Posts Tagged ‘Władysław Frasyniuk’

PILNE: Czarna Madonna żegna się z Jasną Górą. Ma ją zastąpić Maryja o jaśniejszym odcieniu skóry

“To jakaś głupota. Dowolny lek może mieć takie działanie np. lek na astmę”.

Andrzej Karmiński na Koduj24 zastanawia się, czy PiS to sekta, czy korporacja.

Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.

W uczciwych mediach i na rozsądnych portalach wielu przytomnych komentatorów życia politycznego próbuje wyjaśnić fenomen poparcia ponad jednej trzeciej Polaków dla formacji, która jawnie drwi ze zdrowego rozsądku, oszukuje i kłamie w żywe oczy, a przy tym potyka się nieustannie o własne sznurówki, obnaża swoją bezradność i zalicza kolejne wtopy. Popularne są dwa poglądy, pozornie odległe, a w gruncie rzeczy uzupełniające się nawzajem.   Z jednej strony mamy więc ponoć do czynienia ze swoistym ogłupieniem tych Polaków, którzy mentalnie nie wyrośli jeszcze z dziecięcej fascynacji spiskowymi opisami rzeczywistości i nie pozbyli się naturalnego w małoletnich wspólnotach podziwu dla brutalnej siły podwórkowych watażków.  Ludzi takich łatwo było przekonać, że poprzednie rządy Polskę rozkradły, zdemolowały i podporządkowały Ruskim albo Niemcom i że tylko władza silnej ręki przywrócić może Ojczyźnie porządek i dobrobyt.

Druga teoria bliska jest naukom teologicznym: oto mamy do czynienia ze współczesną sektą grupującą ludzi, którzy uwierzyli w nadnaturalną moc nowego Mesjasza i jego wspaniały Plan uporządkowania świata – plan, którego realizacja wymaga rewolucyjnych, a więc także niszczących zabiegów uzdrawiających chorą demokrację. Cel uświęca środki, wiara przenosi góry, a mędrca szkiełko i oko tylko przeszkadza w osiągnięciu powszechnego zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Oba te wyjaśnienia wydają mi się mocno ułomne. Mogę zrozumieć łatwowierność i bezkompromisowość młodej generacji wyborców PiS, trudniej uwierzyć w bezmyślne zdziecinnienie kierownictwa tej formacji, jej członków i wspierającego ich dorosłego środowiska. Jeszcze trudniej uwierzyć w to, że tylu Polaków tak łatwo i tak szybko można oczarować, ogłupić i uwieść podsuwając im fałszywe prawdy wiary.

To prawda, że ludzie są w stanie uwierzyć w najbardziej idiotyczne brednie. W USA, kraju cywilizowanym i stosunkowo trzeźwym, 12,5 miliona Amerykanów wierzy, że światem rządzi grupa zmiennokształtnych jaszczuro-ludzi, co dziesiąty ankietowany (11 proc.) jest przekonany, że rząd Georga Busha wiedział o planowanych atakach na WTC, ale pozwolił, by do nich doszło, 13 proc. Amerykanów uważa, że prezydent Obama był Antychrystem, a jedna piąta badanych twierdzi, że rząd ukrył fakt, iż w 1947 roku w Roswell rozbił się statek kosmiczny. Również kilkanaście procent mieszkańców krajów europejskich wierzy, że choroby wymyślają koncerny farmaceutyczne oraz że rządy kontrolują umysły wyborców poprzez specjalne sygnały nadawane w telewizji, a prawie 30 proc. wierzy, że globalne ocieplenie jest mistyfikacją wymyśloną przez naukowców.   Jednak te badania i sondaże wskazują równocześnie, że niemal wszystkie spiskowe teorie nie są bynajmniej aktami ślepej wiary, a wynikają po prostu z braku wiedzy. Dobrym przykładem jest sonda, w której co trzeci obywatel USA stwierdził, że nie pochodzi od małpy – i miał rację: pozostałe dwie trzecie badanych po prostu niewiele wie o teorii ewolucji.
Wracając na polskie podwórko: czy „religia smoleńska” jest naprawdę wytworem religijnego amoku? Czy naprawdę prawie trzecia część Polaków wierzy, że Tusk z Putinem wypuścili obłok helu, zadymili lotnisko smoleńskie sztuczną mgłą, podłożyli w samolocie dwa albo trzy ładunki trotylu i dla pewności jeszcze bombę termobaryczną, a na końcu dobijali ocalałych z zamachu? Czy co trzeci Polak naprawdę jest przekonany, że dr Andrzej Duda, mgr Kempa i mgr Ziobro są lepszymi prawnikami niż polscy i zachodni profesorowie znamienitych uniwersytetów i doświadczeni praktycy ze wszystkich liczących się gremiów prawniczych? Czy mityczny uchodźca uciekający spod bomb i prześladowany przez terrorystów sam jest potencjalnym terrorystą, groźniejszym niż kibol nacjonalista gotowy walić w mordę każdego, kto wygląda inaczej i ma podejrzaną dykcję, albo ośmielił się wywiesić przed domem unijną flagę? Czy biskup Pieronek, który apeluje o przyjęcie uciekających przed śmiercią i prześladowaniem, jest dla wyborców PiS „notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem” – jak głosi Naczelny Polski Katolik Marian Kowalski?

Niemożliwe, żeby tak wielu ludzi święcie wierzyło w propagandowy PiS-owski bełkot. W spiskowe narracje nie wierzą nawet jej autorzy, nie tylko Macierewicz, który wyznał niedawno, że teorie smoleńskie to tylko niezbędne paliwo polityczne. Czołowi funkcjonariusze PiS porzucają dotychczasowe poglądy i na wyprzódki głoszą nowo objawioną Prawdę. Beata Kempa jeszcze kilka lat temu jak lwica broniła legalizmu i prawomocności orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Beata Szydło 10 lat temu stawała w obronie Nigeryjki, którą zamierzano deportować.  Pamiętam Kaczyńskiego, który po katastrofie smoleńskiej ogłosił, że czas już zakończyć wojnę polsko-polską i pojednać się z oponentami. Pamiętam też, że całkiem niedawno nepotyzm i kolesiostwo były dla niego krańcowym złem. Wyobrażam sobie, jak mówi teraz do Błaszczaka: – No i popatrz, kapciowy, całe życie się myliłem…

Moim zdaniem niesłabnące poparcie dla rządów PiS nie jest bynajmniej tańcem derwiszów, krążących w amoku wokół hipnotyzera Kaczyńskiego. Nie jest też przejawem ślepej wiary w nowoobjawioną Prawdę. Funkcjonariusze PiS, celebrujący swoją comiesięczną liturgię, to na ogół „niewierzący praktykujący” oraz chrześcijanie wyznania toruńsko-katolickiego, którzy  z Pisma Świętego wyczytali jedynie „oko za oko, ząb za ząb”, pomijając m.in. słowa Chrystusa „byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie”  , które zamknęły wrota Raju przed ludźmi, którzy nie okazali współczucia uchodźcom.  Ich wiara jest wybiórcza i jeśli w coś wierzą, to raczej w gipsową Matkę Boską pomalowaną na niebiesko i św. Krzysztofa na breloczku kluczyków samochodowych.

Mam wrażenie, że tej formacji bliżej do korporacji niż sekty.  Wyborcy PiS traktowani są nie tyle jak wierni, co raczej jak słabsi partnerzy biznesowi, z którymi jednak należy się układać, by zrobić dobry interes. – Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.  Ci, którzy się na to godzą, nie mają świadomości, że to interes szemrany, bo oferty PiS nie można negocjować. – Albo będziesz nasz – albo cię zdegradujemy i przestaniesz być Narodem – tym, który nas wybrał i uprawnił do sprawowania władzy wedle naszej woli. A na takich odszczepieńców czekają już Błaszczak i Ziobro. To jak będzie?  

NAJWIĘKSZA AFERA W POLSCE. WIADOMO KTO ZA NIĄ STOI I WIADOMO, DLACZEGO NIE CHCĄ TEGO WYJAŚNIĆ…

Frasyniuk o Kaczyńskim: Usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy

– Jestem przekonany, że w którymś momencie usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy. Coś się zmieniło w jego psychice – tak o Jarosławie Kaczyńskim mówi Władysław Frasyniuk. W wywiadzie dla „Newsweeka” były związkowiec nie oszczędza również obecnej opozycji. – Zróbcie nową partię. Wtedy zaangażuję się 24 godziny na dobę – zapowiada Frasyniuk.

Na pytanie o to, czy zamierza wrócić do polityki i stanąć na czele opozycji, Frasyniuk odpowiada z irytacją. – Ale na czele czego mam stanąć? Po liberalno–demokratycznej stronie widzę kilkunastu przyzwoitych ludzi i jakbym siadł z kartką, to bym napisał nazwiska z PO i .Nowoczesnej i powiedział: zróbcie nową partię – odpowiada Frasyniuk stwierdzając, że powrotu do polityki nie bierze pod uwagę. Jeśli jednak powstałby nowy twór złożony z owych przyzwoitych ludzi to były opozycjonista deklaruje „24-godzinne zaangażowanie i wszelaką pomoc”. Kto powinien założyć taką partię?

– Z PO: Rafał Trzaskowski, Joanna Mucha, Borys Budka. Z Nowoczesnej: Katarzyna Lubnauer, Joanna Scheuring – Wielgus, która skromnie przyszła na sobotnią kontrmanifestację na Krakowskim Przedmieściu, nie gwiazdorzyła – wymienia legendarny działacz opozycji antykomunistycznej, zaznaczając, że chodzi mu o „40-latków z wiedzą o państwie i gospodarce oraz potężnym potencjałem”.

– W Polsce potrzebna jest partia socjalliberalna, która odwołuje się do wolności – obywatelskich i gospodarczych. Po lewej stronie też są ciekawi ludzie – Barbara Nowacka i Robert Biedroń. Jest olbrzymia przestrzeń na partię i mnóstwo ludzi, którzy by się zaangażowali – stwierdza Frasyniuk. O Grzegorzu Schetynie mówi, że ma „mentalność autorytarną”, która nie pozwala mu postawić na młodych w swojej partii, „żeby za bardzo nie wyrośli”.

Znacznie więcej jednak mówi o autorytarnych zapędach prezesa PiS. – Jarosław Kaczyński zawsze prezentował typ prawicowego, autorytarnego sposobu myślenia. O takich w podziemiu mówiliśmy „wielepy”, czyli wie lepiej – mówi Frasyniuk, podkreślając, że sposób myślenia prezesa PiS „bierze się z książek”. – Dużo czyta, ale odwołuje się do modelu państwa polskiego z 1938 roku, czyli do państwa o ustroju autorytarnym. Świadczy o tym to, co mówi o Polsce, Rosji, Niemczech i Międzymorzu. On nigdy nie widział świata. Nie usiadł na ryneczku europejskiego miasta, nie chłonął go – podsumowuje Frasyniuk.

Zapytany czy według niego Kaczyński pogodził się ze śmiercią brata odpowiada: – To było dla niego dramatyczne przeżycie i bardzo mu współczuję. Oni byli ze sobą bardzo silnie związani, mimo, że byli bardzo różni. Ale Jarek bardzo przeżył także śmierć matki, z którą był najsilniej związany. Jestem przekonany, że w którymś momencie usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy. Coś się zmieniło w jego psychice – mówi Frasyniuk w rozmowie z „Newsweekiem”.

A MOŻE PO PROSTU BĘDZIE DISCO POLO LIVE + PIETRZAK HEJTUJĄCY PO?

Waldemar Mystkowski pisze o „napadzie” Waszczykowskiego na Dudę.

Waszczykowski jeździ po Dudzie jak na łysej kobyle

Witold Waszczykowski nie musi jeździć do Spały na zjazd Klubów Gazety Polskiej, aby zaznajomić się z listem Jarosława Kaczyńskiego do uczestników. A Adrian musi.

Waszczykowski nie musi zapewniać pośrednio prezesa, że Obywatele RP chcą przelać jego krew, a Adrian musi lecieć z tym komunikatem do TV Republika, aby zatroskać się o pisowską krew.

Zauważmy, iż Andrzej Duda cały czas nie stoi pod drzwiami prezesa, weekendy ma wolne od antyszambrowania, choć pracowite.

Przyszedł poniedziałek i rozpoczęło się jeżdżenie po Dudzie jak na łysej kobyle. Waszczykowski doszedł do słusznego skądinąd wniosku, że inni mogą używać sobie na prezydencie, dlaczego by nie on. Tydzień zaczął mocno, bo pod adresem Dudy skierował upomnienie: – „Oczekuję wyjaśnień…”. Wyjaśnienia mają dotyczyć ambasadorów, który nominował na wakujące ambasady: – „Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”.

Waszczykowski upomniał Dudę w RMF FM, a nie pod drzwiami prezesa na Nowogrodzkiej. Musiał Duda podpaść Waszczykowskiemu, kiedy dostał taką publiczną reprymendę. Takie rzeczy raczej załatwia się na telefon albo na umówionym spotkaniu, w najgorszym razie listownie.

Ale żeby publicznie? Ho, ho – Waszczykowski urósł w siłę do tego stopnia, aby pomiatać w prywatnym radiu Adrianem? Do tej pory mógł to robić tylko prezes Kaczyński i w porywach Antoni Macierewicz. Znaczy się, Waszczykowski po załatwieniu niestałego członkostwa dla Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i wizyty Donalda Trumpa w Warszawie dostał takich muskułów, że może smagać szpicrutą prezydenta.

SŁOWO OD ROMANA GIERTYCHA 🙂

TAK DOPROWADZA SIĘ KULTURĘ DO RUINY…

>>>

NAWET KOŚCIÓŁ TWIERDZI, ŻE MIESIĘCZNICE TO NIE RELIGIA. CZY PiS UPADŁO NA GŁOWĘ OSKARŻAJĄC KONTRMANIFESTANTÓW???

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Łebski Macierewicz i Mojżesz Kaczyński

Antoni Macierewicz ma łeb jak sklep? To porównanie mnie nie zadowala, bo ma łeb jak galeria handlowa. Tak! Macierewicz nie ma deficytu głowy (jak to ładnie ujął Ludwik Dorn w stosunku do Mariusza Błaszczaka), ma bez mała łeb konia (jeszcze jedna łebska metafora).

Dlaczego? Szybko śpieszę wyjaśnić. Powtórne wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej na kopyto PiS leży w gruzach, lecz minister obrony się nie daje. O, nie! Trwa przy swoich bredniach. Właśnie Macierewicz przeczytał wywiad z przewodniczącym Komisji Technicznej MAK Aleksiejem Morozowem na kremlowskim portalu Sputnik, opublikowanym w języku polskim, a powtórzonym przez agencję prasową RIA Nowosti. I Macierewicz doczytał, że – ogłosił to w swoim wideo felietonie w TV Trwam – „dobrze, że [Morozow – przyp. mój] przyznał się, iż doszło do rozpadu samolotu już przed uderzeniem w ziemię. Dobrze, że [Morozow] potwierdził analizy komisji smoleńskiej prowadzonej przez pana prof. Nowaczyka”.

Z wywiadu z Rosjaninem wynika, iż chodzi o rozpad po uderzeniu w brzozę, a jeszcze przed pierdyknięciem w ziemię, a oprócz tego Nowaczyk nie jest profesorem, tylko doktorem i szefem podkomisji, a nie komisji, bo ta byłaby w świetle prawa bezprawna.

Macierewicz na podstawie swego rozumienia wywiadu w kremlowskim Sputniku, w którym jakoby Morozow zgadza się z ustaleniami podkomisji (profesora) Nowaczyka (wcześniej Berczyńskiego), złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez komisję Millera (powołaną przez Donalda Tuska). I tutaj ma zastosowanie łeb jak sklep, bowiem w ten sposób prokuratura przejmuje badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej, gdyż musi ustalić, na czym polegają „wątpliwości co do rzetelności i prawdziwości” raportu Millera w zestawieniu do ustaleń podkomisji ekspertów Macierewicza i do rosyjskiego raportu MAK.

Prokuratura więc ma do zbadania dwa, a nawet trzy razy więcej materiału faktograficznego, a oprócz tego musi wydać jakieś postanowienie oskarżycielskie. Od katastrofy smoleńskiej minęło 7 lat, zapowiada się na kolejnych kilka i więcej lat.

Jarosław Kaczyński przez ten czas będzie zbliżał się do prawdy na Krakowskim Przedmieściu. Kiedyś po takich słowach mojżeszowych prezesa PiS napisałem, że czeka go 40 lat wędrówki po piaskach pustyni, zanim dotrze do prawdy, tj. ziemi obiecanej Kanaan. I się nie pomyliłem.

Cieszy się też członek komisji Millera Maciej Lasek, na Twitterze ogłosił: – „Bum! Stało się! Minister Macierewicz zarzuca Komisji Millera, że NIE PRZEPISAŁA raportu z raportu komisji MAK”. Taka jest logiczna przesłanka zawiadomienia do prokuratury, bo w zawiadomieniu Macierewicza czytamy: „wnioski wyrażone w raporcie końcowym [Millera] w znaczący sposób odbiegają od ustaleń MAK”.

A wracając do naszego Mojżesza na Krakowskim Przedmieściu, łatwo obliczyć, Kaczyński jak biblijna postać Mojżesza dojdzie do prawdy mając 120 lat. Ile prezes PiS będzie łaził po pustyni Krakowskiego Przedmieścia, tyle lat napotka kontrmiesięcznice. Nie łudźmy się, że taki łebski minister jak Macierewicz zostanie zdymisjonowany. Co się jednak stanie, gdy zmieni się rząd, gdy wybory wygra Platforma Obywatelska albo Nowoczesna?

LE TYSIĘCY KOSZTOWAŁA TA MIESIĘCZNICA? 300, 400, 500? A MOŻE JUŻ OKRĄGŁY MILION??? Z NASZYCH PODATKÓW…

Siedlecka i Frasyniuk a los Kaczyńskiego

Publicystka prawna „Polityki” i „Wyborczej” Ewa Siedlecka została wczoraj – podczas zorganizowanej przez Obywateli RP blokady miesięcznicy smoleńskiej – wyniesiona przez policjantów wcześniej niż Władysław Frasyniuk. Była drugą osobą, która przeniesiono z miejsca protestu na miejsce kontrolowane przez policję. Po chwili „dołączył”  do niej i innych przeniesionych legendarny lider „Solidarności”, też przeniesiony Frasyniuk.

Siedlecka opisała, jak przebiegał protest, także opowiedziała o tym portalowi OKO.press tuż po 2-godzinnym „zwolnieniu” jej przez policję. Policji na Krakowskim Przedmieściu było mrowie (zjazd policjantów z całego kraju), można tę ilość porównać do mrowia milicjantów w Grudniu 1970, gdy pacyfikowane były protesty robotników na Wybrzeżu. Nawiasem: przestępcy w tym czasie w całym kraju mają używanie.

