Posts Tagged ‘Wojciech Sadurski’

Pomoc byłym członkom SKOK obiecała m.in. Kancelaria Prezydenta, ale po wyborach parlamentarnych zmieniła front. 

Nagłe zmiany prokuratorów, fałszywe komisje, wizyty na ul. Nowogrodzkiej i u ojca Rydzyka – tak wygląda codzienność tych, którzy walczą o odzyskanie pieniędzy i wykrycie sprawców największego przekrętu w historii III RP. Zdaniem byłych członków SKOK Wołomin, obecna władza tkwi w tej aferze po uszy.
  • Byli członkowie SKOK ujawniają kulisy kontaktów z czołowymi politykami PiS
  • W 2015 r. zwrócili się do Jarosława Kaczyńskiego. Ten polecił kontakt z CBA, które odmówiło zajęcia się sprawą
  • Pomoc obiecała Kancelaria Prezydenta, ale tuż po wyborach parlamentarnych zmieniła front. Doradca Dudy: nie mam nic do powiedzenia
  • Ojciec Rydzyk umówił poszkodowanych z Patrykiem Jakim, ale do spotkania nigdy nie doszło
  • Byli członkowie SKOK mówią wprost: działania Ziobry i Ministerstwa Sprawiedliwości sprzyjają organizatorom tej kradzieży

Tak PiS sięga do kieszeni Polaków ❗️#paliwoPlus

Nie tylko cena paliw rośnie: energia, gaz, od 1.07 woda, wcześniej podatek bankowy, wkrótce handlowy. Wszyscy składamy się na .

Prof. Wojciech Sadurski pisze o Trumpie.

Plebs, dowieziony autokarami na Plac Krasińskich i wrzeszczący “Do-nald-Trump!” a chwilę przedtem, w kierunku Lecha Wałęsy „Bo-lek!” i „Precz-zko-mu-ną!”, to był ten sam plebs, choć może pokoleniowo późniejszy, co ten, który wrzeszczał na polskich placach „Po-mo-że-my!” a nieco wcześniej „Sy-jo-niś-ci do Sy-ja-mu!”.

Trump, polityczny trup we własnym kraju, prezydent „cieszący się” najniższą popularnością społeczną od czasu, gdy zaczęto w USA robić na ten temat sondaże, przeczytał z telepromptera ładny esej o historii, napisany przez jakiegoś researchera z Departamentu Stanu, ale jego prawdziwe myśli zaprezentowane zostały, gdy nie miał telepromptera i mówił z głowy. W czasie konferencji prasowej, kompletnie zignorował gospodarza, czyli Andrzeja Dudę i wdał się, w swoim stylu, w małostkowe, przepełnione kompleksami i złością, porachunki z amerykańskimi mediami, a także – co było złamaniem wszelkich kanonów takich wystąpień prezydenckich za granicą, ze swoim poprzednikiem.

Wybrany przez Rosjan, a w każdym razie przy ich walnym wsparciu, Donald Trump starał się rozmyć prawdę, potwierdzoną przez FBI, o zewnętrznym wpływie na wynik wyborów, twierdząc, że poza Rosjanami mogli to robić także jacyś inni ludzie, z bliżej niezidentyfikowanych krajów. Blagierstwo Trumpa na chwilę podjął też Andrzej Duda, skarżąc się, że jakieś media nie relacjonowały jego wizyty w… Chorwacji. W ten sposób stworzył z Trumpem wspólnotę pokrzywdzonych.

Ot, takie było to spotkanie dwóch Prezydentów. Ciekaw tylko jestem, dlaczego ten tłum, wrzeszczący na Placu Krasińskich, nie krzyknął chociaż raz: „Pomóż zdobyć wrak!”. Przecież to był główny powód radości z wyboru Trumpa okazywanej przez PiS i media Karnowskich czy Rydzyka: Trump miał przymusić Putina, by ten zwrócił główny dowód na zamach. Czy Andrzej Duda zdobył się na odwagę, by o tym wspomnieć? Myślę, że znam odpowiedź.

PiS z uporem maniaka manipuluje ws ! trwa! Amber Gold zaczyna być kotwicą dla kłamstw PiSu!

PO zapowiada powołanie parlamentarnego zespołu ds. SKOK-ów

Posłowie PO Izabela Leszczyna i Krzysztof Brejza zapowiedzieli, że jeśli nie powstanie komisja śledcza ds. SKOK-ów, wówczas Platforma jesienią powoła parlamentarny zespół w celu wyjaśnienia – jak podkreślili – m.in. powiązań polityków PiS ze SKOK-ami.

Leszczyna podkreśliła, że marszałek Sejmu Marek Kuchciński wciąż nie poddał pod głosowanie uchwały PO ws. powołania komisji śledczej ds. SKOK-ów. – Co PiS ukrywa w SKOK-ach? To pytanie będziemy zadawać tak długo, aż PiS wreszcie powoła komisję śledczą ws. SKOK Wołomin – zapowiedziała. – Jeśli PiS nie zrobi tego, jesienią powołamy parlamentarny zespół, w którym będziemy wyjaśniać krok po kroku, kto stoi za oszustwami w SKOK-ach, kto odpowiada za tę aferę, kto na niej dorobił się majątku i dlaczego tak wielu oszukanych ze SKOK Wołomin nie może dzisiaj znaleźć pomocy w PiS-ie – dodała Leszczyna.

Posłanka PO zaznaczyła, że w tym tygodniu SKOK-i obchodziły 25-lecie działalności i z tej okazji, dodała, prezydent Andrzej Duda i prezes NBP Adam Glapiński wystosowali listy do Kasy Krajowej. W listach, według Leszczyny, piszą o „szczególnej misji SKOK-ów”. – Chcielibyśmy się dowiedzieć, co to za misja? Bo z pewnością nie jest to tania pożyczka dla biednych, bo kredyty w SKOK-ach oprocentowane są o wiele wyżej niż w bankach – zaznaczyła posłanka. – Jeśli prezes NBP pisze do Kasy Krajowej, notabene do prezesa, który nie ma pozytywnej opinii KNF-u, żeby tę funkcję piastować, że będzie wspierał SKOK-i, to zaczynamy się bardzo niepokoić, czy Bank Centralny w Polsce jest rzeczywiście bankiem niezależnym, niepodlegającym wpływom politycznym – dodała Leszczyna.

Brejza podkreślił, że PO niepokoi „umacnianie się pozycji w państwie i instytucjach”. – Zwłaszcza odpowiedzialnych i związanych z władzą sądowniczą – mówił. Jak dodał PO niepokoi również wzrost wpływów SKOK-ów w Trybunale Konstytucyjnym. Według polityka PO część sędziów Trybunału, w tym Henryk Cioch i Lech Morawski „to osoby powiązane z systemem SKOK”.

– To jest bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę chociażby fakt, że krótko po wygranych wyborach przez PiS prokuratura umorzyła sprawę SKOK-ów – mówił Brejza. Jak dodał w sprawie SKOK-ów badane były różne wątki, m.in. założenie przez obecnego senatora PiS Grzegorza Biereckiego spółki holdingowej w Luksemburgu. – Środki z systemu SKOK zaczęły płynąć szerokim strumieniem do spółki w Luksemburgu – wskazał.

– SKOK-i każdego dnia padają, system ten jest niewydolny, a senator Bierecki z klubu PiS zarobił w ostatnich latach 50 mln zł, jest krezusem. To są wpływy niemalże magnackie – ocenił Brejza.

Poseł PO zapowiedział, że parlamentarny zespół ds. SKOK-ów będzie „wnikliwie zbierał materiały”. – Podejmujemy to wyzwanie panie prezesie Kaczyński, panie senatorze Bierecki – podkreślił Brejza. – Mówi się, że istnieje nienazwany, nieformalny klub posłów SKOK-ów. To są posłowie PiS finansowo związani ze SKOK-ami, posłowie, którzy reprezentują też interesy SKOK-ów. My to wszystko wyjaśnimy – dodał.

Według Brejzy z pożyczek branych w SKOK-ach sfinansowana została m.in. działalność Amber Gold. – Tych związków pomiędzy Amber Gold a SKOK-ami jest znacznie więcej, podejmujemy to wyzwanie. Wyzwanie ujawniania prawdy na temat SKOK-ow. Prawda wyjdzie na jaw – powiedział.

TAKIEJ AFERY NIE WOLNO ZAMIATAĆ POD DYWAN. TO BĘDZIE POCZĄTEK KOŃCA PiS

A Nowoczesna już powołała zespół parlamentarny ds. SKOK-ów.

– Powołujemy zespół ds. wyjaśnienia sprawy SKOK-ów. Podpisało się już 22 posłów, ale lista jest otwarta. Liczymy na to, że do zespołu dołącza też posłowie i senatorowie PiS. Im szczególnie, jeśli chcą mieć czysta kartę, powinno zależeć na tym, by tę sprawę wyjaśnić – poinformował Paweł Pudłowski na briefingu w Sejmie.

Waldemar Mystkowski pisze o Lechu Wałęsie, który z nim będzie uczestniczył w kontrmiesięcznicy 10 lipca.

Blady strach PiS z powodu Wałęsy

Na obóz rządowy padł blady strach z powodu udziału w kontrmiesięcznicy Lecha Wałęsy. Nie mają dobrego sposobu, jak zapobiec temu, aby nie wziął w niej udziału laureat pokojowej Nagrody Nobla i ikona walki o niepodległość. Już nie wystarczą seanse nienawiści, jak na placu Krasińskich podczas przemówienia Donalda Trumpa, gdy zwieziona gawiedź pisowska reagowała „Bolkiem” na pojawienie się Wałęsy i wymienienie jego nazwiska przez Trumpa.

Orwella stosuje się w TVP i planowany jest na czasy, gdy naród zostanie chwycony za twarz. Ten sposób nie zadziała teraz, bo Wałęsa nie jest strachliwy, jak prezes Kaczyński.

Rozważany jest wariant z niedopuszczeniem Wałęsy do Krakowskiego Przedmieścia. Ochrona BOR – na rozkaz pisowskiego ministra Błaszczaka bądź jego zastępcy Zielińskiego – może dostać sygnał, że Wałęsa jest zagrożony i mogą wynieść go w trakcie zbliżenia się do miejsca protestu lub już z Krakowskiego Przedmieścia. Odbyłoby się to wbrew woli Wałęsy i miałoby cechy aresztu domowego – już przerabiano ten schemat na poprzedniej miesięcznicy – a nawet można byłoby określić takie działanie chwilowym internowaniem.

Inny wariant to wyniesienie Wałęsy „siłami społecznymi”, tj. deklarującymi się Karolem Guzikiewiczem ze związkowcami. Podobno akces zgłosili też kibole Arki Gdynia, którzy nie powrócą po meczu o Superpuchar z Warszawy, by zostać do pomocy Guzikiewiczowi. Chęć także zgłosili narodowcy byłego księdza Międlara z Wrocławia. Wówczas policja musiałaby się wycofać i pozwolić „działać” tym ormowcom związkowo-kibolsko-endeckim. Przerabiano to w Radomiu wobec KOD-u. Ale kontrmiesięcznica to jednak zupełnie inna półka.

W tym wariancie opanowanie chaosu może grozić skutkami najgorszymi. Rozpatrywany jest wariant klasyczny, typowo pisowski, bo stosowany przez wszelkie reżimy: prowokatorzy wmieszani w tłumy protestujących. Prowokatorzy zawodowi i prowokatorzy, których PiS powtykał wcześniej w niezależne stowarzyszenia, jak komuniści w „Solidarność” w latach 80-tych. Prowokacje mogą być różne, a podstawowa to przemoc, wówczas policja rozpędza protestujących, nie bacząc na Wałęsę i Frasyniuka.

PiS ucieknie się do zastosowania któregoś ze scenariuszy, a może do jakiejś hybrydy, acz nie przeceniałbym subtelności Błaszczaka i Zielińskiego, to chodzące deficyty, więc raczej walną rozwiązaniem z grubej rury. Kontrmiesięcznice rosną w siłę, bo to nie tylko członkowie Obywateli RP.

Nie znam zbyt dobrze tej nowej ustawy o zgromadzeniach cyklicznych. Obywatele RP cyklicznie wszak gromadzą się w kontrmiesięcznicach. Prawnicy niech wezmą pod rozwagę: kto ma prawo do cykliczności? Ci, którzy gromadzą większe tłumy, a tak jest z Obywatelami RP i innymi, czy siedmioletni żałobnicy smoleńscy, którzy z różańcami w ręku pomylili kościoły z Krakowskim Przedmieściem?

>>>

Reklamy

CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ? ELIZA – JESTEŚMY TWOIMI FANAMI.

ŻAKOWSKI WYJAŚNIŁ NAJLEPIEJ

Do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji

Prof. Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem” na pytanie o to, co łączy i w czym tkwi siła prezesa PiS oraz prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział jednym słowem – nienawiść! – „Obaj budują swoją pozycję na emocjach negatywnych, które w polityce są silniejsze niż pozytywne. Obaj mogą sobie na to pozwolić, bo wiedzą, że nienawiść do politycznych oponentów jest wśród ich wyborców silniejsza niż niechęć ze strony reszty”.

Zapytany o to, z czego ta nienawiść wynika prawnik i politolog ocenił, że „Trumpa wybrała biała klasa pracująca, która na zdrowy rozum nie miała żadnego powodu, aby popierać finansowego oligarchę niereprezentującego jej interesów”. A co stało się w Polsce? Zdaniem Sadurskiego, doszło do „rozczarowania liberalizmem wciąż bardzo młodym i słabo zakorzenionym. Doszło do rozczarowania społeczeństwa kosztami demokracji, wolnością słowa, i zgromadzeń, pozwalającą na manifestacje ludzi nielubianych, uprawnieniami w procesie sądowym, chroniącymi także oskarżonych, nie tylko ofiary” – dodał politolog.

Zdaniem Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”, a demokratyczna większość dała im do tego mandat. – „Nie mamy wykształcenia, ale z tego powodu nie czujemy się gorsi, za nami są tłumy”. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu. – „Wiem, że to wartościujące i aroganckie słowo, używam go niechętnie, ale, niestety, w sposób najbliższy prawdy opisuje rzeczywistość” – stwierdził prawnik w rozmowie z tygodnikiem. Do Kaczyńskiego największą pretensję profesor ma o to, że – jak to sformułował – „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

DWA ZDJĘCIA, KTÓRE O PAŃSTWIE PiS MÓWIĄ WIĘCEJ NIŻ TYSIĄC SŁÓW

Działaczka Obywateli RP napadnięta za odmowę przyjęcia odznaczenia od Dudy

Kinga Kamińska – opozycjonistka z czasów PRL i działaczka Obywateli RP – w listopadzie 2015 r. została odznaczona przez Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności. W 2017 r. Kamińska je oddała. Zapowiedziała też, że nie przyjmie Krzyża Wolności i Solidarności w imieniu swojej matki, która walczyła w Powstaniu Warszawskim.

