny 8 do 11 tweetuje albo ogląda telewizję. Gdyby Duda się postarał (przesunięcie czasowo na Wschodnim Wybrzeżu USA wynosi – 6-7 godzin – w stosunku do czasu środkowoeuropejskiego), to od godziny 1 do 3 w nocy zamiast tweetować z jakimś Ruchadełkiem leśnym, mógłby poćwierkać z Trumpem.

Tak wygląda polska polityka… od czapy.

Panikujący Kaczyński brzytwy się chwyta

Gdy Roman Giertych przestał być politykiem, stał się porządnym adwokatem i przede wszystkim dowcipnym oraz trafnie prognozującym komentatorem. Ponadto znajomość rządzenia Jarosława Kaczyńskiego otworzyła mu oczy na cechy tego człowieka. Giertych podczas rządów PiS-LPR-Samoobrona siadał obok Kaczyńskiego i okupował róg stołu, tak jak dzisiaj sadzany w rogu stołu jest Mateusz Morawiecki. Zdjęcie z Budapesztu, na którym Viktor Orban i Kaczyński siedzą centralnie do dziennikarzy, a w rogu stołu siedzi z miną zbitego psa Morawiecki, wszak szef rządu polskiego, robi wstrząsające wrażenie, wyraża, ileż złego się dzieje z naszą sferą publiczną.

Giertych uważa (na Facebooku pisze), że Kaczyński „panikuje, bo (…) dyktatura, która nie przejęła zdolności zastraszania, przegrywa”. A Kaczyński był tego bliski, aby przejąć pełnię władzy, ale źle ulokował swoją osobę, wysługując się wspomnianym Morawieckim, a wcześniej Beatą Szydło.

Kaczyński się zabezpieczał, bo przyjdzie politykom PiS odpowiedzieć za niszczenie ustroju demokratycznego. I możliwe, że moment dojścia do dyktatury umknął Kaczyńskiemu na zawsze, prezes PiS jest wyznawcą dogmatu autokratów, zdefiniowanego przez Józefa Stalina: „Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam”.

Popieranie ze strachu mógł uzyskać Kaczyński na początku obecnego roku, gdy słupki sondażowe dla PiS sięgały 50 proc. i więcej. Wówczas mógł ogłosić przedterminowe wybory i objąć autorytarne rządy. Giertych: „Gdyby wybory w 2018 wygrał, to następne wybory byłyby fikcją, gdyż przejąłby zdolność kierowania sądami, sondażami, wykończyłby niezależne media i zastraszył przeciwników”.

A teraz prezes PiS może tylko pomarzyć, aby posadzić za kratami Donalda Tuska – acz jeszcze będzie próbował naginać oskarżenia szefa Rady Europejskiej za pomocą nowej komisji śledczej ds. VAT. Lecz to okaże się ledwie groteską, tym bardziej, że o Tusku Polacy przypomnieli sobie jako wybitnym polityku i darzą go największym zaufaniem.

Dzisiaj decyzje Kaczyńskiego są spowodowane paniką, PiS traci poparcie. Giertych konkluduje: „Strach Kaczyńskiego, który spowodował teraz paniczny ruch wynika właśnie z tego, że zdał sobie sprawę, że jego zamach na Państwo Polskie się nie udał”.

Panikujący chwyta się brzytwy. Stoimy jeszcze przed takimi decyzjami panikarza, który może zechcieć nagiąć wyniki wyborów. Mentalność autokraty zaowocuje groźnymi dla państwa i obywateli decyzjami, a Kaczyński jest zdolny do wszystkiego, bo to człowiek z alternatywnego świata, zabezpieczony przed rzeczywistością kordonem ochrony i barierkami. To ktoś „obcy” naszej normalności, polskości. Źle skończy, jak każdy „Alien”.

Kleptokracja PiS

Chroniczne złodziejstwo jest zwane kleptomanią – PiS stworzył z tego ideologię.

Gdy psycholodzy pochylili się nad kleptomanią, odkryto w niej znamiona choroby. Często słyszy się od złodziei, iż mają kłopoty psychiczne, dlatego dobra kleją się im do rąk. Chorobowy stan złodziejski zorganizowany pod szyldem idei można nazwać kleptokracją. Szajki, mafie i inne szemrane towarzystwa cierpią na niedocenianie, na kiepskość, więc dowartościowują się materialnie poprzez kradzenie.

W polityce jest to o tyle groźne, iż można posłużyć się lewicowymi bądź prawicowymi ideami, lecz zawsze łupem takich idei pada budżet wspólny: czy to samorządowy, czy państwa. W PRL powstało usprawiedliwienie, iż złodziejstwo na dobrach państwowych nie jest złodziejstwem, bo złodziej nie okradał bliźniego, tylko znienawidzone państwo.

Ten PRL-owski idiom wrósł w Polaków bardziej niż tatuaż, a bliżej mu do genu narodowego. Niespełna 30 lat po upadku, gen nie mógł być wypleniony, wyleczony, bo na narodzie nie dokonano żadnej lobotomii, terapii elektrowstrząsowej. Było tylko transformacyjne przejście z jednego ustroju w drugi, ale tylko w sferze gospodarczej i urządzeń ustrojowych.