Siedlecka opowiada, że nie dopuszczono do nich adwokatów, a to kolejne bezprawne działanie policji. Świadomie używam pojęcia „przeniesieni”, bo to faktycznie był areszt. Siedlecka i Frasyniuk byli izolowani od innych protestujących, byli otoczeni kordonem policji i adwokaci nie mieli do nich dostepu.
Jest to kwalifikacja aresztu. Zarówno Siedlecką, jak i innych postraszono 500 złotowym mandatem, odmówili przyjęcia, więc zostanie uruchomiona procedura sądowa. Frasyniukowi nawet grozi do 3 lat więzienia, bo PiS (przecież nie policja) dopatrzyło się naruszenia „nietykalności policjanta”.

To są strachy na Lachy, bo każdy ma prawo się bronić – szczególnie przed policjantem – gdy ten postępuje brutalnie, albo ofiara może obawiać się użycia paralizatora przez policjanta. Siedlecka zapowiada, iż weźmie udział w takim samym proteście za miesiąc.

Wchodzimy w kolejny etap państwa zarządzanego przez PiS. Magdalena Środa uważa, że pomału przechodzimy z ustroju dyktatorskiego w totalitarny. Nie jest to żadna przesada. Ale ta przemiana ustrojowa świadczy, iż zmierzamy do jakiegoś rozstrzygnięcia. Polska to jednak nie jest Rosja Putina, ani Turcja Erdogana, a to pokazuje kierunek, a w zasadzie los, jaki czeka Kaczyńskiego.

SŁOWA SZCZERSKIEGO BOLĄ PRAWICĘ BARDZO

Kleofas Wieniawa pisze o Błaszczaku.

Mariusz „Deficyt” Błaszczak (Ludwik Dorn dał ksywkę ministrowi twierdząc, iż onże jest chodzącym deficytem inteligencji) w czasie miesięcznicy kroczył w procesji po Krakowskim Przedmieściu.

Jaka zatem to religia i czy jest zarejestrowana?

Religie mają swoje kościoły, meczety, badź bożnice. Gdzie ta religia zatem ma swoje ośrodki kultu? Jeżeli dowiemy się gdzie, będziemy wiedzieć, gdzie mają się odbywać rytuały, bo ulica do nich nie należy, jest przestrzenią zdesakralizowaną.

„Deficyt” w TVP Info był podzielić się zajęciem – nie tylko chodzeniem deficytowym – co też robił na Krakowskim Przedmieściu. „Szliśmy, odmawiając różaniec”.

Mam rozumieć, iż to rytuał zapośrednioczony z katolicyzmu, ale nie z chrześcijaństwa. W pobliżu wszak znajduja się kościoły, trzeba było wpaść do nich – wcześniej wynajmując przestrzeń – i „odmawiać różaniec”.

Może nawet fajniejsze jest, co „Deficyt” Błaszczak zobaczył i usłyszał.

Dojrzał Władysława Frasyniuka. Czyżby otarł się o niego? Tak! Bo przeczytał u Frasyniuka „wpięte w klapę, pisane chyba cyrylicą, po rosyjsku, wulgarne słowa dotyczące PiS”.

Nie wyjawił jakie to wulgarne słowa pisane cyrylicą przeczytał, ale tym samym pochwalił się, iż jest poliglotą.

Błaszczak też usłyszał (czyli poza sezonem „Ucha prezesa”, które dopiero na jesieni będzie kontynuowane) na własne uszy,  że „Frasyniuk groził Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wyraźnie słyszałem”.

Też chcielibyśmy poznać owe groźby.

Dochodzę jednak do wniosku, iż Błaszczaka nie tylko znamionuje ów Dornowy „deficyt”, ale zwidy i słuchy właściwe chorobie o wiele poważniejszej niż braki w ilorazie inteligencji.

A tę chorobę nie leczy się w żadnym kościele, meczecie, bożnicy, ale w zakładach o rygorze, o które dbają pielęgniarze, a różaniec i sznurowadła są przechowywane w magazynie do czasu polepszenia się.

TEN WPIS MAĆKA STUHRA W 3 GODZINY NA FB ZDOBYŁ 50 TYSIĘCY REAKCJI. MISTRZ, PO PROSTU MISTRZ.

>>>

TO PRZELAŁO CZARĘ GORYCZY !!

O 86. miesięcznicy smoleńskiej piszą w „Wyborczej” Adriana Rozwadowska i Tomasz Nyczka. 86. marsz smoleński nie przypominał w niczym tych sprzed lat. Krakowskim Przedmieściem przemaszerowało ok. 400 osób, a prezes Kaczyński – choć dobitnie mówił o „rozbudowanej agenturze obcych państw w Polsce” – przemawiał bardzo krótko.

Kiedy Obywatele RP buczeli krzyczeli „Do kościoła!” i „Będziesz siedział!”, prezes PiS Jarosław Kaczyński odpowiadał:

– Ekshumacje pokazują bezmiar barbarzyństwa. I to barbarzyństwo ma w Polsce swoich obrońców. Słyszymy ich właśnie. Ale prawda zwycięży. I żadne próby przeciwstawienia się prawdzie nic nie pomogą. Okrzyki „Do kościoła!” to żądania komunistów. Ale będziemy wiedzieli, jaka jest przyczyną katastrofy. W Polsce ogromnie rozbudowana jest agentura obcych państw. Musimy się z tym liczyć. Ale zwycięży Polska, zwycięży niepodległość!”

86. miesięcznica budziła spore obawy. Prócz miesięcznicy i organizowanej regularnie od roku kontrmiesięcznicy stowarzyszenia Obywatele RP, do tych ostatnich dołączyły organizatorki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet (OSK), który 3 października 2016 roku odbył się w 150 miastach Polski.

Zapowiadano, że dojdzie do blokady marszu, a kontrmanifestanci – w geście protestu przeciwko podpisanej w marcu przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji prawa o zgromadzeniach publicznych – będą usiłowali przedrzeć się najbliżej Jarosława Kaczyńskiego ja się da.

Krakowskie Przedmieście zostało gęsto zastawione barierkami, wszystkie ulice wokół pałacu prezydenckiego zostały zablokowane, dostępu do pałacu broniło kilkudziesięciu policjantów. Na Krakowskim Przedmieściu pojawili się też obserwatorzy z Amnesty International.

Kazanie na mszy w intencji ofiar przede wszystkim o homoseksualizmie

Jak co miesiąc obchody katastrofy smoleńskiej rozpoczęły się od mszy świętej w intencji ofiar w bazylice pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Każdy wchodzący był sprawdzany przy pomocy wykrywacza metalu. Nie wszystkim udało się wejść do środka – chętnych było zbyt wielu. Przed kościołem stanęło z kolei stoisko komitetu społecznego budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego oraz stoisko z książkami. Tytuły? M.in. „Judeopolonia” i „Przedsiębiorstwo Holocaust”.

Kazanie podczas mszy wygłosił ksiądz profesor Andrzej Filaber:

– Aborcja, eutanazja, in vitro są przedstawiane jako wartości europejskie. Ale w rzeczywistości to uleganie namowom szatana – tłumaczył ks. Filaber. Skrytykował też m.in. określenie „partner życiowy” oraz zajął stanowisko w sprawie homoseksualizmu: – Chrystus nie jednoczył w tolerancji tylko w miłości. Gdy człowiek wchodzi na drogę zła to trzeba mu zwrócić uwagę. Agresywna postawa środowisk homoseksualnych jest ukazywana jako norma europejska. Nie można patologii przedstawiać jako wartości – mówił ks. Filaber. Marsze równości określił mianem pochodów „marginalnych grup społecznych”. – Dziś wiele się mówi o islamofobii. Ale kiedy obraża się chrześcijaństwo, nazywane jest to sztuką. Dziś ludzi ogarnia jedna fobia – chrystianofobia.

Przechodnie: ”No i kto za to płaci? My”

Zaraz po mszy Marsz Pamięci miał wyruszyć w kierunku Pałacu Prezydenckiego. Ale jego start się opóźniał, bo na trasie przemarszu usiedli przedstawiciele Obywateli RP i OSK. Na placu Zamkowym pojawiło się kilkuset policjantów. Doszło do przepychanek z policją, która siłą usuwała osoby blokujące marsz – m.in. Władysława Frasyniuka, Ewę Siedlecką, Joannę Scheuring-Wielgus a także Sebastiana Słowińskiego, laureata tegorocznej olimpiady filozoficznej, który nie przyjął dyplomu od prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz po tym, jak ta odmówiła poparcia dla Parady Równości.

Policja wynosiła blokujących marsz kilkadziesiąt metrów dalej, gdzie byli legitymowani. Z kolei przechodnie głośno komentowali ilość policji i denerwowali się: „No i kto za to płaci? My.”

Kiedy wreszcie policja zniosła z trasy wszystkich blokujących marsz, a służba porządkowa PiS utworzyła szpaler, który umożliwił jego rozpoczęcie, okazało się, że nie był zbyt okazały: uczestniczyło w nim ok. 400 osób, a na jego czele szli m.in. minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak i marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Policja skieruje do sądu wnioski o ukaranie blokujących marsz

Kiedy marsz ruszył, Obywatele RP i Ogólnopolski Strajk Kobiet wznieśli w powietrze białe róże. „Do kościoła!” – skandowali. Marsz odpowiadał: „Zdrowaś Maryjo”. Do idącego na czele marszu Jarosława Kaczyńskiego Obywatele RP krzyczeli: „Będziesz siedział!”. W odpowiedzi prezes PiS uśmiechał się.

Już po zakończeniu marszu Obywatele RP podali przez megafon informację, że lider opozycji z czasów PRL Władysław Frasyniuk został zatrzymany przez policję. To nie było jednak do końca prawdą – Frasyniuk został wylegitymowany. Grozi mu grzywna.

Jak wyjaśnia jednak Mariusz Mrozek, rzecznik stołecznej policji, osoby, które blokowały przejście Traktem Królewskim były wynoszone, ponieważ popełniały wykroczenie:

– Były o tym informowane, wcześniej wykorzystaliśmy zespół antykonfliktowy, jasno i klarownie tłumaczyliśmy, że mają opuścić trasę marszu, niestety argumenty słowne nie znalazły zrozumienia, więc policjanci byli zmuszeni użyć siły fizycznej. Tak stało się wobec wszystkich osób, które blokowały marsz, w tym także wobec Władysława Frasyniuka – tłumaczy Mrozek. I dodaje: – Będziemy kierować wnioski do sądu o ich ukaranie zgodnie z obowiązującym prawem.

SMUTEK, WSPOMNIENIE ZMARŁYCH, ZADUMA, SZACUNEK – TAK ŚWIĘTUJĄ PAMIĘĆ OFIAR. BRAK SŁÓW…

Waldemar Mystkowski pisze o Trumpie, ktory przyjedzie do Polski.

Wizyta prezydenta USA w Polsce zawsze jest dla nas najważniejsza. Szczególnie takiego „dziwnego” prezydenta jak Donald Trump i w takim czasie. No, właśnie! Dlaczego nie ma analiz tego wydarzenia z polskiej strony, przynajmniej władz PiS, nie ma zbytniej euforii?

Trump ma wpaść do Warszawy 6 lipca na dzień przed szczytem G20 w Hamburgu. Już to powinno spowodować namysł, bo w komunikacie administracji waszyngtońskiej na pierwszy plan wybity jest fakt: „Trump wygłosi ważną przemowę”. Dlaczego jej nie wygłosi w Hamburgu? Czyżby raptem Polska stała się dla Trumpa tak bardzo ważna? Wszak widzieliśmy na obrazkach wideo ze szczytu NATO w Brukseli, jak potraktowani zostali przez niego polscy politycy (nienachalnym zignorowaniem), gdy zasadzili się pod drzwiami na prezydenta USA, a gdy podszedł Andrzej Duda, Trump odszedł, niespecjalnie kontaktując, kto to zacz.

Wygląda na to, że wizyta Trumpa w Polsce zaskoczyła także PiS. Prezydent USA nie zmienił swojego poglądu na Unię Europejską, podczas spotkania z politykami Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej jego niechęć była widoczna. Dawało się odczytać, iż Trump czeka na swoją przepowiednię: rozpad Unii. Relacje Trumpa z Berlinem są najgorszymi stosunkami USA i Niemiec po II wojnie światowej. Nawet widać, że nie chodzi o handel – nadwyżkę Niemiec – ani o wysokość wkładu PKB na obronność. To tylko preteksty, bo takie sprawy między sojusznikami załatwia się za kulisami.

Trump ma problemy u siebie, bo jest zagrożony impeachmentem. Na jego współpracownikach i na nim samym ciąży podejrzenie zbyt bliskich związków z Kremlem. Trump miał do tej pory okazję, aby zerwać te podejrzenia, przede wszystkim wypowiedzieć się jasno, do jakich dąży relacji politycznych z Moskwą. Sporo czasu minęło, a twarda deklaracja jeszcze nie padła. Jego poprzednik Barack Obama zaproponował Rosji reset, czyli zapominamy, co złe, budujemy na nowo wspólne dobro. Kreml dobro rozumie tylko na swoje oligarchiczne kopyto.

Czyżby Warszawa miała być tym miejscem, gdzie ogłoszona ma być polityka Trumpa w stosunku do Rosji? Dlatego wybrał Polskę, bo ograć takich niezgułów, jak Waszczykowski i Duda, potrafią co zdolniejsi politolodzy z naszych uczelni, bez zawyżania poprzeczki akademików z Yale czy Princeton.

Polityka wschodnia PiS jest prymitywna, oficjalnie zieje nienawiścią do Moskwy, a naprawdę jest bezradna intelektualnie, jak to ostatnio ładnie ujął metaforycznie Ludwik Dorn: to chodzący deficyt intelektualny.

Czyżby Trump miał przyjechać do Polski i ograć władze PiS w kwestii polityki wschodniej? Jesteśmy izolowani na Zachodzie, a takich łatwo oskubać.

WOLNOŚĆ WEDŁUG KACZYŃSKIEGO. I JEGO DOCHODZENIE DO PRAWDY. WSTYD !!!!!!!!!!!!!!!!

JEDYNA RADOŚĆ DZISIAJ. BRAWO PIŁKARZE. BRAWO ROBERT. PROSIMY O WIĘCEJ 🙂

>>>

JAK ŁATWO ZŁAPAĆ ICH NA KŁAMSTWIE

Środowiska, prawnicze i obywatelskie powinny masowo poprzeć projekt (Justita).

Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”) pisze o tym, jak sąd nie złamał się pod wpływem prokuratury Ziobry. W obronie antysemity, który publicznie spalił we Wrocławiu kukłę Żyda, stanęła prokuratura. Daje sygnał: w Polsce antysemitom wolno więcej, a władza będzie ich bronić.

Wydany przez sąd wyrok 10 miesięcy więzienia za ten obrzydliwy eksces śledczy uznali za „zbyt surowy” i „nieuwzględniający okoliczności łagodzących”. W apelacji prokurator będzie żądał złagodzenia kary i zamiany jej na obowiązkowe prace społeczne.

Wymusił to na podwładnych wiceszef prokuratury regionalnej awansowany na to stanowisko przez Zbigniewa Ziobrę. To właśnie po to, by ręcznie sterować śledztwami i łamać sumienia prokuratorów, PiS po objęciu władzy rozwiązał niezależną od polityków Prokuraturę Generalną.

Ziobro i jego ludzie wprowadzili zmiany w prawie pozwalające na bezkarne ingerencje w postępowania na każdym ich etapie.

Przykład wrocławski jest szczególnie drastyczny, bo dotyczy incydentu, który wstrząsnął polską i europejską opinią publiczną. Jesienią 2015 r., paląc kukłę Żyda, wśród paskudnych faszystowskich haseł tłum narodowców z Wrocławia pokazał najgorszą twarz, a właściwie mordę, naszego społeczeństwa. Te obrazy poszły w świat.

Proces sprawcy toczył się w atmosferze zastraszania sędziów i wyzywania ich od „żydomasonerii”. Sąd się nie ugiął, a kara bezwzględnego więzienia dla podpalacza była sygnałem, że państwo polskie nie będzie tolerować takich zachowań.

Teraz instytucja tego samego państwa, czyli prokuratura, ten przekaz skreśla i daje nowy: w Polsce antysemitom wolno więcej, a władza będzie ich bronić.

Wiadomo było, że prokuratura Ziobry użyje swoich uprawnień do ścigania politycznych przeciwników PiS i rozliczania rządów PO-PSL. To już się dzieje i nikogo nie dziwi. Ale wzięcie w obronę sprawcy jednego z najbardziej nienawistnych czynów, do jakich doszło w ostatnich latach, jest szokujące nawet na tle innych zachowań tej władzy.

Zastanawiam się, kogo jeszcze będzie broniła prokuratura Ziobry.

We Wrocławiu przekroczono ważną granicę.

Niedawno minęła kolejna rocznica wydarzeń Marca ’68. Prezydent Lech Kaczyński zdawał sobie sprawę, jak kompromitujący jest antysemityzm w kraju, w którym dokonała się Zagłada.

Zrobił dużo, by zdjąć antysemicki rys z polskiej prawicy i ugrupowań antykomunistycznych. Regularnie w rocznicę Marca ’68 składał kwiaty na peronie Dworca Gdańskiego, skąd odjeżdżały pociągi z Żydami wypędzonymi przez komunistyczny reżim.

W 2004 r. określił to, co wtedy działo się w Polsce, jako „łajdactwo”. Wierzę, że to samo powiedziałby dzisiaj o haniebnej postawie wrocławskiej prokuratury.

STRZELEC GOSIEWSKA 

Waldemar Mystkowski pisze o standardach PiS.

JAK DWIE KROPLE WODY. URODZONY PREZES MKOL

Standardy PiS „najwyższej próby”

Rząd PiS napisał raport we własnej sprawie do agendy ONZ w Genewie, Rady Praw Człowieka: „Spełniamy najwyższe standardy ochrony praw człowieka”. Jakiekogolwiek standardu PiS się dotknie: najwyższy standard.

Tak naprawdę standardy są spisane w Konstytucji RP, nie trzeba ich opisywać wg podpisanych międzynarodowych konwencji czy prawa międzynarodowego. PiS to partia „najwyższego standardu”. Jakby ktoś nie wiedział – a ja np. nie wiem – rząd Beaty Szydło wypełnia najwyższe standardy w takich kwestiach, jak konwencja antyprzemocowa, ochrona mniejszości seksualnych, dostęp do aborcji, prawo azylowe, wolność wypowiedzi i pluralizm w mediach.

Gdyby agenda ONZ wymagała spełnienia innych standardów, rząd PiS z pewnością pochwaliłby się ich najwyższą realizacją. W spisywaniu własnych standardów PiS osiąga rekordy. W standardzie „Donald Tusk” było 1:27, w standardzie praw człowieka, jak ktoś dowcipnie napisał – zanosi się na nowy rekord – 1:46.

To jest tak, iż gdyby ministrowie rządu Szydło startowali w skokach narciarskich, każdy z nich byłby Kamilem Stochem, a może nawet Adamem Małyszem.

Wyśrubowane standardy PiS nazwijmy śrubą. Takiej śruby w standardach dostał Ryszard Czarnecki, który zamierza kandydować na szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Został Czarnecki przepytany przez Konrada Piaseckiego w temacie „standardu” wiedzy o sportach olimpijskich. Poległ w standardzie wiedzy, ale zbyt krytycznie do europosła PiS odniósł się złoty olimpijczyk i były minister sportu Adam Korol, iż Czarnecki ma jedyne kwalifikacje olimpijskie… w postaci zdjęcia przy rowerze.