We wtorek napadnięto ją w Warszawie. Kamińska uważa, że właśnie za tę odmowę. Całą sytuację opisała na Facebooku. – „Schodziłam dziś po południu do metra spiesząc się pod komisariat na Dzielnej, na przesłuchanie Ewy Siedleckiej. Po schodach schodzę raczej powoli i ostrożnie, patrząc pod nogi. Jak to inwalidka. No bo dwie kule i orteza. Powyżej, oparci o murek ograniczający schody, stali czterej młodzi” – napisała Kamińska. – „Może było ich pięciu. Usłyszałam nad głową: to ta? ta!”Kiedy to powiedzieli, odruchowo podniosłam głowę i spojrzałam. I załapałam się na prysznic w pysk – dobrze, że mam okulary. I dobrze, że to było tylko piwo. I jeszcze bardziej dobrze, że nie dostałam tego piwa w butelce” – opowiada.

W 2013 r. Bronisław Komorowski odznaczył Kingę Kamińską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

WYOBRAŻACIE SOBIE COŚ TAKIEGO??? FRASYNIUK JUŻ DOŚWIADCZYŁ PAŃSTWA PiS. TERAZ POLICJA MĘCZY GO WEZWANIAMI NA PRZESŁUCHANIA. Kolej na Wałęsę!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

Waldemar Mystkowski pisze o córce leśniczego.

Córka leśniczego – konspiracja Szyszki

Naród już zapomniał o „córce leśniczego”, w imieniu której minister środowiska Jan Szyszko wręczył kopertę ministrowi Błaszczakowi przed posiedzeniem rządu. Ten ostatni konspiracyjnie rozglądnął się wokół, dostrzegł kamerę Polsatu, zgłupiał, bo zostali delikwenci przyłapani na gorącym uczynku, ale kopertę Błaszczak wziął.

Później Beata Szydło nazwała to „wypadkiem przy pracy”. Wszystko się zgadza – „wypadek” z powodu obecności kamery. Błaszczak jakoby oddał Szyszce list córki leśniczego. Ale o tym wypadku jednak naród chciałby coś więcej wiedzieć, kto jest córką leśniczego i jaki miała wypadek, który zdarzył się 13 czerwca.

Ministerstwo Środowiska właśnie poinformowało, że nie udzieli w ustawowym terminie odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej dokumentów córki leśniczego. Ministerstwo znalazło wybieg, na który się powołuje. „Ze względu na konieczność dokonania analizy sprawy, na podstawie art. 13 ust 2 wyżej cytowanej ustaw, termin udzielenia odpowiedzi zostaje przedłużony do dnia 14 lipca”. Wielce zakonspirowana ta córka leśniczego.

Minie wówczas miesiąc, gdy Szyszko dawał Błaszczakowi kopertę ze słowami: „To jest taka córka leśniczego. Proszę pana, ona prosiła, żebym panu to przekazał. Niech pan to przeczyta, dobrze?”.

Szyszko „taką” proszącą córkę znał. Jaka to konieczność dokonania analizy stoi na przeszkodzie, hę? Aż miesiąc potrzeba na odczytanie imienia i nazwiska pod listem? A może jest ono tak kompromitujące, iż szuka się innej córki leśniczego? Czy Szyszko urządza casting na jakąkolwiek córkę? Szyszko ostatecznie może powiedzieć, że się pomylił, bo to była np. córka myśliwego, córka rzeźnika, etc. A może nawet córka Schetyny.

Koperta wszak też może zaginąć, bo to był „wypadek przy pracy”. Szydło miała wypadek w Oświęcimiu i dziwnym trafem zepsuł się tachometr w limuzynie, w której jechała. Do dzisiaj nie wiemy, z jaką prędkością nastąpił „wypadek przy pracy”.

PiS to partia powypadkowa, katastrofalna, a jej największym „osiągnieciem” jest katastrofa smoleńska.

ŚREDNIOWIECZNE POGLĄDY NASZYCH ŚWIATŁYCH MĘDRCÓW Z PiS MOGĄ WKRÓTCE DOPROWADZIĆ DO WZNOWIENIA WYPRAW KRZYŻOWYCH.

>>>

eliza-michalik

Prof. Wojciech Sadurski w „Wyborczej” pisze o wielkim zadaniu prof. Małgorzaty Gersdorf, I prezes Sądu Najwyższego. Wyrzucona drzwiami kontrola konstytucyjna wróci oknem, jeśli każdy najzwyklejszy sędzia zacznie oceniać zgodność ustaw z konstytucją. Dlatego prezes Gersdorf, która nawołuje: miejcie odwagę, musi dać głowę.

wojciech-sadurski

Wniosek posłów PiS sugerujących nielegalność wyboru prof. Małgorzaty Gersdorf na pierwszą prezes Sądu Najwyższego jest z prawnego punktu widzenia tak bezpodstawny, że jedynym jego wytłumaczeniem jest makiawelizm. Chodzi o „wypranie” sędziów dublerów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych na już obsadzone stanowiska. Zasypując TK wnioskami groteskowymi (wpisuje się w tę listę także niedawny wniosek Zbigniewa Ziobry o uznanie nielegalności powołania trzech „starych” sędziów TK), daje się spacyfikowanemu Trybunałowi szansę okazania swej bezstronności, nic przy tym nie tracąc. Z drugiej strony, stwarza się w opinii publicznej wrażenie, że jakieś prezeski wybrane w sposób nie całkiem czysty są po obu stronach sporu, więc lepiej machnąć na to ręką.

Tym razem cel został jednak wybrany bardzo przemyślnie z punktu widzenia demonologii PiS-owskiej. W odróżnieniu od raczej anonimowych dla opinii publicznej trzech sędziów TK profesor Gersdorf wyrosła na czołową postać polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie godzi się z rozmontowywaniem państwa prawa, już od dłuższego czasu wypowiada się krytycznie o zamachu PiS na zasady konstytucyjne, a chwilą kluczową, która uczyniła ją w oczach władzy wrogiem publicznym numer jeden, stało się jej wystąpienie z 31 stycznia przed sędziami apelacyjnymi i okręgowych. Wystąpienie, które – można to powiedzieć bez przesady – przejdzie do historii polskiego prawa.

Oto bowiem bez owijania w bawełnę pierwsza prezes SN wypowiedziała trzy prawdy.

Po pierwsze, zapowiadane przez władzę wykonawczą „reformy” sądów zagrażają niezawisłości sędziowskiej. Choćby przez to, że w Sądzie Najwyższym ma powstać Izba Dyscyplinarna, w której zasiądzie również tzw. czynnik społeczny, a taki mieszany skład będzie mógł usunąć każdego sędziego, „który nie zgadza się z poddaniem prawa potrzebom bieżącej praktyki i woli politycznej”.

Po drugie, kończy się w Polsce zadekretowane w konstytucji demokratyczne państwo prawa, bo demokratycznie wybrana większość zmienia konstytucję bez wymaganej większości, przez ustawodawstwo zwykłe.

I po trzecie, w obliczu tych zagrożeń dla państwa prawa i trójpodziału władzy specjalna odpowiedzialność spoczywa na sędziach. „Środowisko sędziowskie może pokazać klasę, na jaką nie jest stać wielu obywateli”.

Te trzy bardzo proste prawdy sprowadziły na profesor Gersdorf nagonkę, a przekazy dnia, tygodnia i miesiąca określiły szerszą klasę osób, na której należy skupiać niechęć społeczną: „kastę sędziowską”. Profesor Gersdorf stała się jej demonicznym uosobieniem.

Zabij wroga, nim się rozmnoży

W ataku na profesor Gersdorf zawiera się jednak większy zamysł.

W obliczu faktycznego rozbrojenia TK coraz częściej w debatach prawniczych pojawia się wizja alternatywnej wobec trybunału kontroli konstytucyjności ustaw, a mianowicie przez sądy powszechne, z sądem najwyższym jako ich zwieńczeniem. To w istocie najstarsza na świecie forma sądowej kontroli konstytucyjności, zainicjowana w USA przez sędziego Johna Marshalla w 1803 roku. Parafrazując, Marshall powiedział: „Jeśli mam przed sobą dwa prawa, które powinienem stosować w danej sprawie, ustawę i konstytucję, a dostrzegam między nimi sprzeczność – muszę wybrać konstytucję”. W ten sposób sędzia odmawia uznania ważności niekonstytucyjnej ustawy.

Taki system kontroli prawa, dokonywany przez sędziów wszystkich sądów, ale specjalnie (bo z mocą dla całego kraju) przez sędziów sądu najwyższego, przyjęty został w bardzo wielu państwach: Kanadzie, Japonii, Australii, Indiach… Jednak w większości państw europejskich przyjęto inny model – wyspecjalizowany trybunał. Co jednak czynić, gdy ten trybunał zostanie ubezwłasnowolniony?

Oczywista odpowiedź brzmi: obowiązek muszą przejąć na siebie sędziowie sądów powszechnych. Mają ku temu nie tylko prawo, ale także obowiązek. Konstytucja bowiem wyraźnie stwierdza, że jej przepisy stosuje się bezpośrednio (art. 8). Oznacza to, że w każdej sprawie, która ma konstytucyjne aspekty (a jaka ich nie ma?), sędzia musi uwzględniać nade wszystko konstytucję, a ustawę tylko w tej mierze, w jakiej jest z nią zgodna.

Taka filozofia jest śmiertelnym zagrożeniem dla PiS, bo kontrola konstytucyjności jego ustaw, właśnie wyeliminowana drzwiami, może wrócić oknem. Aby do tego nie dopuścić, należy skompromitować i zohydzić sędziów, którzy mogą się tego zadania podjąć. A jak skuteczniej to uczynić niż przez podważenie legalności urzędu pierwszej prezes?

Obie mają coś za uszami

Ale jest jeszcze jedna, wspomniana na początku, korzyść z ataku na Małgorzatę Gersdorf. Chodzi o to, by opinii publicznej zaszczepić przekonanie, że w przypadku obu prawniczek stojących na czele najwyższych sądów: Sądu Najwyższego i TK, jest coś tam nie w porządku z ich wyborem, a zatem zostawmy to prawnikom, niech się między sobą spierają do woli, a my z praktycznych powodów zaakceptujmy legalność wyboru obu pań.

Tymczasem między okolicznościami wyboru prof. Gersdorf i mgr Przyłębskiej nie ma żadnej symetrii. Gersdorf została wybrana na podstawie ustawy i regulaminu z 2002 roku, przyjętych 12 lat przed jej wyborem i nigdy niezakwestionowanych. Regulamin wyborów w SN został prawidłowo opublikowany, a w tym, że konkretyzacja ogólnych zasad wyboru zarysowanych przez Konstytucję RP i ustawę o SN została dokonana przez regulamin wewnętrzny, nie ma absolutnie nic dziwnego ani karygodnego. W istocie to normalna praktyka prawna.

Tymczasem mgr Julia Przyłębska została „wybrana” przez zgromadzenie, w którym zasiadali trzej dublerzy, o których TK jednoznacznie (3 i 9 grudnia 2015 r.) zawyrokował, że zostali wybrani nielegalnie, bo na miejsca już zajęte. Zabrakło głosowania nad formalną uchwałą o przedstawieniu kandydatur prezydentowi. Na dodatek mgr Przyłębska w żaden sposób nie spełnia konstytucyjnego wymogu „wyróżniania się wiedzą prawniczą”, jaki musi spełnić każdy sędzia TK, a więc tym bardziej – prezes.

Podważając legalność wyboru profesor Gersdorf, PiS pragnie propagandowo wybielić okoliczności wyboru mgr Przyłębskiej. Daje tej ostatniej możliwość okazania „wspaniałomyślności”, gdy Trybunał odrzuci wniosek posła Mularczyka. Ale jeśli tak się stanie, stanowić to będzie tylko potwierdzenie słów pierwszej prezes na spotkaniu z sędziami 31 stycznia: „Sądy łatwo przekształcić w igraszkę w rękach polityków”.

*Wojciech Sadurski – profesor prawa na Uniwersytecie Sydnejskim i profesor w Centrum Europejskim UW, obecnie gościnny profesor na wydziale prawa Uniwersytetu Yale w USA

Klasyka. W kraju udawać mocarstwo, uszy po sobie na zewnątrz. Ale żeby dać się zdominować Słowacji?

bartosz-t-wielinski

Janusz Lewandowski, eurodeputowany PO, pisze o PiS-ie, tj. psie ogrodnika.

PiS jak pies ogrodnika. Wersja eksportowa

waldemar-kuczynski

Najnowsza wunderwaffe, w osobie Saryusz-Wolskiego, wzbogaciła arsenał środków PiS ds. zwalczania Tuska w roli szefa Rady Europejskiej. Pomysłowości w destrukcji trudno im odmówić. Bywają ludzie kreatywni w psuciu i szkodzeniu. Bielan i Czarnecki na pewno zasłużyli na uznanie niedościgłego mistrza w tej dziedzinie – Jarosława Kaczyńskiego.

Nie ma w tej intrydze, szkodliwej dla Polski, nawet śladu myślenia pozytywnego. Ani śladu refleksji o polskiej racji stanu w tych niespokojnych czasach! Jest tylko partyjna rozgrywka, na użytek krajowy, bez względu na szkody międzynarodowe. Autorzy tej międzynarodowej intrygi nie są aż tak głupi, by nie wiedzieć, że Saryusz-Wolskiego używają instrumentalnie, byle zamieszać. On sam nie jest tak głupi, by nie wiedzieć, że nie istnieje jako kandydat w świecie realnym. Istnieje tylko w zmyślonym świecie PiS, w nadziei, że lud smoleński to kupi. Z pomocą telewizji Kurskiego.

Funkcja szefa Rady Europejskiej nie jest zarezerwowana dla Polski. Niezwykłe przełamanie monopolu Zachodu na najważniejsze funkcje w UE – najpierw Buzek jako prezydent Parlamentu Europejskiego, teraz Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej, wzięło się z walorów osobistych jednego i drugiego, ale było też wyrazem uznania dla Polski, podziwianej jako kraj sukcesu. Aż do roku 2015. Te polskie pozycje to jest niedościgle marzenie innych krajów, które dołączyły do UE po roku 2004. Są to funkcje poza zasięgiem małych ludzi, którzy uczestniczą w małostkowej zemście Jarosława Kaczyńskiego na Tusku. Na szczęście, nieudanej…

Polska PiS 2017 jest jak pies ogrodnika, tyle że w wydaniu eksportowym. Bo nie chodzi o sąsiedzką zawiść i krajowe podwórko. Rzecz dzieje się na oczach zdumionej Europy. Polski rząd i politycy rządzącej partii ścigają się na pomysły, jak dokuczyć rodakowi, który sprawuje najwyższy urząd w Unii Europejskiej. Sami nie mają szans, więc chwytają się wszelkich sposobów, byle zaszkodzić. Brzydko się chwytają!

