Posts Tagged ‘Witold Waszczykowski’

Ucieczka Berczyńskiego będzie symbolem rządów PiS.

Konsul hon. w Meksyku Alberto Stebelski-Orlowski: to „forma protestu przeciw temu, co obecnie dzieje się w Polsce”.

Świetnego wywiadu dla wiadomo.co udzielił Marek Borowski.

Marek Borowski: Nie ręczę, do czego może dojść

PiS może zacząć gmerać przy ordynacji wyborczej, może być obawa manipulacji, a to może doprowadzić do wstrząsów i ulicznych zamieszek. Na razie wszystko jeszcze jakoś się trzyma, ale jeżeli będą wątpliwości w sprawie wyborów, to nie ręczę, do czego może dojść – mówi w rozmowie z wiadomo.co senator Marek Borowski, były wicepremier i marszałek Sejmu. Rozmawiamy też o prezydencie, który „jest obecny”, o łamaniu konstytucji, „demokraturze”, Polsce oddalającej się od UE i o wyborach we Francji.

Czy pan też z niecierpliwości czekał na wynik wyborów prezydenckich we Francji?
Tak, czekałem z niecierpliwością i jednak pewnym niepokojem. Sondaże sondażami, ale mieliśmy już ostatnio przykład Brexitu czy Donalda Trumpa, co pokazywało, że istnieje jakaś liczba niedoszacowanych głosów. Mroczna wizja stawała mi przed oczami, chociaż Francuzi są bardziej przewidywalni.

Czyli odetchnął pan z ulgą?
Bardzo się cieszę, że I turę wyborów wygrał Emmanuel Macron i wiele wskazuje na to, że wygra także II turę. Obserwowałem jego działalność wcześniej i bardzo mi się ona podobała.

Mroczna wizja stawała mi przed oczami, chociaż Francuzi są bardziej przewidywalni.

To nie jest jednak, jak pisała dzisiaj francuska prasa, skok w przepaść?
Nie, to jest polityk w miarę doświadczony, był przecież ministrem w rządzie Francois Hollanda. Jest wprawdzie najmłodszy i nie ma tak długiego doświadczenia politycznego, jak np. Fillon, ale to nie jest największy problem. Jego problemem będą wybory parlamentarne i układ sił w Zgromadzeniu Narodowym oraz w Senacie. Jego partia liczy teraz ok. 200 tys. członków, to nie jest mało, ale okaże się, jakie będzie miała poparcie. Jeżeli wystawi dobrych kandydatów, to może zebrać sporo głosów, ale i tak będzie musiała wejść w koalicję, bo taka jest specyficzna, większościowa ordynacja we Francji. Ona eliminuje skrajności.

O czym świadczy, w szerszym kontekście europejskim, taki wybór? Dokonany w dodatku przez zdecydowaną większość Francuzów. To były przecież jedne z najważniejszych wyborów w UE.
Wybory w Niemczech i we Francji, czyli krajach założycielskich UE, to są wybory zasadnicze. Jeżeli jeden z tych krajów dostałby przywódcę, który mówi, że trzeba opuścić UE, to oznaczałoby, że Unia wisi na włosku. Waga tych wyborów była rzeczywiście ogromna. Duża frekwencja oznacza, że udało się rozbudzić emocje we Francuzach. Na emocje działały na pewno dwa skrajne nurty, czyli Le Pen i Melenchon, ale działał także Macron. On bardzo jasno głosił ideę europejską, mówił, że przyszłość Francji jest w Europie i że trzeba się integrować. Pociągnął za sobą tych, którzy są przywiązani do UE, a którzy być może nie poszliby do wyborów w innym przypadku, ale w taki sposób chcieli się przeciwstawić nurtom nacjonalistycznym i antyeuropejskim.

W Unii nie da się działać w pojedynkę, jak obrażony chłopiec czy dziewczynka. A jeżeli będziemy przegrywać pewne sprawy, to rozpocznie się propaganda pod hasłem: Unia nas tępi, to po co nam taka Unia?

U nas też może to zadziałać w taki sposób? Frekwencja w najbliższych wyborach może być wysoka, a przynajmniej wyższa niż do tej pory?
Myślę, że tak. Zwłaszcza jeżeli polityka PiS-u będzie taka, jak do tej pory: obrażanie się na Unię Europejską, ale także obrażanie unijnych instytucji i polityków, przejawy rażącego braku solidarności. Jeżeli to będzie polityka tego typu, to będzie coraz bardziej oddziaływała nie tylko na emocje, ale także na stanowisko UE wobec Polski. Najpierw to może być stanowisko z rezerwą, ale później mogą za tym pójść konkretne i niekorzystne dla nas decyzje. W Unii nie da się działać w pojedynkę, jak obrażony chłopiec czy dziewczynka. A jeżeli będziemy przegrywać pewne sprawy, to rozpocznie się propaganda pod hasłem: Unia nas tępi, to po co nam taka Unia?

Czy taka propaganda może doprowadzić do próby wyprowadzenia Polski z UE?
Nie oskarżam PiS-u o to, że będzie do tego dążył świadomie. Tylko problem w tym, że politycy partii rządzącej nie rozumieją, że pewne zachowania uruchamiają procesy, nad którymi później się już nie panuje. Premier David Cameron też nie chciał wyprowadzić Wielkiej Brytanii z UE, ale tym, co zrobił, wypuścił dżina z butelki. Szybko zaczęła się kłamliwa kampania propagandowa, a trzeba pamiętać, że przy dzisiejszym rozwoju mediów, w tym mediów społecznościowych, nawet najgłupsze kłamstwo jest silniejsze od prawdy. Cameron po prostu przegrał. Nie sądzę, żeby takie działanie w Polsce doprowadziło w konsekwencji do wyjścia Polski z Unii, ale do podgrzania nastrojów doprowadzi na pewno, a to może skutkować wyższą frekwencją.

Raz wypowiada się Jarosław Kaczyński, innym razem któryś z podległych mu polityków, czasami pani premier Beata Szydło, i każda wypowiedź może być inna. Ale przy Merkel oni wszyscy są mali.

PiS-owi nie opłaca się gra na antyeuropejskiej nucie?
Absolutnie się nie opłaca, ale nie wiem, czy oni to rozumieją. Cały czas słyszę, że nie będzie nam Unia mówić, co mamy robić, że Polska wstaje z kolan i tak dalej.

Chociaż jak trzeba, na przykład w Hanowerze, kanclerz Niemiec Angela Merkel okazuje się bardzo ważnym i cenionym przez rząd politykiem.
Fakt, to zależy do sytuacji. Raz wypowiada się Jarosław Kaczyński, innym razem któryś z podległych mu polityków, czasami pani premier Beata Szydło, i każda wypowiedź może być inna. Ale przy Merkel oni wszyscy są mali. Chciałoby się powiedzieć, że Angela Merkel jest mężem stanu, gdyby nie to, że jest kobietą – można ją zatem nazwać „damą stanu”. Ona jest elastyczna, ale i twarda, ma poglądy i do czegoś dąży, nie jest nacjonalistyczna i ksenofobiczna. Muszę przyznać, że podziwiam ją, chociaż to nie mój obóz polityczny. Dla niej Polska, pomijając nawet jej osobiste sentymenty (bywała w Polsce za młodu), jest ważnym krajem, chciałaby mieć w Polsce sojusznika, dlatego mimo wszystko nie obraża się na Polskę. Ale też nie rezygnuje z twardego stawiania różnych spraw, związanych z praworządnością w Polsce. To jest zrozumiałe.

Prezydent nie ma wpływu na nic. Niestety, bardzo obniżył rangę urzędu prezydenta.

Jaki wpływ na politykę, także międzynarodową ma prezydent Andrzej Duda?
Żaden, prezydent nie ma wpływu na nic. Niestety, bardzo obniżył rangę urzędu prezydenta. W polityce zagranicznej absolutnie nie mam czego wymienić.

A jak nazwałby pan to, co robi Andrzej Duda?
Jest, po prostu jest obecny. On rzeczywiście urzęduje „pod żyrandolem”. Kiedyś sam to krytykował, w kampanii wyborczej zapewniał, że tak nie będzie, że nie będzie prezydentem malowanym, nie będzie podpisywał wszystkiego, co mu podadzą. To jest dzisiaj po prostu śmieszne i rażące. Prezydent wręcza ordery, bierze udział w różnych ceremoniach, spotyka się z prezydentami innych krajów, ale przede wszystkim nie jest strażnikiem konstytucji – a to jest jego podstawowa rola.

Konstytucja mówi o tym, że wszystkie władze współpracują ze sobą na zasadach wzajemnego szacunku i to nie może być tylko puste hasło, a jest. Andrzej Duda złamał m.in. ten artykuł ustawy zasadniczej.

Dlaczego z tej roli abdykował?
Abdykacja oznacza, że się jakąś funkcję sprawowało, a on w ogóle jej nie podjął. Jest całkowicie podporządkowany Jarosławowi Kaczyńskiemu. Andrzej Duda uważa, że jak się zgadza z programem PiS-u, to dlaczego ma działać wbrew PiS-owi. To może nawet logicznie brzmi, ale logiczne nie jest. Po pierwsze, program PiS-u nie zawierał wielu rzeczy, które PiS teraz robi; po drugie, nawet jeżeli to wynika z programu, to w sytuacji, w której są oczywiste zastrzeżenia konstytucyjne do jakiejś ustawy, nad tymi zastrzeżeniami wypada się pochylić. Tymczasem prezydent ledwo dostanie taką ustawę na biurko, a już ją podpisuje. Zapewne wie, że to są rozwiązania niezgodne z konstytucją, ale mimo wszystko to robi. Dyskwalifikuje go też to, co zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym. Przypominam zaprzysiężenie sędziów w nocy wbrew Trybunałowi. Konstytucja mówi o tym, że wszystkie władze współpracują ze sobą na zasadach wzajemnego szacunku i to nie może być tylko puste hasło, a jest. Andrzej Duda złamał m.in. ten artykuł ustawy zasadniczej.

Teraz zgłasza wątpliwości co do nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Po co?
W tym wypadku nie ma żadnych wątpliwości, tu jest oczywiste złamanie konstytucji. Jeżeli jest w niej zapisane, że kadencja członków Rady trwa 4 lata, to ma tyle trwać i koniec. Prezydent powinien jasno powiedzieć, że nie podpisze takiej ustawy. Jeżeli nawet wyśle do TK, to przecież nic nie da, bo Trybunału już nie ma. Ale prezydent może to zawetować.

Teraz już nie ma możliwości porozumienia, nie może być dialogu między kimś, kto uważa, że jestem zdrajcą, a kimś, kto uważa, że jest uczciwym politykiem. Tu nie ma o czym rozmawiać, bo nie ma wspólnej płaszczyzny: nie mogę być przecież „uczciwym zdrajcą”.

Może, ale myśli pan, że może się na to zdecydować?
Nie. Myślę, że skończy się tak, że zostanie „przekonany”. Podobnie jak wicepremier Jarosław Gowin, on też ma wątpliwości, ale później zawsze daje się przekonać.

W przypadku KRS-u już zapowiedział, że chociaż ma wątpliwości, to będzie głosował za.
Oto polityk elastyczny, co się zowie…

Skok na Trybunał Konstytucyjny i sądy, łamanie konstytucji, dzielenie Polaków – co jest dla pana najbardziej niebezpieczne?
To są pewne sekwencje, każda z tych rzeczy była i jest niebezpieczna, a PiS posuwa się po tej ścieżce coraz dalej. Zaczęło się od języka, już w 2001 roku politycy PiS zaczęli używać słów pełnych nienawiści, a dzielenie na całego zaczęło się po katastrofie smoleńskiej. Teraz już nie ma możliwości porozumienia, nie może być dialogu między kimś, kto uważa, że jestem zdrajcą, a kimś, kto uważa, że jest uczciwym politykiem. Tu nie ma o czym rozmawiać, bo nie ma wspólnej płaszczyzny: nie mogę być przecież „uczciwym zdrajcą”. Znika możliwość dialogu i porozumienia właściwie w każdej sprawie. Kolejnym krokiem jest skoncentrowanie władzy w jednym ręku – Jarosława Kaczyńskiego. Ustawodawczą i wykonawczą ma, brakowało mu jeszcze wyraźnie sądowniczej. Media też już ma, może uprawiać propagandę. A to też tylko pogłębia podział.

Kaczyński ma już w ręku tubę propagandową, ma prokuraturę, dąży do tego, żeby mieć sądy, ma już służby specjalne, i myślę, że przed wyborami rozpocznie się kanonada oskarżania polityków opozycji o różne bezeceństwa. Prokuratura będzie stawiała zarzuty, może uda się nawet kogoś osądzić, sytuacja będzie podbramkowa.

Do czego to wszystko może doprowadzić?
To jest bardzo niebezpieczna ścieżka. Idziemy ku wyborom, ale Jarosław Kaczyński nie ma żadnej pewności, że je wygra, a wręcz przeciwnie – jeżeli będzie dalej tak szło, to prorokuję, że może te wybory przegrać – i będzie się bał przegranej. Może zacząć gmerać przy ordynacji wyborczej, może być obawa manipulacji, a to może doprowadzić do wstrząsów i ulicznych zamieszek. Na razie wszystko jeszcze jakoś się trzyma, ale jeżeli będą wątpliwości w sprawie wyborów, to nie ręczę do czego może dojść.

Prezes nie zdecyduje się na przyspieszone wybory?
Nie, bo nie ma pewności, że wygra. Dobry moment na wybory już minął. To był początek tego roku. Gdybym był szefem PiS-u, to na pewno bym się na to nie zdecydował. Jego rozumowanie jest bardzo proste: ma już w ręku tubę propagandową, ma prokuraturę, dąży do tego, żeby mieć sądy, ma już służby specjalne, i myślę, że przed wyborami rozpocznie się kanonada oskarżania polityków opozycji o różne bezeceństwa. Prokuratura będzie stawiała zarzuty, może uda się nawet kogoś osądzić, sytuacja będzie podbramkowa.

Odsunięcie PiS-u od władzy to będzie ciężki bój.

Antoni Macierewicz dotrwa w rządzie do końca?
Myślę, że nie dotrwa. Ale usuwanie go to będzie proces długi i bolesny. Ministra Waszczykowskiego można wykreślić szybciej i bezpieczniej. Prezes próbuje Macierewicza „załatwić” innymi rękoma, posługuje się prezydentem i specjalną komisją z trzema smutnymi panami w roli głównej. Dla Macierewicza przesłuchanie to był policzek, przecież to on przesłuchuje, a nie jego przesłuchują. To będzie proces odklejania od niego zwolenników i ten proces już się zaczął. Jak Jarosław Kaczyński będzie miał pewność, że tak się stało i że zwłaszcza ojciec dyrektor jest po jego stronie, to zdecyduje się na dymisję ministra obrony narodowej.

A w związku z tym PiS dotrwa w całości, bez podziałów do końca kadencji?
Tak. Władza, po pierwsze, bardzo cementuje, po drugie, musiałby mieć znaczący spadek w sondażach, a tego nie przewiduję. PiS ma swój twardy elektorat na poziomie co najmniej 20 proc. Poza tym będzie prowadził politykę obrzucania opozycji błotem. Sytuacja gospodarcza, bez zasług PiS-u, ale jest i jeszcze będzie całkiem dobra. Świat i UE wydobywają się z kryzysu. Finanse jakoś do wyborów się podtrzyma, a przed nimi jeszcze się trochę obieca… Dlatego odsunięcie PiS-u od władzy to będzie ciężki bój.

Jestem autorem nazwy nowej formacji ustrojowej – demokratury. I to jest to, co już prawie mamy.

Jak zakończy się sprawa działalności komisji badającej ponownie przyczyny katastrofy smoleńskiej? Niedawno „straciła” przewodniczącego, dr Wacław Berczyński podał się do dymisji. A to wszystko coraz bardziej przypomina kabaret.
I to kiepski kabaret. Główną rolę grają w nim zresztą osoby ze stopniami naukowymi. Mam nadzieję, że świat się bardzo tą komisją nie interesuje, ale jak się zainteresuje, to dojdzie do wniosku, że polscy naukowcy to szarlatani. To jest kompletna kompromitacja. Jako pierwszy skompromitował się właśnie pan Berczyński i już uciekł do Stanów Zjednoczonych, pozostali panowie jeszcze zostali i starają się wypełniać funkcje, ale nie mam pojęcia, co oni mają do roboty. Wydaje mi się, że Jarosław Kaczyński będzie dążył jednak do zamknięcia tego tematu. Wszyscy będą tłumaczyć, że prawie na pewno doszło do wybuchu, ale z przyczyn zewnętrznych, czyli na przykład oporu Rosji, nie da się tego udowodnić.

Patrząc na to wszystko, dochodzimy do wniosku, że żyjemy w kraju…?
Jestem autorem nazwy nowej formacji ustrojowej – demokratury. I to jest to, co już prawie mamy. Jak PiS przejmie sądy, to będzie koniec tej drogi. Z demokracji będzie jeszcze wolność słowa, nie wiem, na ile ograniczana, i będą wybory, ale też pytanie, na ile uczciwe. To będą elementy demokratyczne, ale dalece niekompletne. Z drugiej strony będziemy mieli zamknięcie etapu trójpodziału władzy i to będzie ta druga połowa słowa – dyktatura. Będzie można kształtować opinię publiczną przy pomocy aparatu państwowego, a nie rzeczywistego ścierania się poglądów.

Wierzę w to, że po wyborach – jeżeli PiS zostanie odsunięty od władzy – ci, którzy będą tworzyli większość parlamentarną, nie tylko przywrócą rozwiązania demokratyczne, ale pociągną tych, którzy łamali prawo, do odpowiedzialności. Może to być odpowiedzialność polityczna, a tam, gdzie będzie trzeba, także karna.

Ktoś w przyszłości odpowie za łamanie konstytucji?
Mam nadzieję. Wierzę w to, że po wyborach – jeżeli PiS zostanie odsunięty od władzy – ci, którzy będą tworzyli większość parlamentarną, nie tylko przywrócą rozwiązania demokratyczne, ale pociągną tych, którzy łamali prawo, do odpowiedzialności. Może to być odpowiedzialność polityczna, a tam, gdzie będzie trzeba, także karna. To jest konieczne, bo bezkarność rozzuchwala i podobne bezprawie może się jeszcze kiedyś zdarzyć.

CHORĄŻY BARDOŃ WSPÓŁCZUJE STRATY WACKA…

Agnieszka Kublik („Wyborcza”) pisze o „ucieczce” Berczyńskiego. Przez dwa lata aż o 11 punktów procentowych skurczyła się grupa wierzących w smoleński zamach. To sporo. Trzeba chyba podziękować Wacławowi Berczyńskiemu: od ponad roku jego podkomisja systematycznie i nieustannie czyniła wszystko, by hipotezę zamachową ośmieszyć.

