Posts Tagged ‘Witold Zembaczyński’

CZWARTEK O 20.00 POD PAŁACEM PREZYDENTA. MUSIMY BYĆ WSZYSCY!

Jerzy Pilch pisze w swoim dzienniku.

Jerzy Pilch: Modlitwy, żeby Michnik choć pierdnął w ich kierunku, zostały wysłuchane!

18 lipca, wtorek

Państwowe, czyli pisowskie telewizje, zachłystują się rzekomym chamstwem Michnika, który rzekomo dotkliwie obraził ich kolegę. Powtarzają tę scenę wkoło, wydziwiają nad nią, ich nabrzmiałe kulturą, bólem i dobrym wychowaniem autorytety komentują słowa i minę Michnika z oburzeniem, choć nie bez satysfakcji: nareszcie naczelny „Wyborczej” odpowiedział na ich zaczepki i nagabywania! Wreszcie dał im ważność! Późno, bo późno, ale lepiej coś niż nic! Modlitwy, żeby Michnik choć pierdnął w ich kierunku, zostały wysłuchane! Tyle razy próbowali, tyle razy zaczepiali, tyle razy atakowali, tyle razy prowokowali i nic! Ten wytrawny znawca dziejów najnowszych, tamten urodzony polemista, ów autor dzieł demaskujących i dziesiątki innych wściekle nacierało, by Michnik choć gębę otworzył i nic! Aż młodemu jakiemuś, kompletnie nieznanemu i w poglądach w zasadzie nieopierzonemu trafiło się jak ślepej kurze ziarnko. I chodzi teraz w glorii tego, który usłyszał od Michnika, iż jest niedouczonym skurwysynem. I widzi pełne podziwu ukłony, omiatają go pełne uznania spojrzenia i słyszy pełne zawiści zgrzytania zębów! Zaiste niezbadane są wyroki!

Co się w gruncie rzeczy stało? To mianowicie, że młody Bogu ducha winien dziennikarz zadał Michnikowi niezwykle kulturalne, starannie wyważone i w gruncie rzeczy pełne czaru pytanie, kiedy mianowicie ten przeprosi za brata. Otóż – że porzucę na chwilę ironiczną tonację – istnieją pytania, na które można dać wyłącznie trojakiego rodzaju odpowiedź. Po pierwsze, można wzgardliwie milczeć – to zawsze jest dobre, to zawsze wpędza w popłoch i wzmaga kompleks niższości, a ci, co pytają o rzekome winy brata czy ojca, kompleks niższości mają monstrualny. Po drugie, można strzelić w mordę – to jest bardzo dobre, ale dla wybranych – jajogłowi, niestety, nie mają tej celności i tej siły, po której antagonista pada jak ścięty. Po trzecie, można – tak jak uczynił to Michnik – odpowiedzieć z skrajną dosadnością, przybierając przy tym ekstremalnie nieprzychylny wyraz twarzy. Minę faktycznie miał Adam groźną, co też było dobre – nasza strona przeważnie ma rację, ale na ogół nikt się nas nie boi, niechże się chociaż Michnika boją.

Tekst pochodzi z niepublikowanego jeszcze „Trzeciego dziennika” Jerzego Pilcha, który ukaże się w Wydawnictwie Literackim.

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Psychokracja Kaczyńskiego

Rządzi nami człowiek motywowany tylko przez zemstę i nienawiść.

Te słowa Kaczyńskiego niewątpliwie przejdą do historii. To esencja tego, co dzieje się obecnie w Polsce. Mówią o wiele więcej, niż Kaczyński wypowiedział. To są słowa mające „ponadto”, bo są to słowa w istocie bazowe. Wpisujemy je do sztambucha: „Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata. Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami”.

To dzieje się naprawdę, nie są to cytaty z Bertolda Brechta, Alfreda Jarry’ego, Witolda Gombrowicza, Sławomira Mrożka. Wypłynęły z ust, z których nieraz popłynął podobny rynsztok, polityka sprawującego obecnie w kraju faktyczną władzę.

