Posts Tagged ‘Władysław Frasyniuk’

SZACUNEK DLA PUBLICZNOŚCI ATLAS ARENY W ŁODZI. DODAJEMY MACIEREWICZA DO NASZEJ GALERII WYGWIZDANYCH.

Ta osoba ma wychowywać młodzież. Tfu… Jak ona się nazywa? Anna Zalewska. Pisze o tym Jacek Harłukowicz w „Wyborczej”. Kolejny świadek opowiada „Wyborczej”, że z pieniędzy wyprowadzanych z dolnośląskiego oddziału PCK mogły być finansowane kampanie polityków PiS. Śledztwo w tej sprawie trafiło właśnie szczebel wyżej – z prokuratury rejonowej do okręgowej.

Jak Polski Czerwony Krzyż finansował kampanię PiS. Kolejne relacje świadka

O aferze w dolnośląskim PCK pisaliśmy dwa tygodnie temu. Szeregowi pracownicy PCK (jak twierdzą, za radą swojego szefa, dolnośląskiego radnego PiS Jerzego G., oskarżonego w sprawie wyprowadzenia 13 mln zł z Południowo-Zachodniej SKOK) założyli firmę, która odbierała używaną odzież z kontenerów Polskiego Czerwonego Krzyża. Następnie sprzedawali ją na lewo. W ten sposób mieli wyprowadzić z PCK nawet milion złotych.

50 tys. zł z PCK na kampanię Anny Zalewskiej i innych polityków PiS?

Jak mówi Bartłomiej Łoś-Tynowski, były już pracownik Czerwonego Krzyża, przynajmniej część z tych pieniędzy zasiliła później kampanie wyborcze dolnośląskich polityków Prawa i Sprawiedliwości. 7 tys. zł Łoś-Tynowski wpłacił na kampanię Anny Zalewskiej, dzisiejszej minister edukacji w rządzie Beaty Szydło. Twierdzi, że zrobił tak na polecenie Jerzego G., do niedawna jednego z najbliższych współpracowników Zalewskiej.

– O źródle finansowana kampanii wyborczej Anny Zalewskiej w PCK było głośno. Wiosną ubiegłego roku Bartek mówił mi, że na nią i na innych kandydatów poszło co najmniej 50 tys. zł. Z tego powodu była w siedzibie PCK nawet wielka awantura z udziałem dyrektora Jerzego G. Jedna z pracownic wyrzucała mu, że powinien zwrócić te pieniądze – mówi nam Joanna Freza, była pracownica dolnośląskiego PCK (nazwisko zostało zmienione, dysponujemy jednak deklaracją kobiety, że swoją relację jest gotowa powtórzyć w prokuraturze i przed sądem).

O 50 tys. słyszał również Marek Brodzki, członek Zarządu Głównego PCK w Warszawie i – według naszych źródeł – księgowa dolnośląskiego oddziału PCK. Kobieta mimo wielu nalegań nie chciała jednak rozmawiać o tym z „Wyborczą”. Miesiąc temu została zwolniona z pracy.

Śledztwo przeniesione do prokuratury okręgowej

Śledztwo w sprawie nadużyć w Polskim Czerwonym Krzyżu od miesiąca prowadzi wrocławska prokuratura, która bada również wątek nielegalnego finansowania kampanii polityków PiS. W ubiegłym tygodniu śledczy zabezpieczyli telefony Łosia-Tynowskiego i Jerzego G., a samo postępowanie zostało przeniesione z prokuratury rejonowej do okręgowej.

– Ze względu na wartość szkody oraz wagę i charakter sprawy – mówi „Wyborczej” Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Jak słyszymy nieoficjalnie, śledczych interesuje nie tylko mechanizm wyprowadzania pieniędzy z PCK, ale również wątek ewentualnego finansowania kampanii polityków PiS: – Pytano mnie, czy jest mi wiadome, by jakieś kwoty z tych pieniędzy były później przekazywane na kampanię Anny Zalewskiej – relacjonuje jedna z zeznających w prokuraturze osób.

Pod lupą też kampania samorządowa dyrektora PCK

Do osobnego postępowania został wyłączony wątek nielegalnego finansowania kampanii samorządowej z 2014 r. samego dyrektora PCK Jerzego G. Jak pisała „Gazeta Wrocławska”, część materiałów wyborczych opłacił on nie z funduszu wyborczego, ale z prywatnej kieszeni. Ulotki w jego imieniu odbierał wówczas z drukarni Łoś-Tynowski. Jerzy G. wielokrotnie korzystał z jego usług w kampanii, choć mężczyzna formalnie nie był członkiem sztabu, a prace na rzecz kandydata wykonywał w ramach swoich obowiązków w PCK.

– Organizowałem spotkania, ludzi do roznoszenia ulotek i rozklejania plakatów. Dyrektora nie interesowało, skąd na to wszystko pieniądze – mówił „Wyborczej” Łoś-Tynowski. Jak twierdzi, za wszystko płacił z pieniędzy PCK.

Jerzy G. odmawia rozmowy z naszą gazetą. Gdy spotkaliśmy go w sądzie na rozprawie ws. wyprowadzenia pieniędzy ze SKOK, obiecał, że się z nami skontaktuje. Nie zrobił tego. Na pytania „Wyborczej” nie odpowiedziała również minister Anna Zalewska.

DROBNA RÓŻNICA POMIĘDZY FRASYNIUKIEM A KACZYŃSKIM. Jeden z nich siedział w domu z kotem..

DISNEY CHANNEL I EUROSPORT – MISTRZOWIE :))))

Waldemar Mystkowski pisze o Tusku.

Tweety Tuska jak haiku albo limeryki

PiS ma w sobie coś z masochisty. Dobiera się do Donalda Tuska, wzywa go na wszelkie śledztwa, jakie wymyśli i nieodmiennie przegrywa. Tak było ostatnio, gdy szef Rady Europejskiej wysiadł na Dworcu Centralnym i pod prokuraturę odprowadził go wielotysięczny tłum.

PiS-owi po tym zdarzeniu opadł słupek poparcia, po prostu zwiądł.

No i znowu wzywają Tuska, i to w środku wakacji na 3 sierpnia, przesłuchanie ma dotyczyć katastrofy smoleńskiej. Ciągle w toku tworzenia znajduje się Ewangelia Smoleńska z Mesjaszem zbawcą Lechem Kaczyńskim i Jarosławem K. – raz jako odźwiernym Piotrem, innym razem doznającym epifanii Szawłem zamienionym jasnym szlagiem w Piotra.

Tusk nieodmiennie informuje o swoich przesłuchaniach na Twitterze i nieodmiennie jego tweet jest perełką językową, brylantem komunikatu, a niektóre tweety już weszły do klasyki i będą w podręcznikach komunikacji i zręczności politycznej.

Tweety Tuska można porównać do trudnej formy lakonicznej poezji z Kraju Kwitnącej Wiśni, do haiku, a czasami są tak prześmiewcze, jak irlandzkie limeryki.

Niewielu potrafi tak pisać, ale też niewielu wśród polityków jest tak udanymi retorami, język jest Tuskowi posłuszny i nie potrzebuje do zwalenia z nóg przeciwnika żadnych ciosów poniżej honoru, nie musi nazywać interlokutorów kanaliami, zdradzieckimi mordami, gorszym sortem.

Tweet dla najlepszych to jest haiku i takim jest dla Tuska, oto treść ostatniego: „Dzięki za wsparcie, ale Wielki Spacer będzie długi. Jesteście przyszłością – nie bierzcie na siebie ciężarów przeszłości”.

Tweet bogaty w treści i ma konkretnych adresatów. Analiza jego zasługuje na większy esej. Nie należę do piewców Tuska, ale uważam go za najlepszego w XXI wieku polityka polskiego, a po 1989 roku mieszczącego się w naszej Wielkiej Trójce.

Tusk ma świadomość, że w tej chwili najbardziej liczy się głos młodego pokolenia, które nagle dało o sobie znać przy okazji trzech ustaw dotyczących sądownictwa, to młode pokolenie Łańcucha Światła wymusiło na Dudzie dwa weta. I Tusk nie chce ich obarczać winą zaszłości polskiej polityki, „nie bierzcie na siebie ciężarów przeszłości”. Zatem nie zmagajcie się z grzechami poprzedników, one tylko hamują Polskę i wasze życie.

Znamienny jest odzew internautów, wielu należałoby cytować, bo Tusk powoduje w narodzie kreacyjne inspiracje. Jeden zacytuję – blogera podpisującego się Phil Backensky:

„I choćby przyszło tysiąc Kaczyńskich

Z nimi stu Ziobrów oraz Brudzińskich

I każdy nie wiem, jak się wytężył

To wolność w PL zawsze zwycięży!”

Tak trzymać!

„Pokora i umiar” według PiS.Rok temu chcieli przeforsować dla siebie podwyżki. Sprzeciw ich zatrzymał więc znaleźli sposób na „dojną zmianę”

A CI DWOJE TO QRWA KTO?

>>>

Reklamy

Wiersz Kornela Filipowicza, partnera życiowego Wisławy Szymborskiej.

Zakuty łeb.

Piękna, spokojna Polska. Pod Sejmem podpatrzone.

W PiS wojna na całego, będzie tak dlugo trwała, aż ta władza się rozleci. Trzeba także im pomagać protestować. Kancelaria Prezydencka walczy z Nowogrodzką. Oto rzecznik Dudy. – Nie wypada, aby wiceministrowie pouczali prezydenta. Jeśli któryś z wiceministrów osiągnie takie poparcie w wyborach i zdobędzie ponad 8 mln głosów, to wówczas będzie partnerem do rozmowy – powiedział rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

Rzecznik prezydenta ostro odpowiada PiS: 70 proc. chciało reformy, potem 50 proc. chciało weta. Gratuluję

Krzysztof Łapiński rozmawiał z TVN 24. Został zapytany o słowa Patryka Jakiego, który po wecie na Facebooku napisał: „W Polsce, od kiedy pamiętam, było tak, że jak dekomunizacja w różnych obszarach państwa była blisko, to zawsze ktoś wymiękał”.

– Mam nadzieję, że rozemocjonowani politycy trochę ostudzą swoje emocje i ton swoich wypowiedzi. Mam też nadzieję, że politycy Solidarnej Polski nie będą ponownie rozbijać Zjednoczonej Prawicy. To nie jest dobry czas, aby takie działania przeprowadzać. Obecny rząd cieszy się niewielką większością w parlamencie, więc nie można ryzykować tego, aby tę większość utracić. To jest czas na ochłodzenie emocji – powiedział Krzysztof Łapiński.

– Mogę panu wiceministrowi Jakiemu powiedzieć jedno:

To zwycięstwo Andrzeja Dudy otworzyło PiS drogę do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych. Także dzięki zwycięstwu Andrzeja Dudy pan wiceminister Jaki jest dzisiaj wiceministrem.

Gdyby tego zwycięstwa nie było, to pan Jaki byłby dzisiaj poza parlamentem lub siedziałby w ławach opozycji. Nie wypada, aby wiceministrowie pouczali prezydenta. Jeśli któryś z wiceministrów osiągnie takie poparcie w wyborach i zdobędzie ponad 8 mln głosów, to wówczas będzie partnerem do rozmowy. Panowie Jaki i Wójcik są wiceministrami i posłami dzięki zwycięstwu Andrzeja Dudy w wyborach i to niestosowne, aby wypowiadali się w takim tonie do prezydenta – mówił Krzysztof Łapiński.

Przypomniał też, że w niektórych sondażach nawet 70 proc. Polaków było za reformą wymiaru sprawiedliwości.

– Działania w ostatnich tygodniach w Sejmie doprowadziły do tego, że ponad 50 proc. chciało trzech wet. Codziennie po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy ludzi wychodziło w różnych miastach protestować.

Ja gratuluję sprawnego przeprowadzenia tej reformy – kpił minister.

Dziennikarka zapytała również o słowa Marka Suskiego, który zasugerował, że Andrzej Duda może nie być kandydatem PiS na prezydenta w kolejnych wyborach.

– O tym pewnie każda partia będzie decydować za dwa lata. Hipotetycznie można sobie wyobrazić, że kandydatem będzie poseł Suski – odpowiedział Łapiński.

Rzecznikowi odpowiedział już Patryk Jaki:

– Partnerem do dyskusji nigdy nie będą dla mnie ludzie od PR-u. Bo oni nigdy nie zrozumieją, dlaczego trzeba robić nie-PR-owe reformy. Ta zaczepka daje szansę TVN na rozgrywanie obozu oraz podtrzymanie tematu konfliktu i emocji postKODu. Teraz widać kto ma jakie intencje – napisał wiceminister.

Magdalena Środa nie wierzy nikomu z PiS-u. I słusznie.

To jest niedopuszczalne, żeby jeden z szefów w TVP Info prowadził „anonimowe” konta, którymi poniża opozycję i walczy z nią.

To zostawię bez komentarza bo samo sie komentuje. 😂😂😂

– Przestańmy się zajmować jednym funkcjonariuszem PiS, jakim jest prezydent Duda. Trzeba wrócić do tego, co jest źródłem sytuacji w Polsce, czyli do Prawa i Sprawiedliwości – mówiła w TOK FM Marta Lempart ze Strajku Kobiet. W ponad 30 miastach odbędą się akcje przeciwko PiS.

„Funkcjonariusze PiS niszczą Polskę” – „spacerowicze” przed biurami partii rządzącej

Zapowiedź zawetowania przez prezydenta ustaw o KRS i SN i podpisanie nowelizacji przepisów dotyczących ustroju sądów nie kończą protestów. Codziennie ludzie zbierają się przed siedzibami sądów.

Dziś protesty odbędą się przed biura Prawa i Sprawiedliwości. Akcja zacznie się  o 18.

– Chodzi o to, by przestać się zajmować tym, co powiedział, podpisał czy nie podpisał pan prezydent. To już w tym momencie nie ma znaczenia. Trzeba wrócić do tego, co jest źródłem sytuacji w Polsce; czyli do Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o to, by zwrócić uwagę ludzi na to, skąd to wszystko pochodzi – mówiła w TOK FM Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Funkcjonariusze od psucia

Zdaniem jednej z inicjatorek Czarnego Protestu, decyzja prezydenta Dudy w sprawie zawetowania ustaw o Krajowym Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym nie powinna przesłonić tego, że głowa państwa podpisała przepisy, które dają wielką władzę min. Ziobrze.

Nie wszyscy idziemy do SN. Zresztą Sąd Najwyższy nie wszystkie sprawy rozpatruje. Najważniejsze więc jest to, co dzieje się w sądach rejonowych, okręgowych. A niezawisłości niezależności sądów zostaliśmy pozbawieni

– oceniła Lempart w „Poranku Radia TOK FM”.

Jak stwierdziła, „pan prezydent zachował się jak funkcjonariusz PiS, który demoluje ustrój”.

Wszyscy, którzy działają w PiS, wiążą się z tą partią, biorą udział w niszczeniu ustroju; w likwidacji wolności i praw obywatelskich. Oni są wszędzie i my też jesteśmy wszędzie

– powiedziała Lempart.

Protesty przed biurami Prawa i Sprawiedliwości to pomysł Strajku Kobiet, ale akcje popierają inne organizacje.

– Udało nam się zaprosić większość partii parlamentarnych i pozaparlamentarnych, organizacje obywatelskie na czele z Obywatelami RP, ludzi związanych z KOD . Będziemy tam razem – zapowiedziała Lempart w rozmowie z Jackiem Żakowski.

Waldemar Mystkowski pisze o nowym zjawisku młodych Polek i Polaków, które zmiecie PiS.

