Posts Tagged ‘Wojhciech Maziarski’

INSTYTUT NOBLA POTWIERDZIŁ NOMINACJĘ WOŚP !!!! To może być kolejny wielki sukces Polski i Polaków. JUREK – JESTEŚ WIELKI !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

c3joga-wqaa14kd

TERAZ PROPAGANDOWA MACHINA PiS ZACZNIE ZMIENIAĆ HISTORIĘ. Czeka nas ujadanie wściekłych hien i żałosne bicie piany.

c3f782gwyaayv_k

Gawroński: Nie wiem o co chodzi Kaczyńskiemu

c3haidcweae7yxb

W „Newsweeku” rozmowa z Gawrońskim.

wloski

– Martwi mnie upadek międzynarodowego prestiżu Polski – mówi włoski polityk polskiego pochodzenia i wielki przyjaciel naszego kraju Jaś Gawroński.

Newsweek:W Polsce pojawiają się głosy, że styl rządzenia PiS – tzw. „kaczyzm” – to odmiana włoskiego faszyzmu. Co pan na to?

Jaś Gawroński*: Nie śledzę aż tak bacznie polskiej polityki, ale wydaje mi się, że jedyne podobieństwo jest takie, że włoscy faszyści też doszli do władzy na skutek wolnych wyborów jak PiS. Martwi mnie co innego – upadek międzynarodowego prestiżu Polski. Dobrze by było, żeby polska polityka, tak kontrowersyjna dla wielu osób, nie odbijała się negatywnie na wizerunku kraju. Chodzi mi także o potencjał inwestycyjny, turystów itd.

Polska straciła prestiż z powodu polityki obecnego rządu…

Bardzo bym chciał aby Jarosław Kaczyński przyjął mnie choćby na 10 minut. Pomogłoby mu to zrozumieć, o co mu dokładnie chodzi.

Co by mu pan poradził?

Żeby nie pozostawał głuchy na krytykę i otoczył się ludźmi, którzy mają własne zdanie, którzy są w stanie krytycznie z nim dyskutować.

A nie tylko przytakiwać…

Nie wiem czy wszyscy w PiS przytakują prezesowi Kaczyńskiemu. Owszem w każdej partii musi być dyscyplina w kwestiach kierunkowych, ale każdy powinien mieć własne zdanie w konkretnych sprawach i nie powinien obawiać się go wyrażać.

* Jaś Gawroński (ur. 1936 w Wiedniu) włoski dziennikarz i polityk polskiego pochodzenia, był korespondentem telewizji włoskiej Nowym Jorku, Paryżu, Warszawie i Moskwie, przez kilka kadencji sprawował mandat posła do Parlamentu Europejskiego, był włoskim senatorem z ramienia Forza Italia i rzecznikiem Silvia Berlusconiego

c3fu4llwiaapmx5

Z PRZEMÓWIENIA PREZES SĄDU NAJWYŻSZEGO

wiadomo-co

Wystąpienie Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf na Zebraniu Przedstawicieli Zebrań Sędziów Sądów Apelacyjnych oraz Zgromadzeń Ogólnych Sędziów Okręgów Warszawa, 30 stycznia 2017 roku:

Zostałam poproszona o to, aby zabrać głos na dzisiejszym zgromadzeniu i choć czuję się tym w pewien sposób wyróżniona, bo jako Pierwszy Prezes najwyższego organu władzy sądowniczej i wciąż jeszcze konstytucyjny członek Krajowej Rady Sądownictwa, zdecydowanie zbyt rzadko miewam taką sposobność – to jednak tym razem przepełnia mnie wielki smutek, którym muszę się z Państwem podzielić.

Stawką w grze są resztki niezależności sądownictwa oraz niezawisłość sędziów

Od ponad roku powtarzam, iż sądy łatwo przekształcić w igraszkę w rękach polityków. To, co dotychczas było zagrożeniem, staje się teraz faktem. Z ust przedstawiciela egzekutywy – Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego – równolegle piastującego mandat poselski usłyszeliśmy zapowiadane lub przewidywane przez nas już dawno słowa: sądy należy „zreformować”.

