Posts Tagged ‘Waldemar Skrzypczak’

Coraz bardziej groteskowe pomysły PiS

Zarówno Fundusz Obrony Narodowej, jak i Pracownicze Plany Kapitałowe są z repertuaru jakiegoś kabaretu na specjalnych papierach.

Generał Waldemar Skrzypczak udzielił wywiadu-rzeki, który ukaże się 19 września i nosi wręcz złowieszczy tytuł „Jesteśmy na progu wojny”. Raczej generałowi chodzi o konflikt globalny, lecz Polska separująca się od Zachodu jest tym bardziej narażona na ugodzenie odłamkiem.

Należy zawierać sojusze i zbroić armię, która potrafiłaby odstraszać i współdziałać z nowoczesnymi armiami NATO. A mamy stan armii po Macierewiczu taki, iż zastał armię z kontraktem na zakup nowoczesnych Caracali, a pozostawił wojska terytorialne wyposażone w karabiny na sznurkach i w domowych łapciach.

Na armię idzie spory grosz, bo 2 proc. PKB, ale nie są ogłaszane przetargi na nowoczesną broń. Tym samym Polska nie korzysta z nowoczesnych technologii via offset, który można przy takiej formie zakupu utargować. Pieniądze rozłażą się, bo nawet wspomniany Szwejk Macierewicz i jego następca takiż sam Szwejk Błaszczak nie opracowali planów modernizacji armii.

Już mamy do czynienia z historycznym déja vu. Jak przed II wojną światową ma być utworzony Fundusz Obrony Narodowej. W 1936 roku powołał go prezydent Ignacy Mościcki, obecnie nad możliwością jego reaktywacji trwają prace studyjne. Pieniądze pozyskiwano by poza budżetem, czyli patriotyczną zrzutką różnych podmiotów plus obywateli. W II Rzeczpospolitej w ten sposób nabywano sprzęt wojskowy, w tym karabiny maszynowe.

W tej groteskowej wizji można dopatrzeć się, jak patrioci z jakiegoś miasta zakupują dla armii karabiny na porządnych rzemykach, a dzieci z przedszkola im. Lecha Kaczyńskiego dwie paczki nabojów. Gdy ukaże się wywiad z gen. Skrzypczakiem można będzie snuć historyczne porównania, czy już znajdujemy się w roku 1936, a więc mamy 3 lata do wojny. Zaś Macierewicz, Błaszczak, Morawiecki tudzież Kaczyński winni wzorem przedwojennych notabli wyznaczyć sobie Zaleszczyki, przez które dawaliby patriotyczną nogę.

Fundusz Obrony Narodowej, który ma cedować odpowiedzialność państwa na społeczeństwo, przypomina inny zwodniczy pomysł rządu – Pracownicze Plany Kapitałowe. Jeszcze nie powstały, a już są w rządzie obiektem targu. Powtórzmy, FON jest powtórką z rozrywki OFE (Otwartych Funduszu Emerytalnych), które padły łupem państwa. Po nieistniejące jeszcze pieniądze emerytów z FON już zgłosił się minister energii Krzysztof Tchórzewski, który ma pomysł, jak je zainwestować – mianowicie ulokować na kontrolowanym przez niego TFI Energia.

Zarówno Fundusz Obrony Narodowej, jak i Pracownicze Plany Kapitałowe nie poddają się poważnej krytyce. Są z repertuaru jakiegoś kabaretu na specjalnych papierach, gdyż Mrożek ani Bareja by za PiS-em nie nadążyli. Tym specjałem groteskowym mógłby być Latający Cyrk Ferdynanda Kiepskiego, nie muszę wszak wskazywać, kto w nim byłby – phi, jest! – prezesem.

Ze śmiechu właśnie wytrącił mnie Mateusz Morawiecki, który powtórzył swój „genialny” pomysł, aby wszyscy razem – w tym „nasza opozycja” jak się wyraził – uczestniczyli w Marszu Niepodległości. I jak Paździoch wymyślił, że wszyscy pójdą pod jedną flagą. Ludzie walczący o trójpodział władzy, o niezależność sądów, o zachodnie standardy demokratyczne, mają iść z akolitą Paździochem Morawieckim w jednym marszu, który na życzenie prezesa Kiepskiego prowadzi nas na Wschód. Paździochu, nie pójdę, postoję!

ZDJĘCIE MÓWI SAMO ZA SIEBIE. NASZ DYMEK TO MAŁE PIWO.

c4fgeeawaamllxr

PIĘKNE :)))

c4f4ir2xaaeyewe

07, ZGŁOŚ SIĘ

c4f_6_gwcaelznq

Magdalena Środa pisze w „Wyborczej” o języku Kaczyńskiego. „Niepokorny”, „równość”, „terrorysta” – największa rewolucja, jaka się dokonuje ‚dzięki’ dobrej zmianie, to rewolucja słownikowa.

Jarosław Kaczyński, Wielki Językoznawca

bycie

I najtrudniej będzie ją odkręcić. Jak mawiali klasycy: „kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą”, a słowo, któremu uparcie nadaje się nowy sens, nabiera go, jeśli nie natrafi na wystarczający opór innych użytkowników.Jak można działać słowami, nadając neutralnym znaczeniom mroczną treść, pokazano przy okazji walki z „gender”. Tym specjalistycznym, naukowym terminem zaczęto nazywać jakąś wymyśloną, demoniczną ideologię i wroga numer jeden rodziny, narodu i wiary. W ślad za „gender” poszedł „uchodźca”. Słowo to nie oznacza już dziś „osoby, która musiała opuścić swoje miejsce zamieszkania ze względu na zagrożenie życia, zdrowia bądź wolności”, lecz „terrorystę”, który czyha na „nasze kobiety” i nasze życie. Słowo „uchodźca” ma dziś też wielką zdolność mobilizowania tłumów przeciwko wszelkim wrogom wskazanym przez władzę.

c4gngknwcaev66e

Mniej spektakularne, a równie głębokie zmiany dokonują się w obrębie innych słów. To, że pewną wersję agresywnego nacjonalizmu przepracowano na „polski patriotyzm”, widać przede wszystkim na uroczystościach sportowych, religijnych i ulicznych, ale dla PiS Kościół, ulica i stadionowi chuligani to nobilitowane i skuteczne narzędzia władzy.

