Posts Tagged ‘zamach na Kaczyńskiego’

Wspaniały esej Stanisława Skarżyńskiego („Wyborcza”). Strach zatrudniony do polityki okazuje się niezawodny, ponieważ uznanie, że nie było się czego bać, jest przyznaniem się do głupoty i ośmieszeniem.

Masz się bać, bardzo bać. Strach udający rozum tworzy wiernego wyborcę

„Auschwitz w dzisiejszych, niespokojnych czasach to wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli” – ogłosiła Beata Szydło w Oświęcimiu.

To zdanie jest nowym pomnikiem politycznej głupoty. I jeszcze jedno, również ze słownika dwudziestowiecznego faszyzmu, wypowiedziane tego samego dnia: „Mamy prawo, każdy naród, każda cywilizacja, w tym przypadku cywilizacja europejska, bronić się przed zagładą. To, co robią elity zachodniej Europy, jest wstąpieniem na drogę do samozagłady Europy”. Wygłosił je wicepremier Gowin po tym, jak Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom za to, że nie przyjęły uzgodnionej liczby uchodźców.

Łapiemy się za głowy, a przecież to nie powinno dziwić w ogóle, bo polska polityka od lat ewoluuje w stronę nie-wesołego miasteczka, które całe jest tunelem strachów. Prawica bije w tej dyscyplinie wszystkie rekordy – przede wszystkim głupoty – ale na strachu budowany jest również przekaz obrońców demokracji.

Już Machiavelli pouczał, że „przezorny książę powinien obmyśleć sposób, aby obywatele zawsze i w każdej okoliczności odczuwali potrzebę jego rządu, wtedy stale będą mu wierni”.

Uzupełnił to spostrzeżeniem: „Miłość trzymana jest węzłem zobowiązań, który ludzie, ponieważ są nikczemni, zrywają, skoro tylko nadarzy się sposobność osobistej korzyści, natomiast strach jest oparty na obawie kary; ten więc nie zawiedzie nigdy”.

Polityczne wykorzystanie strachu jest możliwe, bo strach przekształca tchórzostwo w racjonalność. Bojąc się, trzeba decydować szybko, gwałtownie, bez sprawdzenia prawdziwości przesłanek, bez oglądania się na konsekwencje.

Tchórz odważny

Wcieleniem postaci mądrego tchórza jest Mariusz Błaszczak, który twierdzi, że polityka PiS w sprawie uchodźców jest „głosem rozsądku”. „Rząd PO-PSL godził się na przyjmowanie tysięcy muzułmańskich emigrantów, godził się na to, by stworzyć w Polsce środowiska, zaplecze, bazy rekrutacyjne dla terrorystów” – opowiadał w radiowej Jedynce.

Przechwycona i wpleciona w strach racjonalność okazuje się w służbie polityki niezawodna, ponieważ uznanie, że nie było się czego bać, jest przyznaniem się do głupoty, ośmieszeniem. Zamieniając strach w racjonalność, angażuje się poczucie własnej wartości. Od tego momentu każdy atak na obiekt strachu jest atakiem na bojącego się.

To nie przypadek, że ci sami politycy, którzy żyją z produkcji strachu, najchętniej sławią odwagę obrońców Westerplatte, bohaterstwo warszawskich powstańców i niezłomność „żołnierzy wyklętych”. Im bardziej bohatera zawiodła racjonalność, tym większa jego wartość dla handlarza strachu. Dlatego nie można się zastanawiać, czy warto było w 1944 roku poświęcić setki tysięcy istnień i obrócić stolicę w gruz albo czy racjonalnie myśleli ludzie, który w 1946 roku chcieli prowadzić partyzancką walkę z ZSRR. Bo to w nich właśnie, nieracjonalnych bohaterów, reprezentantów racjonalnych tchórzy, wcielają się politycy.