Pozwolę sobie ująć to stwierdzenie ująć w cudzysłów, bo reform w Polsce mamy chyba już wszyscy dosyć. O nich mówi się jako o wartości samej w sobie. A chodzi o zmianę, która żadnej obiektywnej wartości nie przedstawia. Cel, o czym wszyscy doskonale wiemy, jest zupełnie inny niż czyjekolwiek dobro. Wie o tym również Pan Minister i Prokurator Generalny.

Stawką w grze są resztki niezależności sądownictwa oraz niezawisłość sędziów.

Tak, użyłam słowa „resztki” w sposób zupełnie celowy. Bo należy otwarcie powiedzieć, że szacunek dla niezależności sądów w naszym kraju nigdy nie był na zbyt wysokim poziomie.

Nigdy nie było niezależności budżetowej sądów powszechnych, niezależności ich kierownictwa, a także gwarancji instytucjonalnych, do jakich – nawet w latach 1926-1939, kiedy demokracji w Polsce po prostu nie było – należało tworzenie i znoszenie sądów mocą ustawy. Wprawdzie wiemy, że dzisiaj uchwalenie takiego aktu prawnego to bagatela, zadanie na jedną noc i pół dnia. Niemniej jednak byłby to przynajmniej jakiś symbol szacunku dla sądów, a w życiu nawet symbole się przecież liczą.

Obecna władza przez fakty dokonane zmienia konstytucyjny ustrój państwa

Wiele już razy przypominałam ten przykład z nie tak dawnej przeszłości: oto w 2001 r. Sąd Okręgowy w Przemyślu „ręcznie” zamieniono w ośrodek zamiejscowy jedynie po to, aby pozbyć się niewygodnego prezesa. I zważmy, że od tamtego czasu nie zrobiono dosłownie nic, aby ograniczyć wszechwładzę Ministra Sprawiedliwości nad sądami, więcej nawet – starano się bardzo, aby tę władzę zakonserwować i rozszerzyć.

Od niezależności sądów, której nawet po 1989 r. nie mieliśmy zbyt wiele, przechodzimy aktualnie do etapu drugiego, znacznie niebezpieczniejszego – rozmontowania niezawisłości sędziowskiej. O co chodzi? Pan Minister i Prokurator Generalny potwierdził w swoim publicznym wystąpieniu wszystko, co było albo znane, albo przeczuwane. Ma powstać w SN autonomiczna – co by to nie znaczyło – Izba Dyscyplinarna – wspólna dla sędziów i prokuratorów. Rzecz sama w sobie ciekawa, bo w SN od lat orzekamy jako sąd dyscyplinarny drugiej instancji, a skoro sędziowie są w przeciwieństwie do prokuratorów niezawiśli, to odpowiedzialności przedstawicieli obu grup nie można mierzyć jedną miarą… Ale przecież wiadomo, że nie w tym rzecz.

Zamysł jest prosty: obecna władza przez fakty dokonane zmienia konstytucyjny ustrój państwa. I za chwilę zyska potężny instrument nacisku na każdego indywidualnego sędziego, a przez to – na każdego obywatela. Do Izby Dyscyplinarnej – jak się zapowiada – wprowadzi się czynnik społeczny, ławników, bo sądy – jak powiedział pewien członek grupy rządzącej – są zbyt ważną sprawą, aby je pozostawić samym sędziom.

