ZŁO MA WIELE OBLICZY

Pogratulować

Zdegradowane państwo PiS.

Stanisław Brejdygant, ur. w 1936 r., aktor, reżyser, scenarzysta, pisarz i dramaturg – w liście otwartym do Dudy.

Szanowny Panie Prezydencie,

postanowiłem przedstawić Panu kilka myśli nurtujących, jak sądzę, nie tylko mnie, ale także z pewnością co najmniej kilka milionów Polek i Polaków.

Zacznę od pytania, na które pewnie nie dostanę odpowiedzi. Dlaczego oto zły los sprawił, że zostaliśmy najboleśniej upokorzeni faktem, iż Pierwszy Obywatel, Głowa Państwa Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, tak bardzo nie dorósł do stanowiska, jakim historia go obdarzyła? Dlaczego okazał się tym, kim się okazał, zaprzeczeniem tego, kim być powinien?

A kim być powinien, to przecież wie chyba nawet obywatel z podstawowym wykształceniem. Otóż winien być autorytetem moralnym, spoiwem wszystkich obywateli, także tych posiadających skrajnie odmienne poglądy. No i przede wszystkim, nade wszystko, winien być strażnikiem Konstytucji, winien za żadne skarby i pod żadnym pozorem nie dopuścić do jej zignorowania czy złamania, winien jej strzec jak źrenicy oka.

Tymczasem Pan, choć przysięgę składał Pan na Konstytucję, w ciągu kilkudziesięciu miesięcy swego urzędowania sprzeniewierzył się tej Konstytucji wielokrotnie. A jak Pan spełnia się w roli autorytetu moralnego? Co Pan czyni, by łagodzić konflikty i budować harmonię? Jak Pan te konflikty łagodzi i jak dba Pan o zgodę w narodzie? Owszem, raz zdobył się Pan na jedno zdanie brzmiące koncyliacyjnie. Powtórzę: jedyny raz. Ale wystarczyło „niechętnie” spojrzenie Prezesa, by to się już nigdy nie powtórzyło.

Czy Pan sobie wyobraża, jak boleśnie upokarzająca dla obywateli jest świadomość, że na czele narodu stoi człowiek nieposiadający nawet cienia charakteru, człowiek w ramach „wykonywania zadania” gotów w najobrzydliwszy sposób obrażać swoich rodaków.

Służę cytatami: „Ojczyznę dojną racz nam wrócić, Panie” – zaiste ani ja, ani miliony mnie podobnych z tej ojczyzny nic nie wydoiliśmy – „żaden jazgot N A S nie powstrzyma”. Nas, zatem kogo? Stoi Pan na czele narodu czy jakiejś jego części, której „jazgot” tej drugiej części nie powstrzyma przed żadną destrukcją państwa?

Niestety, nie pozwala Pan choćby na cień nadziei, że stoi Pan po stronie narodu, którego, c a ł e g o, został Pan wybrany Prezydentem. Zachowuje się Pan jak zdyscyplinowany funkcjonariusz określonej grupy, nazwijmy ją „narodem pisowskim”. Czy mam dalej cytować pańskie zawstydzające wypowiedzi?

Zaraz po objęciu swego urzędu, a i potem kilkakrotnie, w swoich wystąpieniach nazwał Pan siebie „człowiekiem niezłomnym”. Już pominę fakt, że nie wyobrażam sobie, by człowiekowi naprawdę niezłomnemu przyszło do głowy publicznie takim siebie ogłaszać, ale dlaczego sam Pan dał taki asumpt do szyderstw?

No bo jak człowiek, powtórzę, bez cienia choćby charakteru może być niezłomnym? Okazuje się, że może. W niezachwianej gotowości i skwapliwości do podpisywania wszystkiego, co WŁADZA (ta prawdziwa, która – i Pan to akceptuje – jest n a d Panem) Panu poleci.

A kto to jest tą władzą?

Cóż, wszyscy w kraju wiedzą, że to tak zwany suweren, czyli Prezes, ale Pan, widać, na wszelki wypadek, nie ośmiela się przeciwstawić nie tylko jemu, ale też innemu człowiekowi o cechach szaleńca, który jest takim jakby podsuwerenem, ministrowi obrony narodowej, demolującemu armię polską, zupełnie wymazując ze świadomości, że, zgodnie z Konstytucją, to Pan jest Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych.

No, a o tym, jak się zachowuje dobrze wykształcony prawnik, Andrzej Duda w roli prezydenta, gdy bez żadnych skrupułów rujnowana jest niezależna (zgodnie z Konstytucją) władza sądownicza, gdy deptany jest na oczach całego świata demokratyczny ład ustrojowy i likwidowany jest jeden z fundamentów ustroju państwa prawa, Trybunał Konstytucyjny, lepiej nie mówić, To wszyscy widzieliśmy.

Bo czyż nie jest dowodem pańskiego moralnego upadku, że dla Pana, wychowanka wspaniałej jagiellońskiej Alma Mater, autorytetami nie są Jej wybitni profesorowie, nie są postaci o nazwiskach takich jak Strzembosz, Zoll, Safian i nie są najwyższe autorytety prawnicze w Europie, sędziowie zasiadający w Komisji Weneckiej, lecz oto autorytetem stał się „ktoś taki” (osobnik „do wynajęcia” w każdym reżimie, przez każdą władzę) jak prokurator Piotrowicz…

Panie Prezydencie! Gdzie jest granica pańskiego upadku?…

Niestety, ma Pan już zapewnione miejsce w historii. Chyba zdaje Pan sobie sprawę, jak bardzo ponure to miejsce. Jest Pan piątym prezydentem RP.

Pierwszy, Wałęsa, nie był „moim” prezydentem. Choć oczywiście był i pozostał moim bohaterem, wielką postacią, i jego zasługom dla kraju i świata mogą zaprzeczać tylko ludzie mali, skarlali. Kwaśniewski też nie był „moim”. Nie głosowałem na niego. Ale, jak się miało okazać, swój urząd pełnił godnie, nawet bardzo godnie.

Lecha Kaczyńskiego zawsze uważałem za człowieka prawego (miał też wielkie szczęście, że los go obdarzył tak wspaniałą osobą jak jego małżonka, nazwana przez sprytnego biznesmena z Torunia, kamuflującego się jako duchowny i chytrze grającego tym kamuflażem, czarownicą). Niestety, w moim przekonaniu, urząd prezydenta go przerastał. Ale pełnił go z godnością i na pewno zasłużył na szacunek.

Bronisław Komorowski miał swoje niewielkie wady i słabości, nie był materiałem na wielkiego prezydenta, ale jako człowiek prawy i szlachetny z prawością i szlachetnością swój urząd pełnił. No i On na pewno był, zgodnie z Konstytucją, Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych.

A kim Pan jest? I jak Pan się zapisze w historii? Cóż, nie zazdroszczę Panu bezsennych nocy. Choć, jak się nie ma charakteru, to bodaj „on nie boli”, i być może sypia Pan dobrze. No bo przecież nie ma wątpliwości co do tego jak Historia Pana oceni.

Oczywiście nie ta, dziś pisana naprędce, która, przykryta nazwą „polityki historycznej”, jest tandetną propagandą, będącą karykaturą tego, co wyczyniał pewien minister z tytułem doktora w Niemczech w latach 30. Nie zazdroszczę Panu hasła „Andrzej Duda, prezydent RP” w przyszłych podręcznikach.

O bliskich nie pytam, jak Pana odbierają. Wiem, byłoby nie fair. Zatem kończę. Nie życzę Panu nagłej iluminacji, „moralnego odrodzenia” czy czegoś takiego. Bo chyba już wszyscy wiemy, że na to, niestety, nie ma szans.

LIS SKOMENTOWAŁ NAJLEPIEJ

Joanna Szczepkowska na imprezie mediów publicznych powiedziała kilka słów o PiS. Pisze o tym Agnieszka Kublik z „Wyborczej”. „Żadne nagrody nie naprawią szkody, jakie nam funduje rząd, co państwo psuje” – taki własny wierszyk wyrecytowała Joanna Szczepkowska, odbierając nagrodę dla najlepszej aktorki na 17. festiwalu „Dwa Teatry – Sopot 2017” organizowanym przez media publiczne – TVP i Polskie Radio.

Joannę Szczepkowską nagrodzono za role Kobiety z Parasolką i Gołej Baby w jej autorskim spektaklu „Goła Baba”. Galę wręczania nagród pokazała w środę przed północą TVP 1. Uroczystość prowadziła Danuta Stenka i Artur Żmijewski.

Szczepkowskiej nagrodę wręczał wiceprezes TVP Maciej Stanecki oraz Adam Kasprzyk, rzecznik spółki Energa, sponsora tej nagrody. To giełdowa spółka energetyczna kontrolowana przez skarb państwa i zarządzana przez członków partii rządzącej.

Rzecznik zagaił tak: „Choć ten komunizm może nie skończył się po ’89 roku tak jak wszyscy byśmy chcieli, to jest coraz jaśniej, z coraz większą energią”.

Szczepkowska słuchała tego z narastającym zdziwieniem. A była to aluzja do jej słynnych słów „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”, które wygłosiła 28 października 1989 r. w „Dzienniku Telewizyjnym”.

Stanecki witał Szczepkowską tak: – Ja ogromnie się cieszę, że jest pani z nami i wierzę, że takich spektakli realizowanych na żywo będzie w najbliższym sezonie więcej i że wystąpi w nich właśnie pani, oddaje głos, bo to najważniejsze, co ma do powiedzenia nasza laureatka.

Żmijewski rzucił: – Z przyjemnością posłuchamy.

– Na pewno? – uśmiechnęła się figlarnie Szczepkowska, bo przecież już wiedziała, co powie, i że to stojącym obok niej na scenie się może nie spodobać. – Usłyszałam przed chwilą, że jest coraz jaśniej, bardzo różnie widzimy kolory (tu wymownie spojrzała na rzecznika, co sala nagrodziła najpierw śmiechem, a potem brawami). Jako kobieta z parasolką chciałabym naprawdę, naprawdę bardzo serdecznie podziękować całej ekipie, całej od realizatorów po księgową, którzy z wielką miłością podeszli do spektaklu na żywo. (…) Chciałam powiedzieć, że tłum czarnych parasoli wymyśliłam 20 lat temu (brawa).

Ta aluzja do marszu „czarnych parasolek” (protest przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji i ograniczaniu innych praw kobiet z października zeszłego roku, kiedy ponad 100 tys. Polaków wyszło na ulice) została nagrodzona przez salę brawami.

Potem Szczepkowska wyrecytowała swój wierszyk. Dwa razy się zacięła, pewnie z wielkich emocji: „Jako Goła Baba chciałabym powiedzieć zaskakujący wierszyk: Żadne nagrody nie naprawią szkody, jakie nam funduje rząd, co państwo psuje. Dziękuję”.

Ulubieniec prezesa.

I znów rozległy się brawa.

WAŻNE SĄ TYLKO TE DNI, KTÓRYCH JESZCZE NIE ZNAMY. Czy Marek Kozioł zostanie prorokiem?

Waldemar Mystkowski pisze, jak Kaczyński degraduje Polaka.

Emmanuel Macron nieprzypadkowo użył sklepikarskiej metafory do polityków z naszego regionu Europy, ze szczególnym uwzględnieniem pisowskich. I nie miał bynajmniej na myśli Beaty Szydło, bo ta nawet tańcząc kankana, nie jest w stanie wzbudzić zainteresowania.

Traktowanie Unii Europejskiej jako supermarketu obciąża Jarosława Kaczyńskiego. Macron nieprzypadkowo użył tej metafory. I nie tylko z powodu tego, że kiedyś prezes PiS wybrał się do sklepiku osiedlowego, aby zrobić zakupy na użytek kampanii wyborczej i w swoim stylu zaplątał się w swoje kończyny dolne tudzież górne, bo nie wiedział, co się robi z koszykiem z zakupami. Macron tego nie musiał znać. Nie raz widział sylwetkę Kaczyńskiego, a także słyszał jego słowa, więc sklepikarstwo polityczne aż nadto jest oczywiste.

Niestety taka jest waga słów Kaczyńskiego. I to dzięki postaci prezesa PiS wracają najgorsze skojarzenia z tym, jak traktowani byli Polacy. Wybiliśmy się jednak na wielkość Polaka, a Kaczyński cofa nas do Polaczka.
Supermarket to także przypomnienia rajdów rodaków na Zachodzie po 1989 roku, którzy trudnili się jumą (jumanie – złodziejstwo mające swój kulturowy koloryt). I wydawało się, że mamy ten okres za sobą. Za sprawą rządzącego PiS – wraca najgorsze. Wraca Polaczek, wraca krętacz, niesolidny partner, któremu patrzy się na ręce.

PiS nie tylko niszczy dorobek cywilizacyjny w kraju, ale nie gorsze ma „osiągnięcia” na zewnątrz. Oczywiście, rządzący zaprzeczają temu, że Unia Europejska jest supermarketem. Świetnie to ujął korespondent brukselski niemieckiego „Sueddeutsche Zeitung” Daniel Broessler: „Silny człowiek Polski – Jarosław Kaczyński – rzeczywiście nie traktuje UE jak supermarketu. W supermarkecie należałoby zapłacić”.

Niepłacenie idzie nie tylko na konto Kaczyńskiego. To jest pisowskie jumanie. Niewywiązywanie się z solidarności, obciążanie winą innych. To jest ta najgorsza małość, która plącze się we własnych kończynach.

To, że dopuściliśmy do władzy takich ludzi, to jest nasza wina, to obciąża nas wszystkich. Za to niepłacenie w supermarkecie partia Kaczyńskiego obciąża innych. I na kogo pada? Wiadomo, na Tuska, taki jest pisowski idiom polityczny: „wina Tuska”.

Adam Bielan – którego wartość intelektualna jest równa kankanowi Szydło – już wyrokuje, kto ponosi odpowiedzialność za naszą izolację w Unii Europejskiej: „Jeśli Tusk zamierza na stanowisku szefa RE prowadzić kampanię prezydencką, to czeka nas wiele napięć na linii Bruksela-Warszawa”.

Tak nas Kaczyński sprowadza do swojej wielkości – Polaczka.

Lewactwo nigdy nie zabroni mam pluć jadem !

„Z kąd jesteś”

>>>

Dzień Ojca

40 TYSIĘCY TROLLI RUSZY DZIŚ DO AKCJI. ZGADNIJCIE KTO IM ZAPŁACI?

PiS urządza łapanki na przyjazd Donalda Trumpa. W „Wyborczej” pisze o tym Agata Kondzińska. Każdy poseł PiS może zaprosić na wystąpienie Trumpa 6 lipca w Warszawie 50 osób, a partia sfinansuje autokar – zaproponował politykom PiS Joachim Brudziński, wicemarszałek Sejmu i szef struktur partii. Szykują się też kluby „Gazety Polskiej”.

Donald Trump przyjeżdża do Polski 5 lipca. Dzień później ma wygłosić przemówienie na pl. Krasińskich w Warszawie. PiS zwołał posiedzenie klubu w tej sprawie w czwartkowe popołudnie. Według naszych rozmówców Brudziński zapowiedział na nim, że każdy parlamentarzysta może zaprosić 50 osób na występ prezydenta USA. Transport sfinansuje partia. – Chętni przyjadą autokarami pod Stadion Narodowy, by potem przejść na plac Krasińskich w Warszawie i go wypełnić – opowiada nam polityk PiS. Wylicza: Senatorowie plus posłowie to ponad 300 osób, jeśli każdy zaprosi po 50 osób, to na plac przyjdzie ponad 15 tys. ludzi.

Wcześniej Brudziński takie propozycje złożył szefom struktur okręgowych na posiedzeniu komitetu wykonawczego. Poseł PiS Grzegorz Puda z Bielska-Białej zachęca na Facebooku: „Moi drodzy, serdecznie was zapraszam na spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem w dniu 06.07.2017 r. w Warszawie. Przejazd autokarem z Bielska-Białej jest bezpłatny. Zapisy w moim biurze poselskim. Ilość miejsc ograniczona”.