Jeszcze dwa lata temu, w sondażu Kantar Millward Brown SA (dla „Faktów” TVN) 29 proc. zakreślało odpowiedź, że „katastrofa, do której doszło 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem i w której zginęli prezydent Lech Kaczyński i 95 towarzyszących mu osób, była wynikiem zamachu”. A teraz (sondaż z 24-25 kwietnia) – 18 proc.

Powód tego spadku? Jedyne, co mogło tak spektakularnie ostudzić smoleńską wiarę, to słowa i czyny podkomisji smoleńskiej dr Wacława Berczyńskiego, która miała zamach udowodnić.

Podkomisja pracuje od roku i za wiele dobrego o niej powiedzieć się nie da. Jej członkowie kompetencji do badania katastrof lotniczych nie mają, za to ekstrawaganckie pomysły i owszem. Na przykład podczas burzy mózgów wpadł im do głowy taki, by zderzyć pędzący samolot Tu-154 z brzozą przytwierdzoną do jadącego samochodu. Pomysł został odrzucony. Powód? Jak wyjaśnił dr Berczyński, „głównie ze względów bezpieczeństwa”.

Po roku podkomisja Berczyńskiego niczego nie ustaliła, żadnego raportu nie napisała. W siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej zaprezentowała tylko film, na którym „wierna” kopia kabiny pasażerskiej tupolewa bez okien wybucha. Zero dowodów, masa amatorszczyzny.

Potem dr Berczyński obciążył sam siebie, gdy się przyznał (i to niepytany!), że to on „wykończył caracale”. MON natychmiast wydał oświadczenie, z którego wynikało, że dr Berczyński kłamie. Ale potem wiceminister Bartosz Kownacki przyznał, że Berczyński miał dostęp do dokumentacji przetargowej. Czyli że Berczyński nie skłamał. A jeśli tak, to skłamał MON w oświadczeniu. Znów blamaż.

Czyli Berczyński od ponad roku systematycznie, nieustannie czynił wszystko, by siebie i swoją pracę i podkomisję zdyskredytować, a hipotezę zamachową ośmieszyć. Nikt tak jak on nie zasłużył się w demaskowaniu smoleńskiego kłamstwa. Wielki demaskator Berczyński!

Może gdyby jeszcze jakiś czas tak skutecznie profanował smoleńską religię, za pół roku w zamach z 10 kwietnia 2010 r. wierzyłoby 10 proc.? Za rok – 5 proc.? A tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2019 r. – już tylko garstka wyznawców Jarosława Kaczyńskiego?

Jaka szkoda, że dr Berczyński tak szybko uciekł do USA.

W SIECI POJAWIŁY SIĘ KONTRPROPOZYCJE OSTATNIEJ OKŁADKI GAZETY POLSKIEJ. JAK WAM SIĘ PODOBA JEDNA Z NICH?

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i Szydło.

Co ma z przodu głowy Mariusz Błaszczak? Widzimy i nie zazdrościmy, przynajmniej ja. En face Błaszczak ma „uszy prezesa”, a z tyłu głowy raczej wiedzy i rozumu nie ma, bo gdyby miał, to nie posługiwałby się komunikatami dnia nadesłanymi z dyspozytorni z Nowogrodzkiej. Wiedziałby, że metafora „z tyłu głowy” jest proweniencji NKWD, KGB: w tył głowy oddawano strzały z nagana.

„Ucho prezesa” właśnie podzielił się swą wiedzą na temat tyłu głowy – nieskażony wiedzą o tradycji polskiej i znajomością literatury – iż Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar „z tyłu głowy” ma „ambicje, żeby zająć się polityką”. Taki tył głowy miał wcześniej prof. Andrzej Rzepliński, co okazało się „kulą w płot”, ale Trybunał Konstytucyjny został „rozstrzelany” –  i dzisiaj jest martwy.

Najwidoczniej pisowski Dzierżyński Błaszczak bierze się za Bodnara. Jeżeli niczego nie potrafisz, bierz przykład z Błaszczaka. Nieskażony, ale tablet ma i może czytać z niego komunikaty dnia podczas wypowiedzi w mediach. Niedawno Konrad Piasecki w jakiejś audycji zabrał Błaszczakowi tablet, aby za pomocą przodu głowy sformułował coś własnymi słowami.

Jeszcze bardziej komunikaty dnia słychać w wypowiedziach Beaty Szydło, która o referendum w sprawie reformy (deformy – w istocie) edukacji była się wyrazić za Nowogrodzką, iż „kiedy można było myśleć o referendum, wtedy tego wniosku nie było”.

Gdyby Szydło myślała przodem głowy, to może doszłaby ścieżkami własnych myśli, że zebrać 910 tys. głosów to nie w kij dmuchał, potrzeba trochę czasu. Gdyby słyszała innych, a nie wypatrywała komunikatów dnia, dotarłoby do niej, iż przeciw deformie są nauczyciele, rodzice, samorządy, głośno wyrażali się i demonstrowali, włącznie ze strajkiem szkolnym.

Trzeba słuchać vox populi, a nie vox Dei, czyli głosu prezesa. Z głupawki zawsze można się wycofać, bo przyznanie się do błędu przynosi mniejsze straty, niż wycofanie się z błędu pod przymusem. Przymus kończy się, jak „sukces” w Brukseli – 1:27.

Ha! 55 proc. Polaków – wg sondażu Kantar Millward Brown – opowiada się za referendum ws. deformy edukacji. To jest vox populi, a nie głos prezesa, nawet jeżeli prywatnie się przed nim chyli czoło, jak przed ikoną, gdy ten kiwnie paluszkiem.

Inny z kolei sondaż tejże pracowni jest silniejszy w wyrażaniu vox populi, mianowicie 68 proc. badanych oczekuje, iż prokuratura powinna zbadać rolę Wacława Berczyńskiego w sprawie Caracali. Berczyński, koleś od science-fiction z ładunkiem termobarycznym, wziął nogi za pas i dał dyla z kraju. Zamiast Caracali będą Boeingi, kontrakt za przeszło 2 mld zł na kupno VIP-owskich trzech Boeingów – gdzie pracował Berczyński – kroi się na największą aferę po 1989 roku. Acz Szydło idzie w zaparte, że była komunikowana o negocjacjach z Airbusem w sprawie Caracali. Tak! Macierewicz ją informował. Tyle warte owo „zaparte”, co produkcja Black Hawków w Mielcu. Zaklinała się tam Szydło z Macierewiczem na środku hali produkcyjnej, że zejdą z produkcji z tej właśnie hali.

Taki stan głowy jest w PiS, tył głowy Błaszczaka, przód głowy Szydło. Krótko pisząc: bezgłowie. Nie chcę pisać kolokwialnie, bo musiałbym obrazić, lecz czy powyższych polityków PiS można obrazić? Oni sami siebie obrażają, nie szanują.

I STAŁO SIĘ. EKSPERCI PRZESZLI SAMYCH SIEBIE.

Kleofas Wieniawa pisze o Szydło i Waszczykowskim.

Beata Szydło występuje pod komunikatem dnia, jak pod transparentem: „Komuś naprawdę zależy na tym, żeby uderzać teraz w polski rząd”.

Uderzać w pisowski rząd – małe sprostowanie. Ten rząd demoluje porządek demokratyczny, który polskie elity i Polacy (ta kolejność jest ważna) budowali po 1989 roku.

Powoli zbliżamy się do ustroju, który został nazwany przez Marka Borowskiego demokraturą. Jeszcze tylko pozostała do zdemolowania niezależność władzy sądzenia. PiS jest wewnętrznym najeźdźcą w Polsce, który niewiele ma wspólnego z zachodnimi standardami. A z jakimi? Logiczne.

Szydło te „komuś zależenie” nazywa krytykowanie Antoniego Macierewicz i Witolda Waszczykowskiego, zwłaszcza w kontekscie „wróżby” – bodaj „Rzeczpospolitej” – iż ten ostatni zostanie zdymisjowany przy rekonstrukcji rządu przed wakacjami.

No i Szydło (niepodrabiana pani z logoreą godną niejednego magla) gula skoczyła, że Waszczykowski ma być zrekonstruowany i na śmietnik wyrzucony. O tym zadecyduje jednak nie ona, tylko „pan” Kaczyński.

Szydło owe „komuś” insynuuje szkodzenie w sytuacji, gdy Polska ubiega się o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Otóż to żadna zasługa PiS, tylko pozycję budowali poprzednicy, a zwłaszcza rząd PO-PSL. Jak zniszczona została nasza pozycja przez PiS i wizerunek Polski świadczy „sukces” wyniku 1:27. Taki wynik uzyskałoby LZS Brzeszcze z Barceloną.

To jest wynik pisowski, a Waszczykowski jest najgorszym szefem dyplomacji po 1989 roku, nawet Fotyga (nieogolona) była lepsza.

Zaś o Antonim Macierewiczu szkoda gadać, acz okaże się jego przydatność, gdy wraz z Wojskami Obrony Terytorialnej będzie bronił porządku w pisowskiej Polsce. A tak będzie, gdy wreszcie uda mu się wyprowadzić wojsko na ulicę, co nie wyszło w 1992 roku z Nadwiślańskimi Jednostkami Wojskowymi, aby bronić Jana Olszewskiego przed „nocną zmianą”.

Szydło ma najgłupszych piarowców, porównywalnych z tymi z czasów Gomułki, a świetnie nazwanych przez Kisiela – ciemniakami. Wówczas byli więc ciemniaki, dzisiaj ciemniactwo.

Taka ich czerń – jak pisał Henryk Sienkiewicz.

TAKI PIĘKNY LIMERYK

>>>

TE ZNAKI MÓWIĄ WSZYSTKO. BRAWO LEGIONOWO :))))))

Podwarszawskie Legionowo powiedziało twarde „nie”! PiS-owi. Oficjalnie wyniki referendum – frekw. 46,72% za przyłączeniem 1.081 osób 5,73 % przeciw 17.793 osób 94,27 %

Legionowo przeciw włączeniu do Warszawy

Aż 94,27 proc. mieszkańców Legionowa nie chce, by ich gmina została częścią metropolii warszawskiej. W referendum przeciw włączeniu do Warszawy zagłosowało w niedzielę 46,72 proc. uprawnionych, tym samym jest ono ważne (konieczna była co najmniej 30-procentowa frekwencja).

Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski podkreślił, że w referendum „mieszkańcy jednoznacznie powiedzieli PiS, że nie można tak prowadzić polityki, że nie można oszukiwać tak mieszkańców”. Smogorzewski nie przypomina sobie sytuacji, w której prawie 95 proc. społeczeństwa opowiedziało się przeciwko jakiemuś rozwiązaniu. – „Mieszkańcy nie dali sobie wmówić, że poprzez stworzenie kolejnej administracyjnej struktury wszystkie problemy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zostaną rozwiązane. Nie dali się też oszukać, że da się stworzyć system komunikacyjny na większym terytorium za mniejsze pieniądze. Nie dali się kupić wizją tańszego, wspólnego biletu” – powiedział prezydent.

Jan Grabiec (PO) powiedział, że wyniki referendum są jednoznaczne i „PiS musi się cofnąć”. „Mieszkańcy Legionowa, podobnie jak mieszkańcy innych gmin podwarszawskich – Wołomina, Pruszkowa, Piaseczna i 33 gmin podwarszawskich – nie chcą być przyłączani na siłę do żadnego miasta stołecznego Warszawa, podobnie jak sami warszawiacy nie chcą, żeby ten ustrój Warszawy był zmieniany w taki sposób. To jest ustawa, która została wprowadzona do Sejmu niedemokratycznie, bez żadnych konsultacji i łamie niezależność samorządów, czemu dali wyraz mieszkańcy” – powiedział poseł.

Zdaniem posłanki PiS Małgorzaty Gosiewskiej, referendum, w którym wczoraj mieszkańcy Legionowa sprzeciwili się przyłączeniu do Warszawy, w ogóle nie powinno mieć miejsca. – „Zostały wyrzucone niepotrzebnie pieniądze, które mogły być wydane na inne, ważne faktycznie sprawy”.

PiS-owski projekt ustawy o ustroju m. st. Warszawy zakłada, że Warszawa stałaby się metropolitalną jednostką samorządu terytorialnego, która objęłaby 33 gminy.

EUROPO, NIE SKREŚLAJ NAS. WOJTEK KUSSOWSKI W IMIENIU WSZYSTKICH INTERNAUTÓW. POPIERACIE?

PANI PREMIER PROSI, ABY SIĘ JUŻ NIE ŚMIAĆ

IDĄ GĘSIEGO… UPS… KACZEGO. JEDNO PO DRUGIM. W KACZEJ ŻÓŁCI.

Witold Waszczykowski znowu się popisał. Rośnie konkurent dla Antoniego Macierewicza w wielkości szajby, a może za dużo się nałykał z ostaniej dostawy z San Escobar. Paweł Wroński porównuje go do niezapomnianej Różowej Pantery, czyli inspektora Clouseau. Clouseau w filmowej serii „Różowa Pantera” nieustannie się kompromitował, ale ostatecznie osiągał sukces. Minister Waszczykowski kraj, którego politykę zagraniczną tworzy, po prostu kompromituje.

Waszczykowski – Clouseau dyplomacji światowej. Czyli jak uznać przywódców 27 państw za oszustów

Niedyplomata minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski oświadczył niedyplomatycznie w TVN24, że wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej został sfałszowany. Swoją opinię oparł na „analizach prawnych” (na konferencji wymienił jako jednego z autorów Jacka Czaputowicza). Według niego wybór można podważyć, ponieważ Polska nie otrzymała prawa, by przedstawić własnego kandydata, a głosowanie faktycznie nie miało miejsca, gdyż nie użyto formuły „kto jest za, kto przeciw”, lecz „kto jest przeciw”.

W pośpiechu opinię swojego szefa zdezawuował w Radiu ZET wiceminister Konrad Szymański. Stwierdził, że nie ma podstaw do podważania wyboru Tuska. W podobnym tonie wypowiedział się wicemarszałek Senatu Adam Bielan, zdystansował się też prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Sam minister zaczął się z niej w końcu rakiem wycofywać.

Jednak, jak mówią komentatorzy sportowi, wynik poszedł w świat. I ten świat już wie, że polski minister spraw zagranicznych uważa najważniejszych przywódców Europy za oszustów.

Szef polskiego MSZ zapewne ocenia, że uznanie za fałszerzy kanclerz Angeli Merkel, prezydenta Francji Francois Hollande’a, premier Wielkiej Brytanii Theresę May i 24 innych przywódców wzmocni pozycję Polski. Mocno osłabioną kompromitującym wynikiem głosowania nad przedłużeniem kadencji Donalda Tuska, gdy okazało się, że PiS jest w Europie wyobcowane. Ja mam co do tego jednak poważne wątpliwości.

Zapewne przywódcy światowi już przywykli do ekstrawaganckich wypowiedzi Waszczykowskiego, który uważa, że projekt europejski to idea wegetarian i cyklistów, że przywódcom europejskim zależy, by po marksistowsku przerobić Europę na mieszankę ras i kultur, oraz wynajduje nowe kraje, jak San Escobar. Nie wszystko jednak da się tak łatwo wyjaśnić tym, że szef MSZ chce być dostrzeżony jak żółty kostium pani premier na ostatnim szczycie UE w Rzymie.

Podczas niedawnego forum polsko-brytyjskiego Waszczykowski, korzystając z barwnej metaforyki, usiłował wyjaśnić, jaką rolę on oraz brytyjski minister spraw zagranicznych Boris Johnson odgrywali na Ukrainie. Najpierw uznał, że byli niczym Simon & Garfunkel, ale doszedł do wniosku, że lepszym porównaniem jest Starsky i Hutch. Ja zastanawiam się, jaką rolę odgrywa Witold Waszczykowski w polityce europejskiej. I przychylam się do tezy, że brawurowo odgrywa rolę inspektora Jacques’a Clouseau z cyklu „Różowa Pantera”, który cofnął francuską kryminalistykę do epoki kamienia łupanego.

Z jedną wszak różnicą. Clouseau nieustannie kompromitował się, ale ostatecznie osiągał sukces. Minister Waszczykowski kraj, którego politykę zagraniczną tworzy, kompromituje. Jego ostatni sukces wyraża się w liczbach: 1 do 27.

TERAZ CAŁA NADZIEJA W WASZCZYKOWSKIM :)))

ONI CHYBA NAWET NIE DOTRWAJĄ DO NASTĘPNYCH WYBORÓW

EFEKT WASZCZYKOWSKIEGO :)))

Waldemar Mystkowski pisze o Sławomirze Nitrasie, który poszedł do biura Brudzińskiego w Szczecinie.

Poseł Platformy Obywatelskiej  Sławomir Nitras mimo pozbawienia go przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego części diety poselskiej wykonuje swoją pracę posła, bo taki glejt mu dali wyborcy.

Wyborcy chcą, aby twardo bronił praworządności, demokracji, by potrafił zachować się stanowczo, ale nie agresywnie. Powinno być oczywiste, ale czy jest? Joachimowi Brudzińskiemu ktoś zapaskudził farbą  drzwi i wejście do jego biura poselskiego w Szczecinie, Nitras pobiegł ze ścierką, środkami czyszczącymi i wodą, aby naprawić szkody.

W Polsce obchodzono uroczystości 60. lecia podpisania Traktatów Rzymskich, nigdzie nie było pisowskich polityków, schowali się po kościołach, jak Andrzej Duda w Piotrkowie Trybunalskim. Nitras zatroskał się jeszcze raz Brudzińskim, ziomalem, acz z przeciwnej partii.

Przy czyszczeniu jego miejsca pracy pewnie zauważył, że Brudziński jak jego koledzy partyjni wywieszają flagi Polski i PiS, a nie jak nakazywałaby nasza przynależność – flagi Polski i Unii Europejskiej. Póki co Polska należy do Unii Europejskiej, a nie do PiS.

Nitras więc udał się do biura Brudzińskiego i to w dniu, w którym  Brudziński powinien mieć dyżur poselski. Przyszedł w poniedziałek w samo poludnie – jak nakazuje nasza natura kmicicowsko-kowbojska – wchodzi, a Joachima nie ma (acz nie wiem, czy są po imieniu).

A gdzie jest prawa ręka Kaczyńskiego? Otóż nie ma zaskoczenia, jest na pielgrzymce. Tyle tych pielgrzymek w naszym katolickim kraju, iż skapować się, jaka i dokąd zmierza – trzeba być nie lada wagabundą. Zawsze jednak pielgrzymka kończy się klęczeniem i krzyżem. Taki jej urok. Dla polityków PiS krzyż ma jeszcze jeden urok z epoki kamienia łupanego – maczugi.

Nitras tym się nie zraził, wręczył szefowi biura poselskiego PiS flagę europejską, aby „zastąpiła flagę PiS”. – Wierze, że ta flaga zawiśnie w miejscu tej flagi PiS – mówił Nitras. Pracownik Brudzińskiego wpadł w dżentelmeński ton Nitrasa i chciał posłowi PO „w imieniu wyborców PiS” wręczyć flagę Polski, ale Nitras na takie dictum był przygotowany, bo miał ze sobą biało-czerwoną flagę.

