Posts Tagged ‘Nowoczesna’

Wygrana z PiS jest na wyciągnięcie ręki

Chciałoby się napisać: nareszcie, więc piszę: nareszcie! Opozycja poszła po rozum do głowy, bo w ciszy gabinetów wodzów partyjnych musi się coś nie zgadzać, wszak wynik PiS – 34 proc. – jakby nie patrzył wg wszelkich absurdów polskich, nie jest zwycięstwem ani tym bardziej większością.

Wybory samorządowe wygrała opozycja, niezależnie od rozdrobnienia partyjnego. Opozycja wygrała wyścig do rozumu wyborców, co może brzmi górnolotnie, na koturnie, lecz tak jest. Motorami rozwoju kraju są duże ośrodki miejskie, one skupiają elity, a w żadnym dużym i średnim mieście PiS nie wygrał ani wyborów samorządowych, ani prezydenckich.

Wygrana z PiS – wg najbardziej niekorzystnych przeliczników głosów, z obowiązującą u nas metodą D’Hondta – jest na wyciągnięcie ręki.  Potrzeba do tego nie tylko mobilizacji elektoratu – a na taki można liczyć, o czym przekonaliśmy się w I turze wyborów samorządowych. Przede wszystkim trzeba wymusić mobilizację liderów partyjnych, mobilizację do kompromisów.

Wszystko można pogodzić w ramach demokratycznych struktur – od ideowych lewicy do liberalizmu. Zagrożenia zawsze przychodzą ze strony prawicy. W Polsce jest to regułą – tak było w okresie międzywojennym, tak jest i teraz.

Nareszcie opozycja zebrała się w sobie i po raz pierwszy liderzy sześciu stronnictw opozycyjnych na wspólnej konferencji zapowiedzieli współpracę w samorządach, a są to: Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Polskie Stronnictwo Ludowe, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Unia Europejskich Demokratów. A więc niemal wszyscy są przeciw PiS.

Nareszcie! Po samorządach przyjdzie czas na wybory do Parlamentu Europejskiego, które mogą być najciekawszym poligonem współpracy opozycji, a następnie do Sejmu i Senatu. Metoda D’Hondta premiuje największych, a opozycja jest 2-krotnie większa niż PiS w swoim najlepszym okresie. Dopiero przegrane PiS można rozliczyć – za dewastację mediów publicznych, niezależności sądownictwa, za demolkę demokracji i prestiżu Polski.

Reklamy

KRRiT chce ostrzec media karą dla . I nie mówicie, że nie ma próby ograniczenia wolności mediów.

 

oko.press

Jerzy Sosnowski na portalu koduj24.pl pisze o zasadach walki bez przemocy.

Rozmaite stany – z wojennym włącznie

Tak jak za czasów pierwszej „Solidarności”, pora przypomnieć sobie zasady ruchu BEZ PRZEMOCY.

– „Jesteśmy tak wkurzeni, że nawet jajka nie są odpowiednią emanacją naszego stanu emocjonalnego” – mówi pani Klementyna Suchanow, autorka niedawno wydanej, znakomitej biografii Witolda Gombrowicza, której policja stawia zarzut obrzucenia jajkami limuzyn rządowych. Z wywiadu dla natemat.pl wynika zresztą, że tamtego wieczoru kilka innych osób, przebywających na Krakowskim Przedmieściu, zostało spisanych za „podejrzenie posiadania jaj”. Pomarańczowa Alternatywa wiecznie żywa.

Ale nim o „stanie wkurzenia” napiszę więcej, najpierw wrócę do stanu wojennego, bo kilka dni temu upłynęła 36 rocznica jego ogłoszenia. Pan Prezes z tej okazji znowu przemówił i dołożył kolejną kreskę do prostackiego podziału, który próbuje od dawna rysować w społeczeństwie: mianowicie ci, którzy dziś sprzeciwiają się PiS-owi, to jakoby ludzie, którzy albo lekceważą zło stanu wojennego, albo w ogóle uważają, że generał Jaruzelski 13 grudnia uratował Polskę.

Tak powiedział Pan Prezes, a ja podnoszę rękę i mówię: Panie Prezesie, pan się myli albo celowo wprowadza Pan w błąd swoich słuchaczy. Te dwa podziały nie pokrywają się ze sobą: z pewnością wśród krytyków Pańskich posunięć są ludzie, którzy tak właśnie, życzliwie oceniają stan wojenny, są jednak inni, którzy (jak nie przymierzając ja) Jaruzelskiemu nie wybaczyli i nie zamierzają puścić w niepamięć tamtej decyzji. Wśród Pańskich entuzjastów także bywają jedni i drudzy; może Pan daleko nie szukać, niech Pan weźmie na szczerą rozmowę prokuratora Piotrowicza.

Co do mnie, utrzymujący się w sondażach od wielu lat stosunkowo wysoki poziom aprobaty dla wprowadzenia stanu wojennego dziwi mnie i smuci. W moim środowisku 36 lat temu tę aprobatę uważaliśmy za zdradę w sensie ścisłym – i chyba jedynie naszych rodziców i dziadków, jeśli ją podzielali, byliśmy skłonni nie piętnować, uważając wielkodusznie, że poprawną ocenę wypadków utrudnia im starość (pokolenie naszych rodziców miało wtedy mniej lat, niż ja dzisiaj). Istnieją dwie linie obrony decyzji generała: jedna mówi o zagrożeniu rosyjskim i, o ile mi wiadomo, nie znalazła, jak dotąd, potwierdzenia. Druga, w swoim czasie popularniejsza, mówiła, że ktoś musiał Polakami potrząsnąć tudzież uderzyć pięścią w stół, gdyż zrobił się taki bajzel, że nie przeżylibyśmy nadchodzącej zimy.

Ta druga koncepcja wydaje mi się wyjątkowo przewrotna. Bo to jest tak, jakby ktoś kłócił się z kimś przez półtora roku, chronicznie nie dotrzymywał złożonych mu obietnic, nadużywał cierpliwości partnera – który coraz bardziej rozjuszony, przecież długo zachowywał się zadziwiająco roztropnie, a kiedy wreszcie nie zdzierżył i warknął, prowokujący go od dawna partner rzuca się na niego, krępuje i powiada: „No widzicie, nie dało się z nim dogadać”. W żadnym momencie na szczytach władzy nie było przez 16 miesięcy posierpniowego karnawału szczerego zamiaru porozumienia – i stan wojenny był logiczną konsekwencją strategii komunistów, żeby przeciwników albo zniechęcić do działania (co się nie udało), albo sprowokować do przemocy (co się w gruncie rzeczy też nie udało, gdyż pierwsza „Solidarność” była ruchem nonwiolencyjnym, ale można było udawać, że owszem).

To, co natomiast naprawdę działo się po stronie opozycyjnej przed 13 grudnia – to, co sprawia, że o tamtych szesnastu miesiącach nie przestaję myśleć jako najpiękniejszym okresie swojego życia – polegało na odkryciu, że zgodnie ze słowami pewnej strajkowej piosenki „jesteśmy teraz wreszcie u siebie”. Społeczeństwo polskie uznało, że coś od niego zależy. Że jeśli uważamy, że nasza szkoła, nasza fabryka, nasze biuro, nasza ulica, miasto i kraj wreszcie mogą być urządzone lepiej, to nie ma co się oglądać na władze, tylko trzeba się skrzyknąć i to zrobić. Z uderzającym już wówczas szacunkiem dla myślących inaczej: ostry podział to owoc 13 grudnia, wcześniej, proszę pamiętać, przynależność do PZPR i do „Solidarności” nie musiały się wzajemnie wykluczać, a póki rozmówca nie zaczynał gadać cytatami z przemówień partyjnych bonzów, słuchało się jego argumentów i próbowało znaleźć consensus. Od Sierpnia do 13 grudnia trwała zbiorowa edukacja, której owocem mogło być społeczeństwo obywatelskie w najszlachetniejszym sensie tego słowa.

I to właśnie zniszczył Jaruzelski. Nie pierwszą „Solidarność” jako instytucję, nie mniej lub bardziej dorzeczne gazetki zakładowe ani dziwaczne warunki, w których można było np. organizować jawnie zebrania formalnie nielegalnych organizacji – ale to poczucie, że od nas coś zależy. Wojsko na ulicach dowiodło Polakom, że ludzie, „którzy poczuli, że są teraz wreszcie u siebie” ulegli iluzji. Okazało się, że naga siła wygrywa ze społeczeństwem obywatelskim, a ordynarne kłamstwa, którymi raczył nas Jerzy Urban, a jego śladem spikerzy w mundurach, wystarczą, żeby uzasadnić przemoc na narodzie. Gdyż tak naprawdę nikt w te uzasadnienia nie wierzył, było to rytualne gadanie dla gadania.

Moim zdaniem tego rodzaju traumy – ogromne nadzieje rozbudzone w społeczeństwie, a potem ich błyskawiczne unieważnienie – działają dłużej, niż sięga pamięć jednego pokolenia. W tym sensie późniejsze tłumaczenie sobie, że generał Jaruzelski w gruncie rzeczy miał rację, wprowadzając stan wojenny, opiera się na dość prostym mechanizmie psychologicznym. Bezradna ofiara przypisuje prześladowcy jakieś wartości, by ukryć przed sobą, że uległa prostackiemu gwałtowi. Usprawiedliwienie agresora przynosi ulgę temu, kto agresji uległ. Ceną tego mechanizmu jest porzucenie na zawsze marzeń. Upieram się, że tłumaczy to zarówno niewysoki udział Polaków w wyborach 1989 roku (i wszystkich późniejszych), a także, panie Prezesie, poparcie dla Pana partii. Gdyż fascynacja PiS-em to dziś fascynacja tą samą przemocą, która napędzała nielicznych szczerych chwalców stanu wojennego sprzed lat, połączona z absolutnym odwróceniem nadziei Sierpnia: nie my mamy coś razem zrobić, ale On, Wódz i jego drużyna, zrobi coś dla nas. Załatwi nam fajne życie. A przy okazji da popalić wrogom. Których, nawiasem mówiąc, tak jasno nam wskazuje.

Już słyszę głosy oburzenia, że jako konsument ośmiorniczek (nieprawda, ale co tam) gardzę beneficjentami 500+. Nie gardzę; przypominam tylko, że komuniści z kolei wyciągnęli wielu Polaków z analfabetyzmu (naprawdę), a póki mogli, zapewniali dzieciom przedszkola. Żadna władza totalitarna nie utrzyma się bez spektakularnych działań, pozyskujących część społeczeństwa. Proponuję jednak entuzjastom takich działań przyjrzenie się, co poza tym. A w ostatnim tygodniu widać to akurat bardzo wyraźnie. Mam na myśli kuriozalną karę dla TVN.

Nie twierdzę, że TVN to stacja bez wad, choć w czasach, w których Telewizja Polska SA emituje to, co emituje, zajmowanie się niedostatkami programów TVN przypomina żywo sytuację, w której 24 sierpnia 79 roku rano mieszkaniec Pompejów martwiłby się, że trochę kaszle. Dowcip polega jednak na tym, że chęć uderzenia w media prywatne odebrała wrogom TVN-u rozum: gdyż uzasadnienie kary, czyli słynna już ekspertyza Hanny Karp, jest, mówiąc wprost, groteskowe. Chodzi o to mianowicie, że relacjonując wydarzenia przed Sejmem i w Sali Kolumnowej w grudniu zeszłego roku TVN24 nie komentowało negatywnie, tego, co pokazywała, a eksperci, zaproszeni do studia, wyjaśniali powody oburzenia protestujących. Ludzie z kręgu PiS w obiektywny przekaz nie wierzą, wszystko ma być głupiemu odbiorcy jasno wytłumaczone (vide: paski w Wiadomościach o 19:30 i w TVP Info), a że wszelkie protesty przeciwko władzy mają za działalność przestępczą. Pokazywanie ich bez słów potępienia uznają za zabronioną propagandę.

Generalnie, rzecz jasna, artykuł 18 ustawy o radiofonii i telewizji ma głęboki sens. Zakaz propagowania działań sprzecznych z prawem, dyskryminacji ze względu na rasę, płeć lub narodowość, a także zagrażających zdrowiu, bezpieczeństwu i środowisku naturalnemu, jeśli go potraktować serio, powinien był skutkować licznymi karami dla TVP SA za prezentowanie (bez komentarza lub częściej z komentarzem entuzjastycznym) działań prezydenta, łamiącego Konstytucję, agresywnych zachowań nacjonalistów, wypowiedzi atakujących niewybrednie uczestniczki Czarnego Protestu, by już o decyzjach ministra Szyszki, niewątpliwie zagrażających środowisku naturalnemu, nie wspominając. Natomiast rzeczowe pokazywanie protestujących obywateli nie podpada oczywiście pod zapisy ustawy i w ogóle nie o to w tym chodzi. Jest to natomiast pierwszy tak czytelny sygnał dla nadawców prywatnych: macie być grzeczni, albo pójdziecie z torbami.