Nie można tak krytycznie podchodzić do standardów PiS, jak wybitny sportowiec Korol, też spojrzałem na zdjęcie Czarneckiego przy rowerze. No, Szurkowskim on nie będzie, ale już może myśleć o startowaniu w sumo. Co? Nie jest sumo dyscypliną olimpijską? Witold Waszczykowski zadba o to, aby MKOL poszerzył ofertę standardów sportowych o sumo.

Standard jazdy po drogach publicznych podwyższył wiceminister obrony Bartosz Kownacki, który pozazdrościł szefowi Antoniemu Macierewiczowi. Szef się rozbił rządową limuzyną, a Kownacki ma być gorszy – też się rozbił. Ponadto zlecił prowadzić sprawę Żandarmerii Wojskowej, która jemu podlega, bo ma wypełnić najwyższy standard obiektywizmu.

Standardy PiS mają najwyższą jakość, wyśrubowanie standardów, śrubę PiS. Kiedyś obowiązywało hasło standardu: „Teraz Polska”, PiS podwyższył standard: „Teraz k… my”.

A W MON ZNOWU STŁUCZKA… WARUNKI POGODOWE ZAWIODŁY…

JEDEN MNIEJ, JEDEN WIĘCEJ, NIE MA ZNACZENIA. KASA I TAK SIĘ LEJE STRUMIENIEM trwa

Kleofas Wieniawa zajmuje się kolejnym wypadkiem drogowym pisowskiego polityka.

PiS nieodmiennie wchodzi w kolizję. Partia wchodzi w kolizję z demokracją, praworządnością, z rozumem. Politycy PiS wchodzą w kolizję z jednostkową wykładnią powyższych, a z prawem drogowym, tudzież obyczajowym (czyt. moralnym) – szczególnie.

Bartosz Kownacki, który objeżdża media, aby chachmęcić we kwestii opuszczenia Eurokorpusu przez nasz kraj (zarządzany przez PiS), właśnie „dokonał” kolizji drogowej.

„Radośnie” na Twitterze oznajmił, że nikomu nic się nie stało, a wypadkiem zajmie się podległa jemu i Macierewiczowi Żandarmeria Wojskowa. Żarty? Nie! – powaga, groteska z „Króla Ubu” i „Artura Ui” trwa w najlepsze.

Jeszcze nie mamy ofiar wśród przechodniów, ani kierowców, ale taki dzień nadejdzie. Spokojnie, takie są prawa statystyczne.

Gościom typu „Kownacki” nic się nie stanie, bo goście poruszają się w bezpiecznym limuzynach.

Niedługo dojdzie do sytuacji, iż wychodząc z domu, trzeba będzie się ubezpieczyć od wypadku ze strony jakiegoś rajdującego polityka PiS.

Proponuuję ubezpieczycielom utworzenie produktu: „na wypadek uszkodzenia na zdrowiu, pozbawienia życia, z powodu rajdów polityków PiS po ulicach polskich miast”.

JAK WAM SIĘ PODOBA TEN POMYSŁ? KTO JEST ZA? 🙂

TRAFIONY – ZATOPIONY 🙂

KACZYŃSKI BIEGNIE W ZAPRZĘGU PUTINA

>>>

KOLEJNA PRÓBA „ZAMACHU” NA WOLNE MEDIA. TYM RAZEM PRZEKUPSTWO.

c3q6hv4wmaas2mj

Tragedią dla Polski jest formacja PiS.

c3u_6itxuaaxnb8

Jarosław Kaczyński będzie łamał prawo, bo to służy narodowi. Tak uzasadnia i nie interesuje go, iż to bezprawie.

c3qvcj5xaaa8m00

Cel uświęca środki. Jarosław Kaczyński twardo zapowiada, że PiS zechce tak zmienić zasady głosowania w wyborach samorządowych, iż może to naruszać jedną z najświętszych zasad prawnych. Ale nic sobie z tego nie robi, a do tego przedstawia kuriozalne wyjaśnienie swoich planów. Na tym nie koniec: prezes PiS mówi też ostro, co sądzi o polskich sędziach.

W tej chwili w 107 miastach rządzą prezydenci i to różnych opcji politycznych. Jeśli Sejm uchwali zmiany (a skoro prezes mówi, że tak, to jasne, że uchwali), to PiS jednym ruchem wyeliminuje 66 z nich możliwości ponownego ubiegania się o fotel. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie straci na tym właściwie nic, bo w samorządach jest w tej chwili bardzo słaba. Na 107 miast obsadziła stanowiska tylko w 10. Co więcej, tylko w 3 miastach prezydenci z PiS mają za sobą więcej niż 1 kadencję; to Ostrołęka, Siedlce i Nowy Sącz.

Dlatego dla „dobrej zmiany” gra jest warta świeczki, bo PiS pozbędzie się wielu znienawidzonych włodarzy miast, choćby w Sopocie, Lublinie, czy w Łodzi. Z tego powodu PiS łatwo ze swoich planów nie zrezygnuje i nie zamierza z nimi czekać, co Jarosław Kaczyński przyznał w wywiadzie dla Radia Kraków.

JAROSŁAW KACZYŃSKI

prezes PiS

Będziemy uchwalać taką ustawę, która będzie to wprowadzała od razu. Co powie w tej sprawie Trybunał Konstytucyjny? Tu jest kwestia działania prawa wstecz. Niektórzy stawiają tutaj bardzo poważny zarzut, że będzie to działanie wstecz. Trudno mi prezentować wywody prawne, chociaż jestem prawnikiem, ale stosunkowo łatwo jest odbić ten zarzut. To niedziałanie prawa wstecz nie jest bezwyjątkowe i służy pewnemu celowi, to znaczy ochronie pewnych praw.

Radio Kraków

Acha, czyli czasami można łamać zasadę, iż prawo nie działa wstecz, bo „służy to pewnemu celowi” i takie wyjątki już się zdarzały? Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński powiedział dokładnie to, co parę lat temu Jarosław Gowin, gdy był ministrem sprawiedliwości w rządzie PO-PSL: „Mam w nosie literę przepisów. Ważny jest ich duch„. Komentowano wówczas, że Gowinowi całkiem blisko do Zbigniewa Ziobry, a ministrowi mocno dostało się od środowisk prawniczych.

kroczymy

Dziś rząd PiS prowadzi wojnę ze światem wymiaru sprawiedliwości. Prokuratura już została podporządkowana politycznej władzy. Sądy wkrótce czeka to samo. Jarosław Kaczyński nie pozostawił pod tym względem złudzeń w rozmowie z Radiem Kraków.

JAROSŁAW KACZYŃSKI

prezes PiS

My jesteśmy zwolennikami koncepcji, która sprowadza się do tego, żeby zmniejszyć radykalnie rolę korporacji w polskim życiu społecznym. (…) To system, który prowadzi do tego, że w wielu wypadkach celem działania organów państwowych – właśnie tych, które tworzą korporację – nie jest interes społeczny, ale interes tej korporacji, lub pojedynczych przedstawicieli tej korporacji i ich ochrona nawet wtedy, jak się dopuszczają poważnych nadużyć. Trzeba z tym skończyć. To jest w interesie Polski, Polaków. Sądy mają dzisiaj potężne poparcie medialne i jednocześnie są bardzo nisko oceniane przez społeczeństwo. Co to znaczy? Społeczeństwo dostrzega ich ogromne wady. Jest wielu znakomitych i uczciwych sędziów, ale w tej dziedzinie trzeba zmienić bardzo dużo.

Radio Kraków

JAROSŁAW KACZYŃSKI

prezes PiS

My jesteśmy zwolennikami koncepcji, która sprowadza się do tego, żeby zmniejszyć radykalnie rolę korporacji w polskim życiu społecznym. (…) To system, który prowadzi do tego, że w wielu wypadkach celem działania organów państwowych – właśnie tych, które tworzą korporację – nie jest interes społeczny, ale interes tej korporacji, lub pojedynczych przedstawicieli tej korporacji i ich ochrona nawet wtedy, jak się dopuszczają poważnych nadużyć. Trzeba z tym skończyć. To jest w interesie Polski, Polaków. Sądy mają dzisiaj potężne poparcie medialne i jednocześnie są bardzo nisko oceniane przez społeczeństwo. Co to znaczy? Społeczeństwo dostrzega ich ogromne wady. Jest wielu znakomitych i uczciwych sędziów, ale w tej dziedzinie trzeba zmienić bardzo dużo.

Radio Kraków

A gdyby ktoś miał wątpliwości, czy to zgodne z Konstytucją? Rozstrzygnie to Trybunał z sędzią Julią Przyłębską na czele, która aplikację ukończyła zaledwie z oceną dostateczną. Rozstrzygnięcie na pewno będzie celujące.

kaczynski

W nocy długo siedział na Twitterze z Ruchadełkiem leśnym.

c3uolstwaaak-wg

Dlaczego pisowcy mówią tymi samymi słowami, jakby czytali z kartki? Bo takie kartki są im  przez centralę rozysłane. Mają kwakać tak samoi – słowo w słowo.

instrukcje

Pewnie wielokrotnie zastanawialiśmy się nad prawie jednakowym brzmieniem wypowiedzi polityków PiS… Podobne słowa, podobne argumenty… Od dawna krążyły informacje, że politycy PiS otrzymują tzw. przekazy dnia.

Na Twitterze pojawiła się dzisiaj kopia takiego dokumentu. Opublikował ją Szymon Jadczak, który jednak nie zdradza, jak tekst znalazł się w jego posiadaniu. „Znalazłem na spacerze z psem” – żartuje.

I np. jeśli chodzi o ulubionego asystenta Macierewicza, politycy PiS mają mówić: „Sprawę pana Misiewicza należy wyjaśnić, ale dziwi nas, że media traktują ten temat jako coś priorytetowego”. W tym miejscu autor albo autorzy przekazów dnia radzą, żeby skupiać się na „osiągnięciach rządu”, czyli 500 plus, stawce godzinowej czy nawet… możliwości wycięcia drzewa na swojej posesji.

„Ciekawie” brzmią argumenty, a właściwie pytania, którymi politycy PiS maja odpierać zarzuty bezprawnego publikowania wizerunku demonstrujących przed Sejmem 16 grudnia. „Czy jeśli ktoś narusza prawo, to nie powinien być zidentyfikowany i ukarany? PO i Nowoczesna mylą demokracje z anarchią” – czytamy w dokumencie.

Na deser najlepszy „kwiatek”. Kogo dotyczy ten przekaz: „Nienawiść do przeciwników politycznych mąci mu wzrok” ? Tak „poetycko” wręcz mają mówić PiS-owcy o Grzegorzu Schetynie po jego wypowiedzi, że żyjemy w rzeczywistości stanu wojennego. W instrukcji czytamy, że lider PO powinien przestać kłamać i obrażać inteligencje Polaków.

CZYŻBY NIE TRAFILI NA GORĄCE ŹRÓDŁA??? Kasa zastąpiła słowo Boże…

c3nxee8xuauxsp4

Waldemar Mystkowski pisze o Macierewiczu o emerytowanym pułkowiniku Mazagule.

macierewicz

Antoni Macierewicz ogłosił się dyktatorem mody. Przynajmniej jakimś dyktatorem jest, jeżeli nie może być rzeczywistym, bo ten zarezerwowany jest dla Jarosława Kaczyńskiego. Od dawna podejrzewałem go o zapędy podobne do Armaniego. Minister wszak lubi się ubrać w wojskowy mundur polowy i czuć się bliski żołnierzom. A przy tym policzki mu wzdymają, jak przy „umpa-umpa”. Taki wyznaje rytmiczny pariotyzm. „Umpa-umpa” – oto wzdłuż szeregów wojskowych idzie podnosząc nogi do marszu defiladowego minister Macierewicz. We wzroku niejednego żołnierza widać wymowę, jaką wyrażamy na widok osobnika z obluzowanymi klepkami.

Ale minister „Umpa-Umpa” nie maszeruje po suficie – bo nie ma zdolności fakira – ale na mojej ojczystej ziemi. Macierewicz jest nazywany w zależności od możliwości kreatywnych nazywającego ministrem bezbronnności, ministrem wojny z narodemn, dla mnie jest „Umpa-Umpa”. Taka jest wartość jego intelektu, gdy o czymś się wyraża nadyma swój balon ego, jak „umpa-umpa”. Nawet o katastrofie smoleńskiej „mówi „umpa-umpa”. Np. na lewym skrzydle tupolewa, albo pod salonką prezydencką doszło do dwóch „umpa-umpa”.

Rzecznik prasowy Macierewicza nie posługuje się językiem polskim, tylko jezykiem „umpa-umpa”. Już pisałem, iż takiej ilości błędów gramatycznych i logicznych może dopuścić się człowiek, który musiał mieć kłopoty na maturze. Zresztą wzmiankowany w Białymstoku – to tylko jeden z głośniejszych przypadków – udał się do klubu z umpa-umpa i stawiał darmowe kolejki przy barze, aby dawać sobie w gardło „umpa-umpa”.

Panie i panowie, nic sie nie stało, to tylko operetka Macierewicza. Do takich operetkowych tłumaczeń zaliczam wypadek pod Toruniem. Ewidentnie przekroczone zostały normy przepisów drogowych i prawa, limuzyny rządowe na polecenie ministra Umpa-Umpa pokonywały drogę między Warszawą a Toruniem i z powrotem z prędkościami, z którymi radzi sobie najwyżej Robert Kubica, a nie kierowca generałów stanu wojennego.

Minister Umpa-Umpa utrzymuje, że to nie jego wina, tylko tych, którzy zatrzymali się na czerwonym świetle, przestrzegali przepisów drogowych i – uwaga! uwaga! – wina pogody. Nawet prokuraturze (zależnej od Zbigniewa Ziobry) zostało odebrane śledztwo na rzecz podległej ministrowi Umpa-Umpa Żandarmerii Wojskowej.

Macierewicz znalazł sobie niszę dyktatorską – modę. Oto emerytowanemu pułkownikowi Adamowi Mazgule zabronił noszenia munduru wojskowego. Taki z Macierewicza Armani. Po pierwsze pułkownik nie podlega służbowej zależności od Umpa-Umpa. Podlega sobie, żonie, jeżeli scedował na nią takie prywatne prawa i jeżeli ową żonę posiada. Nie ma żadnej podległości Macierewiczowi, choćby ten był fakirem i łaził po suficie, o co zresztą go podejrzewam. A poza tym należałoby zamknąć w całym kraju sklepy z odzieżą wojskową, bo tylko może ją nosić operetkowy minister Umpa-Umpa.

Macierewicz nawet podległym mu wojskowym nie może po służbie zabronić noszenia munduru, bo poza godzinami pracy każdy jest osobą prywatną, każdy wówczas jest dla siebie Armanim. Niezależnie od tego, jakie w kraju obowiązuje prawo, byle kauzyperda wybroni pułkownika Mazgułę przed dyktatorem Umpa-Umpa.

W ogóle na cześć Macierewicz proponuję skandować, a nawet składać meldunki o uniwersalnej treści: „Umpa-Umpa”. Bo tyle wnosi do obronności kraju, tyle sensu jest w wypowiadanych przez niego słowach, taki jest jego patriotyzm i tyle warta jest jego postać dla życia publicznego. Umpa-Umpa.

jezus

GRATULACJE DLA NASZYCH ORŁÓW. NA CHWILĘ ZAPOMINAMY O „fatalnej zmianie” I CIESZYMY SIĘ RAZEM Z WAMI 🙂

c3rwlkaweaaafqi

>>>

grudzien13

Nie tylko Adam Szostkiewicz boi się o Polskę.

adam-szostkiewicz

W rocznicę stanu wojennego ma się odbyć uliczny protest „Stop dewastacji Polski!”. Dewastacji przez obecną pisowską władzę. Organizatorzy napisali, by wypowiedzieć władzy posłuszeństwo.

Z takim apelem wystąpili między innymi do policjantów i wojskowych. Mieli na myśli policjantów i wojskowych jako obywateli. Mimo to propaganda pisowska ruszyła do ataku na KOD, że podżega do działań wywrotowych.

Czy 13 grudnia dojdzie do państwowej przemocy? Byłaby to polityczna katastrofa dla obu stron konfliktu: pisowskiej władzy i demokratycznej opozycji. Mam nadzieję, że obie strony zdają sobie z tego sprawę. I że nikt nie sprowokuje przemocy.

35 lat temu niedemokratyczna władza użyła przemocy przeciwko społeczeństwu obywatelskiemu zorganizowanemu w legalnej „Solidarności”. Odwlekło to jej upadek o kilka lat, ale początkiem agonii systemu było właśnie użycie siły przeciwko własnym obywatelom.

Obywatelskie nieposłuszeństwo jest działaniem zgodnym z demokracją, przemoc, nawet w czystej sprawie, nie jest. Może być tylko samoobroną. Obywatelskie nieposłuszeństwo działa, gdy przemocy się wyrzeka. Gdy na argument siły odpowiada siłą swych argumentów przeciwko władzy. To jest ta „siła bezsilnych”, która obaliła bez użycia przemocy komunizm i kolonialne rządy w Indiach.

jerzy-stuhr

Prof. Wojciech Sadurski, prawnik, pisze w „GW”, że władza, która łamie konstytucję, traci prawo do oczekiwania posłuszeństwa obywateli.

Profesor podaje, na czym konkretnie ma polegać wypowiedzenie posłuszeństwa pisowskiej władzy:
– sędziowie i prawnicy powinni odmówić stosowania ustaw niezgodnych z konstytucją
– ruchy obywatelskie powinny zignorować zmiany w ustawie o zgromadzeniach narzucone przez pisowską większość
– opozycja parlamentarna w proteście przeciwko złemu prawu powinna co jakiś czas bojkotować obrady, aby w świat poszedł obraz pustego w połowie Sejmu jako „komunikat o stanie polskiej demokracji”.

Nic ująć, Panie Profesorze. A dodać? Tu każdy, kto się zgadza z Sadurskim, niech ruszy głową. Ja dodałbym bierne (nie korzystam) i czynne (nie chodzę) unikanie wszelkich mediów kontrolowanych przez PiS.

wideo-wyborcza

Adam Michnik wyjaśnia sens 13 grudnia. Słuchajcie mądrego człowieka, bo niewielu takich zostało: wyborcza.pl >>>>>

Na Koduj24.pl zastanawiają się.

ta

Czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy?

Wiele kontrowersji i domysłów wzbudza cały czas ostatnia rozmowa braci Kaczyńskich przeprowadzona przez telefon satelitarny z pokładu Tu-154. O jej przebieg i ustalenia, które w niej prawdopodobnie padły, pytają, oczywiście, tylko niewierzący w religię smoleńską. Jej wyznawcy z kolei nawet się na ten temat nie zająkną – przecież sam ich guru zeznał w prokuraturze, że była to rozmowa dotycząca wyłącznie zdrowia Jadwigi Kaczyńskiej, taka po prostu „rutynowa” i nie poruszano w niej żadnego innego tematu.

