Jak na skróty szła 😂😂😂

Aż cztery zaległe teksty Waldemar Mystkowskiego.

Toksyczne rodziny w polityce: PiS i opozycja

Jarosław Kaczyński mocno przeżył piątkowe spotkanie z Andrzejem Dudą. Nie dość udało mu się upokorzyć prezydenta, ten co prawda stanął w drzwiach Belwederu i powitał go – wbrew protokołowi – ale nie przystał na blitzkrieg w sprawie sądów. Prędzej czy później Duda za to zapłaci, najpierw jednak Polska, którą czeka i tak zależność sądów od PiS.

Kaczyński naprędce sklecił konferencję prasową Zjednoczonej Prawicy, aby potwierdzić, że jest zjednoczona. Ci którzy o tym nie wiedzieli, pewnie zrobili buzię w ciup: wow. Dwie podprogowe treści jednak poszły w ciemny lud. Mianowicie jeden ze stronników Dudy, Jarosław Gowin stanął obok drugiego – ale nie stronnika – Zbigniewa Ziobry, bo ten ostatni to wróg Dudy jeszcze większy niż prezes.

Acz prezes nazywa ten zestaw stronniczy rodziną. Zaiste toksyczna to rodzina, a prawica jest jak małżeństwo wg dogmatu katolickiego; „Co prezes złączy, tego niech żaden Duda nie rozdziela”.

Prezes u Dudy był powiedzieć, że mamy kryzys, a Duda poprawił go, że to mały spór w rodzinie. W toksycznej rodzinie żona zwykle bagatelizuje siniak pod okiem, albo jak w przypadku przeze mnie zasłyszanym w pociągu, gdy wdowa wspominała zmarłego męża i nie mogła się nachwalić koleżance, jaki to był dobry chłop. Przyjaciółka jej przypomniała, że po pijaku ciągał ją za włosy po podwórku, ta nie dała się zbić z pantałyku i odrzekła: – A ile było tego podwórka? Phi.

Ciąga Kaczyński Dudę po tym belwederskim podwórku, a ten zachwala reformę sądów prezesa. Konferencja prasowa zjednoczonej prawicy nie przykryła jednak konwencji Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Na tej pierwszej Grzegorzowi Schetynie chyba udało się przeformatować dość nieszczęśliwą zbitkę totalnej opozycji na totalną propozycję. Teraz należy dotrzeć do wyborców z hasłami dotyczącymi zlikwidowania urzędów wojewódzkich, które zwłaszcza dzisiaj są we wrogiej kohabitacji z urzędami marszałkowskimi. Inne punkty programu PO są nowatorskie i sytuują władzę bliżej ludzi, a często tę władzę oddają wyborcom.

Przedstawiony program Platformy należy przekuć na proste hasła, które zaczną docierać do Polaków. To zależy od opozycji, nie można liczyć jednak na to, że PiS się przewróci. Kaczyński ze swymi akolitami ciągle zalicza glebę, lecz sondaże są niewzruszone, a nawet im zwyżkują.

Rozpoczynająca się kampania samorządowa jest dobrym momentem, aby opozycja odwróciła niekorzystne tendencje. Sondaże wskazują na premię dla opozycji od wyborców, gdy ich kandydaci wystartują ze wspólnych list, wówczas nie tylko twardy elektorat partyjny zagłosuje, ale także obojętni, zniechęceni do kłótni. Psychologia jest niedoceniana przez polityków. Opozycja jednak musi uciekać od syndromu politycznej rodziny, bo jest ona zawsze toksyczna.

„prawo” i „sprawiedliwość” BRAK SŁÓW

Orwellowska organizacja Reduta Dobrego Imienia

Reduta Dobrego Imienia (RDI) w nazwie ma już zmyłkę, jak Ministerstwo Prawdy Orwella. Czyż zakłamanie, amoralność są dobrym imieniem?

Włoski dziennikarz Gian Antonio Stella napisał w „Corriere della Sera” artykuł krytyczny o Polsce. O dzisiejszej Polsce pisowskiej i o tym, że nie potrafimy zmierzyć się z własną historią. Stella napisał krytycznie o „Różańcu do granic”, którego wymowa była antychrześcijańska, o nieumiejętności zmierzenia się z problemem uchodźców, którzy są inni od nas, są więc wyzwaniem społecznym, niewielkim politycznym, to kolejne tchórzostwo obecnych władz.

Redutę Dobrego Imienia, także ambasadę RP w Rzymie, oburzył passus: – „Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności (personali responsabilita) za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po” [cyt. za: oko.press].

No i na naszych tzw. patriotów (tak zwani patrioci piszę, bo to w istocie szowiniści) podziałało to jak płachta na byka. O ile ambasada w Rzymie oburzyła się i odpowiedziała listem na artykuł, to nie popełniła w nim błędu merytorycznego, ale Reduta specjalizuje się w manipulacjach i fałszu.
RDI w swoim stylu zaczęła nie na temat. Od tego, że w Polsce nie było rządu kolaboracyjnego. Stella o tym nie pisał. Stella też nie pisał, że państwo polskie (wówczas podziemne) uczestniczyło w Holocauście. Nie! Konkretni Polacy pomagali Niemcom i sami tworzyli fakty Holocaustu.

Przed wojną i w jej trakcie w polskim społeczeństwie silny był antysemityzm zbudowany przez polityków, w którym miał duży udział Kościół katolicki, zaznaczmy: nie cały. Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło w kilkudziesięciu innych miejscowościach. Szmalcowników – czyli informatorów za korzyści materialne – było dużo więcej niż tych, którzy pomagali Żydom, a bezinteresownie pomagających była garstka, to oni otrzymują dzisiaj tytuły Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło tam, gdzie politycznie najsilniejsza była endecja. To ten grunt polityczny pchał ciemny lud do krwawych czynów. Niemcy chwalili polskich szmalcowników, bo nie wykazaliby się „sukcesem” w odnajdywaniu ukrywających się Żydów.

Podobnie zachowywała się część rodaków po wojnie, czego ewidentnym przykładem jest pogrom kielecki w 1946 roku, w którym zginęło 37 Żydów. Pojedynczych przykładów mordów tuż po wojnie jest dużo.
Czy dzisiejsza niechęć do uchodźców jest podobna do antysemityzmu? Tak! To ta sama niechęć – wręcz nienawiść – do innych. W literaturze inny pisze się Inny. Nie bądźmy więc zdziwieni, że PiS na wszelkie sposoby źle wyraża się o uchodźcach, a zaprzeczenie o antysemityzmie i udziale Polaków w Holocauście zostawia takim organizacjom, jak Reduta.

Za pomocą takich Redut Dobrego Imienia fundują nam Polskę na fundamencie fałszu. Polskę zakłamaną tchórzliwą, amoralną. Dlatego tacy ludzie bez talentu, grafomani jak Świrski, szef tej orwellowskiej organizacji, są na tapecie. Polska jako szczurowisko – wówczas, gdy dochodziło do pogromów na Żydach i dzisiaj.

Mój ród pochodzi z tych terenów, gdzie jest Jedwabne, sporo opowiadano u nas o tych faktach, o tym zakłamaniu. A teraz wraca fałsz i ma się coraz świetniej.

Dla odwrócenia uwagi od konwencji programowej PO, wystąpiło trzech terrorów mówiąc że, tak naprawdę nie mają nic istotnego do powiedzenia.

Strategie rolowania przez PiS, lekarzy rezydentów też

PiS ma pomysł, jak wyrolować protestujących lekarzy rezydentów, co nie jest żadną nowością, bo ta partia stosuje strategie rolowania od początku swoich rządów. Taką strategią jest przepychanie przez Sejm tzw. projektów poselskich, a nie rządowych – te ostatnie wymagają konsultacji społecznych i środowiskowych. Jeżeli na czymś szczególnie PiS zależy, stosuje przyspieszone logistycznie procedowania, np. nocne głosowania w komisjach poselskich i w trakcie sesji sejmowych. Są nawet nadzwyczajne procedowania, gdy zawęża się liczbę posłów do swoich, byle było kworum i oddzielają się od świata w Sali Kolumnowej. Już to przecież też przerabialiśmy.

Inne rolowanie rozpisywane jest na głosy instytucjonalne. Zastosowane zostało przy ustawach sądowych, gdy odbywały się protesty w całym kraju („Łańcuchy światła”) i rzeczywiście zostały wygaszone przez dwa weta prezydenta, choć protestujący domagali się trzech. Wyciszenie niezgody i gniewu społecznego wymaga czasu. I tak się dzieje. Andrzej Duda przedstawił swoje projekty, które nie są spełnieniem żądań społeczeństwa obywatelskiego, a do tego toczy rozmowy z osobą najważniejsza dla partii rządzącej. Rozmowy się toczą, a gniew społeczny już został rozładowany, para bowiem poszła w gwizdek. Więc tak czy siak – sądownictwo straci niezależność, stanie się partyjne, a nam zostanie oskoma: och, kiedyś to była demokracja.

W tej chwili mamy do czynienia z rolowaniem lekarzy rezydentów, a tak naprawdę z rolowaniem nas ze zdrowia, bo to dotyczy już całej służby zdrowia. Rolowanie ze zdrowia Polaków, czyli wpychanie w chorobę, a w istocie skłanianie do grobu – wcale nie przesadzam: śmiertelność rok do roku wzrosła bagatela o 7 proc. – rozpoczęło się już dawno. Lekarze rezydenci są kroplą, która przelała czarę goryczy, przekroczono masę krytyczną, która zachwiała stabilnością systemu ochrony zdrowia.

Rozwalanie służby zdrowia trwa od początków rządów PiS. To nie tylko ta osławiona sieć szpitali, która ma być finansowo podłączona do budżetu państwa, ale reorganizacja w ośrodkach zdrowia i szpitalnictwie, zaś przede wszystkim wymiana kadr kierowniczo-menadżerskich. To ostatnie jest najboleśniejsze, trudne publicystycznie do wyartykułowania i podania opinii publicznej. W służbie zdrowia na kierowniczych stanowiskach mamy nawał pisowskich Misiewiczów.

To rozwala system ochrony zdrowia narodu. Dziwne, że dziennikarze tego nie opisują, czyżby tak mało było specjalistów w tym temacie, a może są jeszcze młodzi i nie zaznali udręki związanej z leczeniem.

W służbie zdrowia jest tak samo, jak z Beatą Szydło, która ogłasza zwycięstwo 1:27. Na razie 7 proc. Polaków więcej umiera, a będzie nas jeszcze więcej w grobach, gdzie tak trudno przyjdzie się policzyć w protestach. PiS jest partią wyjątkowo pokraczną, czego się nie dotkną, kończą katastrofą. Trafili jednak na koniunkturę światową i państwo w dobrym stanie po poprzednikach, ale to się kończy. To my zostaniemy na ruinach popisowskich, jeżeli przeżyjemy PiS.

Lekarzy rezydentów chcą teraz wyrolować metodą kooptacji obcych. Rząd zamierza uprościć przepisy zatrudnienia w zawodach medycznych i zatrudnić lekarzy spoza Unii Europejskiej, tj. z Ukrainy. Tacy lekarze nie musieliby nostryfikować dyplomów, lecz byliby przywiązani do miejsca pracy, czyli byliby lekarzami pańszczyźnianymi. Oczywiście, pomysł jest taki, aby nie podnosić płacy lekarzom rezydentom.

Akurat jest on strzałem w płot, acz ma zastraszać protestujących lekarzy. Ukraińscy lekarze zarabiają wcale nie gorzej u siebie – bo ten zawód tam zawsze był ceniony – a też nie będą chcieli zostać niewolnikami, bo byliby przypisani do jednego miejsca pracy, nie mogliby zmienić miejsca zatrudnienia, uniemożliwiłoby im to brak nostryfikacji.

Pomijam kwestię, iż Unia Europejska zakwestionowałaby ten tryb pozyskiwania kadr medycznych, bo jesteśmy w jednym systemie zdrowia unijnego, jak zakwestionowała wycinanie Puszczy Białowieskiej.

