Posts Tagged ‘WOŚP’

WSZYSCY JESTEŚMY ZA.

c2ac8ehweaezfen

CZY ZA TO JAK WSPANIALE ŁĄCZY POLAKÓW I ANGAŻUJE W POMAGANIE INNYM, NALEŻY MU SIĘ NOBEL?

c2zxjymwqaag7iw

Lis: Albo będziemy obywatelami, albo poddanymi. Bez nas demokracja padnie

lis

„Za upadek demokracji odpowiedzialność ponoszą nie tylko ci, którzy ją niszczą. Także ci, którzy jej nie bronią” – pisze Tomasz Lis w nowym „Newsweeku”.

„Wszystko, co dzieje się w państwie, jest kwestią ‚wizji’ jednego człowieka. Kraj jest jego zakładnikiem. Los kraju zależy od jego kaprysów. Ludzie coraz częściej występują w roli poddanych” – pisze Tomasz Lis we wstępniaku do „Newsweeka”. Jego zdaniem „my, obywatele, nie mamy już alibi. Nie ma Sowietów ani komuchów, obcej armii ani ZOMO. Jesteśmy my. Albo będziemy obywatelami, albo poddanymi”.

Jak zaznacza publicysta, los republiki związany jest z istnieniem ludzi, którzy staną w jej obronie. Bo, jak dodaje, „za upadek demokracji odpowiedzialność ponoszą nie tylko ci, którzy ją niszczą. Także ci, którzy jej nie bronią”. Według Lisa najważniejsza jest świadomość, że „bez nas demokracja padnie”.

BRAK SŁÓW… PRZEZ JAKIEGOŚ IDIOTĘ ZOSTANIEMY BEZ ŻUBRÓW? KTO NA TO POZWOLIŁ????

c2agdesw8aqrudt

Triumf woli PiS-u. Jeśli zechce, opozycja stanie przed sądem. Co się zdarzy w najbliższych miesiącach? [ANALIZA]

Ewa Siedlecka („Wyborcza”) analizuje, co się zdarzy w najbliższym czasie. Kryzys parlamentarny zakończony. Opozycja pokazała, że potrafi się zbuntować, PiS – że i tak zrobi, co zechce. Czy ustawę budżetową osądzi Trybunał? Co z posłami, którzy protestowali w Sejmie?

ekspertyzy

Budżet podpisany. Prezydent nie chciał posłać go do Trybunału Konstytucyjnego. Chociaż – pomimo niewiarygodności wyroków obecnego Trybunału – taki ruch mógłby, przynajmniej formalnie, przeciąć spór.

Co się zdarzy w najbliższych miesiącach?

Czy ustawę budżetową osądzi Trybunał?

Nowoczesna zapowiada zaskarżenie trybu uchwalenia ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego.

Co można skarżyć?

– zwołanie posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej: bo fizycznie nie jest w stanie się tam zmieścić 460 posłów;

– niedopuszczanie opozycji do składania wniosków formalnych;

– blokowe głosowanie nad poprawkami wzajemnie się wykluczającymi i dotyczącymi różnych spraw.

Zaskarżenie braku kworum byłoby wątpliwe, bo jeśli nie ma pewnego sposobu sprawdzenia, czy było, rozstrzyga o tym marszałek Sejmu.

Gdyby prezydent przed podpisaniem posłał ustawę budżetową do Trybunału, TK miałby na osądzenie tego wniosku dwa miesiące (art. 66 ustawy o trybie działania TK). I musiałby ją osądzić w pełnym składzie, minimum 11 sędziów. Do osądzenia wniosku posłów nie ma żadnego terminu. A sądzi je skład pięcioosobowy.

Trybunał mógłby tą sprawą nie zająć się w ogóle. Jeśli będzie się wstrzymywał z osądzeniem wniosku Nowoczesnej, umrze on za trzy lata, razem z kadencją obecnego Sejmu.

Prezes TK Julia Przyłębska może też zablokować wydanie wyroku, dołączając do składu sądzącego dublerów sędziów. Wtedy „starzy” sędziowie mogą nie zechcieć z nimi orzekać, bo 3 i 9 grudnia 2015 r. sami orzekli, że dublerzy zostali wybrani na zajęte już prawomocnie miejsca. A więc ten wybór, jako obarczony wadą, nie wywołał skutku.

Do osądzenia trybu przyjęcia ustawy budżetowej prezes Przyłębska może też po prostu wyznaczyć skład, który da gwarancje wyroku o zgodności z konstytucją. Kilka dni temu pokazała, jak potrafi ustalać składy: do osądzenia wniosku prokuratora generalnego w sprawie wadliwego trybu wyboru trzech sędziów TK w 2010 roku wyznaczyła siebie, dublera sędziego Mariusza Muszyńskiego i Michała Warcińskiego – wszyscy nominowani przez PiS.

Czy ustawę budżetową osądzą sądy powszechne?

(ZEJŚCIE PONIŻEJ POZIOMU DNA… )

c2aiykixgaalkel

Sam budżet – pomijając konstytucyjną granicę deficytu: trzy piąte wartości rocznego produktu krajowego brutto – nie poddaje się kontroli konstytucyjnej, bo rząd i parlament mają swobodę w planowaniu wydatków. Chyba że np. na służbę zdrowia, oświatę czy sądownictwo zostałaby w budżecie zapisana kwota, za którą w sposób oczywisty nie będą w stanie działać. Władza publiczna ma konstytucyjny obowiązek zapewnić obywatelom ochronę zdrowia, oświatę i dostęp do sądu.

Słyszy się opinie, że ustawa budżetowa będzie kwestionowana przed sądami powszechnymi. A konkretnie – decyzje podejmowane na jej podstawie, bo nie ma pewności, czy została prawidłowo uchwalona. To bardzo mało prawdopodobne.

Bo kto i na co miałby się skarżyć? Gmina X, że dostała mniej niż gmina Y? Szpitale, że nie przewidziano pieniędzy na oddłużanie? Patrz wyżej: władza ma swobodę w decydowaniu, jak wydaje publiczne pieniądze.

Mowa była o tym, że obligacje, które rząd wypuści, by sfinansować zaplanowany w budżecie deficyt, mogą być kwestionowane, bo wydano je na podstawie nieważnego budżetu. Ale skarżone w jaki sposób i przez kogo?

Przecież jeśli ktoś kupi te obligacje, to będzie to decyzja świadoma i dobrowolna. Wiedza o tym, jak budżet został uchwalony, jest powszechna. Po drugie, jeśli ten czy inny rząd w przyszłości odmówiłby wykupu tych obligacji, twierdząc, że budżet, na podstawie którego je wydano, nie był prawidłowo uchwalony, to przed sąd trafi nie ustawa budżetowa, tylko kwestia niedotrzymania umowy. Legalność wydania obligacji będzie w tej sytuacji drugorzędna. Ważne, że państwo wzięło pieniądze za obligacje, a teraz nie chce ich oddać. I o to będzie sprawa.

Co z posłami okupującymi salę posiedzeń?

Na zlecenie marszałka Kuchcińskiego Biuro Analiz Sejmowych zamówiło siedem opinii. Dowodzą, że procedura uchwalenia ustawy budżetowej była zgodna z konstytucją, a marszałek nie złamał prawa. A także dają „podkładkę” do ścigania posłów okupujących sejmową salę za pomocą prawa karnego i regulaminu Sejmu.

Niewątpliwie okupowanie sali obrad podpada pod art. 23 regulaminu Sejmu: „W przypadku uniemożliwiania przez posła pracy Sejmu lub jego organów (…) Prezydium Sejmu może podjąć uchwałę o obniżeniu uposażenia lub diety parlamentarnej posła”. Można zabierać przez trzy miesiące połowę uposażenia lub diety poselskiej. Od tej kary przysługuje odwołanie do… Prezydium Sejmu. A w Prezydium rządzi PiS: ma marszałka, dwóch wicemarszałków i wicemarszałka z Kukiz’15. Po jednym marszałku mają też Nowoczesna i PO.

W opiniach sporządzonych na polecenie marszałka Kuchcińskiego autorzy (prof. Romuald Kmiecik, kryminolog z UMCS w Lublinie, prof. Grzegorz Górski z Kolegium Jagiellońskiego i pracownicy Biura Analiz Sejmowych dr Piotr Chybalski i dr hab. Jarosław Wyrembak) dowodzą, że okupujący posłowie swoim czynem złamali sześć przepisów kodeksu karnego: art. 128 par. 3 kk (wpływanie przemocą na czynności konstytucyjnego organu), art. 231 par. 1 kk (przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego), art. 191 par. 1 kk (przemoc wobec marszałka Sejmu w celu zmuszenia do określonego zachowania), art. 226 par. 1 kk (znieważanie funkcjonariusza na służbie), art. 226 par. 3 kk (publiczne znieważenie konstytucyjnego organu RP – Sejmu) i art. 128 par. 1 kk (przygotowanie do obalenia siłą konstytucyjnego organu).

Ich ekspertyzy to gotowe doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Na razie wisi jak miecz Damoklesa nad głowami posłów. Jeśli dostanie je prokuratura Zbigniewa Ziobry – postawi posłom zarzuty. A jeśli akt oskarżenia dostanie sędzia, któremu najbardziej zależy na karierze, albo świętym spokoju, posłowie mogą się spodziewać wyroku za przestępstwo umyślne, który pozbawi ich do końca życia możliwości kandydowania do parlamentu (specjalnie w tym celu – wtedy chodziło o Andrzeja Leppera – zmieniono kilka lat temu konstytucję). W ten sposób PiS pozbyłby się z Sejmu większości obecnych posłów opozycji.

Oczywiście wcześniej posłom trzeba uchylić immunitet. PiS spokojnie ma większość, by to zrobić. Problemem może być to, że posłowie okupowali salę w ramach sprawowania mandatu. A to, co się robi w ramach sprawowania mandatu, objęte jest tzw. immunitetem materialnym, którego nie można uchylić.

Ale eksperci, na zlecenie marszałka Kuchcińskiego, już przygotowali prawne uzasadnienie, że okupacja sali plenarnej nie była działaniem w ramach immunitetu materialnego, bo… łamanie prawa nie jest działaniem w ramach mandatu. Gdyby rzeczywiście tak było, to kiedy właściwie posła chroni immunitet materialny?

Swego czasu dyskutowano, czy Andrzej Lepper, który w swoim okręgu poselskim bronił kupców przed komornikiem (uniemożliwianie wykonywania obowiązków), działał w ramach poselskiego mandatu. I czy wobec tego chroni go immunitet materialny. Ostatecznie nie pociągnięto go do odpowiedzialności. Posłowie Nowoczesnej i PO protestowali w Sejmie przeciwko łamaniu regulaminu przez marszałka Sejmu: ograniczaniu gwarantowanych regulaminem praw mediów, bezsensownego wykluczenia z obrad posła Szczerby, a potem przeciwko uchwaleniu kilku ustaw w Sali Kolumnowej z naruszeniem regulaminu.

