Posts Tagged ‘Sąd Najwyższy’

Czy Kaczyński szykuje przyspieszone wybory parlamentarne?

PiS Polską raczej się nie martwi. Oni martwią się o władzę, o koryto, a scenariusz kampanijny nie jest dla nich korzystny. Mogą więc zechcieć zawrócić bieg wydarzeń. Najpierw jednak zmierzą się z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości UE, który w najbliższy piątek wysłucha stron w sprawie decyzji dotyczącej zawieszenia stosowania przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym.

A dzisiaj właśnie w tej sprawie w Brukseli zebrała się Rada ds. Ogólnych, na której nie był żaden polski minister ani wiceminister spraw zagranicznych. Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans był tym wielce zaniepokojony i debatę o Polsce zamknął w 15 minutach. Mateusz Morawiecki w niedzielę zapewniał, iż strona polska w sprawie Sądu Najwyższego przedstawi „bardzo konkretne kroki”. Jakie zatem one będą, gdy dzisiaj są trzymane w tajemnice? A ponadto, co znaczą słowa, że „kompromis wymaga takich jakichś ustępstw z obu stron”. Wszak ani Komisja Europejska, ani TSUE nie demolowali Sądu Najwyższego ani wcześniej Trybunału Konstytucyjnego i sądownictwa.

Można zatem spodziewać się dalszego matactwa rządu pisowskiego, który zechce oddalić w czasie wyrok Trybunału unijnego. Jeżeli dorzucimy do tego stwierdzenie Andrzeja Dudy, że „Bruksela i Europa mają inną wizję państwa niż my”, to możemy spodziewać się, że kompromisu nie będzie.

A zatem, co nas czeka? Prędzej czy później Polexit, który nie ma jeszcze „wzięcia” wśród elektoratu partii Kaczyńskiego, ale nie musi być ostatecznie odstręczający. I właśnie w tym momencie należy uwzględnić to, iż PiS zechce zmienić bieg spraw, przyspieszyć, bo kalendarz wyborczy nie jest dla niego korzystny. A do tego odnowił się w przestrzeni publicznej Donald Tusk, polityk wybitny i skuteczny, który potrafi wygrać z Kaczyńskim i jego marionetkami.

Na agendę wchodzi – na razie jako tajemnica poliszynela – temat przyspieszonych wyborów parlamentarnych, które mają swoją kolej po wyborach do europarlamentu, ale przecież nie muszą. Mogą być już wiosną 2019 roku, gdy Komisja Europejska za sprawą wyroku TSUE jeszcze nie wdroży sankcji.

Już raz Kaczyński na przyspieszeniu wyborów przewiózł się w 2007 roku. Dzisiaj jednak jeszcze Tuska w Polsce nie ma, 2,5 letnia kadencja w Brukseli kończy mu się na jesieni 2019 roku.

Tusk ma świadomość, że Kaczyński coś szykuje, dlatego usłyszeliśmy w Łodzi podczas Igrzysk Wolności tak zdecydowane jego słowa o sytuacji w Polsce i demonstracyjną solidarność z Grzegorzem Schetyną w sprawie jednoczenia opozycji. Ciągle do odwrócenia jest fatalna sytuacja Polski na zewnątrz, której losy się ważą, czy pozostanie liczącym się graczem na Zachodzie, czy zostanie wepchnięta przez PiS w łapy Kremla.

Reklamy

Partanina PiS w sprawie nieuniknionego wyroku TSUE

Niczego nowego nie proponuje PiS w sprawie Sądu Najwyższego. Kwestia oparła się o najwyższy czynnik prawny w Unii Europejskiej, o Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.

A więc premier i podlegli mu ministrowie rozgrywają, jak potrafią – czyli kłamiąc i matacząc, patentowany kłamca (otrzymał ten patent już dwukrotnie w czasie tej kampanii samorządowej) Mateusz Morawiecki swego czasu pochwalił się, że negocjacje z instytucjami unijnymi ma opanowane w małym paluszku.

Najpierw gruchnęła wieść, iż szef dyplomacji Jacek Czaputowicz – mało kto wie, że ktoś taki nim jest – przesłał do Trybunału Konstytucyjnego elaborat kwestionujący zasadność zapytania Zbigniewa Ziobry, czy Sąd Najwyższy może zwracać się z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE, bo TK nie ma takich kompetencji, aby badać prawo unijne, które Polska przyjęła „jako dorobek wspólnotowy” wchodząc do UE.

