Archiwum dla Sierpień, 2016

Tomasz Wołek dokonał świetnej analizy Jarosława Kaczyńskiego, posługując sie jego autobigrafią „Porozumienie przeciw monowładza”.

gazeta wyborcza

Spróbujmy więc wskazać słupy milowe owej krainy oraz filary, na których cała konstrukcja się opiera. Punktem wyjścia jest ambicja (1) , bez której żaden polityk nie ma racji bytu. Jeszcze w głębokich latach 80. Jarosław marzył o „trafieniu do kierownictwa podziemia” i daremnie czekał na „ofertę działania w centralnych strukturach”. Ambicje rosły z biegiem czasu, sięgając wreszcie nadziei stworzenia rządu i w ogóle zdobycia władzy.

Jednakże ambicja musi być wsparta uporem (2), niezłomną cierpliwością, zwłaszcza w czasach trudnych, w okresach dekoniunktury. Takich terminów Kaczyński przetrzymał wiele, partia rozłaziła mu się w rękach, słabło przywództwo, nasilały się ataki mediów. To nic, „także ataki przypominały o nas. Istnieliśmy”. Być, istnieć za wszelką cenę, choćby wbrew wszystkiemu pozostać w grze – oto kolejny filar. W polityce „trzeba zawsze mieć nadzieję” i autor nigdy jej nie postradał.

Gdyż właśnie gra (3) jest podstawą politycznej techniki. To słowo klucz, które pojawia się tu wręcz co krok. „Michnik nie grał, bo nie było możliwości gry, a teraz jest, zatem podejmuje rozgrywkę”, „gra toczyła się dalej”, „aktorzy grali dobrze”, „Geremek grał”, „Wałęsa prowadził inną grę”, „jedna z klasycznych gier”, „Olszewski zagrał va banque”, „talent do różnych gier” itd., itp. Setki razy, we wszystkich przypadkach. Swoje credo polityczno-operacyjne Jarosław wykłada jasno: „Podjąłem dalszą grę o władzę”. I wyjaśnia: „Kiedy ktoś w polityce ma wyraźną przewagę, nie da się nic zrobić, gdy sytuacja jest zrównoważona, wszystko zależy od umiejętności gry. W niej, z całą pewnością, byliśmy lepsi”.

Do gry skutecznej trzeba mieć karne wojsko i jednolite dowództwo. Filar nieodzowny to Biuro Polityczne (4), czyli „silny, centralny ośrodek dyspozycji politycznej”, który „podejmuje ostateczne decyzje”. Władzy bez takiego „Biura” nie wyobrażał sobie zarówno częsty rozmówca Kaczyńskiego („zapraszał i częstował bardzo obficie”), sekretarz ambasady ZSRR Łasin, jak i szef PAX-u Ryszard Reiff. „Co tu dużo mówić – kwituje Jarosław – miał rację”. Dziś znamy nawet adres tego Biura Politycznego. Ulica Nowogrodzka w Warszawie.

Biuro „koordynuje działania władz”, równocześnie żelazną ręką trzymając w ryzach ostoję władzy – partię (5) . Nie bez wzruszenia Kaczyński przyznaje, iż „już od 1989 roku życie znaczyło PC”. Partia była dlań oczkiem w głowie i głównym punktem odniesienia. Mógł stracić władzę w kraju, ale nie w partii, której poświęcał tyle czasu. Po doświadczeniach z PC (frakcje, bunty, odejścia, dezercje) nabrał „twardego przekonania”, że „aby coś zdziałać, trzeba mieć, używając leninowskiej formuły, partię nowego typu, złożoną z ludzi sprawdzonych i zdyscyplinowanych”. Potwierdza tym samym opinię Aleksandra Smolara sprzed lat, że PiS to w istocie partia bolszewickiego kroju. I przyznaje, że pierwsi członkowie PiS „bez żadnego wyjątku wywodzili się z PC”. Partią kieruje Biuro, nim zaś jednoosobowo zarządza lider, wódz, którego pozycja jest absolutnie niepodważalna. Logiczna, przejrzysta struktura.

Instrumenty

Do prowadzenia polityki potrzebne są stosowne instrumenty. „Trudno w niej uczestniczyć – stwierdza Kaczyński – nie występując w <b>mediach (6)</b>”. W przeciwieństwie do Donalda Tuska uważa, że jeszcze lepiej te media posiadać. Toteż skok na publiczne media stanowi stały „fragment gry” o władzę. Sama TVP: kiedyś Wildstein i Urbański, teraz Jacek Kurski. Ale prezes docenia też niepokorne media patriotyczne: „To, co zrobiła » Gazeta Polska «po Smoleńsku, przejdzie do historii jako najchwalebniejsze momenty w dziejach polskiej prasy”.

W arsenale politycznym Kaczyńskiego rolę szczególną odgrywa nieodzowna figura wroga (7), oględniej nazywanego przeciwnikiem. Autor wyznaje, że jeśli sprawy idą kiepsko, to najpewniej przyczyną jest „brak jasno określonego przeciwnika”. A jeśli takowego nie ma, to należy go wymyślić, „niejako odtworzyć”. I tak też, z miernym skutkiem, próbował postąpić, kiedy „postkomuniści” odzyskali władzę. Wrogów nie brakowało i wcześniej (Michnik, Geremek, Wałęsa etc.), lecz z czasem poczęli mnożyć się na zawołanie. Zestaw z lat 2005-07 został walnie wzbogacony: zdrajcy, drugi sort, rowerzyści, złodzieje… – ta lista nie ma końca.

Kiedy wróg się maskuje albo siedzi cicho, trzeba go wywabić na wybrane przez siebie pobojowisko. Zrobić – precyzuje Kaczyński – „zwrot zaczepny”. Innymi słowy, sprowokować spór, wywołać konflikt (8), którym potem można zręcznie sterować. Tak np. zrodziły się koncepcja „marszu na Belweder” w 1993 r. i pomysł palenia kukły Wałęsy, co Kaczyński zaakceptował, choć teraz naiwnie udaje, że nie wie, czy to była kukła prezydenta, czy też Wachowskiego. Takich konfliktów inicjował – wcześniej i później – bez liku.

Dwa ostatnie filary sięgają imponderabiliów, wysokich sfer ducha. Prawdziwie głębokie zmiany wymagają „niezbędnej rewolucji moralnej” (9) porównywalnej z etycznym pobudzeniem „sprzed Powstania Styczniowego” czy też z przełomem „Solidarności” 1980 r. Wszelako zwrot tak fundamentalny musi mieć silne oparcie w wartościach. Najpełniej wyraża je „formuła Polak katolik” (10) „. Kaczyński ubolewa, że doszedł do niej zbyt późno. Lecz od dawna gorliwie nadrabia to zaniedbanie. Pobudził „wzmożenie moralne”. Przemawia od ołtarza, z częstochowskich wałów, czci dyrektora Rydzyka. Więcej – stworzył religię smoleńską i ma wierną sektę wyznawców, którą zwie „wspólnotą” (a Jacek Kurski – „ciemnym ludem”).

rocznica

Prywatność

Oto – powyżej – dziesięć filarów mądrości politycznej szefa PiS. Ekstrakt latami gromadzonych wiedzy i doświadczenia. Znamy już sposób i styl politycznego myślenia. A z jakim człowiekiem mamy do czynienia? Niewiele odsłania ze swej prywatności. To, iż ma naturę rodzinną i lubi koty, wiadomo.

Co więcej? Kobiety? Współpracowniczki, sekretarki. Kiedyś młodzieńczą aparycją zwiodła go Krystyna Pawłowicz. Zaimponowała mu też potężnej postury dama, jednym ciosem dłoni powalająca mężczyzn na ziemię. Z kolei Jadwiga Staniszkis była „bardzo piękną kobietą”. W Białymstoku zapraszał ją do Hortexu na obiady. „Chciała zamawiać najtańsze potrawy, czyli kurze żołądki. Na szczęście znów zarabiałem, więc pozwalaliśmy sobie na nieco bardziej wymyślne dania”. Czyżby, o zgrozo, ośmiorniczki?

Deklaruje się jako „miłośnik dobrego jedzenia” niestroniący od trunków. Do Retmana chadzał z kolegami „na wódkę pod schab”. Po zwycięskim strajku 1980 r. położył spać gościa, „wrócił do kuchni i ze szczęścia wypił jeszcze butelkę wina”. Kiedyś lubił „wieczorne, a czasem ranne uczty”, również „bankiety znosił bez trudu”.

Za granicą bywał rzadko. Wiedeń, Londyn, Watykan, Bonn, Ateny, Chorwacja, Bośnia. Ale żadnych wrażeń z tych wojaży. Nic z przyrody, krajobrazów, zabytków, muzeów. Nie dowiemy się też niczego o gustach literackich, artystycznych czy estetycznych. Nie znamy jego lektur (poza politologicznymi), żadnych filmów. Czy bywał w teatrze, operze, na wernisażach? Jakie obrazy lubi, jaką architekturę ceni, jakiej muzyki słucha? To sfera dla czytelnika nieodgadniona.