Naród nie był leczony, gdyż leczyć w tym wymiarze może tylko szkoła, wychowanie i pokolenia, a tych pokoleń musi zemrzeć kilka, niektóre tradycje mówią o 7 pokoleniach, inne – jak hebrajska – o 40 latach.

PiS z okradania stworzył ideę, której celem końcowym nie jest dowartościowanie innych, w imieniu których się kradnie, ale przede wszystkim siebie. Można to określić tworzeniem wspólnoty kleptomańskiej. Jarosław Kaczyński kiedyś nawet nazwał to TKM (teraz k… my), uwłaszczył się na państwowym, stworzył Srebrną. Działo się to w wymiarze prywatnej partii, która jednak sięgnęła po władzę w państwie.

Elektorat został kupiony za pieniądze z budżetu, czyli nasze, a gdy został on stygmatyzowany 500+ (jak szkarłatną literą), niejako stworzył wspólnotę z PiS. Nie dziwmy się zatem, że w porywach PiS zyskiwał poparcie 50 proc. Polaków.

Złodzieje zawsze przekupują innych po drodze do celu, lecz łupem właściwym nie dzielą się, bo jest on przeznaczony dla stosunkowo niewielu i jest wielokroć przewyższający niż 500+. Złapany złodziej krzyczy: „łapać złodzieja” (przez dwa lata obowiązywał idiom: „PO przez 8 lat tamto-siamto”), a gdy został przygwożdżony i otwarto mu tobół z trofeami, złodziej stwierdził, że „mu się należy”. Bo ciężko pracował nad zniszczeniem reputacji Polski i zniszczeniem ustroju demokratycznego.

Napracowali się. Ale złodziej zauważył, że stygmatyzowane 500+ grono wspólników odwraca się od niego, bo co to za szmal 500+. Wiec prezes wpadł na szatański pomysł, aby zwrócić trofea, ale nie do Sezamu (budżetu), z którego wynoszono, ale do przyjaznej mu instytucji, do katolickiego Caritasu. Acz zwrot nie będzie pełny, bo można będzie sobie odpisać go od podatku, czyli w gruncie rzeczy nie jest to zwrot, tylko ofiara na Caritas. Te pieniądze są jednak z łupu, nie zawarto na nie żadnej umowy cywilno-prawnej.

Zatem to nie koniec prawnych kłopotów PiS. Zaś w wymiarze psychologicznym, czyli owego genu kleptomanów, nie jest on do powstrzymania, nie ma odwrotu od gnicia i rozkładu tej formacji, która wyznaje ideę kleptomanii i sama stwarza ustrój kleptokracji. Okraść budżet, prawo, demokrację, a nawet Księżyc. Taki jest gen politycznych lunatyków.

Ku pamięci, ucieczka tchórza będącego 28 km od miejsca katastrofy, zjadł obiad, wsiadł do pociągu i dyla do W-wy.Po czym zostaje odpowiedzialnym za komisję do zbadania okoliczności katastrofy.Dzisiaj już wiemy,że ta komisja i badania polegają tylko na dojeniu nas z kasy!

TO JEST NAJLEPSZE PODSUMOWANIE POSŁA TARCZYŃSKIEGO. Dziękujemy Maćkowi Maleńczukowi. Nie trzeba nic uzupełniać 🙂

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Sojusznik PiS Victor Orban największym przyjacielem Moskwy

Mamy już owoce pierwszej podróży zagranicznej Mateusza Morawieckiego na Węgry.

Viktor Orban dostąpił kolejnego „wyróżnienia”. Został uznany przez Senat USA za największego sojusznika Moskwy w Unii Europejskiej i NATO, o tym traktuje raport komisji senackiej. Znowu premier Węgier zdążył przed PiS zdobyć palmę pierwszeństwa. Lecz partia Jarosława Kaczyńskiego ma sprawdzone metody odzyskiwania terenu, na którym im zależy.

Metodę tę można opisać: najpierw przyczółek, a następnie atak przeważającymi siłami. Jeszcze nie znajdujemy się na frontach gorącego konfliktu, więc żołnierzy zastępują urzędnicy. W historii kraju władza PiS pobiła wszelkie rekordy na przykład w ilości ministrów i wiceministrów. Od pewnego czasu PiS w biurokracji jest bezkonkurencyjny i śrubuje własne rekordy.

Jak okazać się bardziej węgierskim niż Węgrzy? To bardzo proste – sprawdzone w przypadku Polskiej Fundacji Narodowej, której celem statutowym jest promowanie marki Polska. Przy okazji ustaw sadowniczych promowali markę Polska w Polsce, bo uznali, że Polacy nie mają pojęcia, czym jest Polska, zwłaszcza sądy, które były niezależne, czyli niepisowskie.

Jankesi uznali, iż Orban to największy przyjaciel Putina, więc PiS zakasuje rękawy i bierze się do roboty. Przyczółek ten będzie się nazywał Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka (IWPW), który ma na celu pilnowanie Węgrów, aby głosowali w strukturach unijnych za Polską.

