Posts Tagged ‘Waldemar Żurek’

„Usłyszcie mój krzyk”.

Magdalena Środa na FB 👍 👏👏👏🇵🇱✌️🇪🇺

Trzy zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Sędzia Żurek jest poza zasięgiem blokersa Jakiego

Nie obchodzi mnie, pod którym blokiem za młodu wystawał Patryk Jaki, bo to dzisiaj on jest blokersem w sferze publicznej. Do takich osóbek ma zastosowanie „potęga smaku” Zbigniewa Herberta, zarówno estetycznie, intelektualnie, jak i mentalnie.

Oto do prawnika pełną gębą Waldemara Żurka odzywa się ten, który nie odróżnia apelacji od kasacji, iż „gdyby nie weto prezydenta, już pan Żurek nie miałby tej satysfakcji”.

„Tej satysfakcji” – dotyczy tego, iż magister prawa Ziobro i „blokers” Jaki przesłali listę 256 kandydatów na asesorów, których Krajowa Rada Sądownictwa nie zaakceptowała z powodów formalnych. Zauważmy, iż Jaki nawet w języku polskim jest beznadziejny. Nie wyobrażam sobie, aby Żurek miał „satysfakcję”, a wręcz przeciwnie: to odbiera satysfakcję uprawiania zawodu, gdy naprzeciw masz osoby niemające pojęcia, co robią. Jaki dla fachowca Żurka jest „dyskomfortem”. Przepraszam za określenie nomen-omen: Jaki jest byle jaki.

To, że coś się niszczy, to nie jest pojęcie o budowaniu. Żurek buduje autorytet prawa, a blokers Jaki niszczy autorytet prawa swoją niewiedzą, nie tylko nie odróżniając apelacji od kasacji. Niszczy język polski – co mnie z kolei wkurza – bo język polski Jakiego nie jest językiem, nie jest komunikatorem semantycznym, jest pluciem (czyli substancją organoleptyczną, acz metaforyczną), jest niechlujstwem. Jak się nie potrafi nazywać, to należy się nie odzywać.

Janczarzy od Ziobry nie zostali powołani na asesorów, bo Ziobro z Jakim nie potrafili wypełnić kwestionariuszy, w których występują braki („Największa grupa braków to były kwestie niewykazania stanu zdrowia kandydata i co ważne przepisy dosyć ściśle regulują, to w jaki sposób stan zdrowia asesora, sędziego jest stwierdzany”).

Ale to tylko cząstka „prawdy” o tych „fachowcach” Ziobrze i Jakim. Gorsze, że dyspozycyjni janczarzy zniszczą nie tylko sferę prawną, ale te rejony aktywności publicznej, o których prawo będzie wydawało wyroki. Dyspozycyjność jest wielokroć kosztowniejsza niż pomyłki. Pomyłkę naprawisz, braki charakteru – nie.

Mając przed sobą takich wybrakowanych fachowców – i to w każdej dziedzinie – można się załamać. Oby nam Polska się nie załamała, bo tąpnięcie już mamy. Na powierzchnię wyleźli blokersi Jaki i Ziobro z „parcianą retoryką, łańcuchami tautologii i pojęciami, jak cepy”. A fe!

To , które się zmaterializowało…

Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem?

Nie jest jakimś epokowym odkryciem stwierdzenie, że Jarosław Kaczyński jest tchórzem. I bez spostrzeżenia posłanki Nowoczesnej Joanny Scheuring-Wielgus to wiemy. A obruszenie się Jacka Sasina, aby „nie obrażać Jarosława Kaczyńskiego”, świadczy o samym Sasinie, a nie jest żadną obroną odwagi Kaczyńskiego.

W polityce tchórzostwo bądź jego antonim są zbędne, a pożądana jest bezczelność – w polskiej polityce na pewno. Problemem jest dobór wykonawców. I tutaj moje uznanie dla Kaczyńskiego, który dobrał ludzi takich, jak Sasin, niekompetentnych, za to mających ambicje wspięcia się jak najwyżej. Tacy są pisowcy i dlatego będą wierni.

Niekompetentny w polityce – znaczy niezbyt zdolny, mało kreatywny, odtwórczy. Taki zbiór ludzi musi być dowartościowany poprzez odjęcie innym cech kompetencji, fachowości, przynajmniej współrzędności. Dlatego Kaczyński użył w stosunku do innych, niepopierających go i protestujących terminu „ludzi gorszego sortu”.

Zdegradował nieswoich zwolenników nie tylko z pozycji społecznych i zawodowych, ale i Polaka. Wszak gorszy sort nie brzmi dumnie. Jak wobec tego zostali wywyższeni zwolennicy Kaczyńskiego, jakiego dostali kopa w samopoczucie, wznieśli się jak balony. Niestety, strona poniżana, choć wzięła w nawias ten sort i potraktowała ironicznie, przeceniła zwolenników Kaczyńskiego – oni naprawdę nie znają słowa ironia.

Czy tchórzostwo Kaczyńskiego, a w zasadzie bezczelność już teraz wysiudają Beatę Szydło z siodła premiera? Wiele by na to wskazywało, czy jednak prezes na to się zdecyduje?

Ostatnio Szydło praktycznie nie jest obecna w przestrzeni publicznej. Dała o sobie znać chęcią eksportowania pomnika Jana Pawła II z Francji, jakby to był wrak smoleńskiego Tupolewa. Odwiedziła nawet Bogdana Rymanowskiego w TVN24, gdzie niczego odkrywczego nie powiedziała. Nie zajmuje głosu w wielu ważnych sprawach.