Lipcowa rewolucja wydaje się być trwała

Trudno sobie wyobrazić lepszy moment, żeby zacząć „robić” Polskę od nowa.

Andrzej Duda podjął rękawicę rzuconą przez protestujących, zawetował dwie z trzech ustaw dotyczących sądownictwa. I nie dlatego to zrobił, że zrozumiał cokolwiek, ale dlatego, że się przestraszył.

Przewroty, upadki, rewolucje zawsze mają za jedną z zasadniczych przyczyn bezpośrednich  – strach. To już się stało i nie jest do cofnięcia, choćby nie wiem, co PiS robił, to se ne vrati. Właśnie! Nie chodzi o decyzję Dudy, chodzi o to, co się urodziło na ulicy dzięki ustawom sądowniczym, a czego niechcący akuszerem został Duda.

Atmosfera się nie uspokoi, bo protest zobaczył się w lustrze. Zobaczył, jaką posiada siłę i przede wszystkim: usłyszał siebie, wyartykułował się, acz są to na razie pierwociny artykulacji, zręby są jednak wyraźne.

Duda na tym nie skorzysta, jest więźniem pisowskiego zaplecza, jest skazany na inicjatywy polityczne akolitów i samego Jarosława Kaczyńskiego. Aby się uwiarygodnić, musiałby wszystko odrzucać, wetować, a tego nie zrobi, gdyż prawdopodobnie jest postawiony na funkcji prezydenta siłą haków, które były w użyciu w słynny poniedziałek (24.07.2017 – warto zapamiętać tę datę), gdy delegacja marszałków i premier chciała na nim wymóc cofnięcie weta.

Duda ma więc świadomość, że parafując jakąkolwiek ustawę nie podobającą się nowemu podmiotowi politycznemu – nazwijmy na razie: protestującymi – spotka się z podobną reakcją ulicy, street politics, jak w lipcu. Nie wejdzie też w żaden bliższy alians z protestującymi, bo gdyby był niezłomny – jak zarzekał się bufoniarsko na początku prezydentury – już dawno wyszedłby do protestujących.

Nie jest to jednakże pocieszająca wiadomość dla opozycji parlamentarnej. Co wrażliwsi mają tego świadomość. Podczas ośmiu dni lipcowych – chyba już możemy używać nazwy rewolucja lipcowa – politycy rzadko byli dopuszczani do głosu. Piszę na przykładzie Poznania. Tylko w pierwszym dniu protestu organizowanym przez KOD do głosu został dopuszczony prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

W następnych dniach prowadzący Franciszek Sterczewski zachęcał polityków do robienia notatek, a nie do gulgotania w sitko, a nawet namawiał do służby w ochranianiu protestu. Usłyszał tę zachętę nie tylko Ryszard Petru, aby wdziać odblaskową kamizelkę. W tym sensie lipcowe protesty – lipcowa rewolucja – jest postkodowska. Nie przekreśla to KOD, nie wyklucza go, ukazała jednak błędy, które popełnił KOD. Acz – to też trzeba mieć na względzie – błędy były nie do uniknięcia. Dlatego, że politycy zostali sprowadzeni do swego wymiaru funkcji: służby, dlatego nagle zjawili się młodzi i objęli dowodzenie nieposłuszeństwem obywatelskim. Wyartykułowali się, bo w trakcie protestów nie tylko słyszeliśmy potrzebę bronienia trójpodziału władzy, szczególnie sądownictwa, ale też potrzeby z innych beczek społecznych potrzeb. To nie był protest gatunkowy (w sprawie sądownictwa), to był protest szerokiego nurtu, głównego i pokoleniowy.

Nie jest to więc dobra wiadomość dla Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, ale dla poszczególnych polityków tych partii owszem, bo mają ucho i otwarty rozum na wrażliwość, która właśnie się artykułuje. Protesty wykreowały młode elity. I są to m.in młodzi prawnicy – norma np. w USA – ale nie tylko, świat nie jest im obcy, a Europa domem takim samym, jak Polska.

Protestujący z rewolucji lipcowej zamyślają o powołaniu nowego podmiotu politycznego. Jedna z uczestniczek Małgorzata Sikorska chce fundować Polskę od nowa, pisze o tym (punkts.blog.polityka.pl): – „Czy potencjał, który tak wyraźnie ujawnił się w czasie ostatnich manifestacji (i to zarówno po stronie przemawiających, jak i uczestników), przełoży się na powstanie nowej siły politycznej, której przedstawiciele być może będą mieli odmienne zdania, co do kwestii szczegółowych, ale zgodzą się co to pryncypiów – tego, że ta „nowa” Polska musi być zbudowana na otwartości, szacunku i solidarności społecznej? Trudno sobie wyobrazić lepszy moment, żeby zacząć „robić” Polskę od nowa”.

Wielce prawdopodobne, że narodził się polski Emmanuel Macron.

Władysław Frasyniuk: Dobrze będzie, ale bądźmy czujni

>>>

Pomoc byłym członkom SKOK obiecała m.in. Kancelaria Prezydenta, ale po wyborach parlamentarnych zmieniła front. 

Nagłe zmiany prokuratorów, fałszywe komisje, wizyty na ul. Nowogrodzkiej i u ojca Rydzyka – tak wygląda codzienność tych, którzy walczą o odzyskanie pieniędzy i wykrycie sprawców największego przekrętu w historii III RP. Zdaniem byłych członków SKOK Wołomin, obecna władza tkwi w tej aferze po uszy.
  • Byli członkowie SKOK ujawniają kulisy kontaktów z czołowymi politykami PiS
  • W 2015 r. zwrócili się do Jarosława Kaczyńskiego. Ten polecił kontakt z CBA, które odmówiło zajęcia się sprawą
  • Pomoc obiecała Kancelaria Prezydenta, ale tuż po wyborach parlamentarnych zmieniła front. Doradca Dudy: nie mam nic do powiedzenia
  • Ojciec Rydzyk umówił poszkodowanych z Patrykiem Jakim, ale do spotkania nigdy nie doszło
  • Byli członkowie SKOK mówią wprost: działania Ziobry i Ministerstwa Sprawiedliwości sprzyjają organizatorom tej kradzieży

Tak PiS sięga do kieszeni Polaków ❗️#paliwoPlus

Nie tylko cena paliw rośnie: energia, gaz, od 1.07 woda, wcześniej podatek bankowy, wkrótce handlowy. Wszyscy składamy się na .

Prof. Wojciech Sadurski pisze o Trumpie.

Plebs, dowieziony autokarami na Plac Krasińskich i wrzeszczący “Do-nald-Trump!” a chwilę przedtem, w kierunku Lecha Wałęsy „Bo-lek!” i „Precz-zko-mu-ną!”, to był ten sam plebs, choć może pokoleniowo późniejszy, co ten, który wrzeszczał na polskich placach „Po-mo-że-my!” a nieco wcześniej „Sy-jo-niś-ci do Sy-ja-mu!”.

Trump, polityczny trup we własnym kraju, prezydent „cieszący się” najniższą popularnością społeczną od czasu, gdy zaczęto w USA robić na ten temat sondaże, przeczytał z telepromptera ładny esej o historii, napisany przez jakiegoś researchera z Departamentu Stanu, ale jego prawdziwe myśli zaprezentowane zostały, gdy nie miał telepromptera i mówił z głowy. W czasie konferencji prasowej, kompletnie zignorował gospodarza, czyli Andrzeja Dudę i wdał się, w swoim stylu, w małostkowe, przepełnione kompleksami i złością, porachunki z amerykańskimi mediami, a także – co było złamaniem wszelkich kanonów takich wystąpień prezydenckich za granicą, ze swoim poprzednikiem.

Wybrany przez Rosjan, a w każdym razie przy ich walnym wsparciu, Donald Trump starał się rozmyć prawdę, potwierdzoną przez FBI, o zewnętrznym wpływie na wynik wyborów, twierdząc, że poza Rosjanami mogli to robić także jacyś inni ludzie, z bliżej niezidentyfikowanych krajów. Blagierstwo Trumpa na chwilę podjął też Andrzej Duda, skarżąc się, że jakieś media nie relacjonowały jego wizyty w… Chorwacji. W ten sposób stworzył z Trumpem wspólnotę pokrzywdzonych.

Ot, takie było to spotkanie dwóch Prezydentów. Ciekaw tylko jestem, dlaczego ten tłum, wrzeszczący na Placu Krasińskich, nie krzyknął chociaż raz: „Pomóż zdobyć wrak!”. Przecież to był główny powód radości z wyboru Trumpa okazywanej przez PiS i media Karnowskich czy Rydzyka: Trump miał przymusić Putina, by ten zwrócił główny dowód na zamach. Czy Andrzej Duda zdobył się na odwagę, by o tym wspomnieć? Myślę, że znam odpowiedź.

PiS z uporem maniaka manipuluje ws ! trwa! Amber Gold zaczyna być kotwicą dla kłamstw PiSu!

PO zapowiada powołanie parlamentarnego zespołu ds. SKOK-ów

Posłowie PO Izabela Leszczyna i Krzysztof Brejza zapowiedzieli, że jeśli nie powstanie komisja śledcza ds. SKOK-ów, wówczas Platforma jesienią powoła parlamentarny zespół w celu wyjaśnienia – jak podkreślili – m.in. powiązań polityków PiS ze SKOK-ami.

Leszczyna podkreśliła, że marszałek Sejmu Marek Kuchciński wciąż nie poddał pod głosowanie uchwały PO ws. powołania komisji śledczej ds. SKOK-ów. – Co PiS ukrywa w SKOK-ach? To pytanie będziemy zadawać tak długo, aż PiS wreszcie powoła komisję śledczą ws. SKOK Wołomin – zapowiedziała. – Jeśli PiS nie zrobi tego, jesienią powołamy parlamentarny zespół, w którym będziemy wyjaśniać krok po kroku, kto stoi za oszustwami w SKOK-ach, kto odpowiada za tę aferę, kto na niej dorobił się majątku i dlaczego tak wielu oszukanych ze SKOK Wołomin nie może dzisiaj znaleźć pomocy w PiS-ie – dodała Leszczyna.

Posłanka PO zaznaczyła, że w tym tygodniu SKOK-i obchodziły 25-lecie działalności i z tej okazji, dodała, prezydent Andrzej Duda i prezes NBP Adam Glapiński wystosowali listy do Kasy Krajowej. W listach, według Leszczyny, piszą o „szczególnej misji SKOK-ów”. – Chcielibyśmy się dowiedzieć, co to za misja? Bo z pewnością nie jest to tania pożyczka dla biednych, bo kredyty w SKOK-ach oprocentowane są o wiele wyżej niż w bankach – zaznaczyła posłanka. – Jeśli prezes NBP pisze do Kasy Krajowej, notabene do prezesa, który nie ma pozytywnej opinii KNF-u, żeby tę funkcję piastować, że będzie wspierał SKOK-i, to zaczynamy się bardzo niepokoić, czy Bank Centralny w Polsce jest rzeczywiście bankiem niezależnym, niepodlegającym wpływom politycznym – dodała Leszczyna.

Brejza podkreślił, że PO niepokoi „umacnianie się pozycji w państwie i instytucjach”. – Zwłaszcza odpowiedzialnych i związanych z władzą sądowniczą – mówił. Jak dodał PO niepokoi również wzrost wpływów SKOK-ów w Trybunale Konstytucyjnym. Według polityka PO część sędziów Trybunału, w tym Henryk Cioch i Lech Morawski „to osoby powiązane z systemem SKOK”.

– To jest bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę chociażby fakt, że krótko po wygranych wyborach przez PiS prokuratura umorzyła sprawę SKOK-ów – mówił Brejza. Jak dodał w sprawie SKOK-ów badane były różne wątki, m.in. założenie przez obecnego senatora PiS Grzegorza Biereckiego spółki holdingowej w Luksemburgu. – Środki z systemu SKOK zaczęły płynąć szerokim strumieniem do spółki w Luksemburgu – wskazał.

– SKOK-i każdego dnia padają, system ten jest niewydolny, a senator Bierecki z klubu PiS zarobił w ostatnich latach 50 mln zł, jest krezusem. To są wpływy niemalże magnackie – ocenił Brejza.

Poseł PO zapowiedział, że parlamentarny zespół ds. SKOK-ów będzie „wnikliwie zbierał materiały”. – Podejmujemy to wyzwanie panie prezesie Kaczyński, panie senatorze Bierecki – podkreślił Brejza. – Mówi się, że istnieje nienazwany, nieformalny klub posłów SKOK-ów. To są posłowie PiS finansowo związani ze SKOK-ami, posłowie, którzy reprezentują też interesy SKOK-ów. My to wszystko wyjaśnimy – dodał.

Według Brejzy z pożyczek branych w SKOK-ach sfinansowana została m.in. działalność Amber Gold. – Tych związków pomiędzy Amber Gold a SKOK-ami jest znacznie więcej, podejmujemy to wyzwanie. Wyzwanie ujawniania prawdy na temat SKOK-ow. Prawda wyjdzie na jaw – powiedział.

TAKIEJ AFERY NIE WOLNO ZAMIATAĆ POD DYWAN. TO BĘDZIE POCZĄTEK KOŃCA PiS

A Nowoczesna już powołała zespół parlamentarny ds. SKOK-ów.

– Powołujemy zespół ds. wyjaśnienia sprawy SKOK-ów. Podpisało się już 22 posłów, ale lista jest otwarta. Liczymy na to, że do zespołu dołącza też posłowie i senatorowie PiS. Im szczególnie, jeśli chcą mieć czysta kartę, powinno zależeć na tym, by tę sprawę wyjaśnić – poinformował Paweł Pudłowski na briefingu w Sejmie.

Waldemar Mystkowski pisze o Lechu Wałęsie, który z nim będzie uczestniczył w kontrmiesięcznicy 10 lipca.

Blady strach PiS z powodu Wałęsy

Na obóz rządowy padł blady strach z powodu udziału w kontrmiesięcznicy Lecha Wałęsy. Nie mają dobrego sposobu, jak zapobiec temu, aby nie wziął w niej udziału laureat pokojowej Nagrody Nobla i ikona walki o niepodległość. Już nie wystarczą seanse nienawiści, jak na placu Krasińskich podczas przemówienia Donalda Trumpa, gdy zwieziona gawiedź pisowska reagowała „Bolkiem” na pojawienie się Wałęsy i wymienienie jego nazwiska przez Trumpa.

Orwella stosuje się w TVP i planowany jest na czasy, gdy naród zostanie chwycony za twarz. Ten sposób nie zadziała teraz, bo Wałęsa nie jest strachliwy, jak prezes Kaczyński.

Rozważany jest wariant z niedopuszczeniem Wałęsy do Krakowskiego Przedmieścia. Ochrona BOR – na rozkaz pisowskiego ministra Błaszczaka bądź jego zastępcy Zielińskiego – może dostać sygnał, że Wałęsa jest zagrożony i mogą wynieść go w trakcie zbliżenia się do miejsca protestu lub już z Krakowskiego Przedmieścia. Odbyłoby się to wbrew woli Wałęsy i miałoby cechy aresztu domowego – już przerabiano ten schemat na poprzedniej miesięcznicy – a nawet można byłoby określić takie działanie chwilowym internowaniem.

Inny wariant to wyniesienie Wałęsy „siłami społecznymi”, tj. deklarującymi się Karolem Guzikiewiczem ze związkowcami. Podobno akces zgłosili też kibole Arki Gdynia, którzy nie powrócą po meczu o Superpuchar z Warszawy, by zostać do pomocy Guzikiewiczowi. Chęć także zgłosili narodowcy byłego księdza Międlara z Wrocławia. Wówczas policja musiałaby się wycofać i pozwolić „działać” tym ormowcom związkowo-kibolsko-endeckim. Przerabiano to w Radomiu wobec KOD-u. Ale kontrmiesięcznica to jednak zupełnie inna półka.

