Posts Tagged ‘Waldemar Mystkowksi’

CZY W KWESTII PANÓW POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ NIŻ KUŹNIARA? 🙂

c5tr2-jwaaauo16

Publicysta „Wyborczej” Paweł Wroński pisze do prezesa Kaczyńskiego. Panie Prezesie, zadeklarował Pan właśnie w Sejmie, że PiS jest formacją „ludzkich panów”. Dlaczego więc znęca się Pan nad marszałkiem Kuchcińskim? Tak nieludzko?

dominika-wielowieyska

Panie Prezesie, dlaczego pan marszałka unieszczęśliwia?

kuchcinski

Zdecydował Pan, że marszałek Kuchciński pozostanie marszałkiem. Stwierdził Pan łaskawie: – Pan marszałek Kuchciński pracuje na takiej niwie, którą można najkrócej określić – likwidacja w Polsce tego zespołu patologii społecznych, które się nazywają postkomunizmem. I doskonale pracuje. I dlatego będzie miał piękne miejsce w polskiej historii i dlatego dzisiaj pozostanie dalej marszałkiem Sejmu.

Wynik głosowania był do przewidzenia – PiS ma bezwzględną większość głosów w Sejmie.

Jednak przecież nawet Pan i posłowie PiS widzieli, że 16 grudnia w zasadzie bez powodu wykluczył marszałek z obrad posła PO Michała Szczerbę, kiedy chciał on zgłosić poprawkę w sprawie Sinfonia Varsovia. Zagubił się marszałek, nie pierwszy zresztą raz. Widać wyraźnie, że pozorami buty i brutalności maskuje nerwowość i przerażenie.

Wielokrotnie dopiero Pański gest palcem powodował, że marszałek Kuchciński wyłączał mikrofon któremuś z posłów opozycji, gdy jego słowa raniły Pańskie delikatne uszy. Gdy marszałek nie był w stanie sobie poradzić z porządkiem na sali, sam Pan musiał kierować do akcji Joachima Brudzińskiego – człowieka bardziej pozbawionego skrupułów.

Klub Kukiz’15, widząc słabość marszałka Kuchcińskiego, oferował Panu niedawno do roli wykidajły wicemarszałka Stanisława Tyszkę. To uwłaczające. Macie przecież tęgich wykidajłów.

16 grudnia, gdy doszło do sejmowego kryzysu, wiarygodne źródła z PiS mówiły, że Kuchciński chciał ustąpić opozycji, a potem podać się do dymisji. To Pan zmusił go do przeprowadzenia głosowania w Sali Kolumnowej, które okazało się kompromitacją PiS-u. Nikt bowiem nie był w stanie udowodnić, czy było kworum, ani stwierdzić, jak liczono głosy. Potem Kuchciński załamał się, zniknął, obejmował drzewa w Beskidzie Wyspowym. Kluczowe rozmowy w jego imieniu w Warszawie prowadził marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Panie Prezesie, gdy Mały Książę wylądował na planecie 325, spotkał tam monarchę, który wyjaśnił mu odpowiedzialność, jaka ciąży na władcy absolutnym: „Jeśli rozkażę generałowi, aby jak motyl przeleciał z jednego kwiatka na drugi albo zamieniał się w morskiego ptaka, a generał nie wykona otrzymanego rozkazu, kto będzie miał rację, on czy ja?”.

Panie Prezesie, marszałek Kuchciński nie poleci ani jako motyl, ani jako morski ptak. Z jego biografii wynika, że jako technik ogrodnik interesuje się kwiatkami, próbował studiować historię sztuki, kocha muzykę. Dlaczego Pan go unieszczęśliwia, o Ojczyźnie nie wspominając.

c5tcfv3xaaaj2n9

Waldemar Mystkowski pisze o Szydło i Kownackim, którzy zrzucili kolejna winą na Platformę Obywatelską.

c5wyoxjxaaagfdi

Kownacki z partii katastrofy

Wychodzi na to, że Beata Szydło wykorzystywała wojskowy samolot CASA jak taksówkę. Latała do domu wekend w weekend i wyszło tego ok. 70 razy. Premier jest osobą chronioną. I bodaj tutaj zaczynają się schody dla naszych polityków, którzy nie są nazbyt lotni.