PiS próbuje nas rolować i niestety udaje im się połowicznie. Polska pokracznieje jak partia Kaczyńskiego, partnerem i demokratą dla PiS jest prezydent Turcji Erdogan. I w tym kierunku zmierza rolowanie PiS, rolowanie nas z wolności obywatelskich, a nawet z życia, acz zmarłym wsio rawno, bo im w wieczności to wisi.

PIĘKNE OKREŚLENIE SŁÓW BŁASZCZAKA. „CO ZA NĘDZA”

Szydło przed wyjazdem do Brukseli gra w „Uchu prezesa”

Beata Szydło ma problem psychologiczny, który ma się do jej wiedzy przedmiotowej. Tym problemem jest syndrom wcześniej u niej zaobserwowany, a w jej partii zdefiniowany dawno temu. Sukcesem jest przegrać 1:27. W psychologii jest to odwrócenie kota ogonem, tabeli do góry nogami.

Ten syndrom brzmi: jesteś pierwszym, gdy postawisz wszystko na glowie. Na głowie jest postawiona władza PiS. Wszak prezes powiedział, że białe nie jest białe („Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”).

Odwrócenie na głowie ma się z braku wiedzy i braków profesjonalizmu. Prezes Kaczyński jest w tym klasykiem, myli Zbigniewa Herberta z Janem Twardowskim (a on zawsze chce zaimponować wiedzą tajemną), tych pomyłek rzeczowych u niego wystepuje więcej i więcej. Zaś Szydło nawet nie wiedziała, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej, pomylić się o 12 lat to jak przegrać wszystko w teleturnieju..

I Szydło jedzie na szczyt UE w Brukseli, aby wszystko przegrać. W kraju przed wyjazdem robi takiego psychicznego klocka. Wypowiedziała „myśl”: „Oczekuję równego udziału krajów UE w debatach o reformach”.

Co to zdanie ma znaczyć? Tak wypowiada się osoba zakompleksiona, reprezentująca kraj zakompleksiały, w imieniu którego przegrywa 1:27. Tak wypowiada się polityk, w którego władza w kraju ma problem ze standardami demokratycnzymi i wolnościowymi.

Tak wypowiada się… Co napisawszy żachnąłem się, bo przeciez taki mamy problem z obecną władzą. Szydło jest pionkiem w rękach prezesa i zobaczywszy mikrofone wypowiada zacytowaną przeze mnie tę”myśl” i inne godne satyrycznego sztambucha.

Piszę „myśl” w cudzysłowie, bo po Szydło zostanie cydzysłów. Premier? Nie! „Premier”. Szydło jeszcze nie wyjechała, a już mówi tekstem z „Ucha prezesa”, w Brukseli nie będzie prezesa, za to będzie sitcom „Ucha…” z jej udziałem.

Tacy politycy – „politycy” też powinno być w cudzysłowie – zdegradowali Polskę, zrobili krajem peryferyjnym. W ciągu dwóch lat zniszczyli to, co budowano z takim mozołem po 1989 roku. Mogę tylko współczuć Donaldowi Tuskowi, który z Polaków wspiął sie najwyżej w politycznej historii, współczuć, że będzie miał naprzeciw (koło siebie – jakkolwiek) tak nijaką osobę, jak Szydło, która ma problemy psychologiczne (nie potrafi się wyrazić), ma problemy przedmiotowe (nie ma wiedzy).

W wyniku reform w Unii Europejskiej – gdy dłużej Polską będą rządzić pacynki Kaczyńskiego – Polska nie tylko zostanie zdegradowana, ale potraktowana, jak chory człowiek Europy, nie stosujący się do obowiązuyjących na Zachodzie standardów i pozbawiający swoich obywateli wolności.

Polska zostanie wykluczona. Tak jak PRL byl wykluczony cywilizacyjnie. I zostanie nam jakiś sojusz w czworkącie: Mińsk, Ankara, Budapeszt- Warszawa. Czworokąt bermudzki.

ŚWIĘTE SŁOWA DO CAŁEJ OPOZYCJI Zachowajcie je i przypominajmy o nich politykom. Bez końca. Aż zrozumieją.

>>>

>>>

Reklamy

„SYTUACJA NIE ESKALUJE” – TO ZABRZMIAŁO JAK SUKCES RZĄDU, KTÓRY PORADZIŁ SOBIE Z PROTESTEM LEKARZY… CO ZA WSTYD.

Aż trzy teksty Waldemara Mystkowski, za to świetnie opisujące zmagania Polaków z tą pokraczną władzą.

Szyszko od Rydzyka jest siekierą na polską przyrodę

Minister środowiska Jan Szyszko jest godny rekomendującego, jest reprezentantem poselskim z puli o. Tadeusza Rydzyka. PiS w zamian za promocję w mediach redemptorysty, wydziela miejsca dla jego przedstawicieli, zarówno w postaci biorących miejsc poselskich, jak i tek ministerialnych.

Jan Szyszko jest więc od Rydzyka. Można go nazywać w skrócie „od Rydzyka”. Szyszko jest bólem obecnego rządu, bo nie mogą się go pozbyć z powodu niespełnienia oczekiwań rządzących, gdyż za Szyszkę przyjdzie inny Szyszko, w postaci podobnego kłopotu, czy to moralnego, aksjologicznego, albo jeszcze innego – zwyczajnie intelektualnego.

Ten Szyszko od Rydzyka ma kłopot aksjologiczny, kłopot wartości, które sytuują się u niego po drugiej stronie diapazonu. Jeżeli dla nas coś jest wartością pozytywną, np. ekologia, to u Szyszki wartością pozytywną jest antyekologia.

A że jest ministrem środowiska, spokojnie tutaj mogę napisać, iż jest ministrem antyśrodowiska albo ministrem antyekologicznym. Dlaczego tak jest? Pośrednią odpowiedź możemy uzyskać na przykładzie tego, który trzyma pulę, a w nim Szyszkę. Mianowicie Rydzyk mógłby odpowiedzieć na powyższe pytanie, dlaczego sumienie zastępuje numerem konta bankowego.

Szyszko przejdzie do historii jako ten, który wziął się za zniszczenie Puszczy Białowieskiej, jedynego przyrodniczego obiektu w Polsce, który został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Więc Szyszko od Rydzyka na tę wieść mógł sobie powiedzieć, że on ministrem dziedzictwa światowego nie będzie, tylko parobkiem od Rydzyka. Nie piszę tego, aby łatwo kpić z Szyszki, przecież nie żartują w ten sposób ofiarni ekolodzy, którzy w Puszczy Białowieskiej przypinają się do drzew, aby wstrzymać niszczenie dobra wszystkich Polaków.

Niszczeniem Puszczy Białowieskiej przez Szyszkę od Rydzyka zajęła się Komisja Europejska, która skierowała sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), a ten już drugi raz rozpatrywał tę sprawę. Tym razem jednak TSUE rozstrzygał, jak postąpić wobec kraju, który łamie polecenie najważniejszego sądu UE.

Do takiego zdarzenia dochodzi po raz pierwszy w historii Trybunału UE. Szyszko nie stosuje wyroku Trybunału, który nakazał zaprzestanie wycinki Puszczy. Poprzednio Szyszko uzasadniał, iż wycinka jest odpowiedzią na zagrożenie ze strony kornika drukarza.

Na dzisiejszym posiedzeniu (17.10.2017) Szyszko zmienił strategię obrony, zamiast kornika drukarza wycinkę uzasadniał zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego. Pojawił się też nowy owad, który zastąpił kornika drukarza, a jest nim zgniotek cynobrowy.

Szyszko stawił się nawet z eksponatami owadów i 15 sędziom TSUE pozwolił zgadnąć, który to jest zgniotek. Co wywołało u tych poważnych skądinąd osób rozbawienie (zareagowali zażenowanym uśmiechem).

Przede wszystkim Szyszko od Rydzyka starał się podważyć wiarygodność danych dotyczących wycinki Puszczy poprzez uzasadnienie, iż uzyskano je drogą „cyberataku”. Kto jakoby dokonał tego cyberataku minister nie wyjawił. Puszcza w tym czasie też padała pod siekierami i piłami.

Szyszko jest w pewnym sensie esencją obecnego rządu. Niszczy przyrodę, niszczy polskie zasoby przyrody i to w sposób nieodwracalny. Ekolodzy przestrzegają przed tym, że Puszczy grozi zamiana z lasu naturalnego w plantację drzew. Takie są skutki braki szacunku dla rzeczywistych wartości. Szyszko od Rydzyka jest siekierą na polską przyrodę.

JERZY KRYSZAK O REFORMIE SŁUŻBY ZDROWIA. Ma rację, w tym roku PiS pobił rekord umieralności Polaków. BRAWO!

Serial z Macierewiczem z finałem w postaci wybuchu

Z Antoniego Macierewicza nie ma co żartować, jeżeli pominiemy cynizm, amoralną cechę charakteru. Piszę to, bo minister obrony jest wyjątkowo twórczy. Nikt przez siedem lat z okładem – zbliża się do ośmiolecia – nie jest w stanie snuć teorii, do których nie ma żadnych racjonalnych podstaw.

Nie potwierdzają tego żadni realni eksperci, nie ma cienia dowodu rzeczowego, namysł każdego z nas odrzuca podobne domysły, a jednak Macierewicz upiera się przy swoim. Był zamach, był wybuch, Lech Kaczyński poległ.

Nawet Jarosław Kaczyński nie daje temu wiary, co ostatnio wygłosił na miesiecznicy smoleńskiej ze swego podestu na Krakowskim Przedmieściu, że „tej prawdy do końca ustalić się nie da”. Tak zwątpić? Nie do wiary. Wszak prezes mówił, że dojdzie do prawdy. Z tego wnioskowałem, że jak Mojżesz daje sobie 40 lat na dojście. A to dopiero siódmy roczek za nami.

Z prawdą jest jednak tak, że nie da się powiedzieć, że dzisiaj ją poznamy. Jest bardziej tajemnicza niż Synaj, Gobi, a nawet Sahara, coś wiedzą o tym Beduini. I dobrze o tym wie Macierewicz. Po czterech dniach od wyrażenia wątpliwości przez prezesa minister ogłosił, że „znaleźliśmy moment wybuchu”na jednym z rejestratorów smoleńskiego Tupolewa.

„Znaleźliśmy”. Z kim Macierewicz znalazł? Ze swoją podkomisją? Słuchacze szefa MON też byli „wyborni”, bo obwieszczał to przedstawicielom klubów „Gazety Polskiej” na spotkaniu w Spale. Macierewicz jednak nie przedstawił dowodu: o, proszę tutaj, to jest ten kawałek taśmy z jednego z trzech rejestratorów, słyszycie? Jest wybuch? Jest.
Nie! Nie było podobnego słuchowiska, bo Macierewicz pospieszył się usprawiedliwić: – „Zajmujemy się obecnie analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu”. Jak już przeanalizują i wykluczą, mam nadzieję, że usłyszymy ten „moment wybuchu”.

Acz ciągle pamiętam, że któryś z „ekspertów” Macierewicza zapewniał, że moment wybuchu nie zdążył się zarejestrować. Taki wybuch był szybki albo tak szybko po nim doszło do pierdyknięcia Tupolewa o glebę rosyjską, że rejestratory nie zdążyły.

Co więc usłyszał Macierewicz, czego nie usłyszeli eksperci rządowej komisji Jerzego Millera, ani fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna? Może być jeszcze tak, że „znaleźliśmy” dotyczy instytutu, który Macierewicz w Telewizji Republika nazwał „najlepszym instytutem na świecie”. Nie wyjawił, który to jest najlepszy.

Przez niemal osiem lat Macierewicz zmaga się z „momentem wybuchu”, do którego się przyznał. Nie każdy wszak jest jak McMurphy, który dostawszy słoiczek swoich leków przechowuje je pod językiem, nie łyka, aby wypluć, bo nie lubi tych szmerów, tych momentów wybuchu.