W tym wariancie opanowanie chaosu może grozić skutkami najgorszymi. Rozpatrywany jest wariant klasyczny, typowo pisowski, bo stosowany przez wszelkie reżimy: prowokatorzy wmieszani w tłumy protestujących. Prowokatorzy zawodowi i prowokatorzy, których PiS powtykał wcześniej w niezależne stowarzyszenia, jak komuniści w „Solidarność” w latach 80-tych. Prowokacje mogą być różne, a podstawowa to przemoc, wówczas policja rozpędza protestujących, nie bacząc na Wałęsę i Frasyniuka.

PiS ucieknie się do zastosowania któregoś ze scenariuszy, a może do jakiejś hybrydy, acz nie przeceniałbym subtelności Błaszczaka i Zielińskiego, to chodzące deficyty, więc raczej walną rozwiązaniem z grubej rury. Kontrmiesięcznice rosną w siłę, bo to nie tylko członkowie Obywateli RP.

Nie znam zbyt dobrze tej nowej ustawy o zgromadzeniach cyklicznych. Obywatele RP cyklicznie wszak gromadzą się w kontrmiesięcznicach. Prawnicy niech wezmą pod rozwagę: kto ma prawo do cykliczności? Ci, którzy gromadzą większe tłumy, a tak jest z Obywatelami RP i innymi, czy siedmioletni żałobnicy smoleńscy, którzy z różańcami w ręku pomylili kościoły z Krakowskim Przedmieściem?

>>>

Monika Płatek udzieliła koduj24.pl bardzo ważnego wywiadu.

To tacy ludzie jak Frasyniuk i Wałęsa, a nie Kaczyński, poświęcając swoją wolność, doprowadzili do przemian – mówi prof. Monika Płatek w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon: Zdaniem profesora Wojciecha Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”. Zgadza się Pani z taką opinią?

Monika Płatek: Nie, całkowicie się nie zgadzam. Nie mamy do czynienia z ignorantami, tylko z ludźmi, którzy konsekwentnie realizują swój program. W tym programie jest Bóg, honor, ojczyzna, kobieta w domu, mężczyzna „rządzi”. Stanowiska obejmują tylko ci, którzy są wierni PiS. To jest jedyne kryterium uznania i kwalifikacji.

– Czyli nie ignoranci, tylko szczwane lisy, które udają ignorantów?

– Nie, również nie szczwane lisy, tylko wierni członkowie, którzy bezrefleksyjnie przyjmują do wiadomości racje, jakie im przedstawia PiS.

-Jeżeli minister Błaszczak w sposób nieuprawniony porównuje działania Obywateli RP na Krakowskim Przedmieściu do pobicia przez Młodzież Wszechpolską w Radomiu działacza KOD-u, to minister wierzy w to, co mówi, czy udaje, że wierzy?

– Pan minister Błaszczak jest bardzo sprawnym politykiem, który zdaje sobie sprawę z tego, że sto razy powtórzone kłamstwo może uchodzić za prawdę.

– Czyli szczwany lis.

– Nie, wytrawny polityk, który wie, że przy odpowiedniej narracji, czterech młodych ludzi kopiących jednego niewinnego człowieka może uchodzić za tych, którzy się bronią. Przecież gdyby kopanego tam nie było, nie musieliby go kopać.

– Profesor Sadurski powiedział też, że to, co dzieje się w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu, a Jarosław Kaczyński „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

– Bardzo cenię prof. Sadurskiego, lubię go też jako człowieka, ale całkowicie nie zgadzam się z jego diagnozą. Profesor jest wybitnie mądrym człowiekiem i jego oceny są zazwyczaj błyskotliwe i właściwe, ale w tym momencie się myli. Od lat mieszka w Australii i być może ma stamtąd inną perspektywę. Jarosław Kaczyński po wielu latach wytrwałej pracy zbudował sobie polityczne zaplecze i siłę, która pozwoliła mu osiągnąć władzę. I tej władzy łatwo nie odda. Należy zauważyć, że to, co się stało nie jest przypadkiem, tylko wynikiem długiego procesu. Niedostrzeganie tego, że przez te osiem ostatnich lat przygotowywaliśmy mu teren do obecnych praktyk, jest błędem.

– Na początku lat 90-tych mówiliśmy, że żyjemy w czasach transformacji, bo przechodzimy z ustroju socjalistycznego w demokratyczny. Dziś jesteśmy świadkami fundamentalnych zmian, a więc też żyjemy w czasach transformacji tylko w odwrotną stronę?

– Nie, to jest ciągle ten sam proces. Niestety, to, co teraz obserwujemy jest wywołane nierównomiernym przebiegiem transformacji. Mamy niesamowity skok cywilizacyjny w dziedzinie ekonomii, technologii, ale nie nadążyliśmy z emocjami, z poczuciem godności i własnej wartości. To nam się nie udało.

– Może sprawy pozamaterialne nie są dla większości ważne? Łatwo zauważyć, że dziś przegrywają ci, którzy starają się przestrzegać pewnych zasad, bo „lud” czuje się niedobrze z zasadami, „lud” nie potrzebuje zasad.

– To nieprawda. „Lud” potrzebuje zasad, tylko niekoniecznie się orientuje, że są one brutalnie łamane… Niestety, niszczenie podstaw państwa prawa, te straty, te szkody, które w tej chwili są dokonywane, będą bardzo trudne do odrobienia. Natomiast nie można mieć pretensji do zwykłej obywatelki czy obywatela, że nie widzi, nie rozumie i nie identyfikuje się ze stratami, jakie ponosimy na przykład na płaszczyźnie niszczenia państwa prawa, demontując trójpodział władz.

– „Lud” może nie mieć pojęcia, że istnieje trójpodział władz. Nie tak trudno jednak zauważyć, że kiedyś w TK mogły zasiadać tylko osoby o nieposzlakowanej opinii i z istotnym dorobkiem, takie były zasady, dziś już są niepotrzebne…

– Są potrzebne, ale to znów nie jest takie proste. W USA teraz rekordy popularności bije musical pt. „Hamilton”, który opowiada o powstawaniu Stanów Zjednoczonych. Ameryka potrzebowała 50 lat, żeby zapadł pierwszy wyrok w Sądzie Najwyższym, według którego to właśnie Sąd Najwyższy rozstrzyga, co jest, a co nie jest zgodne z Konstytucją. Stany Zjednoczone doszły do tego po potwornej wojnie pomiędzy Południem a Północną. My doszliśmy do tego bez jednego wystrzału i mamy tylko za sobą dwadzieścia kilka lat. Nie mam żadnej wątpliwości, że za jakiś czas ci, którzy dzisiaj niszczą kraj, niszcząc trójpodział władz, a tym samym i kulturę prawną, wciąż słabą, ale już w jej zarodkach stworzoną, ci będą na liście hańby raczej niż chwały. Natomiast zachodzący proces wymaga dla jego zrozumienia, a potem odrobienia – czasu.

– A jednak sporej grupie ludzi nie przeszkadza ani Julia Przyłębska i jej kiepskie kwalifikacje, ani Mariusz Muszyński, który zataił swoje powiązania z wywiadem, ani Lech Morawski, który zadeklarował w Oksfordzie, że jako sędzia TK reprezentuje obecny rząd, ani to, że Andrzeja Zielonackiego byłe klientki oskarżają o oszustwo i wprowadzanie w błąd. Nie ma problemu?

– To nie jest tak. Kowalski i Kowalska nie widzą dzisiaj „przełożenia” tego, co się dzieje w Trybunale Konstytucyjnym na ich codzienne życie. Ale w momencie, kiedy Kowalski czy Kowalska będą mieli to nieszczęście, że wjedzie w nich samochód pani premier czy pana Morawskiego, to znajdą się w sądzie jako obwinieni tylko dlatego, że to była pani premier czy pan Morawski (tak na marginesie – wygląda na to, że jest sędzią TK po to, żeby uniknąć sprawy karnej za spowodowanie wypadku na autostradzie). Wtedy zrozumieją, że rzeczywiście jest problem, bo zajdzie obawa, że nie mogą liczyć na niezależny sąd wskutek rozmontowania trójpodziału władz i jego praktycznego uzależnienia od pana Ziobry w roli ministra sprawiedliwości.

– Zanim tego doświadczą, może być za późno…

– To trudne procesy, a prawnicy, politycy, dziennikarze nie są skłonni, by ułatwić Kowalskiemu i Kowalskiej zrozumienie sytuacji. Za rzadko przekładamy to, co się dzieje na poziomie Konstytucji na codzienność. Nie dziwi więc mnie to, że ludzie nie dostrzegają powagi sytuacji. Widzą kraj pozornie normalny, chodzimy po ulicy, mówimy krytycznie o rządzie i na razie nikt nie wali w nasze drzwi i nie wsadza nas do więzienia.

– Czyli tylko wstrząs może coś zmienić? To może potrwać, zanim do niego dojdzie…

– Może uda się bez wstrząsów. W końcu mamy demonstracyjne miesięcznice i bardzo wyraźną reakcję ludzi świadomych, którzy widzą, że to, co się dzieje jest łamaniem podstaw państwa prawa.

– Najbliższa miesięcznica już za kilka dni, swój udział zapowiedzieli Lech Wałęsa i Władysław Frasyniuk, na Facebooku gorąco, może się okazać, że będzie bardzo dużo ludzi. Nieposłuszeństwo obywatelskie z punktu widzenia prawa to jednak jego łamanie.

– Nie, nieposłuszeństwo obywatelskie jest szlachetną demonstracją niezgody na łamanie podstaw zasad państwa prawa nawet za cenę okazania nieposłuszeństwa wobec niekonstytucyjnych przepisów. Co i tak może zostać uznane za złamanie prawa.

– Można za to być ukaranym?

– Ci ludzie, którzy w sposób dramatyczny, nie mając innych instrumentów, innych możliwości walki o przestrzeganie konstytucyjnych zasad państwa prawa, decydują się na heroiczny gest w postaci złamania przepisów, które są sprzeczne z treścią, literą i duchem obowiązującej Konstytucji narażają się na odpowiedzialność. Nie musi do niej dojść, ale nie można jej wykluczyć. Sens instytucji nieposłuszeństwa, zwanego obywatelskim, znaczy, że szanując obowiązujące prawo, nie godzimy się na pewne przepisy z tego względu, że są one sprzeczne z przepisami wyższymi, z Konstytucją. Moim zdaniem to, co odróżnia polską sytuację od sytuacji historycznych to fakt, że w Polsce mamy podstawy prawa oraz Konstytucję, którą szanujemy. Sprzeciw więc dotyczy naruszania i lekceważenia Konstytucji przez organy powołane do jej przestrzegania i ochrony. Prezydent, sejm, rząd w sposób demonstracyjny łamią Konstytucję, ignorują, i wykraczają przeciwko Konstytucji. W tej sytuacji ludzie, którzy protestują, to grupa heroicznych obywateli, którzy się na to nie godzą. Często są to ci sami ludzie, którzy protestowali w 1982 r. w stanie wojennym; mają wyczucie i pełną świadomość. Oczywiście – protestując, liczą się z tym, że naruszają obowiązujące przepisy kodeksu wykroczeń i że w związku z tym mogą być za to ukarani.

– Protestujący mówią, że władza łamie prawo, a władza mówi, że to protestujący łamią …

– Władza mówi o przepisach wprowadzonych z pogwałceniem Konstytucji , które mają ją uprzywilejować, postawić ponad Konstytucją, ograniczając swobodę demonstracji poglądów dla władzy niewygodnych; protestujący mówią, że to wbrew Konstytucji i tu mają rację.

– Kto to może rozsądzić? W oczach zwykłego obywatela nie wygląda to prosto: grupa obywateli opozycyjnych mówi, że rządzący łamią prawo, a rządzący przekonują, że gdyby zrobili tak, jak tego domaga się opozycja, to dopiero wtedy złamaliby prawo.

– Dzisiaj może to rozsądzić zwykły sąd rejonowy, raczej nie TK. Ten najczęściej orzeka w składzie, zagrażającym nieważnością orzeczeń. Ma to miejsce, gdy w składach orzekających występują sędziowie dublerzy, którzy de facto sędziami nie są. Wyroki, które zapadają z ich udziałem są wyrokami, ale ze względu na to, że zapadają w niewłaściwym składzie nie mają mocy prawnej. I to jest oczywiście problem. Natomiast sądy rejonowe, które rozpatrują sprawy nieposłuszeństwa obywatelskiego mogą bezpośrednio korzystać z litery prawa i Konstytucji, biorąc pod uwagę naturę naruszenia. Tam, gdzie nie ma szkody, nie ma wykroczenia. Tam, gdzie społeczna szkodliwość czynu jest znikoma, tam nie ma przestępstwa. Protestujący nie mają intencji naruszania porządku prawnego. Protestują przeciwko jego naruszaniu przez władzę. Robią to w sposób wolny od agresji i pokojowy. Mamy do czynienia z subtelną sytuacją, w której prawo dotyczące zgromadzeń publicznych zostało tak zmienione, że uprzywilejowuje „swoich”. Konkretnie chodzi o marsze, miesięcznice, które organizuje szef partii PiS i marsze, które organizują grupy Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Czyli mamy prawo, które jest w istocie w kontrze do litery i ducha konstytucyjnego prawa organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Nie można, zgodnie z zasadami prokonstytucyjnej, poprawnej legislacji tworzyć prawo, które chroni interesy i prawo do zgromadzeń grup, hołubionych przez władzę kosztem reszty społeczeństwa.

– Czy w takim razie nieposłuszeństwo Obywateli RP to nie jest prosty sprzeciw wobec władzy, tylko coraz bardziej umiejętne korzystanie z praw i wolności obywatelskich, gwarantowanych przez Konstytucję państwa demokratycznego?

– Tak. Obywatele RP na swoich stronach wyraźnie piszą o tym, co robią i dlaczego. Oni nie protestują przeciwko władzy. Demonstrują w imię ochrony zasad i standardów wyrażonych w Konstytucji. W trakcie miesięcznic sprzeciwiają się prawu, które faworyzuje „swoich”. Wbrew oficjalnym zapowiedziom, demonstracje nie służą upamiętnieniu ofiar. Jak długo może trwać żałoba? I jeśli to jest żałoba, to dlaczego w jej trakcie dochodzi do wyzwisk, lżenia ludzi uznanych za niepodzielających poglądów PiS? Dlaczego uprawia się nienawistne dzielenie ludzi i obrzucanie obraźliwymi, przemocowymi hasłami myślących inaczej? Nie chodzi o to, że Obywatele RP mają tego po prostu dość. Chodzi o to, że rozumieją szkodliwość takiego procederu i kierując się troską o wspólnotę, demonstrują przeciwko praktykom wykorzystywania tragicznego wypadku do celów politycznych sprzecznych z zasadami demokratycznego państwa prawa.

– Jeżeli Obywatele RP czy obywatel w ogóle ma prawo do nieposłuszeństwa, a policja ma prawo sprzątnąć go z drogi, to w razie nieszczęśliwego wypadku, kto ponosi odpowiedzialność? Kto jest winny?

– To jest bardzo ciekawe pytanie. To nie jest tak, że obywatele mają prawo łamać prawo. Obywatele czynią to, co czynią, aby podporządkować się prawu.

– ?

