IV RP W PIGUŁCE. WITAJCIE NA SZCZYCIE.

Tamara Olszewska na Koduj24.pl pisze, jak idiotycznie mówi PiS o zamachu w Barcelonie. Głupie Jaśki z zadupia Wólki Kaczystowskiej.

W Hiszpanii tragedia – u nas głupie gadanie

Cały świat zamarł po kolejnym ataku terrorystycznym. Tym razem na celowniku fanatyków znalazła się Hiszpanii. Szok, niedowierzanie, złość… wszędzie, ale nie w Polsce. Te zamachy daje się przecież idealnie wykorzystać dla celów politycznych. Pada dużo słów i może wreszcie Polacy uwierzą, że obecna władza taka mądra, zapobiegawcza, tak dba o swój lud i w imię miłości do niego oraz Boga nie wpuści ani jednego uchodźcę do nas… koniec i kropka.

W ocenie sytuacji samego siebie przeszedł ksiądz Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika „Idziemy”. Goszcząc w „Salonie Dziennikarskim”, wybitnym programie TVP Info, wypalił: – „Jednym z powodów ataków jest obrzydzenie niektórymi nurtami subkultury zachodniej, zwłaszcza rozwiązłości. Jeżeli mielibyśmy szukać najbardziej rozwiązłego miasta w Hiszpanii, to ja bym wskazywał na Barcelonę”. Wierni słuchacze mogli więc wreszcie zrozumieć, że Barcelona sama sobie winna, bo tam Sodoma i Gomora, a fundamentaliści po prostu walczą z grzechem i tyle. Oczywiście, ksiądz nie pochwala zabijania za niechrześcijański styl życia, no ale, każdy walczy po swojemu o inny, lepszy świat i wypada to choć trochę zrozumieć. Tym bardziej, jak się daje swoją „nieobyczajnością”, pretekst dla fundamentalistów do ataków.

Na odpowiedź internautów nie trzeba było długo czekać. – „Rozwiązłość, internacjonalizm, lewactwo jako największe zło, czyli katolicka prawica z wizją świata pokrewną ISIS”„Wypowiedź kapłana o karze tu – atak terrorystyczny w Barcelonie – jako kara za rozwiązłość jest skandaliczna”. Większość komentarzy nie nadaje się do powtórzenia, ale wyraźnie pokazują, że jednak znaczna część Polaków nie da się nabrać na takie gadanie.

Księdzu Zielińskiemu życzę, by może bardziej zajął się patologią w Kościele, bo absurdów, niedorzeczności i, niestety, głupoty w wypowiedziach osób publicznych, związanych z PiS-em, mamy ostatnimi czasy aż za dużo.

Pułkownik do po jej żenującym spektaklu dla pisowskiej gawiedzi.

Waldemar Mystkowski pisze o nowym Misiewiczu.

Nowy Misiewicz Macierewicza – Dworczyk

Polska jest silna Polakami, ale nie obecnie wybranymi władzami.

Antoni Macierewicz ma nowego Misiewicza i to w randze wiceministra. Nie wiem, czy Michał Dworczyk dostał już medale za zasługi dla obronności i czy wybił mu minister monetę (coin) na jego cześć, ale to ten sam typ jak poprzednik.

Odpowiada sztancami, gotowcami, o takich osobnikach jak Dworczyk mówi się, iż nie myślą, tylko powtarzają. Dworczyk chodzi po mediach i jego rolą jest zachwalanie rządu. Nie jest odpowiadanie na pytanie dziennikarzy, nie jest wdawanie się w polemikę i zajmowanie stanowiska bądź tworzenie jakiejś wartości intelektualnej, ale snucie opowieści, która w sztuce narracji nazywa się grafomanią.
O takich osobnikach można też powiedzieć starym kolokwializmem, że „są z łapanki”. Nie przedstawiają sobą większej wartości ani nie są w posiadaniu przekonywującej fachowości. Zostali złapani, bo nikt ich nie chciał. Taką niestety mamy władzę, składającą się z Dworczyków.

Nieodparcie przypominają PRL-owskich notabli, którzy do pełnienia funkcji zostali złapani spośród aparatu partyjnego. Komuchy stosowali jeszcze inny ciekawy chwyt. I tak – jeżeli miałeś nazwisko Motyka, to kim mogłeś zostać? Tak! Zgadliście! Ministrem rolnictwa. Wcale nie znęcam się nad PiS. Wraz z partią Kaczyńskiego przeżywamy deja vu.

W tym miejscu mam propozycję, aby przeprowadzić wśród osób inteligentnych (a da się takich wyselekcjonować) niekonwencjonalny sondaż i zadać pytanie: czy chcesz być ministrem, wiceministrem, wysokim urzędnikiem w rządzie PiS? Koniecznie PiS, bo ta partia ma tak negatywne konotacje wśród inteligencji polskiej, jak wśród komisarzy unijnych w Brukseli praworządność PiS.

„Ławie polityków” w TVN 24 Dworczyk reprezentował PiS i tak piał nad postawą obecnego rządu w kwestii pomocy ofiarom nawałnicy, iż zasługuje na miano koguta. Jego kukuryku nad działaniami rządu i resortu, w którym jest wiceministrem, byłoby godne innej sprawy, gdyby nie zalatywało fałszem, tombakiem. Wszyscy w kraju widzieli i słyszeli: rządu nie było przez kilka najważniejszych pierwszych dni po kataklizmie, dopiero się obudzili po 3-4 dniach. Dworczyk twierdził zaś, że wszystkie służby funkcjonowały, a wojsko zostało uruchomione po wniosku od wojewody pomorskiego.

Tak mówi ten nowy Misiewicz Macierewicza. A my słyszeliśmy i widzieliśmy czwartego dnia po przejściu nawałnicy, jak wojewoda pomorski Drelich wzruszył ramionami i wypowiedział się na temat wojska, iż nie jest potrzebne do zamiatania liści i uprzątnięcia gałęzi. Ten Drelich to jest służba administracyjna rządu w terenie.

Dworczyk, jak ów Misiewicz, zdaje się nie rozumieć, co to jest służba. Zresztą inny Misiewicz, ale już w randze ministra pan Błaszczak zwalił winę na nieudzielenie pomocy na samorządy, na marszałka województwa, nie mając zielonego pojęcia, czym jest administracja, a czym samorządy, a te zdały właśnie egzamin. Samorządy zdały egzamin, a nie zdał takowego rząd.

Polska jest silna Polakami, ale nie obecnie wybranymi władzami. Adrian Zandberg z partii Razem nawet miał propozycje dla Dworczyka: – „Polacy powinni od was usłyszeć jedno słowo: przepraszam”. Ludzkie słowo, acz władza ta do tego rodzaju przymiotników często się nie kwalifikuje.

Piszę o kolejnej postaci z rządzącego PiS – o Dworczyku, bo to kolejny człowiek, którego wszystko przerasta. Dworczyk nie dorasta do pełnienia funkcji, jak jego poprzednik Misiewicz nie dorastał do medali. Jeszcze raz chciałoby się przypiąć im coś przysłowiowego: medal z kartofla (uniwersalne wyróżnienie a rebours).

Misiewicz, Dworczyk, Błaszczak upostaciawiają polskie przysłowia, polskie przywary. W czasach, gdy decydujemy o tym, kto ma rządzić, wybraliśmy najgorszych, jakich można wybrać. A poza tym kolejna polska przypadłość – w mediach dyskutują jako eksperci – politycy. Na świecie jest trochę inaczej: polityka przepytuje dziennikarz, a eksperci wypowiadają się o przepytywanym polityku. Sporo w naszym kraju rzeczy jest postawionych na głowie. A najbardziej postawiona na głowie jest partia prezesa Kaczyńskiego. U nich rozum znalazł się na dole.

dosadnie, ale prawdziwie.

>>>

PRAWDA, ŻE MIGALSKI MA RACJĘ?

Wojciech Maziarski pisze o tym, jak odreaguje porazki PiS.

Czym PiS zwalczy politycznego kaca?

Po wakacjach czekają nas kolejne kampanie nienawiści i ataki na państwo prawa – bo klin trzeba klinem.

Parszywe nastroje panują w obozie „dobrej zmiany”. Wprawdzie sam pan prezes po dwóch prezydenckich wetach kazał się opanować i powstrzymać od gorszących awantur wewnątrz obozu władzy, jednak skrywane emocje buzują pod powierzchnią, a erupcje wściekłości raz po raz przebijają się przez skorupę udawanego spokoju. Wystarczy zajrzeć do komentarzy publikowanych w internecie przez anonimowych zwolenników PiS.

Oto pierwszy z brzegu przykład: na portalu braci Karnowskich wPolityce.pl pod artykułem informującym, że prezydencki projekt ustaw sądowych przygotowuje prof. Michał Królikowski, były wiceminister sprawiedliwości z czasów, gdy szefem resortu był Jarosław Gowin (wówczas jeszcze polityk PO), czytamy m.in. (zachowana oryginalna stylistyka i ortografia):

„dudus zdrajco ! juz teraz mozesz ten swoj projekt wsadzic sobie w d-p- ! bo to juz widac co ty tam zakombinowales ! jakis przyd-pas gowinka bedzie ustawy nam tworzyl ! i przestan wszystkich straszyc!”;

„dno unia wolności nigdy z niego nie wyjdzie i znowu nie będzie dekomunizacji”;

„Panie Duda,o czym rozmawiał Pan z Merkel tuż przed Pańską kompromitacją, czyli zawetowaniem ustaw? My, Pańscy wyborczy czekamy na odpowiedź! Premier Szydło może być następnym Prezydentem RP, a nie Pan!”;

„Duda szydzi sobie z wyborców, swoich obietnic przedwyborczych i z PISu w zywe oczy. Nie darujemy ci zdrajco, bedziesz przez nas wybuczany na wszystkich imprezach”.

Czasami krytycy starają się zachować umiar i ważą racje: „Rozumiem intencje Pana Prezydenta, chce być ponad podziałami. Ale tak się nie da, Pani Beata Szydło chyba będzie musiała zostać Prezydentem RP”.

Jednak nawet osoba pani premier nie stanowi nadziei, bo jak zauważa inny komentator: „Żeby PBS została prezydentem RP, to najpierw musiałaby wygrać wybory. Niestety ale dzisiaj rząd PBS zaczyna popadać w rutynę polegającą na olewaniu wyborców kosztem nowomowy. Czas na oprzytomnienie”.

Chaos i zwątpienie w szeregach obozu rządzącego są pogłębiane przez kolejne odsłony wojny między prezydentem a ministrem obrony narodowej, który po raz pierwszy od niepamiętnych czasów musiał zrezygnować z dokonywanych zawsze w sierpniu nominacji generalskich, bo nie zgodził się na nie Andrzej Duda. – „To nie jest niczyja prywatna armia” – powiedział prezydent w uroczystym wystąpieniu.

Na zbolałe dusze wyznawców ciosy się sypią ze wszystkich stron. Kolejne autorytety PiS-owskiej prawicy odmawiają występowania w jednolitym froncie bezkrytycznych pochlebców. Najpierw wyłamał się Piotr Zaremba, potępiając niszczenie niezależnych sądów, teraz wątpliwości zgłasza Bronisław Wildstein, atakując prymitywną propagandę mediów państwowych. – „Najsensowniejszą politykę podważyć można natrętną propagandą” – pisze ten prawicowy publicysta w portalu wPolityce.pl w komentarzu na temat dymisji szefowej Wiadomości. –„Podobno Paczuska odwołana została za niewystarczającą gorliwość w popieraniu „dobrej zmiany”. Jeśli to prawda, a nic nie wskazuje, ani nikt nie przywołuje innych powodów, aby było inaczej, oznaczałoby to, że pion informacyjny TVP wpadł w korkociąg. Opisywałem już na naszych łamach co dzieje się z programami TVP Info. Okazuje się, że może być gorzej – prawie zawsze może być gorzej. Czy naprawdę odpowiedzialni za to nie rozumieją, że jest to tendencja samobójcza?” – pyta Wildstein.

Kolejne niepowodzenia oraz wizerunkowe ciosy sprawiają, że rządzący po raz pierwszy od wyborów zostali zepchnięci do defensywy. Muszą się tłumaczyć, usprawiedliwiać, a nawet półgębkiem przyznawać, że owszem, tu i ówdzie zdarzyły się im pewne niedociągnięcia. Premier Beata Szydło zapowiedziała, że będzie domagać się wyjaśnień, dlaczego aukcja koni arabskich w Janowie zakończyła się spektakularną klapą. – „Wojewoda powinien więcej robić i mniej mówić” – pouczył minister Błaszczak pomorskiego wojewodę Dariusza Drelicha, który po nawałnicy i tragedii w Suszku wsławił się sentencją, że nie warto wzywać żołnierzy do zbierania gałęzi i zamiatania liści.

Właśnie nieudolność i obojętność zaprezentowana przez władzę przy okazji tej klęski żywiołowej wywarła na wyborcach szczególne wrażenie. Gdy w przyszłości będziemy analizować przyczyny klęski PiS, być może właśnie ta nawałnica okaże się decydującym momentem, który sprawił, że sympatie społeczne się odwróciły. Podobnie jak gwoździem do trumny rządów SLD były słowa lekkomyślnie skierowane przez premiera Włodzimierza Cimoszewicza do ludzi, którzy ponieśli straty w powodzi stulecia w 1997 r.: – „Trzeba być przezornym i trzeba się ubezpieczać” (po latach sam Cimoszewicz tłumaczył, że został źle zrozumiany, ale to już bez znaczenia – mleko się rozlało).

Jak na te wszystkie trudności zareaguje Jarosław Kaczyński? Czy pójdzie za głosem tych, którzy namawiają go, by dokręcać śrubę, wzmacniać propagandę i nasilać walkę z opozycją? Właśnie to radzi np. Michał Karnowski, który po wielkiej fali demonstracji zakończonych prezydenckim wetem pisał pod koniec lipca: – „To jest moment, w którym PiS powinien przejść do kontrofensywy. Trzeba głośniej mówić prawdę o rządach III RP, trzeba się bić na każdym froncie. Tak jak rząd węgierski, który otwarcie pyta rodaków: czy ma wygrać Soros, czy Węgrzy? Trzeba rozpoznać kluczowe węzły maszyny manipulacji społeczeństwem i ją zdemontować” – postuluje Karnowski, namawiając rządzących do zniszczenia niezależnych i krytycznych wobec władzy mediów.