W prawie karnym znana jest instytucja obrony koniecznej. W jej trakcie można naruszyć jedno dobro dla ratowania innego. Jeśli dojdzie do procesów posłów opozycji, argument immunitetu materialnego i obrony koniecznej zapewne padnie.

WYCINANIE KONFETTI I ZRZUCANIE NAD GŁOWĄ MINISTRA SĄ OBOWIĄZKIEM POLICJI. CZY MALOWANIE CHODNIKÓW I TRAWY RÓWNIEŻ? BAREJA BYŁBY DUMNY!!!

c2al1lrwia4-sbt

NIE MOGLIŚMY SIĘ POWSTRZYMAĆ :))))

c2cl19exgaadxwp

Waldemar Mystkowski pisze o przeglądzie przyszłości przez Szydło.

dwa-tygodnie

Przez 14 dni Beata Szydło będzie zajmować się public relations, bo do tego sprowadza się raportowanie ministrów jej rządu, co zrobią dla suwerena. Hasło tego zajęcia: „Rok nowych zadań”. Szydło nie rządzi, tak jak Andrzej Duda nie jest prezydentem. Sprowadzili najważniejsze urzędy w państwie do ról drugorzędnych – surogatów, namiastek, a nawet miazmatów.

Na konferencjach prasowych Szydło nie używa retoryki, ale logorei. Gdy na jakikolwiek temat odpowiada, nie jest to język, którym przekonuje do siebie, do zadań, jakie nakłada na nią rola administrującej, ale słowotok, który równie dobrze dotyczy czegokolwiek innego. Do tej pory na tym stanowisku mieliśmy zarządzających krajem lepiej lub gorzej predysponowanych, lecz postronnym nie przychodziło do głowy, iż nie mają pojęcia o rządzeniu.

Z Szydło zachodzi ten przypadek, że ona tak naprawdę nie wie, czym ma się zająć. Jeżeli w przestrzeni publicznej zaistnieje jakiś kłopot polityczny, jej zwykle nie ma, wypowiadają się inni, a najczęściej poseł Kaczyński, który z kontrowersji czyni konflikt i obarcza winą innych. Populistyczne hasła zastąpiły wizję i przyszłość, tak zarządzane państwo obija się od jednej bandy do drugiej, degradując nasze znaczenie w Unii Europejskiej, a w kraju zużywając to, co wypracowali poprzednicy.

Jak długo można tak rządzić, a dokładniej: będąc u władzy i korzystając z zasobów, aby zaspokoić rozbudzone ambicje własne i partyjne? Polska jest na dorobku, tkanka względnego dobrobytu niezbyt imponująca, symptomy wyczerpania i zaniku szybko okażą się, że już nie istnieją, kapitał społeczny nigdy w kraju nie był nadmierny, zwykle występowało manko zaufania. To się zacznie wkrótce przekładać na spadek sondażowych słupków poparcia i nerwowego reagowania na krytykę.

Na pierwszy ogień przeglądu „nowych zadań” idą dwa resorty siłowe: ministerstwo obrony i spraw wewnętrznych. A więc odpowiadający za nie politycy wielce charakterystyczni dla PiS – Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak. „Osiągnięciami” tego pierwszego do tej pory jest ambitne zaprzestanie dozbrajania armii nowoczesnym sprzętem, pozbywanie się kadry generalskiej i zastępowanie jej posłusznymi oficerami z awansu. Macierewicz przede wszystkim tworzy równoległą armię – Wojska Obrony Terytorialnej – która nie wzbogaca naszej obronności, ale jest imitacją, która odpowiednio indoktrynowana może posłużyć do zastraszenia przeciwnika wewnętrznego, politycznego. Macierewicz tworzy pospolite ruszenie nacjonalistów i podobnych kiboli. Mogą być użyci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Drugi minister, który staje do raportu przed Szydło to Błaszczak. Ten dał się poznać jako kamerdyner prezesa Kaczyńskiego i autor złotych myśli własnych o multi-kulti, a także straszenia opozycji parlamentarnej więzieniem do lat 10.

Takie wyczerpujące dwa tygodnie czekają premier Szydło. Lecz to może być bardziej wyczerpujące dla mediów i opinii publicznej, bo przez dwa tygodnie Szydło będzie opowiadała o tym, jaką świetlaną przyszłość szykują poszczególni ministrowie. Opozycja mogłaby sobie darować analizowanie wypowiedzi premier, za wiele treści nie będzie występowało. Lepiej na ten przykład wynająć kilku filologów, którzy przeanalizowaliby sztance językowe charakterystyczne dla logorei Szydło. To byłby pożytek dla nauki i świadomości języka polskiego. Szydło to ciężki przypadek niekompetencji.

A TYMCZASEM NA KONFERENCJI PRASOWEJ…

c2ce0vwwiaa5_xc

DO DZIŚ BYLIŚMY PRZEKONANI, ŻE ŚREDNIOWIECZE JUŻ MINĘŁO…

c2cgynhweaama-4

O tym samym temacie, acz z innego punktu widzenia, pisze Kleofas Wieniawa.

szydlo-planuje

Konferencja prasowa Beaty Szydło to jedna wielka pustka. Taki przeciąg pustki (chłodu) dało się odczuć, iż stosując dawne zalecenia Edwarda Stachury na chłodzenie wódki w mokrym ręczniku, od szybko uzyskałoby się odpowiedni stan tego trunku do spożycia (butelkę ciepłej wódki postawić w mokrym ręczniku w przeciągu).

Takie są zalety premier używającej logorei, a nie retoryki. Człowiekowi wrażliwemu o inteligencji niewiele większej od niej, a nie jest Szydło osobą z superatą ilorazu inteligencji, nic innego nie pozostaje, niż wziąć się i upić.

Szydło nic nie może, jest zbędna, jej gabinet polityczny wpadł na genialny pomysł dwóch tygodni public relations, bo na 14 dni zaplanowano przegląd ministerstw. Na pierwszy ogień idą Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak.

Ten pierwszy wydala z wojska kadry generalskie i stawia na amatorszczyznę WOT oraz swego Misia od leków, Misiewicza, ten drugi o czym by nie powiedział, jak choćby o multi-kulti, to wszem i wobec wiadomo, iż nie wie, o czym mówi.

Gdybyśmy mieli dziennikarzy, to Szydło zniszczona zostałaby na pierwszej lepszej konferencji prasowej sztychami dwóch-trzech pytań, ale jak mówi mój przyjaciel z wpływowych mediów, połowę owych „dziennikarzy” bywających na konferencjach prasowych nie przyjął do roboty, odesłał ich na dalsze nauki.

Tak więc nie będzie się czym emocjonować, bo Szydło, jak i jej koledzy są impregnowani na argumenty. Na szczęście Polska jest w miarę dobrze naoliwioną machiną przez poprzednie rządy i tak szybko nie uda się jej zepsuć, acz – nie powiem – starają się Szydło i jej ministrowie.

zarzad-kod

Bardzo przykra wiadomość z KOD. Zarząd stowarzyszenia wezwał Mateusza Kijowskiego do zlożenia dymisji. Buksuje nam życie publiczne, demokracji coraz mniej, a coraz więcej zamordyzmu.

WYOBRAŻACIE SOBIE, ŻE MOŻECIE ZACZĄĆ MIESZKAĆ PRZY TAKIEJ ULICY?

c2cx8yqwqaazwei

TAK DZIŚ ZACYTOWAŁA PREZYDENTA RZECZPOSPOLITA. I CO WY NA TO? 

c2ctrzrwiaahfpn

>>>

TRZYMAMY SCHETYNĘ ZA SŁOWO! Nie zapomnimy im łamania prawa.

c2xg7mzxaaecpow

I niech nikt nie mówi, że „przegrał z chorobą”, On z nią każdego dnia wygrywał. Aż do dziś…- A.Golimont

c2wscvawiaasf25

Katarzyna Kolenda-Zalewska pisze w „Wyborczej”, jak Kaczyński otwiera sobie drzwi do bezprawia. Jeszcze emocje były w stanie wrzenia, jeszcze pył po trwającym trzy tygodnie kryzysie parlamentarnym nie opadł, a Jarosław Kaczyński postanowił podkręcić atmosferę. Tak, Jarosław Kaczyński, bo przecież Zbigniew Ziobro nie działał samodzielnie, zwłaszcza w kwestii tak kluczowej jak ostateczne przejęcie Trybunału Konstytucyjnego. Tu chodzi o sprawę o wiele grubszą. Grubszą i groźną, która daje PiS-owi niemal nieograniczoną władzę.

gazeta-wyborcza

.Jest czwartek, późne popołudnie. Platforma decyduje się zakończyć protest na sali plenarnej. Dzień wcześniej Senat uchwala budżet bez żadnych poprawek. Atmosfera w Sejmie jest napięta, władza cały czas atakuje opozycję jednym argumentem – nie dajecie nam pracować, podsycacie napięcie.

Gdy Platforma wychodzi, wszyscy oddychają z ulgą. Parlamentarny kryzys został zakończony. Kto wygrał, to w tym momencie sprawa drugorzędna. Ważne, że Sejm może wracać do normalnej pracy. Ale nie minęły nawet dwie godziny, gdy wybucha bomba. Prokurator generalny Zbigniew Ziobro zaskarża do Trybunału Konstytucyjnego wybór trzech sędziów TK orzekających od sześciu lat.

Wniosek Ziobry podniósł temperaturę politycznego sporu znów do stanu wrzenia, choć właśnie wydawało się, że przynajmniej przez chwilę będzie spokojnie. Po co to było? Bo przecież wiadomo było, że próba wyrzucenia z Trybunału trzech sędziów rozpocznie na nowo ostry spór o TK. Intencje wniosku wydają się oczywiste. Przejąć już całkowicie Trybunał, mieć w nim wyłącznie swoich. Ziobro decyduje się złożyć wniosek, podważając sposób wyboru sędziów, choć taka sama procedura obowiązywała w 2006 r., gdy PiS miał większość i PiS rządził. Ale pomysł jest dużo bardziej przewrotny.

PiS tłumaczy, że nie chodzi mu o tych trzech sędziów – Rymara, Tuleję i Zubika. I faktycznie zupełnie nie o nich chodzi. Chodzi o to, by raz na zawsze ustalić, że Trybunał nie jest w stanie dokonać oceny sejmowych uchwał, i w ten sposób, po pierwsze, zalegalizować w TK obecność dublerów wybranych na zajęte już miejsca.