– Jeżeli się decydują na sprzeciw nie po to, by okazać lekceważenie prawa, tylko po to, by okazać szacunek dla wartości konstytucyjnych, które ich zdaniem są naruszane, to w demokratycznych warunkach mogliby liczyć na sprawiedliwy, obiektywny osąd. Nie wiem, czy dzisiaj możemy na taki osąd liczyć. Mówiąc to, mam na myśli Gandhiego, który w pewnym momencie powiedział: nie uznajemy prawa oprawców, którzy zajęli nasz kraj, sprzeciwiamy się temu, ale sprzeciwiamy się w sposób pokojowy. Ten element trzeba tutaj bardzo wyraźnie podnieść – Obywatele RP zdecydowanie nie posługują się przemocą ani w słowie, ani w czynie. W związku z tym policja ma obowiązek zadbać przede wszystkim o to, żeby nie dochodziło do popełnienia przestępstw czy zachowań, które mogłyby eskalować przemoc. Policja również nie ma prawa używać przemocy ani zachowywać się w sposób zagrażający zdrowiu i życiu ludności. Ma więc obowiązek, zachowując się profesjonalnie, działać tak, by unikać nieszczęśliwych wypadków.

– Zbliża się 10 lipca, z czym musi się liczyć nieposłuszny obywatel, który przybędzie na Krakowskie Przedmieście?

– Miesiąc temu policja wykazała się z jednej strony profesjonalizmem, ponieważ w sposób bardzo grzeczny przeniosła ludzi w miejsce, które pozwoliło maszerującym na przejście. Z drugiej – brakiem profesjonalizmu, zatrzymując tych ludzi na dłużej niż to było potrzebne. Mam nadzieję, że tym razem zachowa się profesjonalnie, minimalizując ewentualne szkody.

– Tym razem będzie pewnie więcej protestujących, sytuacja może być nieprzewidywalna.

– To prawda. Ostatnio zorganizowałam wiec, aby przypomnieć, że Fryderyk Chopin był uchodźcą, Maria Skłodowska-Curie była emigrantką i że rząd jest zobowiązany, jeśli już nie stać go na uczciwy ludzki odruch wspólnoty, solidarności i chrześcijańskiej pomocy, do wypełnienia zobowiązań prawnych i przyjęcia uchodźców, choćby tej garstki, którą Polska zobowiązała się przyjąć. Miałam obawy, co się stanie, jeżeli przyjdą nieodpowiedzialni, agresywni ludzie, pewnie nie zawsze świadomi, ale powielający najgorsze wzorce z przeszłości i zaatakują wiecujących. Oczywiście była grupa przeciwników, ale to nie policja z nimi dyskutowała, ale zgodnie z prawem ja – jako organizatorka wiecu. Policja zaś była obecna i była na medal. Po manifestacji policjanci dziękowali mi, a ja im. Policjanci, a przynajmniej większość z nich, to nie są ludzie nastawieni na bicie ludzi i łamanie reguł. Im też zależy na pozytywnej ocenie, także w oczach zwykłych obywateli.

– Obywatelskie nieposłuszeństwo to nie jest zjawisko nowe. Przypomnę, że w Polsce istnieli wybitni przedstawiciele ruchu obywatelskiego nieposłuszeństwa, np. Tadeusz Rejtan, czy Jacek Kuroń, ale to ma swoją cenę…

– …Możemy wskazać też Piłsudskiego, na którego się tak bardzo chętnie wszyscy powołują. To również był nieposłuszny obywatel, którego wysłali na Sybir właśnie za nieposłuszeństwo obywatelskie. W tej grupie jest też Lech Wałęsa, Adam Michnik, Karol Modzelewski, Henryk Wujec i inni także Władysław Frasyniuk. Ich nieposłuszeństwu zawdzięczamy wolność po 1989 roku. Zapłacili więc – dosłownie – za swoją i naszą wolność – bardzo wysoką cenę. I jest niezwykłym, chichotem historii, że pan Władysław Frasyniuk, jest znów traktowany jako oskarżony. To demaskuje zawiść aspirujących bez szans do wielkości. Wodzowskie zapędy pana Kaczyńskiego realizują się kosztem niszczenia kapitału kulturowego i państwa prawa. I choć dla nas wszystkich jest to groźne, nie chroni rządzących przed śmiesznością i ukazuje ich słabość. Słabością jest bowiem próba zanegowania istnienia i pozycji Wałęsy, który jest – wbrew staraniom, by zniszczyć jego reputację – niekwestionowanym przywódcą wolnościowego zrywu Solidarności. Słabością i małością jest też próba deprecjonowania roli wspaniałych ludzi, takich jak Frasyniuk, tylko dlatego, że to oni, a nie pan Kaczyński i jego brat, poświęcając swoją wolność i okazując niezłomność doprowadzili do przemian, których żadne gadanie o „kraju w ruinie” nie podważy. Niszczenie tego dorobku z niskich pobudek żądzy autorytarnej władzy jest niestosowne. I jeżeli pan Kaczyński myśli, że się w ten sposób wypromuje na wodza i dorówna Wałęsie czy Frasyniukowi, to się myli. Wystarczy popatrzeć na historię tak stwarzanych wodzów i na to, co się dzieje z nimi i ich pomnikami.

-…wrócę do Rejtana czy Jacka Kuronia, których obywatelskie nieposłuszeństwo, przyniosło odmienne rezultaty – nieposłuszeństwo Rejtana nie zapobiegło upadkowi Rzeczypospolitej, a nieposłuszeństwo Kuronia przyspieszyło przemiany ustrojowe w Polsce. Czyli warto?

– Ja nie wiem czy warto, musiałaby pani zapytać Michnika, Wałęsę, Modzelewskiego, Frasyniuka, Wujca… Czy oni uważają, że warto było poświęcić wiele lat ze swojego życia i swoich wolności, żeby przeżywać to, co przeżywają w tej chwili. Nie mogę na tak postawione pytanie odpowiedzieć, bo to nie ja zapłaciłam swoją wolnością za to, że dziś Polacy mają Konstytucję z 1997 roku, a po 1989 roku wolność, demokrację, poczucie godności i wartości własnej, za to, że jesteśmy w Unii Europejskiej. Natomiast tu nasuwa się inne pytanie, czy można było to osiągnąć inaczej? Prawdopodobnie bardzo wielu ludzi powie, że tak. Szkolnictwo, sądownictwo, rządy parlamentarne – to wszystko wymaga przemian. I można się na to zgodzić. Jednak przemian, a nie niszczenia, jakie się obecnie dokonuje. Nawet cholery nie leczy się dżumą. Na pewno sposób, w jaki się w tej chwili prowadzi zmiany, nazywając je reformami, które de facto są podkopywaniem podstaw państwa prawa, nie mogą, z definicji, doprowadzić do tego, abyśmy byli społeczeństwem rozwijającym konstytucyjną demokrację; otwartym, wolnym od dyskryminacji społeczeństwem ludzi mądrych, szczęśliwych, wykorzystujących swój potencjał. To wszystko możliwe jest tylko w państwie demokratycznym, którego zasadą jest przestrzeganie praw człowieka, równowaga władz i kontrolowanie działań władzy. Wymaga to gwarancji i tego, że gdy Kowalski idzie do sądu, to ma pewność, że sędzia będzie sądził według własnej wiedzy i prawa, a nie według obawy, że się musi liczyć ze zdaniem Ziobry, Warchoła i Kaczyńskiego. Jeśli sędzia będzie się musiał z nimi liczyć, to Kowalski, licząc na sprawiedliwość może się przeliczyć i sprawiedliwości nie doczekać.

Takie coś… Jak to rozumieć?

Waldemar Mystkowski pisał w przedzień wizyty Donalda Trumpa w Warszawie.

Wałęsa, Trump i piąty element

Kto może powstrzymać Wałęsę? – zastanawiają się na portalu oko.press. Pojawiła się nowa okoliczność, która rozszerza zasadność pytania: przed czym i przed kim Lech Wałęsa miałby być powstrzymany?

Jeszcze wczoraj powstrzymanie Wałęsy dotyczyło jego uczestnictwa w kontrmiesięcznicy smoleńskiej, a w zasadzie miesięcznicy, bo Wałęsa wg swego idiomu – nie chcę, ale muszę – zamierzał wmieszać się w tłum uczestników miesięcznicy i swoją obecnością protestować. Być za, a nawet przeciw.

Doszedł jednak nowy element, którego powstrzymać PiS nie zdoła. Można nazwać go popkulturowym piątym elementem, który przeniesiony na grunt polskiej polityki da się zdefiniować:„obrona Polski poprzez miłość do niej przed złem, jakim jest PiS”. Piątym elementem jest miłość – w wypadku Wałęsy jest to miłość do wolnej Polski.

Okazać piąty element Wałęsa może w zdarzeniu, które PiS zaskoczyło. Mianowicie Amerykanie zabiegali o to, aby Lech Wałęsa uczestniczył w spotkaniu z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Warszawie na pl. Krasińskich. Wałęsa – podejrzewam, że z powodu piątego elementu – wyraził zgodę. Będzie znajdował się w loży VIP wraz z liderami państw Trójmorza.

A to znaczy, że dwóch prezydentów Polski reprezentowało będzie nasz kraj. Ten drugi to aktualnie urzędujący dla przypomnienia: Andrzej Duda. Jankesi w przypadku Dudy złamali protokół, gdyż ten nakazuje, iż przemawiają prezydenci: zaproszony i zapraszający. Amerykanie uznali, że nie będą bawić się w polityczne trele-morele, Duda nie będzie przemawiał i basta.

Acz nie byłbym pewien, czy prezydent RP nie zajmie głosu, bo znając Lecha Wałęsę, może zastosować wspomniane wyżej: „Nie chcę, ale muszę”.

Trump w przemówieniu ma wspomnieć Wałęsę i jego zasługi dla wolności w naszym regionie. Raczej nie zostaną wymienione zasługi Jarosława Kaczyńskiego, bo ten nawet zaspał na początek stanu wojennego. Na tym nie koniec, ponoć Trump chce odbyć rozmowę tete-a-tete z Wałęsą. Trump ma zszargany wizerunek w krajach zachodnich i u siebie, podreperować go może rozmowa z Wałęsą, bo nie z Dudą.

Napiszę jeszcze inaczej. Dyplomacja amerykańska to przeciwieństwo naszej obecnie obowiązującej waszczykowszczyzny-szwejkowszczyzny. Decyzja o wizycie Trumpa w Polsce zaskoczyła wszystkich. Może doradcy Trumpa wpadli na przewrotny pomysł, iż ten odbuduje swoje wizerunkowe ruiny spotkaniem z ikoną walki o wolność – Wałęsą, wykorzystując do tego Dudę?

To trzeba wziąć pod rozwagę. Wszak Wałęsa ma charyzmę, a Duda w perspektywie Trybunał Stanu. Otrzymujemy też odpowiedź na pytanie: co może powstrzymać Wałęsę w udziale w kontrmiesięcznicy? Nikt, bo Wałęsa ma piąty element, a Duda bezsenne noce – na jego miejscu bym nie spał, tylko martwił się.

DWIE REAKCJE. DUMA DUDY KONTRA REFLEKSJA TRUMPA. CZY POTRZEBNY LEPSZY KOMENTARZ? 

>>>

CIEKAWE JAKA PODCZAS PRZEMÓWIENIA BĘDZIE POGODA? KTOŚ WIE CZY BĘDZIE WIAŁO?

PiS wprowadza do szkół katechezę seksualną

Jest źle z edukacją seksualną w Polsce, a będzie jeszcze gorzej. Takie wnioski nasuwa lektura nowej podstawy programowej do „Wychowania do życia w rodzinie” przygotowanej przez MEN, a wprowadzanej przez PiS przy okazji likwidacji gimnazjów i drastycznej reformy edukacyjnej. Właściwie należałoby mówić o „nieoficjalnej koalicji z hierarchami Kościoła rzymskokatolickiego”, jak zauważa portal naTemat. Przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie” w wersji zaproponowanej przez PiS to nic innego, jak watykańska inżynieria społeczna. Dzieci i młodzież mają chłonąć w szkole – jeśli spojrzeć na to realistycznie – oficjalną ideologię obcego państwa wyznaniowego.

Właśnie nasycenie ideologią podstaw programowych przedmiotu głęboko niepokoi specjalistów. Szkoła ma „wzmacniać proces identyfikacji uczniów z własną płcią”. Tymczasem „identyfikacja płciowa jest sprawą wewnętrzną człowieka, a nie społeczną. Uważam, że do zadań szkoły nie należy jej ocenianie ani próby wpływu na jej kierunek” – ocenia ginekolog dr Grzegorz Południewski, w rozmowie z dziennikarzami „Gazety Wyborczej”. „Wzmocnienie procesu identyfikacji z własną płcią” to wzmacnianie polaryzacji płci i nieuwzględnianie perspektywy gender, czyli inaczej mówiąc, wzmacnianie stereotypów na temat męskości i kobiecości. Myślę, że bardzo wiele młodych osób zupełnie się w tym nie odnajdzie” – zaznacza z kolei Aleksandra Józefowska, koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton.

Podstawa programowa zwraca też uwagę na prawo do życia, jak określono – „od poczęcia do naturalnej śmierci”. Tak sformułowane prawo do życia jest bardziej etycznym hasłem niż pojęciem biologicznym zaznacza dr Południewski. – „Fałszywe identyfikowanie zapłodnienia z ludzką egzystencją stoi w sprzeczności z zjawiskami biologicznymi, gdyż na tym etapie wiele zarodków jest naturalnie eliminowanych, a medycyna od zawsze walczy z naturalną śmiercią i na tym polega jej sens” – wyjaśnia specjalista. Uważa, że program szkolny nie powinien się tym zajmować. Mówi wprost: „Jest to po prostu wciskanie katolickiego oglądu na życie” pod płaszczykiem szkolnej misji edukacyjnej.

Włos na głowie specjalistom podnosi też to, że dzieci powinny uczyć się o naturalnym planowaniu rodziny oraz naprotechnologii (!). Punkt 6. podstawy stwierdza bowiem: uczeń zna różnice między antykoncepcją a naturalnym planowaniem rodziny, zapłodnieniem in vitro a naprotechnologią. Ta ostatnia, stawiana obok metod in vitro służy zapewne nadaniu jej naukowego sznytu… Młodzi ludzie mają być zatem przekonywani do pseudonauki, która nie ma nic do zaoferowania części niepłodnych kobiet i niepłodnym mężczyznom. Chyba uczciwsze byłoby już lansowanie podejścia biskupa Wątroby, według którego ciążę wystarczy sobie wymodlić – piszą dziennikarze NaTemat. – „Takie podejście do płodności jest niedorzeczne. Nie na tym polega sztuka, żeby narzucać konfrontację pomiędzy medycyną a wymyśloną naprotechnologią, a żeby przedstawić biologiczne i medyczne aspekty płodności. Przedstawić, jak bezpiecznie można korzystać z antykoncepcji i co należy zrobić, jeżeli planujemy dziecko. W jaki sposób zmienia się nasza płodność w ciągu życia i kiedy należy skorzystać z porady lekarza” – twierdzi dr Południewski. – „Nie ma powodu, aby do tak medycznego tematu, jakim jest zdrowie reprodukcyjne wtrącać ideologiczne aspekty. Młodzi ludzie powinni mieć wiedzę, aby na jej podstawie dokonać własnych wyborów – bo to jest ich życie i ich ważkie decyzje. Nie oszukujmy ich w tym względzie, narzucając ideologiczną poprawność, a zapominając o skuteczności” – dodaje.