To nie wszystko, bo za kulisami – acz na sali plenarnej – słychać o wiele więcej, ale nie wszystkim jest to dane. Podzielił się jedną sceną – z parlamentarnego brudnopisu – poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński, który specyficznymi gestami został „wezwany” przez Kaczyńskiego.

Dlaczego Zembaczyński? Bóg raczy wiedzieć, więcej do wytłumaczenia miałby dobry psychiatra. Zembaczyński relacjonuje: „Przywołał mnie tym swoim pańskim gestem. Byłem bardzo zaskoczony. Nie znam go. Upewniłem się, że chodzi o mnie i podszedłem. Zapytałem, dlaczego wszystkich obraża i wrzuca do jednego worka. Prezes odpowiedział: oni będą w więzieniu siedzieć, będą siedzieć za to wszystko. Mówił o politykach PO”.

Zembaczyński zdumiał się, zaczął Kaczyńskiego dopytywać, dlaczego jemu zawierza taką „tajemnicę penitencjarną”. Usłyszał, że „zawołał mnie, bo kiedyś w swoim przemówieniu powiedziałem, że to Kaczyński będzie siedzieć. Nie wiedziałem o co mu chodzi, dopiero później sobie przypomniałem swoje wystąpienie z 2015 r. na temat ustawy inwigilacyjnej. To pokazuje jak to jest pamiętliwy człowiek”.

Piszę, że działo się to za kulisami, a jednak na sali sejmowej, bo Kaczyński żyje w kokonie, odseparowany od rzeczywistości, otoczony akolitami, klakierami, w bańce nierzeczywistości. Zembaczyński pisowskie kulisy – „na stronie” – opisuje: – „Momentalnie zaczął się wokół nas tworzyć ludzki mur z ludzi PiS na czele z ministrem Glińskim. Odganiali mnie, gdy usłyszeli jak prezes ciągle powtarza, że powsadza polityków do więzienia. To pokazuje, że rządzi nami człowiek motywowany tylko przez zemstę i nienawiść. Miałem do czynienia z człowiekiem kompletnie zagubionym i rozbitym”.

Trafiłem na trafną analizę zachowań Kaczyńskiego, które przecież znikąd się nie wzięły, u publicysty „Polityki” Edwina Bendyka. Sam niejednokrotnie podejmowałem ten kulturowy trop, Bendyk precyzyjnie punktuje postać Kaczyńskiego.

Otóż prezes PiS to istny „Król Ubu”, którego zwrotami posługuje się sceniczny „Grówno”, aby nie pisać wprost językiem fekaliów. Genialny Alfred Jarry – od zawsze uważam go za geniusza i niejednokrotnie innymi jego dziełami się inspirowałem – jest przede wszystkim autorem terminu patafizyki, który jest obecny w polskiej kulturze od dawna, ale nie wiedzieć czemu nie jest powszechniej znany.

Patafizyka została zdefiniowana przez Jarry’ego w „Czyny i myśli doktora Faustrolla, patafizyka”: – „Patafizyka stanowi teorię urojonych rozwiązań, przypisujących symbolicznie zarysom rzeczy, za sprawą tychże własności, potencjalne”.

Czyż nie jest powszechnie znanym opisem zachowań prezesa PiS? Kaczyński zamiast demokracji proponuje nam psychokrację. Jest to autokracja specyficznego sortu: psycho. Tego potwora urodziliśmy my wszyscy po 1989 roku. Rósł potwór i jego potworki, których zachowania powyżej całkiem zgrabnie ujmuje poseł Nowoczesnej Zembaczyński.

Musimy wziąć na klatę odpowiedzialność za zaistniałą psychokrację Ubu Kaczyńskiego, bo po odzyskaniu suwerenności nie przepracowaliśmy poprzedniego reżimu i oto z dnia na dzień obudziliśmy się w psychokracji, duchowym alter ego PRL-u.