Nowe znaczenie uzyskało określenie „patriotyzm gospodarczy”. Jego siła związana jest z odrzuceniem pozytywnych znaczeń „globalizmu” czy „wolnego rynku”. Prezes Kaczyński nie lubi tego, co uniwersalne i wykraczające poza granice obszaru, nad którym może niepodzielnie panować, stąd też wielki renesans „państwa narodowego” i „narodowej gospodarki”. A także upadek tego, co wymyka się kontroli PiS, czyli „społeczeństwa obywatelskiego”. Prezes woli mówić o „wspólnocie państwowej”, bo tę da się zdyscyplinować (na przykład przy pomocy żołnierzy obrony terytorialnej), a obywatele nader często należą do ludzi „drugiego sortu” – a więc nieposłusznych władzy. Wzorcem „posłuszeństwa” w słowniku PiS jest bycie „niepokornym”, czyli wazeliniarzem pracującym w reżimowych mediach. To piękne słowo z tytułu książki Bohdana Cywińskiego („Rodowody niepokornych”) zostało już chyba bezpowrotnie zawłaszczone przez żołnierzy pisowskiej propagandy.

c4fz2htwiaelx2_

Pojęcie, które z kolei zostało zupełnie wyrzucone ze słownika, to „równość”. W programie PiS to słowo ma charakter historyczny i negatywny, związane jest z komunistyczną urawniłowką, ale tak naprawdę chodzi o to, że PiS ma awersję do języka praw, do równych praw wszystkich, w szczególności kobiet czy mniejszości. Bo według PiS w narodzie rządzonym przez autorytarną władzę każdy musi znać swoje miejsce (kobieta w domu, mężczyzna na barykadach, opozycja w więzieniu). Zwłaszcza jeśli emanacja tej władzy, czyli prezes, ma być całkowicie wolna. I jest. Stąd tytuł Człowieka Wolności dla Kaczyńskiego jest w pełni uzasadniony. Zwłaszcza że ta wolność polega również na pracy nad językiem. W przyszłym roku prezes Kaczyński niechybnie powinien uzyskać tytuł Wielkiego Językoznawcy. Panowie „niepokorni”, co wy na to?

c4f1yp1wcaiit3

„W armii nadawałby się do pracy w kuchni”. Skrzypczak bez litości dla Bartłomieja Misiewicza

w-armii

Patrząc na pana Misiewicza, jego poziom przygotowania zawodowego… W cywilu on był aptekarzem, pomocnikiem w aptece – zauważył gen. Waldemar Skrzypczak. W rozmowie z Moniką Olejnik bardzo dosadnie wyjaśnił, co sądzi na temat kompetencji pupila Antoniego Macierewicza.

– Wydaje się, że w armii – ja jestem stary, doświadczony żołnierz – na pewno by się nadawał do pracy w kuchni – mówił gen. Skrzypczak . Gość Moniki Olejnik ocenił, że skoro oczekuje się od żołnierzy, że będą składali meldunki rzecznikowi MON, to znaczy, że łamie im się kręgosłup i armia stała się narzędziem w ręku polityków, którzy się po prostu nią bawią.

c4gxraywyaaexs3

Generał stwierdził ponadto, że jeśli żołnierze składają meldunki Misiewiczowi, to świadczy to o tym, iż „armię drąży choroba poddaństwa albo pogardy dla samych siebie”. – Ja bym sobie nigdy na to nie pozwolił, żeby panu Misiewiczowi, który jest rzecznikiem prasowym, chodzić i meldować jako dowódca wojsk lądowych czy dowódca dywizji. Dla mnie to jest nie do przyjęcia – powiedział Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych.

Jak pisze w naTemat Jarosław Karpiński, prezes PiS nie rzuci Misiewicza opozycyjnym wilkom na pożarcie, bo wystąpiłby przeciwko Macierewiczowi. A ten jest liderem „betonowego” elektoratu PiS, najwyższym kapłanem religii smoleńskiej i rzeczywistym numerem 2 w partii. Otwarty konflikt z szefem MON mógłby skutkować rozłamem w Prawie i Sprawiedliwości, na co prezes państwa nie może sobie przecież pozwolić.

KRYSTYNA NIE WYTRZYMAŁA WIDOKU OPOZYCJI U MERKEL. JAD SIĘ ULAŁ W TRAKCIE KOLACJI…

c4glmnzw8aeeoiv

Waldemar Mystkowski pisze o wizycie Merkel w Warszawie.

kaczynskiego

Kaczyńskiego niet dla Tuska

Wizyta Angeli Merkel mogła być istotnie powstaniem z kolan przez PiS. Tak się jednak nie stało. Partia Kaczyńskiego, jak i prezes – leżą. Nie jest to wcale pocieszające dla nas wszystkich Polaków, nawet dla przeciwników PiS.

Kanclerz Niemiec jest nieformalnym przywódcą świata zachodniego, po abdykacji USA, które wybrały sobie Donalda Trumpa na prezydenta. Merkel nie zawodzi, o czym można było się przekonać na konferencji prasowej, którą wspólnie odbyła z Beatą Szydło. Premier rządu polskiego usłyszała, czym jest demokracja, co znaczą wolne media, czym była „Solidarność” (w tym wypadku Lech Wałęsa).

