Posts Tagged ‘Ziemowit Szczerek’

Objawienia Szydło z 2015 roku i 2017.

Świetny tekst Ziemowita Szczerba w „Wyborczej”. Już niedługo Putin będzie mógł powiedzieć Unii: co się mnie czepiasz, Brukselo zła, skoro we własnych szeregach, w Polsce i na Węgrzech, masz takich Putinków jak ja?

Jak tylko marzec przychodzi, wsiadam w auto i tnę na południe tak daleko, aż pierwsze zobaczę pąki. Zwykle wystarczy na Węgry dojechać. W tym roku trzeba było aż do Serbii. No i widziałem pąki, ale nie udało mi się wiosny zobaczyć. W zasadzie to nawet Serbii się nie udało zobaczyć, bo ją premier Aleksandar Vucić zasłaniał. Serbska wersja Viktora Orbána. Vuciciowi nie podskoczysz: kontroluje media, rozszerza polityczne wpływy na cały kraj. W Serbii trwała kampania prezydencka i cały kraj oklejony był plakatami jego. Vucić na płotach – Vucić na billboardach. Aż się wymiotować tym Vuciciem chciało. Gdy w końcu wyjechaliśmy z Serbii i zobaczyliśmy zwykłe szyldy reklamujące kredyty, raty i rabaty – to aż ulgę po tym północnokoreańskim Vuciciu poczuliśmy.Tylko że z deszczu pod rynnę trafiliśmy, bo na Węgry, gdzie to samo co Vucić robi Orbán. Co chwila słychać było o nowych aferach związanych z „narodową klasą biznesową”, którą stworzył i która żeruje na unijnych funduszach i państwowych zleceniach. I kasie z Rosji. W Czechach wielkimi krokami nadchodził Babis, który był biznesmenem populistą pełnym antykorupcyjnych haseł, i naginał, jak leci, dobre demokratyczne zasady dla własnych korzyści. W Rumunii właśnie do władzy doszli socjaldemokraci, którzy rządy chcieli zacząć od wyzerowania kar za przewały politycznym kolegom.

W Polsce, po tym jak wprowadzono antydemokratyczny system polegający na fasadowości konstytucji i faktycznej władzy szefa partii, w zasadzie tylko ten szef, który doprowadził do korupcji systemu politycznego, trzyma cały ten system przed popadnięciem w korupcję gospodarczą, bo czego jak czego, ale pazerności nie można Jarosławowi zarzucić. Ale Kaczyński nie upilnuje narodowej władzy przed popadnięciem w to samo, w co popada wszędzie, gdzie demokracja została zamieniona przez autokrację: w Rosji, na Węgrzech, w Serbii, w republikach środkowoazjatyckich czy afrykańskich. Wszędzie na peryferiach. Bo kto wie, czy straszna prawda nie jest taka, że tylko centrum umie grać w prawdziwą demokrację. Na razie zmaga się z nią Trump – zobaczymy, kto wygra. Ale tylko centrum udało się stworzyć system, w którym jako tako mogą się porozumieć polityczni przeciwnicy.

20 lat z okładem wystarczyło, żeby to wszystko, co próbowały europejskie peryferie osiągnąć poprzez przyjmowanie standardów centrum, poszło się paść. Pozostała demokratyczna skorupa, w której gnieżdżą się tacy jak Vucić, Orbán, Kaczyński czy Putin. To wszystko jest Putinowi na rękę, bo raczej nie gra on na zupełny upadek Zachodu. Chodzi tylko o to, by Zachód obniżył standardy i by Putinowska Rosja stała się dla niego akceptowalna. I te standardy są obniżane. Obniżają je pożyteczni idioci Rosji, jak Orbán czy Kaczyński. Już niedługo Putin będzie mógł powiedzieć Unii: co się mnie czepiasz, Brukselo zła, skoro we własnych szeregach masz takich Putinków jak ja?

