Posts Tagged ‘Zbigniew Ziobro’

Gliński i Ziobro z Mrożka

Czy Jarosław Kaczyński został listownym melomanem i dlatego zmusił ministra kultury Piotra Glińskiego do odczytania swojego listu podczas Konkursu Chopinowskiego? A może w ten pokrętny sposób daje znać, że żyje. Media światowe w takich przypadkach, zastanawiają się, co się dzieje z Putinem, że przez tydzień nie pokazuje się publicznie. Okazuje się, że Putin poprawiał sobie urodę u chirurga plastycznego, zaś aby udowodnić, że z nim jest wszystko w porządku, pojechał na Syberię, gdzie jako heros rosyjski spływał kajakiem Jenisejem.

U nas też próbowano tej sztuczki, Brudziński zamieszczał na Twitterze zdjęcia prezesa z Beskidów, ale tyle było w nich Photoshopa, że wycofał się. Prezes jednak pojawił się na dwóch spędach, zwanych konwencjami, lecz marniutko wyglądał i niczego ważnego nie powiedział. Za to nie zjawia się w Sejmie, w którym dostaje pensję. W każdym razie świat dowiedział się, że dyktatorek z Żoliborza nadesłał list, a wicepremier przy buczeniu publiczności przeczytał go. Sławomir Mrożek nie żyje, a jednak odbywają się absurdalne spektakle w stylu tego genialnego ironisty.

Prokuratura Zbigniewa Ziobry ściga byłego prokuratora Prokuratury Krajowej, obecnie w stanie spoczynku, Wojciecha Sadrakułę, za to, że ten w ramach akcji Tydzień Konstytucyjny przeprowadził zajęcia z młodzieżą na temat Konstytucji.

Ta władza ma swój zapis. Na cenzurowanym pierwsza jest Konstytucja RP, a drugim dziełem – „Przedwiośnie” Żeromskiego, które w ramach akcji Narodowe Czytanie zostało podane w okrojonej, skróconej wersji. To jest akcja Andrzeja Dudy. Adam Mickiewicz na tamtym świecie powinien się cieszyć, że Duda nie doszedł do niego, bo z pewnością wykreśliłby pierwszy wers „Litwo, ojczyzno moja”.

Reklamy

Zbigniew Ziobro zapowiada, że pójdzie do sądu

Były rzecznik ministra sprawiedliwości Sebastian Kaleta przyznał, że w rejestrze pedofilów „nie znajdują się księża” (tweet z 5 września), gdyż „księża nie popełniają najbrutalniejszych przestępstw (tam się znajdują brutalne gwałty)”. Gwałt na dziecku nie należy do brutalnych? Zaiste, przewrotna to moralność. Kaleta, który zrezygnował z rzecznika na rzecz zasiadania w komisji ds. reprywatyzacji w Warszawie zabezpieczył się w tym tweecie nawiasem, w którym umieścił zastrzeżenie „w rejestrze niejawnym”.

Mniej więcej sens tego jest taki, iż złodziej sądzony o kradzież miliona złotych twierdzi, że nie mógł ukraść miliona, bo jest biedakiem, o czym świadczą jego konta bankowe, na których ma debety. A sąd mówi, że ich śledczy odkrył konto złodzieja w raju podatkowym na Kajmanach, na którym ma ukradziony milion. Złodziej jednak zapiera się, że to konto niejawne.

Otóż jawne jest, że kler dopuszcza się pedofilii (przemocy wobec najsłabszych, wobec dzieci) z racji perturbacji seksualnych spowodowanych celibatem, o czym świadczą „rejestry jawne” w USA, bardzo głośne ujawnione ostatnio akty pedofilii kleru w Pensylwanii (określono to zjawisko jako katolicka mafia pedofilska), także w Irlandii. Pedofilia w tym kraju – już byłym katolickim – spowodowała masowe odejście wiernych z Kościoła.

„Rejestr niejawny” ma taki sam sens, jak biskupi niejawnie przerzucający z parafii do parafii księży pedofilów. Bodaj najpowszechniejszy proceder krycia kumpli w sutannach, zmowa zawodowa klerykalnej kasty. Bliski współpracownik Ziobry twierdzi – logicznie interpretując jego tweeta – że resort ukrywa pedofilów w sutannach na niejawnych rejestrach, o czym pisze w „Wyborczej” Marcin Kącki – „Księża wyjęci z rejestru pedofilów”. Czyli znaleźli się na Kajmanach zakłamania ministerstwa sprawiedliwości.

No i Ziobro obudził się, przeczytał „Wyborczą” i ten magister prawa dostał piany na ustach. Nie jest oczywiście zdolny do stworzenia metafory z Kajmanami, ale do parcianej dosłowności owszem. Mianowicie – do zastraszania. Nazwał artykuł Kąckiego kłamstwem, a innym dziennikarzom i mediom zapowiedział pozwy, jeżeli „rozpowszechniać będę kłamliwe informacje w sprawie”.

Mógłbym zacytować retorykę medialną Ziobry, ale nie narażę czytelników na słowotok ministra (jawną logoreę), w każdym razie zastrasza pójściem do sądów, bo mniema, iż sądy stały się już pisowskie, partyjne. Ale i one zaczynają się wyłamywać spod partyjnego zawłaszczenia pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Ziobro – kozioł ofiarny prezesa, Morawieckiego i Brudzińskiego?

W PiS działa instytucja „transferu”: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Zbigniew Ziobro ma w Sejmie tylko osiem szabel, nie jest to powalająca siła i nie musi chronić go przed odsunięciem od władzy przez prezesa Kaczyńskiego i jego nominatów. Ziobro buduje swoją moc na frontach prokuratorskim i sądowniczym.

Minister sprawiedliwości miał już iść do rekonstrukcji przy zmianie premiera – z Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego, uciekł spod topora, ale co ma wisieć, nie utonie. Czy ta reguła rewolucyjna znajdzie zastosowanie jeszcze podczas rządów PiS, czy dopiero po zmianie władzy?

W każdym razie Ziobro zasłużył na coś więcej niż tylko Trybunał Stanu. W PiS jest postrzegany jako „regularny psychopata” – o czym pisze w „Newsweeku” Cezary Michalski. Psychopata zbiera materiały nie tylko na opozycję, ale i na swoich. Te mogą się przydać, gdy Ziobro znajdzie się pod polityczną pętlą i grunt będzie usuwał mu się spod stóp. Wygląda na to, że Ziobro nie skończy jak normalny człowiek: albo swoi go posadzą, albo opozycja, która dla dobra Polski będzie musiała ukarać przykładnie takich niszczycieli.

Morawiecki to ciągle królik wyciągnięty z kapelusza przez prezesa. Bez wsparcia aparatu partyjnego nic nie może. Zdaje się, że pozyskał dla swoich celów najpotężniejszą postać w PiS po bogu Kaczyńskim, Joachima Brudzińskiego, a ten w żelaznej garści trzyma aparat PiS w terenie.

Kluczem Mateusza Morawieckiego do usunięcia Ziobry może być wsparcie tatusia Kornela, który kilku posłów wyciągnął z Kukiz ’15. Mogliby zastąpić owe 8 szabel Ziobro. Oczywiście jeszcze istnieje instytucja „transferu”, która w PiS działa na zasadzie korupcji: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Ziobro zawiódł w dziele niszczenia opozycji, źle wybrał cel ataku na „totalną opozycję”. Były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Stanisław Gawłowski to bardzo kiepski pomysł, od razu Ziobro powinien się w tym zorientować. Gawłowski najpierw sam zrzekł się immunitetu, w areszcie wydobywczym nie załamał się, po kilku miesiącach wyszedł i opowiedział, jak CBA chciała go korumpować, gdy siedział. Ziobrze nawet nie pomoże prezes Kaczyński, który zapowiedział rozszerzenie zarzutów prokuratorskich w stosunku do Gawłowskiego.

