Duda jako ogórek

„Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.”

Andrzej Duda w sezonie ogórkowym niektórym podnosi ciśnienie. Generał amerykański Richard J. Hayes przy dekorowaniu Krzyżem Komandorskim musiał wysłuchać nowej wersji ustaleń IPN bądź doradców Dudy. Wg Dudy Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski przybyli do Stanów Zjednoczonych przed ogłoszeniem deklaracji niepodległości, co się nie zgadza z podręcznikami.

Możliwe, że nad nową wersją historii USA już pracują w IPN, dali radę z powstaniem „Solidarności”, w której ważniejszym jest Lech Kaczyński niż Lech Wałęsa, tym bardziej poradzą sobie z historią Jankesów. Ile podskoczyło ciśnienie gen. Hayesowi, nie wiem, bo nie było przy nim nikogo z ciśnieniomierzem, gdy swoje bzdury ex cathedra wygłaszał Duda.

Wszystkim Polakom może podskoczyć ciśnienie, gdy Duda sprowadzi aż 3 wraki z Australii. Nie będą to tupolewy, lecz adelaidy, nie będzie to wrak ze Smoleńska, lecz z antypodów. Jak w tym dowcipie o radiu Erewań: „Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.”

Wrak to wrak i aż trzy, a nie jeden obiecany. I mówią, że politycy PiS nie wywiązują się z obietnic – wywiązują po trzykroć. Jak św. Piotr, który się trzykrotnie zaparł.

Dudzie podskoczyło ciśnienie, gdy ogłosił weto ustawy dotyczącej ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Duda wydziwiał miny na swej twarzy, jakby zrobił na złość choremu Kaczyńskiemu. Ale ta ustawa spełniła swoje zadanie, ustanawiała próg wyborczy na poziomie 16 proc. Czyli postraszyła Rydzyka i Macierewicza by nie myśleli o nowej partii na prawo od PiS. Chory prezes dogadał się z chorym Macierewiczem, że ten zrezygnuje, a w nagrodę przeprowadzi inspekcję Wojska Polskiego, ponadto dostał od Błaszczaka święto Wojsk Obrony Terytorialnej.

Zresztą ordynacja i tak by przepadła, gdyż wyniki wyborcze do Parlamentu Europejskiego nie zostałyby uznane przez Brukselę, ordynacja jest napisana wbrew prawu europejskiemu.

Przy tej okazji wyszło szydło z PiS, iż pracują nad zdecydowanie ważniejszą dla polityki krajowej ordynacją do Sejmu. I tę Duda podpisze, bo jest tylko wtedy odważny, gdy prezes pozwala mu na odwagę. Śmiać się chce, gdy czytam u tzw. dziennikarzy symetrystów, iż weto nie było ustawką. Oto cytat z jednego takich żurnalistów (nie podaję nazwiska, gdyż dialektyka ich jest zawsze tak samo pokrętna): „Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.” Jeszcze inny dziennikarz orzekł, iż Duda jest szczęśliwy, gdy robi Kaczyńskiemu wbrew.

Jak pogodzić: pomaga i robi wbrew? Nie wiem, ale symetryści potrafią. Duda w ten czas ogórkowy sam w sobie jest newsem. Taki z niego ogórek. Cieszyć się należy, że w walce o prezydenturę nie wygrała z nim kandydatka SLD Magdalena Ogórek, bo jak nazywalibyśmy sezon ogórkowy? Sezon na dudki?

Reklamy

Defilada rozbrojonej armii

Defilujący rekonstruktorzy nie byli jedynymi, gdyż na honorowej trybunie też stała grupa rekonstrukcyjna… władz PRL, acz zabrakło pierwszego sekretarza

Największa defilada wojskowa po 1989 roku miała do spełnienia w istocie jeden cel – propagandowy. Czy został osiągnięty? W mniemaniu władzy propagującej swoją wielkość – na pewno. Jak reagowała publiczność? Raczej bawiła się w czas wakacji, refleksje pozostawiając na później bądź fachowcom. Właśnie – co z fachowcami? Czy dadzą się oszukać? Albo inaczej postawmy pytanie – czy fachowca można orżnąć?

Kilka twardych danych. W Defiladzie Niepodległości pokazanych zostało 200 wojskowych maszyn, 100 samolotów, a Wisłostradą przemaszerowało około tysiąca żołnierzy i 900 rekonstruktorów. MON ponadto podał informację, iż paradę oglądało 120 tys. osób, znając tę władzę należy zakładać, że podana liczba jest bardzo zawyżona.