Po ujawnieniu interwencji Czaputowicza w atrapie Trybunału Konstytucyjnego pojawiły się spekulacje, czy to Ziobro został kozłem ofiarnym 32-procentowego poparcia PiS w ostatnich wyborach. Tak, tak, tak! – komentatorzy przyklasnęli tej wykładni, bo PiS już od trzech lat podobnymi im wodzi za nos, czyli prowadzi na rzeź rozumu

A wraz z tą spekulacją Ziobrze podsunięta została informacja, iż w rządzie – uwaga! uwaga! – pracuje się aż nad trzema ustawami o Sądzie Najwyższym, które mają wdrożyć postanowienie TSUE o zawieszeniu ustawy o SN dotyczącej wieku emerytalnego sędziów. Nad trzema! – a dlaczego nie nad jedną? Tak oni mają! – wspinają się na szczyty absurdów. Ba! – nad ustawą ma ponoć pracować minister nauki i szkolnictwa wyższego. Dlaczego nie minister środowiska? – był zapytać konstytucjonalista prof. Marcin Matczak.

No i wyszło szydło z worka – poprawiam się: wyszło szydło z pisowskiego chachmętu – gdy gruchnęła kolejna wieść, iż Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu nadzwyczajnie przyspiesza rozpatrywanie skargi Komisji Europejskiej na Polskę za ustawę o Sądzie Najwyższym.

To jest clou partaniny PiS w kwestii SN. I jak to w PiS jest, przystępują do dalszego mataczenia. Bo oto Ministerstwo Spraw Zagranicznych (a konkretnie biuro rzecznika prasowego) – dystansuje się od swego szefa, przyznając, iż Ziobro mógł złożyć wniosek o Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej.

Jeszcze inaczej kręcić poczęli zastępcy Ziobry, w tym wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, który stwierdził, iż odwołają się od postanowienia szefa TSUE Koena Lenaertsa, który podjął decyzję jednoosobowo.

Tak wyrażają się ponoć prawnicy z wykształcenia. Wygląda na to, że nie znają prawa – ani unijnego, ani uniwersalnego w Europie obowiązującego – prawa rzymskiego, ani prawa polskiego, bo od postanowienia sędziego o zawieszeniu decyzji, bądź aresztowania – nie ma odwołania.

Partanina PiS w tej kwestii, jak w innych jest uniwersalna. Spartaczyli nam święto 100lecia odzyskania niepodległości, spartaczą naszą obecność w Unii Eureopejskiej, bo to kolejny krok partaczy na drodze do Polexitu.

Społeczeństwo musi się obudzić, choć już może być za późno, w tej chwili na naszym unijnym zegarze jest za kwadrans dwunasta, po wyroku TSUE i nałożeniu sankcji będzie za pięć dwunasta. Wskazówka Polexitu zmierza do nieuchronnego hejnału: żegnaj bratku, czeka cię prezes PiS na ostatku.

„Jarku, przestałeś rozwijać wiedzę prawniczą na etapie badania roli ciał kolegialnych na uczelni w PRL?”

Kaczyński chce mieć prawo, które będzie podporządkowane jego woli, a nie Konstytucji i prawu europejskiemu.

Oto PiS zafundował nam państwo teoretyczne. W przeddzień wyborów samorządowych Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu zawiesił czystkę emerytalną w Sądzie Najwyższym, zastosowując środek tymczasowy w postaci zabezpieczenia: „przywrócenie sytuacji w SN do stanu sprzed wejścia w życie ustawy”.

W poniedziałek I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf przyszła do pracy, tak jak trzech spośród 22 sędziów, którzy zostali przez Andrzeja Dudę odwołani, przyjmując ślubowanie od nowych sędziów.

Prof. Gersdorf skierowała oficjalne pismo do sędziów SN, których przymusowo przeniesiono w stan spoczynku na mocy kontrowersyjnej ustawy. Wezwała do stawienia się w pracy i podjęcia służby sędziowskiej: – „Jako konstytucyjny organ Państwa Członkowskiego, pełniąc nieprzerwanie obowiązki Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej, w wykonaniu postanowienia Wiceprezesa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 19 października 2018 r. w sprawie C-619/18 R Komisja Europejska przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej, wzywam wszystkich sędziów Sądu Najwyższego objętych zakresem zastosowania środków tymczasowych orzeczonych w tej sprawie do stawienia się w Sądzie Najwyższym w celu podjęcia służby sędziowskiej”.

