Posts Tagged ‘Wojciech Markiewicz’

KRYSTYNA PAWŁOWICZ ZAPOWIADA KONIEC TVN Zostanie tylko TVPiS, Trwam i Republika? Reszta WON?

cu5uoo3xgaa1jtr

Wojciech Markiewicz kpi z hollywoodzkiej produkcji filmowej PiS, która wyświetlana jesy w mózgu prezesa. Film patriotyczny aż smród czerwono-biały z tyłka idzie.

czlowiek

Pomysł stworzenia filmu „z hollywoodzkim rozmachem” sformułował Jarosław Kaczyński. Podchwycił go minister Gliński. Ostatnio w Nowym Jorku minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak sugerował, by w tej produkcji zagrali aktorzy z najwyższej półki – Tom Cruise i Mel Gibson. Projekt, który publikujemy, zdaniem naszego informatora z PiS, ma największe szanse na realizację.

Uwaga: już sam tytuł filmu („Człowiek ze stali”) podejmuje niełatwą przecież dyskusję z fałszowaną przez lata historią najnowszą naszej Ojczyzny (nawiązanie do tytułów „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza”). W odróżnieniu od poprzedników „Człowiek ze stali” pokazuje prawdziwą historię obalenia komunizmu i jej prawdziwych bohaterów.

Czołówka: powyborcze, czyste jesienne niebo nad Warszawą 2015 r. W lewym dolnym rogu ekranu charakterystyczny zarys kopuły Sejmu. Plan ogólny i dynamiczna jazda w górę. Po chwili na niebie widoczne są powiększające się punkciki. To samoloty. Z lecącego wyżej wyskakują dwie postaci i kierują lot do niżej lecącego samolotu. Dynamiczne zbliżenie na wykrzywione pędem powietrza twarze skoczków: Mela Gibsona, potem Toma Cruise’a. Świst – wyciszenie. Napisy na stop-klatce: „Mel Gibson jako komandor Jarosław Kaczyński ps. Jary, Tom Cruise jako major Mariusz Błaszczak ps. Błysk”.

Scena 1: po napisach stop-klatka „rusza”. Z nadludzkim wysiłkiem skoczkowie otwierają drzwi samolotu pikującego już w stronę kopuły Sejmu. Pokonując ciążenie, kierują się do kabiny pilota. Jarosław Kaczyński toczy krótką walkę z pilotem, któremu twarz wykrzywia komunistyczna zaciekłość i pogarda (mógłby go zagrać Jerzy Zelnik – przyp. autora). Celny cios kończy sprawę, Kaczyński chwyta ster i wyprowadza maszynę ponad bezpieczny już Sejm. W fotelu drugiego pilota siada Mariusz Błaszczak-Cruise. Z kieszeni kombinezonu wyjmuje Snickersa: – Pan zje, komandorze. Bo głodny nie jest pan sobą. (Film ma być finansowany „w modelu publiczno-prywatnym” – twierdzi Jarosław Sellin). Gibson-Kaczyński spokojnie pilotuje samolot.

Lektor: – Tego pogodnego, jesiennego dnia omal nie doszło do tragedii. Kapitan Ziółko, chory z nienawiści postkomunista, inspirowany przez określone środowiska, wypełnił zbiorniki paliwa, po krótkim locie z Modlina wybuch miał unicestwić wszystkich obecnych na przepełnionej sali sejmowej. Na szczęście udało się tego uniknąć. Oto prawdziwa historia bohaterów i opowieść o tym, jak naprawdę toczyła się historia Polski, a nie jak przedstawiają ją nasi poprzednicy.

Uwaga: lektor powinien mieć niski, tubalny, a zarazem ciepły głos, który swoim tembrem oddawałby powagę sytuacji, a zarazem stwarzał poczucie bezpieczeństwa.

Scena 2: napis „35 lat temu”. Retrospekcja. Gdańsk. Stocznia. Plener, dzień. Lato. Gibson-Kaczyński szarmancko całuje piękną kobietę i przeskakuje płot stoczni. (Gibson powinien podpatrzyć Jarosława Kaczyńskiego, aby naśladować jego unikatowy sposób witania i żegnania się z kobietami – uwaga autora). Dynamiczna jazda do przodu. (…)

 Dlaczego to nie pan, ale inni podpisują porozumienie z władzą? – pyta Kaczyńskiego przed salą BHP niepokorny dziennikarz.