Nielicznych moich znajomych, którzy wciąż popierają PiS, a od miesięcy natrząsają się z naszych lęków, że nadchodzi państwo policyjne i zamordyzm, chciałbym zapytać, ile jeszcze dowodów na kierunek przemian zamierzają prześlepić. Natomiast z moimi licznymi znajomymi, którzy, jak ja, uważają Prezesa Kaczyńskiego i jego ludzi za narodową katastrofę, mam do pogadania o czym innym. O „stanie wkurzenia”, tak jasno zdiagnozowanym przez panią Suchanow.

Tak, rzeczywiście nasz stan emocjonalny podpowiada marzenie o niejednej agresywnej formie protestu. Ale o to właśnie chodzi TAMTYM. Gdy czytam o rzucaniu jajkami w limuzynę rządową, nie odczuwam wcale mniejszego zażenowania, niż gdy dowiaduję się, że ktoś podpalił biuro poselskie pani Beaty Kempy. Obecne władze naszego kraju, tak jak komuniści przed 13 grudnia, nie zamierzają szukać żadnego consensusu, tylko chcą nas sprowokować. „Proszę bardzo, jak z takimi ludźmi żyć w jednym kraju, skoro podpalają nasze biura, rzucają czymś w nasze limuzyny i kto zaręczy, że następnym razem będą to tylko jajka? Trudno, musimy dbać o pokój społeczny” – tak będzie brzmiał komentarz do komunikatu o aresztowaniach, o wprowadzeniu cenzury, czy o czymś podobnym.

Dlatego, tak jak za czasów pierwszej „Solidarności”, pora przypomnieć sobie zasady ruchu BEZ PRZEMOCY. Żeby z tamtymi wygrać, musimy najpierw wygrać z własnym „wkurzeniem”, które podpowiada nam działania zarówno przeciwskuteczne, jak, mówiąc najprościej, niemoralne.

Nie jest to może zbyt wysublimowany żart, ale tak właśnie Polskę widzi karykaturzysta z Brukseli. Zastanawiam się tylko, co też mogłoby mu się pomieścić na kciuku?

Waldemar Mystkowski pisze o opozycji.

Schetyna i Lubnauer – spór czy wspólnota demokratów?

Nie podoba mi się ustawienie PiS – antyPiS, bo to tak naprawdę pozycjonuje jedynie PiS – nie tylko językowo. PiS i jakieś anty, które łatwo jest zakwalifikować do antyków. Tak zresztą robili komuniści, antykomunistów nazywali antykami. Niejednokrotnie w PRL-u słyszałem takie określenie ze strony „postępowców” z „demokracji ludowej”.

W tej chwili opozycja może powrócić do podziału, który pijarowcy PiS użyli w 2005 roku – solidarni i liberałowie, a który pozwolił wygrać PiS-owi wybory prezydenckie i parlamentarne.

Dzisiaj aż się prosi, aby sformułować podobną dychotomię. Z jednej strony sytuują się zwolennicy demokracji liberalnej z trójpodziałem władzy, która kontroluje polityków, a naprzeciw stronnicy demokracji fasadowej, koncesjonowanej, dyktatury, prowadzącej do władzy absolutnej, absolutnej korupcji. Jak najprostszy język w komunikacji społecznej pozwoli Polakom zrozumieć zagrożenie ich wolności, którą odbierze dyktatura jednej partii?

A dzisiaj aż mi ręce odpadły, jak antykowi, jak Wenus z Milo. Nie dość, że jednego dnia trzy opozycyjne partie robią sobie spędy, to komunikują się via media, aby jedna drugiej perswadować, że jest lepsza, główniejsza.

Opozycja demokratów, opozycja europejska, demokraci, wolni demokraci – i jak się nazwą Platforma Obywatelska, Nowoczesna i PSL, nie winni używać języka, który ich od siebie oddala, czyni osobnymi, izoluje w tej wojnie cywilizacyjnej, którą obecnie mamy za sprawą PiS.

Mamy do czynienia ze zderzeniem cywilizacyjnym w Polsce – i to na wielu poziomach. PiS będzie się zamykał w swojej tradycyjnej aksjologii, przede wszystkim w swoim tradycyjnym tworzeniu instytucji państwa. Będziemy mieli coraz głębsze zejście w przeszłość, w nacjonalizm i odejście od kapitalizmu otwartego w stronę kapitalizmu państwowego, w gospodarkę narodową. Dlatego po „etapie Szydło”, mamy „etap Morawieckiego”, ten ostatni dojrzał i dorobił się w III Rzeczpospolitej, aby za pomocą „nowoczesnych narzędzi” Power Pointa uszczęśliwiać nas gospodarką narodową” – będzie się przy tym powoływał komparatystycznie na tradycje Niemiec, Japonii i Korei Płd., niewiele z nich rozumiejąc, tylko powierzchnię historycznych zdarzeń.

Dzisiaj zaś taka oto zdarzyła się narracja opozycji. Grzegorz Schetyna zaapelował „do Nowoczesnej przede wszystkim o powołanie jak najszybciej wspólnego prezydium w parlamencie”. Nie dziwię się nowej szefowej Nowoczesnej Katarzynie Lubnauer, iż odpowiedziała, że „nie było dotychczas takiej propozycji” i odrzuciła tę wspólnotę narzuconą z góry.

Kreatywny umysł Schetyny wykoncypował w nocy wspólne prezydium opozycji i chce, aby do niego przystąpiły pozostałe partie opozycyjne. To nie jest polityka, jest to działanie na łapu-capu. Wolę inny idiom retoryczny: „Śniła mi się taka wspólna lista w wyborach, że na jednej polityk naszej partii był na pierwszym miejscu, a na drugiej liście Nowoczesnej. I wiecie Polacy, co? W następstwie tych list, ja Schetyna zostałem wicepremierem, a Lubnauer premierem, dla dobra Polski abdykował Duda, aby niezwłocznie stawić się przed Trybunałem Stanu”.

Kicz? Tak! Ale lepszy niż przemoc retoryczna użyta przez Schetynę. I tak jesteśmy skazani na wspólnotę demokratów – i tak wygramy. Pytanie: kiedy? I czy będzie co zbierać po naszej ojczyźnie, bo fundamentaliści tradycji prowadzą nas na zderzenie przeciw współczesności, przeciw nowoczesności, w przepaść tradycji.

No, Krycha jak malowana. 😎

WEDŁUG NAS – TEKST DNIA. BRAWO Nikt tego lepiej nie ujął.

Nowoczesna chce ukarania Pawłowicz za jej skandaliczny wpis

W sieci trwa akcja zablokowania Krystynie Pawłowicz dostępu do Facebooka po jej wpisie po samobójczej śmierci 14-letniego chłopca. Był prześladowany przez kolegów, którzy twierdzili, że jest homoseksualistą. Pod apelem o zablokowanie Pawłowicz podpisało się ponad 20 tys. osób.

Tymczasem Nowoczesna złożyła w sprawie tego wpisu Pawłowicz wniosek do sejmowej komisji etyki o jej ukaranie. Posłanka PiS w sobotę napisała na Facebooku: – „Liberalno-lewackie środowiska najpierw propagują wśród dzieci i młodzieży podatnych na różne niestandardowe zachowania – nienaturalne postawy i relacje, a potem, gdy te zaburzone zachowania są przez rówieśników brutalnie wytykane i w skrajnych sytuacjach kończą się tragicznie, to lewaccy ideolodzy patologii obyczajowych odwracają kota ogonem i fałszywie, bezczelnie lamentują nad +morderczą nietolerancją+ rówieśników. Nie siejcie patologii, nie będzie jej śmiertelnego żniwa. Nie demoralizujcie dzieci i młodzieży, dajcie im w spokoju, zgodnie z naturą przeżyć ich dzieciństwo i młodość”.

Posłowie Nowoczesnej ocenili, że wpis Pawłowicz miał formę napastliwą i agresywną wobec osób o orientacji homoseksualnej, jak również wobec środowisk broniących praw takich osób. Jak podkreślili, wpisuje się on w postawę szerzenia nienawiści do osób homoseksualnych. Według Nowoczesnej, Pawłowicz nie zachowała wysokich standardów etycznych, językowych i kulturowych, a jej wpis przyczynia się do brutalizacji języka debaty publicznej.

Joanna Scheuring-Wielgus powiedziała: – „To jest ostatni raz, kiedy wymieniamy imię i nazwisko tej posłanki”. Nowoczesna domaga się również, aby PiS odcięło się od wypowiedzi Pawłowicz, ponieważ – jak tłumaczyła Scheuring-Wielgus – brak reakcji na jej wpis wskazuje, że stanowisko posłanki jest stanowiskiem całego Prawa i Sprawiedliwości.

Wcześniej podobny wniosek złożyła Platforma Obywatelska. Pawłowicz, pytana wówczas przez PAP o wniosek PO w jej sprawie odparła: – „Ja się nie przejmuję”. Podkreśliła, że jej sobotni wpis był „oczywisty i prawdziwy”.

NO I CO WY NA TO?????

Waldemar Mystkowski pisze o Misiewiczach PiS, w tym o Brudzińskim.

Misiewicz Brudziński i jego prostacka wizja historii

Prostactwo PiS –  tych Misiewiczów – ma się coraz lepiej, a Polsce jest coraz gorzej.

Problem z Jarosławem Kaczyńskim i jego partią zasadza się na tym, że nie powinni nigdy zaistnieć w polityce. Bliźniacy z Żoliborza zaistnieli dzięki Lechowi Wałęsie, wcześniej byli znani z tego, że nie byli znani. Wałęsa dla własnych potrzeb wyciągnął ich za uszy, chciał mieć swoje zaplecze – konkurencyjne do takich tuzów osobowościowych, jak Bronisław Geremek, Adam Michnik czy Tadeusz Mazowiecki.

Tak wyciągnięty za uszy – króliczek Wałęsy – Jarosław Kaczyński od razu nabrał ambicji. Nie miał żony, nie miał domu, bo mamusiny to nie dom stworzony własnymi rękoma – więc musiało mu pójść w jakieś ambicje, w jakieś uszy.

Kaczyńskiego uszami – wobec braku ogólnych – stała się polityka. Nie potrzeba mieć specjalnych walorów osobowościowych, wiedzy szczególnej i ogólnej, ale można nauczyć się knuć w polityce.
Kaczyński niczego nie stworzył, zawsze pasożytował, acz wiedział, aby rosnąć w siłę, potrzebny do tego jest coraz większy organizm – najpierw partia (jak jedna upadnie, zakłada się drugą), a najlepszy do pasożytowania jest organizm największy – państwo, Polska.

Właśnie widzimy to stadium ostatnie. Prezes PiS Kaczyński jest pre-figurą Misiewicza, jest pre-Misiewiczem. Rok 1989 roku dla Misiewiczów jak Kaczyński był zaczątkiem idealnym, wszystko się zawaliło. Organizm Polski można było zacząć pacyfikować, zawłaszczać.

Wcale nie przesadzam z opisem prezesa PiS, jego odpowiednikami w literaturze są grafomani. Ci piszą z powołania, mają łatwość pisania, piszą, co im ślina na język przyniesie. Kaczyńskiemu ciągle na język przyniesiona jest grafomania retoryczna, taki jego pypeć. A to patriotyzm, Polska we wszelkich odmianach deklinacji i koniugacji, a jak komuś się nie spodoba – i zapyta za Juliuszem Słowackim: jaka Polska (polscy pisarze zawsze dystansowali się do takich grafomanów patriotyzmu, jak Kaczyński) – prezes PiS obrzuca wówczas swoim produktem organoleptycznym: kanaliami, gorszym sortem, mordą zdradziecką, gestapo etc.

To jest ta słynna już retoryka głoszona z taboretu na Krakowskim Przedmieściu. I tacy ludzie garną się do Kaczyńskiego. Wokół Kaczyńskiego aż się roi od ludzi bez właściwości, bez umiejętności. PiS to zbiór klonów Misiewiczów, powiększający się z chwilą dorwania się do koryta, obsiedli Polskę i na niej pasożytują.

Za dużo nie chcę pisać o prezesie Kaczyńskim, który nie „zasługuje” na większą ekspozycję narracyjną. Wspomnę o jednym Misiewiczu Kaczyńskiego, postaci bez żadnych zasług, a która sobie uwiła szczególne miejsce do pasożytowania – o Joachimie Brudzińskim.