No więc będziemy mieli sądy ludowe, upolitycznione,

bo w razie czego skład mieszany w Izbie Dyscyplinarnej usunie z urzędu każdego, kto się nie zgadza z poddaniem prawa potrzebom bieżącej praktyki i woli politycznej.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to jest w gruncie rzeczy abstrakcja, bo przecież partia rządząca nie będzie się interesować każdą sprawą sądową i każdym sędzią. Każdą i każdym może i nie, ale niektórymi – owszem. Jak bardzo to jest prawdopodobne, przekonuje przykład z przedwojnia: zdymisjonowany jednym ruchem pióra ministra Stanisława Cara sędzia i prezes SN Aleksander Mogilnicki już jako adwokat prowadził sprawę karną przeciwko pewnemu oficerowi, którego w jego mieszkaniu zaatakowała grupa piłsudczyków. Ten w obronie własnej jednego z nich postrzelił, za co został skazany; skargę kasacyjną Sąd Najwyższy oddalił bez zająknienia o kontratypie obrony koniecznej.

c3f2uykwiaek7zt

Tak właśnie działają sędziowie w państwach autorytarnych

Nie od rzeczy będzie także przypomnieć kazus Stanisława Cywińskiego, docenta wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego, którego za krytykę nieżyjącego już marszałka Piłsudskiego nie tylko dotkliwie pobito, ale i skazano na podstawie ustawy, którą Sejm śpiesznie uchwalił w toku procesu. Nullum crimen sine lege poenali anteriori? Wolne żarty! Tak właśnie działają sędziowie w państwach autorytarnych, kiedy się ich podda dostatecznie silnej presji. Nie mówię o tym dlatego, żeby kogoś obrazić lub wzbudzić tanią sensację. Nie! Chodzi mi tylko o to, aby każdy na tej sali i poza nią miał świadomość powagi sytuacji.

W Polsce skończyła się epoka, kiedy mogliśmy polegać na zadeklarowanej w art. 2 Konstytucji zasadzie demokratycznego państwa prawnego.

O prawo, o sposób jego interpretacji, o jego przestrzeganie, o każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten – co tu dużo mówić – spoczywa na sędziach. Powstaje oczywiście pytanie, jak to robić? Prostych odpowiedzi nie ma. W każdym bądź razie muszę to powiedzieć: nie ma walki bez ofiar, a do nich może być zaliczony każdy z nas tu obecnych. Piastujemy władzę publiczną, a skoro tak, to musimy zawsze liczyć się z konsekwencjami.

Aby zwyciężyć, trzeba się przygotować nawet na sądy dyscyplinarne

Proszę więc Państwa Sędziów – wszystkich bez wyjątku – aby przestali myśleć o sobie jako o tych, którzy tylko przychodzą do miejsca pracy wykonać swój obowiązek, a tak poza tym to muszą pracować, spłacać kredyt, wyżywić rodzinę itp. Takie postawy skłaniają do szukania usprawiedliwień, a w ostateczności – do ustępstw. Walka o prawo, o niezawisłość sędziów musi toczyć się w granicach prawa, ale musi być twarda i jednoznaczna, jak jednoznaczny jest ustrój państwa.

Aby zwyciężyć, trzeba się przygotować nawet na sądy dyscyplinarne, na ryzyko usunięcia z urzędu, na wszystko! Trzeba pisać i wygłaszać dobre mowy, trzeba głośno i – daj Boże – mądrze mówić o imponderabiliach.

Nie wolno się bać. Trzeba pokazywać, że jesteśmy w opozycji przeciwko spychaniu demokratycznego państwa z niezawisłymi sędziami w niebyt. Jestem bardziej pewna niż kiedykolwiek dotąd, że Polska dojrzała do zmiany. Środowisko sędziowskie może pokazać klasę, na jaką nie jest stać wielu obywateli, którzy myślą, że demokratycznie wybrana większość może wszystko nawet zmieniać konstytucję bez wymaganej większości przez ustawodawstwo zwykłe. Takie przypadki już z historii znamy i wiadomo, czym się skończyło.

Jeżeli mamy bronić prawa, to nie ma lepszego momentu niż teraz. Środowisko nasze musi pokazać, że jest zjednoczone wokół idei państwa prawa, że onegdaj suweren, by użyć dzisiejszej nomenklatury, zadecydował o trójpodziale władz. Musi tłumaczyć, że nie bronimy jakichś mitycznych interesów własnych, bo ich nie mamy, tylko chcemy, aby obywatel przed sądem czuł się bezpiecznie, wierząc że sędzia jest niezawisły.