Czyżby? Przypomnijmy w związku z tym kilka faktów, zaczynając od chronologii zdarzeń. Otóż informacje o silnej mgle w Smoleńsku i widoczności nie przekraczającej 400 metrów docierają do pilota prezydenckiego samolotu o 8.14. W tym momencie w jego kokpicie, gdzie przebywała co najmniej jedna nieuprawniona osoba, zaczynają się rozmowy na temat dalszego możliwego scenariusza lotu i prawdopodobnym lądowaniu na lotnisku zapasowym – w Witebsku (z którego jest najbliżej do Smoleńska – 130 lub 180 km w zależności od wyboru drogi) lub też do Moskwy (400 do 500 km od punktu docelowego). W grę wchodził ewentualnie również Mińsk (330 do 400 km). W chwilę po otrzymaniu tej informacji przez załogę (przed godziną 8.20) Lech Kaczyński dzwoni do brata z telefonu satelitarnego, co na pewno nie jest zbiegiem okoliczności. Czy w takiej sytuacji jest w ogóle do pomyślenia, że nie informuje go o zaistniałym problemie?

szkoda

Bo sytuacja zaczyna wyglądać fatalnie – lądowanie na zapasowym lotnisku to strata wielu godzin i bardzo poważne opóźnienie w dotarciu delegacji do Katynia, co wywoła potężny chaos organizacyjny, o ile w ogóle nie całkowite fiasko przedsięwzięcia. Trzeba sformować kolumnę prezydencką, pożyczając od Rosjan lub Białorusinów odpowiednie samochody, które przecież nie stoją na lotnisku, zapewnić środki bezpieczeństwa dla jej przejazdu, ustalić trasę i wiele innych szczegółów. Tego nie da się zrobić ad hoc, wszystko musi trwać, dodatkowo jeszcze, w przypadku lądowania na Białorusi przekroczenie granicy i przejazd trzeba by negocjować ze stroną rosyjską.

W tym momencie sypie się całkowicie plan wizyty, która miała być „mocnym uderzeniem” i w sposób oczywisty otwierać kampanię wyborczą Lecha Kaczyńskiego – bo nie ma żadnych wątpliwości, że taki był jej cel. Chciał on sobie poprawić w ten sposób bardzo marne sondaże przedwyborcze (najlepsze z nich dawały mu niewiele ponad 10 procent poparcia), stawiając w swoim programie wyborczym na martyrologię i swoiście pojęty patriotyzm.

Poprzednio był on w Katyniu tylko jeden raz – 17 września 2007 roku, kilka tygodni przed przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi w 2007 roku. Czy to nie „dziwny” zbieg okoliczności? Przykre to, kiedy najważniejsza osoba w kraju przypomina sobie o tragedii polskich oficerów tylko po to, żeby użyć jej do bieżących rozgrywek politycznych. Tłem prezydenta miała być liczna świta, którą zabrał na pokład samolotu, a wydarzenie, relacjonowane przez wielu dziennikarzy, zwłaszcza telewizyjnych, miało przyćmić nieco wcześniejszą wizytę premiera Tuska.

Wszyscy pamiętamy pierwsze słowa Lecha Kaczyńskiego po wygranych wyborach, skierowane do Jarosława: „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania”. Pomijając fakt, że taki czołobitny hołd kompromituje kompletnie prezydenta, daje on jednocześnie jasny przekaz, kto tu jest szefem, a kto podwładnym. W telewizji mogliśmy wielokrotnie oglądać obrazki, jak będąc na jakiejś międzynarodowej konferencji czy negocjacjach, mówiąc kolokwialnie, „wisi na telefonie”, konsultując się z bratem, a raczej chyba odbierając od niego instrukcje, co wywoływało kpiące i złośliwe komentarze. I teraz mamy uwierzyć, że w takiej dramatycznej niemal sytuacji prezydent dzwoni do brata i rozmawia z nim tylko i wyłącznie o zdrowiu mamy, chociaż przez lata informował go o wszystkim i potulnie wykonywał polecenia? To jest po prostu bajeczka, której nie kupi nikt mający elementarną wiedzę.

Z doniesień prasowych wynikało zresztą, że tego dnia rano Lech Kaczyński rozmawiał z lekarzem, który opiekował się jego mamą i usłyszał dobre wiadomości. Gdyby nawet ta informacja była nieprawdziwa, to skoro Jarosław był w przeddzień w szpitalu i miał jakieś nowiny, to natychmiast poinformowałby o tym brata. Jego zeznanie w prokuraturze na temat tej rozmowy po prostu zupełnie nie trzyma się kupy. Dokładnej jej treści nie znamy – ale efektem był dalszy lot do Smoleńska, prezydent nie zmienił celu podróży. Zresztą w kontekście odmowy przez kapitana Protasiuka lądowania na lotnisku w Tbilisi, które było w strefie walk, Jarosław wygłosił później taką oto „złotą myśl”: „Każdy, kto będzie próbował zmienić miejsce lądowania prezydenckiego samolotu zostanie oskarżony o utrudnianie prezydentowi RP sprawowania władzy.” I pewnie do czasu ostatniej rozmowy z bratem zdania nie zmienił.

W książce „Smoleńsk. Zapis śmierci” jej autorzy, Marcin Dzierżanowski i Michał Krzymowski, twierdzą, że bracia Kaczyńscy spierali się o wizytę w Katyniu.
Ówcześni spin-doktorzy prezydenta, Adam Bielan i Michał Kamiński, odradzali mu wyjazd do Katynia, „bo zostanie skrytykowany przez media, że pcha się tam trzy dni po premierze (Tusku)”. Prezes PiS naciskał z kolei na brata, żeby katyńska impreza była jak najbardziej „godna”, bo cała kampania wyborcza Lecha Kaczyńskiego miała się opierać właśnie na motywie pamięci o ofiarach, co miało go kreować na obrońcę i krzewiciela patriotyzmu. I co w takim razie, prezentując takie poglądy, mógł on poradzić bratu w rozmowie telefonicznej w sprawie wyboru miejsca lądowania?

wy-ktorzy

Jarosław Kaczyński jest zresztą skrajnie niewiarygodny. Jak mało który polityk permanentnie kłamie, insynuuje, obrzuca ludzi błotem. Wyliczenie wszystkich łgarstw prezesa wymagałoby prawdopodobnie wydania książki, wspomnimy tu więc tylko o kilku, żeby przybliżyć jego mentalność. „Samoobrona jest tworem byłych oficerów służb bezpieczeństwa. Mój brat, który był ministrem stanu do spraw bezpieczeństwa, dostał raport, z którego wynikało, że grupa byłych oficerów SB założyła Związek Zawodowy ‚Samoobrona’. To formacja używana do osłony tyłów tego całego układu i ochrony tego nieporządku, który jest w kraju, i jednocześnie korzystająca z tego nieporządku. To są ludzie, którzy nabrali kredytów i chcą żyć jak przedsiębiorcy, a mają kwalifikacje do kopania rowów. Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną. Uważam, że mam dowody na potwierdzenie moich słów i w odpowiednim momencie je przedstawię” (z wywiadu udzielonego w czerwcu 2003r.). Dla przypomnienia: potem wszedł natychmiast w koalicję z tą partią, a jej przewodniczącego uczynił wicepremierem…

Przed wyborami 2005 roku twierdził: „Jeżeli brat zostanie prezydentem, ja nie będę premierem”. Jarosław jest zresztą w kłamstwach elastyczny i ma je gotowe na każdą okazję: gdy niejaka Cugier-Kotka, osoba, która wystąpiła w spocie reklamowym PiS-u została rzekomo pobita, natychmiast oświadczył, obarczając o to domniemane przestępstwo oczywiście PO: „Nie wiem, czy to było zlecenie czy wystąpienie pewnej części elektoratu PO, ale było to wydarzenie niebywałe i skandaliczne”. Bohaterka wyjawiła później, że sprawa rzekomego pobicia jej przez bojówki Platformy Obywatelskiej, to pomysł Jacka Kurskiego. – „Okoliczności związane z incydentem pobicia były chyba najlepiej wyreżyserowanym aktem przez Jacka Kurskiego w stylu Big Brothera” – powiedziała w wywiadzie prasowym.

Innym razem, po śmierci jakiejś osoby na drugim końcu Polski, były premier oświadczył, iż był to „obrońca krzyża”, który został w Warszawie przy modlitwie przy nim brutalnie pobity przez bojówki (w domyśle PO) i zmarł na skutek obrażeń. Nieważne, że było to półtora roku później po tym „pobiciu”, a denat był ciężko chory na jakąś nieuleczalną chorobę i nawet nie wiadomo, czy był w ogóle w Warszawie.

Jarosław ma już swojego rodzaju „renomę” kłamcy na skalę międzynarodową. Opiniotwórczy „Washington Post” napisał o nim, że jest „rywalem Donalda Trumpa w używaniu kłamstw w celu wytworzenia w społeczeństwie obawy przed muzułmanami”.

Nie będziemy już więcej zajmować się szambem kłamstw i pomówień, w jakim tapla się pan Kaczyński, wróćmy do konsekwencji, które mogą wynikać z owej rozmowy. Otóż, po pierwsze, została ona przechwycona i zarejestrowana przez wywiady co najmniej kilku państw, to nie ulega żadnej wątpliwości. Łączność satelitarna jest możliwa dzięki amerykańskiemu systemowi Irydium, który składa się z 66 satelitów krążących po orbicie okołoziemskiej. Wszystkie przekazy elektroniczne, w tym oczywiście rozmowy telefoniczne, transmitowane przez system są zapisywane i archiwizowane przez NSA (amerykańską agencję bezpieczeństwa). Oprócz tego rozmowa została najprawdopodobniej niezależnie od tego zarejestrowana przez globalny system szpiegowski Echelon, który gromadzi i analizuje transmisje fal elektromagnetycznych wysyłanych przez urządzenia elektroniczne z całego świata – telekomunikacyjne, IT, faksy, e-maile, transfery plików, rozmowy telefoniczne, komputery, radary, satelity rozpoznawcze i telekomunikacyjne. O systemie zrobiło się głośno w roku 2000, kiedy na forum Parlamentu Europejskiego opublikowano wielki raport, z którego wynikało, że USA wykorzystują Echelon m.in. do szpiegowania firm europejskich. O tym, że system ten zarejestrował rozmowę Kaczyńskich, powiedział wprost mediom Duncan Campbell, specjalista od szpiegostwa elektronicznego, autor wyżej wspomnianego raportu. Miał to być przykład, że pomimo poprzedniej afery Amerykanie nadal zbierają dane wywiadowcze także na temat swoich sojuszników.

Bracia zostali również na pewno podsłuchani i nagrani przez wywiad Rosji i Białorusi, prawdopodobnie rozmowa została także przechwycona przez nasłuch elektroniczny NATO. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie była ona szyfrowana (Jarosław Kaczyński rozmawiał przez zwykłą komórkę), stanowiła naprawdę łakomy kąsek dla wszystkich wścibskich – okazja do tak łatwego podsłuchania prezydenta dużego państwa europejskiego zdarza się nader rzadko. Polska prokuratura zwróciła się rutynowo do kilku państw o „pomoc prawną” w sprawie katastrofy – zapewne miała ona dotyczyć również, a może głównie, posiadanych przez te kraje nagrań rozmów miedzy samolotem a ziemią… Oczywiście, efektu nie było żadnego, bo chociaż wszyscy szpiegują wszystkich gdzie i jak się tylko da, to przecież nikt nie przyzna się do tego oficjalnie. Minimalną szansą na uzyskanie takiego nagrania byłoby przekonanie USA przez władze polskie, że na samolot dokonano zamachu terrorystycznego, czyli – paradoksalnie – wpisanie się w obłąkaną retorykę Macierewicza.

unikalne

W tej sprawie istnieje jeszcze jeden ciekawy wątek – otóż wbrew oficjalnym zapewnieniom istnieje pewna doza prawdopodobieństwa, że ta rozmowa jest jednak znana niektórym polskim politykom wyższego szczebla związanym z poprzednim rządem. Lech Wałęsa podczas czatu z internautami w czerwcu 2016 roku mówił na przykład: – „Te taśmy są, jestem przekonany. Jeśli zostaną ujawnione, to panie Jarosławie – źle pan będzie wyglądał. Ja wiem, że nie rozmawiał pan o kotkach i o babci, ale: „Muszą lądować!”, „Daj im polecenie!”, „Wyślij generałów!”, tak wyglądały te rozmowy. Każdy się dowie, kto jest sprawcą nieszczęścia Polski!” – przekonywał. – „Gdyby ujawniono taśmy, jak to wyglądało naprawdę, jak wyglądała rozmowa między braćmi, to mielibyśmy obraz właściwy” – mówił. – „Doszlibyśmy do wniosku, że była to nieodpowiedzialność, brawura, że chciano rozpocząć kampanię wyborczą z przytupem w Katyniu. To spowodowało to nieszczęście. (…) Ja wiem, że sumienie gryzie – to szuka się, by chociaż trochę się usprawiedliwić. To była nieodpowiedzialność! Tam nikt tych ludzi nie zapraszał, to było wpychanie się! I zapłaciliśmy cenę, jaką zapłaciliśmy. Niektórzy nie wytrzymują prawdy i próbują podzielić się tym nieszczęściem z innymi”– dodał były prezydent. Kilka razy wcześniej Lech Wałęsa wypowiadał się na ten temat jeszcze dosadniej, chwilami wyglądało to wręcz na cytaty z rozmowy… Z kolei podsłuchiwany i nagrany w restauracji Roman Giertych podczas kolacji w pewnym momencie, jak się zdaje, parodiuje tę rozmowę i to o dziwo, w niemal identycznych słowach jak były prezydent. Czy była to rzeczywiście tylko parodia, czy eks-wicepremier relacjonuje ją po prostu swoimi słowami? W podobnym tonie, ale w sposób bardziej oględny i wyważony wypowiedziało się również kilku innych polityków. Czy to tylko ich domysły, czy wiedza na ten temat?

Zastanawia też histeryczna reakcja obozu pisowskiego sprzed kilku lat na pogłoski, jakoby ktoś miał gdzieś wkrótce tę rozmowę opublikować. Natychmiast pojawiły się agresywne teksty w stosunku do jeszcze nieznanych sprawców in spe tego czynu, ale najważniejszym motywem przewodnim ich wszystkich było to, że rozmowa jest absolutnie sfałszowana, spreparowana i jest to grubymi nićmi szyta prowokacja. Skąd ta panika i założenie z góry, że będzie to fałsz i montaż? Czyżby pełen strachu obóz Kaczyńskiego też wiedział co nieco, jak to wyglądało naprawdę i przeprowadził „atak wyprzedzający”? Dużo tu niestety niewiadomych, ale pewne poszlaki są jednak mocne.

13grudnia

Ktoś w tym momencie może zapytać – no dobrze, skoro mają takie taśmy, dlaczego ich nie upubliczniają? Kaczyński po ich ujawnieniu byłby politycznym trupem, PiS zniknąłby „na amen” i problem byłby raz na zawsze rozwiązany. Otóż sprawa nie jest taka prosta. Ujawnienie tej rozmowy byłoby niewyobrażalnie kompromitujące nie tylko dla postaci Lecha Kaczyńskiego, ale uderzałoby przede wszystkim jeszcze mocniej w urząd prezydenta RP, a co za tym idzie – w autorytet państwa, wystawiając go na pośmiewisko i podrywając zaufanie do wszelkich jego struktur i organów władzy. Szkody wizerunkowe, za którymi pewnie poszłyby wymierne, olbrzymie straty materialne (strach przed inwestowaniem w takim słabym państwie, wycofywanie kapitału itp.) byłyby dla Polski katastrofalne. Jeśli chodzi z kolei o sytuację wewnętrzną – natychmiast podniosłyby się liczne głosy, że trzeba wiadomy sarkofag usunąć jak najszybciej z Wawelu, co byłoby wydarzeniem bez precedensu w historii Polski. W jego obronie stanęliby z kolei od razu wyznawcy religii smoleńskiej, mogłoby dojść do manifestacji i kontrmanifestacji, starć, a w konsekwencji nawet do zamieszek i aktów przemocy na dużą skalę, co doprowadziłoby do jeszcze większych podziałów między Polakami i wybuchów niekontrolowanej nienawiści, żądzy odwetu, a może i jakichś samosądów. Dlatego – jeśli zapis rozmowy nawet jest w Polsce, to nie zostanie ujawniony przez najbliższych kilkanaście lat, chyba że nastąpi jakiś „wyciek” celowy albo zupełnie niekontrolowany.

Na koniec jeszcze jedna, bardzo drażliwa, ale niesłychanie ważna sprawa. Trzeba postawić w tej sytuacji zdecydowane pytanie: czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy? Odrzucam tu wszelką poprawność polityczną, strach przed gniewem prezesa i jakiekolwiek inne względy, bo sprawa jest śmiertelnie poważna. Zastanawiam się, dlaczego dotąd nikt tego pytania nie postawił, a może nie dosłyszałem, bo je tylko wyszeptał w obawie przed zmasowanym atakiem pałkarzy pióra szczutych przez Kaczyńskiego? Nikt nie pytał, bo się bał, że pisowscy „historycy” natychmiast znajdą mu dziadka w Wehrmachcie, babcię w KPP, wujka w SB, czy chociaż szwagra w MO?

tomasz-lis

Groźba upublicznienia takiej rozmowy byłaby idealnym narzędziem szantażu – prezes wie, że z powodów opisanych powyżej nie zrobią tego źródła polskie i niebezpieczeństwo czyhałoby w tym układzie tylko z jednej strony. Ale gdy będzie posłuszny… może sprawa nigdy nie wyjdzie na jaw. To są tylko rozważania najgorszego wariantu – mam nadzieję, że prezes PiS nie jest szantażowany, chociaż całkowicie, niestety, nie można tego wykluczyć, i nie chodzi na pasku wrogiego mocarstwa, a to, że niszczy Polskę wynika jedynie ze stanu jego psychiki i dążenia do dyktatury oraz żądzy odwetu za urojone krzywdy i śmierć brata, za którą, żeby stłamsić wyrzuty sumienia obwinia innych, insynuując że brali udział w „niesłychanej zbrodni”. Dodatkowo musi być mocno zestresowany, że sprawa może w każdej chwili wypłynąć z najbardziej nieoczekiwanej strony.

nikt

Gdyby nieprzychylne Polsce państwo chciało jednak skompromitować prezesa, licząc np. na wywołanie chaosu w naszym kraju, to przecież zapis rozmowy nie ukaże się w żadnej gazecie, agencji prasowej czy telewizji zbliżonej do jego rządu, bo łatwo by było powiedzieć, że to centralnie sterowana antypolska propaganda. Jest wiele innych sposobów – można do tego użyć „pożytecznego idioty” w rodzaju Snowdena, „zaprzyjaźnionego” dziennikarza z gazety w innym państwie, wreszcie – internetu. Możliwości jest wiele i źródła „przecieku” nie będzie można ustalić.

leszek-cichon

Waldemar Mystkowski pisze o „nieśmiertelnym” Szwejku Macierewiczu.

macierewicz-ma

Wojskowi mają problem ze „swoim” ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem. Wyobrażam sobie, jakie myśli kotłują się w ich głowach, gdy widzą tego specyficznego polityka, jak ubiera się w moro i stara się być „ziomalem”, albo podnosi nogi do kroku defiladowego, idzie wzdłuż szeregu żołnierzy z miną tak podniosłą, iż może kiedyś się doczekać zbiorowego wybuchu rechotu. Żołnierskiego sitcomu.