Kto to zacz? Co onże wniósł do dobra wspólnego, oprócz trajlowania w sposób szczególnie nieprzyjemny estetycznie tych samych myśli „własnych”, które wyprodukowane zostały przez PR-owców na Nowogrodzkiej. Brudziński był łaskaw zamieścić w internecie takie oto spostrzeżenie o naszych zachodnich sąsiadach Niemcach: – „Wielu z pouczających dzisiaj w Niemczech polityków czy dziennikarzy, jak ma wyglądać w Polsce demokracja, to ich wnukowie”. Oczywiście, ten wyrób pisowski – Brudziński – nie miał na myśli Willego Brandta, Tomasza Manna czy Bertolda Brechta. Katarzyna Kolenda-Zaleska nazywa wypowiedź Brudzińskiego prostacką wizją historii. Tak! Tylko na takie prostactwo stać tego Misiewicza PiS.

Misiewicz Brudziński to taki sam spadkobierca, jak ci, których chciałby spostponować, odżegnać. Polscy nacjonaliści i faszyści w tamtym czasie lat 30-tych mieli podobną siłą w narodzie, jak naziści w Niemczech, jak dzisiaj PiS – 30 kilka procent.

Niemieckim nazistom nie było po drodze z polskimi nacjonalistami – tylko do Zaolzia. Dzisiaj podobne umizgi Misiewicze PiS robią do Marine Le Pen, do liderów niemieckiego AfD. To są te klony historyczne, które się odradzają. Prostactwo PiS –  tych Misiewiczów – ma się coraz lepiej, a Polsce jest coraz gorzej. Za długo nie potrwamy, gdy organizm Polski będzie toczyć taki liszaj, taki pasożyt, jak partia Kaczyńskiego.

1 POPRAWKA!

Nie wiemy kim jesteś, ale stałaś się hitem sieci. Wspaniałą dziewczyną, której należy się morze kliknięć!

>>>

Pomoc byłym członkom SKOK obiecała m.in. Kancelaria Prezydenta, ale po wyborach parlamentarnych zmieniła front. 

Nagłe zmiany prokuratorów, fałszywe komisje, wizyty na ul. Nowogrodzkiej i u ojca Rydzyka – tak wygląda codzienność tych, którzy walczą o odzyskanie pieniędzy i wykrycie sprawców największego przekrętu w historii III RP. Zdaniem byłych członków SKOK Wołomin, obecna władza tkwi w tej aferze po uszy.
  • Byli członkowie SKOK ujawniają kulisy kontaktów z czołowymi politykami PiS
  • W 2015 r. zwrócili się do Jarosława Kaczyńskiego. Ten polecił kontakt z CBA, które odmówiło zajęcia się sprawą
  • Pomoc obiecała Kancelaria Prezydenta, ale tuż po wyborach parlamentarnych zmieniła front. Doradca Dudy: nie mam nic do powiedzenia
  • Ojciec Rydzyk umówił poszkodowanych z Patrykiem Jakim, ale do spotkania nigdy nie doszło
  • Byli członkowie SKOK mówią wprost: działania Ziobry i Ministerstwa Sprawiedliwości sprzyjają organizatorom tej kradzieży

Tak PiS sięga do kieszeni Polaków ❗️#paliwoPlus

Nie tylko cena paliw rośnie: energia, gaz, od 1.07 woda, wcześniej podatek bankowy, wkrótce handlowy. Wszyscy składamy się na .

Prof. Wojciech Sadurski pisze o Trumpie.

Plebs, dowieziony autokarami na Plac Krasińskich i wrzeszczący “Do-nald-Trump!” a chwilę przedtem, w kierunku Lecha Wałęsy „Bo-lek!” i „Precz-zko-mu-ną!”, to był ten sam plebs, choć może pokoleniowo późniejszy, co ten, który wrzeszczał na polskich placach „Po-mo-że-my!” a nieco wcześniej „Sy-jo-niś-ci do Sy-ja-mu!”.

Trump, polityczny trup we własnym kraju, prezydent „cieszący się” najniższą popularnością społeczną od czasu, gdy zaczęto w USA robić na ten temat sondaże, przeczytał z telepromptera ładny esej o historii, napisany przez jakiegoś researchera z Departamentu Stanu, ale jego prawdziwe myśli zaprezentowane zostały, gdy nie miał telepromptera i mówił z głowy. W czasie konferencji prasowej, kompletnie zignorował gospodarza, czyli Andrzeja Dudę i wdał się, w swoim stylu, w małostkowe, przepełnione kompleksami i złością, porachunki z amerykańskimi mediami, a także – co było złamaniem wszelkich kanonów takich wystąpień prezydenckich za granicą, ze swoim poprzednikiem.

Wybrany przez Rosjan, a w każdym razie przy ich walnym wsparciu, Donald Trump starał się rozmyć prawdę, potwierdzoną przez FBI, o zewnętrznym wpływie na wynik wyborów, twierdząc, że poza Rosjanami mogli to robić także jacyś inni ludzie, z bliżej niezidentyfikowanych krajów. Blagierstwo Trumpa na chwilę podjął też Andrzej Duda, skarżąc się, że jakieś media nie relacjonowały jego wizyty w… Chorwacji. W ten sposób stworzył z Trumpem wspólnotę pokrzywdzonych.

Ot, takie było to spotkanie dwóch Prezydentów. Ciekaw tylko jestem, dlaczego ten tłum, wrzeszczący na Placu Krasińskich, nie krzyknął chociaż raz: „Pomóż zdobyć wrak!”. Przecież to był główny powód radości z wyboru Trumpa okazywanej przez PiS i media Karnowskich czy Rydzyka: Trump miał przymusić Putina, by ten zwrócił główny dowód na zamach. Czy Andrzej Duda zdobył się na odwagę, by o tym wspomnieć? Myślę, że znam odpowiedź.

PiS z uporem maniaka manipuluje ws ! trwa! Amber Gold zaczyna być kotwicą dla kłamstw PiSu!

PO zapowiada powołanie parlamentarnego zespołu ds. SKOK-ów

Posłowie PO Izabela Leszczyna i Krzysztof Brejza zapowiedzieli, że jeśli nie powstanie komisja śledcza ds. SKOK-ów, wówczas Platforma jesienią powoła parlamentarny zespół w celu wyjaśnienia – jak podkreślili – m.in. powiązań polityków PiS ze SKOK-ami.

Leszczyna podkreśliła, że marszałek Sejmu Marek Kuchciński wciąż nie poddał pod głosowanie uchwały PO ws. powołania komisji śledczej ds. SKOK-ów. – Co PiS ukrywa w SKOK-ach? To pytanie będziemy zadawać tak długo, aż PiS wreszcie powoła komisję śledczą ws. SKOK Wołomin – zapowiedziała. – Jeśli PiS nie zrobi tego, jesienią powołamy parlamentarny zespół, w którym będziemy wyjaśniać krok po kroku, kto stoi za oszustwami w SKOK-ach, kto odpowiada za tę aferę, kto na niej dorobił się majątku i dlaczego tak wielu oszukanych ze SKOK Wołomin nie może dzisiaj znaleźć pomocy w PiS-ie – dodała Leszczyna.

Posłanka PO zaznaczyła, że w tym tygodniu SKOK-i obchodziły 25-lecie działalności i z tej okazji, dodała, prezydent Andrzej Duda i prezes NBP Adam Glapiński wystosowali listy do Kasy Krajowej. W listach, według Leszczyny, piszą o „szczególnej misji SKOK-ów”. – Chcielibyśmy się dowiedzieć, co to za misja? Bo z pewnością nie jest to tania pożyczka dla biednych, bo kredyty w SKOK-ach oprocentowane są o wiele wyżej niż w bankach – zaznaczyła posłanka. – Jeśli prezes NBP pisze do Kasy Krajowej, notabene do prezesa, który nie ma pozytywnej opinii KNF-u, żeby tę funkcję piastować, że będzie wspierał SKOK-i, to zaczynamy się bardzo niepokoić, czy Bank Centralny w Polsce jest rzeczywiście bankiem niezależnym, niepodlegającym wpływom politycznym – dodała Leszczyna.

Brejza podkreślił, że PO niepokoi „umacnianie się pozycji w państwie i instytucjach”. – Zwłaszcza odpowiedzialnych i związanych z władzą sądowniczą – mówił. Jak dodał PO niepokoi również wzrost wpływów SKOK-ów w Trybunale Konstytucyjnym. Według polityka PO część sędziów Trybunału, w tym Henryk Cioch i Lech Morawski „to osoby powiązane z systemem SKOK”.

– To jest bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę chociażby fakt, że krótko po wygranych wyborach przez PiS prokuratura umorzyła sprawę SKOK-ów – mówił Brejza. Jak dodał w sprawie SKOK-ów badane były różne wątki, m.in. założenie przez obecnego senatora PiS Grzegorza Biereckiego spółki holdingowej w Luksemburgu. – Środki z systemu SKOK zaczęły płynąć szerokim strumieniem do spółki w Luksemburgu – wskazał.

– SKOK-i każdego dnia padają, system ten jest niewydolny, a senator Bierecki z klubu PiS zarobił w ostatnich latach 50 mln zł, jest krezusem. To są wpływy niemalże magnackie – ocenił Brejza.

Poseł PO zapowiedział, że parlamentarny zespół ds. SKOK-ów będzie „wnikliwie zbierał materiały”. – Podejmujemy to wyzwanie panie prezesie Kaczyński, panie senatorze Bierecki – podkreślił Brejza. – Mówi się, że istnieje nienazwany, nieformalny klub posłów SKOK-ów. To są posłowie PiS finansowo związani ze SKOK-ami, posłowie, którzy reprezentują też interesy SKOK-ów. My to wszystko wyjaśnimy – dodał.

Według Brejzy z pożyczek branych w SKOK-ach sfinansowana została m.in. działalność Amber Gold. – Tych związków pomiędzy Amber Gold a SKOK-ami jest znacznie więcej, podejmujemy to wyzwanie. Wyzwanie ujawniania prawdy na temat SKOK-ow. Prawda wyjdzie na jaw – powiedział.

TAKIEJ AFERY NIE WOLNO ZAMIATAĆ POD DYWAN. TO BĘDZIE POCZĄTEK KOŃCA PiS

A Nowoczesna już powołała zespół parlamentarny ds. SKOK-ów.

– Powołujemy zespół ds. wyjaśnienia sprawy SKOK-ów. Podpisało się już 22 posłów, ale lista jest otwarta. Liczymy na to, że do zespołu dołącza też posłowie i senatorowie PiS. Im szczególnie, jeśli chcą mieć czysta kartę, powinno zależeć na tym, by tę sprawę wyjaśnić – poinformował Paweł Pudłowski na briefingu w Sejmie.

Waldemar Mystkowski pisze o Lechu Wałęsie, który z nim będzie uczestniczył w kontrmiesięcznicy 10 lipca.

Blady strach PiS z powodu Wałęsy

Na obóz rządowy padł blady strach z powodu udziału w kontrmiesięcznicy Lecha Wałęsy. Nie mają dobrego sposobu, jak zapobiec temu, aby nie wziął w niej udziału laureat pokojowej Nagrody Nobla i ikona walki o niepodległość. Już nie wystarczą seanse nienawiści, jak na placu Krasińskich podczas przemówienia Donalda Trumpa, gdy zwieziona gawiedź pisowska reagowała „Bolkiem” na pojawienie się Wałęsy i wymienienie jego nazwiska przez Trumpa.

Orwella stosuje się w TVP i planowany jest na czasy, gdy naród zostanie chwycony za twarz. Ten sposób nie zadziała teraz, bo Wałęsa nie jest strachliwy, jak prezes Kaczyński.

Rozważany jest wariant z niedopuszczeniem Wałęsy do Krakowskiego Przedmieścia. Ochrona BOR – na rozkaz pisowskiego ministra Błaszczaka bądź jego zastępcy Zielińskiego – może dostać sygnał, że Wałęsa jest zagrożony i mogą wynieść go w trakcie zbliżenia się do miejsca protestu lub już z Krakowskiego Przedmieścia. Odbyłoby się to wbrew woli Wałęsy i miałoby cechy aresztu domowego – już przerabiano ten schemat na poprzedniej miesięcznicy – a nawet można byłoby określić takie działanie chwilowym internowaniem.

Inny wariant to wyniesienie Wałęsy „siłami społecznymi”, tj. deklarującymi się Karolem Guzikiewiczem ze związkowcami. Podobno akces zgłosili też kibole Arki Gdynia, którzy nie powrócą po meczu o Superpuchar z Warszawy, by zostać do pomocy Guzikiewiczowi. Chęć także zgłosili narodowcy byłego księdza Międlara z Wrocławia. Wówczas policja musiałaby się wycofać i pozwolić „działać” tym ormowcom związkowo-kibolsko-endeckim. Przerabiano to w Radomiu wobec KOD-u. Ale kontrmiesięcznica to jednak zupełnie inna półka.

W tym wariancie opanowanie chaosu może grozić skutkami najgorszymi. Rozpatrywany jest wariant klasyczny, typowo pisowski, bo stosowany przez wszelkie reżimy: prowokatorzy wmieszani w tłumy protestujących. Prowokatorzy zawodowi i prowokatorzy, których PiS powtykał wcześniej w niezależne stowarzyszenia, jak komuniści w „Solidarność” w latach 80-tych. Prowokacje mogą być różne, a podstawowa to przemoc, wówczas policja rozpędza protestujących, nie bacząc na Wałęsę i Frasyniuka.