Zwraca uwagę duża grupa rekonstruktorów, która nie powinna brać udziału w czymś tak poważnym, lecz nie powinna dziwić, bo jej rolą jest zaciemnianie rzeczywistych problemów. Defilujący rekonstruktorzy nie byli jedynymi, gdyż na honorowej trybunie też stała grupa rekonstrukcyjna… władz PRL, acz zabrakło pierwszego sekretarza, prezesa. Przepowiadałem, że może jak Breżniew, prezes Kaczyński zechce pomachać rączką do publiki, lecz jego stan zdrowia nie pozwolił na tę rekonstrukcję.

Obserwujący defiladę attaché wojskowi znają się na uzbrojeniu, więc część sprzętu musiała wzbudzić uśmiechy politowania, gdyż niektóre wyposażenia wojska polskiego nadaje się tylko do muzeum bądź do sprzedaży krajom Trzeciego Świata, co zresztą zamierzał uczynić poprzedni rząd.

Fachowcy przede wszystkim nie zobaczyli żadnego nowego sprzętu, który podnosiłby zdolności obronne kraju. Tak naprawdę Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak rozbrajali i rozbrajają polską armię, czyniąc ją coraz bardziej bezsilną. A prezydent Andrzej Duda nie potrafi się temu przeciwstawić, jest bezwolny.

Jedyny zaprezentowany nowy sprzęt na defiladzie to samoloty dla VIP-ów. Czy w ten sposób władza chce powiedzieć – trawestując Jerzego Urbana – my się obronimy. Zamontują działka na pokładzie gulfstreama, czy boeinga, wezmą słuszny kurs ucieczki na Zaleszczyki – którymi dzisiaj może być Budapeszt Viktora Orbana, a ten i tak ich wyda, gdy agresorem okaże się Putin, bo kto inny.

Ta defilada wojskowa jest proweniencji wschodniej, bizantyjskiej. Lecz do moskiewskich defilad ma się nijak, bo pod Kremlem zawsze jest prezentowany nowy sprzęt, a wśród publiki odbywa się parada szpiegów, którzy zlatują się do Moskwy z całego świata, aby zobaczyć, co Kreml chowa pod plandekami.

Na Wisłostradzie oglądaliśmy defiladę rozbrojonej armii, a głównym rekonstruktorem był Mariusz Błaszczak, który w związku z nową ksywką Sodomita jest bohaterem rodem z commedii dell’arte. O defiladzie nie napiszą na świecie, ale o sodomicie owszem.

Hybrydowa defilada z mięsem armatnim i samolotami dla VIP-ów

W przeddzień Święta Wojska Polskiego Komisja Europejska przeszła do kolejnego postępowania przeciwko naruszeniu praworządności przez Polskę. Władze PiS dostały miesiąc na podjęcie „niezbędnych środków w celu zastosowania się do uzasadnionej opinii”. A ta opinia brzmi w komunikacie KE: – „Komisja Europejska podtrzymuje stanowisko, że polska ustawa o Sądzie Najwyższym jest niezgodna z prawem UE, ponieważ podważa zasadę niezawisłości sędziowskiej, w tym nieusuwalność sędziów, a tym samym Polska nie wypełnia swoich zobowiązań wynikających z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej w związku z artykułem 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej”. Po stronie PiS cisza, są zajęci oswajaniem się z kompromitacją, której nam Polakom przysparzają i bałaganem codziennie przez nich powiększanym.

Mariusz Błaszczak przebił się na czołówki najznamienitszych dzienników i portali. „Washington Post” zauważa, iż Błaszczak, nazywając sodomitami uczestników Parady Równości w Poznaniu, używa mowy nienawiści: – „Narażenie na mowę nienawiści płynącą od rządzących jest katastrofą: czyni nienawiść normatywną”.

Do normy wyzwisk się przyzwyczailiśmy, choć nie jesteśmy psychicznymi masochistami. Inni nie mogą pojąć plugastwa, które jest normą w ustach Błaszczaka, Brudzińskiego czy też Kaczyńskiego. Nie wspominając o pomniejszych, ci są bowiem echem tuzów partyjnych, jak Pawłowicz, Czarnecki czy Tarczyński.

Defilada w rocznicę zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej 1920 roku będzie największą tego typu imprezą po 1989 roku, ale faktycznie najsmutniejszą. Potrzebna jest do celebry pisowskich politycznych Szwejków, którym „polityka narodowej dumy służy wyłączeniu racjonalnego myślenia, a odgłos paradnego kroku i grzechot gąsienic mają zagłuszyć rzeczywistość po trzech latach rządów PiS” (Paweł Wroński).