(BĘDZIE POPARCIE OD WSZYSTKICH EUROPEJSKICH PAŃSTW. OPRÓCZ JEDNEGO… W TEN SPOSÓB PiS NICZEGO W UNII NIE OSIĄGNIE )

c4giyutxaaikhkk

Cel wizyty kanclerz Merkel jest oczywisty, szukanie partnerów do ściślejszej integracji Unii Europejskiej, aby znaleźć względną przeciwwagę dla Rosji w Europie, a  w świecie zastąpić izolujących się Jankesów. Prawdopodobnie Niemcy stawiają na Donalda Tuska, na jego druga kadencję szefowania Rady Europejskiej.

Merkel od Szydło dowiedziała się, że rząd PiS nie poprze Tuska, choć premier rządu polskiego powiedziała, że się zastanawiają. Ale to Jarosław Kaczyński wydał w tej kwestii werdykt – niet. Dobrze czytacie. Rosyjskie zaprzeczenie oddaje kierunek polityki PiS – polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Wizyta Merkel była pod tym wzgledem porażką. O rozmowach polityków PiS z kancelerz Niemiec w zawłaszczonym przez PiS radiu, w audycji „Sygnały Dnia”, mówił Ryszard Legutko. Europosel PiS rezonował kompleksami Kaczyńskiego, widocznie w tej partii prezes zaraża wszystkich. Istotnie Tusk nie dostanie poparcia PiS, bo jego winą jest jakoby katastrofa smoleńska i afera Amber Gold. Możliwe, że w czasie wyborów na szefa Rady Europejskiej Tusk usłyszy zarzuty sfomułowane przez usłużnych PiS prokuratorów. Wina Tuska w kwestii katastrofy smoleńskiej jest formułowana obecnie poprzez nierozdzielenie wizyt jego i Lecha Kaczyńskiego. Wynika z tego – logika jest nieubłagana – że Tusk powinien lecieć do Rosji 10 kwietnia wraz z Lechem Kaczyńskim. Legutko nie mówi, gdzie leżałby Tusk? Na Wawelu pogodzony z Lechem K.?

Szanuję Legutkę jako filozofa, ale nie nadaje się do polityki. Jarosław Kaczyński zaś nie jest filozofem, a politykę uprawia taką, jak mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Gdybyście nie wiedzieli, jaką funkcję pełni w Unii Europejskiej prezes PiS, spieszę wyjaśnić, że też nie wiem, ale musi pełnić, bo oto zapowiedział Ukraińcom, że nie wejdą do Unii Europejskiej z Banderą jako ich bohaterem.

Kaczyński powiedział: niet. Tak samo, jak mówi Putin i jak mówił Janukowycz. Podejrzewam, że Kaczyński może jednak kandydować w Unii Europejskiej, na stanowisko „przyjaciel Putina”, acz może mieć konkurencję w osobie Marine le Pen i Viktora Orbana. Nie wiem, czy pocieszeniem dla prezesa jest, iż Polska też nie weszłaby do Unii Europejskiej, gdyby rządy sprawowała jego partia.

c4gczomxuaaxovn

Kaczyński ma jeszcze inne przymioty, o czym stale i wciąż się przekonujemy. Mianowicie wróży, a to znaczy, iż szykuje kolejny zamach na standardy demokratyczne. Prezes PiS w wywiadze wróży drugi pucz. Czy Grzegorz Schetyna będzie tak samo ustępliwy, iż pucz sam rozwiąże?

Bo to Schetyna dał się nabrać. Kaczyńskiemu chciałbym przypomnieć, że pucz przeprowadza wojsko, a w tej części Europy, opozycja i społeczeństwo obywatelskie wprowadzili nowe znaczenie słowa Majdan. I Schetyna może zaprowadzić ten Majdan w sali posiedzeń Sejmu, a nawet w Sali Kolumnowej, choć tam na taki wypadek została zainstalowana kratownica. Ale to nie opozycyjni posłowie dokonają Majdanu, czy też jak mówi Kaczyński swym pokrętnym językiem, puczu. To społeczeństwo obywatelskie jest groźne dla władzy PiS. Dla Kaczyńskiego zagrożeniem są Polacy, a jest rodaków 81 proc. Tak, to ci, którzy nie głosowali na PiS.

Z wywiadu dla „Gazety Polskiej” może się cieszyć Schetyna, który został w nim nazwany Bogiem. Zdziwieni? Kaczyński powiedział, że na Jasnej Górze modlił się wraz z pisowcami do Boga o rozwiązanie „puczu” w sali sejmowej. A jak wiadomo, „pucz” rozwiązał Schetyna. Nie zdziwię się, gdy Schetyna ogłosi: „mówcie do mnie Bóg”.

ZIMNA MERKEL, NAGRZANA SZYDŁO. A JUTRO PAWŁOWICZ ZNÓW ZACZNIE UJADAĆ NA ZDRAJCÓW LEWAKÓW NA USŁUGACH NIEMIEC. HIPOKRYZJA W CZYSTEJ POSTACI.

c4gg7eswyaqoadj

WYŁAPYWANIE ZDRAJCÓW NARODU TRWA…

c4hdjrdwiaaw00f

>>>

CZY MY JESZCZE JESTEŚMY W EUROPIE?

c4d_joowaaq-dbx

POLACY ODPOWIADAJĄ MORAWIECKIEMU NA APEL „WRACAJCIE”. Warto przeczytać

c4dmr_hwcai7kgw

Niedojda, a nie szef dyplomacji Witold Waszczykowski robi z własnej gęby cholewę. Tak ma ta nieogolona Anna Fotyga. O niepoparciu Donalda Tuska pisze Paweł Kośmiński („Wyborcza”). – No, niech próbuje! – poradził byłemu premierowi szef MSZ Witold Waszczykowski. I dodał, że wiele zależy od tego, „czy pan Donald Tusk pojawi się w Polsce”. Jak twierdzi prezydencki doradca Krzysztof Szczerski, „żeby kogoś poprzeć, to najpierw musimy mieć z nim kontakt”. A częstszy Andrzej Duda ma ponoć nawet z prezydentem Chin.

pis

PiS poprze Tuska na drugą kadencję? Waszczykowski: Być może zgłoszą się inni kandydaci… Na przykład francuscy

Podczas ostatniego szczytu UE na Malcie Donald Tusk powiedział, że „jest gotowy”, by przewodniczyć Rady Europejskiej drugą kadencję. Obecna kończy się 1 czerwca przyszłego roku.