Czy to jeszcze jedna poszlaka, że PiS chce nas wyprowadzić z Unii Europejskiej? Oczywiście, że tak, bo chcą pożenić nasz kraj ze swoja partią. Miarka się przebrała, co widać w sondażach i zamuleniu takich polityków, jak Witold Waszczykowski. Jak muł upiera się, że Donald Tusk został wybrany na szefa Rady Europejskiej za pomocą fałszerstwa.

PARANOJA OBNAŻONA PRZEZ LISA. PiS POGUBIŁ SIĘ JUŻ ZUPEŁNIE…

>>>

PROSIMY O UŚMIECH :)))

SŁOWO O ZAUFANIU DO PiS.

Jacek Żakowski w „Wyborczej” już się zastanawia, co będzie po PiS-ie. W sprawie Tuska PiS grał przeciw Polsce. Szczęśliwie przegrał. Nie pierwszy to polski rząd realizujący szkodliwą dla kraju strategię hamowania w Unii. III RP zawsze chorowała na euroegoizm i euronieufność, zwane eurorealizmem. Teraz za to płacimy.

PiS robi to bardziej prostacko niż poprzednicy. Dzięki temu liberalno-demokratyczni liderzy Zachodu zrozumieli, że przegrają, jeśli będą dalej tej grze ulegali. Dla Polski jest to zbawienne (choć chwilowo przykre). Dla Zachodu (może i świata) – ozdrowieńcze. A dla polskich elit politycznych – trudne. Bo muszą skończyć z sadzeniem oportunistycznych banałów i jasno nazwać priorytety polskiej racji stanu. Ich hierarchia jest inna, niż ją przedstawia uwięziony w XX-wiecznej logice główny nurt polskiej polityki. Musimy to zmienić.

Po pierwsze, Zachód jest najważniejszy.

Polsce jest niezbędny nie tylko jako idea, ale jako silna, wcielona w sprawne instytucje wspólnota wartości przeciwstawiająca się ekspansji autorytarnego Wschodu. Kiedy Ameryka pogrąża się w nieobliczalności, jądrem Zachodu może być tylko Unia. Musi więc szybko pogłębić integrację i wzmocnić instytucje. Jądro Zachodu to wie i po Wersalu bierze się do roboty. Jeśli Le Pen nie wygra majowych wyborów we Francji, wiosną zaczną powstawać kręgi ściślejszej integracji gospodarczej, budżetowej, socjalnej, obronnej. Po wrześniowych wyborach w Niemczech zapadną decyzje. Bez Polski, ale w interesie Polski.

Po drugie, Polska w Unii.

PiS pokazał, że dalsza integracja wszystkich jest teraz niemożliwa, więc Zachód wybiera integrację chętnych. Żaden wschodni rząd tego nie zatrzyma, bo demokratyczni politycy Unii zrozumieli, że nie stać jej na czekanie. Oglądanie się na popadającą w autorytaryzm Polskę i na rusofilskie, nieliberalne Węgry służy już tylko Putinowi. Nie mogąc się z nami dogadać, Zachód zbuduje sobie nową Unię. Stara straci na znaczeniu, ale nikt Polski nie wyrzuci. Ważne, byśmy w niej zostali. Nie będzie to już dawało tyle pieniędzy co dotąd, nie zagwarantuje nam demokracji i praworządności, ale po zmianie władzy będzie bazą reintegracji z Zachodem.

Po trzecie, PiS to nie Polska.

Zachód jedzie dalej. Na dłuższą metę jest to dla Polski dobre, bo zmniejsza ryzyko, że za Odrą wygra populistyczna zaraza i zrobi się tak groźnie jak za Bugiem. Jeśli Unia się wzmocni, będziemy mieli gdzie wrócić po PiS-ie. Zakażenie Niemiec PiS-owską chorobą byłoby katastrofą dla Polski. Dlatego wbrew sugestii Tuska nie wolno towarzyszyć Waszczykowskiemu, Saryusz-Wolskiemu i innym reliktom IV RP w hamowaniu Europy Chętnych, która jest skutkiem m.in. polskich błędów.

Europa Chętnych musi widzieć, że PiS to nie Polska, lecz pomyłka młodej demokracji, reprezentująca zbałamuconą jedną trzecią wyborców i realizująca wolę Putina – nie Polski.

Opozycyjna Polska musi Zachodowi pokazać, że zrozumiała europejskie kryzysy i jest już chętna. Tylko chwilowo mamy niechętny rząd.

Z ŻYCIA WZIĘTE 🙂

Na portalu Nowa Konfederacja Adam Michalak pisze o możliwym scenariuszu pisanym przez Kaczyńskiemu, aby wyjść z Unii Europejskiej.

OSTRA GRA DOPIERO SIĘ ZACZYNA

HOŁDYS JAK ZWYKLE BEZ ZNIECZULENIA. TRAFIA IDEALNIE !!! 🙂

A co jeśli Jarosław Kaczyński postanowił, że Polska w najbliższej przyszłości opuści UE i nowa narracja ma na celu w perspektywie 2-3 lat zmienienie proeuropejskich Polaków w przeciwników Unii?

Wynik czwartkowego głosowania na przewodniczącego Rady Europejskiej odbił się szerokim echem na całym kontynencie. Ogólnie przeważa opinia: była to wyjątkowa katastrofa dyplomatyczna! Złe rozpoznanie przez polski rząd pola walki, nieprzygotowanie żadnych sojuszy, po czym odniesienie spektakularnej klęski przy błysku fleszy bez odniesienia żadnych korzyści.

Z pewnością możemy odrzucić twierdzenie jakoby to był wypadek przy pracy. Obserwując kolejne kroki wykonywane przez polski rząd: bardzo późne zgłoszenie Jacka Saryusza-Wolskiego, stworzenie całej narracji godnościowej o tym, że Polska,  w przeciwieństwie do reszty państw członkowskich, reprezentuje w Unii zasady, wskazywanie na szkodliwą hegemonię Niemiec oraz na Tuska jako na niepolskiego kandydata, wchodzenie w ostrą wymianę zdań z Hollandem, poprzez całe teatrum powitania Beaty Szydło w Brukseli, na obecności Jarosława Kaczyńskiego na Okęciu kończąc, doskonale widać, że była to przygotowana wcześniej akcja, którą do końca przeprowadzono sprawnie. Na obliczu Prezesa malowało się niezmącone zadowolenie. Wręcz na pewno całe to wydarzenie miało na celu uderzenie w Tuska, by pokazać go jako osobę działającą przeciw polskiej racji stanu, a martwiącą się jedynie o swoją karierę i  interes Niemiec – pisał o tym więcej Bartłomiej Radziejewski.

Wydaje mi się jednak, że tak duża akcja, która przy okazji jakoby pogorszyła polski wizerunek w UE, nie służyła tylko deprecjonowaniu kandydata na fotel przewodniczącego RE. Za tym przypuszczeniem przemawia również postać kandydata polskiego rządu: Jacka Saryusza-Wolskiego, który od 1991 r. praktycznie nieprzerwanie zajmuje się tematyką europejską, od 2004 r. pełniąc mandat europosła. Ten człowiek, budując pieczołowicie swoją karierę w instytucjach UE, rzuca nagle wszystko i kandyduje na stanowisko, którego nie mógł objąć (nawet mało interesujące się polityką UE osoby wiedziały, że to prawie niemożliwe), tylko dlatego, że Kaczyński postanowił uderzyć w Tuska? Stanowisko ministra MSZ nie jest tego warte, szczególnie takie, które będzie zależne od woli Kaczyńskiego. Wydaje się, że polski rząd może w tle prowadzić o wiele większą grę.

Po wyjściu z UE kluczowe będzie pozostanie w strefie wolnego handlu, na czym będzie zależeć Niemcom

W Rzymie 25 marca odbędzie się spotkanie, które nakreśli przyszłość Unii na następnych 10 lat. Można pokusić się o takie ćwiczenie i zastanowić, co w tym kontekście chciał osiągnąć Jarosław Kaczyński. Czy paręnaście dni przed tak ważnym szczytem osłabiałby pozycję Polski tylko z powodu Tuska? Jeszcze niedawno wskazywano na nowe otwarcie polsko-niemieckie, Kaczyński mówił o dobrej atmosferze w czasie rozmowy z Angelą Merkel. Władze Niemiec zaprosiły wiceministra Morawieckiego na spotkanie G20. A teraz nagle padają słowa o niemieckiej hegemonii w Europie? Jest to co najmniej nielogiczne.

Istnieje inne wytłumaczenie tego sprzecznego zachowania: a jeśli w toku kolejnych spotkań z Merkel Kaczyński posiadł wiedzę, że Polska na pewno nie będzie dołączona do państw “twardego rdzenia”w “nowej Unii”, a polityka klimatyczna względem Polski nie zostanie poluzowana? Spójrzmy tam, gdzie są realne pieniądze: na energetykę. 28 lutego 2017 r. Rada Europejska przyjęła stanowisko zaostrzające politykę klimatyczną UE. Dotyczy ono handlu emisjami CO2 oraz wpływu na przekazywanie środków z Funduszu Modernizacyjnego, który ma wspierać biedne kraje UE (głównie Polskę) w dostosowywaniu się do ostrego kurs polityki klimatycznej.  Mówiąc krótko: energia elektryczna w Polsce będzie po 2021 r. coraz droższa, a polski przemysł niekonkurencyjny. Utrzymanie rozwoju na obecnym poziomie, nie mówiąc o wdrażaniu planu Morawieckiego, będzie niemożliwe. Również uzyskanie funduszy na dostosowanie się do polityki klimatycznej UE będzie trudniejsze. A to dopiero początek: 26 września Piotr Maciążek przedstawił na portalu Energetyka24.com opinię, która przeszła praktycznie bez echa – w jego ocenie rządowa Strategia Energetyczna Polski do 2030 de facto zakłada, że Unia nie będzie istnieć. Albo, jak ja to odczytuję, że polityka klimatyczna UE ostatecznie bardzo się zmieni na korzyść Polski, albo że Polska z Unii wyjdzie.

Czy Kaczyński widząc powyższe, będąc zdeterminowany do pozostania w Unii na jak najlepszych warunkach, które nam teraz nie są oferowane, wystąpieniem na czwartkowym szczycie rozpoczął dopiero serię kolejnych ruchów, które ostatecznie będą symulowały chęć wyjścia Polski z Unii? Tak wysokie podbicie stawki miałoby na celu zmuszenie państw starej Unii, szczególnie Niemiec (mających duży interes w tym, by Polska była we wspólnocie) do zmienienia swej postawy, włączenia polski do “twardego jądra” i poluzowania regulacji, szkodzących Polsce.  Wyjście Polski i Wielkiej Brytanii naraz, to może być za dużo dla UE.

Należy też zadać sobie drugie teoretyczne pytanie: czy Jarosław Kaczyński widząc powyższe, biorąc pod uwagę bilans zysków i strat, zmniejszenie się ilości środków unijnych po 2020, to że Polska stała się płatnikiem netto i wiele innych, nie postanowił, by w najbliższej przyszłości Polska opuściła Unię? A cała rozpoczęta niedawno narracja, która będzie konsekwentnie kontynuowana, ma na celu w perspektywie 2-3 lat zmienienie jednego z bardziej proeuropejskich narodów, jakimi są Polacy, w przeciwników Unii? Oczywiście, działania takie niosą zagrożenia, takie jak odebranie obecnych środków unijnych, ale czy niemieccy przedsiębiorcy na to się zgodzą? Skoro, jak powiedział niedawno niemiecki komisarz Günther Oettinger: “Znaczna część każdego euro, które trafia z UE do Polski… wraca do Niemiec”? Zyski do 2020 r. na pewno mają już wpisane w swoje plany. Kluczowe będzie raczej pozostanie, po wyjściu z UE, w strefie wolnego handlu, na czym prawdopodobnie będzie zależeć Niemcom, skoro eksport Polski do Niemiec (większość to podzespoły do niemieckich maszyn) miał w 2016 roku wartość 50,2 mld euro, zaś importuje 41,8 mld euro? Polska jest na 8. miejscu, jeśli chodzi o niemiecki eksport (6. wśród państw UE) i na 6. miejscu, jeśli chodzi o import (4. w UE).

Niemożliwe? Zapewne… Tak jak Brexit, wojna na Ukrainie i prezydent USA Donald Trump.

CIEKAWE, ŻE WYMIENIŁA TYLKO TĘ JEDNĄ SŁUSZNĄ PARTIĘ I TYLKO KACZYŃSKIEGO, JAKO PARTNERA…

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim i Marine Le Pen.

Kaczyńskiego „nie” znaczy „tak”

Jarosław Kaczyński po publikacji „Rzeczpospolitej” o tym, że Marine Le Pen, liderka francuskiego Frontu Narodowego, zaprasza go w razie zwycięstwa w wyborach prezydenckich do demontażu Unii Europejskiej, zastosował sprawdzoną metodę – zaprzeczył.

Podobnie było, gdy Antoni Macierewicz w trakcie kampanii wyborczej do parlamentu przedstawił się jako przyszły minister obrony narodowej. Następnego dnia Beata Szydło jako premier in spe przywlokła na konferencję prasową Jarosława Gowina, który miał być obsadzony zamiast Macierewicza. Podobnie było z Jackiem Saryusz-Wolskim, o którym na kilka dni przed szczytem Kaczyński mówił, że jest spekulacją.

W ten sposób Kaczyński uprawia politykę, zaprzecza, a następnie wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Zaprzecza oczywistościom. Coraz więcej publicystów snuje narrację, iż ostatni szczyt unijny jest rzeczywiście sukcesem Kaczyńskiego, jego plan został w 100 procentach wykonany. Nie chodziło w nim o żadnego Saryusz-Wolskiego, tylko takie przedstawienie Donalda Tuska, iż nie jest polskim kandydatem i realizuje cele niemieckie.

Rysuje się zaostrzenie konfliktu z Brukselą i Kaczyński szuka uzasadnień. Zbyt wczesne wyjawienie celów jest niezrozumiałe dla elektoratu. Taką wsypą jest teraz Le Pen, która przecież jest naturalnym sprzymierzeńcem Kaczyńskiego. Ona też chce osłabienia UE, demontowania jej, proces ten nazywany jest decentralizacją.

Kaczyński zaprzeczył i przeszedł do meritum, do Europy dwóch prędkości, która wg prezesa PiS jest „w gruncie rzeczy rozbijaniem UE„. Clou najbliższej polityki PiS wobec Brukseli będzie zawierać się w następujących zdaniach: „Polska, stawiając twardy opór – jeszcze raz chciałem bardzo serdecznie podziękować premier Szydło za jej determinację i odwagę – stanęła na czele tych, którzy Europy dwóch prędkości nie chcą. Stała się państwem, które ma odwagę przeciwstawić się tej fatalnej, rozbijającej UE i skierowanej przeciwko tym państwom w tej części Europy, koncepcji.”

Akurat na szczycie nie było mowy o żadnych prędkościach, dopiero będą dyskutowane. Kraje członkowskie reformują Unię Europejską, bo dalsze pozostawanie w kryzysie grozi jej rozpadem. Ale Unia nie chce zamykać maruderom drzwi, dlatego ci, którzy chcą ją reformować będą w pierwszej wielkości, pozostali utworzą drugą prędkość. Na razie, jak widzieliśmy, pierwsza prędkość do drugiej ma się, jak 27 do 1, czyli jesteśmy sami w drugiej prędkości.

Z czasem przełoży się to na wspólne europejskiej projekty, a w związku z tym na rozdział budżetu unijnego. Chcesz się rozwijać, zwierać europejskie szeregi, będziesz z lepszymi. A gdzie może klasyfikować się Polska pod rządami PiS?

Wszak niedługo Komisja Europejska będzie musiała podjąć kolejne kroki w związku ze wszczętą procedurą praworządności w stosunku do Polski. Może być tak, iż zostaną nałożone sankcje. To już nawet nie jest maruderstwo, to trzecia prędkość, prędkość wstecz. I jak to nazywa Ryszard Petru: trzecia liga.

O to walczył PiS na ostatnim szczycie: przekonać elektorat, że Unia nas gnębi i ogłosić to sukcesem, iż się nie damy. O absurdalnych celach władzy PiS na najbliższy szczyt rzymski mówił rzecznik rządu Rafał Bochenek: „My skłaniamy się do tego, aby przede wszystkim zdemokratyzować Unię”. Można mniemać, że zaproponują wzorem krajowej demolki Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sadownictwa (w planie), podobny proces w stosunku do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu bądź Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Zaprzeczenie u Kaczyńskiego to ulubiona forma potwierdzenia najgorszych przypuszczeń: Macierewicz, Saryusz-Wolski, Le Pen, a w perspektywie Putin, bo „z panią Marine Le Pen mamy tyle wspólnego, co z panem Putinem”.

Zachowanie rządu PiS jest szalenie małe i podłe. Zemsta na Tusku będzie kolejną porażką „fatalnej zmiany”.

NIE MIEJMY WĄTPLIWOŚCI

>>>

JESTEM POLAKIEM. NIENAWIDZĘ TYCH, KTÓRZY POLSCE SZKODZĄ. PANIE KACZYŃSKI, ZMIATAJ PAN !!! KAŻDY DZIEŃ RZĄDÓW PIS TO STRATY DLA POLSKI !

Wywiad z Ludwikiem Dornem w „Wyborczej” wiele wyjaśnia z bieżącej polityki „pana” prezesa Kaczyńskiego. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego bitwa o prezydenta w 2020 r. ma wymiar egzystencjalny. Teraz PiS pokaże, że idzie na nas unijna nawała, dowodzona przez Niemcy, a jej chorążym jest Tusk. I do wyborów będzie pracować największa machina kłamliwej propagandy i ogłupiania, jaką stworzono w III RP. Po to by w 2020 r. Tusk przegrał – mówi Ludwik Dorn.

Agnieszka Kublik: Donald Tusk został szefem Rady Europejskiej na II kadencję. Żadne z 27 państw Unii nie poparło rządu PiS, nawet Węgry. Co z tą porażką zrobi Jarosław Kaczyński?

Ludwik Dorn*: Porażka, mówi pani? Nie. To, co się stało, było wkalkulowane w plan Kaczyńskiego. Choć może liczył na trochę inny wynik głosowania, np. 25:3.

Wykalkulowana porażka?

– Łączę ją z koncepcją polityczną powstałą w ostatnich miesiącach. Nie twierdzę, że ona przyniesie Kaczyńskiemu sukces, ale na pewno jest przez niego przemyślana. Ma związek z wyborami prezydenckimi w 2020 r. Tylko wtedy w tym szaleństwie widzę sens.

Jaki?

– Najpierw diagnoza sytuacji PiS. Jeżeli chodzi o zdolność zdobywania wyborców, PiS stanął w miejscu, a nawet lekko się cofa. W sondażach widać tendencję lekkiego spadku. Ona może narastać, bo w dziedzinie redystrybucji, w polityce socjalnej, nic więcej nie da się zrobić. Drugiego programu 500 plus nie będzie. PiS nie przyciągnie już nowych wyborców. Czyli nie będzie lepiej, będzie gorzej.