Ale demokratyczna forma mimo wszystko pozostała. Demokracja to świętość, a święty jej ogień nadal płonie na Zachodzie. I przed tym Zachodem cały ten świat peryferyjnych cwaniaków nadal szopkę odgrywa. Tyle że ta świętość nie jest przestrzegana. Jak chrześcijaństwo w wiekach średnich. Tak, Robert Kaplan miał rację, porównując demokrację z chrześcijaństwem: i jedno, i drugie miało zmienić relacje między ludem i władzą, występowało w obronie maluczkich, ale i jedno, i drugie szybko stało się pustą formą chroniącą stare dobre ustawienia. To, co obserwujemy dziś, to nic innego jak korupcja tego demokratycznego ideału, tak samo jak skorumpowało się chrześcijaństwo i nabrało wynaturzonych form, tych wszystkich katabasoidów, pierścieni na palcach biskupich, tego tępego torquemadyzmu.

Demokracja w czasach dynastii Bushów i niespełnionej dynastii Clintonów też nie miała się najlepiej. W czasach przegięć i wynaturzeń, w czasach bliźniaków na pozycjach premiera i prezydenta i dogmatyzmu z prawej i lewej strony, w czasach zbójeckiego liberalizmu gospodarczego i narzucania światu rozwiązań, których nie chciał. Teraz to wszystko się zawaliło, bo gniło od dawna. No i cóż, pozostaje nam czekać na reformację.

ELIZA MA DLA NAS ZAGADKĘ 🙂

Dziesięcina PiS.

Magdalena Środa pisze: co wynika z sondaży. Za każdym razem, gdy ukazuje się jakiś wynik badania poparcia dla partii, jestem zadziwiona. Kogo oni badali?

Mało co tak sprzeciwia się zdrowemu rozsądkowi jak sondaże dotyczące poparcia dla partii, oczywiście prócz działań samych partii. Za każdym razem, gdy ukazuje się jakiś wynik, jestem zadziwiona. Kogo oni badali? Jak? Sondaże to nie zimny przekaz informacji, tylko kij włożony w mrowisko: dlaczego rośnie, jak nie rośnie? Dlaczego spada, jak nie spada?Ostatni sondaż IBRiS-u dla Onetu (3 kwietnia) był tego dobrym przykładem. Najmniejsze zdziwienie budził PiS ze swoim ponad 30-proc. poparciem (30,5) i to nie dlatego, że je rozumiem, tylko że przywykłam. Żyjemy w kraju, w którym jakaś część mieszkańców po prostu lubi autorytaryzm, izolację i zniszczenie zwane „dobrą zmianą”. To zapewne stały elektorat, który – pocieszają mnie specjaliści – nie zmienia zdania i będzie trwał przy liderze, Smoleńsku, dewastujących reformach po wsze czasy. Bo lidera kocha, w Smoleńsk wierzy, skutków reform nie jest w stanie przewidzieć.

Rośnie PO (29 proc.). To oczywiście mobilizująca wiadomość dla tej partii, ale też nie ma się co dziwić: jeśli ktoś chce postawić na nie-PiS, to stawia na najsilniejszego, choć gdyby miał nieco rozsądku, to powinien wiedzieć, że to nie najlepszy wybór, bo konserwatyzm wielu członków tego ugrupowania jest niebezpiecznie zbliżony do ideologii PiS-u. W Parlamencie Europejskim, gdy trzeba głosować nad przyjęciem dokumentów równościowych, członkowie PiS-u głosują przeciw (w zgodzie z sumieniem), członkowie PO wstrzymują się od głosu (w zgodzie ze strategią). Nie będzie więc w nich silnego oparcia dla budowy nowoczesnego, egalitarnego społeczeństwa, które jest jedyną alternatywą dla państwa PiS-u. Może zwyciężyć jakaś strategia typu PO-PiS.

Zasmuca mnie, lecz nie dziwi ciągłe dołowanie Nowoczesnej (7,4 proc.); jej lider nie rozliczył się jeszcze z chłopięcych szaleństw i wielu wpadek, a członkowie i członkinie jego partii nie potrafią go do tego zmusić ani się usamodzielnić. Gdybyż posłanki Nowoczesnej zrozumiały, że partia ta bez nich jest niczym, a one bez Petru naprawdę będą mogły rozwinąć skrzydła, to być może notowania by urosły. Albo i nie.