Jarosław Kaczyński daje sygnał – TK nie ma prawa oceny uchwał. – O! – mówią niektórzy. To uderzenie w Ziobrę. Ale nic bardziej mylnego. Tu nie chodzi o upokorzenie Ziobry. Wręcz przeciwnie. To przekaz do TK, jak ma orzekać w tej konkretnej sprawie. Skład orzekający zostaje błyskawicznie powołany w osobach Julii Przyłębskiej, Mariusza Muszyńskiego i Michała Warcińskiego. Wszyscy wybrani teraz przez PiS. Już wiedzą, co mają orzec. Jeśli budżet zostanie zaskarżony i padnie wniosek o wyłączenie dublerów, odpowiedź będzie jedna. Nie da się, bo TK nie ocenia uchwał Sejmu o ich wyborze, więc zostali wybrani legalnie. Koniec sprawy. Mają pełną legitymację. Dlatego decyzji TK należy się spodziewać szybko.

Ale jest i po drugie. Decyzja TK otworzy szeroko drzwi do zmian prawa za pomocą uchwał sejmowych. Sejm będzie sobie teraz uchwałami zmieniał system prawny i nikt nie zdoła go zatrzymać. Bo przecież TK nie ma prawa oceniać uchwał. Ostatnie narzędzie opozycji padło. A Jarosław Kaczyński w końcu znalazł sposób, jak sprytnie całkowicie opanować rządzenie.

NIECH O TYM PAMIĘTAJĄ. POLACY ROZLICZĄ WŁADZĘ ZA ŁAMANIE PRAWA

c2xjtkzxgaecqvi

Łukasz Woźnicki pisze o liście 1000 pisowców w spółkach, którą opublikował „Puls Biznesu”. Skala i tempo upartyjnienia firm i instytucji są tak ogromne, że nie ma wątpliwości: przy doborze osób regułą jest klucz partyjny i rodzinny oraz znajomości – komentuje redakcja „Pulsu Biznesu”, ujawniając „sPiS zasobów własnych” partii rządzącej.

teraz

„Teraz, kur…, my na całego”. „Puls Biznesu” publikuje listę tysiąca działaczy PiS w spółkach

Skala i tempo upartyjnienia firm i instytucji są tak ogromne, że nie ma wątpliwości: przy doborze osób regułą jest klucz partyjny i rodzinny oraz znajomości – komentuje redakcja „Pulsu Biznesu”, ujawniając „sPiS zasobów własnych” partii rządzącej.
„Liście wstydu PiS” poświęcone są aż 22 strony poniedziałkowego wydania „Pulsu Biznesu”. 14 stron zajmują wyłącznie personalia działaczy PiS, Solidarnej Polski, Polski Razem, którzy za kadencji obecnego rządu objęli stanowiska w państwowych spółkach, agencjach i innych instytucjach. A także nazwiska członków ich rodzin i znajomych. „PiS obsadza wszelkie możliwe instytucje i firmy. Posłami, rodzinami, kolegami. Na naszej liście, wciąż niepełnej, jest już tysiąc osób” – opisuje PB.

To trzecia tego typu lista przygotowana przez dziennik. W 2012 r. PB opublikował „listy wstydu” PO i PSL. Wówczas dziennikarze ujawnili nazwiska ponad 400 działaczy z PO i drugie tyle z PSL zatrudnionych w państwowych podmiotach. „Tamte listy powstały po prawie pięciu latach rządów koalicji PO-PSL. Dzisiejsza publikacja dowodzi, że rządzący już w rok przebili poprzedników z nawiązką” – opisuje PB. Zauważa, że rewolucja w spółkach została zaplanowana przez PiS – zmiany personalne poprzedziły zmiany prawne, głównie znoszące konkursy.

„Nasza lista ilustruje to, o czym mówią politolodzy: że zarówno tempo, jak i intensywność zmian personalnych wprowadzanych przez PiS są rekordowe. Działacze partii Jarosława Kaczyńskiego twórczo wdrażają w życie coś, co prawie 20 lat temu on sam trafnie, ale też z odrazą, nazwał zasadą „Teraz, k…, my”…” – opisuje dziennikarz PB i autor listy Dawid Tokarz.

Na liście „zasobów PiS” jest m.in. Wojciech Jasiński, znajomy ze studiów i jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Jeszcze dziesięć lat temu w rozmowie z PB mówił, że w państwowych spółkach nie ma miejsca dla osób z nadania politycznego. Zapewniał, że za rządów PiS takimi firmami jak PKN Orlen będą zarządzać „młodzi fachowcy”. „W grudniu 2015 r. prezesem Orlenu został… Wojciech Jasiński. Miał ponad 68 lat, a jego doświadczenie menedżerskie ograniczało się do trzyletniego epizodu w zarządzie powiązanej z PiS spółki Srebrna, której aktywa czy przychody były kilka tysięcy razy (!) mniejsze niż Orlenu” – opisuje dziennik.

Na liście nie brakuje byłych posłów i senatorów PiS. „Co charakterystyczne dla tej partii, nie tyle dorabiają sobie na państwowym, np. w radach nadzorczych, ile zasiadają w zarządach, czyli z pieniędzy podatników się utrzymują” – opisuje dziennik. To np. Zbigniew Kozak, wiceprezes spółki Energa-Operator Techniczna Obsługa Odbiorców, albo Krzysztof Mikuła — wiceprezes Węglokoksu i członek zarządu huty Pokój.

„Posłowie PiS nie zapominają o swoich współpracownikach. To dlatego na liście aż roi się od byłych i obecnych asystentów, pracowników i dyrektorów biur posłów, senatorów i europosłów” – czytamy w PB. Dziennik naliczył także ponad 70 członków rodzin działaczy PiS: najwięcej żon, ale także synów, braci, córek. Wśród nich jest m.in. syn europosła Ryszarda Czerneckiego – doradca w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. I żona europosła, członkini rady nadzorczej Armatury Kraków z Grupy PZU.

PB próbował skonfrontować swoje ustalenia z czołowymi politykami PiS. „Premier Beata Szydło, gdy jeszcze była w opozycji, zapewniała, że zjawisko kumoterstwa nie dotyczy PiS. Nasza lista dowodzi, że przez ostatni rok stanowiska w spółkach objęli członkowie rodzin i znajomi praktycznie wszystkich ministrów. Czy nie świadczy to o hipokryzji? To pytanie Beata Szydło pozostawiła bez odpowiedzi” – opisuje dziennik.

Szefowa „Wiadomości” TVP porównała „Pucz” do finału WOŚP. PSY SZCZEKAJĄ A KARAWANA JEDZIE DALEJ 🙂

c2ug_zrxgaimk3g

PIĘKNE :)))))))

c2umnssxaaacyju

Waldemar Mystkowski pisze o puczu.

jestesmy

Polska polityka przebiega wg wyobrażeń Jarosława Kaczyńskiego. Można dociekać, jakie jest źródło jego wyobraźni, na pewno prezes odciął się od rzeczywistości. Żyje w czterech ścianach gabinetu na Nowogrodzkiej, Wiejskiej, zawsze otoczony zwolennikami i ochroniarzami. Tylko Kaczyński ma prawo do formułowania stanowisk politycznych, kreowania wartości, które niekoniecznie mają związek z rozumem. Więc dostajemy takie, a nie inne rozpoznanie dotyczące jego środowiska i przeciwników politycznych. Prezes PiS narzucił wszystkim nierzeczywistą Polskę.

Jakiekolwiek były zamiary PiS w stosunku do opozycji i ustawy budżetowej 16 grudnia 2016 roku, to skończyło się tak, iż z odległości więcej niż miesiąca ocenić należy, iż wszyscy zachowujemy się niezdrowo, jakbyśmy zostali stworzeni w wyobraźni Kaczyńskiego, nad którą jej właściciel, emitent, nie panuje, nie ma odpowiednich narzędzi, aby ją porządkować, a nawet z czymkolwiek porównać.

Prezes w obronie własnej nazwał to, co zaszło – puczem. Kaczyński rzekł jedno słowo i wszyscy wzięli się za obróbkę tego słowa w mediach pisowskich, ale także przeciwnicy polityczny wyśmiewający pucz, na dowód którego zamówione były kanapki nie przez puczystów, ale marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Potrzeba puczu była tak przemożna, że następnego dnia podczas orędzia Beaty Szydło puczem zaraziła się część nadajników emitujących sygnał TVP. Nastąpiła niewielka awaria, a więc mamy pucz – orzekł Jarosław Kaczyński. Zaraza sięgnęła więc materii martwej, co zostało wytłumaczone tym, iż urządzenia emisyjne są własnością zagraniczną, a zatem pucz ma  źródło niemal globalne, bo sygnał TVP nadaje amerykańska spółka EmiTel.

Pucz powstał w wyobraźni Kaczyńskiego i drogą kropelkową dopadł wszystkich, nawet powstało dzieło telewizyjne, film dokumentalny „Pucz”. Dzieło niezborne, nie trzymające się kupy, jak podobny mu „Smoleńsk”. Lecz nie chodzi o wartości artystyczne czy rzeczywiste, idzie o coś więcej – o dokument powszechnej choroby, która dopadła Polskę. „Pucz” to karta choroby, co udowodniła firma EmiTel. Mianowicie do awarii nadajników EmiTela doszło w gmachu TVP przy Woronicza 17. Coś powstaje w umyśle Kaczyńskiego, wszyscy wokół zapadają na to choróbsko.

Wszyscy jesteśmy zakładnikami odciętego od rzeczywistości prezesa. Ale czy pacjent może leczyć się sam? – a tak to wygląda. Kaczyński ma misję leczenia Polski, ale sam jest źródłem choroby. My chcemy leczyć Kaczyńskiego, lecz jesteśmy zarażeni jego chorobą. Polska nie wyleczy się sama, bo nie można być jednocześnie pacjentem i lekarzem. A może rzeczywiście nas nie ma, zostaliśmy wymyśleni w umyśle prezesa, jesteśmy puczem jego umysłu.

Dotknijmy się, uszczypmy, ugryźmy. No, co – boli? Bo mnie już dawno przestało. Czyżbyśmy byli już martwi? Jeżeli tak jest, to martwy jest umysł Kaczyńskiego, nie kreujący rzeczywistości, ale emitujący chorobę. Pucz, pucz, pucz.

to-w-gmachu-2

Kleofas Wieniawa zajął się wywiadem Donalda Trumpa, który szykuje rewolucję globalną.

trump

Zapowiada się, że Rosja wreszcie będzie miała sojusznika w osobie nowego prezydenta USA Donalda Trumpa. Tego jakiś czas temu nie mógł sobie wymarzyć Władimir Putin.

Marzenie stało się ciałem. Polityka zagraniczna Trumpa dla Europy jest szokiem. Młodszy i potężny brat cywilizacyjny najprawdopodobniej podąży ku Wschodowi.