To jest nasza powinność wobec przyszłych pokoleń i misja.

c3f_jimwiaekefz

– Argumenty przedstawiane przez przedstawicieli rządu świadczą o zupełnym wręcz skretynieniu tych ludzi – tak do proponowanych zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa odniósł się w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz.

cimoszewicz

– Jeden z kluczowych elementów reformy, że Sejm miałby wybierać dwie części części tej rady, posłowie mieliby dokonywać wyboru, jest oczywiście przekroczeniem granicy rozdzielającej różne władze – mówił w audycji „A teraz na poważnie” Włodzimierz Cimoszewicz.Minister sprawiedliwości zapowiedział zmiany w funkcjonowaniu Krajowej Rady Sądownictwa. We wtorek o aktualnej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości i reformach ustawowych debatują na posiedzeniu KRS sędziowie z całego kraju.

– Jeżeli to gremium polityczne, czyli większość parlamentarna, ma decydować, czy sędzia X czy sędzia Y znajdzie się w KRS, to jest to otwarcie drzwi. Zaproszenie, żeby ludzie rywalizowali między sobą przy pomocy argumentów, jakie trafią do przekonania większości parlamentarnej – mówił były premier. – Czyli deklarując swoją spolegliwość, lojalność, wsłuchiwanie się itd. – dodał.

„To niepoważne”

– Argumenty przedstawiane przez przedstawicieli rządu, że jeśli posłowie wybierają, to jakby naród wybierał, świadczą o zupełnym wręcz skretynieniu tych ludzi – oceniał Cimoszewicz. Zdaniem byłego ministra sprawiedliwości to „niepoważne”.

Jak przypominał Mikołaj Lizut, według Zbigniewa Ziobry ”proponowane zmiany są zgodne z konstytucją i ci, którzy mówią inaczej, bronią swych przywilejów”.

– Magister Ziobro powinien wykazywać odrobinę więcej respektu i szacunku dla kwalifikacji prof. Zolla czy prof. Strzembosza, wielu innych prawników i naukowców najwyższej klasy – odparł na to Cimoszewicz.

O co chodzi w proponowanych zmianach?

Obecnie KRS, będąca konstytucyjnym organem stojącym na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, składa się z 25 członków. Sędziów do Rady wybierają przedstawiciele zgromadzeń sędziowskich; z urzędu należą do niej I prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, minister sprawiedliwości, a także posłowie i senatorowie oraz przedstawiciel prezydenta. Rada opiniuje kandydatów na sędziów (oraz do awansu do sądu wyższego szczebla) i przedstawia ich do powołania prezydentowi.

Proponowana przez ministra sprawiedliwości zmiana ma polegać na tym, że sędziów do KRS będzie wybierać parlament. Sama Rada ma zostać podzielona na dwie izby: w jednej z nich mają zasiadać sędziowie, w drugiej politycy. I to właśnie druga izba ma mieć decydujący głos przy wskazywaniu prezydentowi kandydatów na sędziów.

Do proponowanych zmian m.in. w wyborze sędziów – członków KRS – krytycznie odniosły się już przed kilkoma dniami we wspólnym oświadczeniu cztery stowarzyszenia sędziowskie. Według nich planowane reformy zmierzają do podporządkowania sądów politykom.

Mural w Poznaniu.

c3kxv3owyauukur

Waldemar Mystkowski pisze o upadku planu Morawieckiego.

morawiecki

Mateusz Morawiecki jak Grek Zorba

mateusz-morawiecki

Mateusz Morawiecki wcześniej przygotowywał opinię publiczną, że wzrost PKB w pierwszym roku rządów PiS będzie najgorszym od końca kryzysu europejskiego, który Polska przeszła suchą stopą i miała powody, aby dumnie nazywać się „zieloną wyspą” wśród kryzysowej czerwieni.