W ogóle mitem okazała się pisowska formuła publicystyczna „przez 8 lat rządów PO-PSL…”. Właśnie za upadek tego mitu Ziobro może beknąć. PiS nie znajduje żadnych haków na poprzedników, elektorat własny może się zniecierpliwić, bo miał dostać igrzyska, a otrzymuje tylko suchary.

W takich strukturach sekciarsko-mafijnych jak PiS winny musi się znaleźć. Ziobrę szykują na kozła ofiarnego. Miał sadzać wrogów politycznych, a ci wychodzą na wolność z aresztów wydobywczych i jego oskarżają. Czuć w PiS bojaźń i drżenie, bo po wyborach nie tylko zawiśnie pętla nad Ziobrą, ale przede wszystkim nad Beatą Szydło, poszczególnymi ministrami i nad prezydentem Dudą.

Polska polityka musi się rozprawić ze swoją ciemną stroną, jaką reprezentuje PiS. Partii Kaczyńskiego nie można rozgrzeszać, iż jest przedstawicielką polskiej bylejakości. Łajdactwo ma być nazwane i osądzone, aby nie ciążyło nad państwowością. W naszych dziejach takie zamiatanie pod dywan skutkowało tym, że traciliśmy niepodległość.

Za sprawą PiS z martwych wstał Bareja

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w stanie zakwestionować wszystko”. Taka obowiązuje w ich świecie logika: mniejszość jest większością, a nawet totalną większością.

Zbigniew Ziobro okazuje się jeszcze bardziej totalny niż senatorowie Karczewski i Bielan. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok przychylający się do wątpliwości wyrażonych przez irlandzki sąd, iż Polak oczekujący na ekstradycję w Irlandii może w Polsce być sądzony w warunkach naruszających praworządność. A minister Ziobro interpretuje postanowienie TSUE: – „Sentencja wyroku Trybunału jest bliska stanowisku rządu polskiego”. Sądzony nie może liczyć na praworządność w Polsce, bo taką wątpliwość zgłosił sąd w Irlandii, ale Ziobro w logice pisowskiej twierdzi coś przeciwnego – bezprawie jest dla niego prawem. Taki jest wszak świat PiS – czarne jest białe.

Kolejny przykład – według PiS 6 tys. zł jest większe niż 15 tysięcy. Jak to możliwe? W maju 2015 roku w szczycie kampanii wyborczej, gdy wypłynęły na wierzch taśmy z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele” ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z byłym szefem CBA opowiadała, że 6 tys. zł to nie są duże pieniądze u władzy.

Politycy PiS byli strasznie oburzeni. Jeszcze niedawno mówili o nadzwyczajnej kaście, gdy I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przyznała w wywiadzie, że za 10 tys. zł można wyżyć tylko na prowincji. A teraz partia Kaczyńskiego ustaliła, iż 15 tys. zł brutto jest progiem wyznaczającym wysoką pensję.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót. Tak powraca z zaświatów Bareja, którego satyra za sprawą PiS przepoczwarzyła się w horror. Nie bądźmy jednak zdziwieni, bo rządzą w kraju politycy, którym z logiką nie jest po drodze. Prezes działa za kulisami, nawet nie pokazuje się rodakom na oczy.

W świecie PiS wszystko jest pozbawione logiki, prawdy. Nie rządzi żaden rozum, ale chore kolano. Nie ma zastosowanie pytanie: „dokąd idziemy?”, ale „dokąd kulejemy, dokąd staczamy się?”

W państwie PiS nienormalność stała się normą

Czteropak PiS na dzień dobry plus zamknięcie ust liderowi opozycji.

PiS dzień w dzień wali w nas czołowo. Staliśmy się niewrażliwi, żyjemy w jakiejś pomroczności, bo nie w jasności. Przyzwyczailiśmy się do tej nierzeczywistości, alternatywności. Nienormalność stała się normą. Dzień w dzień jesteśmy uderzani i coraz bardziej obojętni na to, co wokół nas się dzieje, co dzieje się w Polsce i z Polską.

Dzisiaj PiS zaatakował czteropakiem – i to przed trzynastą, że tak się wyrażę. „Wyborcza” ujawniła jeden z trzech listów byłego szefa GetBacku do Mateusza Morawieckiego. Konrad Kąkolewski pisze o kłopotach finansowych tej spółki, która wspierała tzw. środowisko patriotyczne PiS, wykupiła portfele kredytowe upaństwowionych banków za 4 mld zł. Zaś od roku 2017 – za rządów PiS – wypuściła obligacje na kwotę 2,5 mld zł. GetBack upada i prosi o pomoc premiera ze „środowiska patriotycznego”. Przy GetBacku Amber Gold to mały pikuś.

Z Ministerstwa Zdrowia wyciekły wieści po kontroli NIK, iż doszło w nim do zwyczajnej korupcji. Przetarg na dentobusy był tak ustawiony, aby wygrała go firma, która jako jedyna w ofercie miała pojazdy z podgrzewanymi szybami. Mało tego – zakupiono niepotrzebne nikomu szczepionki, które zaraz stracą termin ważności, a do ideologicznego programu prokreacyjnego zastępującego program zapłodnienia in vitro zgłosiło się tylko 100 par, zamiast 1000. Wydano po przeszło 20 mln zł na każdą z tych trzech inicjatyw, ponadto ceny ich są grubo zawyżone. Ktoś ten ogromny szmal przytulił ciepłą rączką.

Zbigniew Ziobro ma swój udział w czteropaku. Przegrał w sądzie sprawę o kasację wyroku dotyczącego drukarza, który odmówił wykonania usługi – druku plakatów LGBT – zasłaniając się “klauzulą sumienia”, aby nie promować ruchów LGBT. Kasacja została oddalona, wyrok utrzymany. Ziobro uznał, iż sąd dopuścił się gwałtu na wolności i zapowiedział, że nie popuści. Skieruje sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, w którym pani Julia Przyłębska z pewnością zgodzi się z sugestią pana Zbyszka.

No i ostatnia część składowa czteropaku dotyczy stwierdzenia Morawieckiego, zastępującego z powodzeniem prezesa. Premier w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” zaatakował sędziów jednego z sądów krakowskich, których nazwał „zorganizowaną grupą przestępczą”. 13 sędziowskich autorytetów z Warszawy wystosowało do Morawieckiego list otwarty, aby hamował swoje emocje i precyzował zarzuty. Premier szybko doszlusowuje do prezesa, który rzucał podobnymi kalumniami – mordami zdradzieckimi i kanaliami.

Prawda, iż dzień jak co dzień? Jakby tego było mało, Marek Kuchciński wyłączył mikrofon na trybunie sejmowej Grzegorzowi Schetynie, gdy ten domagał się rutynowego prawa do zgłaszania prośby o informację bieżącą. A jest o co pytać, choćby o GetBack, ta władza boi się każdej debaty.

Takim czteropakiem przywalił PiS i do tego zamknął usta liderowi opozycji. Czteropak przywołuje skojarzenia z „Alternatywy 4” Stanisława Barei, tym bardziej że dzisiaj przypada 31 rocznica jego śmierci.