Co to znaczy być chronionym? Oczywiście, przed nieszczęśliwymi wypadkami, przed wrogiem i – bodaj w polskich warunkach najważniejsze – przed sobą. Po to zostały stworzone procedury, aby znieść odpowiedzialność personalną. Przestrzegasz kolejnych etapów bezpiecznego postępowania, nic złego nie nie powinno ci się stać. Ryzyko takie, że bookmacher nie powinien przyjmować zakładów na nieszczęście jakiegoś polityka. No, ale żyjemy w Polsce. Ryzykownym jest być Polakiem, bo polityków mamy nienadających sie na polityków, a tacy zawsze zwiększają ryzyko dla innnych, dla życia publicznego i naszego powszedniego.

A na pewno ryzykowni są politycy PiS, których władza w dużej części składa się z następujących po sobie nieszczęść. Nieszczęściem była IV RP w latach 2005-2007, nieszczęśliwa była prezydentura Lecha Kaczyńskiego i mamy nieszczęście bieżące, które zaczęło się wraz z prezydenturą Andrzeja Dudy w 2015 roku. Wypadek za wypadkiem: Duda, Macierewicz, Szydło. Można zadać pytanie: kto następny, ale też z nieszczęściem jest tak, że powtarza osobę, której dotknie . Szydło więc sobie latała nie przestrzegając rygorystycznych procedur lotniczych dotyczących VIP-ów nazwanym HEAD, lecz nie miała wypadku w powietrzu, ale na ziemi. Tutaj też wszystkie znaki na ziemi wskazują, iż nie dochowano procedur dla pojazdów uprzywilejowanych.

U bookmachera można zatem obstawiać zakłady, czy młody kierowca zostanie przez machinę rządową PiS wrobiony. To raczej pewnik, niewiadomym jest: w jaki paragraf. Spójrzmy jednak do góry, tam wszak nie jeżdża samochody, bo to jeszcze nie rzeczywistość science-fiction „Piątego elementu”, w której za kierownicą zasiadałby Bruce Willis.

Można powiedzieć, niech Szydło się cieszy, iż na 70 lotów, w których nie dochowano procedur, nie zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, tj. zbieg okoliczności, jak w Smoleńsku. U góry nieszczęścia kończą się tragiczniej niż na ziemi. Szydło ma zatem więcej szczęścia niż 96 ofiar smoleńskich. Opozycja zatem zadała pytanie – bo dmucha na zimne – jak zachowywane były procedury HEAD, bo jest nauczona przykładem, że znowu na nich zostanie zwalona wina. Wydawałoby się, że nie ma krzty winy opozycji w głośnej aktualnie wycince drzew, ale ta właśnie Szydło znalazła im winę: nie uczestniczyli w głosowaniu uchwały w Sali Kolumnowej, do której nie zostali dopuszczeni.

Opozycji w Sejmie odpowiedział zastępca Macierewicza, wiceminister Bartosz Kownacki. I nie jest gołosłownym, iż Macierewicz dobiera sobie ludzi wg znanego mu wzorca, Kownacki to taki Misiewicz z sąsiedniej sali. Nie z „Piątego elementu”, ale z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Najpierw podzielił loty Szydło przez dwa. Zgadza się, bo 70 podzielić przez 2 jest 35. Tyle razy wg Kownackiego wylatała Szydło. A jak z procedurami HEAD? I tutaj mamy słynne pisowskie powiedzenia godne siostry Ratched: „Macie najmniejsze prawo, żeby o tym mówić, macie na rękach krew 96 ludzi”.

I telewizji nie będzie, siostra Ratched schowała pilota, odpowiedzi nie będzie. Ten Kownacki nie jest szczególnie lotny, jako napisałem jeszcze jeden Misiewicz. I takich potrzebuje pacjentów Kaczyński, mają mówić od rzeczy, a nie odpowiadać na rzeczowe pytania. Mają swoją nieprofesjonalność zwalać na innych. Taka to pisowska podłość codzienna. Opozycja zaś do nich podchodzi z pelnym miłosierdziem i chce chronić przed nimi samymi. Nie da się, PiS twardo stoi za swoim nieszczęściem, partia katastrofy.

kinga-gajewska

Kleofas Wieniawa pisze o prawnikach, którzy nie poddają się kaczyzmowi.

pan-kaczynski

Jarosław Kaczyński właśnie ogłosił, że pochodzi z resortu panów, acz bardzo wątpię, czy płynie w nim szlachetna krew. Ten jego resort ( „Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych”) niepokojąco przypomina „rasę panów”.

Z kolei prawnicy nie godzą się na bezprawie „pana” Kaczyńskiego. Ośmiu sędziów Trybunału Konstytucyjnego – w tym „pisowski” sędzia Piotr Pszczółkowski – próbuje spotkać się z prezes TK Julią Przyłębską w sprawie „niepokojących problemów występujących w TK”, bo Trybunał praktycznie nie pracuje.