Udział Saryusz-Wolskiego w tej ponurej farsie to jakieś tragikomiczne nieporozumienie. Nie można go traktować jak dziecko, zagubione we mgle polityki. Miał szansę zaprzeczyć. Nie wyparł się swego udziału. Wszystko wskazuje na to, że był świadomym uczestnikiem ataku na swego rodaka. Dał swoje nazwisko, będąc wciąż wiceszefem EPP. Nie ma czego szukać w świecie europejskiej chrześcijańskiej demokracji. Jeśli dobrze się czuje w gronie sprawców zamachu na demokrację, rządy prawa i pozycję Polski w Europie – jego sprawa. My czekamy na potwierdzenia mandatu Tuska, już w przyszłym tygodniu. Będzie to optymistyczny zadatek na przyszłość, na przekór „dobrej zmianie”.

natemat

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

prezydent-pomidor

Prezydent Pomidor, a nie Duda

Nie wiem, czy Pan Bóg w niebiesiech śmiał się z Andrzeja Dudy, bo ten pierwszy wszak jest niebytem, dzisiaj nieprzydatnym społecznie, acz w metafizyce owszem, ale Duda i polscy hierarchowie nie mają zbytniego pojęcia o metafizyce, tylko o pilnowaniu swoich ziemskich interesów.

Nie wiem też, czy Panu Bogu zależy na poście (przefasowany rytuał koszerności, bo chrześcijaństwo jest z żebra wiary mojżeszowej), acz miał sens w Średniowieczu, lecz niebyt (figuratywny), w którego wierzy Duda, musiał zmartwić się „kiełbaską” Dudy na Kasprowym Wierchu, bo ta zamieniła się w faszerowany pomidor.

Chciałem przypomnieć Dudzie i jego niewydarzonym ludziom od public relations (niekwestionowani grafomani), iż to jeszcze gorzej, bo faszerowany pomidor jest mniej „postny” od kiełbaski, a to dlatego, że idea postu zakłada ubogość, czyli w tym wypadku – porównawczo – zamiast włosienicy Duda włożył na siebie garnitur od Armaniego. Niech Duda dowie się, jak ludzie ubodzy się pożywiają, raczej postną kiełbaską niż faszerowanym pomidorem, serwowanym zresztą u Ritza.

Ale prezydenta mamy złamanego, czyli w sprawowaniu funkcji zakłamanego. Wychodzi na to, że Duda nie chciałby łamać postu, ale Konstytucję owszem złamie, bo „pan” z Nowogrodzkiej mu kazał. I jeszcze warto byłoby przypomnieć Dudzie, że nie został wybrany na prezydenta Watykanu, ani nawet PiS-u, ale Rzeczpospolitej.
Z tej afery kiełbasianej wyszedł więc Dudzie jad kiełbasiany. Tak wygląda polska katolicka „poezja” lingwistyczna. a przy okazji: z powodu jadu kiełbasianego zmarł nasz wieszcz A. Mickiewicz. I może ta kiełbaska pomidorowa coś zawierała w sobie, jakieś toksyny umysłowe, bo oto Duda przemówił w Witowie k. Zakopanego na starcie biegu „Szlak bez granic”. Uwaga! – bo podejrzewam u Dudy coś pochodnego od choroby morskiej.

Oto Duda w swojej retoryce wraca do Kasprowego Wierchu, gdzie rozmawiał z prezydentem Słowacji Andrejem Kiską (stąd ta kiełbasa, bo drzewiej mówiono na nią kiszka), iż rozmawiał „o rozwoju więzi nie tylko pomiędzy Polską i Słowacją”, ale w znacznie szerszej formule „tzw. Trójmorza”. Ki diabeł? – może zapytać wierzący w piekło (kolejna idea zapożyczona z mitologii orfickiej) – słyszało się o Międzymorzu, takie endeckie farmazony, ale Trójmorze? I szybciutko poznajemy, jakie to fale szumią w głowie Dudy. Cytuję: „Aby były dobre połączenia pozwalające nam na sprawne przemieszczanie się, na taką spokojną i łatwą turystykę od Morza Bałtyckiego aż do Morza Czarnego i Adriatyckiego”.

Ktoś przytomny powie: ależ tak jest już od dawna w Unii Europejskiej, nie potrzeba jakiś nowych idei otwarcia przejść granicznych. Dalej Duda mówił: „Wystarczy, że wszędzie przeprowadzimy takie inicjatywy łączące czy likwidujące granice, że wszędzie będziemy mówili o potrzebie komunikacji, potrzebie spotkania. Ta wielka idea połączenia trzech mórz”. No, wycofuję się. Bo z wcześniejszego mojego wywodu można byłoby sądzić, iż Duda cofnął się do Średniowiecza. Tak daleko się nie cofnął, cofnął się do czasu, gdy Polska nie należała do Unii Europejskiej, gdy nie było strefy Schengen. Więc nie bądźcie zdziwieni, że Duda chce podnosić szlabany między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem.

Takiego cofniętego mamy prezydenta. Czym nafaszerowano tego pomidora? A może jest tak, jak w tej dziecięcej zabawie, w której na każde pytanie dla rozśmieszenia odpowiada się: pomidor. I my Polacy nie mamy prezydenta tylko Pomidora. Acz poprawnie powinno być: Pomidor. Duda? Pomidor. Prezydent? Pomidor.

Jaki ten Gałczyński był przewidujący, gdy pisał satyrę na Polskę sanacyjną: „Skumbrie w tomacie”:
Raz do gazety „Słowo Niebieskie”
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
przyszedł maluśki staruszek z pieskiem
(skumbrie w tomacie pstrąg)„. itd.

Dzisiaj tego staruszka z pieskiem należy tylko zamienić na staruszka z kotkiem. Tak walnięto Polskę pomidorem. A mnie osobiście na pewien czas odstręczać będzie zupa pomidorowa. Cofa mi się.

c6euw9jwcaeoxzs

>>>

DZIŚ WOŚP I BARDZO DOBRA WIADOMOŚĆ Z SAMEGO RANA. NADCHODZI NORMALNA POLSKA :))

c2klt31wiaandle

Piękne przesłanie na dziś :))))) „POMAGANIE BLIŹNIEMU DAJE MASĘ RADOŚCI” – Jurek Owsiak.

c2nxgcrxeaaqtvr

Kapitalny tekst z OKO.press prof. Wojciecha Sadurskiego o Trybunale Konstytucyjnym. Sadurski to klasa światowa i takiż autorytet.

niekonstytucyjny

Niekonstytucyjne ustawy

Bezpośrednią podstawą ustawową działań prezydenta i Julii Przyłębskiej był pakiet ustaw: o statusie sędziów, o trybie działania i ustawa wprowadzająca te ustawy, podpisane przez Prezydenta i opublikowane w Dzienniku Ustaw przed północą 19 grudnia. Ustawy te – następujące po serii ośmiu ustaw przyjmowanych w ostatnich miesiącach przez parlament, wprowadzających krzyżujące się i coraz bardziej skomplikowane i niezrozumiałe dla opinii publicznej rozwiązania – zawierają cały szereg rozwiązań niekonstytucyjnych. Między innymi:

  • ignorują konstytucyjne stanowisko Wiceprezesa TK (Art. 194 Konstytucji) i na jego miejsce powołują nieznane Konstytucji stanowisko „p.o. Prezes”. Jak się wkrótce okazało, jedyną funkcją owego nowego stanowiska było pominięcie Wiceprezesa prof. Stanisława Biernata w kierowaniu Trybunałem i manipulowanie jego składem w okresie do nominacji nowego Prezesa;
  • dostosowują wymogi dla pełnienia funkcji p.o. Prezesa w sposób taki, że mogą być spełnione przez jedną tylko osobę, a mianowicie panią Julię Przyłębską; ustawowe „załatwienie” konkretnej sprawy przez konkretną osobę jest sprzeczne z zasadą generalnego charakteru treści ustaw;
  • Dostosowują wymogi dla quorum Zgromadzenia Ogólnego i zasad wyboru kandydatów na nowego Prezesa w taki sposób, by mogły być one spełnione głosami wyłącznie sędziów wybranych przez PiS, nawet przy nieobecności pozostałych sędziów. Sprzeczne z konstytucyjnymi obyczajami jest ustalenie quorum na poziomie niższym niż połowa członków składu ciała kolektywnego. W rezultacie, podczas gdy jeszcze kilka dni przed wejściem nowej ustawy w życie, quorum dziewięciu  sędziów, wybierających kandydatów na Prezesa, okazało się niewystarczające (wówczas obowiązująca ustawa przewidywała quorum 10 sędziów), to pod rządami nowej ustawy quorum wyłącznie sześciu sędziów okazało się wystarczające;
  • Nakazały p.o. Prezesa natychmiastowe dopuszczenie do udziału w składach orzekających i w Zgromadzeniu Ogólnym wszystkich sędziów, zaprzysiężonych przez Prezydenta, co oznacza również nakaz dopuszczenia trzech tzw. „dublerów”, wybranych w grudniu 2015 bezprawnie na już obsadzone stanowiska sędziowskie, o czym orzekł definitywne TK 3 i 9 grudnia 2015.

Niekonstytucyjna decyzja prezydenta

Te i inne wadliwości konstytucyjne najnowszych ustaw, na które wskazywały liczne środowiska prawnicze i indywidualni konstytucjonaliści, powinny były skłonić Prezydenta do wniesienia ustawy pod kontrolę konstytucyjności przez TK. Jako strażnik Konstytucji (Art. 126), Prezydent ma taki obowiązek.

Tymczasem Prezydent zignorował te wszystkie elementy ustaw, wywołujące co najmniej poważne wątpliwości i natychmiast je podpisał, po czym na ich podstawie nominował panią Julię Przyłębską na funkcję najpierw p.o. Prezesa, a następnie po zwołanym przez nią kadłubowym Zgromadzeniu Ogólnym (na podstawie niekonstytucyjnej ustawy) i po przedłożeniu przez nią „kandydatów” na Prezesa, powołał ją właśnie na tę funkcję.

Decyzja Prezydenta podjęta na podstawie sprzecznej z Konstytucją ustawy obarczona jest taką samą niekonstytucyjnością jak sama ustawa.

Dodajmy, że pakiet ustaw przyjęty został, podobnie jak liczne poprzednie ustawy dotyczące TK, w ekspresowym trybie, bez konsultacji i bez dania opozycji możliwości udziału w nieograniczonej sztuczkami formalnymi dyskusji.

Dodatkowe elementy niekonstytucyjności to brak vacatio legis (z wyjątkami przewidzianymi dla arbitralnie wyliczonych przepisów), tak by uniemożliwić kontrolę jej konstytucyjności), a także retrospektywne unieważnienie wcześniejszych czynności, podjętych na mocy poprzednio obowiązujących ustaw.

Ustawa sankcjonuje również bezprawne zachowanie rządu, polegające na zaniechaniu publikacji niewygodnych dla władzy orzeczeń TK, w szczególności orzeczeń z 9 marca 2016 i 11 sierpnia 2016 roku o niezgodności z konstytucją wcześniejszych ustaw o TK.

Oszustwo trojga sędziów

Należy też przypomnieć, że do opisanych wydarzeń nie mogłoby dojść, gdyby troje sędziów wybranych głosami obecnej większości sejmowej, a mianowicie Julia Przyłębska, Piotr Pszczółkowski i Zbigniew Jędrzejewski, wykonało swój służbowy obowiązek i wzięło udział w zwołanym prawidłowo przez ówczesnego Prezesa Andrzeja Rzeplińskiego posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego, mającym na celu wyłonienie kandydatów na nowego Prezesa.

Jak wiadomo, trójka wymienionych sędziów przedłożyła zwolnienia lekarskie. Ponieważ jest bardzo mało prawdopodobne, by wszyscy oni jednocześnie zachorowali właśnie w dniu, gdy miało dojść do rozstrzygnięcia nie na rękę wspierającej ich partii, należy domniemywać, że dokonali oszustwa. To oznacza, że nie mają wystarczających kwalifikacji etycznych, b y pełnić funkcję sędziego TK. Należy wyrazić żal, że ówczesny Prezes TK w swojej wielkoduszności i powołując się na szacunek należny funkcji sędziego, nie zażądał weryfikacji owych zwolnień.

Kandydaci zgodni z Konstytucją zignorowani

Przypomnijmy też, że Prezydent zignorował wyłonione przez rezolucję sędziów obecnych na  Zgromadzeniu Ogólnym kandydatury sędziów Marka Zubika, Piotra Tuleji i Stanisława Rymara, chociaż stoi za nimi większa liczba głosów sędziów Trybunału niż liczba głosów sędziów, którzy później wyłonili panią Przyłębską i pana Muszyńskiego jako kandydatów na Prezesa.

„Prezes Przyłębska” sprzeczna nawet z ustawami PiS

Niezależnie od przytoczonych elementów  niekonstytucyjności ustaw, na podstawie których Prezydent powołał nową Prezes TK, same działania niewłaściwie powołanej  „Prezes TK” obarczone są wadliwościami prawnymi, polegające na sprzeczności nawet z tymi niekonstytucyjnymi ustawami. Zgodnie z ustawą „wprowadzającą” (art. 21 ust 7), Zgromadzenie Ogólne przedstawia Prezydentowi kandydatów w formie uchwały. Ta uchwała jest aktem niezależnym od wczesnego glosowania nad kandydatami.

Tymczasem do głosowania nad uchwałą nie doszło, a tzw. „uchwała” przedstawiona została Prezydentowi w formie dokumentu podpisanego jedynie przez mgr Julię Przyłębską. W najlepszym przypadku oznacza to daleko idącą nieporadność pani „Prezes”.

Julia Przyłębska nie ma kwalifikacji

Na koniec należy wspomnieć o tym, że Konstytucja RP stwarza dla sędziów TK wymóg „wyróżniania się wiedzą prawniczą” (Art. 194). Można ponad wszelką wątpliwość przyjąć, że mgr Julia Przyłębska nie spełnia tych wymogów nawet w stopniu elementarnym.

Absolwentka studiów prawniczych z wynikiem dobrym, absolwentka aplikacji z wynikiem zaledwie dostatecznym, obarczona negatywnymi formalnymi ocenami zawodowymi w ramach środowiska prawniczego, nieznana z żadnych dokonań w zakresie nauk prawnych lub orzecznictwa – pani Julia Przyłębska nie ma nawet minimalnych kwalifikacji na sędziego TK, nie mówiąc już o funkcji Prezesa.

Również niektórzy inny nowi „sędziowie” obarczeni są albo niejasną przeszłością zawodową i obelżywymi wystąpieniami publicznymi (pan Mariusz Muszyński), albo niewyjaśnionymi okolicznościami wypadku samochodowego (prof. Lech Morawski) itp.