Przez 3 lata rządów jedyny nowy sprzęt do obrony ojczyzny to zakup samolotów Gulfstream i Boeing – dla VIP-ów. Mizeria jest taka, iż nie starcza na buty dla żołnierzy, a z magazynów wyciągnięto stare stalowe hełmy.

No, ale nie dziwmy się, państwowy gigant Polska Grupa Zbrojeniowa znalazła się w trudnej sytuacji z powodu gwałtownego wzrostu zatrudnienia, bo wśród nowych menedżerów są krewni i znajomi polityków PiS. Na pensje przeznaczono 1,08 mld złotych, czyli o ponad 120 mln złotych więcej niż rok wcześniej. Dojenie w spółkach państwowych idzie na całego.

Bizantyjska defilada w dniu Święta Wojska Polskiego nie przysłoni prawdziwego obrazu polskiej armii. Nie ma śmigłowców dla wojska, flota nie istnieje, a obronny holding PZG jest na skraju upadku. Błaszczak zajmuje się sodomitami, nie mając pojęcia, co to słowo znaczy. Na powrót zaś szykuje się Antoni Macierewicz, bodaj największy szkodnik w historii polskiej obronności, który może zechcieć Wojsko Polskie w całości posłać do demobilu, aby jego miejsce zajęły osławione Wojska Obrony Terytorialnej, które mogą być li tylko mięsem armatnim w razie wojny hybrydowej.

Podczas defilady zobaczymy hybrydowe możliwości polskiej obronności, nienowoczesną armię Szwejków, którzy z zazdrością będą patrzeć na nowe samoloty VIP-ów.

Boa Macierewicz, nielot Błaszczak i Rokita jak Suski

Tematy w polityce są iście ogórkowe. Tygodnik „Wprost” kontynuuje wątek węża boa, który nie spłynął Wisłą do Bałtyku i nie rozmienił się na drobne – w sinice, ale przeistoczył się w Antoniego Macierewicza. Były minister obrony zdusił modernizację Wojska Polskiego, generałów fachowców wysłał na trawkę i emeryturę, a oficerowie NATO i Jankesi nie chcieli widzieć jego podejrzanej fizjonomii wśród siebie. Jednak chory Jarosław Kaczyński wysłuchał go przy łóżku. Czy Macierewicz groził, że mu powyrywa wenflony ze spływającymi lekarstwami do organizmu, nie wiemy. W każdym razie „Wprost” donosi, że prezes zlecił Macierewiczowi specjalne zadanie: ma on dokonać kompleksowej oceny obecnego stanu polskiej armii.

Czyli armia jakoś przeżyła, więc mamy sequel „Boa 2”. Będzie dalszy ciąg duszenia polskiej zdolności obronnej. Nie jestem przekonany do tego, aby Tomasz Piątek miał pisać drugą część „Macierewicza i jego tajemnic”, bo jeszcze bardziej aktualne są wnioski, które nieodparcie nasuwają się po lekturze – gdy mówisz „Macierewicz” i myślisz… Co myślimy? Tak, o najgorszym. O Targowicy.

Orzeł intelektu Mariusz Błaszczak w te upały wzbił się „na wyżyny” i stwierdził, iż Marsz Równości w Poznaniu był „paradą sodomitów, którzy próbują narzucić swoją interpretację praw i obowiązków obywatelskich na innych”. Nie ma w tym stwierdzeniu ładu i składu, ale tak z takimi pożal się boże orłami bywa, iż wzbija się do góry i okazuje się nielotem, bo wyrżnął łbem o byle przeszkodę. Na szczęście Safona, Heraklit, Archimedes, Platon czy Sokrates – że zacznę od starożytnych Greków – nie byli Błaszczakami i wszelkie przeszkody intelektualne zamieniali w pył.

Innym nielotem politycznym okazał się Jan Rokita, który wysłał zbyt szybko Nelli Rokitę do PiS, aby zaszkodziła Platformie i Donaldowi Tuskowi. Nelli zaszkodziła raczej nazwisku Rokity, które stało się synonimem głupawki. Czy nie mógł Rokita poczekać do dzisiaj i wysłać Nelli do PiS? Z Markiem Suskim utworzyliby polityczną parę, jak Beata Mazurek z Ryszardem Terleckim.