Chcą nałożyć sankcje na Polskę – Węgry zgłaszają weto. Chcą wybrać Donalda Tuska – Węgry zgłaszają weto! O, przepraszam – Orban głosowal za Tuskiem. Mogło dojść do tej omyłki z powodu, że nie było jeszcze Instytutu i Orban nie był wystarczająco przekonany do Jacka Saryusz-Wolskiego.

IWPW ma mieć na początek budżet – 6 mln złotych, a dyrektora będzie powoływać premier. Więc już mamy owoce pierwszej podróży zagranicznej Mateusza Morawieckiego do Orbana.

Jak PiS się napnie, to nie tylko Władimir Putin będzie nazywał Orbana swym przyjacielem, ale także Morawieckiego. Komisja Senatu USA przed premierem Węgier za największego sojusznika Moskwy w UE i NATO uzna premiera rządu polskiego. PiS takie cuda potrafi.

KTO JEST ZA? 🙂

Test „na Błaszczaka”

Głosowanie w Sejmie nad obywatelskim projektem Ratujmy Kobiety ujawniło jeszcze jedną siłę wspierającą PiS – opozycję wśród opozycji. Można rzec, iż pisowski twór Zjednoczonej Prawicy poszerzył się o kolejny element, który w gruncie rzeczy daje Jarosławowi Kaczyńskiemu upragnioną większość konstytucyjną.

Spójrzmy, jak to prezes PiS zgrabnie rozegrał. „A co będę wam żałował, dorzucę opozycji 58 naszych głosów i tak przerżniecie”. Czy Kaczyński zaryzykował? Nie! Kaczyński pokazał słabość polskich polityków, przy okazji swoją. Pokazał, iż jesteśmy bezideowi, wsobni, kunktatorscy. Pokazał, że największa w Polsce partia to oportuniści i ten oportunista nr 1 dla własnych potrzeb ego pozostałymi oportunistami zarządza.

Pod tym względem mamy do czynienia z majstersztykiem, bo Kaczyński w ławach poselskich od 1989 roku (największy beneficjent III RP) czegoś się nauczył. Bynajmniej nie jest to jakiś wybitnie zdolny prezes. O, nie! Kaczyński wie, iż się błyszczy na tle marności, dlatego wokół siebie ma wszelakich Błaszczaków, Brudzińskich, Karczewskich.

Więc zrobił wrzutkę i pokazał opozycji, że ta wśród siebie ma takich samych niedojdów, jak jego Błaszczaki i Brudzińskie. Twierdzę, że Kaczyński niedojdów nie doliczył, bo reprezentanci uruchomili efekt domina, który skutkuje tym, że opozycja pozaparlamentarna, elektorska wykłada się, atakuje siebie nawzajem. Nawet naprędce powstał teatrzyk niedojdów, w którym liderzy partii opozycyjnych pokracznie tłumaczą się, dlaczego wyrżnęli głowami o podłogę. I znowu się przewracają.

Na błędach powinniśmy się uczyć. Ale jak wiemy, jedyna nauka na błędach to jest utrwalenie błędów. Gdyby doszło do powtórnego głosowania na projektem liberalizującym aborcję, wynik byłby podobny, a nawet jeszcze bardziej pożądany dla Kaczyńskiego.

W polityce, jak w naukach przyrodniczych, odkrycia i pożądane efekty uzyskuje się drogą ewolucji. Ileś razy siew nie udaje, ale raz zaskoczy – i wszyscy się radują, bo idziemy do przodu. Projekt Ratujmy Kobiety prędzej czy później zaskoczy, musi inaczej zaistnieć, musi być inną formą ewolucyjną, np. partyjną. Nie zgłasza się go jako projekt obywatelski, ale partii opozycyjnych. Zwiększa się zatem jego wartość przystosowania, czyli inteligencji ewolucyjnej.

A co do oportunistów w Sejmie. Nie wyplenimy ich, bo póki co, nie ma takiego testu, ile w kandydacie na posła jest Błaszczaka. To byłoby idealne rozwiązanie. Każesz kandydatowi otworzyć usta, wkładasz papierek lakmusowy, a ten za bardzo się czerwieni, wówczas mówisz: za dużo w tobie Błaszczaka, nie nadajesz się na posła, tylko na stróża nocnego.

Opozycję mamy taką, a nie inną. Lepszej nie będziemy mieć. A nawet bez testu, na oko widać, że w opozycji jest mniej Błaszczaków niż w PiS. I tym optymistycznym akcentem kończę ten felieton.

Premier wchodzi w buty Ryszarda Czarneckiego

Politycy unijni coraz więcej czasu poświęcają Polsce, bynajmniej nie z tego powodu, że nasz kraj jest godny uwagi i chwały, ale dlatego, że przysparza kłopotów. Zamiast zająć się normalną pracą, komisarze zajmują się politykami PiS i ich wytworami prawnymi, które z kulturą prawną nie mają za wiele wspólnego. Do tego efekty poświęcone Polsce pisowskiej są mizerne, by nie powiedzieć żadne.