Co więcej, sytuacja w Unii się zmienia. Tworzy się tam nowy porządek, główne siły polityczne i instytucje, jak Komisja Europejska, będą przejmowały niektóre postulaty antyeuropejskich partii populistycznych, choć w mocno zmienionej formie. I Polacy będą mieli coraz gorsze warunki do życia i pracy w UE.

Dlaczego?

– Powodem wzrostu siły antyeuropejskich populistów w starej Europie jest sprzeciw wobec rozszerzenia Unii. Przy spowolnionym wzroście gospodarczym, kryzysach w starej Unii obywatele z nowej Europy, przede wszystkim Polacy, bo jest ich najwięcej, zaczęli konkurować z mieszkańcami starej Europy o ograniczony zasób dóbr, o pracę i zasiłki. To tło populistycznego buntu przeciwko elitom Unii, które populiści widzą w urzędnikach z Brukseli, ale także w partiach głównego nurtu, które doprowadziły do rozszerzenia UE. Partie niepopulistyczne, by bronić swojej pozycji, muszą przejmować część postulatów populistów. A więc i Komisja Europejska zacznie dryfować w tę stronę.

Jakie będą konsekwencje?

– Nasz interes nie polega na tym, ile możemy zyskać, tylko na tym, ile możemy stracić. Możemy stracić więcej, możemy mniej. Polska powinna tak grać, by Polaków zabolało jak najmniej. Plan Kaczyńskiego jest taki, by zabolało jak najbardziej. Będą napływać niedobre wiadomości ze starej Unii dotyczące np. konkurencji o miejsca pracy i polityki społecznej. Można je łagodzić, ale to słabo przemawia do wyobraźni, zwłaszcza wyborców PiS. Lepiej głośno zaprotestować. Krzyczeć, że nie oddamy ani guzika i ma być tak jak dotąd. To oczywiście będzie oznaczać, że nie będziemy mieli na nic wpływu, bo nas przegłosują. I zaboli bardziej.

Ma boleć Polaków do wyborów…

– …parlamentarnych i prezydenckich w latach 2019 i 2020. Wtedy Tusk będzie naturalnym liderem całej Polski anty-PiS – od feministek aż nawet po część czytelników „Gościa Niedzielnego”.

Niezwykle szeroka koalicja.

– PiS sobie na nią dzielnie zapracowuje. Ale z punktu widzenia Kaczyńskiego bitwa o prezydenta w 2020 r. ma wymiar egzystencjalny. Niezależnie od tego, kto w 2019 r. będzie tworzyć rząd, prezydent jest kwestią egzystencjalną. Jeżeli rząd będzie tworzyło PiS – samo lub z koalicjantem – to nie sądzę, by mieli 276 posłów lub więcej. Tyle potrzeba, by odrzucić weto prezydenta. Załóżmy, że PiS zostaje odsunięte od władzy. Koalicja anty-PiS też raczej nie będzie miała więcej niż 276 posłów. Wtedy prezydent jest gwarancją, że nie wejdą w życie np. ustawy odbierające PiS wpływ na media publiczne i zmiany ustaw o służbach specjalnych umożliwiające ich „depisyzację”.

I chodzi o to, by do wyborów prezydenckich w 2020 r. Tuska jak najbardziej…

– …zohydzić. Plan został zarysowany w wywiadzie pana Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej”. Pokazał tam obszary oddziaływania na świadomość społeczną: idzie na nas unijna nawała, dowodzona przez Niemcy, a jej chorążym jest Tusk. Rozbija Europę. A my jesteśmy jedyną w Europie siłą, której zależy na równych szansach. Do wyborów będzie pracować największa machina kłamliwej propagandy i ogłupiania, jaką stworzono w III RP. Czyli media publiczne obrośnięte „wSieci”, „DoRzeczy”, „Gazetą Polską” itd.

Polacy są jednymi z największych euroentuzjastów w Unii. Granie na niechęci do UE może nie być takie łatwe.

– Wrażenie zrobił na mnie niedawny raport Fundacji Batorego „Polacy wobec UE. Koniec konsensusu”. Tam wychwycono, że wprawdzie Polacy są bardzo euroentuzjastyczni (akceptacja dla członkostwa w UE wynosi ok. 77 proc.), ale ten konsensus jest płytki, mało treściwy. Kiedy Unia zacznie działać w sposób dla nas niekorzystny, to znaczna część euroentuzjazmu może wyparować.

Będzie się do czego odwołać. Przycięcie zasiłków na dzieci Polaków pracujących w starej Unii? Wina Tuska. Wszystko, co złe dla Polaków w UE – wina Tuska.

To po co Kaczyński walczył z Tuskiem kandydaturą Jacka Saryusz-Wolskiego?

– Aby formułować sprzeciw wobec Tuska w kategoriach proeuropejskich. Mądrość etapu jest taka, że politycznie programu antyeuropejskiego nie da się sformułować, więc proszę, mamy tu człowieka, który był w ekipie wprowadzającej Polskę do UE.

Jeśli plan Kaczyńskiego jest taki, jak pan go kreśli, to jest bardzo groźny dla Polski.

– Zgadzam się. Dużo zależy od opozycji. A ona jest taka, jaka jest. Innej raczej nie będziemy mieć. To są intelektualnie i politycznie leniuchy.

Dygresja: nad PO chce mi się płakać. Złożyli wniosek o wotum nieufności wobec rządu. Czyli zrzucają tę bombę atomową wtedy, kiedy zostanie sprowadzona do kapiszona. Bo taki wniosek ma sens jedynie we wrześniu 2018 r., tuż przed wyborami samorządowymi. Wtedy miałby dużą siłę rażenia.

To czego pan oczekuje od opozycji?

– Od PO i PSL, by sformułowały i zaczęły realizować alternatywną polską politykę europejską w formie rozmów międzypartyjnych w rodzinie Europejskiej Partii Ludowej. Na zasadzie: tamci nie chcą z wami rozmawiać, a my tak. Oczywiście nie będą traktowani jak rząd, bo rząd ma demokratyczną legitymację. Również do tego, niestety, by szkodzić swojemu krajowi, co PiS czyni. Opozycja musi pokazać, że jest alternatywa. Zintensyfikowanie kontaktów PO i PSL z CDU/CSU, związane choćby z tym, co ma być ustalane na szczytach UE, pokaże, że jest ośrodek, który po dojściu do władzy będzie prowadził nieszkodzącą Polsce politykę europejską. Czasami wchodzącą w negocjacyjny spór ze starą Unią, w tym z Niemcami, ale nastawioną na porozumienie.

Opozycja powinna też Polaków nastraszyć. Polskie społeczeństwo ma strach w kościach. Po doświadczeniach ostatnich 300 lat, a zwłaszcza XX w., większość Polaków nie widzi nic dobrego w perspektywie, że zostaniemy wyklętym narodem Europy. Nie uśmiecha nam się taka polityka, że im więcej wrogów, tym większa chwała. Trzeba straszyć tak: rodacy, tu chodzi o wasze portfele, wasze miejsca pracy, szanse awansów waszych dzieci, o wasze bezpieczeństwo. Bo jak mamy wokół samych wrogów lub nam niechętnych, którzy nie mają powodu, by palcem kiwnąć w naszej sprawie, to w końcu wszyscy skończymy niedobrze.

Plan Kaczyńskiego ma szanse powodzenia?

– Ma, choć jest ryzykowny. Jest szansa, że padnie. To w dużej mierze zależy od opozycji, od niepisowskich elit. Dziś opozycja leniuchuje i wychodzi z założenia, że PiS sam sobie strzela samobóje, sam otwiera nowe fronty, to po co się męczyć? Lepiej siądźmy na brzegu rzeki i czekajmy, aż trup PiS nią spłynie. Ale sam nie spłynie. Jeżeli nie będzie długofalowej, poważnej pracy ze strony opozycji, jeżeli nie będzie projektu alternatywnego sformułowanego na poważnie, a nie na żółtych paskach w telewizji informacyjnej, jeżeli wspólnie z centroprawicą niemiecką i francuską nie powoła się wspólnego think tanku, którego głos będzie się liczył w UE i w Polsce, to trup PiS sam nie spłynie.

Plan Kaczyńskiego nie wypali pod warunkiem, że opozycja będzie miała swój plan?

– Tak. Plan na polską politykę europejską, bo wybory w 2019 r. i 2020 r. będą o wiele bardziej gorące emocjonalnie niż wybory w 2015 r. A jednym z głównych wymiarów tych wyborów będzie kwestia europejska. To będą wybory strategiczne. Stawka: gdzie w sensie geostrategicznym i egzystencjalnym ma być Polska w następnych kilkudziesięciu latach.

TO BYŁ NOKAUT. 27:1 PiSOWSKA KATASTROFA (bo trudno to nazwać meczem czy walką) PRZESZŁA DO HISTORII ŚWIATOWEJ DYPLOMACJI.

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szef MSZ z obniżonym poziomem zaufania

Witold Waszczykowski znalazł sposób, aby nie doszło do takich kompromitujących porażek rządu PiS z instytucjami unijnymi, jak podczas szczytu w Brukseli, na którym przedłużono Donaldowi Tuskowi mandat przewodniczącego Rady Europejskiej. Należy Unię Europejską bojkotować: „Musimy drastycznie obniżyć poziom zaufania wobec UE. Zacząć prowadzić także politykę negatywną”.

Przecież PiS ma to „obcykane”. Prowadzili politykę negatywną z Trybunałem Konstytucyjnym i obniżyli poziom zaufania niepublikowaniem wyroków. Rezultat otrzymali: de facto nie ma niezależnego TK, więc nie obawiają się porażki. Julii Przyłębskiej podyktuje się wyrok, który będzie się zgadzał ze zdaniem prezesa.

Instytucje unijne, do których Waszczykowski chce obniżyć poziom zaufania, w tym wypadku to zbiór 28 państw (po Brexicie – 27), które pod przewodem szefa Rady Europejskiej podejmują strategiczne decyzje. Krótko pisząc – Waszczykowski chce obniżyć nie tylko prestiż Tuska, ale kanclerz Niemiec, prezydenta Francji, a nawet premiera Węgier. W sumie chce obniżyć wszystkich przywódców krajów unijnych. W tej parcianej retoryce Waszczykowskiego należy szybciutko przywołać wywyższenie prezesa PiS na drabince z Tesco.

A może nie zrozumieliśmy Waszczykowskiego? Acz jego retoryka jest kiczowata – niestety, nie jest zbyt lotny intelektualnie, a tym samym niezbyt zgrabnie używa języka – to zastanówmy się nad jego dalszymi słowami, które mają wyjaśnić, co „poeta” miał na myśli. Wg niego w polityce negatywnej chodzi o „blokowanie innych inicjatyw, aby prowadzić bardzo ostrą grę”, „trzeba mieć ostre zęby”.Nie wypracowywać wspólnych stanowisk ani dochodzić do konsensusu, nie podporządkować się obowiązującym zachodnim standardom demokratycznym bądź zobowiązaniom międzynarodowym, ale „prowadzić bardzo ostrą grę”.

Kto to mówi? Szef dyplomacji, jakby ktoś nie wiedział, kim jest w rządzie PiS Witold Waszczykowski. A nie jest ministrem wojny. I nie bądźmy zatem zdziwieni, że porażka 27:1 spotkała takiego zawodnika i jego przełożoną Beatę Szydło. Przyjaciół potraktowali jak wrogów, więc musieli dostać takie baty, wszak jeden z „goli” w bramce PiS jest dziełem napastnika Viktora Orbana.

Mogę sobie żartować, pisać ten felieton w tonie „Ucha prezesa”, ale Unia Europejska to nie wróg Polski, to nie Rosja, to projekt cywilizacyjny, który był marzeniem Polaków i się ziścił. A taki niewydarzeniec, jak Waszczykowski na polecenie Kaczyńskiego, ustawia UE w pozycji wroga, w pozycji Rosji. A może o to chodzi? Nie chodzi o Tuska, nie chodzi o Angelę Merkel, o pozostałych przywódców krajów Unii Europejskiej, ale o jeszcze jednego wroga, który potrzebny jest zwierzchnikowi Waszczykowskiego, Kaczyńskiemu, aby Polaków ustawić przeciw, włożyć im nóż w zęby i takimi wyprowadzić z Unii Europejskiej.

Nie piszę też tego, aby kpić z Waszczykowskiego, który dla mnie jest kpiną sam w sobie, z którym prawdopodobnie nie napiłbym się piwa, ale uzmysławiam, jak budowana jest retoryka, z którą – jak ze śpiewem – na ustach będziemy wyprowadzani z Unii Europejskiej. Przed tym też przestrzega najnowszy „Newsweek”, dziennikarze tego tygodnika piszą, iż „klęska w Brukseli”, to „kolejny powód, aby wyprowadzić Polskę z Unii”. Jeżeli wyprowadzić, to gdzie poprowadzić? Kierunek jest jeden, najpierw „ciepły człowiek” Łukaszenka (u którego moszczą sobie pisowcy gniazdko w razie czego), a potem ten, do którego zwiał Janukowycz. Takie ich Zaleszczyki. Zdziwieni?

A TO PIĘKNE 🙂

Po PiS stajnie Augiasza do posprzątania

Przed szczytem unijnym Jacka Saryusza-Wolskiego nikt z Platformy Obywatelskiej nie mógł telefonicznie złapać, aby potwierdził, że dał się wrobić PiS-owi. Dzisiaj Saryusz-Wolski udziela się na Twitterze i to z nadprodukcją 140-znakowych myśli. Niestety nie są one głębokie, choć widać, iż autor chciałby zawrzeć w nich głębię tajemnicy, którą w posiadaniu mają wielcy ludzie.

Saryusz-Wolski nie jest wielki, a w znanym kontekście – śmieszny, żałosny. Jednym sztychem popełnił na sobie samobójstwo polityczne, zabił swój niewątpliwy dorobek. Zapewniał jakiś czas temu, że wysiadł z Platformy na przystanku Polska.

Niewątpliwy specjalista od PiS i Kaczyńskiego dziennikarz „Newsweeka” Michał Krzymowski w najnowszym numerze tygodnika zajmuje się wysiadką pisowskiego niedoszłego kandydata na przewodniczącego Rady Europejskiej. Otóż tym przystankiem jest jednak najpowszechniejszy przystanek: Kasa.

Przystanek znajdował się w warszawskim mieszkaniu europosła PiS Ryszarda Czarneckiego, czekał na Saryusza-Wolskiego „pan” prezes Jarosław Kaczyński. Tam dobito interes. Saryusz-Wolski da twarz, czyli ciała, prezes mu da miejsce na liście wyborczej PiS do Parlamentu Europejskiego, bo w PO był spychany na boczny tor, ponadto prezes dorzucił Saryuszowi-Wolskiemu obroku do tak pomyślanego koryta, mianowicie trochę szmalu na jego fundację Centrum Europejskie Natolin. Oczywiście, szmal pochodzić będzie z naszej wspólnej kasy – z budżetu państwa.

Jakie to proste! Po co zasłaniać się wielkimi słowami, do tego kiepsko użytymi, bo nie dostał Saryusz-Wolski od Bozi tego, co mają poeci. Prozaizmy jego tak brzmią, że aż zęby zgrzytają same.

Kandydaturę Saryusz-Wolskiego odczarowuje w „Wyborczej” Ludwik Dorn, który porażkę Kaczyńskiego z kandydatem PiS nazywa porażką, ale prezes PiS ją wykalkulował, acz mógł skalkulować nie aż tak nokautująco – 1 do 27. „Pan” Kaczyński złapał w miarę wygodnego jelenia, wystawił go na europejski strzał, Saryusz-Wolski padł, ale rykowiskiem teraz zajmie się propaganda podległych mediów, aby przekuć na wygraną w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudy. Chodzi o to, że do polityki krajowej wróci Donald Tusk i stanie naprzeciw cienkiego Dudy, wówczas żadne skręcone ordynacje wyborcze Dudzie nie pomogą.

A tak machina propagandowa PiS będzie pracowała na zohydzeniem Tuska, Unii Europejskiej. PiS-owi poparcie zatrzymało się i nie ma z czego dosypywać do populizmów, więc zabezpieczają się Dudą, gdyby mieli przegrać wybory parlamentarne. Duda ma ich ratować przed Trybunałami Stanu, czy też przed zwykłym sądem dla „pana” posła Kaczyńskiego.

Czy tym się powodował Kaczyński, jak kalkuluje w wywiadzie Dorn? O Dornie od zawsze mam podobne zdanie, potrafi się kreować. A Kaczyński nie wybiega za daleko politycznie, zawsze kierował się od przypadku do przypadku. Jest w tym typowy, nie potrafi się wycofać, przyznać do błędu, a więc idzie na eskalowanie. I podkreślam: ta eskalacja może dla nas skończyć się tragicznie, włącznie z wyjściem z Unii Europejskiej. Po Kaczyńskim będzie, co sprzątać. Stajnie Augiasza mogą być poręczną metaforą, a więc od nas będzie wymagana siła herkulesowa, aby z nieporządkiem po PiS się zmierzyć.

KOMENTARZ BUDKI TRAFIONY W 10-TKĘ 🙂

>>>

nie-skladamy

Paweł Wroński pisze o „podziemnym teatrzyku” Macierewicza w Sejmie. – Zaskoczę was, zmiany są znacznie większe, niż myślicie – tak zwrócił się do posłów minister Antoni Macierewicz podczas zamkniętego posiedzenia sejmowej komisji obrony narodowej. Z armii odeszło w ostatnim czasie 4844 wojskowych.

macierewicz-utajnia

– To był dziwaczny spektakl. Minister twierdził, że polskie siły zbrojne są infiltrowane przez rosyjski wywiad, przeżarte korupcją i on dopiero rozcina spiski i powiązania – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska (PO).

Posiedzenie komisji o sytuacji personalnej w wojsku zostało w czwartek niespodziewanie utajnione, choć do tej pory tego rodzaju sprawy były jawne. Na koniec posiedzenia szef MON pytany, które z podanych informacji podlegają klauzuli tajności, stwierdził, że… wszystkie. Ministrowi towarzyszył szef kadr MON Radosław Peterman, w przeszłości członek Komisji Likwidacyjnej WSI.

Według naszych rozmówców Macierewicz na slajdach przedstawiał informacje, jak wyglądają odejścia w konkretnych korpusach, np. generałów – według nieoficjalnych informacji odeszło ich 29, czyli jedna piąta, ale równocześnie nominowano 27. Ostatnio ze strony MON znikły zresztą informacje o pożegnaniach odchodzących oficerów.

Według ministerstwa w 90 procentach został zmieniony skład osobowy Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wymienieni zostali szefowie wszystkich zarządów, niektórzy kilkukrotnie. Podobnie wygląda sytuacja z Dowództwem Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych – zmieniono 82 procent kadry. Oprócz dowódcy generalnego odeszli niemal wszyscy inspektorzy sił zbrojnych.