Znów Błaszczak, tym razem dla „wSieci”: „Nie zabraknie nam odwagi, nie ściągniemy na Polskę zagrożenia. (…) Nawet jeżeli wyłączymy sprawę zamachów terrorystycznych, to zobaczmy co się dzieje we Francji, w Brukseli. Byłem we czwartek w stolicy Belgii. Na ulicach uzbrojeni żołnierze, opancerzone samochody wojskowe, to wszystko ze względu na zagrożenie, ze względu na to co wiąże się z konsekwencjami samobójczej polityki multi-kulti”.

Tchórz miłosierny

Udając akt rozumu, strach potrafi być aktem miłosierdzia. Niezwykła jest bezsilność papieża i biskupów wobec niechęci do uchodźców, niezdolność do przekonania wiernych, by dostrzegli człowieka w człowieku. Jarosław Mikołajewski słusznie stwierdził, że w procesjach Bożego Ciała idą „praktykujący niewierzący”.

Tajemnicą konfesjonałów pozostanie, czy podczas sakramentów spowiedzi w całej Polsce wszyscy ci, którzy nie chcą przyjęcia uchodźców, klęczą i szepczą księdzu, że zgrzeszyli strachem, nienawiścią do obcych, postawieniem siebie ponad potrzebujących. Czy przestali przyjmować komunię świętą, bo żyją w grzechu, którego nie potrafią pokonać?

Zapewne nie. Pomaga im w tym strach udający racjonalność, który nakazuje doszukiwać się w chrześcijaństwie wątków zwalczania zła oraz uprawnionej samoobrony – i nie słuchać choćby biskupa Pieronka, który w „Kropce nad i” mówił, że „moralnym obowiązkiem chrześcijan w Polsce jest być gościnnym dla tych, którzy uciekają przed śmiercią, przed nędzą, przed wszelkimi prześladowaniami”.

Odpowiedział mu na Facebooku polski katolik i patriota Marian Kowalski: „Ksiądz Pieronek jest notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem i każdy, kto tego łajdaka traktuje poważnie jest człowiekiem nierozsądnym”.

Nie on pierwszy uznał niby-rozsądek za wartość chrześcijańską. Adolf Hitler w 1922 roku też powoływał się na Jezusa Chrystusa: „Chrześcijanin nie ma obowiązku pozwalać, by go oszukiwano. Ma obowiązek walczyć o prawdę, o sprawiedliwość. (…) Gdy widzę ludzi w kolejkach do sklepów i patrzę na ich zmęczone twarze, sądzę, że byłbym nie chrześcijaninem, ale diabłem, gdybym nie zwrócił się, jak nasz Pan dwa tysiące lat temu, przeciwko tym [miał na myśli Żydów] którzy do dziś wykorzystują i grabią tych biedaków”.

I jeszcze, na marginesie – akurat rozsądek nie należy do wartości chrześcijańskich.

Rozum obrażony

Prawicowi intelektualiści znaleźli się za burtą właśnie dlatego, że rozum nie pozwala im przyjąć kłamstw i bredni produkowanych na użytek władzy.

Ostatnio dotknęło to Bartosza Brzyskiego z Klubu Jagiellońskiego. W tekście „Nie mamy już o czym rozmawiać” wspomina innych prawicowych intelektualistów, Piotra Wójcika i Bartłomieja Radziejewskiego, którzy opowiedzieli się za przyjęciem, pod szeregiem warunków, 6142 uchodźców, za co zostali zjechani od góry do dołu.

„Szarańcza, horda, kozojebcy – te zwroty nie tylko odczłowieczającą, ale mogą stanowić pierwszy krok na drodze do społecznej akceptacji przemocy wobec adresatów tych wyrażeń. Pierwsze przypadki idiotycznych ataków na ciemnoskórych właścicieli kebabów w Polsce już odnotowaliśmy” – zauważył słusznie Brzyski.

Jeszcze półtora temu ten publicysta chwalił Orbána za mądrą politykę w sprawie uchodźców i podkreślał, że „żaden z niego faszysta”, bo premier „powiedział wprost, że Węgry przyjmą imigrantów, jeżeli taka decyzja zostanie przegłosowana przez kraje UE”.

Decyzja została przegłosowana, Węgry uchodźców nie przyjęły, więc Orbán okazał się jednak być faszystą. Brzyski ewoluował, bo zachował zdrowy rozum. Właśnie po to, żeby wyborcy tak nie ewoluowali, prawicowcy poszli w handel strachem.