Spotkanie Jean-Claude’a Junckera z Mateuszem Morawieckim nie przyniosło spodziewanych rezultatów.
Politycy unijni przewidując dalszy opór Warszawy, szukają rozwiązań, aby przymusić władze PiS do przestrzegania standardów państwa prawa. Uderzenie po kieszeni zwykle jest najboleśniejsze, tym bardziej, że PiS kasę brukselską traktuje jak łup.

Art. 7 Traktatu UE został uruchomiony, ale perspektywa jego zadziałania jest odległa w czasie. Acz możliwość nałożenia sankcji może spowodować wzrost sceptycyzmu unijnego w Polsce, co jest na rękę politykom PiS.

Günther Oettinger, niemiecki komisarz ds. budżetu, sugeruje, aby Unia rozdział pieniędzy powiązała z praworządnością i polityką imigracyjną. Kasa jako zachęta. Chcesz być beneficjentem, zależy tylko od ciebie. Nie przestrzegasz praworządności, rezygnujesz z profitów. Nie karanie, ale zachęcanie. Tak Bruksela chce ustalić rozdział części swojego budżetu. PiS nie dostosowując się do zachęt, sam rezygnowałby z dostępu do części unijnych środków. Czy to zadziała?

PiS jest ewenementem, o czym przekonujemy się na każdym kroku. Podczas rozpoczynającej się prezydencji Bułgarii media pisowskie i ich komentatorzy włożyli w usta premiera Bułgarii Bojko Borisowa słowa o tym, że onże jest za wstrzymaniem głosowania art. 7 TUE, a ponadto apeluje do Donalda Tuska, by pozostał neutralny ws. Polski. Na ten fake news media pisowskie i komentatorzy rzucili się, jak wygłodniałe psy, zorganizowano nagonkę. Sam premier Bułgarii musiał prostować kłamstwo.

Zaś Morawiecki okazuje się coraz bardziej bezradnym politykiem, który nie zajmuje się Polską, tylko obroną miazmatów, w tym takich mizernych postaci, jak Ryszard Czarnecki. Premier uważa, że porównanie przez Czarneckiego europosłanki Róży Thun do szmalcowników, czyli „szwabskich pachołków”, którzy zarabiali na wydawaniu Żydów na śmierć w czasie II wojny światowej, nie jest szczególnie ostre i mieści się w kulturalnym dyskursie.

Morawiecki wchodzi w buty Czarneckiego. Dla niego poziom kultury sięga półki z „Winnetou” – jest to plemienne rozumienie debaty, godne plemienia Czarnych Stóp albo Siuksów, którzy używają takich subtelnych narzędzi przekonywania przeciwników, jak tomahawków. Howgh.

Codziennie w Polsce odbywają się sprawy sądowe Polaków, którzy występują przeciw władzy. Straszy się tych, którzy nie zgadzają się na łamanie prawa przez pis. Władza bezkarnie nie przestrzega Konstytucji. Policja została zmieniona w milicję. Przestało działać państwo prawa.

PO ZIEMI, NA KTÓREJ STAŁ KACZYŃSKI, CZAS WYSTAWIĆ NA ALLEGRO KOLEJNE RELIKWIE :)))

Dwa teksty – zaległe – Waldemara Mystkowskiego.

PiS straszy programem Meczet plus

Zło i amoralność są zawsze banalne – tę wiedzę odkryła dla nas wspaniała Hanna Arendt.

Beata Szydło nie jest zbyt biegła w znajomości polityki, powinna jednak być świadoma swojej słabości. A przecież tak nie jest. Można dać jej wiarę, że nie wie, kiedy Polska została członkiem Unii Europejskiej (wg Szydło w 1992 albo 93). Może też nie wiedzieć, że protestu społecznego nie można zorganizować za pieniądze, a tak powiedziała o lipcowych protestach w sprawie ustaw sądowniczych. Za pieniądze można zorganizować poparcie dla rządzących.

To są podstawy znajomości praw społecznych, socjologii. Polska polityka szczególnie pod obecną władzą posługuje się taką nieznajomością realiów i to musi się odbić na życiu społecznym w dłuższej perspektywie, na świadomości Polaków, szczególnie tych młodszych, gdy kształtowane są ich osobowości.

Tę nierzeczywistość uprawianą przez PiS różnie można nazywać. Ostatnio jest modny amerykanizm (jak w Polsce sarmackiej makaronizmy) – fake. Słówko samo w sobie o niewielkim polu semantycznym, za to silne emocjonalnie, można powiedzieć, że to znaczy imitacja, podróbka, kłamstwo.

A w istocie jest amoralizmem, złem. Posługują się fake ludzie słabi, bo te emocje przynoszą im korzyści. Zło, amoralność są zawsze banalne, to nic głębokiego, interesującego. Tę wiedzę odkryła dla nas wspaniała Hanna Arendt.