Szokuje awans Kukiz’15 (8,8 proc.), partii z kapelusza, bez programu, bez osobowości, z liderem, który nic nie rozumie, mówi (a właściwie pokrzykuje) byle co, byle jak… Z jakich powodów można wspierać taką partię? Jakie racje za tym stoją? Przekora? Zaślepienie typu „pop”?

Trudno powiedzieć. A jednak rośnie. Podobnie z nagłym „sukcesem” SLD (6 proc.). Dlaczego ktokolwiek interesuje się partią, której lider (Miller, bo o Czarzastym nikt nic nie wie) uczuciowo tkwi między Lepperem a Ogórek, a z programów interesują go tylko telewizyjne, w których może wystąpić? Według IBRiS-u do gry weszłoby jeszcze PSL (6,6 proc.). Uważam, że to ogromna zasługa Szyszki. W końcu Pawlak gasił lasy, które Szyszko chce wycinać. Partia Razem poza parlamentem, trochę szkoda, ale ponieważ programowo lubi być „osobno”, więc to może jej sukces?

W sondażu nie pojawiło się pytanie: „Czy wierzysz, że w Polsce będą jeszcze kiedyś wolne wybory?”. A szkoda, bo może sondaże są nam już w ogóle niepotrzebne?

A TE SŁOWA NIE SĄ POSTKOMUNISTYCZNE… TO JEST REŻIM

Krystyna Janda opowiadała u Kuby Wojewódzkiego, jak ją traktuje „dobra zmiana”. – Czekamy na pokolenie, które jeszcze śpi do drugiej w soboty i niedzielę. Oni nie wiedzą jeszcze, o co jest bitwa – mówi Krystyna Janda. Aktorka i reżyserka we wtorek była gościem programu Kuby Wojewódzkiego w TVN.

– Przychodzą do mnie starzy aktorzy. Tacy, którzy mają przed sobą dwa-trzy lata życia i to wiedzą. Mówią: „Nie dożyję zmiany, to straszne”. Oni są tak boleśnie zranieni. Całe życie czegoś chcieli, w końcu to dostali. Czuli, że to wszystko rośnie. Zgadzali się z tym. Nawet kiedy było im trudniej, to wszystko szło w dobrą stronę. I nagle w jednym momencie im to odebrano – mówiła o obecnej sytuacji w Polsce Krystyna Janda. I dodawała:

– Ja też się tak czuję. To są moje ostatnie lata. Mam 64 lata. Następne dziesięć lat to pewnie ostatnie mojego życia artystycznego, zawodowego. Chcę spokojnie patrzeć na tę wiosnę, na dzieci. Dlaczego mam zasypiać, budzić się, cały dzień chodzić i się martwić? Zastanawiać się co mi jest. A to Polska…

Krystyna Janda: Pawłowicz to wstydliwy temat

W ostatnim czasie aktorka jest jedną z ostrych krytyczek PiS-u i rządu, za co atakuje ją prawica. Szczególnie zajadle uderzała w Jandę Krystyna Pawłowicz. Prowadzący program Kuba Wojewódzki nie omieszkał zapytać o poseł PiS-u. – Jak widzę Krystynę Pawłowicz, to jest mi tylko smutno. To wstydliwy temat. Tacy ludzie nie powinni zajmować wysokich stanowisk – skomentowała Janda.

Pytań o politykę było w programie więcej. – Przyjęłaby pani do swojego Teatru Polonia uchodźców? – dopytywał prowadzący show.

– Tak – odparła szybko. I żartując, dodała: – Jeśli umieliby coś zagrać.

Janda opowiedziała, że szukała niedawno aktorów obcokrajowców. Jednym z nich został Bilguun Ariunbaatar, komik pochodzenia mongolskiego znany z występów w programie „Szymon Majewski Show”. – Gra świetnie – przyznała Krystyna Janda.

Potrzeba nam więcej uchodźców

Zdaniem aktorki w Polsce potrzeba coraz więcej uchodźców. – Którzy będą z nami żyć, pracować i tworzyć różnorodny świat. Izolacja jest niepotrzebna.

Janda opowiedziała także o swojej aktywności w mediach społecznościowych: – Nie wyobrażam sobie prowadzenia tak dużej fundacji bez tej aktywności. Ale zatrudniam pana, który co rano likwiduje hejty.