Z Szydło wychodzi szydło niekompetencji, lecz to jest wygodne dla Kaczyńskiego, bo dla elit politycznych i dziennikarskich on jest instancją. Choć Szydło zaliczy jakąś wpadkę (cóż, taka jest), nikt z tego nie robi zarzutu większego kalibru, bo ona taka jest, a do elektoratu to nie dociera.

Ludwik Dorn twierdzi, że „wobec usamodzielnienia się prezydenta, słaby, uległy, pozbawiony zdolności przywódczych premier – a taka jest Beata Szydło – staje się problemem”. Nie jestem pewien, czy Duda się usamodzielnił. To jego zaplecze pchnęło go do tego, gdyż chcą sięgnąć po frukta, które są poza kancelarią. I nie piszę tutaj o rzeczniku Krzysztofie Łapińskim, a raczej o szefie gabinetu Dudy Krzysztofie Szczerskim.

Duda ma ponoć silną potrzebę akceptacji, tak utrzymuje publicysta „Newsweeka” Michał Krzymowski, który ma dobre wtyki w obozie PiS. Akceptacji potrzebują ludzie nijacy, bez właściwości. Jak ich nie pogłaszczesz po głowie, będą smutni, płaczliwi i doprowadzać się będą do desperacji, aby uścisnąć twoją dłoń, która ma głaskać.

Tak! To prezydent. Kaczyński ustawy sądowe ma dopięte po swojej myśli. Spotykać się będzie jeszcze z Dudą po to, aby omówić inne kwestie i aby nie zadrżała mu ręka przy parafowaniu ustaw, o które rozgorzeją kolejne wojny – np. tzw. repolonizacja mediów.

Czy Kaczyński zrezygnuje z roli naczelnika, do którego na Nowogrodzką schodzą się wszyscy, włącznie z nijaką premier. Wydaje mi się, że bardziej rozsmakował się w ważności, niż odpowiedzialności. Dorn utrzymuje, że kandydat na premiera jest tylko jeden – prezes.

Pozostają wobec tego otwarte pytania: Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem? Czy bezczelność zamieni na odwagę odpowiedzialności, bo prędzej czy później rządzący tej partii staną przed Trybunałem Stanu za rozwalenie demokracji w Polsce?

Autokalipsa Piotra S. z Niepołomic (pieśń)

Ocalić obywatela, szarego człowieka,

czy ocalić w sobie Gilgamesza Hektora Rolanda

 

Ile było w bohaterach szarego człowieka,

a ile jest w nas hohatera

 

Piotr z Niepołomic jest w każdym z nas,

doszedł do złotego runa nicości ostatniej nagrody

 

Zostawił swój manifest,

a wziął ze sobą nasze tożsame  manifesty

 

Alter ego Tadeusz Konwickiego

szedł pod PKiN po małą apokalipsę

 

Szłość samojedna,

jak pisał Miron Białoszewski

 

Piotr S. z Niepołomic dokonał autokalipsy

wśród obróconych plecami

 

Dał nam świadectwo Szarego Człowieka,

abyśmy zostali z tym Łazarzem Obywatelem

 

Musimy go wskrzesić,

bo cudem jest być sobą, być wolnym

 

Prawdy nie da się zakrzyczeć, ani zamilczeć,

płonie, jak olimpijski znicz

***

DZIŚ WSPOMINAMY TYCH, KTÓRZY ODESZLI. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.

>>>

>>>

NAJPIĘKNIEJSZE PODZIĘKOWANIA JAKIE MOGLIŚMY DOSTAĆ. TO DLA NAS WSZYSTKICH :)))

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, co wynika z dymisji Wacława Berczyńskiego. Jeśli okazałoby się, że Wacław Berczyński jest mitomanem, nie byłoby to problemem. Znacznie poważniejszą sprawą byłoby, gdyby miał wpływ na zakup śmigłowców dla polskiej armii od poważnego światowego koncernu.

Dr Wacław Berczyński, przewodniczący podkomisji badającej katastrofę smoleńską, podał się do dymisji. Ostatnio dał się poznać jako autor teorii o bombie termobarycznej, która rozerwała kadłub prezydenckiego tupolewa przed lotniskiem w Smoleńsku (choć nikt wybuchu nie widział, nie słyszał, nie zarejestrowały go przyrządy podkładowe, a załoga rozmawiała do samego końca, nie wiedząc, że samolot wybuchł). Jednak nie te dyrdymały były powodem rezygnacji.
W zeszłotygodniowym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” Berczyński powiedział, że Antoni Macierewicz uczynił go pełnomocnikiem ds. zakupu caracali – francuskich śmigłowców, na które polski rząd miał podpisać kontrakt. A on te caracale „wykończył”.MON wydał błyskawicznie ratunkowy komunikat, w którym stwierdził, że Berczyński nie miał żadnego wpływu na decyzje ws. śmigłowców.

Możemy przyjąć, że to prawda. Wtedy przewodniczący komisji badającej wypadek Tu-154 z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie okazałby się mitomanem. Nie byłoby to wielkim problemem. W 2013 r. przewodniczący Komitetu Naukowego Konferencji Smoleńskiej prof. Jacek Rońda stwierdził w TVP, że ma dokument, który stwierdza, że piloci tupolewa nie zeszli poniżej 100 m. Pół roku później z rozbrajającą szczerością przyznał w Telewizji Trwam, że takiego dokumentu nie ma, a w TVP „blefował”. Odszedł z komisji, nie zmniejszając w oczach ludu smoleńskiego jej wiarygodności.

Komisja smoleńska składa się bowiem z „osobliwych” naukowców, a jedynym autorytetem, który orzeka o naukowości jej argumentów, jest prezes PiS Jarosław Kaczyński. Nikt na świecie nie przejmuje się tym, co ustalili smoleńscy naukowcy.