Na gruncie Konstytucji

Kluczowe jednak znaczenie dla oceny obecnego stanu prawnego wokół TK ma fakt, że jego obecny skład, kierownictwo i tryb działania opierają się na ustawie sprzecznej z Konstytucją.

Powołanie Prezesa TK na podstawie niezgodnej z konstytucją ustawy nie może być uznane za rodzące właściwe skutki prawne.

Udział w składach orzekających „sędziów”, wybranych na już prawidłowo obsadzone stanowiska sędziowskie, skutkuje nieważnością orzeczeń.

Należy przypomnieć, że główną podstawą prawną wszystkich działań władczych, w tym władzy sądowniczej, jest Konstytucja, a dopiero następnie ustawy, w tej mierze w jakiej są zgodne z Konstytucją.

Naczelnym obowiązkiem wszystkich sądów powszechnych, administracyjnych i innych, jest poszanowanie i bezpośrednie stosowanie Konstytucji (Art. 8) i niebranie pod uwagę orzeczeń Trybunału, wyłonionego w sposób z Konstytucją niezgodny.

PROKURATURA PODWAŻA WYBÓR SĘDZIÓW TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO ALE W TAK OCZYWISTEJ SPRAWIE NIE JEST W STANIE WYSTĄPIĆ PRZECIWKO PiS… ŻENADA

c2kule5xuaaiodt

WRZUCAM, BO TO PIĘKNE JEST. PO PROSTU PIĘKNE.

c2kwqwzxaaatayw

Prof. Marcin Król pisze o stanie dzisiejszej polityki.

marcin

Polityka to sztuka, a w sztuce umiar i roztropność są na nic. Masom trzeba albo naprawdę przewodzić, jak de Gaulle i Bismarck, albo je wciągnąć do współpracy, czego nikt jeszcze nigdzie w świecie zachodnim nie uczynił.
Słusznie przejmujemy się bieżącymi zdarzeniami. Pożytecznie byłoby jednak spojrzeć na nie w kategoriach „długiego trwania”, bo żeby coś czynić, warto wiedzieć, co czynić i czego nie czynić.

Wołanie o artystę polityki

Nie zawsze jest dobrze. Nie zawsze w danym kraju są ludzie, którzy potrafią działać skutecznie i dla umiarkowanego chociażby dobra ogółu. Nie zawsze po prostu zdarzają się ludzie wybitni. Dla wyjaśnienia: Jarosław Kaczyński nie jest wybitny, jest tylko cwany.

Oto Niemcy (czy Prusy) od czasów rozgromienia przez Napoleona do rządów Bismarcka, a zatem przez sześćdziesiąt lat, są w stanie nieustannego rozkładu, politycznej beznadziejności i w Europie nikt nie wie, że jest taki kraj, bo przecież nie jedno państwo. Dzięki temu i mimo to powstają wielkie dzieła Goethego i Schillera, Fichtego i Hegla. Ale w polityce bałagan i zdumiewający brak kompetencji. Fenomen Bismarcka to fenomen człowieka, który przywraca poczucie godności, a przede wszystkim rozumie, czym jest polityka – jest sztuką. Sztuką czekania i działania, gdy przyjdzie stosowny moment.

Podobnie jest w przypadku Francji, od afery Dreyfusa po de Gaulle’a. Bardzo wątpliwy przywódca, jakim jest fatalny dla przyszłości Clemenceau, i nikogo więcej. A jak się ktokolwiek pojawia, to natychmiast zamiast polityką zaczyna się zajmować kochankami. Nic więc dziwnego, że zachowanie większości polityków i niemal wszystkich obywateli Francji na progu II wojny światowej jest paskudne, a ideę patriotyzmu przejmuje Pétain. Fenomen de Gaulle’a to fenomen człowieka wierzącego, o poglądach głęboko konserwatywnych, nielubiącego demokracji, który wielbi Francję i wydobywa ją z bagna. Wierzy w republikę. Wierzy w Europę francuską. W tym czasie, znowu mniej więcej sześćdziesiąt lat temu, we Francji są wielcy pisarze, wielcy filozofowie i wielcy malarze.

Sens polityce trzeba narzucać – albo trzeba uwierzyć w demokrację do końca, do bólu. Umiar tu na nic. Roztropność nie wystarczy. Masom trzeba albo naprawdę przewodzić, albo je wciągnąć do współpracy, czyli do prawdziwej demokracji, czego nikt jeszcze nigdzie w świecie zachodnim nie uczynił.

Farbowani europejczycy

Mało kto pamięta, że w Polsce zawsze silne było poczucie antyeuropejskości. Ostatnie dwadzieścia kilka lat to okres wyjątkowy. Polacy położeni na prowincji kontynentu zawsze czuli się poniżeni i jak mali ludzie ratowali się pogardą dla poniżających. Poza tym istniała tylko – jak pisał Miłosz – cienka warstwa śmietanki, która nigdy naprawdę nie narzucała tonu. Tak, za pieniądze staliśmy się Europejczykami, ale to marna europejskość.

Owszem, historia, i tylko ta XIX i XX wieku, zna wielu anty–Europejczyków pragmatycznych i ideowych jednocześnie, ważących racje, szukających rozwiązań szerszych niż „Bóg, honor, ojczyzna”. Od Stanisława Staszica, który po rozbiorach chciał budować huty wspólnie z Rosją, przez Henryka Rzewuskiego, który w carze postrzegał pomazańca bożego, po Aleksandra Wielopolskiego czy po części Dmowskiego.

Na ogół jednak byli to ludzie, którzy nie lubili Europy, ale bali się Rosji, więc nie mogli uprawiać sensownej polityki. Nie mogli nawet myśleć sensownie. To, co nasze, polskie, katolickie, miało być szczególne, a było przygnębiająco głupie. Łącznie z hierarchią kościelną. Czy ktoś pamięta jednego wybitnego polskiego biskupa w całym XIX wieku, poza przypadkowym bohaterem, czyli Szczęsnym Felińskim? Polska była z Watykanem, a Watykan nie znosił zmieniającej się Europy. Teraz jest inaczej, ale polscy biskupi w większości są za tym samym Watykanem co wtedy.

Więc mówienie o tym, że Polska nagle stała się europejska, bo łatwo pojechać do Niemiec i zarobić lub taniej jest jeździć na nartach w Austrii niż w Zakopanem – jest nonsensem. Polska nie stała się europejska. Europejska stała się cienka śmietanka biznesu. A wobec tego, jak kiedyś słusznie pisał Zygmunt Krasiński, nienawidzimy Rosji – i nienawidzimy sprzedajnej, nadmiernie rozpasanej Europy.

Krasiński miał jednak wizję odrodzenia Polski mistyczną, ale też realistyczną. Spodziewał się mianowicie cudu, czyli wspólnoty szlachty polskiej z ludem polskim. Cud ten niestety do dzisiaj się nie zdarzył, wyjąwszy lata 1980-81. Polacy są rozumni, pracowici i trochę dzicy, jak to bywa na prowincji. Ludwik Dorn słusznie zauważył, że PiS ma swoją piosenkę: „Nie rzucim ziemi.”. Niezapomniany Jakub Karpiński nazywał jej fragment „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” polskim politycznym programem minimum. A gdzie piosenka zwolenników Europy? „We shall overcome” brzmi dzisiaj tragicznie, PiS zaś wzorem dawnych polityków zaczyna dusery z Łukaszenką.

Cień Piłsudskiego

Czasem Kaczyński myśli, że jest Piłsudskim. Bo równie wielkiego polityka Polska nie miała od rozbiorów. Jednak Piłsudski umiał stworzyć założycielski mit (pieczęć Rządu Narodowego z czasów powstania styczniowego ze sławnego przemówienia w Sali Malinowej Bristolu z 1923 roku). Znakomicie rozumiał też politykę zagraniczną i wojskową, tylko nie rozumiał, co to demokracja, i zrozumieć nie chciał, posłów zaś wsadzał do więzień. Kaczyński z Piłsudskiego pamięta tylko to ostatnie, a polska opozycja – nic.

Piłsudski był do głębi europejski, a jednocześnie znakomicie znał i cenił kulturę rosyjską. Chciał współpracować z Rosjanami, tylko oni nie chcieli. Chciał, co powtarzał za nim Jerzy Giedroyc, stworzyć więzi z krajami naszego wschodu, ale się nie udało. Nie udało się, bo Rosja oraz bo polski kołtun. Proszę poczytać Piłsudskiego i zobaczyć, co myślał o Polakach. Przypomnieć, jak zachowywali się biskupi, kiedy postanowił sprowadzić do Polski prochy uwielbianego Juliusza Słowackiego. Nie miał z kim pracować i dobrze o tym wiedział. I nie był Bismarckiem, który sam dał sobie radę – prawda, że tylko przez trzydzieści lat – z Niemcami. Ale jego zasada działania była też realistyczna: Polaków uczynić aniołami. Kaczyński wolałby diabłami.

Opozycyjny znaczy pięknoduch

Z całym podziwem dla marszów KOD-u, protestów opozycji okupującej w święta salę sejmową i trwającej przy idei rządów prawa oraz demokracji liberalnej, dostrzegam jej beznadziejną nieskuteczność i całkowity brak pomysłu na przyszłość. Trzeba protestować, ale trzeba też myśleć o tym, co będzie po Kaczyńskim, za kilka czy kilkanaście lat. W skali europejskich bałaganów to tylko moment.

Stało się jednak coś innego. Coś złego. Z przeszłości uczyniono wzór. Kiedy wiadomo już, że demokracja w postaci, jaką znaliśmy z czasów minionych, liberalizm i królestwo wolności już się kończą na całym Zachodzie, polska opozycja chce tego, co było. A było nieźle, chociaż kto zadał sobie trud myślenia, to mógł wiedzieć, że nie ma żadnej wspólnoty narodowej, że nie ma mitu założycielskiego, że Donald Tusk czy Bronisław Komorowski byli przeciwni mitom i romantykom, że komuniści dwa razy wrócili do władzy, że był bogoojczyźniany i nieporadny jako premier Jan Olszewski, dwa lata PiS-u oraz Samoobrona w ogródku.

Polska klasa średnia narodziła się z polskiego chłopstwa dręczonego przez stulecia. Jaka wobec tego ma być? Rację ma Andrzej Leder, ale przede wszystkim nie mają racji Kijowski, Petru, Schetyna et consortes. Z tej mąki nie będzie chleba. Ze słusznej i koniecznej walki o Trybunał Konstytucyjny nie będzie nowej Polski.

Zimna głowa, gorące serce

Z czego zatem?

Kiedy się patrzy nieco z góry, widać, że są tylko dwie drogi przed światem zachodnim. Jedna to straszny bałagan przez czas jakiś, potem krwawa rewolucja, potem nowe, ale zupełnie nie wiemy jakie. Na razie ta droga wydaje się bardziej prawdopodobna. W takim przypadku po politykach nie należy się niczego spodziewać. Niech protestują, niech się kłócą, zawsze to jakieś zajęcie. Albo może wrócimy do korzeni demokracji, intelektualnych czy filozoficznych, a nie historycznych, i uwierzymy, że można sobie poradzić ze zjadaczami chleba, jeżeli da się im szansę.

Odbudowa idei europejskiej po nieuniknionym okresie rozpadu, oby nie wojny, to odbudowa idei wspólnoty. Tak mówią wszyscy. Jednak wspólnota demokratyczno-liberalna – cokolwiek miałoby to znaczyć – zaistnieć nie może. Jest tylko jedna wspólnota, czyli wspólnota kultury, pamięci, religii, symboli, mitów – czyli wspólnota konkretnych ludzi, którzy porwani zapałem sami chcą sobą rządzić. Czyli wspólnota demokratyczna. Prawo jest ważne, państwo jest ważne, instytucje międzynarodowe są ważne. Ale wszyscy ci, którzy uznali, że ważne wystarczy, że ludzie, ja i inni, zrozumieją w końcu, że oni, rozważni administratorzy, chcą tylko naszego dobra, popadli w nieskuteczny paternalizm.

Demokracja nienawidzi paternalizmu. Nie uczcie nas prawa, tylko uczcie nas kochać. Uczcie nas tego, co gorące, a nie tego, co tylko rozsądne. Marzy mi się Europa demokracji anarchistycznej, demokracji pomocy wspólnej, demokracji powszechnego uczestnictwa. W takiej Polsce, w takiej Europie można być aktywnym naprawdę, ale kto chce, a nie musi. Tylko niech siedzi cicho.

Jestem liberałem prywatnym, a nie publicznym, Publicznie jestem demokratą i wszystkie konieczne ograniczenia wolności indywidualnej, jakie musi wprowadzić demokratyczna wspólnota, popieram bez zastrzeżeń. Myli się bowiem nasza opozycja. Nie da się mieć i liberalizmu, i demokracji. Można mieć rządy tych, którzy chcą uczestniczyć we wspólnocie, o jakiej była mowa. Trzeba jednak porzucić marudę. Trzeba zwrócić się do obywateli jako do obywateli, a nie jako do konsumentów prostych haseł. Trzeba potraktować wielki kryzys naszych czasów jako przełom, a nie jako krótkotrwałe zdarzenie, bo w końcu i Kaczyński odejdzie. Ale co z tego?

MISTRZ, NIEPRAWDAŻ?

c2i5nndxuaadnee

WSTYD. Wiele tyg. przygotowań. Dograne szczegóły. Dzień przed zachowali się jak nieodpowiedzialni amatorzy.

c2izbrawiaq9keg

Waldemar Mystkowski pisze o zdarzeniu w Filharmonii Narodowej i snuje na tej podstawie refleksje.

o-dobrej

Współczuję politykom „dobrej zmiany”, raczej nie mogą wyściubić nosa spoza swoich szeregów. Wszędzie napotyka ich krytyka i ostracyzm. Acz dzielnie się „nie dają” i wciskają swój kit. Tak dzieje się na wielu poziomach. Tym bezpośrednio politycznym, uczestnictwie w przecinaniu wstęg, witaniu zagranicznych gości (amerykańscy żołnierze w Żaganiu), jak i najwyższym, w sztuce „pierwszego sortu”, np. muzyce klasycznej.

„Dobra zmiana” wpisuje się w klasyczne reżimy, w istocie jest już opisana, lecz jak każda taka zmiana zamordyzmu ma właściwości charakterystyczne dla swego czasu, genius loci. Zbigniew Herbert wychwytuje uniwersalne cechy wszelkich „dobrych zmian” w „Potędze smaku”, dla której charakterystyczna jest „parciana retoryka”, „dialektyka jak cepy”, „żadnej dystynkcji w rozumowaniu”.