Wojsko jest apolityczne, ale poszczególni żołnierze mają poglądy. Oprócz tego spoczywają na nich uciążliwe imponderabilia, zwłaszcza przy obecnie rządzących, którzy z ważnych słów – honor, ojczyzna, godność, etc. – usunęli treści, uczynili je wydrążonymi. Puści ludzie nadużywają słów, myśląc, że dodadzą sobie treści.
Puści ludzie otaczają się podobnymi sobie. Dochodzi więc do takich sytuacji, jak z Bartłomiejem Misiewiczem, który sam w sobie jest pocieszną postacią z ludowych kawałów, jakie serwuje się w remizie w jakimś Zapiecku. Sam minister w tej miejscowości utrwalonej w filmie dla młodzieży „O dwóch takich, co ukradli Księżyc” mógłby odtwarzać rolę dowódcy ochotniczej straży pożarnej z jedną motopompą na stanie. A Misiewicz dostał złoty medal zasługi nie wiadomo, za co.

Macierewicza na razie krytykują wojskowi, którzy są na emeryturze bądź są weteranami. Głośna była riposta płk Adama Mazguły na wieść, iż Macierewicz dostał od jakiejś pisowskiej przybudówki tytuł Patrioty Roku. Mazguła na Twitterze zapytał: „A jakiego państwa?”

nie

Do Mazguły dobrali się lokaje dziennikarstwa z telewizji narodowej i wszelkich pisowskich mediów i jakby tymczasowo tego dzielnego wojaka wyeliminowali. Taka jest siła narodowej szujni. Macierewicz jest prześmieszny i nie wiem, jak by się starał, nigdy nie zyska powagi, jaką zyskują ludzie rozumni. Ale to nie znaczy, że postaci z kabaretu z remizy nie mogą być groźne. Bodaj niedługo się przekonamy, jaką rzeczywiście rolę ma dostać Wojskowa Obrona Terytorialna, która prawdopodobnie jest szykowana na pisowskiego „wroga” wewnętrznego, czyli na społeczeństwo obywatelskie.

Wojskowi nie wytrzymują, widząc takiego Macierewicza. Bo musi się kotłować wśród tych ludzi, którzy winni być karni, zdyscyplinowani i działający na rozkazy. Po Mazgule pałeczkę krytycznego nieposłuszeństwa, a nawet więcej, przejął komandos i weteran elitarnej jednostki GROM pułkownik Krzysztof Przepiórka, który wali z grubej rury: – „Minister Antoni Macierewicz organizuje swoje igrzyska nienawiści. Upokarza kolejne grupy oficerów. Łamie kręgosłupy, a jego publiczne wypowiedzi, to jak cios z plaskacza w twarz. Nie wiem jak generałowie mogą to jeszcze znosić. Gdyby cenili swoją godność, powinni zasalutować i powiedzieć „no to czołem” – mówi.

Macierewicz sam w sobie jest upokorzeniem. Nie chodzi tylko o to, jak traktuje żołnierzy, ale co reprezentuje, jak się obnosi i co się kryje kompromitującego w jego układach towarzysko-biznesowych. To ostatnie ciągle jest do odkrycia, pilnie docieka pisarz Tomasz Piątek, który już został postraszony sądem przez wspomnianego pociesznego Misiewicza.

Płk Przepiórka na swoim przykładzie podaje, jak poniża się godność jego i odbiera prawa nabyte do emerytury poprzez tzw. ustawę dezubekizacyjną. Przepiórka zaczynał w PRL-owskich Czerwonych Beretach, a po 1989 roku był jednym z pierwszych sześciu żołnierzy zwerbowanych przez gen. Sławomira Petelickiego do najsłynniejszej jednostki wojskowej GROM. Brał udział w misji wojskowej na Haiti, w akcjach bojowych podczas I wojny w Iraku i w arcytrudnej misji w 1996 roku na Bałkanach.

Życiorys filmowy, a teraz Błaszczaki i Macierewicze chcą mu odebrać to, na co pracował z narażeniem życia. Nie tylko ci dwa ostatni międlą na okrągło ozorem o Bogu, honorze, ojczyźnie, które w ich ustach są wyprane z wszelkiej treści, sfilcowane i niestrawne. O losie i zasługach poważnych ludzi decydują takie kabaretowe postaci, które mają problemy ze sformułowaniem własnej myśli.

Pułkownik pyta generałów: „Jakim cudem generałowie wytrzymują?” W ciągu roku Macierewicz „rozbroił” Wojsko Polskie z 26 generałów i 254 pułkowników, którzy na znak cichego protestu złożyli dymisje. Można powiedzieć, że Macierewicz przyczynił się do katastrofy dowódców w wojsku o sile trzech katastrof smoleńskich. Taki to Macierewicz minister, nie potrzeba żadnego wroga, żadnych Żukowów czy Guderianów, polski minister obrony rozbraja Wojsko Polskie. Hybrydowy minister.

obywatelki

Z NOWYCH PODRĘCZNIKÓW DO HISTORII.
TEGO BĘDĄ SIĘ UCZYŁY NASZE DZIECI?

kaczynski-gmach

Popieram.

strajk-popieram

grudzien12

Prof. Wojciech Sadurski pisze o „władzy” PiS. Łamiąc konstytucję, prezydent stał się już tylko „prezydentem”, rząd – „rządem”, a posłowie sejmowej większości – „posłami”. Taka władza traci prawo do oczekiwania „posłuszeństwa”.

oto

Gdy grupa obywatelskich ruchów z KOD na czele ogłosiła apel „Stop dewastacji Polski!” ze słowami: „Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy”, prawica zatrzęsła się z oburzenia. To zamach na demokrację!

A jednak idea nieposłuszeństwa obywatelskiego w pewnych okolicznościach jest integralną częścią idei konstytucyjnej demokracji. Skoro demokracja oznacza nie tylko władzę większości, ale także podporządkowanie jej pewnym wyższym zasadom konstytucyjnym, to wymóg posłuszeństwa obywatelskiego jest zawsze warunkowy. Władza winna działać wyłącznie w ramach konstytucyjnych, a gdy z nimi się nie zgadza, może starać się je zmienić, ale tylko w drodze normalnej zmiany konstytucji.

czaqplwxuaaaga

Władze w cudzysłowie

Czy więc polskie władze w ciągu ostatnich 12 miesięcy respektowały konstytucyjne reguły gry? Oczywiście nie. Niekonstytucyjność wielu ustaw, na przykład inwigilacyjnej czy właśnie rozpatrywanej ustawy o zgromadzeniach, jest potwierdzona, paradoksalnie, przez rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego: gdyby władza miała czyste sumienie, jeśli chodzi o plan ograniczeń swobód obywatelskich, nie zależałoby jej tak bardzo na ubezwłasnowolnieniu Trybunału.

Tymczasem w odniesieniu do Trybunału poszczególne ogniwa władzy: prezydent, większość parlamentarna, rząd, PiS-owscy sędziowie i sędziowie „dublerzy”, zachowywały się wedle modus operandi zorganizowanej grupy przestępczej. Większość parlamentarna ekspresowo przegłosowywała „ustawy naprawcze”, zmieniając ustrój konstytucyjny w drodze ustaw zwykłych. Prezydent podpisywał, cokolwiek znajdował na biurku, zaprzysięgał sędziów wybranych na obsadzone stanowiska i odmawiał zaprzysiężenia prawidłowo wybranych. Rząd ferował werdykty o tym, które wyroki TK są prawidłowe, i odmawiał publikacji innych. PiS-owscy sędziowie zgodnie chorowali, zaś „dublerzy” pod osłoną Biura Ochrony Rządu forsowali budynek Trybunału…

wujku

Tak rażąco i systematycznie łamiąc ramy konstytucyjne swojego działania, władze straciły prawowitość: prezydent stał się już tylko „prezydentem”, rząd – „rządem”, a posłowie sejmowej większości – „posłami”. Władze w cudzysłowie, mimo swego niewątpliwego demokratycznego rodowodu, straciły prawo do oczekiwania „posłuszeństwa” ze strony obywateli.

Czasem relację tę ujmuje się w języku „umowy społecznej”. Jednak ta metafora sugeruje równość stron, tymczasem nie ma symetrii między obywatelami a władzą, bo w demokracji władze są powiernikami, a nie partnerami obywateli. Ładnie to ujął Jan Jakub Rousseau: „Akt ustanawiający rząd nie jest wcale umową, lecz ustawą, depozytariusze władzy wykonawczej nie są bynajmniej panami ludu, lecz jego funkcjonariuszami, lud może ich ustanowić lub oddalić, kiedy zechce; nie jest ich rzeczą umawiać się, lecz słuchać”.

cza14nawgaazdja

Sprawdzian obywatelskości

Czy więc ludzie, którzy nie zgadzają się z jakimiś przepisami, mogą je dowolnie łamać, dorabiając temu miano „nieposłuszeństwa obywatelskiego”? Tak zadane pytanie sugeruje, że problem jest prostszy, niż jest w istocie. Co innego bowiem obywatelska niezgoda na działania władzy podważającej fundamentalne wolności i instytucje, a co innego krytyka jakichś posunięć państwa na tej podstawie, że są one niemądre lub nieefektywne. Zasada rządów większości odnosi się tylko do drugiej kategorii niezgody: gdy już wyczerpiemy wszelką dyskusję, zdanie większości musi przeważyć.

Wybitny filozof polityki John Rawls zdefiniował nieposłuszeństwo obywatelskie jako „sprzeczne z prawem, świadome działanie publiczne, wolne od przemocy, podejmowane w celu zmiany prawa lub polityki rządu”. Definicja pozwala odróżnić nieposłuszeństwo obywatelskie od z jednej strony rewolucyjnego buntu przeciwko fundamentom systemu, a z drugiej – zwykłego złamania prawa motywowanego np. chciwością lub agresywnością.

W literaturze filozoficznej i prawnej proponuje się rozmaite obwarowania mające na celu upewnienie się, że nieposłuszeństwo obywatelskie nie jest przykrywką dla karygodnych działań antyspołecznych.

Po pierwsze, mówi się, że powinno być ono traktowane jako ostateczność, podejmowane po wyczerpaniu innych działań zmierzających do zmiany prawa.

Po drugie, że akty nieposłuszeństwa obywatelskiego mają mieć charakter publiczny, gdyż ich głównym celem nie jest uniknięcie dotkliwości stosowania się do przepisu, lecz zwrócenie uwagi na potrzebę zmiany niesprawiedliwego prawa.

Po trzecie, osoby decydujące się na nieposłuszeństwo powinny dobrze wyważyć społeczne korzyści i straty swego działania: stąd postulat działań pokojowych i prowadzących do minimum kłopotów dla współobywateli. Wypowiedzenie posłuszeństwa władzy PiS nie uzasadnia przechodzenia na czerwonym świetle.

czaw-tyxuae0pnh

Pusta izba

Jakie formy może przybrać wypowiedzenie posłuszeństwa władzom? Specjalna odpowiedzialność spoczywa tu na sędziach i innych prawnikach, którzy w imię wierności konstytucji powinni odmówić stosowania niekonstytucyjnych ustaw. Na pewno ruchy społeczne powinny zignorować nowe kagańcowe przepisy ustawy o zgromadzeniach i podważyć priorytet parad „cyklicznych”. Na pewno posłowie opozycji powinni czasem bojkotować posiedzenia Sejmu, na których maszynka do głosowania przerobi w prawo rozpatrywane nieprawidłowo projekty. Niech zdjęcia pustej w połowie Izby wyślą w świat komunikat o stanie polskiej demokracji. A co więcej? Tu już musi zadziałać wyobraźnia.

Jedno jest pewne, jak pisał wielki filozof John Locke: „Każda władza powierzona w określonym celu jest przez ten cel ograniczona. Stąd też, jeśli cel ten będzie kiedykolwiek przez nią jawnie zaniedbywany lub gwałcony, nastąpi utrata zaufania, a władza powróci do rąk tych, którzy ją nadali. (.) Tak więc społeczność niezmiennie zachowuje najwyższą władzę ochrony siebie samej przed atakami na nią ze strony każdego, nawet jej ustawodawców”. Ponad 300 lat temu, a jak bystro przewidział władzę PiS.

czzdw4gwqaaopwz

W nowym „Newsweeku” Michał Krzymowski pisze o Kukiz ’15, Chamoobrona.

poslanka

Pogróżki, wyzwiska, oskarżenia o związki z WSI i seksistowskie żarty – tak działa klub Pawła Kukiza po roku spędzonym w Sejmie. Lider stracił panowanie nad swoim ruchem.

Przypki pod Tarczynem. W sali konferencyjnej podwarszawskiego hotelu obradują posłowie Kukiz’15, trzeciego co do wielkości klubu w Sejmie. O głos prosi gdańska posłanka Magdalena Błeńska. Nie wygląda na uspokojoną: – My już nie jesteśmy jak Samoobrona. Gorzej, jesteśmy Chamoobrona!

Dla wszystkich na sali jest jasne: Błeńska pije do scysji sprzed kilku miesięcy. W jej trakcie elbląski poseł Andrzej Kobylarz stracił panowanie nad sobą, uderzył pięścią w stół i jej pogroził: – Gdybyś była mężczyzną, to bym ci przyp… Przy scenie było kilkoro parlamentarzystów.

Błeńska, którą pytam o wybuch posła Kobylarza, mówi, że sprawy klubu powinny zostać w klubie i ona nie będzie komentować ich w mediach. Jej znajomy jednak przyznaje: – Magda była tym przerażona. Proszę sobie spojrzeć na ich zdjęcia. Błeńska jest drobną blondynką a Kobylarz to elbląski watażka handlujący ruskim węglem. Łysy, barczysty, wygląda jak kark z siłowni. O co im poszło? To proste. Kobylarz ma ciężki okręg i chce się przenieść do Gdańska. Uważa, że tam będzie mu łatwiej o reelekcję.

Po kłótni Błeńska poszła na skargę do Pawła Kukiza. Ten wezwał do siebie Kobylarza i nakazał mu załagodzenie konfliktu. Musiał być jednak mało przekonujący, bo posłanka do dziś nie doczekała się przeprosin. – Nie były one potrzebne. Mam z Magdą Błeńską dobre relacje, normalnie rozmawiamy – mówi „Newsweekowi” Kobylarz.

czblb1zxgaaab-s

Paweł Kukiz, którego dziś pytam o sprzeczkę posłów, bagatelizuje zachowanie Kobylarza: – Gdybym był przy tej wymianie  zdań, to pewnie bym zareagował. Ale z drugiej strony czy pan myśli, że w PiS-ie to rozmawiają inaczej? A na nagraniach z Sowy to jakiego języka używano? A tematy były tam poważniejsze. Zresztą, panu się nie zdarza puścić wiązanki pod adresem kierowcy, który zajeżdża panu drogę?

Narada sprzed kilku miesięcy. Paweł Kukiz prosi posłów o niekomentowanie zakazu aborcji, bo wyborcy ruchu są w tej sprawie podzieleni i nie ma sensu zrażać ich swoimi wypowiedziami.

– Dziwne tłumaczenie, ale jeszcze do przyjęcia. Gorzej, że chwilę później Paweł postanowił jednak błysnąć dowcipem. Powiedział, że jedyną osobą, dla której mógłby zrobić wyjątek, jest posłanka Anna Siarkowska. Dlaczego? Bo jest tak świętojebliwa, że nawet seks uprawia przez prześcieradło, hehe – opowiada jeden z posłów.

– Anna Siarkowska to słyszała? – dopytuję.

– Nie było jej na tym spotkaniu, ale powtórzono jej tę wypowiedź.

– A jak posłowie zareagowali na te słowa?

– Ja byłem zażenowany, ale sala odpowiedziała rechotem.

Siarkowska, którą pytam o tę sytuację, mówi krótko: – Komentowanie takich wypowiedzi jest poniżej mojej godności. Ludzie, którzy w ten sposób odnoszą się do innych, sami wystawiają sobie świadectwo.

Paweł Kukiz zapewnia, że nie kpił z pobożności Anny Siarkowskiej. – Prosiłem, żeby nie wypowiadała się na temat aborcji – ucina.

PREZES NIE UZNA WYNIKÓW TEJ BUDOWY.

czbu7bvwgaaimhq

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad procesem Sikorskiego, który wytoczył Kaczyńskiemu.

kaczynski-dostal

Jarosław Kaczyński zbudował swoją potęgę polityczną na śmierci brata, wykorzystał bliźniaka do granic możliwości. Przy tej okazji prezes PiS nie zmienił swoich metod, lecz materiał miał o wiele szlachetniejszy niż zwykle. Gdyby nie katastrofa smoleńska, PiS podzieliłby los koalicjantów z lat 2005-2007 Samoobrony i LPR: śmietnik historii.

Katastrofa wyniosła go na szczyt, z której to wysokości niszczy Polskę. Takie są absurdy historii, które nam wszystkim dają się boleśnie we znaki. Oto Radosław Sikorski nie godzi się, aby być obiektem insynuacji, pomówień, szczucia. Dla Kaczyńskiego są to metody polityczne, ideowe, którymi ponoć się różnimy. W przypadku prezesa jego idee polityczne mylą mu się z cechami charakteru, podejrzanej konduity moralnością.

Sikorski odniósł się tylko do jednej insynuacji z gatunki „zdrady o świcie”. I dobrze. Bo hurtowe oskarżenia jakoś dziwnie są nieskuteczne w prawie. Al Capone nie zaznał krat za liczne zabójstwa, ale za drobnostkę z punktu widzenia egzystencji, za niepłacone podatki.

Sikorski więc z bogatej „twórczości” prezesa wyjął ten „podatek” insynuacji, konkret. Mianowicie z wywiadu sprzed dwóch miesięcy dla Onetu wyjął „plwocinę” prezesa o zdradzie dyplomatycznej, jakoby Sikorski – który w chwili katastrofy pod Smoleńskiej był szefem dyplomacji – odstąpił od uznania miejsca katastrofy za eksterytorialne.

Tym samym „zdrada” w ustach Kaczyńskiego stała się pomówieniem Sikorskiego o niefachowość. Niezależnie od tego, czy Kaczyński zna prawo o eksterytorialności dotyczące katastrofy lotniczej na terenie obcego państwa, zarzucając komuś, że nie dopełnił obowiązku dyplomatyczno-prawnego, sam łamie prawo. Nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem, tym bardziej że Kaczyński miał 6 lat, aby posiąść tę wiedzę. A jeżeli jest się prawnikiem i to z tytułem doktora, możemy powiedzieć, że u Kaczyńskiego obok silnie rozbudowanego ego, równie wielka jest amoralność.

czavuv2w8aa-py7

Sikorski więc wystąpił do sądu, aby Kaczyński go przeprosił, bo naruszył jego dobra osobiste: dobre imię, cześć i godność. Sikorski z prezesem postępuje, jak z dzieckiem, chce mu pomóc, bo powszechnie znana jest niesamodzielność życiowa Kaczyńskiego. Otóż Sikorski sformułował akt przeproszenia, które prezes ma opublikować na łamach konkretnych portali internetowych.