– Jakie? – dopytywał Wojewódzki.

– „Ty komunistyczna kur…, spie… z tego kraju” – przywoływała aktorka. I dworowała sobie: – Kur… rozumiem, ale komunistyczna?

Dodała także, że na swoim profilu ma polubionych sto stron, w tym Leszka Balcerowicza i Rafała Trzaskowskiego. – To świetny facet – uważa aktorka.

Na koniec programu Janda przyznała, że lubi Polskę i Polaków. – Pracuję dla nich całe życie. Wiem, co myślą, rozumiem ich – mówiła.

Waldemar Mystkowski pisze o kolejnym liście Dudy do Macierewicza.

Czyżby Andrzej Duda chciał powstać z kolan mimo reprymendy Jarosława Kaczyńskiego? Oto dalej uprawia „politykę epistolarną”. Jego nominat – szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch – pisze list do Antoniego Macierewicza w sprawie oficerów kontrwywiadu. Tak by się mogło wydawać, lecz ten list ma datę wysłania z połowy marca, czyli z czasów przed uspokojeniem prezydenta przez Antoniego Macierewicza, iż wszystko jest cacy. „Cacy” mogło się nie spodobać nowemu szefowi gabinetu Dudy Krzysztofowi Szczerskiemu, który ma ambicje, a który musi zrobić Dudzie „nowe otwarcie”.

Ludwik Dorn twierdzi – a on wydaje się być znawcą psychologii PiS, jak mało kto – iż Duda realizuje zlecenie Jarosława Kaczyńskiego, aby podtopić Macierewicza. Prezes PiS ma przeciwnika nie lada, który może wyprowadzić z PiS nacjonalistyczny elektorat liczony na 10 proc., a do tego jest w posiadaniu kadzideł smoleńskich dla wiernych tego kościoła. Na kogoś takiego nie można sobie pstryknąć i pozbyć się. Albo podtopiony Macierewicz będzie mniej niszczył siły zbrojne, albo faktycznie potrzyma się go dłużej bez powietrza, to politycznie zejdzie.

Prekursorem pomysłu na list do Macierewicza nie jest ani Duda, ani środowisko PiS, bo powstał on na kanwie interwencji byłego szefa służb specjalnych rządu PO-PSL Marka Biernackiego. Ten zaalarmował Dudę w sprawie degradacji major Magdaleny E., która prowadziła w Afganistanie i na Białorusi ważne operacje kontrwywiadowcze.

Tak więc list Solocha jest antydatowany, ale on wyciekł teraz. Beata Szydło zareagowała w swoim stylu: „Do mnie prezydent listów nie pisze, więc ja wątpliwości nie mam”. Dla niej Macierewicz jest niezastąpiony: „Jestem z pracy ministra Macierewicza zadowolona”. Albo premier ckni się czas kampanii wyborczej i jakiś liścik (polityczny, oczywiście) od Dudy chętnie by przeczytała, albo jest pogodzona, że to nie ona decyduje, kto jest ministrem w jej rządzie. Zresztą, to i to może być prawdziwe.

Podejrzenia w stosunku do Macierewicza rozlewają się dużo szerzej niż tylko w naszym grajdole. Artykuł w „Polityce” Tomáša Forró jest wstrząsający, nie tylko opowiada, jak Macierewicz i jego ludzie rozbijali polski kontrwywiad, coraz powszechniejsza panuje opinia w Europie, jaką ma brytyjski MI-6 (tajne służby JKM). Działania Macierewicza są oceniane jako smoleńska piąta kolumna Putina w Unii Europejskiej. Według Brytyjczyków, właśnie Polska wpada w ręce Kremla i staje się zagrożeniem dla Europy.

Wszystko wokół Macierewicza ciągle wymyka się naszej racjonalnej ocenie, choć opozycja ma jednoznaczne zdanie na temat działań ministra obrony. Może obóz rządowy się wreszcie budzi, poniekąd tak wskazywałaby anemiczna reakcja otoczenia Dudy. Macierewicza nie wystarczy podtapiać, należy go relegować. Czy jednak pisowcy są w stanie to uczynić? Czy dopiero odsunięcie ich od władzy pokaże bezmiar zdewastowania obronności Polski?