I zdaje się, że w kolejce do okienka, w którym stoi siostra Ratched, znalazł się minister Macierewicz, wybuchł mu moment. Co go teraz może czekać? Wiadomo, lobotomia, a potem wódz Bromden (wódz jest tylko jeden) przystawi Macierewiczowi poduszkę do oblicza, aby skończyć z tą fabułą. I w ósmym sezonie serial „Tworki” zaliczy swój koniec.

ZAMIAST PŁACIĆ MILIONY ZA OCHRONĘ, MOŻNA SIĘGAĆ PO POLICJĘ, ZA KTÓRĄ PŁACĄ POLACY… ZAKPIŁ BARDZO SŁUSZNIE.

Zamach PiS na wolne wybory za pomocą bomby – ordynacji wyborczej

Jarosław Kaczyński chwali siebie i partię, a Paweł Kukiz zamierza metodą rewolucyjną walczyć o demokrację. Lubię język polskich polityków, którzy klasycznie „nie wiedzą, co mówią”. Niestety wiedzą, co chcą osiągnąć.

Kaczyński był łaskaw poinformować swoją gwardię z klubów „Gazety Polskiej” o ordynacji wyborczej, iż jest gotowa i czeka na czas, gdy z Andrzejem Dudą będzie dogadane. Kiedy będzie dogadane? Obawiam się, że po jego najbliższym spotkaniu z prezydentem.

Wówczas kilka spraw posunie się dla Kaczyńskiego do przodu, będzie można upisowić media prywatne, uchwalić nową ordynację wyborczą, która da „taką większość, która zapewni nam [nam, czyli PiS – przyp. WM] skuteczną większość”.

Wiemy nieco więcej o ordynacji, nie znamy najważniejszych rzeczy, tych pisanych małymi literkami – nonparelem. Przezroczyste urny, kamery internetowe to są bzdurki nic nie znaczące, acz kosztowne w eksploatacji, które mają przykryć rzeczy technicznie najważniejsze.

Mają być dwie komisje wyborcze w lokalach wyborczych, jedna nadzorująca przebieg głosowania i druga ważniejsza – licząca głosy. Jak ta druga ma być skonstruowana pod względem osobowym, gdzie ma dokonywać liczenia głosów i kiedy? Tutaj wachlarz „możliwości” jest duży – i w tej drugiej komisji można dopatrywać się „zapewnienia nam [PIS] skutecznej większości”.

Dojdą do tego nowe podziały terytorialne okręgów wyborczych, metoda podziału mandatów. A także nowinka: znikną jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach samorządowych.

Słynne JOW-y, które mają zniknąć, trzepnęły Kukizem do tego stopnia, iż zapowiedział „gigantyczną reakcję”, która ma polegać na tym, że wyprowadzi na ulice milion protestujących, by – o czym już wspomniałem – „drogą rewolucyjną walczyć o demokrację”.

W wypadku muzyka gigantyczna reakcja to może być tylko koncert w plenerze, ale musiałby na niego zaprosić np. Kayah, Krzysztofa Skibę z Big Cycem, Perfect ze Zbigniewem Hołdysem. Im jednak z Kukizem nie po drodze. Solo mu przyjdzie gigantycznie drzeć gębę w „walce o demokrację”.

Kaczyński za to pochwalił siebie i partię w swoim litanijnym stylu – ulubiona forma jego retoryki – powtarzając wielokroć „to jest dobry pomysł”, gdy omawiał nową schowaną jeszcze w korcu ordynację wyborczą, która powstała, bo prezes PiS „obawia się fałszerstw”.

Do takich fałszerstw wyborczych nie doszło, gdy PiS nie rządził, władzę sprawowała PO z PSL – i PiS wygrał. Teraz Kaczyński obawia się, że gdy PiS rządzi, dojdzie do fałszerstw wyborczych?

Po raz pierwszy jestem w stanie uwierzyć Kaczyńskiemu, bo oto jego podwładny szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki był łaskaw się sypnąć – bynajmniej nie nonparelem – w wywiadzie dla wPolsce, gdy zapytano go o tzw. przeliczenie głosów na mandaty: – „Będziemy pracować nad tym, żeby mieć taką większość, która zapewni nam skuteczną większość”.

Jeszcze raz powtórzę: lubię gadkę-szmatkę pisowskich retorów. Powyższy cytat z Terleckiego przełożyć należy na fucktyczny (słówko Manueli Gretkowskiej) sens jego wypowiedzi, który brzmi: –„Będziemy tak fałszować, aby mieć skuteczną większość”.

W istocie PiS za pomocą nowej ordynacji wyborczej chce zamachnąć się na wolne wybory. Fucktycznie.

>>>

PIĘKNE :)))

Dwa kolejne zaległe testy Waldemara Mystkowskiego.

Czy rząd PiS chce zrobić z nas pariasów współczesnego świata?

Dlaczego PiS tak zafascynowany jest śmiercią? Oto pisowski rząd złożył w Komitecie Praw Człowieka ONZ poprawki do Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Drugiego Protokołu Fakultatywnego (P-2) dotyczących przestrzegania prawa do życia.

Rząd PiS chce wykreślenia kilku zdań z Protokołu, które pozwoliłyby na możliwość wypowiedzenia go. A tym samym na możliwość przywrócenia kary śmierci. Ale te dokumenty ONZ uniemożliwiają wyjście z zapisanych w nim zobowiązań. Można wejść, a nie można z nich wyjść.

Rząd PiS sugeruje ONZ swoją interpretację, która kłóci się z obowiązującą wykładnią prawną. W Polsce PiS może sobie, jak chce interpretować Konstytucję (zresztą wbrew niej) i wprowadzać porządki niekonstytucyjne. Nie może tego jednak czynić w prawie międzynarodowym, które powstaje pod egidą ONZ i w innych instytucjach, jak Rada Europy i Komisja Europejska.

Jakie zatem kierują przesłanki PiS, które chce narzucić ONZ swoją interpretację? Przecież z tego powodu Turcja nie może stosować kary śmierci, którą zapowiadał Erdogan po próbie zamachu stanu z lata 2016 roku, a także nie może wyjść z Paktu i P-2 Korea Północna. Czy w zamyśle nie jest to, aby Polskę upodobnić do tych reżimów?

Jak ma się ta chęć PiS przywrócenia kary śmierci do podpisanych przez Polskę Protokołu nr 6 i nr 13 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (nr 6 znosi karę śmierci w czasie pokoju, nr 13 – absolutnie). Przecież ratyfikacja Protokołu 6 była warunkiem wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Jak należy odczytywać przymiarki PiS do wystąpienia z globalnych i europejskich aktów prawnych? Przywrócenie kary śmierci w Polsce skutkowałoby instytucjonalnie tym, że Polska wychodzi z Unii Europejskiej i Rady Europy. Czy już rozpoczęło się igranie PiS z naszym losem cywilizacyjnym? Ponadto Polacy i polskie interesy na całym świecie nie podlegałyby ochronie prawnej. Stalibyśmy się ludźmi podrzędnego sortu, pariasami współczesnego świata. Czy z tym igra PiS?

TO JEST TA ZASADNICZA RÓŻNICA

Dla PiS demokracją jest fasadą

Marek Kuchciński – informuję tych, którzy mogą go nie kojarzyć – jest marszałkiem Sejmu, czyli drugą osobą w państwie. Ale jest kimś zależnym od prezesa Kaczyńskiego, od sekretarzy, którzy na kartkach napiszą mu, co ma powiedzieć. Jest człowiekiem uzależnionym niemal we wszystkim, metaforycznie ujmując – jest narkomanem bezradności. Od jednego nie jest uzależniony – od rozumu.

Kuchciński nie powinien zdarzyć się w przestrzeni publicznej, jak nie powinien zdarzyć się Andrzej Duda jako prezydent. Ale się zdarzyli się… i co im zrobicie? Dlaczego tak się dzieje? Lekcja demokracji nie została przez wszystkich odrobiona. Przez nas, którzy wpisujemy się w idiom demokracji, bo ta samoczynnie winna gwarantować wolności obywatelskie, a zwłaszcza przez zwycięzców ostatnich wyborów demokratycznych, dla których umowy demokratyczne są fasadą.

Piszę o Kuchcińskim, bo marszałek był opublikować na Twitterze grafikę z sondażu CBOS, w którym to dał 6 punktów procentowych więcej PiS-owi, niż rzeczywiście uzyskała jego partia w badaniu CBOS (47 proc. w sondażu, u Kuchcińskiego – 53 proc.). Dlaczego? Nie wiem. Nie potrafię wniknąć w rozum tych, dla których fałsz jest codziennością.

Znamienne jest oszustwo, którego nie trzeba uprawiać, ale jednak do niego dochodzi. I tak PiS wg sondażu miałby większość parlamentarną, a może nawet 2/3, uprawniająca ich do zmian w Konstytucji. Dlaczego tak się dzieje?

Powracam do tego, co już pisałem, mianowicie opozycja specjalizuje się w pisologii, a sama nie stwarza programu pozytywnego dla Polek i Polaków. Nawet takiego programu minimum, aby zapewnić w nim wyborców, że utworzą wspólne listy.

Przede wszystkim – jak to się dzieje, że opozycja nie potrafi napisać programu własnego, tylko specjalizuje się w pisologii, czyli zwalczaniu mniej i więcej udatnie partii rządzącej? Tylko Joanna Mucha podjęła się napisania programu dla całej opozycji.

Pisałem już o tym i będę powracał. Posłanka Platformy Obywatelskiej w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” przestrzega swoich kolegów partyjnych i Nowoczesnej: – „Jeśli ktoś zakłada, że trup PiS-u sam przypłynie Wisłą, to niech nie liczy, że wydarzy się to przy okazji najbliższych wyborów”.

Ba, przedwczesne jest zadowolenie, że truchło władzy kruszeje w wyniku wojny Duda – Kaczyński i Duda – Macierewicz. Może stać się tak, że Duda wewnątrz tzw. zjednoczonej prawicy utworzy jakiś swój podmiot polityczny wraz z Jarosławem Gowinem i zajmie na scenie politycznej miejsce PO i Nowoczesnej. Niemożliwe?

PiS codziennie dla siebie odkrawa Polskę po kawałku. Robi to bez uszczerbku dla siebie – w poparciu wyborców. Znaleźliśmy się w sytuacji demokratycznego imposybilizmu, który trafnie opisuje Joanna Mucha we wspomnianym wywiadzie: – „Żadne demokratyczne państwo nie ma tylu bezpieczników, by się obronić, gdy cała władza wykonawcza trafia w ręce populistów. Jedynym sposobem obrony przed łamaniem Konstytucji, które dokonuje się w krótkim czasie na wielu płaszczyznach, jest chyba jakaś forma strajku generalnego. Natomiast kiedy mamy do czynienia z metodą „salami” – co obserwujemy w tej chwili – to trudno wybrać moment, w którym mówimy: „Nie, koniec, na więcej już nie pozwolimy”.

Wykazujemy niemoc w stosunku do uprawiających gwałt na demokracji. Gwałcący twierdzi, że gwałcony tego chce. I co zrobisz gwałtownikowi? Dajemy się wykorzystać, pora podjąć ofensywę na gwałcących. Ofensywę nieortodoksyjną demokratycznie, bo dla nich demokracja to fasada.

I CO WY NA TO, POLACY?

>>>

CZAS SIĘ OBUDZIĆ. POTEM BĘDZIE JUŻ ZA PÓŹNO…

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Gra w bambuko Dudy i Kaczyńskiego

Pod stołem zachodzi handelek – ty mi dasz sądy, to ja ci dam dyplomację…

Konstytucja opisuje jak winien być regulowany proces stanowienia prawa w Polsce. Ma być on przejrzysty, poddany rygorom sprawnego uchwalania prawa (konsultacje społeczne i trzy czytania w Sejmie oraz rekomendacje w komisjach), co ma prowadzić do sprawnie funkcjonującego państwa.
Polska nigdy nie była szczególnie w tej kwestii cywilizowana. Nasza bylejakość za granicą uzyskała pejoratywne określenia. Ostatnio jednak odchodziliśmy od tego schematu „Polaczka”, zaczęliśmy się dobrze kojarzyć. Na schematy pracują pokolenia i po 1989 roku wydawało się, że wreszcie solidnie odwróciliśmy złe skojarzenia z Polską w ekspresowym tempie.