Morawiecki jest z wykształcenia historykiem i jeżeli uznamy, że jest najlepszym ekonomistą wśród historyków, to na pewno nie jest najlepszym ekonomistą wśród ekonomistów. Acz jeszcze mamy jedną subtelność, mianowicie ekonomista nie jest tożsamy z finansistą, a z tego ostatniego świata przyszedł Morawiecki, z prezesowania Bankowi Zachodniemu WBK, które jest własnością hiszpańskiej grupy finansowej Santander.

Morawiecki raczej był twarzą banku i podejmował się wyzwań natury public relations, a nie rzeczystych posunięć finansowych, bo te wykuwane były w Hiszpanii, a w Polsce decyzje stricte bankowe podejmowali fachowcy, którzy są z wykształcenia ekonomistami, a nie historykami.

Morawiecki miał jak na Polskę w branży finansów dobre papiery rodzinnne, jego ojciec Kornel gwarantował, że przynajmniej nie będą się syna czepiać politycy. Od kilku lat Morawiecki dawał sygnały o swoich ambicjach politycznych, bo w branży bankowej się obłowił na kilkadziesiąt milionów, takie tam frukta rozdają.

U Donalda Tuska był doradcą, ale na tym skończył, bo gdzie mu do Jacka Rostowskiego i rzeczywistych ekonomistów, Morawiecki był kimś w rodzaju pasa transmisyjnego do polskiej branży finansów, był facetem od PR, od zachwalania przewidywalności polityki „ciepłej wody”.

Słychać Morawieckiego na jednej z taśm z restauracji „Sowa & Przyjaciele”, jak wyraża podziw dla polityków Platformy Obywatelskiej. Zawiódł się więc na ścieżce awansu w PO i oddał się do dyspozycji PiS, jak swego czasu Zyta Gilowska. Jest kopią tamtego transferu, zdaje się, iż dużo marniejszą kopią.

Jedyne „sukcesy” Morawieckiego to plan jego imienia, który jest tylko zapowiedzią i tak bodaj pozostanie. Wszak plany to public relations PiS, wizja prezesa – powstaniemy z kolan za cenę upadku.

Morawiecki jak przystalo na polityka PiS swoje niepowodzenia ceduje na poprzednią ekipę. Najpierw ogłosił, iż najważniejszy wskaźnik ekonomiczny PKB nie jest bożkiem. Można było rozdziawić gębę, a ja dojrzałem rozdziawioną gębę Morawieckiego, a poprzez nią próchnicę jego umysłu. Jeżeli miałoby być inaczej, to Morawiecki okazałby się Einsteinem ekonomii. Oczywiście, że nie jest Einsteinem, na osi współrzednych – z jednej strony Einstein, z drugiej Kononowicz – to Morawieckiemu bliżej do tego ostatniego.

Po bożku PKB Morawiecki pośpieszył zrecenzować statystyki GUS. Twierdził, iż PKB za rządów PO było zawyżone z powodu niewłaściwego naliczania VAT-u. Szybko mu ekonomiści wybili tę bzdurę z głowy, ale Morawiecki miał ów papierek (wina PO) dla elektoratu PiS, a szczególnie dla prezesa Kaczyńskiego, który w ekonomii jest neptkiem, rzeczywistym Kononowiczem.

Dzisiaj wiemy, dlaczego Morawiecki tak PR-owsko uwijał się wokół PKB, bo właśnie GUS ogłosił, iż wzrost gospodarczy w ubiegłym roku to zaledwie 2,8 proc. A jeżeli porównamy go do roku rządów Ewy Kopacz 2015 – 3,9 proc., to szczęka z podziwu może wypaść z zawiasów dla poprzedników, a ze zgryzoty ta sama szczęka wypaść z zawiasów dla błędnych wyliczeń Morawieckiego.