Możemy też przyjąć odwrotną tezę – Wacław Berczyński mitomanem nie jest i faktycznie wpływał na odwołanie zakupu caracali. Wtedy sprawa jest poważniejsza. Wiele wskazuje na to, że Berczyński faktycznie miał dostęp do dokumentacji przetargowej. Co więcej, przez lata pracował dla amerykańskiego koncernu Boeing, którego trzy samoloty dla VIP-ów kupił MON, łamiąc przy tym procedury.

Jeśli prawdą jest, że na decyzje o zakupie śmigłowców dla armii miał wpływ zaprzyjaźniony z szefem MON emerytowany naukowiec snujący teorie o bombie termobarycznej, to Polska staje się państwem, w którym obowiązują standardy nawet nie republiki bananowej. Gorzej. Stajemy się republiką paranoiczną.

POLACY SPOGLĄDAJĄ TERAZ NA PiS. NIECH RZĄD POKAŻE CZY SŁUCHA SUWERENA? BO TAK PRZECIEŻ TWIERDZI SZYDŁO I CAŁA JEJ JEDYNIE SŁUSZNA PARTIA…

Wojciech Czuchnowski pisze o kulisach przesłuchania Donalda Tuska. Przed przesłuchaniem przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska prokurator uprzedził go, że ma prawo odmówić odpowiedzi, jeśli jej udzielenie groziłoby mu odpowiedzialnością karną.

Formuła „przesłuchania z uprzedzeniem” stosowana jest, gdy prowadzący sprawę prokurator nie wyklucza, że świadek może dołączyć do osób, które mają w śledztwie zarzuty.

O prawie do odmowy odpowiedzi na pytanie „jeżeli udzielenie odpowiedzi mogłoby narazić jego lub osobę dla niego najbliższą na odpowiedzialność za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe” świadek informowany jest na standardowym druku przed przesłuchaniem. Jednak w przypadku Tuska prokurator osobno zwrócił mu uwagę na art. 183 kodeksu postępowania karnego, mówiąc właśnie o możliwości uchylenia się od odpowiedzi.

Tusk nie uchylił się od żadnej odpowiedzi

– Przesłuchanie z uprzedzeniem nie przesądza o tym, że rola procesowa świadka ulegnie zmianie na dalszym etapie śledztwa – podkreśla mec. Marek Małecki, pełnomocnik oskarżonych w głośnych procesach karnych.

Tusk przesłuchiwany był w środę jako świadek w śledztwie dotyczącym umowy o współpracy pomiędzy Służbą Kontrwywiadu Wojskowego a rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Umowa (dotycząca m.in. wymiany informacji i zwalczania terroryzmu)  podpisana w 2013 r. nigdy nie weszła w fazę realizacji. Tusk jako premier zgodził się na jej podpisanie w 2011 r. Obecne władze twierdzą, że umowa szkodziła interesom obronnym Polski.

Jak podaje rozmówca „Wyborczej”, Tusk ani razu nie skorzystał z artykułu 183 i nie uchylił się od odpowiedzi . Przesłuchanie było tajne, tak jak całe śledztwo. Z informacji „Wyborczej” wynika, że brał w nim udział b. szef SKW gen. Janusz Nosek, jego prawnik. Wojciech Brochwicz (jeden z założycieli służb specjalnych III RP)., oraz pełnomocnik gen. Piotra Pytla, następcy Noska na stanowisku szefa SKW. Obu generałom postawiono zarzuty za podpisanie umowy z FSB i w przesłuchaniu mogli uczestniczyć jako strony postępowania.

Tuska reprezentował: Roman Giertych (b. wicepremier w rządzie PiS).

Dlaczego przesłuchanie trwało aż 8,5 godziny? Informator „Wyborczej” wymienia dwa powody: prokurator miał „grubo ponad 100 pytań” i całość „mozolnie” protokołował ręcznie.

Tusk dziękuje za wsparcie

Jak już informowaliśmy w „Wyborczej”, prowadzącego śledztwo interesowało to, dlaczego Tusk, wyrażając zgodę na podjęcie współpracy pomiędzy służbami, nie konsultował się z ówczesnym szefem MON Tomaszem Siemoniakiem. Tusk miał odpowiedzieć, że skoro SKW podlegała MON, było dla niego oczywiste, że kierownictwo resortu ma pełną wiedzę o sprawie.

Druga seria pytań dotyczyła samej współpracy, a dokładnie okresu przed poinformowaniem o niej premiera. Chodzi o kilka miesięcy po katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. Funkcjonariusze SKW pracowali wtedy na terenie Rosji i zbierając materiały do polskiego śledztwa, musieli korzystać z pomocy służb rosyjskich oraz informować Rosjan o swojej aktywności w ich kraju. Zdaniem obecnego kierownictwa SKW (które złożyło zawiadomienie o przestępstwie w sprawie umowy z FSB) było to „szkodliwe dla interesów obronnych RP”.

Tusk, który w środę wieczorem dziękował ludziom witającym go na dworcu w Warszawie i czekającym potem pod prokuraturą, w czwartek jeszcze raz dziękował na Twitterze: „Drzewo zetną, bażanta zastrzelą, ale Was nie zmogą. Dzięki za Wasze ‚Sto lat’ – najpiękniejsze, jakie w życiu słyszałem”.

„Na zachętę” została dyrektorem, nic dziwnego, że słoma z butów wychodzi ” – Jan Grabiec

Waldemar Mystkowski pisze o zastraszaniu sędziów KRS.

Metody PiS są tak parciane, jak ich politycy.