Reagować na parcianą dobrą zmianę można tylko w ten sposób, aby „wyjść, skrzywić się, wyrazić szyderstwo”. Politycy PiS nigdzie zatem nie bywają, bo bywaniem nie jest udział na koncercie gwiazdy disco polo Zenka Martyniuka, czy też znalezienie się obok biskupa w remizie, gdy ten kropidłem błogosławi orkiestry dęte strażaków, tudzież podobne.

Politycy PiS są skazani na retoryczne i estetyczne piekło, podrzędność, swoje spocone towarzystwo, w którym wywyższyć się może tylko prezes, gdy wstępuje na drabinkę z Tesco i prawi im o drodze do prawdy. Ale nie wszyscy chcą się gotować w podrzędności, w piekle towarzyszy, w zdegradowanej estetyce, czyli disco polo dla ubogich.

Niestety, spotyka ich szydercze wybuczenie, jak wiceminister kultury rządu PiS Wandę Zwinogrodzką, która odczytując na gali festiwalu „Chopin i jego Europa” list ministra kultury i wicepremiera Piotra Glińskiego „o wartościach narodowych muzyki Chopina” (parcianość godna komuszej celebry).

Najnowsze zdarzenie z Filharmonii Narodowej jest świeżutkie, bo z ostatniej soboty, gdzie koncertował wybitny niemiecko-izraelski duet pianistów, izraelska pianistka Yaara Tal i jej partner, Niemiec Andreas Groethuysen. Zdobywcy najwyższych nagród muzycznych od polskiej publiczności zebrali spore brawa i szykowali się do bisu, wówczas niemiecki pianista w języku angielskim zwrócił się do melomanów.

Groethuysen przyznał, że do Warszawy przyjeżdża się z mieszanymi uczucia i wyjaśnił dlaczego. Tekst podaję za Bartoszem T. Wielińskim („Wyborcza”):

– Przybywszy z kraju, który ponad 75 lat temu zgotował taką katastrofę prawie wszystkim krajom Europy, a w szczególności w waszym kraju, jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym, że wizja zjednoczonej, solidarnej i demokratycznej Europy jest zagrożona. Z tego, jak rozumiemy historię, wynika, że nie ma lepszej drogi dla społeczeństw niż takie organizowanie państwa, które bazuje na czytelnym i jednoznacznym podziale władz, absolutnej niezależności mediów oraz sądownictwa. Jednak w ciągu ostatnich lat obserwujemy w niektórych krajach Europy nową politykę ucisku, braku liberalizmu, nacjonalizmy, o której myśleliśmy już, że została całkowicie odrzucona po tych okropnych totalitarnych eksperymentach XX wieku.

Rozumiem, dlaczego politycy „dobrej zmiany” unikają takich wydarzeń, takich spotkań i bywają na koncertach Zenka Martyniuka. Choć nie byłem w Filharmonii Narodowej, czuję dyskomfort brania uszu po sobie i po takich słowach.

Parcianość PiS dotyka wszystkich dziedzin, wszędzie mamy do czynienia z ich parcianością, niedotrzymywaniem standardów, degradacją naszej wspólnej substancji. Rozum to jednak nie cep, ani cepów klekotanie, jakie słyszymy od guru PiS z drabinki z Tesco, prezesa Kaczyńskiego.

TAKIE PODSUMOWANIE SOBOTNIEGO KONKURSU PUCHARU ŚWIATA W WIŚLE 🙂

c2ksizoxaaalog_

ŻADEN PiSIOR NIE ZROBIŁ WIĘCEJ DLA POLAKÓW NIŻ TEN JEDEN CZŁOWIEK. SZACUNEK WIELKI DLA JURKA!

c2gahreweaeozd3

>>>

grudzien12

Prof. Wojciech Sadurski pisze o „władzy” PiS. Łamiąc konstytucję, prezydent stał się już tylko „prezydentem”, rząd – „rządem”, a posłowie sejmowej większości – „posłami”. Taka władza traci prawo do oczekiwania „posłuszeństwa”.

oto

Gdy grupa obywatelskich ruchów z KOD na czele ogłosiła apel „Stop dewastacji Polski!” ze słowami: „Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy”, prawica zatrzęsła się z oburzenia. To zamach na demokrację!

A jednak idea nieposłuszeństwa obywatelskiego w pewnych okolicznościach jest integralną częścią idei konstytucyjnej demokracji. Skoro demokracja oznacza nie tylko władzę większości, ale także podporządkowanie jej pewnym wyższym zasadom konstytucyjnym, to wymóg posłuszeństwa obywatelskiego jest zawsze warunkowy. Władza winna działać wyłącznie w ramach konstytucyjnych, a gdy z nimi się nie zgadza, może starać się je zmienić, ale tylko w drodze normalnej zmiany konstytucji.

czaqplwxuaaaga

Władze w cudzysłowie

Czy więc polskie władze w ciągu ostatnich 12 miesięcy respektowały konstytucyjne reguły gry? Oczywiście nie. Niekonstytucyjność wielu ustaw, na przykład inwigilacyjnej czy właśnie rozpatrywanej ustawy o zgromadzeniach, jest potwierdzona, paradoksalnie, przez rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego: gdyby władza miała czyste sumienie, jeśli chodzi o plan ograniczeń swobód obywatelskich, nie zależałoby jej tak bardzo na ubezwłasnowolnieniu Trybunału.

Tymczasem w odniesieniu do Trybunału poszczególne ogniwa władzy: prezydent, większość parlamentarna, rząd, PiS-owscy sędziowie i sędziowie „dublerzy”, zachowywały się wedle modus operandi zorganizowanej grupy przestępczej. Większość parlamentarna ekspresowo przegłosowywała „ustawy naprawcze”, zmieniając ustrój konstytucyjny w drodze ustaw zwykłych. Prezydent podpisywał, cokolwiek znajdował na biurku, zaprzysięgał sędziów wybranych na obsadzone stanowiska i odmawiał zaprzysiężenia prawidłowo wybranych. Rząd ferował werdykty o tym, które wyroki TK są prawidłowe, i odmawiał publikacji innych. PiS-owscy sędziowie zgodnie chorowali, zaś „dublerzy” pod osłoną Biura Ochrony Rządu forsowali budynek Trybunału…

wujku

Tak rażąco i systematycznie łamiąc ramy konstytucyjne swojego działania, władze straciły prawowitość: prezydent stał się już tylko „prezydentem”, rząd – „rządem”, a posłowie sejmowej większości – „posłami”. Władze w cudzysłowie, mimo swego niewątpliwego demokratycznego rodowodu, straciły prawo do oczekiwania „posłuszeństwa” ze strony obywateli.

Czasem relację tę ujmuje się w języku „umowy społecznej”. Jednak ta metafora sugeruje równość stron, tymczasem nie ma symetrii między obywatelami a władzą, bo w demokracji władze są powiernikami, a nie partnerami obywateli. Ładnie to ujął Jan Jakub Rousseau: „Akt ustanawiający rząd nie jest wcale umową, lecz ustawą, depozytariusze władzy wykonawczej nie są bynajmniej panami ludu, lecz jego funkcjonariuszami, lud może ich ustanowić lub oddalić, kiedy zechce; nie jest ich rzeczą umawiać się, lecz słuchać”.

cza14nawgaazdja

Sprawdzian obywatelskości

Czy więc ludzie, którzy nie zgadzają się z jakimiś przepisami, mogą je dowolnie łamać, dorabiając temu miano „nieposłuszeństwa obywatelskiego”? Tak zadane pytanie sugeruje, że problem jest prostszy, niż jest w istocie. Co innego bowiem obywatelska niezgoda na działania władzy podważającej fundamentalne wolności i instytucje, a co innego krytyka jakichś posunięć państwa na tej podstawie, że są one niemądre lub nieefektywne. Zasada rządów większości odnosi się tylko do drugiej kategorii niezgody: gdy już wyczerpiemy wszelką dyskusję, zdanie większości musi przeważyć.

Wybitny filozof polityki John Rawls zdefiniował nieposłuszeństwo obywatelskie jako „sprzeczne z prawem, świadome działanie publiczne, wolne od przemocy, podejmowane w celu zmiany prawa lub polityki rządu”. Definicja pozwala odróżnić nieposłuszeństwo obywatelskie od z jednej strony rewolucyjnego buntu przeciwko fundamentom systemu, a z drugiej – zwykłego złamania prawa motywowanego np. chciwością lub agresywnością.

W literaturze filozoficznej i prawnej proponuje się rozmaite obwarowania mające na celu upewnienie się, że nieposłuszeństwo obywatelskie nie jest przykrywką dla karygodnych działań antyspołecznych.

Po pierwsze, mówi się, że powinno być ono traktowane jako ostateczność, podejmowane po wyczerpaniu innych działań zmierzających do zmiany prawa.

Po drugie, że akty nieposłuszeństwa obywatelskiego mają mieć charakter publiczny, gdyż ich głównym celem nie jest uniknięcie dotkliwości stosowania się do przepisu, lecz zwrócenie uwagi na potrzebę zmiany niesprawiedliwego prawa.

Po trzecie, osoby decydujące się na nieposłuszeństwo powinny dobrze wyważyć społeczne korzyści i straty swego działania: stąd postulat działań pokojowych i prowadzących do minimum kłopotów dla współobywateli. Wypowiedzenie posłuszeństwa władzy PiS nie uzasadnia przechodzenia na czerwonym świetle.

czaw-tyxuae0pnh

Pusta izba

Jakie formy może przybrać wypowiedzenie posłuszeństwa władzom? Specjalna odpowiedzialność spoczywa tu na sędziach i innych prawnikach, którzy w imię wierności konstytucji powinni odmówić stosowania niekonstytucyjnych ustaw. Na pewno ruchy społeczne powinny zignorować nowe kagańcowe przepisy ustawy o zgromadzeniach i podważyć priorytet parad „cyklicznych”. Na pewno posłowie opozycji powinni czasem bojkotować posiedzenia Sejmu, na których maszynka do głosowania przerobi w prawo rozpatrywane nieprawidłowo projekty. Niech zdjęcia pustej w połowie Izby wyślą w świat komunikat o stanie polskiej demokracji. A co więcej? Tu już musi zadziałać wyobraźnia.

Jedno jest pewne, jak pisał wielki filozof John Locke: „Każda władza powierzona w określonym celu jest przez ten cel ograniczona. Stąd też, jeśli cel ten będzie kiedykolwiek przez nią jawnie zaniedbywany lub gwałcony, nastąpi utrata zaufania, a władza powróci do rąk tych, którzy ją nadali. (.) Tak więc społeczność niezmiennie zachowuje najwyższą władzę ochrony siebie samej przed atakami na nią ze strony każdego, nawet jej ustawodawców”. Ponad 300 lat temu, a jak bystro przewidział władzę PiS.

czzdw4gwqaaopwz

W nowym „Newsweeku” Michał Krzymowski pisze o Kukiz ’15, Chamoobrona.

poslanka

Pogróżki, wyzwiska, oskarżenia o związki z WSI i seksistowskie żarty – tak działa klub Pawła Kukiza po roku spędzonym w Sejmie. Lider stracił panowanie nad swoim ruchem.

Przypki pod Tarczynem. W sali konferencyjnej podwarszawskiego hotelu obradują posłowie Kukiz’15, trzeciego co do wielkości klubu w Sejmie. O głos prosi gdańska posłanka Magdalena Błeńska. Nie wygląda na uspokojoną: – My już nie jesteśmy jak Samoobrona. Gorzej, jesteśmy Chamoobrona!

Dla wszystkich na sali jest jasne: Błeńska pije do scysji sprzed kilku miesięcy. W jej trakcie elbląski poseł Andrzej Kobylarz stracił panowanie nad sobą, uderzył pięścią w stół i jej pogroził: – Gdybyś była mężczyzną, to bym ci przyp… Przy scenie było kilkoro parlamentarzystów.

Błeńska, którą pytam o wybuch posła Kobylarza, mówi, że sprawy klubu powinny zostać w klubie i ona nie będzie komentować ich w mediach. Jej znajomy jednak przyznaje: – Magda była tym przerażona. Proszę sobie spojrzeć na ich zdjęcia. Błeńska jest drobną blondynką a Kobylarz to elbląski watażka handlujący ruskim węglem. Łysy, barczysty, wygląda jak kark z siłowni. O co im poszło? To proste. Kobylarz ma ciężki okręg i chce się przenieść do Gdańska. Uważa, że tam będzie mu łatwiej o reelekcję.

Po kłótni Błeńska poszła na skargę do Pawła Kukiza. Ten wezwał do siebie Kobylarza i nakazał mu załagodzenie konfliktu. Musiał być jednak mało przekonujący, bo posłanka do dziś nie doczekała się przeprosin. – Nie były one potrzebne. Mam z Magdą Błeńską dobre relacje, normalnie rozmawiamy – mówi „Newsweekowi” Kobylarz.

czblb1zxgaaab-s

Paweł Kukiz, którego dziś pytam o sprzeczkę posłów, bagatelizuje zachowanie Kobylarza: – Gdybym był przy tej wymianie  zdań, to pewnie bym zareagował. Ale z drugiej strony czy pan myśli, że w PiS-ie to rozmawiają inaczej? A na nagraniach z Sowy to jakiego języka używano? A tematy były tam poważniejsze. Zresztą, panu się nie zdarza puścić wiązanki pod adresem kierowcy, który zajeżdża panu drogę?

Narada sprzed kilku miesięcy. Paweł Kukiz prosi posłów o niekomentowanie zakazu aborcji, bo wyborcy ruchu są w tej sprawie podzieleni i nie ma sensu zrażać ich swoimi wypowiedziami.

– Dziwne tłumaczenie, ale jeszcze do przyjęcia. Gorzej, że chwilę później Paweł postanowił jednak błysnąć dowcipem. Powiedział, że jedyną osobą, dla której mógłby zrobić wyjątek, jest posłanka Anna Siarkowska. Dlaczego? Bo jest tak świętojebliwa, że nawet seks uprawia przez prześcieradło, hehe – opowiada jeden z posłów.

– Anna Siarkowska to słyszała? – dopytuję.

– Nie było jej na tym spotkaniu, ale powtórzono jej tę wypowiedź.

– A jak posłowie zareagowali na te słowa?

– Ja byłem zażenowany, ale sala odpowiedziała rechotem.

Siarkowska, którą pytam o tę sytuację, mówi krótko: – Komentowanie takich wypowiedzi jest poniżej mojej godności. Ludzie, którzy w ten sposób odnoszą się do innych, sami wystawiają sobie świadectwo.

Paweł Kukiz zapewnia, że nie kpił z pobożności Anny Siarkowskiej. – Prosiłem, żeby nie wypowiadała się na temat aborcji – ucina.