Oto nieciekawa postać z kancelarii pani Szydło Paweł Szefernaker był łaskaw postraszyć rodaków, iż Platforma Obywatelska szykuje Polakom program Meczet plus. Dlatego nazywam Szefernakera Frankensteinem, niepełnym człowiekiem, tę imitację słychać w jego retoryce, słychać jego braki myślenia, ubogość wewnętrzną, banalność.

Wszak islam jest już od dawna w Polsce, acz nie ma takich „osiągnięć” jak krucjaty chrześcijan. Meczety w Polsce sobie stoją, do których na rytuały kultu uczęszczają potomkowie polskich Tatarów. Ten program Meczet plus fundnęli przodkowie, włącznie z Janem III Sobieskim.

Ale o polskich Tatarach może nie wiedzieć Szydło, może nie wiedzieć jej Frankenstein Szefernaker. Ale my musimy wiedzieć, muszą wiedzieć politycy opozycji, którzy tych Szefernekerów winni demaskować, aby takie imitacje nie uchodziły za oryginalność, jak to w PRL nazywano produkty czekoladopodobne – czekoladami.

Właśnie teraz mamy takie produkty politykopodobne, takich fake polityków, jak ów przysłowiowy dla mnie Szefernaker. Postać banalna pod każdym względem, podróbka.

Przyjaciel Putina przyjeżdża do przyjaciela Kaczyńskiego

Arogancja ma zwykle jedno źródło: małość. Zaś małość wypływa z niekompetencji, niewiedzy. Ci, którzy są aroganccy z powodu znikomych walorów własnych, są służalczy i nie są z naszego świata, ze świata demokratycznego. Właśnie to nam się zdarza. Coraz mniej demokracji, coraz więcej arogancji. Mamy władzę arogancką, służalczą, w której prezydent i premier są uniżeni wobec jednego pana.

Oto jutro do Polski przyjeżdża premier Węgier Viktor Orban. I z kim się spotka? Odpowiedź dają służby informacyjne PiS. Spotka się z… prezesem Jarosławem Kaczyńskim w towarzystwie przybocznego marszałka Kuchcińskiego. Triumfalnie zapowiada Ryszard Terlecki, szef klubu parlamentarnego PiS, zapowiada też Beata Mazurek, rzecznik PiS.

Orban nie spotka się na Nowogrodzkiej, ani na Żoliborzu, spotka się w Sejmie. Czyżby teren Sejmu był folwarkiem Kaczyńskiego? Uwzględniając postawione wokół niego ogrodzenie, należy stwierdzić pozytywnie: tak, jest ogrodzonym folwarkiem.

A jeżeli ktoś pokusiłby się o metaforę literacką, mógłby powiedzieć, że jest folwarkiem chronionym wzdłuż ogrodzenia przez policję, jest po prostu więzieniem. Do takiej formy demokracji dobrnęliśmy: niektórzy wybrańcy muszą być chronieni przez policję. Polska jest więzieniem, a Kaczyński bynajmniej nie jest Hamletem, tylko mordercą demokracji.

Literatura te zjawiska opisuje, opisuje też rozwiązania dramatu i tragedii. One mają nieodmiennie podobną narrację, zmierzającą do nieodmiennie tej samej pointy.

Ponadto Kaczyński ma najdroższą ochronę prywatną, finansowaną nie przez siebie. Jest dobrowolnym więźniem, który boi się rodaków. Chronią go ochroniarze, zza których może rzucać rodakom takie oto kwiatki: kanalie, gestapo, mordy zdradzieckie.

To jest język Kaczyńskiego, to jest stan jego umysłu. A wracając do Orbana. Terlecki pisze na Twitterze: „Spotkanie Jarosława Kaczyńskiego prezesa PiS z Victorem Orbanem szefem Fideszu będzie najważniejszym spotkaniem jutrzejszej wizyty„.

„Najważniejsze”. Słyszycie w tym stwierdzeniu chrumkanie godne „Folwarku…”? Bo ja słyszę. Tak nisko upadliśmy, do takiego języka sprowadzono debatę na demokratycznej agorze. Jak sobie przypomnę spotkanie z 2015 roku, gdy Orban został przez Ewę Kopacz sprowadzony do właściwego mu miejsca w szeregu, obsztorcowany przez premier polskiego rządu, to tęsknie wznoszę oczy do góry i wzdycham: och, było normalnie.

A jakie miny robił wówczas Orban. Takie jakie dzisiaj robią Duda i Szydło, gdy staną obok pana folwarku, prezesa Kaczyńskiego. Pomijam, po co przyjeżdża Orban, bo wiadomo. Polska jest samotna w Unii Europejskiej, a Orban w każdej chwili zdradzi polityków PiS. Chyba że wreszcie przekona przyjaciela Kaczyńskiego do przyjaźni z jego przyjacielem -Władimirem Putinem.

>>>

kaczyńskiNa

Jarosław Kaczyński poleciał do Budapesztu, aby pogadać „se” z podobnym sobie ofermą o tym, jak zamierzają wyprowadzać swoje kraje z cywilizacji zachodniej.

