Posts Tagged ‘Joachim Brudziński’

Na sfinalizowanie inwestycji w geotermię o. Tadeusz Rydzyk czekał niemal dekadę. I doczekał się. Rząd Prawa i Sprawiedliwości z publicznych pieniędzy przyznał mu kolejne miliony na jego biznes. W sumie to jest 58,5 mln zł !!! I CO WY NA TO?

Cztery teksty Waldemara Mystkowskiego.

Brudziński bije się w cudze piersi

Mamy do czynienia z retoryką partii niedojrzałej do sprawowania władzy.

Joachim Brudziński do tej pory dał się poznać z tego, że w czasie pisowskich manifestacji prowadził partyjne hordy z hasłami właściwymi jego ugrupowaniu. Inną jego rolą była wizualizacja potrzeby zaistnienia dla mediów w postaci trzymającego parasol nad głową prezesa, gdy padał deszcz.

Z tego też powodu nazywam go damą do towarzystwa, której to rola w „męskiej” partii PiS jemu przypadła w udziale. Taki też jest „fraucymer” partii Kaczyńskiego. Brudziński to naturszczyk w polityce. Gdyby jakiś filmowiec potrzebował gbura do roli epizodycznej, bez castingów i prób nadałby się Brudziński. Byle reżyserem nie był jakiś inny naturszczyk (np. taki Vega), bo Brudzińskiego trzeba umieć uchwycić.

Gburowatość Brudzińskiego uchwyciłem po raz pierwszy, gdy zaproszono go do debaty nad książką Jana Grossa „Sąsiedzi”. Przyznał się, że publikacji nie czytał, ale „zaofiarował” się, że przeczyta. Uśmiałem się ze znajomymi, gdyż zaleciało Monty Pythonem made in PL.

Nie dał się poznać z kreacji myśli własnej, zawsze recytował pijarowskie sztance wyprodukowane na Nowogrodzkiej, mimo że często występuje jako celebryta polityczny w programach publicystycznych, których o wiele za dużo jest w polskich mediach. Brudziński w leksykonie politycznym mógłby widnieć pod hasłem: nic oryginalnego, tylko nawijanie makaronu na uszy i to czerstwego.

Podkreślam: to naturszczyk klasy gbur dla świetnego realizatora takiego rzędu, jak Agnieszka Holland, Wojciech Smarzowski. Owe walory spowodowały, iż Jarosław Kaczyński nie bał się uczynić Brudzińskiego swoją partyjną czerezwyczajką, egzekutywą. Na gbura można zawsze liczyć, bo niczego własnego konkurencyjnego nie stworzy. Niewolnik ograniczoności to najlepszy materiał gwardyjski autokratów.

No i tak wspiął się Brudziński na ministerialny stołek resortu siłowego – spraw wewnętrznych. I po raz pierwszy (a przynajmniej ja) mieliśmy okazję usłyszeć (bądź przeczytać) jego wystąpienie odczytane z kartki. Myśli zatem nie własne, ale pisowskie do bólu.

Telewizja prywatna TVN zmusiła władze sprawowane przez PiS, aby zajęły się tym, co sami stworzyli, bo to partia Kaczyńskiego i ich organy medialne dowartościowały kibolstwo, dawały parasol ochronny nad ruchami narodowymi, nacjonalistycznymi, a w tzw. Marszu Niepodległości – rasistowskimi i quasi-faszystowskimi. Wroga plemienność („śmierć wrogom ojczyzny”), nadużywanie barw narodowych (nie mających wiele wspólnego z patriotyzmem), zachwaszczanie języka przymiotnikami „narodowymi”. To jest równia pochyła do faszyzmu, do reżimu prawicowego.

I mamy takie skutki, że służby nie potrafią wytropić faszystów, co udaje się trzem dziennikarzom niezależnego medium. Ba, wiceminister Zieliński szykanuje z tego powodu owych dziennikarzy, iż powinni zawiadomić prokuraturę, zamiast samemu podać się do dymisji.

Co zatem przeczytał z kartki Brudziński? Winni inni, winne partie opozycyjne, winne media niezależne, winni nawet Niemcy, tylko nie PiS. A to znaczy, że naziści i faszyści nadwiślańskiego chowu będą rośli w siłę. W walce z nazistami nie za bardzo możemy liczyć na tych, którzy biją się nie we własne piersi, choć możemy liczyć na sąsiadów Słowaków, którzy na jakimś swoim basenie zauważyli polskich nazioli, bo ci nawaleni gorzałą świecili tatuażami hakenkreuzów na plecach.

To ruchy obywatelskie (KOD, Obywatele RP, Akcja Demokracja i inne) starają się wstrzymać marsze nazioli, nacjonalistów, faszystów. Pisowskie władze ich za to ścigają i używają policji. PiS w osobie naturszczyków typu Brudzińskiego zwala na innych, bije w cudze piersi. Po raz pierwszy po 1989 roku mamy do czynienia z retoryką partii niedojrzałej do sprawowania władzy. To musi się źle skończyć.

LIS ZAORAŁ KACZYŃSKIEGO

Dudy spotkanie na szczycie przy windzie

Andrzej Duda nie musi mieć świadomości, że przebywanie w Davos może zobowiązywać do refleksji na temat polityki. W tym wysokogórskim szwajcarskim uzdrowisku dzieje się fabuła jednego z podstawowych dzieł zachodniej kultury „Czarodziejskiej góry”. Tomasz Mann na osobach Naphty i Settembriniego rozpisał spór polityczny pomiędzy mrocznym totalitaryzmem a oświeceniowym rozumem wiary w postęp.

Zaś Duda po to pojechał do Davos, aby dać świadectwo siebie, jak jest marnym prezydentem, marnym intelektualnie i moralnie.

Miał Duda spotkać się z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Czy spotkaniem można nazwać zderzenie przy windach i zrobienie fotki, którą Kancelaria Prezydenta podpisała: „Rozmowa polityków dotyczyła współpracy gospodarczej PL i USA – szczególnie w obszarze energetyki oraz inwestycji amerykańskich firm w Polsce”.

Nie ma informacji, czy winda jechała do góry, czy na dół? Ba, internauci głęboko zastanawiają się, czy Trump zdążał do WC, czy z niego wracał. A wiedza ta jest o tyle nierozstrzygnięta, iż Trump i jego administracja chwalą się każdym tchnieniem swego prezydenta. On sam zresztą przepada za pisaniem różnych myśli własnych na Twitterze, które niekiedy kasuje.

Wiemy za to, że Trump spotkał się z prezydentem Rwandy, bo tym się pochwalił i zaprezentował fotografie delegatów i stołów, a o Dudzie zapomniał. Może być tak, że poproszony o „słitfocię” przez Dudę nie skojarzył, kto to zacz, bo miał ciśnienie na pęcherz. W każdym razie na polskim Twitterze toczy się spór, przed wizytą w WC, czy po.

Ba, szef gabinetu Dudy Krzysztof Szczerski ogłosił: – „Mamy dzisiaj polsko-amerykański dzień”. Dlaczego nie dodał Szczerski, iż „dzień przy windzie”? Swego czasu ten sam człowiek Dudy ogłosił, iż w siedzibie ONZ Duda spotkał się z Barackiem Obamą trzy razy, a potem okazało się, że nie powiedzieli w swoim kierunku ani razu „Hello”.

Nawet w krainie Niziołków pchła nie uchodzi za coś więcej, acz tu i tu jest równie dokuczliwa. Inną marność – intelektualną – Duda zaprezentował, stwierdzając, iż „stanowisko przyjęte przez Komisję Europejską w sprawie reform polskiego sądownictwa było całkowicie jednostronne; moim zdaniem to efekt dezinformacji ze strony opozycji”. To znaczy, że Jean-Claude Juncker czy też Frans Timmerman nie mają pojęcia, czym jest niezależność sądownictwa, ani jakie są standardy demokratyczne. Innymi słowy, politycy starych europejskich demokracji nie mają pojęcia o trójpodziale władzy wg Monteskiusza.

To jest jakość polskiej polityki uprawianej na zewnątrz. W ten sposób niczego się nie załatwi, ani poprzez złapanie kogokolwiek w drodze do windy, ani poprzez zwalanie swojej impotencji na poprzedników, ani użalanie się, że nas nie rozumieją.

O polskich politykach coraz trudniej napisać cokolwiek dobrego i bynajmniej nie jest to złośliwość, acz chciałbym być ironicznym – we wspomnianym arcydziele niemiecki pisarz pisał: „Złośliwość to najskuteczniejsza broń rozsądku przeciwko mocom mroków i brzydoty. Złośliwość to duch krytyki, a krytyka rodzi postęp i uświadomienie”.

Hans Castorp pojechał do Davos do swego chorego przyjaciela, Dudy z małości nie wyleczy już nic. Polska musi się z takich Dudów sama wyleczyć, bo źle jako społeczeństwo i państwo skończymy. Prezydent RP winę zwala na innych, wyrażając zgodę na krach demokracji w naszym kraju. Mam nadzieję, że kiedyś za to odpowie przed niezależnym prawem.

I JAK TO SIĘ NIE ŚMIAĆ Z ABSURDU PAŃSTWA PiS?

Antysemityzm – kolejny problem wizerunkowy władzy PiS

Antysemityzm ma jednoznaczną wykładnię, jest po prostu wrogim uprzedzeniem do narodu żydowskiego, dyskryminującym go. W okresie międzywojennym antysemityzm w Polsce był równie silny, jak w Niemczech.

Niemiecki faszyzm na antysemityzmie zbudował swoją ideologię, która to doprowadziła do Zagłady (Holocaustu) narodu żydowskiego. Niemcy zaś potrafili wykorzystać polski nacjonalizm podczas okupacji, co skutkowało Jedwabnem i powszechnym szmalcownictwem.

Powszechnym – to należy podkreślać. Bohaterscy jesteśmy na papierze i w gębie. Acz nasze Państwo Podziemne było najsilniejsze w okupowanej Europie.

W kraju po wojnie Żydów praktycznie już nie było. Pozostały mity endeckie i na nich dalej budowano antysemityzm bez Żydów. Sprawowano w ten sposób rząd dusz poprzez podział, pogardę, nienawiść. Jarosław Kaczyński nie jest żadnym nowatorem tego rodzaju uprawiania polityki, on jest tylko pojętnym uczniem.

W okresie stalinizmu krzewiono mit żydokomuny, którego echa do dzisiaj odżywają w obozie narodowców, oto treść dzisiejszego tweetu Rafała Ziemkiewicz: „Jeśli żydowscy szowiniści naprawdę chcą tej licytacji, przypomnę, że i my mamy takie Jad-Waszem, gdzie ma swoje drzewko każdy Żyd, który pomógł Polakowi w czasach stalinizmu, gdy byli oni w PL tak wpływowi i mieli taki wpływ na aparat przemocy. Nazywa się ono Pustynia Błędowska” (pisownia oryginalna).

Nieliczni Żydzi w Polsce zostali niemal doszczętnie wypędzeni po wydarzeniach Marca 68, bo komuchom opłacało się jeszcze raz zastosować pogardę. Niezawodna to metoda, zawsze można liczyć na szmalcowników i ich hasełka. Zaliczam do nich określenia o gorszym sorcie, kanaliach i mordach zdradzieckich wygłaszane z trybuny sejmowej.

To jest owo źródło, z którego wypływa także antysemityzm. W Polsce nie ma Żydów, więc antysemityzm zastąpiony został antyislamskością, a także stygmatyzowaniem lewackością. Tak wygląda zabieg pogardy, aby sprawować rząd dusz.

Nie można więc zbytnio się dziwić, że w TVP Info doszło do wystąpienia zaproszonego antysemity i publikacji antysemickich wpisów z internetu w programie poświęconym obozowi zagłady Auschwitz-Birkenau. Pogarda to broń, która wśród rodaków cieszy się szczególnym wzięciem. Autor programu telewizyjnego Jacek Łęski tłumaczy się, że zawiodła maszyna zatwierdzająca tweety. Kolejne wmawianie ciemnemu ludowi kitu, grafiki w telewizji na montażu zatwierdza człowiek. Zawiódł więc człowiek, a w zasadzie upublicznił się antysemityzm autorów programu i niektórych zaproszonych gości.

Podobnie rzecz ma się z nowelizacją ustawy o IPN, w którą wpisane zostało ściganie za słowa o polskich obozach zagłady. Prześmieszna to sytuacja, bo ktokolwiek pisze o Oświęcimiu, czy innych obozach, nie popełni błędu, aby przypisywać Polakom zbrodnię przeciw ludzkości, Holocaustu. Cel ustawy jest inny, mianowicie: wymazywanie z polskiej historii naszych ciemnych stron pod pozorami ochrony dobrej opinii o Polsce i Polakach.

Ustawa o IPN została skrytykowana przez rząd Izraela, a premier Beniamin Netanjahu domaga się interwencji Mateusza Morawieckiego. Stan mentalny rządzących mamy na niziutkim poziomie, minister edukacji Anna Zalewska nie wie, kto odpowiada za mord w Jedwabnem i za pogrom kielecki. Właśnie o to chodzi, aby młodzież nie miała pojęcia o polskiej historii. Identycznie nauczano historii w komunie.

Po materiale TVN o rozpleniającym się faszyzmie i rozmywaniu problemu przez PiS (referat ministra Joachima Brudzińskiego w czasie debaty sejmowej), wyłazi na wierzch bliźniaczy problem, jaki ma obecna władza: antysemityzm. PiS usilnie pracuje nad złą opinią o Polsce i Polakach.

Władza, która buduje poparcie na nienawiści do wszystkiego, co nie jest nią samą, nie może oczekiwać, że wolny świat będzie milczeć. Polska nie wstaje z kolan. Polska upada. Antysemiccy nacjonaliści nie ratują kraju, wręcz przeciwnie – niszczą go. Demokraci od prawa do lewa muszą ich zatrzymać.

WYGLĄDA NA TO, ŻE ŻADNE 500+ JUŻ IM NIE POMOŻE. Czekajmy cierpliwie. Niech pozamykają wszystko w niedziele. Niech się jeden Duda z drugim cieszą. Na wyborach Polacy wam podziękują.

Cuda Tadeusza Rydzyka

Tadeusz Rydzyk dokonuje cudów, nie wstydźmy się tego słowa. Cud jest zjawiskiem zachodzącym wbrew prawom fizycznym, a redemptorysta dorzuca do niego inne korzenie cudów jako zjawiska wbrew socjologicznym uwarunkowaniom, a nawet wbrew rozumowi. Cuda w wydaniu Rydzyka mieszczą się w idiomie: „to się w głowie nie mieści”.

Brakuje Rydzykowi dwóch limuzyn? Bierze ojciec dyrektor jakieś narzędzie do szacher-macher, pokręci nim jak różdżką w swych dłoniach i z filmowej mgły cudowności wyłazi bezdomny, wręcza redemptoryście kluczyki do dwóch limuzyn, które zakupił po innym cudzie, wygranej w totolotka.