Wyłania się z tego postać jakby wykuta z jednej bryły, integralna, jednowymiarowa. Ktoś, kogo jedyną bodaj pasją jest polityka rozumiana jako twarda gra, bezwzględna walka o władzę, świat zaś przypomina monstrualną szachownicę, po której przesuwa się polityczne pionki. Rozgrywający. Strateg. Gracz.

Jad insynuacji

Przeinaczeń, przekłamań czy zwykłych nieprawd nie pomieściłby nawet „złoty pociąg” spod Wałbrzycha.

Oto tylko niektóre, zwykle zaprawione jadem insynuacji. Bo przecież ani Wiesław Chrzanowski, wzór patrioty, nie był agentem UB czy SB, ani Adam Michnik nigdy nie pławił się w tradycji KPP. Samo domniemywanie – snute przez Kaczyńskiego – czy Wojciech Jaruzelski mógł być „matrioszką”, czyli „kimś podstawionym” pod tego prawdziwego, to jak majaczenie w malignie. Sugestia zaś, iż Lech Wałęsa chciał otrzymać od Rosji „tatarski jarłyk”, czyli „prawo do rządzenia” niby „ruski książę jako wasal chana” – to już brednia zgoła niewyobrażalna. Różnego kalibru bzdur są tu dziesiątki.

Prof. Andrzej Paczkowski zarzuca Kaczyńskiemu bierność w stanie wojennym. Niesprawiedliwie – na przełomie lat 1982-83 sam przyjąłem go do Ruchu Młodej Polski, działał w podziemiu ofiarnie. Pisze, iż z RMP niebawem odszedł, bo twierdziliśmy otwarcie, że ” » Solidarność «jest skończona”. To nieprawda, właśnie wtedy w „Polityce Polskiej” napisałem programowy tekst „Solidarność – nasza mała niepodległość”, radząc, by dorobek Związku przechować pieczołowicie jako bezcenny depozyt, do którego można kiedyś wrócić. Lecz cóż, machnijmy ręką.

Na koniec wróćmy do tytułu. „Porozumienie przeciw monowładzy”. To ma sens dwojaki. To przecież Kaczyński zbudował monowładzę, o jakiej Michnik, Geremek, Wałęsa, Miller, Krzaklewski czy Tusk mogliby jedynie pomarzyć.

Ale można ten sens odwrócić. Czy swoje „porozumienie przeciw monowładzy” – czyli PiS – siły demokratyczne potrafią w porę zawrzeć? Od tego zależą losy Polski.

CrKkMerW8AAeiLP

Tak wygląda „Solidarność” w rocznicę Sierpnia ’80.

CrKybcNXYAAZOfa

Z dziejów łajdactwa.

głupi

W drugim szeregu PiS kryją się równie złowieszcze postaci. Soloch i Morawiecki. Pisze o nich na Koduj24.pl Waldemar Mystkowski.

solochI

Niektórzy politycy PiS nie są specjalnie medialnie znani, choć wysoko usytuowani w hierarchii obecnej władzy. Używani, gdy sytuacja jest szczególnie kryzysowa, acz to PiS powoduje same kryzysy.

Tak ważna instytucja przy prezydencie, jak Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ma za szefa Pawła Solocha. Co o nim wiadomo? Niewiele. Można sięgnąć do Wikipedii, ale przecież nie o to chodzi. Osoba na tak ważnym stanowisku winna do siebie przekonywać różne środowiska, a najważniejsze być wiarygodna dla opozycji, być koncyliacyjna, bo bezpieczeństwo wypracowują wszyscy. Soloch odezwał się – wziął w obronę Andrzeja Dudę, a przede wszystkim ONR, które zyskuje statut patriotyczny, a KOD-owi przyznał miejsce w kondukcie, w którym KOD-owcy nie chodzili: – KOD kojarzy się z tym środowiskiem, które szło za trumną Jaruzelskiego. Takie skojarzenia ma Soloch. Obraził całą opozycję, ale przede wszystkim obraził całe środowiska, w tym twórcze. Te środowiska nie podzielają opinii, iż faszyzm równa się patriotyzm, a tego ostatniego odmawia się stowarzyszeniu, które powstało dla obrony demokracji, instytucji demokratycznych, a przede wszystkim standardów demokracji zachodniej w Polsce. Dla Polski niebezpieczeństwem jest faszyzm ONR, który przed wojną został zdelegalizowany w 1934 roku, w PRL-u był tolerowany wraz z Bolesławem Piaseckim. PiS zatem podąża drogą PRL-u.

Także do mediów pobieżył wicepremier Mateusz Morawiecki. Co się stało? Można mniemać, że coś dzieje się w inwestycjach, bo Morawiecki jest odpowiedzialny za plan inwestycyjny swego imienia. Rzut oka na dane GUS i otrzymujemy wyjaśnienie. Inwestycje kwartał do kwartału spadają od roku. PiS-owi nie idzie, mimo że zostały wpompowane w rynek miliardy z programu 500+. Morawiecki uspakaja i to w stylu godnym prezesa, bo Morawiecki wyraził się o Trybunale Konstytucyjnym: – Myślę, że w ciągu paru miesięcy, wraz z odejściem prezesa Trybunału Konstytucyjnego, ten problem zupełnie zniknie. Widać, że ludzie są zmęczeni i inwestorzy zagraniczni też. Zaklinanie rzeczywistości – inwestorzy jakoby ze względu na prof. Rzeplińskiego nie chcieli wpompowywać swoich pieniędzy. Zdziwi się Morawiecki, gdy Rzeplińskiego zabraknie, a bezprawie poszerzy swoje pole. Wtedy inwestorzy zaczną się naprawdę bać. Bezprawie służy spekulacyjnemu pieniądzowi, a nie długoterminowym inwestycjom.

Soloch i Morawiecki to postaci obecnej władzy, które nie odbiegają od strychulca PiS. Za winy swych bezpośrednich zwierzchników odpowiedzialnymi czynią innych, szczególnie tych, z którymi PiS walczy. Logika potworna, zakłamana, a przede wszystkich antyrozwojowa.

Najlepsze karty polskiej historii to „Solidarność”. Rzadko Polacy byli tak mądrzy.

CrI93BsXYAEdKTl

Najpiękniejsze dni.

CrKiWHjWEAA8W50

Dzisiaj.

jesteśmy

Jeszcze jedna łezka.

takByło

Skutkowało to w samo południe 1989 roku. Cud polski.

CrLAjDzXEAAzuB1

Reklamy

CrC7aDRXYAA4Rql

Jak wyglądała sytuacja z Mateuszem Kijowskim i Radomirem Szumełdą z KOD pod gdańską Bazyliką, poznaliśmy najwcześniej. Ale też były zdarzenia gorsze. KOD-erka Małgorzata opowiada dla „Newsweeka”, co ją spotkało.

działaczka KOD

Małgorzata: Początkowo nie mieliśmy zamiaru wyciągać flag podczas nabożeństwa, żeby ktoś nie posądzał nas o prowokację. Gdy okazało się, że plac cały jest we flagach ONR i Młodzieży Wszechpolskiej uznaliśmy, że nie pozwolimy zawłaszczać radykalnym ugrupowaniom tego święta. Przyszliśmy ubrani na biało-czerwono, z KOD-owskimi przypinkami. Było nas widać.

Może dlatego prawica mówi o „prowokacji” ze strony KOD.
Przyszliśmy uczcić polskich bohaterów. Czy prowokacją można nazwać hasło „Uspokójmy się. Przekażmy sobie znak pokoju”? Nikt nie gwizdał. Nie jest też prawdą, że z naszej strony padały jakiekolwiek antyrządowe hasła.

Mateusz Kijowski i Radomir Szumełda [szef pomorskiego KOD, który zgłosił pobicie do prokuratury] byli już wówczas z wami?
Przyszli w trakcie. Radomir miał zakrwawioną dłoń i znaleźliśmy sanitariuszkę, która opatrzyła ranę. Mateusza lżono najbardziej. Nie jestem w stanie tego zacytować. Licząc naiwnie, że kobiet nie ruszą, otoczyłyśmy Mateusza. Nadal leciały inwektywy i groźby: „Puśćcie nas, już my się nim policzymy”.