Waszczykowski: No, niech próbuje!

– Dla mnie to kuriozalna sytuacja, że przedstawiciel danego kraju nie wnosi tej prośby w swoim kraju, do swojego rządu, do swoich władz, tylko przedstawia ją na arenie międzynarodowej – stwierdził w RMF FM Witold Waszczykowski.

Już jednak w ubiegłym roku Jarosław Kaczyński powiedział w wywiadzie dla „Polska The Times”, że „wyobraża sobie, że polski rząd nie poprze Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej”, sugerował, że mogą mu zostać postawione „jakieś zarzuty”. Pod koniec stycznia w Radiu Wrocław wprost stwierdził już, że „nie można popierać pana Tuska”.

– No ale może warto było jednak sprawdzić – stwierdził mimo to we wtorek Waszczykowski. – Wszystko zależy od pana Donalda Tuska – czy pan Donald Tusk pojawi się w Polsce, podejmie jakąś poważną rozmowę z władzami polskimi, przedstawi jakąś koncepcję, co zrobił przez dwa lata jako szef Rady Europejskiej, co chce zrobić przez następne dwa lata z hakiem. No, niech próbuje!

Tuskowi szef polskiej dyplomacji zarzucił, że „ignoruje własne państwo, ignoruje własny rząd”, co nazwał „groteską”.

Pytany, czy może polski rząd poprze kogoś innego, a jeśli tak, to kogo, Waszczykowski odparł: – Są takie rozważania, natomiast jest za wcześnie… Czekamy w tej chwili na wyjaśnienia premiera Tuska. Być może zgłoszą się jeszcze inni kandydaci. W mediach funkcjonują np. kandydaci francuscy. Będziemy na ten temat rozmawiać.

Szczerski: Nawet prezydent Chin…

Z kolei prezydencki doradca Krzysztof Szczerski stwierdził w radiowej Trójce, że „żeby kogoś poprzeć, to najpierw musimy mieć z nim kontakt”, tymczasem „Donald Tusk z Pałacem Prezydenckim nigdy przez rok o żaden kontakt nie zabiegał”.

– Pan prezydent Duda odwiedził przewodniczącego Tuska w styczniu tamtego roku w Brukseli. Od tej pory przewodniczący Tusk w ogóle z panem prezydentem Dudą nie chciał nawet nawiązać kontaktu. Mimo że był w Warszawie na szczycie NATO – mówił Szczerski.

To jego zdaniem zastanawiająca sytuacja, „bo nawet kurtuazja wymagałaby zwrócenia się o rewizytę”. – To są pewne braki nawet w standardach dyplomatycznych – ocenił. Jak podkreślił, nawet prezydent Chin odwiedził Polskę w niecały rok od wizyty prezydenta Dudy w Chinach, nie mówiąc o innych przywódcach i ważnych politykach europejskich, z którymi polskie władze mają stały kontakt.

W grudniu ubiegłego roku Tusk mówił: – Dla mnie jest ważne, że dziś w Brukseli robię skutecznie to, co moim zdaniem jest w interesie Polski: a więc zacieśnienie więzi w Europie, utrzymanie dobrych relacji z Niemcami i z Francją. To, że to nie jest polityka, jaką prezentuje polski rząd – to prawda. Ale ja naprawdę inaczej definiuje polskie interesy niż PiS. Powiem twardo: uważam, że je precyzyjniej i lepiej definiuję.

c4aboiywiaazsaq

Angela Merkel ciągle daje szanse Polsce. Czy Kaczyński z tego skorzysta? Bartosz T. Wieliński rozważa. To, że Merkel musi nagiąć protokół dyplomatyczny, by dowiedzieć się, co rządzący Polską polityk myśli o przyszłości Unii Europejskiej, pokazuje słabość układu władzy nad Wisłą.

c4d4rfbwcaah7cn

Merkel do Kaczyńskiego: Chcecie być na peryferiach?

Spotkanie z niemiecką kanclerz Angelą Merkel w warszawskim hotelu Bristol można uznać za sukces Jarosława Kaczyńskiego. Oto najważniejsza polityk Europy, nazywana nawet przywódczynią wolnego świata, odwiedza niepełniącego żadnych funkcji państwowych posła. Ba, wręcz zabiega o rozmowę. To pokazuje, że Niemcy pogodzili się z tym, kto naprawdę rządzi nad Wisłą.

Na spotkaniu prezes PiS bez wątpienia wizerunkowo zyska. Ale czy faktycznie będzie to jego zwycięstwo?

Podczas jednodniowej wizyty kanclerz spotka się z prezydentem Andrzejem Dudą, premier Beatą Szydło, a także przywódcami opozycji. To standardowy program.

Merkel objeżdża Europę, by zapewnić spokój w UE i na jej peryferiach w roku wyborczym – jesienią w Niemczech odbędą się wybory parlamentarne, a zwycięstwo chadecji jest coraz mniej pewne (poniedziałkowy sondaż INSA daje prowadzenie socjaldemokratom 31 do 30 pkt proc.).

W zeszłym tygodniu kanclerz spotkała się w Ankarze z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem. Na sali była tylko jedna malutka flaga Niemiec i kilka dużych flag tureckich. Ta niewątpliwa zniewaga nie zrobiła na Merkel wrażenia, bo potrzebuje Turcji, by zażegnać kryzys uchodźczy. Czymże w porównaniu z tym jest spotkanie z Kaczyńskim w Bristolu? Tym bardziej że gospodarz raczej się postara, by było miło.