Identycznie Rydzyk postępuje jako biznesmen. Dokonuje szacher-macher wbrew prawom ekonomicznym. Aby zostać przedsiębiorcą, trzeba zainwestować w interes z własnej kieszeni bądź z pożyczki, a następnie ciężko pracować, aby przynosił zyski. Te prawa nie działają u Rydzyka. On ma tylko pomysł, jak ciągnąć zyski, czyli przystępuje do fazy ostatniej, która jest związana ze szmalem.

Rydzyk nie ma pieniędzy, bo jest biednym zakonnikiem, ale ma pomysł na wody geotermalne. Więc ojciec dyrektor bierze różdżkę do szacher-macher, stawia przed sobą rządzących polityków PiS, wygłasza swoje zaklęcia, po czym płynie w kierunku Rydzyka strużka szmalu. A tam strużka – struga, rzeka milionów, dziesiątek i setek milionów złotych.

Na inwestycję geotermalną wg biznesplanu potrzeba było Rydzykowi 40,3 mln zł, a do tej pory dostał w sumie ten cudotwórca blisko 58 mln zł. Skąd ta różnica?  Rydzyk dostał więcej niż potrzebował. Ano, taki jest rozkurz przy działaniu cudu.

Tak więc Rydzyk z niczego będzie miał świetną inwestycję, która przyniesie mu kilkadziesiąt milionów złotych zysku rocznie od mieszkańców Torunia, bo ich mieszkania będą ogrzewane wodami z czeluści ziemi.

Jedni chodzą po wodzie, pamięta o tym cała ludzkość, a Rydzyk ma o wiele szerszy wachlarz cudów, wiedzą o tym tylko Polacy. Tacy jesteśmy szczęściarze, wśród nas jest cudotwórca od szacher-macher.

.: Nim minie kadencja to PiS będzie kochany tylko w jednym miejscu – NA KREMLU!

Reklamy

A TYMCZASEM W TORUNIU

Pięć zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Pokłosie kanalii i mord zdradzieckich

Faszyzacja życia publicznego zabrnęła za daleko.

Zdziwieni, że neonaziści nawoływali do zabicia Donalda Tuska? Dziennikarze TVN w słynnym już reportażu „Superwizjera” pominęli fragment nawołujący do mordu, jak i inne drastyczne momenty z okolic skrajnej prawicy.

Czym ten fragment różni się od ciągania szefa Rady Europejskiej po prokuraturach, które to odbywają się na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego? Przecież takie nazistowskie matołki mogą sobie pomyśleć, że odwalą mokrą robotę – i im się jakoś upiecze. Prezes zrozumie? Wszak w czerwcu ubiegłego roku po skopaniu w Radomiu uczestnika protestu KOD przez nacjonalistów z Młodzieży Wszechpolskiej, mogli usłyszeć z ust rzeczniczki partii Kaczyńskiego Beaty Mazurek usprawiedliwienie: – „Każda akcja wywołuje określoną reakcję. To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca. Ale też ich rozumiem”.

Nie bądźmy więc zdziwieni, że w sobotę doszło do zdarzenia w Gdańsku Oliwie, gdy czwórka nastolatków – dwie dziewczyny i dwóch chłopaków – po imprezie poświęconej walce m.in. z rasizmem i homofobią – zostało zaatakowanych przez kilkunastu ludzi ubranych na czarno. Pobici zostali pałkami teleskopowymi, usłyszeli od trójmiejskich nazioli: „Klepać mordy je***ym lewakom” i że „Je***ych lewaków trzeba zniszczyć!”. Może tym razem z ust Mazurek czy innego prominentnego polityka PiS nie wydobędzie się „też ich rozumiem”, ale wiedzą, że mają ciche przyzwolenie, którego zaznali przez dwa lata rządów PiS.

Faszyzacja życia publicznego zabrnęła za daleko, a administracja pisowska nie jest w stanie tego cofnąć z wielu zasadniczych powodów. Jeszcze niedawno podstawiali autokary członkom ONR na listopadowy Marsz Niepodległości (przykład Poznania i posła PiS B. Wróblewskiego). Na razie szykanowani są protestujący przeciw marszom faszystów, spraw w sądach w całym kraju odbywa się kilkaset.

Jednym z widocznych elementów faszyzacji jest goebbelszczyzna, która wydobywa się z mediów narodowych. Zakłamanie na każdym kroku i w każdym niemal słowie. Nawet starano się wrobić w to Tuska, publikując zdjęcie z jego spotkania w Sejmie. Na pierwszym planie był ówczesny premier i antysemita (ten od spalenia kukły Żyda) Rybak. Niestety, szybko wydało się, że ten ostatni dostał zaproszenie od posła PiS.

To jest nieodzowny element faszyzacji naszego życia społecznego. Zakłamywać niczym Goebbels, powtarzać fałsze, manipulować, bredzić. Zawsze coś się przyklei. Wspaniale wychwycił ten element Brytyjczyk Ben Stanley, wszak pochodzi z kraju Monty Pythona. Oto opublikował cztery portrety komentatorów z programu TVP Info „Minęła dwudziesta”. Brytyjczyk pyta, czy to, co widzi, to aby na pewno program publicystyczny w telewizji publicznej, czy raczej część gry komputerowej. Faktycznie! – w języku kolokwialnym można określić, iż to mordy zakazane z jakiejś gry grozy.

Acz wolę opisy niegdyś słynnego psychiatry, antropologa i kryminologa włoskiego Cesare Lombroso, który typ przestępcy wiązał z jego facjatą. Lombroso często nie mylił się, dzisiaj jednak są subtelniejsze narzędzia opisujące wszelkich przestępców i dewiantów. Niemniej gdyby w mroku spotkać te cztery twarze z „Minęła dwudziesta”, co bardziej wrażliwsi mogliby się przestraszyć.

Zmierzam do stwierdzenia, iż polska rzeczywistość jest chora i nie łudźmy się, aby samoistnie miała się poprawić. Mentalności nie można zmienić, można zmienić tylko rządzących. Któregoś dnia pęknie ten wrzód, nieczystości pisowskiego fałszu zaleją nas. Oby nie była to krew, oby nie urzeczywistniły się zawołania „zabić Tuska”, „klepać mordy je***ym lewakom”. To, co się dzieje to pokłosie słynnych słów o kanaliach i mordach zdradzieckich.

W MOMENCIE, KIEDY PROKURATURA UMARZA ŚLEDZTWO PRZECIW NAZIOLOWI Z „DUMY I NOWOCZESNOŚCI”, POLACY ŻĄDAJĄ, ABY PREMIER I POLSKI RZĄD SZYBKO WYJAŚNILI SPRAWĘ GRÓŹB KARALNYCH POD ADRESEM Nie chcemy Polski, w której partia rządząca toleruje nazistów!

Pedagogika bezwstydu PiS

Mamy do czynienia z fałszowaniem historii, zakłamywaniem podstawowych wartości i pojęć.

Mateusz Morawiecki uznał, że takie organizacje jak „Duma i Nowoczesność” powinny być zdelegalizowane. Ale nie zająknął się, że ta organizacja „patriotycznie” maszerowała w tzw. Marszu Niepodległości, na którym współmaszerował tatuś premiera, Kornel Morawiecki. Morawiecki nie zająknął się na temat prokuratorów, którzy umarzali śledztwa w sprawie swastyk i którzy żądali łagodzenia kar dla antysemitów, jak dla słynnego Piotra Rybaka.

Naprawdę współczuję Morawieckiemu. Ileż trzeba mieć w sobie zaparcia, aby wcześniej nie reagować na faszyzującą rzeczywistość, a gdy już ona wyjdzie jak szydło z worka, reagować poniewczasie – i nie wstydzić się. To nie Beata Szydło była przysłowiowym szydłem PiS, bo ona jest wsobna, prowincjonalna. To Morawiecki – mający pretensje do światowości – jest znamiennym szydłem PiS, które z niego wychodzi wszystkimi krętactwami, wszystkimi szwami, porami.

Za Morawieckiego Polska zapłaci więcej niż za Szydło. Morawiecki to ktoś nieoryginalny, ktoś jak etykieta zastępcza, reaguje po czasie, gdy już się wyda, gdy wylezie szydło z worka. On jest nawet taki biograficznie. Wszak jego ojciec Kornel był w Solidarności odpowiednikiem Leppera, Tymińskiego. Kiedyś takie zjawiska można było tolerować wzruszając ramionami. Dzisiaj takie etykiety zastępcze, takie szydła z worka, jak Morawiecki, rządzą.

Zawsze płaci się wysokie ceny za uchylanie, to jest oprocentowanie za zaniechanie, za nierzeczywistość, za pozór, za drugo- i trzeciorzędność. A z tym mamy do czynienia w wypadku Morawieckiego. Polska pisowska jest niepoważna, bo jest sfałszowana w każdym elemencie, nawet w elemencie „polskim”.

Oto najświeższy przykład. Na Światowym Forum Ekonomicznym w szwajcarskim Davos Polskę reprezentują Andrzej Duda i Morawiecki. Lecz o rzeczywiste polskie interesy, o nasze wartości, o naszą pamięć narodową dbają inni, a nie politycy syndromu „szydło” – wspomniani Duda i Morawiecki.

Każdy z uczestników forum w Szwajcarii dostaje za darmo egzemplarz amerykańskiego dziennika „The Wall Street Journal”, w którym na pierwszej stronie Morawiecki wraz z Dudą mogą w tytule przeczytać „Polska wymazuje historyczną rolę Lecha Wałęsy”.

Polskim „szydłom” WSJ przypomina: – „Rewolucja, której przewodził Wałęsa w 1989 roku otworzyła drogę do zjednoczenia większości Europy pod sztandarami liberalnej demokracji i poszerzenia Unii Europejskiej. Wałęsa jest sukcesywnie wymazywany z historii przez rządzącą w Polsce partię PiS, która próbuje przemodelować demokrację, którą Wałęsa pomagał budować”.

Amerykański dziennik przypomina „szydłom” Dudzie i Morawieckiemu, iż Polska przez niemal trzy dekady była wzorem dążenia do państwa zachodniego, ale teraz za sprawą PiS „tworzy nowy rodzaj demokracji, zgodny z populistyczną, nacjonalistyczną wizją”.

Jakiż muszą odczuwać wstyd Morawiecki i Duda? Prawda? Ale my odczuwamy większy wstyd za tych „szydłów”. Odczuwamy wstyd za ich bezwstyd. Za ich pedagogikę bezwstydu, bo tym jest fałszowanie historii, zakłamywanie podstawowych wartości i pojęć. Na każdym kroku z polityków PiS wychodzi szydło z worka fałszu.

TO SIĘ NAZYWA PAŃSTWO TEORETYCZNE. Dołóżcie do tego umorzenie sprawy naziola z „Dumy i Nowoczesności” i mamy pełen obraz Polski po „dobrej zmianie”.

Brudziński relatywizuje faszyzm

Reakcja obecnych władz na reportaż TVN o polskich faszystach powinna co najmniej zastanawiać. Przede wszystkim stosowane jest rozróżnienie między nazistami a neonazistami. Czyżby chodziło o to, że naziści wymarli, a neonaziści żyją?

Nie! Ideologia faszystowska stawia naród ponad obywatela, społeczeństwo i prawo, niezależnie od tego, czy jej wyznawcy pomarli, czy się odrodzili. Faszyzm w II RP był całkiem silny, czemu sprzyjała sanacja. Był tak samo hurrapatriotyczny, jak dzisiaj na tzw. Marszu Niepodległości. Tylko ślepcy nie chcieli widzieć, iż w gruncie rzeczy naziści maskowali się za narodowcami, którzy wyznają miękką formę nacjonalistyczną.

W atmosferze roztaczanej przez PiS nazizm ma się dobrze, a reportaż TVN odkrywa tylko wierzchołek góry lodowej. Jak zareaguje policja, prokuratura? Oczywiście tak samo, jak poprzednio, gdy Mariusz Błaszczak w tzw. Marszu Niepodleglości dopatrzył się tylko „patriotycznych” flag biało-czerwonych.

MSW opublikowało na Twitterze komunikat: „Szef MSWiA podkreślił, że w Polsce nie ma przyzwolenia na propagowanie faszystowskiego, komunistycznego lub innego totalitarnego ustroju państwa. Nie ma również zgody na pojawianie się w przestrzeni publicznej symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”.

Czyżby TVN zrobiła dwa reportaże, drugi był o neokomunistach, którzy admirowali siebie nawzajem „tawariszczami” przy portretach Stalina, Lenina i Dzierżyńskiego? Nie!

PiS stosuje relatywizm, aby osłabić siłę reportażu TVN, by chronić polskich nazistów, dla których tymczasem szuka się usprawiedliwiających narracji, iż „potępiają, ale rozumieją”. Tak konstruowana jest pożywka dla nazistów i mrugnięcie do nich, taką „linię obrony” proponuje Joachim Brudziński.

Wszak naziole – wśród nich ci, którzy wieszali portrety eurodeputowanych na rynku w Katowicach – mogą posłużyć się obroną czysto pisowską („Platforma przez 8 lat… ble, ble, ble…”), iż komuniści powołują się na Marksa, cytują go, publikują artykuły, a nawet mają partie, w tym komunizującą Partię Razem.

Karola Marksa można nie lubić, ale trzeba znać, jeżeli ma się ambicje intelektualne, tak samo jak chętnie cytowanego przez niemieckich faszystów Fryderyka Nietzsche. To są jedni z najważniejszych filozofów dla kultury zachodniej.

Podobny w treści tweet jak MSWiA opublikował Mateusz Morawiecki („Propagowanie faszyzmu lub innych totalitaryzmów jest nie tylko niezgodne z polskim prawem. Jest przede wszystkim deptaniem pamięci naszych przodków i ich bohaterskiego wysiłku walki o Polskę sprawiedliwą i wolną od nienawiści. Nie ma przyzwolenia na tego typu zachowania i symbole”) – i to mnie martwi.

Premier ucieka się także do relatywizmu („innych totalitaryzmów”), rozmywa problem, zaciemnia go, a to wróży, że PiS nie chce i nie w ich interesie jest rozprawa z faszyzmem (neonazizmem), który rozlewa się na polski ulice szeroką strugą. Nie bez znaczenia dla Mateusza Morawieckiego jest to, że jego ojciec Kornel Morawiecki dziarsko maszerował w tzw. Marszu Niepodległości.

TO NIE SĄ ŻARTY. Nie będzie drugiej Barbary Blidy! Nie będzie PiS aresztował i skazywał w fikcyjnych procesach działaczy opozycji. Internauci nie będą obojętni. Jeśli ludzie Ziobry zaczną, wywołają wojnę w sieci!

Za Macierewiczem Szwejki sznurem

Nie trzeba wielkiej przenikliwości, aby stwierdzić, iż dymisja Antoniego Macierewicza nawet w PiS przyjęta została z ulgą. Były minister szkodził obronności Polski, można mniemać – świetnie to zostało zebrane w książce Tomasza Piątka – iż interes ojczyzny nie jest dla niego najważniejszy.