Waldemar Mystkowski pisze o Ziobrze.

„Koń jaki jest, każdy widzi”, czyli rzecz o Zbigniewie Ziobrze

Inteligentniejszym Polakom nie radzę znaleźć się w roli jego interlokutora

Wydawałoby się, że upupienie Zbigniewa Ziobry to żaden problem. Wszak widzimy, jaki on jest. Osoba bez specjalnych walorów intelektualnych i profesjonalnych. Do Ziobry ma zastosowanie jedno z najstarszych polskich powiedzeń, ujęte w pierwszej narodowej encyklopedii „Nowe Ateny” Benedykta Chmielowskiego: – „Koń jaki jest, każdy widzi”.

A w tym przysłowiu chodzi m.in. o osobowość. Jaki jest Ziobro? Na każde oko widać – chabeta. Ale nie śmiejmy się z tego Łyska z pokładu Idy albo z innej polskiej metafory – naszej szkapy. Twórczo Ziobro nic nie może, jego umysł nie może niczego wykreować, lecz z tego kompleksu ten „Nikt” (świetnie wyłuszczony przez pierwszego epika, Homera), może się odwinąć, że go długo popamiętamy.

Na pewno pamięta Ziobrę rodzina Barbary Blidy. Niektórzy zamiast samobójstwa (a może zabójstwa), jak posłanka z Siemianowic Blida, wybierają gehennę. Tak wybrał w 2000 roku młody człowiek Tomasz Komenda. Nie popełnił samobójstwa, został skazany i przez 18 lat za kratami doznał piekła – dosłownie, a nie w żadnej przenośni.

Dlaczego tak się dzieje? Czy ktoś słyszał jak mówi Ziobro, jak debatuje, jakich używa argumentów w debacie? Inteligentniejszym Polakom nie radzę znaleźć się w roli jego interlokutora. Ale to wina wszystkich Polaków, iż komuś tak marnemu pozwalamy być obecnym we wspólnej przestrzeni.

Ziobro z wypuszczenia na wolność niewinnego Tomasza Komendy po 18 latach chce podmalować swój wizerunek, walczącego z III RP. Można to nazwać ohydną manipulacją, lecz czy takie szemrane postaci jeszcze czymś nas zdziwią?

Komenda, który ma za sobą 18 lat piekła, człowieka „Nikt” Ziobrę tak podsumował: – „Nie rozumiem, jak Zbigniew Ziobro może pokazywać jako bohatera człowieka, który od 2010 roku miał wiedzieć, że siedzę niewinnie, ale nic nie zrobił. Jeśli był przekonany o mojej niewinności, to dlaczego musiałem spędzić w więzieniu kolejne 8 lat”.

Ziobrze dużo wcześniej należał się Trybunał Stanu – co zostało zaniedbane przez poprzednich rządzących. Sprawiedliwym byłoby, gdyby ten „koń jaki jest, każdy widzi” za zasługi pochodził w kieracie na spacerniaku przez 18 lat, jak niewinny Komenda – i oby ten spacerniak był mniejszy niż wielkość jego gabinetu w ministerstwie, do którego w ogóle się nie nadaje. I takie jest upupienie tej śliskiej postaci. Piszę „upupienie”, aby nie używać ostrzejszej formy rzeczownika od czteroliterowej części ciała.

 

Szef MSWiA Joachim Brudziński w końcu zdefiniował swoją rolę jako ministra nadzorującego policję – będzie polował na „debila”. Ciekawe zajęcie. Otóż w piątek szpital przy ulicy Szaserów został zablokowany przez policję, bo (cyt. tweeta Brudzińskiego): – „Debil, który dwukrotnie zgłaszał policji fałszywy alarm bombowy być może był inspirowany takim barbarzyńskim hejtem, jaki jest kierowany pod adresem PJK (prezesa Jarosława Kaczyńskiego) przez polityków opozycji i dziennikarzy”.

Wicie, rozumicie. Jakiś dowcipniś zatelefonował, że bombę podłożono w szpitalu, a policja wpadła w panikę, dziennikarze – w tym i ja – mieli ubaw, iż trzęsą się im portki, bo nie wiedzą, co zrobić z tym fantem. I wcale nie chodzi o szpital, ale o prezesa, który zachorował na kolano.

Brudziński znany z tego, że jest damą do towarzystwa dla prezesa. Gdzie Kaczyński pojedzie, tam Brudziński mu towarzyszy. Anglosaski obyczaj przeniesiony na pisowski grunt. Mogło być tak, iż Brudziński siedział przy łóżku prezesa i „debil” naruszył mu spokój towarzyszenia swemu panu. Teraz go chce go ścigać.

Alarmy bombowe są tak stare jak telefony, czyli zawinił wynalazca tego urządzenia Graham Bell. W latach 90., gdy Polska uzyskała suwerenność, telefony z informacją, iż podłożono bombę, były tak powszechne, jak wagary uczniów. To właśnie oni, chcąc oddalić jakąś klasówkę, informowali o podłożeniu bomby.

W tym wypadku może być jeszcze inne wytłumaczenie – świetnie opisane w literaturze. Sami zainteresowani akcją mogli zainicjować alarm bombowy. Opisuje to Joseph Conrad w „Tajnym agencie” i Sławomir Mrożek w „Policji”.

Nie chcę nazywać policji „debilami”, ale przeczytajcie inne tweety Brudzińskiego: – „Totalni tłiterowicze oburzeni słowem „debil” które użyłem pod adresem DEBILA! Który swoimi telefonami naraził wielu pacjentów szpitala na niebezpieczeństwo utraty życia. Kierujcie swoje oburzenie w inną stronę, bo ja nie tylko podtrzymuję, że ta kreatura jest DEBILEM ale obiecuję, że dołożę jako szef MSWiA wszelkich starań aby policja i inne służby namierzyli jak najszybciej tę osobę. Mam nadzieję, że prokuratura postara się, aby sąd mógł ukarać tę kreaturę, tak surowo, jak tylko pozwala na to obowiązujące prawo”.

Co ma tutaj do rzeczy określenie „totalni”, może wiedzieć tylko Brudziński. Nie radzi sobie z prostym prowokacyjnym telefonem „debila”, więc w stylu swej totalnej bezradności zwala na innych. Język Brudzińskiego dyskwalifikuje go jako poważną osobę. W polityce dał się poznać tym, że towarzyszy prezesowi i niczym innym. To jest – używając jego języka w stylu mrożkowskim bądź Barei – totalny nieudacznik. Tak! Brudziński jest totalnie bezradny jako minister i bezradny wobec nazywania problemów. Owe tweety świadczą o jego negatywnej totalności.

Wiemy już, że policja walczy z „debilami”. Wobec tego jak nazwać tych, którzy bez telefonu o alarmie wkroczyli na teren Uniwersytetu Szczecińskiego, bo tam odbywała się konferencja naukowa poświęcona filozofii Karola Marksa. Jakby ktoś nie wiedział, kto to – wyjaśniam. Marks to jeden z najwybitniejszych filozofów w dziejach ludzkości, kontynuator myśli Platona i Hegla.

Czy idąc śladami semantycznymi Brudzińskiego, można stwierdzić, że policja to „debile”? Acz Brudziński przeprosił rektora uniwersytetu, to wszak wiadomo, że policja wkroczyła na polecenie prokuratury, która z kolei jest zawiadywana przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę.