Jeden baran z drugim baranem zrobili ze swojego narodu kierdel baranów. Nasz geniusz taboretowy nawet nie potrafi sklecić myśli na poziomie ciut wyżej niż przeciętnym.

Polacy to faktycznie ciemny lud, aby dać się nabrać takiemu niedojdzie.

z20523404Q,Tablic-upamietniajace-ofiary-katastrofy-smolenskie

Dobra wiadomość jest taka, że stołeczny konserwator zabytków ma podpisać decyzję ws. tablic na Krakowskim Przedmieściu i przed ratuszem. Tablice, upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej mają zostać usunięte.

Nie może być tak, że oferma, która zabiła się pod Smoleńskiem, a przy okazji zabiła 95 innych ludzi, obesra swoją ofermowatością cały kraj.

Czy Polska jest krajem ofermów, bo jeden Kaczyński „poległ” pod Smoleńskiem, a żyjący Jarosław dzień w dzień „legnie” pod Rozumem?

Czy takiej zarazy chcemy? Lecz PiS nie poddaje się i rusza ze zbiórką na dwa pomniki tzw. smoleńskie, chodzi przecież o Lecha Kaczyńskiego.

rusza

– O 8:00 (10.08.2016) przed kościołem, w okolicach Pałacu Prezydenckiego rozpoczyna się zbiórka publiczna pieniędzy na pomniki prezydenta Kaczyńskiego oraz ofiar tragedii smoleńskiej – poinformowali na konferencji parlamentarzyści PiS.

Cpawc1kWIAAygGO

Co się dzieje z Grzegorzem Schetyną. Oddaje za friko pole PiS-owi. Bo głupotą jest w dzisiejszej sytuacji bredzić o „kotwicy konserwatywnej”. W Polsce nie mamy do czynienia z konserwatyzmem, bo ciemny lud nie wie, z czym to się je – komuna w umysłach ma się w najlepsze – lecz to jest skamielina. Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze o liderze Platformy:

sina

Tak czy siak, wychodzi na to, że ma kiepską głową, nawet w tym aspekcie niepolską, bo to Kaczyński ma łeb i Schetyna nie przepije go w bajdurzeniu. Mateusz Kijowski też jest zafrasowany, na jakim to horyzoncie ukazał się Schetyna:  – Chyba nie do końca rozumiem Grzegorza Schetynę, ale też nie muszę. Być może i sam Schetyna nie do końca wie, o co mu chodzi. Albo im [politykom PO – przyp. mój] się uda odzyskać jakąś opozycję, albo skręcą tak, że się zakręcą, znikną. Być może Schetyna ma jakiś ukryty plan i w cudowny sposób odzyska pozycję dla siebie i swojej partii. Na razie tego nie widzę. Schetyna do tego wyiskał ze swojej głowy taką złotą myśl: – Wybory wygrywa się w Końskich, a nie w Wilanowie. Nie! To złe pozycjonowanie elektoratów, bo wyborów nie wygrywa się w Końskich, ale w Poznaniach.

Niemniej Schetyna dokonał (na razie retorycznie) niemożliwego, zadowolił jednocześnie PiS i partię Razem. Schetyna po tym wywinięciu orła pozbiera się jakoś, ale na pewno nie elektorat liberalny z Poznania. Sieroty po Platformie nie wybaczą mu takich horyzontów. To jest sina dal dla Schetyny, ale nie dla Polaków o wartościach nieortodoksyjnych, których jest dwa razy więcej niż tych z Końskich. ”Grzegorzu Dyndało, sam tego chciałeś”.

W tym niewielkim fragmencie jest cały PiS. Oto operator Sławek Wiśniewski wynegocjował swoją śmierć w filmie „Smoleńsk” Antoniego Krauze za 4 tys. zł. Mało. Tak kręcono film „Smoleńsk:) Casus operatora, który „pierwszy nagrał miejsce katastrofy i zmarł w Moskwie”.

CpcqgTfWgAAArqE

CpcqYdfWIAA5Sg_

PiS zajmie się niesprawnymi fujarami mężczyzn. Może najpierw zajęliby się fajfusem prezesa.

CpeoxbRXYAAWfV6

PiS chce Trybunał Konstytucyjny zamorzyć głodem. Jest propozycja. Cała opozycja powinna zagrozić: po przegranych wyborach żaden poseł PIS nie dostanie kasy z sejmu, niech idzie do sądu.

Cpeg4x9WYAAQjr5

Tak nas robią w bambuko. Partia katastrofy i polityka wielkości taboretu z dziurką.

Więcej >>>

będziemyPłacić

Rząd wypowiedział o projekcie obywatelskim „Świecka szkoła”. A brzmi on kuriozalnie. Gdyby obywatele dobrowolnie mieli płacić za lekcje religii, byłoby to złamanie Konstytucji.

Chore!