PREZES NIE UZNA WYNIKÓW TEJ BUDOWY.

czbu7bvwgaaimhq

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad procesem Sikorskiego, który wytoczył Kaczyńskiemu.

kaczynski-dostal

Jarosław Kaczyński zbudował swoją potęgę polityczną na śmierci brata, wykorzystał bliźniaka do granic możliwości. Przy tej okazji prezes PiS nie zmienił swoich metod, lecz materiał miał o wiele szlachetniejszy niż zwykle. Gdyby nie katastrofa smoleńska, PiS podzieliłby los koalicjantów z lat 2005-2007 Samoobrony i LPR: śmietnik historii.

Katastrofa wyniosła go na szczyt, z której to wysokości niszczy Polskę. Takie są absurdy historii, które nam wszystkim dają się boleśnie we znaki. Oto Radosław Sikorski nie godzi się, aby być obiektem insynuacji, pomówień, szczucia. Dla Kaczyńskiego są to metody polityczne, ideowe, którymi ponoć się różnimy. W przypadku prezesa jego idee polityczne mylą mu się z cechami charakteru, podejrzanej konduity moralnością.

Sikorski odniósł się tylko do jednej insynuacji z gatunki „zdrady o świcie”. I dobrze. Bo hurtowe oskarżenia jakoś dziwnie są nieskuteczne w prawie. Al Capone nie zaznał krat za liczne zabójstwa, ale za drobnostkę z punktu widzenia egzystencji, za niepłacone podatki.

Sikorski więc z bogatej „twórczości” prezesa wyjął ten „podatek” insynuacji, konkret. Mianowicie z wywiadu sprzed dwóch miesięcy dla Onetu wyjął „plwocinę” prezesa o zdradzie dyplomatycznej, jakoby Sikorski – który w chwili katastrofy pod Smoleńskiej był szefem dyplomacji – odstąpił od uznania miejsca katastrofy za eksterytorialne.

Tym samym „zdrada” w ustach Kaczyńskiego stała się pomówieniem Sikorskiego o niefachowość. Niezależnie od tego, czy Kaczyński zna prawo o eksterytorialności dotyczące katastrofy lotniczej na terenie obcego państwa, zarzucając komuś, że nie dopełnił obowiązku dyplomatyczno-prawnego, sam łamie prawo. Nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem, tym bardziej że Kaczyński miał 6 lat, aby posiąść tę wiedzę. A jeżeli jest się prawnikiem i to z tytułem doktora, możemy powiedzieć, że u Kaczyńskiego obok silnie rozbudowanego ego, równie wielka jest amoralność.

czavuv2w8aa-py7

Sikorski więc wystąpił do sądu, aby Kaczyński go przeprosił, bo naruszył jego dobra osobiste: dobre imię, cześć i godność. Sikorski z prezesem postępuje, jak z dzieckiem, chce mu pomóc, bo powszechnie znana jest niesamodzielność życiowa Kaczyńskiego. Otóż Sikorski sformułował akt przeproszenia, które prezes ma opublikować na łamach konkretnych portali internetowych.

W zasadzie były minister spraw zagranicznych jedną rzecz domaga się od Kaczyńskiego, mianowicie ów „podatek” za przeprosiny – prezes PiS ma opłacić z własnej kieszeni, z pensji posła, a nie z budżetu partii, bo to w istocie nasze podatki.

W przeprosinach Sikorskiego widzę dla Kaczyńskiego same pozytywy, najważniejszy z nich jest, iż może oczyścić swoje nieczyste sumienie, a to jest sprawa niebagatelna. Inni muszą nosić worki pokutne, wierzący zaś biegać do spowiedzi, a Kaczyński za niewielki podatek dla mediów może pozbyć się uciążliwości amoralnej. Czy Sikorski nie jest dobrotliwy dla swego wroga? Jest! I w ten sposób winni domagać się pozostali przeprosin od prezesa Kaczyńskiego, acz „pozostali” to całkiem duża gromada osób, obawiam się, że może to być cały naród polski.

Ale warto, bo po takich przeprosinach Kaczyński osiągnie moralny status aniołka. Wierzę, że w prezesie są nieodkryte pokłady jego dobroci. Więc – prezesie – do przodu i alleluja, zwłaszcza że zbliżają się święta Bożego Narodzenia.

Kleofas Wieniawa do powyższego dokłada.

sikorski-versus

Adwokatem Sikorskiego jest Jacek Dubois, pochodzący ze sławnego rodu prawników. Naprzeciowko może mieć co najwyżej zdemoralizowanych prawników pokroju Pszczółkowskiego, bądź Przyłębskiej.

Póki co, sądy są jeszcze niezależne, a oprócz tego nie są takie łatwe do spacyfikowania. Wśród elit Kaczyński ma niewielkie wsparcie, tylko tych z kompleksami, co widać choćby po mediach „narodowych”, gdzie przeciętna profesionalizmu ma się tak do normalności, jak całość do 3/4.

Jeżeli przyjąć na wiarę, że badania IQ narodu polskiego rzeczywiście IQ wynosi 100, to elity pisowskie, w tym żurnaliści „narodowi” mają tego ilorazu 75, a przypominam, iż autor „Foresta Gumpa” nadał swemu bohaterowi poziom IQ 72. Pewnie w okolicach osławionego Kononowicza.

I to jest wartość PiS i prezesa Kaczyńskiego, o którym zwykle piszę, iż jest geniuszem taboretu, choć ktoś mi zwrócił uwagę, że staje na wysokościach drabinki z Tesco (taka jego gloria).

Ale w sprawie Sikorski versus Kaczyński jest istotne coś innego, mianowicie ten przykład winien być wskazaniem dla Polaków, aby pozwać tego geniusza taboretu za niszczenie Polski, godności Polaków. Wierzę, że czeka go sprawiedliwy sąd, bo prawo póki co mamy na poziomie, tylko polityka nam się wywróciła ze wspomianego taboretu. A jedną z przyczyn jest nadmiar produkcji jadu w otworze gębowym prezesa PiS. Niewiele postaci w historii Polski postaci zaznało takiej nadprodukcji toksyn, a na pewno nikomu po 1989 roku.

podwojna

Kamil Stoch pierwszy, Maciej Kot drugi. To był wspaniały konkurs polskich skoczków w norweskim Lillehammer.

z21104130qwyniki-konkursu

Przed nimi na olimpijskiej skoczni nie wygrał żaden Polak. Nawet Adam Małysz nigdy nie był tu wyżej niż na trzeciej pozycji. I wreszcie niewygodny dla polskich skoczków obiekt został odczarowany. Kilkukrotnie. Kamil Stoch wygrał 16. raz w karierze zawody Pucharu Świata. Po raz pierwszy od 30 stycznia 2015 roku w Willingen. Dwukrotny mistrz olimpijski czekał prawie dwa lata. Maciej Kot czekał całą karierę na miejsce na podium. I w niedzielę się udało. To dla niego życiowy wynik.

PO TEJ AKCJI STRACĄ CAŁE POPARCIE KOBIET. TO BĘDZIE KONIEC „FATALNEJ ZMIANY”

cs5jf8yvmaaz7e_

Tomasz Terlikowski, szczuj na kobiety, wziął za zkładniczkę swoich racji 12-letnią dziewczynę, która została zgwałcona przez pedofila i urodziła.

Dla Terlikowskiego to przykład, który powinny brać kobiety. Tym samym Terlikowski pośrednio pochwala gwałt.

niemogl

12-letnia dziewczynka urodziła dziecko w kieleckim szpitalu, ojcem noworodka okazał się być 29-letni mężczyzna, mieszkaniec Wałbrzycha. Józef J. usłyszał już zarzuty – ze seks z 12-latką grozi mu od 2 do 12 lat więzienia.

Pracownicy szpitala przyznali, że byli zszokowani ciążą u dziewczynki, opowiadali też, że 12-latka podczas porodu „nie rozumiała, co się dzieje”. Sprawę postanowił skomentować m.in. publicysta Terlikowski, który w tekście opublikowanym na stronie Telewizji Republika stwierdził, że „to nie szok, to dobra robota lekarzy” i podsumował: Nieletnia dziewczynka, z kłopotami, pokazała, że zawsze jest wyjście inne niż zabicie dziecka. Szacun dla niej!

tomasz-terlikowski

Tacy ludzie, jak Terlikowski, nie zasługują na miano człowieka. To zombie, człowiek, który umarł i propaguje jakieś zdechłe idee. Bynajmniej nie chrześcijańskie – antychrześcijańskie. Luj pasiaty.

cs78e9hwgaaudh9

Wojciech Sadurski na przykładzie prawicowego profesora, który życzy Adamowi Michnikowi śmierci, uważa, że ostatnia granica została przekroczona.

wojciech-sadurski

W słownej wojnie, jaką beniaminkowie PiS-u, dziennikarze “niepokorni”, prowadzą z “mainstreamem” (który co prawda wszystkie polityczne pozycje w Polsce stracił, no ale musi być “mainstreamem”, by niepokorni mogli czuć się wiecznymi ofiarami), padło mnóstwo słów łajdackich, insynuacji, epitetów i kłamstw. Druga strona, choć dalece bardziej umiarkowana, też popełniała grzechy w tej wojnie na słowa, co piszę ze znajomością tematu, bom sam nie bez winy. Jednej granicy wszakże nie przekroczono. Jedno pozostało niepodważalnym tabu. Nikt nikomu nie życzył śmierci.

Do dzisiaj.

Portal wPolityce (ten m.in. Braci Karnowskich i Piotra Zaremby, utrzymywany przez SKOK). Tekst pod tytułem „Dla kogo piszemy?”. Rodzaj manifestu na temat tego, do kogo adresowane są teksty autorów portalu i tygodnika W Sieci. Autor pisze też o „drugiej stronie”: „Na drugą stronę nasze argumenty i chociażby najbardziej wysublimowane teksty docierają z rzadka. Najczęściej jako komentarze – pomyje Michnika, który w końcu nareszcie umrze…”.

Nie, nie pomylili się Państwo. Tak jest tam napisane o Adamie Michniku: „który w końcu nareszcie umrze”.

A że nie jest to nie błąd, świadczą dalsze słowa tego samego zdania o Michniku: „Limit zła wypełnił po brzegi – zadanie skończone, można się Lucyferowi meldować”.

cs5vslivmaqrryp

I teraz tak: życzy Adamowi Michnikowi śmierci jakiś publicysta w portalu, ale może to tylko redakcja przez niedopatrzenie puściła tekst jakiegoś młodego, nieznanego gnojka, który chce na siebie zwrócić uwagę, przebijając wszystkich innych? No więc nie, nie młody i nie nieznany. Autorem tego wpisu jest Aleksander Nalaskowski, przedstawiany jako „Profesor pedagogiki, publicysta tygodnika „w Sieci”. Czyli to stały publicysta owego medium SKOK-ów, na dodatek profesor pedagogiki (UMK), który publicznie nie może się doczekać śmierci Michnika.

(NIE NISZCZCIE KOMPROMISU, KTÓRY JUŻ WCZEŚNIEJ ZOSTAŁ Z TAKIM TRUDEM OSIĄGNIĘTY )

cs3okxquiaagucd

Ciekawe, prawda? Po pierwsze – profesor pedagogiki. Czego i jak może ów pedagog uczyć swoich studentów, jeśli nie może powstrzymać się przed miotaniem takimi złorzeczeniami? Po drugie, wydaje mi się , że ów Nalaskowski uczy w jakiejś szkole, a może nawet tę szkołę prowadzi – czy rodzice wiedzą na pewno, z kim ich dzieci obcują? Po trzecie: nie wiem nic o religijności Nalaskowskiego, ale portal w Polityce i tygodnik wSieci ociekają uduchowionym katolicyzmem. Czy chrześcijanin może tolerować na łamach prowadzonego przez siebie pisma lub pofrtalu życzenia śmierci dla innego człowieka?

Samego Aleksandra Nalaskowskiego raz w życiu spotkałem; było to w programie Jana Pospieszalskiego „Warto Rozmawiać” parę lat temu. Miałem z nim małe spięcie na wizji, bo w pewnym momencie Nalaskowski dość chamsko mi przerwał, na co zareagowałem spokojnie ale stanowczo; ku mojemu zdziwieniu Nalaskowski zaczął bardzo się kajać, a po programie podbiegł i mnie gorliwie przepraszał, co było żenujące i dla mnie kłopotliwe, bo spieszyłem się na wino z kolegami. Generalnie, zrobił na mnie wrażenie człowieka niezrównoważonego, niestabilnego zarówno ruchowo jak i słownie.

Ale te jego psychiczne przypadłości nie mają nic do tego, co zostało napisane i opublikowane (i już zostanie, bo w Internecie nic nie ginie). Oto z obozu niepokornych pada życzenie jak najrychlejszej śmierci dla intelektualnego przywódcy strony przeciwnej. Już nawet nieważne, że bohatera ruchu oporu za komuny, który wysiedział lata w więzieniu, gdy Nalaskowski nie dał się poznać jako orędownik demokracji, bo nie dał się poznać w ogóle. (A może to taki sam dawny komuch jak inni współpracownicy portalu wPolityce z tego pokolenia, np. Marek Król i Krystyna Grzybowska?). Nie ma to akurat tutaj żadnego znaczenia: liczy się tylko to, że owe medium przekroczyło kolejną, ostatnią już chyba granicę. (Co może być dalej? Życzenia tortur?) I tej hańby z siebie Karnowscy, Zaremba i cała reszta zespołu redakcyjnego wPolityce i wSieci łatwo nie zmyją.

CZY PiS ZABIJE POLSKI HANDEL? USTAWA O PODATKU HANDLOWYM TO KOLEJNY BUBEL RZĄDU. „FATALNA ZMIANA” TRWA..

cs3jgbmumaargra

Waldemar Mystkowski pisze o Macierewiczu, który niczego sobie nie żałuje.

macierewicz

Antoni Macierewicz poczuł się tak pewny swego, że ogłosił, iż nie dotyczą go żadne ograniczenia. Szczególnie w takiej kwestii, jak pieniądze. Minister obrony narodowej podjął decyzję – w strukturach wojskowych nazywa się to rozkazem, który jest ewidencjonowany w księdze rozkazów – mianowicie zostaje zniesiony limit wydatków na cele reprezentacyjne. Minister ma do dyspozycji rocznie na „reprezentowanie się” kwotę do wyrzucenia w wysokości 179 tys. zł. Macierewicz uznał, że to dla niego mało. Nie będzie dziadował. Rozumiem Macierewicza i podejrzewam, że tę niewielką kwotę, jak na jego potrzeby, dawno zużył. Jego poprzednicy na spotkania międzynarodowe latali samolotami rejsowymi – Macierewicz do Brukseli udaje się samolotami wojskowymi. Pracę lotników można wpisać do służby, gorzej z paliwem i opłatami lotniskowymi.