CrDqPCIWAAA0OX4

Jednak policja wyprowadziła tylko was…
Mało tego wcześniej policja powiedziała, że mamy zejść z oczu prawdziwym Polakom i że nie zagwarantują nam bezpieczeństwa. Potem policjanci asystowali nam podczas opuszczenia placu. Za nami szedł tłum kilkudziesięciu panów w odzieży „patriotycznej”. Pewnie wśród nich byli też członkowie ONR, ale wydaje się, że byli to głównie agresywni „kibole”. Wciskali się pomiędzy nas, tak, by podzielić nas na grupki. W pewnym momencie zostałam sama. Dwóch osiłków mnie trzymało, a jeden w tym czasie bił mnie pięściami po plecach i żebrach.
Zasłaniałam sobie głowę i twarz żeby nie ucierpieć bardziej. Policja nie widziała tej sytuacji, bo byłam w tłumie kiboli. Skupiali się na wyprowadzeniu z placu najbardziej atakowanych Radomira i Mateusza.

Nikt nie zareagował?
Nikt tego nie widział, byłam otoczona przez „patriotów”. To trwało 2-3 minuty. Nie widziałam sprawców, bo zasłoniłam twarz i głowę, by chronić tę część ciała. Przyjęłam kilka silnych ciosów, miałam problem ze złapaniem oddechu. W końcu zdecydowałam się kopnąć jednego z nich w krocze. W ten sposób udało mi się uciec.

CrC3BInWIAAnZrn

Zgłosiła się pani do szpitala?
Zostałam przyjęta na SOR. Bardzo bolały mnie plecy i żebra, bałam się, że są złamane. Na szczęście prześwietlenie pokazało, że mam jedynie stłuczoną prawą nerkę i parę siniaków.

Czy agresja od początku towarzyszyła uroczystościom?
Nie. Najpierw stanęliśmy obok wozu transmisyjnego z flagami KOD, obok nas była grupa Młodzieży Wszechpolskiej. Początkowo przyglądali nam się uważnie, ale gdy zauważyli, że też modlimy się, nie komentujemy, razem wznosimy okrzyki „Cześć i chwała bohaterom” – byli przyjaźni. Agresja pojawiła się, gdy wóz transmisyjny odjechał – po jego drugiej stronie stali podchmieleni panowie w odzieży „patriotycznej”. Leciały wyzwiska, typu: „kurwy, komuniści, złodzieje, ubecy”. Były próby wyrwania flag. Słyszałam też kolejne epitety: „Po co świnie pchają się kościoła, że jesteśmy szmatami, kur…, jaka ze mnie kobieta, skoro popieram Matusza – alimenciarza. Nie wchodziłam w pyskówkę, bałam się że sprowokuje ich do większej agresji.

dla

Wkrótce obchody na Westerplatte. KOD będzie obecny?
Dostaliśmy jeszcze większej motywacji, by nie pozwalać zawłaszczać dat, symboli i wydarzeń. Oczywiście, będę 1 września na Westerplatte. Ale boję się o dzieci. Słyszałam, jak pod adresem dzieciaka krzyczano „bękart”, „twoi rodzice to komuniści”. Tu nie ma świętości, ani granic. Najgorsze, że te inwektywy pod adresem dzieci wykrzykują głównie starsze kobiety. Nie chciałabym żeby moje dzieci były świadkami takich incydentów. Chce walczyć dla nich o demokratyczną Polskę, ale nie chcę żeby miały takie wspomnienia z dzieciństwa.

CVO2nY_WUAAwEXe

Prof. Andrzej Rzepliński w rozmowie z Moniką Olejnik mówił o pisowskiej wojnie hybrydowej wobec Trybunału Konstytucyjnego, czyli de facto wobec konstytucji i o bezprawiu Zbigniewa Ziobry.

rzeplińskiSam

– Jestem pełen pokory wobec prawa, Konstytucji i społeczeństwu, któremu służę. Sam akt otworzenia śledztwa ws. prezesa TK – nawet nie wiem, jak to się nazywa – jest aktem bezprawia. To nie wymaga komentarza.

rzeplińskiJeżeli

– Tego nie wiem, czy będzie kolejna ustawa o TK. Jeżeli tak, to jest to element wojny hybrydowej, rozregulowania instytucji Trybunału. Tak, jak każdy z nas wymaga, oczekuje, ma prawo do stabilnego prawa, takie instytucje jak sądy – nie tylko konstytucyjne – wymagają stabilnego prawa, regulującego postępowanie. W przypadku TK jest to ustawa o Trybunale.

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze o mediach pełnych łgarstw.

media

W PiS toczy się walka o media narodowe i to przynajmniej na trzech poziomach –  politycznym, dziennikarskim i instytucjonalnym. Politycznie zarysowały się dwa obozy, które chciałyby mieć wpływ na to, co oficjalnie się mówi w mediach – obóz Kaczyńskiego i obóz z niewielkim przyczółkiem – obóz Dudy. Dziennikarskie dwa obozy – to obóz Sakiewicza („Gazety Polskiej”) i drugi – Karnowskich (wSieci). Wreszcie trzeci poziom instytucjonalny, który dzieli się na: Radę Mediów Narodowych i Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Wydawało się, że KRRiT stoi na przegranej pozycji, ale ostatnio zyskała dzięki decyzji – a w zasadzie braku takowej – obozu Dudy.

Politycznie – wydaje się, że jest wszystko jasne, walka toczy się w rodzinie PiS. Ale nie jest to tak oczywiste dla Dudy, bo prezydent jest w niedoczasie i pod pręgierzem politycznym. W lipcu zostało wybranych przez Sejm trzech członków KRRiT, wszyscy reprezentują PiS. Dwóch pozostałych ma wybrać prezydent, ale do tej pory tego nie zrobił. Zdziwieni? Raczej nie powinniście być. Mianowicie Duda zależny od Jarosława Kaczyńskiego, ma świadomość, iż grozi mu Trybunał Stanu, więc chce mieć wpływ na media, które w razie czego stanęłyby po jego stronie, gdyby prezes wskazał, jak to cesarz ma w zwyczaju, kciuk do dołu.

CrC2G_HWEAA8ieL

Obecna patowa sytuacja zapowiada dalszą walkę o media narodowe. Sakiewicz nie odda tak łatwo pola Karnowskim, Duda zawalczy o realny wpływ na KRRiT, a więc o czas antenowy dla ewentualnego orędzia dla siebie, gdy będzie mu palił się grunt pod nogami, a Czabański okopie się w swoim tworze RMN, bo tyle czasu poświęcił tej idei i posadzie, że teraz za friko nie podda się.

Media do niedawna publiczne idą na dno. Wydaje się, że nie są do uratowania, choć pisowcy mogą nałożyć podatek na wszystkich Polaków. W PiS jest gen autodestrukcji, czego się nie dotkną, zniszczą, skopią i jeszcze oskarżą innych. Media pełne łgarstw są już zniszczone, teraz na tych trzech poziomach walczą o grube miliony.

Cq7HbXtWIAAKCBV

Andrzej Duda coraz gorzej przedstawia się, jako człowiek, bo politykiem jest żadnym. Polska przez taką antygłowę państwa jest poniżona.

prezydent

Przez usta jego przeszły takie słowa podczas symbolicznego pogrzebu „Inki” i „Zagończyka”: „Przywracamy godność państwu polskiemu”.

Odbieracie godność, jesteście Duda i twoi tchórzliwi poplecznicy, jak komuchy. Identyczny sowietyzm, uwagęna to zwraca cały świat.

Duda nie rozumie – jak to tchórz – jaka była Inka, Łupaszka, w jakiej znaleźli się sytuacji. A teraz ten kiczowaty celebryta polityczny Duda śmie wypowiadać święte słowa polskie.

Nie ty przywracałeś godność, Duda, ty jesteś pośmiewiskiem, świat przez taki żałosny pisizm się śmieje, Polsce odbierana jest godność.

panie

Jak na tym obrazku. Tchórz na kolanach.

miał BYĆ

Duda nie wie, co kryje się za pojęciem metafizyki, pojęciem Boga w antropologii i filozofii. W jego wykonaniu jakieś czczenie godne Średniowiecza, a nawet neolitu. Za karę Polsce została zesłana taka postać, jak Duda. Duda jako plaga egipska.Działacze KOD Radomir Szumełda i Mateusz Kijowskiego przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku zostali wyrzuceni przez faszystów z ONR, a policja ich wyprosiła.

radomir szumełda

Faszyści, komuchy, pisowcy – takie same łajzy zawłaszczają Polskę. Godność została powtórnie odebrana „Ince” i „Zagończykowi”.

Kijowscy, Szumełdy to kiedyś Inki i Zagończyki. Nie godzili się na degenerację kraju, jaka dzisiaj panuje pod rządami PiS.

onet

Pogrzeb był manifestacją faszystów i kiboli.

filip lachert

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze o Dudzie.

dudy

Problem z Andrzejem Dudą ma Polska. Nie ma problemu PiS, bo jak do tej pory podpisuje wszystko jak leci, a nie jak Konstytucja nakazuje. Problemik z Dudą ma Jarosław Kaczyński, nie zawsze prezes chce mu podać rękę, ale to jego psychiczna przypadłość, wszak Duda jest bardziej kaczystowski niż Kaczyński, taki jego syndrom „papieski”.