Wobec tego, że Rokita się pospieszył, pozostała mu rola Suskiego. Jan upodobnił się do Nelli, tak to bywa w małżeństwach, a nawet w kontaktach ze zwierzętami, gdy właściciel buldoga upodabnia się do psa. Otóż Rokita bystry jak Suski rzecze o Tusku w rozmowie z dziennikarzem „Wprost”, że „Tusk zawsze swojej partii nie cierpiał”, czyli Platformy. Rokicie raczej nie zaszkodziły upały. Uszczerbek na umyśle dopadł go dużo wcześniej, gdy markę Rokita reprezentowała Nelli i wówczas umysłowo do niej się upodobnił.

I jeszcze jeden michałek z gumna PiS, która to partia nie zważa na porę roku i podrzuca soczyste dowody swej pokraczności. Były sekretarz KC PZPR Marek Król, który aktualnie ma się całkiem dobrze na garnuszku PiS, w pisowskim radiu rzekł, iż „dla zdrowia przyszłych pokoleń trzeba przeprowadzić redukcję tych, którzy profitowali w PRL…”. Jakoś szybko zapomniał, że zasiadał w… KC PZPR, więc niech zacznie od zredukowania samego siebie.

Odmrożony Błaszczak czyni nas bezbronnymi

Mariusz Błaszczak był właśnie ogłosić, że „mamy polską doktrynę wojenną”. Zanim o niej i reakcjach ludzi kompetentnych słów kilka napiszę, odwołam się do prehistorii, aż do przełomu epok kamienia łupanego i miedzi (eneolitu), bo to niejako daje wejrzenie w sposób postrzegania świata przez takich ludzi jak minister obrony, a poza tym rysowanie grubą kreską uświadamia, w jakie łapska wpadł nasz kraj.

Nauka posiada już takie subtelne narzędzia poznania, iż potrafi odtworzyć dwie ostatnie doby życia tzw. człowieka z lodu z Ötzi żyjącego – bagatela – 5300 lat temu, którego zmumifikowane truchło 19 września 1991 r. podczas wyprawy w Alpy Ötztalskie zostało znalezione przez dwoje niemieckich turystów w topniejącym lodowcu. Otóż ten Ötzi w ostatnich dniach życia był zagrożony, a mimo to nie naprawił uszkodzonych strzał i nie dokończył pracy nad łukiem. Ponadto wyprawiał się dwukrotnie w góry, lecz dał się zaskoczyć skrytobójcy, który strzelił mu z łuku w plecy.

Wracam do Błaszczaka, który o doktrynie wojennej napisał ponadto, iż ma ona podstawę w słowach Lecha Kaczyńskiego wypowiedzianych równo 10 lat temu w Tbilisi podczas wiecu, gdy wezwał NATO i Unię Europejską do solidarności, by przeciwstawić się agresji Rosji.

Nie wnikajmy już w anachronizm sformułowania „doktryna wojenna”, która jest proweniencji XIX wiecznej, wówczas „szło się na wojnę”, dzisiaj mamy doktrynę obronną, bo nikt nie przyznaje się do agresywnych zamiarów wojennych, aby iść na wojnę. Po to stwarza się silną armię, aby bronić kraju albo demokracji. Tak jak dzisiaj też nie ma ministrów wojny, tylko są ministrowie obrony.

No, ale umysł Błaszczaka jest nie do obrony. Na tweet Błaszczaka zareagował były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej i zadał pytanie Błaszczakowi, gdzie można zapoznać się z tą nową doktryna wojenną, bo mógłby z nią np. zapoznać studentów. Ponadto podrzucił Błaszczakowi sygnatury i wyciąg z „Doktryny Komorowskiego”, która zresztą obowiązuje do dzisiaj.

Co na to Błaszczak? Ano nic, wszak wiele Błaszczaka łączy z człowiekiem lodu sprzed 5,3 tys. lat, który był niepiśmienny i nie miał doktryny, bo nawet nie naprawił strzał i łuku. Nasza armia tak naprawdę jest wyposażona w sprzęt, który powinien być przeznaczony do demobilu. Bez wstydu zostało ogłoszone, iż dla Marynarki Wojennej zakupione zostaną od Australii dwie 30-letnie fregaty Adelaide, które na antypodach miały iść na złom. Wg generała Waldemara Skrzypczaka fregaty będą bezbronne wobec najnowszych pocisków rosyjskich (jak skrytobójczy strzał w plecy człowieka lodu)

Nie odnoszę się do tzw. doktryny Lecha Kaczyńskiego, który już mógł zginąć w locie do Gruzji w 2008 roku, ale pilot odmówił lądowania w Tbilisi, za to inny pilot nie odmówił lądowania w Smoleńsku i skończyło się to wiadomo jak.