Bezprawiu pisowskiemu chcą się przeciwstawić polscy prawnicy, którzy organizują 3 marca w Katowicach ogólnopolską konferencję pod hasłem „Kryzys sądownictwa konstytucyjnego a rozproszona kontrola zgodności prawa z Konstytucją RP”.

Ideę katowckiej koferencji jeden z prawników tak tłumaczy: „Jak podchodzić do orzeczeń TK, kiedy Trybunał stwierdza na przykład konstytucyjność ustawy, a sędzia w jakimś sądzie ma inne zdanie? Czy może wtedy powiedzieć, że nie stosuje się do orzeczenia TK?”

Zaś rzecznik Krajowej Rady sądownictwa sędzia Waldemar Żurek ostrzega: „Konferencja to przestroga dla polityków, aby coś zrobili z narastającym problemem. Bo gdy sprawa wadliwości orzeczeń TK wyjdzie z Polski, to potem wróci w postaci skutków finansowych, co nas zaboli”.

Konferencja zapowiada się intelektualnie intrygująca, obejmie m.in nastepujące panele: „Problem sytuacji prawnej Trybunału Konstytucyjnego”, „Wadliwość wyroku TK a jego moc obowiązująca”, „Problem rozproszonej kontroli konstytucyjności prawa w Polsce – nowe otwarcie?”.

„Rasa panów” z „panem” Kaczyńskim na czele będzie miała do czynienia z powszechną frondą nieposłuszeństwa obywatelskiego.

W tejże samej debacie, w której Kaczynski zdefiniował się jako pan, miało miejsce ciekawe retorycznie wystąpienie i dlatego wierzę, że dobre mowy polityczne są w kraju możliwe, choć język polski został mocno zdeptany m.in przez „pana” Kaczyńskiego (prezes nie słucha nawet Jadwigi Staniszkis, która go namawia do czytania, do poszerzenia wiedzy). Mowę tę zaserwował Michał Kamiński, za którym nie przepadałem, al;e oddaje mu honor, mówił do Marka Kuchcińskiego:

„Ani pan, ani pana kompani, ani wreszcie ten, który w ponurym procederze niszczenia naszej demokracji wypełnia sprawstwo kierownicze – nie unikniecie wyroku i sądu, przynajmniej historii. Tak, jak nie uniknęli go ci, którzy w latach 20 i 30-tych pod hasłami sanacji – czyli ówczesnej “dobrej zmiany” – zostawili Polskę w prawdziwej ruinie. Im także towarzyszyła swoista polityka historyczna i oni wstawali z kolan, byli silni, zwarci i gotowi. Oni bredzili o koloniach, tak jak wy bredzicie o przywództwie w Europie i Międzymorzu. U początku ich drogi, zakończonej klęską ’39 roku, także leżało upokorzenie polskiego parlamentaryzmu. Potem były pobicia niewygodnych polityków, potem była brutalna cenzura, procesy polityczne i złowrogie wycie – jak pisał genialny poeta – psów policyjnych w Łucku. Ale wtedy, gdy zaczynali od upokarzania polskiego Sejmu, ówczesny jego marszałek Ignacy Daszyński, odpowiedział Piłsudskiemu: “Ja pod lufami Sejmu nie otworzę”. Pan stanął przed nieporównanie mniejszym wyzwaniem i – co tu dużo mówić – nieporównanie mniejszym przywódcą”.

lekcja

>>>

OSTRZEŻENIE NA PONIEDZIAŁEK.

c3w19wywaaaptrc

Agnieszka Kublik pisze o klęsce podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Przez dziesięć miesięcy podkomisja smoleńska Wacława Berczyńskiego nie dostarczyła żadnego dowodu na zamach. Ale dostarczyła dowodu na to, że podkomisja jest gronem niefachowców.

SPRYTNI ZAMACHOWCY ZATRZYMALI SIĘ NA CZERWONYM ŚWIETLE, ABY PAN MINISTER MUSIAŁ SPOWODOWAĆ KARAMBOL. PiS TO JEDNAK STAN UMYSŁU…

c3zj8zpwyaadnfb

W zeszłym roku kosztowała podatnika 1,5 mln zł. W tym roku ma kosztować 2 mln zł. Sporo? Nie, kompromitacja smoleńska władz PiS – bezcenna.