PiS ucieknie się do zastosowania któregoś ze scenariuszy, a może do jakiejś hybrydy, acz nie przeceniałbym subtelności Błaszczaka i Zielińskiego, to chodzące deficyty, więc raczej walną rozwiązaniem z grubej rury. Kontrmiesięcznice rosną w siłę, bo to nie tylko członkowie Obywateli RP.

Nie znam zbyt dobrze tej nowej ustawy o zgromadzeniach cyklicznych. Obywatele RP cyklicznie wszak gromadzą się w kontrmiesięcznicach. Prawnicy niech wezmą pod rozwagę: kto ma prawo do cykliczności? Ci, którzy gromadzą większe tłumy, a tak jest z Obywatelami RP i innymi, czy siedmioletni żałobnicy smoleńscy, którzy z różańcami w ręku pomylili kościoły z Krakowskim Przedmieściem?

>>>

BEZ KRAWATA, SMUTNEGO GARNITURU I DRABINKI. W ZWYKŁYM T-SHIRCIE, JAK ZWYKLI POLACY. SCHETYNA POKAZAŁ SIŁĘ, JAKIEJ NIE MA ŻADEN INNY POLITYK.

Jeden z najwspanialszych Polaków.

Ulicami Warszawy przeszedł wielki Marsz Wolności.

Marsz Wolności zakończył się na Placu Konstytucji. – „Tu jest Polska! Tu jest Polska europejska!”„Nie ma zgody na Polexit. Jest zgoda na PiS-exit!” – skandowali demonstrujący. Nad tłumem powiewało tysiące flag Unii Europejskiej i Polski.

Lider PO Grzegorz Schetyna podkreślał, że obecna Konstytucja kojarzy się z wolnością, suwerennością i podmiotowością, tak jak Konstytucja 3 Maja. – „Jeżeli nie będzie zgody powszechnej, zgody narodu, nie pozwolimy zmienić obecnej Konstytucji. Nikomu!” – zadeklarował Schetyna.

Przekonywał, że jedyną drogą dla partii opozycyjnych i niezależnych środowisk jest dziś jedność. – „Jeżeli zbudujemy skuteczną opozycję, to wygramy wybory samorządowe, wygramy wybory europejskie, wygramy wybory parlamentarne i wygramy prezydenckie w 2020 roku. Obiecujemy to” – zaznaczył. Zapowiedział rozliczenie obecnie rządzących za łamanie prawa.

Schetyna zapewnił, że po wygranych wyborach Polska już nigdy nie będzie się kompromitować w Europie. – „Już nigdy nie będzie wyniku 27 do 1”. Mówił też, że sobotni marsz był dla następnych pokoleń. – „To im obiecujemy wolną Polskę, Polskę podmiotową, Polskę dumną, demokratyczną” – dodał szef Platformy.

Prezes ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział do zebranych: – „Połamano Konstytucję, połamano ustawy, teraz chce się złamać organizacje pozarządowe, chce się złamać samorządy – nie ma na to naszej zgody”. Według niego grupą, która została najbardziej przez PiS wyzyskana i odrzucona są polscy rolnicy. – „Chcę, żeby to bardzo wyraźnie usłyszeli: czas pańszczyzny u panów minął. Nie damy zrobić z nas chłopów pańszczyźnianych. Polska to nie jest PiS, Polska to nie jest prywatny folwark PiS. Nie ma zgody na dewastację polskiej wsi i samorządności naszych miejscowości, organizacji pozarządowych, na czele z OSP” – powiedział Kosiniak-Kamysz.

Ze sceny na Placu Konstytucji przemawiali też lider Nowoczesnej Ryszard Petru, Krzysztof Łoziński z KOD, senator Marek Borowski, była premier Ewa Kopacz, były szef MON Tomasz Siemoniak, przedstawiciel gminy Dobrzeń Wielki, która straciła część terenu na rzecz Opola oraz Sławomir Neumann. Na zakończenie części oficjalnej rozbrzmiał hymn Unii Europejskiej.

Według stołecznego ratusza w Marszu Wolności uczestniczyło ponad 90 tys. ludzi. Tradycyjnie już warszawska policja zaniża te dane i szacuje, że na demonstracji zgromadziło się ok. 12 tys. osób.

CZY MONIKA MA RACJĘ? MY KLIKAMY OBIEMA RĘKAMI 🙂

ZAWSZE BĘDZIEMY PAMIĘTAĆ. POLSKA TO WOLNOŚĆ I EUROPA. A TY SIĘ TEGO BÓJ, POŚLE KACZYŃSKI.

Waldemar Mystkowski pisze o wystąpieniu Kaczyńskiego na pół godziny przed Marszem Wolności.

Zazdrość Kaczyńskiego o Marsz Wolności

Nie mogłem być w Warszawie na Marszu Wolności. Szkoda. Za to miałem średnią przyjemność oglądania w telewizji prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który dał dyla z wolnej Warszawy i zatrzymał się w Szczecinie. Jakie tam obchodził święto? Ewakuacji?

Pół godziny przed Marszem Wolności prezes wygłosił mowę. Kolejne pytanie: jaki był jej cel? W szeregach PiS widać panikę, nerwowe odpowiadanie kłamstwami na inicjatywy opozycji. W postawie Kaczyńskiego rzuca się w oczy jego impotencja dialogu, nie potrafi debatować na rzecz dobra Polski. Ale Kaczyński zechciał pławić się w Szczecinie w splendorze Marszu Wolności przed jego rozpoczęciem, musi czuć, że przedsięwzięcia opozycji są wartościowe, że taka manifestacja ludzi wolnych odpycha go od koryta władzy.

Kaczyński w Szczecinie, a więc w Stoczni Szczecińskiej. Zdaje się, iż to sygnał, że przedsiębiorstwo zmieni nazwę na im. Lecha Kaczyńskiego. Prezes PiS może nie mieć świadomości, że działa na szkodę swego brata. W przyszłości taka przesada doprowadzi do sytuacji, do jakich dochodziło w starożytnym Egipcie – wyskrobywano hieroglify imion Ramzesów od „podłej zmiany”. Dzisiaj takim złym Ramzesem jest Lech Kaczyński i jego żyjący brat, Jarosław.

Za egipskich Ramzesów ginęli starożytni Egipcjanie, za tego Ramzesa PiS zginęło 96 Polaków, w tym on sam. Jarosław Kaczyński nie omieszkał wspomnieć o swym „poległym” bracie, ale nie kit o bliźniaku był celem wystąpienia. Prezes zechciał via media przemówić do uczestników Marszu Wolności, zapewnić, że wolność jest i nie mają po co za nią chodzić.

Prezesowi mogło się też czknąć, iż jego marsz smoleński z okazji 7. rocznicy był mizerny. Gwoli sprawiedliwości Kaczyński wygłosił mowę, z której nic nie zapamiętamy, bo nie stworzył żadnej nowej inwektywy, porównywalnej do gorszego sortu, elementu animalnego. Po raz pierwszy usłyszałem prezesa niemal błagającego: uwierzcie, jest wolność, stoję na straży wolności.

Czy to sygnał, że Kaczyński zmiękł? Nie! Kaczyński się przestraszył, szuka nowej strategii odkrawania wolności, zmniejszania demokracji. Boi się, znalazł się jednak w sytuacji, iż nie może się wycofać, bo dla Kaczyńskiego cofnąć się, to przegrać.

Kaczyński jest mierny intelektualnie, jest przykładem przerabianym w tej chwili w Polsce, że miernoty mogą sięgnąć po władzę i jej nadużywać. Miernoty sięgają po więcej władzy, która zmniejsza obszary wolności, a przeciwstawić się mogą tylko ludzie wolni poprzez takie inicjatywy, jak Marsz Wolności, Potem przyjdzie czas, aby niektóre hieroglify wymazać, a pomniki obalić.

JESTEŚMY ZA POLSKĄ WOLNĄ I DEMOKRATYCZNĄ. NIE ZA PAŃSTWEM PiS. A CO NAJWAŻNIEJSZE – JESTEŚMY RAZEM!

I JESZCZE TAKA DOBRA WIADOMOŚĆ NA WIECZÓR 🙂

>>>

POMIMO PROTESTÓW NAUCZYCIELI I RODZICÓW, BEZ ROZMÓW, NA ROZKAZ SWOJEGO PREZESA… POZOSTAJE NAM JESZCZE REFERENDUM

c1vr9uoxcaaltx0

Duda podpisał ustawę deformującą oświatę. Konflikt o reformę oświaty to jedyna dziś sprawa w polskiej polityce, która ma potencjał, by „zdołować” notowania PiS. Pisze Michał Wybieralski („Wyborcza”).

to

Decyzję prezydenta Andrzeja Dudy o podpisaniu ustaw oświatowych, które zlikwidują gimnazja i gruntownie zmienią polską szkołę, można rozpatrywać w dwóch kategoriach – jako akt wiary w reformę PiS lub jako akt podległości wobec tej partii. Wszystkie okoliczności wskazują na to drugie.

Duda przez 21 dni (maksymalny termin) decyzji nie podejmował. Jego otoczenie dawało do zrozumienia, że prowadził szerokie konsultacje, więc zapewne ma wątpliwości. Wcześniej prezydent się nie wahał, aprobował pomysły PiS jak sprawny notariusz (oprócz ustawy o zgromadzeniach, którą odesłał do Trybunału Konstytucyjnego).

c1vojqswiaqe-93

Duda decyzję poprzedził długą inwokacją. Zasygnalizował konflikty, które niesie reforma: z nauczycielami, których czekają masowe zwolnienia (nawet 37 tys. osób), z samorządowcami (wszystkie organizacje samorządowe są przeciw tej reformie) i z rodzicami (awantury, które wywoła wytyczanie nowej siatki szkół).

Widać więc, że Duda w tę reformę nie wierzy. Wie, że jest źle przygotowana, za szybko wprowadzana, zrodzi chaos. Wie to pewnie lepiej niż większość polityków PiS, bo – jak sam mówi – jest mężem nauczycielki. Za wetem przemawiało wiele merytorycznych argumentów.

Jednak ostatecznie prezydent dbałość o dobro wspólne odrzucił – podpisał akt podległości wobec własnej partii.

c1v4uyqxgaewdzx

Możliwe, że podpisał dziś coś więcej – wyrok na tę partię. Poparcie społeczne dla likwidacji gimnazjów – jak wynika z sondaży – spadło w ciągu roku z mniej więcej 70 do 45 proc. Następstwem prezydenckiego podpisu będzie strajk powszechny członków Związku Nauczycielstwa Polskiego – 200 tys. z 600 tys. nauczycieli. Reforma dotknie – poprzez zmiany lektur, podręczników, nauczycieli – wszystkich 5 mln uczniów. Chaos, który spowoduje, będzie przedmiotem rozmów kilkudziesięciu milionów Polaków: rodziców, dziadków, wujków…

c1vmj7yw8aavfmw

Na forsowanie tej reformy ZNP, stowarzyszenia rodzicielskie i niemal wszystkie partie opozycyjne odpowiedzą żądaniem referendum. Koalicja przeciwników dewastowania edukacji zbierze bez problemu 0,5 mln podpisów pod takim wnioskiem. Odrzucenie go w Sejmie byłoby poważnym ciosem w PiS, który wszak na każdym kroku przekonuje, że wykonuje wolę „suwerena”.

A zgoda na referendum może jeszcze bardziej tej partii zagrozić – jeśli przemieni się ono w plebiscyt „za” lub „przeciwko” władzy. PiS nie może być pewien wygranej. Dynamika procesów politycznych w takich przypadkach jest duża, kampania referendalna skupi uwagę mediów, a opozycji pozwoli przypomnieć cały pakiet zarzutów wobec tej władzy.

Konflikt o reformę oświaty to jedyna dziś sprawa w polskiej polityce mająca potencjał, by „zdołować” notowania PiS, który po ponad roku rządów utrzymuje poparcie na poziomie wyniku wyborczego.

Akty podległości często źle się kończą.

c1vfgpwxuaactdz

TO STRATEGICZNY CEL KACZYŃSKIEGO. PAMIĘTAJMY O TYM 

c1u9rxdw8ait9nj

Waldemar Mystkowski pisze o braklu porozumienia w sprawie kryzysu w Sejmie.

z-kaczynskim

Platforma Obywatelska pierwszą rundę walki, w nowym roku, o praworządność na terenie Sejmu może zaliczyć do udanych, nie przegrała. Co najmniej osiągnęła remis w tej walce. Grzegorz Schetyna zaryzykował, acz nie miał innego wyjścia, nie zjawił się na spotkaniu u marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

Schetyna nie miał wsparcia Ryszarda Petru, który ma dziwny tik, zobaczy Jarosława Kaczyńskiego, dostaje pomroczności niejasnej umysłu, słynnego już „światełka w tunelu”. Ta pomroczność zamienia się następnie w mroki, prezes PiS hipnotyzuje lidera Nowoczesnej.