Jednak sam fakt, że Merkel musi nagiąć protokół dyplomatyczny, by dowiedzieć się, co rządzący Polską polityk myśli o przyszłości Unii Europejskiej, pokazuje akurat słabość układu władzy nad Wisłą.

To Kaczyński, który obecnie pociąga w Polsce za wszystkie sznurki, ma decydujący wpływ na polską politykę zagraniczną. To on, a nie premier Szydło czy szef MSZ Witold Waszczykowski, będzie decydował o polskim stanowisku w sprawie nieuniknionych zmian w UE.

Prezes PiS z partnerami z zagranicy o tym nie rozmawia, nie licząc sporadycznych spotkań z premierem Słowacji Robertem Ficą czy szefem węgierskiego rządu Viktorem Orbánem. Ten – w przeciwieństwie do Kaczyńskiego – jest międzynarodowym salonowcem. Zna języki, zna Brukselę, a dzięki członkostwu Fideszu w Europejskiej Partii Ludowej (EPP) ma bezpośredni dostęp do najważniejszych polityków, takich jak Merkel, szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker czy szef Rady Europejskiej Donald Tusk. PiS sam skazał się na europejską marginalizację, odchodząc kilka lat temu z EPP i tworząc frakcję Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Kaczyński w Europie nie bywa, z nikim nie wymienia poglądów, wątpię, by był w stanie w ogóle myśleć w szerszych kategoriach niż własne państwo. W tych trudnych czasach to nie najlepszy prognostyk na przyszłość.

Tym bardziej że Unia po wyborach prezydenckich we Francji(maj) i do Bundestagu w Niemczech (wrzesień), o ile do władzy w którymś z tych krajów nie dojdą wzorujący się na Donaldzie Trumpie populiści, będzie musiała zacieśnić integrację, a o wyraźnym podziale Europy na tzw. prędkości mówi się coraz głośniej.

Jeśli Kaczyński nie przeskoczy własnego cienia, nie odbuduje stosunków z najważniejszymi graczami w UE, Polskę czekają unijne peryferia. Angela Merkel nie pozostawi co do tego żadnych wątpliwości. Bo właśnie po to do Warszawy przyjeżdża.

UPS… PIENIĄDZE ROZDANE LUB WYDOJONE. PAŃSTWO ZADŁUŻONE PO USZY. POLSKA SIĘ NIE ROZWIJA. POLSKA SIĘ COFA.

c3-23utw8aqfa7c

Waldemar Mystkowski pisze o pozwie, jakie wystosowało OKO.press względem kancelarii Szydło.

c4d3blowaaimfkj

Redakcja portalu OKO.press nie wytrzymała i podała Kancelarię Prezesa Rady Ministrów do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Urzędnicy Beaty Szydło nie wywiązują się z nałożonych na nich prawem obowiązków. OKO.press wystąpiło o udostępnienie im rejestru umów zawartych między kancelarią a podmiotami zewnętrznymi w okresie od od 1 czerwca 2015 do 20 listopada 2016 roku. „Kto, co i za ile” – tyle chcieli uzyskać dziennikarze, bo póki co urząd państwowy ma obowiązek udzielić informacji mediom i zainteresowanym obywatelom dotyczących ich działalności i wydatków.

Ustawa o dostępie do informacji precyzuje terminy. Podstawowy – to niezwłocznie w ciągu 14 dni kancelaria winna udzielić odpowiedzi. Wydłuża się ten termin, gdy zgromadzenie informacji wymaga nie lada wysiłku, maksymalnie mogą to być 2 miesiące.

OKO. press czekało, czekało i nie doczekało, mimo iż portal zastosował się do wszystkich procedur i wymogów formalnych, włącznie z użyciem specjalnego formularza, który na stronach kancelarii jest dostępny do wypełnienia.

Pozew do sądu administracyjnego dotyczy dwóch zarzutów: bezczynności urzędników Szydło i szefowej kancelarii Beaty Kempy oraz naruszenia prawa dotyczącego dostępu do informacji.

Sąd winien zobowiązać Kancelarię Premioera do realizacji wniosku o dostęp do informacji i nałożyć karę grzywny za naruszenie ustawy.

Władza PiS ma szczególny sposób postępowania z mediami i stowarzyszenia specjalizującymi się w transparentoności urzędów państwowych, jak Sieci Obywatelskiej Watchong Polska. PiS po prostu nie wywiązuje się i ignoruje, stosując zasadę kaczystowską: przeszkadzają nam rządzić, czyt. demolować.

Dlaczego PiS-owi przeszkadzają? Bo PiS naprawdę nie potrafi rządzić, nie potrafi odpowiadać. Ta partia robi w balona innych, a szczególnie mających wiedzę, czego należy się domagać od urzędników na państwowych posadach. To, że nie są to żadni fachowcy, bo są z zaciągu partyjnego, wszystkim wiadomo, bo PiS zignorował zasadę sprawnego państwa: korzystać ze Służby Cywilnej. Ale PiS woli swoich Misiewiczów i Pisiewiczów, którzy wreszcie dostali odpowiednie do swojej fachowości – opis możliwości.

Generał Waldemar Skrzypczak opisał owe mityczne możliwości Misiów-Pisiów: delikwenci do kuchni, odmaszerować!. Copyright – niech mi generał wybaczy – należy jednak do niemieckich dziennikarzy, którzy opisali fachowość Delikwentów Dwóch – jako Kartofli.

Ta władza jest kartoflana, tak traktuje swoje powinności, tak czyta prawo, tj. nie stosuje się do niego. Kartofel, nie kartofel, wreszcie jednak kiedyś stanie przed sądem, czy też Trybunałem Stanu i szybciej będzie jeden z drugim z gara (bądź poza korytem) odpowiadać niż 2 tygodnie, czy też 2 miesiące – natychmiast, a do tego z użyciem zwrotu grzecznościowego: Wysoki Sądzie…

c4amqimwaaaozdg

Kleopfas Wieniawa pisze o skutkach, jakie szybko odczujemy z powodu prezydenta USA.

trump

Całkiem niedawno mogliśmy czuć się bezpiecznie i trzymać polski fason, „moja chata z kraja”. Ot, na miejscu złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.