Niestety, dorwała się do władzy partia katastrofy. Pożegnaliśmy się ze statusem państwa przewidywalnego, a zatem i jako nacja tak jesteśmy postrzegani. Odżył schemat Polski jako chorego człowieka Europy. Nie tylko wśród elit politycznych zostaliśmy odesłani do oślej ławki, do podrzędnego stolika, ale także wśród zwykłych ludzi. Opinia o Polsce poleciała na pysk, że posłużę się metaforą prezesa Kaczyńskiego – „na mordę zdradziecką”.

Przez wieki chwaliliśmy się Konstytucją 3 Maja, która miała nas czynić świadomych prawa i nowoczesnych. Od dwóch lat coraz bardziej zbliżamy się do zapomnianego na Zachodzie ustroju republiki bananowej, w której nie obowiązuje prawo ani Konstytucja, tylko jej interpretacja rządzących, a w zasadzie wola jednego człowieka.

Przechodzimy transformację od demokracji do republiki bananowej, nazywanej też satrapią, dyktaturą etc. Oto przejrzyste stanowienie prawa przez Andrzeja Dudę polega na tym, że trzy razy podjął u siebie prezesa Kaczyńskiego, który ma inny pogląd niż on na temat, jak odebrać niezależność sądom, aby stały się zależne od partii albo od niego. Odbywa się to poza naszymi oczami, a to dlatego, że pod stołem zachodzi handelek – ty mi dasz sądy, to ja ci dam dyplomację itd.

„Transparentność” PiS polega w tej kwestii na tym, że Duda dostał na swoje biurko poprawki partii, które ma on wnieść do swojego projektu ustaw albo nie wnieść – i które stałyby się po zaakceptowaniu autopoprawkami. A wiedzy o tych poprawkach nie mają nawet politycy PiS, bo w tajemnicy pisał je przed wszystkimi prezes Kaczyński.

Jaki będzie rezultat, czy dojdzie do następnych spotkań w cztery oczy Dudy z Kaczyńskim, jest dla nas nieistotne. Mamy do czynienia ze zmienionym sposobem łamania Konstytucji przez Dudę i prezesa partii, która ma większość w parlamencie.

To, co ma być transparentne, jest utajnione, a jednym z tych powodów jest, aby rozbroić niezgodę i protesty społeczeństwa obywatelskiego. W tej chwili demokraci nie wiedzą, kiedy demonstrować, ani przeciw komu, ani jakie konkretne treści niekonstytucyjne oprotestować. Grę w bambuko Duda i Kaczyński mają coraz lepiej opanowaną.

PRZED NAMI KOLEJNY DZIEŃ GŁODÓWKI LEKARZY, DZIEŃ W PAŃSTWIE PiS

Waszczykowski w Londynie w pełnej krasie dyplomatołectwa

Szef MSZ chciał umniejszyć Tuska – tę małość w rodakach dawniej nazywano zaprzaństwem.

Witolda Waszczykowskiego wraz z Antonim Macierewiczem poniosło do Londynu. Ktoś może roztropnie zapytać: po co? Wcale nie jest to gołosłowne pytanie, bo Waszczykowski gdziekolwiek będąc, przynosi więcej szkody niż pożytku. Gdyby nic nie robił, nic by się nie stało, a jak przystępuje do pracy dyplomatycznej, mamy do czynienia ze skutkami opłakanymi, ze szkodami.

Władysław Bartoszewski ukuł określenie dyplomatołek na reprezentowanie za granicą naszych interesów przez ludzi takiego pokroju, jak Waszczykowski. Wtedy w 2007 roku chodziło o zapomnianą już Annę Fotygę. Waszczykowski wówczas był wiceszefem dyplomacji, ale już był czymś więcej niż wicedyplomatołkiem.

Ile gaf właściwych matołectwu popełnił Waszczykowski, nikt tego nie zliczy. Nie inaczej w Londynie. Cel wizyty to zagwarantowanie przyszłego polsko-brytyjskiego partnerstwa w dziedzinie bezpieczeństwa po planowanym wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, acz dużo się mówi, że do Brexitu może nie dojść. Istnieją prawne możliwości, wiele jak zwykle zależy od opinii publicznej, czyli elektoratu, któremu zaczyna się w tej kwestii odwracać.

Wiemy więc, co mieli załatwić polscy politycy, a co rzeczywiście załatwiono, możemy się tylko domyślać, gdyż politycy PiS informację traktują jako dezinformację. Zwłaszcza partner Waszczykowskiego w wyprawie londyńskiej – Macierewicz.

Ale to Waszczykowski znowu dał znać, że słusznie należy mu się tytuł dyplomatołka, bo ni z gruszki, ni z pietruszki, przypomniał sobie sławną szarżę po zwycięstwo moralne, które skutkowało historycznym już wynikiem 1:27. Waszczykowski był łaskaw w Londynie (ponoć PiS nie wynosi sporów na zewnątrz; ha, ha, ha) wyrazić się: – „Donald Tusk stał się liderem polskiej opozycji. Był jednym z być może organizatorów, ale na pewno uczestników nieudanego puczu, który kilka miesięcy temu chciano w Polsce przeprowadzić przeciw polskiemu parlamentowi”.

Jak na dyplomatołka przystało, Waszczykowski nie ma pojęcia, co pucz oznacza. Usprawiedliwieniem może być to, że nie miał ze sobą laptopa i nie mógł tego dowiedzieć się z Wikipedii. Jak jednak odczytywać następne słowa o szefie Rady Europejskiej: – „Tusk nie pomaga w realizacji żadnego polskiego interesu ani w Unii, ani poza Unią”?.

Nie chcę się znęcać nad Waszczykowskim, bo on sam nad sobą się znęca, acz znęca się nad polskim interesem. I tego nie można mu wybaczyć. Należałoby wzmocnić dzisiaj pojęcie dyplomatołectwa, politycy PiS przekraczają kolejne granice. Ośmieszają kraj na zewnątrz, Waszczykowski ma duży wpływ na odświeżenie pejoratywnego określenia: „Polaczek”.

Dlaczego Waszczykowski chciał umniejszyć Tuska w Londynie, który odpowiada za unijne rozmowy z Londynem w sprawie Brexitu? Tę małość w rodakach dawniej nazywano zaprzaństwem. Ale to nie uratuje Waszczykowskiego, obrazek z opluciem Tuska adresowany jest do prezesa Kaczyńskiego, który właśnie przeprowadza handel z Dudą, aby oddać resort spraw zagranicznych jego ludziom, a konkretnie Krzysztofowi Szczerskiemu.

STANDARDY WEDŁUG PiS

>>>

CAŁY INTERNET WSPIERA GŁODUJĄCYCH MEDYKÓW. Szacunek dla lekarzy! Wstyd dla władzy.

Dwa kolejne zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Duda przywłaszcza pępowinę Piłsudskiego

W wigilię Mikołajek Andrzej Duda chce, aby marszałek Sejmu zwołał Zgromadzenie Narodowe, bo prezydent ma zamiar walnąć swoją retoryką w przedstawicieli narodu, a przy okazji poczęstować nas swą napuszoną mową. Czym na to zasłużyliśmy? 150 lat temu wychynął na ten padół łez Józef Piłsudski, z którym niemal każdy polski polityk czuje jakąś patriotyczną więź.

Zamysł Dudy jest przemyślny i bardzo polityczny. Po 150 latach chce sobie przywłaszczyć pępowinę Naczelnika Państwa. On ci stanął na czele Niepodległości 1918 roku, on utworzył warunki do powstania konstytucji marcowej 1921 roku, a Duda ciągle kombinuje, jak nie odpowiadać za złamanie obecnie obowiązującej Konstytucji i stać się ojcem kolejnej.

Ale jeszcze bardziej jest widoczny inny zamiar i w nim może Dudę czekać porażka. Mianowicie za nieformalnego Naczelnika Polski w oczach elektoratu PiS uchodzi Jarosław Kaczyński, to jemu Duda chce ukraść ten blichtr. Mamy niejako do czynienia z klasycznym ojcobójstwem.

Kaczyński w chwili krytycznej dla swojej partii – kryzysu madryckiego, gdy na kilometrówce popili sobie w Hiszpanii politycy PiS – naprędce sklecił fakt, który miał przykryć tę wpadkę: nikomu nieznany Duda będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich. Tak politycznie został wyskrobany Duda.

Duda więc wydawał się martwy, ale kolosalne błędy Platformy Obywatelskiej doprowadziły do sytuacji, że ten płód Kaczyńskiego ożył i sięgnął po prezydenturę. Bezwolny Duda spełniał przez dwa lata wolę prezesa Kaczyńskiego, aż nagle stanął okoniem z różnych zresztą przyczyn, bynajmniej nie odwagi ani głębszej refleksji.

Duda coraz częściej mówi „nie” prezesowi, bo nie chce odpowiadać w przyszłości za jego bezprawie. 5 grudnia przypada rocznica urodzin Piłsudskiego, lecz nie wariujmy i nie róbmy kolejnych uroczystości z byle powodu, niemniej Duda ma świadomość, co się kroi, musi więc walczyć o swoje ocalenie.

Kaczyński może skraść mu tę datę, gdyż najprawdopodobniej wymieni Beatą Szydło na siebie w roli premiera. Ten Sejm może przyjąć różne uchwały przez pisowską aklamację, włącznie z przyznaniem prezesowi tytułu formalnego Naczelnika Polski. Przy okazji może być ogłoszone, że żadnego referendum konstytucyjnego nie będzie, a Duda odpowie przed Trybunałem Stanu za złamanie Konstytucji 1997 roku.

Pępowina Piłsudskiego po 150 latach może mieć dla Dudy nie tylko sens ojcobójstwa, ale polityczno-egzystencjalne „być albo nie być”.

Arogancja level hard

Program Joanny Muchy dla całej opozycji

To wydarzenie umknęło mediom, a wydaje się być bardzo istotne, jeżeli nada mu się odpowiednią rangę medialno-polityczną, może w opozycję wlać ducha zwycięzcy. Piszę o briefingu w Sejmie Joanny Muchy, która poinformowała, że od kilkunastu tygodni pracuje nad programem dla całej opozycji.

Z tego, co zrozumiałem, posłanka Platformy Obywatelskiej sama wzięła się za opracowanie sprawy niebywałej. Pracuje za całą opozycję. O tworzonym programie rozmawiała już z szefem PO Grzegorzem Schetyną, który wielce tym się zainteresował, dojdzie do kolejnych spotkań.

Mucha wychodzi z założenia – skądinąd słusznego – że Polska ma za sobą 2,5 dekady transformacji ustrojowej, która to przemiana się dokonała. – „Transformacja była określona trzema słowami: demokracja, rynek, Europa. Z tych trzech dokonań, w których oczywiście wiele zostało do zrobienia, jesteśmy teraz przez obecnie rządzącą partię zawracani” – ocenia Joanna Mucha. Najwyższy czas nakreślić ramy przyszłości dla Polski na kolejne dwie dekady. Mucha wraz z rówieśnikami, czyli czterdziestolatkami, będzie kształtowała przyszłość Polski.

Bardzo interesująco Mucha podchodzi do tego, co aktualnie się dzieje. PiS od dwóch lat zaprzepaszcza dorobek transformacji, ale posłanka PO uważa, że nie możemy się skupiać na PiS, bo opozycja i w pewnym sensie społeczeństwo obywatelskie – to moje porównanie – staje się ogonem do pisowskiego szczekającego kundla. Opozycja merda na „nie”.