– Honory i zaszczyty to nie dla mnie – mówi Jarosław Kaczyński. – Mnie chodzi o dobro Polski i Polaków.

Lektor: nieliczni wtajemniczeni dziwią się, gdy 31 sierpnia zdezorientowani stoczniowcy wynoszą na ramionach pod bramę nie Jarego, ale kogoś innego. Jary już wie, że cała ta rewolucja to robota czerwonych. Zaczyna tworzyć misterną siatkę zaufanych współpracowników.

(…) Scena 13: napis „1981 r.”. Dworzec Wrocław Główny. Z warszawskiego pociągu wysiada Kaczyński-Gibson. Towarzyszy mu piękna, wysoka kobieta. Czeka na nich łącznik. Od półzbliżenia translokacja do otwarcia. Mężczyźni wymieniają porozumiewawcze spojrzenia i wszyscy wychodzą z dworca.

Lektor:  Zaplanowana przez Jarosława Kaczyńskiego akcja odbicia związkowych 80 mln zł i ukrycie ich przed bezpieką stała się głośna. Jednak przez lata ukrywano przed społeczeństwem udział późniejszego prezesa PiS w tej akcji. Obecnie trwają w IPN intensywne prace nad stworzeniem autentycznych dokumentów poświadczających rolę J.K. w tym brawurowym przedsięwzięciu.

Scena 14: Warszawa. Mieszkanie Lucjana Błaszczaka, inżyniera w FSO. 12-letni Mariusz z wypiekami na twarzy czyta w ukryciu przyniesioną przez ojca bibułę. A w niej informację o 80 mln zł.

Lektor:  O tym, kto tę akcję zorganizował i przeprowadził, mały Mariusz dowie się dopiero po latach od swojego mentora.

(…) Scena 31: napis „1996 r.”. Wnętrze pałacowe. Sypialnia z wielkim łożem. W pościeli roznegliżowana piękna kobieta, przypominająca sławną amerykańską aktorkę.  Jerry – mówi kobieta po angielsku – błagam cię, nie opuszczaj mnie. Z nikim nie było mi tak dobrze jak z tobą.

Kaczyński ze spokojem wkłada buty, zapina koszulę, wiąże krawat. Siada na skraju łoża, ciągnie rękę partnerki do swoich ust i mówi po angielsku: – Kochana Sharon! Najchętniej zostałbym z tobą na całe życie, ale ojczyzna wzywa.

cu5xyh1waaapka7

Anne Applebaum twierdzi, że być może fala populistów mija, odchodzą, Donald Trump i Kaczyński.

anne-applebaum

Nie wiem, czy polityka kiedykolwiek była wyłącznie lokalna; w każdym razie dzisiaj już taka nie jest. Idee przekraczają granice; taktyka polityczna rozpowszechnia się poprzez internet.

Kilka lat temu jeden z założycieli Jobbiku, węgierskiej skrajnie prawicowej partii politycznej, powiedział mi, że zainspirował go udział w wiecu zorganizowanym po drugiej stronie granicy przez Partię Wolności, skrajnie prawicową partię austriacką.Dzisiaj mógłby obserwować ten sam wiec na YouTubie, nie wychodząc z domu.

W ciągu ostatnich paru lat szybki przepływ idei i taktyk politycznych działał na korzyść nieliberalnych demokratów na Zachodzie i na całym świecie. Kilka kryzysów – migracja w Europie, wojna w Syrii, terroryzm islamski – i nerwowość na rynkach finansowych przyczyniły się do autentycznego poczucia niepewności. Media społecznościowe nasiliły niepokoje, podsycając silne emocje – zawiść, nienawiść, podejrzliwość – z ogromną szybkością. Wykorzystuje się automatyczne boty i armie trollów do walki wyborczej i do manipulowania opiniami wszędzie – od USA do Filipin i całej Europy.

Skutkiem było narastające poparcie dla przywódców proponujących proste rozwiązania – „tylko ja mogę to naprawić”; „aresztować handlarzy narkotyków”; „wyrzucić cudzoziemców”; „zbudować mur” – a także upaństwowienie gospodarki.