Powitanie Trumpa ma być miłe. „Żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA”

Jak informował Krzysztof Szczerski, minister odpowiedzialny za politykę zagraniczną w Kancelarii Prezydenta, Donald Trump osobiście wybrał lokalizację swojego wystąpienia na placu Krasińskich. A Amerykanie mieli zapewnić, że nie przeszkadza im rozlokowane nieopodal miasteczko protestacyjne przed Sądem Najwyższym – podało Radio ZET.

Dwa tygodnie temu brytyjski dziennik „The Guardian” doniósł, powołując się na wieści z gabinetu premier Theresy May, że prezydent USA nie przyjedzie do Wielkiej Brytanii, bo obawia się dużych protestów społecznych. Miał o tym wspomnieć w rozmowie telefonicznej. W Wielkiej Brytanii petycję przeciwko przyjazdowi Trumpa podpisało ponad 1,8 mln osób.

Na powitanie Trumpa mobilizują się też kluby „Gazety Polskiej”. Ich szef Ryszard Kapuściński na stronie klubów pisze o Trumpie, że „od czasów Ronalda Reagana to najbardziej propolski prezydent Stanów Zjednoczonych”. I że kluby są już gotowe „na powitanie amerykańskiego gościa w Warszawie”. – Ma być miłe powitanie, żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA czy wymachiwania konstytucją RP – mówi jeden z posłów PiS.

Spotkania Trump – Kaczyński prawdopodobnie nie będzie

Według naszych rozmówców akcję koordynuje wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Jeszcze przed tygodniem twierdził, że „jeśli strona amerykańska wystąpi o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, to niewykluczone, że do niego dojdzie”. Dziś wiadomo że mimo zabiegów z Nowogrodzkiej spotkania prawdopodobnie nie będzie. Nasi rozmówcy podkreślają, że kalendarz Trumpa jest bardzo napięty, bo przyleci on do Polski w piątek 5 lipca o godz. 22, a w sobotę oficjalnie zacznie dzień o godz. 9. Cztery godziny później wygłosi przemówienie na pl. Krasińskich. Po nim będzie miał kwadrans, może pół godziny do wyjazdu na lotnisko.

Z OKAZJI DNIA OJCA. SŁOWO O OJCU KACZYŃSKICH, RAJMUNDZIE. PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE. TAK SIĘ DBA O OJCA!!! 

CZEKAMY NA KOLEJNE SĄDY! JEST JESZCZE DEMOKRACJA W TYM KRAJU :))))

Waldemar Mystkowski pisze o odważnym zachowaniu sędziego Wojciecha Łączewskiego.

Sędzia Łączewski nie uznał Przyłębskiej jako prezes TK

Osiągnięciem rządów PiS jest niedziałające prawo, które zmierza do bezprawia. Takich decyzji jak sędziego Wojciecha Łączewskiego będzie więcej. I nie pomoże żadne ręczne sterowanie składami sędziowskimi przez magistra Zbigniewa Ziobrę, człowieka, który nie ma autorytetu nawet w najbliższym otoczeniu.

Sędzia Łączewski nie uznał pełnomocnictwa reprezentanta Trybunału Konstytucyjnego, bo zostało podpisane przez nielegalnie wybraną prezes TK Julię Przyłębską. W takiej sytuacji proces mógł być tylko odroczony, a wytoczył go przedsiębiorca Marek Jarocki, domagając się odszkodowania po tym, jak Trybunał Konstytucyjny oddalił jego skargę.

Tym samym władze Trybunału Konstytucyjnego zostały uznane za nielegalne i wszystkie dotychczasowe orzeczenia przez niego wydawane mogą być kwestionowane w świetle obowiązującego prawa. Co odważniejsi sędziowie orzeczenia Trybunału – wydane po odejściu z szefowania TK przez prof. Andrzeja Rzeplińskiego – mogą uznać za nieistniejące i wyrokować wg artykułów Konstytucji RP.

Sędzia Łączewski to ten sędzia, który skazał wiceszefa PiS Mariusza Kamińskiego na 3 lata więzienia. Gdy wyrok nie był prawomocny, Kamiński został „ułaskawiony” – wbrew podstawowej logice – przez Andrzeja Dudę tylko dlatego, że był potrzebny jako minister do rządu Beaty Szydło.

Przecież ułaskawienie dotyczy kary, a nie pamięci – tej się nie wymazuje i Kamiński na zawsze zostanie kryminalistą. Zresztą Sąd Najwyższy wypowiedział się o kolejnym sprowadzeniu funkcji prezydenta do roli Adriana granego przez Dudę. Duda nie może występować jednocześnie jako władza sądownicza, bo tym w istocie było ingerowanie ułaskawieniem w procedury sądowe. Kamiński po ułaskawieniu zrzekł się apelacji, tym samym wyrok stał się prawomocny, a ułaskawienie jako niedziałające.

Bezprawie mamy więc całą gębą. Zastanawiające jest, jak bronią tego bezprawia rządzący. Albo są beznadziejni intelektualnie, albo tak cyniczni, iż swój elektorat uważają za ciemny lud.

Sędziego Łączewskiego należy uznać za odważnego prawnika. Takich się boją – tchórzem podszyci – Duda, Ziobro i Kaczyński.

KONKURS DLA INTERNAUTÓW 🙂 ZGADNIJCIE ZA CO TA ODZNAKA? :)))

>>>

Ostatnia comiesięczna hucpa smoleńska (czy też „uroczystość religijna”🙄) kosztowała pół mln zł😡 drogie te kaprysy Kaczyńskiego.

Joanna Mucha pisze o uchodźcach.

Co najbardziej boli w dyskusji o uchodźcach. I co jest w niej najważniejsze. Najbardziej boli mnie w rozmowie o uchodźcach wymazanie całego ludzkiego wymiaru ich obecności między nami i zmiażdżenie ich pod hasłem zagrożenia. Uchodźca równa się terrorysta, głosi propaganda PiSu.

Zastanówmy się, co jest bardziej prawdopodobne. Czy to, że jeden z uchodźców lub jego dziecko dokona w przyszłości zamachu terrorystycznego, czy też to, że zostanie dobrym lekarzem (których w Polsce brakuje) i uratuje wiele żyć? Być może ktoś z przyjętych uchodźców wezwie policję, kiedy Twojego syna zaatakują dresy z osiedla, inny przyjęty uchodźca wda się z nimi w bójkę. Córka jednego z nich stanie się przyjaciółką Twojej wnuczki, będą nierozłączne, a potem pokłócą się o chłopaka. I może kiedyś wyjaśni Wam, dlaczego w ich kulturze nosi się chustę. Ktoś z nich spowoduje wypadek na drodze, ktoś inny – również przyjęty do nas uchodźca – zginie w wypadku spowodowanym przez Polaka. Ktoś się w Polsce ożeni, ktoś inny rozwiedzie. Ktoś napisze nagradzaną na świecie książkę, w której opowie o doświadczeniu transkulturowości. A ktoś inny popełni przestępstwo skarbowe. Przyjmując ich doświadczymy wszystkich dobrych i złych emocji, związanych z kontaktem z drugim człowiekiem, choć ich zakres będzie szerszy, niż w przypadku kontaktu z ludźmi nam podobnymi. Bo czasem poczujemy się nieprzyjemnie a innym razem pozytywnie zaskoczeni z doświadczania innej kultury. Czasem będziemy zachwyceni, czasem rozczarowani, swoją innością wzbudzą i naszą ciekawość, i lęk. Będą wśród nich dobrzy i źli, sprytni i niezaradni, pracowici i roszczeniowi. Bo każdy człowiek to cały wszechświat, niezależnie od tego, czy pochodzi z Europy, z Bliskiego Wschodu, Afryki, czy innego miejsca na świecie.

Nie można rzeczywiście ze stuprocentową pewnością wykluczyć, że wśród kilku tysięcy uchodźców przyjmiemy bojownika państwa islamskiego, choć jest to niezwykle mało prawdopodobne i w dużej części zależne od pracy funkcjonariuszy naszych służb. Nie można też wykluczyć, że przyjedzie do nas terrorysta, który nie będzie przyjętym przez nas uchodźcą, ale przyjedzie z któregoś z krajów Bliskiego Wschodu. Nie można również wykluczyć, że radykalnej ideologii islamskiej odda się Polak z dziada, pradziada i dokona zamachu. Czy wiedząc o tym, że z dowolnego miejsca na Ziemi może przyjechać do nas terrorysta (który niekoniecznie musi być obywatelem jakiegokolwiek państwa, w którym wyznaje się islam) zamykamy granice? Nie. Czy wiedząc o tym, że wcale niemała grupa Polaków w przyszłości zabije, pobije lub zgwałci – czy profilaktycznie zamykamy wszystkich w areszcie domowym? Nie. Jeśli pomyślałeś właśnie o tym, że Polacy, Europejczycy nie dokonują zamachów terrorystycznych, to pomyśl o Andersie Breiviku, pomyśl o bojownikach ETA, IRA i innych jak najbardziej europejskich organizacji. Pomyśl o strzelaninach w amerykańskich szkołach i o tym, kto był zabójcą.

Mówi się ostatnio często o tym, że terrorystami zostają imigranci w drugim pokoleniu. Dla przeciwników przyjęcia uchodźców do Polski jest to dodatkowy argument, zdają się przekonywać, że dzisiejsze przyjęcie osób uciekających przed wojną jutro lub za dwadzieścia lat spowoduje zagrożenie dla kogoś z naszych najbliższych. Rzeczywiście, nie można zamykać oczu na błędy popełnione przez państwa europejskie w polityce przyjęcia imigrantów. Pozwolono na gettoizację, w niewystarczającym zakresie udała się ich asymilacja.

Ale przyczyną dzisiejszej fali zamachów nie jest błędna polityka imigracyjna. Przyczyną dzisiejszej fali zamachów jest powstanie tzw. Państwa Islamskiego, a przyczyną powstania Państwa Islamskiego jest cały ciąg zdarzeń, które rozpoczęły się uzbrojeniem Talibów w Afganistanie. Wojna w Iraku, kolejne interwencje w krajach muzułmańskich, ogromna liczba ofiar cywilnych w tych krajach doprowadziły do powstania środowisk wrogich kulturze zachodniej i ich radykalizacji. I nie mówię, że jesteśmy sobie winni. Mówię, że mamy do czynienia z nałożeniem się procesów, które rozwijają się przez dziesięciolecia i w pewnym momencie osiągają punkt kulminacyjny. Dlatego proste ektrapolowanie tego zjawiska na kolejne pokolenia i przekonywanie, że za dwadzieścia lat ten sam proces miałby się powtórzyć w Polsce jest po prostu głupie.

Co jest natomiast najważniejsze w debacie o uchodźcach a wciąż słabo dostrzegane w naszym kraju? Otóż sprawa uchodźców jest przez rząd PiSu traktowana tylko i wyłącznie jako mechanizm utrwalenia władzy tej partii. Strach przed uchodźcami został wykreowany dlatego, że społeczeństwo obezwładnione strachem jest bardziej podatne na manipulowanie nim. Im większe odczuwamy zagrożenie, tym chętniej konsolidujemy się wokół tych, którzy posiadają władzę, bo władza ta kojarzona jest z możliwością zapewnienia nam bezpieczeństwa. Im bardziej chcemy, żeby ktoś zapewnił nam bezpieczeństwo, z tym mniejszym zaniepokojeniem godzimy się na odebranie nam części naszych praw w przekonaniu, że dzięki temu uchronimy się przed zagrożeniem. I kiedy przerażeni wizją zamachu zgodzimy się już na większą inwigilację, okaże się, że jest to niewystarczające narzędzie i władza zażąda więcej. Aż przyjdzie taki moment kiedy okaże się, że zamiast zapewnienia nam bezpieczeństwa odebrano nam prawa, swobody, poddano nieustającej kontroli, ubezwłasnowolniono. Ogłupieni strachem nawet nie zauważymy, że władza udając, że ofiaruje nam bezpieczeństwo – w rzeczywistości ubierze nas w kaftan bezpieczeństwa.

Po rozmowie z Synem zdecydowałam się dodać jeszcze jeden temat. Powszechnie przywoływanym argumentem na rzecz nieprzyjmowania uchodźców jest fakt, że w Polsce jest blisko milion imigrantów z Ukrainy. Otóż zasłanianie się obywatelami Ukrainy pracującymi w Polsce to celowe przeinaczenie, bezwstydne moralnie. Ukraińcy przyjeżdżają do Polski, żeby u nas pracować. Jako społeczeństwo, korzystamy na ich pracy, płacimy im mniej niż naszym obywatelom, często wymagając więcej. Podobnie ma się sprawa m.in. z Turkami w Niemczech, czy Marokańczykami we Francji. Przed imigrantami otwieramy drzwi, bo ich potrzebujemy, ich praca jest dla nas cenna i obie strony na tej relacji korzystają. Dlatego ogromna grupa Polaków została imigrantami w Wielkiej Brytanii i innych europejskich krajach.

Przyjęcie uchodźcy oznacza natomiast coś zupełnie innego. Oznacza, że otwieramy swój dom dla osoby, która niejednokrotnie straciła cześć lub cały swój majątek, jest wyniszczona sytuacją w swojej ojczyźnie, trudami ucieczki i oczekiwania w obozie przesiedleńczym, przeszła przez traumę. To osoba, której najpierw musimy pomóc stanąć na własnych nogach a dopiero potem możemy spodziewać się jej włączenia w normalne funkcjonowanie społeczeństwa. Przyjęcie imigranta to relacja wzajemnych korzyści; przyjęcie uchodźcy to postawa pomocy.
Mamy w historii czas, kiedy pomagano Polakom. Może zdarzyć się w przyszłości, że będziemy potrzebowali pomocy. Jak usprawiedliwić fakt, że dziś odmawiamy pomocy potrzebującym? Naprawdę nie wiem…

Nowa SB-ecja PiS

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku, ktory chce zniszczyć Woodstock.

Mariusz Błaszczak silnie starał się o swoją pozycję. Był nijaki, jest nijaki, a jednak jest rozpoznawalny. Dorobił się pozycji w kabarecie, w „Uchu prezesa” jest najbliżej usadowiony sławnego ucha, a na sali sejmowej nie siada w ławach rządowych, tylko obok prezesa, jako jego podręczny.

Błaszczak jest człowiekiem sukcesu, ogromnego sukcesu. Nie ma żadnych zalet, jego intelekt został precyzyjnie opisany przez Ludwika Dorna – chodzący deficyt intelektualny – a jednak wiele, wiele może. Może na przykład podskoczyć Jerzemu Owsiakowi, pracusiowi, który wiele w życiu zrobił, osiągnął. Owsiak jest zaprzeczeniem Błaszczaka. Owsiak jest duży, Błaszczaka zalet nie widać.

Mimo to Błaszczak snuje wizję, aby zniszczyć jedno z dzieł Owsiaka – Przystanek Woodstock, imprezę, jakich na świecie nie ma. I proszę – nikt Błaszczak ma jakąś „druzgocącą opinię w sprawie festiwalu Woodstock”.
Typowy pisizm. Zakłamać, aby opluskwić. „Deficyt” z podległej mu policji otrzymał jakoby opinię: „To jest bardzo uczciwa opinia, która np. pokazuje, że organizator zaniża liczbę uczestników, aby oszczędzać na ochronie. A więc oszczędza na bezpieczeństwie”.

Jak Błaszczak mówi o uczciwości, to wiemy, że jest odwrotnie. Pokrętność małych ludzi jest przerażająca, chcą utrącić to, co inni wielkim wysiłkiem zrobili. Zniszczyć Woodstock – to jest cel Błaszczaka, dlatego mówi o zaostrzonych kryteriach bezpieczeństwa. Ba, widać, że doszło do nacisków na burmistrza Kostrzyna nad Odrą, gdzie odbywa się festiwal: „Ale oczywiście decyzję w tej sprawie podejmuje burmistrz Kostrzyna nad Odrą. Zdecyduje on, czy ten festiwal może być tak zorganizowany, czy nie” – mówi Błaszczak.