W zasadzie były minister spraw zagranicznych jedną rzecz domaga się od Kaczyńskiego, mianowicie ów „podatek” za przeprosiny – prezes PiS ma opłacić z własnej kieszeni, z pensji posła, a nie z budżetu partii, bo to w istocie nasze podatki.

W przeprosinach Sikorskiego widzę dla Kaczyńskiego same pozytywy, najważniejszy z nich jest, iż może oczyścić swoje nieczyste sumienie, a to jest sprawa niebagatelna. Inni muszą nosić worki pokutne, wierzący zaś biegać do spowiedzi, a Kaczyński za niewielki podatek dla mediów może pozbyć się uciążliwości amoralnej. Czy Sikorski nie jest dobrotliwy dla swego wroga? Jest! I w ten sposób winni domagać się pozostali przeprosin od prezesa Kaczyńskiego, acz „pozostali” to całkiem duża gromada osób, obawiam się, że może to być cały naród polski.

Ale warto, bo po takich przeprosinach Kaczyński osiągnie moralny status aniołka. Wierzę, że w prezesie są nieodkryte pokłady jego dobroci. Więc – prezesie – do przodu i alleluja, zwłaszcza że zbliżają się święta Bożego Narodzenia.

Kleofas Wieniawa do powyższego dokłada.

sikorski-versus

Adwokatem Sikorskiego jest Jacek Dubois, pochodzący ze sławnego rodu prawników. Naprzeciowko może mieć co najwyżej zdemoralizowanych prawników pokroju Pszczółkowskiego, bądź Przyłębskiej.

Póki co, sądy są jeszcze niezależne, a oprócz tego nie są takie łatwe do spacyfikowania. Wśród elit Kaczyński ma niewielkie wsparcie, tylko tych z kompleksami, co widać choćby po mediach „narodowych”, gdzie przeciętna profesionalizmu ma się tak do normalności, jak całość do 3/4.

Jeżeli przyjąć na wiarę, że badania IQ narodu polskiego rzeczywiście IQ wynosi 100, to elity pisowskie, w tym żurnaliści „narodowi” mają tego ilorazu 75, a przypominam, iż autor „Foresta Gumpa” nadał swemu bohaterowi poziom IQ 72. Pewnie w okolicach osławionego Kononowicza.

I to jest wartość PiS i prezesa Kaczyńskiego, o którym zwykle piszę, iż jest geniuszem taboretu, choć ktoś mi zwrócił uwagę, że staje na wysokościach drabinki z Tesco (taka jego gloria).

Ale w sprawie Sikorski versus Kaczyński jest istotne coś innego, mianowicie ten przykład winien być wskazaniem dla Polaków, aby pozwać tego geniusza taboretu za niszczenie Polski, godności Polaków. Wierzę, że czeka go sprawiedliwy sąd, bo prawo póki co mamy na poziomie, tylko polityka nam się wywróciła ze wspomianego taboretu. A jedną z przyczyn jest nadmiar produkcji jadu w otworze gębowym prezesa PiS. Niewiele postaci w historii Polski postaci zaznało takiej nadprodukcji toksyn, a na pewno nikomu po 1989 roku.

podwojna

Kamil Stoch pierwszy, Maciej Kot drugi. To był wspaniały konkurs polskich skoczków w norweskim Lillehammer.

z21104130qwyniki-konkursu

Przed nimi na olimpijskiej skoczni nie wygrał żaden Polak. Nawet Adam Małysz nigdy nie był tu wyżej niż na trzeciej pozycji. I wreszcie niewygodny dla polskich skoczków obiekt został odczarowany. Kilkukrotnie. Kamil Stoch wygrał 16. raz w karierze zawody Pucharu Świata. Po raz pierwszy od 30 stycznia 2015 roku w Willingen. Dwukrotny mistrz olimpijski czekał prawie dwa lata. Maciej Kot czekał całą karierę na miejsce na podium. I w niedzielę się udało. To dla niego życiowy wynik.

grudzien9

Z OKAZJI DNIA DZIEWIC 🙂))

prezes

Jarek i jego kot.

15390914_286529438409152_2010731172328873552_n

Marek Beylin („Wyborcza”) uważa, iż PiS wcale nie jest taki silny. Adresuję ten tekst do tych obezwładnionych i przytłoczonych siłą PiS: to nie jest nasz koniec, to ledwo początek. W dodatku nie najgorszy. Niemal każdy dzień dowodzi, że ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy.

a-jednak

Niepowstrzymany jak tajfun – coraz częściej mówią o PiS także przeciwnicy. Wielu już przewiduje, że rządy tej partii potrwają przynajmniej dwie kadencje. Przybywa ludzi przytłoczonych i obezwładnionych, stąd zresztą mniejsze tłumy i mniej wigoru na demonstracjach. Stąd też w dużej mierze konflikty w KOD.

Pamiętam, jak jeszcze wiosną na rozmaitych protestach panował optymizm. Nie dotrwają do końca kadencji – wieściło sporo uczestników. Dziś niewiele zostało z tamtych nastrojów. W odczuciu ludzi protesty stają się bardziej powinnością moralną niż zapowiedzią rychłego sukcesu, bo unosi się nad nimi przekonanie: oni nie ustąpią. Będą coraz bardziej zaciskać kleszcze.

Wszak nasila się ofensywa PiS przeciw prawu i społeczeństwu. Rządzący atakują wszystkie bezpieczniki demokracji, by stłumić przejawy zbiorowej niezgody. Chcieliby uczynić z nas bezwolną masę poruszającą się w rytm narzucanej propagandy. Czyli przemienić całą Polskę w telewizję publiczną.

To poczucie, że włada nami trwały zły los, a nie tylko ekipa bojowych miernot, wzmacniają jeszcze sondaże. PiS uformował stabilny i silny elektorat obojętny na skandale na szczytach władzy, nepotyzm, wypłukiwanie z Polski demokracji. A opozycja wydaje się słaba i chaotyczna, więc coraz trudniej o wiarę w jej zwycięstwo.

(PiS WZYWA NA SWÓJ MARSZ A JA Z MICHAŁEM BARDONIEM, MAMY W ZWIĄZKU Z TYM TAKIE PYTANIE)

czoztffxuaaac2v

Ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy

Adresuję ten tekst właśnie do tych obezwładnionych i przytłoczonych siłą PiS: to nie jest nasz koniec, to ledwo początek. W dodatku nie najgorszy.

Niemal każdy dzień dowodzi, że ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy. Nie spacyfikowała społeczeństwa, jak zamierzała, i zaczynają ją zżerać wewnętrzne kryzysy oraz niemożności.

My boimy się PiS, ale PiS jeszcze bardziej boi się nas. O czym świadczy choćby „czarny protest” czy narastająca histeria władzy przed protestami 10 i 13 grudnia.

obywatelki

To „ponowna próba wyprowadzenia ludzi na ulice. Oni zmierzają ku awanturze, burdom, jakie ich zdaniem są środkiem prowadzącym ich do odzyskania władzy” – mówił w poniedziałek w Szczecinie minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak. Również telewizyjna propaganda przedstawia protestujących jako groźnych wichrzycieli czy nawet zamachowców. Czy PiS liczy na „awantury i burdy”, by podważyć wiarygodność opozycji i mieć pretekst do ostrego jej zwalczania? Zapewne, ale takie kalkulacje wynikają nie z siły, lecz z poczucia słabości. Pewna siebie władza traktowałaby takie protesty ze spokojem.

PiS tak nie może. Na początku rządów PiS uważał, że szybko skolonizuje Polskę, wierzył we własną siłę i w słabość społeczeństwa. Miało być, jak zalecał Machiavelli: popełnij wszelakie niegodziwości na początku rządów, by potem ustabilizować władzę i dbać o spokój społeczny. Jeśli to osiągniesz, ludzie zapomną o początkowych draństwach i wybaczą nadużycia władzy. Bo wolą porządek dający spokojne życie niż chaos, jaki grozi wskutek politycznych wojen.

Udało się to w dużej mierze premierowi Węgier Orbanowi, który mimo rozpanoszonej korupcji wśród rządzących i ich autorytarnych obyczajów cieszy się większościowym poparciem społeczeństwa.

Dla PiS to przykaz tym ważniejszy, że za dwa lata są wybory samorządowe, które rządzący muszą wygrać, ponieważ porażka złamie mit wszechmocnej partii i wzmocni opozycję.

(TO ZDJĘCIE JEST BARDZO WAŻNE. PRZEKAZUJCIE JE DALEJ. POKAŻMY WSZYSTKIM, KTO WTEDY W WARSZAWIE WALCZYŁ I RYZYKOWAŁ ŻYCIEM ZA POLSKĘ.)

czl9vhvxeaabvnx

PiS to potężna fabryka chaosu

Jednak zawiodły plany PiS, by szybko ustabilizować władzę, zaprowadzić społeczny spokój i zwiększać poparcie. Rządzący potrafią wprawdzie paraliżować instytucje, które uznają za wrogie, lecz nie są w stanie zadbać o porządek w instytucjach własnych.

PiS to przede wszystkim potężna fabryka chaosu. A w takiej generalnej „rozpierdusze” można przez jakiś czas rządzić, ale nie sposób dłużej utrzymać władzy. Zbyt wiele rodzi się napięć i konfliktów między rządzącymi a społeczeństwem i światem zewnętrznym.

pamieci

Tę fundamentalną słabość PiS wzmacnia jeszcze brak pieniędzy na spełnienie obietnic wyborczych i spowolnienie gospodarki. Owszem, PiS ulżył nieco biedniejszym, wprowadzając 500+ i podwyższając im kwotę wolną od podatku. Innym, także wcale nie bogatej klasie średniej, która częściowo na PiS głosowała, musi jednak pieniądze zabierać. Co także władzę destabilizuje i sprawia, że najpewniej nie zyska większego poparcia niż ma teraz. Zwłaszcza że nie zwiększyło go od początku rządów. Zwolenników PiS jest trzydzieści parę procent, co czyni z tej partii trwałą mniejszość. Zjednoczona opozycja ma większą siłę.

Stąd histeryczne ataki na protestujących i opozycję, a także nachalna propaganda mająca ukryć tę niewygodną prawdę.

czk6kg6xuai3xmi

PiS wie, że jest słabszy niż przeciwne mu społeczeństwo. My też powinniśmy w to uwierzyć.

co-abp

Kraków ma nowego arcybiskupa. O Marku Jędraszewskim pisze MIchał Wilgocki. Znany z ostrego języka abp Marek Jędraszewski obejmie wkrótce archidiecezję krakowską. Przypominamy najciekawsze cytaty hierarchy z ostatnich kilku lat.

GRATULACJE DLA KRAKOWA !!!!! Łódź odetchnęła z ulgą

czlglv-w8aa4fob

Arcybiskup Jędraszewski:

  • o „czarnym proteście”

– To, co się dzieje, te czarne marsze, są przerażającą współczesną manifestacją cywilizacji śmierci. Chce się dzisiaj bronić anty-Ewangelii. Można by powiedzieć, czarnej Ewangelii (…). Potrzebna jest modlitwa o zwycięstwo cywilizacji miłości nad tą czarną cywilizacją śmierci. Na początku tej mszy świętej szedłem przez katedrę. Patrzyłem na wasze twarze. Wszystkie uśmiechnięte. Zwłaszcza rodziców, którzy przynieśli małe dzieci (…). Popatrzmy na zdjęcia tych, którzy biorą udział w czarnych procesjach. Jakie tam są twarze. I jak bardzo różnią się od waszych.

  • o rzeczniku praw obywatelskich

– Jakże w tym momencie nie wspomnieć nieznanego nam z imienia i nazwiska łódzkiego drukarza, który niedawno nie przyjął zlecenia usługi na rzecz fundacji LGBT Business Forum. Odpowiadając: „Odmawiam wykonania roll-upu z otrzymanej grafiki. Nie przyczyniamy się do promocji ruchów LGBT naszą pracą”. Wiemy, że za to został skazany na wniosek lewackiego rzecznika praw obywatelskich, którego urząd ma przecież polegać na tym, że broni on w imieniu obywatela jego praw i wolności. Nie dane mu było się nawet bronić. Ma zapłacić karę. To sprawa precedensowa. On uważał, że nie może przyczyniać się swoją pracą do szerzenia ideologii wypaczających prawdę o człowieku. Jakże nie być dumnym z tego mieszkańca naszej Łodzi? A jednocześnie jak go nie wspierać w tej odwadze? Jakże nie brać przykładu, jak żyć i jak wiarę przekuwać na codzienność.

15253457_375548279460320_8524662417747121263_n

  • o katastrofie smoleńskiej

– Od pięciu też lat trwają zacięte dyskusje nad przyczynami tej tragedii. Prawda z trudem przebija się przez zasieki kłamstw, które od samego początku były podawane do publicznej wiadomości. Dzisiaj wiemy: nie było kilku prób podchodzenia do lądowania; prezydent nie kazał pilotom za wszelką cenę lądować; generał Andrzej Błasik nie był pijany; niewytłumaczalne jest zawieszenie działania praw dynamiki Newtona, bo przecież bezpośrednie uderzenie samolotu w ziemię musiałoby skutkować ogromnym lejem, a tego leju nie było, mimo że grunt był dość miękki; Rosjanie wcale nie byli nam przychylni; w Smoleńsku nie przekopano ziemi na metr głębokości, centymetr po centymetrze; ciała niektórych osób nie zostały właściwie zidentyfikowane, niektóre z nich zostały wprost zbezczeszczone; rząd polski świadomie oddał śledztwo w ręce Rosjan, zgadzając się na zastosowanie konwencji chicagowskiej, by za nic nie odpowiadać.

  • o gender

– Praktycznie jest to ideologia, szalenie niebezpieczna, która prowadzi do śmierci danej cywilizacji. Jest to też teoria coraz bardziej przyjmowana, czy może nawet narzucana, w Europie i Stanach Zjednoczonych. (…) Mogę sobie łatwo wyobrazić, że za jakiś czas, mam nadzieję, że sam tego nie dożyję, że w roku 2050 nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim tu, na terenie Europy, tak jak Indianie są pokazywani w Stanach Zjednoczonych w rezerwatach. Byli sobie kiedyś tacy ludzie, którzy tu zamieszkiwali, ale przestali istnieć na własne życzenie, ponieważ nie potrafili uznać tego, kim są od strony biologicznej.

  • o konwencji antyprzemocowej i powstaniu warszawskim

– Ostatnio uchwalone przez polski parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja antyprzemocowa i ustawa o in vitro oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci” mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których powstanie w ogóle wybuchło.

  • o Radiu Maryja

– Radio Maryja stało się przekazicielem tego nauczania, które zostawił nam Jan Paweł II Wielki. Stało się też głosem tych wszystkich Polaków, których rodzące się w 1989 roku społeczeństwo liberalne chciało wykluczyć i skłonić do milczenia. Dziękujemy Panu Bogu za wszystkie dzieła, które zapoczątkował ojciec dyrektor.

  • o małżeństwie i zdradzie

W przysiędze małżeńskiej nie jest napisane „opuszczę cię, gdy mnie zdradzisz”. Należy trwać w małżeństwie, a zdrada może być okazją, by stawać się wiernym jeszcze bardziej.

  • o prezydencie Andrzeju Dudzie

– Jego osobista formacja, jaką wyniósł z domu, wartości, do jakich się odwołuje, a także doświadczenie polityczne pozwalają sądzić, że rozumie, na jakich zasadach powinno opierać się rządzenie Rzeczpospolitą. Prezydent jest osobą, która nie negowała swych związków z oficjalnym nauczaniem Kościoła dotyczącym małżeństwa i rodziny. Jego wizyta na Jasnej Górze dzień po wygranych wyborach jest tego doskonałym potwierdzeniem.

  • o Adamie Michniku

– Dalej ten człowiek obawia się fundamentu moralnego, jakim jest 10 przykazań, opowiadając się tym samym za relatywizmem moralnym, za tym, że każdy może mieć swoją prawdę i według niej żyć oraz narzucać ją innym. Na koniec, bojąc się nacjonalizmu, uderzył ten człowiek w to, co jest najbardziej istotne dla całej naszej wielkiej tradycji – w patriotyzm. Ten człowiek nie chciał, by nasze życie po ’89 roku kształtowało się według tych trzech słów tworzących jeden wielki program dla Polski – Bóg, Honor, Ojczyzna. Właściwy ład państwa trzeba budować na Bogu, który jest miłością, i tylko wtedy jest możliwa pełna wolność i można budować prawdziwą demokrację i ze spokojem patrzeć w przyszłość.

  • o profesorze Chazanie

– Profesor Chazan odwołał się do tego, co wynika z prawa naturalnego i co gwarantuje mu konstytucja. Jeśli natomiast są jakieś przepisy, którymi się rządzą Ministerstwo Zdrowia i NFZ, pozwalające tym instytucjom na takie właśnie postępowanie wobec prof. Chazana, to trzeba stwierdzić, że nie są one zgodne z konstytucją i że należy je zmienić.

WAŻNE, ABY ZNISZCZYĆ CZŁOWIEKA, OCZERNIĆ, ZSZARGAĆ REPUTACJĘ. DOPISZĄ KAŻDĄ HISTORIĘ. BEZ WSTYDU. SZACUNEK DLA PUŁKOWNIKA ADAMA MAZGUŁY!

czl2cvkxcaeu2sm

I TAKI PIĘKNY OBRAZEK Z ŻYCIA WZIĘTY 🙂

czlkmc4w8ay2mgq

Waldemar Mystkowski pisze o pisowskiej przymiarce do zniesienia konwencji antyprzemocowej.

pis-wraz

Może zastanawiać, że tak późno PiS zabiera się za tzw. konwencję antyprzemocową, społeczeństwu znaną jako „rzecz o gender”. Partia Kaczyńskiego ma jednak w drodze do autokratyzmu ważniejsze kwestie do załatwienia, tj. do zniszczenia, jak choćby unieważnienie Konstytucji poprzez sparaliżowanie jej strażników, prezydenta i Trybunał Konstytucyjny. Andrzej Duda dokonał autoparaliżu, a TK jeszcze broni Konstytucji.

PiS musi jednak spłacać dług swemu sojusznikowi – Kościołowi katolickiemu, bo w planowanym reżimie kler ma do spełnienia ważną rolę pilnowania owieczek, wierni są w zdecydowanej większości elektoratem PiS. Całkowity zakaz aborcji jakoś nie wyszedł, został powstrzymany poprzez Czarny Protest kobiet, w tej kwestii dojdzie do kombinowania z prawem w pisowskim stylu krętactwa.

Po roku rządów PiS przypomniano sobie o gender. Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej z trudem została przyjęta przez poprzedni parlament, Ewa Kopacz użyła całego swojej autorytetu, aby ją ratyfikować.