Macierewicz oskarżał rząd PO-PSL, że celowo utrzymywał niską liczebność sił zbrojnych, a na prominentnych stanowiskach znajdowali się oficerowie, którzy mieli związki z WSI. Dowodził, że armia była „przeżarta agenturą”. Zapowiedział postępowania przeciwko oficerom mającym związki z obcym wywiadem.

MON wydał komunikat, wedle którego Macierewicz przeprowadził szeroką wymianę kadr na najwyższych stanowiskach w jednostkach operacyjnych, każdorazowo zastępując oficerów dobranych przez PO oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku i Afganistanie i przeszkolonych we współpracy z wojskami NATO. Były dowódca generalny WP, dowódca z Iraku i Afganistanu, gen. Mirosław Różański zapytał na Twitterze, czyim w takim razie jest generałem, skoro pierwszą gwiazdkę generalską dostał za Aleksandra Kwaśniewskiego, drugą od Lecha Kaczyńskiego, a trzecią od Bronisława Komorowskiego.

– Po raz pierwszy w historii polskich sił zbrojnych po okresie komunistycznym mamy sytuację, w której armia przestaje być apolityczna. Wyrzuca się z niej ludzi podejrzewanych o to, że nie mają poglądów zgodnych z obecną władzą – mówi „Wyborczej” Czesław Mroczek, b. wiceszef MON w latach 2011-15.

Macierewicz chwalił się, że jako pierwszy podniósł liczebność sił zbrojnych z 96 tys. w roku 2015 do 106 tys. w roku 2017. Przypominał, że o ile w roku 2015 odeszło o 528 więcej żołnierzy, niż planowano (planowano 4 tys., odeszło 4528), to w roku 2016 odeszło o 656 mniej, niż było zaplanowane (zakładano odejście 5,5 tys., a odeszło 4844). Te dane znalazły się w oficjalnym komunikacie. Oznacza to, że liczba odejść zbliża się do stanu z 2010 roku. Wówczas po katastrofie smoleńskiej z armii odeszło ok. 5 tys. żołnierzy.

Odchodzą oficerowie i specjaliści (zaczyna brakować pilotów i pilotów śmigłowców). Powody są nie tylko natury politycznej, chodzi m.in. o nasilające się pogłoski o zmianach w wojskowym systemie emerytalnym.

azakaz

Marcin Kącki („Wyborcza”) pisze o głośnym speklu „Klątwa”. Gdy prawdziwy ksiądz pedofil udziela prawdziwej komunii świętej, nie widać pod kościołami protestów. Gdy aktorka robi niby-fellatio gipsowej figurze niby-papieża, to pod teatrem demonstranci nawołują do… nawrócenia i obrony krzyża.

ksiadz

Na Śląsku i Pomorzu grasował ponad osiem lat ksiądz Paweł Kania, jednego z ministrantów zgwałcił, kilku innych molestował. Opis seksualnych fantazji ks. Kani, jakie widziałem w aktach sprawy, to zapis pornografii, z których fellatio to akt najłagodniejszy. Tymi samymi palcami, którymi ksiądz pedofil (zdiagnozowali go psychiatrzy) „ewangelizował” ministrantów, rozdawał też parafianom hostię i lał do kielicha wino – elementy sakramentów najbardziej w Kościele święte i chronione.

Ksiądz Kania miał towarzyską charyzmę, a jego msze należały do niezwykle popularnych, można więc śmiało przyjąć, że z jego rąk na Śląsku i Pomorzu przyjęły komunię tysiące parafian. Nie słyszałem, by choćby jeden z nich – gdy ksiądz został skazany prawomocnym wyrokiem na osiem lat więzienia – uznał, że jego uczucia religijne zostały obrażone.

kosciele

Gdy tylko jeden proboszcz – spośród kilku parafii, w których ks. Kania realizował się seksualnie – słał na niego bezskutecznie skargi do kurii, usłyszał od parafianek, że szkaluje dobrego księdza. Parafianki te, świadome już zarzutów, nadal uczestniczyły w mszach, celebrach i sakramentach ks. Kani. Nie czuły zgorszenia?

Gdy prawdziwy ksiądz pedofil, którego dłonie są mistrzowsko wyćwiczone w „złym dotyku”, udziela prawdziwej komunii świętej, nie widać pod kościołami protestów. Gdy aktorka robi niby-fellatio gipsowej figurze niby-papieża, to na korytarzach teatru modlą się grupy oazowe z apokalipsą w oczach, a pod teatrem demonstranci nawołują do… nawrócenia i obrony krzyża.

z21412318vandrzej-rysuje-teatr

Parafianie, Polacy, katolicy, ilekroć pójdziecie do komunii świętej, pamiętajcie, że kościół to nie teatr. Jeśli wasz ksiądz jest pedofilem, a wy milczycie, to przyjmujecie komunię z rąk nie tylko grzesznika, przestępcy i niszczyciela dziecięcych dusz, lecz także świętokradcy. A świętokradztwo popełnione przeciw Eucharystii jest – jak mówi Kościół – grzechem ciężkim, bo obecny jest w niej Chrystus.

polska-nie-moze

Waldemar Mystkowski pisze o Waszczykowskim.

dla

Witold Waszczykowski walczy z Komisją Europejską poprzez wezwanie na dywanik dyrektora przedstawicielstwa Komisji Europejskiej (ambasady Unii Europejskiej) w Warszawie. Dzieje się to w sytuacji, gdy Komisja Europejska wydała krytyczną opinię o praworządności w Polsce. Po raz pierwszy Waszczykowski wezwał dyrektora przedstawicielstwa w styczniu ubiegłego roku, gdy Komisja krytykowała PiS za początek likwidacji Trybunału Konstytucyjnego.

Czyżby Waszczykowski nie czytał opinii KE? Wynika z tego, że tak. Ale też może chodzić o specyficzną metodą uprawiania polityki przez PiS. Najpierw stwarzanie faktów przez swe media. TVP Info zacytowało informacje zbierane przez pracowników przedstawicielstwa KE w Warszawie dla komisarz spraw polityki regionalnej Coriny Cretu. Na stronie internetowej MSZ można przeczytać, jak resort Waszczykowskiego interpretuje te informacje podane przez pisowską telewizję, a dotyczą „analizy sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości”.

Z materiału zebranego przez pisowskich dziennikarzy wynika, iż przedstawicielstwo KE opisuje: „W Polsce dochodzi do ustawicznego łamania prawa, zmiany w sądownictwie zmierzają do ograniczenia suwerenności sądów, a sędziowie są wręcz fizycznie atakowani, co może poważnie zagrozić przemianom, do których doszło po 1989 roku”. Zaś sędziowie protestujący przeciw deformom PiS są „prześladowani przez różne instytucje publiczne i zastraszani przez nieznanych sprawców”.

Na takie dictum MSZ oświadcza, że informacje przedstawicielstwa KE są paszkwilanckie, niedorzeczne i bezpodstawne. Można zapytać Waszczykowskiego, czy Bruksela już jest wrogiem Polski? Zatem, gdzie należy szukać przyjaciół? Albo inaczej i w obecnej sytuacji zdaje się, że bliżej znajdziemy się prawdy. Czyżby Bruksela była wrogiem Polski pisowskiej, tak jak w czasach PRL-u. Ciągle niewiadomym jest, kto jest przyjacielem dla PiS. Wychodzi na to, że tylko Viktor Orban.

Waszczykowski w rozmowie z ambasadorem UE Markiem Prawdą zażądał, aby przekazał prokuraturze informacje o szykanowaniu sądów. Kolejna specyficzność PiS: żądać od instytucji, która nie podlega ich administracji. A potem oskarżyć o ingerowanie.

Pomijając absurdalność wezwania przez Waszczykowskiego ambasadora Prawdy, widać jak na dłoni kiepski poziom intelektualny polskiego szefa dyplomacji (antydyplomacji). Ale nie tylko. Bruksela staje się coraz bardziej wrogiem pisowskiej władzy.

jarek

>>>

TRUDNO W TO UWIERZYĆ, ALE TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!!!

c5d0p2uwiaeawa6

TEN, KTÓRY CIĄGLE POTRZEBUJE OD NAS PIENIĘDZY JEST WYSOKO NA LIŚCIE NAJBOGATSZYCH POLAKÓW. A WY, NA KTÓRYM JESTEŚCIE MIEJSCU, NA TEJ LIŚCIE?

c5gy7b3wcaabrgs

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, jak Andrzej Duda przestał być zwierzchnikiem armii. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zakazał najważniejszym dowódcom Wojska Polskiego bezpośredniego kontaktu z prezydentem Andrzejem Dudą.

jak-macierewicz

Ustny zakaz kontaktów z prezydentem dla szefa sztabu, dowódcy generalnego i dowódcy operacyjnego sił zbrojnych został wydany jesienią przez szefa MON. Po co? Powody są co najmniej dwa.

c5f8bm5w8aa2bfl

Po pierwsze, nie informować prezydenta

Według zamysłu Macierewicza Andrzej Duda o sytuacji w armii ma wiedzieć jak najmniej. Powód? Generałowie dopominali się m.in. interwencji zwierzchnika sił zbrojnych w sprawie niektórych nominacji, a także wyjaśnień, na czym ma polegać zmiana systemu dowodzenia i jak ma wyglądać nowy program modernizacji technicznej sił zbrojnych.

– Wygląda na to, że prezydent już się pogodził z faktem, że nie ma wpływu na sytuację w wojsku. W gronie bliskich współpracowników stwierdził nawet, że nie tylko on ma problemy z Antonim Macierewiczem – twierdzi nasz informator z Pałacu Prezydenckiego. – W relacjach z szefem MON Andrzeja Dudę reprezentuje Paweł Soloch. Szef BBN jest zwany w Pałacu Harrym Potterem i najwidoczniej Macierewicza się boi. Obecnie sytuacja jest taka, że każdemu spotkaniu prezydenta z kadrą dowódczą towarzyszy minister Macierewicz – dodaje nasz rozmówca.

Krytyczne wypowiedzi na temat kierowania siłami zbrojnymi w obecności prezydenta spowodowały już dymisję inspektora sił powietrznych gen. Tomasza Drewniaka.

Nasi rozmówcy twierdzą, że jedyną osobą w Pałacu Prezydenckim, która ma szczegółowe informacje na temat sytuacji w siłach zbrojnych, jest gen. Jarosław Kraszewski, artylerzysta, który m.in. był w Iraku. Generał jest pracownikiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Po drugie, wpłynąć na decyzje Andrzeja Dudy

Powodem zakazu kontaktów wyższych oficerów z prezydentem była też szczególna troska Macierewicza o to, by nikt nie wpływał na Andrzeja Dudę przy personalnych wyborach, szczególnie przy wyborze najważniejszym: szefa Sztabu Generalnego.

Aby dopilnować korzystnego dla siebie rozwiązania, minister obrony uknuł nawet małą intrygę. Na przełomie października i listopada Andrzej Duda w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych miał rozmawiać o wyzwaniach, jakie stoją przed wojskiem, oraz o projekcie reformy systemu dowodzenia siłami zbrojnymi. Ku zaskoczeniu prezydenta na miejscu witał go zastępca dowódcy. Sam dowódca – gen. Marek Tomaszycki – przebywał wówczas w podróży służbowej. Najprawdopodobniej był w Afganistanie, gdzie przygotowywał kolejną zmianę w polskim kontyngencie, o czym dobrze wiedział minister Macierewicz.

Prezydent uznał nieobecność za despekt ze strony dowódcy operacyjnego, a sprawa miała istotne znaczenie: gen. Tomaszycki, świetnie mówiący po angielsku i mający bardzo dobre notowania w NATO, miał być według nieoficjalnych informacji faworytem Pałacu Prezydenckiego przy wyborze szefa Sztabu Generalnego. Natomiast szefowi MON zależało na nominacji gen. Leszka Surawskiego.

I dopiął swego: Surawski 31 stycznia został szefem Sztabu Generalnego WP.

Gen. Surawski w ostatnim czasie stał się jednym z najbliższych współpracowników ministra Macierewicza. To on m.in. wskazał nowego dowódcę generalnego sił zbrojnych: gen. Jarosława Mikę, dowódcę 11. Dywizji, podobnie jak gen. Surawski – czołgistę.

PIĘKNE PODSUMOWANIE WOJTKA KUSSOWSKIEGO

c5f_qrbwyaereb4

KOGO SIĘ TAK SZYDŁO BOI??? POLAKÓW? 

c5g0e0aw8aal91x

Bartosz T. Wieliński pisze o żałosnych pisowskich występach w Monachium. Politycy PiS nie chcą zrozumieć, że państwo traci, gdy polityka zagraniczna jest tylko pochodną krajowej. A gdy rozgrywają wewnętrzne interesy w międzynarodowych gremiach, stają się śmieszni.

INTERNAUCI PODPOWIADAJĄ. MACIEREWICZA OSZUKUJE DILER.

c5gb3cewqaadc_f

W 2007 r. rząd PiS zbojkotował konferencję bezpieczeństwa w Monachium, gdy Władimir Putin groził Zachodowi zimną wojną. – Gdyby tam był Jarosław Kaczyński, to mogłoby dojść do rękoczynów z Putinem – tłumaczył absencję ówczesnego premiera Marek Kuchciński. Coś w tych słowach było proroczego, bo w tym roku, gdy politycy PiS stawili się w Monachium silną grupą, emocje sięgnęły zenitu.Szef MSZ Witold Waszczykowski ściął się publicznie z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem – Holendrem znienawidzonym przez „dobrą zmianę” za to, że nadzoruje procedurę monitorowania praworządności w Polsce.

Do Monachium od pół wieku najważniejsi politycy, dyplomaci i eksperci przyjeżdżają dyskutować o bezpieczeństwie zachodniego świata. W tym roku ta kwestia jest paląca. Nie wiadomo bowiem, czy Ameryka pod rządami prezydenta Trumpa nie wycofa się z Europy.

Co miał o tym do powiedzenia minister obrony Antoni Macierewicz? Ano tyle, że „zamach” w Smoleńsku był etapem rosyjskiej agresji, tak jak wojna w Gruzji czy aneksja Krymu. Wcześniej wzywał NATO, by pomogło wyjaśnić, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., choć Sojusz przyczyn katastrof lotniczych nie bada.

Politykę zagraniczną nieustannie miesza z wewnętrzną Jarosław Kaczyński. Trafił ostatnio na nagłówki gazet, gdy okazało się, że straszył Angelę Merkel podczas jej wizyty w Warszawie możliwym żądaniem ekstradycji Donalda Tuska. Merkel chciałaby, by przewodniczący Rady Europejskiej pozostał na tym stanowisku następne dwa i pół roku. Kaczyński zaś widzi Tuska przywożonego do Warszawy w kajdankach wojskowym samolotem…

Kaczyński nie jest pierwszym przywódcą partyjnym, który lekceważy dyplomację. Co do występów szefa MON – szkoda słów. Ale rolą ministra spraw zagranicznych jest dbać o reputację kraju, dyplomatycznie zacierać złe wrażenie. Waszczykowski tego nie potrafi. Gdyby w piątek trzymał nerwy na wodzy, nie myślał o tym, jak wypadnie w „Wiadomościach” TVP, czy o tym, co powie Kaczyński. Gdyby zachował się jak dyplomata.

Timmermans jakby tylko czekał na okazję. Podczas dyskusji z Waszczykowskim wspomniał październikowy strajk kobiet w Polsce, mówił o niezależności sędziów. Gdy polski minister wypomniał mu brak sądu konstytucyjnego w Holandii (funkcję tę pełni tam rada państwa), z uśmiechem odpowiedział, że skoro polska konstytucja przewiduje trybunał, to rząd nie powinien go niszczyć. Skrytykował też obraźliwe i nierzeczowe odpowiedzi polskiego rządu na zalecenia Komisji Weneckiej.

A gdy Waszczykowski prosił, by pozwolić Polakom przestrzegać ich konstytucji, „a nie waszej wizji konstytucji”, Timmermans odparł, że niczego innego od Polski i dla Polski nie chce.

Spektakl ten przypomniał siedzącym na sali głowom państw, szefom rządów, ministrom, na czym polega spór między Unią a rządem PiS i jakie skutki może mieć dla Europy. I że ten trwający od roku konflikt trzeba wreszcie rozwiązać.

c5gj-7qwyaesjen

Waldemar Mystkowski pisze o TVP, które nie powiadomiło widzów, że Agnieszka Holland zdobyła wielką nagrodę filmową.

KACZYŃSKI COFA POLSKĘ DO LAT DZIECIŃSTWA. DO WSZYSTKICH KOSZMARÓW, KTÓRE WTEDY POLSKĘ RUJNOWAŁY.

c5givokwqaa5_if

PiS zmniejsza Polaka i obywatela

pis-zmniejsza

Zanadto nie martwi mnie, że PiS sekuje kulturę, odmawia pieniędzy na dzieła ważne dla substancji duchowej narodu. One tak czy siak zostaną dowartościowane, kultura zawsze była niezależna od źródeł finansowania, może dlatego tak często wybitni twórcy ubodzy.

PRL bał się twórców, starał się ich podporządkować, łożył pieniądze, a ci – oprócz integralnych akolitów – mieli zupełnie inny światopogląd, niż zadekretowany. Dlatego nie zanadto obrażam się na Piotra Glińskiego, iż podzielił pieniądze na wsparcie przedsięwzięć kulturalnych wśród twardych pisowców i katolików, bo oni nie są w stanie wznieść ponad przeciętność. Będziemy mieli gnioty typu film „Smoleńsk”, którego nikt nie chce oglądać, bądź ten rydzykowy „Zerwany kłos”.

Martwi mnie przekaz do społeczeństwa, do odbiorców. To jest najbardziej krucha materia, bezbronna, gdy zwalczana jest kultura (o w tym kontekście nie boję się nazwać: kultura narodowa, bo taką jest wszystko, co stwarzane jest w narodzie, arcydzieła i kicze). Część odbiorców będzie pozbawiona obrazu polskiej kultury aktualnie powstającej, będzie pozbawiona tych drożdży, które pozwalają uczestniczyć w dialogu z nowymi zjawiskami społecznymi, kulturowymi. I nie chodzi nawet o aktywne zajęcie głosu, ale o świadomość, iż coś takiego się dzieje.

PiS uderza w duchowość polskiego społeczeństwa, zubaża Polaków. Metaforycznie można to opisać, iż pozbawia części Polaka w Polaku, w obywatelu obywatela. Władza PiS zmniejsza ludzi, trawestując: „Prezesie, zmniejszyłem wyborców” – mógłby zameldować Jacek Kurski. I taka dokonuje się operacja zmiany, „dobrej zmiany” w mediach pisowskich. Zmienia się z normalnego na „dobre”, na małe, wówczas zrozumiałe dla prezesa i jego akolitów.