Problem z Dudą jest natury wszelakiej: godnościowej, intelektualnej, duchowej, moralnej i prawnej. Zajmą się kiedyś nim historycy i nie zostawią na nim suchej nitki. Dzisiaj to my musimy chronić materię i „suche nitki” przed Dudą, gdyż czego się nie dotknie, splami. Dlaczego? Bo Duda ma pamięć wybiórczą, ma moralność wybiórczą, dziurawą, jak najlepszy ser szwajcarski. Im lepszy ser, tym dziury większe, a u prezydenta dziury są wielkie. W tej kwestii Dudzie najlepiej smakuje ser pisowski. Wyrób made in Nowogrodzka.

Dudy „ser szwajcarski” doprowadził do sytuacji, iż faszyści z ONR turbowali Radomira Szumełdę i Mateusza Kijowskiego. Polska nigdy nie była tak postponowana przez Zachód, jak obecnie. Duda to i owo usłyszał na temat swojego umysłowego sera od Baracka Obamy. Nie chcę się wstydzić za wybór Polaków. Ale ktoś zwrócił już uwagę, że sery Dudy, Kaczyńskiego do tej pory objawiały się buczeniem, ale już biją. Biją Szumełdę i Kijowskiego. A co jutro będzie? Nietrudno zgadnąć.

mkijowski

Ciekawy wpis prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego.

Cq_oACXWcAEm2fQ

duda

W podpoznańskich Krzesinach odsłonięto pomnik gen. Andrzeja Błasika, który był do ostatnich chwil w kabinie tupolewa, zachęcał załogę, aby za wszelką cenę lądowała.

Mówił do kapitana Arkadiusza Protasiuka: – Spokojnie, zmieścisz się

Cq3dpKNWYAA1Jt_

Duda mówił o Błasiku:

– Upamiętniliśmy człowieka, który zginął jako żołnierz, pilot na służbie Rzeczypospolitej. Zginął w powietrzu, w polskim samolocie wojskowym, stojąc przy boku prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego.

Nieprawda! Błasik stał w kokpicie u boku Protasiuka. W Krzesinach też odsłonięto tablicę Lecha Kaczyńskiego. Duda zachował się klasycznie.

Cq4qFE1WIAAtmFx

Autentyczny obrazek z Krzesin, mamy nowy rodzaj pilotów w sutannach. Nie pilocu ważni w Święto Lotnictwa, ale cu w sutannach.

Cq48KbMWIAYt9vK

Dobrze dzisiejszą sytuację podsumował Adam Michnik, który był w Rzeszowie na zaproszenie KOD-u.

Cq5Zmk7WcAAkNo4

Eliza Michalik słusznie uważa, że sami wychowaliśmy sobie potwory: Kaczyńskiego, Dudę, Szydło, Macierewicza, Ziobrę. Rządy PiS-u nie wzięły się z kosmosu, lecz są wynikiem pobłażania, które przez lata okazywano ciemnym postaciom i sprawkom tej partii.

eliza

Dlaczego Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro czy Antoni Macierewicz robią to, co robią? Bo mogą. Bo mimo podejrzeń o łamanie prawa i traktowanie państwa jak prywatnego folwarku nigdy nie spadł im włos z głowy. I dlatego w przyszłości wygra z PiS-em i popchnie Polskę na właściwe tory ten, kto mając w nosie wrzaski o małostkowości i mściwości (jakie zawsze podnoszą wszyscy zainteresowani finansowo i politycznie własną bezkarnością), sprawiedliwie ich osądzi i – wreszcie – ukarze.

Kto puszcza wolno gwałciciela, może się spodziewać, że w okolicy niedługo znów dojdzie do gwałtu, kto nie karze mordercy, ma jak w banku, że ten wkrótce zamorduje ponownie. Pobłażanie ludziom, którzy nas krzywdzą, nie jest dowodem dobrego serca, lecz głupoty, a karanie ich to nie przejaw mściwości, lecz sprawiedliwości i rozsądku.

W polityce jest dokładnie tak samo: rządy PiS-u nie wzięły się z kosmosu, lecz są wynikiem pobłażania, które przez lata okazywano ciemnym postaciom i sprawkom tej partii. Dlatego na prawdziwego lidera opozycji wyrośnie ten (lub ta), kto nie patrząc na manipulatorskie posądzenia o odwet i zemstę (stara śpiewka zagrożonych karą) i na własny interes („jeśli dziś puszczę ich wolno, to może oni kiedyś puszczą wolno mnie”), surowo, lecz uczciwie wreszcie rozliczy PiS.

Używam ostrych słów, bo i sytuacja jest poważna: Komisja Europejska w odtajnionym fragmencie swojego raportu stwierdza, że praworządność jest w Polsce systemowo zagrożona. „Systemowe” zagrożenie oznacza zaś, że nie mamy do czynienia z pojedynczymi wybrykami ludzi, którym woda sodowa uderzyła do głowy, z jednostkami, które zachłysnęły się władzą i za moment zostaną przez niezależny wymiar sprawiedliwości przywołane do porządku. Systemowe zagrożenie to zagrożenie całego państwa, pewnych reguł, na które się umówiliśmy, jak ta, że rząd i parlament wyłoniony w wyniku demokratycznych wyborów kontrolują w pełni niezależni sędziowie i dziennikarze właśnie po to, żeby żadnemu z ministrów, premierów, prezydentów czy posłów nie przyszło do głowy stawiać się ponad prawem.

Waldemar Mystkowski pisze o Beacie Szydło, która jakoby dyskutuje o nowym kształcie Unii Europejskiej. Raczej Jarosław Kaczyński jej dyktuje.

szydłoDyskutuje

Beata Szydło musiała pojechać aż do Rumunii, aby podzielić się radosną dla nas wieścią, że w Polsce rozpoczęły się dyskusje. Nie róbcie takich wielkich oczu, gdy to czytacie. Ja też jestem zaskoczony, iż rozpoczęto ze mną dyskusję. Szydło dyskutuje pewnie z suwerenem, bo użyła liczby mnogiej: – W Polsce rozpoczęliśmy dyskusję nt. konieczności zmiany traktatu europejskiego.

Odetchnąłem, gdy dowiedziałem się, że dyskusja dotyczy traktatów. Mianowicie w lipcu Jarosław Kaczyński podzielił się identyczną radosną wieścią. PiS zamierza zreformować Unię Europejską: – Poprosiłem ważnego, polskiego prawnika, by przygotował nowe traktaty – mówił prezes w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Nie zdradził jego nazwiska. Jak to prezes. – Musimy mieć swój projekt, występować z nim, jeździć po Europie, agitować, pytać o kontrpropozycje – tłumaczył Kaczyński,jak zamierza przekonywać i wdrażać projekt jego pomysłu.

Taka jest mniej więcej wartość dyskusji Szydło z suwerenem, naszej ważności w Unii Europejskiej, w której byliśmy prymusem, a dzisiaj posadzono nas w oślej ławce. Nie zdziwię się, gdy niedługo usłyszymy, iż przyjęcie Polski do Unii Europejskiej to był błąd. Ale co wówczas zrobi Kaczyński ze swoimi traktatami europejskimi?

CqGZqc_WYAA-pku

Chyba powinniśmy wiedzieć, jaki rzeczywisty budżet kroi nam PiS na przyszły rok. Dziura budżetowa owszem 60 mld zł – największa w historii. Faktycznie rząd na poktycie dziury i spłatę zobowiązań musi pożyczyć 180 mld zł. I to jest faktyczna dziura – 3 razy większa niż podaje się do wiadomości. Trzeba wszak te pieniądze kiedyś spłacić.

180

Bardziej miarodajną liczbą są potrzeby pożyczkowe, czyli różnica między przychodami a rozchodami. Innymi słowy – suma jaką Polska będzie musiała w przyszłym roku pożyczyć, żeby sfinansować wszystkie zaplanowane wydatki budżetowe i obsłużyć swoje zobowiązania. Choćby pożyczyć pieniądze na spłatę zadłużenia, którego zapadalność przypada na 2017 rok.

Otóż zgodnie z projektem budżetu potrzeby pożyczkowe Polski w 2017 roku wyniosą… 180 mld zł. I to ta kwota, a nie 60 mld zł deficytu budżetowego, pokazuje rzeczywisty stan finansów państwa.