Jedno z najważniejszych założeń programu Muchy to stworzenie sprawnego państwa z silnym obywatelem. Zupełnie inna filozofia, niż obecnie forsowana przez PiS, w którym obywatela poświęca się dla państwa i narodu. Zresztą w tak rozumianym państwie narodowym nawet naród nie jest podmiotem, ale państwo sterowane przez elity endecko-nacjonalistyczne. Zaś siły państwa nie może zweryfikować obywatel, robi to za niego propaganda i zależne media.

Wobec tego nie możemy mówić o żadnej wspólnocie, ale o narzuconym poczuciu bardzo określonego i wąskiego patriotyzmu. Posłanka PO chce odbudować wspólnoty na różnych poziomach: lokalnych, zawodowych, wszelkich środowiskowych, które kooperują ze sobą, gdy wyznaczą integrujące cele. Społeczeństwo dostaje narzędzia i tworzy swoją rzeczywistość, a nie zarządzające elity narzucają wzorce rzeczywistości.

Wiąże się to z decentralizacją państwa. Temat ten w ostatnich latach został zapomniany, a przez aktualnie rządzących obłożony ponadto negatywną oceną. Mucha w programie duży nacisk kładzie na rewolucję wydajności, z którą wiążą się zmiany stosunków pracy, inne relacje zależności między pracodawcą a pracownikiem, a zatem zamknięcie szarej strefy, zmiany umów cywilno-prawnych, które dookoptują nas jako równych do społeczeństw zachodnich.

Streszczam wystąpienie Muchy, także je interpretuję. Przede wszystkim podziwiam ją, iż podjęła się sama tego, co powinny robić jak najszersze gremia opozycjo-eksperckie. Oby jej praca nie była robotą Syzyfa, a opozycja przestała być merdającym dodatkiem ciągle szczekających rządzących, że przez „8 ostatnich lat, hau-hau-hau”.

MAMY TAKIE MARZENIE. KTOŚ JESZCZE? Dołączcie do akcji. 

„Niech jadą” – podczas debaty o służbie zdrowia posłanka PiS Józefa Hrynkiewicz wysyła protestujących młodych lekarzy za granicę.

Obejrzyjcie świetne wystąpienie w .ie i podajcie dalej! 👉

>>>

Konferencja prasowa Łukasz 🤣

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

PiS osiągnął pożądany stan Polski: naród w galarecie

Polak jest coraz bardziej podszyty strachem, czuje cykora. Sondaż CBOS o strachu Polaków przed wypowiadaniem się o polityce przemknął bez większej refleksji. Źle się dzieje w narodzie, który drży. Taki naród jest nietwórczy, a apatia pogrąża w depresji.

Czy Polska jest już w depresji? Czy władza osiągnęła zamierzony stan wszelkich zamordystów, iż nie muszą szanować, wystarczy, że się ich boją.

Polacy niestety boją się. 58 proc. badanych wyraziło się, iż rozmawiając o polityce „trzeba się mieć na baczności”. Tylko 37 proc. nie boi się. Porównanie z rokiem 1993 wypada dramatycznie i jest odwrotnością stanu dzisiejszego. Wówczas tych, którzy nie bali się gęby otworzyć i mówić o polityce było dwukrotnie więcej, niż bojących się, stosunek ten wynosił 60:33.

PiS osiągnął to, co chciał. Naród w galarecie. Interpretować te dane można na różne sposoby. To, iż Polak boi się mówić o polityce, bo podziały są ogromne i od razu może sobie zrobić w towarzystwie wrogów, a w rodzinie może dojść do kłótni, wśród małżonków zaś do rozwodu.

Jednak to z tej mniejszości, nie bojącej się polityki, tworzy się społeczeństwo obywatelskie, ale i ono jest zastraszane na wszelkie sposoby, jak ostatnio kobiety, gdy po Czarnym Wtorku nastąpiła czarna środa. Do siedzib organizacji kobiecych w Warszawie, Zielonej Górze, Łodzi, Lublinie i Gdańsku bez zapowiedzi weszła policja, skonfiskowała komputery, dyski i dokumenty.

Portal OKO.press przywołuje znamienne zdarzenie, które może uchodzić za alegoryczny obrazek, co z narodem wyprawia PiS. Przykład Moniki Tichy „Pacyfki”, która przeszła przemianę genderowo-polityczną i została odrzucona przez ojca. „Zamiast ręki podał mi różaniec” – zwierzyła się portalowi.

Analiza danych CBOS wskazuje, że to strach polityczny obezwładnia społeczeństwo. Obecne dane statystyczne są bliskie tym z lat 80-tych ubiegłego wieku, gdy dogorywała komuna. Teraz PiS zastąpił komunę.

Ciekawe są dane na temat strachu wśród wyborców konkretnych partii. Pisowcy nie boją się w 55 proc., boi się zaś 42 proc. Ale wśród wyborców pozostałych partii przeważają ci, którzy się boją. Najbardziej wśród elektoratu PO i Nowoczesnej, stosunek bojących się do niebojących w tych partiach kształtuje się odpowiednio: 25:69 i 23:77.

Przyczynę bojaźni Polek i Polaków oddaje sondaż o łamaniu Konstytucji. Tylko 28 proc. uważa, że Konstytucja jest przestrzegana. Jeżeli władza nie przestrzega Konstytucji, to nie przestrzega praw obywatelskich, więc jest czego się bać.

PiS osiągnął pożądany przez siebie stan społecznej bojaźni: naród w galarecie.

OJCIEC I SYN. Na spacerze. Miłego dnia.

Skomprymowanie Polski w rękach dyktatora

Jarosław Kaczyński spotkania z Andrzejem Dudą zaczyna traktować z bojaźnią i nazywa je incydentem. Prezydent śmiał mu zafundować incydent, czyli konflikt. Prezes PiS był w odwiedzinach w Belwederze, na terenie osoby, z którą jest poróżniony i z którą nie zawarł rozejmu, bo prezes nie nazwałby tych spotkań wrogim incydentem. Zapowiedziane zaś zostały następne spotkania ze stroną incydentu.

Kaczyński więc będzie posłował za swoją sprawą. Jeszcze dziwniejsze są warunki brzegowe, które są postawione dzisiaj, a nie są one proste dla obydwu stron. Posłowie PiS mają się odnieść do dwóch projektów ustaw dotyczących Sądu Najwyższego i KRS, ale nie na posiedzeniach Sejmu, a na Nowogrodzkiej. Następnie poprawki mają być przesłane prezydentowi i ten je zaakceptuje albo nie.
Jeżeli Duda poprawki PiS zaakceptuje, będzie musiał wnieść do swoich projektów autopoprawki. A zatem projekty prezydenckie zostaną wycofane z Sejmu i wrócą do niego z autopoprawkami.

Do takich procedur jeszcze nie dochodziło, są one – że tak nazwę – tajniackie, bo powstają poza oglądem opozycji i społeczeństwa. Są załatwiane pod stołem. Czy Kaczyński do warunków brzegowych Dudy dostosuje się, to zupełnie inna para kaloszy.

A zatem nie mamy demokracji parlamentarnej, mamy na tym etapie demokrację fasadową. Opisuję to, co można przeczytać i usłyszeć z krętactw obydwu stron „incydentu”.

Incydent musi Kaczyńskiego boleć, bo z wieścią o nim poleciał na zebranie – nie wiadomo dlaczego nazywane kongresem – partyjki Zbigniewa Ziobry, którego po części „zasługą” jest, że doszło do dwóch wet lipcowych prezydenta. Kaczyński poprzez to wzmocnił i poszerzył „incydent” o swego stronnika Ziobrę.

Przy okazji Kaczyński musiał zaserwować wyborcom, o co biega w tym konflikcie, mianowicie, prezes PiS Polskę widzi „państwem skomprymowanym”. Ki diabeł? Kaczyński dawno nie sięgał do słownika wyrazów obcych. Robił to, gdy jego pozycja bądź partii dołowała. Znowu to zrobił.

Synonimy ze słownika wyrazów obcych mają ukryć intencje. Mają poza tym cel, aby wyborcy – a niestety nie bez powodu PiS ma elektorat ciemny lud – przyjęli za słuszne to, czego nie rozumieją. Pokiwają głowami nad prezesem: ależ mądry, a wyborcy, którzy sprawdzą przez googlowską wyszukiwarkę w synonimach przeczytają całkiem gęsty zestaw znaczeń.

A jest to po prostu centralizacja, za pomocą której władza administrowana jest przez wąską elitę, po prostu dyktatura. Władza scalona – skomprymowana – do niewielu rąk. Partia wszelkich Misiewiczów będzie scalać, zwierać się, centralizować. Przepraszam, co może wyjść ze skomprymowanej słabości? Odpowiedź jest tylko jedna – wielka słabość.

Jest to o tyle pocieszające, iż pisowska dyktatura na skomprymowanych nogach sama się obali, zanim powstanie, pod warunkiem, że silna opozycja, a przede wszystkim społeczeństwo obywatelskie, pomoże popchnąć tę skompromywalność ku upadkowi, aby się… skompromitowało.

Nie będę pisał o opozycji parlamentarnej, która dostało „incydent” za friko, aby na tym polu spróbować różnych mądrych gier demokratycznych, wcale nie rezygnując ze swoich celów. Nie wspomnę… bo mi gula chodzi. Tylko napomknę, iż leżą odłogiem trzy projekty ustaw stowarzyszenia sędziów Iustitia. Platforma Obywatelska ani Nowoczesna nie skomprymowały ich treści. Nie będę pisał, bo mi gula coraz bardziej chodzi.

Pieniądze w budżecie są. Ale dla PiS ważniejsza jest propaganda niż zdrowie ludzi! Kto Ciebie leczy? Popierajmy .

>>>

Duch w narodzie nie ginie

Leżę

Leżę i kwiczę

Trzymajcie mnie ludzie

JpdlJpdlJpdlJpdlJpdlJpdl

Tamara Olszewska na Koduj24.pl pisze o tym, że dajemy się nabierać.

A to się z nami Polakami porobiło…

PiS-owski „naród wybrany” nawet nie zauważa, jak jest robiony w konia przez funkcjonariuszy tej partii.

Coraz dziwniej żyje się w dzisiejszej Polsce. Ludzie skłóceni, dokoła sami wrogowie, świat nas nie rozumie i nie zachwyca się „dobrą zmianą”. Kornik drukarz, taki antypolski, pożera nam Puszczę, pozostawiając w spokoju jej część, tę po stronie białoruskiej. Policja walczy z białą różą, władza walczy z kobietami, szkoły państwowe nabierają charakteru katolickich, Polska Instytucja Kościelna szaleje, odbijając sobie poprzednie, zbyt „chude” lata. To cyrk, czy moja Polska? Głupieję po prostu.

Kilka dni temu wracałam do domu taksówką. Jeszcze nie zdążyłam się dobrze usadowić, a już kierowca poinformował mnie, że on wprawdzie za PiS-em nie przepada, ale jest wdzięczny obecnej władzy za walkę ze stalinowskimi ubekami. Stalinowscy ubecy? Grzecznie zapytałam, ileż to oni mają dzisiaj lat, bo Stalin zmarł w 1953 roku, więc to chyba ludzie ok. 90. roku życia, więc… jaka to właściwie walka? Z kim? Ze zmarłymi i tymi niedobitkami, którzy z racji wieku chyba nie są już żadnym zagrożeniem dla Polaków? Pan kierowca myślał chwilę i nagle wpadł na genialną odpowiedź. To jest walka z dziećmi i wnukami tych paskudów, bo potomstwo przejęło funkcje ubeckie. Szok! Stara jestem, ale nie wiedziałam, że w ubecji czy esbecji obowiązywała zasada dziedziczności. Cóż, człowiek całe życie się uczy.