Nie zaskakują także informacje podane przez Wojciecha Czuchnowskiego w „Wyborczej”. Były minister ze swoim swoiście dobranym personelem w MON szukali kwitów ubeckich i wyprodukowanych przez niemieckie Stasi na Mateusza Morawieckiego, gdyż mieli świadomość, że nie przystają do zmienianego kierunku polityki PiS.

Z ulgą odetchnęli po dymisji Macierewicza nasi sojusznicy w NATO, zarówno Amerykanie, jak pozostali, którzy unikali Macierewicza w kontaktach służbowych, bo nie wywiązywał się z zobowiązań. Interweniowała nawet Kwatera Główna NATO, by zażegnać konflikt Dudy z Macierewiczem.

Opinia publiczna zapamięta jednak na długo nazwiska ponurych i karykaturalnych postaci Misiewicza, Berczyńskiego, Cenckiewicza, Jannigera, Bączka i Głąba. To są fatalne 2 lata dla polskiej armii!

W imię jakich interesów Macierewicz pozbył się kadry generalskiej – gen. Różanski, Gocuł, Pytel i inni – mającej świetną markę w NATO – i czy ci dowódcy wrócą, bo są w sile wieku zawodowego?

Elity nie powinny podlegać wymianie, bo to jest samoistny proces emancypacyjny. Jeżeli wnika się w nie narzędziami politycznymi, skutek zawsze jest zawsze taki sam, jak w prawie Kopernika-Greshama: „gorszy pieniądz wypiera lepszy”.

Taką „gorszość” wprowadził w kadrach armii Macierewicz, a nawet wprowadził „gorszość” formacyjną – prześmieszne Wojska Obrony Terytorialnej zostały zrównane z zawodowym Wojskiem Polskim. Coś z tym trzeba będzie zrobić. Najprościej byłoby rozformować WOT.

Nowy minister obrony Mariusz Błaszczak szybko czyści złogi po Macierewiczu. Odchodzą w ekspresowym tempie wiceministrowie, w tym ten „słynny” od widelców – Bartosz Kownacki, który obok Misiewicza jest znamienny dla groteski tworzonej przez byłego ministra.

Macierewicz jednak gdzieś za kulisami zostaje, bo trzyma w szachu Kaczyńskiego tematem „zbrodni smoleńskiej”. Stoi na czele podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej. Ostatnią jego decyzją jako ministra było przyznanie szefowi podkomisji limuzyny służbowej i ochrony, czyli sobie.

„Za mundurem panny sznurem” – można strawestować: za Macierewiczem jego Szwejki (Misiewicze, Kownackie etc.) sznurem wyprowadzani na śmietnik historii, którzy jak karaczany, prusaki i inne wstrętne owady zamieszkały w naszym domu: Polska.

TO WSTYD, ŻE TAKIE SYTUACJE MAJĄ TERAZ W POLSCE MIEJSCE. Razem z rządem pis przyszedł rasizm, faszyzm i nienawiść. Nie taka miała być Polska po „dobrej zmianie”. WSTYD NAM ZA PAŃSTWO PiS.

Stanisław Karczewski jak Felicjan Dulski

Felicjan Dulski był tak wsobnym, patriotycznym człowiekiem, że spacer na Kopiec Kościuszki odbywał w swoim pokoju. Kolejne okrążenia wokół stołu i mebli były informacją, ile ma jeszcze do Kopca, ewentualnie: ile mu zostało do domu.

To się nazywa dyskrecja – Dulski żadnych brudów nie wynosił poza dom, nawet jeżeli Kraków traktował jako małą ojczyznę. Odtwarzać Dulskiego nie jest wielkim aktorstwem, gdyż wygłasza tylko jedną kwestię: „A niech was wszyscy diabli!”

Takim Dulskim jest marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Co prawda raz wyskoczył na Kopiec Kościuszki, którym był dla niego Mińsk, gdzie spotkał się z satrapą Łukaszenką i z miejsca swą dulszczyzną oświadczył, iż ten jest „ciepłym człowiekiem”. Mniemać należy, iż dojrzał w białoruskim dzierżymordzie prezesa Kaczyńskiego, podobną darząc atencją.

Karczewski więcej mówi niż Felicjan Dulski, jest esencją dulszczyzny, zakłamania, polskiej prowincjonalnej duszności, kołtunem, co się zowie. Odtwarzać rolę Karczewskiego może każdy polityk PiS, jest łatwa w swym przesłaniu, nie wymaga żadnej samodzielności, kreatywności, głębi.

Karczewski poparł Ryszarda Czarneckiego, który określił europosłankę Platformy Obywatelskiej Różę Thun „szmalcownikiem”. Dulski zaapelował do Thun, aby zrezygnowała z polityki. To jest zakłamanie. Brudy są dziełem zbiorowym polityków PiS, są widziane w całej Europie i postponowane, na tym traci Polska. Dlaczego jeszcze miałyby być zakłamywane przez polityków opozycji? Róża Thun nazwała po imieniu antypolskie efekty polityki PiS, przynoszące naszemu krajowi ujmę, przynoszące wstyd.

Kołtun Karczewski ma oczekiwania, że inni będą wyznawać taką dulszczyznę jak on. Ktoś taki jak Karczewski powinien ustąpić ze stanowiska, marszałek Senatu nie może być kołtunem. Marszałek jest funkcją dla szlachetnego człowieka, a nie dla stłamszonego Dulskiego, panie Felicjanie Karczewski!

HOJNOŚĆ BEZDOMNYCH NIE ZNA GRANIC

No, Krycha jak malowana. 😎

WEDŁUG NAS – TEKST DNIA. BRAWO Nikt tego lepiej nie ujął.

Nowoczesna chce ukarania Pawłowicz za jej skandaliczny wpis

W sieci trwa akcja zablokowania Krystynie Pawłowicz dostępu do Facebooka po jej wpisie po samobójczej śmierci 14-letniego chłopca. Był prześladowany przez kolegów, którzy twierdzili, że jest homoseksualistą. Pod apelem o zablokowanie Pawłowicz podpisało się ponad 20 tys. osób.

Tymczasem Nowoczesna złożyła w sprawie tego wpisu Pawłowicz wniosek do sejmowej komisji etyki o jej ukaranie. Posłanka PiS w sobotę napisała na Facebooku: – „Liberalno-lewackie środowiska najpierw propagują wśród dzieci i młodzieży podatnych na różne niestandardowe zachowania – nienaturalne postawy i relacje, a potem, gdy te zaburzone zachowania są przez rówieśników brutalnie wytykane i w skrajnych sytuacjach kończą się tragicznie, to lewaccy ideolodzy patologii obyczajowych odwracają kota ogonem i fałszywie, bezczelnie lamentują nad +morderczą nietolerancją+ rówieśników. Nie siejcie patologii, nie będzie jej śmiertelnego żniwa. Nie demoralizujcie dzieci i młodzieży, dajcie im w spokoju, zgodnie z naturą przeżyć ich dzieciństwo i młodość”.

Posłowie Nowoczesnej ocenili, że wpis Pawłowicz miał formę napastliwą i agresywną wobec osób o orientacji homoseksualnej, jak również wobec środowisk broniących praw takich osób. Jak podkreślili, wpisuje się on w postawę szerzenia nienawiści do osób homoseksualnych. Według Nowoczesnej, Pawłowicz nie zachowała wysokich standardów etycznych, językowych i kulturowych, a jej wpis przyczynia się do brutalizacji języka debaty publicznej.

Joanna Scheuring-Wielgus powiedziała: – „To jest ostatni raz, kiedy wymieniamy imię i nazwisko tej posłanki”. Nowoczesna domaga się również, aby PiS odcięło się od wypowiedzi Pawłowicz, ponieważ – jak tłumaczyła Scheuring-Wielgus – brak reakcji na jej wpis wskazuje, że stanowisko posłanki jest stanowiskiem całego Prawa i Sprawiedliwości.

Wcześniej podobny wniosek złożyła Platforma Obywatelska. Pawłowicz, pytana wówczas przez PAP o wniosek PO w jej sprawie odparła: – „Ja się nie przejmuję”. Podkreśliła, że jej sobotni wpis był „oczywisty i prawdziwy”.

NO I CO WY NA TO?????

Waldemar Mystkowski pisze o Misiewiczach PiS, w tym o Brudzińskim.

Misiewicz Brudziński i jego prostacka wizja historii

Prostactwo PiS –  tych Misiewiczów – ma się coraz lepiej, a Polsce jest coraz gorzej.

Problem z Jarosławem Kaczyńskim i jego partią zasadza się na tym, że nie powinni nigdy zaistnieć w polityce. Bliźniacy z Żoliborza zaistnieli dzięki Lechowi Wałęsie, wcześniej byli znani z tego, że nie byli znani. Wałęsa dla własnych potrzeb wyciągnął ich za uszy, chciał mieć swoje zaplecze – konkurencyjne do takich tuzów osobowościowych, jak Bronisław Geremek, Adam Michnik czy Tadeusz Mazowiecki.

Tak wyciągnięty za uszy – króliczek Wałęsy – Jarosław Kaczyński od razu nabrał ambicji. Nie miał żony, nie miał domu, bo mamusiny to nie dom stworzony własnymi rękoma – więc musiało mu pójść w jakieś ambicje, w jakieś uszy.

Kaczyńskiego uszami – wobec braku ogólnych – stała się polityka. Nie potrzeba mieć specjalnych walorów osobowościowych, wiedzy szczególnej i ogólnej, ale można nauczyć się knuć w polityce.
Kaczyński niczego nie stworzył, zawsze pasożytował, acz wiedział, aby rosnąć w siłę, potrzebny do tego jest coraz większy organizm – najpierw partia (jak jedna upadnie, zakłada się drugą), a najlepszy do pasożytowania jest organizm największy – państwo, Polska.

Właśnie widzimy to stadium ostatnie. Prezes PiS Kaczyński jest pre-figurą Misiewicza, jest pre-Misiewiczem. Rok 1989 roku dla Misiewiczów jak Kaczyński był zaczątkiem idealnym, wszystko się zawaliło. Organizm Polski można było zacząć pacyfikować, zawłaszczać.

Wcale nie przesadzam z opisem prezesa PiS, jego odpowiednikami w literaturze są grafomani. Ci piszą z powołania, mają łatwość pisania, piszą, co im ślina na język przyniesie. Kaczyńskiemu ciągle na język przyniesiona jest grafomania retoryczna, taki jego pypeć. A to patriotyzm, Polska we wszelkich odmianach deklinacji i koniugacji, a jak komuś się nie spodoba – i zapyta za Juliuszem Słowackim: jaka Polska (polscy pisarze zawsze dystansowali się do takich grafomanów patriotyzmu, jak Kaczyński) – prezes PiS obrzuca wówczas swoim produktem organoleptycznym: kanaliami, gorszym sortem, mordą zdradziecką, gestapo etc.

To jest ta słynna już retoryka głoszona z taboretu na Krakowskim Przedmieściu. I tacy ludzie garną się do Kaczyńskiego. Wokół Kaczyńskiego aż się roi od ludzi bez właściwości, bez umiejętności. PiS to zbiór klonów Misiewiczów, powiększający się z chwilą dorwania się do koryta, obsiedli Polskę i na niej pasożytują.

Za dużo nie chcę pisać o prezesie Kaczyńskim, który nie „zasługuje” na większą ekspozycję narracyjną. Wspomnę o jednym Misiewiczu Kaczyńskiego, postaci bez żadnych zasług, a która sobie uwiła szczególne miejsce do pasożytowania – o Joachimie Brudzińskim.

Kto to zacz? Co onże wniósł do dobra wspólnego, oprócz trajlowania w sposób szczególnie nieprzyjemny estetycznie tych samych myśli „własnych”, które wyprodukowane zostały przez PR-owców na Nowogrodzkiej. Brudziński był łaskaw zamieścić w internecie takie oto spostrzeżenie o naszych zachodnich sąsiadach Niemcach: – „Wielu z pouczających dzisiaj w Niemczech polityków czy dziennikarzy, jak ma wyglądać w Polsce demokracja, to ich wnukowie”. Oczywiście, ten wyrób pisowski – Brudziński – nie miał na myśli Willego Brandta, Tomasza Manna czy Bertolda Brechta. Katarzyna Kolenda-Zaleska nazywa wypowiedź Brudzińskiego prostacką wizją historii. Tak! Tylko na takie prostactwo stać tego Misiewicza PiS.

Misiewicz Brudziński to taki sam spadkobierca, jak ci, których chciałby spostponować, odżegnać. Polscy nacjonaliści i faszyści w tamtym czasie lat 30-tych mieli podobną siłą w narodzie, jak naziści w Niemczech, jak dzisiaj PiS – 30 kilka procent.

Niemieckim nazistom nie było po drodze z polskimi nacjonalistami – tylko do Zaolzia. Dzisiaj podobne umizgi Misiewicze PiS robią do Marine Le Pen, do liderów niemieckiego AfD. To są te klony historyczne, które się odradzają. Prostactwo PiS –  tych Misiewiczów – ma się coraz lepiej, a Polsce jest coraz gorzej. Za długo nie potrwamy, gdy organizm Polski będzie toczyć taki liszaj, taki pasożyt, jak partia Kaczyńskiego.

1 POPRAWKA!

Nie wiemy kim jesteś, ale stałaś się hitem sieci. Wspaniałą dziewczyną, której należy się morze kliknięć!

>>>

Arcyciekawa diagnoza prof. Bohdana Góralczyka. Sami wypychamy się z Europy. Zastosowanie art. 7 bardzo blisko.

wiadomo.co >>>

„Powiatowa Szydło całkiem niedawno nie miała pojęcia, kiedy Polska weszła do UE.”

Nie akceptujemy dyktatu demokracji, rozumu. Kołtun Szydło.

Jerzy Sosnowski na Koduj24.pl pisze o pojęciu suwerena i jego uwagach.

Uwagi suwerena

Suweren w państwie demokratycznym to nie elektorat zwycięzcy w wyborach.

Powoli kończy się lato, które spędziłem z dala od telewizora, jak również z dala od Warszawy, a chwilami także z dala od Polski. O wydarzeniach społeczno-politycznych w kraju dowiadywałem się z opóźnieniem, niejako w streszczeniu. Taki sposób obserwacji życia publicznego ma swoje niemałe zalety. Sprawia mianowicie, że wypadki drobniejsze po prostu nie zaprzątają naszej uwagi, a te nieco grubsze – dostajemy w pakiecie, po dwa, po trzy. Dzięki temu angażujemy w nie mniej emocji, niż by to się działo, gdybyśmy dowiadywali się o nich pojedynczo. Poza tym bywa, że w takim pakiecie wydarzenia oświetlają się od razu nawzajem, nawzajem się interpretują.

Wracając do zwykłej aktywności publicystycznej, a jeśli trzeba będzie, to i obywatelskiej, zastanawiam się, co z minionych tygodni zapadło mi w pamięć. I wychodzi mi lista kwestii, które chciałbym podać pod rozwagę zarówno Państwu, jak… naszemu państwu. Czyli: tak moim PT Czytelnikom, jak władzom, choć te ostatnie myślą zapewne raczej, jak naszą stronę – podobnie do innych niezależnych mediów – zamknąć, niż jak znaleźć czas, by nas poczytać.