W zastraszaniu władze PiS są mistrzami, taki ich genotyp. Na rozkładówce znajduje się sądownictwo, więc uderzają w ludzi prawa, którzy bronią niezależności władzy sądzenia. Metody PiS są tak parciane, jak ich politycy.

Rzecznik i członek Krajowej Rady Sądownictwa sędzia Waldemar Żurek szczególnie leży PiS na wątrobie, bo nazywa rzeczy po imieniu, czyli bezprawie nazywa bezprawiem. A tego dopuszczają się organa rządzone przez PiS.

Kilka miesięcy temu Żurek dostał się w tryby machiny PiS z powodu oświadczeń majątkowych. Skonstruowane zostały w stosunku do niego jakieś podejrzenia z sufitu, które w istocie nie są warte zainteresowania publiki, ale można odpowiednio je obrobić w mediach kierowanych przez Jacka Kurskiego. Przede wszystkim samego sędziego zastraszyć przez tajne służby, którymi zarządza Mariusz Kamiński. Ten przed objęciem władzy przez PiS miał wyrok 3 lat bez zawiasów, lecz jeszcze nie był nieprawomocny. Ułaskawił go Duda, a Kamiński poszedł w ministry. W ten sposób Polska pisowska nabierała cech republiki bananowej.

Ktoś konduity Kamińskiego stoi na czele służb. Kamiński zresztą działa tak, jak w latach 2005-2007, gdy ścigał Andrzeja Leppera, lecz wywrócił się na skórce banana. Fajtnął, taki z niego Flap. Dzisiaj ma to wymiar „Ucha Prezesa”.

Sędzia Żurek wiedząc, że nim się interesują w ten parciano-bananowy sposób, kilka miesięcy temu napisał list do CBA, aby zapytać się o analizę jego oświadczeń majątkowych. Żadnej odpowiedzi nie otrzymał, bo służby czekały na skoordynowaną akcję.

W ubiegłym tygodniu PiS z całym impetem przystąpił do reformy sądownictwa (deformowania), więc muszą się dobrać do postaci szczególnych, jak do sędziego Żurka. Zadzwoniła do niego agentka CBA, która zaprosiła go do siebie, aby odpowiedzieć na pismo sprzed kilku miesięcy. Taka pisowska jakość proceduralna. Po agentce CBA odezwała się telewizja – dawniej publiczna – która ma jakieś operacyjne informacje (fragment niejawnych oświadczeń majątkowych Żurka). Zwracam uwagę na postępowanie i język PiS: czysty sowietyzm. Żurek wobec tego staje się nad wyraz ostrożny, przy wsparciu swego pełnomocnika prosi CBA o formalne wezwanie, na które wówczas się stawi.

Agentka jednak jest natarczywa, śle SMS-y, chce 5-minutowej rozmowy. Kicz pisowski, aż w szare komórki szczypie. Wczoraj (w środę, 19 kwietnia) troje agentów CBA na siłę weszło do gabinetu płk. Piotra Raczkowskiego, wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, gdzie odbywało się spotkanie sędziów KRS, na którym był sędzia Żurek i na siłę – dosłownie – wcisnęli mu wezwanie. Obeszli wszelkie procedury.

Siedziba Krajowej Rady Sądownictwa jest strefą zamkniętą organu konstytucyjnego, więc naruszone zostało prawo, mir domowy. Sędzia Żurek musiał być wcześniej inwigilowany, bo skąd wiedzieli, gdzie go mogą znaleźć, a do tego znieważono pracowników, którzy bronili sędziowskiego BHP.

Po odebraniu władzy PiS będzie ogromnie wiele roboty, aby oczyścić stajnie Augiasza, które zostawią po sobie. PRL-owskie metody są obecnie reaktywowane przez takie nieudaczne postaci, jak Kamiński i jego – pożal się boże – agenci.

Kleofas Wieniawa pisze o Dudzie, który znowu pisze do Macierewicza.

Polityka epistolarna w wykonaniu Andrzeja Dudy rozkwita w najlepsze. Adresatem listów prezydenta jest minister obrony. Duda domaga się od ministra wypełniania obowiązków konstytucyjnych, a ten nic.

Duda sam naruszył konstytucję i nie wątpię, iż w przyszłości odpowie za to przed Trybunałem Stanu, a Macierewicz już może stanąć przed Trybunałem, gdyby Duda się postarał, lecz woli pisać listy.

Najnowszy list (z adnotacją „bardzo pilne”), który wyciekł – potwierdzona jest jego autentyczność – zawiera pytania Dudy dotyczące Wojsk Obrony Terytorialnej. Prezydent niepokoi się, iż ich utworzenie jest osłabieniem zawodowego Wojska Polskiego. Acz to napisane jest delikatnie.

Duda chce wiedzieć, jakiego rzędu jest to osłabienie? Kolejne osłabienie WP po odejściu 30 generałów. Muszę przyznać, że Macierewicz jest jak porządna wojna, tak przetrzebił szeregi dowódców WP i dalej osłabia.

Biedny Duda. Najnowszy list (wg wiedzy publicznej) to dowód kompletnej bezradności głowy państwa i zwierzchnika sił zbrojnych. Przykro na to patrzeć.

Dlaczego Duda uderza w Macierewicza? Jest okazja, bo i Platforma Obywatelska planuje wotum nieufności wobec szefa MON, a do tego szef podkomisji smoleńskiej Wacław Berczyński podał się do dymisji. A ten miał „osiągnięcia” – bombę termobaryczną, która wybuchła w tupolewie, ale piloci nic o niej nie wiedzieli i dalej sobie lecieli, no i uwalenie caracali, aby mogły być zakupione boeingi, w której to fabryce gościu pracował.