Jestem w sklepie. Przede mną w kolejce dwie panie, tak w moim wieku, z zachwytem opowiadają sobie, jak to wreszcie w Polsce jest wspaniale. Wreszcie PiS robi porządek z tymi złodziejami, a zwykli obywatele mogą czuć się pełnowartościowymi Polakami. Jest bogato, jest pięknie. Nie wytrzymałam i zapytałam, o jakim złodziejstwie mowa. Panie spojrzały na mnie z oburzeniem i zadziwieniem wielkim, że jak to, nic nie wiem? Przecież politycy PiS wciąż o tym mówią, pan Jarosław Kaczyński piętnuje i za chwilę naród będzie oczyszczony z wszelkiego zła, a więzienia wypełnią się posłami opozycji i tymi wredotami, co to wciąż maszerują, manifestują, bo bronią poprzednich układów. Zero konkretów, zero przykładów, bo to nieistotne. Ważne, że PiS walczy, że wreszcie szanuje się człowieka i tyle.

Z każdej strony bombarduje mnie pisowska propaganda. Prym w tym wiodą media państwowe, które już dawno zapomniały o uczciwości dziennikarskiej i rzetelności przekazu. „Naród wybrany” z zachwytem słucha o sukcesach w polityce międzynarodowej, o Polsce, która wreszcie wstaje z kolan, odbudowie stoczni, reformie edukacji, wreszcie prawdziwej historii, kontroli nad kulturą. Słucha ten naród i wyjść z podziwu nie może. Jest cudownie, jest tak jak powinno, teraz nareszcie Polska jest Polską, alleluja i do przodu. Dziwne, że nie zauważa, jak jest robiony w konia. Nie widzi nepotyzmu, który jak szaleństwo ogarnął PiS, obsadzający nawet stanowiska babci klozetowych „swoimi”. Nie rozumie, że dzisiejsze rozdawnictwo pieniędzy odbije się również na nich w momencie nawet najmniejszego tąpnięcia gospodarki. Nie zamierza zawracać sobie głowy panem Macierewiczem, który tak umiejętnie rozwala cały potencjał polskiej armii. Cieszy się, że żądaniem reparacji dokopiemy Niemcom, nie zastanawiając się, że i oni mogą zażądać zwrotu ziem, jakie utracili na naszą korzyść po II wojnie światowej. Z radością sekunduje ten „naród” polityce antyrosyjskiej. Z uwielbieniem i zupełnie bezkrytycznie wsłuchuje się w głos swojej partii, która buja, oszukuje ich, nakręca emocje i traktuje ich jak stado bezwolnych owieczek, którym można wcisnąć każdy kit. Wszystko jest cacy. Jest tak jak powinno być. Teraz głos pisowskiego ludu głosem najważniejszym, najgłośniejszym, najbardziej słyszalnym.

Coraz częściej mam ochotę wrzasnąć, by ludzie się wreszcie obudzili z tego pisowskiego amoku. Czy naprawdę nie widzą, do czego zmierza ta władza? Czy rzeczywiście skłonni są zaakceptować obecny stan polityczny za poczucie, że wreszcie czują się ważni? Dlaczego tak trudno im zrozumieć, że wszyscy jesteśmy Polakami? Dlaczego nagle nie potrafimy i nie chcemy ze sobą rozmawiać?

To nie jest tak, że cierpię, bo PO straciło władzę, że wszystko, co było budziło moją akceptację. O nie, wręcz odwrotnie. Jednak nie mogę pogodzić się z tym, że teraz znaczna część narodu myśli emocjami, patrzy bardzo krótkowzrocznie, nie rozumie, że niebawem wszyscy zapłacimy wysoką cenę za działania partii, której celem jest zdobycie władzy bez granic. Nie mogę pogodzić się z myślą, że partia, która chce myśleć za nas, dyktować nam jak żyć, narzucać nam swoje poglądy i racje, ingerować w każdą dziedzinę życia osobistego i publicznego, cieszy się aż takim poparciem. Nie ma mojej akceptacji dla „skatolizowania” naszego życia, podporządkowania go regułom jedynego, słusznego Kościoła. Warto może poznać te państwa, gdzie władza oparta była na surowym egzekwowaniu zasad religijnych. Warto zobaczyć, co to zrobiło ze społeczeństwem… do tego zmierzamy?

Już jutro polscy katolicy oplotą nasz kraj różańcem. Jeden z organizatorów akcji mówi: –„Pragniemy odpowiedzieć na zaproszenie Matki Bożej do odmawiania różańca i wziąć udział w duchowym działaniu na rzecz przyszłości naszej, naszych dzieci, naszego kraju i całej Europy. Ostatnie wydarzenia w kraju jeszcze wyraźniej uzmysławiają nam, że potrzebna jest nam pomoc Stwórcy, który jest jedynym, prawdziwym gwarantem miłości, jedności i pokoju. Dlatego chcemy za wstawiennictwem Maryi prosić Go o pomoc”. Miłość, jedność, pokój… piękne słowa, ale ilu z tych, którzy jutro staną z różańcami w ręce, rozumie ich znaczenie, mają je w sercu?

Nie chcę społeczeństwa podzielonego na tych lepszych i gorszych. Chcę czuć się w moim kraju pełnoprawnym obywatelem. W kraju, w którym życie oparte jest na demokratycznych zasadach, ludzie potrafią ze sobą rozmawiać, a nacjonalizm i wszelkie fobie są piętnowane jako największe zagrożenie obywatelskie. Chcę, byśmy wszyscy czuli się bezpiecznie, by nasze prawa były respektowane, byśmy szanowali prawo do odmiennych poglądów czy postaw, pod warunkiem, że nikogo tym nie krzywdzimy. Chcę tej Polski, która może nie była doskonała, która wciąż uczyła się demokracji, ale była dla każdego z nas największą wartością. Wybaczcie mi więc wyborcy PiS-u, ale ja Waszej partii mówię jedno wielkie NIE. Mam nadzieję, że i Wy w końcu zrozumiecie, w co nas Jarosław Kaczyński wpędza… Nas wszystkich.

Marta Frej

Waldemar Mystkowski pisze jak państwo patriarchalne PiS walczy z kobietami.

Patriarcha Gary Kuper

Po Czarnym Wtorku nastąpiła Czarna Środa. Władze PiS urządziły zajazd na kilka oddziałów Centrum Praw Kobiet i lubuskiego Stowarzyszenia BABA. Z Mickiewiczem ma to tyle wspólnego, że tamten literacki datowany jest na 1812 rok, ten choć odbył się w roku 2017 winien być antydatowany na czas sprzed Konstytucji 3 Maja.

Tak się cofamy. Nie tylko cofkę mamy w standardzie ustroju państwa, coraz mniej demokratycznego, ale także cofkę obyczajów i praw. Dlaczego PiS przeszkadzają kobiety? Przecież Kaczyński kobiety w ręce całuje i przepuszcza w drzwiach. Otóż dlatego, bo dla Kaczyńskiego kobiety muszą pozostać w porządku obślinianych, a przepuszczanie w drzwiach to jego „łaska pańska”.

Najazd na organizacje kobiece ma wywołać „efekt mrożący”, czyli zastraszenie aktywistek, zmrozić zapał kobiet do protestów i domagania się tego, co im przynależne z racji równości.

Kobiety naruszyły porządek patriarchalny, który PiS zaprowadza wspólnie z Kościołem katolickima. Jakże to mają być równe? Kaczyński miałby nie ślinić płci nadobnej po rękach i ustępować w drzwiach? Przecież oni tacy szlachetni i piękni niczym Gary Cooper. To wyróżnienie być adorowaną przez Gary Coopera, nieprawdaż?

Gdy spolszczymy tego Gary Coopera, popukamy w jego intencje, rozłożymy go na czynniki pierwsze, to faktycznie wychodzi nam Gary i Kuper.

To jest ta Polska pisowsko-katolsko-patriarchalna, kobieta przy garach, a jak najdzie pana i władcę wola boża to ma nadstawić kuper. Oczywiście, kuper bez zabezpieczenia, wszak z tego rozmnożyć się może rodzina, aby kobieta po dziewięciu miesiącach mogła huśtać potomstwo swego pana w ramach wartości chrześcijańskich.

Kobiety zakłóciły porządek syndromu PiS „Gary Kuper” i póki partia Kaczyńskiego będzie u władzy – acz nie byłbym pewien, czy ewentualni następcy PiS aż tak daleko od tego syndromu odbiegają – będą kolejne najazdy na organizacje kobiece. Przecież prezes musi obśliniać rączki i przepuszczać w drzwiach. Jest jeden warunek, że nie będzie to wejście, jak w saloonach na Dzikim Zachodzie, w których sufrażystka w odpowiedniej chwili mogłaby się zatrzymać i skrzydłem drzwi wahadłowych prezes Kaczyński dostałby w papę. Tego się boi rodzimy Gary Kuper.

„Telegram do Macierewicza.” – na FB 👍😀✌️😂

>>>

TAKIE RZECZY TYLKO W PAŃSTWIE PiS 🙂

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Corleone PiS nie ma żadnej wizji

Uderzeni „kanalią” i „mordą zdradziecką” nie możemy zapraszać do dalszego walenia.

Ironia stosowana w jakiejkolwiek interakcji jest sztuką wyższą. Nie jest dobra w polityce, w polskiej szczególnie. Nie może być tak, iż dostawszy cepem w twarz, nastawiamy drugi policzek. Uderzeni „kanalią” i „mordą zdradziecką” nie możemy zapraszać do dalszego walenia.

PiS nie jest „dobrą zmianą” w jakimkolwiek znaczeniu ironicznym, jest podłą zmianą. Nie można oddać im języka, bo ironia jest ucieczką z podstawy językowej na wyższe piętro nazywania. Trzeba pozostać na parterze i na nelsona „kanalii” odpowiadać, że to podłość, a nie dobra zmiana.

Każdy związek zorganizowanej przestępczości przeciw Konstytucji, przeciw normom prawnym, przeciw standardom demokratycznym kończy się na parterze bezprawia. Polska jest przez Jarosława Kaczyńskiego traktowana jak własność, jego folwark, w którym za pomocą podłej zmiany zaprowadza własne porządki. Wywiad dla „Gazety Polskiej” pokazuje ponadto, jak dzielony jest teren przez ojca chrzestnego podłej zmiany. Don Corleone podzielił strefy wpływów: kraj należy do niego, polityka zagraniczna do Andrzeja Dudy.

Kaczyńskiego nie obchodzi obraz Polski na zewnątrz, a tym samym nie obchodzi go Unia Europejska. Pod koniec swojego życia odgrywa się za swoje przegrane życie, za to, że jest samotny, równie dobrze telewizję może oglądać na Nowogrodzkiej i głaskać kota, jak na Żoliborzu, żadna kobieta go nie chciała, nie wyjdzie z domu sam na spacer ani do knajpy, aby wypić piwo. Libido zamienił na zemstę ego. Skazał się na więzienie i tego samego nam życzy. Corleone PiS nie ma żadnej wizji, w przeciwieństwie do filmowego, bo wizją nie jest Polska zdegradowana na zewnątrz i wewnątrz.

Kaczyński spieszy się, chce jak najszybciej podporządkować całe sądownictwo, aby mieć wpływ na pozostałe dziedziny, zwłaszcza na media prywatne, które pozostają wolne. Z Andrzejem Dudą spotka się w piątek, poprzednie spotkania z prezydentem nie przyniosły rezultatów, jakie prezes sobie założył. Czy Duda się ugnie, czy nie – dla nas skończy się jednako. Prędzej czy później, wg tego scenariusza czeka nas jakaś forma autokracji i wykluczenia cywilizacyjnego.

Ponadto Polska ma być na zewnątrz deprecjonowana. Polska Fundacja Narodowa zmieniła swoje cele, będzie promować polską historię i martyrologię, czyli przegrane wojny i powstania albo ucieczki artystów i poetów za granicę, bo pod okupantem nie można tworzyć. Wyobraźmy sobie, jak w inni z zachwytu będą rozdziawiać gęby, bo takich heroicznych przegrańców nie widzieli.