Wg Trumpa Unia Europejska powstała, aby Niemcy były potęgą gospodarczą, a nie – aby w Europie zapanował pokój po dwóch największych w dziejach hekatombach wojennych – I i II wojnach światowych.

NATO jest przestarzałe, uważa Trump, więc otrzymał oklaski na Kremlu od  rzecznika Dmitrija Pieskowa.

Niedlugo zatem pożegnamy się z bazą żołnierzy amerykańskich, którzy byli tak gorąco witani w Żaganiu. Wystarczy jakiś pretekst antyrosyjski, a tych znajdzie się na podorędziu, co niemiara.

Unia rozpadnie się, wieszczy Trump. Tak może być, gdy Moskwa wesprze we Francji Marine Le Pen i jej odpowiedników w innych krajach. W Polsce nie musi, bo PiS to miód na serce Putina.

Egoizmy nacjonalistyczne dostają działkę heroiny – tj. heroizmu. Wciągną ją nosem przez obydwie dziurki. Rozum już nie będzie potrzebny, ale emocje nacjonalistyczne. Niemcy i kraje Beneluxu sobie poradzą, ale my z pewnościa – nie, zwłaszcza przy jakości obecnej władzy, tj. braku jakości.

Witajcie rodacy w czasach, gdy geopolityka decydowała o naszej znikomości, zależności i wreszcie o stracie niepodległości.

Nauka prosta. Ktokolwiek za rok będzie w TVP i chciałby pokazać, że wspiera WOŚP musi serducho nakleić na czole

c2xd56yxuaaxkvv

>>>

A MYŚLICIE, ŻE DLACZEGO JEST TERAZ PRZERWA W PRACACH SEJMU AŻ DO 25-GO STYCZNIA? Myślicie, że spokornieje?

c2os9gfw8aaaemq

PREZES PŁAKAŁ JAK OGLĄDAŁ…

c2qcdeixuaedfiy

ŻENUJĄCY POZIOM TVPiS…

c2ofqyowqaaampa

Kaczyński przymierza się do zmiany ordynacji wyborczej.

pis-zmieni

Właściwie nie powinniśmy się dziwić, bo prędzej czy później należało się tego spodziewać. Pomruki na ten temat dochodziły już od kilku miesięcy. I oto mamy coś w rodzaju odkrycia kart przez Kaczyńskiego, który o swoich planach zmian w ordynacji wyborczej powiedział w wywiadzie dla TVP Szczecin. Chce je wprowadzić jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi. Nie omieszkał dodać, że „to zmiany bardzo oczekiwane przez społeczeństwo”.

Kaczyński obecną ordynację ocenił jako „bardzo ułomną”. Zaproponował m.in. zasadę dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Chce, by urny wyborcze były przezroczyste i by w każdym lokalu wyborczym zamontowano kamerę tak, by każdy mógł zobaczyć, co się dzieje. „Chcę aby każdy obywatel mógł zobaczyć, co dzieje się w lokalu wyborczym, także w czasie liczenia głosów” – powiedział Kaczyński. Głosy miałyby być liczone przez wszystkich członków komisji wyborczych.

Pytany o zmiany w okręgach wyborczych, prezes PiS odpowiedział, że planowane są niewielkie korekty związane z rozmieszczeniem ludności. „Widzę problemy na poziomie wyborów do parlamentu, w szczególności wyborów senatorskich. Tam rzeczywiście są sztuczne okręgi wyborcze, które zostały stworzone ad personam. W województwie podlaskim jest taki okręg wyborczy, gdzie szanse miał Włodzimierz Cimoszewicz. Gdyby ten okręg został podzielony na trzy równe ludnościowo okręgi, jak powinno być, to jego szanse byłby dużo mniejsze. Tutaj trzeba dokonać pewnej naprawy. Podobnie okręgi w Warszawie, które łączą zupełnie inne części miasta ze sobą” – powiedział Kaczyński.

I na koniec wisienka na torcie. Kaczyński zapytany o termin wprowadzenia nowych zasad dotyczących ordynacji odpowiedział, że „chce, aby obowiązywały one od razu, ale jest sprawą Trybunału Konstytucyjnego orzec, czy to jest dopuszczalne”. Czyż pusty śmiech nie ogarnia…?

WSTYD NAM ZA WOJSKO, ZA STRAŻ POŻARNĄ, ZA KOLEJ, ZA AMBASADY I ZA PAŃSTWOWĄ POCZTĘ. WIEMY WSZYSCY, KTO ZA TYM STOI. Przynajmniej oficjalnie.

c2ovqz7xcaaqrdr

PANI MARTO, CZY TO ŁADNIE TAK KORZYSTAĆ ZE SPRZĘTU ORKIESTRY I JEDNOCZEŚNIE SZYDZIĆ Z OWSIAKA?

c2qjbhfwiaapuh6

3 KOMENTARZE, KTÓRE ZAORAŁY WCZORAJSZY PiS-OWSKI FILM „PUCZ”

c2qoqhoweaeypfv

Jacek Żakowski („Wyborcza”) analizuje poprzedni tydzień i dochodzi do wniosku, że zwycięstwo Kaczyńskiego jest pozorne, pyrrusowe.

kaczynski-nigdy

Jarosław Kaczyński zapewne nigdy jeszcze nie odniósł tak pyrrusowego zwycięstwa jak w ubiegłym tygodniu.
Wprawdzie osiągnął wszystko, czego chciał – ma budżet, likwidację gimnazjów, swobodę przenoszenia obrad, gdzie mu się podoba, prawo wykluczania posłów wedle widzimisię, pełną dyscyplinę we własnych szeregach, podzieloną opozycję i ugruntowane poczucie bezsilności opozycyjnych wyborców – ale stworzył nowe stany świadomości, które są ziarnami jego klęski.Przez rok wspierani przez KOD opozycyjni posłowie dzielnie toczyli parlamentarne zmagania w obronie ustrojowego ładu. Podpisanie przez prezydenta i wejście w życie nielegalnie uchwalonego budżetu oraz oczywista absurdalność posyłania ustawy do skolonizowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego pokazuje, że były to zmagania beznadziejne. Pochłonęły gigantyczną energię, a nie powstrzymały zmian obalających system konstytucyjny. Kolejnych pewnie też nie powstrzymają.

To nie znaczy, że były zbędne ani że nie należy dalej stawiać oporu w parlamencie. Znaczy to jednak, że konstytucja, prawo, sądy, opozycja, a nawet wspólnota zachodnia to za mało, by skutecznie bronić demokracji i praworządności, gdy ma się do czynienia z przeciwnikiem bezwzględnym, bezwstydnym i zdeterminowanym. A tacy zwykle są wrogowie demokracji.

Po strasznym tygodniu, w którym klamka zapadła w dwóch wielkich bataliach – o budżet i oświatę – a Zbigniew Ziobro rozpoczął batalię o kontrolę nad składem Trybunału, te prawdy zaczynają docierać do PO i do Nowoczesnej. Dlatego na moje postawione w Superstacji pytanie „co dalej?” Sławomir Neumann odpowiada: „Ruszamy w Polskę”.

Ma to sens metaforyczny, bo parlamentarzyści pochodzą z całej Polski. Ale znaczy to, że do opozycji dotarło, iż aby mieć w Polsce realną demokrację, trzeba nadrobić największy błąd ćwierćwiecza, czyli zaniedbanie „najważniejszego – jak w pożegnalnej mowie powiedział Barack Obama – urzędu demokracji, którym jest obywatel”.

(GENIALNE TŁUMACZENIE SIPOWICZA. POSEŁ SZCZERBA MUSI TO KONIECZNIE PRZECZYTAĆ 🙂 )

c2qznydxaaafgmr

Dzięki pisowskiemu walcowi do wielu ludzi w Polsce zaczęło wreszcie docierać, że demokracja to przede wszystkim jest stan świadomości, kultury i obyczajów, a nie tylko i nawet nie głównie instytucje – konstytucja, wybory, prawa, urzędy, parlament, formalne procedury – jak do niedawna naiwnie wierzyła większość polskich liberałów. PiS byłby przecież inny, gdyby wiedział, że niszcząc demokrację, skazuje się na klęskę, bo obywatele tego nie zaakceptują.

Porażką ćwierćwiecza, którą teraz w dużo trudniejszych warunkach trzeba odpracować, jest to, że nie dorobiliśmy się dość wielu takich czujnie i wiernie urzędujących świadomych i oddanych obywateli. Na przeszkodzie stała naiwna liberalna wiara, że demokracja i rynek ułożą się same przy pomocy „niewidzialnej ręki”.

Tę nową świadomość w ostatnim „Magazynie Świątecznym” twardo wyraził prof. Marcin Król, pisząc: „Myli się bowiem nasza opozycja. Nie da się mieć i liberalizmu, i demokracji”. Myślę, że po strasznym tygodniu spora część opozycji zaczęła to rozumieć. Jarosław Kaczyński nareszcie będzie miał z kim przegrać.

WYGLĄDA NA TO, ŻE ONI ŻYJĄ CAŁY CZAS W JAKIEJŚ INNEJ, ALTERNATYWNEJ RZECZYWISTOŚCI

c2qgwzawgaa1c73

TO WOŁA O POMSTĘ DO NIEBA!

c2oxavaxgaykzzr

O sytuacji Ziobry pisze Wojciech Maziarski („Wyborcza”).

nie-dajmy

Zbigniew Ziobro próbował własnej gry, nie konsultując z naczelnikiem

Nie dajmy sobie wcisnąć kitu, że w PiS-ie wszystko idzie gładko. W obozie władzy słychać wyraźne trzaski, które zwiastują dla niej przyszłe problemy. Ostatni wniosek Zbigniewa Ziobry do Trybunału dowodzi, że nie zrezygnował z marzeń o odegraniu większej roli w polityce. Prezes Kaczyński wie o tym, więc trzyma go na krótkiej smyczy.
Przypomnijmy sekwencję zdarzeń z minionego tygodnia. Najpierw Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, złożył zaskakujący wniosek, by Trybunał Konstytucyjny ocenił prawidłowość wyboru trzech swoich sędziów, powołanych przez Sejm w 2010 r. Komentatorzy zinterpretowali to jako próbę przejęcia przez PiS pełni kontroli nad Trybunałem i wyrugowania z niego sędziów opierających się władzy. Choć właściwie nie wiadomo, po co partia rządząca miałaby to robić – nie ma takiej potrzeby, bo przecież już teraz sprawuje pełną kontrolę nad ubezwłasnowolnionym Trybunałem.Następnie Jarosław Kaczyński w równie zaskakujący sposób zdezawuował wniosek Ziobry, mówiąc, że Trybunał nie ma kompetencji, by orzekać o prawidłowości wyboru dokonanego przez posłów.Później politycy PiS zaczęli opowiadać, że w istocie była to chytra zagrywka Ziobry, który w ten sposób chciał uciąć spór o prawidłowość wyboru sędziów dublerów. Skoro bowiem Trybunał nie jest władny, by oceniać prawidłowość wyboru dokonanego przez posłów w 2010 r., to tak samo nie jest władny orzekać o wyborze sędziów przeprowadzonym w obecnej kadencji.