Zastanawiać może mitomaństwo Berczyńskiego (czort z nim), lecz mitomaństwo Macierewicza ma siłę hekatomby. Czyżby Duda się budził, czy odczuwa strach, bo odpowie za wielokrotne złamanie konstytucji?

TAKA POWINNA BYĆ Brawo dla Was

>>>

I TEN WSZYSTKOWIEDZĄCY WZROK…

c52npmdwaaalrq1

WP ujawnia: kierowca Szydło nie miał prawa prowadzić samochodu – Wiadomości – WP.PL

wp-ujawnia

W „Wyborczej” o krucjacie przeciw Tuskowi piszą Bartosz T. Wieliński, Agata Kondzińska, Tomasz Bielecki i Justyna Dobrosz-Oracz. To Jarosław Gowin, Ryszard Czarnecki i Ryszard Legutko przekonywali do kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej, choć wiadomo, że europoseł PO nie ma szans z Donaldem Tuskiem. PiS ma wobec niego plany.

pozyteczny

Według informacji „Wyborczej” pomysł, by Warszawa jako kandydata na europrezydenta wystawiła właśnie Saryusza-Wolskiego, pierwszego w historii pełnomocnika polskiego rządu ds. integracji europejskiej, obecnie europosła PO i wiceprzewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, pojawił się w grudniu zeszłego roku. Pierwsza kadencja Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej dobiegała końca, a przywódcy UE zaczynali na poważnie dyskusję o jego wyborze na następne dwa i pół roku. Rząd Beaty Szydło wcześniej unikał jednoznacznych deklaracji. Jedynie prezes PiS Jarosław Kaczyński w październiku mówił, że „nie wyobraża sobie, by polski rząd poparł Tuska”. Źródła w polskiej dyplomacji dawały do zrozumienia, że Polska podczas głosowania wstrzyma się od głosu. – Wydawało się, że premier Szydło podczas zatwierdzania Tuska po prostu będzie wychodzić z sali – mówił jeden z unijnych dyplomatów.

gazeta-wyborcza-tusk

W styczniu, gdy decyzja o wystawieniu Tuskowi kontrkandydata już zapadła, Kaczyński zaostrzył ton. Mówił m.in. o szkodliwych dla Polski decyzjach, za którymi stoi były premier. Wczoraj na konferencji prasowej przypuścił atak. – Tusk łamie elementarne zasady Unii Europejskiej. Łamie zasadę neutralności, wprost popiera opozycję, która sama nazywa się totalną i chciałaby obalić rząd pozaparlamentarnymi metodami – mówił, dodając, że taki ktoś nie może stać na czele Rady Europejskiej.

„Wyborczej” udało się ustalić, że za Saryuszem-Wolskim w rządzie lobbował wicepremier Jarosław Gowin, a w partii europosłowie Ryszard Czarnecki i Ryszard Legutko. Inne źródło podaje, że Kaczyńskiego do tej kandydatury przekonywała również Ewa Ośniecka-Tamecka, dawna współpracownica Saryusza-Wolskiego, obecnie rektor Kolegium Europejskiego w Natolinie. Nasze źródła twierdzą, że najwięcej czasu zajęło przekonanie właśnie Kaczyńskiego. Na wczorajszej konferencji szef PiS unikał tego tematu, mówił, że Saryusza-Wolskiego „nie zna dobrze” i że „obserwuje go tylko z daleka”.

Nasi rozmówcy w PiS i w PO twierdzili, że Saryusz-Wolski nie ma nic do stracenia, bo pokłócił się z Platformą Obywatelską, której ma za złe m.in. to, że nie mianowała go eurokomisarzem. Na start z list PO w kolejnych wyborach nie ma szans. – Teraz zyskuje rozgłos, pięć dni, podczas których mówi się tylko o nim – twierdzi jeden z polityków PiS. Przyznaje, że szanse Saryusza-Wolskiego przeciwko Tuskowi są nikłe. – To gra obliczona na jeden przekaz: zgłaszamy swojego kandydata, żeby nie było wrażenia, że nie popieramy Polaka. Popieramy, ale mamy lepszego niż Tusk. Tylko niestety Unia go nie zaakceptowała – słyszymy w PiS. Co będzie z Saryuszem–Wolskim po porażce? Jedne źródła w PiS mówią, że zastąpi Witolda Waszczykowskiego na stanowisku szefa MSZ. Inne, że PiS wyśle go do unijnych instytucji.

Rzecznik rządu Rafał Bochenek tych doniesień komentować nie chce. – Premier prowadzi w tej chwili rozmowy z przywódcami krajów unijnych, nie ma konkretnych ustaleń – mówi. Z informacji „Wyborczej” wynika jednak, że w poniedziałek Polska poinformowała Maltę, która w tym półroczu przewodniczy UE, iż będzie miała innego kandydata. Wcześniej premier obdzwaniała w tej sprawie przywódców UE, o czym informował „Financial Times”.

Kandydatura Saryusza-Wolskiego w UE budzi zdumienie. Także w Grupie Wyszehradzkiej. Karel Schwarzenberg, szef komisji spraw zagranicznych czeskiego parlamentu, mówił „Wyborczej”, że Tusk był „bardzo dobrym przewodniczącym”. – Dlaczego mielibyśmy go zastępować? – pytał. Jego słowacki odpowiednik František Šebej mówił wprost: – Nie rozumiem, co jest nie tak z Tuskiem. Jestem z niego zadowolony.

Janusz Lewandowski, europoseł PO, mówi ostro: – Albo Saryusz-Wolski zdementuje te informacje, albo poniesie konsekwencje.