W tym samym czasie w Brukseli szef dyplomacji Jacek Czaputowicz powiedział o decyzji TSUE: – „Będzie potrzebna ustawa, żeby wprowadzić w życie te postanowienia”. Czaputowicz mówił o nowelizacji ustawy o SN, byłaby to już siódma nowelizacja. Dopełniłaby liczbę siedmiu plag egipskich, w tym wypadku siedmiu plag bezprawia, bo tak należy rozumieć odebranie niezależności sądownictwu.

Jeszcze wcześniej prezes PiS Jarosław Kaczyński zapewniał, iż „odwołamy się od decyzji TSUE”. Nie powiedział do kogo się odwoła, bo nie ma takiej możliwości. Wybitny konstytucjonalista prof. Wojciech Sadurski zakpił z Kaczyńskiego: odwoła się „chyba do papieża”, określając wiedzę prawniczą prezesa PiS: – „Jarku, przestałeś rozwijać wiedzę prawniczą na etapie badania roli ciał kolegialnych na uczelni w PRL?”.

Dzisiaj głos zajął prezydent Duda: – „Prawnicy zgłębiają to, co Trybunał postanowił i na pewno w odpowiednim do tego terminie zostaną podjęte przez polski rząd w tym zakresie właściwe decyzje”. Czyli jeszcze nie ma decyzji prezesa PiS.

Podobnie wycofuje się rakiem Czaputowicz: – „Przedstawiłem wczoraj analizę, zgodnie z którą, by wdrożyć orzeczenie TSUE, implementować je, wymaga to nowelizacji ustawy. Nie może być stosowane bezpośrednio. Kiedy to będzie, to jest kwestia władz, parlamentu, rządu, prezydenta, kiedy te działania będą podjęte”.

A TSUE wyraźnie orzekło o zabezpieczeniu: przywrócenie do stanu sprzed wejścia w życie ustawy o SN ws. emerytur sędziowskich. O co toczy się gra? O to, aby nie wykonać decyzji Luksemburga.

Kaczyński chce mieć prawo, które będzie podporządkowane jego woli, a nie Konstytucji i prawu europejskiemu, które zobowiązaliśmy się respektować w chwili akcesji do Unii Europejskiej.

Po wyborach urosły kompleksy Kaczyńskiego. PiS jest niekoalicyjny, tak jak prezes niewybieralny

Cyferki przy zdobyczach w wyborach samorządowych nie za dużo mówią o tym, co się stało przy urnach wyborczych i wcześniej w kampanii, ani co czeka kraj w najbliższej przyszłości. A z pewnością czeka i natężenie oczekiwań będzie gęstsze niż dotychczas.

Przede wszystkim wynik opozycji jest dwukrotnie wyższy niż partii Kaczyńskiego, bo to nie tylko arytmetyka wyników Koalicji Obywatelskiej, PSL, SLD, a nawet Kukiza ’15, ale też komitetów wyborczych lokalnych polityków, którym z pewnością bliżej do opozycji niż do PiS.

Partia Kaczyńskiego nie utrzymała stanu posiadania, jeżeli uwzględni się, jakie środki propagandowe, finansowe i kłamstw zostały użyte podczas kampanii. Ich natężenie nie było dotychczas znane w kraju. Podobne nasilenie propagandy goebbelsowskiej jest używane w dyktaturach i autokracjach, w których wynik PiS byłby uznany za klęskę, a autorzy kampanii daliby głowę na ołtarzu reżimu.

PiS nie ma już za wiele amunicji politycznej oprócz jednego środka i on zostanie niewątpliwie użyty, a jest nim wzmożenie rewolucji prawicowej. Czym się objawi? W najbliższym czasie dojdzie do zderzenia z unijnymi instytucjami, Kaczyński i jego faworyt Mateusz Morawiecki nie wycofają się z tzw. reformy sądowniczej, nie będą respektować wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE. Jak miecz Damoklesa będą wisieć nad władzą PiS sankcje finansowe i otrzymają dużo mniejsze środki z unijnego budżetu niż oczekują. Przekonaliśmy się, jak marnym negocjatorem jest Morawiecki, potrafi tylko wykonywać polecenie przełożonych, tak było w BZ WBK, tak jest w rządzie.

PiS nie ma za co kupować elektoratu, a przegrał sromotnie z PSL na wsi, więc uderzy w media, które w umyśle Kaczyńskiego są winne temu, że występują przeciw jego partii. Każda w tej sferze decyzja zawłaszczenie partyjnego wywoła reperkusje międzynarodowe.