Kleofas Wieniawa o malejącym poparciu aktywistów PiS, a zwiększającym się opozycji.

Pomiar IPSOS dla OKO.press dotyczący wsparcia dla obecnej władzy, albo opowiedzenia się w formie czynnego udziału w opozycji, jest ważniejszy niż wszelkie sondaże poparcie dla partii, które są komentowane: „gdyby dzisiaj odbyły się wybory parlamentarne, to…”

4,6 proc. Polaków deklaruje czynne wsparcie dla władzy „dobrej zmiany”, a 13,2 proc. gotowych jest jej przeciwdziałać. Te wielkości Polaków są gotowe uczestniczyć w manifestacjach i akcjach podejowanych ad hoc.

W liczbach rzeczywistych jest to jeszcze bardziej „przemawiajające”. Za rządem PiS uczestniczyć w manifestacjach i podobnych czynnych wsparciach jest gotowych 1,4 mln Polaków, a przeciw – w marszach, protestach, pikietach -nieco ponad 4 mln Polaków.

I to jest rzeczywisty podział Polaków na froncie wojny polsko-polskiej. Stosunek jeszcze nie jest 1:27, ale już wynosi 1:3.

Wielkości po obydwóch stronach dość gwałtownie ulegają zmianie. W ciągu czterech miesięcy – od grudnia 2016 – czynnych wspierających rząd PiS ubyło  – z 6,2 proc do owych 4,6., a protestujacych przeciw władzy przybyło – z 11,2 proc. do 13,2.

To jest ten namacalny suweren, widziany w telewizjach, który jest w stanie czynnie opowiedzieć się za lub przeciw. Z niego – uciekając się do analogii – mogą być rekrutowane bojówki Berkutu i protestujących na nieistniejącym jeszcze Majdanie.

Jestem niemal pewien, że protestujących przeciw „dobrej zmianie” przybędzie, gdyż szykują się akty władzy, które bezpośrednio będą dotykały interesów wszelakich grup zawodowych i społecznych, zaś sankcje Unii Europejskiej dotkną wszystkich.

Sami sobie gotujemy los.

NO I KTÓRĄ ODPOWIEDŹ WYBIERZECIE, ABY WYGRAĆ MILION? 🙂

>>>

Jarosław Kaczyński był dwójkowym uczniem w liceum, ta kwestia pada w rozmowie z Andrzejem Sewerynem. I ten polityk funduje Polsce swój brak zdolności. Pytanie: kiedy rozwali kraj? Bo ku rozpirzeniu zmierzamy.

maPan

Andrzej Duda znowu podszywa się pod kogoś innego. Można z tego nieudolnego człowieka tylko kpić. Z harcerzemi był w lesie, może szukał Ruchadełka leśnego?

CqU3V29WgAA48cY

W Norwegii w internecie uruchomiona została aplikacja do apozstazji. W ciągu pierwszych 4 dni 15 tys. Norwegów wyszło z Kościoła Norwegii.

wystarczyło

W Polsce przydałaby się podobna aplikacji. Wielu rodaków nie chciałoby mieć do czynienia z ta zakłamaną instytucją. Ile milionów Polaków zerwałoby z katolicyzmem?

Ryszard Balczyński pisze, że osoby usiłujące wystąpić z Kościoła rzymskokatolickiego znajdują się w sytuacji „martwych dusz”.

– Faktycznie nie należą one do Kościoła, figurują jedynie w spisie jego członków, co czyni ich członkostwo fikcyjnym. Kościół ma żywotny interes w statystycznym zawyżaniu liczby swoich wiernych, gdyż jest to podstawą propagandową do domagania się korzyści i przywilejów z racji swojej rzekomej przewagi liczebnej w społeczeństwie polskim. Tymczasem, według kryteriów wyżej przytoczonych, wiernych całkowicie należących do Kościoła – czyli tzw. prawdziwych katolików – jest nie więcej, niż ca 30% obywateli polskich.