Błaszczak ponadto straszy Niemcami, tym „co się dzieje za naszą zachodnią granicą”. Festiwal Woodstock jest zagrożony przez Błaszczaka. Napisałem, iż Owsiak jest wielki, bo takim jest, a Błaszczak naprzeciwko niego to pchła.

Takich dożyliśmy marnych czasów, ludzie żadni niszczą nasze dzieła, niszczą to, co mamy najlepszego.

Panie , nie da się ukryć, … masz pan JAJA ‼️👊✌️ 👌 – ANDY Letkiewicz

>>>

>>>

>>>

PILNE: Czarna Madonna żegna się z Jasną Górą. Ma ją zastąpić Maryja o jaśniejszym odcieniu skóry

“To jakaś głupota. Dowolny lek może mieć takie działanie np. lek na astmę”.

Andrzej Karmiński na Koduj24 zastanawia się, czy PiS to sekta, czy korporacja.

Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.

W uczciwych mediach i na rozsądnych portalach wielu przytomnych komentatorów życia politycznego próbuje wyjaśnić fenomen poparcia ponad jednej trzeciej Polaków dla formacji, która jawnie drwi ze zdrowego rozsądku, oszukuje i kłamie w żywe oczy, a przy tym potyka się nieustannie o własne sznurówki, obnaża swoją bezradność i zalicza kolejne wtopy. Popularne są dwa poglądy, pozornie odległe, a w gruncie rzeczy uzupełniające się nawzajem.   Z jednej strony mamy więc ponoć do czynienia ze swoistym ogłupieniem tych Polaków, którzy mentalnie nie wyrośli jeszcze z dziecięcej fascynacji spiskowymi opisami rzeczywistości i nie pozbyli się naturalnego w małoletnich wspólnotach podziwu dla brutalnej siły podwórkowych watażków.  Ludzi takich łatwo było przekonać, że poprzednie rządy Polskę rozkradły, zdemolowały i podporządkowały Ruskim albo Niemcom i że tylko władza silnej ręki przywrócić może Ojczyźnie porządek i dobrobyt.

Druga teoria bliska jest naukom teologicznym: oto mamy do czynienia ze współczesną sektą grupującą ludzi, którzy uwierzyli w nadnaturalną moc nowego Mesjasza i jego wspaniały Plan uporządkowania świata – plan, którego realizacja wymaga rewolucyjnych, a więc także niszczących zabiegów uzdrawiających chorą demokrację. Cel uświęca środki, wiara przenosi góry, a mędrca szkiełko i oko tylko przeszkadza w osiągnięciu powszechnego zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Oba te wyjaśnienia wydają mi się mocno ułomne. Mogę zrozumieć łatwowierność i bezkompromisowość młodej generacji wyborców PiS, trudniej uwierzyć w bezmyślne zdziecinnienie kierownictwa tej formacji, jej członków i wspierającego ich dorosłego środowiska. Jeszcze trudniej uwierzyć w to, że tylu Polaków tak łatwo i tak szybko można oczarować, ogłupić i uwieść podsuwając im fałszywe prawdy wiary.

To prawda, że ludzie są w stanie uwierzyć w najbardziej idiotyczne brednie. W USA, kraju cywilizowanym i stosunkowo trzeźwym, 12,5 miliona Amerykanów wierzy, że światem rządzi grupa zmiennokształtnych jaszczuro-ludzi, co dziesiąty ankietowany (11 proc.) jest przekonany, że rząd Georga Busha wiedział o planowanych atakach na WTC, ale pozwolił, by do nich doszło, 13 proc. Amerykanów uważa, że prezydent Obama był Antychrystem, a jedna piąta badanych twierdzi, że rząd ukrył fakt, iż w 1947 roku w Roswell rozbił się statek kosmiczny. Również kilkanaście procent mieszkańców krajów europejskich wierzy, że choroby wymyślają koncerny farmaceutyczne oraz że rządy kontrolują umysły wyborców poprzez specjalne sygnały nadawane w telewizji, a prawie 30 proc. wierzy, że globalne ocieplenie jest mistyfikacją wymyśloną przez naukowców.   Jednak te badania i sondaże wskazują równocześnie, że niemal wszystkie spiskowe teorie nie są bynajmniej aktami ślepej wiary, a wynikają po prostu z braku wiedzy. Dobrym przykładem jest sonda, w której co trzeci obywatel USA stwierdził, że nie pochodzi od małpy – i miał rację: pozostałe dwie trzecie badanych po prostu niewiele wie o teorii ewolucji.
Wracając na polskie podwórko: czy „religia smoleńska” jest naprawdę wytworem religijnego amoku? Czy naprawdę prawie trzecia część Polaków wierzy, że Tusk z Putinem wypuścili obłok helu, zadymili lotnisko smoleńskie sztuczną mgłą, podłożyli w samolocie dwa albo trzy ładunki trotylu i dla pewności jeszcze bombę termobaryczną, a na końcu dobijali ocalałych z zamachu? Czy co trzeci Polak naprawdę jest przekonany, że dr Andrzej Duda, mgr Kempa i mgr Ziobro są lepszymi prawnikami niż polscy i zachodni profesorowie znamienitych uniwersytetów i doświadczeni praktycy ze wszystkich liczących się gremiów prawniczych? Czy mityczny uchodźca uciekający spod bomb i prześladowany przez terrorystów sam jest potencjalnym terrorystą, groźniejszym niż kibol nacjonalista gotowy walić w mordę każdego, kto wygląda inaczej i ma podejrzaną dykcję, albo ośmielił się wywiesić przed domem unijną flagę? Czy biskup Pieronek, który apeluje o przyjęcie uciekających przed śmiercią i prześladowaniem, jest dla wyborców PiS „notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem” – jak głosi Naczelny Polski Katolik Marian Kowalski?

Niemożliwe, żeby tak wielu ludzi święcie wierzyło w propagandowy PiS-owski bełkot. W spiskowe narracje nie wierzą nawet jej autorzy, nie tylko Macierewicz, który wyznał niedawno, że teorie smoleńskie to tylko niezbędne paliwo polityczne. Czołowi funkcjonariusze PiS porzucają dotychczasowe poglądy i na wyprzódki głoszą nowo objawioną Prawdę. Beata Kempa jeszcze kilka lat temu jak lwica broniła legalizmu i prawomocności orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Beata Szydło 10 lat temu stawała w obronie Nigeryjki, którą zamierzano deportować.  Pamiętam Kaczyńskiego, który po katastrofie smoleńskiej ogłosił, że czas już zakończyć wojnę polsko-polską i pojednać się z oponentami. Pamiętam też, że całkiem niedawno nepotyzm i kolesiostwo były dla niego krańcowym złem. Wyobrażam sobie, jak mówi teraz do Błaszczaka: – No i popatrz, kapciowy, całe życie się myliłem…

Moim zdaniem niesłabnące poparcie dla rządów PiS nie jest bynajmniej tańcem derwiszów, krążących w amoku wokół hipnotyzera Kaczyńskiego. Nie jest też przejawem ślepej wiary w nowoobjawioną Prawdę. Funkcjonariusze PiS, celebrujący swoją comiesięczną liturgię, to na ogół „niewierzący praktykujący” oraz chrześcijanie wyznania toruńsko-katolickiego, którzy  z Pisma Świętego wyczytali jedynie „oko za oko, ząb za ząb”, pomijając m.in. słowa Chrystusa „byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie”  , które zamknęły wrota Raju przed ludźmi, którzy nie okazali współczucia uchodźcom.  Ich wiara jest wybiórcza i jeśli w coś wierzą, to raczej w gipsową Matkę Boską pomalowaną na niebiesko i św. Krzysztofa na breloczku kluczyków samochodowych.

Mam wrażenie, że tej formacji bliżej do korporacji niż sekty.  Wyborcy PiS traktowani są nie tyle jak wierni, co raczej jak słabsi partnerzy biznesowi, z którymi jednak należy się układać, by zrobić dobry interes. – Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.  Ci, którzy się na to godzą, nie mają świadomości, że to interes szemrany, bo oferty PiS nie można negocjować. – Albo będziesz nasz – albo cię zdegradujemy i przestaniesz być Narodem – tym, który nas wybrał i uprawnił do sprawowania władzy wedle naszej woli. A na takich odszczepieńców czekają już Błaszczak i Ziobro. To jak będzie?  

NAJWIĘKSZA AFERA W POLSCE. WIADOMO KTO ZA NIĄ STOI I WIADOMO, DLACZEGO NIE CHCĄ TEGO WYJAŚNIĆ…

Frasyniuk o Kaczyńskim: Usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy

– Jestem przekonany, że w którymś momencie usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy. Coś się zmieniło w jego psychice – tak o Jarosławie Kaczyńskim mówi Władysław Frasyniuk. W wywiadzie dla „Newsweeka” były związkowiec nie oszczędza również obecnej opozycji. – Zróbcie nową partię. Wtedy zaangażuję się 24 godziny na dobę – zapowiada Frasyniuk.

Na pytanie o to, czy zamierza wrócić do polityki i stanąć na czele opozycji, Frasyniuk odpowiada z irytacją. – Ale na czele czego mam stanąć? Po liberalno–demokratycznej stronie widzę kilkunastu przyzwoitych ludzi i jakbym siadł z kartką, to bym napisał nazwiska z PO i .Nowoczesnej i powiedział: zróbcie nową partię – odpowiada Frasyniuk stwierdzając, że powrotu do polityki nie bierze pod uwagę. Jeśli jednak powstałby nowy twór złożony z owych przyzwoitych ludzi to były opozycjonista deklaruje „24-godzinne zaangażowanie i wszelaką pomoc”. Kto powinien założyć taką partię?

– Z PO: Rafał Trzaskowski, Joanna Mucha, Borys Budka. Z Nowoczesnej: Katarzyna Lubnauer, Joanna Scheuring – Wielgus, która skromnie przyszła na sobotnią kontrmanifestację na Krakowskim Przedmieściu, nie gwiazdorzyła – wymienia legendarny działacz opozycji antykomunistycznej, zaznaczając, że chodzi mu o „40-latków z wiedzą o państwie i gospodarce oraz potężnym potencjałem”.

– W Polsce potrzebna jest partia socjalliberalna, która odwołuje się do wolności – obywatelskich i gospodarczych. Po lewej stronie też są ciekawi ludzie – Barbara Nowacka i Robert Biedroń. Jest olbrzymia przestrzeń na partię i mnóstwo ludzi, którzy by się zaangażowali – stwierdza Frasyniuk. O Grzegorzu Schetynie mówi, że ma „mentalność autorytarną”, która nie pozwala mu postawić na młodych w swojej partii, „żeby za bardzo nie wyrośli”.

Znacznie więcej jednak mówi o autorytarnych zapędach prezesa PiS. – Jarosław Kaczyński zawsze prezentował typ prawicowego, autorytarnego sposobu myślenia. O takich w podziemiu mówiliśmy „wielepy”, czyli wie lepiej – mówi Frasyniuk, podkreślając, że sposób myślenia prezesa PiS „bierze się z książek”. – Dużo czyta, ale odwołuje się do modelu państwa polskiego z 1938 roku, czyli do państwa o ustroju autorytarnym. Świadczy o tym to, co mówi o Polsce, Rosji, Niemczech i Międzymorzu. On nigdy nie widział świata. Nie usiadł na ryneczku europejskiego miasta, nie chłonął go – podsumowuje Frasyniuk.

Zapytany czy według niego Kaczyński pogodził się ze śmiercią brata odpowiada: – To było dla niego dramatyczne przeżycie i bardzo mu współczuję. Oni byli ze sobą bardzo silnie związani, mimo, że byli bardzo różni. Ale Jarek bardzo przeżył także śmierć matki, z którą był najsilniej związany. Jestem przekonany, że w którymś momencie usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy. Coś się zmieniło w jego psychice – mówi Frasyniuk w rozmowie z „Newsweekiem”.

A MOŻE PO PROSTU BĘDZIE DISCO POLO LIVE + PIETRZAK HEJTUJĄCY PO?

Waldemar Mystkowski pisze o „napadzie” Waszczykowskiego na Dudę.

Waszczykowski jeździ po Dudzie jak na łysej kobyle

Witold Waszczykowski nie musi jeździć do Spały na zjazd Klubów Gazety Polskiej, aby zaznajomić się z listem Jarosława Kaczyńskiego do uczestników. A Adrian musi.

Waszczykowski nie musi zapewniać pośrednio prezesa, że Obywatele RP chcą przelać jego krew, a Adrian musi lecieć z tym komunikatem do TV Republika, aby zatroskać się o pisowską krew.

Zauważmy, iż Andrzej Duda cały czas nie stoi pod drzwiami prezesa, weekendy ma wolne od antyszambrowania, choć pracowite.

Przyszedł poniedziałek i rozpoczęło się jeżdżenie po Dudzie jak na łysej kobyle. Waszczykowski doszedł do słusznego skądinąd wniosku, że inni mogą używać sobie na prezydencie, dlaczego by nie on. Tydzień zaczął mocno, bo pod adresem Dudy skierował upomnienie: – „Oczekuję wyjaśnień…”. Wyjaśnienia mają dotyczyć ambasadorów, który nominował na wakujące ambasady: – „Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”.

Waszczykowski upomniał Dudę w RMF FM, a nie pod drzwiami prezesa na Nowogrodzkiej. Musiał Duda podpaść Waszczykowskiemu, kiedy dostał taką publiczną reprymendę. Takie rzeczy raczej załatwia się na telefon albo na umówionym spotkaniu, w najgorszym razie listownie.

Ale żeby publicznie? Ho, ho – Waszczykowski urósł w siłę do tego stopnia, aby pomiatać w prywatnym radiu Adrianem? Do tej pory mógł to robić tylko prezes Kaczyński i w porywach Antoni Macierewicz. Znaczy się, Waszczykowski po załatwieniu niestałego członkostwa dla Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i wizyty Donalda Trumpa w Warszawie dostał takich muskułów, że może smagać szpicrutą prezydenta.

SŁOWO OD ROMANA GIERTYCHA 🙂

TAK DOPROWADZA SIĘ KULTURĘ DO RUINY…

>>>

Wspaniały esej Stanisława Skarżyńskiego („Wyborcza”). Strach zatrudniony do polityki okazuje się niezawodny, ponieważ uznanie, że nie było się czego bać, jest przyznaniem się do głupoty i ośmieszeniem.

Masz się bać, bardzo bać. Strach udający rozum tworzy wiernego wyborcę

„Auschwitz w dzisiejszych, niespokojnych czasach to wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli” – ogłosiła Beata Szydło w Oświęcimiu.

To zdanie jest nowym pomnikiem politycznej głupoty. I jeszcze jedno, również ze słownika dwudziestowiecznego faszyzmu, wypowiedziane tego samego dnia: „Mamy prawo, każdy naród, każda cywilizacja, w tym przypadku cywilizacja europejska, bronić się przed zagładą. To, co robią elity zachodniej Europy, jest wstąpieniem na drogę do samozagłady Europy”. Wygłosił je wicepremier Gowin po tym, jak Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom za to, że nie przyjęły uzgodnionej liczby uchodźców.

Łapiemy się za głowy, a przecież to nie powinno dziwić w ogóle, bo polska polityka od lat ewoluuje w stronę nie-wesołego miasteczka, które całe jest tunelem strachów. Prawica bije w tej dyscyplinie wszystkie rekordy – przede wszystkim głupoty – ale na strachu budowany jest również przekaz obrońców demokracji.

Już Machiavelli pouczał, że „przezorny książę powinien obmyśleć sposób, aby obywatele zawsze i w każdej okoliczności odczuwali potrzebę jego rządu, wtedy stale będą mu wierni”.