To nie koniec katolickich nauk pod nazwą „Wychowania do życia w rodzinie” w szkole świeckiej w Polsce. Punkt 7 podstawy programowej głosi: uczeń potrafi wymienić argumenty biomedyczne, psychologiczne, społeczne i moralne za inicjacją seksualną w małżeństwie. Czyżby oznaczało to, że uczeń powinien wychwalać dobrodziejstwa utraty dziewictwa (prawictwa?) w małżeństwie? Ostro wypowiadają się też eksperci zajmujący się edukacją seksualną wśród młodzieży. – „Najwyraźniej nie mają to być zajęcia, które uczą umiejętności dyskusji, kształtowania własnego światopoglądu, tylko lekcje, które z góry narzucają ideologiczny przekaz”– mówi „Gazecie Wyborczej” Aleksandra Józefowska, koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton. – „Oznacza to, że seks nie jest sam w sobie niczym wartościowym, ma służyć jedynie prokreacji, a w związku z tym powinien odbywać się jedynie w parach heteroseksualnych, w związkach małżeńskich sakramentalnych”. – komentuje edukatorka seksualna.

KOLEJNY FATALNY SYMBOL FATALNEJ ZMIANY

Waldemar Mystkowski pisze o Guzikiewiczu, ktory chce wynieść Wałęsę.

ORMO Guzikiewicza wybiera się na miesięcznicę

Jarosław Kaczyński już dawno poznał się na Karolu Guzikiewiczu, który startował z list pisowskich do Sejmu i sejmiku, ale nigdzie się nie dostał. Jest człowiekiem z piany, jak 8 lat temu określił siebie: „jestem skromnym fanatykiem”, do tego fanatyka dodawał „związkowym”.

Fanatyzm ten dał się we znaki Donaldowi Tuskowi, gdy Guzikiewicz wraz ze związkowcami ze Stoczni Gdańskiej rozbił namiotowe miasteczko w Sopocie pod oknami kamienicy, w której mieszka były premier. To był czas Guzikiewicza, trafiał na czołówki mediów, ale nie zdyskontował tej swojej piany na atrakcyjniejszą pozycję zawodową, jakiegoś składnika zawsze mu brakowało.

Tę pianę więc przerabia na wazelinę. Dwa lata niemal PiS rządzi, a Guzikiewicz z nową zawartością jamy ustny nie został zauważony. Aż wreszcie wzburzyła mu się wazelina, gdy dowiedział się, że Lech Wałęsa dołącza do Władysława Frasyniuka na Krakowskim Przedmieściu.

Frasyniuk – stary fighter – takich Guzikiewiczów nokautuje wzrokiem. Wewnętrzna siła na takiego w zupełności wystarcza. Lecz Wałęsa to ktoś inny, globalna ikona walki o wolność i demokrację, dla świata synonim Polski: mówisz Polska – myślisz Wałęsa.

Guzikiewicz zadeklarował, że ikonę wyniesie z Krakowskiego Przedmieścia, gdy ta usiądzie w proteście przeciw chorobowym zachowaniom Jarosława Kaczyńskiego i jego zwolenników. Guzikiewicz właśnie zapowiedział, że 10 lipca jedzie do Warszawy wraz z innymi przedstawicielami „Solidarności” Stoczni Gdańskiej.

Po co jedzie? „Ochraniać miesięcznicę smoleńską”. O, w mordę! Związkowcy jako ochroniarze. Tego jeszcze nie było. Zaraz, zaraz, a ORMO w PRL-u? Właśnie w to zamienia się wazelina takich Guzikiewiczów, „Solidarność” zamieniona w ORMO, jak piana w wazelinę.

Dobrze tę przemianę poznał szef „Solidarności” Piotr Duda, został Kacperkiem Kaczyńskiego. Kacperek Duda merda ogonkiem, bo jego poprzednik Janusz Śniadek z tego merdania został posłem PiS, więc dlaczego miałby nie liczyć na podobne frukta ormowiec Guzikiewicz.

Złą wiadomością dla Guzikiewicza może być to, że na Krakowskim Przedmieściu policjantów będzie więcej niż 10 czerwca, a wówczas było ok. 2 tys. mundurowych. W Stoczni Gdańskiej w tej chwili pracuje tylko 120 osób. Nawet gdyby wszyscy przyjechali, to nikt ich nie zauważy. Guzikiewiczowi zaś nie będzie dane nawet zobaczyć Wałęsy. Chyba że weźmie ze sobą telewizor, wówczas w CNN zobaczy ikonę walki o wolność i demokrację.

Jasna deklaracja Jerzego Owsiaka ws. Frasyniuka „To bohater”

Ja się wybieram na na kontrmiesięcznicę, a ty?

Prezydent Lech Wałęsa będzie jutro wśród gości na spotkaniu z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Warszawie na pl. Krasińskich. Znajdzie się w loży z liderami państw Trójmorza – potwierdził w rozmowie z Onetem Krzysztof Pusz, wieloletni współpracownik Wałęsy.

– Pierwotnie w planach wizyty nie było bezpośredniego spotkania Trumpa z Wałęsą, ale Amerykanie uznali, że powinno się odbyć i szukają możliwości zorganizowania rozmowy prezydentów – stwierdził.

– Lech Wałęsa został zaproszony przez Amerykanów – mówią Onetowi dobrze poinformowane źródła. Według rozmówców portalu, prezydent Trump w swoim zmienianym właśnie przemówieniu, ma na pl. Krasińskich wspomnieć Lecha Wałęsę i jego zasługi dla Polski.

My Obywatelki, My Obywatele,

W obliczu zagrożeń wynikających z serii antydemokratycznych i niekonstytucyjnych decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości, stajemy w obronie podstawowych wolności należnych każdemu człowiekowi i obywatelowi RP

Walczymy o utrzymanie wartości demokratycznego państwa prawa oraz Konstytucji, nagminnie łamanych przez Prezydenta Andrzeja Dudę i rząd Premier Beaty Szydło.

Nie godzimy się na odebranie nam podstawowych swobód obywatelskich i wolności zgromadzeń.

Będziemy walczyć z wszelkimi ruchami mającymi na celu wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej.

Stajemy w obronie ofiar wojny, uciekających przed śmiercią i szukających nadziei w krajach demokratycznych. Historia Polski jest historią ludzkiej solidarności i tymi wartościami będziemy się kierować wobec rodzin dotkniętych tragizmem wojny.

Sprzeciwiamy się fali agresji i nietolerancji zalewającej Polskę, podsycanej przez główną siłę polityczną.

Będąc obywatelami Rzeczypospolitej, zarówno wierzącymi w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielającymi tej wiary, stajemy w obronie wartości chrześcijańskich zawłaszczanych w cynicznej grze politycznej.

Mając w pamięci tragiczny wypadek lotniczy pod Smoleńskiem, w którym zginął Prezydent Lech Kaczyński i dziewięćdziesięciu pięciu obywateli, sprzeciwiamy się brutalnemu wykorzystywaniu zmarłych do bieżących celów politycznych.

Stajemy w obronie naszych dzieci i ich dzieci, którym należy się prawo do wolnej, demokratycznej i nowoczesnej ojczyzny na miarę XXI wieku.

Apelujemy do wszystkich, którym bliskie są te wartości, o zaangażowanie.

10 lipca, my Obywatelki i Obywatele, staniemy na Krakowskim Przedmieściu naprzeciwko Jarosława Kaczyńskiego w obronie naszych praw.

Lech Wałęsa
Władysław Frasyniuk

>>>

CZYTALIŚCIE JUŻ KSIĄŻKĘ O ANTONIM? :))))

JEST WRESZCIE OKAZJA, ABY ŚWIAT POZNAŁ PREZESA

Tak prowadzona przez PiS polityka bezpieczeństwa może odgrodzić Polskę od Europy i świata.

Na kongresie w Przysusze wystąpił Pan Prezes i zapowiedział kontynuację polityki bezpieczeństwa. Konkretnie zaś zadeklarował, że nie wpuścimy do nas żadnych muzułmańskich uchodźców. Takie mamy prawo moralne i nie zawahamy się go użyć.

Owszem, ofiary wojny w Syrii może i próbują ratować życie, ale nie będą tego robić naszym kosztem. Co nas obchodzą cudze problemy. Mamy dosyć własnych. No, a poza tym to – jak przypomniał wszystkim Pan Prezes – nie myśmy rozpętali konflikty w Afryce i na Bliskim Wschodzie i nie my obiecywaliśmy ich rzeczywistym i rzekomym ofiarom schronienie w Europie. W tej sytuacji mamy moralne prawo powiedzieć przybyszom pukającym do bram Unii nasze stanowcze „nie”. Na antyszambrowanie w korytarzach humanitarnych też nie damy zgody. Wpuścić kogoś na korytarz, a potem wniesie manele i trzeba będzie płacić za eksmisję. Znamy takich. Nie bez powodu na naszych osiedlach korytarze grodzi się solidną kratą zamykaną na kłódkę.

Partia rządząca w ogóle robi bardzo wiele dla zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa. Na przykład już jesienią ubiegłego roku zrezygnowała z zakupu nowoczesnych helikopterów bojowych. Choć rząd naraził się na nienawistne ataki ze strony lobby zbrojeniowego niedoszłego francuskiego kontrahenta, nie ugiął się pod presją i śmigłowców nie kupił, bo wszak sprawdzona doktryna obronna powiada, że najlepszą gwarancją pokoju jest dobrowolne rozbrojenie. Od lat redukuje się na świecie potencjały nuklearne w imię zachowania bezpieczeństwa. Historia, i to całkiem niedawna, uczy, że opieszałość w procesie rozbrojenia można nawet spowodować wojnę, co się zdarzyło w Iraku. Więc na wszelki wypadek najlepiej w ogóle zlikwidować armię, czym od wielu miesięcy wyjątkowo skutecznie zajmuje się aktualny minister obrony. Jeszcze trochę i nikt nam nie zarzuci, że wspierając obce koncerny zbrojeniowe ryzykujemy bezpieczeństwo własnych obywateli. A na bojówki KOD-u i tak wystarczy OT z bejsbolami i policja uzbrojona w paralizatory.

Poza tym cały rząd ciężko pracuje nad tym, żebyśmy w żaden sposób nie ucierpieli od importowanego do Europy terroryzmu islamskiego. A to prawdziwe wyzwanie. Bo nie wystarczy, że nie wpuścimy za próg nawet jednego uchodźcy. Przecież w dobie otwartych granic w Sukiennice albo Wawel rozpędzoną ciężarówką może spokojnie wjechać terrorysta z Niemiec. Kto mu zabroni w czasach Schengen? Ataku na WTC też dokonali „turyści”, podróżujący po Stanach, jak gdyby nigdy nic, zwykłym rejsowym samolotem.

Takim „incydentom” nie sposób zapobiec dopóty, dopóki granice Polski będą otwarte dla każdego, jak wrota stodoły, więc politycy PiS już od niemal dwóch lat ciężko pracują nad ich zamknięciem. Prowokują, obrażają, kompromitują siebie i kraj, jak tylko potrafią najlepiej, a Europa nic na to. Unia jest w tej kwestii wyjątkowo uparta i doprawdy już nie wiadomo, co durnego jeszcze zrobić, by ją do Polski ostatecznie zniechęcić. Nie udało się z Komisją Wenecką. Nie wyszło z Tuskiem. To może w końcu przekona ich nasza nieustępliwa postawa w kwestii uchodźczej i wreszcie będzie można na Odrze i Bugu zamontować karty i zamknąć na kłódkę, jak w blokach na Ursynowie.

Naród, oczywiście, też popiera aktualną politykę bezpieczeństwa, na wszelki wypadek już teraz eliminując z polskich tramwajów, ulic i kościołów „podejrzany element” o ciemniejszej karnacji. Bo przezorności nigdy dosyć. W takiej Finlandii zamieszkała para Somalijczyków i w parę lat potem stanowią oni domagającą się poszanowania ich barbarzyńskich obyczajów, pokaźną mniejszość etniczną, samym swoim istnieniem zagrażającą fińskiej tożsamości i tradycyjnemu sposobowi życia. Że nie jedna para, nie somalijska i wcale nie w Finlandii? I co z tego. Coś takiego zawsze może się zdarzyć naprawdę. I ciekawe, kto wtedy będzie gorzko płakał.

A co do kwestii zagrożonych dotacji unijnych, że niby kasę bierzemy, a uchodźców nie chcemy, to Europa jeszcze długo się nam nie wypłaci za wojnę, Powstanie, Jałtę i inne niegodziwości. Albo takie, na przykład, rozbiory. Koniecznie musimy im też doliczyć do rachunku krzywd wszystkie straty, jakie poniosła nasza kwitnąca gospodarka przez przymusowe zniesienie poddaństwa. Dość przypomnieć, ile pieniędzy kosztowały rezydencje magnackie, które po likwidacji pańszczyzny popadły w ruinę, i żeby je teraz oddać prawowitym właścicielom trzeba w nich było porobić remonty kapitalne z budżetu. Bo wstyd oddawać zdewastowane… Tak więc – kasa i tak się nam należy za stulecia krzywd, jakich doznaliśmy jako Naród od naszych sąsiadów, kiedy oni czerpali zyski z kolonii na Madagaskarze (a, nie, na Madagaskar to my chcieliśmy wysłać Żydów z Drugiej Rzeczypospolitej, co jednak nie ma w tych rachunkach nic do rzeczy).

Mamy więc teraz moralne prawo żądać od Unii, Ameryki, Rosji i wszystkich świętych bezpieczeństwa i pieniędzy. Twardo upomnimy się o to także u prezydenta USA, który w najbliższych dniach odwiedzi Warszawę, by potwierdzić solidarność z Polską i zrozumienie dla naszych słusznych roszczeń. Pewnie – na to liczymy – zadeklaruje także dalszą chęć obrony naszych interesów.

Chociaż jednak ten konkretny prezydent raczej nie zrobi tego bezinteresownie, bo wszyscy oni, tam na Zachodzie, za nic mają zwykłą ludzką solidarność. Tylko kasa się dla nich liczy. Donald Trump już w kampanii zapowiadał, że Ameryka pomoże tylko tym, którzy za to solidnie zapłacą. I teraz pewnie zamiast o pokoju na świecie, będzie mówił o inwestycjach w obronność, przy okazji próbując nam wcisnąć trochę przestarzałych Boeingów bez offsetu. No, ale za to publicznie nazwie Polskę przyjaciółką Ameryki i poklepie po ramieniu Prezydenta Niektórych Polaków. Chociaż o wizach raczej nic nie wspomni. Bo przecież Ameryka ma prawo decydować, kto przekracza jej granice. Budują nawet mur (znaczy – mieli budować) na granicy z Meksykiem.

My zaś, jak już Unia zrewiduje prawo do swobodnego przekraczania jej wewnętrznych granic, też oddzielimy się od wszystkich zagrożeń solidną barykadą. A jak już pojedziemy za granicę, to tylko do specjalnych „polskich” stref z naszą obsługą, schabowym, Zenkiem Martyniukiem i „Kocham cię Polsko” w tv. W końcu to chyba normalne, że się trzeba zabezpieczyć. Robimy to zresztą od dawna, w związku z czym okazaliśmy się najbardziej przezornym ze wszystkich narodów. Bo grodzimy się już od całych dekad, tymczasem uchodźcy to stosunkowo nowa sprawa. Nie ma nad Wisłą miasta, gdzie nie byłoby chociaż jednego osiedla ze szlabanem. Większej ulicy bez monitoringu na każdym rogu. Samochodu bez kamery za szybą. Agencji ochroniarskich to mamy chyba najwięcej w Europie. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to już w tej chwili jesteśmy- zdaje się – światowym liderem.