Fragment wiersza prawników Jacka Dubois i Krzysztofa Stępińskiego „Rzepa” – oczywiście o Trybunale Konstytucyjnym i prof. Andrzeju Rzeplińskim.

dubois stępiński

Tak się zawzięli
Tak się nadęli
Że się spocili
A Rzepy nie wyciągnęli.
Aż wstyd powiedzieć
co było dalej !
Wszyscy na siebie
Po napadali:
Duda na Szydło,
Szydło na Ziobrę,
Ziobro na Piotrowicza,
Piotrowski na Kempę,
Kempa na Kuchcińskiego,
Kuchciński na Pawłowicz,
Pawłowicz na Brudzińskiego,
Brudziński na Kaczorka.

A Rzepa stoi tam gdzie stała
I sprawiedliwości tam pilnowała.

Pisarz Ziemowit Szczerek miał sen.

ziemowit szczerek

Analizuje go Waldemar Mystkowski i dochodzi do konkluzji.

swistaki

Pisarz nawet wyśnił, że z tego wszystkiego Kaczyński odmienił się do tego stopnia, iż udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”, zgodził się z Normanem Daviesem, co do sekty, jaką tworzy jego partia. Przyznał się w skrusze swej do zapędów totalitarnych, antydemokratycznych, czyli zgodził się z opinią Komisji Weneckiej, Komisji Europejskiej, a także Billa Clintona. Po czym nastąpiła u Kaczyńskiego reakcja chrześcijańska rodem ze Średniowiecza, tj. tarzanie się w ślinie, obciętych paznokciach i kurzu. Ostatkiem sił autokratycznych nakazał Sejmowi uchwalić nowe wybory.

W tym momencie pisarz chyba się obudził, gdyż udał się na głosowanie, po czym ogłosił wyniki wyborów. Jasne, bo to był dzień wyborczy, bo Szczerek doznał Dnia Świstaka. Nie wiem, jaką telewizję oglądał? Narodową TVP, czy TVN bądź Polsat, w każdym razie pisarz ogłosił wyniki przyspieszonych wyborów. Znowu wygrała partia prezesa, bo Schetyna i Petru… nie mogą się dogadać.

Szczerek opisał swój Dzień Świstaka, ale czy my dzień w dzień nie doznajemy podobnych „świstaków” ze Schetyną i Petru?

Blogerka Klaudia Jachira sprawdziła, jak sobie poradziła z „Polską w ruinie” premier Beata „Ruina” Szydło.

Inny pisarz – hiszpański, Arturo Pérez-Reverte, konkluduje uniwersalnie, ale u nas to jest udokumentowane. Tchórze, miernoty i idioci rzadzą.

CqDcW1LWcAA3faR

Gdzie Andrzej Duda ma honor? Nie wiem! Nie zaglądałem mu do butów. Na pewno brakiem honoru jest jego postępowanie. Tuż po wyjeździe ze szczytu NATO Baracka Obamy, poleciał do „narodowej” telewizji i manipulował wypowiedzią amerykańskiego prezydenta.

Mamy prezydenta bez honoru. Dydka.

andrzejDudaTłumaczy

– Przekazałem prezydentowi Dudzie nasze zaniepokojenie pewnymi działaniami i impasem wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego – powiedział w piątek prezydent Obama po spotkaniu z Dudą.

A tak bez honoru Duda tłumaczył w TVP Info:

– Nie zaskoczyło mnie poruszenie sprawy TK. Bliscy współpracownicy pana prezydenta Baracka Obamy zapowiadali, że pan prezydent poruszy ten temat w Polsce. Prezydent poruszył ten temat, ale z dużym wyczuciem. Powiedział, że on zagrożenia dla demokracji w Polsce nie widzi. Powiedział, że to nie jest dobra sytuacja, co się dzieje, ale też przyznał, że jest to spór polityczny. Ja powiedziałem panu prezydentowi, że problem polega też na tym, że dzisiejsza opozycja cały spór rozpoczęła poprzez swoje działania przed wyborami parlamentarnymi, a dziś robi wszystko, by się nie zakończył. Jej jej to na rękę, bo poszukuje w tym paliwa politycznego dla siebie.

Duda ma charakter w ruinie.