Uzupełnił to spostrzeżeniem: „Miłość trzymana jest węzłem zobowiązań, który ludzie, ponieważ są nikczemni, zrywają, skoro tylko nadarzy się sposobność osobistej korzyści, natomiast strach jest oparty na obawie kary; ten więc nie zawiedzie nigdy”.

Polityczne wykorzystanie strachu jest możliwe, bo strach przekształca tchórzostwo w racjonalność. Bojąc się, trzeba decydować szybko, gwałtownie, bez sprawdzenia prawdziwości przesłanek, bez oglądania się na konsekwencje.

Tchórz odważny

Wcieleniem postaci mądrego tchórza jest Mariusz Błaszczak, który twierdzi, że polityka PiS w sprawie uchodźców jest „głosem rozsądku”. „Rząd PO-PSL godził się na przyjmowanie tysięcy muzułmańskich emigrantów, godził się na to, by stworzyć w Polsce środowiska, zaplecze, bazy rekrutacyjne dla terrorystów” – opowiadał w radiowej Jedynce.

Przechwycona i wpleciona w strach racjonalność okazuje się w służbie polityki niezawodna, ponieważ uznanie, że nie było się czego bać, jest przyznaniem się do głupoty, ośmieszeniem. Zamieniając strach w racjonalność, angażuje się poczucie własnej wartości. Od tego momentu każdy atak na obiekt strachu jest atakiem na bojącego się.

To nie przypadek, że ci sami politycy, którzy żyją z produkcji strachu, najchętniej sławią odwagę obrońców Westerplatte, bohaterstwo warszawskich powstańców i niezłomność „żołnierzy wyklętych”. Im bardziej bohatera zawiodła racjonalność, tym większa jego wartość dla handlarza strachu. Dlatego nie można się zastanawiać, czy warto było w 1944 roku poświęcić setki tysięcy istnień i obrócić stolicę w gruz albo czy racjonalnie myśleli ludzie, który w 1946 roku chcieli prowadzić partyzancką walkę z ZSRR. Bo to w nich właśnie, nieracjonalnych bohaterów, reprezentantów racjonalnych tchórzy, wcielają się politycy.

Znów Błaszczak, tym razem dla „wSieci”: „Nie zabraknie nam odwagi, nie ściągniemy na Polskę zagrożenia. (…) Nawet jeżeli wyłączymy sprawę zamachów terrorystycznych, to zobaczmy co się dzieje we Francji, w Brukseli. Byłem we czwartek w stolicy Belgii. Na ulicach uzbrojeni żołnierze, opancerzone samochody wojskowe, to wszystko ze względu na zagrożenie, ze względu na to co wiąże się z konsekwencjami samobójczej polityki multi-kulti”.

Tchórz miłosierny

Udając akt rozumu, strach potrafi być aktem miłosierdzia. Niezwykła jest bezsilność papieża i biskupów wobec niechęci do uchodźców, niezdolność do przekonania wiernych, by dostrzegli człowieka w człowieku. Jarosław Mikołajewski słusznie stwierdził, że w procesjach Bożego Ciała idą „praktykujący niewierzący”.

Tajemnicą konfesjonałów pozostanie, czy podczas sakramentów spowiedzi w całej Polsce wszyscy ci, którzy nie chcą przyjęcia uchodźców, klęczą i szepczą księdzu, że zgrzeszyli strachem, nienawiścią do obcych, postawieniem siebie ponad potrzebujących. Czy przestali przyjmować komunię świętą, bo żyją w grzechu, którego nie potrafią pokonać?

Zapewne nie. Pomaga im w tym strach udający racjonalność, który nakazuje doszukiwać się w chrześcijaństwie wątków zwalczania zła oraz uprawnionej samoobrony – i nie słuchać choćby biskupa Pieronka, który w „Kropce nad i” mówił, że „moralnym obowiązkiem chrześcijan w Polsce jest być gościnnym dla tych, którzy uciekają przed śmiercią, przed nędzą, przed wszelkimi prześladowaniami”.

Odpowiedział mu na Facebooku polski katolik i patriota Marian Kowalski: „Ksiądz Pieronek jest notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem i każdy, kto tego łajdaka traktuje poważnie jest człowiekiem nierozsądnym”.

Nie on pierwszy uznał niby-rozsądek za wartość chrześcijańską. Adolf Hitler w 1922 roku też powoływał się na Jezusa Chrystusa: „Chrześcijanin nie ma obowiązku pozwalać, by go oszukiwano. Ma obowiązek walczyć o prawdę, o sprawiedliwość. (…) Gdy widzę ludzi w kolejkach do sklepów i patrzę na ich zmęczone twarze, sądzę, że byłbym nie chrześcijaninem, ale diabłem, gdybym nie zwrócił się, jak nasz Pan dwa tysiące lat temu, przeciwko tym [miał na myśli Żydów] którzy do dziś wykorzystują i grabią tych biedaków”.

I jeszcze, na marginesie – akurat rozsądek nie należy do wartości chrześcijańskich.

Rozum obrażony

Prawicowi intelektualiści znaleźli się za burtą właśnie dlatego, że rozum nie pozwala im przyjąć kłamstw i bredni produkowanych na użytek władzy.

Ostatnio dotknęło to Bartosza Brzyskiego z Klubu Jagiellońskiego. W tekście „Nie mamy już o czym rozmawiać” wspomina innych prawicowych intelektualistów, Piotra Wójcika i Bartłomieja Radziejewskiego, którzy opowiedzieli się za przyjęciem, pod szeregiem warunków, 6142 uchodźców, za co zostali zjechani od góry do dołu.

„Szarańcza, horda, kozojebcy – te zwroty nie tylko odczłowieczającą, ale mogą stanowić pierwszy krok na drodze do społecznej akceptacji przemocy wobec adresatów tych wyrażeń. Pierwsze przypadki idiotycznych ataków na ciemnoskórych właścicieli kebabów w Polsce już odnotowaliśmy” – zauważył słusznie Brzyski.

Jeszcze półtora temu ten publicysta chwalił Orbána za mądrą politykę w sprawie uchodźców i podkreślał, że „żaden z niego faszysta”, bo premier „powiedział wprost, że Węgry przyjmą imigrantów, jeżeli taka decyzja zostanie przegłosowana przez kraje UE”.

Decyzja została przegłosowana, Węgry uchodźców nie przyjęły, więc Orbán okazał się jednak być faszystą. Brzyski ewoluował, bo zachował zdrowy rozum. Właśnie po to, żeby wyborcy tak nie ewoluowali, prawicowcy poszli w handel strachem.

Racjonalni są naiwni

Przypadki Brzyskiego, Radziejewskiego i Wójcika – konserwatystów skazanych, jak to konserwatyści, na ślizganie się po granicy między kulturową arbitralnością, a porządnym myśleniem – pozostaną jednak marginalne.

Również racjonalność ukradziono racjonalnym i zatrudniono w przemyśle nienawiści. Co zresztą Brzyski jasno dostrzega: „A niech się ciapate kurwy smażą – pisze pan Darek Kobra na profilu Marszu Niepodległości. Jego komentarz polubiło już prawie 130 osób. (…) Ludzie pod własnym nazwiskiem nie tylko życzą innym śmierci, ale wprost się cieszą, że obcy im ludzie płoną żywcem. Tych, którzy wzywają do opamiętania, nazywają »naiwnymi«”.

„Naiwność” to kolejne nawiązanie do rozumu, które rozgrywają administratorzy strachu, utwierdzając pożyteczne marionetki w przekonaniu o racjonalności ich prostych obskuranckich sądów. Pojawiło się choćby u kolejnego autorytetu naszych czasów, Mariusza Pudzianowskiego.

Siłacz i wojownik z klatki ostatnio napisał na Facebooku: „W Polsce gospodarzami jesteśmy my i nie zgadzamy się na przymusowe osiedlanie islamskich imigrantów, bo widzimy jakie są tego skutki!”. Dołączony, zupełnie idiotyczny materiał „Wiadomości” TVP o „islamskich imigrantach, prowadzących swoistą inwazję kulturową inwazję na nasz kontynent” obejrzało na koncie „Pudziana” milion ludzi, 10 tysięcy podało go dalej, polubiło 20 tysięcy, napisano ponad 800 komentarzy. 1,5 tysiąca reakcji zebrał Sebastian Marcinik, singiel z Sosnowca, który skomentował, że „Niemcy po raz kolejny zniszczyły Europę niestety ponownie przy śmierci wielu niewinnych ludzi”.

Wątpliwości miało niewielu, na przykład Oskar Zielewski, kibic z Bydgoszczy („mamy przyjąć imigrantów którzy nie są połączeni z państwem islamskim oraz nie są fanatykami tej religii”), ale szybko rozwiewali je – nieustannie w duchu racjonalizmu – inni. Kamil Tomasz Markiewicz, którego życie zmienił hip-hop: „Naprawdę wierzysz, że niemcy pozbędą się tego odsetka „uchodźców”, którzy są poprawnie sprawdzeni i teoretycznie bezpieczni, a sobie zostawią chodzące bomby zegarowe?”

***

Rozum sterowany strachem odbiera polityce wszelką racjonalność. Fakty przestają mieć znaczenie. A są one takie, że terroryzm to nasze ostatnie zmartwienie. Kamil Fejfer w OKO.press policzył kiedyś, że z rąk terrorystów zginęło w ostatnich piętnastu latach tyle Polek i Polaków, ile w 2011 roku utonęło w rowach przydrożnych i melioracyjnych.

Waldemar Mystkowski pisze o zamachu na Kaczyńskiego.

Zamach na Kaczyńskiego służy do tego, aby zamachnąć się na Polskę

Teorie zamachowe PiS ma opanowane w małym palcu, do perfekcji sporządzanie teorii zamachu, zarządzanie teorią poprzez polityków własnej partii i kitowanie nią publiki poprzez swoje media, teraz doszły jeszcze media dawniej publiczne.

Tak przygotowana teoria zamachowa służy konkretnym rozwiązaniom politycznym, które mają podporządkować społeczeństwo, aby zaprowadzić reżim. Nie chcę wybiegać za daleko – acz najwyższa pora, aby jednak to robić – stoimy przed kolejnym przełomem, gdy już PiS zagryzie niezależność sądowniczą. A dokona tego w okresie kanikuły.

Następnie trzeba zniszczyć opozycję, a szczególnie społeczeństwo obywatelskie. Potrwa to jakiś czas, lecz PiS musi się spieszyć, Polacy uśpieni, to Polacy ulegli.

Piszę o najnowszej teorii zamachowej, mianowicie odkryto spisek na życie Jarosława Kaczyńskiego. Zanim przejdę do meritum, proponuje spojrzeć z lotu ptaka na KOD, który w przeciągu roku ze stutysięcznej manifestacji majowej w Warszawie w ubiegłym roku skurczył się do dzisiejszych manifestacji, w których nie można rozpoznać wczorajszej wielkości.

Jak do tego doszło? Po pierwsze, KOD nie składa się z ludzi proweniencji pisowskiej, czyli o skrzywieniu optyki na rzeczywistość, że za wszystkim kryje się jakiś spisek. Błąd? Nie. Ale to zwalnia z krytycznej oceny w stosunku do samego siebie, a gen samozagłady jest wpisany w każdy projekt.

Nie czynię żadnych wpisów na profilach kodowskich na Facebooku. Już w ubiegłym roku usłyszałem o kilku wpisach, o których powiedziałem, iż nie są napisane przez kodowiczów, a kogoś z zewnątrz, a także wyraziłem opinię, iż PiS na pewno zastosował metodę komuszą, wtykania swoich ludzi we wraże szeregi. I pewnie tak było i jest.

Drugie. Gdy wybuchła afera z kwitami Mateusza Kijowskiego, czytałem dwa pierwsze newsy Onetu i „Rzeczpospolitej, w których było widać niefachowość dziennikarską tych portali. Niska jakość biła po rozumie, iż to informacja niepełna i odpowiednio spreparowana. Pomyślałem, że kierownictwo KOD szybko znajdzie odtrutkę na niską jakość profesji żurnalistycznej.

Stało się tak, jak się stało. Ale to my wszyscy ponosimy winę za niską – by nie napisać: denną – jakość życia publicznego i pisania o nim. My, wszyscy, którzy, mamy świadomość słabości naszego społeczeństwa i demokracji.

Oto została zawiązana konstrukcja zamachu na Kaczyńskiego. Jest jakości jak deficytowy umysł Błaszczaka, obleśność Brudzińskiego i amoralność żon Gosiewskiego. W tej teorii zamachu nic nie trzyma się kupy, a nie użyję zwrotu: rozumu, bo obraziłbym największe osiągniecie ewolucji. Lecz przecież nie o to chodzi o żadne wyżyny i wyrafinowanie.

Prezesa życie jest zagrożone! Och, ach, bach! A przecież Kaczyński jest najlepiej chronionym człowiekiem w tej części Europy, a może w całej Europie. Nie dość, że ma prywatną ochronę, ale gdy tylko wyściubi nos z Nowogrodzkiej to ma ochronę, jak podczas ostatniej miesięcznicy, policjantów było więcej niż uczestników pisowskiego jarmarku funeralnego i kontrmanifestantów kontrmiesięcznicy razem wziętych.

„Newsweek” opublikował rzut poziomy pomieszczeń na Nowogrodzkiej, w tym gabinetu prezesa, przy tym opisując, jak wygląda życie codzienne Kaczyńskiego i jego kamaryli w tej twierdzy. Materiał dziennikarsko jest cienki, ale publika wszystko łyka, co dotyczy Kaczyńskiego. Sam też łyknąłem.

Jak „Newsweek” śmiał publikować taki materiał? Więc nie powinno być zdziwienia, że znowu mamy do czynienia, jak z wpisami na facebookowych profilach KOD, łatwo z tego sporządzić potrzebna PiS-owi strawę zamachową.

Partia Kaczyńskiego nie posługuje się żadnymi wyrafinowanymi metodami. Prostactwo – a nie prostota – widoczna już podczas afery podsłuchowej, która tej partii utorowała drogę do władzy była z wielkim prawdopodobieństwem stworzona przez Mariusza Kamińskiego i jego dawnych kolesiów z ABW. Dzisiaj „linie papilarne” – że posłużę się metaforą – także zostawił nieskomplikowany Kamiński i jego ludzie.

Na FB publikowany jest plan siedziby na Nowogrodzkiej, a obok przepis, jak dokonać zamachu na prezesa. Prowokacja czysto komusza, ale taki jest PiS. I padło jeszcze raz na Kijowskiego i jego schizmatyczny KOD – Odnowa. Dlaczego na niego? Bo jest w tej chwili słabszy od Krzysztofa Łozińskiego. Nie o to jednak chodzi, lecz by dopaść Kijowskiego, lecz obojętnie kogo, a następnie w nieodległej perspektywie osiągnąć potrzebne polityczne rozwiązania.

Służby specjalne mogą wejść do „Newsweeka” – przycisnąć dziennikarzy, skąd mają plany Nowogrodzkiej. Można postulować rozwiązanie organizacji społeczeństwa obywatelskiego, najpierw Kijowskiego, a następnie wszelkie inne. Można napisać prawo, które ograniczy, a w rezultacie zniszczy organizacje pozarządowe.

Wzorcem dla PiS ciągle jest Viktor Orban, też zamierzył się na fundusze norweskie, z których finansowane są stowarzyszenia pozarządowe. Nie udało się premierowi Węgier – tak zresztą jak rządowi PiS – to sporządził Orban prawo o organizacjach pozarządowych, które nakłada taki kaganiec na nie, że praktycznie nie będą mogły funkcjonować.

I do tego zmierza Kaczyński i jego kamaryla. Zniszczyć wolność obywatelską i chwycić naród za mordę. Jednym ze środków jest teoria zamachu na Kaczyńskiego.

Kleofas Wieniawa pisze o Trybunale Stanu dla Dudy.