Brzmi to jak dowcip o Radiu Erewań:

„Według rządu, finansowanie zajęć z religii przez kościoły lub inne związku wyznaniowe, czyli praktycznie przez rodziców, którzy są członkami tych wspólnot religijnych, byłoby naruszeniem dwóch zasad konstytucyjnych: wolności religii i bezpłatności nauki. Art. 53 ust. 4 Konstytucji mówi o tym, że religia kościoła czy związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole. Z tego względu wprowadzenie odpłatności za uczestnictwo w nauczaniu religii, organizowanej w szkole publicznej, mogłoby być odbierane jako naruszanie zagwarantowanej wolności religii.”

aZatem

Przyjaciel Kaczyńskiego, Viktor Orban po raz szósty chce zmienić konstytucję Węgier. Tym razem daje sobie prawo do ogłoszenia stanu wyjątkowego. Tą samą drogą podąża PiS i to o wiele szybciej.

stanwyjątkowy

Orban więc będzie mógł:

– wykorzystać nadawców publicznych (radio i TV) do ogłaszania dekretowych decyzji;

– wydać zakaz obrotu surowcami energetycznymi i towarami konsumpcyjnymi istotnymi z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa;

– uprościć procedury w niektórych sektorach administracji publicznej, przyśpieszając ścieżkę podejmowania decyzji, także w sądownictwie;

– ograniczyć prawa własności osób fizycznych lub prawnych, które zostaną uznane za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa;

– ograniczyć ruch lotniczy w przestrzeni powietrznej i na samych lotniskach, zaostrzyć kontrolę ruchu na granicach, niezależnie od wszelkich przepisów i konwencji międzynarodowych;

– wprowadzić reglamentację towarów, przyśpieszyć sprowadzanie z zagranicy towarów o specjalnym znaczeniu, zawiesić zamówienia publiczne i wprowadzić ograniczenia wywozowe;

– wprowadzić kontrolę internetu, poczty, bagażu osobistego;

– zająć biura i pomieszczenia nadawcze radia i telewizji oraz innych instytucji komunikowania masowego;

– wprowadzić zakaz przebywania i zamieszkiwania na określonych obszarach państwa, a także zakaz przemieszczania się;

– wprowadzić godzinę policyjną na terenach objętych działaniem terrorystycznym;

– zawiesić lub ograniczyć oraz kontrolować pocztę tradycyjną i elektroniczną, wykorzystać technologię teleinformatyczną – sieć i urządzenia techniczne;

– zamknąć drogi i szlaki kolejowe, a także odciąć dostawy wody w określonych godzinach w ciągu dnia;

– ograniczyć ruch cudzoziemców na terenie Węgier;

– ograniczyć kontaktowanie się z cudzoziemcami, organizacjami międzynarodowymi i zagranicznymi instytucjami lub całkowicie go zakazać;

– zawiesić operacje bankowe, np. przelewy.

Szef liberalno-centrowej frakcji Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy Guy Verhofstadt, były premier Belgii, stał się jednym z „bohaterów” okładki ostatniego numeru „Wprost”.

CYdXTZlWcAAkpjX

Verhofstadt znalazł się na niej w otoczeniu Angeli Merkel, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Martina Schulza, szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera i komisarza Günthera Oettingera. Zdjęcie polityków w mundurach i ich ustawienie nawiązywało do jednej z fotografii Hitlera i generałów nad sztabowymi mapami. Tytuł: „Znów chcą nadzorować Polskę”. „Ta okładka jest skandaliczna – napisał wtedy na swoim Facebooku Verhofstadt. – Podobnie skandaliczne są słowa polskiego ministra sprawiedliwości, który porównał niemiecką krytykę polskiego rządu z nazistowskim nadzorem z czasów II wojny światowej”.

thinking

Teraz na Twitterze zamieścił swój fotomontaż i propozycję okładki do następnego numeru „Wprost”. w miejscu głów bohaterów amerykańskich komedii o Flipie i Flapie umieszczono wizerunki Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbana. W tle widnieje portret Władimira Putina. „Myślę nad wysłaniem tego tygodnikowi „Wprost”, jako przyszłotygodniową okładkę, bo jak sądzę jest to bliższe rzeczywistości” podpisał Belg.

Zaś na Facebooku objaśnił PiS, co to jest Unia Europejska:

„Nasza Unia Europejska jest wspólnotą wartości. Wolności myśli i wolności słowa.Trybunał Konstytucyjny jest mechanizmem demokratycznej kontroli i gwarancją równowagi. Obowiązkiem nas wszystkich – bez względu na to, czy jesteśmy kanclerzami czy komisarzami – jest zabierać głos, kiedy rząd atakuje demokratyczne instytucje. Zabierałem głos w sprawie decyzji rządu Orbana na Węgrzech i nie będę przepraszał za to, że uczyniłem to samo, komentując politykę polskiego rządu”.

PiS to taka partia, która tylko potrafi brać, a nie dzielić się. PiS – partia egocentryka Kaczyńskiego.

profRzeplińskiZabiera

Prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Rzepliński, to godny przedstawiciel prawa. Nie złamie go żaden prezes Kaczyński, żadne PiS, ani prezydent figurant Duda.