Mając do czynienia z takimi postaciami, jak Brudziński i Ziobro trzeba używać łopatologii. Leszka Millera, który niegdyś nazwał Ziobrę „zerem”, nie śmiałbym przewekslować, jak Brudziński innego prowokatora – na „debila”. Ale podsuwam Brudzińskiemu i Ziobrze rozwiązania już praktykowane w historii. Kto by sobie zawracał głowę książkami i nachodzeniem tych, którzy je czytają i interpretują – po prostu spalić je.

Zresztą polecam tym totalnym ministrom wybitny serial, który zaczyna emitować HBO – „451 stopni Fahrenheita” wg powieści Raya Bradbury’ego. Spalić, postraszyć debili. I jak to ujęli inni wspomniani przeze mnie wybitni Polacy (Conrad, Mrożek) znowu zapanuje spokój. Tak! – towarzysze pisowscy „wicie, rozumicie”.

SŁUŻBY ZNÓW ZŁOŻYŁY BŁASZCZAKOWI JEDYNIE SŁUSZNY MELDUNEK

Ostania szansa na pokazanie czym grożą te projekty.

Pięć zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego

Beata Szydło ma przyszłość przed Trybunałem Stanu

Krystyna Pawłowicz w swoim stylu „wziąść” – nie robi spacji po kropkach i przecinkach – była łaskawa puścić farbę, gdy wypowiedziała się na FB swoistym językiem polskim o słynnym już tweecie Donalda Tuska: „alarmie” dla Polski. Pawłowicz poinformowała, że: „Zbliża się grudzień, ulubiony miesiąc obcych dla organizowania przeciwko nam zamachów i puczów”.

Odczytajmy tę pokraczność retoryczną. PiS specjalizuje się w grudniowych zamachach na demokrację. W 2015 roku uderzył w Trybunał Konstytucyjny, który dzisiaj jest wydmuszką ustrojową. Rok później mieliśmy pucz kanapkowy, gdy posłowie PiS uciekli do Sali Kolumnowej, aby przyjąć ustawę budżetową. W tym roku zatem będziemy mieli do czynienia z odebraniem niezależności sądowniczej KRS I SN.

Ten zamach PiS na filar demokracji – władzę sądowniczą – z góry zakłada, że „obcy” (czyli my Polacy niegłosujący na PiS i niepopierający autokracji tej partii) zorganizujemy „zamachy i pucze”. Po prostu znowu dojdzie do protestów, Polacy znowu zimą wyjdą na ulicę.

Pakiet antydemokratyczny PiS będzie miał jeszcze dwa składniki: ordynację wyborczą pisaną pod siebie i przejęcie prywatnych mediów. Przed tym zapowiada Pawłowicz obronę interesów PiS przed nami „obcymi” Polakami.

Opozycja powinna się cieszyć, że PiS ma takich pokracznych retorów języka polskiego, jak Pawłowicz, bo ta puszcza farbę. Można odpowiednio się przygotować, a nie być biernymi statystami.

Po wpisie Tuska rycerski Jacek Saryusz-Wolski ogłosił na Tweeterze: „Jeśli ta postać (Tusk – przyp. mój) poważy się ubiegać się o urząd Prezydenta RP, zgłaszam gotowość stanięcia w szranki, w obronie honoru Najjaśniejszej”. Albo Saryusz-Wolski coś wie o reelekcji Andrzeja Dudy, wynika z tej jego „gotowości stanięcia”, iż Duda nie stanie, albo PiS go nie poprze. Albo coś Wolskiemu się stało, bo porażka „w szrankach” 1:27, to jakby dostać w bok piką i wykrwawić się na śmierć, zaś w ringu być wyliczonym do dziesięciu i zniesionym bez prawa uprawiania boksu. W kabaretach takiego przegrańca 1:27 przedstawia się jako latającego po scenie z toporem we łbie. Uwaga! – wariat polityczny.

Dzisiaj zdarzyło się coś niebywale ważnego dla przyszłości niektórych postaci PiS, które zapłacą w przyszłości cenę bardzo wysoką (kiedyś byłaby to najwyższa). Mianowicie Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia nakazał prokuraturze wszczęcie śledztwa w sprawie odmowy publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016 r.

Co to znaczy? A to, że zażalenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFCP) na postanowienie Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, w którym odmówiono wszczęcia postępowania ws. niepublikowania wyroku, jest zasadne. Tym samym sąd nie przychyla się uzasadnieniu prokuratora, że niepublikowanie wyroku TK przez Beatę Szydło nie ma znamion przestępstwa niedopełnienia obowiązków.

Zażalenie HFCP ma wyraźną tezę, iż niepublikowanie wyroku TK skutkowało szkodami o charakterze ustrojowym i politycznym, w języku kolokwialnym: Szydło dopuściła się bezprawia.

Wyrok warszawskiego sądu nakazującego prokuraturze wszczęcie śledztwa przeciw Szydło jest wstępem do działań prawnych na poziomie Trybunału Stanu. Szydło więc – jeżeli ma wyobraźnię – może odczuwać, co czeka ją w przyszłości – Trybunał Stanu, przed którym nie uratuje jej żaden immunitet.

Takie są bulgoty polskiego bagienka, którego autorem jest Jarosław Kaczyński. Największy bulgot należy się dzisiaj Beacie Szydło.

KOLEJNE 800 TYSIĘCY DO KIESZENI OLIGARCHY RYDZYKA. A kobiety i dzieci niech radzą sobie same… BRAK SŁÓW

Siła przegrywania Polski przez PiS

Albo uda nam się uratować Polskę, albo PiS zaprzepaści kraj.

Ostatni tweet Donalda Tuska był alarmistyczny, ale wcale nie musiało za nim stać uzyskanie konkretnych politycznych profitów. Wzburzył płytkie umysły polityków PiS, a u wielu komentatorów niekoniecznie sprzyjających partii Kaczyńskiego spowodował konwulsje podejrzeń, że Tusk wystartuje w wyborach na prezydenta.

Wypowiadający się o tweecie Tuska raczej mówili o sobie, niż o treści komunikatu. Nie czytali tego, co było przekazane im w wyjątkowo zgrabnej formie. Patrzyli na aktora, a nie na przedstawienie. Formy postrzegania obecnej władzy poprzez komedię, farsę wyczerpały się. Wstępujemy w żywioł tragedii, a w niej występuje brak dystansu do siebie aktora i publiki, kwestie są jednoznaczne, nie są cieniowane, tak znaczy tak, a nie znaczy nie.

Znaczenia w tragedii są ubogie, polska polityka jest uboga, a nasze możliwości jeszcze uboższe, bo albo uda nam się uratować Polskę, albo PiS zaprzepaści kraj. Na razie PiS wygrywa w tym, aby przegrać Polskę.

Po tweecie Tuska w następnych dniach władza poczuła siłę swojego przegrywania spraw polskich. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pod groźbą 100 tys. euro dziennie zabronił wycinki Puszczy Białowieskiej. Polska przegrała głosowania w sprawie relokacji z Londynu Europejskiej Agencji Leków i Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego. Przegrała równie sromotnie, jak 1:27 w kwestii wyboru Tuska na szefa Rady Europejskiej.

Wchodzimy więc w fazę być albo nie być. PiS w Unii Europejskiej jest w stanie uzyskać tylko „nie być”. Nie będzie agencji w Polsce, nie będzie bezpardonowej wycinki Puszczy. Za tymi „nie będzie” potoczy się więcej „nie będzie”, aż zdarzy się kryzys – a taki może przyjść np. z Niemiec, gdzie istnieją problemy ze stworzeniem rządu – wówczas Jarosław Kaczyński może zaproponować Polexit.