Racjonalni są naiwni

Przypadki Brzyskiego, Radziejewskiego i Wójcika – konserwatystów skazanych, jak to konserwatyści, na ślizganie się po granicy między kulturową arbitralnością, a porządnym myśleniem – pozostaną jednak marginalne.

Również racjonalność ukradziono racjonalnym i zatrudniono w przemyśle nienawiści. Co zresztą Brzyski jasno dostrzega: „A niech się ciapate kurwy smażą – pisze pan Darek Kobra na profilu Marszu Niepodległości. Jego komentarz polubiło już prawie 130 osób. (…) Ludzie pod własnym nazwiskiem nie tylko życzą innym śmierci, ale wprost się cieszą, że obcy im ludzie płoną żywcem. Tych, którzy wzywają do opamiętania, nazywają »naiwnymi«”.

„Naiwność” to kolejne nawiązanie do rozumu, które rozgrywają administratorzy strachu, utwierdzając pożyteczne marionetki w przekonaniu o racjonalności ich prostych obskuranckich sądów. Pojawiło się choćby u kolejnego autorytetu naszych czasów, Mariusza Pudzianowskiego.

Siłacz i wojownik z klatki ostatnio napisał na Facebooku: „W Polsce gospodarzami jesteśmy my i nie zgadzamy się na przymusowe osiedlanie islamskich imigrantów, bo widzimy jakie są tego skutki!”. Dołączony, zupełnie idiotyczny materiał „Wiadomości” TVP o „islamskich imigrantach, prowadzących swoistą inwazję kulturową inwazję na nasz kontynent” obejrzało na koncie „Pudziana” milion ludzi, 10 tysięcy podało go dalej, polubiło 20 tysięcy, napisano ponad 800 komentarzy. 1,5 tysiąca reakcji zebrał Sebastian Marcinik, singiel z Sosnowca, który skomentował, że „Niemcy po raz kolejny zniszczyły Europę niestety ponownie przy śmierci wielu niewinnych ludzi”.

Wątpliwości miało niewielu, na przykład Oskar Zielewski, kibic z Bydgoszczy („mamy przyjąć imigrantów którzy nie są połączeni z państwem islamskim oraz nie są fanatykami tej religii”), ale szybko rozwiewali je – nieustannie w duchu racjonalizmu – inni. Kamil Tomasz Markiewicz, którego życie zmienił hip-hop: „Naprawdę wierzysz, że niemcy pozbędą się tego odsetka „uchodźców”, którzy są poprawnie sprawdzeni i teoretycznie bezpieczni, a sobie zostawią chodzące bomby zegarowe?”

***

Rozum sterowany strachem odbiera polityce wszelką racjonalność. Fakty przestają mieć znaczenie. A są one takie, że terroryzm to nasze ostatnie zmartwienie. Kamil Fejfer w OKO.press policzył kiedyś, że z rąk terrorystów zginęło w ostatnich piętnastu latach tyle Polek i Polaków, ile w 2011 roku utonęło w rowach przydrożnych i melioracyjnych.

Waldemar Mystkowski pisze o zamachu na Kaczyńskiego.

Zamach na Kaczyńskiego służy do tego, aby zamachnąć się na Polskę

Teorie zamachowe PiS ma opanowane w małym palcu, do perfekcji sporządzanie teorii zamachu, zarządzanie teorią poprzez polityków własnej partii i kitowanie nią publiki poprzez swoje media, teraz doszły jeszcze media dawniej publiczne.

Tak przygotowana teoria zamachowa służy konkretnym rozwiązaniom politycznym, które mają podporządkować społeczeństwo, aby zaprowadzić reżim. Nie chcę wybiegać za daleko – acz najwyższa pora, aby jednak to robić – stoimy przed kolejnym przełomem, gdy już PiS zagryzie niezależność sądowniczą. A dokona tego w okresie kanikuły.