Oczywiście, uzasadnia to kwestiami ideologicznymi, starannie przemilczając fakt, że jako wpływowa figura w prywatnym koncernie medialnym, jest tym osobiście zainteresowany. Właśnie w tym kontekście należy czytać jego słowa ubolewania, że PiS rozpoczął wojnę z III RP, „nie dbając o osłonę medialną”. – „Żadnych nowych rozdań koncesyjnych” – martwi się Karnowski, przebierając nóżkami z niecierpliwości, kiedy wreszcie uda mu się dorwać do półki z medialnymi konfiturami.

Od takich cwaniaków aż roi się na zapleczu władzy. Liczą na koncesje, stanowiska, profity, apanaże. Popychają swój obóz do politycznej konfrontacji i do nasilenia walki ze społeczeństwem obywatelskim, w myśl zasady sformułowanej przez ich duchowego ojca i patrona, Józefa Stalina, który stwierdził, że w miarę postępów w budowie nowego ustroju walka klasowa musi się zaostrzać.

Niestety, wygląda na to, że ich podszepty harmonizują z polityczną osobowością wodza PiS. Jarosław Kaczyński w przeszłości nie raz udowodnił, że jego ulubioną metodą rozwiązywania problemów i wydobywania się z politycznych tarapatów jest inicjowanie kolejnych kampanii, wskazywanie rzekomych wrogów i szczucie opinii publicznej przeciw nim. Biorąc pod uwagę, że trudności, z których prezes musi się wydobywać, najczęściej są skutkiem stosowania tej właśnie taktyki, jego postawa jest modelowym zachowaniem człowieka uzależnionego. Każdy alkoholik ma taką właśnie receptę na przezwyciężenie zgubnych konsekwencji picia. Gdy przeżywa katusze spowodowane kacem, cierpi trudności materialne, traci przyjaciół i bliskich – sięga po następną flaszkę. Bo klin trzeba klinem.

Kiedy więc wrócimy z wakacji, a prezydent Duda zaprezentuje swoje projekty ustaw sądowych, czeka nas najprawdopodobniej kolejny ciąg polityczny pana prezesa. Może pora by już była odesłać go na zasłużony odwyk?

WEEKENDOWY LANS

Waldemar Mystkowski pisze o Januszu Głowackim, który odszedł.

Dzień, w którym odszedł Janusz Głowacki

Dzień, w którym umiera pisarz, robi umysł pochmurnym. I wcale nie zależy to od wielkości pisarza, ale od klimatu wewnętrznego, w jakim go się umieściło. Takie dni są więc z deszczami, grzmotami, a nawet z nawałnicami.

Janusz Głowacki był obecny dla mnie od jego początków. Ale najpierw wpisał się tym, co najbardziej lubię. Na ostatniej stronie „Współczesności” prowadzona była rubryka, w której nieśmiało odnotowywano życie towarzyskie w PRL-u. Stamtąd dowiedziałem się o playbowaniu Głowackiego, a obiektem jego zabiegów była Jacqueline Kennedy Onassis. Z terenowych doniesień wynikało, iż Głowacki w tej kwestii zaliczył sukces. Czy tak było naprawdę?

W każdym razie ożywiał komuszą rzeczywistość, jak kolorowe skarpetki Leopolda Tyrmanda. Czytałem Głowackiego na pniu, począwszy od jego debiutu „Wirówka nonsensu”, a jako nastolatek nie mogłem ugryźć pojęcia młodzieży bananowej. Odświeżające były jego felietony w „Kulturze”, w których zestawiał antysemicką „Głupią sprawę” Stacha Rycha Dobrowolskiego z „Ulissesem” Joyce’a, wskazując, że ta pierwsza pozycja jest git.

Poznałem go w „Czytelniku”, w którym debiutowałem, tego samego dnia także dane mi  było po raz pierwszy uścisnąć rękę Zbigniewa Herberta. Potem ze dwa razy spotkałem Głowackiego na szlaku i to raczej w przystani SDP na Foksal. Najczęściej jednak spotykałem się z nim w jego książkach. Mimo jego bardzo dużego wkładu w naszą kulturę był to jednak pisarz niedoceniany.

Inteligentny (pisarz chyba nie może być inny), zdystansowany do siebie, ceniony przez krytykę i czytelników ze specjalnie wysublimowanym podniebieniem, jakoś wymykał się hierarchizowaniu. Jego opowiadania z dwóch pierwszych tomów z pewnością przetrwają, bo to zapis naszych polskich lęków wpisanych nie tylko w tamten czas lat 60-tych. Dramaty Głowackiego są arcypolskie i nie zdewaluowała się ich siła, a przekaz może i powinien być wyzwaniem dla kolejnych pokoleń reżyserów, bo jest co odkrywać i interpretować.

Gdy to piszę, przechodzi przeze mnie burza. Taki dzień, jak ten, jest stracony. Trzeba gdzieś przycupnąć i przetrwać do następnego dnia.

WSZYSCY ODDAJEMY HOŁD WYBITNEMU PISARZOWI

>>>

„PiS to choroba Polski”.

NIE WAŻNE, ŻE ZABRALI… WAŻNE, ŻE DALI 500+. JACY MY POLACY JESTEŚMY GŁUPI

Niedługo minie dwa lata rządów PiS. Na koduj24 podsumowanie robi Tamara Olszewska.

PiS w kampanii parlamentarnej i dzisiaj

Gdzie dzisiaj są wyborcy PiS – czy jest im choć trochę głupio?

Już niebawem będziemy „obchodzić” drugi rok rządów PiS-u. Publicyści, znawcy tematu i zwykli szarzy ludzie zaczną oceniać te dwa lata, realizację obietnic wyborczych i będzie się działo, będzie głośno. Ja jednak dzisiaj chciałabym się skoncentrować na czymś, co zapewne umknie „bokiem”. Nie na nocnej zmianie, na obietnicach spełnionych i tych, o których w swej walce o władzę PiS nawet nie wspominał. Chciałabym, byśmy ponownie przyjrzeli się zarzutom, jakie w trakcie kampanii prezydenckiej politycy partii Jarosława Kaczyńskiego stawiali politykom PO i którymi idealnie rozegrali rozentuzjazmowane tłumy swoich wielbicieli. Popatrzmy więc, przypomnijmy je sobie. Ciekawe, czy PiS jest wolny od „tych samych grzechów”…

Wszechobecny nepotyzm i kolesiostwo

Pamiętacie ten jazgot, to szaleństwo? Bardzo umiejętnie politycy PiS wbijali narodowi, jak to za rządów PO rączka rączkę myła, jak kolega kolegę promował, a najważniejsze stanowiska obsadzano tylko rodzinką, przyjaciółmi, kumplami. „Puls Biznesu” opublikował w 2012 roku listę działaczy PO/PSL, ich rodzin i najbliższych, którzy w ciągu minionych 5 lat rządów tej partii znaleźli ciepłe posadki w firmach państwowych. Znalazło się na niej ok. 800 nazwisk (400 na liście PO i 400 na liście PL). O laboga… co za zbrodnia niesłychana!

Jak pokazało życie, PiS znacznie przeskoczyło tę liczbę. Po roku władania Polską, na analogicznej liście, opublikowanej przez „Puls Biznesu” w styczniu 2017 roku, znalazło się już ponad 1000 nazwisk. Tempo zajmowania stołeczków i skala tego zjawiska pokazują wyraźnie, że jedynym kluczem jest przynależność partyjna czy też sympatia, ale na pewno nie wiedza i kwalifikacje zawodowe.

Dług publiczny

Zgodnie z tym, co głosiło PiS, już w maju 2015 roku koalicja PO/PSL wpędziła Polskę w dług dochodzący do 900 mld zł. Naród z oburzeniem słuchał, w jaki kanał nas ta władza wpędziła. Polska jest wygaszana, PKB na poziomie 3,4% to fikcja i wielkiej pracy trzeba będzie, wielkiej cierpliwości, konsekwencji, by ratować z Polski, co się da, by postawić ją na nogi, naprawić i odbudować.

Jak jest dzisiaj? Po roku rządów PiS dług publiczny przekroczył bilion złotych, czyli wzrósł od czasu PO/PSL o ponad 100 mld i to w tak krótkim czasie. Mało tego, rząd założył sobie w 2017 roku kontynuację polityki zadłużania państwa i wzrost długu publicznego do co najmniej 1,075 mld zł. Znawcy tematu mówią, że takie tempo wzrostu i jego wysokość stanowią wielkie zagrożenie dla gospodarki państwa. Nie zdziwmy się więc, gdy przyjdzie załamanie gospodarki i… no właśnie… i co dalej?

Władza i wsłuchiwanie się w głos narodu

To „wstrętne” PO było głuche i ślepe. Robiło sobie, co chciało i – nawet wbrew woli narodu – wprowadzało wygodne dla siebie ustawy w życie. Nie zgodziło się na referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego czy pozostawienie 6-latków w przedszkolach. Taka to arogancja i buta tej władzy. Jarosław Kaczyński aż sapał z oburzenia, jego politycy podobnie, a do narodu zaczęło docierać, jak to jest lekceważony i ignorowany.

Mijają powolutku dwa lata władzy PiS i co? Bardzo umiejętnie obecni rządzący podzielili naród na dwie części. Z tą „lepszą” mają świetny kontakt, idą im na rękę, robią to, za co ta część ich jeszcze bardziej kocha. Tę drugą mają w nosie. Prośbę o przeprowadzenie referendum w sprawie reformy oświatowej, podpisaną przez prawie milion osób, PiS wywalił do kosza. O szerokich konsultacjach społecznych możemy zapomnieć, podobnie jak o głosie rzeczywistych ekspertów. PiS pozoruje współpracę ze społeczeństwem, jego wierni w to wierzą, a panowie i panie robią sobie, co im się tylko podoba i tak naprawdę, cały naród mają w nosie.

Ograniczenie wolności zgromadzeń

Ależ to była „wpadka” polityków PO i prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zamarzył im się zakaz organizowania równoległych manifestacji i kontrmanifestacji. Zamarzył im się zakaz zasłaniania twarzy szalikami i czymś tam jeszcze. Jak to PiS głośno krzyczało, że łamie się art. 57 Konstytucji w związku z art. 31 ust 3 Konstytucji. No nie, partia Jarosława Kaczyńskiego na to nie pozwoli, a lud niech patrzy, kogo sobie wybrał.

Dzisiaj… Od grudnia 2016 r. pierwszeństwo w publicznym gromadzeniu się ma władza i Kościół. Mogą sobie nawet rezerwować terminy na tzw. zgromadzenia cykliczne i wara innym od gromadzenia się w tym terminie.

Prywatyzacja lasów

W trakcie kampanii prezydenckiej 2015 roku i potem, gdy walczono już o stołeczki w parlamencie, PiS i jego zwolennicy zelektryzowali Polaków strasznymi wieściami. Ten okropny Komorowski i politycy z jego partii chcą sprywatyzować nasze lasy. Jeśli im się to uda, to koniec z naszymi spacerami wśród drzew, słuchaniem śpiewu ptaków, zbieraniem grzybów, delektowaniem się pięknem leśnej natury. Zdrajcy, zbrodniarze, złodzieje… No cóż, były to plotki wyssane z palca, ale swoje zrobiły. Plotka nie plotka, naród jednak wiedział swoje i również za to rozliczył w wyborach 2015 roku.

Minęły dwa prawie lata. Jest 27 lipca 2017 roku. Pisowski Sejm przyjął ustawę o Krajowym Zasobie Nieruchomości, a w niej… zapis, kto przekaże grunty pod zabudowę w ramach programu Mieszkanie Plus. Wśród licznych wymienionych są też Lasy Państwowe, które będą musiały oddać 600 tys. ha lasów. Tę ziemię będą mogli potem, w przetargach, kupować prywatni inwestorzy. Komentarz chyba zbędny, prawda?

Niekorzystna umowa gazowa z Rosją

Fakt jest faktem – rzeczywiście koalicja PO/PSL podpisała bardzo niekorzystną dla nas gazową umowę z Rosją. Tak wynika z raportu NIK i dyskutować tutaj się nie da. Jednak, co robi PiS, gdy objawił nam się w Polsce Donald Trump, nowy prezydent USA? Podczas rozmów rząd dogadał się z nim w sprawie sprowadzania gazu z USA. Cena, jaką przedstawili Amerykanie w negocjowanym kontrakcie u niejednego eksperta w tej dziedzinie przywołuje ostry ból głowy. Ten gaz ma być droższy niż rosyjski, katarski i norweski i każdy inny, jaki dotychczas docierał do Polski. I co z tym fantem zrobić?

Mogłabym jeszcze długo i dużo. O służbie zdrowia, polityce zagranicznej, stanie polskiego wojska, edukacji. Krytycznych słów wobec PO padło w kampanii parlamentarnej mnóstwo. Według PiS-u 8 lat władzy PO to jedna wielka porażka, wielka katastrofa, zdrada Polski, za którą trzeba polityków PO rozliczyć i ukarać. Mogłabym, tylko właściwie, po co?

Czy ci, którzy tak łatwo dali się na taką retorykę nabrać, pamiętają, jak obrzucali pomidorami busy wyborcze PO, jak gwizdali, buczeli, żądali głów? Gdzie dzisiaj jest ich poczucie sprawiedliwości i odpowiedzialności za Polskę? Czy potrafią uczciwie stanąć i powiedzieć, że dali się nabrać, że czują się oszukani? Czy to, co spowodowało ich złość i rozczarowanie, co spowodowało, że oddali swój głos właśnie na PiS, dzisiaj od PiS-u ich odsunie? Jestem bardzo ciekawa, co im siedzi w głowach, czy rozumieją, jak bardzo dali się zmanipulować i… czy jest im choć trochę głupio?

Wspaniała Ola

Kieliszkowa Błasik.

Lis bezlitosny dla władzy PiS.

Waldemar Mystkowski pisze o ostatnich wydarzeniach związanych z PiS.

Kaczyński to gorszy Gierek

Dzienna porcja newsów, które obnażają niekompetencję polityków PiS jest porażająca. I chciałoby się rzec, że gdyby tak zdarzyło za poprzedników, to popłynęliby w sondażach i nie tylko. A jednak PiS-owi nie maleje w sondażach, tak jak Platformie po aferze podsłuchowej. Tych „podsłuchów” pisowskich jest co nie miara, a im nie ubywa, a może wręcz przeciwnie. Dlaczego tak się dzieje?

Jednym z wytłumaczeń i kto wie, czy nie bliskim prawdy – poprzez analogię – jest to, iż PiS korzysta z dobrodziejstwa, jakie pozostały po poprzednich rządach tak, jak korzystał Edward Gierek z zachodnich pożyczek. Zanim dewizy zostały przejedzone, I sekretarz z Sosnowca miał się całkiem, całkiem dobrze, dopiero zmiotła go „Solidarność”.