Suweren

Jeśli to słowo, które zrobiło przez ostatnie dwa lata karierę dzięki politykom PiS, potraktować serio i zgodnie ze słownikiem, to we współczesnej Polsce należę do „suwerena”, choć nie głosowałem na rządzącą obecnie partię. „Suweren” to bowiem podmiot rządów, a więc w państwie demokratycznym nie elektorat zwycięzcy w wyborach, lecz naród polityczny, w imieniu którego sprawuje władzę rząd. Innymi słowy: wśród obywateli naszego kraju nie sposób wskazać kogoś, kto by się nie składał na zbiorowe istnienie „suwerena”, z wyjątkiem oczywiście nielicznych skazanych na czasową utratę praw publicznych oraz chwilowych gości. Suweren nie może rządzić u siebie przeciw współobywatelom, gdyż rządziłby przeciwko sobie; jako się rzekło, w państwie poza „suwerenem” nikogo innego nie ma. Właśnie w związku z tym: tak długo, jak długo wspomnianych praw publicznych mi się nie odbiera, uprzejmie proszę o uwzględnienie, że „suweren” myśli TAKŻE to, co poniżej wyłożę.

Gwałt i kara śmierci

Gwałt, a może jeszcze bardziej gwałt zbiorowy, jest jedną z najokropniejszych zbrodni, myślę, że zaraz po morderstwie. W wielu krajach, nawet jeśli formalnie system prawny każe go tak właśnie traktować, istnieje skłonność do odejmowania gwałtowi tej mrocznej powagi. Ta tendencja, jak wolno chyba ufać, stopniowo się kończy: sprawcy gwałtów, tak jak mordercy, winni być przekonani o nieuchronności kary i o tym, że będzie ona bardzo surowa. Ale do tych zdań, mam nadzieję, że oczywistych, należy dołożyć dwa punkty dodatkowe. Po pierwsze: kolor skóry gwałciciela nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli ktoś w związku z tragicznym wydarzeniem w Rimini nakręca w Polsce histerię w stosunku do mieszkańców Afryki, udając, że podobnych bestialstw nie dopuszczają się również Europejczycy, w tej liczbie Polacy, to – choćby przysięgał na wszystko, że nie jest rasistą, owszem: JEST RASISTĄ. I powinien być jako taki wyłączony z życia publicznego nie przez nas, swoich politycznych przeciwników, ale przez tych, którzy go wybrali. Bo jak traktować Was z szacunkiem, jeśli tolerujecie w swoich szeregach kogoś takiego? Nawet, jeśli poniewczasie częściowo wycofał się ze swoich słów.

I po drugie: kara śmierci w Polsce, podobnie jak we wszystkich krajach Unii Europejskiej, została zniesiona w 1998 roku, a ostatecznie, tzn. również dla okresu ewentualnej wojny, w roku 2013. Mimo zrozumiałego, bo właściwego (niestety) dla homo sapiens odruchu zemsty, mimo naszej gatunkowej krwiożerczości, mimo dającej się wyjaśnić przez socjologię potrzeby unicestwienia odmieńca przez społeczność, która sobie ze sobą nie radzi – likwidacja kary śmierci była decyzją moralną. Kto na nią narzeka, może sobie nie zadawać trudu w wymyślaniu uzasadnień, gdyż po prostu daje upust temu, co w nim niższe, zwierzęce. Sprawiedliwość nie jest zemstą, a zemsta nie jest żadnym rozwiązaniem (o czym zresztą expressis verbis uczył Polaków… Mickiewicz). Wykorzystywanie tragedii turystów dla przywrócenia w Polsce kary śmierci jest kolejnym aktem czynienia z nas, Polaków, ludzi gorszych, niż możemy być.

Veto (dla zachwytów)

Oczywiście, ucieszyłem się z prezydenckiego veta wobec dwóch z licznych ustaw, które pan prezydent powinien był zawetować (a tego nie zrobił). Ale lokowanie na tej podstawie nadziei na poprawę sytuacji w Polsce właśnie w obecnym mieszkańcu Pałacu Prezydenckiego przypomina mi ironiczną tezę, pochodzącą chyba jeszcze ze starożytności, że najłatwiej zostać generałem w obozie wroga. Andrzej Duda wreszcie przyhamował z używaniem swojego długopisu i nagle mamy obrońcę ładu konstytucyjnego? Czy przypadkiem po naszej stronie konfliktu nie zaczynamy przesadzać z wielkodusznością?

Ale oczywiście sporom w obozie władzy przyglądam się, jak wszyscy, z nadzieją. I odwrotnie: w kręgu ludzi, którzy widzą jasno zagrożenia, ściągnięte na Polskę przez PiS, należałoby kłócić się jak najmniej. Krytykować, kiedy nie ma już innego wyjścia, nie wcześniej. Nie myślę o jakimś zakazie dyskusji, co byłoby okropne, ale o niezwalczaniu działań, które zostały podjęte w dobrej wierze – nawet, jeśli nie są pozbawione wad. W manifeście Kultura Niepodległa, który podpisałem wraz z innymi tysiącami sygnatariuszy, są na pewno, obok doskonałych sformułowań, zdania mniej trafne. A jednak sytuacja, w której tę inicjatywę krytykuje nie tylko Paweł Lisicki i jego towarzysze, ale również to ten, to tamten publicysta z naszego kręgu ideowego, wydaje mi się… niezręcznością. Sięgam po słowo oględne właśnie dlatego, żeby się nie kłócić.

Niemcy

Nie, no dajcie spokój. Wpływowy polityk wyskakuje nagle w 2017 roku z kwestią reparacji. Do tej pory sądziłem, że spał tylko 13 grudnia rano. Teraz okazuje się, że spał przez ostatnie pół wieku. Bo od podpisania układu Gomułka-Brandt (1970) cokolwiek się chyba wydarzyło?…

Po tym żałosnym wystąpieniu ministerstwo spraw zagranicznych starało się całą aferę wyciszyć. Szkoda byłoby o tym mówić, gdyby nie:

Powaga Polski

Przejażdżka po Europie, nawet tak skromna, jak ta, która mnie się w tym roku przydarzyła, każe z całą mocą napisać: polityka zagraniczna PiS jest przeciwskuteczna, a odmalowany przez pisowskie media obraz świata jest światem na opak. Rodacy, jak Was u licha przekonać, że czarne jest czarne? Obudźcie się, jesteście ofiarami gigantycznego, ciągnącego się już od kilkunastu miesięcy „fake-newsa”. Polska nie wstaje z kolan, tylko się izoluje, co w naszej części świata oznacza pakowanie się w łapy Rosji. Już nie pamiętacie, jak to było? Niemcy nie są narodem przebranych elegancko esesmanów, bo swoją przeszłość z mozołem przepracowali (są wyjątki, ale obłąkańców można znaleźć wszędzie). Niemcy nie są przy tym równocześnie – zresztą, jak by to było możliwe? – bezwolną ofiarą inwazji islamistów. Również Francja – nie stała się z tygodnia na tydzień wrogiem Polski, tylko nie może dogadać się z naszym rządem, ewidentnie na jego życzenie. Instytucje, które nam pomagały przez ostatnie trzy dekady (albo i dłużej), ludzie, którzy w Europie Zachodniej nam sprzyjali, patrzą na Polskę oczami okrągłymi ze zdziwienia. Jak to możliwe, że kraj najskuteczniej wychodzący z postkomunizmu teraz nagle zamienia się w coś operetkowego? Jak europejskie państwo może aż tak sobie szkodzić? – to są pytania, które Polak na Zachodzie słyszy co chwila.

Wiem oczywiście, że dla większości czytelników koduj24.pl powyższy akapit to zbiór oczywistości. Zastanówmy się może, jak skutecznie przebić się z tymi oczywistościami do ludzi, którzy nie zdają sobie z nich sprawy. Tak, zapewne nie jeżdżą za granicę i nie znają języków obcych. Ostrożnie: ani jedno, ani drugie, to nie ich wina. Owszem, poseł Kaczyński mógłby nie być dziwakiem i po świecie trochę się rozejrzeć. Ale wielu jego entuzjastów na to nie stać.

Odpowiedzialność posła

A propos: z oddalenia jeszcze lepiej widać, że jeśli kiedykolwiek ktokolwiek będzie chciał rozliczać obecne władze z działań sprzecznych z Konstytucją, jeśli kiedykolwiek ktokolwiek postawi pytanie o odpowiedzialność obecnej ekipy za obniżenie pozycji międzynarodowej Polski, jeśli ktokolwiek zacznie szukać winnych dopuszczenia do debaty postaw jawnie łamiących nasze prawo – okaże się, że jest jedna osoba z całą pewnością zupełnie niewinna. Ta osoba nazywa się Jarosław Kaczyński i nie sprawuje żadnej funkcji państwowej. Pomysłowe, choć wobec współpracowników (czy raczej podwładnych) okrutne.

Na koniec zwierzę się z pewnego lęku, który bije z zupełnie innego źródła. Otóż odnoszę wrażenie, że tego lata, gdy się wiodło „długie nocne Polaków rozmowy”, niepokojąco często pojawiało się pytanie – tak to delikatnie nazwę – o długowieczność polityków. Ja jeszcze z przygotowania do Pierwszej Komunii pamiętam, że z życzenia komuś drugiemu śmierci należy się spowiadać. Tymczasem nie da się ukryć, że pewien procent z nas zaczyna doświadczać tego rodzaju pokusy. A jakby tak…? Przecież bez niego…

Nie przeprowadziłem statystycznie ważnego sondażu, ani zresztą żadnego. Nie wierzę zresztą, by taki sondaż był do przeprowadzania: zbyt wielu ludzi zdaje sobie sprawę, że ich marzenie jest cokolwiek niestosowne. Ale w rozmowach… Przeraziło mnie, że nieomal wszystkie kończyły się tak samo. Że świat potoczyłby się lepiej, gdyby ten pan, no wiesz, sam rozumiesz, Jerzy, 67 lat to już jest poważny wiek, prawda? I choroby się zdarzają…

To moment na coś więcej, niż zacytowanie kwestii Zbigniewa Zapasiewicza z „Barw ochronnych”: „Jesteśmy przecież humanistami, nie tylko z zawodu”. To moment na powiedzenie ostro: życzenie komuś śmierci, choćby półgłosem, to igranie ze złem, które i tak w nas wszystkich tkwi. Nie dać mu wyjść na zewnątrz, to zadanie może ważniejsze, niż jakiekolwiek inne.

POLSKA PO „DOBREJ ZMIANIE”…

NO I STAŁO SIĘ. PO CHAMSKIM WYBRYKU ANTONIEGO NA WESTERPLATTE, KUKIZ SIĘ OBUDZIŁ.

Waldemar Mystkowski pisze o reparacjach wojennych, nowej błyskotce medialnej PiS, którą świeci w oczy i otumania.

Brudziński rodem z podświadomości PiS

Joachim Brudziński w „Śniadaniu w Trójce” był łaskaw powiedzieć, iż „Biuro Analiz Sejmowych przygotowuje informację, dotyczącą możliwości domagania się przez Polskę od Niemiec odszkodowań za straty wojenne”.  Reparacje za II wojnę światową będą jednym z dwóch, trzech najważniejszych elementów strategii pisowskiego wyjścia Polski z Unii Europejskiej.

Akcenty będą różnie rozkładane w zależności od sytuacji, zaś antygermańskość będzie o tyle ważna, iż izolacja Polski i pogarszająca się sytuacja gospodarki – a ten trend uruchomi się, bo Niemcy to nasz główny rynek eksportowy – muszą mieć przyczynę zła.

Za wybuch II wojny światowej odpowiadają Niemcy, a nie hitlerowskie Niemcy. Taki paradygmat wroga jest obowiązkowy w TVP. Praca nad tym ksenofobicznym genem już się rozpoczęła.

Do niedawna Jarosław Kaczyński miał wymarzonego wroga wśród niemieckich polityków, a była nim Erika Steinbach. Nazywałem ją trzecim bliźniakiem, dużo wartościowszym dla politycznych emocji prezesa PiS niż wszelacy Dornowie. Prezes nie musiał się wysilać, aby w swoim elektoracie wzbudzić negatywne emocje do Niemców.

Dzisiaj taka Steinbach przydałaby się, niestety, przeszła na emeryturę. Nic straconego, bo domaganie się reparacji wysypie Steinbachami jak grzybami po deszczu. Niemcy przejdą z pozycji adwokata emancypacji Polski na domagającego się przestrzegania prawa międzynarodowego. Wszak mogą powiedzieć: OK z reparacjami, dostaniecie je pod warunkiem, że oddacie nam zagrabione Ziemie Odzyskane. Czyli PiS idzie na handel – reparacje w zamian za jedną trzecią Polski i to tę najbogatszą, tzw. ścianę zachodnią z Wrocławiem, Szczecinem i Gdańskiem.

Reparacje to jest podświadomość PiS? Takie psychologiczne dążenie do samobójstwa, które dotyczy nie tylko persony (człowieka), ale także określonych grup z określonymi wartościami, nazywanych niekiedy sektami. Mianowicie staniemy się bogatsi o bilionową górę szmalu, a zostaniemy Polską okrojoną do Kraju Priwislańskiego. Bo nie wierzę, aby w ramach tak pojętych reparacji Ukraina zwróciła nam Lwów, Białoruś Grodno, a Litwa Wilno. Chyba, że Macierewicz ze swoimi Wojskami Obrony Terytorialnej niczym Żeligowski będzie odzyskiwał ziemie I i II Rzeczpospolitej.

Mniej więcej taki sens mają dzisiaj reparacje za II wojnę światową. PiS proponuje chaos i wodę z mózgu tym, którzy dadzą się nabrać na tę propagandę. Ale mimo to grozi nam wyjście z Unii Europejskiej i to jest ta konsekwencja podświadomości PiS.

A WIĘC JUŻ WIADOMO ILE PROCENT STANOWI TZW. BETON

Zibi znany jest z tego, że na TT potrafi wbić „szpilę”. Tym razem zgasił Rysia Cz. SZACUNEK DLA BOŃKA!

>>>

MA RACJĘ SZUBARTOWICZ. OHYDA.

772 POLICJANTÓW PILNUJE KAŻDEJ Z PiS-OWSKICH MIESIĘCZNIC. KOSZT: 150 TYS. ZŁ X 12 M-CY TAK BARDZO BOJĄ SIĘ POLAKÓW?

Niedługo Polska będzie państwem bezprawia. Pisze o tym Łukasz Woźnicki („Wyborcza”). Jeśli PiS wprowadzi swój plan w życie, jeszcze w tym roku stanowiska stracą prezesi sądów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych w całym kraju. Zastąpią ich zaufani sędziowie wskazani przez Zbigniewa Ziobrę. I przeprowadzą kolejną czystkę.