Politycy PiS odmrażają nam jakieś zamierzchłe idee i doktryny wojenne, które nota bene nie istnieją. Błaszczak to taka odmrożona postać, której niekompetencja wystawia naszą obronność na skrytobójczy strzał. Najpierw bójmy się Błaszczaków, bo oni czynią nas bezbronnymi.

Czy PiS jest akuszerem faszyzmu?

Niemiecki periodyk „Osteuropa” należy do tych renomowanych publikacji politologicznych, które wyznaczają spojrzenie elit politycznych Europy na nasz region, pismo wychodzi od czasu Republiki Weimarskiej, od 1925 roku. Najnowszy numer – istna przeszło 500-stronicowa cegła – zajmuje się dwoma państwami UE – Polską i Węgrami. Pisze w nim 33 autorów, w tym taka znamienita postać nauki, jak prof. Anna Wolff-Powęska, była szefowa Instytutu Zachodniego w Poznaniu.

Zawarta w periodyku ocena pisowskiej Polski nie zaskakuje nas, ale ciągle i wciąż uświadamia, jakie szkody cywilizacyjne ponosimy wskutek rządów partii Jarosława Kaczyńskiego. I tak prezes rządzącej partii jest postrzegany jako ten, który faktycznie nieliberalnie – autokratycznie – rządzi w naszym kraju, a jest opisywany jako „charyzmatyczny przywódca bez charyzmy”. Co zresztą mnie nie dziwi, gdyż Kaczyński jest charyzmatyczny dla pisowskich elit zorientowanych grabieżco w stosunku do budżetu i dobra wspólnego.

Prezes PiS dla swoich jest raczej odnośnikiem ich interesowności, a nie charyzmy. Zaś dla nas sytuujących się w opozycji do jego niedemokratycznych ciągot, pozostanie już na zawsze osobą odstręczającą, która działa na szkodę państwa i społeczeństwa. Autorzy „Osteuropy” twierdzą, że Polska i Węgry dzisiaj nie uzyskałyby członkostwa Unii Europejskiej, gdyż nie spełniają kryteriów kopenhaskich (kryteria te w największym skrócie: instytucje gwarantujące stabilność demokracji, rządy prawa, poszanowanie praw człowieka i praw mniejszości).

Jeżeli dzisiaj nie spełniamy kryteriów członkowskich, wobec tego zasadne jest pytanie, jaka czeka przyszłość Polskę rządzoną przez PiS w Unii Europejskiej? Raczej ta przyszłość sytuuje nas poza Unią, a w dalszej perspektywie w ramionach Kremla, które dla naszej suwerenności będą mniej więcej takie, jak uścisk niedźwiedzia (przeżyją tylko ci z przetrąconym kręgosłupem). To raczej nie przeszkadza Węgrom Orbana, bo wydaje się, że taka już zapadła decyzja w kraju nad Balatonem, a czy na to wyrażą zgodę Polacy? Śmiem twierdzić – ze względu na naszą przetrąconą historię – iż nie będzie zgody Polaków na kuratelę Moskwy.

Autorzy niemieckiego periodyku zauważają, iż władze PiS postrzegają jako wrogów nie tylko instytucje UE i Niemców, ale wrogami jest ta większa część obywateli, która wyznaje wartości otwartego społeczeństwa i liberalnego państwa konstytucyjnego.

Wspomniana historyk Wolff-Powęska pisze, że sytuacja Polski jest podobna do weimarskich Niemiec lat 30-tych ubiegłego stulecia, których rewolucyjny konserwatyzm spowodował to, iż tolerowani przez nich faszyści przejęli władzę. Gdy widzimy jak dzisiaj u nas dowartościowane są faszystowskie marsze w pisowskiej retoryce, jak odpowiedzialny za policję minister Brudziński niczego złego nie postrzega w marszach ONR, zaś funkcjonariuszy nasyła na tych, którzy propagują Konstytucję, to możemy rzec, iż PiS jest akuszerem faszyzmu. Brunatno przedstawia się nasza przyszłość.

Czy defilada na 100-lecie odzyskania niepodległości jest skrojona pod rączkę prezesa?

„Kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy”

Obcy martwią się o Polskę. W jednym z najważniejszych dzienników globu „New York Times” piszą: – „W tym krytycznym momencie człowiek, który popchnął Polskę na obecny kurs, (…) jest w dużej mierze nieobecny”. Polska nie tylko z amerykańskiej perspektywy wygląda na chorego człowieka Europy. Przywódcę, który doprowadził do tego stanu zapaści, ma też chorego i prawdopodobnie „kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy” – kontynuuje NYT.

Stan zdrowia prezesa PiS jest tajemnicą równą co najmniej tajemnicy zdrowia sowieckich genseków w ZSRR: – „Jest bardziej ukryte niż zdrowie pierwszych sekretarzy za czasów Związku Radzieckiego”. W reżimach przywódcy są pod ochroną sacrum, a takie świętości nie mają prawa chorować, bo są nieśmiertelni, a gdy uda się im zejść z tego świata, dotyczy to tylko ciała, bo ich idea została – zamordyzm. I o ten zamordyzm toczy się „walka buldogów pod dywanem” – zauważa nowojorski dziennik.

Zbliża się Święto Wojska Polskiego, które ma być zupełnie inne niż poprzednimi laty, wszak mamy 100 rocznicę odzyskania niepodległości. Przede wszystkim defilada nie przejdzie Alejami Ujazdowskimi, ale Wisłostradą u podnóża Zamku Królewskiego.

Dlaczego tak ma się stać? Można mniemać – i takie przypuszczenia są bardzo prawdopodobne – iż defilada jest szyta pod chorego człowieka, przecież nie pod Andrzeja Dudę, który nie sprawia wrażenia, aby miał zapanować nad bałaganem w polskiej armii. Czyżbyśmy mieli do czynienia z powtórką z historii – a w zasadzie z rozrywki – gdy I sekretarz KPZR Leonid Breżniew machał rączką, bo za kontuarem trybuny skryty człowieczek animował sztywniejącą jego górną kończynę.

Czy tym razem też tak będzie? Wyobraźmy to sobie – z nieba leje się żar 35-stopniowy, Joachim Brudziński trzyma nad szefem swym parasolkę w jednym ręku, a w drugim wiatraczek, choć i może tak być, że Krystyna Pawłowicz swoim słynnym japońskim wachlarzem będzie robiła ruch powietrza na twarz pisowskiego genseka. A gdzie Mariusz Błaszczak? Czy to nie on skrycie będzie poruszał wodzowską rączką?

Czy tak będzie wyglądała defilada? Przecież świata nie obchodzi, jaki sprzęt będzie w niej uczestniczył, bo wszyscy mają świadomość, że modernizacja armii została wstrzymana. Antoni Macierewicz, prezydent Duda i PiS zrujnowali przez blisko 3 lata armię, restaurowany jest dwudziesto- i trzydziestoletni sprzęt. Jedyny zakup to samoloty dla VIP-ów za 4 mld zł z pieniędzy na wojsko.

I właśnie te samoloty – o, zgrozo! – będą uczestniczyć w defiladzie. Były wicepremier i szef MON poprzedniej władzy PO-PSL Tomasz Siemoniak określa: – ”Wysłanie tych samolotów władzy na defiladę dowodzi kompletnej bezczelności!”.

Duda nawet w pośpiechu mianował Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych na czas wojny gen. Rajmunda Andrzejczaka, który – i znowu powołuję się na Siemoniaka – „nie ma żadnego doświadczenia na poziomie strategicznym”.

Wojsku Polskiemu jest bliżej do operetki niż do odstraszania wrogów ojczyzny. 100 lat temu wojska Tuchaczewskiego i Budionnego zostały odparte, a dzisiaj (9.08.2018) gdyby Putin z Miedwiediewem zdecydowali się na manewr Paskiewicza, to zdążyliby na defiladę na Wisłostradzie.

Jak przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji

To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas.

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Na jej pogrzebie Wojciech Mann stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji, za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas. Musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz w portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach na 16. Zaś w wypadku, gdy dojdzie do szerokiej platformy zjednoczenia taka zjednoczona Wielka Koalicja wygrywa z PiS 15 do 1.