To tłumaczenie brzmi atrakcyjnie i sugeruje, że politycy obozu rządzącego są niezwykle przebiegłymi graczami, planującymi zawczasu – niczym wytrawni szachiści – kilka posunięć naprzód. Jednak wygląda to raczej na uzasadnienie dorobione po fakcie, by zasłonić nieprzyjemną dla PiS-u prawdę, że minister sprawiedliwości i prokurator generalny próbował jakiejś własnej gry, nie konsultując tego z naczelnikiem.

(Z ŻYCIA WZIĘTE 🙂 PIĘKNA SYTUACJA! )

c2obttjxcaeuhyf

Gdyby rzeczywiście wniosek Ziobry do Trybunału był elementem uzgodnionego z kierownictwem PiS-u chytrego planu, Kaczyński nie miałby żadnych powodów, by publicznie podważać inicjatywę swego ministra. Po prostu zachowałby milczenie i czekałby na rozwój wydarzeń, by doprowadzić rzekomy projekt do końca.

Wydaje się, że w rzeczywistości byliśmy świadkami skrytej rywalizacji w kręgach rządzącej elity. Uczestnicy tych podchodów starają się to teraz zatuszować, wmawiając opinii publicznej, że obóz władzy jest monolitem.

A przecież dobrze wiemy, że nie jest. Gdyby ktoś zapomniał: Zbigniew Ziobro, polityk niezwykle ambitny, został w 2011 r. karnie usunięty z Prawa i Sprawiedliwości za niesubordynację. Założył wówczas konkurencyjne ugrupowanie Solidarna Polska, z którego list bezskutecznie startował w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Widząc, że samodzielnie i w opozycji do PiS-u nie jest w stanie odnieść sukcesu, pokajał się, podwinął ogon i w wyborach 2015 r. wystartował już z listy Kaczyńskiego.

Prezes chwilowo przymknął oko na jego wcześniejszą nielojalność, ale nie zapomniał mu jej. Aby się zabezpieczyć na przyszłość, zaoferował mu nie koalicję, lecz start z listy swojej partii. W ten sposób do Sejmu dostali się politycy partii Ziobry, lecz nie sama partia, która nie stanowiła w wyborach samodzielnego podmiotu i nie przysługuje jej dotacja z budżetu. To bardzo osłabia pozycję Solidarnej Polski w polityce.

W dodatku – to już czysta złośliwość, charakterystyczna dla Kaczyńskiego czerpiącego satysfakcję z upokarzania rywali i sojuszników – Ziobro dostał ostatnie miejsce na liście PiS-u w okręgu świętokrzyskim. Jego osobista popularność sprawiła, że mimo to dostał się do Sejmu.

Ziobro zza węgła

Dotychczasowa aktywność Ziobry jako ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego bardzo odbiega od tego, co zapamiętaliśmy z lat 2005-2007, kiedy to był inicjatorem wielu prowokacji i nagonek na politycznych przeciwników, z których jedna zakończyła się nawet śmiercią ofiary – Barbary Blidy. Z tamtego okresu pozostał nam w pamięci obraz Ziobry jako harcownika z pierwszej linii frontu, nadaktywnego, stale występującego na konferencjach prasowych, na których pokrzykiwał i wymachiwał dyktafonem.

W przeciwieństwie do tego dziś jest mało obecny w mediach, nie wyrywa się do przodu, a jeśli nawet występuje publicznie, to nie inicjuje samodzielnych akcji, a raczej gra rolę żołnierza w armii, której naczelnym dowódcą jest Kaczyński. Widać wyraźnie, że bardzo się pilnuje, by nie podpaść prezesowi, i stara się go przekonać o swej lojalności.

Czy tak jest rzeczywiście? Czy wyrzekł się własnych ambicji?

Wolne żarty. Jego ostatni wniosek do Trybunału dowodzi, że nie zrezygnował z marzeń o odegraniu większej roli w polityce i tylko czeka na okazję. A prezes Kaczyński wie o tym i dlatego trzyma go na krótkiej smyczy. Jednak prędzej czy później obaj rzucą się sobie do gardła.

MARTWE KLACZE ŻONY PERKUSISTY ROLLING STONES TO ZA MAŁO. CZAS JESZCZE NA ZAKAZ WJAZDU DLA JAGGERA.

c2q2avpwgaaktip

DLA TYCH PANÓW, KTÓRZY TAK BARDZO NIENAWIDZĄ ORKIESTRY.

c2ohlawxcaa8el7

W TVP ANI SŁOWA O NAJWIĘKSZEJ AKCJI NA ŚWIECIE. DNO!!!

c2qsljzxuaagyfw

Waldemar Mystkowski pisze o związkach Kaczyńskiego z Donaldem Trumpem.

kaczynski-i-trump

Polskę czeka dekoniunktura, wszystko, co najlepsze mamy za sobą. Przed nami niepewność, co do sytuacji wewnętrznej, ale jeszcze bardziej – zewnętrznej. To, że Jarosław Kaczyński chce się zainstalować na zawsze, jako rządzący, nie ulega wątpliwości. Raczy nam serwować, jak to będzie przebiegać, małymi częściami, które następnie są uchwalane i zatwierdzane przez prawo. To ostatnie jeszcze nie zostało do końca spacyfikowane, lecz to kwestia czasu.

Kaczyński zapowiedział majstrowanie przy ordynacji wyborczej, bo „są bardzo oczekiwane przez społeczeństwo”. Co ulegnie zmianie? Na pewno nie to, co dzisiaj zapowiada, zmiana granic okręgów wyborczych. Gdyż ta zasada nie wprowadzi istotnych zmian w wyborach, niewielkie korekty, kto zostanie przedstawicielem. Istotą będzie infrastruktura wyborcza, komisje wyborcze, które dostaną Julie Przyłębskie na poziomie lokalnym, sprawdzające „ruchy kontroli wyborów”, dostęp ich do urn wyborczych, są to żołnierze PiS, którzy przeszli chrzest bojowy podczas ostatnich wyborów. Karne osoby reagujące niczym psy Pawłowa. Istotny też będzie sposób liczenia głosów, który znajdzie miejsce poza „zasięgiem kontroli”, jak przewóz niepoliczonych kart wyborczych w miejsca „sprzyjające demokracji”.

Kaczyński też rozprawi się ze społeczeństwem obywatelskim przynajmniej dwutorowo. Poprzez ustawy o zgromadzeniach, aby im zapobiegać. Zaś organizacje pozarządowe uczyni rządowymi. Nie bez znaczenia jest walka ad personam, na wszelkich Kijowskich będą wyciągane faktury – metody nieważne, liczą się efekty.

Kaczyńskiemu sprzyja świat zewnętrzny, Unia Europejska pogrąży się w większym kryzysie niż obecny. Zapowiada to amerykański Kaczyński, Donald Trump. Nowy prezydent amerykański uznał UE jako „instrument niemieckiej dominacji”. Nie, nie powiedział tego Kaczyński z Nowogrodzkiej, powiedział to Kaczyński z Białego Domu w Waszyngtonie. Tamten Kaczyński stwierdził, że Unia została stworzona po to przez Berlin (powinno być zdaje się Bonn), aby rywalizować z Ameryką w handlu międzynarodowym. Nijak się to ma z prawdą historyczną, ale Trumpowi nie chodzi o żadną prawdę (jak Kaczyńskiemu), chodzi o fakty dokonujące się.

W polityce będzie coraz mniej rozumu, a coraz więcej interesów partyjnych i personalnych. Kto wejdzie na miejsce Unii Europejskiej wg Kaczyńskiego z Waszyngtonu? Rosja, z którą zamierza robić interesy. Jakie można robić interesy z Rosją? Eksportować wartości rosyjskie, które nijak się mają do zachodnich standardów demokratycznych. No, można jeszcze eksportować kopaliny, ale raczej do tej pory USA w surowcach konkurowała.

Kogo interesy w USA reprezentuje Trump? Chyba jest oczywiste. A retoryka Trumpa co do NATO jest godna jankeskiego Kononowicza: „NATO jest przestarzałe po pierwsze dlatego, że zostało wymyślone wiele, wiele lat temu”.

Europa bez wsparcia USA pogrążała się w nacjonalizmach, a te krwawo walczyły ze sobą. Dlatego będą rosnąć w siłę wszelacy Kaczyńscy. W jakimś sensie jesteśmy prekursorami, ubiegli nas tylko Putin, Łukaszenka, Janukowycz (ten chwilowo uszedł z życiem), Orban.

Kaczyński jest w czołówce prekursorów i zmierza tam, gdzie wzmiankowani, jeszcze ma kiepskie stosunki z Putinem, ale tylko dlatego, że prezes PiS jest zakładnikiem mitu smoleńskiego, ten zostanie zmodyfikowany i otworzy kierunek kremlowski.

Kaczyńskiemu wiedzie się, bo gdyby nie wygrana Trumpa za Oceanem, jego los byłby przesądzony, a prezes PiS przetrącony. Za sprawą decyzji wyborców amerykańskich jest odwrotnie, Polacy są przetrąceni, a Kaczyński będzie snuł kolejne wizje, jak wziąć naród za mordę.

Piszę „Kaczyński”, bo on sformatował podobnych sobie Polaków. Demokracji będzie ubywać, a przybywać kaczyzmu, lokalnego putinizmu, trumpizmu, łukaszenizmu, orbanizmu. To nas czeka, bo jak to określa prezes, „są bardzo oczekiwane przez społeczeństwo”: kaganiec i kajdany.

DUŻE SERCE DLA PROFESORA RZEPLIŃSKIEGO! I DLA WSZYSTKICH WOLONTARIUSZY WOŚP!!!

c2ol0goxaaepl_p

WIELU KSIĘŻY ZACHOWAŁO SIĘ TAK, ŻE ZASŁUGUJĄ NA TEN ŻART HERLA.

c2oiuz7wgaa-qt6

>>>

JUŻ DRUGI ROK MACIEREWICZ ROBI WSZYSTKO, ABY ORKIESTRA NIE MOGŁA ZAGRAĆ. WSTYD, WIELKI WSTYD. ARMIA TEŻ JEST UTRZYMYWANA Z NASZYCH PODATKÓW.

c2fx3wbxeaejnck

Adam Michnik na spotkaniu w Łodzi powiedział kilka prawd o polskiej sytuaji i polityce.

gazeta-wyborcza

Duża sala Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi wypełniła się po brzegi. Publiczności nie przyciągnęła tym razem kolejna premiera, ale spotkanie z cyklu „Wyborcza na żywo” współorganizowane z Komitetem Obrony Demokracji. Gościem był Adam Michnik, opozycjonista, intelektualista i publicysta oraz założyciel i naczelny „Gazety Wyborczej”. Rozmawiał z nim doktor Andrzej Kompa, historyk i wykładowca.