Następnie trzeba zniszczyć opozycję, a szczególnie społeczeństwo obywatelskie. Potrwa to jakiś czas, lecz PiS musi się spieszyć, Polacy uśpieni, to Polacy ulegli.

Piszę o najnowszej teorii zamachowej, mianowicie odkryto spisek na życie Jarosława Kaczyńskiego. Zanim przejdę do meritum, proponuje spojrzeć z lotu ptaka na KOD, który w przeciągu roku ze stutysięcznej manifestacji majowej w Warszawie w ubiegłym roku skurczył się do dzisiejszych manifestacji, w których nie można rozpoznać wczorajszej wielkości.

Jak do tego doszło? Po pierwsze, KOD nie składa się z ludzi proweniencji pisowskiej, czyli o skrzywieniu optyki na rzeczywistość, że za wszystkim kryje się jakiś spisek. Błąd? Nie. Ale to zwalnia z krytycznej oceny w stosunku do samego siebie, a gen samozagłady jest wpisany w każdy projekt.

Nie czynię żadnych wpisów na profilach kodowskich na Facebooku. Już w ubiegłym roku usłyszałem o kilku wpisach, o których powiedziałem, iż nie są napisane przez kodowiczów, a kogoś z zewnątrz, a także wyraziłem opinię, iż PiS na pewno zastosował metodę komuszą, wtykania swoich ludzi we wraże szeregi. I pewnie tak było i jest.

Drugie. Gdy wybuchła afera z kwitami Mateusza Kijowskiego, czytałem dwa pierwsze newsy Onetu i „Rzeczpospolitej, w których było widać niefachowość dziennikarską tych portali. Niska jakość biła po rozumie, iż to informacja niepełna i odpowiednio spreparowana. Pomyślałem, że kierownictwo KOD szybko znajdzie odtrutkę na niską jakość profesji żurnalistycznej.

Stało się tak, jak się stało. Ale to my wszyscy ponosimy winę za niską – by nie napisać: denną – jakość życia publicznego i pisania o nim. My, wszyscy, którzy, mamy świadomość słabości naszego społeczeństwa i demokracji.

Oto została zawiązana konstrukcja zamachu na Kaczyńskiego. Jest jakości jak deficytowy umysł Błaszczaka, obleśność Brudzińskiego i amoralność żon Gosiewskiego. W tej teorii zamachu nic nie trzyma się kupy, a nie użyję zwrotu: rozumu, bo obraziłbym największe osiągniecie ewolucji. Lecz przecież nie o to chodzi o żadne wyżyny i wyrafinowanie.

Prezesa życie jest zagrożone! Och, ach, bach! A przecież Kaczyński jest najlepiej chronionym człowiekiem w tej części Europy, a może w całej Europie. Nie dość, że ma prywatną ochronę, ale gdy tylko wyściubi nos z Nowogrodzkiej to ma ochronę, jak podczas ostatniej miesięcznicy, policjantów było więcej niż uczestników pisowskiego jarmarku funeralnego i kontrmanifestantów kontrmiesięcznicy razem wziętych.

„Newsweek” opublikował rzut poziomy pomieszczeń na Nowogrodzkiej, w tym gabinetu prezesa, przy tym opisując, jak wygląda życie codzienne Kaczyńskiego i jego kamaryli w tej twierdzy. Materiał dziennikarsko jest cienki, ale publika wszystko łyka, co dotyczy Kaczyńskiego. Sam też łyknąłem.

Jak „Newsweek” śmiał publikować taki materiał? Więc nie powinno być zdziwienia, że znowu mamy do czynienia, jak z wpisami na facebookowych profilach KOD, łatwo z tego sporządzić potrzebna PiS-owi strawę zamachową.

Partia Kaczyńskiego nie posługuje się żadnymi wyrafinowanymi metodami. Prostactwo – a nie prostota – widoczna już podczas afery podsłuchowej, która tej partii utorowała drogę do władzy była z wielkim prawdopodobieństwem stworzona przez Mariusza Kamińskiego i jego dawnych kolesiów z ABW. Dzisiaj „linie papilarne” – że posłużę się metaforą – także zostawił nieskomplikowany Kamiński i jego ludzie.