A więc warto zewrzeć szeregi, aby nie żyć w parodii. Prof. Marcin Matczak proponuje przeorientowanie protestów i uczynienie z nich realnej siły jednoczącej opozycję. Mamy do czynienia z inflacją protestów. Protesty w sprawie sądownictwa odbywają się niemal codziennie, organizowane przez wiele podmiotów. To powoduje, że powszednieją i rozmieniają się na drobne.
Należy dotrzeć do szerokich grup społecznych, a wartości demokratyczne, liberalne, takie jak praworządność promować w sposób populistyczny. W tym wypadku niech to będą np. konstytucyjne miesięcznice. Profesor pisze: – „Protest organizowany w całej Polsce, w tym samym miejscu (pod Sądem Najwyższym), tego samego dnia (np. 3 dnia każdego miesiąca, aby przypominać o dniu, w którym haniebna ustawa o SN weszła w życie), miałby większą moc i bardziej wyrazistą wymowę”.

Kilka dni temu ukazał się w „Krytyce Politycznej” inny ważny głos Michała Sutowskiego w kwestii, który nas wszystkich obchodzi, aby przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji. Eseista proponuje sojusz pokoleniowy – liberalni rodzice i lewicowe dzieci.

I wreszcie dzisiaj przeczytałem interesujący materiał Jacka Liberskiego z „Liberte”, który dzieli się uwagami, jak wygrać z PiS. Nawet nazwał to nowym słowem w polszczyźnie inprawizją, na którą to składają się: Integracja, Prawda, Wizja.

Coraz więcej głosów po stronie społeczeństwa obywatelskiego, które nie tylko krytykują PiS, ale przede wszystkim proponują konkretne i pragmatyczne rozwiązania, jak wygrać z PiS, aby nie żyć w słusznej ekspresji krytykowania PiS. Nie żyć w parodii demokracji. Jak Kora „iść z podniesioną głową i jasnymi poglądami”.

Houston, mamy problem z Morawieckimi

Bliżej im do Targowicy niż do przestrzegania demokracji zapisanej w Konstytucji.

Ile jest racji w spostrzeżeniu Tomasza Lisa, że „frakcja moskiewska w naszym Sejmie jest już tak widoczna jak w sejmie przedrozbiorowym. Jej rzecznikiem – co szokuje – jest ojciec premiera”? A chodzi o wywiad z Kornelem Morawieckim zamieszczony w „Rzeczpospolitej”. To druga z nim rozmowa o tej samej prokremlowskiej wymowie w niedługim czasie. Pierwsza ukazała się w propisowskim tygodniku „Do Rzeczy”.

Były szef dyplomacji, a obecnie eurodeputowany Dariusz Rosati postrzega tatusia premiera jako tubę propagandową Kremla. Dla niego jest dylematem: czy to świadomy agent, czy „pożyteczny idiota”? Dotyczy to konkretnej wypowiedzi Morawieckiego: – „W Polsce większość mediów nastawia społeczeństwo przeciwko Rosji. Czy to jest dobre? Nie, to powinno się zmienić„.

Radosław Sikorski zwraca się do symetrystów, którzy ciągle tkwią w pułapce „A 8 lat rządów PO-PSL…”: – „Żebyście koleżanki i koledzy symetryści z mediów, które jeszcze nie służą społeczeństwu znowu nie mówili, że nie wiedzieliście„.

Najwidoczniej tatuś Kornel wynosi na zewnątrz rozmowy z synem Mateuszem, więc dowiadujemy się, dokąd będzie zmierzać polityka wewnętrzna i zewnętrzna PiS. A zatem: Houston, mamy problem. Dzisiaj tym Houston jest społeczeństwo obywatelskie.

Tata Kornel nie skrywa, że stoi po stronie PiS, czyli syna: – „Najpierw wygrajmy wybory, później będziemy zmieniać media na służebne społeczeństwu„. Służebne, to znaczy takie, która zgadzają się z linią PZPR, która nazywa się dzisiaj PiS.

Inny jeszcze z tego wysnuwa się wniosek, iż różnica w PRL między „Solidarnością” a „Solidarnością Walczącą” była taka jak między demokracją a demokracją ludową. Jak to nagle rozjaśniają się zakłamania nie tylko w rodzinie Morawieckich… Tata mówi otwarcie to, do czego syn doprowadzi. Kornel próbuje przygotować opinię publiczną do skutków działalności syna.

Jarosław Kaczyński nie czeka na wygranie wyborów, aby media „zmienić na służebne społeczeństwu”. Już dzisiaj chce zmienić „Gazetę Wyborczą” do służenia. Gdańska kancelaria adwokacka, która jest na liście płac PiS, pozywa z pełnomocnictwa prezesa PiS Kaczyńskiego w sprawie materiałów, które ukazały się (lub ukażą się w przyszłości) na łamach „Gazety Wyborczej” oraz portalu wyborcza.pl, a dotyczą powiązań szefów służb Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego z Jakubem R., wysokim rangą urzędnikiem warszawskiego ratusza, odpowiadającego za reprywatyzację nieruchomości.