Kłamią, żeby nie wyjść z wprawy

Jak Adam Michnik odbiera sposób, w jaki jego wizerunek kreuje m.in. Telewizja Publiczna? – Poczułem się jak na własnym pogrzebie. A to, że jestem złym człowiekiem, wiem od dawna. Czytanie o sobie mnie już nudzi. Gdyby „Gazeta Polska” i media ojca Rydzyka zaczęły mnie chwalić, byłoby sensacją. Ale wolę być niekomplementowany przez te kręgi – żartował naczelny „Wyborczej”.

Zdaniem Michnika są odważni historycy, którzy nie pozwolą na fałszowanie obrazu przeszłości, a Polacy nie są narodem idiotów i obóz rządzący, prędzej czy później, przegra. Barwnie ocenił język tzw. dobrej zmiany: – To bolszewicka propaganda. To wszystko było. PiS nie wymyśla niczego oryginalnego. Jest mało kreatywny. Kłamią, żeby nie wyjść z wprawy. Czego się dotkną, to psują.

– Ale dlaczego Polacy popierają obóz rządzący? – dopytywał prowadzący dyskusję. – Szklanka jest do połowy pełna. Widzę duży opór. Czarny protest doprowadził do tego, że politycy musieli wycofać się z wprowadzenia barbarzyńskiej ustawy antyaborcyjnej. Sympatycy dobrej zmiany to margines. Spójrzmy na środowisko prawników. Wcześniej w historii konformistyczne. Teraz solidarnie są przeciw temu, co dzieje się z Trybunałem Konstytucyjnym.

Państwo putinowskie

A czy można było zapobiec zwycięstwu PiS w 2015 roku? – Zamiast czytać Kartezjusza i pić wódkę, należało jeździć od gminy do gminy i mówić, co się im szykuje.

Prognozy? – Robią państwo putinowskie. Kaczyński jest jak rower. Musi jechać, bo inaczej się wywróci. Nie zatrzyma się. Im dłużej będzie rządzić, Polska będzie stawać się coraz bardziej chorym członkiem Europy. Ale rośnie sprzeciw. Jestem pewien, że nie wygrają wyborów. Zasadniczą rzeczą jest odsunięcie PiS od władzy. Wszystkie partykularne cele liderów opozycji muszą być temu podporządkowane.

Michnik obawia się jednak scenariusza Majdanu. Jego zdaniem Jarosław Kaczyński nie ma zahamowań i zareaguje ostrzej niż Wiktor Janukowycz w pierwszych dniach Rewolucji Godności.

Twierdzi również, że przed Polakami trudny dialog: – Ludzie PiS nie są ludźmi rozmowy. Powtarzają wciąż to samo. Jakby czytali z kartki. Jak można wierzyć w bombę, której nie było? Brzozę i puszki coca-coli.

Jak jednym słowem określiłby sytuację w Polsce? – Nie użyłbym słowa „faszyzm”, choć widzimy jego przejawy, chociażby na przykładzie księdza Międlara. Może jedwabna dyktatura. Albo, idąc za Umberto Eco, pełzający zamach stanu.

Nacjo-katolicyzm

– Ale czy to nie my tworzymy wielkiego Kaczyńskiego? – zastanawiał się Andrzej Kompa. – Nie wydaje mi się. Osiągnął olbrzymi sukces. Jako pierwszy stworzył potężny i karny obóz, zlepek nacjo-katolicyzmu, szowinizmu, prowincjonalizmu i ksenofobii. Wszczepiał latami jad nienawiści, agresji i mściwości. Był wybitnym trucicielem. Prawie co trzeci Polak go popiera. Może zniszczyć sukces ostatnich 25 lat. Ale kiedy patrzę na Ludwika Dorna, widzę, że pisizm jest uleczalny. Przemówił ludzkim głosem, jak zwierzęta w Wigilię – kontrował Michnik.

A sukces 500 plus? Naczelny „Wyborczej” mówił, że dla wielu Polaków to bardzo ważny program, bo ktoś wreszcie ich zauważył. To lekcja którą powinna odrobić demokracja. – Trzeba pomyśleć nad zmianą języka. Teraz potrzebowalibyśmy Jacka Kuronia. Cenię Leszka Balcerowicza, ale trzymał się zasady, że musi się zgadzać rachunek ekonomiczny. Ale społeczny to przecież coś zupełnie innego. Trzeba rozmawiać z elektoratem PiS, bo obawiam się, żeby nie skierował się ku nacjonalistom. Nie mówię, że Kaczyński jest faszystą, ale otwiera im bramy.

Nie zabrakło komentarza do aktywności radykalnej prawicy. – Postępuje rehabilitacja nie tylko nacjonalizmu, ale szowinizmu i rasizmu. To dobrze brzmi, że jesteśmy permanentną ofiarą. Jeśli zwycięży ten dyskurs, Polska sobie sama strzeli w stopę.

Andrzej Kompa pytał też o rolę Kościoła. Adam Michnik: – Kiedy wasz dotychczasowy łódzki biskup, filozof zajmujący się naukowo spotkaniem z Innym, mówi, że źródłem całego zła jest jeden z moich artykułów, to jest niepojęte. Kościół w Polsce znalazł się w największym kryzysie od czasów reformacji. Zamiast Ewangelii mamy Telewizję Trwam i Radio Maryja. Uchowaj nas Boże od takiej pobożności, jak pisał Krasicki.

NIE ZDZIWMY SIĘ, JEŚLI W TYM ROKU RZĄD WYTRANSFERUJE DO TORUNIA KOLEJNYCH KILKADZIESIĄT MILIONÓW.

c2e8cbrxaaa_po9

Jarosław Kaczyński chce pozbyć się Zbigniewa Ziobry, więc nie przyklasnął jego wnioskowi do Trybunału Konstytucyjnego, aby pozbyć się sędziów TK wybranych w 2010 roku

kaczynski

• Trybunał Konstytucyjny decyzji Sejmu nie ocenia – powiedział prezes PiS
• Zdaniem Kaczyńskiego przekraczałoby to kompetencje Trybunału
• W ten sposób odniósł się do wniosku Zbigniewa Ziobro ws. wyboru sędziów

c2f_qdcwgaa-ptw

– No cóż, Prokurator Generalny sam podejmuje decyzje i nie mnie to oceniać. Ja tylko mogę powiedzieć, jako prawnik, że wydaje mi się, że Trybunał tutaj będzie musiał przyjąć stanowisko, które sprowadza się do tego, że nie ma możliwości oceniania decyzji Sejmu. Ta decyzja być może była wadliwa z punktu widzenia formalnego, no ale Trybunał takiej decyzji po prostu nie ocenia. To przekracza jego kompetencje. Osobiście nie sądzę, aby tym sędziom cokolwiek groziło – powiedział Jarosław Kaczyński. Tak skomentował wniosek Prokuratora Generalnego do Trybunału Konstytucyjnego.

Kleofas Wieniawa komentuje posunięcie prezesa PiS.

kaczynski-daje

Kto Zbigniewowi Ziobrze podsunął pomysł, aby skierować wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją wyboru trzech sędziów TK w 2010 roku.

Ewidentnie głosowano indywidualnie, acz zapisano to w jednej uchwale. En bloc byłoby, gdyby wszystkie nazwiska za jednym zamachem poddano głosowaniu, a tym samym wszyscy otrzymaliby taką samą ilość głosów.

Były szef Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński uważa, że Ziobrze wniosek pisał ktoś z pisowskich sędziów TK. Czyli – albo Julia Przyłębska, albo Mariusz Muszyński.

Coś jest na rzeczy. A to znaczyłoby, iż Ziobro grał w ciemno na wygraną.

Dlaczego jednak taki szacher-macher nie podoba się Jarosławowi Kaczyńskiemu, który już podpowiedział Trybunałowi Konstytucyjnemu sentencję wyroku w tej sprawie:

„Ta decyzja być może była wadliwa z punktu widzenia formalnego, no ale Trybunał takiej decyzji po prostu nie ocenia. To przekracza jego kompetencje. Osobiście nie sądzę, aby tym sędziom cokolwiek groziło”.

To znaczy, że Ziobro idzie w odstawkę.

Jak widzimy, Kaczyński decyduje za wszystkich, sam jest chodzącą Konstytucją i chodzącą Mądrością, jak Budda. Zaś wybitny pisarz Józef Hen uważa, że Kaczyński traktuje swoich posłów niczym kapral z wojska. Dlaczego? Bo to maniak.

c2fux3jxeaeet4b

Rzepliński: Mamy kontrrewolucję. Dla mnie to realna Targowica

– Mamy kontrrewolucję, czyli mamy ostry marsz w kierunku samodzierżawia, władzy jednostki. Cofamy się 226 lat, przed Konstytucję 3 maja, która wyraźnie wprowadziła trójpodział władz. Ówcześni twórcy naszej konstytucji napisali, że to ma być władza niezawisła i odrębna. A tego już nie ma. To bolszewizacja struktur państwa w kierunku władzy jednostki, bez odrębnej władzy sądowniczej – mówił Andrzej Rzepliński w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską w „Faktach po faktach” TVN24.

Jak mówił dalej, sędziowie i posłowie są dziś „straszeni kryminałem”. – To dla mnie realna Targowica. To parcie na wschód. Tak jak wtedy, zdrajcy parli na Wschód pod parasol rosyjski.

c2f6asawgaatf1_

Rzepliński: Muszyński wysłał do ETS pismo, w którym informuje, że de facto to on kieruje TK

– Julia Przyłębska nie jest prezesem Trybunału. Jest tą panią, która była najpierw komisarzem politycznym Trybunału, a potem uzurpatorem tej funkcji. Została wybrana niezgodnie z Konstytucją i ustawą, która byłą oczywiście niekonstytucyjna, bo w przypadku wakatu na urzędzie prezesa Trybunału automatycznie – to wynika wprost z Konstytucji – ten urząd pełni wiceprezes Trybunału. Ta pani, ten pan, którego ona uczyniła faktycznym prezesem TK, dzisiaj się dowiedziałem z sekretariatu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, że wysłał pismo do prezesa ETS, że na mocy decyzji tej pani, on jest urzędującym, sprawującym funkcje. Tak, ten pan sędzia Muszyński – mówił dalej Rzepliński w rozmowie z Kolendą-Zaleską.

c2etrhhxuaqqs_j

Jak długo władza będzie się zasłaniała groteskową wiarą na pokaz?

c2eim7xxcaevoog

Waldemar Mystkowski pisze gorzko o opozycji w kontekście wizyty Angeli Merkel w Warszawie.