Schetyna jest zawodnikiem lepszym, a przynajmniej takim się wydaje w tym roku. Spotkanie zorganizował marszałek Senatu, ale to nie on został nazwany przez Michała Szczerbę „panem marszałkiem kochanym”. Karczewski ma jednak pomroczność wpisaną w intelekt i moralność, bo nie dostałby legitymacji PiS, Jarosław Kaczyński nie uczyniłby go swoim podwładnym.

Prezes każe, Karczewski musi zorganizować rozmowy z opozycją zamiast Kuchcińskiego. Na rozmowy w sprawie rozwiązania kryzysu wokół ustawy budżetowej przybył do siebie sam marszałek Senatu Karczewski i dwaj – nie wiedzieć z jakich powodów – inni politycy partii rządzącej Zbigniew Ziobro i nikomu nie znany polityk Marek Zagórski.

Najważniejszy rzecz jasna był prezes Kaczyński, bo on jest stroną sporu, on jest sprawcą kryzysu. Kaczyński zawinił, Kuchcińskiego już powiesili. Właśnie wchodzi na szafot (polityczny, rzecz jasna) Karczewski, zostanie „powieszony”, gdy następne rundy będzie wygrywał Schetyna (oby pozbył się pomroczności i dołączył do niego Petru).

Powrócę do zawodników strony przeciwnej, na chwilę skupmy uwagę na dwóch sygnalizowanych już „zawodnikach”. Na Ziobrze i tym Zagórskim. Dlaczego pojawił się minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie? Wszak jego partia Solidarna Polska nie dostała się do Parlamentu ze swoich list wyborczych, nie stworzyła żadnej koalicji z PiS, politycy SP dostali się do Sejmu z list PiS. Ziobro nie ma sejmowych praw jako lider swojej partii. Zjednoczył się z Kaczyńskim, jest na to papier, ale nie utworzył koalicji wyborczej.

Solidarna Polska nie tworzy żadnego klubu parlamentarnego, a nikogo nie obchodzi subklub w klubie PiS. Zjawiając się więc na tym spotkaniu Ziobro naruszył obyczaje polityczne i złamał wykładnię regulaminu Sejmu.

Solidarna Polska nie ma nawet praw do pieniędzy budżetowych, bo nie jest zarejestrowana jako osobny podmiot polityczny, a więc nie ma faktycznych praw politycznych do reprezentowania strony w sporze sejmowym. Chyba że Ziobro przyszedł na spotkanie jako straszak Kaczyńskiego? I tak należy traktować tego magistra prawa, który straszy opozycję paragrafami.

Ale co na spotkaniu robił Zagórski? Czym straszył? Zagórski pochodzi z Polski Razem, szefem jego jest Jarosław Gowin, którego partyjka też nie podpisała żadnego glejtu koalicyjnego, też nie ma praw do pieniędzy budżetowych, nie ma praw podmiotowych w Sejmie. Czy Zagórski straszył Gowinem? Dla mnie pytanie jest z gruntu kabaretowych: kto się boi Gowina?

Takie towarzystwo z jednej strony zjawiło się na spotkaniu, aby zażegnać kryzys sejmowy. A druga strona też ciekawa. Paweł Kukiz jako opozycyjne kukułcze jajo. To że ten „polityk” sam siebie zalicza do opozycji, kwalifikuje go do zbuków. Bez większego nosa można stwierdzić, iż od Kukiza zalatuje pisizmem. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz już się nie liczy, miota się, elektorat PSL został wchłonięty przez PiS. Zaś o Petru już pisałem, siedział na spotkaniu naprzeciwko źródła swojej pomroczności, imitującego światełko w tunelu, prezesa Kaczyńskiego, zahipnotyzował się i już.

Spotkanie nie przyniosło żadnego rozstrzygnięcia w sprawie kryzysu parlamentarnego. Wszystko wskazuje, że nie mogło i nie przyniesie żadnych kompromisów. Kaczyński ma plan, a ten nie zakłada żadnego kompromisu, ustępstwa. Opozycja co najwyżej może przyklepać bezprawie.

Bezprawiem jest tryb przyjęcia ustawy budżetowej, bezprawiem brak kworum, bo nie ma dowodów, że było ono, poszlaki wskazują, że nie było. Zatem bezprawiem jest dalsze procedowanie ustawy budżetowej w Senacie. A więc Karczewski nie powinien organizować spotkania, tym samym na nim być.

Schetyna wybrał najbardziej oczywistą postawę, nie przybył na spotkanie, którego celem było przymuszenie opozycji do zalegalizowania bezprawia. Schetyna wygrywa pierwszą rundę, przynajmniej nie przegrał, a Petru – który nie chce grać w opozycji – pokazał się jako przegrany, jako ten, któremu ciecze jucha. Czekamy na drugą rundę, boję się o Petru, bo nie jestem pewien, czy oprzytomniał. Z Kaczyńskim można wygrać, potrzeba być wspólnotą w opozycji, nie dać się hipnotyzować.

PiS ZNÓW PRÓBUJE ROZGRYWAĆ I DZIELIĆ OPOZYCJĘ. CZEMU KAŻDY ODDZIELNIE NABIERA SIĘ NA KOLEJNĄ GIERKĘ PREZESA?

c1vg3zaxgaa_8li

Jeśli ktoś nazwał Kuchcińskiego marionetką, to wygląda na to, że miał rację.

c1v0vsuxgaeqvgz

NIE DAJCIE SIĘ WCIĄGNĄĆ DO LEGITYMIZOWANIA BEZPRAWIA PiS. Kaczyński będzie próbował skłócić i podzielić opozycję. Panowie, to brudna gra.

c1xjngnwiaixntx

Magdalena Środa pisze o śmierci wybitnego socjologa Zygmunta Baumana.

umarl

Żyd, komunista, kosmopolita, wygnaniec, antyglobalista, bezwzględny krytyk współczesności, wiecznie zainteresowany światem filozof (lub „socjolog refleksyjny”). Odszedł ze świata płynnej nowoczesności „w krainę płynnej wieczności” (jak napisała towarzyszka ostatnich lat jego życia). Był ostatnim z tragicznego, a jednocześnie bardzo twórczego pokolenia ludzi, na których najnowsza historia Polski pozostawiła swoje nieusuwalne piętno (Kołakowski, Baczko). Nigdy nie wyparł się swojej biografii, choć ją potężnie przepracował, wyplątując się z okowów ideologii, w które wpadł w młodości. „Można powiedzieć, że od wczesnego dzieciństwa byłem niejako przestawiany na coraz to inne tory, przy czym każdy z tych torów dokądś zmierzał, lecz każdy biegł w innym kierunku” – powiedział po latach.

O jego życiu nie ma jednak co pisać, bo był człowiekiem publicznym, nie prywatnym. Nie ma co też pisać o jego światopoglądzie czy systemie myśli. Na pewno pozostał wierny swoim lewicowym korzeniom, ale jego myśl różnorodna była jak tęcza; nie budował systemów, nie wzmacniał własnych teorii, pisał eseje, interpretował świat, nadawał sens temu, co zatopione było w chaosie. Nigdy nie był „zimnym” socjologiem. Był intelektualistą zaangażowanym w życie publiczne. Uważnym i odpowiedzialnym za słowo, choć niekiedy słowo to wylatywało daleko poza przyjęte pole semantyczne. Oceniał, potępiał, zachęcał. Wierzył w wolność, wierzył, za Gramscim, że ludzie mogą zmienić świat, wykorzystując ambiwalencję i niepewność życia społecznego. Kultura była – według niego – „nożem przyłożonym do przyszłości”. Był moralistą, w dobrym znaczeniu tego słowa: nie pouczał, nie dawał konkretnych zaleceń, ale uważał, że moralność, a przede wszystkim stosunek do Innych, jest fundamentem naszego człowieczeństwa. Zawsze można wybrać moralność, zawsze można być człowiekiem, nawet w warunkach systemowo odczłowieczających.

Był człowiekiem z poprzedniej epoki, a jednocześnie bardzo nowoczesnym, erudytą, mędrcem, człowiekiem skromnym, ale też intelektualistą zaskakującym i świeżym jak źródło bijące ze skał. Do końca.

TRWA FAJNA AKCJA, DOŁACZAJCIE 🙂 ZRÓBCIE ZDJĘCIE Z HASZTAGIEM I wrzućcie do sieci.

c1vtndvwiaa5nuq

c1q4m2bxaaa6iv6

PiS ma usłużnych prawników, którzy wszystko uzasadnią. Pisze o tym Ewa Siedlecka. Utajnienie obrad Sejmu, by nie wywołać napięć społecznych, wprowadzenie na salę funkcjonariuszy BOR, by odblokowali dostęp do mównicy, wsadzenie posłów opozycji do więzienia – to zdaniem sejmowych ekspertów zgodne z konstytucją i regulaminem Sejmu metody zakończenia sporu o ważność ustaw uchwalonych w Sali Kolumnowej.

siedlecka

Jeśli PiS wymyśli, że głosowania posłów opozycji są nieważne, bo zmierzają do torpedowania woli „suwerena” (czyli PiS), Biuro Analiz Sejmowych znajdzie zapewne ekspertów gotowych to podżyrować.

PiS upartyjnił stadniny koni, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, urząd prezydenta i prokuraturę. I Biuro Analiz Sejmowych. Od ponad roku opinie zamawiane przez BAS są wyłącznie instrumentem propagandy partyjnej.

W związku z okupacją sali obrad w Sejmie BAS zamówiło dziewięć opinii. Oczywiście u sprawdzonych autorów, na czele z prof. Bogusławem Banaszakiem, który od roku pisze opinie legalizujące działania PiS (m.in. stwierdził legalność „unieważnienia” przez ten Sejm wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego dokonanego przez poprzedni Sejm). Zaś autorem najczęściej cytowanej opinii na temat zakończenia kryzysu parlamentarnego – tej o BOR i utajnieniu obrad – jest prof. Grzegorz Górski, kandydat PiS w wyborach samorządowych i parlamentarnych.

Opinie zamawiane przez BAS mają nie tylko legitymizować już podjęte działania. Są też podkładką do tego, co PiS planuje: do postępowania karnego przeciw posłom opozycji. Opinie uznają, że ich działania wypełniły znamiona przestępstwa z:

  • art. 128 § 3 kk, czyli wpływania przemocą na czynności konstytucyjnego organu,
  •  art. 231 §1 kk, czyli przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, czym działa na szkodę interesu publicznego,
  •  z art. 191 § 1 kk, czyli stosowania przemocy wobec osoby (marszałka Sejmu) w celu zmuszenia do określonego zachowania,
  •  z art. 226 § 1 kk, czyli znieważania funkcjonariusza publicznego podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych,
  •  z art. 226 § 3 kk, czyli publicznego znieważenia konstytucyjnego organu RP – Sejmu.

pis

Eksperci BAS dopatrzyli się nawet przestępstwa przygotowań do obalenia siłą konstytucyjnego organu (art. 128 § 1 kk).

Autorzy opinii od razu wykluczają, by posłowie opozycji mogli się zasłonić immunitetem materialnym, który uwalnia ich od odpowiedzialności za czyny popełnione w ramach mandatu poselskiego (immunitetu materialnego nie można uchylić). Uzasadnienie jest genialne w swojej prostocie: skoro to, co zrobili, ma znamiona przestępstwa, to nie mogło być działaniem w ramach mandatu, bo mandat nie obejmuje popełniania przestępstw. Na czym w takim razie polega ochrona dawana przez immunitet materialny – eksperci nie wyjaśniają.

Prokuratura dostała podkładkę do wszczęcia postępowań. Może to zrobić teraz, z urzędu, nie czekając na zawiadomienie. Prokuratura wykonuje polecenia po linii partyjnej, więc jeśli będzie taki sygnał, to postawi posłów w stan oskarżenia. Pytanie, co zrobi sąd. Jeśli sędziowie nie będą chcieli ryzykować zablokowania awansu czy postępowania dyscyplinarnego, to może zapaść wyrok skazujący. A skazani za przestępstwo umyślne tracą prawo do bycia parlamentarzystą (uchwalona kilka lat temu zmiana konstytucji, tzw. lex Lepper).

Tak można wyeliminować aktywnych posłów opozycji.