Media komusze, bo tylko takie były, waliły w „Solidarność”, jak w bęben, że to za ich sprawą źle się dzieje, że „totalna opozycja” odpowiada za braki wszystkiego na rynku i za ocet w sklepach, a złotówka traci na wartości. Mit Gierka do dziś ma silne oddziaływanie w narodzie, co przełożyło się za naszych już niepodległych czasów, że jego syn nie miał kłopotów z uzyskaniem mandatu posła, a Jarosław Kaczyński – aby zyskać głosy wyborcze – I sekretarza nazwał patriotą.

PiS w tym znaczeniu jest gierkowski, zgadzam się z komentatorami w TOK FM, że obecna władza „to ekipa największych nieudaczników w historii Polski. Nie mam wątpliwości, że to o niebo więksi nieudacznicy niż w czasach PRL-u”. Akurat to są słowa naczelnego „Newsweeka” Tomasza Lisa. „Sprawność” pisowskiego rządzenia celnie nazwała Agnieszka Wiśniewska z „Krytyki Politycznej”: – „Jeżeli coś trzeba załatwić, to w parlamencie można instytucje przeformułować i zmieniać ustrój państwa. A jeżeli jest wichura i kable zrywa, to tylko sołtys może pomóc, bo państwo nie działa”.

Taki Mariusz Błaszczak wychodzi przed kamery i macha dokumentem, jakoby w jego resorcie w pocie czoła stworzonym, który ma uprościć procedury odbudowy po klęskach żywiołowych. Od razu mu wytknięto, iż „ciężko nie miał, bo zerżnął z Tuska”. Błaszczak ponadto zaapelował, iżby nie lansować się na tragedii. Błaszczak, a ty nie lansuj się na Tusku!

Można zastanawiać się, w jakim roku gierkowskim znajduje się władza PiS. Zdaje się, że bliżej 1980 roku, który żegnał I sekretarza i my będziemy żegnać prezesa PiS. Ta pisowska Polska nie jest do utrzymania w żadnych ryzach, społeczeństwa nie można bezustannie zastraszać, nasyłać na obywateli policję pod pretekstami wyssanymi z palca. A tak zdarzyło się dzisiaj z aktywistami broniącymi Puszczy Białowieskiej. Obóz dla Puszczy naszło kilkudziesięciu funkcjonariuszy z psami i antyterrorystów w kominiarkach. Szukali… narkotyków. Dlaczego taki powód? Czyżby marychę albo hasz lepiej jarało się na świeżym powietrzu? A do tego nie pozwolono aktywistom filmować działań policji. Tutaj więcej do powiedzenia mają prawnicy. Nie może być tak, że zaatakowany obywatel RP broniący praworządności nie mógł zbierać dowodów na bezprawie – zwłaszcza bezprawie państwowych służb.

W formie tego felietonu nie mieści się news o „obatelu” Ryszardzie Czarneckim, który dostał wzwodu strzelca wyborowego na wieść, iż libijska straż morska ostrzelała statek należący do hiszpańskiej lewicowej organizacji pozarządowej, która wspomaga uchodźców w imigracji. „Wreszcie” – strzelił sobie na sucho na Twitterze Czarnecki.

Podobnych newsów i newsików każdy dzień przynosi zatrzęsienie. A jest kanikuła, prezes jeszcze nie wrócił z wakacji od Brudzińskiego. Co będzie, gdy wszyscy będą na miejscu? Ci nieudacznicy są gorsi niż w PRL-u, ciemniacy (jak nazwał ich Kisiel) z każdym dniem coraz bardziej psują Polskę, bo jest co zepsuć. Kaczyński to taki gorszy Gierek, w sam raz jego wizja nie działającej Polski pasuje do „dyktatury ciemniaków” Gomułki. Bo kim są wspomniani Błaszczak, Czarnecki, Szyszko?

SZUBARTOWICZ NA WEEKEND 🙂

I WTEDY WRESZCIE BĘDZIE MOŻNA WYSYŁAĆ TYLKO POLSKIE SMS-Y. Może uda się ostrzegać ludzi przed nawałnicami? Wszystko to i tak wina Tuska…

>>>

Esencja pisowskich nieszczęść.

Kto to, ach, kto to?

Magdalena Środa pisze o arcybiskupie Jędraszewskim.

Święta ignorancjo!

Kościół musi wreszcie dokonać wymiany pokoleniowej.

Wysłuchałam wypowiedzi abp M. Jędraszewskiego, który porównywał miesięcznice smoleńskie i kontrmanifestacje do sytuacji księży prześladowanych przez SB, dlatego, że mieli odwagę modlić się podczas mszy za internowanych. W roli dzielnych księży widzi dziś abp Jędraszewski – rząd PiS, a w roli SB – opozycję demokratyczną. To więcej niż kuriozalne. Zaprawdę, trudno zrozumieć taką opinię zwłaszcza, że wygłasza ją autorytet kościelny, który w naszym kraju ma charakter autorytetu moralnego.

Stawiam więc trzy tezy (postulaty?), by tę wypowiedź zinterpretować. Pierwsza, że Kościół musi wreszcie dokonać wymiany pokoleniowej. Na jego czele stoją bowiem ludzie, którzy niewiele rozumieją z tego, co się dzieje, nie potrafią trafnie osądzić sytuacji politycznej i kulturowej ani też wyciągnąć wniosków. Są serwilistyczni, konserwatywni, krótkowzroczni. Nie dzieje się tak, być może, z powodu złej woli, ale z innych przyczyn. Nie będę wnikać, jakich… Co prawda nie jestem pewna, czy w Kościele przy całym jego oportunizmie, hedonizmie i poczuciu władzy, wykluć się mogła jakaś nowa generacja młodych księży samodzielnie myślących i zajmujących się raczej służbą Jezusowi niż Kaczyńskiemu, ale zawsze możemy mieć taką nadzieję.

Teza druga odnosi się do wiedzy. Otóż sądzę, że takie wypowiedzi jak abp. Jędraszewskiego są wynikiem jakiejś głębokiej ignorancji, co do tego, czym jest demokracja, czym jest państwo (inne niż kościelne), czym opozycja, wreszcie, jak ważna jest rola pamięci historycznej. Porównywanie dzisiejszej opozycji do dawnej SB, a autorytarnej i despotycznej władzy PiS do księży, którzy byli w opozycji, jest zapewne spowodowane brakiem ogólnej wiedzy. Abp. Jędraszewski ma jednak wiele okazji, by wiedzę nadrobić i wielka szkoda, że z takiej okazji nie korzysta. Poziom wykształcenia kościelnych kadr jest z roku na rok coraz gorszy, co przekłada się nie tylko na publiczne wypowiedzi, ale również na działalność liturgiczną i katechetyczną. Kościół powinien o tym wiedzieć i interesować się nie tylko swoją władzą, ale i wykształceniem, tak hierarchów, jak i adeptów kościelnych.

Po trzecie wreszcie: jestem przekonana, że każdy w naszym państwie, księża również, powinni przejść przez kurs praktycznej edukacji obywatelskiej oraz etycznej. Katecheza nie wystarcza, by mieć adekwatne narzędzia do oceny współczesnego świata i do współodpowiedzialnego uczestniczenia w nim. Tu trzeba wiedzy, umiejętności i praktyki demokratyczno-obywatelskiej.

Zdaje się jednak, że szanse na taką wiedzę, praktykę i odpowiedzialność wśród kleru są – przy takich „autorytetach” jak abp. Jędraszewski bardzo niewielkie. Święta ignorancja, święty oportunizm – zwyciężą.

Premier dowiedziała się o tragedii w poniedziałek. TVPIS nie podawało?

PRZECZYTAJCIE. BYŁO MALOWANIE TRAWY NA ZIELONO… TAK DZIAŁA PAŃSTWO? TAKA MIAŁA BYĆ POLSKA PO DOBREJ ZMIANIE? PRZEPROŚCIE I SP…………

Waldemar Mystkowski o tym, co nas czeka na jesieni – i nie tylko.

PiS przegrupowuje się – przed nami gorąca jesień

„Na mieście” zaczynają mówić, że Andrzej Duda szykuje się do stworzenia własnego zaplecza politycznego. To już nie tylko sugestia z tajemniczą miną posła Kukiz ’15 Marka Jakubiaka, ale całkiem poważnych publicystów, którzy przebąkują o poważnych zmianach w PiS, a tym samym o poważnych zmianach na scenie politycznej.

Obóz Dudy in spe miałby jakoby składać się z części zaplecza PiS, głównie zatrudnionego w Kancelarii Prezydenta, z ugrupowania Pawła Kukiza i  – spora niespodzianka – polityków PSL. Trudno orzec, na ile samodzielne były weta Dudy, bo niespecjalnie dowierzam prezydentowi. Mógł wejść w rolę dobrego policjanta, złego wskazując na Nowogrodzkiej.

Załóżmy jednak, że Duda skalkulował, iż opłaca mu się być przyzwoitym, nie zapisać się źle w historii i stanął ością w autokratycznym gardle prezesa. Jeżeli tak jest, to Duda nie ma szans na prezydenturę drugiej kadencji, nie wygra wbrew PiS.

Jak zużyta jest władza PiS, widać teraz, gdy nawałnice dotknęły część Polski. Nie miał kto podjąć decyzji o pomocy walczącym ze skutkami kataklizmu, a jak już podjęto spóźniony i niewystarczający ratunek to odbyło się to w formie groteski, zarówno w wydaniu Antoniego Macierewicza, jak i zagubionej, ponoć pozostającej w głębokiej depresji, Beaty Szydło.

Nie tylko zużycie obecnego rządu wskazuje na to, że zmiana zostanie dokonana. Filozofia polityczna PiS mająca tylko jednego autora to nie jest rządzenie bądź administrowanie – bo tego naprawdę nie potrafią – ale zdobywanie kolejnych przyczółków władzy poprzez konflikt, poprzez przekraczanie standardów demokratycznych, prawnych, konstytucyjnych. Było to możliwe, gdy Duda parafował wszystko, jak leci, gdy Szydło uśmiechała się i zwycięstwem zasad nazywała totalną porażkę polityczną 1:27.

Układ władzy w PiS jest w niemocy. Może mu nadać siłę ktoś inny, a nawet Kaczyński może pokusić się być premierem. Rządzenie na gwizdek z gabinetu na Nowogrodzkiej wyczerpało się. Tym bardziej, że projekty ustaw dotyczących sądów wejdą lada chwila na agendę. Na jesieni władza PiS zmierzy się repolonizacją bądź z innym pretekstem niszczenia mediów prywatnych. Będzie to wyzwanie, na które już nie wystarczą płoty przed Sejmem.

A jeżeli Duda nadal będzie zachowywał się przyzwoicie? Jesień będzie więc gorąca i przewyższy temperaturą dotychczasowe rozwałki PiS. Na to jest skazany prezes, który nie ma zbytniego pojęcia o rządzeniu krajem, ale potrafi zdobywać i zawłaszczać instytucje, a to są różne pary kaloszy.

A co z opozycją? I tutaj mamy jeszcze większy kłopot. Dzisiaj opozycja to nie tylko partie parlamentarne czy też rozproszkowana lewica, ale to społeczeństwo obywatelskie, NGO’sy i hybryda ponadpokoleniowa „Łańcuchy Światła”, które w każdym protestującym mieście były inne, a najsilniejsze w Poznaniu.

Słyszymy, iż opozycja powinna się zjednoczyć, tworzyć wspólne listy wyborcze itd. Znając polskie polityczne obyczaje, owo zjednoczenie równie dobrze może być wołaniem o wojenkę. Na szczęście pierwsze są wybory samorządowe, które nie muszą być li tylko konkurowaniem partyjnym, ale eksperymentem partyjno-stowarzyszeniowym oplecionym łańcuchami światła. W częściach Polski, w miastach – opozycja może tworzyć najkorzystniejsze dla niej formy reprezentacji wyborczej, mogą one i muszą się różnić. Polacy obudzili się w lipcu – teraz Polacy muszą w sposób jak najbardziej naturalny przy pomocy polityków, samorządowców, aktywistów społecznych artykułować potrzeby dla lokalnych społeczności.

Podstawowym zawołaniem dla opozycji jest podmiotowość lokalna, która nie musi być warunkowana jakąś wielką ideą, ale być orientacją na jeden lub kilka wybranych celów, a te zawsze łączą. Energia lipcowa Polaków dobrze wykorzystana w wyborach samorządowych pokona PiS – jestem o tym przekonany. Na tej bazie będzie dużo łatwiej tworzyć strategie zwycięstwa parlamentarnego nad PiS.

RYSZARD KALISZ: CAŁY SYSTEM ZAWIÓDŁ

nowa.tv >>>

Lis bezlitosny dla władzy: Ta ekipa to najwięksi nieudacznicy w historii, o niebo więksi niż PRL-u

Tokfm >>>

Jak to ich internauci nazwali??? Kurwizja?

>>>

Przez minione 8 lat Polki i Polacy mieli premiera… Teraz mają defiladę…

PGRowa nawet nie pisnęła słówkiem…

Waldemar Mystkowski w dwóch jakże aktualnych tekstach.

Zajady Sakiewicza na Kasprzaka i Schetynę

Polscy narodowcy – jak narodowcy wszelkich nacji – nie są zbyt kreatywni. Nie dotyczy to tylko przypadłości intelektualnej, ale też genetycznej. W obrębie jednej rasy, jednego rodu potomkowie szybko ulegają degeneracji. Podobnie jest z kulturą – zamknięta w sobie rakowacieje, staje się estetycznym zakalcem. Zarówno w nauce, jak i w kulturze kwitnące są pogranicza, które mieszają się i tworzą nowe wartości. Tak powstają największe dzieła, taka jest geneza wynalazków, które są „kamieniami milowymi cywilizacji”.

Powyższa uwaga o zrakowaceniu dotyczy naszych narodowców, a w moim felietonie konkretnie jednej osoby i jego środowiska – Tomasza Sakiewicza. Niedawno zasłynął insynuacją w stosunku do europosłanki Platformy Obywatelskiej Róży Thun: – „Pani się nie czuje w tej chwili Polką. Pani się czuje reprezentantką Niemiec”. Thun odparła, iż Sakiewicz „jest wrednym i podłym kłamcą”.

Jakkolwiek Sakiewicza usprawiedliwiałbym przypadłością, na którą ten osobnik nie ma większego wpływu, to jednak z obecności takich postaci rezygnowałbym w przestrzeni publicznej. Stosować eliminację miękką, po prostu nie zapraszać takich osób, nie bywać z nimi, bo narazisz się na nieprzyjemności estetyczno-intelektualne w postaci ich ograniczeń i degeneracji.