Kaczyński otwiera ramiona dla Merkel na Nowogrodzkiej

c15zwpcwgaau4zt

Zapowiadanych jest kilka ważnych wizyt polityków niemieckich w Warszawie.  Franka-Waltera Steinmeiera, który w lutym zostanie nowym prezydentem Niemiec, Martina Schulza, szczerze przez rząd pisowski znienawidzonego szefa Parlamentu Europejskiego, który wskoczy na fotel szefa dyplomacji u naszych sąsiadów zza Odry, ale przede wszystkim z utęsknieniem wypatrywana jest nad Wisłą kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Merkel, która staje na czele liberalnego Zachodu, bo świat patrzy z przerażeniem na Donalda Trumpa, nowy prezydent USA może wyprzedać wartości zachodnie za garść rubli, bądź juanów. Trump to zagrożenie dla demokracji wielokroć większe, niż Jarosław Kaczyński. Zachód się pociesza, że USA ma tak silnie zakorzenione standardy demokratyczne, że jeden Trump niczego złego nie wieści. Ale tak mówiono przed I wojną światową, a także II światową.

Demokracja USA dostawała politycznej katatonii, separowała się od świata, dopiero zagrożenie budziło Jankesów z wsobnego letargu. Zachód jakoby dzisiaj miał odchodzić od liberalnej demokracji, miałby to wyczuć Trump, a wcześniej „geniusz” z Nowogrodzkiej.

Cywilizacja zachodnia wielokroć odchodziła od swych standardów, ale szybko do nich wracała, bo niczego lepszego nie zna niż własna kultura, kapitalizm i demokracja. To Zachód jest rozsadnikiem wartości i tak pozostanie po obecnym kryzysie, acz wielu wyniesionych na szczyty władzy lokalnych despotów dopuści się demolek na substancjach własnego narodu. Tak może być w USA, w innych krajach europejskich, bo wchodzimy w okres procedur wyborów demokratycznych. Demolki od roku doświadczamy w Polsce, trochę nam wobec niej te nieposłuszeństwo obywatelskie opatrzyło się, wyhodowaliśmy kilka aferek własnych, zaczęliśmy kręcić się wokól własnego ogona buntu, a Kaczyński robi swoje.

Kaczyński też oswoił ruiny, a w zasadzie uczynił je elementem pejzażu władzy. Trybunał Konstytucyjny jest dla niego zbędny, bo prawo i tak powstaje wg jego woli, widzimisię, zdaje się, że Parlament też przechodzi z jednej sfery reprezentowania społeczeństwa do decorum fasady. Opozycja ostatnio podskakiwała sobie w proteście na sali sejmowej, zmęczyła się i rozeszła, a partia Kaczyńskiego zaklepała felerną ustawę budżetową poprzez Senat i długopis Andrzeja Dudy. I zobaczcie! – żadnym większym echem nie odbiło się to w agencjach ratingowych, które nie obniżyły prognóz dla naszych papierów dłużnych.

Kaczystowski autokratyzm jest przyswajany przez elity nad Wisłą, Wartą i Odrą, a za tą ostatnią rzeką graniczną traktowany, jako wybór Polaków. Niechciany wybór, ale nad Sprewą nie wtrącają się w wewnętrzne sprawy Polski, tym bardziej, że materia demokratyczna jest w tej chwili szczególnie krucha niemal wszędzie, a Merkel zaczyna być powszechnie uważana za globalną przywódczynię liberalnej demokracji.

Kanclerz Merkel przyjeżdża do Warszawy 7 lutego. Niewątpliwie PiS zechce to w swoim stylu spożytkować, na użytek wewnętrzy, jako sukces i „powstanie z kolan”, a także legitymizowanie na Zachodzie niecodziennej władzy, która objawia się tym, że poseł Kaczyński jest władcą nad prezydentem RP i premierem rządu polskiego.

Świat się zbytnio nie oglada na sytuację w Polsce, wykonał kilka gestów nagannnych w stosunku do PiS, ale od naprawy Rzeczpospolitej są Polacy, a nie nawet najbardziej życzliwe nam zachodnie rządy, międzynarodowe instytucje. A tymczasem Kaczynski „konsumuje” swoją władzę w kraju. Śmiejemy sie z polskiej dyplomacji i słusznie, której ostatni „sukces” – nawiązanie stosunków dyplomatycznych z San Escobar – obiegł świat rechotem. ale mimo kabaretu życie dalej się toczy.

Waszczykowski i jego ludzie, w tym ambsador w Niemczech Andrzej Przyłębski (tak, tak, mąż Przyłębskiej) zabiegają o to, że wizytująca w Warszawie kanclerz Niemiec Merkel rozmawiała nie tylko z prezydentem i premier, ale przede wszystkim, aby ucięłą sobie rozmowę z ich zwierzchnikiem posłem Kaczyńskim. I to na Nowogrodzkiej.

Można sobie wyobrazić, gdy to tego dojdzie, bo tak może się stać, jakie będzie walenie w tamtamy w mediach pisowskich. Trąby jerychońskie przy zawodzeniu propagandystów od Jacka Kurskiego, to będą ledwie jakieś dziecięce piszczałki.

Jeszcze niedawno można było mieć nadzieję, że kanclerz Merkel dla równowagi w naturze demokratycznej porozmawia z Grzegorzem Schetyną, może z Ryszardem Petru, a jeszcze pół roku temu stawiałbym na dialog z Mateuszem Kijowskim. Ale w ostatnim czasie tak się porobiło, że – nazwę to eufemistycznie – pogmatwało. Kto jest winien takiej sytuacji, by nie nazwać degradacji? My, my sami taki sobie gotujemy los, a Kaczyński – ćóż – jeżeli na to mu się pozwala, to on „uczynnie” z tych darów korzysta.

Zachód oswaja się z polską demokraturą, bo opozycja i społeczeństwo obywatelskie na to pozwalają, a to Maderami Petru, fakturkami Kijowskiego, Schetyna ostatnio niczego nie wymodził, ale kończąc pisanie powyższego wcale nie jestem pewien, czy nie „zawiedzie”.

c2f7x6_weaensrj

ŻADEN PiSIOR NIE ZROBIŁ WIĘCEJ DLA POLAKÓW NIŻ TEN JEDEN CZŁOWIEK. SZACUNEK WIELKI DLA JURKA!

c2gahreweaeozd3

c1_pss0xaaaqxvu

JEST KOLEJNY DONOS NA TVN. PiS Z ŁATWOŚCIĄ WZNOSI SIĘ NA SZCZYTY ABSURDU.

c1_u0kpwiai0zic

Agnieszka Kublik rozmawia o sytuacji prawnej w Polsce z prof. Mikołajem Cześnikiem („Wyborcza”): Nie jesteśmy samotną wyspą, międzynarodowa opinia publiczna wie, że Trybunał Konstytucyjny to dziś fasada. Z budżetem mogą być podobne problemy…

moze-pis

Agnieszka Kublik: Marszałek Sejmu Marek Kuchciński otworzył posiedzenie Sejmu fortelem. Po upamiętnieniu chwilą ciszy zmarłych niedawno posłów zamknął posiedzenie do czwartku.

Prof. Mikołaj Cześnik, dyrektor Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS: – Jeśli to był fortel, to jest to bardzo przykre. A które posiedzenie marszałek otworzył?

Są wątpliwości…

– PO, Nowoczesna i PSL uważają, że 16 grudnia nie zostało zamknięte 33. posiedzenie Sejmu. I że budżet nie został przegłosowany.

PiS twierdzi, że 34. A Senat przyjął budżet. Bez poprawek. Więc pewnie za chwilę wyląduje na biurku prezydenta…

– …który go podpisze, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Czyli opozycja batalię o budżet przegrała.

– Na pewno przegrała Polska. Opozycja tego budżetu nie będzie uznawała. Podobnie jest z Trybunałem Konstytucyjnym – zasiadają w nim sędziowie, którzy zgodnie z wyrokiem tegoż Trybunału zostali wybrani wadliwie, bo na zajęte już miejsca. Sytuacja się niesłychanie skomplikowała. Na podstawie budżetu organa państwa będą podejmowały decyzje, które kiedyś mogą zostać uchylone. To spowoduje gigantyczny bałagan. Co będzie, gdy za trzy lata PiS przegra wybory i kolejny Sejm uzna ten budżet za uchwalony wadliwie? To może być ogromny problem dla inwestorów zagranicznych. Pieniądze lubią spokój i ciszę. Inwestorzy mogą zacząć Polskę omijać, bać się tu inwestować, ryzykować. Nasza sytuacja gospodarcza może się gwałtownie pogorszyć.

PiS proponuje, by to Trybunał Konstytucyjny skontrolował proces legislacyjny nad budżetem. To sprytne zagranie? TK najpewniej powie, że wszystko jest zgodne z konstytucją.

– To jest fałszywy legalizm. Np. Krzysztof Wyszkowski nie ma wyższego wykształcenia, nie może zasiadać w gremiach IPN. Problem? Nie, wystarczy zmienić ustawę. Trybunał też już został zmieniony. I może legalizować to, co się stało w Sejmie. Ale nie jesteśmy samotną wyspą, międzynarodowa opinia publiczna wie, że Trybunał to dziś fasada. Z budżetem mogą być podobne problemy…

Mam wrażenie, że PiS uwierzył w swoją narrację, że wygrali wybory i mogą wszystko, a opozycja to nieliczna grupa frustratów.

Na pewno jego wyborcy w to wierzą. Ten kryzys trwa od ponad roku. Co dalej?

– Nie widać, by coś się miało zmienić. Może PiS się troszkę cofnie.

W czym?

– Nie wiem, w jakimś drobiazgu. Bo wiosną osią konfliktu może być edukacja i strajk nauczycieli. Wiele wskazuje na to, że Jarosław Kaczyński to wie. Wojna w Sejmie i na ulicy o gimnazja to może być za dużo. Ale chyba już mało kto rozumie, co robi prezes PiS.

ANTONI CHCE ZRÓWNAĆ POMOC 3 OSOBOM Z POMOCĄ DLA SETEK TYSIĘCY DZIECI I STARCÓW? Ktoś tu upadł na głowę. I to mocno.

c2ac7-pw8amlwot

MISTRZ CIĘTEJ RIPOSTY! CZAPKI Z GŁÓW.

c2ahzwgxuaa5zlh

Paweł Wroński uważa, że demokracji jest coraz mniej, jak na lekarstwo.