Posłowie PiS złożyli w Sejmie projekt reformy prawa o ustroju sądów powszechnych, nazywanego „konstytucją sądów”. Szeroki zakres zmian wskazuje, że przepisy powstały w Ministerstwie Sprawiedliwości, chociaż projekt został złożony jako poselski. PiS chce, aby ustawa weszła w życie już 1 lipca 2017 r. Partia sięga po szybszą, poselską ścieżkę legislacyjną, by uniknąć obowiązku konsultacji międzyresortowych i publicznych. W ten sposób procedowany będzie projekt, który zmieni obraz całego polskiego sądownictwa.
– Ten projekt oznacza pełne przejście na tryb ręcznego sterowania przez ministra Ziobrę. Tu już nikt nie bawi się w pozory. Żadnego trójpodziału władzy w Polsce nie będzie. Będzie jednowładztwo – mówi „Wyborczej” sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Sędziowie z Iustitii przeanalizowali projekt posłów PiS. Oto najważniejsze zagrożenia, jakie niesie.

1. Czystka w sądach

W ciągu pół roku od wejścia w życie przepisów minister sprawiedliwości będzie mógł odwołać wszystkich prezesów i wiceprezesów sądów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych w całej Polsce. Żadne wymogi dotyczące odwołania nie będą go w tym czasie obowiązywały.

Odwołani zostaną także sędziowie funkcyjni. Nowi prezesi sądów, powołani przez ministra Ziobrę, dostaną sześć miesięcy na przegląd stanowisk funkcyjnych w sądach i prawo do wymiany wszystkich wizytatorów, przewodniczących wydziałów i ich zastępców.

– Odwołanie wszystkich prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych to rzecz bez precedensu. Mówimy tu o kilkuset osobach. A po odwołaniu wszystkich sędziów funkcyjnych liczba odwołanych może się zamknąć w kilku tysiącach. To pokazuje, do czego zmierza ten projekt – do całkowitej dominacji ministra Ziobry – mówi sędzia Krystian Markiewicz, prezes Iustitii.

2. Zaufani Ziobry prezesami i wiceprezesami

Minister sprawiedliwości powoła nowych prezesów sądów apelacyjnych, okręgowych i rejonowych. Nie będzie przy tym musiał zasięgnąć opinii zgromadzeń ogólnych sędziów poszczególnych sądów. Dziś taka opinia jest potrzebna, aby powołać prezesów sądów apelacyjnych oraz okręgowych. Prezesów sądów rejonowych powołują zaś prezesi sądów apelacyjnych.

Zgromadzenia mogą wydać opinię negatywną. Wtedy, aby kandydatura przeszła, potrzebna jest pozytywna opinia Krajowej Rady Sądownictwa. Projekt PiS znosi ten model. Dodatkowo daje ministrowi możliwość powoływania prezesów sądów rejonowych, a także wiceprezesów wszystkich sądów powszechnych – na wniosek prezesów i bez opinii kolegium sędziów.

– Minister będzie mógł każde stanowisko prezesa sądu powszechnego w Polsce obsadzić osobą, która będzie się cieszyła jego zaufaniem – mówi sędzia Bartłomiej Przymusiński.

3. Ziobro odwoła każdego prezesa, którego tylko będzie chciał

Projekt bardzo szeroko określa sytuacje, w których minister odwołuje prezesa sądu. Ziobro będzie mógł to zrobić, gdy stwierdzi „szczególnie niską efektywność działań w zakresie pełnionego nadzoru administracyjnego lub organizacji pracy w sądzie lub sądach niższych”.

Wiążący dziś ministra sprzeciw Krajowej Rady Sądownictwa nie będzie miał już znaczenia. Po zmianach opinia Rady będzie niewiążąca. Do tego minister uzyska możliwość odwoływania także prezesów sądów rejonowych, dziś jej nie ma.

– Przepisy dają ministrowi sprawiedliwości praktycznie pełną dowolność w powoływaniu i odwoływaniu prezesów sądów – mówi sędzia Przymusiński.

4. Podległy ministrowi prokurator wybierze sędziego do sprawy

Projekt przewiduje odstępstwo od losowego przydzielania spraw sędziom: nie będzie go przy przydzielaniu spraw sędziom na dyżurach.

– Wystarczy, że prokurator będzie wiedział, że dany sędzia ma dyżur w danym dniu. Gdy wniesie sprawę, będzie miał pewność, że właśnie ten sędzia dostanie np. sprawę aresztową. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby był to sędzia, który właśnie wrócił z delegacji do Ministerstwa Sprawiedliwości i którego prezes przydzielił do newralgicznego wydziału – mówi sędzia Przymusiński.

5. Sędziowie będą pracować u prezydenta i w MSZ

Dziś w Ministerstwie Sprawiedliwości pracuje ponad 150 sędziów. Organizacje prawnicze wzywają ich, aby wrócili do orzekania albo złożyli urząd sędziowski. Tymczasem projekt wprowadza możliwość delegowania sędziów do kolejnych urzędów: Kancelarii Prezydenta i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dla delegowanych przewidziano specjalny dodatek (40 proc. wynagrodzenia), który za specjalne zasługi może być bez ograniczeń powiększony.

– Będzie to kolejna forma „nagrody” dla sędziów z kręgu ministra. Do tego bardzo niebezpieczna z uwagi na wymóg apolityczności sędziów. Odejście kolejnych sędziów osłabi sądy, do których wpływa ponad 15 mln spraw rocznie i w których już orzekają przeciążeni pracą sędziowie – mówi rzecznik Iustitii.

6. Minister będzie mógł naciskać na sędziów…

Dotąd minister sprawował tylko „zewnętrzny” nadzór nad sądami – mógł rozliczać prezesów sądów z pełnienia funkcji. Nie miał wpływu na nadzór wewnętrzny – np. wydawane sędziom przez prezesów polecenia. Według projektu, kiedy minister stwierdzi uchybienie w kierowaniu sądem przez prezesa lub wiceprezesa lub gdy stwierdzi uchybienie „w sprawowaniu przez niego nadzoru wewnętrznego”, będzie mógł się do niego zwrócić na piśmie i zażądać usunięcia skutków uchybienia.

7. …i nagradzać „zasłużonych” sędziów szybkimi awansami

Projekt wprowadza możliwość szybkiego awansu dla sędziów, którzy będą się cieszyli zaufaniem ministra. Prezesem sądu apelacyjnego będzie mógł zostać sędzia okręgowy, więc niższego szczebla. A okręgowego – rejonowy.

– Do sądu apelacyjnego będzie mógł awansować już sędzia sądu rejonowego. Dotąd musiał po drodze być sędzią sądu okręgowego. Wystarczy przejście procedury konkursowej przed KRS, która – według kolejnego projektu PiS – zostanie zdominowana przez osoby wybrane przez polityków. Prezesi ocenieni pozytywnie przez ministra będą dostawać wyższy dodatek. To kolejna marchewka – zauważa rzecznik Iustitii.

SCHETYNA MA RACJĘ

WZÓR CNÓT PAŃSTWA PiS

Waldemar Mystkowski pisze o Misiewiczu, Brudzińskim i – o rzeczach wartościowych.

Bartłomiej Misiewicz to typowy Pisiewicz, który został odznaczany złotym medalem za zasługi, a teraz sam zrezygnował z członkostwa w Partii. Po co zatem gremium 3 pisowskich postaci przez cztery godziny obradowało, aby stwierdzić, że „nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze publicznej, w spółkach skarbu państwa”?

Czy Joachimowi Brudzińskiemu, Markowi Suskiemu oraz Mariuszowi Kamińskiemu nie przyszło do głowy, że sami są takimi Misiewiczami-Pisiewiczami? Przecież nikt nie zdobywa kompetencji poprzez zasiedzenie ław sejmowych i partyjnych na Nowogrodzkiej. Nie nabywa się fachu wierząc w cudowność walorów umysłowych Jego Wysokości Prezesa na drabince z Tesco, bo nie tak spływa światłość rozumu.

Chciałoby się sparafrazować Mikołaja Gogola. Nad kogo kompetencjami obradujecie? Nad swoimi. Brudziński tylko potwierdził, iż jest nawet lepszym Misiewiczem niż oryginalny Misiewicz, jest super-Misiewiczem, jest esencją Misiewicza, bo oto uzasadniając przed sitkiem wyrok partyjnego sądu, poświęcił gros swojej wypowiedzi Platformie Obywatelskiej. Nawet w takiej prostej sprawie nie potrafi mówić na temat.

Misiu Brudziński – tak nazwę tego człowieka bez żadnych osiągnięć, bez właściwości intelektualnych i moralnych (charakterologicznych) – został Misiewiczem-Pisiewiczem dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu, który go wyrwał z podobnego położenia pomocnika aptekarza. Brudziński nie istnieje bez Kaczyńskiego, jak Misiewicz bez Macierewicza.

Podobno Beata Szydło zażądała wczoraj „usunięcia z PGZ Bartłomieja Misiewicza” – jak powiedział jej rzecznik Rafał Bochenek. Po czasie wszyscy się podpisują pod sukcesem rezygnacji Misiewicza z członkostwa w Partii. Misiewicz nie został jednak odznaczony i nagrodzony posadami przez siebie. On jest li tylko ofiarą. Tak jak ofiarą jest Brudziński.

To zdarzenie bez znaczenia dla życia publicznego zdominowało dzień, co mi się nie podoba. Chciałbym stanąć na przekór bezsensowi, podrzucić taki oto apel Krystyny Jandy na FB: „Bądźmy razem”. „Proszę państwa, jestem dumna, że Polska jest częścią zjednoczonej Europy. Było to marzenie pokoleń. Spełniło się – nie zmarnujmy tego. Dowiedziałam się, że 19 kwietnia przyjeżdża do Warszawy Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, żeby stanąć tu, przed prokuraturą. Niektórzy chcą mu odebrać prawo występowania pod biało-czerwoną flagą. Byłoby dobrze, gdybyśmy przywitali go wszyscy tego dnia, zamanifestowali jedność i solidarność z Europą w jej trudnym momencie i poparli Polaka, któremu udało się zdobyć jedno z najwyższych stanowisk europejskich. Byłoby dobrze. Bądźmy razem. Składam państwu najserdeczniejsze życzenia, dobrych świąt”.

Kto by się spodziewał, że Tusk tak urośnie, że nasze oczekiwania w stosunku do niego będą – zachowując proporcje – jak do Józefa Piłsudskiego 11 listopada 1918 roku na dworcu w Warszawie i do Ignacego Paderewskiego 26 grudnia 1918 roku w Poznaniu.

Przesadzam? A kto spodziewał się rok temu, że rozwalony zostanie Trybunał Konstytucyjny, że zdemolowany trójpodział władzy. Polska ma wroga wewnętrznego, zjadający kraj od wewnątrz liszaj – Partię.

KOLEJNA PORAŻKA PAŃSTWA PiS. SĄD POTWIERDZA ICH BEZPRAWNE DZIAŁANIA.

Kleofas Wieniawa zajmuje się tchórzostwem Macierewicza.

10 kwietnia 2010 roku odcisnął się w psychice Antoniego Macierewicza diabelskim kopytkiem paniki. Tę zdeformowaną racjonalność słychać w jego wypowiedziach o tym zdarzeniu. Tylko Macierewicz był dla Jarosława Kaczyńskiego wielce pomocnym, aby zbudować mit o „bohaterszczyźnie” (a w rzeczywistości: odpowiedzialności za katastrofę) Lecha Kaczyńskiego.

Do osoby Macierewicza potrzeba dobrego pióra, aby go opisać. Nie każdy pisarz chce się babrać w takiej marności, zresztą usprawiedliwieniem jest, iż Macierewicze sa opisani w literaturze.

Nieracjonalność łatwo poddaje się panice, bo sama jest funkcją braków normalności, dlatego musi budować światy alternatywne, aby względnie egzystować.

Nie dziwi mnie, iż Macierewicz uciekał ze Smoleńska, zachowywał się, jak paranoik: „w pociągu kazał zablokować wszystkie drzwi, pozamykać okna i zaciągnąć zasłony, by uniknąć strzałów snajperów”.

Tacy ludzie otaczają się niepełnowartościowymi osobnikami, jak Bartłomiej Misiewicz. Przez to stają się w jakiś sposób dla siebie wartościowi, nie mają wówczas kłopotów z otoczeniem, bo niepelnowartościowy nie będzie sankcjonował normalności.

W normalnej Polsce po 1989 roku z Macierewicza wyszła nienormalność, jak karaluch z Gregora Samsy.

TOMASZ LIS – GENIALNIE. 🙂

MACIEREWICZ WRĘCZY OSOBIŚCIE. Z OKRZYKIEM „BRAWO WACEK!”

>>>

KOGO JESZCZE SPROWOKUJĄ NIE MAJĄC ŻADNYCH DOWODÓW?

BRAWOOOO PISOWSKA ZMIANO

Agnieszka Kublik („Wyborcza”) pisze, co wydarzyło się w Smoleńsku. Nadal około 20 proc. z nas wierzy, że katastrofa smoleńska to nie był po prostu wypadek lotniczy. Dlatego podajemy garść konkretnych argumentów, które pomogą w rozmowie z przyjaciółmi czy bliskimi, którzy uwierzyli w zamach.

Rano 10 kwietnia 2010 r. ważący prawie 80 ton Tu-154 w biało-czerwonych barwach próbował w gęstej mgle poderwać się znad drzew rosnących przed lotniskiem w Smoleńsku. Nie dał rady. Zahaczył skrzydłem o brzozę, obrócił się na plecy, uderzył o ziemię. Zginęli wszyscy, 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński. Lecieli na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

„To nie był po prostu wypadek lotniczy. Przypadkiem, przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności czy zaniedbanie, jednocześnie śmierć ponieśli najwyżsi rangą urzędnicy państwowi i niemal całe dowództwo sił zbrojnych? Takie rzeczy się nie zdarzają”. Wpierw nieśmiało, w internecie, ale wkrótce dołączyli do nich politycy. Że to sztuczna mgła była, że hel został rozpylony nad lotniskiem, że we wnętrzu samolotu był paraliżujący gaz i bomba paliwowa, że były wybuchy (jeden, dwa lub trzy), że samolot rozpadł się w powietrzu – tak przedstawiano przyczyny katastrofy smoleńskiej na łamach prawicowych mediów. Pisano też o „tych, którzy przeżyli” i o tajemniczych wyciekach z samolotu.

Te wszystkie teorie spiskowe padły na podatny grunt. Jeszcze niedawno w zamach smoleński wierzył blisko co trzeci Polak. Ta wiara słabnie, ale nadal spora grupa – około 20 proc. – wierzy, że to nie był po prostu wypadek lotniczy. Ponad połowa Polaków tę spiskową teorię odrzuca. Hipoteza zamachu wciąż sprawdza się jako polityczne paliwo. Dlatego przypominamy najczęściej zadawane pytania o przyczyny katastrofy smoleńskiej – i podajemy odpowiedzi, sformułowane tak, by laik wiedział, o co chodzi.

To garść konkretnych argumentów, które mogą się przydać w spokojnej rozmowie z sąsiadem, koleżanką z pracy, przyjaciółmi, bliskimi, którzy uwierzyli PiS-owi, że ktoś zamachnął się na życie prezydenta Kaczyńskiego.