W którymś momencie – i to szybciej niż nam się zdaje – tacy Sakiewicze są skazani na coraz mniejszy i mniejszy krąg, ograniczają się tylko do swojego środowiska naturalnego, do rodziny. Może tak się stać, że Sakiewiczowi pozostanie tylko plecenie insynuacji w stosunku do żony. A mogłaby ona wyglądać następująco, gdy Sakiewicz mówi do Sakiewiczowej: Nie czujesz się Sakiewiczową, ale czujesz się reprezentantką Kramerów (Kramerów niemieckich, a nie Kramera z „Vabank”).

Separowany Sakiewicz dostałby prędzej czy później jakiegoś mentalnego hakenkreuza, na razie ma echolalie. Zaburzenie kreatywności, myślenia, które w jego środowisku jest dzisiaj znane pod pojęciem „reparacji od Niemców za II wojnę światową” albo „opcji niemieckiej”. Gdzie Sakiewicz by nie był przebywał, powtarza jak echo jakąkolwiek insynuację niemiecką.

Takie ma skojarzenia w wyniku wyżej opisanych ograniczeń. Napisałem, iż kończy się to mentalnym hakenkreuzem. Muszę się wycofać, bo ten hakenkreuz już jest – i to tak mało kreatywny, jak okładki „Gazety Polskiej” wykorzystujące tylko jedno zdjęcie. Zdjęcie jest słynne, acz zainscenizowane, na którym wojska hitlerowskiego Wehrmachtu atakują polski szlaban na granicy polsko-niemieckiej w 1939 roku.

Na wcześniejszej okładce „Gazety Polskiej” w miejsce twarzy hitlerowców wstawiono oblicza Angeli Merkel i Martina Schulza. W najnowszym numerze tygodnika na tym samym zdjęciu żołnierzami Wehrmachtu są Grzegorz Schetyna i Paweł Kasprzak. Jak czytamy w zapowiadanym artykule, na jesieni ma dojść do mniemanego puczu, który mało kreatywny tygodnik nazywa „Nową kampanią wrześniową”.

Takich zajadów dostaje Sakiewicz w wyniku zaburzeń echolalii – „opcja niemiecka”, która aktualnie obowiązuje w środowisku pisowskim.

ANTONI MACIEREWICZ POWINIEN PARADOWAĆ W SAMOLOCIE DLA VIPÓW. TO JEST PRZECIEŻ JEDYNA BROŃ DLA ARMII, JAKĄ ZAKUPIŁ

©Andrzej Mleczko

Państwo PiS poległo

Spóźniony zapłon Szydło i Macierewicza na tragedię w Rytlu.

Rytel w Borach Tucholskich powinien śnić się po nocach władzom PiS. Znając jednak ich niewrażliwość, ta wieś będzie się śnić innym. Sen ten ma dwa wymiary: tragedii i bohaterstwa. Cecha bardzo polska, niemal nasz tragizm grecki, który najlepiej potrafili ukazać romantycy. Ale nie mamy epoki romantyzmu, choć uważam, że pisarzy jak zwykle posiadamy i nie musimy się ich wstydzić. Niestety, władzę mamy pisowską, która daje się poznać z jednej szczególnej strony – demolującej.

Nawet w obliczu tragedii – nawałnic, które w weekend przyniosły śmierć i spustoszenia, najpierw w Suszku, a potem centrum tragedii znalazło się we wsi Rytel na Pomorzu. Ta ostatnia miejscowość wołała o pomoc, ale napotkała mur niewrażliwości. Niemniej mieszkańcy dawali sobie nad wyraz dobrze radę. Do rangi bohatera urósł sołtys Łukasz Ossowski, który zorganizował mieszkańców i wraz z pozostałymi zmierzył się z katastrofą.

Władze centralne zareagowały dopiero po trzech dniach i to po obowiązkowej lansiarskiej defiladzie z okazji Święta Wojska Polskiego. Najpierw przyleciała do Rytla premier Beata Szydło, którą powitał plakat: „Ta kobieta nic nie może”.

Rzucił się na pomoc wojskowym helikopterem Antoni Macierewicz, który po wylądowaniu na szkolnym boisku wsiadł do podstawionego auta i w rządowej kolumnie mknął aż 250 metrów do sztabu kryzysowego, gdzie zrobił sobie selfie ze wspomnianym sołtysem Ossowskim.

Jakby tego było mało Macierewicz wyjeżdżał z Rytla wojskowym samochodem, który się zakopał w błocie. Miejscowi oderwani od walki ze skutkami żywiołu pomogli także ministrowi. Tym razem Macierewicz nie uciekał, bo nie miał czym, ale zdążył powiedzieć do 60 żołnierzy, którzy zostali do pomocy, aby się oszczędzali: – „Ale uważajcie przede wszystkim, naprawdę, nie ma tutaj co ryzykować.”

Polityków PiS można cytować garściami. Przebijają się nawzajem. Jolanta Szczypińska, posłanka PiS z Pomorza, wysnuła spostrzeżenie: – „Widziałam bardzo wiele krzyży przydrożnych i kapliczek wśród ogromu zniszczenia. Drzewa i słupy energetyczne leżały, a krzyże i kapliczki ocalały”.

Trudno to nawet komentować, acz Waldemar Kuczyński pokusił się: – „Piękna wizja Boga u tej kobiety. Boga, który biega ratować świątki i krzyże i ma gdzieś, że ludzi miażdżą drzewa”. Albo oficjalny komunikat na profilu PiS: – „Wojsko zareagowało natychmiast, kiedy wpłynął wniosek o pomoc poszkodowanym w wyniku nawałnic”.

Jeszcze raz zacytuję Kuczyńskiego, który odniósł się do „natychmiastowej” (po 3 dniach) reakcji władzy PiS: – „Wasze partyjne wojsko, wasz partyjny wojewoda i wasza PiS-owska odpowiedzialność za zostawienie ludzi w chwili wielkiego nieszczęścia.

Na szczęście Polska nie składa się z pisowców, ale z takich Polaków jak sołtys Ossowski, który ogarnął tragedię. Na Facebooku apelował o pomoc i koordynował logistycznie dostawę potrzebnych narzędzi i sprzętu. Poradził sobie nad wyraz dobrze.

A państwo poległo. Należy dodać – państwo PiS, które stać na spóźnioną reakcję, a potem takie toporne zachowania, jak Szydło i nieszczęśnika Macierewicza. Normalna Polska w chwili tragedii pokazała kolejny raz wyższość nad władzą PiS. A w tym wypadku samorządowcy nad władzą centralną.

Usprawiedliwiam rządzących pisowców tym, że podobnie, jak natura zdemolowała Polskę, tak oni demolują prawo i demokrację. Dziwny sojusz – niemal metafizyczny.

TO JAK ONI MAJA SOBIE PORADZIĆ Z RESZTĄ??? SKORO W TAK MAŁEJ SPRAWIE DALI DUDY…

Antek jak zwykle z siebie zadowolony.

>>>

SŁOWA FRASYNIUKA, Z OKAZJI DZISIEJSZEGO ŚWIĘTA.

A JEDNAK… NA ZŁOŚĆ DUDZIE!

Waldemar Mystkowski pisze o demolującym wpływie na obronność Polski osobnika o nazwisku Antoni Macierewicz.

Mara senna Macierewicza o potędze armii

Takiej zapaści w polskim wojsku dawno nie było.

Antoni Macierewicz ubiegł prezydenta Andrzeja Dudę w pochwałach dla armii. W przeddzień święta Wojska Polskiego wygłosił przemówienie, wręczył awanse i wyróżnienia. Minister ma zdecydowanie większy wkład w niszczenie polskiej obronności, choć zwierzchnikiem konstytucyjnym WP jest Andrzej Duda.

Wydaje się, że Duda postawił się ministrowi obrony, gdyż nie podpisze nominacji generalskich, choć tych na gwałt potrzebuje armia, bo dymisji wśród najwyższych szarż w ostatnim czasie mieliśmy wyjątkowo dużo. Odeszli z wojska generałowie z odpowiednim stażem i mający uznanie wśród sojuszników w NATO. Otworzyła się ścieżka kariery dla nominatów Macierewicza, przeskakujących kilka rang w bardzo krótkim czasie.

W każdym razie Macierewicz w przemówieniu pochwalił siebie i zapowiedział cel armii, w której dewastacji ma spore osiągniecia. Otóż chce „armii zdolnej samodzielnie powstrzymać zewnętrzny atak”. Można powiedzieć, że jest ambitny, jak nikt przed nim.

Na razie armia pozbyła się najlepszych generałów, nie ma śmigłowców bojowych, bo kontrakt na zakup Caracali został zerwany. Brakuje pilotów, którzy obsługiwaliby śmigłowce te, które są. Fachowcy od wojskowości twierdzą, że takiej zapaści w polskiej armii dawno nie było, np. ratownictwo Marynarki Wojennej nie ma czym latać, ale MON kupił limuzyny i samoloty dla VIP-ów, wszak partia „panów” musi mieć czym latać.

W przemówieniu Macierewicza wybrzmiały bardzo niepokojące nuty, mianowicie minister dystansuje się „od złudnych obietnic, odrzucenie fałszywej alternatywy między opcją rosyjską i niemiecką, powrót do prawd najprostszych i do wartości podstawowych”. Język bardzo ułomny, jakaś marna kazuistyka. Dzisiaj zrozumiałym jest, iż „opcja rosyjska” (niezdarność językowa) jest z natury wrogim rozumieniem interesu narodowego. Ale „opcja niemiecka” niemal współgra z reparacjami za II wojnę światową.

„Opcja niemiecka” jest naszym sojusznikiem w NATO. Takim samym partnerem jak „opcja amerykańska”, a wojska niemieckie znajdują się tuż za Odrą. Chyba że Macierewiczowi chodzi o to, aby Niemcy byli naszymi wrogami. Tym samym wrogami zostaną Amerykanie, bo dla nich nasi zachodni sąsiedzi są ważniejszym partnerem w NATO niż my (mimo niechęci Trumpa, ale ten już od dłuższego czasu jest izolowany od strategicznych decyzji administracji waszyngtońskiej). Pojęcie „opcja niemiecka” używane jest przez Jarosława Kaczyńskiego i to tylko wtedy, gdy chce ostro skrytykować Niemcy.

W przeddzień święta Wojska Polskiego uświadamiamy sobie, jak Macierewicz osłabił obronność polską, nie tylko dewastując kadry dowódcze, ale zrywając kontrakty na zakup nowoczesnego wyposażenia i broni. Za to dowartościowani są Misiewicze i Berczyńscy i tak poroniona nowa formacja – weekendowe Wojska Obrony Terytorialnej.

Macierewicz ciągle nie odpowiedział na zarzuty, które same się formułują po lekturze świetnie udokumentowanej książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Więcej możemy się dowiedzieć o sympatiach Macierewicza do „opcji rosyjskiej” po interpelacji posła Nowoczesnej Adama Szłapki.

Może faktycznie przebudził się zwierzchnik Wojska Polskiego prezydent Duda. Dopełnieniem tego byłoby zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem opozycji. Wówczas takiego pustosłowia Macierewicz nie mógłby używać, iż zdemolowana przez niego armia„samodzielnie powstrzyma zewnętrzny atak”. To nie jest sen o potędze Macierewicza, to jest mara senna, w której my Polacy mamy prawo się obawiać, iż wystąpimy jako mięso armatnie.

A CO TAM NAWAŁNICE… DEFILADA!!!

Interpelacja posła Platformy Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy wszystko wyjaśnia, dlaczego mamy do czynienia z nieumiejętnością radzenia w obliczu katastrofy przez obecne władze PiS

Tragedia.

A Wojska Obrony Terytorialnej sobie maszeruja.

Taka prawda.

Paweł Skiba w „Wyborczej” pisze o konstytucji, czym ona jest. Odstaw na bok swoje obowiązki. Weź konstytucję i pomyśl o niej jak o umowie, którą zawarliśmy między sobą my – Polacy. Zastanów się chwilę nad jej istotą. Porozmawiaj o tym z sąsiadem, współpracownikiem, kuzynem.

Konstytucja to nasza umowa, a PiS chce ją złamać

Ponad 40% Polaków popiera partię, która ordynarnie narusza konstytucję i obowiązujące prawo. Dlaczego tak się nadal dzieje? Takie pytanie zaczyna zadawać sobie coraz więcej osób. Poznaliśmy już wiele opinii. Słyszeliśmy o elitach oderwanych od normalnych ludzi, o zagospodarowaniu przez Kaczyńskiego niezadowolonej z dotychczasowej sytuacji części społeczeństwa ze wsi i małych miast. Pojawiają się też głosy, że nie dorośliśmy do demokracji. Nie rozumiemy istoty trójpodziału władzy i znaczenia konstytucji, skoro tak wielu z nas popiera działania PiS albo przynajmniej im się nie sprzeciwia.

Z konstytucją w dłoni

Ślizgamy się po wielokrotnie powtarzanych hasłach: „konstytucja”, „trójpodział władzy”, ale ilu z nas faktycznie wie, co się za nimi kryje? Być może niezrozumienie ich istoty jest przyczyną tak dużego poparcia dla partii rządzącej. Ostatnio coraz więcej ludzi zaczęło czytać i analizować konstytucję. Wymaga to jednak pewnego wysiłku, zaangażowania. Mało kto z nas ma czas i ochotę na tego typu rozmyślania. Jesteśmy pochłonięci zarabianiem pieniędzy w korporacji, staniem w korkach, uprawą żyta, opieką nad dziećmi i milionami innych spraw. Wielu z nas nie postrzega konstytucji jako własności, uważamy, że to sprawa elit oderwanych od codzienności. Jacyś „oni” się kłócą o interpretację konstytucji, to jest „ich” sprawa, „oni” coś powinni z tym zrobić. Oni… Tylko że tu nie chodzi o nich. Tylko o ciebie, o mnie. O nas! Zatem pomyślmy chwilę o istocie konstytucji. Porozmawiajmy o tym z naszym sąsiadem, współpracownikiem, kuzynem, który jest zwolennikiem PiS-u.