„NASZE STANOWISKO JEST ŻADNE” – cała unia i wszyscy myślący Polacy potwierdzają słowa Terleckiego 

c52xcq4wyaaw8y5

CZY JAK NOWORODKI BEZ WYSTARCZAJĄCEJ OPIEKI ZACZNĄ UMIERAĆ, TO POWIEDZĄ, ŻE BÓG TAK CHCIAŁ???

c5003vawmaeld63

„W życiu nie myślałem, że będę musiał użyć tak mocnych słów w korespondencji do Ministra Zdrowia” – Jurek Owsiak.

c50iv6kxqaeouft

Rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa opowiada, co nas czeka, gdy zostanie zniszczona niezależność sądownictwa. „Życzę ci, gnoju, abyś zdechł jak najszybciej”. „Zdychaj, stalinowski, kłamliwy pomiocie”. Dostaję takie SMS-y, od września coraz więcej. Jeden człowiek pisze do mnie cały czas. Od wczoraj przysłał mi z 50 SMS-ów – mówi sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa.

zycze-ci

Michał Wilgocki, Łukasz Woźnicki: Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie gróźb wobec sędziów Krajowej Rady Sądownictwa. Ale pan nie chciał ścigania sprawców.

Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa: To ludzie niezrównoważeni. Chłoną propagandę polityków, to ich nakręca. Jestem sędzią z grubą skórą, najmowałem się do tej pracy także na trudne czasy. Jestem rzecznikiem KRS i nie zamierzam utajniać numeru telefonu, bo ktoś próbuje mnie zaszczuć.

A prokuratura uruchomiła tę sprawę, chociaż jej nie zawiadamiałem. Wystarczył tekst w serwisie wPolityce.pl. Ile takich spraw wszczynają po artykułach? Poszedłem na przesłuchanie, ale nie czułem, że jestem traktowany jak osoba pokrzywdzona. Prokurator mówił, że moja sprawa jest numerem jeden. Wyczułem sugestię, że ktoś mu kazał ją podjąć.

Co w tym złego?

– W tym szaleństwie jest metoda. Prokuratura uruchomi 20 postępowań przeciw ludziom, którzy do mnie piszą. Potem się okaże, że to jakiś człowiek, który ma żal do sądów, albo internauta, który niewiele rozumie. A ja będę wzywany do prokuratury, odciągany od obowiązków. Punkt ciężkości z tego, co się dzieje w KRS, i z reformy sądownictwa zostanie przeniesiony na moją osobistą walkę. Dlatego nikt mnie w to nie wciągnie. Nie udostępnię prokuraturze telefonu. Nie przekażę danych z mojego życia prywatnego, bo mam podejrzenie, że prokurator może ujawnić materiały ze śledztwa. Przy sprawie Józefa Piniora minister Zbigniew Ziobro zapowiedział: będziecie atakować mojego prokuratora, to ujawnię materiały.

Stenogramy z podsłuchów Józefa Piniora ostatecznie ujawniła publiczna telewizja.

– I to nie są przypadki. Po wypadku kolumny Beaty Szydło minister Mariusz Błaszczak wypowiadał się tak, jakby widział, co jest w protokole. A protokół do momentu wniesienia do sądu jest niejawny. Jak ma się zachować obrońca, gdy niejawne dowody są podsyłane opinii publicznej, a ta wydaje wyrok? Jak ma procedować sąd?

„Wymiar sprawiedliwości nie może funkcjonować w warunkach zastraszania i wywierania wpływu na sędziów”. To z niedawnego oświadczenia KRS. Sędziowie czują się zastraszeni?

– Oświadczenie dotyczyło m.in. procesu w sprawie śmierci ojca Zbigniewa Ziobry, w której rodzina oskarżyła lekarzy o błędy. To, co wtedy zrobiła prokuratura, było grubą sprawą. Jest dzień do wydania wyroku, a prokuratura wszczyna śledztwo ws. przekroczenia uprawnień przez sędzię, która zaraz ma wydać merytoryczne orzeczenie. Do sądu przychodzi faks: jest postępowanie. Bierze w tym udział Prokuratura Krajowa, która jest powołana do bardzo poważnych przestępstw, a nie sprawy rzekomego błędu medycznego. To była próba wpływania na sędziego, i to w prywatnej sprawie.

„Przywracamy uczciwość i służbę w sądownictwie”, „Czas najwyższej kasty dobiega końca” – tak Ziobro uzasadnia swoją reformę.

– Chce pokazać, że jest szeryfem. Ale szeryf był dobry na Dzikim Zachodzie, gdzie nie było reguł. My mamy konstytucję i szereg przepisów, które są uzdą dla polityków. Minister chce je zlikwidować. Chodzi o chęć kumulacji władzy i niezrozumienie, jak działa demokracja.

Minister prze do stworzenia silnego jednowładztwa. Już mamy dwie władze, a nie trzy, bo władza ustawodawcza jest zlana z wykonawczą. Posłowie nie deliberują w Sejmie nad rządowymi projektami, tylko je przegłosowują. Teraz ma się to zlać jeszcze bardziej.

Ten plan był prosty od początku – KRS, która stoi na straży niezależności sądów, ma się stać ciałem obcym, które medialnie trzeba skopać, obrzucić błotem, pokazać, że chroni kastę. Wtedy łatwiej będzie przeprowadzić reformę.

(Sędzia chwyta za telefon, bo przychodzi kolejny SMS. „Bandyci w togach do gazu” – czyta).

c52jkdzxqaezi-g

Według rządowego projektu ustawy o KRS to posłowie będą wybierać sędziów zasiadających w Radzie. Dziś wybierają ich zgromadzenia sędziowskie. Jakie będę efekty?