Złapał pisowiec peowca… Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy w USA Baracka Obamę zastapił Donald Trump. Jeszcze zdążył przyjechać do Żagania kontygent wojsk amerykańskich, ale to z dużo wcześniejszego rozdania PO i NATO.

Ten czas sielanki kończy się. Polska ma jedynego fałszywego sojusznika w Europie – Węgry, które sprzedadzą nas za czapkę rosyjskich gruszek.

Jarosław Kaczyński wyizolował nas w Unii Europejskiej i wątpię, czy dogada się z Angelą Merkel. Ale to i tak nie poprawi naszego bezpieczeństwa i sytuacji geopolitycznej, która zagląda nam w nasze przerażone oczy.

Więcej będziemy wiedzieli po spotkaniu Trumpa z przywódcami państwo NATO, ale dzisiaj można wskazać na dwa czynniki, które zdeterminują owe spotkanie. Przede wszystkim Trump nie wierzy w NATO i to nie z powodów, iż USA na sojusz najwięcej łoży, ale nie wierzy w wartości świata zachodniego, wartości demokratyczne, które są dla niego tyle samo warte, co autokratyczne, idąc dalej, co jego przyjaźń z Putinem.

Całkiem możliwe, że Putin zechce sprawdzić więź swoją z Trumpem i najedzie sobie na Estonię. Kto będzie chciał umierać za Tallin? Na pewno nie Jankesi, na pewno nie Europa. Może Macierewicz z Misiewiczem?

Znawczyni USA i polityki globalnej Anne Appelbaum w wywiadzie z „Newsweekiem” kasandryczy, iż USA czeka ciężkie doświadczenie kryzysowe, a naszą część Europy rosyjska okupacja.

Aby być dokładnym, wybitna publicystka mówi: nie chcę wieszczyć katastrofy.

MA RACJĘ MICHAŁ SZCZERBA – DOM WARIATÓW

c4aj35cwiaij02e

>>>

NEUMANN MA RACJĘ. ŻADEN RZĄD NIE ŁAMAŁ TAK JAK PiS PRAW OBYWATELSKICH I TAK BARDZO NIE LICZYŁ SIĘ Z LUDŹMI.

c3qaoycwyaadbgz

TAKIE PRZYSŁOWIE NA DZISIAJ 🙂

c3p4jmoxaaq8ior

Andrzej Duda to żaden prezydent. To marny prowokator. Pisze Rafał Zakrzewski („Wyborcza”).

c3lctx9wqaad91n

Milczący Andrzej Duda przemówił w poniedziałek do mieszkańców Żagania. Jego słowa były bulwersujące: „Chcę państwu powiedzieć jedno: ten program będzie zrealizowany z żelazną konsekwencją. I nie zostanie zatrzymany przez żaden jazgot, przez żadne demonstracje. A jeżeli trzeba, to mam nadzieję, że państwo przyjedziecie i pokażecie swoją postawą, że właśnie takiej polityki chcecie”.

milczacy

Zdziwiły mnie wielce komentarze do tej wypowiedzi niektórych politologów czy socjologów – że oto prezydent wciąż się waha, czy być prezydentem samodzielnym, czy wiernym członkiem PiS.

Podpowiadam: długopis, którym prezydent Duda podpisuje ustawy, takich rozterek nie doznaje.

A jego słowa w Żaganiu to nie był głos „prezydenta wszystkich Polaków” ani głos, który – jak niedawno sam deklarował – łagodzi konflikty. Było to wezwanie do walki z niezadowolonymi z rządów PiS elitami – jak wcześniej wyjaśnił Duda mieszkańcom zebranym w Sali Kryształowej Pałacu Książęcego.

Na zachętę prezydenta: „Przyjedziecie?!”, wyselekcjonowany suweren zakrzyknął: „Przyjedziemy! Przyjedziemy!”.

W tym czasie przed bramą pałacu trwała pikieta KOD-u. Uczestnicy nieśli flagi i egzemplarze konstytucji. – Protestujemy przeciwko „dobrej zmianie”, przeciwko całej liście grzechów, które popełnił obecny prezydent. Protestujemy przeciwko jego postawie i piastowaniu przez niego tego urzędu – powiedział PAP Dariusz Nocek z lubuskiego KOD-u.

Dorzucę swoje trzy grosze. Już nie o roli prezydenta w rozbijaniu Trybunału czy niszczeniu polskiej szkoły, ale o jego kontaktach z obywatelami.

Duda kieruje do nich albo orędzia, pełne pustej retoryki o jedności narodowej, albo z rzadka udzieli wywiadu telewizji narodowej czy prawicowym gazetom – co służyć ma „ocieplaniu” wizerunku. Wiemy też co nieco o nocnym tweetowaniu, ale to w czasie wolnym.

Nie pamiętam zaś, by prezydent zgodził się na wywiad w mediach niezależnych od władzy czy tłumaczył swoje decyzje na konferencjach prasowych. Na zakończenie szczytu NATO w Warszawie wygłosił oświadczenie i opuścił salę wypełnioną zaskoczonymi dziennikarzami z całego świata. Czyżby to nieśmiałość?

Całkiem ją jednak traci, gdy spotyka się z suwerenem – jak w Otwocku rok temu. Komentował tam protesty KOD-u: – Widzę często na tych manifestacjach twarze właśnie tych, którzy w ostatnim czasie bardzo dużo stracili. Jak to się niektórzy śmieją: „Ojczyznę dojną racz nam wrócić, Panie”, mówią ci ludzie.

W Żaganiu też zobaczył „niezadowolone elity” i pogroził im pisowskim palcem.