Konstytucja naszą umową

Cóż to więc jest ta „konstytucja”? Być może odpowiesz na to pytanie piękną, precyzyjną, prawniczą definicją i wszystko, co dalej przeczytasz, to dla Ciebie banał. Ale spróbuj pomyśleć o konstytucji w najprostszy, najbanalniejszy, ale jednocześnie najbliższy istocie sprawy sposób. Pomyśl o naszej konstytucji jak o umowie, którą zawarliśmy między sobą my – Polacy, obywatele, naród, suweren. Konstytucja to nie jakaś umowa „ich”, elit. To nasza umowa, którą zawarliśmy z naszymi sąsiadami i znajomymi. Pomyśl o konstytucji również jak o obietnicy. Obiecaliśmy sobie w tej umowie pewne podstawowe rzeczy. Obiecaliśmy naszym dzieciom, rodzinom, współpracownikom.

Jak doszło do zawarcia tej umowy? W 1997 r. zrobiliśmy to w referendum. Zagłosowaliśmy, wyraziliśmy naszą wolę. Umówiliśmy się wtedy między sobą, na pewien zestaw podstawowych zasad, według których będziemy żyli w naszym wspólnym domu, w Polsce. I obiecaliśmy sobie wzajemnie, że będziemy tych zasad przestrzegać. Między innymi umówiliśmy się, jak ma być zorganizowane nasze państwo. Jakimi sprawami mają zajmować się poszczególne instytucje i według jakich zasad mają działać. To jest nasze dzieło.To my umówiliśmy się, jak mają działać Sejm, Senat, prezydent, rząd, sądy. I my wszyscy jako suweren mamy prawo i obowiązek pilnować przestrzegania naszej umowy, naszej obietnicy – naszej konstytucji. I tylko my, suweren, mamy prawo ją zmienić. Nikt inny, żadna partia, żaden prezes, naczelnik ani dyktator. Naszą umowę możemy zmienić tylko my, razem, wspólnie, głosami naszych przedstawicieli – posłów.

Wyborcy PiS to nie cały naród

PiS mówi, że jest wykonawcą woli narodu, bo wygrał wybory i ma większość w Sejmie. To nie jest prawda! PiS jest tylko wykonawcą woli wyborców PiS, nie całego narodu. PiS, zabiegając o głosy swoich wyborców, zawarł z nimi umowę. I może ją realizować tylko w zakresie, który jest dopuszczalny umową z całym narodem – konstytucją. Umowa PiS-u z jego wyborcami nie jest ważniejsza od umowy, którą my wszyscy, również wyborcy PiS-u, zwarliśmy ze sobą w postaci konstytucji. Jak dotąd wyborcy PiS-u nie reprezentują woli narodu, więc PiS nie ma prawa zmieniać zasad naszej umowy.

PiS twierdzi też, że konstytucja i prawo nie mogą stać ponad wolą narodu i suwerena. W ten sposób PiS manipuluje nami, oszukuje nas. Czy PiS chce nas przekonać, że mamy akceptować łamanie umowy, którą zawarliśmy między sobą? Mamy złamać obietnicę, którą daliśmy sobie wszyscy wzajemnie? Złamać dane słowo? Nie!

Z szacunku dla samych siebie

Polacy są dumnym narodem. Nasza historia, nasi przodkowie i ich dokonania dają nam prawo do dumy. Więc my, dumny naród, nie pozwólmy sobie, żeby ktokolwiek podważał naszą umowę, naszą konstytucję. Gdy będziemy chcieli ją zmienić, to zrobimy to, korzystając z takich mechanizmów, na jakie się umówiliśmy. Nikt nie ma prawa naginać  i lekceważyć konstytucji. Nie szanując tych zasad, podważając je i naciągając, tak naprawdę nie szanuje nas, dumnego narodu, suwerena.

My, suweren

W konstytucji umówiliśmy się, że sądy mają być niezależne od polityków, bo taka była nasza wola. Można dzielić włos na czworo, przerzucać się interpretacjami, szukać dziury w całym. Nie zmienia to faktu, że umówiliśmy się na niezależne sądy! PiS chce zmienić to zwykłą ustawą i mętnie tłumaczy, że to nie narusza konstytucji, że taka była wola suwerena, że nasza umowa jest „postkomunistyczna”. Nasza konstytucja, nasza umowa stoi ponad wolą polityków, posłów. To my, suweren, zobowiązaliśmy posłów, polityków, prezydenta, że mają obowiązek stosować się do zasad zawartych w konstytucji. PiS, dając politykowi prawo do decydowania o sędziach, łamie konstytucję, łamie naszą umowę! To znaczy, że PiS nie szanuje naszej umowy, nie szanuje ciebie, mnie, nas. Nie szanuje swojego suwerena.

Wyborco PiS-u…

Czy chcesz, żeby partia, na którą głosowałeś, łamała konstytucję, naszą umowę, dane słowo? Posłowie to twoi przedstawiciele, reprezentują ciebie? Gdy oni łamią umowę, obietnicę, to tak jakbyś to ty ją łamał. Pomyśl jeszcze raz o naszej umowie, bez polityki i politycznych haseł. Odpowiedz sobie we własnym sumieniu. Czy jest to uczciwe, honorowe i patriotyczne? Czy PiS, postępując w ten sposób, naprawdę zasługuje na twoje poparcie?

WIERSZEM WITAMY DZIEŃ 🙂

Słynny Grabaż mówi o Polsce.

Krzysztof Grabowski: Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku

Krzysztof Grabowski „Grabaż” – lider rockowych kapel Strachów na Lachy i legendarnej Pidżamy Porno w ciekawej rozmowie z Kajetanem Kurkiewiczem na łamach „Wyborczej” deklaruje, że nie tylko myśli po polsku, ale nawet „włosy mu po polsku rosną”. I że Polska jest dla niego ważna, bo„Ona beze mnie da sobie radę, ja bez niej nie” – deklaruje. Wyjeżdżać z niej nie zamierza, a gdy trzeba, wychodzi na ulicę.

Na protestach w obronie sądów też był, choć dopiero co wrócił wówczas z wakacji. Pytany, dlaczego, odpowiada: – „To jest gra pod tytułem „To się, k…, w głowie nie mieści”. I nie możesz powiedzieć: „Sprawdzam”, bo inwencja drugiej strony jest niewyczerpana. Dla mnie nie jest dramatem, że rządzi PiS. To normalne w demokracji. Ale historia rzadko zna przypadki, że ktoś wszystko niszczy. Teraz poszło nie tylko o sądy, ale o całokształt. Sposób procedowania tych ustaw był haniebny. Odbierałem to jako plucie mi w twarz”. Zresztą wakacje spędził, śledząc sytuację, a więc „z polskim wymiarem sprawiedliwości. I ze świadomością, że za chwilę nie będzie żadnej dziedziny, która się rządzącym wymknie spod kontroli”.

„Grabaż” jest przekonany, że mimo zakusów PiS, kultura w Polsce się ostanie. „Teraz trwa rozpaczliwa próba wykreowania kogoś, kto zawsze będzie po ich stronie. Ale umówmy się, że za wiele takich postaci nie ma. Artyści w swojej masie są nastawieni na normalność i wartości europejskie” – mówi. „To mój podstawowy zarzut wobec PiS-u: że tę naszą normalność próbuje postawić na głowie. Ja się słabo czuję, stojąc na głowie” – opowiada. Winą za sytuację w kraju obarcza PO uważa, że do zwycięstwa PiS przyczyniła się „lenistwem, gnuśnością, zamykaniem się na sprawy tych, którzy ją wybrali”. Według rockmana największym błędem PO było to, że „doprowadziła do sytuacji, w której ustanowione przez nią prawo nie było przestrzegane. Wszystko przechodziło przez palce”, jak w typowej partii dywanowej – co to problemy zamiata pod dywan.

Lider Pidżamy Porno przyznaje jednak, że do PO ma „wielki żal”, ale PiSu nienawidzi, a od partii Kaczyńskiego nienawidzi bardziej tylko ONR-u i narodowców. Uważa też, że PO powinna całkowicie zniknąć z polskiego życia. Jego zdaniem alternatywę stanowią „ci wszyscy ludzie, którzy przychodzili na uliczne protesty. W 2015, 2016 i teraz”. Chociaż – jeśli chodzi o młodzież – uważa, że „tylko część wyszła na ulice. I to nie przeważająca”. Dlatego nie chce peanów na jej cześć.  „Ta przeważająca ma nasrane w dyniach. Te wszystkie fascynacje Korwinem, ONR-em, Młodzieżą Wszechpolską, antyimigranckie fobie. Ktoś im to wmówił, ale padło na podatny grunt” – ocenia. Zdaje sobie jednak sprawę, że to nie jest problem wyłącznie Polski, lecz ma zasięg ogólnoświatowy. Podziały, nad którymi politycy usilnie pracowali, przynoszą owoce, podkreśla. Ma narzędzia do stawiania takich diagnoz – jest z wykształcenia historykiem.

Na uwagę dziennikarza, że dziś Kaczyński pod płaszczykiem antykomunizmu cofa nas krok po kroku do ustroju komunistycznego, Krzysztof Grabowski odpowiada, że „Kaczyński jest takim składakiem: troszeczkę Piłsudskiego, troszeczkę Gomułki. Człowiek o jasno określonych celach, które – i tu go podziwiam – z żelazną konsekwencją realizuje”. Jakie zdanie ma o Kukizie? „Pawła określiłbym jako osobnika, który znalazł się na stacji kolejowej w Krzyżu. Jest tam duży węzeł komunikacyjny. On chciałby pojechać w każdą ze stron. W tym samym momencie. Pociągi są cztery i, k…., do którego wejść?” – wyjaśnia. I podkreśla, że Kukiz „dalej jest w tym Krzyżu, stoi na stacji. Tylko pociągi nigdzie nie jadą”, że wciąż jego zdaniem nie zdecydował się, czego właściwie chce…

Generalnie „Grabaż” z młodzieżą łatwo w swoim życiu nie miał. W jego rodzinnym Poznaniu, omal nie zginął od kuli z pistoletu jednego z „młodych z miasta”. Jak to było? – „Wracałem z dyżuru w radiu, było po drugiej w nocy. Akurat jechała „młodzież z miasta”. W latach 90. było ich dużo i potrafili się bawić z fantazją. Wiesz, mafie rządziły na ulicy, bo młodzi ciągnęli do nich jak pszczoły do miodu. Miraż pieniędzy, szybkich samochodów i wielu pięknych kobiet przy boku” – opowiada. A puentę dopowiada dziennikarz: „Jechali odkrytym autem, z dziewczynami. Ktoś wyciągnął pistolet i zaczął strzelać. Na szczęście udało ci się czmychnąć, bo wtedy było mało samochodów. Otarłeś się o śmierć”.

– „Wtedy młodzież strzelająca, teraz maszerująca pod sztandarami ONR-u. Nie ciągnęło cię nigdy, żeby mieszkać gdzie indziej?” – pyta Kajetan Kurkiewicz. Grabowski jednak nie chce wyjeżdżać, bo nie ma dokąd, jak twierdzi. „Nie ma już miejsca na świecie, w którym byłoby spokojnie. Nowa Zelandia jest za daleko. Mam już wiekowych rodziców. Tutaj mam korzenie, dziecko, bratanków” – wyjaśnia. „Nie mogę funkcjonować w innym języku. Ja jestem polski od początku paznokcia w palcu u stopy do końca paznokcia u ręki. Włosy mi rosną po polsku. Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku”. Dlatego wychodzi mu, że trzeba będzie w tej Polsce zostać. Pytanie „w jakiej?”uważa za przeznaczone już nie dla niego, ale dla młodszych. „Teraz czas na was. My już niewiele zrobimy, jesteśmy za starzy” – mówi. Ale obiecuje, że jak będzie trzeba, na ulice wyjdzie.

Krzysztof Grabowski „Grabaż” – ur. w 1965 r., muzyk, wokalista, autor tekstów, lider Strachów na Lachy i legendarnej Pidżamy Porno; laureat Paszportu „Polityki”, z wykształcenia historyk.

JAK ŚMIECIE PRZESZKADZAĆ W URLOPIE?

>>>

NIE WIEMY JAK SIĘ NAZYWASZ, ALE JESTEŚ WIELKA! Hasło wspaniałe. I ukłony do ziemi za odwagę! BIJEMY DLA CIEBIE REKORD POLUBIEŃ.

Trzy zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Zamiast miesięcznic smoleńskich mogły być miesięcznice gruzińskie

Niewiele brakowało, żeby nie było miesięcznic smoleńskich, a były miesięcznice gruzińskie. Do katastrofy lotniczej mogło dojść dwa lata wcześniej niż pod Smoleńskiem, bo 12 sierpnia 2008 roku. Prezydent Lech Kaczyński leciał Tu154M wraz z prezydentami Litwy, Estonii i Ukrainy do ogarniętej walkami Gruzji. W planie lotu celem było lotnisko w Gandżi w Azerbejdżanie. W trakcie lotu Lech Kaczyński zadecydował, iż tupolew ma lądować na lotnisku w Tbilisi.

Za taką decyzją stała chęć uprzedzenia prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, który faktycznie leciał do Tbilisi, ale zupełnie z innej strony. Dowódca polskiego samolotu mjr Grzegorz Pietruczuk odmówił lotu z zasadniczych powodów bezpieczeństwa, mianowicie nie było zgody dyplomatycznej na lot do Gruzji, załoga nie miała informacji o pogodzie na lotnisku w Tbilisi, nie wiedziała nic o tamtejszych systemach nawigacyjnych. Najważniejsze jednak, że nad terytorium Gruzji operowały rosyjskie samoloty bojowe.

Gdyby mjr Pietruczuk się nie postawił, Kaczyński faktycznie mógł polec, a nie jak pod Smoleńskiem tylko zginąć. Za to dowódcę samolotu spotkały szykany, poseł PiS Karol Karski złożył doniesienie do prokuratury, pilot usłyszał, że jest tchórzem i przynosi wstyd Polsce.

Drugim pilotem podczas lotu gruzińskiego był kpt Arkadiusz Protasiuk. Tak! Dowódca lotu do Smoleńska, który znając gehennę psychiczną, jakiej poddano Pietruczuka, postanowił lądować w Smoleńsku, a nawet usłyszał od dowódcy wojsk lotniczych gen. Andrzeja Błasika przebywającego w kokpicie „Zmieścisz się, śmiało”.

Można więc wykazać w tym miejscu czarny humor i rzec: katastrofa została odroczona na dwa lata.

O tym nie pamiętają propagandziści w TVP, którzy zakłamują wizytę Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, a ten miał „powstrzymać Rosję”. Rosja w tym samym dniu ogłosiła wstrzymanie operacji wojskowej w Gruzji. Lecz zasługę zawieszenia działań wojennych może przypisać sobie tylko prezydent Francji Sarkozy, który działał w imieniu Unii Europejskiej.