– To upolityczni całkowicie organ, który ma wpływ na wybór każdego sędziego w kraju – od sądu rejonowego po Najwyższy. Ten wpływ będzie mieć większość polityczna. Znajdą się sędziowie, którzy będą chcieli zrobić kariery i dostać się do nowej KRS. Mówię to z bólem.

Obecnie w Ministerstwie Sprawiedliwości pracuje ponad 150 sędziów, którzy nie orzekają. Jeśli będą chcieli dostać się do KRS, będą musieli wydeptać ścieżkę do polityków. Później będzie się z tych ścieżek korzystać przy nominacjach sędziowskich. A nawet jeśli sędziowie powołani do KRS się zbuntują, to ustawa i tak dzieli KRS na dwie izby. Politycy z jednej izby będą mogli skutecznie zablokować sędziów z drugiej.

Resort chce zmieniać także ustawę o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury i dać pierwszeństwo w dostępie do urzędu sędziego absolwentom szkoły. Co to zmieni?

– Minister pozbawi KRS wpływu na nominacje asesorskie. Asesorami zostaną absolwenci przejętej przez niego KSSiP. Za chwilę może wymyślić ustawę, że jak asesor jest dobry, to bez KRS zostaje sędzią. Minister będzie powiększał tę liczbę sędziów wchodzących do zawodu z plakietką „nominat ministra Ziobry”. Już ma dla nich miejsce – nie obsadził ponad 500 wakatów w sądach.

Żeby było jasne – KSSiP to był pomysł dobry. Poziom merytoryczny osób, które wychodzą ze szkoły, jest wysoki, europejski. Ale dziś są takie przepisy, że z dnia na dzień może zostać przekształcona w szkołę janczarów. Minister już może powołać dyrektora szkoły i sprzeciwić się zatrudnieniu konkretnego wykładowcy.

Minister Ziobro przygotowuje sobie grunt. W Sądzie Najwyższym chce utworzyć izbę, która będzie mogła usuwać sędziów dyscyplinarnie. Trybunał Konstytucyjny już został rozbrojony, za chwilę będzie po KRS. Wtedy przyjdzie czas na Sąd Najwyższy, który może przejąć rolę Trybunału, więc trzeba go będzie wymienić.

W jaki sposób Sąd Najwyższy może zostać przejęty?

– KRS jest rządowi potrzebna właśnie do przejęcia Sądu Najwyższego, bo to ona decyduje o nominacjach. Wystarczy, że w SN wprowadzi się niższy wiek emerytalny, i połowa składu odejdzie. Każdy prawnik, który ma dziesięć lat stażu jako radca prawny czy adwokat, może się do Sądu Najwyższego dostać. O nowym składzie SN zadecyduje nowa KRS.

c52d7q9xmaac4wl

Zakłada pan najgorszy scenariusz.

– Proszę spojrzeć na prezes TK Julię Przyłębską. Czy ktoś wierzył, że sędzia z takim stażem i „osiągnięciami” zostanie prezesem? A stało się. Ktoś wierzył, że będą łamane procedury przy powoływaniu sędziów do TK? Że prezydent nie przyjmie ślubowania od sędziów? Że nie będą publikowane wyroki TK, a posiedzenia będą nazywane „spotkaniami przy kawie i ciasteczkach”? To się nie mieściło w głowie. Ale to się naprawdę dzieje.

Kilka miesięcy temu niektórzy się uśmiechali, gdy mówiłem, że może być próba wygaszenia mandatów sędziów KRS. No bo jak można wygasić kadencję konstytucyjnego organu zwykłą ustawą? Można, nawet w miesiąc – tak chce Ministerstwo Sprawiedliwości. Ci, którzy projektują te przepisy, powinni odpowiadać karnie, bo wprost łamią konstytucję.

Sędziowie z KRS rozmawiają z ministrem Ziobrą o reformie? On przecież jest członkiem Rady.

– Chciałbym, by minister z nami porozmawiał. Ale na 27 posiedzeń KRS był obecny dwa razy – na godzinę, półtorej. Zdążył złożyć wniosek, by KRS wszczęła postępowanie dyscyplinarne przeciw ówczesnemu prezesowi TK Andrzejowi Rzeplińskiemu, chociaż nie mamy takich uprawnień. Prezes Sądu Najwyższego zadała mu też pytanie, jakie reformy sądownictwa planuje. Ziobro odparł: „Będzie głęboka, przekonacie się państwo w swoim czasie”.

Potem minister Ziobro się już w KRS nie pojawił, a o „reformach” dowiadujemy się z mediów.

Co zostało sędziom i środowisku prawniczemu? Nie zgadza się z pomysłami ministra, protestuje, wydaje oświadczenia.

– Jesteśmy w Sieci Krajowych Rad Sądownictwa, która jest ciałem europejskim. I ona z ogromnym niepokojeniem przygląda się temu, co dzieje się w Polsce. Nawet jeśli nas zlikwidują, ona będzie podejmować działania. To nie będą działania dobre dla Polski. Popsują nam opinię. Uderzą w gospodarkę, bo każdy przedsiębiorca chce wiedzieć, że w kraju, w którym działa, orzeka niezawisły sąd. Lepszy, gorszy, ale niezależny od polityki. Na forum międzynarodowym staniemy się wyspą, gdzie można robić wszystko, bo nie ma kontroli sądowej.

Ostatnią rzeczą, która nam została, jest budzenie w sędziach poczucia, że teraz spełnia się misja. Że musimy trwać i wydawać wyroki zgodnie z naszym sumieniem. Poddawać je kontroli konstytucyjnej, choć dziś jest ona rozproszona. Będziemy mieli 11 tys. trybunałów konstytucyjnych w sądach. To nie jest dobre dla obywatela, bo prawo może być różnie rozumiane w Gdańsku czy Krakowie. To by się zbiegało w Sądzie Najwyższym, ale on za chwilę może zostać „rozstrzelany”. Ale ja już wolę taką kontrolę konstytucyjności niż jej brak lub kontrolę TK, który dzisiaj jest kojarzony politycznie.