PiS gra na przegranie. W dłuższej perspektywie ta opcja wygrywa, bo dekoniunktura prędzej czy później przychodzi, wówczas stosuje się płyciznę mentalną: „a nie mówiliśmy”! Kaczyński wraz ze swoimi Redutami Dobrego Imienia, czyli synekurami na budżecie: zaintonuje: nie będzie pluł nam Guy Verhofstadt w twarz albo Frans Timmermans.

W to gra PiS, o tym alarmował Tusk, a nie ogłaszał wystartowanie na prezydenta, bo może zdarzyć się tak, że postawi mu się jakieś absurdalne zarzuty, a następnie Sejm w Sali Kolumnowej podejmie uchwałę, iż politycy z zarzutami nie mogą startować w „demokratycznych” wyborach. „I co im zrobicie?”

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY SĄ DZIŚ PRZED SĄDAMI W CAŁEJ POLSCE, PRZED PAŁACEM PREZYDENCKIM W WARSZAWIE. Dziękujemy, że jesteście!

Duda przehandlował z Kaczyńskim niezależność sądownictwa

Trójpodział władzy znajdzie się w jednych rękach – prezesa PiS.

Znamy zatem ustalenia w sprawie ustaw sądowniczych, jakie niekonstytucyjnymi procedurami poczynili Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda. Cała władza przechodzi w ręce PiS, sądownictwo powszechne domyka dyktat PiS, trójpodział władzy znajduje się w jednych rękach – prezesa Kaczyńskiego.

Od początku przecież nie chodziło o reformę sądownictwa, tylko, w jaki sposób nad nim uzyskać władzę. Jedna ustawa – najważniejsza z punktu widzenia obsady władzy sądowniczej na terenie Polski – przeszła już w lipcu z podpisem Dudy.

Dwie inne zawetowane przez prezydenta w istocie były pretekstem do handlu politycznego między zapleczem Dudy i obozem Kaczyńskiego, a przy okazji protest obywatelski został uciszony i wyrolowany.

Patryk Michalski z RMF FM ustalił, jak ma wyglądać ustalona przez Kaczyńskiego i Dudę reforma. Jeden punkt w tych zapisach jest ważny, reszta to bicie piany, zmyłka, mgła. 15 członków Krajowej Rady Sądowniczej będzie wybieranych przez… prezydium Sejmu, w którym większość ma PiS.

Zapisy w ustawie są bardziej skomplikowane, powodujące, iż procedura sejmowa jest rytuałem. Czyli wiadomo, co ma zapaść, ale „panie i panowie, musimy się powygłupiać, bo sejm i sądownictwo to instytucje poważne dla publiki”.

Jest to zwykłe zaciemnienie proceduralne, wciskanie kitu. Każdy z klubów poselskich może zgłosić 9 kandydatów na członków KRS z gwarantowanym znalezieniem się jednego na ostatecznej liście. Kto ma się znaleźć na liście 15 kandydatów, decyduje wspomniane prezydium Sejmu, w którym PiS przepuszcza, co i kogo chce, bo ma w nim większość.

Lista 15 kandydatów na członków KRS jest głosowana przez Sejm, najpierw ma uzyskać 3/5 (rytuał, który nie przejdzie), a jak nie uzyska tej większości (bo nie uzyska) dochodzi do drugiego głosowania na listę – tym razem wystarczy kwalifikowana większość.

Ileż w tym rytuale picu, wciskania kitu ciemnemu ludowi, że to demokracja. Ustawa jest niekonstytucyjna, ustrój zostaje w ten sposób złamany. KRS jest więc we władzy polityków PiS, gdyż będą mieli w nim większość, co najmniej 9 członków. Wszystko więc na forum KRS są w stanie przegłosować.

Co Duda w tym handlu z prezesem uzyskał? Najprawdopodobniej sprawy zagraniczne przechodzą w ręce jego zaplecza, a także inne ważne dla niego trofeum – głowę Macierewicza. A na polityczną dekapitację ministra obrony narodowej wskazują jego brednie o nowym złotym cielcu spisku w Wojsku Polskim – „złotym funduszu”.

Sądownictwo zatem przestaje być niezależne. Co dalej? Władze Unii Europejskiej upomną się o demokrację w Polsce, nakładając na nasz kraj rezolucje, a potem różne bolesne sankcje. Społeczeństwo obywatelskie wyedukowane przez młodych prawników w czasie lipcowych protestów też nie popuści, aby dyktatura swobodnie wzięła naród za mordę.

ŚWIETNY POMYSŁ! PROSIMY O WIĘCEJ :)))) NIECH SIĘ BOJĄ.

Ziobro przeciwdziała przestępczości w formule „niech cię ręka boska broni”

Komuniści mieli swoje Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej. Dzisiaj odpowiednikami są rozliczne towarzystwa kultury chrześcijańskiej, które pełnymi garściami garną szmal dla siebie od pisowskiej władzy, a ta jest dla nich szczodra. Każde z ministerstw urządza konkursy dla organizacji pozarządowych – faworyzowane są te ze stemplem wartości chrześcijańskich.

Gdyby istniało ministerstwo wiary, byłoby zrozumiałe, że stowarzyszenia wiary katolickiej zgarniałyby granty. Podejrzewam, że upośledzone byłyby inne wyznania. Ale co ma Ministerstwo Sprawiedliwości do kultury i wartości chrześcijańskich, dalibóg, nie wiem. Po przyznanych grantach na „przeciwdziałanie przestępczości” – taki konkurs ogłosiło ministerstwo – należy mniemać, że mamy sprawiedliwość chrześcijańską, katolicką.

Mam nadzieję, że obecna władza nie odgrzeje tradycji sprawiedliwości chrześcijańskiej w postaci Inkwizycji, choć kleru wszędzie jest pełno. Może nawet dojść do paradoksalnej sytuacji, że kapłanów nie starczy dla świątyń, bo zostaną poutykani jako kapelani we wszelkich służbach. Gdzieś mi nawet mignął obrazek, na którym dobrze odżywiony kapłan w asyście ministrów spraw wewnętrznych poświęcał budynek jakiegoś komisariatu.

Chrześcijański paralizator to jest coś, a kraty chrześcijańskie dla bogobojnych przestępców mogą być jak aureola. Taki nawrócony złodziej może przestać kraść i zacząć znosić na tacę. Zatem zasadne jest pytanie, czy już wszystkie budynki prokuratury i sądów w kraju zostały poświęcone, bo przecież może w nich dochodzić do śledztw i wyroków wedle kultury chrześcijańskiej?

Ministerstwo Zbigniewa Ziobry w konkursie przeciwdziałania przestępczości wybrało 36 organizacji do tego zbożnego celu, w tym aż 24 takie, które nie mają żadnego doświadczenia ani nawet do statutów wpisanego celu przeciwdziałania przestępczości, ale za to pielęgnują wartości chrześcijańskie.

Czyżby w Polsce miało dojść do działania ręki boskiej, wszak nasz idiom mówi: „niech cię ręka boska broni”. Jest to groźba kary, która może przeciwdziałać przestępczości. Ziobro przecież zaostrza kodeks karny.

A kto najwięcej dostanie grantów od Ziobry? Głupie pytanie, bo wiem, że wszyscy wiedzą. Tak! Zgadliście – stowarzyszenia Tadeusza Rydzyka dostaną aż 3 granty. Myśleliście, że one są od mediów albo geotermii? Myliliście się. Sławetny Lux Veritas na dwa granty weźmie 642 tysiące 200 zł, a szkoła medialna ojca dyrektora kolejne 145 tys. zł.