Od tego, co w opiniach BAS jest, nie mniej ważne okazuje się to, czego w nich nie ma. Eksperci, oceniając legalność uchwalenia ustaw w Sali Kolumnowej, koncentrują się na tym, co można uznać za legalne, i pomijają drażliwe kwestie. Na przykład uznają, że marszałek mógł przenieść obrady z sali plenarnej w inne miejsce, ale solidarnie przemilczają problem, czy mógł je zwołać tam, gdzie mieści się tylko połowa ustawowej liczby posłów. Głosowanie kilkuset poprawek do różnych części budżetu w jednym głosowaniu oceniają jako legalne, bo komisja regulaminowa Sejmu dokonała takiej interpretacji. Eksperci zignorowali problem, czy taka interpretacja jest zgodna z konstytucyjnym prawem posła do wnoszenia poprawek. I czy nie jest aby literalnie sprzeczna z art. 50 regulaminu Sejmu, który mówi o głosowaniu poprawek „do poszczególnych artykułów, przy czym w pierwszej kolejności głosuje się poprawki, których przyjęcie lub odrzucenie rozstrzyga o innych poprawkach”.

Obok postprawdy (czyli gówno prawdy) pojawiło się w Polsce zjawisko postinterpretacji prawa. I postępuje. Rok temu PiS z trudem udawało się znaleźć prawnika do żyrowania swoich pomysłów – do usług był głównie prof. Banaszak. Teraz BAS może przebierać w ekspertach. Głoszenie teorii o płaskiej ziemi przestało być wśród prawników obciachem. W końcu każdy ma prawo dbać o siebie.

tomasz-lis-2

MYŚLELIŚCIE KIEDYŚ, ŻE POLSKA BĘDZIE ZARZĄDZANA NA SŁUPA? PIĘKNY TEKST O MARIONETKACH:

c1r_yucxaaaqkmm

Michał Danielewski zajął sie stanem umysłu Błaszczaka. Na szefie MSW ciąży ogromna odpowiedzialność – dba o bezpieczeństwo Polaków. By temu podołać, nasłuchuje, skąd nadciąga zagrożenie, analizuje znaki i wyciąga wnioski. Konkretnie jeden: groza nadciąga ze strony multi-kulti. Pogłębione badania nad tą zarazą minister Błaszczak rozpoczął już w 2012 r.

minister

„Polityka multi-kulti, która w Europie Zachodniej jest podkreślana, podejmowana i rozwijana, w przypadku Breivika pokazuje, że prowadzi donikąd. Chodzi o to, żebyśmy rozsądnie podchodzili do kwestii imigrantów, szczególnie tych, którzy nie integrują się ze społecznością, tak jak w Europie Zachodniej, i niestety pewnie ten proces też nas czeka” – wieszczył Błaszczak (wówczas prominentny poseł opozycyjnego PiS) po wyroku na Andersa Breivika, prawicowego ekstremistę, który 22 lipca 2011 r. w dwóch atakach terrorystycznych zabił 77 osób.

Ministrowi nie można odmówić konsekwencji. Gdy fala rasistowskiej przemocy dotarła w ostatnich miesiącach do Polski, Błaszczak znalazł tego samego winnego – europejskie multi-kulti.

„Zjawisko przestępstw z nienawiści jest niepokojące w krajach Europy Zachodniej. W Niemczech, we Francji problemy te są konsekwencją wielu lat polityki multi-kulti, poprawności politycznej i otwarcia granic na napływ emigrantów z Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej” – tak minister reagował na raport rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, który skrytykował słabą reakcję polskich władz na wzrost liczby przestępstw motywowanych uprzedzeniami.

Zdaniem Błaszczaka takich przestępstw u nas właściwie nie ma. – To w Polsce margines marginesu – orzekł w tym tygodniu.

Kiedy indziej precyzował: „Gdyby Europa zwróciła się ku chrześcijaństwu, byłoby ono jak magnes, który przyciągnie muzułmanów i ich odmieni”.

I tu Błaszczak ma rację, chrześcijańska Polska może jeszcze muzułmanów nie przyciąga, ale zaprawdę ich odmienia. Nabija im sińce i pozbawia zębów. W aktach przemocy, których nie ma, ale znamy ich przyczynę: multi-kulti.

CZYLI JEST SZANSA NA JAKIEŚ POROZUMIENIE. WSTYD, ŻE TO NIE MARSZAŁEK SEJMU MÓWI „PRZEPRASZAM”.

c1ufxszweaipbbe

Waldemar Mystkowski pisze o porozumieniu PiS z Ryszardem Petru.

oto

Jest porozumienie PiS z częścią opozycji w sprawie protestu w Sejmie. Powyższe zdanie wyjaśnia wszystko. Albowiem nie jest to zażegnanie kryzysu w Sejmie ani wyprowadzenia państwa z głębokiego kryzysu, jak pisze Onet. I na łamach tego portalu dorzuca autor artykułu Andrzej Gajcy – „mocno zaangażowała się strona kościelna”.

Porozumienie z częścią opozycji nie wyprowadza państwa z głębokiego kryzysu, tylko odfajkowuje protest na sali plenarnej. Opozycja – kolejna słowo, którego nie chcą zrozumieć dziennikarze, jak ów Gajcy – w sile Nowoczesna, PSL Kukiz ’15 zawarła separatystyczne porozumienie.

Separatyzm polega na tym, że w porozumieniu pominięta została Platforma Obywatelska, a kryzys był skierowany na nią i li tylko na nią, bo Marek Kuchciński wykluczył z obrad Michała Szczerbę w z góry zaplanowanym kryzysie. Acz kryzys nie wywołał Kuchciński, bo ten nie jest zdolny do żadnej indywidualnej decyzji, on może tylko potrzymać laskę marszałkowską.

oto-jak

Opozycją w tym układzie porozumienia jest tylko Nowoczesna, bo PSL i Kukiz ’15 taką udają. Na czym polega porozumienie Ryszarda Petru? Otóż procedowane będą w Senacie poprawki opozycji do ustawy budżetowej, a tak naprawdę poprawki Platformy Obywatelskiej. „Kochany panie Ryszardzie”, tym razem tak może określić Michał Szczerba polityka od praw autorskich powiedzonka „światełko w tunelu”.

Petru zdecydował się sygnować bezprawie Sali Kolumnowej, gdzie PiS w sposób szemrany przyjął ustawę budżetową. „Sposób szemrany” – i tak jest eufemistycznym określeniem, bo po trzech tygodniach opinia publiczna ujrzała zapis kamer z tej sali i to takiej jakości, jakby technika cyfrowa cofnęła się do czasów dla tej techniki „sprzed Potopu”.

To jest grzech pierworodny tego porozumienie – „szemrane światełko w tunelu”. Jeżeli do takiego porozumienia rzeczywiście doszło, można określić przyszłość, iż parlament mamy szemrany, a prawo w nim stanowione jest szemrane.

Opozycja okazała się guzik warta, można ją wydymać w prosty sposób, acz może nieco okrężny, bo „przez Maderę”. Gdyż w czasie Madery, tj. Sylwestra owo porozumienie Petru zawierał z emisariuszami Jarosława Kaczyńskiego.

Platforma Obywatelska może czuć się oszukana jako część „zjednoczonej opozycji”. Grzegorz Schetyna pozostał na lodzie.

Zaś PiS zaciera ręce. Lekko poszło im rozbić opozycję, która jest takiej a nie innej wartości. Polska polityka nie ma opozycji, Ryszard Petru łatwiutko nabrał się na szacher macher ze światełkiem w tunelu, a PO zaliczyła drugi poważny cios w nos. Porozumienie PiS z częścią opozycji, to dechy dla partii Schetyny. Trudno po tym liczeniu będzie się jej podnieść.

W takiej sytuacji można „spokojnie” napisać: Kaczyński wyrąbał sobie drogę do autorytaryzmu. Pod koniec grudnia 2016 opozycja wydawała się silna, wystarczyły dwa niewielkie kryzysy – Madera Petru i faktury Kijowskiego – aby wszystko obróciło się w perzynę.

Kaczyński z otwartą przyłbicą może powiedzieć z wysokości drabinki z Tesco do swego ciemnego ludu: Opozycję mamy do dymania i właśnie z nią to zrobiłem.

bycie

TAKI PIĘKNY OPIS AKTUALNEJ POLSKIEJ DEMOKRACJI 🙂

demokracja

Kleofas Wieniawa krótko pisze o Obywatelach RP, którzy chcą zablokować miesięcznicę.

sabaty

Obywatele RP kolejny raz chcą zablokować miesięcznicę smoleńską. Hasłem będzie „Ręce precz od grobów”, a symbolem biała róża.

Liderem Obywateli RP jest Paweł Kasprzak, który staje w obronie ”tych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, które protestują przeciwko ekshumacjom” oraz walczy z „fundamentalizmem narodowo-katolickim”.

Blokada ma polegać na tym, że staną pod tablicami upamiętniającymi katastrofę, jednak kilka ważnych osób dopuszczą do tego, aby złożyły kwiaty.

Miesięcznice smoleńskie to sabaty pisowskie, ośmieszają Polskę, a Kaczyńskiemu pozwalają budować chorą religię smoleńską z bratem Lechem K. jako prorokiem.

Wystarczy już tych sabatów kołtunów politycznych. Brawo Obywatele RP!

krystyna-pawlowicz

grudzien29

Andrzej Duda przestał być prezydentem Polski. Nie dorósł do tej funkcji. A o jego wywiadzie dla „Gazety Polskiej” pisze Rafał Zakrzewski („Wyborcza”). „Doszło dziś do sytuacji, w której opozycja chce pokazać Polskę jako miejsce, gdzie dochodzi do burd, w którym nie wiadomo, kto rządzi, gdzie nie ma stabilnej demokracji. Pachnie to momentami inspiracją z zewnątrz” – mówi Andrzej Duda w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”

dziennikarze-gazety

Prezydent Duda w bardzo długim – choć przez to wcale nie ciekawszym – dzisiejszym wywiadzie dla „Gazety Polskiej”przedstawił nam poprawnie pisowski obraz świata. W wersji dość wyważonej. Ale wyłuskałem dla państwa – z tych przydługich wywodów – garsteczkę rodzynek. Oto one.

Dobra zmiana idzie w zaplanowanym kierunku, sprawy z Trybunałem Konstytucyjnym się jakoś ułożą („ Mam nadzieję, że wszystkie sprawy będą biegły w sposób prawidłowy”), a konflikt o TK to wina byłego prezesa prof. Rzeplińskiego („ To pokazuje, jak zaciekłość polityczna może prowadzić do destabilizacji instytucji, jaką był Trybunał”).

grzegorz

Z polityką zagraniczną też w zasadzie wszystko jest OK. Z Niemcami prowadzimy „partnerskie rozmowy”, prezydent Trump lubi Polaków, powiedział to prezydentowi Dudzie – „i była to bardzo dobra rozmowa”. No, trochę kłopotów jest z Rosją – ale damy radę. Prezydent zapewnia też, że nie ma – jak podejrzewano – konfliktu z szefem MON Antonim Macierewiczem o dymisje i nominacje generalskie, choć „są między nami różnice zdań”.

Ale jedna rzecz jest mocna. Bo choć wywiad zaczyna zdanie: „W gruncie rzeczy opozycji najwyraźniej chodzi o wzniecanie niepokojów społecznych”, brzmiące jak z partyjnych przekazów dnia, to dalej prezydent poszybował ostrzej. Pytający go dziennikarze podrzucają rozmówcy taką oto tezę:

„doszło dziś do sytuacji, w której opozycja chce pokazać Polskę jako miejsce, gdzie dochodzi do burd, w którym nie wiadomo, kto rządzi, gdzie nie ma stabilnej demokracji. Pachnie to momentami inspiracją z zewnątrz”.

prezydent

A Andrzej Duda twórczo rozwija myśl dziennikarzy:

„To nie jest problem dnia dzisiejszego. Zmagamy się z nim od stuleci. To jest problem, który sprawił, że doszło do zaborów. Wówczas wpływy sąsiednich mocarstw były bardzo silne. One wynikały z uwikłań rodzinnych, magnackich, biznesowych czy wprost łapówkarskich lub innych, o których wiemy, że również mogą występować”.

Dziennikarze chcą jednak jaśniejszej odpowiedzi, dopytują: agenturalnych? I na to pada odpowiedź: – Byłoby naiwnością sądzić, że tych wpływów nie ma. Na pewno są.

(WŁAŚCIWY CZŁOWIEK NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU)

c00s1pfukaa06kk

Dzięki wspólnemu wysiłkowi dziennikarzy „Gazety Polskiej” i prezydenta już wiemy, że opozycja jest czyjąś agenturą, choć nadal nie wiemy czyją. I to do końca rozmowy się nie wyjaśni.

Na koniec cytat, a może nawet maksyma – chciałoby się rzec – ku przestrodze: „Rozsądek i ostrożność zachować trzeba zawsze i zawsze trzeba się pilnować”.

bronislaw

I choć to myśl Andrzeja Dudy z tegoż wywiadu – prezydent się nie upilnował.

po-ustaleniach

Paweł Kośmiński pisze o wniosku o samorozwiązanie Sejmu. Według telewizji TVN w Sali Kolumnowej nad budżetem głosowało mniej posłów PiS, niż zapisano w protokole. Nowoczesna zwróciła się do marszałka Sejmu o udostępnienie zapisów ze wszystkich zainstalowanych tam kamer.