Bendyk jest brutalny, ostrzega, abyśmy nie bronili tylko fasady demokracji, zacytuję jako pointę publicystę „Polityki”, bo warto: – „Rację więc mają, rację do bólu banalną, komentatorzy mówiący, że demokracja wymaga demokratów i upada zawsze pod wpływem ataku z wewnątrz. Demokracja, jako system instytucji i procedur, działać będzie jedynie wtedy, gdy system ten wynikać będzie z wartości, przekonań i praktyki dnia codziennego członków demokratycznej wspólnoty. Jarosław Kaczyński nie niszczy w Polsce demokracji, tylko w brutalny sposób sprawdza, czy w ogóle zaistniała w rzeczywistości – jako głęboko uznawana i ucieleśniona praktyka, a nie fasada.”

DOKĄD ZMIERZASZ POLSKO???

Kaczyńskiego metoda na kozę i bobek Waszczykowski

PiS Konstytucji nie zmienia, ale zmienia ustrój Polski, który to w Konstytucji jest zapisany. Wydaje się to nielogiczne. Tak zmieniana „praworządność” ustrojowa jest nielogiczna, bo jest po prostu bezprawiem. To bezprawie będziemy nazywali autokracją, reżimem, nadając jej swojski zapaszek nomenklatury i określając kaczyzmem.

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Witold Waszczykowski mówi wprost: – „Polacy, dając nam władzę, chcieli zmian. Dlatego zmieniamy ustrój państwa”. Czyli PiS demokrację zmienia na ustrój podporządkowany woli jednego człowieka – Kaczyńskiego.

Warto pamiętać, iż PiS nie osiągnął lepszego wyniki wyborczego niż dwukrotnie w wyborach parlamentarnych Platforma Obywatelska i SLD, ale tym nie przyszło do głowy, aby zmieniać ustrój. Dlaczego? Bo na co można zmienić demokrację? Tylko na reżim, autokrację. Na swojski zapaszek, który jest zwykle prawicowy i ma jedną konotację w Polsce: Ciemnogród, kołtuństwo.

I PiS zmienia ustrój metodą, która publicystycznie nazywana jest metodą na kozę. Wprowadza się na agendę kozę, która waniajet i wszystkim nosy zatyka, zaczynają gadać o tym i protestować. Taką kozą była zapowiadana podwyżka cen paliw o 25 groszy. Nagle prezes Kaczyński oznajmia o wycofaniu się z tego projektu. Koza zatem zostaje wyprowadzona.

W narodzie radość. Kozy nie ma, nie ma smrodu. A Kaczyński narobił w tym czasie tyle tych kozich bobków, a przede wszystkim zakamuflował inne kozy. To jest typowe działanie dla reżimów – metoda na kozę.

Kiedyś takie metody satrapów przybliżano określeniem: „W tym szaleństwie jest metoda”. Dzisiaj na przykładzie naszym – polskim – wiemy, że do tego szaleństwa Kaczyński stosuje metodę kozy. Liczy na to, że zabraknie nam powonienia rozumu, tj. użycie tego rozumu. I wielu dało się na to nabrać. W mediach powstał rejwach, paliwa podrożeją (większość ma samochody), podrożeje także większość towarów i usług.

Uspokajam. Wszystko podrożeje, lecz tym Kaczyński się nie martwi, jego zmartwieniem jest to, iż mogą być zbyt szybko odkryte jego zamiary. Kaczyński będzie wprowadzał i wyprowadzał kozy.
Jak to mówią sztukmistrzowie: patrzycie nie na to, na co należy, kozy odwracają wasze uwagi. I dlatego Kaczyńskiemu się udaje, gdyż właściwą kozą jest Kaczyński, to od niego waniajet, to on jest sprawcą zmiany ustroju Polski.

Kaczyński jest kozą, a Waszczykowski – na którym opiera się konstrukcja tego felietonu – kozimi bobkami. Tyle on wart intelektualnie, ile bobki. Co nie zmienia postaci Polski, iż stajemy się państwem autokratycznym, który do demokracji ma się tak, jak obora z kozami do pałacu.

GIERTYCH JAK ZWYKLE Z GENIALNYM KOMENTARZEM :))))

>>>

>>>