Nasi ważni politycy też nie ruszają się nigdzie, także do Sejmu, bez ochrony, a minister obrony to nawet przez ulicę nie przejdzie inaczej, niż w licznej asyście, chociaż dokoła sami Polacy. Tymczasem taki Donald Tusk chodzi po Brukseli bez obstawy, jakby nie wiedział, że nieopodal Tusk Tower jest islamskie getto, a wokół pełno nie tylko chodzących wolno Belgów, ale też niedokładnie zidentyfikowanych imigrantów muzułmańskich. Że też się nie boi i to nie tylko o życie, ale zwłaszcza o swoje wartości, wiarę i tożsamość…
Cóż, niektórzy po prostu lekceważą zagrożenia i nie dbają o bezpieczeństwo swoje, bliskich i Narodu. No, ale potem, jak się już wynarodowią, albo nawet zmuzułmanią, będą mogli mieć pretensje wyłącznie do siebie.

My tam twardo stawiamy na obronę terytorialną, jednocześnie redukując (dla bezpieczeństwa) potencjał bojowy armii, inwestujemy w służby, piszemy ustawy o powszechnej inwigilacji i śmiało idziemy na zwarcie z Brukselą w kwestii uchodźców, bo może w ten sposób uda się ograniczyć unijną swobodę podróżowania i otoczyć większą ochroną nasze granice.

Wtedy sprawimy sobie jeszcze więcej krat, ochroniarzy, podsłuchów i kamer. Bo wszak największym zagrożeniem dla prawdziwych Polaków są nie-Polacy (albo pseudo-Polacy), czyli ci, którym się nie podoba polityka bezpieczeństwa aktualnego rządu.

KTO Z WAS JESZCZE DZIĘKUJE, ŻE NIE SPOTYKA KOLUMNY SZYDŁO NA DRODZE? 🙂

Za: dziennik.pl

Zarzut przeszkadzania w przebiegu niezakazanego zgromadzenia odczytała we wtorek policja opozycjoniście z czasów PRL Władysławowi Frasyniukowi. Sprawa dotyczy zajść podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

We wtorek Frasyniuk wraz ze swoim obrońcą mec. Piotrem Schrammem stawili się w komisariacie w podwrocławskiej Długołęce. Przed komisariatem zgromadziło się kilkadziesiąt osób wspierających Frasyniuka – m.in. działacze Komitetu Obrony Demokracji i organizacji Obywatele RP.

Władysławowi Frasyniukowi został odczytany zarzut dotyczący art. 52 Kodeksu wykroczeń, czyli przepisu, który został sformułowany w związku nowymi regulacjami dotyczącymi cyklicznych wydarzeń – poinformował mecenas. Według tego przepisu, wykroczenie popełnia ten, kto „przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia”

Mecenas dodał, że sprawa jest prowadzona przez warszawską komendę policji, a w Długołęce (ze względu na miejsce zamieszkania) Frasyniuk został tylko przesłuchany. – Warszawska komenda podejmie decyzję, czy zostanie sporządzony wniosek do sądu o ukaranie pana Frasyniuka – powiedział.

Frasyniuk nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu kara ograniczenia wolności lub grzywny.

Mec. Schramm powiedział, że jeżeli warszawska komenda zdecyduje o skierowaniu wniosku o ukaranie Frasyniuka, to on skieruje pytanie prawne do Sądu Najwyższego. – Pytanie o zakres tego, jak rozwiązywać konflikt wartości między art. 52 Kodeksu wykroczeń, który mówi o tym, że się przeszkadza legalnej manifestacji, a art. 57 Konstytucji RP, który mówi o tym, że człowiek ma prawo do tego, by manifestować nawet wtedy, gdy władza jest legalnie wybrana. (…) Obywatel ma prawo wyrażać sprzeciw wobec władzy legalnie wybranej, korzystając ze swojego uprawnienia wynikającego z art. 57 Konstytucji RP – mówił pełnomocnik Frasyniuka.

Frasyniuk zapowiedział, że będzie uczestniczył w kolejnej manifestacji z okazji obchodów miesięcznicy smoleńskiej. – Spotykamy się – wszyscy wolni obywatele – 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu w obronie uniwersalnych, europejskich wartości, ale także tych wartości, które są zapisane w Konstytucji RP. Nie ma cienia wątpliwości, że mamy pełne prawo, wynikające z konstytucji, manifestować swój sprzeciw wobec pozbawiania nas prawa do sprzeciwu wobec władzy. Mamy prawo do sprzeciwu wobec dewastowania państwa prawa – mówił Frasyniuk. Dodał, że jest „jednym z obywateli i zawsze będzie stał po stronie obywateli”.

 

Czy ktoś z Was ma jeszcze wątpliwości, dlaczego PiS rządzi w Polsce? 😂😂😂

Waldemar Mystkowski pisze o „zachowaniach” Szyszko.

Szyszkę będą popierać solidarnie córki leśniczego i synowie

Jan Szyszko załatwia posady różnym córkom leśniczego, więc oczekuje, że córki leśniczego, tudzież synowie, a nawet ojcowie owego drobiazgu odwdzięczą się i załatwią ministrowi poparcie.

Taka solidarność wśród sympatyków PiS jest wymagana i dostarczana autobusami. Adam Wajrak pisze o tym, jak córki i synowie leśniczych organizują poparcie w Krakowie, gdzie odbywa się Konferencja UNESCO. W najbliższy czwartek UNESCO zajmie się sytuacją w Puszczy Białowieskiej.

Więc solidarny z córkami leśników Jan Szyszko załatwił sobie ich poparcie. Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie Jan Kosiorowski organizuje 4 lipca o godzinie 16-tej przed Krakowskim Centrum Kongresowym, w którym rozpoczyna się sesja UNESCO, protest przeciwko wprowadzeniu pod obrady Konferencji sytuacji w Puszczy Białowieskiej.

I tak – 12 Nadleśnictw RDLP ma wysłać na protest 50 osób – pracowników z rodzinami – a cztery Nadleśnictwa (Gorlice, Nawojowa, Niepołomice, Krzeszowice) po 100 osób. Ważna informacja dla protestujących córek i synów popierających Szyszkę – dojazd do Krakowa, transparenty itp. sfinansują nadleśnictwa. I najważniejsza informacja, obligująca leśników: pracownicy Lasów Państwowych mają wystąpić po cywilnemu.

Wajrak tę informacje czerpie z ulotki, którą przeszwarcował mu jakiś leśnik. Opatruje jednym zdaniem komentarza: jednak leśnicy wstydzą się munduru. To tak, jakby Macierewicz wysłał wojsko na wojnę po cywilnemu.

A co do zwożenia autobusami poparcia to powszechna praktyka w PiS. Przecież każdy poseł i senator partii ma zwieźć Kaczyńskiemu w tym samym czasie po 50 cywilów (a nie w mundurach PiS, acz nie wiem, jak wygląda ichni mundur) na poparcie Donalda Trumpa na plac Krasińskich, gdy będzie przemawiał.

Jedni popierają, drudzy się sprzeciwiają. Ale to te same złogi – ostatnio ulubione słówko Jarosława Kaczyński. Złogi komusze.

Nasze początki.

FOTO-KRAJ

>>>

Malinowska kontra Kaczyński. Pozwała prezesa PiS za „gorszy sort”.


TO BĘDZIE BARDZO SPEKTAKULARNE ŚLEDZTWO, PROCESY I WYROKI. #AFERASKOK NIE ZOSTANIE ZAMIECIONA.

Nikt wcześniej nie oszukał Polaków na 5mld zł

Według sondażu przeprowadzonego na zlecenie partii rządzącej, gdyby PO i Nowoczesna wystawiły wspólne listy w wyborach parlamentarnych, pokonałyby PiS.

Jak pisze Fakt.pl, w sondażu, który jedna z „prestiżowych sondażowni” przeprowadziła w dniach 14-16 czerwca na drupie 1000 Polaków, jak wyglądałyby wyniki wyborów, gdyby PO i .Nowoczesna wystawiły wspólną listę w wyborach parlamentarnych.

Dziennik pisze, że taka koalicja dałaby ugrupowaniom opozycyjnym 40-proc. poparcie, czyli 244 mandaty, a to dzięki temu również, że próg wyborczy przekroczyłyby także SLD (6 proc.) i PSL (powyżej 5 proc.).

PiS z kolei uzyskałoby poparcie na poziomie 36 proc., co daje mu 172 mandaty. Nawet gdyby połączyło siły z Kukiz’15, który zyskał poparcie 9 pkt. proc., te dwa połączone ugrupowania miałyby tylko 205 mandatów.

Do parlamentu według tego sondażu nie dostałyby się Wolność i razem – po 2 proc. wskazań.

JEST WYSOKI I PRZYSTOJNY, JAK NA PAŃSTWO PiS PRZYSTAŁO.

LIS DO GOWINA – BEZBŁĘDNIE

Stanisław Skarżyński w „Wyborczej” pisze o rasizmie, który przez PiS jest hodowany.  Kibole i rasiści przecież nie po to pomagali PiS zdobyć władzę, żeby prawdziwy Polak nie mógł w swoim kraju pluć „podludziom” w twarz, kiedy mu przyjdzie na to ochota.

Nacjonaliści niezłomni, co na niepełnosprawnych, kobiety i dzieci polują

Uderzające jest to, kogo atakują dziś prawicowe bojówki. O kulach porusza się Kinga Kamińska, oblana piwem przez czterech „odważnych i niezłomnych” na schodach do warszawskiego metra. Również w Warszawie za trzema młodymi chłopakami poszło aż sześciu – tak się właśnie przedstawili – „nacjonalistów”, żeby zapowiedzieć, że „jeszcze raz pojawisz się na Mokotowie, to cię zajebiemy”.

W Sopocie objawiło się żywe przedmurze chrześcijaństwa. To 59-latek, który komunikatem „czarna nie wchodzi” chciał powtrzymać kobietę z ciemnoskórym dzieckiem na rękach przed wejściem do kościoła. Rzucił się do ucieczki, kiedy na miejscu zjawili się policjanci.

W Radomiu jednego członka KOD biło czterech typów z Młodzieży Wszechpolskiej. W Lublinie dorosły mężczyzna zdobył się na bohaterski akt naplucia licealistce z zagranicy w twarz.

Atakowanie słabszych nie jest dowodem siły, ale kompleksów, frustracji, niskiej wiary w siebie oraz ogólnej słabości. „Jesteśmy tchórzami” – tyle nam o sobie powiedzieli nacjonaliści w ostatnim tygodniu.

Politycy PiS tłumaczą

Państwo Platformy Obywatelskiej było podobnie słabe i bezradne wobec przestępstw z nienawiści, ale samo wspomnienie Bartłomieja Sienkiewicza, który mówił „idziemy po was” rasistom z Białegostoku oraz próby reakcji Andrzeja Seremeta na kolejne wygłupy prokuratorów stawiają tamte czasy na zupełnie innym poziomie.

Trudno inaczej, niż strachem, wyjaśnić to, co wyprawia dziś Prawo i Sprawiedliwość. Partia idąca do władzy pod hasłem odbudowy państwa, przywrócenia mu siły i podmiotowości nie jest w stanie nawet dostrzec tego, co się dzieje. „To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem” – ogłosiła Beata Mazurek po ataku w Radomiu.

„Nie notujemy wzrostu liczby przestępstw na tle nienawiści rasowej” – opowiadał Mariusz Błaszczak w nowej telewizji PiS o wydarzeniach w Lublinie. Sprawdził to Paweł Cywiński (uchodźcy.info): w 2013 roku wszczęto 719 takich postępowań, a w 2016 roku już 1314.

Władza się boi

Te kłamstwa Błaszczaka, pokrętne wyjaśnienia rzeczniczki, zwalanie odpowiedzialności na Donalda Tuska nie wynikają z tego, że PiS jest po drodze z brunatną falą. Tak było za czasów Platformy Obywatelskiej, bo gdy nacjonaliści wywoływali burdy, to PiS nieodmiennie zwalało je na prowokacje policji i nieudolność władzy.

Dziś już nie jest, tylko PiS jest zakładnikiem nacjonalistów. Naprawdę zwalczając rasistowską przemoc, PiS straci jedną ze swoich najważniejszych grup poparcia, więc wybiera bierność, która również będzie ich kosztować – elektorat środka oczekiwał, że suwerenne państwo, które obiecywał Jarosław Kaczyński, to będzie państwo silne, w którym będzie porządek nawet, jeśli oznacza to, że nie będzie się za bardzo przejmować prawami człowieka.

Prawicowe bojówki są przeciwieństwem porządku i PiS będzie za ten chaos płacić – i to również w tych grupach, które wybaczyłyby mu Trybunał Konstytucyjny i wojnę z Europą.

Jeśli w PiS w ogóle ktoś myśli (co jest raczej wątpliwe) to widać uważają te straty za mniejsze zło niż rozpoczęcie wojny z rasistowską przemocą, która oznaczałaby znalezienie się w tym samym miejscu, w którym była Platforma Obywatelska. PiS pozwala rosnąć brunatnej fali, żeby nie usłyszeć „Kaczor, matole, twój rząd obalą kibole”.

„Jeśli podniesiecie na niego rękę, przekroczycie granicę, po której zacznie się wasz upadek”.

Waldemar Mystkowski pisze o najściu domu Frasyniuka przez milicję PiS, która dla zmyłki nazywa się policją.

Frasyniuk i Wałęsa, a za nimi Błaszczak z różańcem

Radzę Błaszczakowi, aby kupił nowy różaniec – będzie się lepiej prezentował w telewizji.

Czy Mariusz Błaszczak przewidział, że w drzwiach państwa Frasyniuków milicjantów przebranych za policjantów przywita 9-letni syn legendy czasów opozycji PRL-u? Napiszę – wątpię, bo Błaszczak nie tylko ma deficyt intelektu chodząc (chodzący deficyt intelektu wg Ludwika Dorna), ale zwłaszcza stojąc ma deficyt wyobraźni.

W każdym razie milicjanci w przebraniu policjantów naszli dom Frasyniuków, aby młodemu dać pokaz historii, darmową lekcję, bo reforma szkolnictwa koleżanki Błaszczaka Anny Zalewskiej ponoć cofnie nas hen w mroki przeszłości.

Milicjanci przyszli do Frasyniuka z wezwaniem, legenda ma się stawić 4 lipca na komisariacie policji w Długołęce, czyli sześć dni przed kontrmiesięcznicę w Warszawie. Po co ma się pojawić Frasyniuk na komisariacie? No i tu mamy kłopot, bo w wezwaniu pojawiają się zwroty z komuszego języka mowy-trawy: wezwany „w charakterze osoby, co do której istnieje uzasadniona podstawa do skierowania przeciwko niemu wniosku o ukaranie”.

Rozumiem, Błaszczak deficyt, ale milicja przebrana za policję nie musi koniecznie jemu dorównywać, zwłaszcza, że nie wszyscy do służb porządkowych przyjmowani byli za czasów osławionego tandemu Błaszczak-Jarosław Zieliński.

Wszak mogli napisać, że Frasyniuk 10 czerwca w Warszawie przedstawił się policjantowi, który pytał go o imię i nazwisko, jako „Jan Kowalski z PiS-u”. Jest podstawa, że Frasyniuk kłamał w żywe oczy milicjantowi przebranemu za policjanta.