O co chodzi w tej konwencji? Przede wszystkim chroni kobietę i dzieci w rodzinie przed przemocą poprzez narzędzia prawne i instytucjonalne. Mężczyzna już nie jest panem i władcą, nie ustanawia swoich praw domowych, których sens oddawało przysłowie „jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije”. Konwencja kładzie nacisk na świadomość kulturową kobiety, iż ma takie same prawa, jak mężczyzna.

(BĘDZIEMY!!!)

czltrnrwiaaqyoe

Niby takie prawa równościowe nie powinny nikomu wadzić, a jednak tak nie jest. Przede wszystkim konwencja odbiera Kościołowi monopol wyrokowania o tym, co jest moralne w społeczeństwie wyznającym katolicyzm. Konwencja także mogła pośrednio zagrozić feudalnemu traktowaniu płci w strukturach Kościoła.

Kościół więc zaczął walczyć z konwencją poprzez dosztukowanie do niej kwestii, których nie porusza. Jakoby konwencja dowartościowuje środowiska LGBT, co akurat nijak się ma do sensu konwencji. Wiedza o seksualności nie jest zagrożeniem dla natury płci, tylko poszerzeniem świadomości, tj. kultury.

Ogólnie rzecz ujmując, Kościół walczy z wiedzą, która zawęża pole dla wiary. Im więcej racjonalizmu, tym mniej zabobonu. Nowoczesność kontra tradycja, zacofanie. W takich skrótach pojęciowych wygląda ta walka.

Kościół więc broni swoich przywilejów tradycji, pomaga mu PiS. Zapowiada się kolejny front walki społecznej. Nad odstąpieniem Polski od konwencji antyprzemocowej pracuje kilka ministerstw, w tym – o, pisowski paradoksie! – pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania Adam Lipiński. W tej partii wszystko jest na odwyrtkę. Lipiński pracuje na rzecz nierównego traktowania, na rzecz tradycji. Poza tym nad wypowiedzeniem konwencji praca wre w ministerstwach: w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Potwór gender ma być zwyciężony przez PiS i Kościół, bo wartość rodziny ma dominować nad prawami kobiet i dzieci do bezpieczeństwa i nietykalności cielesnej. Jak to kiedyś zadeklarował prezes Kaczyński, iż powstanie nowa pisowska konwencja: „Jeśli dojdziemy do władzy, to będzie ustawa o ochronie kobiet przed przemocą i to taka, że będzie mróz w oczy szczypał – bardzo, bardzo twarda, tylko niemająca nic wspólnego z twierdzeniem, że kobieta czy mężczyzna to twór kulturowy, a nie coś, co daje natura”.

Kaczyński chyba zapomniał, że już jest taka bardzo, bardzo twarda konwencja, że mróz w rozum szczypie, a nazywa się Dekalog, 10 przykazań. Bo do tego w wielkim uproszczeniu zmierza prawo polskie, do prawa kościelnego.

czlgpuaxccep0g0

Janusz Anderman analizuje postać prokuratora Kaczyńskiego, Stanisława Piotrowicza. Jeśli idzie o Trybunał Konstytucyjny, to wszyscy przecież wiemy, że prokurator poseł PiS Stanisław Piotrowicz go zniszczyć nie chce, tylko wprost przeciwnie – dla PiS-u naprawić.

kawal

To było oczywiście do przewidzenia, że światowe media złośliwie przemilczą ten doniosły fakt: tygodnik „wSieci” opublikował wywiad z szefem sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka Stanisławem Piotrowiczem. Wywiad dotyka dwóch etapów z życia Piotrowicza: współczesnego, na którym z żarliwością wykańcza kwestię Trybunału Konstytucyjnego, i początkami błyskotliwej kariery.

Oba etapy Piotrowicz streszcza zwięźle, ostrzegając, że stosuje elementy humoru: „Różni ludzie od roku opowiadają o mnie różne bzdury. A to, że chcę zniszczyć TK, a to, że byłem prokuratorem komunistycznym. Podchodzę do tego jednak z dystansem, a nawet humorem. […] Mam czyste sumienie”.

Jeśli idzie o TK, to wszyscy przecież wiemy, że Piotrowicz go zniszczyć nie chce, tylko wprost przeciwnie – dla PiS-u naprawić. I dlatego – jak mówi – „to jest bój o charakterze strategicznym”. Gdyż „przy pomocy TK obecna opozycja, wcześniej rządzący, próbowała zablokować wszelkie reformy oraz uniemożliwić zwycięzcom wyborów odniesienie jakichkolwiek sukcesów”. Tej wersji się trzymajmy, bo przecież ważą się losy naszej przyszłej pomyślności. I właśnie dlatego Piotrowicz miał zupełną rację, gdy posłowi opozycji, któremu przestała działać karta do głosowania, z powagą uświadomił przykrą prawdę: „Pana głos i tak nic nie znaczy”.

(W NOWEJ PODSTAWIE PROGRAMOWEJ Z HISTORII? Koniecznie!!!)

czl2646w8aawov3

Ale warto pochylić się nad młodością Piotrowicza, o której opowiada. Gdyby nie wybrał się na studia prawnicze – istniało takie zagrożenie – straty dla kraju byłyby nie do powetowania. „Rozważałem też kierunki artystyczne” – straszy Piotrowicz. Na szczęście prawo skończył, a potem dwuletnią aplikację prokuratorską – „nieskromnie powiem, że najlepiej z całej grupy”. I wtedy zaczęło się wieloletnie pasmo prześladowań ze strony komunistów. „Tuż przed egzaminem końcowym prokurator wojewódzki zorientował się, że nie należę do partii”. Nie świadczy to o bystrości owego prokuratora, ale stało się. „Kazał się zapisać” – mówi gdzie indziej Piotrowicz.

Rzecz jasna samo zapisywanie się było wyzwaniem, gdyż w odpowiedniej rubryce należało określić swój światopogląd. Piotrowicz nawet tu przechytrzył siepaczy z PZPR i dwóch tzw. członków wprowadzających, którzy musieli za niego poręczyć. Wpisał więc: „prawidłowy, choć miałem na myśli zupełnie co innego”. Najgorsze było jeszcze przed Piotrowiczem.

(A MOŻE TAKA MAŁA LEKCJA HISTORII DLA POLAKÓW? NIKT LEPIEJ JEJ NIE POPROWADZI NIŻ KOMUNISTYCZNY PROKURATOR)

czldf7rw8aaaczt

Pracował sobie spokojnie aż „do stanu wojennego, kiedy nie mogłem już wytrzymać”. W dodatku doniósł na niego kolega. „Zaczęły się regularne szykany”, w ramach których przeniesiono go z Prokuratury Wojewódzkiej w Krośnie do rejonowej w Krośnie. By go jeszcze bardziej upodlić, władze nakazały mu być w prokuraturze w tzw. egzekutywie PZPR, czyli we władzach partii.

Mało tego! Ostatecznym ciosem było wciśnięte mu w 1983 roku odznaczenie państwowe. A z tego mógł się już nie podnieść. Wytrwał jak chłop Ślimak na placówce. Źli potwarcy wyciągają teraz Piotrowiczowi, że w stanie wojennym oskarżał aresztowanego działacza opozycji. On? Jako prokurator walczył o jego wolność do upadłego. „To był mroczny czas i to, co zrobiłem, wymagało odwagi” – powiada skromnie. Wielu osobom konspiracyjnie pomógł, o czym – jak się zwierzył – „przez lata musiałem milczeć, by osobiście nie narazić się na karę surowszą od tej, jaka groziła tym, którym wówczas pomagałem”.

czkymozwqae1733

I dlatego, kiedy podczas jego przemówienia w Sejmie posłowie opozycji zaczęli wznosić okrzyki: „Precz z komuną!”, Piotrowicz miał pełne moralne prawo, by się do tego chóru przyłączyć i również zakrzyknąć gromko: „Precz z komuną!”.

SZACUNEK DLA GDAŃSKA.

czlksb2wiaassis

BORYS, TRZYMAMY CIĘ ZA SŁOWO!

czkluppxaaqzqwo

 —

listopad30

Solenizant na usługach.

czasem

Adam Szostkiewicz (szostkiewicz.blog.polityka.pl) nie wierzy w winę Józefa Piniora.

adam-szostkiewicz

Nie wierzę służbom specjalnym i prokuratorom podlegającym rządowi PIS w żadnej sprawie o wymiarze politycznym. W sprawie Józefa Piniora wierzę Frasyniukowi. Dla Władka (znamy się z I Solidarności)  Józef Pinior to osoba krystalicznie uczciwa.

Póki nie zobaczymy dowodów rzekomych przestępstw korupcyjnych, taka jest prawda. Nawet jak zobaczymy, to mogą być sfabrykowane. Któraś z zatrzymanych w sprawie Piniora osób może się zaprzedać śledczym.

Boże, jakie to ponure. Zbliża się kolejna rocznica stanu wojennego. I jednego z bohaterów tamtych czasów próbuje się zdyskredytować metodami, jakie wciąż pamiętam z przesłuchań przez SB. Szukanie haków na przeciwników politycznych. Jak nie obyczajowych, to korupcyjnych. Do tego doszliśmy po roku rządów PiS.

Kto następny? Wkrótce się okaże. Bo to jest realizacja przygotowanego planu eliminacji najdzielniejszych, najuczciwszych, najbardziej dla Polski zasłużonych ludzi. I w ogóle opozycji. PiS w swych szeregach może pomarzyć o takich ludziach. Nawet Jadwiga Staniszkis ich opuściła, widząc, co robią z Polską. Teraz PiS szykuje się do walki o przejęcie politycznej kontroli nad samorządami.

Wrocław ma silne tradycje samorządowe. Może został wytypowany jako kolejny, po Łodzi, polityczny poligon przed tymi wyborami. Na ile społeczność lokalna gotowa jest bronić swych liderów przed represjami w majestacie prawa? Mam nadzieję, że wrocławianie obronią samorządność, Pinior zostanie oczyszczony z zarzutów, a PiS się na jego sprawie ostro przejedzie.

Właściwy człowiek na parszywe czasy, jakie obecnie mamy. STAWICIE SIĘ NA WEZWANIE WŁADKA?

cyd7u4fxaaa296d

Nie wierzy Magdalena Środa.

magdalena-sroda-7

Nie wierzy największy jego przyjaciel Władysław Frasyniuk.

frasyniuk-2

– „Pamiętamy Barbarę Blidę, teraz może być jeszcze gorzej” – powiedział w TVN 24 Władysław Frasyniuk, nawiązując do wczesnoporannych zatrzymań na Dolnym Śląsku. CBA zatrzymało 11 osób w związku z podejrzeniem korupcji. Jedną z nich jest były senator PO Józef P., który jest podejrzany o przyjęcie łapówki i płatną protekcję. – „Zatrzymanie Józefa P. przypomina zatrzymanie Barbary Blidy. Niech to będzie ostrzeżeniem. Każdy dziś może być Józefem P. albo Józefem K.” – podkreślił Frasyniuk. Jego zdaniem, były senator i legenda dolnośląskiej „Solidarności” Józef P. to „człowiek ogromnie zasłużony, to bohater Polski, uczciwy wewnętrznie”.

Piotr Baczyński z Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Poznaniu ujawnił, że byłemu senatorowi postawiono dwa zarzuty korupcyjne – chodzi o przyjęcie korzyści majątkowych w wysokości 40 tysięcy złotych oraz 6 tysięcy złotych. Wiadomo, że dziewięć osób zostało zatrzymanych w związku z wręczaniem łapówek, a dwie w związku z ich przyjmowaniem.

Władysław Frasyniuk negatywnie ocenił obecną sytuację w kraju i apelował o udział w protestach. „Mamy dewastację w Trybunale Konstytucyjnym, który ma bronić Polaków, mamy dewastację w szkołach” – wyliczał. – „Przyjdźmy 13 grudnia na wielką manifestację w obronie wolności. Apeluję do kobiet spod czarnych parasolek, do Mateusza Kijowskiego, do sędziów. Wolności nie oddamy. Nie damy się podzielić” – przekonywał.

Na pytanie o ocenę krytycznych słów ministra Piotra Glińskiego pod adresem „Wiadomości” powiedział, że ma szacunek dla Glińskiego, bo TVP jest teraz gorsza niż w stanie wojennym – stwierdził Frasyniuk.

A więc protest 13 grudnia.

strak-obywatelski

Sytuacja się powtarza, bo 28 lat temu ta sama sytuacja.

cydw_zkwqaax7h2

TO DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY NIE PRACUJĄ CIĘŻKO. Musimy Was zasmucić, nie należy Wam się 30 tys. zł wolnych od podatku

cyd1kgcxuaa85us

TO JUŻ NIE WRÓBELEK. TO WRÓBEL! ZAPYTAM WAS SZCZERZE, MA RACJĘ?

cyd_q3bxcaadolc

CZY RZĄD PAMIĘTA O WSZYSTKICH POTRZEBUJĄCYCH?

cyc87ttwgaaouoc

Morawieckiemu wszystko Lotto.

tojest

Atmosfera Dnia Podchorążego skłoniła – znanego z ostrych komentarzy na temat bieżącej sytuacji w Polsce – płk Adam Mazgułę do sformułowania listu otwartego do polskich żołnierzy. W rocznicę powstania listopadowego pułkownik zatroskany stanem polskiej armii pokazuje poważne analogie: wtedy, w 1830 r. też było wojsko – mówi. Polskie wojsko, tyle tylko, że dowodzone przez okupanta – w osobie księcia Konstantego. Tej armii żyło się komfortowo. Wojsko się bawiło. Jak teraz. Na ulicę musieli wyjść podchorążowie… Czy teraz to musi się powtórzyć? – pyta zdesperowany pułkownik. Poniżej publikujemy jego list otwarty:

plk-adam-mazgula

Szef Sztabu Generalnego WP generał Mieczysław Gocuł,
Dowódca Generalny RSZ gen. broni Mirosław Różański,
Generałowie, Oficerowie, Podoficerowie i Żołnierze Wojska Polskiego!

Nocą 29 listopada 1830 roku słuchacze Szkoły Podchorążych Piechoty zdobyli Belweder, siedzibę rosyjskiego dowódcy polskiej armii – Wielkiego Księcia Konstantego. Rocznica tej nocy, która rozpoczęła Powstanie Listopadowe, obchodzona jest we wszystkich wojskowych uczelniach jako Dzień Podchorążego. Obchodzimy dzień chwały niepodległej ojczyzny i polskości. Dzień dumy, że nawet grupa podchorążych, niekoniecznie wysokich oficerów, może dać sygnał do niepodległego zrywu zrzucenia kajdan w drodze do wolności.

Dzisiaj sytuacja w Polsce wcale nie jest dobra. Władzę demokratycznie przejęła partia Prawo i Sprawiedliwość, która pod hasłem „dobrej zmiany” zdecydowała się na rewolucję w kraju. W ciągu zaledwie roku, pod hasłami reformy, dokonano zamachu na wolności i prawa obywatelskie. Niebywałe upolitycznienie wszystkiego, co się da upolitycznić, zwalnianie ludzi kompetentnych dla zastąpienia ich tzw. „misiewiczami”, zamach na szkolnictwo, na historię, w tym również Sił Zbrojnych Wojska Polskiego, histeria smoleńska, zniszczenie służby cywilnej i wiele innych działań budzi niepokoje społeczne.
Najważniejsze jednak jest to, że przy Panów cichej zgodzie dokonuje się zamach na Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, na którą przysięgali wszyscy służący w Polsce żołnierze. Pozwolę sobie przypomnieć, że przysięgaliście Narodowi Polskiemu i Konstytucji.

Tymczasem, wybrane władze nie mają prawa niszczyć dokumentu podstawowego naszego państwa, zgodnie z którym przejęli tę władzę. Na dodatek wojsko bierze czynny udział w zakłamywaniu historii, poprzez odrzucenie jej w częściach niepasujących do oficjalnej propagandy partii rządzącej. Wojsko pod Panów dowództwem kierowane jest w stronę „obłędu smoleńskiego”, który staje się przy waszym udziale religią narodową, skierowaną przeciw wszystkim, kto nie w partii rządzącej lub Kukiz15.

Za Waszym przyzwoleniem w Polsce odradza się faszyzm i nacjonalizm. Pozwalacie wyprowadzić kosztem wojsk operacyjnych 50-tysięczną armię spod kontroli wojska do celów wiadomych tylko ministrowi, który jak wierzyć przekazom medialnym, jest od lat zdrajcą polskich wartości narodowych. Stworzyliście system niepewności służby dla żołnierzy. Kpicie sobie z ich praw, majstrujecie przy ustawach emerytalnych wojska, upokarzając swoich żołnierzy. Osobną sprawę stanowi całkowita uległość wobec klerykalizacji armii. Minister, przy Waszej obecności, deklaruje, że wojsko ma być wyznaniowe i do obrony chrześcijaństwa, a Wy bez słowa przytakujecie i fotografujecie się dumnie w mundurach Polskiej Armii z tym nie wiadomo komu służącym człowiekiem.

Szanowni Panowie! Rozumiem, że czekacie, aby odezwał się zwykły żołnierz dla ochrony swojego honoru. Tak jak kiedyś zrobili to podchorążowie, bo oficerom nie chciało się przestać brylować wśród panienek rosyjskiej arystokracji Księcia Konstantego.

Ja, zwykły żołnierz rezerwista, w Dniu Podchorążego, wzywam Was do okazywania szacunku dla każdego Obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, przedstawiciela Narodu Polskiego, któremu przysięgaliście – każdego, bez względu na sort i czas, w którym się urodził!

Wzywam do przeciwstawienia się łamaniu Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, w tym do ochrony Trybunału Konstytucyjnego, jako gwaranta jej przestrzegania.

Wzywam Was do interwencji w sprawie obrażania munduru, do poszanowania naszej historii i umacniania wojska.

Wzywam Was do odrzucenia ideologii wiary smoleńskiej i zachowania świeckości armii!

Z żołnierskim pozdrowieniem!

Adam Mazguła

Waldemar Mystkowski ocenia wyjazd Beaty Szydło do Londynu.

szydlo-i-jej

Media brytyjskie londyńską wizytę rządu Beaty Szydło u premier Wielkiej Brytanii Theresą May zauważyły, ale nie było żadnego entuzjazmu, a nawet poprzez znamienny angielski chłód można oceniać, iż tylko dlatego nie potraktowano jej krytycznie, iż sytuacja polityczna nad Tamizą nie jest też ekscytująca.

Były to pierwsze takie konsultacje Polski i Wielkiej Brytanii, ale dlatego, że z rezydentką 10 Downing Street nikt z Unii Europejskiej nie chce oficjalnie rozmawiać przed określeniem warunków Brexitu, tj. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Ten temat w mediach brytyjskich jest depresyjny, a rząd Szydło nie bał się autodestrukcji, bo znajduje się w podobnej sytuacji. Cóż! – pozostaje zamknąć oczy, rzucić się głową do przodu, a nuż jest woda w basenie. Taki pisowski „nuż w wodzie”.