„Kult jednostki”, określenie wynalezione w innym miejscu i w innym czasie, nagle znalazł zastosowanie w kilkunastu demokracjach na całym świecie. Niektórzy znaleźli zwolenników – w tym Donald Trump w USA, Geert Wilders w Holandii, Marine Le Pen we Francji. Niektórzy wygrali wybory, a nieliczni, zdobywszy władzę, wykorzystali taktyki stosowane raczej przez dyktatury niż przez demokracje.

W Turcji trwa rozprawa z niezależnymi politykami, dziennikarzami i myślicielami. Na Węgrzech potentaci bliscy Fideszu Viktora Orbána wykupili większość mediów, a w ostatnim tygodniu zapewne pomogli w zamknięciu Nepszabadsagu, ostatniej zaangażowanej gazety opozycyjnej w tym kraju, bezpośrednio po wydrukowaniu przez nią kilku artykułów krytycznie odnoszących się do rządzącej partii. W Polsce rząd Prawa i Sprawiedliwości przekształcił telewizję państwową w bezpośrednie, niesubtelne narzędzie propagandy partyjnej.

W każdym wypadku sukcesy tych nowych partii można wyjaśnić podziałami, wyczerpaniem i polityczną słabością „liberalnych”, prodemokratycznych i proeuropejskich polityków.

Czy jednak ci politycy mogą także zacząć się uczyć od siebie nawzajem?

W całej Europie tworzą się lub przekształcają nowe partie – liberalne pod względem społecznym, proeuropejskie i antypopulistyczne – aby sprzeciwić się nieliberalnej fali. Podobnie jak ich przeciwnicy nie są „prawicowe” ani „lewicowe”, ale raczej reklamują się jako racjonalne i skuteczne – w przeciwieństwie do ksenofobii czy populizmu ich przeciwników – oraz reprezentujące grupy, a nie charyzmatyczne jednostki. W Hiszpanii partia Ciudadanos (nazwa ta oznacza obywateli) zdobyła poparcie dzięki kampanii przeciw regionalnemu nacjonalizmowi prowadzonej pod hasłem „Katalonia jest moją ojczyzną, Hiszpania jest moim krajem, a Europa jest naszą przyszłością”. W Polsce kampania przeciw nepotyzmowi przyniosła wyższe notowania Nowoczesnej.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni pojawiło się coś w rodzaju punktu zwrotnego. Na Węgrzech przywódcy podzielonej opozycji połączyli się, żeby zbojkotować referendum, które miało wzmocnić poparcie dla rządzącej partii i podsycić ksenofobię. Niejasno sformułowane pytanie; prowadzona na ogromną skalę propaganda państwowa (rząd wynajął w całym kraju ponad jedną czwartą wszystkich billboardów); zamieszczane w państwowych mediach historie o gwałtach i mordach popełnianych przez uchodźców miały namówić Węgrów do głosowania przeciw udzieleniu schronienia paru tysiącom uchodźców z syryjskiej wojny domowej.

Nie przyznano jakichkolwiek pieniędzy państwowych tym, którzy byli za udzieleniem im schronienia; ale 2 października większość Węgrów usłuchała wezwań opozycji do pozostania w domach: „Wprowadzające w błąd, fałszywe pytanie nie zasługuje na odpowiedź”, napisał Viktor Szigetvari, przewodniczący Egyutt (czyli Razem). Rząd „wygrał” referendum, i to ze znaczną przewagą. Ale niska frekwencja spowodowała nieważność tego referendum.

Pozapartyjne ruchy obywatelskie zaczęły też jednoczyć ludzi ponad dawnymi podziałami między partiami. Na drugi dzień po węgierskim referendum dziesiątki tysięcy Polek ubranych na czarno uczestniczyły w demonstracjach ulicznych w ponad kilkunastu miastach w całej Polsce, aby wyrazić sprzeciw wobec prawa, które miało wprowadzić kary więzienia dla kobiet poddających się aborcji. Większość uczestniczek twierdziła, że sprzeciwia się aborcji, ale jeszcze bardziej nie znosi surowości proponowanych rozwiązań. Niemal natychmiast rząd się wobec nich zdystansował.