Agnieszka Holland odnosi sukces na festiwalu filmowym w Berlinie zdobywając „Pokotem” Srebrnego Niedźwiedzia, w mediach tzw. narodowych do tego stopnia zmniejszyli ten sukces, że w ogóle nie poiformowano o nim. Za duży to sukces, przerasta ich. Oczywiście, że w innych mediach informacja została podana, bo jeszcze nie mamy cenzury, ale część odbiorców , nawet tych najbardziej biernych, została przefasowana na pisowską małość, na zmniejszenie. Dużo, niedużo? Może to tylko milimetr, ale w kulturze to czasami dużo.

Na to się oburzam, na to, że zmniejszają Polaków. Beata Szydło może nie lubić genialnej „Idy” Pawlikowskiego, nawet to rozumiem, bo sama dawno została zmniejszona i nie wróżę jej powrotu do normalności, więc „Ida” będzie poza jej zasięgiem, ale dlaczego zmniejszają wielu młodych Polaków nieświadomych tej operacji zmniejszania?

ILU JESZCZE POSŁÓW PiS TAK KŁAMIE???

c5gdoomwqaeanoa

NA WAWEL LIMUZYNĄ, DO DOMU SAMOLOTEM – „PRACA I POKORA” W PAŃSTWIE PiS

c5ga2g8xuaedxap

Kleofas Wieniawa pisze o międzynarodowej dedradacji Polski pisowskiej.

polska-pisowska

Czy politycy PiS uświadamiają sobie, iż doprowadzili do sytuacji zdegradowania Polski do drugiej ligi. Może mają oczy dookoła głowy, bo rozumu raczej nie mają tak usytuowanego.

Podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium zasłynął najbardziej Witold Waszczykowski, który jak Reytan bronił dewastacji demokracji i prawa w Polsce przed mieszczaninem – w dobrym znaczeniu – wiceszefem Komiji Europejskiej Holendrem Fransem Timmermansem.

Otóż Waszczykowski odkrył z właściwą mu emfazą, iż w Holandii nie na Trybunału Konstytucvyjnego. Ale ten niezbyt lotny dyplomata nie odkrył, że w tym kraju żadnemu politykowi nie przyjdzie do głowy, aby łamać konstytucję. Holandia ma jedną z najbardziej utwardzonych demokracji i może być przykładem dla całego świata zachodniego, włącznie z krajami anglosaskimi.

Zaś Andrzej Duda nie spotkał się z wiceprezydentem USA Mike’m Pencem, bo już z Dudą niewielu chce sie spotykać. Nie jest żadnym partnerem, a wydawałoby się, że do Jankesa nie jest tak trudno dotrzeć, bo nie nazbyt wielu było prezydentów w Monachium. Duda zaś mógł usłyszeć z ust Pence’a, iż światowym bohaterem walki z komunizmem jest Lechem Wałęsa. Wyobrażam sobie jak w tym momencie Duda zrobił swoją minę papuśnego zdziwienia.

Był jeszcze Antoni Macierewicz w stolicy Bawarii, ten niestety ma renomę taką, na jaką zasługuje także w kraju, ministra od zamachu smoleńskiego. Zawsze w takich wypadkach polscy ministrowie obrony spotkali się z sekretarzem obrony USA, ale nie Macierewicz.

Spadamy we wszystkich klasyfikacjach, w Unii Europejskiej w połowie marca dowiemy się z „białej skiegi” kierunku reform, którą przedstawi Komisja Europejska, zostaliśmy zdegradowani do ostatniej prędkości integracji, bo takie zostaną wyznaczone krajom członkowskim. Nie będziemy sami, bo z Węgrami.

Może już nawet nie jesteśmy w drugiej lidze, ale w trzeciej, dzieki takim złamanym ludziom i politykom, którzy niewiele mają do powiedzenia, jak Waszczykowski, Duda, Macierewicz.

PAŃSTWO PiS, PONAD PRAWEM

c5dxn1xwcaehodg

MA RACJĘ?

c5dwy1rxaauv-v

>>>

c44pm1uueaisnin

UWAGA !!!! PRZEKAZUJCIE TO DALEJ !!! POSZUKIWANI SĄ ŚWIADKOWIE WYPADKU SZYDŁO W OŚWIĘCIMIU. CZYTAJCIE LINK:

c45vmasxaaasmgg

TERAZ POLACY JUŻ ROZUMIEJĄ, CO ZNACZY HASŁO PREMIER SZYDŁO

c43jfz1xuaej86h

Dominika Wielowieyska analizuje zakłamanie PiS w sprawie wypadku Beaty Szydło w Oświęcimiu. Świadkowie odjechali, nikt ich nie zatrzymał. I teraz który odważny przyjdzie na komendę i powie: – Niestety, minister i prezes mijają się z prawdą.

premier

Premier Beata Szydło napisała do kierowcy seicento list, by go uspokoić: „Wszystkie strony w postępowaniu mają te same prawa i obowiązki, a jako obywatele przed organami sprawiedliwości jesteśmy równi. Nie dopuszczam myśli, że mogłoby być inaczej”.
Ma rację pani premier. I jeśli poważnie traktuje tę deklarację, powinna natychmiast wezwać na dywanik szefa MSW Mariusza Błaszczaka i posła Jarosława Kaczyńskiego, by im wytłumaczyć, że nie mogą przesądzać o winie młodego chłopaka już teraz. Nie mają prawa. To sąd o tym zdecyduje.

Niestety, cała machina państwowa ruszyła, aby dowieść racji prezesa PiS-u, bo inaczej prezes się ośmieszy. Chłopak został już publicznie skazany, bo stawką jest wizerunek rządu, wizerunek szefa MSW i podległej mu służby BOR.

Jednak wypadek z udziałem pani premier budzi wiele wątpliwości. Nie wiadomo, czy kolumna rządowa była prawidłowo oznakowana; jeśli nie, to ten chłopak jest niewinny.

Świadkowie odjechali, nikt ich nie zatrzymał. I teraz, proszę mi powiedzieć, który odważny zgłosi się na policję, by zeznać, że sygnałów dźwiękowych nie było? Kto na ochotnika narazi się potężnemu prezesowi i jego ministrowi spraw wewnętrznych? Przyjdzie na komendę i powie: – Niestety, minister i prezes mijają się z prawdą.

Następnego dnia z TVP dowiemy się zapewne, że jest niewiarygodny, bo jego matka była w PZPR. Wiadomo – resortowe dzieci. Władza prewencyjnie zastrasza świadków, którzy mogliby zeznać na korzyść kierowcy.

Nie wiem, czy kolumna była prawidłowo oznaczona ani czy kierowca jest winny. Ale wiem, że to, co się dzieje wokół tej sprawy, narusza wszelkie standardy.

Dlatego, pani premier, bardzo proszę natychmiast zażądać od prezesa i ministra, by odwołali dotychczasowe wypowiedzi. Chyba że pani list do kierowcy seicento był tylko zagrywką PR-owską. Wtedy mój apel nie ma sensu.

Premier napisała, że opozycja zachowuje się haniebnie. Czy stawanie po stronie obywatela i jego praw to hańba? Czy krytyka pod adresem rządu to hańba? Jest oczywiste, że BOR – niezależnie od tego, czy kierowca seicento jest winny, czy nie – miał obowiązek zapewnić bezpieczeństwo szefowej rządu. Nie zapewnił. I to jest porażka, z której min. Błaszczaka trzeba rozliczyć.

I to robi opozycja, bo taka jest jej rola w demokratycznym państwie. Zresztą jeśli BOR jest całkowicie w porządku, to dlaczego Błaszczak chce go rozwiązać?

Szef MSW oburza się na obrońcę kierowcy, że stara się podważyć wersję BOR-u. Taka jednak jest rola adwokata. Rząd nie rozumie zasad demokratycznego państwa prawa. A może rozumie, tylko nadaje zdarzeniem i słowom znaczenie odwrotne od realnych?

Kaczyński nawet oświadczył, że każdy, kto wspiera młodego kierowcę, wzywa tym samym do tego, by „tego rodzaju wydarzenia miały już charakter nieprzypadkowy”. Nie wolno krytykować PiS-u, chłopaka trzeba skazać, a kto mówi inaczej, ma zadatki na zamachowca i jego działalność jest „haniebna”.

Czy to tylko opary absurdu, czy raczej zapowiedź czegoś bardzo groźnego: łamania praw obywatelskich, by ratować twarz rządu?

c44zsinuyaav0jk

CZY ZNACIE MOŻE JAKIŚ PORTAL, KTÓRY PO TYGODNIU OGŁASZAJĄC „SUKCES” ZWINĄŁ SIĘ Z INTERNETU??? Misiewicz zwiał…

c44fqnpwmamjdut

Agnieszka Kublik przychyla się do pomysłu Macierewicza. Marzę o tym, by eksperci od lotniczych katastrof, o uznanej renomie na arenie międzynarodowej, przebadali katastrofę smoleńską. Nic lepszego nie mogłoby spotkać komisji Jerzego Millera. I nic gorszego – Antoniego Macierewicza. Raport komisji Millera zostałby pozytywnie zweryfikowany, dokonania Macierewicza skompromitowane. I to międzynarodowo.

eksperci

Szef MON Antoni Macierewicz pochwalił się dziennikarzom, że rozmawiał o smoleńskiej katastrofie m.in. z naczelnym dowódcą sił NATO w Europie, amerykańskim generałem Curtisem Scaparrottim, i ministrem obrony Wielkiej Brytanii Michaelem Fallonem. Macierewicz ocenia, że „najwyższy czas, by NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy”. Oczekuje od Sojuszu m.in. „współpracy technicznej w badaniach specjalistycznych, w których nie zawsze dysponujemy wszystkimi możliwościami, np. jeżeli chodzi o laboratoria czy specjalistyczne instytucje”.

Z tych słów nic nie wynika. NATO jako organizacja wojskowa katastrof lotniczych nie bada. A nasi eksperci to potrafią. I zbadali wrak prezydenckiego tupolewa (np. szukali tam śladów materiałów wybuchowych, nie znaleźli) oraz „czarne skrzynki” rejestrujące pracę samolotu. Wnioski są oczywiste: rejestratory dźwięku i parametrów lotu nie potwierdzają tezy Macierewicza o wybuchu – nie było wzrostu ani ciśnienia, ani temperatury, co zawsze towarzyszy eksplozji. Komisja Millera potwierdziła, że samolot do zderzenia z ziemią był sprawny. Ten raport – wykonany zgodnie z międzynarodowymi standardami – zyskał wysoką ocenę ekspertów ICAO (Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego).

Jak więc interpretować słowa Macierewicza? To jego kolejne smoleńskie bredzenie, robienie szumu wokół katastrofy, by pokazać, że cokolwiek w tej sprawie robi. A fakty są takie: PiS rządzi już od półtora roku i żadnych nowych dowodów w sprawie katastrofy nie ma. Dowodów na zamach rzecz jasna, na wybuch. Podkomisja powołana przez Macierewicza w MON nic nowego do sprawy nie wniosła, nie usłyszeliśmy o jej jakichkolwiek dokonaniach.

Wiemy tylko, że sporo kosztuje. W zeszłym roku prawie 1,5 mln zł, w tym zaplanowano na jej działalność 2 mln zł. MON konsekwentnie odmawia odpowiedzi, na co konkretnie komisja wydała w zeszłym roku pieniądze. Wiemy tylko, że na wynagrodzenia jej członków, na ekspertów i ekspertyzy poszło niespełna 1,2 mln zł, a na podróże i hotele – 153,5 tys. zł. Ministerstwo nie chce ujawnić, o jakie ekspertyzy chodzi ani kto je pisał i czego dotyczyły.

Macierewicz od dawna, jeszcze kiedy był w opozycji, nawołuje do powołania międzynarodowej komisji ds. katastrofy smoleńskiej. I to były puste słowa. Bo powinien wiedzieć, że nie jest to możliwe bez zgody wszystkich zainteresowanych państw, czyli bez zgody Rosji. A tej nie będzie.

Ale jeżeli Macierewicz naprawdę by chciał, by śledztwo rządowej komisji Jerzego Millera zweryfikowali międzynarodowi eksperci, to jest na to sposób. Jak twierdzi prof. Marek Żylicz, ekspert międzynarodowego prawa lotniczego, nasza Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, właśnie ta podległa Macierewiczowi, mogłaby prosić o pomoc ekspertów niezależnych, np. z ICAO czy Unii Europejskiej. I co ważne, im Rosjanie nie mogliby odmówić dostępu do wraku, bo według standardów międzynarodowych dopuszcza się do badania także ekspertów z krajów trzecich.

Marzę o tym, by eksperci niemieccy, angielscy czy amerykańscy przyjrzeli się raportowi Millera i dokonaniom zespołu Macierewicza. Nic gorszego szefa MON nie może spotkać, a Millera – nic lepszego.

LIS PODSUMOWAŁ MORAWIECKIEGO, KTÓRY „DOBRO SPOŁECZNE” STAWIA PONAD PRAWEM

c43xdclwmaaghn2

Waldemar Mystkowski pisze o buraku Waszczykowskim.

PO TEJ WYMIANIE WASZCZYKOWSKI ZAMILKŁ I ZZIELENIAŁ 

c452comukam89gl

Buraczane wystąpienie Waszczykowskiego

buraczane

Stachanowcy. W ciągu dwóch dni na arenie międzynarodowej PiS-owcy popisali się takimi oto wyczynami: Antoni Macierewicz przekonał NATO do katastrofy smoleńskiej, Mateusz Morawiecki rozwalił Tima Sebastiana w Deutsche Welle, iż prawo nie jest najważniejsze, a Witold Waszczykowski obnażył wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, albowiem Holandia nie ma Trybunału Konstytucyjnego.

Zauważmy, iż prezes się nie wypowiadał. Chociaż – wycofuję się – „Finnancial Times” podał, że Jarosław Kaczyński postraszył via Angela Merkel, iż za Donaldem Tuskiem może być wysłany list gończy, Europejski Nakaz Aresztowania.

Urobek godny stachanowców. I jak ma być odbierana Polska na arenie międzynarodowej? Tak jak Andrzej Duda podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, gdzie przebywał wiceprezydent USA Mike Pence, który nie raczył z nim porozmawiać, ale za to Duda usłyszał, że Lech Wałęsa jest bohaterem zwycięskiej walki z komunizmem. Nie Lech Kaczyński, a nawet gieroj nad gierojami Jarosław Kaczyński.

Takich dorobiliśmy się reprezentantów, którzy na zewnątrz nie potrafią trzymać fason dumnego Polaka, jakim ja się czuję, tylko nas ośmieszają. Całkiem uzasadnione jest domaganie się od polityków PiS, by przed swymi wystąpieniami za granicą prosili media, aby ich podpisywali „pisowiec”, bądź władza PiS, jakkolwiek, gdyż kompromitują Polaka, Polskę. Takie podpisy są tak samo ważne, jak z obozami koncentracyjnymi. Pisowiec pochodzi z terenu Polski, zdobył władzę w procedurze demokratycznej, lecz niszczy demokrację i samą Polskę. Jasne?

Waszczykowski, który nie lubi wegetarian, zaprezentował się iście buraczano na panelu dyskusyjnym w Monachium, gdzie posadzili go wraz z wiceszefem Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem. Waszczykowski był przypuścić atak na Holendra zarzutem, iż Holandia nie spełnia standardów europejskich, gdyż nie posiada Trybunału Konstytucyjnego.

Z takim zarzutem może wystąpić kolokwialny burak w stosunku do mieszczańskiej Holandii, która prawem przysłowiowo oddycha, my tymczasem smogiem i takimi Waszczykowskimi, pisowcami, jako rzekłem. O prawa obywatelskie Holendrzy dobijali się wiekami, wywalczyli je i żadnemu ichniemu politykowi przez myśl nie przejdzie, aby je odbierać. Byle sąd przywróci polityka holenderskiego do porządku prawnego.

Pisowca Waszczykowskiego mógł szczególnie zdenerwować Timmermans tym, iż zrecenzował pisowską walkę z demokracją godną porządnego KOD-owca: „W dniu, w którym rząd (holenderski – przyp. mój) będzie ingerował w sądownictwo, ja też wyjdę na ulicę”.

Mamy KOD-owca w osobie wiceszefa KE. W Polsce oburzenie w szeregach pisowców – jako napisałem – powszechne. Oto szefowa gabinetu Dudy Małgorzata Sadurska odpowiedziała językiem pisowskim, iż Timmerman „chce coś narzucać Polsce”.

Przestrzeganie prawa to jest „chce narzucić”, upomina się o nie w imieniu Polaków. A jak ktoś by nie wiedział, kto to jest ta Sadurska, która ma formalnie wysokie stanowisko, lecz rzadko występuje, bo niewiele ma do powiedzenia, to podpowiem , że można znaleźć obrazek z nią na You Tube, jak ustawiona w jednym szeregu z prezesem PiS i innymi politykami tej partii wzieli się za łapki, falują, podskakują i razem śpiewają na cześć o. Tadeusza Rydzyka. Takie to śmieszne i kompromitujące postaci reprezentują PiS, ale nie Polaków. Stachanowcy kompromitacji.

CO SIĘ DZIEJE, KIEDY WJEDZIE W CIEBIE PREMIER SZYDŁO? NIE MA SZANS NA ODSZKODOWANIE. PRZECZYTAJ LINK:

c49emppwmaaypms

PODKOMISJA, KTÓRA NIC NIE ZROBIŁA. NIE WNIOSŁA NICZEGO NOWEGO. OŚMIESZYŁA SIĘ W NASZYCH OCZACH. trwa

c43drkewyaaaocr

>>>

po-czarnym

KOMUNA WRÓCIŁA, W NAJBARDZIEJ OBRZYDLIWEJ FORMIE…

c4s3ltewqaeof1t

Leszek Jażdżewski, naczelny „Liberte!”, pisze w „Wyborczej” o Kaczyńskim, który niepoprzez Tuska. PiS, z gębą pełną frazesów o narodowej lojalności, robi wszystko, żeby utrącić Polaka? To zdrada własnej ideologii.

pis-zdradza

„Niezbędne, bardzo pilne, ciepłe gratulacje od naszych najwyższych władz” – tak dyplomaci PRL doradzali Warszawie tuż po wyborze Karola Wojtyły na papieża, licząc, że można ten fakt wyzyskać dla własnych celów.

Komunistów zainstalowano w Polsce radzieckimi bagnetami. Byli ideologicznie wrodzy Kościołowi katolickiemu, przed „Solidarnością” jedynej niezależnej instytucji, która miała realny wpływ w kraju. Wybór Polaka na Stolicę Piotrową był dla nich szokiem; rozumieli, jakie to może mieć konsekwencje. Ale też rozumieli, że w pewnych sytuacjach trzeba robić dobrą minę do złej gry, że nie można dyskredytować rodaka, nawet jeśli zostaje głową najważniejszej nieprzyjaznej instytucji.

Obecnych demokratycznie wybranych władz, które odmawiają poparcia Polakowi kandydującemu na szefa Rady Europejskiej, nie stać nawet na taką deklaratywną i nieszczerą lojalność.

PiS, które ma manię sprawdzania, kto jest lojalny wobec Polski, właśnie przekracza granicę nielojalności wobec własnego państwa, kiedy jako jedyny rząd Unii nie udziela poparcia Polakowi na jedno z trzech najważniejszych stanowisk w Europie. Więcej – robi wszystko, żeby Polaka na tym stanowisku utrącić.