Katastrofa smoleńska. Czy doszło do niej przez mgłę?

Gdyby nie ona, do katastrofy zapewne by nie doszło. Ale gdyby załoga przestrzegała procedur bezpieczeństwa, samolot by się nie rozbił.

Minimalne warunki do lądowania Tu-154 na takim lotnisku jak Siewiernyj to 1000 m widoczności poziomej i 100 m pionowej – czyli będąc na tej ostatniej wysokości, załoga musi zobaczyć ziemię, by zacząć się zniżać. O 8.14 białoruski kontroler z Mińska informuje po angielsku załogę, że w Smoleńsku widoczność pozioma wynosi zaledwie 400 m. Chwilę potem kpt. Arkadiusz Protasiuk, dowódca załogi, mówi do stewardesy: „Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy”. Anonimowy głos pyta: „A jeśli nie wylądujemy, to co?”. „Odejdziemy” – odpowiada Protasiuk.

O 8.23 dochodzi do pierwszej rozmowy załogi z wieżą w Smoleńsku, która informuje, że widoczność pozioma to 400 m i że „warunków do przyjęcia [samolotu] nie ma”. Dowódca odpowiada: „Dziękuję. Jeśli można, spróbujemy podejścia, a jeśli nie będzie pogody, wtedy odejdziemy na drugi krąg”. Kontroler pyta więc, ile Polacy mają paliwa (odpowiedź: 11 ton) i jakie przewidziano lotniska zapasowe. „Mińsk i Witebsk” – mówi kpt. Protasiuk.

Załoga tupolewa rozmawia też w tym czasie z załogą jaka-40, którym wcześniej przylecieli do Smoleńska dziennikarze. „Ogólnie rzecz biorąc, to pizda tutaj jest. Widać ok. 400 m i na nasz gust podstawy [chmur] są poniżej 50 m grubo” – ocenia por. Artur Wosztyl, dowódca załogi jaka. „No, nam się udało w ostatniej chwili wylądować, natomiast powiem szczerze, że możecie próbować jak najbardziej. (…) Możecie próbować, ale jeśli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć np. do Moskwy albo gdzieś”.

O 8.30 załoga jaka-40 dorzuca, że kilkadziesiąt minut przed przylotem tupolewa na Siewiernym próbował lądować rosyjski transportowy Ił-76, ale choć pilot doskonale znał lotnisko, po dwóch nieudanych próbach odleciał do Tweru. O 8.37 załoga jaka znów łączy się z Tu-154 i ocenia, że widoczność pozioma to zaledwie 200 m.

Katastrofa smoleńska. Czy jej przyczyną jest brzoza?

Zderzenie z nią było skutkiem tego, że samolot znalazł się zbyt nisko. Mierzące kilkanaście metrów wysokości drzewo rosło 855 m od progu pasa startowego. Tupolew złamał brzozę na wysokości 6,66 m, w miejscu, gdzie jej średnica wynosi ok. 40 cm. W wyniku uderzenia maszyna straciła około jednej trzeciej lewego skrzydła, wpadła w niekontrolowany obrót w lewą stronę i plecami uderzyła w ziemię.

Fakt zderzenia z brzozą jest bezsporny – oprócz zeznań świadków potwierdziły to kawałki skrzydła Tu-154 wbite w drzewo, elementy maszyny leżące pod nim oraz odłamki brzozy w szczątkach samolotu.

Dlaczego samolot był tak nisko?

Tuż przed pasem lotniska jest głęboki na maksymalnie 60 m jar, a załoga korzystała z niewłaściwego wysokościomierza. Pierwszy pilot przestawił ciśnienie na swoim wysokościomierzu barometrycznym, który podaje faktyczną wysokość od poziomu lotniska, by wyłączyć alarmowe komunikaty systemu TAWS („terrain ahead”, czyli „ziemia przed tobą”, i „pull up”, czyli „natychmiast do góry”). Nawigator zamiast z wysokościomierza barometrycznego odczytywał wysokość z radiowysokościomierza podającego faktyczną odległość od ziemi – czyli od dna jaru, a nie poziomu pasa startowego.

Czy tupolew lądował?

Wszystko wskazuje na to, że załoga nie chciała lądować, ale za późno podjęła decyzję o tzw. odejściu na drugi krąg. Z analizy stenogramów wynika, że po pierwszej komendzie „odchodzimy” przez chwilę nic się nie działo. Po komendzie drugiego pilota został odnotowany nieznaczny ruch sterami, ale taki, który nie przerwał pracy autopilota. Dopiero później dowódca pociągnął wolant na siebie. Sekundę potem manetki silników zostały przestawione na położenie startowe, czyli na maksymalną moc. Ale było już za późno, by poderwać ważący blisko 80 ton samolot.

Z zapisu czarnych skrzynek wiemy, że prezydencki tupolew prawie do końca leciał na autopilocie. I to był błąd, bo na lotnisku Siewiernyj nie było systemu ILS (instrumental landing system), więc samolot nie mógł sam odlecieć. Jasno mówi o tym instrukcja techniki pilotowania Tu-154.

Komisja Millera wykonała eksperyment na bliźniaczym tupolewie i potwierdziła, że próba wykorzystania do odejścia autopilota zabrała załodze pięć bezcennych sekund – dźwięk sygnalizujący zerwanie autopilota i przejście na sterowanie ręczne czarna skrzynka zarejestrowała o 8:40:57:5. Maszyna była wtedy tylko 2 m nad poziomem lotniska, 28 m nad ziemią i leciała z prędkością 277 km/godz. (ok. 72 m/s).

Komisja Millera ustaliła też, że dowódca tupolewa lubił latać na automatycznym pilocie, był z pokolenia, które bardziej wierzy w systemy komputerowe niż w ręczne sterowanie. W dodatku załogi 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego niezwykle rzadko latały na lotniska bez ILS i nie miały doświadczenia w lądowaniu bez tego systemu.

Rosyjscy kontrolerzy są winni katastrofy smoleńskiej?

Współwinni. Polska prokuratura chce postawić zarzut umyślnego spowodowania katastrofy ppłk. Pawłowi Plusninowi (kierownikowi lotów 10 kwietnia 2010 r.) i mjr. Wiktorowi Ryżence (kierownikowi strefy lądowania obsługującemu radiolokacyjny system naprowadzania). Polscy prokuratorzy uznali, że powinni zamknąć lotnisko z powodu fatalnych warunków atmosferycznych.

Ze stenogramów rozmów na wieży (też są rejestrowane) wiemy, że Rosjanie uważali, iż tupolew w ogóle nie wystartuje z Warszawy, a gdy był już w powietrzu, kontrolerzy rozważali skierowanie go na zapasowe lotnisko. Nie byli jednak samodzielni – na wieży był też płk Nikołaj Krasnokutski, który kontaktował się z dowództwem w Moskwie, i to on anulował decyzję ppłk. Plusnina, który chciał odesłać tupolewa na inne lotnisko. Moskwa uznała bowiem, że zamknięcie lotniska wywoła skandal dyplomatyczny.

W dodatku na pokładzie tupolewa język rosyjski znał tylko dowódca samolotu i to on, a nie nawigator, prowadził rozmowy z wieżą, zamiast skupić się wyłącznie na pilotowaniu maszyny.

Załoga nie znała też rosyjskich procedur i nie zrozumiała komendy „pasadka dopołnitielno”, co znaczy „lądowanie warunkowo”. Tupolew powinien się zniżyć na wysokość 100 m – do tzw. wysokości decyzji – i czekać na kolejne polecenia. Kiedy wszystko jest w porządku, a załoga widzi ziemię, wieża powinna wydać komendę „pasadku razrieszaju” – to jest właśnie zgoda na lądowanie. Załoga powinna ją potwierdzić słowami „pasadku razrieszili”.

Gdy tupolew się zniżał, kontroler kilka razy przekazał załodze komunikat „na kursie i na ścieżce” – ostatni raz, gdy maszyna była 2 km od progu pasa startowego. Oznacza to, że samolot leci prawidłowo zarówno pod względem wysokości, jak i jej położenia lewo/prawo względem pasa. Ale te komunikaty były nieprawdziwe – prawdopodobnie dlatego, że radar w Smoleńsku działał nieprawidłowo. Rosjanie nie dopuścili potem polskich specjalistów do tzw. oblotu lotniska – sprawdzenia, czy urządzenia na Siewiernym działają tak, jak powinny. Przekazali tylko, że wszystko było OK. Mimo to w raporcie komisji Millera wykazano, że informacje kontrolerów nie odzwierciedlały położenia samolotu względem ścieżki.

Był wybuch na pokładzie?

Nie było. Ani komisja Millera, ani wojskowi śledczy i zespoły biegłych nie odnalazły żadnego dowodu na zamach czy rozpad maszyny w powietrzu. Nie pokazała go też podkomisja powołana przez szefa MON Antoniego Macierewicza, choć pracuje od roku i od roku to zapowiada.

Biegli przebadali ponad 700 próbek – wraku, gleby z miejsca katastrofy, pnia brzozy, wbitych w nią kawałków metalu, foteli, ekshumowanych ciał ofiar. Z analizy szczątków samolotu i miejsca katastrofy wynika, że nie doszło do wybuchu „punktowego albo przestrzennego”, a biegli nie odkryli pozostałości takiego zdarzenia, np. wywinięcia blach poszycia na zewnątrz kadłuba, stopienia metalu czy śladów sadzy. Wykluczyli też „długotrwałe przebywanie w atmosferze zawierającej znaczne stężenia tlenku węgla, które mogłyby doprowadzić do śmiertelnego zatrucia”. Ciała ofiar nie noszą śladów uszkodzeń charakterystycznych dla eksplozji. Przeciwnie, biegli stwierdzili, że „obrażenia będące przyczyną śmierci są charakterystyczne dla katastrofy lotniczej”. Nie było m.in. uszkodzeń błony bębenkowej, co dowodzi, że nie nastąpiła drastyczna zmiana ciśnienia atmosferycznego.

Gdyby coś na pokładzie eksplodowało, towarzyszyłaby temu fala cieplna o temperaturze ok. 3 tys. st. Celsjusza, nagły skok ciśnienia i odgłos eksplozji. Rejestratory głosu i te zapisujące dane o pracy najważniejszych systemów samolotu niczego takiego nie wykazały – w tym polski, bardzo dokładny ATM-QAR, odczytany w Warszawie.

Wreszcie teorii zamachu i rozpadu samolotu jeszcze w powietrzu zaprzecza rozrzut szczątków maszyny – to teren o wymiarze ok. 60 na 130 m od miejsca zderzenia z drzewami do miejsca upadku. Przed punktem, w którym tupolew pierwszy raz uderzył w ziemię, znaleziono tylko pojedyncze elementy – efekt uderzeń w pomniejsze drzewa.

Gen. Błasik był w kokpicie?

Pewności nie ma, ale są silne poszlaki, że dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik był tuż za plecami załogi. To przede wszystkim odczytany przez biegłych zapis rozmów w kabinie pilotów. Raporty rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i komisji Millera mówiły, że gen. Andrzej Błasik był w kokpicie aż do chwili katastrofy, a jego obecność interpretowały jako „bezpośrednią presję na pilotów” (MAK) lub „presję pośrednią” (komisja Millera).

Z najpóźniej odczytanych fragmentów rozmów w kokpicie (przez biegłych prokuratury) wynika, że o godzinie 8:35:49 gen. Błasik mówi: „Faktem jest, że my musimy to robić do skutku”. O 8:40:11 mówi: „Po-my-sły”. A o 8:40:22: „Zmieścisz się śmiało”. Do katastrofy doszło o 8.41.

Według ostatniej, z wiosny 2016 r., ekspertyzy biegłych powołanych przez prokuraturę wojskową gen. Błasik był w kokpicie tuż przed katastrofą i jego obecność miała wpływ na załogę oraz podejmowane przez nią decyzje. Zdaniem biegłych obecność gen. Błasika mogła nawet zablokować pilotów psychicznie. Generał nie protestował, gdy łamali procedury, np. schodząc poniżej wymaganych minimów widoczności. Na pewno nie wydawał załodze rozkazu, by wylądowała, ale też polecenia, by odeszła na drugi krąg. Złamał też zasadę „czystego kokpitu” podczas podchodzenia do lądowania, zwłaszcza w krytycznych warunkach atmosferycznych – nie powinno być w nim żadnych osób postronnych, kimkolwiek by były.

Powinni lądować na lotnisku zapasowym?

W planie lotu były dwa lotniska zapasowe: Mińsk (ok. 305 km od Smoleńska) i Witebsk (ok. 130 km) – te same, które wyznaczono przy okazji wizyty w Katyniu premiera Donalda Tuska 7 kwietnia. Ale Tusk leciał w środku tygodnia, a prezydencki tupolew w sobotę, kiedy lotnisko w Witebsku było zamykane – wylądować można by na nim dopiero po uzgodnieniu tego ze stroną białoruską (tak stało się, gdy wieczorem po katastrofie skorzystały z niego dwie maszyny – z Tuskiem i Jarosławem Kaczyńskim na pokładzie).

Zgodnie z procedurami o zmianie miejsca lądowania decyduje pilot. W przypadku lotu prezydenta powinien się skonsultować z Kancelarią Prezydenta. Właśnie na wypadek nieoczekiwanych zdarzeń 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego, który wtedy woził najważniejsze osoby w państwie (po katastrofie rozwiązany), proponował Kancelarii Prezydenta start najpóźniej o 6.30. Nawet po wylądowaniu w Mińsku prezydent Lech Kaczyński i pasażerowie tutki nie spóźniliby się na główne uroczystości rozpoczynające się o godz. 11 czasu polskiego – lot do stolicy Białorusi zabrałby ok. 50 minut, a dojazd samochodem – 3-3,5 godz.

Ze stenogramów rozmów w kokpicie wiadomo, że o godz. 8.26 dowódca samolotu przekazał Mariuszowi Kazanie, dyrektorowi protokołu dyplomatycznego MSZ, jednoznaczny komunikat: „Panie dyrektorze – wyszła mgła w tej chwili i w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść – zrobimy jedno zejście – ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Tak że proszę [już myśleć lub pomyśleć?] nad decyzją, co będziemy robili”. O godz. 8.30 Kazana wrócił do kokpitu i wypowiedział zdanie: „Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robimy”. I wyszedł.

Jak doszło do katastrofy smoleńskiej?

Tupolew zszedł za nisko, zniżał się za szybko, a w gęstej mgle nie miał kontaktu wzrokowego z ziemią. I za późno próbował odlecieć. Wtedy uderzył skrzydłem w brzozę, stracił jego fragment, a potem sterowność. Zaczął się przekręcać i wreszcie się rozbił. Komisja Millera podała sześć czynników, które doprowadziły do katastrofy:

  • piloci nie użyli wysokościomierza barycznego pokazującego rzeczywistą wysokość lotu nad lotniskiem;
  • nie reagowali na komendy „pull up” systemu TAWS ostrzegającego o niebezpiecznym zbliżaniu się do ziemi;
  • początkowo próbowali odlecieć na automatycznym pilocie, przez to stracili cenne sekundy;
  • rosyjscy kontrolerzy utwierdzali ich błędnie w przekonaniu, że są „na kursie i na ścieżce”, czyli że dobrze podchodzą do lądowania;
  • komenda kontrolerów, by pilot przestał się zniżać i wyrównał lot, była spóźniona;
  • szkolenia w 36. Pułku były nieprawidłowe.