Macierewicz tyle dziadował, więc teraz nadrabia stracone lata. Politycy PO mają podejrzenia podobne do moich, iż Macierewicz nie ma już w kasie szmalu na szpanowanie, wobec tego zwrócili się z interpelacją, jakie są powody zniesienia limitu wydatków na jego cele reprezentacyjne i jakie wydatki poniosło MON od początku pełnienia funkcji przez Macierewicza. Ciekawy to może być zestaw kosztów. Inna kwestia, czy taki audyt zrobiony przez samego Macierewicza będzie uwzględniał wszystkie wydatki. Minister dopiero co poniósł spektakularną klęskę ze swoim Misiem, który reprezentacyjnie rozbijał się limuzyną rządową, a wojskowi skandowali na jego widok: Czołem, panie ministrze. Druga porażka Macierewicza mogłaby obniżyć jego notowania u prezesa, dlatego należy spodziewać się lawirowania ministra, który w tych sprawach jest mistrzem.

(HOŁD APTEKARZOWI WYKLĘTEMU. OBROŃCY NEPOTYZMU I NIEDOSZŁEMU MINISTROWI. NIE POZWOLONO MU ZAGRZAĆ STOŁKA. NIE OBRONIŁ GO SYSTEM. )

cs3gwhbvmaahbrw

Politycy PiS doznają klęski za klęską – a strona internetowa misiewicze.pl utworzona przez Nowoczesną już jest wystarczająco wstrząsająca, acz to dopiero początek – powinno w opozycji powodować zniecierpliwienie, kiedy to szarańcza PiS zacznie tracić zaufanie u suwerena. Ale Platforma Obywatelska nie chce być gorsza od PiS. Sama się rozbija na drobne. Wyrzuceni posłowie z PO plus Stefan Niesiołowski założyli koło poselskie Europejscy Demokraci. Nazwa ładna, ale to jest polityka, która szczególnie dzisiaj wymaga jedności działań opozycyjnych, bo PiS skutecznie niszczy Polskę.

radio

Europejscy Demokraci zadeklarowali współpracę w ramach koalicji Wolność, Równość, Demokracja, lecz to może nie przekonać opinii publicznej, iż tworzą wartość lepszą niż rządzące PiS. Bo PiS na takie dictum Platformy zaciera ręce – choć popełniają kolosalne błędy, mogą liczyć, iż to nie odbije się na notowaniach, bo opozycja sama się wykańcza.

cs77su8wiaamfpm

Odbyła się premiera Biblii PiS, filmu „Smoleńsk”. Teraz pisowcy będą nim młotkować elektorat. Dostali emocjonalne dzieło, więc tym bardziej rozum będzie niepotrzebny. Dla młodzieży szkolnej pozostanie obowiązkiem oglądanie filmu. Lektura dla oczu i mózgu, sekowanie i indoktrynowanie.

CrnRO7-WAAIWUwA

Na pokazie w Teatrze Wielkim był cały rząd PiS, Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński. Nie było przedstawicieli części rodzin ofiar katastrofy. Wśród pominiętych znalazł się na Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w katastrofie. Zaproszeń nie dostali także Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej i Małgorzata Szmajdzińska, żona Jerzego Szmajdzińskiego.

Cd8XGwXW0AANYEF

Pierwsza recenzja filmu wyszła spod pióra jednego z najlepszych krytyków filmowo-teatralnych Tadeusza Pawłowskiego.

gdy fantazje

Artysta ma prawo do własnej interpretacji, a nawet fantazji na temat wydarzeń historycznych. Kiedy jednak fantazje stają się narzędziem polityki, kiedy zmyślenie podaje się jako niepodważalną prawdę, kończy się sztuka, a zaczyna propaganda kłamstwa.

Pokazany po raz pierwszy w Teatrze Wielkim film Antoniego Krauzego nie będzie zaskoczeniem ani dla wyznawców teorii zamachu, ani dla tych, którzy uznają ustalenia rządowej komisji ds. katastrofy pod Smoleńskiem. Tych pierwszych utwierdzi w ich wierze, że prezydenta zabili Rosjanie, tych drugich do niej nie przekona. „Smoleńsk” zawiera pełen katalog teorii spiskowych składających się na tzw. religię smoleńską. Są tajemnicze nagrania radiowe rosyjskich pilotów meldujących zrzut ładunku nad lotniskiem w Smoleńsku (w domyśle – sztucznej mgły), rozbieżności w danych na temat wysokości, do jakiej samolot miał się zniżyć, oraz błędy przy ustalaniu tożsamości ofiar.

smoleńskRecenzja

Rząd uderza w sędziów. To metoda pisowska: zastraszyć!

informacjeZawarte

Informacje zawarte w oświadczeniu majątkowym sędziów będą jawne, analogicznie do uregulowań dotyczących prokuratorów. Oświadczenia majątkowe sędziów i prokuratorów będą publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Rząd na dzisiejszym posiedzeniu przyjął stosowny projekt ustawy, przedłożony przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Składając fałszywe oświadczenie majątkowe sędzia poniesie odpowiedzialność karną (będzie to przestępstwo), a nie jak dotychczas tylko dyscyplinarną. Ponadto przewidziano wydłużenie okresu, w którym będzie można wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego z 3 do 5 lat od chwili popełnienia czynu.

Przewidziano też wydłużenie przedawnienia dyscyplinarnego z 5 do 8 lat, w przypadku wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przed upływem 5 lat. Oznacza to, że dopiero po upływie pięciu lat od momentu dokonania przewinienia dyscyplinarnego nie będzie można wszcząć postępowania dyscyplinarnego. W razie wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przed upływem 5 lat, przedawnienie dyscyplinarne nastąpi po 8 latach od chwili popełnienia czynu.

Crn6YK5WIAAjhc6

Wojciech Sadurski pisze o przyjętym przez rząd na wniosek ministra Zbigniewa Ziobry projekcie zmian ustawowych, mających na celu „obronę dobrego imienia Polski”, który jest prawniczym potworkiem.

prawniczy

Projekt nowego zapisu ustawy o IPN głosi, że kto publicznie i wbrew faktom przypisuje narodowi polskiemu lub państwu polskiemu odpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie lub inne zbrodnie przeciw ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat trzech. W przyjętej dziś przez rząd retoryce przepis ten prezentowany jest jako kara za „polskie obozy koncentracyjne” lub zagłady, lub śmierci.

Ale słów takich w Polsce (na szczęście) nikt nie używa, a ręce polskiego wymiaru sprawiedliwości są zbyt krótkie, by komukolwiek za granicą realnie zagrozić. Gdy więc minister Ziobro mówi, że przyjmując ten projekt, rząd „uczynił ważny krok w kierunku stworzenia mocniejszych narzędzi prawnych pozwalających skuteczniej dochodzić naszych praw, bronić prawdy historycznej, ale też bronić dobrego imienia Polski wszędzie na świecie”, to oszukuje sam siebie.

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl przestrzega przed kobrą PiS, która atakuje jadem.

kobra

PiS w swojej sprawie działa błyskawicznie, jak wąż kobra. W sobotę sędziowie polscy na Nadzwyczajnym Kongresie zwrócili uwagę obecnym władzom, że niszczą trójpodział władzy, tym samym dewastowana jest w kraju demokracja. Dwa dni później rząd Beaty Szydło przyjmuje projekt ustawy, który jest zastraszaniem sędziów.

Sędziowie zostali postraszeni zaostrzonymi restrykcjami prawnymi. A co powiedzieć o wysłaniu ministrów w podróż do Wielkiej Brytanii, bo tam doszło do zabójstwa jednego Polaka i dwóch pobić w miejscowości Harlow? Specjaliści od ksenofobii (Waszczykowski i Błaszczak) pojechali pouczać… Właśnie kogo? Rząd Wielkiej Brytanii, od którego w tych kwestiach mogliby się sami wiele nauczyć? A może pogadają z ksenofobami brytyjskimi? To mogłoby być ciekawe wydarzenie obyczajowe. Po zamknięciu pubów konferencję prasową na ulicy robią wspomniani ministrowie i przemawiają do brytyjskich ksenofobów.

Niestosowność zachowania władz PiS stała się dla nas codziennością, ale taka nie musi być dla świata zachodniego, bo to co najmniej – eufemistycznie – śmieszność. Groteskowy jest wyjazd dwóch ksenofobów, aby pokazać polskim ksenofobom – bo ten wyjazd jest adresowany do własnego elektoratu – że dbają o polskie interesy. Dlatego nie bądźmy zdziwieni, gdy w kraju dochodzi do podobnych ksenofobicznych zdarzeń, władze PiS niewiele robią.Z jednej strony groteska, a z drugiej błyskawiczne zachowania we własnym interesie politycznym – działają jak kobra. Ale ta kobra nie obroni polityków PiS, gdy już nie będą w posiadaniu jadu władzy i mediów „narodowych”. Wówczas Szydło i Duda będą bronić się przed literą i duchem prawa, a będzie to Trybunał Stanu. Tak będzie, bo wierzę w Polskę praworządną, normalną, rozwijającą się. Polska pisowska jest odwróconą Polską, wywiniętą na nice. Polacy nie mogą bać się, że uderzy w nich kobra.

Crnb43SWcAUM0Ix

Andrzej Duda podał rękę Lechowi Wałęsie. Co się stało? Hipotez może być sporo.

Jarosław Kaczyński zostanie premierem – i Duda przestanie w ogóle istnieć. To jedna hipoteza.

Druga. Śmierć żólnierza GROM na Westerplatte. Inne rozwiązania są możliwe. Co się dzieje? Jeszcze tego nie wiemy. Szybko się wyjaśni. W PiS-ie pęka.

toZdjęcie

– Polska się zmieniła dzięki państwu, którzy jesteście tu na sali, także dzięki Lechowi Wałęsie, którego na sali nie ma, a który jest na zdjęciu – mówił 31.08.2016 (środa) w Gdańsku prezydent Andrzej Duda podczas obchodów 36. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. Zaapelował o zgodę narodową. Wieczorem on i Lech Wałęsa uścisnęli sobie dłonie.

Do uścisku dłoni doszło podczas wieczornej mszy w bazylice św. Brygidy. Prezydent Duda przekazał Lechowi Wałęsie znak pokoju, co zgromadzeni nagrodzili brawami.

kancelaria

Zanim do pojednania doszło prof. Wojciech Sadurski pisał o incydencie, jak faszyści z ONR zaatakowali Radomira Szumełdę i Mateusza Kijowskiego z KOD.

takByłoby

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że kilkadziesiąt metrów od tego incydentu przebywali najważniejsi ludzie PiS-owskiego państwa: Andrzej Duda, Beata Szydło i ich przełożony Jarosław Kaczyński. Beata Szydło jest zwierzchniczką policjantów, którzy wyprowadzali Kijowskiego. A Andrzej Duda, który niezłomnie perorował o polskich bohaterach i zdrajcach, miał świetną okazję, by nawiązać do swych wyborczych haseł o „wspólnocie” i powiedzieć, że każdy polski obywatel ma prawo pokłonić się przed trumnami bohaterów zamordowanych przez UB. I że każdy Polak może korzystać ze swych praw obywatelskich, bez względu na przekonania. I że ci, którzy mu tego odmawiają, zdradzają konstytucję.

Tak byłoby, gdyby Polska miała prezydenta, a nie Andrzeja Dudę. I tym bardziej tak byłoby, gdyby Prezydentem był dobry, uczciwy prawnik.

Nie można pomarzyć?

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl o przemówieniu Dudy w słunnej sali BHP Syczoni Gdańskiej.

mówił

Stalin miał zwyczaj wycinać postaci ze zdjęć, Andrzej Duda zaś wprowadza metafizykę pisowską. Patrzy na zdjęcia, do których mówi. Właśnie Duda przemówił do obrazu (acz mówi się: „mówił dziad do obrazu) – „Polska się zmieniła dzięki państwu, którzy jesteście tu na sali, także dzięki Lechowi Wałęsie, którego na sali nie ma, a który jest na zdjęciu”. A to wszystko dzięki słynnej sali BHP Stoczni Gdańskiej, w której dokonują się polskie cuda. Odwdzięczę się Dudzie: „Polska się zmieniła dzięki państwu PiS i dzięki Dudzie, którego nie ma w moim pokoju, ale jest na zdjęciach w internecie”. Na świecie mówiono o najsłynniejszym Polaku „Walesa”, teraz zaczyna się mówić o najsłynniejszym polityku odmawiającym Polakom praw demokratycznych „Dada”.

To jedno dzięki, a drugie – dziękuję Dudzie za KOD, który nocnymi podpisami pod ustawami PiS i bezprawnym zaprzysiężeniem sędziów Trybunału Konstytucyjnego spowodował, że Polska się zmienia i staje wspólnotą dla dużej części Polaków w ramach KOD, jak Solidarność w latach 80. ubiegłego stulecia.

Trzecie podziękowania Dudzie za jego wcześniejsze przemówienie w gdańskiej bazylice podczas pogrzebu „Inki” i Zagończyka”. Duda miał Wałęsę żywego, a nie na zdjęciu, lecz tak przemówił, że najsłynniejszy Polak powstał i wyszedł z przybytku kultu. Słowa Dudy rozniosły poza nawę kościelną do tego stopnia, że faszyści z ONR krzyczeli za żywym Wałęsą, a nie obrazem: „Śmierć wrogom ojczyzny”. Ale nie tylko za nim, bo ci sami faszyści krzyczeli za Radomirem Szumełdą i Mateuszem Kijowskim.

Takie to polskie cuda. Wystarczy przemówić do obrazu. Kiedyś tak mówili komuniści, dzisiaj Duda i jego koledzy politycy z PiS. Tak dokonują się polskie cuda. Kiedyś powstała w ten sposób ”Solidarność”, dzisiaj KOD. Dzisiaj to wszystko dzieje się dzięki Dudzie, który przemówił do obrazu, tj. do zdjęcia.

GW o tajemniczej śmierci żołnierza GROM w Gdańsku. „W jednostce był PAD i król Jordanii”

To niemal na pewno będzie nowy temat polityczny na starcie jesiennego sezonu. Trójmiejska „Gazeta Wyborcza” informuje o tajemniczej śmierci żołnierza GROM w Gdańsku w niedzielę. Sprawa dotyczy Kancelarii Prezydenta i nie tylko. Jak czytamy w tekście:

„W niedzielę w Gdańsku doszło do tragicznego wypadku. Podczas realizacji „zadania szkoleniowego” na Westerplatte zginął żołnierz GROM. Nie były to jednak zwykłe ćwiczenia. Tego dnia w jednostce byli prezydent RP Andrzej Duda i król Jordanii Abdullah II”.

Jak pisze GW, prezydent Duda nie złożył kondolencji rodzinie żołnierza: ‚Kancelarię Prezydenta zapytaliśmy też o to, o której prezydent dowiedział się o wypadku i czy np. wysłał kondolencje do rodziny żołnierza. Magierowski odpowiedział: „Prezydent dowiedział się o wypadku tego samego dnia w godzinach popołudniowych. Nie było reakcji o charakterze oficjalnym ze strony Prezydenta”.