Może teraz – gdy poczuł w sobie siłę – prezydent Duda spotka się z suwerenem w Ełku czy w innych miastach, gdzie buzują nacjonalistyczne emocje, dochodzi do przemocy na tle rasowym. Może głośno powie, co o tym sądzi. Może zainicjuje akcję edukacyjną, by tonować niechęć rodaków do obcych, eliminować bezrozumną nienawiść.

c3mrahfwiaykffj

KOLEJNE SŁOWO BOŻE GŁOSZONE PRZEZ POLSKIEGO KSIĘDZA „PO DOBREJ ZMIANIE”. WSTYD

c3p5cbxweaeilur

„Polityka” zajęła się Jarosław Kaczyńskim i jego dworem. „Limuzyny, asystenci, ochroniarze, przywileje, celebra”. „Polityka” pisze, że PiS dba tylko o swoje interesy.

bezkarni

Jarosław Kaczyński w samym centrum, wokół niego jego najbliżsi współpracownicy: Beata Szydło, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Marek Kuchciński. Prezes siedzi, oni klaszczą. Właśnie ogłoszono, że prezes Prawa i Sprawiedliwości został laureatem nagrody „Człowiek Wolności” tygodnika wSieci”. W końcu Kaczyński prosi klaszczących, by usiedli, macha ręką na Szydło, kiwa na Kuchcińskiego. Zdjęcie, na którym widać oklaskiwanego prezesa pojawiło się na okładce najnowszego numeru „Polityki”. „Dygnitarze” – głosi wielki napis nad zdjęciem.

„Tempo, w jakim władza deprawuje ludzi z PiS, porównać można jedynie z tym, w jakim Antoni Macierewicz pokonał trasę od ojca Rydzyka do prezesa Kaczyńskiego” – pisze „Polityka” i dodaje: „Miało nie być Bizancjum, nepotyzmu, celebry i arogancji władzy. Wyszło jak zawsze. A nawet znacznie lepiej”.

„Limuzyny, ochroniarze, przywileje…”

„Polityka” bierze na cel czołowych polityków PiS: m.in. prezesa Jarosława Kaczyńskiego, premier Beatę Szydło, ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, czy minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbietę Rafalską. Słów krytyki nie szczędzi też prezydentowi Andrzejowi Dudzie i rzecznikowi MON Bartłomiejowi Misiewiczowi.

Tygodnik zarzuca im „dbanie o siebie i swoich”, popieranie się przy obsadzaniu stanowisk w spółkach Skarbu Państwa i gwarantowanie sobie licznych przywilejów. „Polityka” pisze np., że Macierewicz „rozbudował własną ochronę do rozmiarów absurdalnych i niespotykanych w MON”, Misiewicz rozbija się rządowymi limuzynami i domaga się honorów od wojskowych, a Szydło i Duda za „wsparcie” przyznają swoim współpracownikom bardzo wysokie nagrody.

andrzej-saramonowicz

c3m746swyaan1dp

Waldemar Mystkowski pisze o Misiewiczu, który chce zdegradować generała broni Skrzpczaka.

Misiewicze i Macierewicze powodują upadek morale WP

Wychodzi na to, że Bartłomiej Misiewicz jest ważniejszy od Antoniego Macierewicza, choć ten go kolejny raz urlopował, czy ten zawiesił. A jeżeli ważniejszy od ministra, który w sprawach wojskowych zyskał więcej władzy niż konstytucyjny zwierzchnik Wojska Polskiego Andrzej Duda, logicznym jest, że Misiewicz jest kimś znaczniejszym od prezydenta RP.

Nie jest to gołosłowne stwierdzenie na temat tego niedouczonego farmaceuty, który nie potrafi posługiwać się jezykiem polskim. I wcale nie opowiadam skeczu z kabaretu, bo żaden kabaret nie jest w stanie opisać i ośmieszyć obecnej władzy. Zęby połamał sobie Robert Górski wraz z Kabaretem Moralnego Niepokoju, zamiast obnażyć, ukazać w krzywym zwierciadle w serialu „Ucho prezesa”, ocieplił wizerunek PiS i prezesa.

Dlaczego tak się dzieje? Obecna władza straciła kontakt z rzeczywistością, zainstalowała się ponad krytyką i dialogiem społecznym, niekoniecznie wywyższyła się (bo to także), ale przede wszystkim nie ma wśród niej przedstawicieli, którzy potrafiliby się obronić poprzez polemikę, marni są intelektualnie i nie posiadają rzeczywistych argumentów.

Mamy monolog tych samych postaci nieprofesjonalnie sprawujących władzę. W takim układzie wszelacy cwani faworyci są sięgnąć po władzę nieformalną, nawet większą w tym wypadku niż ma ją Duda. Faworyt Macierewicza powiela gesty swego ministra, bo jest wyjątkowo niedouczony i nieinteligentny, wie, że nic mu się nie stanie, zostanie urlopowany, schowany pod prześcieradło, aż plama przyschnie.

Misiewicz narobił w Białymstoku, tak się sfajdał, iż znowu toczy się jakieś postępowanie w jego sprawie. Guzik prawda, że mają być wyciągnięte konsekwecje, po prostu coś trzeba z Misiewiczem było zrobić, wyjdzie jeszcze z tego silniejszy. Dlaczego tak jest? Proste. Prawda stara jak świat, w stosunkach interpersonalnych rządzą zupełenie inne walory, o czym wiedziała madame Pompadour. Ludwik XV był narzędziem w rękach metresy.

Misiewicz na urlopie zapowiedział, że zdgreaduje generała Waldemara Skrzypczaka, skądinąd wybitnego żołnierza. Zestawmy to z inną degradacją, jaką zapowiedział Ludwik XV, pardon: Macierewicz w stosunku do generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka. Ci nawet nie mogą się bronić, acz nie wykluczam, iż będą protestować jako zombie.

c3m6c9xwyacse4z

Misiu Macierewicza chce zdegradować żyjącego generała Skrzypczaka, bo ten śmiał upomnieć się o przestrzeganie regulaminu Wojska Polskiego. Generał broni napisał: „Jeżeli żołnierz jest zmuszany do oddawania honoru osobie, która na dobrą sprawę nie ma żadnych uprawnień do tego, żeby być tym, za kogo się podaje, to pomijam, że to łamanie prawa i regulaminów wojskowych, ale jest to pogardzanie żołnierzem i mundurem.”