Angela Merkel przyjechała do Polski, ale nie dlatego, że polski głos tak bardzo się liczy w Unii Europejskiej. Ta wizyta to rutyna, Merkel sprawdza, czy z Polską PiS można się dogadać. Można? Jak sądzicie? W Warszawie byli przywódcy Grupy Wyszehradzkiej (V4).

merkel

Przedstawiciele państw Grupy Wyszehradzkiej deklarowali, że chcą, aby to stolice, a nie instytucje unijne, odgrywały wiodącą rolę zarówno w reformie Unii, jak i negocjacjach z Wielką Brytanią. Wszyscy są bardzo wyczuleni na podejmowanie decyzji ponad ich głowami. W powietrzu wisiał też temat zmian traktatowych, które wcześniej Warszawa cały czas sugerowała, twierdząc, że w wielu krajach Unii brakuje poczucia kontroli nad procesem integracji i wpływu na rozwój Wspólnoty. Według premier Szydło Unia traci impet i bez zmian w traktacie problemu nie da się rozwiązać.

Kanclerz Merkel od grzebania w unijnym traktacie na razie jest jak najdalsza. Namawiała do zmian w ramach obowiązujących traktatów. Ze względu na zagrożenie terroryzmem przekonywała, żeby wykorzystać możliwości, jakie daje Traktat Lizboński, bo jak twierdziła, zgodnie z jego regułami możemy planować wspólne działania, takie jak choćby projekt rejestracji osób wjeżdżających do strefy Schengen.

Lecz nawala nasza dyplomacja dyplomacja. Witold Waszczykowski chwali Erdogana, bo był w Ankarze, atakuje zaś Niemcy.

Ilustruje to dobrze to zestawienie.

CqznJ_hXYAAEB2K

Dyplomację Waszczykowskiego podsumowuje Waldemar Mystkowski.

niedyplomatyczny

Coraz bardziej niebezpieczną politykę zagraniczną uprawia szef dyplomacji Witold Waszczykowski. Nie łudzę się, że nie on ją formułuje. Spychani jesteśmy z głównego nurtu europejskiego, w ogóle zachodniego. Trzeba alarmować, póki nie staniemy się jakimś tajnym aneksem paktu, jak w 1939 roku.

Waszczykowski przyjechał z Ankary, gdzie rozmawiał z Recepem Tayyipem Erdoganem. Jest zachwycony swoim rozmówcą: Legalnie wybrany, demokratyczny prezydent i władze tureckie mają prawo, wręcz obowiązek, dbać o ład konstytucyjny, ład prawny i to czynią. U nas zwierzchnik Waszczykowskiego, Jarosław Kaczyński też dba o ład konstytucyjny, ład prawny, broni go przed Trybunałem Konstytucyjnym, Sądem Najwyższym. Inne słowa Waszczykowskiego o Erdoganie też są znane z ust jego pryncypała: – Nie widziałem po stronie prezydenta jakiejś zapiekłości, zaciekłości, aby doprowadzać do jakiejś zemsty i rewanżu. Po prostu chce zgodnie z prawem, prawem tureckim, wyjaśnić, co się stało i ewentualnie ukarać sprawców tego wydarzenia.

Toż to deja vu! Tak, Kaczyński mówił, że zemsty nie będzie itd. Toczka w toczkę. Waszczykowski wszak tak musi mówić o Erdoganie. Przypomnę, co mówił prezes PiS dwa lata temu w wywiadzie dla portalu wPolityce: – Trzeba czynić wszystko, by Polska była tym, czym jest dziś Turcja. O niej mówi się, że to poważne państwo. Mój śp. brat mówił wielokrotnie, że chciałby, żeby o Polsce tak mówiono. Ten rodzaj wielkości jest do zdobycia. To wymaga najpierw zmiany władzy, a potem przebudowy polskich elit. I to we wszystkich dziedzinach.

Sprawdza się? Sprawdza. To jest ten kierunek oddalający nas od Zachodu, od demokracji, od Unii Europejskiej. Ci ostatni na Turcję patrzą z przerażeniem. No i tego samego dnia, po powrocie z Turcji Waszczykowski mówi o Niemczech, bo właśnie z wizytą (tak naprawdę kurtuazyjną) przebywa w Polsce Angela Merkel: – Czy [Niemcy – przyp. mój] będą realizować ją tylko i wyłącznie dla własnego interesu narodowego, czy będą postrzegać również interesy innych państw. To jest wielka odpowiedzialność Niemiec. Niestety w wielu przypadkach Niemcy uchylają się od niej. W wielu przypadkach widzimy chęć realizowania wyłącznie własnego narodowego celu.

Czy jednak Kaczyńskiemu, a za nim podążającemu, jak w dym Waszczykowskiemu, nie chodzi o to, aby Polska leżała? Do tego zmierzamy. Przecież prowadzą nas prosto w ramiona przyjaciela Orbana, a ostatnio Erdogana. Przy niekorzystnym układzie zewnętrznym – a takim może być dojście do władzy Trumpa w USA, Le Pen we Francji, zaś w Niemczech Merkel nie jest wiecznie żywa – Polska może jeszcze raz wylądować w tajnym aneksie paktu jakichś Schmidt-Iwanow. Możemy leżeć, jak Waszczykowski ze swym językiem niedyplomatycznym.

niemieckie

Inny tekst warto przypominać, jakie sa fundamenty Kaczyńskiego.

fundamenty2

Prof. Wojciech Sadurski przypomina nam, do czego dąży Jarosław Kaczyński, bo prezes PiS nie ukrywa swoich zamiarów, tylko my przykrywamy jego słowa (mówione i zapisane) złudą.

Najgorsza forma nadziei – łudzić się, ona faktycznie nie umiera, bo złuda jest lenistwem intelektualnym. Kaczyński zapisał swoje zamiary w dokumencie programowym PiS z 2011 roku w „Raporcie o stanie III Rzeczypospolitej”, w którym czarno na białym stoi, co będzie realizowane, gdy jego partia dojdzie do władzy. Mianowicie – dobrze urządzone państwo musi posiadać „nowy centralny ośrodek dyspozycji politycznej”.

Ośrodek, czapę, a nie podlegać rozproszeniu – trójpodziałowi władzy. Ośrodek jest nawet sprecyzowany, gdyż „tego ośrodka nie należy automatycznie utożsamiać z rządem, prezydentem czy jakimkolwiek organem państwowym”. Wszak prezydent bądź premier mogą być „nasi”, ale niegodni zaufania, ale dopóki realizują „wskazane wyżej cele narodowe”, są poręcznymi narzędziami, lecz nie są centralnym ośrodkiem. Dlatego tak, a nie inaczej Kaczyński traktuje prezydenta Andrzeja Dudę i premier Beatę Szydło. Nie są ośrodkiem dyspozycji politycznej, są delegowani do realizacji jego celów narodowych.

Prof. Sadurski wskazuje genezę myślenia Kaczyńskiego o państwie. Pobierał ją z prezesem w tych samych źródłach, mianowicie u prof. Stanisława Ehrlicha, postaci dla myśli politycznej wybitnej, która jednak operowała w materii teorii, a nie praktycznie. Kaczyński pozostał ortodoksą filozofii politycznej Erlicha i właśnie przekuwa ją w czyny. Prezes PiS ma świadomość, że tego rodzaju myśl centralistyczną dobrze jest rzeźbić w plastycznym materiale demokracji, której trzeba odejmować rozproszone funkcje i skupiać je w jednych rękach.

Trójpodział demokracji więc będzie poddawany skupieniu do jednego „ośrodka dyspozycji politycznej”. Trybunał Konstytucyjny już jest niemal sparaliżowany, czyli – w języku prezesa – prawo zapisane w Konstytucji zostało odzyskane, będzie teraz interpretowane w centralnym ośrodku. Prokuratura jest już opanowana, a także media publiczne, obecnie narodowe.
Teraz kolej na samorządy i NGO-sy, gdyż ich rozproszenie kłóci się z założeniami programowymi PiS, czyli prezesa. Trochę to potrwa, widać jednak w zarysach formy, za pomocą których będą skupiane w „centralnym ośrodku”.

Dlaczego zatem Kaczyński ma tak słabe zaplecze intelektualno-ideowe w przeciętnych postaciach Szydło, Dudy? Kaczyński jest fundamentalistą myślenia o państwie zarządzanym centralnie. Wszelacy Dornowie, Zalewscy, Ujazdowscy wypadli albo wypadną z okolic ośrodka. Dzisiaj ten centralny ośrodek jest jednoosobowy, jego mobilność też jest ograniczona: Nowogrodzka, Żoliborz, wypad jednodniowy do przyjaciela Orbana.Nie bądźmy więc zdziwieni tym, że prezes jest otoczony murem ochroniarzy. Nikt nie ma do niego dostępu, jest oczkiem w głowie interesów polityków PiS, którzy nie mają zielonego pojęcia o centralistycznym państwie prezesa, a demokratyczny trójpodział władzy jest dla nich czarną magią.