Opozycja protestuje na sali plenarnej Sejmu od dwóch tygodni. Chodzi nie tylko o pomysł PiS, by ograniczyć dziennikarzom dostęp do parlamentu, ale też o wątpliwe przyjęcie budżetu przez PiS w Sali Kolumnowej.

Z opublikowanego na stronie Sejmu stenogramu wynika, że marszałek Marek Kuchciński ignorował posłów opozycji, którzy próbowali składać wnioski formalne. Wiadomo też, że niektórych posłów, którzy rzekomo mieli liczyć tam głosy, w ogóle nie było na sali. Nie było też dziennikarzy, którzy mogliby rejestrować obrady, a jedyny udostępniony dotąd przez Kancelarię Sejmu zapis wideo obejmuje tylko przód pomieszczenia (podzielono je na osiem sektorów).

czy-wam

Kolejne wątpliwości co do legalności wydarzeń z 16 grudnia przynoszą ustalenia „Faktów” TVN. Posiłkując się nagraniem posła Michała Stasińskiego (Nowoczesna), dziennikarz stacji odtworzył głosowanie numer 17 w dwóch ostatnich sektorach sali. Zgodnie z protokołem „za” było 65 posłów PiS. Jednak z analizy materiału wideo wynika, że rękę podniosło jedynie 56 posłów partii Kaczyńskiego.

c00m1utxgaezeix

– Nie widać być może części rąk… Naprawdę, nie dajmy się zwariować – skomentował nagranie odpowiedzialny za jeden z tych sektorów poseł PiS Łukasz Schreiber. – To nie zdjęcia w różny sposób robione są dowodem na to, że posłowie głosowali, ale oczywiście protokół – stwierdził wicemarszałek i szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Rzeczniczka partii Beata Mazurek twierdzi, że internauci wykazali, że dziennikarz TVN nie policzył „co najmniej trzech głosów”, zaś „w ocenie tych, którzy liczyli głosy”, na sali było kworum.

– To dość żałosne, że PiS nie potrafi nawet oszukiwać – mówiła w środę Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej. Partia złożyła wniosek o samorozwiązanie Sejmu i zwróciła się do marszałka o udostępnienie zapisów (z dźwiękiem) ze wszystkich kamer. Zapytała również, dlaczego na jedynym dostępnym nagraniu są fragmenty bez dźwięku. Nagranie posła Stasińskiego Nowoczesna przekaże prokuraturze.

Zarówno Lubnauer, jak i Małgorzata Kidawa-Błońska (PO) zwróciły uwagę, że wejście do Sejmu mają obecnie tylko dziennikarze ze stałymi przepustkami. Mimo że marszałek Senatu Stanisław Karczewski obiecywał, że do czasu wypracowania nowych zasad obecności mediów będą obowiązywały stare.

We wtorek w tygodniku „wSieci” Jarosław Kaczyński stwierdził, że opozycja chciała przeprowadzić pucz. Tę tezę powtarza też szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej apelował w środę, „żeby panowie używali słów, które są w stanie zrozumieć”.

c00f-7xxeaa_trn

(ale dużo Puczystów,,,,brawo!!!! Jesteśmy z Was dumni.)

c00ugwgveaeik_t

Waldemar Mystkowski apeluje, aby ten „Mord demokracji” trwał i trwał.

nowoczesna

W gmachu Sejmu przy Wiejskiej z punktu widzenia narracji dzieją się fascynujące sprawy, które mają posmak gatunkowy. Wcale nie political non-fiction, ale serial criminal story z elementami political. Pierwszy sezon mamy za sobą, wchodzimy w drugi.

Tytuł dzieła „Mord demokracji”. Ostatni odcinek to wyżyny gatunkowe, tyle zawiązanych zostało wątków, że może od nich pomieszać się w głowie. Marszałek Sejmu czyta z kartki, że zawiesza posła opozycji za „panie marszałku kochanku” (aluzja historyczna do Radziwiłła Panie Kochanku) i „muzyka łagodzi obyczaje”. Czyżby scenarzysta miał słaby dzień, bo za takie wystąpienie nie wyklucza się z udziału na całym świecie, już pukamy się w czoło, ale zwrot akcji nadrabia tę mieliznę.

Rządzący przenoszą się do innej sali – Sali Kolumnowej – a zwolennicy radziwiłłowskich powiedzonek zostają w sali głównej i decydują się na protest okupacyjny. Przenosimy się z kamerą za secesjonistami, mamy kolejny zwrot narracji – suspens. Większość sejmowa dokonuje spektakularnego wyjścia. Przeprowadza głosowanie przy braku kworum, co udowodnione zostaje przez jedną z niezależnych stacji telewizyjnych, w dwóch ostatnich sektorach 7. i 8. zamiast zaprotokołowanych 65. głosów poselskich, doliczyć się można 56.

aresztowac

Partie okupacyjne domagają się udostępnienia zapisów z kamer przemysłowych, aby wiedzieć, ilu naprawdę posłów głosowało. Uciekinierzy, którzy rządzą, nie godzą się na taka jawność. Jednego aktora, który swoje wszystkie kwestie czyta z kartki, nawet „dzień dobry” zastępują innym. Marek Kuchciński chyba zachorował, bo nie pokazuje się widzom na oczy, zastępuje go Ryszard Terlecki, ten jednak zamiast o kamerach w Sali Kolumnowej mówi o kamerze w sali głównej okupacyjnej, gdzie nie było głosowania, ale „znany poseł opozycji” buszował po prywatnych, acz porzuconych, rzeczach osobistych większości sejmowej.

Tym „znanym posłem” jest Sławomir Nitras z Platformy Obywatelskiej, ale nie grzebie po rzeczach osobistych, ale znajduje pod ławą poselską PiS bibliotekę jednego dzieła i to ideologa tej partii, wodza i scenarzysty, którego dziełem jest ów mord demokracji.

Czyż wyżej streszczony kryminał nie jest dziełem miary Alfreda Hitchcocka i jak ta wybitność amerykańska swoje dzieła opatrywała własną charakterystyczną sylwetką, tak nasz scenarzysta prezes Jarosław Kaczyński w tym serialu sygnuje swoistym signum temporis.

c00mhlrwqaiusde

Oglądalność dzieła bije rekordy. I w tym miejscu dochodzimy do clou tego felietonu, mianowicie jedna z partii opozycyjnych Nowoczesna chce przerwać dzieło Hitchcocka Kaczyńskiego, w którym każdy odcinek kończy się trzęsieniem ziemi, a napięcie nie dość, że utrzymuje się w następnych, to jeszcze wzrasta.

Mord na demokracji i jej drgawki przedśmiertne wchodzą w kolejną fazę emocji na najwyższym diapazonie, a Nowoczesna właśnie złożyła wniosek o samorozwiązanie Sejmu.

Czytacie to? Czy ich pogięło? W takim momencie napięcia, z tyloma nierozwiązanymi wątkami Hitchcocka, z którymi wchodzimy w drugi sezon, partia Ryszarda Petru chce porzucić dzieło.

Ależ nie! – krzyczymy my widzowie. Takie fascynujące dzieło musi trwać, nie można go przerywać, bo – zakładając, iż teoretycznie PiS przegra – demokracja zostanie reanimowana i następne dzieło political fiction będzie nudne, widzowie nie zechcą go oglądać i spadnie do poziomu normalności.

Już się przyzwyczailiśmy do podbijania politycznego bębenka, do wszelkich paranoi, zwrotów akcji, suspensów. Doszło do takiego momentu, że bez tych chorych emocji nie potrafimy funkcjonować, tak nas spaczono, że gdybyśmy mieli normalnie żyć, nie wiadomo, jak to by się skończyło.

Więcej pisowskiego „Mordu demokracji”, więcej idiotyzmu, bo on jest fascynujący, wykręca nam szare komórki. Normalność jest nudna, a idiotyzm PiS taki polski, że staje się antypolski. Nie ma takiego powykręcanego na umyśle scenarzysty, jak Kaczyński, a Nowoczesna chce ten spektakl przerwać. A fe!

polacy

c0mqoorxaaaoosn

LINK DO HYMNU KOD-u – „CZARNY WALC” I INNYCH PIEŚNI WOLNOŚCI >>>>>

Ten rok był fatalny, następny bedzie jeszcze gorszy. Chciałoby się zatrzymać czas. Będziemy musieli sobie jednak radzić. Jarosław Makowski na portalu OKO.press prognozuje.

Cytuję końcówkę jego eseju.

2017

Spadki sondażowe PiS-owskiej władzy i rosnący opór może doprowadzić do wewnętrznych tarć. Ale, by jacyś politycy mieli odwagę wyjść z PiS, muszą być czyści jak łza. Każdy bowiem, kto zechce zdradzić, musi liczyć się z atakiem nie tylko PiS-owskich wyznawców i trolli, ale także służb specjalnych. Jak wiemy, Kaczyński ma służby i nie zawaha się ich użyć. Także wobec kolegów partyjnych, gdy okażą nielojalność.
Jeśli więc mam rację, to nadchodzący rok, rok 2017 będzie czasem, w którym historię postanowiliśmy brać szturmem. Sęk w tym że gdy człowiek historię bierze szturmem, okrucieństwo i brutalność staje się codziennością. Czy wciąż sądzicie, że nadchodzący rok będzie lepszy niż miniony? Porzućcie nadzieję…

JAK WIDAĆ, NAWET ZIOBRO ZA SWOJE OSZUSTWO Z PODPISEM, NIE PONOSI KONSEKWENCJI. KARY SĄ TYLKO DLA OPOZYCJI.

c0mmb3kweaaxw76

A TAK WYGLĄDA PRAWDA. PiS KŁAMIE NAWET W BOŻE NARODZENIE.

c0mhm2rw8aadmzx

Waldemar Mystkowski pisze o plemieniu protestu, które jest większe niż popierające rząd PiS plemienię „dobrej zmiany”.

protest

Można się sprzeczać, czy poprawny statystycznie, intelektualnie i „patriotycznie” jest podział Polaków na plemiona, zwłaszcza podział w aspekcie rządzącej ekipy (za lub przeciw), a ten podział plemienny to

– barwy poparcia, barwy dobrej zmiany,
– barwy protestu, barwy opozycji.

Portal OKO.press przygląda się tym plemionom od początku i to z liczydłem w ręku. Wychodzi na to, że PiS może liczyć na stałą „dobrozmianowców”, zaś protestujących przybywa i to o stałej dynamice wzrostu – kosztem obojętnych, którym wszystko jedno. Zatem „letnich” jest coraz mniej.

„Dobrozmianowców” od początku badań, tj. od czerwca 2016 da się określić na stałym poziomie 35 proc. Przybywa plemienia „protestu”, w czerwcu tych barw było („czarnych”) 34 proc., we wrześniu podskoczyło do 40 proc. , a obecnie obrońców demokracji można zawrzeć w 43 proc.

Od tych liczb ogólnych ważniejsza jest kwota przewagi jednego plemienia nad drugim i determinacji (impulsu do działania), to będzie decydujące dla poparcia politycznego, a także odpowiedzi na pytanie: jak politycy potrafią przekuć determinacje plemion na właściwe cele polityczne.

Wielkość przewagi plemienia protestu nad „dobrą zmianą” wynosi w liczbach bezwzględnych 20 proc.

c0jgduixcaegsm_

Podział plemienny jest widoczny w przedziałach wiekowych. Za „dobrą zmianą” opowiadają się ludzie starsi, za opozycją i protestem – młodsi. W wypadku tych ostatnich istnieje jeszcze podgrupa „ucieczkowa” – deklarujących wyjazd za granicę, ucieczka przed PiS-em.

W obydwu plemionach występuje na tych samych zasadach „ewolucji” poparcia „gen aktywisty”. W obydwu plemionach największa grupa to obojętni popierający, ale to aktywiści decydują o obliczu publicznym, medialnym.

Także gen aktywisty częściej występuje wśród plemienia protestu niż dobrej zmiany. Wśród protestujących co 4 osoba chce wyjść na ulicę, a wśród popierających PiS tylko co szósty. A zatem skonkludujmy, iż zdecydowanie więcej „rodzi się” protestujących, populacji tej przybywa, więcej rodzi się buntu niż go umiera.

Badania szczegółowe tych plemion weryfikują przewagę wśród protestujących z wyższym wykształceniem oraz pochodzących z największych miast i z Warszawy.

Protestują więc – wbrew propagandzie PiS – nie ci, którzy tracą przywileje, wpływy, stanowiska, czy dobra materialne, ale ci, którym odbierana jest przyszłość i nadzieja, czyli ludzie młodzi. Przewaga płci dotyka także protestujących, kobiet jest niemal dwukrotnie więcej niż mężczyzn.