Wyborcy zauważą, że coś jest nie tak ze „zwycięstwem”, które ogłosił prezes Kaczyński, PiS jest niekoalicyjny, tak jak prezes niewybieralny. Zwłaszcza pretensje wyrażą partyjne doły w terenie, które liczyły na frukta w samorządach, a takich nie będzie. Odpowiedzialność za ten stan zwalą na lokalnych posłów, a ci zmuszeni zostaną knuć przeciw swoim ministrom. Władza PiS niespójnie zachowa się przy każdej trudniejszej decyzji, przy każdym kryzysie, a te przyjdą z zewnątrz i ze strony opozycji. To rodzić będzie konflikty wewnątrz PiS, nad którymi nie zapanuje schorowany prezes, Morawiecki zaś nie ma posłuchu w aparacie partyjnym.

Bardzo dużo zyskuje na wyborach samorządowych szczególnie jeden polityk, mianowicie szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Uważany będzie za tego, który nie przegrał mimo zmasowanego ataku PiS, ciągle należy podkreślać, że w natężeniu dotychczas niespotykanym. Ci którzy się obronili, obsadzili swoich prezydentów w największych miastach w Polsce, z automatu – jak to w kulturze popularnej – uważani są za bohaterów kultowych, traktowani jak charyzmatyczne postaci.

Schetyna ma szanse ma mityzację swojej osoby, urósł przy Rafale Trzaskowskim, Hannie Zdanowskiej i Jacku Jaśkowiaku, a Kaczyński zmniejszył się do wielkości wójta bądź burmistrza z Pcimia. Tak działa podświadomość i takie będzie postrzeganie „wygranej” PiS.

Do wyborców dotrą wielkości zwycięstw. W Warszawie wygrał Trzaskowski, a w Pcimiu jakiś Daniel Obajtek. Zatem Koalicja Obywatelska, a wraz z nią przewodniczący Schetyna będą się mieli do PiS i Kaczyńskiego, jak stolica kraju do owego Pcimia.

Poważnej polityki nie da się prowadzić w Pcimiu, bo w takich miejscowościach można uprawiać tylko kompleksy. I na to skazany jest PiS – na kompleksy Kaczyńskiego, które jeszcze bardziej mu urosły.

Niezależność sędziów wygrywa ze służalczością

W środowisku sędziowskim raczej nie było konfliktu między togą a liberią, bo sędziowie zachowali się nad wyraz poprawnie, oprócz niedużego odsetka służalców, których PiS wykorzystał do tzw. reformy sądownictwa.

Ta pisowska łyżka dziegciu jednak na długo zepsuła polskie prawo. Będzie ta okoliczność wykorzystywana przez przestępców, którzy z ochotą powołają na PiS, a do partii Kaczyńskiego i rządu należy też Mariusz Kamiński, do którego nieprawnie prawo łaski zastosował Andrzej Duda. Najprawdopodobniej Kamiński kiedyś pójdzie za kraty na swoje zasłużone 3 lata. O ile nie na więcej, bo to on może stać za wieloma aferami PiS, w tym podsłuchową.

Trybunał Sprawiedliwości UE przez zamrożenie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym o wysyłaniu sędziów SN i NSA na wcześniejszą emeryturę przywraca wiarę, że sądownictwa obroni niezależność w takiej mierze, w jakiej kodyfikuje prawo unijne.

W poniedziałkowym jazgocie wyników głosowania do samorządów zagłuszony zostanie powrót sędziów odesłanych przez PiS na emeryturę. I tak – do Naczelnego Sądu Administracyjnego wraca 8 sędziów. Prezes NSA Marek Zirk-Sadowski zapowiedział już, że będzie im wyznaczał normalne posiedzenia sądu.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf nie może być usunięta. Nieważne jest ślubowanie sędziów w liberiach, które przyjął prezydent Duda, gdyż nie mogą być powołani nowi sędziowie na miejsca tych, którzy wracają do orzekania. Jasne?!

Do tej pory wiadomo o tym, że wraca siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, pisze o tym na Facebooku sędzia Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej SN.

Jak zachowa się PiS w stosunku do powracających sędziów? Będzie to bardzo ciekawe, bo jakiekolwiek rozwiązanie siłowe, zdegraduje jeszcze bardziej Polskę w  Unii Europejskiej.

Środowiska sędziowskie do tej pory zachowują się bardzo porządnie, wszak cztery najważniejsze stowarzyszenia sędziowskie Themis, Iustitia, Pro Familia i Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych zajęły stanowcze i jasne stanowisko o tym, że ustawy PiS i postawa prezydenta Dudy wskazują, że weszli na ścieżkę Polexitu.