Jest zbyt wcześnie, aby piać z zachwytu nad „liberalną falą”, nie mówiąc już o międzynarodowym ruchu, który zasługiwałby na baczną uwagę. Zachodzi jednak polityczna zmiana; wydarzenia w jednym kraju będą nadal wpływać na zachodzące w innym. Węgrzy być może zainspirowani powodzeniem osiągniętym w Polsce wyszli na ulice, żeby zaprotestować przeciw zamknięciu gazety. Podziwiający Ciudadanos w Londynie tęsknie mówią o stworzeniu czegoś podobnego w Wielkiej Brytanii. Jeżeli Trump przegra – a zwłaszcza, jeżeli przegra w sposób zdecydowany – zainspiruje to jeszcze więcej ludzi. Autorytaryzm zachowuje swoją uniwersalną atrakcyjność, ale zachowują ją też jego antidota.

kobiety

„Newsweek” przestrzega przed igrzyskami kaczystowskimi z polowaniem na Tuska.

cu5ejysw8aafvyj-640x836

Waldemar Mystkowski o temacie okładkowym „Newsweeka”. Tusk ścigany przez Kaczyńskiego.

kaczynskinahelu

W najnowszym „Newsweeku” głównym tematem jest plan Jarosława Kaczyńskiego, jak zemścić się na Donaldzie Tusku za Smoleńsk, jak go wyeliminować z polskiej polityki, w ogóle z polityki, bo jego silna pozycja zagraża PiS. Tusk jest groźny na miejscu i w Brukseli, gdyż siła jego może emanować na kraj, a Tusk, który by powrócił na łono ojczyzny, jest przekleństwem Kaczyńskiego. Przegrywał z nim od 2007 roku, a ostatnio wygrał, bo Tuska zabrakło. Na Nowogrodzkiej słowo Tusk może być tabu, jak kiedyś inne cztery litery JWHW, a wypowiadane jest tylko przez usta prezesa, gdy podstawione jest mu sitko, aby mógł pluć.

Kaczyński rzeczywiście musi mieć plan na wyeliminowanie Tuska i to inny, niż nam wszystkim się wydaje. Wpływowe media europejskie, analizując sytuację Tuska, wróżą mu sukces na wybór na szefa Rady Europejskiej na drugą kadencję, a jeżeli dorzucają argument, że sprzeciwia się temu Kaczyński, to tylko oceniają, iż ta okoliczność Tuskowi pomoże.

Sprawczość Kaczyńskiego jest odwrotnością jego chciejstwa, więc Tusk powinien spać spokojnie. Portal Politico podkreśla silną pozycję Tuska, zauważa także, iż oprócz zemsty, prezesem powoduje chęć osłabienia struktur unijnych: „Dlatego atakuje instytucje europejskie. Tusk stoi mu na drodze”. Jak zauważa dyplomata hiszpański, Tusk to przeciwieństwo Kaczyńskiego: „Kto inny miałby objąć to stanowisko? Jest odpowiedzialny, można mu zaufać, potrafi utrzymać tajemnicę”. Ale czy Tusk rzeczywiście może spać spokojnie?

W kraju przekonaliśmy się, że nie. Wydawałoby się, że PiS zastosuje się do Konstytucji i prawa, będzie przestrzegał porządku, ale rozwala Trybunał Konstytucyjny, a partia Kaczyńskiego zaprzestała współpracy z Komisją Wenecką, co jest zerwaniem postanowień traktatów międzynarodowych. Kaczyński zdaje sobie sprawę, że w Unii na nikogo specjalnie nie może liczyć, aby zablokować kandydaturę Tuska, więc musi mieć za pazuchą jakiś niekonwencjonalny nagan, aby nim szantażować i szokować. Wszak jakiś pisowski prokurator może ze „swadą polemiczną” Stanisława Piotrowicza skonstruować akt oskarżenia Tuska czy to w sprawie katastrofy smoleńskiej, czy jeszcze bardziej prawdopodobne ws. Amber Gold i domagać się np. aresztu tymczasowego.

Z PiS-em przerabiamy coraz bardziej absurdalne sytuacje. Można się spodziewać takiego odlotu w kosmos, jak ogłoszenie przez Antoniego Macierewicza, iż z Ukrainą zbudujemy śmigłowce. Można się zapytać: znowu Macierewicz nałykał się helu? Kaczyński ciągle ma odloty i nas chciałby robić w balona, ale niestety to on fruwa w nierzeczywistości.

cu7o3hlxyaahvvv