Miałoby to jeszcze sens, gdyby zamiast Tuska można było ulokować innego kandydata, który równie twardo przeciwstawiałby się Unii różnych prędkości, reprezentowałby niewrażliwość Europy Środkowej na problem uchodźców. Ale to nie wchodzi w grę. W takiej sytuacji sprzeciw wobec kandydatury oznacza skrajną nielojalność wobec ponadpartyjnych interesów i racji stanu, która nakazuje utrzymać Polskę przynajmniej na obrzeżach głównego nurtu polityki europejskiej. Szczególnie w tak niebezpiecznych czasach.

Próba zablokowania Tuska wbrew stanowisku innych europejskich stolic tylko ze względu na fobię Jarosława Kaczyńskiego jest – po pierwsze – sprzeczna z polskim interesem narodowym, a po drugie – stoi na antypodach doktryny popierania i promowania polskości bez względu na okoliczności.

Można sobie wyobrazić, że okoniem staje lewica przedkładająca uniwersalne wartości nad narodową przynależność. Można sobie wyobrazić, że to polscy zwolennicy eurofederalizmu wspierają kandydata, który obieca im Stany Zjednoczone Europy, niezależnie od jego pochodzenia. Ale że to PiS, stawiający naród na piedestale, z gębą pełną frazesów o narodowej lojalności, nie udziela Polakowi jednoznacznego poparcia, tylko robi wszystko, żeby go utrącić? To zdrada własnej ideologii czy raczej dowód na to, jak przedmiotowo Jarosław Kaczyński traktuje lojalność wobec wspólnoty.

Ma ją tylko wobec siebie i partyjnych kolegów.

c4s1zejwyaaayog

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim, który radzi frankowiczom: radźcie sobie sami.

genialnosc

Genialność Jarosława Kaczyńskiego jest nieobliczalna. Coś powie – bo nie zrobi, Kaczyński jeszcze niczego nie zrobił, nawet nie wstał w porę na stan wojenny – efekty jakieś są. Istny Kopernik, który ogłaszając „O obrotach sfer niebieskich”, zachwiał wiarę w wiarę.

Ale tak geniusze mają, czego ich umysł nie dotknie, przewracają. Właśnie Kaczyński ogłosił swoją kopernikańską teorię o frankowiczach: „Radźcie sobie sami”. Weźcie sprawy w swojej ręce, rząd nie podejmie żadnych działań w sprawie kredytów we frankach, bowiem uderzą w polski system bankowy.

Czy Kaczynski zachwieje wiarę w Andrzeja Dudę i Beatę Szydło? Duda w trakcie kampanii prezydenckiej ze swoją nonszalancją wobec realności, ogłosił, że „jak to nie można, kiedy można”: „Kredyty mogłyby być przewalutowane według kursu, po jakim były brane”.

A Beata Szydło stojąc na tle ruin fabryki nici w Nowej Soli – acz nie jestem pewien, czy akurat tam to było – przyklaskiwała Dudzie. Gdyby stanęła przy nowej fabryce nici w tym samym mieście, może by nie przyklaskiwała, a Duda poszedłby po rozum do głowy i ogłosił, iż nie można, bo nie zgadza się z rozumem.

A tak elektorat uwierzył we wiarę PiS, w niemożliwość i mamy w kraju to, co mamy. Coraz większe bezprawie i zbliżający się upadek.

Mateusz Morawiecki może tylko pluć sobie w brodę, że nie pozostał prezesem Banku Zachodniego WBK do czasu ogłoszenia teorii o frankach Kaczyńskiego, iż „rząd nie podejmie żadnych działań w sprawie kredytów we frankach”, albowiem akcje banków wystrzeliły w górę.

Właściciel Banku ZachodniegoWBK  hiszpańska grupa finansowa Santander mogłaby Morawieckiemu podnieść uposażenie z dwóch milionów na trzy (acz zaznaczam, że nie wiem, ile milionów zarabiał jako prezes banku).

Istnieje jeszcze możliwość – ale to przypuszczenie godne Macierewicza – że w ten sposób Kaczyńskiego geniusz zadziałał na rzecz banksterów. Jest z nimi w zmowie.

Ryszard Petru zdaje się nie rozumie genialności Kaczyńskiego: „Okłamywali w kampanii wyborczej zarówno Duda jak i Szydło , obiecywali że to jest możliwe, mówili że na to są pieniądze, a dzisiaj Kaczyński rakiem się wycofuje. Ta propozycja nigdy nie była realna, albo kłamali wiedząc o tym, albo zupełnie nie mieli wiedzy”.

Ależ liderze partii Nowoczesna, tak jest z geniuszami, nie znają się, a przewracają. Kopernik miał w papierach zawód wykonywany kanonik, a zachwiał wiarę w Kościół, bo stanął po stronie prawdy. Tak samo Kaczyński, zachwiał wiarę w Szydło i Dudę, i stanął po stronie prawdy politycznej, bo prezydent i premier to w jego rękach marionetki.

Co to wróży? Śmiem twierdzić, że Kaczyński nie oglosi się prezydentem, bo na drodze stanie prawo (ale z Kaczyńskim nic nie wiadomo), może jednak ogłosić się premierem. I o taki przewrót chodzi, a może nawet o wewnętrzny pucz pisowski. Kaczyński ma siłę sprawczą, banki kulały, nagle dobrze prosperują. Polska gospodarka ma się źle, prezes ogłosi teorię gospodarczą i w kraju zapanuje dobrobyt.

c4p_v4awyaa2thy

Kleofas Wieniawa pisze o dorocznym „expose” Waszczykowskiego.

waszczykowski

Nie jest winą Witolda Waszczykowskiego, iż nie ma żadnej wizji Polski w Unii Europejskiej i w świecie zachodnim. Jest tylko podwykonawcą woli Jarosława Kaczynskiego, którego zainteresowanie Europą ogranicza się do zreformowania UE w ten sposób, aby nikt nie wtrącał mu się w rozmontowywanie demokracji w Polsce.

Waszczykowski przedstawił naręcze frazesów, których wartość polityczna i intelektualna jest żadna. Widać, iż polityka zagraniczna odbija się od jednej bandy do drugiej. Tracimy sojuszników w Europie, choć Niemcy deklarują bliską współpracę, lecz rozbije się to zawsze z powodu niszczenia jakości życia publicznego w Polsce.

Dyplomacja nasza nie wypracowała żadnej koncepcji, aby pomieścić się między krytykowaną przez Donalda Trumpa Unią Europejską a nowym podziałem strefy wpływów, do czego może dojść.

Waszczykowski co prawda nie popełnił gaf w rodzaju kulturowego kanibalizmu – ten biedny człowiek nie rozumie niczego z nowoczesności- ale dostał typowej dla PiS histerii, iż opozycja dlatego krytykuje, bo nie pogodziła się z porażką wyborczą.

Typowa niezdolność do dialogu, a to dlatego, że nie chce się dialogu. Ludzie pokroju Waszczykowskiego wychodzą, gdy mówi się o nich krytycznie, albo w ogóle nie przychodzą, jak Kaczyński.

Polska miałaby większą siłę przekonywania w Europie niż na to zasługuje, gdyby potrafiła wykorzystać stanowisko Donalda Tuska (który zaszedł najwyżej w historii). Tracić taką okazję mogą tylko najwięksi nieudacznicy, a niestety do takich Korybnutów Wisniowieckich należy Kaczyński

Za tę nieudolność PiS zapłacimy dużą cenę. Oby nie była to katastrofa smoleńska w skali ogolnopolskiej.

c4lrn9wwyac7fsr

>>>

CZY MY JESZCZE JESTEŚMY W EUROPIE?

c4d_joowaaq-dbx

POLACY ODPOWIADAJĄ MORAWIECKIEMU NA APEL „WRACAJCIE”. Warto przeczytać

c4dmr_hwcai7kgw

Niedojda, a nie szef dyplomacji Witold Waszczykowski robi z własnej gęby cholewę. Tak ma ta nieogolona Anna Fotyga. O niepoparciu Donalda Tuska pisze Paweł Kośmiński („Wyborcza”). – No, niech próbuje! – poradził byłemu premierowi szef MSZ Witold Waszczykowski. I dodał, że wiele zależy od tego, „czy pan Donald Tusk pojawi się w Polsce”. Jak twierdzi prezydencki doradca Krzysztof Szczerski, „żeby kogoś poprzeć, to najpierw musimy mieć z nim kontakt”. A częstszy Andrzej Duda ma ponoć nawet z prezydentem Chin.

pis

PiS poprze Tuska na drugą kadencję? Waszczykowski: Być może zgłoszą się inni kandydaci… Na przykład francuscy

Podczas ostatniego szczytu UE na Malcie Donald Tusk powiedział, że „jest gotowy”, by przewodniczyć Rady Europejskiej drugą kadencję. Obecna kończy się 1 czerwca przyszłego roku.

Waszczykowski: No, niech próbuje!

– Dla mnie to kuriozalna sytuacja, że przedstawiciel danego kraju nie wnosi tej prośby w swoim kraju, do swojego rządu, do swoich władz, tylko przedstawia ją na arenie międzynarodowej – stwierdził w RMF FM Witold Waszczykowski.

Już jednak w ubiegłym roku Jarosław Kaczyński powiedział w wywiadzie dla „Polska The Times”, że „wyobraża sobie, że polski rząd nie poprze Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej”, sugerował, że mogą mu zostać postawione „jakieś zarzuty”. Pod koniec stycznia w Radiu Wrocław wprost stwierdził już, że „nie można popierać pana Tuska”.

– No ale może warto było jednak sprawdzić – stwierdził mimo to we wtorek Waszczykowski. – Wszystko zależy od pana Donalda Tuska – czy pan Donald Tusk pojawi się w Polsce, podejmie jakąś poważną rozmowę z władzami polskimi, przedstawi jakąś koncepcję, co zrobił przez dwa lata jako szef Rady Europejskiej, co chce zrobić przez następne dwa lata z hakiem. No, niech próbuje!

Tuskowi szef polskiej dyplomacji zarzucił, że „ignoruje własne państwo, ignoruje własny rząd”, co nazwał „groteską”.

Pytany, czy może polski rząd poprze kogoś innego, a jeśli tak, to kogo, Waszczykowski odparł: – Są takie rozważania, natomiast jest za wcześnie… Czekamy w tej chwili na wyjaśnienia premiera Tuska. Być może zgłoszą się jeszcze inni kandydaci. W mediach funkcjonują np. kandydaci francuscy. Będziemy na ten temat rozmawiać.

Szczerski: Nawet prezydent Chin…

Z kolei prezydencki doradca Krzysztof Szczerski stwierdził w radiowej Trójce, że „żeby kogoś poprzeć, to najpierw musimy mieć z nim kontakt”, tymczasem „Donald Tusk z Pałacem Prezydenckim nigdy przez rok o żaden kontakt nie zabiegał”.

– Pan prezydent Duda odwiedził przewodniczącego Tuska w styczniu tamtego roku w Brukseli. Od tej pory przewodniczący Tusk w ogóle z panem prezydentem Dudą nie chciał nawet nawiązać kontaktu. Mimo że był w Warszawie na szczycie NATO – mówił Szczerski.

To jego zdaniem zastanawiająca sytuacja, „bo nawet kurtuazja wymagałaby zwrócenia się o rewizytę”. – To są pewne braki nawet w standardach dyplomatycznych – ocenił. Jak podkreślił, nawet prezydent Chin odwiedził Polskę w niecały rok od wizyty prezydenta Dudy w Chinach, nie mówiąc o innych przywódcach i ważnych politykach europejskich, z którymi polskie władze mają stały kontakt.

W grudniu ubiegłego roku Tusk mówił: – Dla mnie jest ważne, że dziś w Brukseli robię skutecznie to, co moim zdaniem jest w interesie Polski: a więc zacieśnienie więzi w Europie, utrzymanie dobrych relacji z Niemcami i z Francją. To, że to nie jest polityka, jaką prezentuje polski rząd – to prawda. Ale ja naprawdę inaczej definiuje polskie interesy niż PiS. Powiem twardo: uważam, że je precyzyjniej i lepiej definiuję.

c4aboiywiaazsaq

Angela Merkel ciągle daje szanse Polsce. Czy Kaczyński z tego skorzysta? Bartosz T. Wieliński rozważa. To, że Merkel musi nagiąć protokół dyplomatyczny, by dowiedzieć się, co rządzący Polską polityk myśli o przyszłości Unii Europejskiej, pokazuje słabość układu władzy nad Wisłą.

c4d4rfbwcaah7cn

Merkel do Kaczyńskiego: Chcecie być na peryferiach?

Spotkanie z niemiecką kanclerz Angelą Merkel w warszawskim hotelu Bristol można uznać za sukces Jarosława Kaczyńskiego. Oto najważniejsza polityk Europy, nazywana nawet przywódczynią wolnego świata, odwiedza niepełniącego żadnych funkcji państwowych posła. Ba, wręcz zabiega o rozmowę. To pokazuje, że Niemcy pogodzili się z tym, kto naprawdę rządzi nad Wisłą.

Na spotkaniu prezes PiS bez wątpienia wizerunkowo zyska. Ale czy faktycznie będzie to jego zwycięstwo?

Podczas jednodniowej wizyty kanclerz spotka się z prezydentem Andrzejem Dudą, premier Beatą Szydło, a także przywódcami opozycji. To standardowy program.

Merkel objeżdża Europę, by zapewnić spokój w UE i na jej peryferiach w roku wyborczym – jesienią w Niemczech odbędą się wybory parlamentarne, a zwycięstwo chadecji jest coraz mniej pewne (poniedziałkowy sondaż INSA daje prowadzenie socjaldemokratom 31 do 30 pkt proc.).

W zeszłym tygodniu kanclerz spotkała się w Ankarze z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem. Na sali była tylko jedna malutka flaga Niemiec i kilka dużych flag tureckich. Ta niewątpliwa zniewaga nie zrobiła na Merkel wrażenia, bo potrzebuje Turcji, by zażegnać kryzys uchodźczy. Czymże w porównaniu z tym jest spotkanie z Kaczyńskim w Bristolu? Tym bardziej że gospodarz raczej się postara, by było miło.

Jednak sam fakt, że Merkel musi nagiąć protokół dyplomatyczny, by dowiedzieć się, co rządzący Polską polityk myśli o przyszłości Unii Europejskiej, pokazuje akurat słabość układu władzy nad Wisłą.

To Kaczyński, który obecnie pociąga w Polsce za wszystkie sznurki, ma decydujący wpływ na polską politykę zagraniczną. To on, a nie premier Szydło czy szef MSZ Witold Waszczykowski, będzie decydował o polskim stanowisku w sprawie nieuniknionych zmian w UE.

Prezes PiS z partnerami z zagranicy o tym nie rozmawia, nie licząc sporadycznych spotkań z premierem Słowacji Robertem Ficą czy szefem węgierskiego rządu Viktorem Orbánem. Ten – w przeciwieństwie do Kaczyńskiego – jest międzynarodowym salonowcem. Zna języki, zna Brukselę, a dzięki członkostwu Fideszu w Europejskiej Partii Ludowej (EPP) ma bezpośredni dostęp do najważniejszych polityków, takich jak Merkel, szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker czy szef Rady Europejskiej Donald Tusk. PiS sam skazał się na europejską marginalizację, odchodząc kilka lat temu z EPP i tworząc frakcję Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Kaczyński w Europie nie bywa, z nikim nie wymienia poglądów, wątpię, by był w stanie w ogóle myśleć w szerszych kategoriach niż własne państwo. W tych trudnych czasach to nie najlepszy prognostyk na przyszłość.

Tym bardziej że Unia po wyborach prezydenckich we Francji(maj) i do Bundestagu w Niemczech (wrzesień), o ile do władzy w którymś z tych krajów nie dojdą wzorujący się na Donaldzie Trumpie populiści, będzie musiała zacieśnić integrację, a o wyraźnym podziale Europy na tzw. prędkości mówi się coraz głośniej.

Jeśli Kaczyński nie przeskoczy własnego cienia, nie odbuduje stosunków z najważniejszymi graczami w UE, Polskę czekają unijne peryferia. Angela Merkel nie pozostawi co do tego żadnych wątpliwości. Bo właśnie po to do Warszawy przyjeżdża.

UPS… PIENIĄDZE ROZDANE LUB WYDOJONE. PAŃSTWO ZADŁUŻONE PO USZY. POLSKA SIĘ NIE ROZWIJA. POLSKA SIĘ COFA.

c3-23utw8aqfa7c

Waldemar Mystkowski pisze o pozwie, jakie wystosowało OKO.press względem kancelarii Szydło.

c4d3blowaaimfkj

Redakcja portalu OKO.press nie wytrzymała i podała Kancelarię Prezesa Rady Ministrów do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Urzędnicy Beaty Szydło nie wywiązują się z nałożonych na nich prawem obowiązków. OKO.press wystąpiło o udostępnienie im rejestru umów zawartych między kancelarią a podmiotami zewnętrznymi w okresie od od 1 czerwca 2015 do 20 listopada 2016 roku. „Kto, co i za ile” – tyle chcieli uzyskać dziennikarze, bo póki co urząd państwowy ma obowiązek udzielić informacji mediom i zainteresowanym obywatelom dotyczących ich działalności i wydatków.

Ustawa o dostępie do informacji precyzuje terminy. Podstawowy – to niezwłocznie w ciągu 14 dni kancelaria winna udzielić odpowiedzi. Wydłuża się ten termin, gdy zgromadzenie informacji wymaga nie lada wysiłku, maksymalnie mogą to być 2 miesiące.

OKO. press czekało, czekało i nie doczekało, mimo iż portal zastosował się do wszystkich procedur i wymogów formalnych, włącznie z użyciem specjalnego formularza, który na stronach kancelarii jest dostępny do wypełnienia.

Pozew do sądu administracyjnego dotyczy dwóch zarzutów: bezczynności urzędników Szydło i szefowej kancelarii Beaty Kempy oraz naruszenia prawa dotyczącego dostępu do informacji.

Sąd winien zobowiązać Kancelarię Premioera do realizacji wniosku o dostęp do informacji i nałożyć karę grzywny za naruszenie ustawy.

Władza PiS ma szczególny sposób postępowania z mediami i stowarzyszenia specjalizującymi się w transparentoności urzędów państwowych, jak Sieci Obywatelskiej Watchong Polska. PiS po prostu nie wywiązuje się i ignoruje, stosując zasadę kaczystowską: przeszkadzają nam rządzić, czyt. demolować.

Dlaczego PiS-owi przeszkadzają? Bo PiS naprawdę nie potrafi rządzić, nie potrafi odpowiadać. Ta partia robi w balona innych, a szczególnie mających wiedzę, czego należy się domagać od urzędników na państwowych posadach. To, że nie są to żadni fachowcy, bo są z zaciągu partyjnego, wszystkim wiadomo, bo PiS zignorował zasadę sprawnego państwa: korzystać ze Służby Cywilnej. Ale PiS woli swoich Misiewiczów i Pisiewiczów, którzy wreszcie dostali odpowiednie do swojej fachowości – opis możliwości.