Temat już podchwyciła PO:

 

 

 

Jest dostępne wideo pokazujące całe wydarzenie.

Eliza Michalik o dziennikarzach prawicowych stosujących metody ONR-owskie.

CrNQ2lsWAAAAnvn

Nie każdy ma odwagę.

CrNh-wrWcAE-MyD

Żałosna Logika dokonała podsumowania na koniec wakacji.

CrLx-6KXEAA-hgY

Prof. Wojciech Sadurski w świetnym eseju pisze, Jarosław Kaczyński nie ukrywał, że chwyci za twarz.

kaczyński nas

Dla ideologów PiS rozproszenie władzy jest kompromitującą słabością, a „konsolidacja” – pozytywnym ideałem. Najwyższym ukoronowaniem idei konsolidacji władzy jest oczywiście koncentracja całej władzy w rękach jednego człowieka – czyli to, co jasno wyłania się dziś na naszych oczach.

Wielu ludzi, w osłupieniu obserwując galopujący demontaż demokracji i praworządności, uważa się za oszukanych, a przynajmniej – zaskoczonych i wprowadzonych w błąd przez partię dziś rządzącą. Nie to nam obiecywano – słyszymy.

Tymczasem o zaskoczeniu nie ma mowy. Kto miał oczy – ten widział i czytał, kto chciał słuchać – ten słyszał. Jarosław Kaczyński nigdy nie ukrywał swej niechęci do demokracji, do rządów prawa i do konstytucji, opartej na klasycznym podziale władzy. Trzeba było mu wierzyć.

Ogłoszony w styczniu 2011 roku przez Radę Polityczną PiS programowy dokument „Raport o stanie III Rzeczypospolitej” jest najbardziej rozwiniętym credo ideowo-politycznym partii Kaczyńskiego – nigdy przez nią nieodwołanym, ani nawet niezmodyfikowanym. Warto było się z nim zapoznać przed głosowaniem na PiS-owskiego kandydata prezydenckiego i na jego partię.

Już na samym początku dokument ogłaszał, że dobrze urządzone państwo polskie musi mieć „nowy centralny ośrodek dyspozycji politycznej”. Dowiadujemy się też, że „tego ośrodka nie należy automatycznie utożsamiać z rządem, prezydentem czy jakimkolwiek organem państwowym”. Więc o kogo chodzi? „Chodzi (.) o grupę osób, która w danych warunkach historycznych ostatecznie podejmuje najważniejsze decyzje w państwie”. Idea jakiegoś pozakonstytucyjnego ośrodka podejmującego ostateczne decyzje brzmi trochę jak parodia przedwojennych, totalniackich tekstów, tym bardziej że ten nowy ośrodek „powinien chcieć i realizować wskazane wyżej cele narodowe”.

Co dalej będzie? Analizuje na Koduj24.pl Waldemar Mystkowski.

fundamenty

Dlaczego zatem Kaczyński ma tak słabe zaplecze intelektualno-ideowe w przeciętnych postaciach Szydło, Dudy? Kaczyński jest fundamentalistą myślenia o państwie zarządzanym centralnie. Wszelacy Dornowie, Zalewscy, Ujazdowscy wypadli albo wypadną z okolic ośrodka. Dzisiaj ten centralny ośrodek jest jednoosobowy, jego mobilność też jest ograniczona: Nowogrodzka, Żoliborz, wypad jednodniowy do przyjaciela Orbana.Nie bądźmy więc zdziwieni tym, że prezes jest otoczony murem ochroniarzy. Nikt nie ma do niego dostępu, jest oczkiem w głowie interesów polityków PiS, którzy nie mają zielonego pojęcia o centralistycznym państwie prezesa, a demokratyczny trójpodział władzy jest dla nich czarną magią.

Kaczyńskiemu z demokracją nie po drodze. Demokracja jest narzędziem, w której wykuwa swoje państwo zaprojektowane w owym dokumencie z 2011 roku: państwo autorytarne, klerykalne i z nacjonalistyczną konstytucją. Czytajcie! A pozbędziecie się złudzeń co do Kaczyńskiego. On się nie cofnie, gdyż jest fundamentalistą „centralnego ośrodka dyspozycji politycznej”, czyli siebie! Kaczyński zabetonowany we własnym fundamencie.

CqpzAGbWIAQA3iF

Kaczyński sięga po samorządy.

samorządy

Samorządowcy z całej Polski zapowiadają współpracę i wspólny protest przeciwko zakusom ponownej centralizacji. – Zamach na samorządy to zamach na demokrację – mówi marszałek województwa śląskiego.

– Tu chodzi o władzę. A ta prawdziwa jest w samorządach – stwierdza Ludwik Węgrzyn, prezes Zarządu Związku Powiatów Polskich i starosta powiatu bocheńskiego. – W samorządach jest mnóstwo stanowisk. To przecież prawie 2,6 tys. wójtów i burmistrzów – mówi Węgrzyn. Tak komentuje informacje, że PiS chce kolejnymi zmianami centralizować kraj. Ostatnie to np.:

* zapowiedź zmiany ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych (konkursy na prezesów izb ma zarządzać premier i będzie miał większość z komisji),

* likwidacja gimnazjów wbrew opiniom samorządów

* zmiany w kuratoriach oświaty, które teraz będą miały większy wpływ na wybór dyrektorów szkół i będą mogły blokować likwidację placówek.

Kaczyński już niczego się nie boi. Odkopali stary wniosek Platformy Obuwatelskiej o Trybunał Stanu dla prezesa PiS. Więc urządzają igrzyska ku uciesze gawiedzi. Tak zachachmęcą, iż to będzie wniosek przeciw Donaldowi Tuskowi.

Pisowskie chachmęty nie takie rzeczy potrafią.

wniosek

Marszałek Sejmu skieruje wniosek w sprawie posła Jarosława Kaczyńskiego do Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Wniosek, jak pisze „Wprost”, złożyła PO jeszcze w 2012 r. Dotyczył on Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, którzy pełniąc odpowiednio funkcje premiera i ministra sprawiedliwości oraz prokuratora generalnego mieli dopuścić się przekroczenia swoich uprawnień.

O sprawie na swoim Facebooku poinformował poseł PO Robert Kropiwnicki, przewodniczący komisji w poprzedniej kadencji. Polityk napisał, że najbliższe posiedzenie KOK odbędzie się 5 września. „Mam nadzieję, że zaczniemy pracować nad tym wnioskiem”.

robert kropiwnicki

Zaś europejscy sędziowie piszą do Andrzeja Dudy.

europejscy

Europejskie Stowarzyszenie Sędziów i Prokuratorów MEDEL pisze do prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie odmowy powołania sędziów.

List, datowany 12 sierpnia, a podpisany przez wiceprzewodniczącego MEDEL Thomasa Guddata, opublikowało na swojej stronie internetowej Stowarzyszenie Sędziów „Iustitia”. MEDEL, które zrzesza organizacje sędziowskie i prokuratorskie działające w różnych krajach Europy, pisze w liście do prezydenta: „w ciągu ostatnich kilku miesięcy, wraz z innymi instytucjami europejskimi, w tym Komisją Europejską, Radą Europejską i Komisją Wenecką, MEDEL z rosnącą troską i niepokojem obserwuje rozwój sytuacji w Polsce”. Ostatnio zaniepokojenie stowarzyszenia wywołała czerwcowa odmowa mianowania dziesięciu sędziów, o których powołanie do sądów wyższej instancji (dziewięciu) i nominację na sędziego (jeden) wystąpiła Krajowa Rada Sądownictwa. Sędziowie ci wygrali wieloetapowy konkurs na wolne stanowiska sędziowskie. Prezydent w żaden sposób nie uzasadnił swojej odmowy.

„Zasada niezawisłości sędziowskiej, bez przestrzegania której nie ma mowy o zachowaniu praworządności, jest cechą konstytucyjną demokracji na świecie. To jest tak ważne nie tylko z powodu tego, że sądownictwo działa niezależnie, ale również dlatego, że to sędziowie stosują prawo. W celu przestrzegania tych zasad konieczne jest wzmocnienie niezależności sądów i niezawisłości sędziów również w procesie prawidłowego toku nominacji sędziów. Procedura mianowania sędziów powinna uwzględniać zasadę trójpodziału i wzajemnej kontroli władz i wzmocnić zaufanie do wymiaru sprawiedliwości”.

CqngVA6XEAE_LXy

PiS nie liczy się z niczym. Rządzi w nim jeden człowiek – Prezes – i dumny naród Polaków chce chwycić za twarz, za mordę.

CqrP7lwWIAAs6_Z

Szaleniec Antoni Macierewicz tortutuje psychicznie powstańców warszawskich – tak twierdzi wybitny konstytucyjonalista i politolog prof. Wojciech Sadurski – i ma rację.

powstańcy

– Dzieło życia Lecha Kaczyńskiego to Muzeum Powstania Warszawskiego. Teraz ci powstańcy są psychicznie torturowani przez szefa MON Antoniego Macierewicza – mówił prof. Wojciech Sadurski, prawnik i politolog z Uniwersytetu w Sydney w ”Faktach po Faktach” TVN24. Odniósł się w ten sposób do pomysłu, by na 72. rocznicy Powstania Warszawskiego odczytać apel smoleński. Ocenił, że „jedno słowo Jarosława Kaczyńskiego ukróciłoby te działania”. – Jarku, zrób coś z tym i nie pozwól, żeby pamięć o twoim bracie była w ten sposób szargana przez tego politycznego szaleńca – zaapelował dodając, że prezes PiS to jego dawny kolega.

W Poznaniu kolejna oślica PiS staje okrakiem przeciw rozumowi.

radnaPiS

Ronda Lecha Kaczyńskiego powstają jak grzyby po deszczu. Ale Władysława Bartoszewskiego już radni PiS w Poznaniu nie chcą. – Władysław Bartoszewski nie zasługuje na to, żeby nazwać jego imieniem rondo, nawet tak nieduże, jak to na Piątkowie – argumentowała swój sprzeciw radna PiS Ewa Jemielita.

W rozmowie z Magdą Jethon na Koduj24.pl wybitny Wojciech Pszoniak o Jarosławie Kaczyńskim:

najgroźniejszy1

Najgroźniejszy jest Kaczyński, człowiek, dla którego kochanką, przyjacielem i najbliższą rodziną jest partia. To jest ten wyraźny, charakterystyczny jego rys, zresztą groźny w każdej dziedzinie. Tylko, jeśli jesteś pisarzem i nie masz niczego poza talentem, to możesz w zaciszu swojego domu tworzyć wielkie dzieła literackie i nikomu nie robić krzywdy. Jeżeli jednak polityk nie ma niczego poza polityką, to staje się niebezpieczny. Ja się boję takich ludzi, bo oni nawet jakby nie było konfliktu, to go wymyślą. Są ludzie, którzy godzą i łączą, ale są tacy, którzy dzielą. Kaczyński dzieli.
Nie wierzę też w to, że on jest cynikiem. Mitterrand był zimnym, cynicznym prezydentem, ale Kaczyński nie. Tu jest inny problem. Podobno on niczego nie zna i nie widział poza Polską, nie mówi żadnym obcym językiem, nie ma karty kredytowej, nie jeździ samochodem, nie ma rodziny, to jest człowiek w jakiś sposób kaleki. Jego siła bierze się z tego, że on taki właśnie jest. Kaczyński jest zaburzonym człowiekiem.

Mrzonki prezesa obśmiał Ryszard Petru, gdy debatowano w Sejmie o Brexicie. Kaczyński jako Ferdynand Kiepski ma „pomysła”.

petruMrzonki

„Z przykrością stwierdzam, że mrzonki Kaczyńskiego są w Europie śmieszne. Mówienie o zmianie traktatów – oni się stukają w głowie. Żadnych traktatów nie zmienią, mają inne problemy na głowie. Jeżeli ktoś siedzi na Żoliborzu i nie kontaktuje się z nikim, to wymyśla zmiany traktów, których nawet jeszcze nie wymyślił. Tak się nie uprawia skutecznej polityki, bo UE nie dyskutuje teraz o zmianie traktatów. Takiego tematu nie będzie”

Puk, puk, puk w Kaczyńskiego łeb – pusty.

O zakłamanym nowym szefie IPN na Koduj24.pl pisze Waldemar Mystkowski.

instytut

Prawda historyczna w Polsce skonała. Może nawet czeka nas powrót do tajnych kompletów i latających uniwersytetów. Taki nasz los; jak nie Niemiec, komuch, to wewnętrzny liszaj. Na szefa IPN został wybrany dr Jarosław Szarek, który twierdzi, że mord na 340 Żydach w Jedwabnem w lipcu 1941 roku wykonali Niemcy. Należało się spodziewać takiego wyboru, gdyż wcześniej minister edukacji Anna Zalewska o tej zbrodni Polaków powiedziała, że jest „tendencyjna i pełna kłamstw”.

Polska zamienia się w cmentarzysko prawdy. Wszędzie, gdzie zainstalowana jest władza PiS, bez poczucia nadużycia można stawiać pomnik z inskrypcją „Tu pochowano prawdę”. Takie pomniki mogą stanąć przed kancelariami Dudy, premier Szydło i w wielu miejscach w Polsce, zaś na Nowogrodzkiej w Warszawie winien stanąć pomnik Katastrofy Prawdy.

W kancelarii Dudy zamiatają przestępstwa pod dywan. W razie Trybunału Stanu – a będzie!

zamiatanie

A w Sejmie nowa gwiazfa PiS:

Kiedy Polacy przyzwyczaili się już o kabaretowych lub gorszących scen w Sejmie z Trybunałem w tle, posłowie postanowili zaskoczyć. Tym razem w awanturze pojawił się środkowy palec, okrzyki „zjeżdżaj!”, porównanie Polski do Rosji Putina i Turcji Erdogana. A kluczowym rekwizytem był dzwoneczek w ręku wicemarszałka Joachima Brudzińskiego.

W Sejmie w nocy posłowie dyskutowali o kolejnej ustawie „poprawiającej” ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. I jak słusznie zauważyła posłanka .Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz, w tej sprawie już wcześniej wszystko zostało powiedziane. Dlatego posłowie musieli się bardzo napocić, żeby zwrócić na siebie uwagę. Efekt? Brak słów….

poseł

Wszystkich przebiło zwarcie posłów Piotra Pyzika z PiS z Tomaszem Cimoszewiczem, posłem PO i synem Włodzimierza Cimoszewicza, byłego premiera i byłego ministra spraw zagranicznych. Poszło o… środkowy palec.

– Środkowego palca nie można pokazywać w tej izbie! O, znowu pokazuje! Jeszcze do buzi go wkłada! – krzyczał Cimoszewicz, po czym ze zdenerwowania uderzył tabletem w ławę sejmową – jak relacjonowali reporterzy RMF FM.

Oto strona internetowa Pyzika. Wszystko jasne – z Bogiem wymiataj!

niech