Czego podkomisja dokonała w zeszłym roku, dysponując niemałym budżetem? Wedle zapowiedzi szefa MON Antoniego Macierewicza i Berczyńskiego plany miała ogromne:

– udowodnić fałszowanie dowodów przez członków rządowej komisji badającej katastrofę smoleńską (Macierewicz mówił o „bezspornych dowodach fałszowania i manipulowania, a przede wszystkim omijania, ukrywania prawdy na temat rzeczywistego przebiegu wydarzeń”),

– udowodnić, że w wyniku wybuchu (wybuchów?) na pokładzie tupolewa dokonano zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego,

– spotkać się z rosyjską komisją badającą katastrofę (MAK),

– powołać komisję międzynarodową,

– polecieć do Smoleńska na oględziny wraku, ba, sam wrak sprowadzić (szef MSZ Witold Waszczykowski przyznał parę dni temu, że szanse na powrót wraku są „coraz mniejsze”).

Nic z tego nie wyszło. Podkomisja nie zdobyła żadnych dowodów ani na sfałszowanie czarnych skrzynek czy raportu Millera, ani na zamach.

A co się podkomisji udało? Udowodnić, że to jej krytycy mieli rację – mianowicie, że jest tylko grupą dyletantów w sprawie badania wypadków lotniczych. Szczytem dyletanctwa był planowany przez podkomisję kuriozalny eksperyment polegający na zderzeniu pędzącego tupolewa z brzozą zamocowaną na jadącym aucie.

Również ekshumacje zarządzone przez prokuraturę nie udowodniły, że samolot został wysadzony w powietrze. Dotychczasowe oględziny zwłok potwierdziły to, co wiadomo od ponad sześciu lat – że są to ofiary katastrofy komunikacyjnej, a nie eksplozji.

Podkomisja Berczyńskiego poległa. Poległ MSZ. Poległa prokuratura.

OTO SŁOWO BOŻE. W BOŻEJ TELEWIZJI TRWAM. I TO MÓWI KSIĄDZ OD PREZYDENTA DUDY! BOŻE, WIDZISZ TO I NIE GRZMISZ?

c3wxbscwqaasyza

Ksiądz Andrzeja Dudy puścił pawia nienawiści. – Wielu z nas zapamięta tych pseudobojowników, powstańców walczących, jak mówili, o wolność, o demokrację, o Polskę, wielu z nas zapamięta tych ludzi – przepraszam za określenie – jako bandę przygłupów – przyznał w felietonie dla Telewizji Trwam ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, członek Narodowej Rady Rozwoju.

Bortkiewicz mówił o wydarzeniach w Sejmie z 16 grudnia, kiedy opozycja rozpoczęła blokowanie sali plenarnej. – Dla takich ludzi nie może być i nie ma miejsca w polityce. Ich właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, ale najlepiej takie, które byłyby zakładane za więziennym murem – oceniał.

Ks. Bortkiewicz to profesor nauk teologicznych specjalizujący się w zakresie teologii moralnej. W latach 2002-2008 był dziekanem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, od 2002 jest dyrektorem Centrum Etyki UAM w Poznaniu. Członek Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk.

MYŚLICIE, ŻE PRZYJADĄ? 🙂

c3zsxt2wiaawrl5

Waldemar Mystkowski pisze o zniszczeniu TVP przez Kurskiego.

jacek-kurski

Jacek Kurski wychodzi ze skądinąd słusznego założenia, że za złamanie kręgosłupa trzeba mu płacić. Można mieć wątpliwości, kiedy ten kręgosłup dał sobie złamać. Na pewno długo przed „dziadkiem z Wehrmachtu”, bo ktokolwiek zdrowy nie podjąłby się tak uwłaczającego godności ludzkiej tematu. Kurski nie wyraża myśli, jego język nie jest relacją – narracją – tego, co onże chciałby wyrazić, jego język – fizycznie i charakterologicznie – sepleni. Złamany osobnik przekazuje skarlałe myśli, myśli-gnomy, które podszywają się pod narrację, logikę przekazu, ale są ich karzełkami.

Niestety, takie postaci mamy obecne w życiu publicznym, które swoją osobą uwłaczają nam, Polakom, uwłaczają średniej inteligencji rodaka. Złamany plasuje się zawsze poniżej średniej. Zło nie jest inteligentne, choć za takie chciałoby uchodzić. Taki osobnik został postawiony jako prezes na czele telewizji… no, jakiej? Wystarczy otworzyć jakikolwiek kanał podczas emisji programu, który jest właściwym probierzem dla przywołania trafnego rzeczownika bądź przymiotnika – i mamy. Kurski jest prezesem telewizyjnej gadzinówki. Dawno temu odpowiednie dający rzeczy słowo ukuli Polacy – warszawiacy – to, co z ich mózgami starali się zrobić wrogowie. Gadzinówki mają powodować, iż rodzić się będą gadzie nawyki. I takie gady wypełzają z programów informatycznych, politycznych. Płaskie, antyludzkie, antymoralne.