Ba, w wezwaniu nie ma podanej podstawy prawnej, która wymaga obecności Frasyniuka na komisariacie. Wezwanie z punktu standardów prawnych jest tylko świstkiem papieru gorszej jakości niż papier toaletowy, bo nawet nim nie można podetrzeć się.

Ale ci milicjanci w przebraniu policjantów musieli być tego świadomi, chyba, że już wróciła peerelowska norma językowa: głupi jak milicjant albo głupi jak but. Milicjant równał się butowi. Pamiętam, jak zasuwałem z kartką żywnościową do monopolowego, aby nabyć pół litra. Na kartce było „1 but.”, więc mówiłem do pani sklepowej: poproszę 1 milicjanta. I jak u Gombrowicza, hrabina Kotłubaj serwowała chłopca Kalafiora, ja z kolegami rozpijałem się milicjantem, takie to były czasy kanibalów.

Ilu butów przyszło do Frasyniuka? – nie wiem. Przeważnie chodzą po dwóch: dobry i zły, prawy i lewy, tak jak Błaszczak i Zieliński na konferencjach prasowych – i takiego samego języka używają, jak w owym wezwaniu.

Ciekawe, czy Lech Wałęsa też dostanie wezwanie na komisariat w Gdańsku? Wraz z Frasyniukiem 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie będą się mogli przedstawiać milicjantom przebranym za policjantów jako „Kowalscy z PiS-u”. Ale tym razem będzie trochę inaczej, bo dla osobistości formatu światowego Wałęsy zjadą media z całego świata.

Na tym może skorzystać też Błaszczak, bo on w tym samym czasie lubi przechadzać się po Krakowskim Przedmieściu z różańcem w ręku i modlić się. Więc radzę mu, aby kupił nowy różaniec. Nowe w telewizorze zawsze lepiej się prezentuje.

PRZESTROGA!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

>>>

CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ? ELIZA – JESTEŚMY TWOIMI FANAMI.

ŻAKOWSKI WYJAŚNIŁ NAJLEPIEJ

Do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji

Prof. Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem” na pytanie o to, co łączy i w czym tkwi siła prezesa PiS oraz prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział jednym słowem – nienawiść! – „Obaj budują swoją pozycję na emocjach negatywnych, które w polityce są silniejsze niż pozytywne. Obaj mogą sobie na to pozwolić, bo wiedzą, że nienawiść do politycznych oponentów jest wśród ich wyborców silniejsza niż niechęć ze strony reszty”.

Zapytany o to, z czego ta nienawiść wynika prawnik i politolog ocenił, że „Trumpa wybrała biała klasa pracująca, która na zdrowy rozum nie miała żadnego powodu, aby popierać finansowego oligarchę niereprezentującego jej interesów”. A co stało się w Polsce? Zdaniem Sadurskiego, doszło do „rozczarowania liberalizmem wciąż bardzo młodym i słabo zakorzenionym. Doszło do rozczarowania społeczeństwa kosztami demokracji, wolnością słowa, i zgromadzeń, pozwalającą na manifestacje ludzi nielubianych, uprawnieniami w procesie sądowym, chroniącymi także oskarżonych, nie tylko ofiary” – dodał politolog.

Zdaniem Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”, a demokratyczna większość dała im do tego mandat. – „Nie mamy wykształcenia, ale z tego powodu nie czujemy się gorsi, za nami są tłumy”. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu. – „Wiem, że to wartościujące i aroganckie słowo, używam go niechętnie, ale, niestety, w sposób najbliższy prawdy opisuje rzeczywistość” – stwierdził prawnik w rozmowie z tygodnikiem. Do Kaczyńskiego największą pretensję profesor ma o to, że – jak to sformułował – „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

DWA ZDJĘCIA, KTÓRE O PAŃSTWIE PiS MÓWIĄ WIĘCEJ NIŻ TYSIĄC SŁÓW

Działaczka Obywateli RP napadnięta za odmowę przyjęcia odznaczenia od Dudy

Kinga Kamińska – opozycjonistka z czasów PRL i działaczka Obywateli RP – w listopadzie 2015 r. została odznaczona przez Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności. W 2017 r. Kamińska je oddała. Zapowiedziała też, że nie przyjmie Krzyża Wolności i Solidarności w imieniu swojej matki, która walczyła w Powstaniu Warszawskim.

We wtorek napadnięto ją w Warszawie. Kamińska uważa, że właśnie za tę odmowę. Całą sytuację opisała na Facebooku. – „Schodziłam dziś po południu do metra spiesząc się pod komisariat na Dzielnej, na przesłuchanie Ewy Siedleckiej. Po schodach schodzę raczej powoli i ostrożnie, patrząc pod nogi. Jak to inwalidka. No bo dwie kule i orteza. Powyżej, oparci o murek ograniczający schody, stali czterej młodzi” – napisała Kamińska. – „Może było ich pięciu. Usłyszałam nad głową: to ta? ta!”Kiedy to powiedzieli, odruchowo podniosłam głowę i spojrzałam. I załapałam się na prysznic w pysk – dobrze, że mam okulary. I dobrze, że to było tylko piwo. I jeszcze bardziej dobrze, że nie dostałam tego piwa w butelce” – opowiada.

W 2013 r. Bronisław Komorowski odznaczył Kingę Kamińską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

WYOBRAŻACIE SOBIE COŚ TAKIEGO??? FRASYNIUK JUŻ DOŚWIADCZYŁ PAŃSTWA PiS. TERAZ POLICJA MĘCZY GO WEZWANIAMI NA PRZESŁUCHANIA. Kolej na Wałęsę!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

Waldemar Mystkowski pisze o córce leśniczego.

Córka leśniczego – konspiracja Szyszki

Naród już zapomniał o „córce leśniczego”, w imieniu której minister środowiska Jan Szyszko wręczył kopertę ministrowi Błaszczakowi przed posiedzeniem rządu. Ten ostatni konspiracyjnie rozglądnął się wokół, dostrzegł kamerę Polsatu, zgłupiał, bo zostali delikwenci przyłapani na gorącym uczynku, ale kopertę Błaszczak wziął.

Później Beata Szydło nazwała to „wypadkiem przy pracy”. Wszystko się zgadza – „wypadek” z powodu obecności kamery. Błaszczak jakoby oddał Szyszce list córki leśniczego. Ale o tym wypadku jednak naród chciałby coś więcej wiedzieć, kto jest córką leśniczego i jaki miała wypadek, który zdarzył się 13 czerwca.

Ministerstwo Środowiska właśnie poinformowało, że nie udzieli w ustawowym terminie odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej dokumentów córki leśniczego. Ministerstwo znalazło wybieg, na który się powołuje. „Ze względu na konieczność dokonania analizy sprawy, na podstawie art. 13 ust 2 wyżej cytowanej ustaw, termin udzielenia odpowiedzi zostaje przedłużony do dnia 14 lipca”. Wielce zakonspirowana ta córka leśniczego.

Minie wówczas miesiąc, gdy Szyszko dawał Błaszczakowi kopertę ze słowami: „To jest taka córka leśniczego. Proszę pana, ona prosiła, żebym panu to przekazał. Niech pan to przeczyta, dobrze?”.

Szyszko „taką” proszącą córkę znał. Jaka to konieczność dokonania analizy stoi na przeszkodzie, hę? Aż miesiąc potrzeba na odczytanie imienia i nazwiska pod listem? A może jest ono tak kompromitujące, iż szuka się innej córki leśniczego? Czy Szyszko urządza casting na jakąkolwiek córkę? Szyszko ostatecznie może powiedzieć, że się pomylił, bo to była np. córka myśliwego, córka rzeźnika, etc. A może nawet córka Schetyny.

Koperta wszak też może zaginąć, bo to był „wypadek przy pracy”. Szydło miała wypadek w Oświęcimiu i dziwnym trafem zepsuł się tachometr w limuzynie, w której jechała. Do dzisiaj nie wiemy, z jaką prędkością nastąpił „wypadek przy pracy”.

PiS to partia powypadkowa, katastrofalna, a jej największym „osiągnieciem” jest katastrofa smoleńska.

ŚREDNIOWIECZNE POGLĄDY NASZYCH ŚWIATŁYCH MĘDRCÓW Z PiS MOGĄ WKRÓTCE DOPROWADZIĆ DO WZNOWIENIA WYPRAW KRZYŻOWYCH.

>>>

PILNE: Czarna Madonna żegna się z Jasną Górą. Ma ją zastąpić Maryja o jaśniejszym odcieniu skóry

“To jakaś głupota. Dowolny lek może mieć takie działanie np. lek na astmę”.

Andrzej Karmiński na Koduj24 zastanawia się, czy PiS to sekta, czy korporacja.

Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.

W uczciwych mediach i na rozsądnych portalach wielu przytomnych komentatorów życia politycznego próbuje wyjaśnić fenomen poparcia ponad jednej trzeciej Polaków dla formacji, która jawnie drwi ze zdrowego rozsądku, oszukuje i kłamie w żywe oczy, a przy tym potyka się nieustannie o własne sznurówki, obnaża swoją bezradność i zalicza kolejne wtopy. Popularne są dwa poglądy, pozornie odległe, a w gruncie rzeczy uzupełniające się nawzajem.   Z jednej strony mamy więc ponoć do czynienia ze swoistym ogłupieniem tych Polaków, którzy mentalnie nie wyrośli jeszcze z dziecięcej fascynacji spiskowymi opisami rzeczywistości i nie pozbyli się naturalnego w małoletnich wspólnotach podziwu dla brutalnej siły podwórkowych watażków.  Ludzi takich łatwo było przekonać, że poprzednie rządy Polskę rozkradły, zdemolowały i podporządkowały Ruskim albo Niemcom i że tylko władza silnej ręki przywrócić może Ojczyźnie porządek i dobrobyt.

Druga teoria bliska jest naukom teologicznym: oto mamy do czynienia ze współczesną sektą grupującą ludzi, którzy uwierzyli w nadnaturalną moc nowego Mesjasza i jego wspaniały Plan uporządkowania świata – plan, którego realizacja wymaga rewolucyjnych, a więc także niszczących zabiegów uzdrawiających chorą demokrację. Cel uświęca środki, wiara przenosi góry, a mędrca szkiełko i oko tylko przeszkadza w osiągnięciu powszechnego zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Oba te wyjaśnienia wydają mi się mocno ułomne. Mogę zrozumieć łatwowierność i bezkompromisowość młodej generacji wyborców PiS, trudniej uwierzyć w bezmyślne zdziecinnienie kierownictwa tej formacji, jej członków i wspierającego ich dorosłego środowiska. Jeszcze trudniej uwierzyć w to, że tylu Polaków tak łatwo i tak szybko można oczarować, ogłupić i uwieść podsuwając im fałszywe prawdy wiary.

To prawda, że ludzie są w stanie uwierzyć w najbardziej idiotyczne brednie. W USA, kraju cywilizowanym i stosunkowo trzeźwym, 12,5 miliona Amerykanów wierzy, że światem rządzi grupa zmiennokształtnych jaszczuro-ludzi, co dziesiąty ankietowany (11 proc.) jest przekonany, że rząd Georga Busha wiedział o planowanych atakach na WTC, ale pozwolił, by do nich doszło, 13 proc. Amerykanów uważa, że prezydent Obama był Antychrystem, a jedna piąta badanych twierdzi, że rząd ukrył fakt, iż w 1947 roku w Roswell rozbił się statek kosmiczny. Również kilkanaście procent mieszkańców krajów europejskich wierzy, że choroby wymyślają koncerny farmaceutyczne oraz że rządy kontrolują umysły wyborców poprzez specjalne sygnały nadawane w telewizji, a prawie 30 proc. wierzy, że globalne ocieplenie jest mistyfikacją wymyśloną przez naukowców.   Jednak te badania i sondaże wskazują równocześnie, że niemal wszystkie spiskowe teorie nie są bynajmniej aktami ślepej wiary, a wynikają po prostu z braku wiedzy. Dobrym przykładem jest sonda, w której co trzeci obywatel USA stwierdził, że nie pochodzi od małpy – i miał rację: pozostałe dwie trzecie badanych po prostu niewiele wie o teorii ewolucji.
Wracając na polskie podwórko: czy „religia smoleńska” jest naprawdę wytworem religijnego amoku? Czy naprawdę prawie trzecia część Polaków wierzy, że Tusk z Putinem wypuścili obłok helu, zadymili lotnisko smoleńskie sztuczną mgłą, podłożyli w samolocie dwa albo trzy ładunki trotylu i dla pewności jeszcze bombę termobaryczną, a na końcu dobijali ocalałych z zamachu? Czy co trzeci Polak naprawdę jest przekonany, że dr Andrzej Duda, mgr Kempa i mgr Ziobro są lepszymi prawnikami niż polscy i zachodni profesorowie znamienitych uniwersytetów i doświadczeni praktycy ze wszystkich liczących się gremiów prawniczych? Czy mityczny uchodźca uciekający spod bomb i prześladowany przez terrorystów sam jest potencjalnym terrorystą, groźniejszym niż kibol nacjonalista gotowy walić w mordę każdego, kto wygląda inaczej i ma podejrzaną dykcję, albo ośmielił się wywiesić przed domem unijną flagę? Czy biskup Pieronek, który apeluje o przyjęcie uciekających przed śmiercią i prześladowaniem, jest dla wyborców PiS „notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem” – jak głosi Naczelny Polski Katolik Marian Kowalski?

Niemożliwe, żeby tak wielu ludzi święcie wierzyło w propagandowy PiS-owski bełkot. W spiskowe narracje nie wierzą nawet jej autorzy, nie tylko Macierewicz, który wyznał niedawno, że teorie smoleńskie to tylko niezbędne paliwo polityczne. Czołowi funkcjonariusze PiS porzucają dotychczasowe poglądy i na wyprzódki głoszą nowo objawioną Prawdę. Beata Kempa jeszcze kilka lat temu jak lwica broniła legalizmu i prawomocności orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Beata Szydło 10 lat temu stawała w obronie Nigeryjki, którą zamierzano deportować.  Pamiętam Kaczyńskiego, który po katastrofie smoleńskiej ogłosił, że czas już zakończyć wojnę polsko-polską i pojednać się z oponentami. Pamiętam też, że całkiem niedawno nepotyzm i kolesiostwo były dla niego krańcowym złem. Wyobrażam sobie, jak mówi teraz do Błaszczaka: – No i popatrz, kapciowy, całe życie się myliłem…

Moim zdaniem niesłabnące poparcie dla rządów PiS nie jest bynajmniej tańcem derwiszów, krążących w amoku wokół hipnotyzera Kaczyńskiego. Nie jest też przejawem ślepej wiary w nowoobjawioną Prawdę. Funkcjonariusze PiS, celebrujący swoją comiesięczną liturgię, to na ogół „niewierzący praktykujący” oraz chrześcijanie wyznania toruńsko-katolickiego, którzy  z Pisma Świętego wyczytali jedynie „oko za oko, ząb za ząb”, pomijając m.in. słowa Chrystusa „byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie”  , które zamknęły wrota Raju przed ludźmi, którzy nie okazali współczucia uchodźcom.  Ich wiara jest wybiórcza i jeśli w coś wierzą, to raczej w gipsową Matkę Boską pomalowaną na niebiesko i św. Krzysztofa na breloczku kluczyków samochodowych.

Mam wrażenie, że tej formacji bliżej do korporacji niż sekty.  Wyborcy PiS traktowani są nie tyle jak wierni, co raczej jak słabsi partnerzy biznesowi, z którymi jednak należy się układać, by zrobić dobry interes. – Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.  Ci, którzy się na to godzą, nie mają świadomości, że to interes szemrany, bo oferty PiS nie można negocjować. – Albo będziesz nasz – albo cię zdegradujemy i przestaniesz być Narodem – tym, który nas wybrał i uprawnił do sprawowania władzy wedle naszej woli. A na takich odszczepieńców czekają już Błaszczak i Ziobro. To jak będzie?  