Przeciwdziałać przestępczości będzie nawet Fundacja im św. Cyryla Metodego. W jaki sposób przerobi przestępców na bogobojnych obywateli? Czytamy w statucie, że przeciwdziałanie to „wysiłki na rzecz edukacji społecznej i moralnej czerpiące z Cyrylo-Metodiańskiej spuścizny kulturowej”. Za zajmowanie się moralną spuścizną kulturową wezmą 1,338 mln zł. Bardzo cenna musi to być moralność, jeżeli aż tyle na nią daje państwo.

Konkurs na granty został tak dyskretnie ogłoszony, że nie wszyscy o nim wiedzieli. Nie doszły uszu wieści doświadczonych fundacji przeciwdziałających przemocy domowej, jak Centrum Praw Kobiet, Pogotowie dla Ofiar Przemocy, Fundacja BABA czy Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Po prostu ich nie zawiadomiono.

Przeciwdziałać zatem przestępczości mają Pan Bóg, patriotyzm i tradycja – odgrzane wartości Ciemnogrodzian przez stowarzyszenia i fundacje kultury chrześcijańskiej. Już to w historii przerabialiśmy, wówczas kraj dostał największej zapaści społeczno-kulturowej. Władza PiS zmierza do większej zapaści.

ZNISZCZYLIŚCIE REPUTACJĘ POLICJI. STAŁA SIĘ WASZĄ PRYWATNĄ FIRMĄ OCHRONIARSKĄ. BRUTALNĄ, AGRESYWNĄ, PRZEKLINAJĄCĄ NA POLAKÓW. WSTYD NAM ZA TAKĄ POLICJĘ…

Nowa ordynacja wyborcza krojona pod wygraną PiS

Opozycja ma ogromny problem. Rozwalana jest Polska, a więc trzeba ją ratować. Społeczeństwo obywatelskie jest czujne, ale nie może działać w schizofrenii protestu. Niestety, niejasny przekaz, czego należy bronić przed dewastacją PiS, sprzyja szkodnikom, a wg wszelkiego racjonalizmu partia Kaczyńskiego zagraża krajowi.

Wychodzimy na ulice w obronie niezależności sądów, a w tym czasie PiS kroi pod siebie ordynację wyborczą. Kroi tak, aby nie przegrać najbliższych wyborów samorządowych. Kroi tak, aby wyeliminować wszelkie ruchy obywatelskie niepartyjne. Kroi tak, aby pisowscy mianowańcy w komisjach wyborczych kroili dla partyjnej wygody kształty okręgów wyborczych.

A gdyby stało się tak, że PiS przegrałby wybory, może zaskarżyć w sądzie ich wyniki pod każdym pretekstem. I zapytam: jaki werdykt podejmie sąd, który będzie pisowski? Na pewno nie będzie on niekorzystny dla PiS.

Usta polityków PiS są pełne frazesów typu: ordynację zmieniamy dlatego, żeby wybory nie były sfałszowane. Uśmieliście się? I słusznie, bo sfałszować wybory może tylko ten, kto je organizuje, a nie organizuje opozycja. W tym momencie opozycja nie posiada żadnych instrumentów, aby sfałszować.

Uniwersalne jest doświadczenie, iż zmiana ordynacji wyborczej przez rządzących, zawsze i wszędzie, jest próbą uzyskania przez nich lepszego wyniku, niż spodziewany bez tej zmiany.

W ugruntowanych demokracjach w zasadzie jedyny punkt ordynacji jest interpretowany na korzyść rządzących: przyspieszenie wyborów, bo akurat sondaże są dla nich korzystne. Tyle. Ordynacja proponowana przez PiS wszystko niemal zmienia. Czy są w nią wpisane dobre zmiany? Równie dobrze moglibyśmy zapytać, czy „dobra zmiana” jest dobra. PiS całkowicie zmienia ordynację, aby nie przegrać, mając do tego „bezpieczniki” w postaci pisowskich sądów.

Można wejść w analizowanie szczegółowych zmian w nowej ordynacji, ale one rozmydlają obraz, czynią go nieczytelnym. Ma być większa liczba okręgów wyborczych, a tym samym mniejsza ilość mandatów w okręgach, jakie w nich można uzyskać. To preferuje PiS, a eliminuje mniejsze partie, jak Nowoczesna, PSL i SLD, a także ruchy miejskie (sól samorządowców). Członkowie Państwowej Komisji Wyborczej nie muszą być sędziami ani osobami apolitycznymi, wystarczy habilitacja bądź trzy lata stażu adwokackiego.

Tak naprawdę nowa ordynacja wyborcza obniża poprzeczkę dla osób odpowiedzialnych za przebieg wyborów. Znowu racjonalizm podpowiada, iż po to jest tak czynione, aby obsadzać swoimi Misiewiczami. Można więc użyć grubszego określenia wartościującego w stosunku do tej ordynacji: zmierzamy do bylejakości.

Z władzą PiS mamy ogromny problem. Po to odwołują się do bylejakich rozwiązań, aby wszelkimi sposobami nie oddać władzy, a gdyby miała się im wymknąć z rąk, sięgnąć po kolejne narzędzia utrzymania władzy – sądy, które będą pod ich kontrolą.

Tak urządzone państwo może tylko się coraz bardziej psuć, gnić u podstaw. Czy na taką beznadziejną Polskę zgodzi się elektorat PiS, czy już nie będzie czasu na kwestionowanie wyników wyborów, bo naród będzie chwycony za twarz?

WIECIE ILE TON OŚMIORNICZEK, SZAMPANA I KAWIORU TAM PRZEŻRĄ?

>>>

>>>

JEDNYM ZDANIEM POKAZAŁ O KOGO TAK NAPRAWDĘ DBA RZĄD

Ewa Siedlecka („Polityka”) pisze na blogu, jak Ziobro zastrasza sędziów (fragment).

Do tej pory PiS groził dyscyplinarkami za „niewłaściwe” orzekanie. Na przykład dla sędzi, która uznała, że wiceministra Patryka Jakiego nie chroni immunitet w sprawie o naruszenie dóbr osobistych z sejmowej trybuny. Ale nadzorcze zapędy ministra-prokuratora Zbigniewa Ziobry osiągnęły nowe szczyty wyrafinowania.

O sprawie napisała „Gazeta Wyborcza”. Chodzi o podejrzenia wobec byłych menedżerów z zakładu chemicznego „Police”. Obecne, ustanowione przez PiS, kierownictwo tego zakładu oskarża ich o „nieprawidłowości”. W czerwcu CBA menedżerów zatrzymało, a prokuratura wystąpiła do Sądu Rejonowego w Szczecinie o ich areszytowanie. Każdy z czterech wniosków aresztowych rozpatrywał inny sędzia. Wszyscy uznali, że nie ma mocnych dowodów na popełnienie przez podejrzanych przestępstwa, i odmówili zastosowania aresztu. Odwołania prokuratury od tych postanowień odrzucił Sąd Okręgowy.

Postanowienia sędziów skrytykował publicznie minister-prokurator Ziobro. Stwierdził, że sędziowie „nie zrozumieli istoty przestępstwa”, a ich decyzja szkodzi śledztwu.