Chodzi o nadużycia zawieszonego rzecznika Macierewicza, który rozbija się po jednostkach wojskowych limuzną wartą przeszło milion złotych, pułkownikom i generałom nakazuje oddawać honory. Misiu na urlopie napiął się i napisał na Facebooku o generale Skrzypczaku, który wg niego ma być skażony genetycznie, co jest nieprawdą i swoistym splunięciem na naszą historię. Mianowicie Skrzypczak ma lepsze geny niż wszyscy pisowcy razem wzięci, jeden dziadek był oficerem WP, kurierem AK, za co siedział w więzieniu w stalinizmie, a drugi zginął w 1939 roku w Twierdzy Modlin.

No i ten język polski w wydaniu Misiewicza, który tak naprawdę jest sowieckim. Misiu napisał: „złożyłem skargę do MON w sprawie pozbawienia stopnia generalskiego Waldemara Skrzypczaka”. Czyli wcześniej generał Skrzypczak został pozbawiony stopnia generała, Misiewicz zaskarży więc tę niesprawiedliwość i będzie domagał się przywrócenia gwiazdek na pagonach Skrzypczaka.

c3mqycdweae3hqm

Taki niedorobiony ten Misiewicz, oczywiście chodziło mu o to, że wystąpił do MON ze skargą na generała, w której domaga się jego degradacji za to, że ten śmiał przypomnieć regulamin WP, a wg niego żołnierze nie powinni oddawać honoru salutu dyrektorowi gabinetu politycznego MON (bo taka jest oficjalna funkcja zawieszonego Misiewicza).

Guzik mnie obchodzi, czym salutują sobie Macierewicza z Misiewiczem w ciszy gabinetu, obydwaj uwłaczają publicznie honorowi żołnierzy, a tym samym niszczą ich morale. W dawnej Polsce obydwaj zostaliby wypłazowani, polska szlachta (ówczesne wojsko), a także ułani, takich gościów jak minister i jego Misiu okładaliby płaską stroną szabel po czterech literach, aż wybiliby im z głowy łamanie dobrych zasad, regulaminu. A możliwe, że doszłoby do krawędziowania, czyli użycia ostrej strony szabel, a tak traktowani byli recydywiści.

Moi przodkowie, a herb w moim rodzie jest hen od Piastów, mają na sumieniu takich Macierewiczów i Misiewiczów, którzy pałętali się w taborach.

Kleofas Wieniawa pisze o pisowskim patriotyzmie.

glinski-i

Piotr Gliński to prowincjusz pełną gębą – i to w złym znaczeniu. Można być prowincjuszem centralnym – i nie być oksymoronem. Bo kultura niezależnie, gdzie jest tworzona i w jakim miejscu, znajduje sobie miejsce przez talent i odwagę.

Yoknpatawha to prowincja amerykańskiego Południa (acz fikcyjna), jednak w kulturze to centrum, bo stworzył ją wielki William Faulkner. I jest bardziej uniwersalna od Starego i Nowego Testamentu.

Nasz Gliński to prowincjusz w nauce, żadna jego książka nie przebiła sie do świadomości czytelniczej, był/jest naukowcem żadnym. Gliński w rodzinie jest nawet prowincjuszem, bo jego brat Robert coś znaczy, a Piotr to nie tylko prowincjusz, ale margines, zapisek na marginesie. Jest ktoś taki, ktoś nieważny.

Jarosław Kaczyński nawet z braku laku (braku kadr) niegdyś uczynił go premierem technicznym in spe, wyszedł z tego tylko Tablet, acz za wierność Gliński został nagrodzony wicepremierem i ministrem od kultury.

Wszystkie jego dotychczasowe przedsięwzięcia w świecie kultury odbiły się śmiechem, a niektóre nawet rechotem. Obca mu jest kultura, mimo – jako napisałem – posiadania brata reżysera.

Przykucnął na jakiś czas Gliński, a ostatnio wyskoczył z Muzem II Wojny Światowej, które kroiło się na przedsięwzięcie dużego formatu, ale PiS chce przykrawać je do wielkości prezesa Kaczyńskiego, czyli do prowincji i skansenu.

Gliński wyskakuje z nowym projektem „Niepodległa”, na który ma zostać przyznaczone przynajmniej 200 mln zł. Okazją jest okrągła rocznica odzyskania niepodległości w przyszłym roku.

Ta „niepodległa”z daleka waniajet nieudacznictwem, sklarleniem wg wzorca patriotycznego. Wyjdzie jak z tym wielkim filmem hollywoodzkim.

Słyszę PiS to żałość pośladki ściska. A z takiego sentymentu zawsze wychodzi sraczka. Nawet gdyby dzisiaj urodził się pierwszorzędny geniusz drugorzędnego formatu (Gombrowicz o Sienkiewiczu) to na dźwiek PiS, udałby sie na emigrację – niekoniecznie wewnątrzną. Od skansenu i małości PiS należy uciekać, gdzie pieprz rośnie. Od czasu do czasu wykorzystywać ich, dmuchać w ich balony ego, bo to prowincjusze w złym znaczeniu.

SŁOWO BOŻE NA DZIŚ

c3lecyvwmaichvf

Tabliczka na cześć Antoniego Macierewicza zawisła w… żłobku na Pomorzu. „Zadziałał, aby ten obiekt powstał” 
http://dlvr.it/NGTbmQ
 #tokfm

efpcldag

Tomasz Lis skomentował: Sorry, takich jaj to nawet w PRL-u nie było.

>>>