Nocne korespondencje Andrzeja Dudy z Ruchadełkiem leśnym mogą być spowodowane jego strachem przed Trybunałem Stanu.

Strachem podszyte jest jego zachowanie publiczne, aż nadto nienaturalne, przesadzone. A jeżeli dodamy do tego sztampową retorykę, a więc braki intelektualne, to mamy taki, a nie inny obraz dysfunkcji głowy państwa – Adriana.

Już dzisiaj wyniki sondażu dla Dudy są niekorzystne, a gdy PiS odda władzę i opadnie z Dudy blichtr funkcji będą jeszcze gorsze. I postawiony Duda przed Trybunałem Stanu nie dostanie wsparcia protestującego społeczeństwa obywatelskiego, acz niektorzy takie coś, jak Kluby Gazety Polskiej nazywają li tylko szujnią.

Duda wszak może stanąć przed TS choćby za to, że wbrew prawu ułaskawił Mariusza Kamińskiego, faceta z 3,5 letnim wyrokiem nieprawocnym, bez zawiasów. Na miejscu Kamińskiego przygotowywałbym się na kraty, bo w Polsce kiedyś prawo będzie funkcjonować, a po orzeczeniu Sądu Najwyższego wyrok na Kamińskiego stał się prawomocny, bo zrzekł się apelacji. I nie pomoże kasacja.

Badania na zlecenie Wirtualnej Polski, kto w sprawie ułaskawienia Kamińskiego ma rację, ankietowani poparli Dudę w 15 proc., a Sąd Najwyższy w 42 proc.

Polacy więc niespecjalnie dają się robić w bambuko.

Czy Kamiński powinien się podać do dymisji? – to drugie z czterech pytań ankiety. 51 proc. uważa, że Kamiński powinien być wykopany (pośrednio iść do pierdla, bo kto chce rządów kryminalisty), a w obronie Kamińskiego staje tylko 18 proc.

Ankietowani wypowiedzieli się w kluczowej kwestii, czy za Kamińskiego Duda powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Otóż tak – odpowiedziało 36 proc. W obronie Dudy tylko 29 proc., czyli tyle, ile dzisiaj PiS uzyskuje w sondażach.

Wyniki będą jeszcze gorsze, gdy marność Dudy zostanie obnażona, gdy Adrian okaże się nagi. I w tym kontekście rozumiem Dudę, też strach by mnie obleciał i nie mógłbym spać po nocach.

>>>

TAKA NIEŚMIAŁA PROPOZYCJA… KTO Z WAS ZGADZA SIĘ Z ANIĄ?

Jan Lityński napisał mądry list otwarty do Andrzeja Dudy. Głowa państwa ma prawo do własnych poglądów, jeżeli tylko pracuje na rzecz dobra wspólnego. Pan tego warunku nie spełnia – pisze w liście otwartym do Andrzeja Dudy były działacz opozycji demokratycznej.

List otwarty Jana Lityńskiego do Andrzeja Dudy

Panie Prezydencie! W ostatnim czasie zgłosił Pan dwie inicjatywy referendum. Jedno miałoby odbyć się w trakcie wyborów samorządowych, drugie podczas wyborów parlamentarnych. Już te daty budzą podejrzenie, że rzeczywistym celem nie jest zasięgnięcie opinii społeczeństwa, lecz wpływanie na wynik wyborów. Pragnie Pan zmiany konstytucji. Czy oznacza to, że do czasu ewentualnej zmiany nie zamierza Pan przestrzegać obecnej? Przypomnę, że w 1975 roku kierownictwo rządzącej PZPR również postanowiło zmienić konstytucję. Zmiany umacniające rolę partii oraz wprowadzające odwieczną przyjaźń ze Związkiem Radzieckim wywołały falę sprzeciwów, które doprowadziły do stworzenia demokratycznej opozycji doprowadzającej do obalenia systemu komunistycznego w Polsce. Artur Rubinstein pisał do Antoniego Słonimskiego: „O co chodzi z ta waszą konstytucją. Przecież obecna jest taka ładna i w ogóle nie używana”. Formacja z której się Pan wywodzi podobnie traktuje obecną ustawę zasadniczą, która w przeciwieństwie do komunistycznej ma stać na straży demokratycznego państwa, trójpodziału władzy, niezależnego sądownictwa i samodzielnego samorządu. To wszystkie wartości są obecnie zagrożone.

Egzamin z przyzwoitości

O ile pierwszą propozycję zwołania referendum można potraktować jak polityczny żart, to druga, dotycząca przyjmowania przez nasz kraj uchodźców, nosi w sobie groźbę. Udzielenia schronienia ludziom, którym grozi śmierć, więzienie i tortury, pomoc dzieciom pozbawionych domu, prawa do nauki i dzieciństwa jest trudne, nie tylko dla Polski lecz dla całego wolnego świata. Wymaga poważnej debaty ponad politycznymi podziałami.

Pański obóz polityczny, przy wsparciu ruchów skrajnie nacjonalistycznych, prowadzi kampanię przeciwko uchodźcom. W Norwegii retoryka skrajnych ugrupowań doprowadziła do tragedii. Słowa budzą upiory, które z kolei tworzą zbrodnie. Nie wiem, czy zapowiadając referendum w sprawie uchodźców przemyślał Pan wszystkie tego konsekwencje. Histeryczne filipiki przeciwko „obcym” powodowane są poczuciem słabości, wyrażając zarazem niezrozumienie złożoności problemów, przed którymi stanęła Pańska formacja. Niemal codziennie można przeczytać o aktach agresji dokonywanych na ludziach o innym kolorze skóry, mówiących innym językiem, mającym „niewłaściwe” pochodzenie. To sprzeczne z polskimi i europejskimi tradycjami. Polska przyjmowała uchodźców, a polscy uchodźcy byli przyjmowani pod różnymi szerokościami geograficznymi. Tak było po powstaniu listopadowym, klęsce wrześniowej i w wielu innych momentach naszej historii. W 1939 roku Węgry mogły zasadnie uznać, że polscy uchodźcy zagrażają bezpieczeństwu ich kraju, zaś Szwedzi zamiast przyjmować żydowskich uciekinierów z Danii w 1940 roku ogłosiliby w tej sprawie referendum. Zwracam się więc z prośbą, by zrezygnował Pan z pomysłu, który naraża nasz kraj na niebezpieczeństwo wewnętrznych napięć i przyniesie Polsce potępienie światowej opinii publicznej. Pragnę też zauważyć, że w tej sprawie stanowisko polskiego Kościoła jest zasadniczo odmienne od polityków Pańskiego obozu. Nie twierdzę, że zawsze należy słuchać głosu biskupów, jednak warto zastanowić się nad rozbieżnością opinii. Tym bardziej, że to polscy biskupi w 1965 roku w orędziu do biskupów niemieckich pisząc „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie” rozpoczęli proces pojednania polsko-niemieckiego.

Na straży konstytucji

Głowa państwa jest zawsze prezydentem wszystkich obywateli, o ile tylko wypełnia konstytucyjne obowiązki. Nie znaczy to, że jego działania mają zadowolić wszystkich. Prezydent ma prawo, a nawet obowiązek, posiadać własne poglądy i działać na rzecz realizacji wyznawanych wartości. Jednak demokracja to system wewnątrz którego nie ma wrogów. Rywale i przeciwnicy są potencjalnymi sojusznikami, ponieważ wszyscy powinni działać na rzecz dobra wspólnego. Racje są podzielone, ale rozstrzyga się je w demokratyczny sposób przez głosowanie na ugrupowania, które obiecują realizować swój program w wypadku wyborczego zwycięstwa. I właśnie w takim systemie, prezydent działając na rzecz preferowanych przez siebie rozwiązań czy to z dziedziny ekonomii, polityki społecznej czy ustrojowych nie przestaje być prezydentem wszystkich Polaków, o ile stoi na straży Konstytucji, działa na rzecz dobra wspólnego, godnie reprezentuje nasz kraj i nie jest podporządkowany żadnemu ugrupowaniu politycznemu.Pan, Panie Prezydencie tych warunków nie spełnia. Nie tylko nie chroni Pan Konstytucji, lecz sam ją łamie likwidując swymi podpisami polski sąd konstytucyjny, nominując na jego prezesa osobę, której zachowanie nie licuje z godnością urzędu. Nie potrafi Pan skutecznie zareagować, gdy w sposób szaleńczy niszczona jest polska armia, bez chwili refleksji podpisuje się Pan pod działaniami, które polskie szkoły mają przekształcić w narzędzia indoktrynacji. Słusznie więc nie uważa się Pan za prezydenta wszystkich Polaków.

Niekiedy zabiera Pan głos i wypowiada się na tematy historyczne. Nazywa się to polityką historyczną, która zdaje się być niczym innym jak propagandową czytanką mającą z historią i rzetelnym jej rozumieniem niewiele wspólnego. Kilka miesięcy temu mówił Pan o zdrajcach rządzących w PRL-u i, pozornie nie zdrajcach (chyba dobrze Pana zrozumiałem?) już w niepodległej Polsce. Rozwinął Pan swe tezy mówiąc o dzieciach i wnukach zdrajców, którzy idą w ślady swoich przodków. Nie jest Pan oryginalny, ponieważ ta opinia to kalka propagandzistów Pańskiego obozu o „resortowych dzieciach”. Ten wywód jest lustrzanym odbiciem sformułowania Pańskiego kolegi partyjnego o „dziedzicznym patriotyzmie”.

Wszyscy obywatele są równi

Tego typu stwierdzenia nie są nowe. W roku 1917 Lenin a za nim inni bolszewicy uważali, że dla przedstawicieli klas posiadających i ich dzieci jest miejsce przed plutonem egzekucyjnym albo w karnych obozach. W okresach mniej represyjnych potomkowie wyzyskiwaczy byli pozbawieni możliwości studiowania, nie mówiąc już o stanowiskach w aparacie władzy. Podobnie było w Polsce w okresie stalinowskim. Także w 1968 roku polskim studentom wypominano pochodzenie rodziców. Każda autorytarna władza dzieląc podwładnych na dobrych i złych, patriotów i zdrajców, poprzez sianie nieufności i wzajemnej niechęci, dąży do opanowania wszystkich dziedzin życia publicznego. Otóż wynikające z takiego myślenia szermowanie słowami o zdradzie jest nie tylko niebezpieczne, ale poznawczo całkowicie jałowe. Nie oddaje ono złożoności postaw w PRL-u. Autokrata, jakim był Władysław Gomułka, szkodliwy niszczyciel nadziei Października ’56 roku, za swoją niezależną postawę odsiedział we wcześniejszym okresie kilka lat w odosobnieniu. Był podporządkowany Moskwie, lecz czy jego działania na rzecz odszkodowań za nierówności w handlu ze Związkiem Sowieckim, powrotu do Polski ludzi zatrzymanych tam po 1945 roku, czy wreszcie troskę o utrzymanie polskich ziem zachodnich można uznać za zdradę? Historia pełna jest ludzi, których postawy trudno jednoznacznie określić. Stanowi to jej zaletę, bowiem życie jest pełne paradoksów. Warto, by pomyślał Pan o postaci Imre Nagy’a, komunisty i prominenta okresu stalinowskiego, który został powieszony za swą walkę o wolne Węgry. Praską wiosnę ’68 roku tworzyli zarówno zbuntowani komuniści, robotnicy jak i szukający wolności intelektualiści. Dławili ją kolaboranci, którzy wezwali wojska Układu Warszawskiego. Warto też wiedzieć, że w 1956 roku w obliczu grożącej inwazji wojsk sowieckich, robotników Warszawy mobilizował I sekretarz PZPR w fabryce na Żeraniu Lechosław Goździk, zaś gotowość bojową wojsk ogłaszał komunistyczny generał Wacław Komar. Powojenna historia Polski obfituje zarówno w przykłady politycznych zbrodni, szczególnie do roku 1956, jak i zawiedzionych nadziei, zmian postaw. Wystarczy przypomnieć, że wśród przywódców „Solidarności” było kilkunastu członków PZPR.

I dlatego, kiedy pani minister obecnego rządu, opowiada o odebraniu emerytur oprawcom, to burzy elementarne poczucie kilku zasad, które Panu jako prawnikowi powinny być dobrze znane – o nieobowiązywaniu prawa wstecz, nie stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej, równości wobec prawa. Partyjni propagandziści mogą mówić o „obronie ubeków”. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że cała ta retoryka ma przykryć fakt, iż stosujecie argumentację wynikającą z bolszewickiej wizji świata, która jest sprzeczna z chrześcijańskimi wartościami. Jan Paweł II powiedział: „Przypowieść o synu marnotrawnym wyraża w sposób prosty i dogłębny rzeczywistość nawrócenia. (…) W takim znaczeniu miłosierdzie stanowi podstawową treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa. Tak też rozumieli i tak urzeczywistniali miłosierdzie wszyscy Jego uczniowie i naśladowcy. Nie przestała ona nigdy objawiać się w ich sercach i czynach jako szczególnie twórczy sprawdzian tej miłości, która nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża. Trzeba, aby to właściwe oblicze miłosierdzia było wciąż na nowo odsłaniane. Naszym czasom wydaje się ono – pomimo wszelkich uprzedzeń – szczególnie potrzebne.” Waszemu postępowaniu towarzyszy gloryfikacja „żołnierzy wyklętych”. Problem obrony Polski przed systemem komunistycznym jest zjawiskiem złożonym. Niewątpliwie opór zbrojny zasługuje na wnikliwą, pełną szacunku analizę. Jednak w wizji polityki historycznej zostają zapomniane zjawiska oporu cywilnego, gubią się wielkie postacie oporu jak Stanisław Mikołajczyk, Kazimierz Pużak, Antoni Pajdak, Ludwik Cohn, Zygmunt Żuławski, Stanisław Bańczyk, Władysław Bartoszewski, Karol Popiel, przeciwnicy walki zbrojnej, ale niezłomnie przeciwstawiający się sowietyzacji Polski przez opór cywilny. A także monumentalne postacie Jerzego Giedrojcia i Jana Nowaka Jeziorańskiego. Sam mówił Pan o losie polskich żołnierzy z I i II armii polskiego wojska w Związku Radzieckim, jak również starał uzasadnić bierność Polaków, żyjących w PRL. Niestety nie umie Pan z tego wyciągnąć wniosku, będąc więźniem wyznawanej przez siebie ideologii. Jest szczególnie przykre, że Pana wystąpienie było tłem, na którym po ulicach Warszawy przesuwała się kolumna ONR. Tolerancja dla tego typu postaw i działań, przy jednoczesnym tropieniu ludzi, którzy, może niekiedy w sposób ułomny, ale starali się budować polską niepodległość i demokrację, źle wróży naszej przyszłości.

Odpowiedzialność przed historią

Wynikiem podpisanej przez Pana ustawy, która zapewnia rządzącemu obozowi pierwszeństwo w organizowaniu zgromadzeń, stało się ostatnio zatrzymanie uczestników niezależnej manifestacji. Narasta napięcie i następuje eskalacja autorytarnych działań. Za symboliczny należy uznać fakt oskarżenia Władysława Frasyniuka, w stanie wojennym skazanego na 6 i 3,5 roku więzienia. Tym razem grozi mu jedynie wyrok 3 lat. Czyżby ta różnica miała stanowić jedyną zmianę różniącą obecne rządy od rządów PZPR?

Od Pana i Pana postawy zależy, jak Pańska prezydentura zostanie zapisana w naszej historii. Życzę Panu, aby była pamiętana jak najlepiej, urząd prezydencki reprezentuje bowiem godność naszej Ojczyzny. Pozostaje z szacunkiem należnym Pańskiemu urzędowi.Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji Autor w okresie PRL działał w opozycji demokratycznej. Po 1989 r. był posłem, członkiem m.in. Unii Demokratycznej i Unii Wolności, doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. kontaktów z partiami i środowiskami politycznymi.