Będziemy też pokazywać społeczeństwu, że sąd nie poddaje się naciskom, choćby ze strony samego ministra. I że jak sądy upadną, to obywatela nikt już nie obroni. Sądy muszą stawać po stronie prawdy, nawet przeciw własnemu państwu.

W sondażu CBOS wymiar sprawiedliwości pozytywnie ocenia zaledwie 28 proc. ankietowanych. Negatywnie – aż 49 proc.

– Prawda, ale wiemy też, że osoba, która bywa w sądach, jest bardziej zadowolona z ich pracy od tej, która nigdy nie miała z nimi do czynienia. Co z tego wynika? Za pomocą propagandy można wpływać na tych, którzy w sądach nie bywają. Po nadzwyczajnym kongresie sędziów rozpoczął się na nas atak części mediów, który trwa do dzisiaj. I efekty widać gołym okiem.

Sprawa sędziego, który kradł w sklepie, waszemu zawodowi nie pomaga.

– Apelujemy, by jak najszybciej go ukarać. Prosimy o szybki wniosek o uchylenie immunitetu. Bo jeżeli mamy monitoring, przesłuchanie ochroniarza, to wystarczy wniosek do sądu o uchylenie immunitetu i możemy postawić zarzuty. Jak państwo myślicie, czy taki wniosek jest w sądzie? Sprawa od tygodni jest wałkowana w mediach publicznych. Zamiast ukarać, lepiej mówić „sędzia złodziej”. I to działa.

PRZEKAŻCIE DALEJ, ABY NIKT NIE ZAPOMNIAŁ

c5027g-wmauqbj6

Waldemar Mystkowski pisze o trzecim projekcie ustawy ws. KRS przygotowanym przez resort Ziobry.

Ziobro w ataku na Krajową Radę Sądownictwa

atak

Konstytucja RP już nie działa. Z grubsza nazywając mamy ustrój kaczystowski, którego wykładnią jest samopoczucie „pana” Kaczyńskiego, bądź jego akolitów, którzy zgadują, co prezes ma na myśli. Do tego doszło w kraju, który jest członkiem Unii Europejskiej i do niedawna uchodził za prymusa w tym projekcie cywilizacyjnym.

Przy takim tempie dewastacji za długo nie pobędziemy w UE, nie będziemy musieli brać udziału w głosowaniu nad Polexit, dojdzie do zwyczajnego won z Unii, bo kto będzie tolerował kraj podobny do Białorusi? Jarosław Kaczyński może się tylko cieszyć, Łukaszenka nie jest wpuszczany do Brukseli, a on w ogóle nie jeździ nigdzie poza gumno PiS.

Czy można uważać za normalny kraj, w którym partia rządząca robi wszystko – zaprzegając do tego cały aparat partyjny i państwowy – aby uwalić najwybitniejszego polityka po 1989 roku w strukturach europejskich i który zaszedł tak wysoko, jak nigdy Polakowi się nie udało?

To są wyczyny godne Księgi Guinnessa w kategorii: „Zaprzaństwo”. Kaczyński na trwale wpisuje się po czarnej stronie historii. Właśnie PiS zabiera się za trzeci element podziału władzy struktur demokratycznych, za niezależność sądownictwa. Władza sądzenia zależna od władzy wykonawczej i ustawodawczej to kres ustroju demokratycznego.

Za Krajową Radę Sadownictwa PiS bierze się we właściwy reżimom sposób – hybrydalny. Tak hybrydowo – kilkoma ustawami – został zniszczony Trybunał Konstytucyjny, tak maja paść sądy. A sposób jest godny Putina. Mianowicie przejęcie Krajowej Rady Sądownictwa odbędzie się za pomocą trzech ustaw. Dwa projekty ustaw są znane i opublikowane na stronach Rządowego Centrum Legislacji, lecz trzeci projekt nie jest tam opublikowany. Dlaczego? Bo idzie dalej niż niż drugi, który jest mocno krytykowany w Polsce (przez KRS, Sąd Najwyższy, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz organizacje prawnicze) i przez Komisję Europejską.

Trzeci projekt dotyczący KRS został opublikowany na stronach samego KRS. Najważniejszy punkt to propozycja wygaśnięcia mandatu członka KRS w 30 dni. Jeżeli sędzia bądź nominat nie spodoba się PiS-owi mogą go zdymisjonować w ciągu miesiąca.

W konstytucji jest zapis, że członkowie KRS są wybierani na 4 lata, a zatem mandat trwa 4 lata. Tak mówi konstytucja, ale nie prezes i jego akolita – w tym przypadku magister Zbigniew Ziobro. Tym samym jakiekolwiek zapisy w konstytucji dotyczące kadencyjności sprawowania urzędu – włącznie z kadencją prezydenta – będą unieważnione, bo kadencję wg PiS można wygasić zwykła ustawą.

Konstytucja RP jest już świstkiem papieru, którym prezes podtarł swoje cztery litery. Rzecznik KRS sędzia Waldemar Żurek na Twitterze podsumował wyczyny Ziobry: „Raz ustawa zwykła zmieni Konstytucję, to będzie fatalny precedens, można wygasić wszystko”.

BARDZO DOBRA KRYTYKA KACZYŃSKIEGO, PiS-U I KOŚCIOŁA. SZACUNEK DLA KSIĘDZA WALCZAKA 

c51fkzpxqai6s90

>>>