CHORĄŻY BARDOŃ DO TARCZYŃSKIEGO JAK ŻOŁNIERZ DO TŁUMOKA

Redakcja OKO.press zorganizowała debatę dla opozycji. Trzaskowski: Wpadam w szał, kiedy ktoś wrzuca PO i PiS do jednego worka. Robiliśmy to samo co oni? Nowacka: Odsunąć PiS od władzy tylko po to, by dalej tkwić w konserwatywnej ściemie? To ja dziękuję.

Opozycja razem czy osobno przeciw PiS-owi? Debata Oko.press

Czy opozycja może się zjednoczyć przeciw PiS-owi? Na to pytanie podczas debaty OKO.press, która odbyła się 5 kwietnia w warszawskim kinie Muranów, odpowiadali politycy: Barbara Nowacka (Inicjatywa Polska), Joanna Scheuring-Wielgus (Nowoczesna), Rafał Trzaskowski (PO) i Adrian Zandberg (Partia Razem). Dyskusja była niesłychanie burzliwa. Na sali był nadkomplet – kilkaset osób. Czytelnicy portalu i zaproszeni goście reagowali żywiołowo, czasem oklaskami i buczeniem.

PIOTR PACEWICZ, naczelny OKO.press: Czy przed wyborami parlamentarnymi w 2019 r. powinna powstać szeroka koalicja partii, od liberałów po lewicę, która wystąpiłaby wspólnie przeciwko PiS-owi?

AGATA SZCZĘŚNIAK, wicenaczelna OKO.press: Czy taka koalicja mogłaby się skupić wokół podstawowych wartości, liberalnego minimum, państwa prawa, obrony demokracji, państwa świeckiego, Unii Europejskiej?

ADRIAN ZANDBERG: W wyborach samorządowych nastawiamy się na to, żeby w wielu miastach zbudować społeczne koalicje, które będą alternatywą dla tego obłędnego wyboru: albo PiS, albo Platforma. We Wrocławiu budujemy taką koalicję z Zielonymi, przeciw neoliberalnemu zarządzaniu miastem – ale także przeciw PiS-owi. Mam nadzieję, że uda się zbudować taką społeczną listę także w Warszawie i Trójmieście. My swoich sojuszników widzimy w ruchach społecznych i ekologicznych, wśród Zielonych czy ruchów kobiecych.

Wspólnie np. oceniamy skandal reprywatyzacji w Warszawie i odpowiedzialność Hanny Gronkiewicz-Waltz i PO za to, co w tej sprawie przez lata się działo. Wspólnie też myślimy, że chcemy państwa naprawdę świeckiego. Wspólnie wreszcie wierzymy w to, że kobiety mają prawo do wyboru, i nie boimy się powiedzieć, że jesteśmy za złagodzeniem ustawy antyaborcyjnej, a nie, jak tzw. liberalna opozycja, migamy się od odpowiedzi na ten temat. Zatem z kim razem? Z tymi, którzy dzielą z nami wartości.

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: W sytuacji, którą mamy od półtora roku, nie wyobrażam sobie innej możliwości niż wspólne przeciwstawienie się szaleństwu PiS-u. Czuję intuicyjnie, że nie ma innej możliwości, bo to, w czym ja przynajmniej w parlamencie biorę udział, to jest jakiś matrix, którego nikt przy zdrowych zmysłach się nie spodziewał. Trzeba trochę odsunąć na bok egoistyczne ambicje bycia politykiem w swoim ugrupowaniu i spojrzeć na sprawę szeroko, z myślą o tym, co dobre dla Polek i Polaków.

RAFAŁ TRZASKOWSKI: Wpadam w szał, kiedy ktoś znowu wrzuca PO i PiS do jednego worka. Popatrzcie państwo na to, co się dzieje w tej chwili w Polsce. Jeżeli ktoś mi mówi, że robiliśmy dokładnie to samo, to ma klapki na oczach.

Porozumienie jest absolutnie konieczne. Musimy przywrócić szacunek dla podstawowych instytucji, dla konstytucji, służby cywilnej, dyplomacji, odbudować pozycję Polski w polityce zagranicznej, chyba się wszyscy co do tego zgodzimy. Choć pewnie nie zgodzimy się w kwestiach podatkowych czy podobnych.

Koalicja jaka i z kim? Bo oczywiście przed wyborami samorządowymi i później parlamentarnymi można próbować się dogadywać w sprawie jednej listy, co nie oznacza, że ma być ścisłe porozumienie programowe, bo to niewykonalne.

Jako Platforma wyciągnęliśmy wnioski z ostatnich lat, ja nic innego nie robię, tylko jeżdżę po całej Polsce i rozmawiam z ludźmi. Nie stawiajcie nam, państwo, zarzutu, że nie rozmawiamy: rozmawiamy, słuchamy i wyciągamy wnioski.

BARBARA NOWACKA: Byłoby draństwem, gdyby ktokolwiek próbował dla własnych celów politycznych skonsumować protesty kobiet. To jest wielki kapitał, który może zdobyć każdy, kto stanie i powie: „Tak, ja jestem za prawami kobiet, za liberalizacją prawa do aborcji, za dostępem do antykoncepcji” – bo większość kobiet, które brały udział w protestach, powie, że jest za tym kimś. Do jasnej cholery, niech partie przestaną to zawłaszczać! To nie jest niczyje. To jest tych wszystkich kobiet, które protestowały. I wielka nauczka dla polityków: te masy kobiet i mężczyzn, którzy wtedy wyszli na ulice, nie zagłosują na nikogo, kto powie, że wpisze kompromis aborcyjny w konstytucję, droga PO. Bo nie ma żadnego kompromisu!

Czy jest możliwa jakakolwiek koalicja? Trzeba zapytać: po co? Tylko po to, by odsunąć PiS od władzy i wrócić do tego samego bagna, w którym żeśmy tkwili? To ja dziękuję. Jeżeli mielibyśmy dalej tkwić w konserwatywnej ściemie, gdzie państwo nie jest świeckie, gdzie zwykły człowiek nie jest zauważany, gdzie panują w dużej mierze korupcja i nepotyzm, naprawdę to nie ma sensu. I to nie jest zarzut wyłącznie do PO, ale do wszystkich innych partii, które przez lata kładły łapę na mediach, na spółkach skarbu państwa.

Dlaczego PiS-owi tak łatwo poszło? Bo instytucje były słabe (oklaski). Dlaczego były słabe? Bo przez lata wszystkie partie, łącznie z PO, ale wcześniej również SLD, z wielkim udziałem PSL-u, niszczyły instytucje. Nie mielibyśmy dzisiaj PiS-u u władzy, gdyby nie brak odwagi przez te wszystkie lata. I teraz, jeżeli chcemy odsunąć PiS, odrzućmy też to, co było. Powiedzmy: państwo polskie ma być państwem świeckim, żadnych modłów, wyprowadźmy religię ze szkół (oklaski). Jeśli państwo polskie ma być sprawiedliwe, to, po pierwsze, przestrzegajmy konstytucji, w której jest zapisana sprawiedliwość społeczna (niewielkie oklaski). A po drugie, zróbmy dwie zmiany w konstytucji: równość małżeńska, prawo do zawierania związku dla każdego, i rozdział Kościoła od państwa.

MICHAŁ SUTOWSKI, Krytyka Polityczna (głos z sali): Żeby obalić PiS, potrzebne są w opozycji przynajmniej dwa skrzydła. Wydaje się, że najsensowniejszy jest jej podział na frakcję konserwatywno-liberalną – niech Nowoczesna z Platformą się dogadają – i lewicową. Bo nawet jeśli konserwatyści i liberałowie dostaną te 30, 35 proc. w wyborach, to i tak potrzeba jeszcze 15 proc., żeby pokonać PiS z narodowcami.

KRZYSZTOF ŁOZIŃSKI, pomysłodawca i współzałożyciel KOD-u (głos z sali): Państwo tutaj chyba nie do końca zdajecie sobie sprawę z powagi sytuacji. Te wypowiedzi były głównie wiecowe, emocjonalne, a nie racjonalne. A my jesteśmy w tej chwili w takiej sytuacji, że rządzi ekipa, która nie ma zamiaru oddać władzy. I będzie się jej trzymać wszelkimi metodami. Łącznie ze stosowaniem przemocy. Kiedy słyszę od ludzi, że to przecież nie jest jeszcze dyktatura, bo nie aresztują i nie zabijają, to ja mówię: bo jeszcze nie zaczęli. W tej chwili mamy starcie o niezawisłość sądów. To jest wielkie zagrożenie. Żyłem w czasach, kiedy sądy były uzależnione politycznie, wiem, co to znaczy. I chciałem tylko przypomnieć, że członkowie Państwowej Komisji Wyborczej też są sędziami.

TRZASKOWSKI: Nie jestem aż takim pesymistą, żeby twierdzić, że PiS nie odda władzy, że dojdzie do rozlewu krwi. Będzie kuglować, zmieni ordynację wyborczą, różne rzeczy jeszcze zobaczymy, pewnie gorsze niż te, które widzimy dzisiaj. Ale gdy PiS przegra wybory, to władzę odda.

Jeżeli połączona opozycja ma wygrać wybory, to na pewno nie poprzez głoszenie takich tez jak legalizacja małżeństw jednopłciowych czy wycofanie religii ze szkół, choć ja sam akurat jestem za, mam dzieci, wiem, jak to w szkołach wygląda. Jeżeliby to wpisać jako coś najważniejszego na nasze sztandary, to tych wyborów nie wygramy. Chodzi o to, by zdobyć ludzi z centrum i nawet trzeba kawałek prawicy uszczknąć, tej, która sensownie myśli o państwie. Musimy zagospodarować jak największą część tego elektoratu, który nie będzie już chciał głosować na PiS.

Współpracujmy, rozmawiajmy o tym, co nas łączy. Ja mam bardzo liberalne poglądy, ale gdybym miał wziąć odpowiedzialność za całą PO, to czasami trzeba by było iść na kompromis, być mniej wyrazistym, nie umieszczać na samej górze tych priorytetów, które serce dyktuje.

NOWACKA: Potrafimy ze sobą rozmawiać, i to dosyć konstruktywnie. Podejrzewam, że prawie wszyscy tu obecni byli razem przynajmniej na jednej wspólnej demonstracji, 16 grudnia zeszłego roku. Od Platformy, poprzez Nowoczesną, Inicjatywę Polską, po Razem i inne partie, ugrupowania zaprzyjaźnione. Można? Można! Dlaczego? Dlatego że wtedy działy się rzeczy bardzo istotne dla naszego kraju, PiS nielegalnie głosował nad budżetem. Potrafiliśmy powiedzieć razem, że nie zgadzamy się na to, co robi PiS. Pewnie można takie akcje powtórzyć. Razem zbieramy podpisy w sprawie referendum pod auspicjami ZNP, koniec końców wszystkie obecne tutaj partie poparły w ten czy inny sposób projekt „Ratujmy kobiety”. Można? Można. Tylko trzeba mieć jakiś pozytywny cel, coś więcej niż tylko odsunięcie PiS-u od władzy. To jest pierwszy, niezbędny krok. Ale co dalej?

ZANDBERG: Kilka słów na temat tego, co mówił pan Łoziński. Oczywiście gdybyśmy mieli do czynienia z otwartą przemocą ze strony państwa, z rozlewem krwi albo z bezczelną próbą sfałszowania wyborów, odpór musiałyby dać wszystkie demokratyczne siły. Ale nie mamy dzisiaj rozlewu krwi.

(Głos z sali: „Mamy wojnę psychologiczną”).

PACEWICZ: Wychodzę z tej sali pokrzepiony. Mamy polityków, którzy nie są tacy źli, naprawdę fajnych, zróżnicowanych. To jest to pokolenie, które być może sprawi, że polityka w Polsce będzie lepsza. Sondaże OKO.press wskazują, że rozkład sił wygląda dziś u nas mniej więcej tak: 30 proc. ludzi z różnych powodów popiera władzę, a około połowy, ostatnio 48 proc., uważa, że źle się w Polsce dzieje. Generalnie wahadło zaczyna się wyraźnie wychylać w dobrą stronę. A reszta jest w państwa rękach.

TO JEST SZTUKA, W PROPAGANDOWEJ TELEWIZJI ZAORAĆ JEDYNIE SŁUSZNEGO BRUDZIŃSKIEGO. SZACUNEK PANIE

Waldemar Mystkowskim pisze o Danielu Olbrychskim, który uważa polityków PiS za brzydkich i złych.

Dwoje młodych posłów Platformy Obywatelskiej Kinga Gajewska-Płochocka i Arkadiusz Myrcha produkuje na Facebooku program „Z parą o polityce”, do którego zapraszają znacznego gościa i rozmawiają o polityce. Tym razem politycy rozmawiali z Kmicicem, czyli Danielem Olbrychskim, który nadał tej postaci literackiej bardzo polską siłę. Kmicic Sienkiewicza zlał się z Kmicicem Olbrychskiego w jedność.

Olbrychski jest zaniepokojony tym, co się dzieje w Polsce, tym jak ojczyzna w XXI wieku jest degradowana, jak politycy obecnie rządzącej partii zwracają nas z kursu zachodniego na prowincjonalizm, zaprzepaszczają wszystkie lata emancypacji narodowej po 1989 roku w celu partyjnego zawłaszczenia. Olbrychski mówił o patriotyzmie, o nowoczesnej jego postaci w dzisiejszych czasach, który dla społeczeństwa obywatelskiego sprowadza się do tego, aby „odsunąć PiS od władzy, bo każdego dnia demoluje Polskę, ośmiesza Polskę, pozbawia zdolności obronnych również, a w związku z tym wiarygodności w NATO”.

PiS niszczy kraj od wewnątrz i choć zdarzały się w naszej historii demolujące okresy – rokosze, bunty, wojny domowe – to dzisiaj dzieje się tak, jak nigdy przedtem: „PiS to niszczyciele Polski, jakich w historii nie widziałem, bo komuniści musieli to robić na rozkaz Rosji, a tu wszystko jest z woli jednego człowieka, któremu pomagają ludzie brzydcy i źli”.

Połączenie moralności i estetyki jest całkiem na miejscu: zło jest banalne u małych, brzydkich ludzi. To definicja turpistyczna, przyglądnijmy się tym ludziom, słuchając ich jednocześnie, a zobaczymy jak spod warstwy makijażu wyłażą im robale zakłamania, jak na obrazach Hieronima Boscha.

Przy tak zdefiniowanej pisowszczyznie biję brawo Olbrychskiemu. Zdarzyło się dzisiaj PiS u władzy, bo do cna politycy tej partii potrafili wykorzystać to, co im „podarowała” historia – katastrofę smoleńską. To ona ich wyniosła na urzędy. Smoleńsk wg Olbrychskiego jest „rozrusznikiem i podpałką” partii Kaczyńskiego: „Ciągle trzeba coś tu dorzucać i dzięki temu mają 30 procent tych oszalałych. To sekta”.