Kaczyńskiemu z demokracją nie po drodze. Demokracja jest narzędziem, w której wykuwa swoje państwo zaprojektowane w owym dokumencie z 2011 roku: państwo autorytarne, klerykalne i z nacjonalistyczną konstytucją. Czytajcie! A pozbędziecie się złudzeń co do Kaczyńskiego. On się nie cofnie, gdyż jest fundamentalistą „centralnego ośrodka dyspozycji politycznej”, czyli siebie! Kaczyński zabetonowany we własnym fundamencie.

Dziś w bajka polityczna, piórem uczyniona

Cq2VvNgWcAAMLML

Waldemar Kuczyński dla Koduj24.pl mówi do czego dąży Jarosław Kaczyński, jakie przyświecają mu „ideały”.

wytrwałość

Ideałem Kaczyńskiego jest system polityczny, w którym za parawanem instytucji demokratycznych, wypranych z treści, kryje się jednolita, niepodzielna władza na czele z nim. Ten system PiS próbowało wprowadzać, kiedy miało władzę poprzednio i próbuje to robić ponownie, w dużo korzystniejszych dla takich poczynań warunkach. To jest zmiana ustroju, na co PiS nie dostał od wyborców mandatu, w postaci większości konstytucyjnej. By mimo braku mandatu, PiS zaczęło od rujnowania głównego bezpiecznika – Trybunału Konstytucyjnego, który już raz w latach 2005 – 2007 stanął mu na drodze. Usiłuje przekonywać, że konflikt wokół tej instytucji zaczęła PO, powołując pięciu sędziów w poprzedniej kadencji. To kłamstwo, w które uwierzyła część komentatorów. Prawda jest taka, że gdyby PO wybrała tylko 3 sędziów, prezydent Duda też by ich nie zaprzysiągł…

CqulfVoWcAAnhoy

W Niemczech „Filp i Flap“ znani są jako „Dick und Doof“ [Gruby i Głupi].

Beata Szydło za państwowe ma prywatną drogę. Fajne, prawda? Tak władza korumpuje.

szydłoMa

“Blisko 140 tys. zł kosztował podatników remont drogi prowadzącej do rodzinnego domu premier Beaty Szydło (53 l.) w Przecieszynie (woj. małopolskie). Z inwestycji powinni skorzystać wszyscy, ponieważ droga od ponad 20 lat jest drogą publiczną i zarządza nią gmina Brzeszcze. Jednak od niedawna jej odnowionym fragmentem poruszać się mogą jedynie szefowa rządu i jej rodzina”.

Cqu9EpNWAAE7frS

Historia w szkole będzie nauczana wg wzorca IPN. Czyli wpływ Kaczyńskich na historię Polski.

kOD IPN

Gen. Andrzej Błasik będzie miał pomnik.

ofiara

Pierwszy w Polsce pomnik gen. Andrzeja Błasika zostanie odsłonięty w weekend w bazie lotniczej w podpoznańskich Krzesinach.

W uroczystościach wezmą udział m.in. prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Głównym punktem obchodów będzie odsłonięcie w bazie w Krzesinach tablicy poświęconej Lechowi i Marii Kaczyńskim i pomnika gen. Andrzeja Błasika. Błasik – podobnie jak Kaczyńscy – był pasażerem rządowego tupolewa, który w kwietniu 2010 r. rozbił się w okolicy lotniska w Smoleńsku. Gen. Błasik był wtedy dowódcą polskich sił powietrznych.

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl komentuje.

smoleński

Wdowa Ewa Błasikowa od zawsze wierzyła, że mąż generał, dowódca Sił Powietrznych nie był obecny w kokpicie Tupolewa do ostatnich chwil przed katastrofą ani nie znajdował się pod wpływem alkoholu. Niestety, może to nie być prawdą, albowiem przepędzony przez Antoniego Macierewicza i Zbigniewa Ziobrę w marcu bieżącego roku zespół biegłych (20 osób), powołany przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie, wydał jednoznaczną opinię. Generał Błasik był w kokpicie do końca i „jego obecność w kabinie mogła blokować psychicznie załogę”. Czy był pod wpływem alkoholu – o tym biegli nie mówili. Takie są ostatnie ustalenia rzeczywistych fachowców, a obecnie powołani amatorzy nie wypowiadają się w ogóle. Głos za to zabierają takie tuzy smoleńskie, jak Macierewicz tudzież jego zasłużeni na złoty medal Bartłomieje Misiewicze.

Polską specjalnością jest polec, przegrać i mieć pomnik. Ale trzeba mieć jeszcze pośmiertne wpływy. Lotnicy, którzy zginęli wcześniej w wypadku wojskowego samolotu CASA pod Mirosławcem, takiego szczęścia nie mają, bowiem pomnika nikt im stawiać nie chce. Może dlatego, że do katastrofy nie doszło na „ruskiej” ziemi. I nie mieli okazji „polec” z rąk wroga. Smoleńsk to jeden z fundamentów ideologii pisowskiej, dlatego na spędzie w Krzesinach będą wszyscy politycy sformatowani pozytywnie do „polegnięcia”, oprócz prezesa.

Oto jak Kaczyński spłaca długi. Prywatnie pożycza, państwowym spłaca. Każdy tak by chciał.

CqsKtGuWEAAXWZv

A propos budżetu na przyszły rok, największy deficyt w historii.

CquVr_AWAAAhN7k

Nie tylko o tym mówił w TOK FM Ryszard Petru.

Prof. Wojciech Sadurski w świetnym eseju pisze, Jarosław Kaczyński nie ukrywał, że chwyci za twarz.

kaczyński nas

Dla ideologów PiS rozproszenie władzy jest kompromitującą słabością, a „konsolidacja” – pozytywnym ideałem. Najwyższym ukoronowaniem idei konsolidacji władzy jest oczywiście koncentracja całej władzy w rękach jednego człowieka – czyli to, co jasno wyłania się dziś na naszych oczach.

Wielu ludzi, w osłupieniu obserwując galopujący demontaż demokracji i praworządności, uważa się za oszukanych, a przynajmniej – zaskoczonych i wprowadzonych w błąd przez partię dziś rządzącą. Nie to nam obiecywano – słyszymy.

Tymczasem o zaskoczeniu nie ma mowy. Kto miał oczy – ten widział i czytał, kto chciał słuchać – ten słyszał. Jarosław Kaczyński nigdy nie ukrywał swej niechęci do demokracji, do rządów prawa i do konstytucji, opartej na klasycznym podziale władzy. Trzeba było mu wierzyć.

Ogłoszony w styczniu 2011 roku przez Radę Polityczną PiS programowy dokument „Raport o stanie III Rzeczypospolitej” jest najbardziej rozwiniętym credo ideowo-politycznym partii Kaczyńskiego – nigdy przez nią nieodwołanym, ani nawet niezmodyfikowanym. Warto było się z nim zapoznać przed głosowaniem na PiS-owskiego kandydata prezydenckiego i na jego partię.

Już na samym początku dokument ogłaszał, że dobrze urządzone państwo polskie musi mieć „nowy centralny ośrodek dyspozycji politycznej”. Dowiadujemy się też, że „tego ośrodka nie należy automatycznie utożsamiać z rządem, prezydentem czy jakimkolwiek organem państwowym”. Więc o kogo chodzi? „Chodzi (.) o grupę osób, która w danych warunkach historycznych ostatecznie podejmuje najważniejsze decyzje w państwie”. Idea jakiegoś pozakonstytucyjnego ośrodka podejmującego ostateczne decyzje brzmi trochę jak parodia przedwojennych, totalniackich tekstów, tym bardziej że ten nowy ośrodek „powinien chcieć i realizować wskazane wyżej cele narodowe”.

Co dalej będzie? Analizuje na Koduj24.pl Waldemar Mystkowski.

fundamenty

Dlaczego zatem Kaczyński ma tak słabe zaplecze intelektualno-ideowe w przeciętnych postaciach Szydło, Dudy? Kaczyński jest fundamentalistą myślenia o państwie zarządzanym centralnie. Wszelacy Dornowie, Zalewscy, Ujazdowscy wypadli albo wypadną z okolic ośrodka. Dzisiaj ten centralny ośrodek jest jednoosobowy, jego mobilność też jest ograniczona: Nowogrodzka, Żoliborz, wypad jednodniowy do przyjaciela Orbana.Nie bądźmy więc zdziwieni tym, że prezes jest otoczony murem ochroniarzy. Nikt nie ma do niego dostępu, jest oczkiem w głowie interesów polityków PiS, którzy nie mają zielonego pojęcia o centralistycznym państwie prezesa, a demokratyczny trójpodział władzy jest dla nich czarną magią.

Kaczyńskiemu z demokracją nie po drodze. Demokracja jest narzędziem, w której wykuwa swoje państwo zaprojektowane w owym dokumencie z 2011 roku: państwo autorytarne, klerykalne i z nacjonalistyczną konstytucją. Czytajcie! A pozbędziecie się złudzeń co do Kaczyńskiego. On się nie cofnie, gdyż jest fundamentalistą „centralnego ośrodka dyspozycji politycznej”, czyli siebie! Kaczyński zabetonowany we własnym fundamencie.