(…)

Do tego, aby postawić sędziów kierujących szczecińskimi sądami w stan oskarżenia, potrzeba będzie zgody sądu dyscyplinarnego. Ale o to zadba już prokurator-minister Ziobro. Wprawdzie prezydent zawetował zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym, które przewidywały powołanie obsadzonej przez Zbigniewa Ziobrę Izby Dyscyplinarnej w SN, ale prezydent akurat do tego pomysłu zastrzeżeń nie zgłosił. Więc zapewne, jeśli znowu dostanie ustawę przewidującą taki pomysł, to ją podpisze.

No i znowu mamy – zgodnie z metodą PiS na rządzenie – układ zamknięty.

Waldemar Mystkowski pisze o zagrożeniu Kaczyńskiego w PiS.

Kozioł ofiarny, czyli na Kaczyńskiego zmierza nawałnica

PiS rządzi przez bajzel łamany przez niekompetencję i nepotyzm.

Czy pobyt Beaty Szydło w Juracie u Andrzeja Dudy będzie owocować politycznie na korzyść pani premier bądź prezydenta? Na razie jedyny „owoc” tego spotkania to spóźniona o 3-4 dni reakcja władz pisowskich na nawałnice w północnej Polsce.

Acz Szydło spotkała się już nieco wcześniej z Dudą, ale było to spotkanie na zderzenie orędziami. Zderzenie dwóch różnych orędzi na ten sam temat miało miejsce w czasie ogłoszenia przez Dudę dwóch wet dotyczących ustaw sądowniczych. Widocznie przyszedł czas na refleksje po zderzeniu, stąd spotkanie.

Szydło w trakcie gorącego czasu protestów Łańcuchów Światła była nieobecna publicznie, mówiło się i pisało, iż premier przechodzi załamanie, stres. I było coś na rzeczy, bo już wówczas przebąkiwało się, pisali na ten temat dziennikarze, którzy nie są związani z PiS, iż prezes Kaczyński szykuje podmiankę na funkcji premiera. Kaczyński nie radzi sobie z własnym ego, które go pcha na stołek premiera, niczym na podwyższenie podczas miesięcznic.

Lecz Szydło jest popularna, a Kaczyński ma taki sam elektorat, jak Macierewicz. Nawałnica więc mogła prezesowi pasować, aby za jakiś czas ogłosić, że „ten-tego pani premier odnosi same sukcesy, w tym to słynne 1:27, gdy musiałem nawet fatygować na Okęcie, aby jej rączki całować, ale wicie-rozumicie ta nawałnica…”.

Oczywiście, nie chodzi o nawałnice, bo PiS rządzi przez bajzel łamany przez niekompetencję, łamane przez nepotyzm. Szydło znalazła się w sytuacji podobnej do Dudy, obydwoje kilkakrotnie złamali Konstytucję, czują więc wspólnotę paragrafów – ten sam stołek, nad którym dwa i pół metra wyżej wisi pętla historii. Oczywiście, ostatnie to metafora. Ta pętla Dudzie zadyndała podczas lipcowych protestów, poczuł jej wiew, więc zareagował dwoma wetami.

Duda z Szydło mogą chcieć się salwować z miejsca politycznej kaźni, zawrzeć jakąś umowę polityczną bądź społeczną. Były trzeci bliźniak Kaczyńskiego Ludwik Dorn o spotkaniu w Juracie rzecze: – „Jeżeli to zaowocuje sojuszem między panem prezydentem a panią premier, to pan Kaczyński straci całkowity wpływ na władzę wykonawczą i znaczną część partii albo klubu”.

Politycznie dla Kaczyńskiego to przedstawia się jeszcze gorzej: bo nie będzie mógł rozstawiać marionetek, zostanie tym, czym jest „szarym posłem”. A przecież prezes ma tyle do zrobienia: dokończyć rozwałkę sądów, zdekoncentrować, czy też repolonizować media prywatne i pokazać wała Unii Europejskiej.

Zauważmy jeszcze jedno z posunięć Dudy, które nie wydaje się być medialne. Prezydent odpowiedzialnym za przygotowanie ustaw sądowniczych zrobił Michała Królikowskiego, prawnika konserwatywnego, który był wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PO-PSL i który raczej nie przyłoży ręki do odebrania niezależności sądownictwu. To policzek nie tylko dla Dudy, ale dla prezesa. Walka w PiS więc będzie w tej kwestii przybierać na sile.

Cezary Michalski nawet uciekł się do porównania sytuacji Kaczyńskiego z Operacją Walkiria, Nowogrodzkiej z Kętrzynem. Michalski czuje swym publicystycznym nosem, że wielu jest w PiS Brutusów, któremuś musi się udać, Duda więc nie jest tylko jednym Clausem von Stauffenbergiem.

Poświęcam uwagę obronie duetu Duda-Szydło, ale na razie większość narzędzi jest w rękach Kaczyńskiego. To on dyktuje warunki, jednak musi widzieć czarne chmury na horyzoncie. Ta nawałnica zmierza na niego. Może więc odczytać ją, iż ratunek będzie taki, że Szydło idzie do pawlacza, z Dudą przyjdzie czas, że się policzy i huknie – teraz k…a ja.

Choć na prawej stronie tę kwestię widzą inaczej. Tam nic się nie zmieniło, bo nie zmieniły się oczekiwania i nadzieje na trwanie przy korycie. Kamila Baranowska z „Do Rzeczy” o Szydło mówi: – „To słaby premier, podoba się wyborcom”, więc dymisji nie będzie.

Suweren dla PiS jest jednak figurą polemiczną, a nie polityczną. Suweren nie wyraził zgody na demolkę Trybunału Konstytucyjnego ani zniszczenie niezależności sądownictwa. Nie ostrzył ministrowi Szyszce siekier, aby ten mógł wycinać Puszczę Białowieską. Suweren nie wyraził zgody na dekoncentrację TVN czy też Polsatu, aby stały się imitacją TVPiS.

Suweren może przeżyje jeszcze jedną czy drugą nawałnicę – dosłowną i demolującą demokrację – ale zorientuje się, że tylko może liczyć na siebie. W kryzysie zawsze się tylko liczy na siebie, jak ofiary nawałnic. W naukach antropologicznych opisany jest mechanizm kozła ofiarnego. Dotyczy on wszystkich kultur – a więc „kultury” pisowskiej też – iż w kryzysie, a także, gdy on jest już zażegnany, odbywa się polowanie na kozła ofiarnego.

W PiS do tej pory kozłem ofiarnym była Platforma Obywatelska: „8 lat rządów”…. etc. Od dwóch lat rządzącymi są politycy PiS. Kogoś na ofiarę będą musieli dać za te dwa lata kryzysu, a Duda z Szydło ubezpieczają się. Och, boję się o prezesa, boję się.

WŁAŚNIE RUSZA OGROMNA POMOC PAŃSTWA. Cały świat zobaczy jak wiele w Polsce potrafi pomóc modlitwa.

>>>

POKAŻCIE NASZYM BRYTYJSKIM GOŚCIOM WOLNY KRAJ. NIECH DOCENIĄ POLSKĘ PO „DOBREJ ZMIANIE”.

PIĘKNY KOMENTARZ :)))

„Ludzki pan” wycofał podwyżkę paliw

Obradował rząd na Nowogrodzkiej – nie, to nie pomyłka. „Premier” Jarosław Kaczyński podjął decyzję, że PiS nie wprowadzi tzw. opłaty paliwowej, czyli podwyższenia o 25 gr ceny paliw.

– „Zapadła decyzja o wycofaniu ustawy benzynowej. Będziemy szukać innych metod na zgromadzenie środków potrzebnych na budowę. Na pewno nie będziemy sięgać do kieszeni obywateli” – powiedział PAP prezes PiS.