Generał Waldemar Skrzypczak opisał owe mityczne możliwości Misiów-Pisiów: delikwenci do kuchni, odmaszerować!. Copyright – niech mi generał wybaczy – należy jednak do niemieckich dziennikarzy, którzy opisali fachowość Delikwentów Dwóch – jako Kartofli.

Ta władza jest kartoflana, tak traktuje swoje powinności, tak czyta prawo, tj. nie stosuje się do niego. Kartofel, nie kartofel, wreszcie jednak kiedyś stanie przed sądem, czy też Trybunałem Stanu i szybciej będzie jeden z drugim z gara (bądź poza korytem) odpowiadać niż 2 tygodnie, czy też 2 miesiące – natychmiast, a do tego z użyciem zwrotu grzecznościowego: Wysoki Sądzie…

c4amqimwaaaozdg

Kleopfas Wieniawa pisze o skutkach, jakie szybko odczujemy z powodu prezydenta USA.

trump

Całkiem niedawno mogliśmy czuć się bezpiecznie i trzymać polski fason, „moja chata z kraja”. Ot, na miejscu złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.

Złapał pisowiec peowca… Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy w USA Baracka Obamę zastapił Donald Trump. Jeszcze zdążył przyjechać do Żagania kontygent wojsk amerykańskich, ale to z dużo wcześniejszego rozdania PO i NATO.

Ten czas sielanki kończy się. Polska ma jedynego fałszywego sojusznika w Europie – Węgry, które sprzedadzą nas za czapkę rosyjskich gruszek.

Jarosław Kaczyński wyizolował nas w Unii Europejskiej i wątpię, czy dogada się z Angelą Merkel. Ale to i tak nie poprawi naszego bezpieczeństwa i sytuacji geopolitycznej, która zagląda nam w nasze przerażone oczy.

Więcej będziemy wiedzieli po spotkaniu Trumpa z przywódcami państwo NATO, ale dzisiaj można wskazać na dwa czynniki, które zdeterminują owe spotkanie. Przede wszystkim Trump nie wierzy w NATO i to nie z powodów, iż USA na sojusz najwięcej łoży, ale nie wierzy w wartości świata zachodniego, wartości demokratyczne, które są dla niego tyle samo warte, co autokratyczne, idąc dalej, co jego przyjaźń z Putinem.

Całkiem możliwe, że Putin zechce sprawdzić więź swoją z Trumpem i najedzie sobie na Estonię. Kto będzie chciał umierać za Tallin? Na pewno nie Jankesi, na pewno nie Europa. Może Macierewicz z Misiewiczem?

Znawczyni USA i polityki globalnej Anne Appelbaum w wywiadzie z „Newsweekiem” kasandryczy, iż USA czeka ciężkie doświadczenie kryzysowe, a naszą część Europy rosyjska okupacja.

Aby być dokładnym, wybitna publicystka mówi: nie chcę wieszczyć katastrofy.

MA RACJĘ MICHAŁ SZCZERBA – DOM WARIATÓW

c4aj35cwiaij02e

>>>

CZEGO BOI SIĘ KACZYŃSKI???

c3a30ccxgaadycf

Poeta pamięta.

c28wu75xeaao38e

Agnieszka Kublik (Wyborcza”) pisze o Krystynie Pawłowicz.

Poseł PiS Krystyna Pawłowicz, członek partii, która wszystkich innych oskarża o uprawianie przemysłu pogardy, sama poniża, pogardza, poniewiera, upokarza i postponuje. W chamsko-prymitywnym stylu ćwiczy się od lat. Dwa dni temu na swoim koncie na Facebooku urągała Rzecznikowi Praw Obywatelskich Adamowi Bodnarowi i feministkom.

agnieszka-kublik

„Wściekła, podburzona przez lewacką,antydemokratyczną opozycję chuliganeria naruszała prawa obywatelskie i LUDZKIE obywateli-posłów,wulgarnie ich lżąc,szturchając i poniżając,uniemożliwiając odwiedzenie grobów,poruszanie się. RPO,pan Adam Bodnar milczał wtedy,bo bojówki atakujące obywateli=polskich POSŁÓW,działały z podburzenia lewackiej,antydemokratycznej opozycji,jego,tj. Rzecznika ideowego środowiska. Dziś pan Bodnar, demoralizując Polaków,nadużywa z powodu osobistych, politycznych sympatii swej funkcji, i broni „swojej” lewackiej chuliganerii przed OCZYWISTĄ i KONIECZNĄ odpowiedzialnością, pokazując przy tym swą lewacką stronniczość i niekompetencję prawną. Prawo ma być równe dla wszystkich obywateli.Chronić KAŻDEGO zaatakowanego,też polskiego posła i żądać odpowiedzialności KAŻDEGO,też lewackiego sprawcy,bliskiego ideowo panu Rzecznikowi. A gdzie się pochowały „feministki”,kolejne obrończynie obywatelek-kobiet? Aaaa,zapomniałam,że one są tylko od obrony nieodpowiedzialności za korzystanie z ich macic,obrony jakichś praw „reprodukcyjnych”, itp zwierzęcopodobnych wynalazków” (pisowania oryginalna).

KOT NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW 🙂

c29-k2pxaaq92wh

W chamsko-prymitywnym stylu poseł Pawłowicz ćwiczy się od lat.

Pamiętacie, jak szydziła z transpłciowej posłanki Ruchu Palikota Anny Grodzkiej? „W jednej audycji w radiu byliśmy razem i on udowadniał, że jest kobietą. No jaka pani?! No twarz boksera! To nie jest tak, że jak się człowiek nażre hormonów i zrobi sobie operację, to staje się kobietą (…) Co ją/jego najbardziej denerwowało? Że w kiblach nie ma haczyków na torebki damskie. Cha, cha, cha”.

A z prezydenta Komorowskiego? „Nie wyróżnia się niczym oprócz gaf, nie umie pisać, nie umie czytać, nie umie się zachować, dlatego zakompleksione i wykorzenione społeczeństwo, podśmiewając się, popiera go, to taki swój chłop”.

O gender mówiła: „Za nazwą, której nikt nie rozumie, pokolenie ’68 chce zmienić wszystkie rządzące prawa naturalne na zasadzie „hulaj dusza, piekła nie ma”. Jest to zasada, w której każdy ustala, czy jest kobietą, czy mężczyzną. Może to doprowadzić nawet do związków intergenetycznych, typu związek człowieka z małpą. (…) Gender doprowadzić może także do tego, że gatunek ludzki zginie, bo skoro dwóm mężczyznom będzie lepiej ze sobą albo dwóm kobietom, a potem zwierzętom z ludźmi”.

c28kdbzxeaigups

O związkach partnerskich: „Homoseksualizm trzeba leczyć, a nie uchwalać przepisy. Jak ktoś jest pieskiem albo kotkiem, to nie pisze się ustawy”.

I o swoich krytykach: „To przedstawiciele środowisk lewacko-genderowo-feministycznych znanych z opluwania Kościoła”.

Podczas debaty o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej do posła SLD Marka Balta rzuciła „Spierdalaj!” (co zostało odnotowane w sejmowym stenogramie).

Parę lat temu chwaliła się, że pan prezes [Kaczyński] powiedział jej, że koniec z poprawnością polityczną. – Niech żyje wolność słowa! Nie ukarze mnie żadna komisja sejmowa, bo w każdej mamy większość. Marszałek Kuchciński też nie, bo się boi prezesa. A pan prezes mi pozwolił – ujawniła.

Prezes pozwala nadal. A może i pochwala?

KTO Z WAS CZEKA JUŻ NA TĘ ROZPRAWĘ? :))) MY TAAAK!

c29_gw7xcaa_ei1

CO NA TO POWIECIE WYBORCY PiS? WASZA „DOBRA ZMIANA” DOI POLSKĘ AŻ TRZESZCZY! Daliście się kupić za marne 500 złotych

c293fviwiaqdr1z

Kolejna „dobra zmiana” wg Antoniego Macierewicza. Zrobi z Radomia siedzibę… Stoczni Marynarki Wojennej

PO RAZ PIERWSZY W HISTORII, ZA MON JEST POLAKOM WSTYD.

c2-ok1zweaacgfz

Radomiu zostanie zarejestrowana siedziba spółki o nazwie „Stocznia Marynarki Wojennej S.A.”. Za tym co najmniej nietypowym pomysłem stoi Ministerstwo Obrony Narodowej.

IV RZECZPOSPOLITA ABSURDU.
c3awqo8xeaij5xa

Jeśli dojdzie do przejęcia Stoczni Marynarki Wojennej przez Polską Grupę Zbrojeniową mającą siedzibę w Radomiu, Skarb Państwa ma zyska kluczowy wpływ na ten zakład. A na tym zależy zarówno PGZ, rządowi, jak i Antoniemu Macierewiczowi. W rozmowie z Polskim Radiem o dążeniu do realizacji tego scenariusza mówił przekonuje Wojciech Skurkiewicz z PiS. Stocznię w stanie upadłości likwidacyjnej i zarządzaną przez syndyka wyceniono na ponad 224 mln zł. Oferty przetargowe będą przyjmowane do końca stycznia.

c3afgumw8aagdrd

Rejestracja firmy w Radomiu jest na rękę prezydentowi miasta Radosławowi Witkowskiemu. W jego opinii, ta decyzja znajdzie odzwierciedlenie w finansach gminy. Każda spółka prawa kapitałowego ma przecież obowiązek płacić podatek CIT tam, gdzie znajduje się jej siedziba. Samorząd województwa też nie byłby przeciwny takiemu obrotowi spraw. Zresztą, nie inaczej ocenia go Marek Magierowski. Dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta napisał na Twitterze, że „Radom jako ‚siedziba’ stoczni jest równie śmieszny jak Paryż i Pekin”.

c3avjrxxcaaihc8

Powody do śmiechu znaleźli za to internauci. Stocznia w Radomiu jest aktualnie jednym z najczęściej komentowanych tematów w mediach społecznościowych. Nie brakuje nawiązań do „chytrej baby” ani zdjęć proponowanych „okrętów”.

KIEDY SIĘ OBUDZICIE, POLACY?

c3auzvrxuaiaddp

Waldemar Mystkowski pisze o zdradzie dyplomatycznej Waszczykowksiego.

zdrada

Witold Waszczykowski ma poważny problem. Wszyscy poprzedni szefowie dyplomacji byli od niego zdecydowanie lepsi, więksi, wywodzili się z wrogich formacji politycznych. Bez większych analitycznych zapędów trzeba stwierdzić, że Waszczykowski nie dostaje do urzędu, musi podskakiwać do klamki drzwi, które chce otworzyć. Dla obcych dyplomatów Waszczykowskiego raczej nie ma, nie zauważają go, choć nie tylko on ma wpływ na postępującą degradację Polski. A do tego wartość Waszczykowskiego chwieje się w obozie „dobrej zmiany”, ponoć miał być wymieniony, ale nie znaleziono na jego miejsce zmiennika ciut od niego wartościowszego, bo w PiS-ie nie ma kadr w tej działce, wszyscy są z gniazda Anny Fotygi, ona ich wysiedziała.

Tak zapętlony Waszczykowski ma tylko jednego suwerena, a jest nim prezes PiS. Waszczykowski wypatruje na twarzy Jarosława Kaczyńskiego jakiegokolwiek przyjaznego grymasu. We wtorek 24 stycznia, ujawniając notatkę z marca 2008 roku dyrektora departamentu wschodniego MSZ Jarosława Bratkiewicza, liczy na to, że posępne oblicze prezesa się rozchmurzy. Wszak notatka dotyczy czasów prezydentury brata szacownego posła Jarosława Kaczyńskiego. Pomijam kwestię, że ujawnienie tajnej notatki jest zdradą dyplomatyczną, a także jej interpretacja świadczy, że Waszczykowski ma kłopoty z interpretacją podstawowych celów naszego geopolityki.

Bratkiewicz w notatce pisze, iż nasza dyplomacja ma powstać z kolan wobec Kremla, ma ku temu wiele przesłanek. Może liczyć na wsparcie Unii Europejskiej i NATO, gdyż może prowadzić wobec Rosji grę taką samą wartościową i samodzielną, jak Niemcy i Francja, zaś na Ukrainie wywrzeć prozachodnie rozwiązania instytucjonalne. Waszczykowski ujawniając taką zawartość notatki interpretuje, iż zwrot w polityce wschodniej uniemożliwił Lechowi Kaczyńskiemu wstrzymanie imperializmu Moskwy, co następnie skutkowało katastrofą smoleńską.

Wgryzając się jednak w ten dokument należy docenić przeorientowanie polskiej dyplomacji wobec Rosji. W tym czasie Rosja zniosła embargo na polskie produkty rolne, za trzy miesiące (w czerwcu 2008) Rada Europejska klepnęła kontrowersyjny dla wielu możnych w UE projekt pomysłu Sikorskiego Partnerstwa Wschodniego. Był to jeden z wielkich dyplomatycznych blitzkriegów ówczesnego szefa dyplomacji, bardzo nie w smak Francji.

Za miesiąc – w kwietniu 2008 roku – odbywał się szczyt NATO w Bukareszcie, gdzie deklarowano nowe otwarcie z Moskwą – przypominam, że prezydentem Rosji miał zostać Dmitrij Miedwiediew. Polska została pełnoprawnym graczem kształtującym politykę wschodnią w ramach UE i NATO. Symbolicznym sukcesem była wizyta premiera Władimira Putina na Westerplatte 1 września 2009 roku, czym przyznał, iż II wojna światowa zaczęła się od agresji hitlerowskich Niemiec w stosunku do Polski, a nie w 1941 roku do ZSRR.

Polska zyskała wówczas podmiotowość dyplomatyczną. Polskie miejsce na Ziemi znajduje się w jednych z najbardziej aktywnych płyt tektonicznych w geopolityce. Wystarczy jakieś zachwianie w makropolityce, to nas rzuca a to w kierunku podległości od Niemiec bądź Rosji, albo to i to w rozbiorze naszej państwowości.
Polski dyplomata musi poruszać się w tej sytuacji jak wytrawny saper. A co czyni Waszczykowski? Odtajnia notatkę, która poza zdradą dyplomatyczną w istocie świadczy, że Sikorski i jego premier Donald Tusk byli wielcy, zaś obecny minister i jego sponsor polityczny Jarosław Kaczyński są żadni, bo nikt z nimi nie chce rozmawiać. Polska nie uczestniczy w debacie o przyszłości Unii Europejskiej.

Jak niezdarny geopolitycznie jest prezes PiS, niech świadczy jego spot wyborczy z 10 maja 2010 roku, w którym zwraca się do Rosjan i pierwsze słowa brzmią: „Przyjaciele Rosjanie”. Zapomniał Waszczykowski, jak Kaczyński bez mydła podkładał się Kremlowi?

„trafności” oceny sytuacji politycznej w Europie, jakie podejmowane są dzisiaj niech świadczy niedawne zdarzenie w ministerstwie Waszczykowskiego. Ujawnia to z kolei prof. Aleksander Smolar, którego zaproszono na debatę w rozszerzonym gronie gabinetu politycznego MSZ. Rozważano rozpad… Niemiec. Tak! Proszę w tym miejscu zamknąć twarz ze zdziwienia. Co prawda Niemcy wg „intelektualistów” PiS miałyby nie rozpadać na NRD i RFN, ale na Niemcy i Bawarię.

I tyle jest warta odtajniona notatka przez Waszczykowskiego, jak to trafnie nazywa Sikorski (który naprawdę jest wielki). Jest to po prostu „głupota etapu”, głupota dobrej zmiany. Oby ten etap skończył się jak najszybciej.

NAJPIERW OPOZYCJA A POTEM POLACY, KTÓRZY JĄ POPIERAJĄ? CHCECIE ZAKAZAĆ NIEPOSŁUSZNYM WYJAZDÓW??? ZABRAĆ NAM PASZPORTY?

c296ajrxaaesrhh

Kleofas Wieniawa pisze też o Waszczykowskim, acz z innego punktu oceny.

waszczykowski

Witold Waszczykowski nie nadaje się do uprawiania dyplomacji. Nie nadaje się z powodów intelektualnych i charakterologicznych, a też formacyjnych.

Jego liczne wpadki w kontaktach z obcymi dyplomatami i w ogóle z mediami są anegdotyczne, a nie widać żadnych osiagnięć w rzeczywistej dyplomacji, która zawsze odbywa się poza medialnym obiegiem, za kulisami zdarzeń.

Waszczykowski do poprzedników – zwłaszcza do Radosława Sikorskiego – nie dostaje pod żadnym względem, li tylko dostaje czerwoności na twarzy okolonej siwizną, która jest wyrzutem niezdrowych emocji, a intelekt żaden, bo ten nie pozwalałby na takie głupawki, jak z San Escobar, z cyklistami, wegetarianami (nie jestem specjalistą od głupawek Waszczykowskiego), a teraz strzela polskiej racji stanu w stopę, kolano (część ciała metaforycznego do wyboru).

Ujawnia kuchnię swego wielkiego poprzednika Sikorskiego, jak krojona była polityka wschodnia, szczególnie z Rosją.

Taka interpretacja po 8 latach jest ahistoryczna, bo dzisiaj wiemy o Rosji zdecydowanie więcej. Sikorski zaś w wielkim przybliżeniu, podobnie widział politykę Kremla, jak Amerykanie i Niemcy, by posłużyć tylko tymi dwoma odwołaniami.

Nie był i nie jest to żaden błąd, bo gdyby przyjąć, iż posługujemy się wiedzą taką, jaka zaistnieje za kilka lat, to zawsze jesteśmy skazani na nierzeczywistość, a polityka zagraniczna to działanie tu i teraz w interesie własnego narodu i przynależności cywlizacyjnej.

Sikorski jako dyplomata należy do Zachodu, a niestety Waszczykowski to Wschód rozedrganych emocji, ubliżeń, mściwości, zwykła małość, która podskakuje, aby dorównać większemu – Sikorskiemu.

Zacytuję Ryszarda Petru, bo on daje odpowiednie rzeczy słowo:

„Nie można niż bardziej głupiego zrobić niż odtajniać notatki. On to zrobił tylko po to, żeby przykryć swoją niekompetencję. Nie jest w stanie żadnej sprawy załatwić, nawet sprowadzić wraku Tupolewa. Publikacja jest przyznaniem się do słabości. Wszyscy zacierają ręce z tego ujawnienia. Działa na szkodę państwa, powinien zostać zdymisjonowany od razu”.

PROPAGANDOWA SZCZEKACZKA JUŻ ZACZĘŁA SZKALOWAĆ STUDENTÓW

c29eyodxaaatvqi

NAJODWAŻNIEJSZA ANTYSYSTEMOWA KAPELA IV RP Big Cyc & Krzysztof Skiba

c3a8i0dxuaefhlg

>>>