W walce togi (niezależność) z liberią (służalczość) ci pierwsi wygrywają zdecydowanie. Polacy mają się z czego cieszyć, elity prawnicze ich nie zawodzą. A jeżeli tak jest, to wynik przegranej PiS jest przesądzony, niewiadomym jest tylko, kiedy Kaczyński i jego towarzystwo polegną i jak efektownie, bo może być tak, jak podobny autokrata Janukowycz na Ukrainie, który salwował się ucieczką do Rosji.

Przed ciszą wyborczą PiS dostaje baty od Trybunału Sprawiedliwości UE

Tuż przed ciszą wyborczą siły prodemokratyczne dostają paliwa, aby trwać przy nieposłuszeństwem obywatelskim, a prof. Małgorzata Gersdorf urasta do symbolu tej, której nie złamał niekonstytucyjnie prezydent Andrzej Duda.

I Prezes wytrwała do tego pięknego dnia, w którym TSUE zawiesza czystkę emerytalną w Sądzie Najwyższym zastosowując środek tymczasowy w postaci: „przywrócenie sytuacji w SN do stanu sprzed wejścia w życie ustawy”.

No to Duda ma się z pyszna, bowiem obniżył sędziom wiek emerytalny z 70 do 65 lat i zapewnił sobie – wbrew Konstytucji – prawo do decydowania, którzy z nich mogą orzekać dłużej. Na tej podstawie Duda od lipca usiłuje usunąć z SN 22 osób.

Sędziowie do tej pory trzymali się Konstytucji i oto zaświeciło im słońce. Nie było daremne trwanie przy praworządności.

Duda musi podjąć decyzję, która będzie zgodna z prawem unijnym, gdyż nierespektowanie „środka tymczasowego” zaleconego przez TSUE będzie w przyszłości jednym z oskarżeń go przed Trybunałem Stanu.

„Zabezpieczenie” Trybunału Sprawiedliwości UE wprowadza zakaz powoływania nowego I Prezesa SN a także wprowadzenia boczną furtką jakiejkolwiek osoby pełniącej jego obowiązki. Triumf niezłomności prof. Gersdorf PiS w oczy kole.

Ta decyzja TSUE to prztyczek dla władzy, która twierdzi, że „nie chce wyprowadzać Polski z UE”. Ignorowanie decyzji sądu unijnego jest drogą do Polexitu.

Prawnie Duda i władza PiS zobowiązane są przestrzegać „środka tymczasowego” od chwili doręczenia. Sam wyrok TSUE zapadnie nie tak szybko, to kwestia miesięcy, ale dzisiaj wymogiem jest fumus boni iuris, czyli wstępne przekonanie, że skarga Komisji Europejskiej jest niepozbawiona poważnych podstaw.

Poważnie! PiS dostaje baty tuż przed ciszą wyborczą.

Kaczyńskiego filozofia kołków

Pisowska gra nie jest obliczona na żaden dialog ani dogadanie się z kimkolwiek.

Mamy prawo się śmiać z tego, że Jarosław Kaczyński – chory na kolano – uskutecznia na Mierzei Wiślanej filozofię PiS: do trzech kołków sztuka. Bo trzeci raz wbijana jest łopata w przyszły przekop, choć nie ma dokumentacji na budowę, nie rozpisano żadnego przetargu, zaś ekonomiści uważają, że inwestycja zwróci się za 500 lat.

Pisowskie teatrum trwa, żaden Bareja tego by nie wymyślił, a Mrożek poległby przy tak kreowanej przez PiS grotesce. Mateusz Morawiecki naprawia swój wizerunek za państwowe pieniądze – 40 baniek (milionów) popłynie do jakiejś stajni wyścigowej, bo Morawiecki cieszył się na taśmie z podsłuchu w „Sowie…”, że Robert Kubica złamał rękę.

PiS jednak przymierza się do długiego trwania przy korycie. Politycy tej partii władzy nie oddadzą ot tak za pomocą kartki wyborczej, gdy przegrają. Testują różne metody, jak choćby w wypadku Hanny Zdanowskiej, która ma być pozbawiona funkcji prezydent Łodzi i zastąpiona komisarycznie. Możliwe też, iż jej nazwisko zostanie wykreślone z kart do głosowania, które są drukowane.

PiS zaczął myśleć o stworzeniu struktur własnej oligarchii, która będzie kształcona na „swoich” uczelniach, do takich zalicza się toruńska szkoła Rydzyka. Narodowy Bank Polski przeznacza na podyplomowy wydział ekonomiczny 246 tys. zł w tym roku, aby wykuwać patriotyczne kadry od finansów.