Zachowamy tę wypowiedź, bo już wielokrotnie PiS coś deklarował, a postępował zupełnie odwrotnie. Dotyczy to samego Kaczyńskiego, który nie zostawiał suchej nitki na swoich poprzednikach, kiedy podwyższali akcyzę.

Decyzja z pewnością ucieszy wielu – do czasu jednak. Trudno uwierzyć, że PiS nie znajdzie jakiejś kolejnej możliwości drenowania naszych portfeli. Pisaliśmy już o podwyżkach energii elektrycznej i wody, ale na tym najprawdopodobniej nie koniec.

Trudno też oprzeć się wrażeniu, że „ludzki pan” Kaczyński pochylił się więc nad ciężkim losem obywateli jadących na wakacje i rolników i „ustąpił”. Z drugiej strony – tym bardziej będzie nieustępliwy i wręcz brutalny w przejmowaniu przez siebie sądownictwa, z Sądem Najwyższym na czele.

„Nie będzie kabaretu, będzie chór”😎😎😎

ZNAMY JUŻ NIEOFICJALNY KOMUNIKAT Z NOWOGRODZKIEJ 🙂

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Ziobro – osobnik spod budki z piwem

Mamy problem z językiem, bo trzeba nazywać to, co robi PiS. Jak nazywać bezprawie, które jest stanowione jako prawo? Tylko nazywać bezprawiem? Jak nazywać partię, która stanowi bezprawie?

Jak nazywać Ziobrę? Proszę zauważyć, iż ten człowiek zredukował się tylko do nazwiska. Nie jest żadnym autorytetem. Posługuje się zakłamanym do trzewi językiem i to jeszcze poważnie ubogim na poziomie – jak to kiedyś nazywano – osobnika spod budki z piwem. Ziobro jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. To nie jest sen-mara, nie jest to makabra klasy podrzędnej, to dzieje się w naszym kraju.

Zbigniew Ziobro przekonywał w TVP („Minęła dwudziesta”), iż ustawa PiS o Sądzie Najwyższym ma„przywrócić europejskie standardy”. Szkoda, że tego nie wiedzą w Europie, a szczególnie w Unii Europejskiej. No, ale gdy dowiedzą się od Ziobry, że on przywraca europejskie standardy, to oni będą przywracać standardy pisowskie. Na takim poziomie logiki porusza się umysł Ziobry. Bodaj zakres umysłowy osobnika spod budki z piwem głębiej sięga intelektem i przede wszystkim do bogatszego języka polskiego. A może Ziobro miał na myśli standardy europejskie w Turcji, na Białorusi albo w Rosji? O, to przepraszam.

Przypatrzmy się innemu stwierdzeniu Ziobry: „Polskie sądownictwo było korporacją, która oderwała się od demokracji”. Jedno zdanie, a błędów bez liku, bo one się multiplikują, każdy zawód jest korporacją, jeżeli ma własną samorządność. O tym wiadomo od zawsze, od kiedy zawody podlegały kodyfikacji. Zatem struktury są ustawione wertykalnie, a nie horyzontalnie, bo autorytetowi podlegają gorsi od niego, a mistrzowi czeladnicy. Tak jak profesorowi – magister.

Od demokracji jest oderwany PiS, bo uzasadnienie Ziobry jest żywcem wyrwane z reżimów totalitarnych: „Minister sprawiedliwości odpowiada za działanie systemu sądownictwa, a nie może na niego wpływać” – mówił Ziobro. Minister wpływa poprzez narzędzia prawne zgodne z Konstytucją, a nie wpływa poprzez widzimisię, bo uznał, że jest wielki. Niestety, wielkość Ziobry jest żadna. Wielkość Ziobry jest nikczemna – jak pisał Henryk Sienkiewicz – jest deficytowa.

Właśnie mamy problem z językiem, jak nazywać ludzi o deficycie Ziobry, którzy posługują się językiem zdegradowanym, nielogicznym, zakłamanym?

Mamy problem przy opisywaniu naszej rzeczywistości. A może jest tak, iż wchodzimy w język Ziobry – ubogi, zakłamany, nielogiczny, a wreszcie – bo to dla mnie najważniejsze – język mało polski. Poeta pamięta, ja Ziobrze pamiętam, właśnie spisuje jego nikczemne słowa i czyny.

Wracać musimy do języka „wprost”, do języka, który w PRL postulował Julian Kornhauser, Adam Zagajewski, Stanisław Barańczak, a ja byłem ich młodszym bratem. Dzisiaj dochodzi jeszcze inna okoliczność, bo odzyskaliśmy suwerenność. A więc po mickiewiczowsku należy połączyć słowo i czyn.

Jakich mamy dokonywać czynów, aby ojczyźnie przywrócić demokrację, czyli wolność obywateli, aby nie decydował o nich swoim pokracznym językiem spod budki z piwem osobnik Ziobro? Hę? I nad tym mamy się zastanawiać.

DOBRE :)))))

Gowina szare komórki w gipsie

Czy można mieć szare komórki w gipsie? Do dzisiaj takie pytanie nazwałbym dadaistycznym. „Da-da” – dowolny zlepek skojarzeń, który w kulturze stał się możliwy, bo rozpadły nam się wartości zachodnie po I wojnie światowej i na gruzach tych wartości Hitler doszedł do władzy. A następnie zamienił wartości na rzeczywiste gruzy.

Politycy PiS mają umysły dadaistyczne. A na pewno Jarosław Gowin, który zawsze był słabowity na umyśle, po rozpadzie świata wartości dość szybko osiągnął stan da-da. Nie wiedziałem jednak, że to już!

Bo jak nazwać odpowiedź wicepremiera i ministra nauki Gowina na pytanie: „Co sądzi o protestach w obronie sądownictwa?” Uwaga – achtung! achtung! – Gowin odpowiedział: „Do wczoraj się zajmowałem ręką w gipsie mojego wnuka”. Gdyby tak odpowiedział wnuk, nie zdziwiłbym się. I to w zależności od tego, ile ma lat. Tak jednak odpowiada facet, który ma wnuka: „da-da”.

Gowin zawsze był zakłamany, nie miał wartości (włóżmy między bajki jego kłamstwa o wyznawanych wartościach chrześcijańskich, bo są one g… warte – jak mówił w takich wypadkach wielki ks. Józef Tischner), ale aż tak rozpadły mu się wartości?

Gowin ma umysł w gipsie. A jego wnuk wydobrzeje i życzę mu, aby nie miał do czynienia ze swoim przodkiem tak zakłamanym. Wirus kłamstwa przenosi się, jak każda zaraza. Gowin nie reprezentuje żadnych wartości, rozsypały mu się, gdy wszedł w podległy alians z Kaczyńskim. To była jego pierwsza przegrana wojna, teraz jest wspólnikiem demolowania Polski przez jego politycznego protektora, Kaczyńskiego, wodza (dla niepoznaki: bez wąsika).

Dadaizm polityczny Gowina to są jego szare komórki w gipsie. Ten facet postanowił zwalić winę na wnuka. Szydło zwala na 8 lat rządów PO-PSL, Gowin na wnuka – to ta sama niedojrzałość, nieodpowiedzialność, nieprofesjonalność, intelektualne: da-da. Jak mówił Eklezjasta: marność nad marnościami: Da-da Gowin.

CZY KTOŚ MA JESZCZE PYTANIA?

>>>