Reżimowe TVP Info na swoim profilu na Twitterze informuje: „Słowa prezydenta  #Kaczyński.ego, które powstrzymały Rosję”. Zaś ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski stara się przywrócić rangę prawdy o tamtych wydarzeniach politycznych „Gruzję uratował prezydent Sarkozy w imieniu Unii Europejskiej. Prezydent Lech Kaczyński próbował zapobiec rozejmowi. Został zignorowany.”

Po niedoszłej katastrofie gruzińskiej dużo łatwiej byłoby budować mit „wielkiego” prezydenta Kaczyńskiego, który był faktycznie miernym politykiem. Dzięki mjr. Pietruczukowi mamy tradycję miesięcznic o dwa lata krótszą, prezes Kaczyński deptałby po Krakowskim Przedmieściu już 9 rok. W ten oto sposób zaoszczędził na butach.

NIE NADĄŻAMY ZA ŁAMANIEM PRAWA PRZEZ PiS. Jest tego tak wiele… a na dodatek wciąż są bezkarni. OTO KOLEJNA SKANDALICZNA SPRAWA.

JANÓW TO PRZECIEŻ WINA TUSKA!!!

Bohaterka naszych czasów, Elwira Borowiec

Walka z kaczyzmem, a jak niektórzy chcą z naszyzmem, polską odmianą brunatności, ma już swoich bohaterów. To coś innego niż opozycja parlamentarna. Ta ostatnia liczy, że naszyzm Jarosława Kaczyńskiego jest do cofnięcia za pomocą kartki wyborczej. Na razie opozycja wierzy, ale jeżeli nowa ordynacja wyborcza pójdzie w ślady Trybunału Konstytucyjnego, po wierze może nic pozostać.

Bohaterstwem nazywam przyzwoite zachowanie i nie obawianie się, że za to czeka jakaś kara. Protesty, które ochraniała policja, a protestujący po manifestacji rozchodzili się do domów, idą do lamusa. Policja wypracowuje nowe metody walki ze społeczeństwem obywatelskim. Nie są one wielce odkrywcze, bo charakterystyczne dla wszelkich reżimów, lecz nieznane w Polsce po 1989 roku.

Policji jest coraz więcej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie w terminie około miesięcznicy smoleńskiej, równocześnie z nimi pojawiają się tajniacy – i kto wie, ilu ich jest. Tajniacy ubierają się, jak my, a mogą nawet być oznaczeni podobnymi do nas zapinkami, lecz czuć ich z daleka, nie tylko po sposobie zachowania, ale mają z sobą właściwe dla ich pracy gadżety, np. słuchawki na uszach.

Tajniacy mają takie same prerogatywy, jak mundurowi. Mogą wylegitymować i „wynagrodzić” mandatem, bądź od razu wnioskiem do sądu. Ta praktyka mundurowo-tajniacka jest już obecna podczas miesięcznic i kontrmiesięcznic, więc można spodziewać się jej zastosowania w terenie.

Piotr Pacewicz na portalu OKO.press opisuje jedną z takich bohaterskich kobiet, która – przyznam – zaimponowała mi. Elwira Borowiec z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i Obywateli RP, która wraz z koleżanką i kolegą naklejali kilkanaście ulotek na barierkach odgradzających na Krakowskim Przedmieściu festyn miesięcznicy Kaczyńskiego od reszty Polski.

Ulotek naklejono kilkanaście, za to dwukrotnie owa trójka została zatrzymana i dostała wnioski do sądu. Technikę – modus operandi – tajniaków też warto poznać. Mianowicie poruszają się czwórkami, trzy osoby legitymują, straszą i wypisują skierowania do sądu, a czwarta osoba filmuje.

Ulotka, która była rozklejana, jest bardzo ciekawa i niesie wielce prawdziwe treści. Mianowicie jest to „Rachunek nr 1 dla podatników RP”. A wystawia ją PiS narodowi polskiemu za festyn smoleński. Rachunek jaki od 2015 roku wystawia PiS wynosi w sumie 14 milionów 202 tysiące i 586 złotych. Suma rachunku na ulotce jest zaksięgowana pod mianem: „strach posła Jarosława K.” Tyle nas kosztuje strach jednego pana. Poszczególne części składowe rachunku nie są wyssane z palca, ale z polskiego budżetu.

Warto zapamietać nazwisko tej bohaterki – nie boję się jej tak nazywać – i jakoś uczcić ją dzisiaj, a na pewno kiedyś, gdy będzie normalnie. Elwira Borowiec  swym zachowaniem robi to, co my powinniśmy wykonywać w większej ilości osób.

To ona wraz z Angeliką Domańską 10 maja 2017 roku wmieszały się w tłum smoleński i znajdując się kilka metrów od przemawiającego Jarosława Kaczyńskiego pomachały mu białymi różami. Następnie zostały poturbowane przez tłum kuksańcami, z glana i… różańcami.

Wówczas to prezes PiS popisał się „znajomością” symboliki, biała róża to „symbol skrajnej nienawiści”. Co akurat odpowiada równie słynnej frazie: „nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

LIST POLICJANTA OD KONTRMIESIĘCZNIC.

„WYSTARCZY NIE KRAŚĆ” DOBRA ZMIANO

Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji

Całkiem spora grupa polityków i publicystów wiąże nadzieje z Andrzejem Dudą, który dwoma wetami wykopał drzwi do gabinetu prezesa i zrzucił z siebie rolę Adriana. Chcą wierzyć, że Polska dla demokracji nie jest stracona. Warto przy okazji pamiętać, w jakiej sytuacji prezydent zawetował i co osiągnął. Protesty odbywały się w całym kraju, miały tendencję powiększania się i zostały przez Dudę rozbrojone.

Niewątpliwy to sukces Dudy. Bartłomiej Sienkiewicz, niegdyś prominentny polityk Platformy Obywatelskiej, zaproponował: postawmy na Dudę, bo on może powstrzymać Jarosława Kaczyńskiego.

Daniel Passent po wetach związanych z ustawami sądowniczymi drugie wykopanie się na niepodległość Dudy dostrzega w postawieniu się Antoniemu Macierewiczowi i zablokowaniu nominacji generalskich, które przedłożył mu minister obrony. Duda nie chce być Dudą z dwóch pierwszych lat kadencji.

Pośrednio można też dostrzec wygrywanie Dudy na punkty z Macierewiczem w tym, że Jarosław Kaczyński na miesięcznicy smoleńskiej nie wspomniał o zasługach ministra obrony w odkrywaniu „prawdy” o katastrofie smoleńskiej, mimo że podkomisja smoleńska w przeddzień ogłosiła kolejną „rewelację” o wybuchach na pokładzie tupolewa.

Szef gabinetu Dudy Krzysztof Szczerski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” głośno domaga się od ministrów gabinetu Beaty Szydło, aby konsultowali z Dudą tworzone ustawy, dotyczy to zarówno Zbigniewa Ziobry, Macierewicza i innych. „Prezydent nie może się domyślać tego, co będzie zawierać jakiś ważny projekt” – mówi Szczerski i nakłada na ministrów dyrektywę: „ministrowie prowadzący konkretne ustawy powinni mieć świadomość, że ich obowiązkiem jest informować o nich prezydenta na każdym etapie”.

Najbardziej spodobała mi się inna uwaga Szczerskiego, iż relacje miedzy prezydentem a ministrami „określa w Polsce konstytucja”.

Czy Duda wybił się na niepodległość i można na niego postawić, szybko sie przekonamy przy okazji tworzonych w jego kancelarii ustaw dotyczących KRS i Sądu Najwyższego. Na agendę też wejdzie bardzo ważna dla swobód obywatelskich ustawa medialna.

A co do Macierewicza – to zaczął on ciążyć środowisku PiS, zwłaszcza po rewelacjach Tomasza Piątka zawartych w jego publikacji „Macierewicz i jego tajemnice”. Kaczyński w ten sposób może chcieć się pozbyć twórcy mitu smoleńskiego.

Zauważmy, że z przestrzeni publicznej zniknęła opozycja parlamentarna. Nie jest usprawiedliwieniem, że mamy czas wakacji, bo też dotyczy to PiS, a oni są obecni. Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji, bo Duda opozycją w stosunku do PiS nie będzie.

BO W RODZINIE NIC NIE GINIE

>>>

>>>

Wjazd do Dąbrowy Górniczej.

Krystyna i jej zajady.

A tak pani poseł PiS wspópracowała z komuszkami. Sekrety Biblioteki Sejmowej. „Życie Gospodarcze” z 1987 😉

Stanisław Skarżyński w „Wyborczej” pisze o ostatnie miesięcznicy smoleńskiej. Skoro policja jest gotowa porywać ludzi z ulicy, to jak można uwierzyć, że demonstrowanie jest w Polsce bezpieczne? Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.

Policja porywająca demonstrantów to nie jest praktyka demokratycznego państwa prawa

Nie jestem entuzjastą kontrmiesięcznic smoleńskich, bo uważam, że należy tam PiS zostawić, żeby się taplało w swoim smoleńskim obłędzie, a w czasie, kiedy PiS uprawia ten chocholi taniec, zajmować się merytorycznie emeryturami, rentami, szpitalami, żłobkami itd.

Dawno temu przestałem słuchać wystąpień prezesa Kaczyńskiego pod Pałacem Prezydenckim, bo od lat już nie da się tam usłyszeć nic nowego – od siedmiu lat z okładem prezes PiS ze swojej drabinki opowiada, jak to „przybliża się do prawdy”. Zapomina dodać, że ta prawda mu się oddala – jak horyzont, z każdym krokiem o jeden krok.

Rozumiem oczywiście argumenty Obywateli RP, którzy protestują przeciwko sprezentowaniu Jarosławowi Kaczyńskiemu przez Sejm prawa o zgromadzeniach cyklicznych, które jest drwiną z porządnej legislacji, ale uważam, że niewarta skóra wyprawki i zamiast mierzyć się z PiS na ich warunkach, należy porządną pracą oświetlać idiotyzm tego smoleńskiego cyrku.

Z olbrzymim trudem, ale mogę zrozumieć nawet to, że policja łazi za Obywatelami RP i posłami opozycji podczas protestów w obronie wolności sądownictwa. W dobie terroryzmu, politycznego wzmożenia i ogólnego napięcia społecznego nawet im się nie dziwię, choć upolitycznienie policji przez PiS każe oczywiście podejrzewać, że nie tylko o ogólne bezpieczeństwo tu chodzi, ale również o interesy partii rządzącej.

Natomiast tego, co się stało 10 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu, wytłumaczyć ani zrozumieć się nie da w żadnej części. To, że przypadkowych, pokojowo protestujących ludzi policja wywoziła radiowozami w nieznanym kierunku, to jest barbarzyństwo niemożliwe do zaakceptowania nawet w kraju tylko udającym demokratyczne państwo prawa

Miesięcznice, czyli eskalacja

Pół biedy, że budzi to oczywiste skojarzenia historyczne (bo najsławniejszym pasażerem milicyjnego bagażnika w Polsce był ksiądz Jerzy Popiełuszko) oraz geograficzne (bo porywanie ludzi przez politycznie sterowany aparat przymusu to jest praktyka Rosji pod rządami Putina).

Gorzej, że zachowanie policji podczas 88. miesięcznicy świadczy o tym, że PiS jest gotowe nie tylko nadużywać możliwości stanowienia prawa, ale również wykorzystać aparat przymusu, by bronić zdobytej władzy.

Nie wiadomo, co się stało – czy Mariusz Błaszczak nie panuje nad powierzonym mu resortem, więc nominowani z politycznego klucza i rozliczani z wykonywania politycznych rozkazów dowódcy wywierają taką presję na fukcjonariuszy, że ci robią takie głupstwa, czy policja jest już tak podporządkowana głupiej i złej władzy, że można jej polecić porywanie ludzi z ulicy, żeby zastraszyć przeciwnych tej władzy demonstrantów.

Tyle że to tak naprawdę wszystko jedno. 10 sierpnia 2017 roku po raz pierwszy PiS wprost użyło siły, żeby zastraszyć uczestników pokojowej demonstracji. To nieważne, czy policja zgaduje życzenia władzy, czy wykonuje jej polecenia – jeśli służby państwa są gotowe bez żadnego powodu porywać ludzi z ulicy, to nie mogą gwarantować bezpieczeństwa.

Jak można będzie teraz na słowo uwierzyć, że demonstrowanie w Polsce jest bezpieczne? Że następnym razem demonstrujący nie zostaną bezprawnie wywiezieni? Może zostaną zamknięci w celi na 48 godzin? Pozbawieni możliwości kontaktu z rodziną? Niezbędnych lekarstw? Zamknięci w izolatce? „Psychuszce”?

Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.

CZY JAROSŁAW KACZYŃSKI ZWRÓCI DOM, KTÓRY NIELEGALNIE ZASIEDLIŁA JEGO RODZINA?

Złożyliśmy dziś do KPRM wniosek o udostępnienie informacji publicznej w sprawie pożyczki od Skarbu Państwa dla TVP w wys. 800 mln zł! 😡👎📺

Waldemar Mystkowski pisze o tym, co zostanie po PiS.

Jeźdźcy apokalipsy PiS

Prędzej czy później Krzysztof Ziemiec będzie miał ze sobą problem, bo krytyka jaka go spotyka, nie spływa po nikim jak po kaczce. Za to się płaci, acz do pewnego czasu można „mężnie” przyjmować ją na klatę. Nie znam gościa, lecz nie wydaje mi się twardy, tym bardziej, że krytyka płynie ze strony ludzi, którzy mają autorytet, trudno ich nazwać wazeliniarzami.

Z góry szkoda mi Ziemca. I w tym tonie wypowiada się Jurek Owsiak, którego Przystanek Woodstock został opisany w „Wiadomościach” TVP1 jako „najbardziej obskurny festiwal świata”, a translacja  winna podać (za „Daily Star”), jako „najbardziej nieprzyzwoity festiwal”. W kulturze pop jest to wyróżnienie, jeżeli Owsiak utrzyma Woodstock do przyszłego roku, to można spodziewać się większego napływu młodzieży anglosaskiej.

Nieprzyzwoitość w kulturze anglosaskiej jest pożądana. Owsiak ma do Ziemca chrześcijańską empatię, ocenia, że to był całkiem dobry człowiek, można było z nim wieczerzać, prowadzić interesującą rozmowę np. o podróżach – ba! napić się wódki – a tę ostatnia przyjemność nie z każdym można dzielić.