Po 1918 roku (takiej już używam cezury) w wolnej Polsce nie działo się tyle podłości, co za PiS.

TO JEST ŚWIETNE PYTANIE. HIPOKRYZJA POKAZUJE KOLEJNE OBLICZE.

BĘDZIE TRWAŁ.

Ryszard Czarnecki pod czerwono-białym śliniakiem

Gdyby PiS doszedł do władzy przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, to dzisiaj byśmy do niej nie należeli. Jarosław Kaczyński nie miałby kłopotów z Komisją Europejską i Fransem Timmermansem, ale społeczeństwo obywatelskie wyznające wartości demokratyczne też byłoby słabsze, bo zabrakłoby instancji ponadnarodowej, do której mogłoby się odwoływać.

Kaczyński może pluć sobie w brodę, że wcześniej nie doszedł do władzy, a my musimy pluć sobie w brody, bo jednak doszedł do władzy.

Jest jak jest! Więc wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans odwołuje się do bliskich demokratom wartości i kolejny raz zapowiada debatę o sytuacji w Polsce. A sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna – polska demokracja traci sterowność, nabiera wody, a to grozi, że kraj pogrąży się w odmętach i anarchii. Gdy PiS porządzi dłużej, nie wątpię, że spotka nas to, co najgorszego spotykało w historii pod koniec XVII wieku i dwukrotnie w XX stuleciu.

Najlepsi Polacy muszą zadbać, aby Polskę nie pogrążyli ludzie nieodpowiedzialni, nie mający kontaktu z rzeczywistością, a takim jest Kaczyński i jego akolici. Ludzie w istocie amoralni, bo im wsio rawno, kto rządzi, byle podłączeni byli synekurą do kasy państwa, ludzie podejrzanej konduity.

Timmermans zapowiada debatę o Polsce za dwa tygodnie. Na tę wieść odezwał się Ryszard Czarnecki, który lubi zawiązać sobie pod szyją krawat czerwono-biały, jak śliniak, mniemając, że to barwy polskie. Przede wszystkim jest to kicz, postponowanie polskości (mniemanej zresztą). Polską brody się nie wyciera, barwy polskie to nie śliniak. Zaś Czarneckiemu nie przeszkadza, kogo wychwala jako geniusza, czy to Leppera, czy to Kaczyńskiego. Był w tylu partiach, w tylu z nich wystawał pod latarnią, że niejedna panienka lekkich obyczajów zarumieniłaby się.

O debacie Czarnecki był łaskaw powiedzieć, iż „to przekracza granice śmieszności”. Polska jest dla niego śmiesznością. Na szczęście polscy demokraci mają przyjaciół, na których mogą liczyć. I na szczęście należymy jeszcze do Unii Europejskiej.

Brawo 🤣

>>>

Joanna Senyszyn o Pazurze.

Tamara Olszewska na Koduj24.pl pisze zastraszaniu przez obecną władzę.

Rządząca większość chce zastraszyć obywateli

W grudniu, gdy bezprawnie wykluczono z obrad sejmowych posła PO Michała Szczerbę i ograniczono dziennikarzom pracę w parlamencie, spontanicznie zebrany tłum ostro zaprotestował przeciwko takim działaniom. Przez kilka dni Sejm przypominał oblężoną twierdzę, choć poza utrudnianiem wyjazdu posłów, trudno było zarzucić protestującym jakąś agresję czy działania wskazujące na łamanie prawa. Dla chcącego jednak nic trudnego. Zadaniem policji, zapewne na wyraźny rozkaz ministra Błaszczaka, było znaleźć cokolwiek przeciwko ludziom, by móc postawić ich w stan oskarżenia. Pierwsze podejście zakończyło się dla policji fiaskiem. Na jednej z pierwszych rozpraw, jakie odbyły się latem, sąd stołeczny uniewinnił dwie osoby, którym policja zarzuciła blokowanie wjazdu do Sejmu w styczniu 2017 roku.

We wtorek odbyła się rozprawa przeciwko piętnastu uczestnikom tamtych wydarzeń. Policja zarzuca im naruszenie artykułu 52 kodeksu wykroczeń (uczestnictwo w zgromadzeniu mimo jego rozwiązania) i z artykułu 90 (blokowanie przejazdu drogą publiczną), za co grożą im kary finansowe. Po dwugodzinnym sprawdzaniu danych osobowych, sędzia Łukasz Biliński odroczył sprawę do 22 listopada. Okazało się, że jeden z oskarżonych bierze leki antydepresyjne, trzeba więc sprawdzić, czy może on sam się bronić czy też potrzebuje adwokata.

Mecenas Jakub Wende, syn adwokata, który w czasach PRL bronił działaczy podziemia, mówi „To proces quasi polityczny. To sytuacja, gdy rządząca większość, korzystając z podległych jej organów ścigania i aparatu władzy, chce zastraszyć obywateli myślących inaczej niż władza. Próbuje się im odebrać prawo do wyrażania własnych opinii”. Według niego, protesty pod Sejmem w nocy 16/17 grudnia były legalne, spontaniczne i nie wymagały w tej sytuacji zezwolenia. Mecenas Wende jest jednym z obrońców obwinionych i, podobnie jak ojciec, prowadzi sprawę pro bono.

Na ławie oskarżonych zasiadają przedstawiciele Obywateli RP i Obywateli Solidarni w Akcji. Jeden z nich, Arkadiusz Szczurek nie kryje swego zdziwienia. „Czuję się niewinny. Korzystałem z prawa do zgromadzeń. Nic nie blokowałem, chodziłem tylko z jednej strony ulicy na drugą. Jak można blokować coś pod Sejmem o 2-3 w nocy, jak wtedy jest w nim pusto?” (…) To był symboliczny akt przeciwko tej władzy, która narusza wszelakie procedury. Władza nie może naginać prawa”.

Oskarżonych wspiera poseł Michał Szczerba. „Mam obowiązek dziś tu z nimi być, żeby tego typu zachowanie represyjne państwa nie spowodowało, że obywatele zaczną się zastanawiać czy brać udział w protestach. Wielu z tych ludzi jest po raz pierwszy w życiu w sądzie”. Przed nami kolejne rozprawy; w październiku za blokowanie kwietniowego przemarszu ONR, potem za pokojowe blokady miesięcznic smoleńskich.

Niesamowity wymiar symboliczny miała biała róża, którą oskarżeni położyli na barierce oddzielającej publiczność od sędziego. Niewinność, uczciwość, rzetelność, wartości, które tak obce obecnej władzy… biała róża oskarżona, ale czy skazana? Dopóki jeszcze sądy mogą działać niezależnie, jest szansa na sprawiedliwość. Pytanie tylko, jak długo?

PRZEKAZUJCIE DALEJ. NIECH DZIEWCZYNY WIEDZĄ I PAMIĘTAJĄ. NIE MOŻEMY POZWOLIĆ NA TAKIE OGRANICZENIA NASZYCH PRAW.

Waldemar Mystkowski pisze o dostępie do broni.

Zabawa w zabijanego poseł Siarkowskiej

Oglądanie telewizji szkodzi. Ludziom o zdrowych umysłach nawet oglądanie TVP przy piwku nie wpłynie na zdeformowanie kształtu rzeczywistości. Niestety, nie każdy jest odporny. Tym ze słabym układem odpornościowym na indoktrynację należałoby odradzać oglądanie programów informacyjnych, winni skupić się na sitcomach i filmach hollywoodzkich, ale niektórzy mają tak zdezelowany układ odpornościowy, że zawsze lecą na lep propagandy.

Taką ćmą jest najnowszy nabytek partyjnego zakupu kontrolowanego posłanka Anna Siarkowska. Najpierw była w Kukiz ’15, zaczęła krążyć z koleżanką, PiS zastosował wobec nich metodę „na Renatę Beger” – i udało się. Siarkowska została złapana na lep, w pisowską pajęczynę (jaką kto woli metaforę).

Siarkowska ogląda telewizję, za dużo relacji wchłonął jej umysł „begerowski” o ataku w Las Vegas, w którym zginęło 59 osób. Siarkowskiej i przed tym krwawym zdarzeniem poległ rozsądek, ale nie na tyle, aby podzielić się przemyśleniami.

Zacytuję, bo nie wierzę: – „Rozwiązaniem jest uzbrojenie nauczycieli. Jeśli terrorysta wpadnie z bronią do szkoły, nauczyciele będą mogli skutecznie stawić mu odpór” – napisała Siarkowska na Twitterze w jakiejś dyskusji na temat posiadania broni bądź nieposiadania.

Ba, ta kobieta (młoda przecież) powiązała posiadanie broni z zakazem aborcji: „Pro-life i pro-gun? To się nie wyklucza. To logiczna konsekwencja. Bronimy życia nie tylko przed narodzeniem, ale i po. Czasem z bronią w ręku”. Do aborcji mam jakiś stosunek, ale stwierdzam, że Siarkowskiej został jednak abortowany umysł, a przynajmniej wyskrobany rozsądek.

Siarkowska, sequel Renaty Beger, proponuje w szkołach taką oto zabawę w zabijanego. Wpada sobie do uczelni terrorysta z bronią w ręku, nauczyciel nie chce być gorszy i odpowiada „pif-paf”. Co z dziećmi? A kto by się nimi przejmował? Ważne, żeby „stawić mu odpór”.

Napisałem, że takie osoby jak Siarkowska nie powinny oglądać programów informacyjnych, ale ona też nie powinna oglądać produkcji filmowej sortu „B” i „C’, w której trup ściele się gęsto. Siarkowska jakimś odłamkowym została trafiona, należy do osób niepotrafiących oddzielić rzeczywistości od fantazji swojego umysłu Forresta Gumpa.

Internauta Wojciech Kussowski zaproponował nawet, aby rozdać czołgi: – „Czołgi, droga Pani, czołgi nauczycielom rozdajmy. Tacy Niemcy mogą szkoły zaatakować czołgami, a wtedy, co taki nauczyciel zwojuje Uzi?”.

Takie osoby zasiadają w Sejmie, osoby, którym zabito umysł. Siarkowska proponuje szkołom grę w zabijanego. Szkoła ma zatem uczyć wampirów.

Zapraszam na otwarcie i odwiedziny wystawy Piotra Hajdy (Stowarzyszenie Tarcza).

>>>

DZISIAJ NOBEL Z MEDYCYNY. JAK ZWYKLE W PUNKT!

BRAWO DLA WSZYSTKICH NIEOBOJĘTNYCH

Tamara Olszewska na portalu Koduj24 przyznaje, że nie nadąża za Dudą.

Nie nadążam za prezydentem Dudą

Bohaterem numer jeden minionego tygodnia został bezsprzecznie pan Andrzej Duda. Wszyscy oczekiwali jego propozycji ustawy o KRS i SN. Niektórzy liczyli, że prezydent wreszcie nam się obudził. Przypomniał sobie, że przecież przysięgał na Konstytucję, więc może wreszcie wróci na jasną stronę mocy. Nieco inne oczekiwania mieli koledzy partyjni. Oni pewnie ostro modlili się, by pan Duda wrócił na łono prezesa i przestał udawać kogoś, kim nie jest, czyli… samodzielnego polityka.

No i nadszedł ten wielki dzień. 25 września o godzinie 12 z minutami stanął nasz prezydent i opromieniony blaskiem fleszy, przemówił do narodu. Oczywiście, towarzyszyły mu flagi biało-czerwone, podkreślając, że to Polska właśnie. Ta Polska, która wstała z kolan i nie będzie świecić w oczy jakąś „unijną szmatą”. Pan prezydent prezentował się nadzwyczaj okazale. Nieco przybrał na wadze, ale wypada to na jego korzyść. Wypoczęty, nieźle opalony. Widać, że urlop wykorzystał na maksa. Nie przeszkodziły mu nawet nawałnice. Tak więc stanął nasz prezydent i… ależ szok. Nie wiem, jak Wy, ale ja oniemiałam z zadziwienia. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie takiego miksu, który jakoś tak ni przypiął, ni przyłatał. Słuchałam go bardzo uważnie i zastanawiałam się, z kim on w ogóle konsultował te swoje projekty, kto mu doradzał, czy rzeczywiście aż prawie dwa miesiące potrzebował, by stworzyć takiego bubla? Czy zdaje sobie sprawę, że zakpił z nas wszystkich? Przecież to miała być reforma, a skończyło się tylko na zmianach w strukturze, które wciąż niekonstytucyjne.