CZY 32 MILIONY ZŁOTYCH Z KASY PAŃSTWA TO MAŁO? RYDZYK TWIERDZI, ŻE TAK…

PO PRZECZYTANIU SŁÓW BALCEROWICZA MAMY DO WAS WSZYSTKICH JEDNO WAŻNE PYTANIE.

Waldemar Mystkowski pisze o innym liście – Kaczyńskiego do bojówkarzy z klubów Gazety Polskiej.

Kaczyński pisze do integrującego się ludu smoleńskiego

Jarosław Kaczyński lubi klakę, a nawet poddaje się jej rytmowi i ze swoim smoleńskim ludem wibruje wraz z frenetycznymi frazami: Ja-ro-sław-Ja-ro-sław. Usta składają się prezesowi do skandowania swego imieniu, trudno mu się oprzeć.

Kaczyński też lubi pisać listy. Wartość epistolografii jest podobna uprawianej przez niego retoryce: nasączenie nienawiścią jest takie, iż gdyby słowa były łatwopalne (choć takie w pewnym sytuacjach są: łatwo zapalają tłum do niszczenia) niejeden stos by zapłonął. Możliwe, że słowa zmienią się w czyn.

Prezes PiS napisał list do swoich wiernych zrzeszonych w Klubach Gazety Polskiej, którzy w Spale mają 3-dniowe spotkanie integracyjne. Prezes nie mógł przyjechać, ale inni karnie stawili się wraz z popularnym Adrianem (Andrzejem Dudą), Antonim Macierewiczem, Mariuszem Błaszczakiem i Mateuszem Morawieckim.

Wymienionym i integrującemu się ludowi odczytany został list prezesa, w którym padają takie oto złote myśli o swoich i społeczeństwie polskim: „Różnica jest tylko taka, że my obejmujemy działaniem na rzecz budowy nowej Polski kolejne obszary naszego życia, a oni postępują w sposób coraz bardziej barbarzyński, bo sprzeczny z podstawowymi wartościami konstytutywnymi dla naszego kręgu kulturowego. Ci nowi barbarzyńcy nie szanują już niczego, co jeszcze niedawno wyznaczało ład społeczno-moralny, profanują majestat śmierci, szydzą z modlitwy, próbują pozbawić wierzących prawa do obecności w przestrzeni publicznej, drwią z tych, których boli, że w trumnie ich najbliższych są ciała innych ofiar. Tak zachowują się nasi najbardziej zajadli przeciwnicy wewnętrzni”.

Kaczyński nawet w liście poróżnia, przeciwstawia. Bynajmniej tymi barbarzyńcami nie są przedstawiciele jego obozu, któremu jest obcy trójpodział władzy właściwy demokracji, czy też instytucje porządku prawnego. Demokracja i prawo to dla prezesa barbarzyństwo. Zaiste tak odwraca porządki cywilizacyjne Kaczyński. A jeżeli tak robi dzisiaj, to czego można oczekiwać jutro, bo rozróżnienie czemuś służy? Nietrudno to zgadnąć.

O jakim „naszym” kręgu kulturowym mówi Kaczyński? Na pewno nie jest to krąg kultury śródziemnomorskiej ani duopolu Jerozolima – Ateny. Nie zanadto warto się nad tym zastanawiać, bo od dawna piszę, że Kaczyński ma ogromne braki nie tylko znajomości tradycji i kultury polskiej, ale przede wszystkim naszego kręgu kulturowego, zachodniego, śródziemnomorskiego, chrześcijańskiego. Zacytowany fragment świadczy, iż to integruje się w Spale propagowany przez Kaczyńskiego porządek nienawiści, nieustającego piekła poróżnienia, swarów, które zwykle kończą się gorącym piekłem, a te w jednym organizmie państwowym mają finał w wojnie domowej.

I po to jest ów zjazd integracyjny Klubów Gazety Polskiej, podtrzymać piekielny ogień, aby w razie czego użyć przeciw innym Polakom.

BOSKI ARTYKUŁ :))) „a tak na marginesie: jak ten Przemek jej do cycków dosięgał, za nic do dziś pojąć nie potrafię”:

>>>

Nie wiemy czy to demencja starcza, czy znacznie gorzej?…

Publicystka z portalu Koduj24.pl Tamara Olszewska pisze o ideologii PiS.

Lista „jedynie słusznych dokonań”partii rządzącej jest coraz bardziej „imponująca”.

Największym sukcesem PiS-u jest to, że w ogóle udało się tej partii wygrać wybory. Okazało się, że populizm, wbijanie Polaków w poczucie wiecznego zagrożenia wrogiem zewnętrznym oraz wewnętrznym wystarczyło, by przekonać nawet tych nieprzekonanych. Lekcja ze znajomości psychologii przeciętnego Polaka została odrobiona na piątkę. Jednak to za mało. Po dojściu do władzy PiS musi na każdym kroku udowodniać, że tylko oni są panami sukcesu Polski. Do tej pory władza należała do jakiegoś chłamu i dopiero teraz jest tak, jak powinno być. Stąd też „sukcesy” walą drzwiami i oknami, a nam włos się jeży z szoku i niedowierzania.

Szczyt NATO w Warszawie został odtrąbiony sukcesem wszechczasów. O ranyyy, ależ szczęście! Właśnie teraz, za rządów nieRządu, za prezydentury prezydenta części Polaków. Politycy PiS łkali ze wzruszenia i radości, a naród miał psi obowiązek uwierzyć, że to właśnie zasługa nowej władzy, bo Polska wstała z kolan i wreszcie, wreszcie zajmuje odpowiednią pozycję na arenie międzynarodowej. Jakoś tylko nikomu nie wpadło do głowy, że przygotowanie imprezy na taką skalę wymaga wielu miesięcy pracy. Decyzja o organizacji szczytu w Warszawie zapadła w maju 2015 roku i była ona efektem usilnych starań, zabiegów, rozmów polskiego rządu i polskiego prezydenta. Szybko wzięto się do roboty. Określono termin szczytu, opracowano scenariusz, zakreślono ramy organizacyjne. Hm…i nie działo się to za rządów nieRządu, i nie była to zasługa Dudy. Prawdę mówiąc, to nowa władza sobie przyszła i wzięła gotowca do łapy, realizując z niego punkt po punkcie. No, ale nie bądźmy wredni. Poradzili sobie z realizacją programu PO i chwała im za to. A że pominęli faktycznych autorów tego sukcesu to już drobiazg. Nie warto sobie tym zawracać głowy.

Światowe Dni Młodzieży – impreza najwyższej wagi i troski pisowskiej władzy. Nigdy wcześniej impreza ta nie była tak powszechna, tak huczna, tak bogata programowo. Fakt – nigdzie też nie była tak bardzo wspomagana przez państwo. Impreza o charakterze kościelnym, ale całą śmietankę z niej postanowiła spić władza i słusznie. Koordynacja działań, przepływ pieniędzy, zaangażowanie osobiste, praca nad każdym szczegółem… wszystko to pokazało mi sukces jednej istotnej idei, w której zupełnie zatarła się granica między państwem a Kościołem. Owszem, wpadł ze swoim przesłaniem papież Franciszek, ale warto było szybko o tym zapomnieć. Owszem, odwiedziło nas ok. 3 mln młodych ludzi, ale i tak najważniejsza była czujność Błaszczaka, który z satysfakcją dorwał jakiś dwóch o śniadej cerze i przez ponad tydzień żądał czołobitności od narodu za walkę z terroryzmem… dopóki nie okazało się to wielką pomyłką. Wielki sukces Kościoła okazał się więc sukcesem nieRządu, który bez skrupułów podpisał się pod imprezą, uznając ją najważniejszym osiągnięciem Polski od 966 roku, czyli chrztu.

Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej to już klasyka próby przekucia porażki w sukces. To nic, że tylko Polska stanęła okoniem. To nic, że nawet wielki przyjaciel posła K., szanowny Orban, zdradził pisowski interes. Ważne, że pani Szydło nie rozczarowała, nie zawiodła pokładanych w niej nadziei. Stanęła ta drobna, polska kobieta przeciwko lampartom dyplomacji europejskiej, podniosła dumnie główkę, zacisnęła piąstkę na broszce i wydukała z siebie sprzeciw. Ona jedna, ich tylu, ale nie ugięła się, dała radę, pokazała, że choćby cały świat wciskał nas w ziemię, to pisowska Polska i tak wstaje z kolan. Po powrocie czekał na nią wzruszony poseł K., koledzy z nieRządu, a tłumy wiernych wiwatowały z radości, bo świat zobaczył prawdziwą Polskę, taka pisowską, taka wielką, taką polską…

Przed nami przyjazd prezydenta USA Donalda Trumpa, który tak przy okazji, jadąc na szczyt G-20, wpadnie i do nas. Ja nie wiem, jak taki sukces przeżyją politycy PiS. Tym bardziej, że ponoć udało się przekonać Trumpa, by w swoim przemówieniu do narodu polskiego oficjalnie stanął po stronie pisowskiej „dobrej zmiany”. Tak twierdzi znany polityk PiS, ale ciiiiii… bo zapeszymy. Oczywiście, wszyscy liczą, że spotka się on z naszym posłem K., bo przecież musi mieć świadomość, kto w Polsce gra pierwsze skrzypce. Jeśli przewidywania się sprawdzą, PiS oszaleje ze szczęścia. Jeśli jednak nie, to i tak wmówią narodowi, że to wielki sukces. Nie ma się więc czym podniecać. Będzie jak powie poseł K. i tyle w temacie.

Poza tak wielkimi sukcesami, PiS może się pochwalić i nieco mniejszymi. Sami powiedzcie, czyż to nie wspaniałe, że Wielka Brytania skorzystała z pomocy naszych świetnie wyszkolonych policjantów, którzy polecieli na Wyspy, by nauczyć służby porządkowe, jak się chroni swoich przed atakami autochtonów. Wystarczyło wysłać trzech, a już policja brytyjska padła na kolana z wrażenia. To znaczy, tak mi się wydaje, bo jakoś nigdzie o tym nie napisano. Nie dotarły do mnie żadne słowa dziękczynne, żadne słowa szacunku, które pokazałyby, jak bardzo policja brytyjska jest wdzięczna naszym za pomoc. Jak bardzo jej umiejętności wzrosły. No, ale to Brytyjczycy. Oni nie potrafią docenić nikogo, kto uczy ich czegoś sensownego.

Czyż rozdmuchanie takiej antyimigranckiej histerii narodowej nie jest też sukcesem? Coś takiego nie udało się dotąd nikomu. Uchodźcy stali się kartą przetargową, która powoduje, że słupki sondażowe posła K. i spółki rosną. Pisowski naród, który uwielbia, by trzymać go na smyczy strachu i poczucia zagrożenia, wpatruje się z miłością i oddaniem w swój nieRząd, merdając ogonkiem z wdzięczności za ochronę przed śniadolicym gościem w turbanie, który o niczym innym nie marzy, jak dopaść polską kobietę czy rzucić sobie u nas jakąś bombkę. Ten sukces podkreśliła pani Szydło w Auschwitz podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych, jeszcze raz podkreślając, że „należy uczynić wszystko, aby uchronić swoich obywateli”… wiadomo… przed uchodźcami, więc znowu tłum w euforii, pozostała część narodu w szoku.

Sukcesem pisowskiego panowania jest ten piękny podział narodu na lepszy sort i gorszy, powstanie obrony terytorialnej, która może być wykorzystywana do ewentualnych rozruchów społecznych, usankcjonowanie narodowców i ich ideologii, demolka najważniejszych zasad demokracji, powrót do czasów mrocznego PRL, wprowadzenie cenzury. Sukcesem jest retoryka nienawiści, narastająca agresja… i co można jeszcze powiedzieć? Pochwalić się nie da. Mogę tylko zwrócić się do Sił Wyższych z prośbą, by uchronili nas od kolejnych sukcesów PiS-u, bo to grozi ciężkim uszkodzeniem psychiki. Puk, puk… ktoś tam, na „Górze” mnie słyszy?

PROKURATOR W PRL, CZŁONEK PZPR, KTÓRY OSKARŻAŁ DZIAŁACZY „SOLIDARNOŚCI”… BRAK SŁÓW

Dwa teksty Waldemar Mystkowskiego.

Czy Kaczyński zejdzie do katakumb?

Kardynał Kazimierz Nycz nie dał odpowiedzi na pytanie, czy miesięcznice smoleńskie są uroczystościami religijnymi, ale dał niejako częściową odpowiedź, że jako najwyższy hierarcha nic nie wie, aby Archidiecezja Warszawska była zaangażowana organizacyjnie podczas przemarszu Jarosława Kaczyńskiego ze swoim ludem smoleńskim.

Literaturoznawca z PAN prof. Jacek Leociak zwrócił się z pytaniem do rzeczywistego eksperta, jakim jest kard. Kazimierz Nycz czy miesięcznice są wpisane do kalendarza liturgicznego.

„Uprzejmie informuję, że nie jesteśmy kompetentni, by odpowiedzieć na Pana pytanie, ponieważ Archidiecezja Warszawska ani żadna z jej instytucji i parafii nie była i nie jest organizatorem marszu” – w imieniu kardynała odpowiada jego rzecznik.

Jak pamiętamy podczas ostatniego blokowania miesięcznicy przez Obywateli RP i nie tylko (bo KOD także) policja zarzucała kontrmanifestującym „złośliwe przeszkadzanie w wykonywaniu aktu religijnego”. Tak mógł się poczuć zwierzchnik policji Mariusz Błaszczak, który przyznał się, iż szedł za prezesem z różańcem w rękach.

Znaczy się, kard. Nycz powiedział tylko, że Kościół katolicki nie ma niczego wspólnego z przemarszem Kaczyńskiego i jego mową nienawiści. A zatem prezesowi PiS pozostaje tylko zarejestrować swój kościół, Błaszczak już przecież ma różaniec.

Nie powinno być problemu z rejestracją kościoła smoleńskiego, bo to leży w gestii ministerstwa spraw wewnętrznych. Wystarczy metafizyczna idea i 20 wiernych. Boga swego mają, kapłanów też. Błaszczak nie musiałby wydawać prywatnego grosza na różańce, zakupów dewocjonaliów z budżetu ministerstwa – zamiast pał – mógłby dokonać w hurtowni z rabatem.

Acz to mogłoby spowodować kontrposunięcie Obywateli RP i powołanie kontrkościoła. Ja także coraz bardziej jestem zdegustowany polskim Kościołem katolickim, czuje się porzucony, mógłby zapisać się do kontrkościoła jako kontrowieczka, wszak potrafię beczeć.

Obawiam się, że Kaczyński aby uwiarygodnić swój kościół smoleński, musiałby zejść – jak pierwsi chrześcijanie – do katakumb.

„Abp Głódź straszy demonami postępu i nowoczesności. Sam reprezentuje ciemnotę i zacofanie”

IPN dla PiS jak mauzoleum Lenina

Stefan Niesiołowski pokazał IPN gest Kozakiewicza. I nie dziwota, bo ta instytucja skompromitowała się, jak Moskwa organizująca igrzyska. Instytut Pamięci Narodowego miał odkłamywać historię czasów PRL-u, niepostrzeżenie sam zaczął tworzyć kłamstwa.

Po odejściu PiS od władzy może być tak, iż powstanie chęć odkłamywania kłamstw IPN. Ta instytucja jest typowo polska. Za co byśmy się nie wzięli, spaprzemy. Nie potrafimy myśleć instytucjonalnie, może dlatego, że do tego rodzaju synekur pchają się ludzie pokroju Macierewicza, raczej niezbyt zdrowi emocjonalnie i intelektualnie niepredysponowani.

IPN zaczął chodzić na pasku polityków, więc wszedłszy w potakujące stado musi beczeć, jak im pasterze polityczni nakazują. Ot, cała tajemnica IPN, który nadaje się tylko do likwidacji. Sam kiedyś z nim współpracowałem. Na początku miało to sens, aby wyrównać rachunki historyczne, lecz te zamieniły się w rachunki polityczne.