Na FB publikowany jest plan siedziby na Nowogrodzkiej, a obok przepis, jak dokonać zamachu na prezesa. Prowokacja czysto komusza, ale taki jest PiS. I padło jeszcze raz na Kijowskiego i jego schizmatyczny KOD – Odnowa. Dlaczego na niego? Bo jest w tej chwili słabszy od Krzysztofa Łozińskiego. Nie o to jednak chodzi, lecz by dopaść Kijowskiego, lecz obojętnie kogo, a następnie w nieodległej perspektywie osiągnąć potrzebne polityczne rozwiązania.

Służby specjalne mogą wejść do „Newsweeka” – przycisnąć dziennikarzy, skąd mają plany Nowogrodzkiej. Można postulować rozwiązanie organizacji społeczeństwa obywatelskiego, najpierw Kijowskiego, a następnie wszelkie inne. Można napisać prawo, które ograniczy, a w rezultacie zniszczy organizacje pozarządowe.

Wzorcem dla PiS ciągle jest Viktor Orban, też zamierzył się na fundusze norweskie, z których finansowane są stowarzyszenia pozarządowe. Nie udało się premierowi Węgier – tak zresztą jak rządowi PiS – to sporządził Orban prawo o organizacjach pozarządowych, które nakłada taki kaganiec na nie, że praktycznie nie będą mogły funkcjonować.

I do tego zmierza Kaczyński i jego kamaryla. Zniszczyć wolność obywatelską i chwycić naród za mordę. Jednym ze środków jest teoria zamachu na Kaczyńskiego.

Kleofas Wieniawa pisze o Trybunale Stanu dla Dudy.

Nocne korespondencje Andrzeja Dudy z Ruchadełkiem leśnym mogą być spowodowane jego strachem przed Trybunałem Stanu.

Strachem podszyte jest jego zachowanie publiczne, aż nadto nienaturalne, przesadzone. A jeżeli dodamy do tego sztampową retorykę, a więc braki intelektualne, to mamy taki, a nie inny obraz dysfunkcji głowy państwa – Adriana.

Już dzisiaj wyniki sondażu dla Dudy są niekorzystne, a gdy PiS odda władzę i opadnie z Dudy blichtr funkcji będą jeszcze gorsze. I postawiony Duda przed Trybunałem Stanu nie dostanie wsparcia protestującego społeczeństwa obywatelskiego, acz niektorzy takie coś, jak Kluby Gazety Polskiej nazywają li tylko szujnią.

Duda wszak może stanąć przed TS choćby za to, że wbrew prawu ułaskawił Mariusza Kamińskiego, faceta z 3,5 letnim wyrokiem nieprawocnym, bez zawiasów. Na miejscu Kamińskiego przygotowywałbym się na kraty, bo w Polsce kiedyś prawo będzie funkcjonować, a po orzeczeniu Sądu Najwyższego wyrok na Kamińskiego stał się prawomocny, bo zrzekł się apelacji. I nie pomoże kasacja.

Badania na zlecenie Wirtualnej Polski, kto w sprawie ułaskawienia Kamińskiego ma rację, ankietowani poparli Dudę w 15 proc., a Sąd Najwyższy w 42 proc.

Polacy więc niespecjalnie dają się robić w bambuko.

Czy Kamiński powinien się podać do dymisji? – to drugie z czterech pytań ankiety. 51 proc. uważa, że Kamiński powinien być wykopany (pośrednio iść do pierdla, bo kto chce rządów kryminalisty), a w obronie Kamińskiego staje tylko 18 proc.

Ankietowani wypowiedzieli się w kluczowej kwestii, czy za Kamińskiego Duda powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Otóż tak – odpowiedziało 36 proc. W obronie Dudy tylko 29 proc., czyli tyle, ile dzisiaj PiS uzyskuje w sondażach.

Wyniki będą jeszcze gorsze, gdy marność Dudy zostanie obnażona, gdy Adrian okaże się nagi. I w tym kontekście rozumiem Dudę, też strach by mnie obleciał i nie mógłbym spać po nocach.

>>>