Prezydenckie propozycje zmian w KRS skupiły się głównie na nowych zasadach wyboru sędziów. Kandydatów będzie mogło wybrać 2000 obywateli lub 25 sędziów. Spośród nich, Sejm wybierze większością 3/5 głosów tych piętnastu, którzy zasiądą w KRS. Jeśli politykom nie uda się dokonać wyboru, wówczas wkracza on, prezydent, i sam wybierze właściwych sędziów. I tutaj pan Duda z uśmiechem szerokim zwrócił uwagę, że taka procedura będzie wymagała zmiany w Konstytucji i on, choć nie chce ale jednak musi poprosić parlamentarzystów o dokonanie takiej maleńkiej zmiany. Oczywiście, opozycja nie wyraziła na to zgody, więc prezydent przeskoczył do tzw. wariantu B. Zakłada on, że każdy poseł, imiennie, zagłosuje na jednego z kandydatów i do KRS wejdzie ta piętnastka, która zdobędzie najwięcej głosów. Z którejkolwiek strony nie spojrzeć to wyraźnie widać, która partia wepchnie do KRS „swoich sędziów”, tak więc wszystko po myśli PiS. Jednocześnie padła propozycja, by dotychczasowi sędziowie, których kadencja wciąż jeszcze trwa, zostali odesłani na zieloną trawkę. Za to ci nowi rozpoczną swoje kadencje tego samego dnia i będzie dobrze.

Równie ciekawe są zmiany w Sądzie Najwyższym. Sędziowie będą przechodzili w stan spoczynku w wieku 65 lat. Widocznie pan Duda uważa, że dość się już napracowali i niech użyją sobie nieco życia, a nie wciąż tylko praca i praca. Jeśli któryś z sędziów się uprze, to ewentualnie, po dokładnym przemyśleniu, prezydent pozwoli mu jeszcze troszkę popracować. Pierwszego Prezesa SN będzie wybierał oczywiście prezydent z przedstawionych pięciu kandydatów. Podobnie jak to właśnie prezydent będzie ustalał liczbę sędziów, ich podział na izby, sposób prowadzenia postępować dyscyplinarnych i nadawał regulamin działania SN. Do życia Duda chce powołać Izbę Dyscyplinarną oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która będzie m.in. stwierdzała ważność wyborów i referendów, a także zajmowała się odwołaniami od decyzji KRS. I to jest bardzo ważna dla nas informacja. Kto wskaże tych dwóch sędziów, zasiadających w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych i ławnika? Coś czuję, że będzie to Izba na usługach niemiłościwie panującej nam dzisiaj partii, a otworzy furtkę na podważenie niekorzystnego dla niej wyniku wyborów, a tym samym pewnie będziemy mogli zapomnieć o wolnych i uczciwych wyborach.

Tyle pan prezydent. Ktoś zaskoczony? Ja zupełnie nie, bo niczego innego nie oczekiwałam. Naiwni ci, którzy uwierzyli w wielkie nawrócenie. Człowiek, który już tyle sobie uzbierał, by stanąć przed Trybunałem Stanu, pozostanie tym, kim jest. Jedyne, co go pchnęło do działania, to nagłe zrozumienie, kim jest dla tzw. „swoich”. Lekceważą go na każdym kroku, odebrali mu już praktycznie władzę nad wojskiem, teraz chcą mu odebrać sądy. I to jedyny powód, dla którego pan Duda wyraził swój zdecydowany sprzeciw. Nie Konstytucja, nie dobro narodu, ale własne i bardzo egoistyczne pobudki. Andrzej Duda, biedny, zakompleksiony prezydent, który spróbował szczekać, ale i tak nikogo nie pogryzie. Dlaczego? Bo nikt się z nim nie liczy…

TAKA PRAWDA

PRZEKAŻCIE DALEJ. Z OKAZJI DNIA UŚMIECHU – PORTRET POLAKÓW W JEDNYM OBRAZKU.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Kaczyński kręci Polską wokół swego taboretu

Polska kręci się wokół taboretu Kaczyńskiego. Taki ustanawiany jest system polityczny w kraju, którego Kopernikiem jest oczywiście prezes.

Jarosław Kaczyński powie słówko: naród drży w posadach. Wyzwie od kanalii – z jednej strony wyzwani oburzają się, z drugiej autentyczne kanalie rzucają bezkarnie kanaliami. A po prostu jest tak: kto wyzywa, tak się sam nazywa. Od kanalii wolę kanalarza, bo tym jest Kaczyński. Chodzi kanałami, stroni od ludzi. Chodzi kanałem Krakowskiego Przedmieścia 10. każdego miesiąca.

Znamy jeden akapit z wywiadu prezesa dla „Gazety Polskiej”, który to tygodnik ujrzy czytelnicze światło w środę. I w tym akapicie jest cały prezes. Jego metody polityczne – zastraszania, manipulowania, insynuowania. Jest to w istocie szaleństwo, lecz metodyczne.

Oto taboret Kaczyńskiego, z którego przemówił do Andrzeja Dudy: – „Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę i to bez realnej kontroli”.

Mistrz manipulacji. Powyższy akapit może znaczyć, że jednak jest dogadany z Dudą i trzyma na nim presję, aby wywiązał się z ustaw sądowniczych. Może znaczyć, iż oskarża Dudę o zamach, o przejęcie władzy od Kaczyńskiego, bo nie od Szydło.

To jest manipulacja w stosunku do nas wszystkich, jest krętactwem w stosunku do pisowców. Kaczyński na tym taborecie wszystkim kręci. Krętacz nr 1 jak przystało na Kopernika polskiego autorytaryzmu. Jesień szykuje się gorąca, bo ustawy sądownicze będą uchwalone i to w formie zbliżonej do zawetowanych, Duda się złamie. Przede wszystkim najważniejsza ustawa o sądach powszechnych przecież została podpisana – ona działa.

Na agendę wejdą dwie inne najważniejsze sprawy: dekoncentracja mediów i nowa ordynacja wyborcza. O tym m.in. piszą w „Newsweeku”. Po szczątkach materiału, który jutro ujrzy pełne światło, mniemam, iż autor Michał Krzymowski nie ma za dużo wiedzy na temat. Jakieś dojścia posiada, przecieki dostaje odpowiednio spreparowane i z tego piachu buduje zamki.

Kaczyński jest człowiekiem nieskomplikowanym, płytkim. Przegrał życie, psim swędem w polityce osiągnął sukces, więc chce na koniec swego żywota zbudować jakiś autorytaryzm, niczego innego nie może osiągnąć ze swymi Suskimi. Chwycić naród za twarz. Przecież ten Kopernik zawsze to mówi ze swego taboretu kaczocentrycznego (heliocentryzm PiS). Zawsze.

WITAMY KOLEJNY DZIEŃ W PAŃSTWIE PiS

U ZNÓW KTOŚ TAM UPADŁ NA GŁOWĘ…

Kmicica PiS Rzepeckiego przypiekać będą Kuklinowscy

Młody poseł nie pasuje do feudalnych stosunków w PiS, w którym obowiązuje hasło: „Wszyscy za prezesem, prezes też”.

Chciałoby się mniemać, że młody poseł Łukasz Rzepecki to odwieczna odmiana Jędrka Kmicica. Zbłądził, przejrzał na oczy i odwraca się, aby walczyć z tym, który zagraża porządkowi w Polsce. Kmiciców o intencje nie powinno się pytać, bo nie jesteśmy z parafii tych, którzy wszędzie śledzą resortowe dzieci, choć sami śledzący są bękartami wszelkich resortów.

Lecz chciałoby się zapytać: nie wiedziałeś, kto to zacz ten Kaczyński? Jego immoralizm i chromy intelekt są dostępne w papierze i w sieci internetowej. Nie trzeba szczególnie głęboko sięgać. Jesteśmy jednak z ludzkiej gliny i oczekiwania zakrywają nam wady. Dostajemy w pewnych sprawach bielma, jak Jan Onufry Zagłoba.

Rzepecki nie przysięgał Kaczyńskiemu na żaden krucyfiks, tylko złożył ślubowanie w Sejmie. Przejrzał na oczy przy drobnostce, gdy zagłosował za pozbawieniem immunitetu osobie niegodnej miana reprezentanta – niejakiemu Dominikowi Tarczyńskiemu.

Powstało wielkie halo. Acz Rzepecki dostał swoje piętnaście minut, więc wykorzystuje jak potrafi, bo Kuklinowscy z zapalonymi pochodniami stoją i czekają, aby mu boki podpiekać. Rzecznik PiS Beata Mazurek, skądinąd podobna do filmowego Kuklinowskiego, przypaliła jeden z boków Rzepeckiego: – „Poseł Rzepecki został zawieszony w prawach członka PiS, co jest pierwszym krokiem do wydalenia go z partii”. Rzepecki stworzył sobie szansę, aby uporać się z samym sobą.

W zgodzie ze sobą głosował w komisji sejmowej. Ta harmonia mówi: Kaczyński, skończyłeś 65 lat, zjeżdżaj na emeryturę. Tak jak sędziowie, których relegujesz z zawodu, bo ci nie pasują.
Rzepecki posunął się jeszcze dalej – uważa, że Kaczyński również powinien być usunięty z PiS, bo nie realizuje programu partii. W polityce jednak należy krakać, jak wszyscy, jak prezes nakazał, a w PiS wroną nr 1 jest Kaczyński.

Rzepecki szuka swego Jana Kazimierza, wybór pada z oczywistych względów na Andrzeja Dudę. Czy Duda jest w stanie udźwignąć funkcję prezydenta, który obroni Konstytucję przed Kaczyńskim? Nie! Wiemy dobrze, że prezydent to wyjątkowy słabeusz. Kaczyński przypieka go jak chce, czuć swąd politycznej spalenizny. A z ambicji Dudy zostaną li tylko jakieś skwarki.

Co się stanie z Rzepeckim? Raczej zginie, nikt go nie przygarnie. Szkoda, bo chłopak okazuje się mieć charakter. Nie wiem, jak u niego z oleum w głowie. Nie pasuje do feudalnych stosunków w PiS, w którym obowiązuje hasło: „Wszyscy za prezesem, prezes też”.

Bardzo dobrze rozumie to Beata Szydło, która taki oto dzisiaj złożyła hołd prezesowi na konferencji prasowej w KPRM: – „Gratulując wszystkim Polakom, pragnę przede wszystkim podziękować liderowi naszego środowiska premierowi Kaczyńskiemu za upór oraz determinację, jaką walczył i prowadził obóz dobrej zmiany do zwycięstwa. Dziękuję, że jest on dziś gwarantem stabilności i jedności politycznego zaplecza dla rządu. Dzięki temu rząd może skutecznie reformować Polskę, a robi to po to, żeby ze wzrostu gospodarczego wszyscy korzystali”.

Niżej w poddaństwie upaść nie można, to feudalizm partyjny, z którego uszedł Rzepecki.

ZAŁOŻYMY SIĘ, ŻE DZIŚ PROPAGANDA KURSKIEGO ROZNIESIE W PYŁ PKW? NAZWIE ICH CO NAJMNIEJ ZDRAJCAMI I WROGAMI POLSKI.

Tvn nie chciał sprzedać Tvn24 pisowi i dostał od skarbówki 100 mln kary. Tak sie załatwia wolne media…

To Ważne – Wolność mediów.

CZY MASZ GOTOWĄ PARASOLKĘ?

>>>