W tym wypadku zawsze należy odwołać się do języka, do jego zawartości, bo język nie kłamie, tylko osobnik nim się posługujący. Kurski nigdy nie zbuduje wartościowej metafory, przekazu, gdyż nie potrafi, jest nietwórczy, nieinteligentny, tylko będzie się zapożyczał i to w najgorszych źródłach.

Kurski doprowadził byłą telewizję publiczną – a obecnie jak napisałem: gadzinówkę – do upadku finansowego. I jak to opisuje? Oto: „Trzeba sobie jasno powiedzieć, że doszliśmy do ściany. Mamy budżet śmierci” – rzecze Kurski.
Taki kicz językowy, potworek. Przywołać należy w tym miejscu metaforę „fortepianu”, która została użyta przez naszego najtrudniejszego wieszcza, Norwida. Telewizja publiczna miała spełniać misję, ale sięgnęła bruku, została wypchnięta na śmierć, rozbiła się w drobiazgi, jak fortepian. Zamiast narodowego Norwida, Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, mamy Kurskiego pląsającego na gruzach kultury, na gruzach fortepianu, przy disco polo niejakiego Martyniuka.

Zaprzeczenie kultury Martyniuk i zaprzeczenie fachowości Kurski każą sobie płacić za złamanie kręgosłupów. Kurski zniszczył dobro wspólne Polaków i za to zniszczenie każe sobie płacić. Spadek oglądalności TVP jest dramatyczny, finanse spółki publicznej zadłużone na setki milionów. Obecnie w kasie brakuje 200 milionów zł. Lecz Kurskiemu podskoczyła pensja. Poprzedni prezes zarabiał circa 20 tys. zł, Kurski teraz może zarabiać w przedziale 30-52 tys. zł, do tego premia w wysokości 50 proc. wynagrodzenia miesięcznego. Kurski także uprawia nepotyzm, w gadzinówce zatrudnił swoją narzeczoną, która podobno już odeszła na bardziej intratne stanowisko w państwowej spółce, ale pobiera w telewizji premie, za ubiegły rok dostała 50 tys. zł.

Publiczne media sięgnęły bruku. Nie potrzebujemy do niszczenia kraju wrogów zewnętrznych, stworzyliśmy własnych. Jak szarańcza niszczą wszystko po drodze, obżerają się ponad miarę i są żadni. Muszą paść. Musi tę telewizję spotkać śmierć – jak to kiczowato nazywa Kurski. Szarańcza pochłania więcej i więcej, lecz ci, którzy wytwarzają dobro, prędzej czy później sięgają do środków skutecznych przeciw szarańczy i takich osobników jak Kurski przepędzają, nie przebierając w rodzajach obrony.

Telewizja doszła do ściany, ale Kurski też. I ta ściana jest dla Kurskiego właściwa. Kurski sam w sobie jest ścianą, nietwórczy, jak szarańcza, nieinteligentny jak ten zbiorowy pożerający twór.

MAMY CORAZ LEPIEJ WYPOSAŻONĄ ARMIĘ. BRAWO! MILIONY POSZŁY NA SAMOCHODY.

c3z8hp2xuaa5p2_

Kleofas Wieniawa zajmuje się ucieczkami Macierewicza.,

macierewicz-w-sieci

Dialektyka pisowska przejdzie do legendy, która zresztą jest ufundowana na tchórzliwości.

Dlaczego Antoni Macierewicz zbiegł po wypadku pod Toruniem spowodowanym tym samym syndromem niechlujstwa, bylejakości, jaka zaszła w katastrofie smoleńskiej?

Daje odpowiedź prof. Andrzej Zybertowicz:

„Macierewicz nie musial pomagać rannym w karambolu, mogła być to próba zamachu”.

Oczywiście nie jest to żadna dialektyka, tylko skręt zwojów mózgowych.

Polaku nie pomagaj, bo wróg może się na ciebie zasadzić. Zresztą nie chodzi o pomaganie, ale przybycie organów śledczych. Procedurę, która jest pokłosiem prawa.

Dialektyka tchórzów ma się dobrze. Zasadzają się na nich. A dlaczego? Bo tchórz, który tworzy atmosferę nienawiści, obawia się odwetu.

Tchórz wynika z jego ducha. Czysta psychologia behawioralna. Teraz rozumiem, dlaczego uciekają pijani kierowcy z miejsca wypadku. Wódka zrobiła na nich zamach.

JEDEN I DRUGI TO „CZŁOWIEK WOLNOŚCI”

c3z1d3cweaablf_

>>>