Wczoraj przez godzinę rozmawiał z Dudą:

– Prezydent mówił o swoich planach. Jestem przekonany, że uznaje wszystkie racje przemawiające za trwałością TK – powiedział prezes TK w rozmowie z Jackiem Żakowskim.

I dalej: – Obraźliwe by było, jakbym to tłumaczył prezydentowi, dla niego to musi być oczywiste – powiedział Rzepliński. Stosowanie prawa – to jego zdaniem – moralny obowiązek prezydenta.

– Dla mnie jest oczywiste, że TK stoi na straży rządów prawa w Polsce. Rządzi prawo, a nie wola jednostki. Zawsze musi rozstrzygać przepis prawa, mamy demokrację konstytucyjną – mówił prof. Rzepliński. – Ja będę przewodniczył składowi, który będzie orzekał ws. konstytucyjności ustawy uchwalonej 22 grudnia. Jaka ta ustawa jest, każdy widzi. Byle jak może być coś uchwalone, ważne są treść i zamiar. A ten w sposób ewidentnie nieprzyjazny wobec TK jako konstytucji.

 

profRzepliński

Wcześniej Jacek Sasin – poseł PiS – powidział, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie będzie publikowane.

To, co mówi pan Sasin, jest bez kompletnie znaczenia. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego jest ostateczne i powszechnie obowiązujące. I tak długo jak chcemy być postrzegani jako państwo prawa, ten wyrok będzie stosowany przez sądy, nawet jeśli nie zostanie opublikowany w Dzienniku Ustaw – stwierdził w TOK FM prof. Rzepliński.

Polska jest prawem prawa, a nie bezprawia PiS.

Kaczyński chce narzucić krajowi konflikt, który szybko może zamienić się w gorący konflikt, czyli wojnę domową.

rewolucja

O rozmowach w Niedzicy Kaczyńskiego z ViktoremOrbanem – powiedział premier Węgier.

premierOrban

A to znaczy, że Kaczyński chce Polskę wyprowadzić ze struktur Unijnych. W „Guardianie” ukazał się esej wybitnego historyka i publicysty Timothy Gartona Asha, aby największe kraje europejskie pomogły Polsce, bo Kaczyński chce zniszczyć nasz kraj.

gartonAsh1

Więcej >>>

szczyt

Spotkanie w Niedzicy Jarosław Kaczyński – Viktor Orban dotyczyło jednego: PiS zniszczył wizerunek Polski w Unii Europejskiej, ma wewnątrz kraju przeciwnika (Komitet Obrony Demokracji), pali się grunt pod tyłkiem Kaczyńskiemu i jego partii PiS, więc prezes szuka rady i ratunku.

Orban zaś ma doświadczenie w zamordyzmie.

Dlatego spotkanie było tajne, 6-godzinne. Jakieś tam przecieki będą, ale co do istoty Kaczyński się nie przyzna. Upokorzona została Beata Szydło, lecz to nie ona rządzi, ona jest tylko pacynką prezesa.

brak

PiS dalej będzie pogrążał Polskę na arenie międzynarodowej. Społeczeństwo obywatelskie nie da odebrać sobie wolności i demokracji.

PiS odda władzę prędzej niż myśli. Kiedy i jak? Jeszcze dzisiaj trudno nakreślać okoliczności. Kaczyński zapędził się w kozi róg, będzie walił na oślep (najgorszy sort Polaków, gestapo), ale skórka od banana leży pod nogami.

Teraz czekać, aż się pośliźnie. Wykopyrtnie się, wyrżnie o glebę. Opozycja musi być przygotowana, aby sięgnąć po władzę. Musi mieć plan wyprowadzenia Polski z zapaści.

CYEhZEFWsAAFLIc

Więcej >>>

koniec

Aż 6 godzin trwało w Niedzicy szuru-buru między Jarosławem Kaczyńskim a Viktorem Orbanem. Nikt nie chce puścić farby o czymże to towarzysze prezesi bratnich partii rozmawiali.

Przecież nie o Joannie Szczypińskiej, ani pani Orbanowej. A nawet nie o Joachimie Brudzińskim, który jest opiekunem prezesa.

Nasz Gomułka i ichni Kadar po prostu knuli. A mają o czym. Orban rozwalił demokrację na Węgrzech, Kaczyński jest w trakcie tej samej demolki nad Wisłą.

Orbanem w Unii Europejskiej się nie przejmują. Z Węgrami, czy też bez – wielkiej szkody nie będzie w funkcjonowaniu UE.

Polska – to zupełnie co innego. Ciężka waga.

Polsce dobierają się do tyłka główne instytucje unijne: Komisja Europejska i Parlament Europejski.

W Polsce też sytuacja diametralnie się zmieniła od czasów wyborów. W siłę urosła Polska obywatelska, która prezesowi nie daje spać po nocach, Komitet Obrony Demokracji.

O tym rozmawiali. O demolowaniu swoich krajów. Orbanowi się udało, a Kaczyńskiemu nie wróżę sukcesów, skończy, jak podobni mu autokraci.

Ma się czego prezes bać. Ma się kogo bać. Nas, Polaków.

Więcej >>>