Cm8N_aDWEAAlahu

Ziemowit Szczerek nie ma litości dla Dudy, po prostu żal mu tego człowieka.

działania

Andrzeja Dudy mi też żal. Jeśli przypomnieć sobie, że jeszcze dzień przed upokarzającym, publicznym klapsem w pupę Andrzeja Dudy wymierzonym przez Obamę naiwnie mówił o tym, że w ramach NATO potrzebne jest „braterstwo wartości”, to żałość bierze. Obama pokazał wyraźnie, że nie interesuje go „braterstwo” z populistyczną prawicą.

Więc nie, nie czuję wstydu. Czuję smutek, choć i jednocześnie trochę śmiać się chce. Przyznaję, że już dawno zacząłem traktować obecny rząd Polski jako ciekawostkę, która z powagą i międzynarodowym prestiżem Rzeczpospolitej Polskiej nie ma nic wspólnego, o wiele mniej niż poprzednie ekipy, które – umówmy się – w tej kategorii również niespecjalnie zachwycały.

Przykro, że mój kraj powoli staje się pośmiewiskiem Europy, czymś na kształt narodowo-katolickiej wersji Białorusi, ale widocznie musi przejść przez to bagno niedojrzałości. I cieszę się, że zdążył wejść do Unii i NATO, zanim jego najbardziej wulgarne złogi podświadomości wydobyły się spod kopca kamieni, którym próbowano je przysypać, i zaczęły rządzić.

Pocieszam się trochę tym, że nadchodzi ciekawe widowisko: obsztorcowany przez Obamę i wystraszony Brexitem Kaczyński, wykorzystany przez Orbána i chlipiący w poduszkę (bo nawet Węgry i Rosja są przynajmniej na tyle trzeźwe, żeby nie mieć wątpliwości, że to, co robią, w granicach akceptacji Zachodu się nie mieści), albo dokona zwrotu proeuropejskiego i zacznie mięknąć, na co będzie patrzeć bardzo wesoło, albo, obrażony, pójdzie dalej kroić salami, co zamieni Polskę w kraj rodem z serialu „Alternatywy 4”. To też, przyznać trzeba, brzmi jak wesoły, choć tragiczny, scenariusz. Ale piękna katastrofa lepsza jest od niepięknej, jeśli już trzeba wybierać wyłącznie między katastrofą a katastrofą.

Podczas szczytu NATO wojsko pod dowództwem Macierewicza obroniło Warszawę. Unicestwiło drona, który został wysłany przez… Macierewicza.

jak

Pascjent Macierewicz popisał się swoją chorobą. Podobno nawet dron wojskowy był produkcji izraelskiej.

– Była próba penetracji Śródmieścia Warszawy przez dron, ale system ochrony świetnie się sprawdził. Urządzenie zostało obezwładnione – ogłosił szef MON Macierewicz.

Cm8itCdWcAAdy1W

Wielkanoc, więc pewna myśl o Jarosławie Kaczyńskim Ziemowita Szczerka i wiersz świąteczny wiecznie żywego Jerzego Ludwika Kerna.

Wesołych jaj!

prezesRósł

Nienawiść do „Polski w ruinie”, do tej beznadziejnej „postkomunistycznej” rzeczywistości, to dziecinna tęsknota do Polski wyobrażonej, nieistniejącej, zamieszkiwanej przez duchy „żołnierzy wyklętych” i zastępy polskich bohaterów. To wszystko ma przykryć beznadziejną codzienność. Codzienność kondominium.

Sam Jarosław Kaczyński jest tego najlepszym przykładem. Urodzony już po wojnie, ale wychowany z głową wsadzoną w to międzywojnie jak w doniczkę, rósł w atmosferze, która była jakimś rozpaczliwym snem o międzywojniu, podczas gdy w realu trwał przaśny PRL. Kaczyński rósł więc w schizofrenii i to ona go ukształtowała. Polska Kaczyńskiego nie istnieje i nigdy nie istniała, bo takie wyidealizowane międzywojnie to bajka. Kaczyńskiego wychowały duchy i demony i teraz ku takiej Polsce duchów, takiej, która nigdy nie zaistniała, prowadzi wyznawców, uczyniwszy z tej Polski religię.

jerzyLudwikKern