Owsiak więc nie wyklucza w przyszłości napicia się wódki z Ziemcem, ale chłop powinien znaleźć jakieś przyzwoite zajęcie. Dziennikarstwo pisowskie niszczy go. Z kolei ratunku dla Ziemca raczej nie widzi Marcin Meller, radzi mu aby zapuścił pokutną brodę i nie prowokował swoim obliczem rodaków. Ziemiec powinien udawać kogo innego.

Meller zadaje pytanie, które zaczyna urastać do najważniejszego w naszym życiu publicznym. Otóż PiS uderzając w polską demokrację spowodował pękniecie wśród naszej wspólnoty. Jesteśmy pęknięci na pół. I wcale nie chodzi o to, czy te połowy są równe, ale pękniecie po demolce kaczysotwsko-macierowiczowskiej jest nie do zniwelowania, nie do zasypania.

Jak z tym żyć? Jak żyć po pisowskiej apokalipsie? Wyobraźnia uruchamia obrazy, w których sprawiedliwie osądza się Kaczyńskiego i jego towarzystwo błaszczako-gowino-ziobrowe i wsadza za kraty. Tak działa wyobraźnia bez specjalnego wspomagania intelektu, przetwarza to na emocje, które stosują przedchrześcijańskie rozwiązania, „oko za oko, ząb za ząb”. Takie jest prawo zemsty, wendetty.

Ale to jest ślepa uliczka. Pisze o tym Meller, a ja drążę jeszcze w innych kierunkach. Pisowska apokalipsa właśnie się dokonuje. Polski jeszcze nie stratowali wszyscy jeźdźcy apokalipsy. Na razie tylko jeden przecwałował, a wszystkich jest czterech, ten ostatni najgroźniejszy, bo po nim zostanie spalona ziemia, Polska – odizolowana, narażona na utratę niepodległości.

Jak żyć dzisiaj, gdy znajdujemy się w stadium apokalipsy? Jak przekonać tę drugą część rodaków, że nasze cele są takie same, są zbieżne, że możemy wspólnie drogi do nich wyznaczać, a nie stawać przeciw sobie? Jak powstrzymać dzieło dokonującej się apokalipsy?

Zacząłem od Ziemca, który swoją twarzą sygnował obskurność, a to była nieprzyzwoitość – i to ta pożądana. Może kiedyś Owsiak napije się z nim wódki, ale nie będzie to w Polsce obskurnej, pisowskiej.

A ILE LITRÓW KRWI ODDANO NA MIESIECZNICY?

TAKIE PODSUMOWANIE WYDARZEŃ POD PAŁACEM

>>>

Młodzież z liceów nie pozna wierszy Miłosza? Nazwisko noblisty zniknęło nagle ze spisu lektur.

„Kaczyński chce wyprowadzić Unię z Polski, to znaczy zmniejszyć do minimum zachodnio-europejski, liberalny, demokratyczny sposób myślenia, te wszystkie brednie o trójpodziale władz, poszanowaniu mniejszości, świeckim państwie” – pisze Daniel Passent na blogu.

„Dużo złego można o nim powiedzieć, ale głupi to on nie jest. Zamiast wyprowadzać Polskę z Unii, Kaczyński chce wyprowadzić Unię z Polski” – zaczyna swój najnowszy wpis na blogu w serwisie polityka.pl Daniel Passent.

Zdaniem publicysty Kaczyński chce pozostawienia Polski w Unii Europejskiej, ale na innych warunkach, jako związku suwerennych państw, które „biorą kasę, ale wybierają à la carte bądź ograniczają swoją integrację do kilku dziedzin”.

Prezesowi PiS na pewno zależy – jak przekonuje Passent – na dostępie do wolnego rynku, wspólnej polityce obronnej, polityce zagranicznej już nie tak bardzo, bo musi być maksymalnie proamerykańska i daleka od Moskwy. „I taka, która uznaje naszą hegemonię w regionie Trójmorza i Wyszehradu” – pisze publicysta.

Ale przede wszystkim prezes PiS potrzebuje unijnych pieniędzy do polityki wewnętrznej.

Każdy konflikt z Unią i z Niemcami czyni prezesa w oczach jego zwolenników większym patriotą, obrońcą przed dyktatem Berlina i Brukseli, czyli kanclerz Merkel, której wybór wspierało Stasi, i zdradziecką mordę Tuska

– przekonuje Daniel Passent.

Publicysta ostrzega, że efektem polityki Jarosława Kaczyńskiego będzie osamotniona Polska w Unii Europejskiej:

Zamiast być mniejsi wśród wielkich, wolimy być więksi wśród małych.

UWAGA !!!! Rząd planuje kontrolę internetu. Czytajcie i przekazujcie dalej. TO BĘDZIE KONIEC WOLNOŚCI W SIECI.

Waldemar Mystkowski wyciąga wnioski z Kartezujsza i Passenta.

Polityczna mądrość

Albo Polska zamknie się na Unię, albo na Kaczyńskiego.

Daniel Passent skonstruował kryterium niegłupoty na podstawie dwóch współrzędnych: Jarosław Kaczyński i Unia Europejska. Kaczyński nie chce wyprowadzać Polski z Unii Europejskiej, bo pieniądze płyną z niej wartkim strumieniem, a także można w razie czego liczyć na pomoc militarną, na wspólną przestrzeń gospodarczą.

Nie przeszkadza to wyprowadzać z Polski wartości europejskich, jak demokracja, trójpodział władzy i wolności obywatelskie.

To jest niegłupota Kaczyńskiego, która rzutuje na to, co może prezes Kaczyński zyskać dla Polski, nie tracąc niczego ze swojej władzy na rzecz obywateli kraju.

Ta niegłupota nie jest mądrością, bo gdy Unia zastosuje podobny kartezjański układ współzależności, okaże się, że dla jej niegłupoty wartością będzie, aby Polskę wyprowadzić z Unii Europejskiej, bo kraje unijne tracą.

Niegłupota Kaczyńskiego i niegłupota unijna wykluczaja się. Tak wygląda na płaszczyźnie interesów i wartości. Trzeci element jednak jest decydujący, element przestrzenny – społeczeństwo, które jedną z wyżej wymienionych płaszczyzn musi odrzucić.

Albo to będą współrzędne z osią wertykalną Kaczyńskiego, albo z Unią Europejską. Albo Polska zamknie się na Unię, albo na Kaczyńskiego.

Albo Polacy będą otwarci w Unii Europejskiej, albo zamknięci we własnym kraju z Kaczyńskim. Tak interpretować należy Kartezjusza i kryterium politycznej mądrości.

Z Kaczyńskim izolujemy się od świata, stajemy się zaściankiem, bez Kaczyńskiego zyskujemy przyjaciół i możliwości bogacenia się materialnego, aksjologicznego i intelektualnego.

Stoimy przed takim dylematem.

WYOBRAŻACIE SOBIE, ŻE TVN ZOSTANIE KUPIONY PRZEZ PiS LUB NP: BIZNESMENA RYDZYKA? No to zacznijcie… ————–

Waldemar Mystkowski pisze o podziale wśród Polaków.

Polacy jak Hutu i Tutsi

Szef gabinetu Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski był łaskaw się wyrazić, że jego pryncypał wstaje z kolan. Należałoby zacytować Szczerskiego, lecz często w stosunku do takich ludzi, którzy mają się na bakier z językiem polskim – bo mają się na bakier z prawdomównością, czyli moralnością – uciekam się do omówienia ich wypowiedzi, trawestacji, języka aluzji, peryfrazy, aby nie dzielić ich ubogości.

Niestety, z takich ludzi składa się zaplecze Dudy. Szczerski powiedział, iż „Duda zerwał z przekleństwem żyrandola”. Dwa weta nie są zerwaniem, a już zwłaszcza z żyrandolem. Duda jest skazany na żyrandol, bo otacza go taka marność personalna, Duda chce zerwać z błędnymi decyzjami własnymi, które były złamaniem konstytucji. Zerwanie byłoby w tym wypadku przyznaniem się do błędu i następującymi politycznymi decyzjami, które niwelowałyby dotychczasowe podpisywanie niekonstytucyjnych ustaw.

W polityce wiele spraw jest nieodwracalnych, a takie ma na swoim sumieniu Duda, więc użyję polskiego idiomu-figury: „poeta pamięta”. Choć Emmanuel Macron nie jest poetą, za to jest prezydentem Francji i też pamięta. Kilka dni temu rozmawiał telefonicznie z Dudą i to dość długo, co pozwoliło wszelkim Szczerskim z gabinetu prezydenta na tej podstawie jeszcze dłużej uzasadniać, jaki to Duda jest ważny, jaka to Polska jest ważna. Pisowski kit, który wcześniej nie był tak nachalny i nieznany w życiu publicznym.

Nie mam możliwości Mariusza Kamińskiego, Mariusza Błaszczaka, czy też Ziobry, aby podsłuchiwać, ale bez tego wiem, o czym rozmawiali prezydenci i kto był stroną dominującą. Przekonujemy się ciągle i wciąż, że Polska została wyautowana z pierwszego szeregu europejskiego właśnie przez Dudę, w pewnym stopniu przez Szydło, choć jej bezwolność jest porażająca, a przede wszystkim odizolowani zostaliśmy przez pryncypała Dudy, Jarosława Kaczyńskiego.

Macron w sierpniu odwiedzi kraje Europy środowo-wschodniej – którego to regionu w ramach Trójmorza mieliśmy być liderem – ale nie Polskę. W rozkładzie jazdy Francuza jest Austria, Bułgaria i Rumunia, ale nie Polska. Pod koniec miesiąca w Pałacu Elizejskim ma dojść do szczytu najważniejszych krajów UE, ale zabraknie Polski.

„Ale” już jest przekleństwem Polski. Władze PiS dostały na tacy naszą pierwszorzędną pozycję. Pozycja została stracona, a tacę ukradziono. Ta władza nadaje się najwyżej – zarówno w kraju, jak i za granicą – do postrzegania, jako materiał na kabaret („Ucho prezesa”), albo do innej podrzędności – operetki.

Tak widzi polską politykę jako operetkową słowacki tygodnik „Týždeň”. Przy czym przedstawicielem polskiej władzy na okładce czasopisma nie jest wspomniany „przeklinający żyrandol” Duda, ani tym bardziej Szydło, tylko sam prezes w wymownym meloniku.

Tak naigrywają się sąsiedzi, jeszcze gorzej jest za Oceanem. Wysoki urzędnik administracji Donalda Trumpa dla wielce prestiżowego tygodnika „New Yorker” Polskę zestawia z Arabią Saudyjską, oba kraje ograniczają wolności człowieka. W ustach Jankesa takie zestawienie jest obelgą. Można mniemać, że ów amerykański dygnitarz wraz z Trumpem odwiedzał Arabię Saudyjską i Polskę i dlatego takimi negatywnymi asocjacjami się posługuje.

Naszą degradację, a już też degenerację, dobrze widać za granicą.  Brytyjski „Sunday Times” stawia tezy o Polsce, które wykluczają nas z Zachodu. Rząd PiS wypowiedział Komisji Europejskiej totalną wojnę, której rezultatem może być Polexit. Za nieliberalną dekonstrukcją Polski stoi Jarosław Kaczyński, którego obciąża to, że Polacy są podzieleni, jak Hutu i Tutsi, którzy w 1994 roku doprowadzili w Rwandzie do ludobójstwa.

I to jest ta maczeta, którą wykreował PiS. Kaczyński stworzył dwa ludy, które mają trzymać się nawzajem w emocjonalnym szachu.

>>>

Nie tak dawno temu nadałem piosenkę pt „Change is gonna come”. Powiedziałem „To piosenka o tym, że nadejdzie zmiana”

Będzie kolejny protest w stolicy

Obywatele RP deklarują: „Lipiec był miesiącem, który nas utwierdził w przekonaniu, że to, co robimy, jest słuszne”. W lipcu – przypomnijmy – przez Polskę przetoczyła się fala protestów. Sprzeciwiano się zmianom, jakie PiS chciał wprowadzić w sądownictwie. Udział wzięło w nich kilkadziesiąt tysięcy osób. Dlatego teraz Obywatele RP zapraszają do dalszej aktywności i do udziału w „kontrmiesięcznicy”, w czwartek 10 sierpnia – na plac Zamkowy o godz. 19.00. Z białymi różami.

Przypomnijmy: od ponad roku Obywatele RP organizują „kontrmiesięcznicę” 10. dnia każdego miesiąca. Jak przyznają, w ten sposób protestują przeciwko graniu tragedią narodową i trumnami, przeciw obecnej sytuacji politycznej.

Działacze Obywateli RP uprzedzają, że nie wiedzą jeszcze, jak dokładnie będzie przebiegał protest. „Czy będziemy blokować, czy może znów zostawimy PiS sam, a może jeszcze coś innego” – czytamy na portalu wawalove.pl. Natomiast deklarują pomoc dla każdego uczestnika „kontrmiesięcznicy”„Niezależnie od tego, jak potoczą się sprawy, ile policja będzie prowadziła postępowań – my nikogo nie zostawimy, każdy, kogo dotknie aparat przymusu państwowego, otrzyma od nas pomoc”.

„JESIENIĄ WEŹMIEMY SIĘ ZA WAS” – Krystyna Pawłowicz

„Te szpetne pomniki Lecha Kaczyńskiego się wywiezie”. Niesiołowski ostro rozprawia się z mitami i symbolami PiS

Były wicemarszałek Sejmu i b. poseł PO Stefan Niesiołowski znowu szokuje. W wywiadzie, którego udzielił „Gazecie Wyborczej” rozprawia się m.in. z mitem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Te szpetne pomniki Kaczyńskiego wywiezie się do Kozłówki – wskazuje miejsce, gdzie znajduje się słynna Galeria Sztuki Socrealizmu. Zdaniem Niesiołowskiego, PiS obalić mogą stu- lub dwustutysięczne manifestacje w Warszawie, które nie schodzą z ulicy, domagając się wcześniejszych wyborów.

Niesiołowski przypomina jak w czasach PRL planował wysadzić pomnik Lenina w Poroninie. – Mam nadzieję, że żadna z tych młodych osób nie pójdzie w ślady moich pomysłów wysadzania, bo to by była straszna głupota. Ja uderzałem w symbole – zrzuciłem tablicę Lenina na Rysach, ale aresztowali mnie, zanim wysadziłem muzeum Lenina – bo wtedy to się wydawało jedyną możliwością – opowiada obecny poseł Unii Europejskich Demokratów.

– Wtedy, w 1970, gdybym usłyszał: poczekaj, najpierw obalimy komunizm, a potem zlikwidujemy jego pomniki, tobym się w głowę pukał. 20 lat później to się stało i lekcja z tego płynie taka, że prawidłowa kolejność to najpierw obalić dyktaturę, a potem likwidować jej symbole – dodaje.