Student uiszcza czesne tylko w wysokości 500 zł, resztę pokrywa państwo zarządzane przez PiS. Nie każdy jednak może uczyć się u Rydzyka, musi mieć zaświadczenie o czystości wiary od swojego proboszcza. I wcale nie jest to taki drobiazg, jakby się wydawało. Do takiej pomocy państwa będą mieli dostęp tylko niektórzy, a więc mamy do czynienia z segregacją ze względu na wiarę. Przede wszystkim studenci będą podlegali weryfikacji politycznej wg strychulca PiS.

Z takimi kadrami, których kariera zależna będzie od władzy, można nie kłopotać się jakimiś niezależnymi fachowcami. Tak tworzone państwo nie może być otwarte, dlatego realizowany jest program wycofywania się Polski z Unii Europejskiej.

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans na zwołanej po raz szósty (szósty kołek) Radzie UE od chwili wszczęcia postępowania z art. 7 traktatu o UE o stanie praworządności w Polsce powiedział: – „Polskie władze nie wykorzystały naszej skargi do TSUE, by wstrzymać nominacje sędziów Sądu Najwyższego. Przeciwnie, Polska przyspieszyła”.

PiS przyspiesza demolowanie Sądu Najwyższego, wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański podczas zamkniętej debaty bezczelnie w oczy kłamał, iż nowi sędziowie Sądu Najwyższego zostali zaprzysiężeni na nowe miejsca, a nie na miejsca zwolnione wbrew Konstytucji przez przeszło 20 sędziów i kwestionowane przez Komisję Europejską.

Pisowska gra nie jest obliczona na żaden dialog ani dogadanie się. Będą trwać przy swoich niepraworządnych racjach. Komisji Europejskiej się znudzi i wszczęte zostaną sankcje, a wówczas Kaczyński powie: adieu, Unio. Tak wygląda filozofia kołków, niestety ciosanych na naszych głowach.

Kacyk Kaczyński w limuzynie przyjął premiera i ministra

Polska pisowska nie mieści się w żadnym standardzie krajów demokracji zachodniej.

Przyzwyczajamy się do naszej republiki bananowej, która ma już swój rytm, rytuały, repertuar zachowań i gestów akolitów oraz jednego kacyka. Do najważniejszego wydarzenia z punktu działania mechanizmów operetkowej republiki doszło przy placu Piłsudskiego.

Prezes Kaczyński złożył kwiaty pod pomnikiem ze schodami, bo dzisiaj 10 dzień miesiąca. Już nie ma deptania do prawdy na Krakowskim Przedmieściu, bo ta została koncertowo wygaszona. Kaczyński zrobił w swojej limuzynie krótką żołnierską odprawę dla Mateusza Morawieckiego i Mariusza Błaszczaka. W ciągu 13 minut złożyli raporty i otrzymali instrukcje.

Na zewnątrz liczba funkcjonariuszy ze Służby Ochrony Państwa większa niż dostają dla swego bezpieczeństwa prezydenci USA. Tak się nosi Kaczyński, tak działa państwo polskie – w limuzynach, karne w stosunku do kacyka i z dala od szarych ludzi.

Zresztą prezes się nie szczypie. Nie stawia się do pracy, choć jeździ po mieście i po Polsce na różne konwencje i mityngi wyborcze w otoczeniu bizantyjskiej ochrony. Od marca – czyli w ciągu pół roku – stawił się dwa razy do pracy, a z 9 posiedzeń Sejmu obecny był tylko na jednym. Za to wszystko zainkasował 110 tysięcy zł.

On i jego akolici noszą się z pańska. Morawiecki obywateli traktuje tak, jak w rozmowie na taśmie z podsłuchu (nowe nagranie opublikowane przez Onet), gdy o reklamie banku BZ WBK z Chuckiem Norrisem w roli głównej mówi, że jej propaganda działa rewelacyjnie: – „Ludzie są tacy głupi, że to działa! Niesamowite!”.

Morawiecki nie jest tak sprawny fizycznie jak strażnik Teksasu ani jak Donald Tusk, który harata w gałę.  Ma jednak talenty Janosika, czym się chwalił po spotkaniu z gazdami i bacami w Zakopanem. Lecz Janosik musi się liczyć z tym, co spotkało jego poprzednika, został powieszony za żebro, niektórzy uwspółcześniają – za Ziobrę.

Janosik ma dla „głupich ludzi” miskę ryżu, która jest kolejnym symbolem władzy PiS. Premier przekonał się o tym, gdy na spotkaniu w Augustowie mieszkańcy przynieśli ryż, ale po spotkaniu zostali spisani przez policję. To następna nowa świecka tradycja.