NAJWIĘKSZA AFERA W POLSCE. WIADOMO KTO ZA NIĄ STOI I WIADOMO, DLACZEGO NIE CHCĄ TEGO WYJAŚNIĆ…

Frasyniuk o Kaczyńskim: Usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy

– Jestem przekonany, że w którymś momencie usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy. Coś się zmieniło w jego psychice – tak o Jarosławie Kaczyńskim mówi Władysław Frasyniuk. W wywiadzie dla „Newsweeka” były związkowiec nie oszczędza również obecnej opozycji. – Zróbcie nową partię. Wtedy zaangażuję się 24 godziny na dobę – zapowiada Frasyniuk.

Na pytanie o to, czy zamierza wrócić do polityki i stanąć na czele opozycji, Frasyniuk odpowiada z irytacją. – Ale na czele czego mam stanąć? Po liberalno–demokratycznej stronie widzę kilkunastu przyzwoitych ludzi i jakbym siadł z kartką, to bym napisał nazwiska z PO i .Nowoczesnej i powiedział: zróbcie nową partię – odpowiada Frasyniuk stwierdzając, że powrotu do polityki nie bierze pod uwagę. Jeśli jednak powstałby nowy twór złożony z owych przyzwoitych ludzi to były opozycjonista deklaruje „24-godzinne zaangażowanie i wszelaką pomoc”. Kto powinien założyć taką partię?

– Z PO: Rafał Trzaskowski, Joanna Mucha, Borys Budka. Z Nowoczesnej: Katarzyna Lubnauer, Joanna Scheuring – Wielgus, która skromnie przyszła na sobotnią kontrmanifestację na Krakowskim Przedmieściu, nie gwiazdorzyła – wymienia legendarny działacz opozycji antykomunistycznej, zaznaczając, że chodzi mu o „40-latków z wiedzą o państwie i gospodarce oraz potężnym potencjałem”.

– W Polsce potrzebna jest partia socjalliberalna, która odwołuje się do wolności – obywatelskich i gospodarczych. Po lewej stronie też są ciekawi ludzie – Barbara Nowacka i Robert Biedroń. Jest olbrzymia przestrzeń na partię i mnóstwo ludzi, którzy by się zaangażowali – stwierdza Frasyniuk. O Grzegorzu Schetynie mówi, że ma „mentalność autorytarną”, która nie pozwala mu postawić na młodych w swojej partii, „żeby za bardzo nie wyrośli”.

Znacznie więcej jednak mówi o autorytarnych zapędach prezesa PiS. – Jarosław Kaczyński zawsze prezentował typ prawicowego, autorytarnego sposobu myślenia. O takich w podziemiu mówiliśmy „wielepy”, czyli wie lepiej – mówi Frasyniuk, podkreślając, że sposób myślenia prezesa PiS „bierze się z książek”. – Dużo czyta, ale odwołuje się do modelu państwa polskiego z 1938 roku, czyli do państwa o ustroju autorytarnym. Świadczy o tym to, co mówi o Polsce, Rosji, Niemczech i Międzymorzu. On nigdy nie widział świata. Nie usiadł na ryneczku europejskiego miasta, nie chłonął go – podsumowuje Frasyniuk.

Zapytany czy według niego Kaczyński pogodził się ze śmiercią brata odpowiada: – To było dla niego dramatyczne przeżycie i bardzo mu współczuję. Oni byli ze sobą bardzo silnie związani, mimo, że byli bardzo różni. Ale Jarek bardzo przeżył także śmierć matki, z którą był najsilniej związany. Jestem przekonany, że w którymś momencie usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy. Coś się zmieniło w jego psychice – mówi Frasyniuk w rozmowie z „Newsweekiem”.

A MOŻE PO PROSTU BĘDZIE DISCO POLO LIVE + PIETRZAK HEJTUJĄCY PO?

Waldemar Mystkowski pisze o „napadzie” Waszczykowskiego na Dudę.

Waszczykowski jeździ po Dudzie jak na łysej kobyle

Witold Waszczykowski nie musi jeździć do Spały na zjazd Klubów Gazety Polskiej, aby zaznajomić się z listem Jarosława Kaczyńskiego do uczestników. A Adrian musi.

Waszczykowski nie musi zapewniać pośrednio prezesa, że Obywatele RP chcą przelać jego krew, a Adrian musi lecieć z tym komunikatem do TV Republika, aby zatroskać się o pisowską krew.

Zauważmy, iż Andrzej Duda cały czas nie stoi pod drzwiami prezesa, weekendy ma wolne od antyszambrowania, choć pracowite.

Przyszedł poniedziałek i rozpoczęło się jeżdżenie po Dudzie jak na łysej kobyle. Waszczykowski doszedł do słusznego skądinąd wniosku, że inni mogą używać sobie na prezydencie, dlaczego by nie on. Tydzień zaczął mocno, bo pod adresem Dudy skierował upomnienie: – „Oczekuję wyjaśnień…”. Wyjaśnienia mają dotyczyć ambasadorów, który nominował na wakujące ambasady: – „Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”.

Waszczykowski upomniał Dudę w RMF FM, a nie pod drzwiami prezesa na Nowogrodzkiej. Musiał Duda podpaść Waszczykowskiemu, kiedy dostał taką publiczną reprymendę. Takie rzeczy raczej załatwia się na telefon albo na umówionym spotkaniu, w najgorszym razie listownie.

Ale żeby publicznie? Ho, ho – Waszczykowski urósł w siłę do tego stopnia, aby pomiatać w prywatnym radiu Adrianem? Do tej pory mógł to robić tylko prezes Kaczyński i w porywach Antoni Macierewicz. Znaczy się, Waszczykowski po załatwieniu niestałego członkostwa dla Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i wizyty Donalda Trumpa w Warszawie dostał takich muskułów, że może smagać szpicrutą prezydenta.

SŁOWO OD ROMANA GIERTYCHA 🙂

TAK DOPROWADZA SIĘ KULTURĘ DO RUINY…

>>>

NAWET KOŚCIÓŁ TWIERDZI, ŻE MIESIĘCZNICE TO NIE RELIGIA. CZY PiS UPADŁO NA GŁOWĘ OSKARŻAJĄC KONTRMANIFESTANTÓW???

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Łebski Macierewicz i Mojżesz Kaczyński

Antoni Macierewicz ma łeb jak sklep? To porównanie mnie nie zadowala, bo ma łeb jak galeria handlowa. Tak! Macierewicz nie ma deficytu głowy (jak to ładnie ujął Ludwik Dorn w stosunku do Mariusza Błaszczaka), ma bez mała łeb konia (jeszcze jedna łebska metafora).

Dlaczego? Szybko śpieszę wyjaśnić. Powtórne wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej na kopyto PiS leży w gruzach, lecz minister obrony się nie daje. O, nie! Trwa przy swoich bredniach. Właśnie Macierewicz przeczytał wywiad z przewodniczącym Komisji Technicznej MAK Aleksiejem Morozowem na kremlowskim portalu Sputnik, opublikowanym w języku polskim, a powtórzonym przez agencję prasową RIA Nowosti. I Macierewicz doczytał, że – ogłosił to w swoim wideo felietonie w TV Trwam – „dobrze, że [Morozow – przyp. mój] przyznał się, iż doszło do rozpadu samolotu już przed uderzeniem w ziemię. Dobrze, że [Morozow] potwierdził analizy komisji smoleńskiej prowadzonej przez pana prof. Nowaczyka”.

Z wywiadu z Rosjaninem wynika, iż chodzi o rozpad po uderzeniu w brzozę, a jeszcze przed pierdyknięciem w ziemię, a oprócz tego Nowaczyk nie jest profesorem, tylko doktorem i szefem podkomisji, a nie komisji, bo ta byłaby w świetle prawa bezprawna.

Macierewicz na podstawie swego rozumienia wywiadu w kremlowskim Sputniku, w którym jakoby Morozow zgadza się z ustaleniami podkomisji (profesora) Nowaczyka (wcześniej Berczyńskiego), złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez komisję Millera (powołaną przez Donalda Tuska). I tutaj ma zastosowanie łeb jak sklep, bowiem w ten sposób prokuratura przejmuje badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej, gdyż musi ustalić, na czym polegają „wątpliwości co do rzetelności i prawdziwości” raportu Millera w zestawieniu do ustaleń podkomisji ekspertów Macierewicza i do rosyjskiego raportu MAK.

Prokuratura więc ma do zbadania dwa, a nawet trzy razy więcej materiału faktograficznego, a oprócz tego musi wydać jakieś postanowienie oskarżycielskie. Od katastrofy smoleńskiej minęło 7 lat, zapowiada się na kolejnych kilka i więcej lat.

Jarosław Kaczyński przez ten czas będzie zbliżał się do prawdy na Krakowskim Przedmieściu. Kiedyś po takich słowach mojżeszowych prezesa PiS napisałem, że czeka go 40 lat wędrówki po piaskach pustyni, zanim dotrze do prawdy, tj. ziemi obiecanej Kanaan. I się nie pomyliłem.

Cieszy się też członek komisji Millera Maciej Lasek, na Twitterze ogłosił: – „Bum! Stało się! Minister Macierewicz zarzuca Komisji Millera, że NIE PRZEPISAŁA raportu z raportu komisji MAK”. Taka jest logiczna przesłanka zawiadomienia do prokuratury, bo w zawiadomieniu Macierewicza czytamy: „wnioski wyrażone w raporcie końcowym [Millera] w znaczący sposób odbiegają od ustaleń MAK”.

A wracając do naszego Mojżesza na Krakowskim Przedmieściu, łatwo obliczyć, Kaczyński jak biblijna postać Mojżesza dojdzie do prawdy mając 120 lat. Ile prezes PiS będzie łaził po pustyni Krakowskiego Przedmieścia, tyle lat napotka kontrmiesięcznice. Nie łudźmy się, że taki łebski minister jak Macierewicz zostanie zdymisjonowany. Co się jednak stanie, gdy zmieni się rząd, gdy wybory wygra Platforma Obywatelska albo Nowoczesna?

LE TYSIĘCY KOSZTOWAŁA TA MIESIĘCZNICA? 300, 400, 500? A MOŻE JUŻ OKRĄGŁY MILION??? Z NASZYCH PODATKÓW…

Siedlecka i Frasyniuk a los Kaczyńskiego

Publicystka prawna „Polityki” i „Wyborczej” Ewa Siedlecka została wczoraj – podczas zorganizowanej przez Obywateli RP blokady miesięcznicy smoleńskiej – wyniesiona przez policjantów wcześniej niż Władysław Frasyniuk. Była drugą osobą, która przeniesiono z miejsca protestu na miejsce kontrolowane przez policję. Po chwili „dołączył”  do niej i innych przeniesionych legendarny lider „Solidarności”, też przeniesiony Frasyniuk.

Siedlecka opisała, jak przebiegał protest, także opowiedziała o tym portalowi OKO.press tuż po 2-godzinnym „zwolnieniu” jej przez policję. Policji na Krakowskim Przedmieściu było mrowie (zjazd policjantów z całego kraju), można tę ilość porównać do mrowia milicjantów w Grudniu 1970, gdy pacyfikowane były protesty robotników na Wybrzeżu. Nawiasem: przestępcy w tym czasie w całym kraju mają używanie.

Siedlecka opowiada, że nie dopuszczono do nich adwokatów, a to kolejne bezprawne działanie policji. Świadomie używam pojęcia „przeniesieni”, bo to faktycznie był areszt. Siedlecka i Frasyniuk byli izolowani od innych protestujących, byli otoczeni kordonem policji i adwokaci nie mieli do nich dostepu.
Jest to kwalifikacja aresztu. Zarówno Siedlecką, jak i innych postraszono 500 złotowym mandatem, odmówili przyjęcia, więc zostanie uruchomiona procedura sądowa. Frasyniukowi nawet grozi do 3 lat więzienia, bo PiS (przecież nie policja) dopatrzyło się naruszenia „nietykalności policjanta”.

To są strachy na Lachy, bo każdy ma prawo się bronić – szczególnie przed policjantem – gdy ten postępuje brutalnie, albo ofiara może obawiać się użycia paralizatora przez policjanta. Siedlecka zapowiada, iż weźmie udział w takim samym proteście za miesiąc.

Wchodzimy w kolejny etap państwa zarządzanego przez PiS. Magdalena Środa uważa, że pomału przechodzimy z ustroju dyktatorskiego w totalitarny. Nie jest to żadna przesada. Ale ta przemiana ustrojowa świadczy, iż zmierzamy do jakiegoś rozstrzygnięcia. Polska to jednak nie jest Rosja Putina, ani Turcja Erdogana, a to pokazuje kierunek, a w zasadzie los, jaki czeka Kaczyńskiego.

SŁOWA SZCZERSKIEGO BOLĄ PRAWICĘ BARDZO

Kleofas Wieniawa pisze o Błaszczaku.

Mariusz „Deficyt” Błaszczak (Ludwik Dorn dał ksywkę ministrowi twierdząc, iż onże jest chodzącym deficytem inteligencji) w czasie miesięcznicy kroczył w procesji po Krakowskim Przedmieściu.

Jaka zatem to religia i czy jest zarejestrowana?

Religie mają swoje kościoły, meczety, badź bożnice. Gdzie ta religia zatem ma swoje ośrodki kultu? Jeżeli dowiemy się gdzie, będziemy wiedzieć, gdzie mają się odbywać rytuały, bo ulica do nich nie należy, jest przestrzenią zdesakralizowaną.

„Deficyt” w TVP Info był podzielić się zajęciem – nie tylko chodzeniem deficytowym – co też robił na Krakowskim Przedmieściu. „Szliśmy, odmawiając różaniec”.

Mam rozumieć, iż to rytuał zapośrednioczony z katolicyzmu, ale nie z chrześcijaństwa. W pobliżu wszak znajduja się kościoły, trzeba było wpaść do nich – wcześniej wynajmując przestrzeń – i „odmawiać różaniec”.

Może nawet fajniejsze jest, co „Deficyt” Błaszczak zobaczył i usłyszał.

Dojrzał Władysława Frasyniuka. Czyżby otarł się o niego? Tak! Bo przeczytał u Frasyniuka „wpięte w klapę, pisane chyba cyrylicą, po rosyjsku, wulgarne słowa dotyczące PiS”.

Nie wyjawił jakie to wulgarne słowa pisane cyrylicą przeczytał, ale tym samym pochwalił się, iż jest poliglotą.

Błaszczak też usłyszał (czyli poza sezonem „Ucha prezesa”, które dopiero na jesieni będzie kontynuowane) na własne uszy,  że „Frasyniuk groził Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wyraźnie słyszałem”.

Też chcielibyśmy poznać owe groźby.

Dochodzę jednak do wniosku, iż Błaszczaka nie tylko znamionuje ów Dornowy „deficyt”, ale zwidy i słuchy właściwe chorobie o wiele poważniejszej niż braki w ilorazie inteligencji.

A tę chorobę nie leczy się w żadnym kościele, meczecie, bożnicy, ale w zakładach o rygorze, o które dbają pielęgniarze, a różaniec i sznurowadła są przechowywane w magazynie do czasu polepszenia się.

TEN WPIS MAĆKA STUHRA W 3 GODZINY NA FB ZDOBYŁ 50 TYSIĘCY REAKCJI. MISTRZ, PO PROSTU MISTRZ.

>>>