Nie wiedziałem, że IPN oprócz badania historii i pewnych prerogatyw prokuratorskich ma też godnościowe – może przyznać odznaczenia. Właśnie chcieli przypiąć do klaty Niesiołowskiego Krzyż Wolności i Solidarności, a ten – jak Kozakiewicz – pokazał im wała, Moskwa PiS nie będzie gmerać mu przy piersiach. I słusznie! Przecież te same ręce mogły pisać takie same bzdury, jakie wypowiadają skalane kłamstwem usta Kaczyńskiego i Macierewicza.

Niesiołowski napisał: „Oświadczam, że IPN nie ma moralnego prawa przyznawać ludziom walczącym o niepodległą i demokratyczną Polskę żadnych odznaczeń”. I dalej: „IPN działa jako pisowskie narzędzie na rzecz wprowadzenia w Polsce dyktatury likwidacji demokracji i państwa prawa, uczestniczy też w procesie zakłamywania historii i szkalowania ludzi zasłużonych dla Wolnej Polski. Z w/w powodów żadnego „krzyża” od IPN nie przyjmuję”.

Nie przeceniałbym IPN jako instytucji, która ma i będzie miała „zasługi” we wprowadzaniu dyktatury, raczej porównałbym ją do urządzenia, które służy załatwianiu nieczystych potrzeb politycznych, a takie miejsce kolokwialnie wiadomo, jak się nazywa.

Niestety, IPN dla PIS spełnia funkcję mauzoleum Lenina, więc trzymam sztamę z Niesiołowskim, bo sam też mam IPN-owski status poszkodowanego, acz nie podpalałem muzeum Lenina w Poroninie.

SZOK !!! Tak zabłysnął w swoich komentarzach aktualny Dyrektor Biura Poselskiego Ruchu Kukiz’15 Dariusz Pitaś.

>>>

Trudno się nie zgodzić słuchając dzisiejszych PierwszoRządnych:)))

„każdy polski patriota pragnie, aby w każdym polskim mieście stanął pomnik Lecha Kaczyńskiego”.

Beata Szydło zaliczyła komprmitującą wpadkę w Auschwitz, lansowała pisowską politykę przeciw uchodźcom.

Szydło wzięła udział w obchodach przypadającego 14 czerwca Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych. Jej przemówienie wygłoszone na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu wywołało spore kontrowersje…

– Auschwitz to lekcja tego, że należy uczynić wszystko, aby uchronić swoich obywateli – taki wpis pojawił się na oficjalnym koncie PiS na Twitterze. Miało to być skrót myśli wypowiedzianej przez Beatę Szydło podczas przemówienia w Auschwitz. Wielu internautów uznało, iż jest to ewidentna aluzja ze strony premier do sprawy przyjmowania migrantów. Szydło podkreśliła, że wielkim zadaniem dla polityków, jest doprowadzić do tego, by „tak straszliwe wydarzenia, jak te, które miały miejsce w Auschwitz, a także innych miejscach kaźni nigdy więcej się nie powtórzyły”.

Wśród oburzonych na tę wypowiedź Beaty Szydło znalazł się m.in. znany pisarz Jacek Dehnel, który porównał słowa szefowej rządu do nazistowskiej propagandy. – Dokonane przez nas jednostkowe eksperymenty pokazują, że nie przestają oni agitować i próbują się jednoczyć. Zastosowaliśmy ten środek nie bacząc na drobne wahania, w przekonaniu, że tak uspokajamy ogół narodu i działamy w jego duchu – to przytoczony przez Dehnela fragment wypowiedzi Heinricha Himmlera na temat przyczyn stworzenia obozu koncentracyjnego w Dachau.

KTO JEJ PISZE TE TEKSTY? PRZYDAŁABY SIĘ LEKCJA HISTORII, BO NIEWIEDZA NIE USPRAWIEDLIWIA TAKICH SŁÓW.

Upiorne.

„W przypadku Adriana coś wisiało w powietrzu i myśmy to nazwali”

„Pamiętam, że jak już po wyborach żartowaliśmy z prezydenta Dudy, to albo była cisza, ale pomruki niezadowolenia. Teraz to się zmieniło” – mówi Robert Górski w rozmowie z „Newsweekiem”. Twórca ‚Ucha Prezesa” nie ujawnia, czy w nowej serii Adrianowi uda się spotkać z Prezesem.

 

Adrian to jedna z najbardziej znanych postaci „Ucha Prezesa”. Do tej pory bohater komediowego serialu dotarł jedynie do korytarza prowadzącego do prezesowskim gabinetem. I czas spędzał na czekaniu.

Co Robert Górski, twórca „Ucha”, myśli o pierwowzorze Adriana?

Trochę mnie bawi, trochę mnie wzrusza, czasem jest mi go szkoda. Jest cała paleta uczuć. które mam do pana prezydenta, bo jest w niełatwej sytuacji, nie do końca sobie w niej radzi. (…)  Widzę, że prezydent próbuje wydobyć się z tej swojej nieciekawej sytuacji, ale mnie to jakoś nie przekonuje. Gdy przemawia, podnosi głos w taki nienaturalny sposób, jakby chciał dorobić sobie twarz twardziela

– mówi w rozmowie z Newsweekiem”.

Sposób, w jaki pokazany jest prezydent, nie musi się podobać sympatykom PiS, czy samemu Andrzejowi Dudzie. Ale jak zapewnia Robert Górski, w rozmowie z Renatą Grochal, „jakikolwiek serial” nie jest w stanie nikogo zniszczyć.

„Może nadszarpnąć czyjś wizerunek, ale nie zniszczyć. W przypadku Adriana coś po prostu wisiało w powietrzu i myśmy to nazwali” – ocenia.

Nadszedł czas

Górski, razem z założonym przez siebie Kabaretem Moralnego Niepokoju, od lat obśmiewa polskich polityków. Przed wyborczą wygraną PiS były m.in. skecze o premierze, który z zamiłowaniem „harata w gałę”.

Kabareciarz przyznaje, że żarty na temat obecnej władzy pojawiły się jeszcze przed startem „Ucha Prezesa”. Ale nie od razu padły na podatny grunt.

„Jak już po wyborach żartowaliśmy z prezydenta Dudy, to albo była cisza, ale pomruki niezadowolenia, że to za wcześnie. Teraz to się zmieniło” – mówi. Najlepszym przykładem są taksówkarze, którzy „strasznie jadą po PiS”. „A to jest istotny barometr. Przede wszystkim na arogancję i butę” – stwierdza twórca „Ucha Prezesa’ w rozmowie z „Newsweekiem”.

I JAK TU SIĘ NIE ŚMIAĆ? 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o słynnej „córce leśniczego.

Nepotyzm PiS in flagranti z córką leśniczego

Szkoda, że „koperta córki leśniczego” dotarła tylko do Mariusza Błaszczaka i została zatrzymana przez czujne oko kamery (medium cool) telewizji Polsat News.

Piszę „szkoda”, choć nie poznalibyśmy tego zjawiska i konkretnie drogi tej koperty córki leśniczego. Został odkryty szlak przemytniczy, tj. nepotyczno-korupcyjny „z rączki do rączki” praktykowany przez polityków PiS. Trzeba będzie uruchomić nowe sposoby kontrabandy.

Jeszcze inaczej – „szkoda”, że Mariusz Błaszczak odkrył śledzące go oko kamery. Bo gdyby tak się nie stało, a Polsat poczekałby z publikacją wideo do czasu awansu „córki leśniczego”, wówczas czarno na białym mielibyśmy ukazaną drogę nepotyzmu PiS, drogę awansów wszelkich Misiewiczów, pań Sadurskich.

Czy szczytem koperty leśniczego byłaby wewnętrzna kieszeń Błaszczaka, czy też „chodzący deficyt” poszedłby z nią do gabinetu Prezesa i tam na ucho poinformowałby, o co chodzi córce leśniczego? Osiąganie korzyści nieprawnych „na rympał” zyskało nowe oznaczenie semantyczne: „na córkę leśniczego”.

Politycy PiS zostali złapani na gorącym uczynku z „córką leśniczego”. Nepotyzm in flagranti. Złapani nie potrafili zachować się, bo Błaszczak nie powiedział: „przepraszam, ale nie praktykuję tej drogi nepotyzmu łamanego przez korupcję”. Odruchowo kopertę wziął, bo zawsze tak robił.

Najprawdopodobniej to nie chodzący deficyt inteligencji zauważył wpadkę, ale jakiś jego inteligentniejszy asystent. Więc zastosowano metodę „cofanie do tyłu”, wymyśloną jeszcze w epoce slapsticku przez Charliego Chaplina, który dumał na planie, jak zrealizować niebezpieczną scenę z toporem, aby nie narażać siebie na utratę życia.

I taką metodę „cofania się do tyłu” zaczął Błaszczak, zwrócił list Janowi Szyszko, aby ten nadał mu drogę służbową. Szyszko wszak bez udziału kamery Polsat przyjął jednak do własnej kieszeni kopertę córki leśniczego, więc też „cofnął się do tyłu” i oddał kopertę córce leśniczego.

No i wszyscy w Polsce zachodzą w głowę: kto jest ową córką leśniczego. Szyszko może zasłaniać się tajemnicą korespondencji. Tak byłoby, gdyby był listonoszem – i nie może zastosować formuły klauzuli sumienia listonosza, bo nie odmówił córce leśniczego.

DOBRA ZMIANA PRZEBIJA KOLEJNE DNO :)))

Kleofas Wieniawa wraca do kolejnej dyscyplinującej procedury KE

Komisja Europejska wszczyna kolejną procedurę dyscyplinującą. Tym razem dotyczy naruszenia prawa unijnego, a konkretnie:  odmowy udziału w programie relokacji uchodźców.

Krótka piłka. Władze PiS dostaną dwa miesiące na na wypełnienie zobowiązań ws. uchodźców, a jak nie dojdzie do porozumienia, KE kieruje sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Można spodziewać się nałożenia sankcji w postaci odebrania środków unijnych, separacji władzy PiS od najważniejszych decyzji unijnych, szczególnie ws. kształtowania polityki obronności.

Panie i panowie! PiS wyprowadza Polskę z UE. Ryszard Schnepf, były ambasador Polski w USA, twierdzi, że „to jest póki co jeszcze łagodny początek separacji. Separacji trochę takiej jak w małżeństwie. My chcielibyśmy – polskie władze – żeby Unia Europejska miała jedynie minimalny wpływ na naszą politykę, zwłaszcza wewnętrzną. A z drugiej strony oczekiwalibyśmy, żeby alimenty z Brukseli były wypłacane – żeby środki dalej płynęły”.

A potem – wiadomo – rozwód.

Kto chce żyć z chorym człowiekiem Europy? No, kto?

Acz należy zaznaczyć, iż tym chorym jest obecna władza, która jest antychrześcijańska, za to katolicka po polsku.

Bardzo trafnie ocenia obecnie rządzący wybitny muzyk – geniusz dźwięku – Tomasz Stańko: „to są populiści, okrutne kanalie, wręcz mutanci”.

PANI BS, NIE POSŁUCHA PANI APELU PAPIEŻA? ALE W PROCESJI PANI PÓJDZIE W PIERWSZYM RZĘDZIE, PRAWDA?

Nie wierzę!!! To trzeba zobaczyć! Ten facet powinien się leczyć, i to w trybie pilnym!

>>>

SENTENCJA NA DZIŚ

PiS w ten sposób doszedł do władzy i tak ją sprawuje. Poprzez inwigilację i zastraszanie. Pisze o tym Wojciech Czuchnowski w „Wyborczej”. Nasi informatorzy: Afera podsłuchowa i nieznane dotąd nagrania to „kombinacja operacyjna” agentów CBA z Wrocławia związanych z Mariuszem Kamińskim, dziś koordynatorem służb specjalnych.

– Wypuszczenie tych nagrań to zaplanowany ruch. W ten sposób ich dysponenci chcą pokazać, że mają haki na opozycję i nie powiedzieli ostatniego słowa. Nieprzypadkowo w tych podsłuchach pojawia się np. nazwisko Ryszarda Petru – mówi były oficer służb specjalnych badający w latach 2014-15 tzw. aferę podsłuchową, która pomogła PiS wygrać wybory. Jest pewien, że taśm jest „znacznie więcej”. – Prawdziwi sprawcy afery podsłuchowej czują się dzisiaj bezkarni. Śledztwo zaledwie się o nich otarło. Służbami kierują ich koledzy, a rządzi partia, która najbardziej skorzystała na aferze – tłumaczy informator „Wyborczej”.

Jak się zaczęła afera podsłuchowa

Wybuchła w czerwcu 2014 r. – niemal dokładnie trzy lata temu. Tygodnik „Wprost” opublikował wtedy pierwsze nielegalne nagrania rozmów szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

Gdy nagrania weszły do publicznego obiegu, kolejne „taśmy” ujawniły już media związane z PiS – TV Republika i tygodnik „Do Rzeczy”. Kompromitujące lub ośmieszające rząd podsłuchy wstrząsały opinią publiczną do wyborów w 2015 r.

Śledztwo prowadzone przez połączone siły Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Śledczego skupiło się na Marku Falencie, biznesmenie z branży węglowej, który miał zlecić kelnerom warszawskich restauracji Sowa & Przyjaciele i Amber Room zakładanie podsłuchów obsługiwanym gościom z kręgu polityki i wielkiego biznesu. Miała to być zemsta za nękanie przez służby i fiskusa firm Falenty.

Akt oskarżenia objął biznesmena, jego szwagra i dwóch kelnerów. W grudniu 2016 r. zapadł wyrok. W pierwszej instancji Falenta został nieprawomocnie skazany na 2,5 roku więzienia, pozostali – na wyroki w zawieszeniu. Kelnerów sąd potraktował łagodniej, bo współpracowali w śledztwie i obciążyli Falentę.

Nowe nagrania z afery podsłuchowej nie pochodzą ze śledztwa

Nieznane dotąd nagrania z 2014 r. z warszawskiej restauracji Sowa & Przyjaciele od ponad tygodnia emituje TVP Info. Są szeroko komentowane w publicznym radiu i w mediach związanych z obecną władzą.

Ich głównymi bohaterami są ks. Kazimierz Sowa (były szef religijnego kanału TVN, zaprzyjaźniony z politykami PO) i biznesmen Jerzy Mazgaj. Rozmawiają m.in. z Pawłem Grasiem, byłym szefem kancelarii Donalda Tuska, Włodzimierzem Karpińskim, ówczesnym ministrem skarbu, i gen. Marianem Janickim, byłym szefem BOR.

Źródłem nagrań nie są akta śledztwa i procesu w sprawie afery podsłuchowej. Nie ma ich na płytach, które w 2015 r. znaleźli agenci CBA prowadzący tajną operację dotyczącą innej sprawy. Nie odnotował ich też w swoich zapiskach Łukasz N. – kelner, który miał na zlecenie biznesmena Marka Falenty zakładać podsłuchy w warszawskich restauracjach podczas imprez z udziałem polityków PO.

– Potwierdza się to, co podejrzewaliśmy – ogon machał psem. Falenta był tylko pośrednim ogniwem. To nie on zainspirował Łukasza N., to kelner podsunął mu pomysł w taki sposób, by Falenta myślał, że wszystkim kieruje – tłumaczy jeden z naszych rozmówców. – Kelnerzy przekazywali Falencie tylko część podsłuchów. Komplet dostali ci, którzy mają je do dzisiaj i przekazują zaufanym mediom.

Afera podsłuchowa „kombinacją operacyjną” CBA?

Zdaniem informatorów „Wyborczej” afera podsłuchowa była „kombinacją operacyjną” agentów CBA z Wrocławia związanych politycznie i towarzysko z Mariuszem Kamińskim, założycielem tej służby w 2006 r., a dzisiaj koordynatorem służb specjalnych.