Andrzej Duda, któremu uszy już puchną od okrzyków „Konstytucja”, powołał nowych 27 sędziów Sądu Najwyższego wbrew uchwale Sądu Najwyższego i wyrokowi Naczelnego Sądu Administracyjnego, a także wbrew planowanemu za kilka dni wydaniu zabezpieczenia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Wieść o przyjętym przez Dudę ślubowaniu nowych sędziów dotarła natychmiast do Luksemburga, siedziby TSUE. Unijni prawnicy uznali, że Duda zdecydował się rozpocząć otwartą wojnę z tą unijną instytucją. Postępowanie Dudy zostało nawet nazwane wprost: – „Jest okolicznością obciążającą w postępowaniu przed Trybunałem Sprawiedliwości UE”. Co brzmi jak zarzut z Kodeksu karnego.

Polska pisowska łamie we współpracy z instytucjami unijnymi „zasadę lojalnej współpracy”, to znaczy stawia się na pozycji wroga. No, ale republika bananowa nie mieści się w żadnym standardzie krajów demokracji zachodniej.

Duda puka spod dna

Prezydent powoła kolejnych sędziów Sądu Najwyższego, co oznacza złamanie zawieszeń przepisów nałożonych na procedurę powołania przez Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Administracyjny.

Nic nie wiedziałem o pewnych zdolnościach Andrzeja Dudy. Znałem jego dziwne uśmieszki, gdy nie wiedział, jak się ma zachować. Wstyd mi było za niego, gdy stał, a powinien mieć pod czterema literami krzesło, bo tak nakazuje godność sprawowanego urzędu – prezydenta RP. Dla odmiany klęczał, gdy na horyzoncie zobaczył klechę. Znam więc Dudę surrealnego, by nie napisać dadaistycznego. Duda dada.

Piszę „dada”, bo Duda to taka polityczna sztanca, został wciśnięty na siłę na urząd, do którego się nie nadaje i jest marionetką w rękach wiadomo kogo. Duda dada, cokolwiek mu wypadnie, jak rzut kostką, powtórzy mechanicznie (za prezesem): dada. Poznałem jego nową zdolność wcielania się, dawania twarzy powszechnie znanym powiedzeniom, przysłowiom, aforyzmom.

W rankingu praworządności opracowanym przez ekspertów Fundacji Bertelsmanna Polska pod władzą PiS zaliczyła spadek o 29 pozycji i na 41 krajów Unii Europejskiej i OECD znajdujemy się na 37. miejscu. Czyli 5 pozycji powyżej dna.

Widocznie nie spodobało się to Dudzie, bo oto jutro (10.10.) ma powołać kolejnych sędziów Sądu Najwyższego. To znaczy, że przyjęcie ślubowania będzie złamaniem zabezpieczeń nałożonych na procedurę powołania przez Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Administracyjny.

W sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda orzeczenie o jej zgodności z unijnym prawem. Wiemy już, kto poprowadzi sprawę – wiceprezes TSUE Hiszpanka Rosario Silva de Lapuerta. Jest ona znana pisowskim „reformatorom sądownictwa”. Już wydała orzeczenie, gdy irlandzki sąd pytał o niezawisłość sądownictwa i wstrzymywał ekstradycję Polaka. Rosario wydała werdykt: irlandzki sąd ma prawo oceniać ryzyko dla praworządności i rzetelnego procesu w innym państwie członkowskim, czyli w Polsce.

Duda zatem uwzględnił możliwość bliską pewności, iż Hiszpanka uzna niezgodność pisowskiej ustawy z prawem unijnym i unieważni wybór sędziów. A to z kolei skutkuje tym, że w rankingu praworządności spadniemy na dno.

Gdy władza PiS i dadaistyczna pacynka Duda nie zastosują się do wyroku TSUE, dojdzie do realizacji aforyzmu Stanisława Jerzego Leca. Duda będzie mógł powiedzieć o praworządności w Polsce, do upadku której walnie się przyczynił: „Sięgnąłem dna i usłyszałem pukanie od dołu”.

Duda jak echo, będzie mógł następnie zapytać i odpowiedzieć sobie: – „Kto od dołu puka? Ja, Duda”. Taki z niego aforysta prosto z pogłębionego Leca.

Ojkofobia czy kaczofobia?

Jarosław Kaczyński niczym tsunami wzbudził falę ojkofobii, która związana jest jednak z jego osobą i winna się nazywać właściwie – kaczofobią.