CqpzAGbWIAQA3iF

Kaczyński sięga po samorządy.

samorządy

Samorządowcy z całej Polski zapowiadają współpracę i wspólny protest przeciwko zakusom ponownej centralizacji. – Zamach na samorządy to zamach na demokrację – mówi marszałek województwa śląskiego.

– Tu chodzi o władzę. A ta prawdziwa jest w samorządach – stwierdza Ludwik Węgrzyn, prezes Zarządu Związku Powiatów Polskich i starosta powiatu bocheńskiego. – W samorządach jest mnóstwo stanowisk. To przecież prawie 2,6 tys. wójtów i burmistrzów – mówi Węgrzyn. Tak komentuje informacje, że PiS chce kolejnymi zmianami centralizować kraj. Ostatnie to np.:

* zapowiedź zmiany ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych (konkursy na prezesów izb ma zarządzać premier i będzie miał większość z komisji),

* likwidacja gimnazjów wbrew opiniom samorządów

* zmiany w kuratoriach oświaty, które teraz będą miały większy wpływ na wybór dyrektorów szkół i będą mogły blokować likwidację placówek.

Kaczyński już niczego się nie boi. Odkopali stary wniosek Platformy Obuwatelskiej o Trybunał Stanu dla prezesa PiS. Więc urządzają igrzyska ku uciesze gawiedzi. Tak zachachmęcą, iż to będzie wniosek przeciw Donaldowi Tuskowi.

Pisowskie chachmęty nie takie rzeczy potrafią.

wniosek

Marszałek Sejmu skieruje wniosek w sprawie posła Jarosława Kaczyńskiego do Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Wniosek, jak pisze „Wprost”, złożyła PO jeszcze w 2012 r. Dotyczył on Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, którzy pełniąc odpowiednio funkcje premiera i ministra sprawiedliwości oraz prokuratora generalnego mieli dopuścić się przekroczenia swoich uprawnień.

O sprawie na swoim Facebooku poinformował poseł PO Robert Kropiwnicki, przewodniczący komisji w poprzedniej kadencji. Polityk napisał, że najbliższe posiedzenie KOK odbędzie się 5 września. „Mam nadzieję, że zaczniemy pracować nad tym wnioskiem”.

robert kropiwnicki

Zaś europejscy sędziowie piszą do Andrzeja Dudy.

europejscy

Europejskie Stowarzyszenie Sędziów i Prokuratorów MEDEL pisze do prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie odmowy powołania sędziów.

List, datowany 12 sierpnia, a podpisany przez wiceprzewodniczącego MEDEL Thomasa Guddata, opublikowało na swojej stronie internetowej Stowarzyszenie Sędziów „Iustitia”. MEDEL, które zrzesza organizacje sędziowskie i prokuratorskie działające w różnych krajach Europy, pisze w liście do prezydenta: „w ciągu ostatnich kilku miesięcy, wraz z innymi instytucjami europejskimi, w tym Komisją Europejską, Radą Europejską i Komisją Wenecką, MEDEL z rosnącą troską i niepokojem obserwuje rozwój sytuacji w Polsce”. Ostatnio zaniepokojenie stowarzyszenia wywołała czerwcowa odmowa mianowania dziesięciu sędziów, o których powołanie do sądów wyższej instancji (dziewięciu) i nominację na sędziego (jeden) wystąpiła Krajowa Rada Sądownictwa. Sędziowie ci wygrali wieloetapowy konkurs na wolne stanowiska sędziowskie. Prezydent w żaden sposób nie uzasadnił swojej odmowy.

„Zasada niezawisłości sędziowskiej, bez przestrzegania której nie ma mowy o zachowaniu praworządności, jest cechą konstytucyjną demokracji na świecie. To jest tak ważne nie tylko z powodu tego, że sądownictwo działa niezależnie, ale również dlatego, że to sędziowie stosują prawo. W celu przestrzegania tych zasad konieczne jest wzmocnienie niezależności sądów i niezawisłości sędziów również w procesie prawidłowego toku nominacji sędziów. Procedura mianowania sędziów powinna uwzględniać zasadę trójpodziału i wzajemnej kontroli władz i wzmocnić zaufanie do wymiaru sprawiedliwości”.

CqngVA6XEAE_LXy

PiS nie liczy się z niczym. Rządzi w nim jeden człowiek – Prezes – i dumny naród Polaków chce chwycić za twarz, za mordę.

CqrP7lwWIAAs6_Z

CqhAm9dWEAAYdje

PiS nie popuści, będą wyciągane z grobów ofiary smoleńskie, bo to potrzebne do mitu załozycielskiego „polegniętego” Lecha Kaczyńskiego.

Będą przypominać na okrągło katastrofę smoleńska, aż ustanowią święto 10 kwietnia, Dzień Polegniętego Lecha Kaczyńskiego. Pisowski smród kurdupli. Jedzie im nie tylko z gęby, ale z tyłka. Smrody.

rządNie

To już pewne. Będą ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej. Część z ich bliskich na nowo przeżyje dramat, który choć trochę udało się zapomnieć. Prokuratorzy nie muszą nawet pytać ich o zdanie. „Ekshumacje będą, nawet mimo sprzeciwu rodzin”.

Michał Kamiński twierdzi, że Jarosław Kaczyński może zechcieć być komisarycznym prezydentem Warszawy. Iść drogą Lecha Kaczyńskiego.

kamińskiKaczyński

Wydaje mi się, że Jarosław Kaczyński pójdzie na komisarza w Warszawie i przyspieszone wybory. Jest przepis, który umożliwia rozwiązanie Sejmowi na wniosek Rady Ministrów. To jest zbadane i do tego dojdzie. To w oczywistym interesie PiS, te wybory”.

Uważam inaczej niż Kamiński, choć do ostrych przetasowań dojdzie. Kaczyński może zastosować stary chwyt, zdegradować Szydło, postąpić tak jak z Marcinkiewiczem. Szydło na prezydenta Warszawy, a siebie na premiera.

Scenariusz Kamińńskiego i ten z Kaczyńskim premierem spowoduje dalsze protesty Polaków i przegraną PiS.

PiS się kończy – to już widać w niedalekiej perspektywie.

CqkDjb0WYAMHdlQ

Z eseju Jarosława Makowskiego o powiązaniach PiS-u z Kościołem i odwrotnie.

sojusz

A o klęsce może mówić wtedy, gdy Dobrą Nowinę chce zastąpić „dobrą ustawą”.

Abp Stanisław Gądecki mówi zachwycony: „Nastąpił ogromny przełom. Po wojnie nie było jeszcze takiego zjednoczenia państwa i Kościoła”.

I rzeczywiście: finansowanie Świątyni Opatrzności Bożej, sakralizowanie każdej uroczystości państwowej, finansowanie religii w szkole, dotacje dla o. Tadeusza Rydzyka, Fundusz Kościelny – wszystko to „dzieła” finansowane i wspierane przez państwo hojniej niż kiedykolwiek w przeszłości. Dlatego bp Józef Wysocki nazywa premier Beatę Szydło i prezydenta Andrzeja Dudę „darem od Boga”.

Kościół, przyjmując od Jarosława pocałunek, nie zdawał sobie sprawy, że jest to pocałunek o smaku esbeckich akt. Dziś PiS zarządza historią – a przede wszystkim jest w całkowitym posiadaniu archiwów. Biskupi doskonale wiedzą, co z pomocą esbeckich akt jest w stanie zrobić Sławomir Cenckiewicz.

PiS grał teczkami na kościelnym podwórku, gdy rządził w latach 2005-07. Jest tajemnicą poliszynela, że wielu biskupów, szczególnie tych, którzy są wyznawcami Radia Maryja, a Dobrą Nowinę zamienili na „dobrą zmianę”, ukrywa w swoich szafach niejednego trupa. Co więcej, biskupi doskonale zdają sobie sprawę, że Jarosław Kaczyński, trzymając w garści esbeckie kwity na hierarchów, nie zawaha się ich użyć, jeśli taka będzie dziejowa konieczność. A jest nią utrzymanie władzy za wszelką cenę.

Duszpasterze nie mają powodów do radości: po raz pierwszy od 1980 r. na niedzielne msze chodziło mniej niż 40 proc. wiernych. Od 2003 r. polski Kościół stracił blisko dwa miliony wiernych.

Dziś największym wrogiem Kościoła jest sam Kościół. I politycy, którzy uważają, że lepiej trzymać z proboszczem niż z Panem Bogiem. Bo, jak wiemy, Bóg – w przeciwieństwie do proboszcza – nie głosuje.