Z wrocławskimi agentami CBA współpracował Falenta, co wyszło na jaw w trakcie śledztwa i procesu. Biznesmen przekazywał im informacje z podsłuchów, a agenci dawali do zrozumienia, że nie interesuje ich to, jak je zdobył. – Znali źródło, bo Łukasz N. od dawna był współpracownikiem służb. Pracował już dla CBŚ, zanim powstała restauracja Sowa & Przyjaciele – mówi jeden z oficerów służb.

Według tajnych akt śledztwa podsłuchowego Łukasz N. zaczął współpracę z CBŚ w 2010 r. jako kelner w restauracji LemonGrass. Wiedziało o nim CBA. Początkowo nagrywał osoby ze świata przestępczego. Polityków zaczął rejestrować jesienią 2011 r. po kolejnych wyborach wygranych przez PO, gdy w LemonGrass odbyła się impreza zwycięzców.

Wrocławski łącznik Mariusza Kamińskiego

Łącznikiem pomiędzy Wrocławiem a Kamińskim miał być związany z PiS prawnik Martin Bożek. W latach 2006-09 był on podsekretarzem stanu w kancelarii premiera, członkiem komisji weryfikacyjnej ds. WSI Antoniego Macierewicza oraz szefem Zarządu Operacji Regionalnych CBA. Stąd znał agentów z Wrocławia.

Po odejściu Kamińskiego z CBA w 2009 r. Bożek został jego asystentem poselskim. Kandydował też do Sejmu z listy PiS. Nazwisko Bożka wypłynęło w śledztwie podsłuchowym, bo zostawił ślad w mailu. W kwietniu 2014 r. zachęcał swego przyjaciela Leszka Pietraszka, szefa ABW w Katowicach, do kontaktu z Falentą. Pisał, że biznesmen „chce się otworzyć” i że to „poukładany gość”. Przesłuchiwany w tej sprawie w lipcu 2014 r. zaprzeczał, że zna Falentę. Powtórzył to w sądzie 14 października 2016 r.

Bożek zeznawał, że „nie miał wiedzy”, iż Falenta „podsłuchuje najważniejsze osoby w państwie”. Powiedział też, że nie pamięta, skąd przed wybuchem afery wiedział o podsłuchach. Jego zdaniem „mówiło się o tym na mieście”.

Zaprzeczył też, by o podsłuchach informował Kamińskiego. Prokuratura odrzuciła wniosek Romana Giertycha, pełnomocnika podsłuchiwanych ministrów, by zbadać billingi telefoniczne Kamińskiego i jego współpracowników.

PiS zrobił czystkę w służbach

Po wygranych przez PiS wyborach Kamiński i jego ludzie przejęli kontrolę nad służbami specjalnymi. Dzisiaj kierują nimi bez wyjątku osoby związane z rządzącą partią. Kamiński został koordynatorem służb specjalnych i tak jak jego zastępca Maciej Wąsik jest posłem PiS. Zaraz po wyborach 2015 r. pod pretekstem ujawnienia tajemnicy służbowej pozbyli się szefa CBA Pawła Wojtunika. Na czele Biura stanął przyjaciel Kamińskiego – Ernest Bejda. Ze służby musieli odejść agenci, którzy tropili sprawców wycieku informacji o podsłuchach. Wrócili za to funkcjonariusze podejrzewani przez Wojtunika o udział w rozpętaniu afery.

Sam Bożek trzyma się dziś w cieniu. Jest radnym PiS w Kozienicach i jednym z głównych prawników państwowego dystrybutora prądu ENEA.

MOCNE SŁOWA PRAWDY OD PROFESOR STANISZKIS

Waldemar Mystkowski pisze o dyscyplinującej procedurze Komisji Europejskiej wobec władzy PiS.

Separacja, a po niej rozwód z Unią Europejską?

Polska rządzona przez PiS zostaje poddana kolejnej procedurze dyscyplinującej. Staczamy się po równi pochyłej. PiS znamionuje antywartości, aksjologia partii Kaczyńskiego to nieprawość i niesprawiedliwość, a także antychrześcijańskość. Tę pisowską antytetyczność poznaliśmy nadto przez niemal dwa lata ich władzy.

Do procedury, aby Polska przestrzegała reguły praworządności, dochodzi związana z naruszeniem prawa unijnego dotycząca odmowy udziału w programie relokacji uchodźców. Tak postanowiła Komisja Europejska, w której nie było dyskusji na ten temat. Szef KE Jean-Claude Juncker zakomunikował o wszczęciu procedury łamania prawa unijnego przez Polskę, Czechy i Węgry. Teraz trzy rządy dostaną listy o postanowieniu KE, dwa miesiące na wypełnienie zobowiązań, a jeżeli nie dojdzie do porozumienia, sprawa trafi na wokandę Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Jaką decyzję podejmie rząd PiS? Raczej nie należy spodziewać solidarności unijnej, wszak trwa proces obrzydzania uchodźców poprzez straszenie Polaków terroryzmem, nazywanie uchodźców przed wojną, najczęściej kobiety i dzieci, terrorystami. PiS wyznaje w tej kwestii wartości pogańskie Hunów i Wandalów, którzy nie brali jeńców – zabijali. Przecież zabiciem jest pozostawienie bezbronnych na pastwę wojny.

Można spodziewać się sankcji finansowych w stosunku do Polski, a także dalszej separacji i niebranie pod uwagę naszych aspiracji, w tym bezpieczeństwa Polski w sytuacji, gdy będzie kształtowana polityka obronności UE.

Były ambasador w USA Ryszard Schnepf dla portalu gazeta.pl mówi, że „to jest póki co jeszcze łagodny początek separacji. Separacji trochę takiej jak w małżeństwie. My chcielibyśmy – polskie władze – żeby Unia Europejska miała jedynie minimalny wpływ na naszą politykę, zwłaszcza wewnętrzną. A z drugiej strony oczekiwalibyśmy, żeby alimenty z Brukseli były wypłacane – żeby środki dalej płynęły” – konkluduje Schnepf, acz nie dopowiadając do końca.

Po separacji następuje albo rozwód, albo jedna ze stron godzi się na warunki współżycia. Niestety, to my jesteśmy zależni od Unii, a nie ona od nas. Zresztą wartości pisowskie, jak niszczenie standardów demokratycznych i solidarności, są zupełnie inne niż cywilizowane, zachodnie. Czy pogodzimy się z kaczystowskim „Bye, bye, Europo”?

Kinga Kamińska, opozycjonistka w PRL, zwróciła odznaczenie i odmówiła odznaczenia nadanego jej mamie. SZACUNEK

>>>

NAWET KOŚCIÓŁ TWIERDZI, ŻE MIESIĘCZNICE TO NIE RELIGIA. CZY PiS UPADŁO NA GŁOWĘ OSKARŻAJĄC KONTRMANIFESTANTÓW???

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Łebski Macierewicz i Mojżesz Kaczyński

Antoni Macierewicz ma łeb jak sklep? To porównanie mnie nie zadowala, bo ma łeb jak galeria handlowa. Tak! Macierewicz nie ma deficytu głowy (jak to ładnie ujął Ludwik Dorn w stosunku do Mariusza Błaszczaka), ma bez mała łeb konia (jeszcze jedna łebska metafora).

Dlaczego? Szybko śpieszę wyjaśnić. Powtórne wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej na kopyto PiS leży w gruzach, lecz minister obrony się nie daje. O, nie! Trwa przy swoich bredniach. Właśnie Macierewicz przeczytał wywiad z przewodniczącym Komisji Technicznej MAK Aleksiejem Morozowem na kremlowskim portalu Sputnik, opublikowanym w języku polskim, a powtórzonym przez agencję prasową RIA Nowosti. I Macierewicz doczytał, że – ogłosił to w swoim wideo felietonie w TV Trwam – „dobrze, że [Morozow – przyp. mój] przyznał się, iż doszło do rozpadu samolotu już przed uderzeniem w ziemię. Dobrze, że [Morozow] potwierdził analizy komisji smoleńskiej prowadzonej przez pana prof. Nowaczyka”.

Z wywiadu z Rosjaninem wynika, iż chodzi o rozpad po uderzeniu w brzozę, a jeszcze przed pierdyknięciem w ziemię, a oprócz tego Nowaczyk nie jest profesorem, tylko doktorem i szefem podkomisji, a nie komisji, bo ta byłaby w świetle prawa bezprawna.

Macierewicz na podstawie swego rozumienia wywiadu w kremlowskim Sputniku, w którym jakoby Morozow zgadza się z ustaleniami podkomisji (profesora) Nowaczyka (wcześniej Berczyńskiego), złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez komisję Millera (powołaną przez Donalda Tuska). I tutaj ma zastosowanie łeb jak sklep, bowiem w ten sposób prokuratura przejmuje badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej, gdyż musi ustalić, na czym polegają „wątpliwości co do rzetelności i prawdziwości” raportu Millera w zestawieniu do ustaleń podkomisji ekspertów Macierewicza i do rosyjskiego raportu MAK.

Prokuratura więc ma do zbadania dwa, a nawet trzy razy więcej materiału faktograficznego, a oprócz tego musi wydać jakieś postanowienie oskarżycielskie. Od katastrofy smoleńskiej minęło 7 lat, zapowiada się na kolejnych kilka i więcej lat.

Jarosław Kaczyński przez ten czas będzie zbliżał się do prawdy na Krakowskim Przedmieściu. Kiedyś po takich słowach mojżeszowych prezesa PiS napisałem, że czeka go 40 lat wędrówki po piaskach pustyni, zanim dotrze do prawdy, tj. ziemi obiecanej Kanaan. I się nie pomyliłem.

Cieszy się też członek komisji Millera Maciej Lasek, na Twitterze ogłosił: – „Bum! Stało się! Minister Macierewicz zarzuca Komisji Millera, że NIE PRZEPISAŁA raportu z raportu komisji MAK”. Taka jest logiczna przesłanka zawiadomienia do prokuratury, bo w zawiadomieniu Macierewicza czytamy: „wnioski wyrażone w raporcie końcowym [Millera] w znaczący sposób odbiegają od ustaleń MAK”.

A wracając do naszego Mojżesza na Krakowskim Przedmieściu, łatwo obliczyć, Kaczyński jak biblijna postać Mojżesza dojdzie do prawdy mając 120 lat. Ile prezes PiS będzie łaził po pustyni Krakowskiego Przedmieścia, tyle lat napotka kontrmiesięcznice. Nie łudźmy się, że taki łebski minister jak Macierewicz zostanie zdymisjonowany. Co się jednak stanie, gdy zmieni się rząd, gdy wybory wygra Platforma Obywatelska albo Nowoczesna?

LE TYSIĘCY KOSZTOWAŁA TA MIESIĘCZNICA? 300, 400, 500? A MOŻE JUŻ OKRĄGŁY MILION??? Z NASZYCH PODATKÓW…

Siedlecka i Frasyniuk a los Kaczyńskiego

Publicystka prawna „Polityki” i „Wyborczej” Ewa Siedlecka została wczoraj – podczas zorganizowanej przez Obywateli RP blokady miesięcznicy smoleńskiej – wyniesiona przez policjantów wcześniej niż Władysław Frasyniuk. Była drugą osobą, która przeniesiono z miejsca protestu na miejsce kontrolowane przez policję. Po chwili „dołączył”  do niej i innych przeniesionych legendarny lider „Solidarności”, też przeniesiony Frasyniuk.

Siedlecka opisała, jak przebiegał protest, także opowiedziała o tym portalowi OKO.press tuż po 2-godzinnym „zwolnieniu” jej przez policję. Policji na Krakowskim Przedmieściu było mrowie (zjazd policjantów z całego kraju), można tę ilość porównać do mrowia milicjantów w Grudniu 1970, gdy pacyfikowane były protesty robotników na Wybrzeżu. Nawiasem: przestępcy w tym czasie w całym kraju mają używanie.

Siedlecka opowiada, że nie dopuszczono do nich adwokatów, a to kolejne bezprawne działanie policji. Świadomie używam pojęcia „przeniesieni”, bo to faktycznie był areszt. Siedlecka i Frasyniuk byli izolowani od innych protestujących, byli otoczeni kordonem policji i adwokaci nie mieli do nich dostepu.
Jest to kwalifikacja aresztu. Zarówno Siedlecką, jak i innych postraszono 500 złotowym mandatem, odmówili przyjęcia, więc zostanie uruchomiona procedura sądowa. Frasyniukowi nawet grozi do 3 lat więzienia, bo PiS (przecież nie policja) dopatrzyło się naruszenia „nietykalności policjanta”.

To są strachy na Lachy, bo każdy ma prawo się bronić – szczególnie przed policjantem – gdy ten postępuje brutalnie, albo ofiara może obawiać się użycia paralizatora przez policjanta. Siedlecka zapowiada, iż weźmie udział w takim samym proteście za miesiąc.

Wchodzimy w kolejny etap państwa zarządzanego przez PiS. Magdalena Środa uważa, że pomału przechodzimy z ustroju dyktatorskiego w totalitarny. Nie jest to żadna przesada. Ale ta przemiana ustrojowa świadczy, iż zmierzamy do jakiegoś rozstrzygnięcia. Polska to jednak nie jest Rosja Putina, ani Turcja Erdogana, a to pokazuje kierunek, a w zasadzie los, jaki czeka Kaczyńskiego.

SŁOWA SZCZERSKIEGO BOLĄ PRAWICĘ BARDZO

Kleofas Wieniawa pisze o Błaszczaku.

Mariusz „Deficyt” Błaszczak (Ludwik Dorn dał ksywkę ministrowi twierdząc, iż onże jest chodzącym deficytem inteligencji) w czasie miesięcznicy kroczył w procesji po Krakowskim Przedmieściu.

Jaka zatem to religia i czy jest zarejestrowana?

Religie mają swoje kościoły, meczety, badź bożnice. Gdzie ta religia zatem ma swoje ośrodki kultu? Jeżeli dowiemy się gdzie, będziemy wiedzieć, gdzie mają się odbywać rytuały, bo ulica do nich nie należy, jest przestrzenią zdesakralizowaną.

„Deficyt” w TVP Info był podzielić się zajęciem – nie tylko chodzeniem deficytowym – co też robił na Krakowskim Przedmieściu. „Szliśmy, odmawiając różaniec”.

Mam rozumieć, iż to rytuał zapośrednioczony z katolicyzmu, ale nie z chrześcijaństwa. W pobliżu wszak znajduja się kościoły, trzeba było wpaść do nich – wcześniej wynajmując przestrzeń – i „odmawiać różaniec”.

Może nawet fajniejsze jest, co „Deficyt” Błaszczak zobaczył i usłyszał.

Dojrzał Władysława Frasyniuka. Czyżby otarł się o niego? Tak! Bo przeczytał u Frasyniuka „wpięte w klapę, pisane chyba cyrylicą, po rosyjsku, wulgarne słowa dotyczące PiS”.

Nie wyjawił jakie to wulgarne słowa pisane cyrylicą przeczytał, ale tym samym pochwalił się, iż jest poliglotą.

Błaszczak też usłyszał (czyli poza sezonem „Ucha prezesa”, które dopiero na jesieni będzie kontynuowane) na własne uszy,  że „Frasyniuk groził Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wyraźnie słyszałem”.

Też chcielibyśmy poznać owe groźby.

Dochodzę jednak do wniosku, iż Błaszczaka nie tylko znamionuje ów Dornowy „deficyt”, ale zwidy i słuchy właściwe chorobie o wiele poważniejszej niż braki w ilorazie inteligencji.

A tę chorobę nie leczy się w żadnym kościele, meczecie, bożnicy, ale w zakładach o rygorze, o które dbają pielęgniarze, a różaniec i sznurowadła są przechowywane w magazynie do czasu polepszenia się.

TEN WPIS MAĆKA STUHRA W 3 GODZINY NA FB ZDOBYŁ 50 TYSIĘCY REAKCJI. MISTRZ, PO PROSTU MISTRZ.

>>>