Ojkofobia rozlała się szerokim nurtem po Polsce i Polakach. Zdaje się, że dotyczy w głównej mierze tego, który ten termin upowszechnia – Jarosława Kaczyńskiego. Otóż prezes Kaczyński zaskarżył Lecha Wałęsę o to, że ten powiedział, iż prezes jest mimowolnym sprawcą katastrofy smoleńskiej, bo telefonicznie ponaglał brata Lecha do lądowania w Smoleńsku, a oprócz tego Wałęsa sugerował niedyspozycję psychiczną prezesa.

Wydawałoby się, że Kaczyński powinien w te pędy lecieć do sądu, gdy już wyznaczono termin rozprawy, lecz nadsyłał usprawiedliwienia, iż jest chory na kolano (acz nie na głowę). Wałęsa upierał się, że Kaczyński kłamie, bo w tym czasie bywał w górach (zdjęcia publikował Joachim Brudziński), a także obwożono go w ruchomym cyrku kampanii wyborczej PiS, aby wygłaszał krótkie przemówienia jako dyrektor pisowskiej menażerii i na dowód, że daleko mu do mauzoleum. Jednak prezes padł, znowu powędrował do szpitala leczyć kolano. Niestety, pojawił się kolejny termin, Kaczyński bohatersko wziął sobie to na klatę i zlecił metodę telekonferencji, stosowaną na świecie w szczególnych wypadkach, gdy przesłuchiwano bossów mafii.

Do zdalnego przesłuchania nie doszło, bo sprzęt też dostał ojkofobii, po prostu zwyczajnie padł, odmówił posłuszeństwa. Ojkofobia zdaje się, że dotknęła też Andrzeja Dudę, który został złapany na dalekim forum ONZ w Nowym Jorku, gdzie gęba mu się śmiała, bo udało mu się przysiąść do Donalda Tuska. Nie dziwię się Dudzie, który spotyka się zewsząd z ostracyzmem, a gdy zobaczył rodaka, to nie mógł powstrzymać się od pozytywnych emocji i dał temu upust z dala od kraju dotkniętego nie tylko ojkofobią.

Radość Dudy może mieć kilka den. Jedno z pytań może brzmieć – ciekawe, z kogo się naśmiewali Tusk i Duda, a jeszcze ciekawsze, czy ten ktoś będzie zadowolony… tym bardziej, że cierpi na kolano. Powyższe pytanie sformułował Roman Giertych.

Marek Migalski zaś postrzega inaczej: Tusk spalił Dudę, bo jeśli ktoś na tych uśmiechach stracił, to przecież Duda, nie Tusk, a zatem prezydent dał się podejść jak dziecko. Ale może być jeszcze inaczej. Duda nie daje już rady w kraju, być prezydentem to nie na jego brzemię. Może przeczytał „Fakt”, w którym piszą, że w wyborach prezydenckich Kaczyński nie wystawi jego, a Mateusza Morawieckiego.

I z kogo się śmiali? Rzecz jasna z prezesa, a Tusk ponadto ze swego byłego doradcy Morawieckiego. Każdy śmiałby się w Nowym Jorku, gdyby uświadomił sobie, jak w kraju męczą się w rynsztoku kłamstw Morawiecki z Kaczyńskim.

Zaś zupełnej ojkofobii dostał Naczelny Sąd Administracyjny, który nakazał wstrzymanie wykonania uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z wnioskami o powołanie sędziów Sądu Najwyższego do Izby Karnej SN.

Gdyby ojkofobia miała siłę kołka osikowego, to już mielibyśmy do czynienia z końcem chorych emocji godnych horroru, które wzbudził prezes Kaczyński. Wywołał do tablicy najwyższe gremia władzy sądowniczej, a te postanowiły, iż Zgromadzenia Ogólne sędziów dwóch izb Sądu Najwyższego zgodnie z nową ustawą o Sądzie Najwyższym zebrały się w celu wyboru następców swoich odesłanych w stan spoczynku prezesów Stanisława Zabłockiego i Józefa Iwulskiego. Efekt – sędziowie stwierdzili, że obaj nadal są prezesami izb.

Czyli ta pseudo reforma sądownictwa dokonana przez PiS jest guzik warta, oto legła w gruzach. Władza sądownicza działa zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej. W kraju prezes Kaczyński niczym tsunami wzbudził fale ojkofobii, która związana jest jednak z jego osobą i winna się nazywać właściwie – kaczofobią. Oj, kaczyzm nie podoba się nam i władzom unijnym, bo to po prostu swojska odmiana autokracji, która jest obca zachodnim wartościom.