WSTYD I JESZCZE RAZ WSTYD !!! Kielce i całe świętokrzyskie wstydzi się za pisowskiego wojewodę.

c2adk3_xeaagmsg

Demokracja parlamentarna w Polsce jest wygaszana

Istotą przegranego sejmowego protestu opozycji nie jest to, kto zyskał, ale jak to wpływa na losy kraju. Największym przegranym jest polska demokracja parlamentarna.

ile-brakuje

 Zawieszenie protestu w sprawie głosowania budżetowego 16 grudnia przez Platformę Obywatelską można rozpatrywać w kategoriach: kto zyskał, kto stracił.

PiS może odczuwać satysfakcję z wygranej. Przeforsował swoje rozwiązanie siłą, przegłosowując budżet blokowo, bez poprawek i dyskusji, najpierw w Sali Kolumnowej, potem w Senacie. Teraz lider PiS Jarosław Kaczyński oraz szef MSWiA Mariusz Błaszczak straszą protestujących posłów prokuratorem, 10-letnimi wyrokami i zaostrzeniem regulaminu Sejmu, tak by jednoznacznie zakazywał blokowania mównicy.

Kaczyński i PiS przekonują, że Polska obecnie ma głównie problem z opozycją, która musi „wrócić do cywilizowanych norm”. Każda partia rządząca ma „problem z opozycją”, partia totalitarna rozwiązuje problemy z opozycją groźbą więzienia lub więzieniem.

Opozycja może czuć się przegrana. Protest nie doprowadził do zrealizowania jej postulatu – by budżet uchwalony w wątpliwym trybie został ponownie przegłosowany. Po proteście PO, Nowoczesna i PSL – chwilowo scalone – pozostają rozbite, niezdolne do wspólnego działania, bez jasnego planu, poróżnione rywalizacją liderów.

Wygrały, przynajmniej na pewien czas, wolne media, których z powodu protestu PO, Nowoczesnej i PSL nie dotkną ograniczenia zaplanowane przez marszałka Marka Kuchcińskiego.

Ewidentnym przegranym pozostaje sam pisowski marszałek Kuchciński, który nierozważnymi decyzjami związanymi z nieregulaminowym wykluczeniem posła PO Michała Szczerby doprowadził do kryzysu, a potem nie był w stanie go rozwiązać. Zawiódł wszystkich posłów, a swoją nieudolnością szczególnie jednego – Jarosława Kaczyńskiego.

Dyskusja o polityce nie może jednak polegać na ocenie wedle wrażeń artystycznych. Istotą nie jest bowiem to, kto zyskał, ale – jak to wpływa na losy kraju. Diagnoza jest pesymistyczna. Największym przegranym jest system polskiej demokracji parlamentarnej.

Istotą parlamentaryzmu jest debata. Ścieranie się poglądów w imię interesu państwa. Rację może tu mieć rząd, opozycja, a nawet pojedynczy poseł, zwłaszcza wtedy gdy chodzi o pieniądze obywateli podatników. To czasami nie jest estetyczne, ale to sól demokracji.

PiS dowiódł, że do uchwalenia kluczowej ustawy, jaką jest budżet, opozycji nie potrzebuje. Po tym, co się stało, w każdej chwili, w dowolnym miejscu posiedzenie klubu PiS może się przekształcić w posiedzenie plenarne Sejmu. PiS samodzielnie może uchwalić każdą ustawę, praktycznie bez żadnego sprzeciwu.

Kolejnym zagrożeniem jest wprowadzona w tych głosowaniach praktyka blokowania wszystkich poprawek, bez względu na to, kto je zgłasza i czego dotyczą. To już dyskusję wyklucza zupełnie. Wtedy ani opozycyjna partia, ani pojedynczy poseł, ani też rząd nie zdołają obywatelom wykazać, czy mają rację, czy nie.

Jeśli PiS utrzyma taką praktykę stanowienia prawa, jaką zaprezentował 16 grudnia, a dodatkowo chce posłuszeństwo opozycji wymuszać za pomocą podległych ministrowi Ziobrze prokuratorów – to 27-letni romans Polski z demokracją parlamentarną będzie można uznać za zakończony.

marcin-matczak

• Minister sprawiedliwości zaskarżył do TK uchwały o wyborze 3 sędziów
• Chodzi o sędziów Rymara, Tuleję i Zubika, wybranych w 2010 roku
• PiS może usunąć tych sędziów i wprowadzić nowych – ocenia profesor prawa

Zbigniew Ziobro zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego wybór trzech sędziów TK w 2010 r.: Stanisława Rymara, Piotra Tulei i Marka Zubika. Wniosek dotyczy uchwały Sejmu z 26 listopada 2010 r. w sprawie wyboru tych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jeden z zapisów Konstytucji, wskazanych jako podstawa wniosku, mówi, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. „Ziobro uważa, że sędziowie zostali wybrani niezgodnie z prawem, bo stało się to w jednym głosowaniu, a każdy z nich powinien zostać osobno zatwierdzony przez Sejm”

c2c9qkdwiaaukjj

NA TAKĄ OPOZYCJĘ CZEKALIŚMY

petru

Petru: Przeszliśmy z kryzysu parlamentarnego na kryzys budżetowy

Kryzys parlamentarny został zażegnany, budżetowy – nie. Przeszliśmy z kryzysu parlamentarnego na kryzys budżetowy. Będziemy pokazywać, jak niebezpieczny jest nielegalnie przyjęty budżet. Na świecie to widać i jest problem z tym, że nie wiadomo, czy głosowanie było jawne. Widać, że się nie dogadano i na kogo spada odpowiedzialność? Na PiS. Gdybym był premierem, na miejscu Beaty Szydło bałbym się funkcjonować jako premier w kraju, gdzie budżet może być w przyszłości zakwestionowany – mówił Ryszard Petru w rozmowie z Beatą Lubecką w „Gościu Wydarzeń” Polsat News.

ROK TEMU POSEŁ PIĘTA PRZYCZYNIŁ SIĘ DO REKORDU ORKIESTRY. W TYM ROKU BĘDZIE TO TERLIKOWSKI… Dobra zmiana, prawda?

c2ak7lqxeaa1ay4

PIĘKNY SAMOBÓJ MINISTRA ZERO.

c2aes9fwiaavbry

Waldemar Mystkowski pisze o konsekwencjach skierowanie wniosku przez Ziobrę do TK.

chaos

Zbigniew Ziobro zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego ważność wyboru 3 sędziów TK dokonanego przez Sejm w grudniu 2010 roku. Chodzi o sędziów rekomendowanych przez Platformę Obywatelską i PSL, wówczas nie uzyskała wymaganej ilości głosów Krystyna Pawłowicz.

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Ziobro we wniosku powołuje się na Konstytucję, uzasadniając: „Za tym, że uchwała z dnia 26 listopada 2010 r. została przyjęta z naruszeniem Konstytucji RP, przemawia to, iż za jej pomocą dokonano wyboru sędziów TK w jednym głosowaniu. Okoliczność ta sprawia, że istnieje poważna i uzasadniona wątpliwość co do skuteczności wyboru Stanisława Rymara, Piotra Tulei i Marka Zubika na stanowiska sędziów TK”.

Art. 194 Konstytucji stanowi, że „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat”.

Wówczas odbyło się jedno głosowanie, ale każda kandydatura była głosowana imiennie, gdyż każdy z trzech kandydatów dostał inną ilość głosów, a Pawłowicz i kandydat SLD nie uzyskali potrzebnej wielkości. Zatem do interpretacji TK należeć będzie, czy indywidualne znaczy imiennie. Gwoli sprawiedliwości wybrani sędziowie zostali powołani do TK jedną uchwałą.

Wniosek Ziobry kłóci się z jego poglądami, bo rok temu stwierdził w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i”, iż Trybunał Konstytucyjny nie jest uprawniony do tego, aby orzekać o ważności sejmowych uchwał. Jedynym organem uprawnionym do stwierdzenia legalności, kto został wybrany do TK, jest organ kreujący, czyli Sejm. Tak twierdził Ziobro rok temu, teraz zmienił orientację o 180 stopni.

Ale Trybunał Konstytucyjny nie stwierdza, kiedy Ziobro kombinuje i nagina prawo, bo to najwyżej może zrobić indywidualny trybunał sumienia Ziobry, jeżeli takowy posiada.

Jeżeli TK przychyliłby się do wniosku Ziobry, to w orzecznictwie TK nastąpiłoby pandemonium. Unieważnione zostałyby wyroki w ponad 100 sprawach, w których brali udział wspomniani sędziowie, zaś spraw osądzonych w pełnym składzie było 51, w tym tak ważne wyroki, jak delegalizujący stan wojenny, w sprawie kościelno-rządowej Komisji Majątkowej, ordynacji wyborczej do Parlamentu, ogródków działkowych, a także zasad inwigilacji.

W wielu dziedzinach nastąpiłby prawny chaos, jak twierdzą prawnicy na niespotykaną skalę od czasów II wojny światowej.

No, ale czego się nie robi dla woli prezesa, która jest ostatecznym prawem i nieformalną Konstytucją.

c19sb81wqaaghsc

TAKICH DUŻYCH ZWOLNIEŃ JESZCZE W POLSCE NIE BYŁO. Nauczyciele, pracownicy gimnazjów – szukajcie już sobie pracy!!!

c2ahwaawiaadtiu

>>>

tomaszLisNowy

Tomasz Lis stoi ością kaczystom. Jego program „Tomasz Lis na żywo” dobija końca w telewizji publicznej rządzonej przez Jacka Kurskiego.

Lis chce zaprosić do poniedziałkowego „… na żywo” prezesa Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzeja Rzeplińskiego.

Lecz nowy szef „dwójki” nie pozwala. Lis poinformował o tym zddarzeniu na Twitterze:

noiZaczęło

W kolejnym tweecie Lis dopisał: „Przez osiem lat pracowałem z prezesami TVP sympatyzującymi z PiS, PO, SLD i narodowcami. Żaden z nich, mówimy o 303 programach, nie ingerował w skład gości. W skład gości nigdy nie ingerował też żaden z szefów Dwójki. Podkreślam – nigdy!”.

Zaś manifestację KOD skomentował:

„Kolejny wielki sukces KOD. Pytają mnie, dlaczego nie przemawiałem. Doskonale zrobili to inni. A PiS-owscy propagandyści nie mogli użyć podłego argumentu, że ktoś broni koryta”.

demokracja

Szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz w niedzielnym wydaniu dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” podtrzymuje słowa o rządzie PiS:

– Polski rząd uważa swoje zwycięstwo wyborcze za mandat do podporządkowania dobra państwa interesom zwycięskiej partii, jej przekazowi i ludziom. To demokracja prowadzona w stylu Putina i niebezpieczna putinizacja europejskiej polityki.

Kaczyński prowadzi Polskę na Wschód. Czy Polacy na to się zgodzą?

ojBędzie

Zaś Jurek Owsiak apeluje do pisiarni: Nie przeszkadzajcie!

Więcej >>>