W ostatecznych liczbach bezwzględnych tych, którzy deklarują wyjście na ulicę wygląda, iż plemię dobrej zmiany może liczyć w całym kraju na 1,8 mln poparcia (równowaga płci – po 0,9 mln kobiet i mężczyzn), a grupa plemienia protestu zawiera się w wielkości 3,4 mln gotowych do wyrażenia dezaprobaty, kobiet jest aż 2,15 mln, a Polaków 1,25 mln.

Stosunek plemion wyrażających aktywność jest korzystny dla protestujących, jak 11 do 6. Tych pierwszych przybywa kosztem obojętnych, a drudzy utrzymują się na stałym poziomie. Na podstawie powyższych wielkości można przewidywać przyszłość, dużo jednak zależy od polityków, którzy winni przekuwać poparcie plemion na realizacje polityczne. A więc protestujący mają przed sobą przyszłość, bo nie chcą przyszłości oddać beznadziei „dobrej zmiany”, jest ich zdecydowanie więcej i dynamiczniej „rozmnażają się”.

Polityczna homilia arcybiskupa Głódzia. BRAK SŁÓW.

c0jl6m1xgaamwky

Kleofas Wieniawa komentuje nową jakość polityków opozycji, która właśnie wykuwa się podczas protestu na sali sejmowej.

sila

W Sejmie wykuwa się zupełnie nowa jakość polityki. Taki mamy czas świąteczny. Może tak musiało być, bo innej drogi nie ma, że strawestuję podstawową myśl procesów historycznych sformułowaną przez najwybitniejszego myśliciela politycznego obok Platona, Hegla.

Protestujący politycy dorastają w tempie takim, w jakim młodzież w trakcie wojen.

Politycy Platformy Obywatelskiej zaprezentowali Dekalog Wolności. To dużo, dużo więcej niż public relations.

c0jerzcxcaaxtla

Tomasz Lis protest ujmuje:

Czym był Czarny Protest dla obrony praw kobiet, tym protest polityków jest dla polskiego parlamentaryzmu – znak nadziei, godności, siły.

A ja?

„Takie zjawiska jak wigilia Bożego Narodzenia i same święto pod Sejmem i na sali plenarnej Sejmu przechodzą do pamięci i do historii. To jest trwałe, bo potrzebuje nie lada wysiłku od uczestników, wcale nie takiego wysiłku powierzchownego politycznie, że protestuje się za sprawą nie podlegającą dyskusji, ale wysiłku wewnętrznego, za który się płaci rzeczywiste ceny, wysiłku z gruntu psychologicznego, egzystencjalnego. Wszak najważniejsze są nasze głosy wewnętrzne, ten w środku nas aniołek i ten diabełek. To one nas rozrywają wewnątrz, „debatują”.

Z tym się zmagają posłowie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej protestujący w Sejmie. I to wnętrze wykuwa w nich szlachetność, a nie gorsza czy lepsza retoryka na konferencjach prasowych. Polityczny protest w Sejmie i pod nim to cezura, która wpisze się na trwałe w historii Polski i to po stronie tej najszlachetniejszej.”

c0jidbhwqaanjj2

CZEMU SIĘ DZIWISZ POLAKU? KOŚCIÓŁ MOŻNA KUPIĆ.

c0mkeroxgaauqhp

tlum

„Rodziny posła Sławomira Nitrasa, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie wpuszczono do Sejmu”

klamali

Wicenaczelny „Wyborczej” Jarosław Kurski radził na święta. Nie ma w całym roku drugiej takiej chwili, w której polityczne podziały ujawniałyby się tak boleśnie jak podczas wigilii. I żadne rytualne deklamacje – wygłaszane przez czynniki partyjno-rządowe o tzw. wspólnocie – tego nie zmienią.

wigilia

Mam w kwestii „wigilii w skłóconej rodzinie” osobiste doświadczenia, ale jestem ostatnim, który by komukolwiek chciał radzić. Sprawa to delikatna, bardzo indywidualna.

Jak przetrwać tę wigilię, niech się więc każdy martwi sam, ale o to, by polska demokracja nie podzieliła losu świątecznego karpia – powinniśmy się martwić wszyscy.

Dwa usypane naprzeciw siebie szańce ugruntowują władzę PiS. Im bardziej twierdze oblężone, mury wyższe, fosa głębsza – tym dla władzy dogodniej. Dlatego ta władza piętnuje opozycję jako przestępców i wyzywa uczestników ruchu KOD od komunistów, złodziei, ubeków, gestapo.

Bo to integruje obóz władzy. Przez głęboką fosę trudno kogokolwiek przeciągnąć do obozu demokracji.

c0esr1lxeaizpn5

Wielu ludzi z wielu powodów zagłosowało na „dobrą zmianę”, ale dziś nie czują się z tym komfortowo. Bronią swej decyzji sprzed roku, ale zaczynają mieć wątpliwości. Piętnowanie ich przy rodzinnej wigilii wpychałoby ich na powrót do obozu władzy.

Rozmawiajmy, wczuwając się w racje drugiej strony, z kolędą w tle, bo „muzyka łagodzi obyczaje”, o czym nie zdążył się przekonać pewien marszałek.

Każdy bowiem wyborca, który oddał głos na PiS, a dziś byłby gotów głosować inaczej – jest na wagę złota, liczy się podwójnie. Niechby autorytaryzm stracił jeden głos, a demokracja jeden zyskała.

Może demokracja zyska głos rolnika, który ziemię może kupić, ale jedynie za pośrednictwem księdza. Może zyska głos nauczyciela z gimnazjum. Głos kobiety, której odmówiono legalnej aborcji. Głos rodzica, któremu przeniosą dziecko do innej podstawówki. Głos mundurowego, któremu obcięto emeryturę. Głos wojskowego, któremu zdegradowano dowódcę. Górnika, któremu zamknięto kopalnię. Frankowicza, którego wystrychnięto na dudka. Sędziego po dyscyplinarce. Mieszkańca terenów sąsiadujących z obwodem kaliningradzkim, który już nie kupi tańszej benzyny. Itd., itp.

tu-jest

Pogadajmy ze szwagrem radnym PiS nie tylko o polityce, raczej o wycince drzew, o droższych samochodach, franku i dolarze. Żadnej nachalności, ot, rodzinny small talk przy barszczu z uszkami i kutii – byle bez awantur. No i kolędy, koniecznie kolędy – łagodzą obyczaje!

Wigilia to dobry czas. Rozmawiajmy, podsycajmy w sobie ciekawość, co myśli druga strona. Może się czegoś o niej dowiemy, a sami więcej zrozumiemy. Będziemy tu przecież żyć obok siebie, wszak połowa Polaków z Polski nie wyjedzie. Nawet wtedy, gdy Jarosław Kaczyński przegra wybory i stanie na czele zjednoczonej opozycji.

c0etbpqxeaapkgp

Podział społeczny to nie jest specyficznie polska cecha. Polska jest tylko temperatura sporu, jak ta, która doprowadziła do śmierci Gabriela Narutowicza, polska jest zapiekłość i pragnienie zemsty, jaką po wrześniowej klęsce władze Rzeczypospolitej na uchodźstwie objawiały wobec piłsudczyków i sanacji. Polska jest nasza swarliwość – i my sami na wskroś polscy.

(DZIĘKI SUPER NIANI TO BYŁA SUPER WIGILIA. SZACUNEK.)

c0e33mnxaaaumv9

Przestrzegał nas przed nami samymi nieodżałowany Jan Nowak-Jeziorański. Mówił: „My, Polacy, jesteśmy największym zagrożeniem dla Polski”, „to my nie umiemy udźwignąć naszego sukcesu i naszego zwycięstwa”.

Życzę sobie i nam wszystkim, byśmy umieli. Byśmy w godzinie próby stanęli na wysokości zadania.

Gdy zaświeci pierwsza gwiazdka, myślami będę z posłami opozycji na ciemnej i zimnej sejmowej sali, a o północy – na nietypowej w tym roku pasterce – przed Sejmem.

Pamiętajmy o idiotach.

tomasz-sakiewicz

TO DOPIERO POCZĄTEK PROPONOWANYCH ZMIAN. CZYTAJ LINK:

c0e2kfixeaad_dt

Waldemar Mystkowski pisze o sensie protestu w Sejmie i przed Sejmem oraz o życzeniu Polaków.

zyczenie

Czego powszechnie Polacy sobie życzą, raczej wiemy, a przynajmniej intuicyjnie. Takie życzenia wyrażają protestujący posłowie w sali obrad podczas świąt Bożego Narodzenia. Mamy do czynienia z takim ze zjawiskiem nader rzadko, a może wcale nie spotykanym w skali globalnej.

To wnosimy oryginalnego w wianie dla ludzkości, Europy. Część elit politycznych nie godzi się na demontaż ustroju demokratycznego, opisany w literaturze przedmiotu, którzy dostają wsparcia od społeczeństwa obywatelskiego wyrażającego większość narodu.

c0e7cgexuaaz1ad

Takie zjawiska jak wigilia Bożego Narodzenia i same święto pod Sejmem i na sali plenarnej Sejmu przechodzą do pamięci i do historii. To jest trwałe, bo potrzebuje nie lada wysiłku od uczestników, wcale nie takiego wysiłku powierzchownego politycznie, że protestuje się za sprawą nie podlegającą dyskusji, ale wysiłku wewnętrznego, za który się płaci rzeczywiste ceny, wysiłku z gruntu psychologicznego, egzystencjalnego. Wszak najważniejsze są nasze głosy wewnętrzne, ten w środku nas aniołek i ten diabełek. To one nas rozrywają wewnątrz, „debatują”.

Z tym się zmagają posłowie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej protestujący w Sejmie. I to wnętrze wykuwa w nich szlachetność, a nie gorsza czy lepsza retoryka na konferencjach prasowych. Polityczny protest w Sejmie i pod nim to cezura, która wpisze się na trwałe w historii Polski i to po stronie tej najszlachetniejszej.

oplatek

Niemniej ważne są życzenia wszystkich Polaków, życzenia polityczne dotyczące zjawisk społecznych i osób. Czego sobie życzymy, kogo sobie życzymy, a kogo nie.

W ramach świątecznego życzenia portal OKO.press zapytał o to Polaków. Pytania dotyczyły tematów obecnych na agendzie roku 2016, jak wprowadzenia reformy (bądź deformy) edukacji, protestów ulicznych, czy ma być ich więcej i czego mają dotyczyć, i bardziej szczegółowo pytano, odebrać stopnie generalskie postaciom spoczywających już na cmentarzu, Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, czy też nie.

c0evnuxw8auamjm

Wyniki życzeń świątecznych Polaków sukcesywnie będą publikowane, na pierwszy ogień poszedł mniemany dla siebie Konrad Wallenrod PiS, Stanisław Piotrowicz. Jako prokurator w PRL-u formułował zarzuty w stosunku do postaci opozycyjnych, a po roku 1989 roku jego „bohaterstwo” dalej było zakonspirowane i bronił pedofilii księdza z Tylawy.

OKO.press zadało pytanie, czy Piotrowicz ma nadal być przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, być taranem politycznym swego szefa Jarosława Kaczyńskiego, który na „sukces” byłego prokuratora reaguje rechotem aprobaty. Literacko owe zjawisko można byłoby nazwać bezwarunkową reakcją przepony na demontaż demokracji.

Otóż Polacy życzą sobie w sprawie złowieszczej postaci Piotrowicza: ustąp, odejdź. 59 proc. ankietowanych życzeń wyraża się: Piotrowicz musi odejść. Toleruje go tylko 19 proc.

c0ecjkcwqaarnd

Cząstkowe badania dotyczyły Piotrowicza przeszłości i teraźniejszości. Działalność prokuratorska w PRL tarana Kaczyńskiego jest w miarę obojętna dla najmłodszych, tylko 47 proc. młodzieży (18-24 lata) jest za dymisją Piotrowicza, najbardziej krytyczni wobec jego peerelowskiej działalności są 50-latkowie, nieco większa była zgoda u ludzi po 60-tce, tradycyjnego elektoratu PiS.

Wśród zwolenników PiS Piotrowicz ma poparcie tylko 40 proc., jedna trzecia pisowskiego elektoratu chciałaby, aby ustąpił i odszedł w polityczny niebyt.

Polacy w stosunku 3:1 życzą sobie, aby Piotrowicz odszedł. Ale wiemy, iż prezes PiS nie pozbędzie się swojej ikony walki ze standardami demokratycznymi, bo nie ma tak drugiej zdeterminowanej postaci, dla której argumenty rozumu muszą ustąpić przed wolą prezesa.

m-kidawa-blonska

Wyrazy wsparcia i solidarności z całego świata.

michal-szczerba-4

CAŁY ŚWIAT PATRZY Z PRZERAŻENIEM NA SZEREGOWEGO POSŁA WYPOWIADAJĄCEGO TE SŁOWA O POLSCE.

c0e83kqxcaelnbr