Jak postrzegany jest ten akwen przez stronę brytyjską i polską może świadczyć konferencja prasowa, o której pisze zgryźliwe dziennikarz „The Guardian”: na  konferencji prasowej na Downing Street wystąpiła połowa polskiego rządu i tylko jeden ważny Brytyjczyk – David Davis, minister ds. wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE.

Basen, do którego skoczył polski rząd, okazał się kałużą. Czy premier polskiego rządu w związku z tym boli głowa od tego skoku? Spotkały się dwa przegrane kraje w Unii Europejskiej. Wielka Brytania sobie z tym poradzi, wynegocjuje warunki, jakby nie wyszła z UE, ale Polska ze zmarginalizo0waniem raczej nie, chyba że pisowski rząd Szydło zostanie szybko zastąpiony gabinetem bardziej światłym na współpracę i demokrację.

Brytyjczycy nie mieli złudzeń, kto do nich przyjechał. W tymże „Guardianie” piszą: „Spoufalanie się z prawicowym, ksenofobicznym rządem nie pomaga Wielkiej Brytanii w odbudowie wizerunku kraju otwartego i przyjaznego dla Europy, ale cóż, żebrakom nie wolno kaprysić.”

Polskę reprezentują tacy ksenofobi, jak Szydło i połowa rządu, jaka pojechała do Londynu konsumować obopólną przegraną. Co załatwiono podczas tej wizyty? Nic ważnego. May i Szydło („Guardian” nadal): „trochę sobie pogawędziły o tym, jak to nienawidzą Rosjan. May udało się też ponownie sprzedać obietnicę wysłania 150 żołnierzy na wschodnią granicę Polski w taki sposób, że wyglądało to jak zupełnie nowe zobowiązanie.”

To są cytaty względnie pozotywne dla polskiego rządu, bo dziennikarz brytyjskiego dziennika Szydło nazywa wprost – marionetką. Wydawać by się mogło, iż opis wizyty rządu polskiego został zamieszczony w dziale satyrycznym bo istotnie materiał jest ironiczny.

Oby nie doszło do sytuacji, iż Polska będzie dla innych groteską, jak dla Alfreda Jarry: Polska, czyli nigdzie. Na razie na marginesie, a będzie nigdzie – poza UE, poza jej marginesem – w łapach rosyjskiego niedźwiedzia.

Kleofas Wieniawa ostro o „syndromie Barbary Blidy”.

pinior-i-ziobro

Komuniści nie złamali w stanie wojennym Lecha Wałęsy, a robili najbardziej nieprzytomne podejścia. Nie złamali wobec tego narodu polskiego.

Czy teraz mieliby złamać Józefa Piniora? PiS zastosował swoją klasykę z lat 2005-07, wówczas ich dziełem – a konkrenie: Zbigniewa Ziobry – była „Barbara Blida”.

Czy teraz dzieło zwać się będzie „Józef Pinior”?

Raczej nie. Kto jego miałby zastraszyć? Ledwie władający umysłem Zbigniew Ziobro, albo Mariusz Kamiński, drugi intelektualny mamrot?

Chciałem napisać: „zmierzamy…” Nie, nie zmierzamy, już jesteśmy w podobnym miejscu, jak w komunie. Wówczas była dyktatura ciemniaków. Teraz jest dyktatura ciemnoty. Bo jak się ma ktoś taki jak Ziobro do np. wybitnych prawników Ćwiąkalskiego, bądź Rzeplińskiego, albo mamrot Mariusz Kamiński do tychże?

Kaberecik.

Zmetaforyzuję. Gdyby Pinior zaniedbał się na jakiś czas i dorobił pcheł, to Ziobro byłby pchłą, która skacze po Pinorze. I to jest ta sytuacja.

Cytat z Władka Frasyniuka tyczący Piniora:

„To żywa historia „Solidarności”, człowiek, który od 30 lat funkcjonował we Wrocławiu i nigdy nikogo nie poprosił o pomoc w zatrudnieniu, czy to administracji rządowej, czy samorządowej. A przypominam, że całe życie za nieduże przecież pieniądze pracował na Uniwersytecie Ekonomicznym. Przez cały okres naszej znajomości realizował swoją największą pasję – pochłanianie kolejnych książek. Jeśli więc Zbigniew Ziobro ogłosiłby, że z biblioteki miejskiej zniknęła jakaś książka, to mógłbym pomyśleć, że może jest coś na rzeczy i Józek może mieć z tym coś wspólnego.”

cyc-5nbweaec07q

O kim ten słynny wierszyk? Zgadliście! O idiocie prezesie i jego prezydencie.

cylsmpguoaakom9

Też nie mam złudzeń, iż PiS przystępuje do likwidacji społeczeństwa obywatelskiego dwoma aktami. Pierwszym to będzie ustawa o zgromadzeniach, drugi o NGO’sach – organizacje pozarządowe mają być rządowe. Pisze o tym Daniel Passent.

minister

Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury, powiedział, że „jest gotów przeprosić” działaczki organizacji pozarządowych (NGO) Zofię Komorowską i Różę Rzeplińską oraz Jakuba Wygnańskiego.

„Jest gotów” czy „przeprasza” – to subtelna różnica. Ale powiedzmy, że wicepremier faktycznie przeprasza. Pozostaje pytanie: za co? Za to, że jeżeli ktoś jest z kimś spokrewniony, to nie podważa pożytku publicznego organizacji, w której działa. Faktycznie, wicepremier powinien przeprosić za trwającą od kilku tygodni w Wiadomościach TVP nagonkę na organizacje pozarządowe.

Nawet jeżeli pokrzywdzone działaczki przyjmą przeprosiny, to na tym sprawa się nie kończy. Trwająca od pewnego czasu ofensywa wobec NGO-sów (zwanych potocznie również OPP – Organizacje Pożytku Publicznego) musi skutkować obniżeniem ich autorytetu, wzrostem podejrzeń, czy aby są to organizacje uczciwe i pożyteczne, a w rezultacie do zmniejszenia 1 proc. daniny z podatku na rzecz rozmaitych fundacji i stowarzyszeń. W Polsce, gdzie „trzeci sektor” nie ma wielkich tradycji, ale rozwijał się (ponad 110 tys. organizacji), taki atak to więcej niż zbrodnia – to błąd.

Na pewno w takiej masie stowarzyszeń i fundacji zdarzały się i przekręty, oszustwa, które trzeba ujawniać i zwalczać, ale pomysł utworzenia Narodowego Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego jest absurdalny. Powołanie takiego centrum byłoby nieszczęściem. Społeczeństwo obywatelskie na tym m.in. polega, że tworzą się tysiące niezależnych inicjatyw, które odpowiadają tylko wobec prawa i swoich członków. Jedne utrzymują się ze składek, inne pozyskują środki publiczne w drodze konkursów, jeszcze inne żyją z darowizn z kraju lub z zagranicy, a najczęściej ze wszystkiego po trochu. I komu to przeszkadzało? Rządowi, bo – jak powiedziała premier Szydło – ten sektor wymaga „uregulowania”, bo mówi się, że państwo nie wspiera Trzeciego sektora, a przecież w dużym stopniu finansuje te organizacje.

cyixrexukaasff

Prawdziwym celem ataku władz na „trzeci sektor” jest dążenie rządu PiS do opanowania całego życia publicznego, we wszystkich jego aspektach: gospodarki, kultury, nauki, propagandy, mediów, Trybunału Konstytucyjnego, historii, sądownictwa, prokuratury, służby cywilnej, samorządów, od stadniny po muzea i politykę historyczną – wszystko ma być na jedno kopyto, podporządkowane władzy, od urodzenia do pochówku i ekshumacji – wszystko ma służyć budowie nowego człowieka i państwa PiS.

Nie przypadkiem atak na „trzeci sektor” (zapoczątkowany przez dyspozycyjną telewizję) zbiegł się z atakiem na samorządy. Każda słabość, błąd, kompromitacja, potknięcie władz Warszawy, Gdańska, Łodzi, Lublina – jest natychmiast nagłaśniane, wykorzystywane w walce o przejęcie samorządów. Rząd już prowadzi kampanię wyborczą do samorządów, wykorzystując wszystkie podległe sobie narzędzia – media, służby specjalnej troski (CBA), prokuraturę, a przyjdzie kolej na sądy i na adwokaturę.

Obóz rządzący dąży do władzy pełnej, totalnej, zachowuje się jak na terytorium, które trzeba sobie podporządkować pod każdym względem, likwidować wszystkie gniazda oporu, kompromitować i zwalczać każdego, kto mówi „nie”. Sędzia, który mówi „nie” – jest politykiem, nauczyciel, który mówi „nie” – jest politykiem, manifestacja sprzeciwu nauczycieli i rodziców jest manifestacją polityczną, a uprawianie polityki jest zarezerwowane wyłącznie dla siły zwierzchniej. Kto uważa inaczej, ten jest przeciw Polsce. Uff.

nie-wiem

Tytuł „Hieny Roku 2016″ otrzymuje bezapelacyjnie rodzina gen.Błasika. Zawstydzili nawet ojca Rydzyka.

cw5wld5xuaete1y

„Bogacze zapłacą grosze, a biedni nie dostaną nic” – Fakt na jedynce o reformie podatkowej rządu

fakt

Jak pisze weekendowy „Fakt” na pierwszej stronie:

„Obiecywali jedną i równą wolną kwotę od podatku. Tak obliczoną, by emeryci, renciści i mało zarabiający Polacy mogli wreszcie płacić mniejsze podatki. Nic z tego nie będzie. Owszem, kwota wolna będzie zmieniona – ale ani nie będzie równa, ani sprawiedliwa. Biedni jak płacili wysokie podatki, tak będą je płacić. A bogaczy rząd Beaty Szydło boi się tknąć”.

adam-mazgula-2

 

Andrzej Duda był gościem Krajowego Zjazdu Adwokatury w Krakowie. Podczas inauguracji prezydenta przywitały brawa – niezwykle skromne w porównaniu do oklasków, którymi chwilę później witano prezesa TK.

cyiykiswgaet0jn

Prezydent nie został jednak powitany zbyt ciepło – brawa, które dostał, były dużo skromniejsze niż owacja towarzysząca odczytaniu nazwiska prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Prezes TK podczas inauguracji mówił m.in. o roli adwokatury w państwie prawa. Odniósł się też do spraw bieżących, czyli nowego projektu PiS ws. Trybunału. W jego ocenie projekt ten jest „zasmucający, zawiera przepis jawnie korupcyjny wobec sędziów konstytucyjnych”.

– Myślę, że tak naprawdę jest to projekt napisany pewnie na zamówienie parlamentu innego państwa, a nie Sejmu Rzeczypospolitej. Wstyd mi, że taki projekt w ogóle mógł powstać – zaznaczył prof. Rzepliński.

cyhbfiuwgaer3jk

Ależ ten Duda fałszywy. Podróbka Polaka.

prezes-tk

Wicesze „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o postępującej autokracji PiS.

czas

Centralny ośrodek dyspozycji politycznej zdecydował o przejściu do kolejnego etapu rewolucji narodowej w państwie PiS. Wzięto już za twarz prokuraturę, służby specjalne, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, kulturę i szkolnictwo. Zanim wezmą się za sądy i samorządy, czas zrobić porządek ze społeczeństwem obywatelskim. Pomysł prosty jest jak cep z Orwellowskiego „Folwarku zwierzęcego”.
Organizacjami pozarządowymi zajmie się rząd, ze społeczeństwa otwartego zrobi się zamknięte, a fundacje będą robić nie to, co by same chciały, ale to, co chce rząd.I tak, zamiast zajmować się kontrolą władz (Watchdog), tolerancją światopoglądową, prawami człowieka, wolnościami obywatelskimi, obroną mniejszości, walką z dyskryminacją, pomocą uchodźcom czy wyrównywaniem szans, będą propagować pisowski patriotyzm, „żołnierzy wyklętych”, kult smoleński i inne liczne kulty. A jeśli nie zechcą – niech umierają z głodu. Dość już pięknoduchostwa, pederastii, genderu, tęczowej tolerancji – moralnej zachodniej zgnilizny spod znaku Sorosa. Program partii programem narodu.

Na czele rządowego Narodowego (a jakże) Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego stanie pełnomocnik prezesa Rady Ministrów – podobno Adam Lipiński – wypróbowany towarzysz zakonu PC. Dysponować będzie centralnym Funduszem Inicjatyw Obywatelskich (60 mln rocznie), środkami z budżetu Unii Europejskiej i z programów zagranicznych. Pieniądze gigantyczne. Władza absolutna.

Projekt ustawy, która to wszystko reguluje, datowany jest na 31 października. W tym właśnie dniu – co za przypadek – „Wiadomości” TVP rozpoczęły serial nienawiści wobec społeczeństwa obywatelskiego, najcenniejszego (choć w ciągłym niedostatku) osiągnięcia społecznego po 1989 r. To 17 tys. fundacji i 100 tys. stowarzyszeń. Zjawisko barwne i pluralistyczne od mikroskopijnych organizacji lokalnych po wielkie fundacje.

cygdtwixgaur2a_

Wicepremier Piotr Gliński przeprosił za tę nagonkę Różę Rzeplińską, Zofię Komorowską i Jakuba Wygnańskiego – co trzeba docenić, tym bardziej że to gest przyzwoitości odbiegający od standardów tej władzy.

Ważniejsze jest pytanie, czy wicepremier Gliński, który jako socjolog poświęcił całe swe zawodowe życie badaniu społeczeństwa obywatelskiego, powie teraz „non possumus”. Czy też może uzna swój dorobek za zbędny bagaż, relikt zamierzchłej epoki i w duchu „dobrej zmiany” dziarsko przystąpi do przekształcania organizacji pozarządowych w rządowe?

cyfhurcwqaapeod

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad Alzheimerem PiS.

alzheimer

Mariusz Kamiński ma wiarygodność taką, jak człowiek ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę. Trzy lata bez zawiasów. Ale publiczność nie ułaskawiła Kamińskiego ani nie wymazała wyroku – dopowiedzmy nieprawomocnego przed apelacją.

Ułaskawienie to nie Alzheimer. Kamiński na zawsze pozostanie człowiekiem z wyrokiem bez zawiasów. Jak ktoś wyjdzie po 3 latach z więzienia, każdy z nas może spokojnie powiedzieć, jesteś jak Mariusz Kamiński, wiceprezes PiS, super-minister od służb specjalnych w rządzie Beaty Szydło. Taki jest autorytet Kamińskiego. Chyba że masz Alzheimera, wówczas nie powiesz, bo mózg sam z siebie w procesie degradacji ułaskawił Kamińskiego, wykasował jego wyrok. I ten „łaskawca” rzecze na temat pisowskiego sędziego Mariusza Muszyńskiego wybranego do Trybunału Konstytucyjnego, że „nie ma żadnych przeszkód formalnych, aby pan profesor Muszyński mógł sprawować funkcję sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.

cybwj5bxgaaglue

Co byłoby formalną przeszkodą – tego nie wyjawił Kamiński. Mariusz Muszyński jest podejrzewany, że w latach 90. był oficerem UOP, czyli wywiadu, przechodził szkolenie szpiegowskie w ośrodku w Starych Kiejkutach i jako agent pracował w ambasadzie polskiej w Berlinie. To wyśledzili w biografii Muszyńskiego dziennikarze „Wyborczej”. I temu nie zaprzeczył „ułaskawiony” Kamiński, ani sam podejrzewany o agenturalną działalność Muszyński.

Przypatrzmy się teraz prawu i Muszyńskiego pozycjonowaniu się do prawa i moralności. Prawo mówi, że nie można publicznie wyznawać informacji tajnych – co też uczynił Muszyński. Prawo mówi – że kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego musi wyjawić prawdę o swoim życiorysie. Skłamał, a prawda prawna jest jak przysięga. Co więc z tego wynika? Logika – nauka z klasycznej Grecji – w tym wypadku stwierdza, że Muszyński nie miał prawa kandydować na sędziego TK, bo skłamał, złamał przysięgę.

cyigpkpxgaaldkv

Nie wymagam wiedzy logicznej i umiejętności posługiwania się „czystym rozumem” (Kant – taki filozof) od Kamińskiego, bo  wyrobiłem sobie o nim zdanie, słuchając jego kulawych retorycznie wywodów. Wymagam jednak od prawnika Muszyńskiego minimum przyzwoitości. A nie jest przyzwoitym. Dla mnie jest to immoralność. O tym wiele napisano, zarówno w literaturze przedmiotu i pięknej. Ktoś taki jak Muszyński, jeżeli nie potrafi sam zrezygnować z pełnienia funkcji tak odpowiedzialnej pod względem fachowym, prawnym, moralnym i intelektualnym, to instytucje państwa powinny zrobić to za niego i wydalić go ze swoich organizmów.

Muszyński nigdy nie powinien być osobą zaufania publicznego, osobą reprezentującą autorytet państwa. A jest. I to nie tylko sędzią Trybunału Konstytucyjnego, ale Trybunału Stanu i – achtung! achtung! – Komisji Weneckiej.

Na co choruje państwo PiS? Na Alzheimera.

diavolo

Kleofas Wieniawa pisze o nielocie Magierowski i jego Dudzie.

magierowski-i-jego-duda

Jak to możliwe, aby takie nieloty żurnalistyczne, jak Marek Magierowski, były obecne w przestrzeni publicznej. Ba, nawet mówią gdzieś po programach. Bodaj taki Magierowski nie wydalił ze swoich szarych komórek żadnej oryginalnej myśli, a świeci inteligencją odblaskowo.

Spsiało dziennikarstwo i polityka. Taki ktoś mówi, że „prof. Rzepliński wypowiadał się wielokrotnie w sposób stricte polityczny”.

A czym zajmuje się sędzia Anrzej Rzepliński? Nie aktami politycznymi? A czym jest Konstytucja RP? Wydając sąd nad ustawą – co to jest? Poczytaj sobie Kanta, a nawet przeczytaj – nielocie – chociaż jedną książkę Rzeplińskiego.

A ja wypowiem się „w sposób stricte polityczny”? – Duda stanie przed Trybunałem Stanu. Stanie, bo zasłużył sobie marnością swojego charakteru.

A „przymioty” Dudy: brak formy, jest miazgą intelektualno-estetyczną. Wstyd Polsce przynosi. Na zewnatrz; bo u nas w kraju jest pośmiewiskiem. Wcale nie potrzeba do tego Dody.

cyhxpakwqaa5ljv

O formie warto przeczytać u Gombrowicza, u Witkacego. Polskę dopadło impotenctwo, takie jak Magierowski.

Duda do Rzeplińskiego to paznokieć do ręki. Nie dorośnie nigdy, bo dorasta się estetycznie i intelektualnie będąc młodzieńcem, a prezydenta mamy złamanego.

Duda jest materiałem na groteskowe opowiadanie. Dobry dziennikarz, jak niegdyś Marek Hłasko stworzy z jego zachowań i wypowiedzi burleskę.

cyijqusweaa1t1c

WIELKA SZKODA, ŻE ZNOWU MUSIMY WALCZYĆ O WOLNĄ POLSKĘ. Tym razem wolną od nienawiści, podziałów i głupoty.

cygf674xuaaomfe