Tak! Morawiecki wcześniej PR-owsko zakładał 3,8 proc., później to korygował w dół. Jeżeli PKB nie napędziła konsumpcja związana z programem 500+, to można się spodziewać, iż byłoby jeszcze gorzej. A jak byłoby gorzej, niech świadczy inny ważny czynnik ekpnomiczny, inwestycje. Spadek inwestycji jest największy od 2002 roku, w II kwartale ubiegłego roku nawet spadek wyniósł 7,7 proc., choć pod koniec roku wyhamował.

Zdaje się, że Morawiecki pomylił resorty, powinien być ministrem populizmu. Dobry jest w te klocki, pod warunkiem jednakże, iz zatrzyma się czas na planach, a nie na realizacjach. W kwestii panów Morawiecki jest dużo, dużo gorszy od Gilowskiej, która wylądowała w Radzie Polityki Pieniężnej, Morawiecki tam może nie dostać się, a do Banku Zachodniego WBK zamknie sobie drogę powrotu, bo hiszpańscy właścicieli nie będą chcieli mieć przegrańca.

Prof. Andrzej K. Koźmiński Morawieckiego plany zrecenzował: „Populistyczna retoryka przyniosła może sukces polityczny, ale jej cena społeczna i ekonomiczna może być w przyszłości niezwykle wysoka”. Powinien to sobie Morawiecki wziąć do serca, bo kto zechce w przyszłości zatrudnić takiego Greka Zorbę, który gotuje Polakom „piękną katastrofę”.

Kleofas Wieniawa pisze o kolejnym bezprawiu PiS.

pis-pozera

PiS dobiera się do władzy sądowniczej, jednego z trzech elementów funkcjowania demokracji, państwa prawa.

Już został zniszczony autorytet Konstytucji przez podporządkowanie Trybunału Konstytucyjnego rządzącej partii. TK pod szefowaniem Julii Przyłębskiej jest karykaturą, jak  i jej kompetencje.

Pod topór idzie Krajowa Rada Sądownicza, która ma konstytucyjnie zagwarantowaną niezależność, PiS to rozbija rekoma ministra sprawiedliwości, a w gruncie rzeczy magistra Ziobry, który w istocie nie potrafi sklecić argumentów, jest niesprawny intelektualnie, jest po prostu bezwolnym narzędziem w rękach prezesa.

O składzie osobowym KRS weg pomysłu PiS ma decydować większość parlamentarna, czyli PiS. I tyle. Oto w Polsce nastepuje koniec prawa, a zaczyna bezprawie.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf apeluje do sędziów, aby stawili opór bezprawiu PiS: „O każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten spoczywa na sędziach. Nie ma walki bez ofiar”.

Włodzimierz Cimoszewicz nazywa publicystycznie „wyczyny” Ziobry i jego  intelektualnie niesprawnych kolesiów -”skretynieniem”.

Argumentacja używana przez PiS na rzecz niszczenia Polski jest uboga, jak u wszystkich niedouczonych barbarzyńców. Niestety, wróg wewnętrzny niszczy nam ojczyznę. Zjada od środka, jak nowotwór. Nim doczekają się Trybunałów Stanu i zwykłych sądów, trzeba kraj obronić. O ile to możliwe dostępnymi prawnie środkami politycznymi. A jak się nie uda – inaczej. Wszak nikt nie chce mieszkać na gruzach.

ZASŁANIAJĄ SIĘ WAŁĘSĄ, GDY PRÓBUJĄ ZNISZCZYĆ TRÓJPODZIAŁ WŁADZY (KRS) I GOSPODARKĘ. ALE TWARDYCH DANYCH NIE DA SIĘ UKRYĆ.

c3ftrchwaaai5tb

ZROBIŁ NAJWIĘKSZĄ RZECZ DLA POLAKÓW, NA KTÓRĄ INNYM ZABRAKŁO ODWAGI. POPROWADZIŁ NAS DO WOLNOŚCI. Reszta nie ma dziś żadnego znaczenia.

c3k8qa5wmai9fp1

>>>