Cqhn07lWcAAx7XL

Ofermowaty minister kultury (w randze wicepremiera) Piotr Gliński chciał na siłę wcisnąć kiczowaty film o żołnierzach wyklętych „Historię Roja”.

glic584ski-interweniuje

Na Koduj24.pl o Glińskim i drugim konflikcie – we Wrocławiu – „Kultura pod pisowskim obcasem” pisze Waldemar Mystkowski.

kultura

Pod pisowski obcas dostała się kultura. Od dawna jest rozgniatana, lecz dzisiaj dwa znamienne fakty wypełzły na wierzch. Minister kultury prof. Piotr Gliński już nieraz sygnalizował, że nie po drodze mu z kulturą wysoką. Czyżby kompleks brata Roberta Glińskiego, skądinąd bardzo ciekawego reżysera? A może Gliński jeszcze żyje w czasach, gdy żywa była formułka Lenina „Kino jest najważniejszą ze sztuk”?

Drugi przykład jest równie znamienny, acz nie tak jednoznaczny. Mianowicie (czego nie wiedziałem wcześniej) został ogłoszony konkurs na stanowisko dyrektora wrocławskiego Teatru Polskiego. Do tej pory był nim poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski, krytyk teatralny i świetny organizator. Reżyserują u niego takie znakomitości jak Krystian Lupa, reżyser formatu światowego. Mieszkowski wcześniej podpadł Glińskiemu sztuką noblistki Elfriede Jelinek, wystawianą w Teatrze Polskim. W przedstawieniu jakoby miało dojść do symulowanych aktów kopulacji. Konkurs na stanowisko ogłosił jednak marszałek województwa, samorząd zatem jest właścicielem teatru, ale chodziło o naciski polityczne. W tej sytuacji podłoże jest proste: pieniądze  daje ministerstwo. Konkurs wygrał Cezary Morawski, aktor serialowy, bez osiągnięć w sztuce wysokiej. Mieszkowski twierdzi, że do wymiany jego na Morawskiego doszło ze względów politycznych, a że mamy do czynienia z rządzącą partią zemsty, to na pewno tak jest.Dla mnie probierzem tej krzywej polityczności jest postawa Krystiana Lupy, który w Teatrze Polskim miał w próbach „Proces” Kafki i na znak protestu przerwał je.

Kultura po 1989 roku nie podlegała szczególnym naciskom politycznym, była i jest najlepszym polskim towarem eksportowym. Za literaturę, za teatr, sztuki plastyczne nie musieliśmy się wstydzić, jak oblewamy się rumieńcami za rządzących dzisiaj polityków.

Politycy PiS sztuki, literatury, teatru, nie zniszczą, ale mogą utrudnić życie artystów. Elit nie wymienią, choćby się troili i przepoczwarzali, elity same się konstytuują. Działania Glińskiego i jego sponsorów politycznych ośmieszają nas na zewnątrz. Tyle ich. Chcą uchodzić za klownów, ich sprawa. Ale nie wszyscy Polacy to pokraki.

CqiJ8FAWcAAuCzP

Wojciech Czuchnowski wygrał z PiS sprawę w sądzie, mógł nazwać: „Mafijne państwo PiS”.

Brawo! Są jeszcze niezależne sądy, jeszcze…

mafijne

PiS domagał się przeprosin na pierwszej stronie „Wyborczej”, na portalu Wyborcza.pl oraz w tradycyjnym liście wysłanym do siedziby partii za komentarz z ubiegłego roku. Czuchnowski ocenił w nim bezprecedensową decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, który przerwał trwający proces sądowy i ułaskawił skazanego nieprawomocnie na więzienie byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Dziennikarz skomentował wtedy, że PiS wywiera naciski na wymiar sprawiedliwości, bo nigdy nie zaakceptował wyroku na byłego szefa CBA.

O decyzji prezydenta Dudy pisał tak: „Stawia ponad prawem siebie, kolegów i działaczy swojej partii”. PiS przyczepił się do ostatniego zdania komentarza: „Tak nie działa państwo demokratyczne. Tak działa państwo mafijne” oraz do tytułu komentarza w internecie „Mafijne państwo PiS”.

CqdE6xQWIAAwWJ3

W PiS mamy tylko jednego sprawiedliwego, jednego – Kazimierza Ujazdowskiego, który przyznaje, że PiS dopuścił się błędu z Trybunałem Konstytucyjnym.

Można być pewnym, że prezes go wykopie.

ujazdowski bronię

Jestem przekonany, że dobrze funkcjonujące państwo musi mieć sąd konstytucyjny. To bardzo konserwatywna teza – mówił Kazimierz Michał Ujazdowski w „Faktach po faktach” TVN24. Jak dodał europoseł PiS:

„Możliwe jest dobre rządzenie, które nie zastaje ludzi samych ze sobą. Połączone z kooperacją i szacunkiem dla sądu konstytucyjnego. Sąd konstytucyjny nie raz popełniał błędy, ale bronię poglądu, że bilans sądu konstytucyjnego jest pozytywny. Przychodził wielokrotnie w sukurs obywatelom, gwarantując prawa podatkowe, a ostatnio wydał wyroki umacniające klauzulę sumienia oraz dobry wyrok ws. gruntów warszawskich. Jest instytucją wartościową”

Polityk PiS przyznał, że „w tej sprawie ma odrębne stanowisko, czego absolutnie nie kryje, bo tak odczytuje interes RP”. – Najpierw zostało popełnione nadużycie ze strony Platformy, na to nadużycie nowy obóz rządzący odpowiedział nadużyciem, a potem sytuacja wymknęła się spod kontroli – dodał.

ujazdowski

Prawdziwe igrzyska czekają nas już na początku września.

dlaPiS

Starterem będzie Jarosław Kaczyński, to on da sygnał. Pisze Waldemar Mystkowski.

prezes

Dla PiS na jesieni zaczną się schody, po których już im tak dobrze nie pójdzie, jak na początku rządzenia, gdzie wszystko mogli zwalić na poprzedników. Teraz trzeba odpowiadać za nieudolność, kolesiostwo, skłonność do zawłaszczania wszystkiego.

Trzeba będzie przykryć deficyt budżetu państwa na rok 2017, a będzie on najwyższy w historii – 60 mld zł, przy założeniach wysokiego wzrostu gospodarczego, który wcale nie musi być osiągnięty. Zadłużenie państwa będzie się plasować na granicy 3 proc PKB, których nie można przekroczyć ze względów konstytucyjnych i zobowiązań unijnych, bo wówczas wszczynana jest procedura nadmiernego deficytu. To może być coś zdecydowanie gorszego niż procedura praworządności wszczęta przez Komisję Europejską. Wówczas zostałyby obniżone ratingi, kredyty podrożałyby, a PiS jest partią, która nie wzbudza zaufania międzynarodowego.

PiS z pewnością nie popuści samorządom, będzie chciał ukrócić im władzę i odebrać pieniądze municypalne oraz unijne, a wreszcie wymienić na swoich. Pojawiła się okazja, aby komisarycznie wymienić Hannę Gronkiewicz-Waltz po aferze „Reprywatyzacja po warszawsku”. Dla publiki jest jasne, iż nieliczni dopuszczeni zostali do złodziejstwa. PiS musi się przyjrzeć, ilu swoich jest w tej reprywatyzacji umoczonych. Ryszard Czarnecki, który dość blisko sytuuje się ucha prezesa, dla RDC powiedział o zarządzie komisarycznym w Warszawie: – Trzeba to zbadać, nie ma świętych krów. Nie jest tak, że jak ktoś jest prezydentem Warszawy i przy okazji wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej, to korzysta w immunitetu, parasola ochronnego.

W tej chwili wszyscy czekają na prezesa, który wraca z urlopu na początku września. To w jego ustach znajduje się gwizdek, da nim sygnał do igrzysk. Mówi się też, że prezes ma świadomość, iż Beata Szydło nie radzi sobie ze skomplikowaną materią rządzenia. Może dlatego premier uczestniczyła w pielgrzymce do Piekar Śląskich, aby wymodlić sobie jeszcze trochę czasu na psucie Polski.

Tak powstał mural, polskeigo artysty z Nowego Jorku, Jurka Urbana jr (jurek urban jr), który na Twitterze napisał:

cały dzień malowałem, ale wyszło nawet nieźle. pozdrawiam Pana Profesora.

Cqe12XwXYAI-IOF

5 zdań

Wyślij do prezesa Trybunału Konstytucyjnego 5 zdań wsparcia. Możesze uczynić z tego adresu:

5zdań.pl

Panie Profesorze!

Dziękujemy Panu i Trybunałowi za niezłomność w obronie Państwa Prawa.

To jest szczególnie potrzebne, gdy politycy próbują zabrać Polakom Konstytucję.

Sprzeciwiamy się bezprawnym próbom zastraszenia Pana.

‎Ale za twarda Rzepa do zgryzienia.

‎Jesteśmy z Panem i z Trybunalem!!!

na wieść

Więcej >>>