Tak mają służyć media społeczeństwu wg PiS, wg ojca Morawieckiego, jak w Rosji. U naszych sąsiadów najpierw Borisowowi Bierezowskiemu odebrano media, a gdy ten uciekł przed Gułagiem, w Londynie go sprzątnięto.

Patrząc na Morawieckich, bliżej im do Targowicy niż do przestrzegania demokracji zapisanej w Konstytucji.

Duda, nie wycieraj się Piłsudskim!

Mamy nieszczęście być świadkami 3 lat prezydentury Dudy.

Andrzej Duda jeszcze na dobre się nie wybudził, gdy szef jego Kancelarii Krzysztof Szczerski w radiowej Trójce ogłosił, iż „prezydent jest jedynym politykiem dzisiaj w Polsce, który działa ponad tym ostrym sporem politycznym”. Jako że to było przed trzynastą, można zapytać, czym Szczerski wzmocnił poranną kawę?

Nie był to także słynny magazyn „60 minut na godzinę”, w którym Jacek Fedorowicz kreował niemniej słynnego kolegę Kierownika, bo audycja satyryczna została zdjęta z anteny 30 lat temu. W każdym razie mamy obecnie nawet coś więcej, bo pisowski magazyn satyryczny „24 godziny na dobę”, kolegę Kierownika odtwarza Jarosław Kaczyński, niestety przestaliśmy się śmiać z jego dowcipów.

Mamy nieszczęście być świadkami 3 lat prezydentury Dudy, o której możemy się spierać, ile razy Konstytucja została złamana, naciągana, sponiewierana. Na pewno – kilkanaście razy Duda złamał przysięgę składaną na Konstytucję. A ktoś taki nazywa się krzywoprzysięzcą.

Przez 3-lecie sprawowania funkcji Duda w pocie czoła pracował na to miano. Pokojowo protestujący dla przypomnienia o powinnościach nie nakładają mu najmodniejszego tego lata stroju – koszulki z napisem Konstytucja – tylko dlatego, że nie jest pomnikiem i raczej mu taka pamięć nie grozi, bo tej pilnie strzeże dla swego brata Kierownik Kaczyński.

Ostatecznie Dudzie można byłoby nałożyć koszulkę bez żadnych ceregieli, ale chowa się za kordonem policjantów, gdzie nawet prezentuje swoje mierne zdolności aktorskie. Właśnie Duda zapłakał, gdy oddawał hołd I Kompanii Kadrowej na inauguracji marszu szlakiem kompanii. Marsz kadry strzelców Józefa Piłsudskiego rozpoczęty został 6 sierpnia 1914 roku z krakowskich Oleandrów na ziemię zaboru rosyjskiego, w ten sposób powołując do życia Legiony Polskie.

Duda po 104 latach zacytował słowa Piłsudskiego skierowane do kampanii strzelców, puścił łezkę i orzekł, iż wzruszył się. Gdyby chcieć porównać odwagę Dudy do kogoś z tamtych czasów, to tylko do tych mieszkańców ówczesnych Kielc, którzy chowali się za zamkniętymi okiennicami, gdy pukali do nich strzelcy Piłsudskiego.

Krzywoprzysięstwo Duda idzie w parze z jego brakiem odwagi, czyli tchórzostwem. Żaden z oficerów ani żołnierzy nie pozwoliłby sobie, aby jakiś Duda podawał mu wycior do czyszczenia luf karabinów Mannlicher, które były na wyposażeniu I Brygady Piłsudskiego. Wówczas tchórzy takim wyciorem okładało się po czterech literach i wypędzało z koszar. Wtedy odwagą było walczyć o niepodległość ojczyzny, dzisiaj odwagą cywilną jest stać na straży Konstytucji, a tej brakuje Dudzie, czym przysparza wstydu funkcji, jaką sprawuje.

Odwagę porównywalną z bohaterami kadry Piłsudskiego ma Łukasz Olejnik, działacz KOD, który jako pierwszy w kraju na pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie nałożył koszulkę z napisem: „Konstytucja, Jędrek!”. Od siebie spointuję: Duda, nie zajmuj się Piłsudskim, boś nie godzien być jego wyciorem.