A co, według niego, należałoby zrobić z symbolami PiS? – Nie ma potrzeby atakowania symboli PiS, to im by tylko dodało siły. Te szpetne pomniki Lecha Kaczyńskiego wywiezie się do Kozłówki już po pokonaniu PiS. Przemoc to nie jest opcja – podkreśla.

– Ja wiem, że aż kusi, żeby wejść do gmachu przy Nowogrodzkiej i zobaczyć, jak skaczą z okien ci tchórze, ale to byłby wielki błąd i nie wolno tego zrobić. Żadnej okupacji Sejmu, przeganiania Dudy z Pałacu, bo nie tylko nie wiadomo, do czego to mogłoby doprowadzić, ale byłby to polityczny błąd. Dyktatury upadają bez użycia siły – tłumaczy Niesiołowski.

WYOBRAŻACIE SOBIE TVN PRZEJĘTY PRZEZ PiS? NO TO ZACZNIJCIE.

Andrzej Karmiński pisze o… PiS – oczywiście – na Koduj24.pl.

Genialna strategia popaprańców i gamoni

PiS zaraził Polaków szaleństwem i wtrącił w zamknięte rewiry głupoty, gdzie prawa logiki nie obowiązują.

To, co się dzieje wokół nas, jest jak senny koszmar, który obezwładnia. Rozmaite gamonie i popaprańcy, którym nie udało się dotąd dokonać czegokolwiek ważnego, budują swoją wielkość odsądzając od czci i przyzwoitości tych, którzy ich przerastają. Bezczelna hucpa krzykliwej hałastry powala, przygniata, ogłusza i knebluje przyzwoitych ludzi. Zbiór przyzwoitych zachowań, zwany poprawnością polityczną, stał się w Polsce obelgą i obiektem kpin. Dożyliśmy czasów, gdy prawda zdegradowana została do „jednej z możliwych opcji”. Uczciwość, przyzwoitość i prawdomówność straciły pierwotne znaczenie, zyskując nowy sens: kłamstwo nazywa się teraz informacją, a oszustwo i fałsz awansowały do rangi wyjaśnień i twardych dowodów na słuszność wszelkich poczynań władzy. Autorytaryzm stał się prawdziwie demokratycznym systemem sprawowania rządów. Psucie i zawłaszczanie struktur państwa jest jego naprawą, a rzetelna krytyka tej demolki to bezprzykładny i wściekły atak na demokratycznie wybraną władzę. Każdy, najbardziej nawet uzasadniony zarzut, może się stać kłamliwym wytworem przemysłu pogardy, ale już bluzgi prezesa wykrzykiwane w nienawistnym amoku, to naturalna reakcja niespotykanie spokojnego człowieka, którego od lat bezpodstawnie prześladują podli wrogowie.

Partia o żartobliwej nazwie „Prawo i Sprawiedliwość” już nawet nie kryje kolejnych planów, krocząc wprost do dyktatury. Fala protestów ani na milimetr nie zmieniła projektu zagarnięcia pełni władzy, oddalając go tylko w czasie. PiS zaraził Polaków szaleństwem i wtrącił w zamknięte rewiry głupoty, gdzie prawa logiki nie obowiązują. Świat przestał Polskę rozumieć. Sami siebie już nie rozumiemy. – Co się u was dzieje? – pytają Polaków. – No właśnie, co się u nas dzieje? – pytają się nawzajem Polacy. A w licznych komentarzach jawi się groźny demiurg, wybitny strateg, wódz karnych oddziałów ślepo mu posłusznych, autor sakramencko szczegółowego projektu zawłaszczenia Polski oraz oderwania jej od zachodnich wpływów i miazmatów. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z wybitnym politykiem, który z chirurgiczną precyzją realizuje skomplikowaną operację okrawania rodaków z wolności i z demokracji? Otóż nic bardziej mylnego.

Nie trudno dowieść, że w istocie mamy do czynienia z bandą nieudaczników i popaprańców. I jeśli coś mnie obezwładnia, to nieadekwatna reakcja rodaków na żałosną partaninę chałturników z PiS, którzy rozpoczęli rządy od pozbycia się fachowców, po czym wzięli Polskę w swoje łapy i zaczęli ją rozpruwać, żeby sprawdzić, co też ona ma w środku. Zbawcy ojczyzny, natchnieni historyczną misją przywrócenia Polsce chwały i wielkości, za nic mają prawo, ekonomię i zdrowy rozsądek. Majstrują w skomplikowanych strukturach, próbując zatrzymać skuteczną dotąd pogoń za krajami cywilizowanymi, zawrócić nas z dotychczasowej drogi rozwoju. Rozgrzebują mechanizmy, wymieniając oryginalne części na byle jakie, co prawda kolorowe i ładnie opakowane, ale jednak zastępcze. Pohukują na tych, którzy patrzą im na ręce, a swoim serwują rozmaite „Kraj zrujnowany. Gospodarka rozkradziona. Kto za tym stoi? W czyim to jest interesie? Totalna opozycja nie pozwala. A sojusznicy zdradzili nas w Jałcie! Przez 8 ostatnich lat Polki i Polacy… Jednak podniesiemy Polskę z kolan. Przywrócimy Rzeczpospolitej siłę i narodową godność …”

No i przywracają nam godność. Po swojemu. Beztrosko drenowany budżet przestaje się dopinać, ale przed nami podział kolejnych funduszy unijnych. Aby utrzymać status największego beneficjenta musimy pozostać w życzliwych relacjach z największymi płatnikami do unijnej kasy. Musimy? A właśnie, że nie musimy! Obraziliśmy już Francję a teraz jesteśmy w trakcie wypominania historycznych win dziadom i pradziadom dzisiejszych Niemców. Pozostałym krajom Unii pokazujemy środkowy palec, bo interesują się stanem polskiej demokracji, a ostatnio także kondycją puszczy – skarbu EUROPEJSKIEJ przyrody, oddanego Polsce pod opiekę. Obrażamy inteligencję zaprzyjaźnionych dotąd narodów, śląc im wyjaśnienia na poziomie gówniarza z gimnazjum, który tłumaczy, że on wcale nie spóźnił się do szkoły, tylko lekcje zaczęły się za wcześnie. Ośmieszamy się głosząc, że PiS-owscy prawnicy są mądrzejsi od europejskich, a minister Szyszko wie najlepiej na świecie, że dla ratowania dzikiej puszczy trzeba ją wyrżnąć. Ten i inne jedynie słuszne poglądy polskich władz, będą bronione bez względu na koszty i wysokość kar za lekceważenie prawa, które Polska przyjęła za swoje.

Polska zagrożona ostracyzmem cywilizowanego świata stara się zintegrować pod swoim patronatem kraje Europy środkowo-wschodniej. Wspólna przeszłość i doświadczenia wielu lat spędzonych w objęciach ZSRR mogłyby stać się zaczynem budowy formacji realizującej wspólne cele rozwojowe. Ale tak się nie stanie, ponieważ PiS nie umie walczyć o cokolwiek, natomiast świetnie walczy z każdym, kto ma inny pogląd, obrażając przy okazji tych, którym nie podoba się polityczna strategia szukania wrogów bez względu na koszty. W efekcie ani Czechy, ani Słowacja, ani nikt poza satrapią Orbana, nie staną u boku Polski przeciw bogatej Europie. A ideę Międzymorza ostatecznie kompromitują popaprańcy z MSZ i MSW, którzy wymyślili, by nowe polskie paszporty umaić obrazkami z wiecznie polskiego Wilna i Lwowa…

Prezes partii ignorantów i partaczy musi wiedzieć, że sam żelazny elektorat nie zapewni mu zwycięstwa w następnych wyborach. Mądry strateg i wytrawny polityk stawałby na głowie, by zdobyć przychylność ludzi myślących trochę inaczej. Wyłączyłby z obiegu najbardziej kontrowersyjnych funkcjonariuszy partyjnych, zakneblowałby najbardziej krewkich apologetów reżimu i wrogów Unii, nakazałby fikcyjne choćby sprawdzenie sensacyjnych doniesień o związkach Macierewicza z rosyjskim wywiadem i wywalił z roboty ministra ośmieszającego Polskę na wszelkich międzynarodowych forach. Tak zrobiłby rozsądny polityk i wybitny przywódca. Kaczyński nie jest jednak żadnym z nich. Kaczyński jest Kaczyńskim. Dlatego dla ludzi, którzy mogliby powiększyć jego elektorat, ma tylko bluzgi i oficjalną wykładnię, że suweren dał mu prawo do łamania prawa, a wynik demokratycznych wyborów uprawnia go do burzenia demokratycznego ładu. Wybitny partacz polityczny nie jest zainteresowany powiększaniem elektoratu, bo władzę łatwiej przecież utrzymać siłą i przekrętem wyborczym. Bardziej interesuje go tworzenie alternatywnej historii Polski, w której ludzie pokroju Mazowieckiego, Geremka, czy Bartoszewskiego to fałszywe autorytety, głoszące niebezpieczną tezę, że warto być przyzwoitym. Tymczasem przyzwoitym być nie warto, na co PiS każdego dnia dostarcza licznych dowodów.

Najwyższy czas się obudzić.

PS. Niemożliwe staje się możliwe wtedy, gdy w to uwierzymy.

PANIE ALBERCIE, JAK TAK MOŻNA POCIERAĆ JAJO O JAJO??? 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o 2 latach prezydentury Dudy.

Duda zmarnował dwa lata i zapowiada, że będzie dalej w tym niezłomny

Andrzeja Dudę na prezydenturze mamy już dwa lata. Zaczynał fatalnie, bo nie zaprzysiężył trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez poprzedni Sejm, to kamień wegielny, czy też stępka, pod Polskę, która dryfuje w stronę Wschodu, miksując nas z Unii Europejskiej.

Czy Duda ma tego świadomość? Nie jest na pewno politykiem większego formatu, ani do względnej wielkości w przyszłości nie podskoczy, acz ostatnich kilka posunięć może sprawiać wrażenie, że się usamodzielnia. Ale to tylko wrażenie, które prawdopodobnie wynika z tajnej komunikacji posłańców z Nowogrodzkiej.

Duda jest kiepskim retorem, choć mówi gładko, czasami nazbyt, lecz mowa jego przeistacza się w śliskość, by nie napisać obślizgłość. I bodaj ma świadomość swojej małości, bo czasami na jego twarzy pojawia sie autorefleksja, robi wówczas te swoje durnowate miny.

Uśmiercenie Trybunału Konstytucyjnego zapisane zostanie na jego konto, zaś „autorytet prawniczy” Julii Przyłębskiej jest cykutą w tej zbrodni. Na chwilę Duda odwlókł uśmiercenie niezależności władzy sądowniczej, ale i za zniszczenie trójpodziału władzy on będzie odpowiadał. Cieszyliśmy się na pól gwizdka, gdy Duda ogłosił dwa weta do trzech ustaw sądowniczych. Najważniejsza wszak ustawa w sprawie sądów powszechnych została szybko przez niego podpisana.

Dzisiaj wyraźnie widać, iż weta zostały ogłoszone po to, aby rozładować protesty „Łańcuchów Światła”, które były największym po 1989 roku wyjściem Polek i Polaków na ulice. Protest po raz pierwszy był międzypokoleniowy, nareszcie młodzi przejęli schedę, przejęli odpowiedzialność.

PiS nie ustanie jednak w niszczeniu Polski, a ustawy sądownicze zostaną w inny sposób przeprowadzone, zaś ich wymowa o bnraku niezawisłości będzie taka sama, jak zawetowanych. Przesunięciu ulegnie tylko, kto będzie egzekutorem niezależności sedziów, bo Duda chce dokonać więcej mordu własnymi rączkami.

Zasługą Dudy i PiS jest uaktywnienie się społeczeństwa obywatelskiego, które do czasu „dobrej zmiany” nie miało za wielkiej autoświadomości, iż ustrój demokratyczny można obalić tak szybko, łatwo i przyjemnie. Tak łatwo z dymem można puścić to, co kilka pokoleń z mozołem budowało po 1989 roku.

Wystarczyło, aby przyszła „dobra zmiana” i zastosowała dyrektywę bodaj największego myśliciela konserwatywnego (dla polskiej prawicy lewaka), który w „O demokracji w Ameryce” pisał, iż „Demokracja w Ameryce przetrwa do czasu, gdy Kongres odkryje, że można przekupić ludzi ich własnymi pieniędzmi”.

Od tego zaczął PiS, za pieniądze publiczne, niepartyjne i niewłasne, przekupuje Polaków, bo tym jest słynne 500+. Wyciągają z naszych kieszeni, aby nam dać jako pisowskie, motywując to mantrą: „przez osiem lat Platforma…”. Logika takiego pieniadza jest, że będzie on coraz droższy, więcej będą wyciągać z naszych portfeli, aby dać mniej.

Czy Duda ma tego świadomość, bo podpisuje się pod 500+ jako sukcesem 2 lat swojej prezydentury? Czy Duda ma świadomość, że 500+ jest innym kamieniem węgielnym końca demokracji zarządzonego przez prezesa?

Obawiam się najgorszego ze strony tego człowieka. I w tej najgorszości nie zawiodłem się na nim. W wywiadzie dla portalu 300polityka.pl (nawiasem: marni dziennikarze rozmawiają z Duda) zapowiada dwie rzeczy. Wywiad tylko czytałem, ale widzę tę jego durnowatą minę, gdy mówi o podzielonym społeczeństwie: „Nie wiem czy można to nazwać moją porażką”. A kogo to porażka? I znowu mantra: „zjawisko jest znacznie wcześniejsze”. Nie pada „8 lat Platformy…”, ale to ta sama skaza ludzi niewielkich.

Wiadomym jest, iż Duda wiele sobie obiecuje po referendum konstytucyjnym. Myślenie życzeniowe, bo onże zakłada, iż nie stanie przed Trybunalem Stanu z powodu złamania obowiązującej Konstytucji. I druga prognoza bodaj najgroźniejsza, mianowicie Duda zapowiada gospodarczą doktrynę Kościoła katolickiego: „społeczną gospodarkę rynkową”.

Duda zmarnował dwa lata, zapowiada, że bardziej przyłoży się do marnotrawstwa. A ma chłopię w tym talent – że spointuję z gombrowiczowska.

TAK TO WŁASNIE WYGLĄDA. JAKBYŚMY SIĘ COFNĘLI DO GŁĘBOKIEGO ŚREDNIOWIECZA…

>>>