PiS miał „szczęście” w jeszcze jednym, mianowicie do tej pory Kościół katolicki był opoką. Polacy odwoływali się do niego w chwilach braku niepodległości i PRL, ale zdarzył się jeden człowiek, który dokonał podziału: „Pierwsze zwaśnienie zaczęło się w domach. Niektórzy uważali, że to, co tam jest propagowane to zgroza, inni wierzyli we wszystko, co tam jest mówione. Kościół został podzielony. To, co się nie udało zaborcom, kagiebistom i NKWD udało się radiu z Torunia”.

I oto potwierdzenie słów Olbrychskiego. Wicemarszałek Sejmu tak mówił w TVP Info o ludziach, którzy nie godzą się na niszczenie sfery publicznej, upartyjnianie symboli narodowych: „Trafiłem kiedyś na tę dzicz zdradzającą objawy prawie diabelskiego opętania, gdy kiedyś udałem się prywatnie na miesięcznicę na Wawel”.

Tak! Wicemarszałek Sejmu, który powinien się dystansować od wypowiedzi bezpośrednio obrażających ludzi. Nazywa się Joachim Brudziński, który jest kwintesencją „brzydkich i złych”.

MISTRZ I UCZENNICA czyli jak dzwonić przez etui i wyłączony telefon 🙂

>>>

TE ZNAKI MÓWIĄ WSZYSTKO. BRAWO LEGIONOWO :))))))

Podwarszawskie Legionowo powiedziało twarde „nie”! PiS-owi. Oficjalnie wyniki referendum – frekw. 46,72% za przyłączeniem 1.081 osób 5,73 % przeciw 17.793 osób 94,27 %

Legionowo przeciw włączeniu do Warszawy

Aż 94,27 proc. mieszkańców Legionowa nie chce, by ich gmina została częścią metropolii warszawskiej. W referendum przeciw włączeniu do Warszawy zagłosowało w niedzielę 46,72 proc. uprawnionych, tym samym jest ono ważne (konieczna była co najmniej 30-procentowa frekwencja).

Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski podkreślił, że w referendum „mieszkańcy jednoznacznie powiedzieli PiS, że nie można tak prowadzić polityki, że nie można oszukiwać tak mieszkańców”. Smogorzewski nie przypomina sobie sytuacji, w której prawie 95 proc. społeczeństwa opowiedziało się przeciwko jakiemuś rozwiązaniu. – „Mieszkańcy nie dali sobie wmówić, że poprzez stworzenie kolejnej administracyjnej struktury wszystkie problemy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zostaną rozwiązane. Nie dali się też oszukać, że da się stworzyć system komunikacyjny na większym terytorium za mniejsze pieniądze. Nie dali się kupić wizją tańszego, wspólnego biletu” – powiedział prezydent.

Jan Grabiec (PO) powiedział, że wyniki referendum są jednoznaczne i „PiS musi się cofnąć”. „Mieszkańcy Legionowa, podobnie jak mieszkańcy innych gmin podwarszawskich – Wołomina, Pruszkowa, Piaseczna i 33 gmin podwarszawskich – nie chcą być przyłączani na siłę do żadnego miasta stołecznego Warszawa, podobnie jak sami warszawiacy nie chcą, żeby ten ustrój Warszawy był zmieniany w taki sposób. To jest ustawa, która została wprowadzona do Sejmu niedemokratycznie, bez żadnych konsultacji i łamie niezależność samorządów, czemu dali wyraz mieszkańcy” – powiedział poseł.

Zdaniem posłanki PiS Małgorzaty Gosiewskiej, referendum, w którym wczoraj mieszkańcy Legionowa sprzeciwili się przyłączeniu do Warszawy, w ogóle nie powinno mieć miejsca. – „Zostały wyrzucone niepotrzebnie pieniądze, które mogły być wydane na inne, ważne faktycznie sprawy”.

PiS-owski projekt ustawy o ustroju m. st. Warszawy zakłada, że Warszawa stałaby się metropolitalną jednostką samorządu terytorialnego, która objęłaby 33 gminy.

EUROPO, NIE SKREŚLAJ NAS. WOJTEK KUSSOWSKI W IMIENIU WSZYSTKICH INTERNAUTÓW. POPIERACIE?

PANI PREMIER PROSI, ABY SIĘ JUŻ NIE ŚMIAĆ

IDĄ GĘSIEGO… UPS… KACZEGO. JEDNO PO DRUGIM. W KACZEJ ŻÓŁCI.

Witold Waszczykowski znowu się popisał. Rośnie konkurent dla Antoniego Macierewicza w wielkości szajby, a może za dużo się nałykał z ostaniej dostawy z San Escobar. Paweł Wroński porównuje go do niezapomnianej Różowej Pantery, czyli inspektora Clouseau. Clouseau w filmowej serii „Różowa Pantera” nieustannie się kompromitował, ale ostatecznie osiągał sukces. Minister Waszczykowski kraj, którego politykę zagraniczną tworzy, po prostu kompromituje.

Waszczykowski – Clouseau dyplomacji światowej. Czyli jak uznać przywódców 27 państw za oszustów

Niedyplomata minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski oświadczył niedyplomatycznie w TVN24, że wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej został sfałszowany. Swoją opinię oparł na „analizach prawnych” (na konferencji wymienił jako jednego z autorów Jacka Czaputowicza). Według niego wybór można podważyć, ponieważ Polska nie otrzymała prawa, by przedstawić własnego kandydata, a głosowanie faktycznie nie miało miejsca, gdyż nie użyto formuły „kto jest za, kto przeciw”, lecz „kto jest przeciw”.

W pośpiechu opinię swojego szefa zdezawuował w Radiu ZET wiceminister Konrad Szymański. Stwierdził, że nie ma podstaw do podważania wyboru Tuska. W podobnym tonie wypowiedział się wicemarszałek Senatu Adam Bielan, zdystansował się też prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Sam minister zaczął się z niej w końcu rakiem wycofywać.

Jednak, jak mówią komentatorzy sportowi, wynik poszedł w świat. I ten świat już wie, że polski minister spraw zagranicznych uważa najważniejszych przywódców Europy za oszustów.

Szef polskiego MSZ zapewne ocenia, że uznanie za fałszerzy kanclerz Angeli Merkel, prezydenta Francji Francois Hollande’a, premier Wielkiej Brytanii Theresę May i 24 innych przywódców wzmocni pozycję Polski. Mocno osłabioną kompromitującym wynikiem głosowania nad przedłużeniem kadencji Donalda Tuska, gdy okazało się, że PiS jest w Europie wyobcowane. Ja mam co do tego jednak poważne wątpliwości.

Zapewne przywódcy światowi już przywykli do ekstrawaganckich wypowiedzi Waszczykowskiego, który uważa, że projekt europejski to idea wegetarian i cyklistów, że przywódcom europejskim zależy, by po marksistowsku przerobić Europę na mieszankę ras i kultur, oraz wynajduje nowe kraje, jak San Escobar. Nie wszystko jednak da się tak łatwo wyjaśnić tym, że szef MSZ chce być dostrzeżony jak żółty kostium pani premier na ostatnim szczycie UE w Rzymie.

Podczas niedawnego forum polsko-brytyjskiego Waszczykowski, korzystając z barwnej metaforyki, usiłował wyjaśnić, jaką rolę on oraz brytyjski minister spraw zagranicznych Boris Johnson odgrywali na Ukrainie. Najpierw uznał, że byli niczym Simon & Garfunkel, ale doszedł do wniosku, że lepszym porównaniem jest Starsky i Hutch. Ja zastanawiam się, jaką rolę odgrywa Witold Waszczykowski w polityce europejskiej. I przychylam się do tezy, że brawurowo odgrywa rolę inspektora Jacques’a Clouseau z cyklu „Różowa Pantera”, który cofnął francuską kryminalistykę do epoki kamienia łupanego.

Z jedną wszak różnicą. Clouseau nieustannie kompromitował się, ale ostatecznie osiągał sukces. Minister Waszczykowski kraj, którego politykę zagraniczną tworzy, kompromituje. Jego ostatni sukces wyraża się w liczbach: 1 do 27.

TERAZ CAŁA NADZIEJA W WASZCZYKOWSKIM :)))

ONI CHYBA NAWET NIE DOTRWAJĄ DO NASTĘPNYCH WYBORÓW

EFEKT WASZCZYKOWSKIEGO :)))

Waldemar Mystkowski pisze o Sławomirze Nitrasie, który poszedł do biura Brudzińskiego w Szczecinie.

Poseł Platformy Obywatelskiej  Sławomir Nitras mimo pozbawienia go przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego części diety poselskiej wykonuje swoją pracę posła, bo taki glejt mu dali wyborcy.

Wyborcy chcą, aby twardo bronił praworządności, demokracji, by potrafił zachować się stanowczo, ale nie agresywnie. Powinno być oczywiste, ale czy jest? Joachimowi Brudzińskiemu ktoś zapaskudził farbą  drzwi i wejście do jego biura poselskiego w Szczecinie, Nitras pobiegł ze ścierką, środkami czyszczącymi i wodą, aby naprawić szkody.

W Polsce obchodzono uroczystości 60. lecia podpisania Traktatów Rzymskich, nigdzie nie było pisowskich polityków, schowali się po kościołach, jak Andrzej Duda w Piotrkowie Trybunalskim. Nitras zatroskał się jeszcze raz Brudzińskim, ziomalem, acz z przeciwnej partii.

Przy czyszczeniu jego miejsca pracy pewnie zauważył, że Brudziński jak jego koledzy partyjni wywieszają flagi Polski i PiS, a nie jak nakazywałaby nasza przynależność – flagi Polski i Unii Europejskiej. Póki co Polska należy do Unii Europejskiej, a nie do PiS.

Nitras więc udał się do biura Brudzińskiego i to w dniu, w którym  Brudziński powinien mieć dyżur poselski. Przyszedł w poniedziałek w samo poludnie – jak nakazuje nasza natura kmicicowsko-kowbojska – wchodzi, a Joachima nie ma (acz nie wiem, czy są po imieniu).

A gdzie jest prawa ręka Kaczyńskiego? Otóż nie ma zaskoczenia, jest na pielgrzymce. Tyle tych pielgrzymek w naszym katolickim kraju, iż skapować się, jaka i dokąd zmierza – trzeba być nie lada wagabundą. Zawsze jednak pielgrzymka kończy się klęczeniem i krzyżem. Taki jej urok. Dla polityków PiS krzyż ma jeszcze jeden urok z epoki kamienia łupanego – maczugi.

Nitras tym się nie zraził, wręczył szefowi biura poselskiego PiS flagę europejską, aby „zastąpiła flagę PiS”. – Wierze, że ta flaga zawiśnie w miejscu tej flagi PiS – mówił Nitras. Pracownik Brudzińskiego wpadł w dżentelmeński ton Nitrasa i chciał posłowi PO „w imieniu wyborców PiS” wręczyć flagę Polski, ale Nitras na takie dictum był przygotowany, bo miał ze sobą biało-czerwoną flagę.

Czy to jeszcze jedna poszlaka, że PiS chce nas wyprowadzić z Unii Europejskiej? Oczywiście, że tak, bo chcą pożenić nasz kraj ze swoja partią. Miarka się przebrała, co widać w sondażach i zamuleniu takich polityków, jak Witold Waszczykowski. Jak muł upiera się, że Donald Tusk został wybrany na szefa Rady Europejskiej za pomocą fałszerstwa.

PARANOJA OBNAŻONA PRZEZ LISA. PiS POGUBIŁ SIĘ JUŻ ZUPEŁNIE…

>>>

c4_oay5waaea5ps

Jarosław Kaczyński zrobił sobie z Wawelu prywatny zamek.

SŁOWO NA NIEDZIELĘ – PIĘKNE :))))

c4_o11pwmaarnjg

Każdego 18. dnia miesiąca – w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej – prezes Kaczyński odwiedza grób brata i bratowej. Pod Wawelem zebrało się w sobotę kilkadziesiąt osób. Przynieśli ze sobą tabliczki ze znakiem zakazu wjazdu i hasłami: „Nekropolia nie dla PiS-u”, „Stop upartyjnianiu Wawelu”, „Módl się prywatnie nie w blasku fleszy”. Skandowali: „Wawel królów, nie prezesów”, „Wawel wolny, nie PiS-owski”, „Modli się człowiek, a nie partia”, „Tu Jest Wawel, a nie Nowogrodzka”. Manifestujący – których od drogi na Wawel oddzielały barierki – nie próbowali zablokować wjazdu samochodów, wiozących m.in. prezesa PiS. Padły tylko okrzyki: „Będziesz siedzieć!”.

O co chodzi organizatorom protestu?

– Jesteśmy tutaj, bo nie zgadzamy się na upolitycznienie Wzgórza Wawelskiego. Pan prezes Jarosław Kaczyński przyjeżdża na grób swojego brata i jego małżonki, ale robi to w sposób polityczny i widowiskowy, przyjeżdża razem z notablami partyjnymi, urządzając niejako partyjną szopkę. Temu się sprzeciwiamy – mówił Tomasz Puła, jeden z organizatorów protestu. Dodał, że krokiem do odpolitycznienia Wawelu byłaby likwidacja barierek, które są rozstawiane, gdy przyjeżdża prezes PiS. Jak podkreślił Puła, nie chodzi o zabronienie posłowi Kaczyńskiemu odwiedzania grobu brata, tylko „powinno się to odbywać w inny sposób”.

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o kolejny przekręcie Macierewicza. W poniedziałek minister Antoni Macierewicz ma ogłosić przetarg na zakup 16 śmigłowców dla polskiej armii. Osiem ma zostać przeznaczonych dla sił specjalnych, osiem dla Marynarki Wojennej. Prześledźmy, co do tej pory mówił na ten temat.

macierewicza-opowiesc

* 10 października został zerwany kontrakt na 50 śmigłowców H225M Caracal firmy Airbus. Pierwszych 16 tych maszyn miało wylądować w Polsce w 2017 r.
Szef MON natychmiast pojechał do zakładów Sikorsky w Mielcu i na tle śmigłowców Black Hawk ogłosił: „Mam nadzieję, że tymi śmigłowcami będą latały polskie siły specjalne”, bo jeśli rozmowy uzyskają zwieńczenie, „to w tym roku pierwsze śmigłowce pozwalające na realizację ćwiczeń zostaną dostarczone”.

* 11 października precyzował, że w 2016 r. będą dwa śmigłowce, w 2017 r. – osiem, a potem – 11; dodał, że chodzi o śmigłowce z Mielca.

* 16 października w TV Trwam zapowiedział budowę polsko-ukraińskiego śmigłowca dla armii krajów Europy Środkowej.

* 18 października Beata Perkowska z MON informowała, że do rozmów w sprawie śmigłowca zaproszono zakłady z Mielca, Świdnika oraz koncern Airbus.

* 8 listopada Macierewicz stwierdził, że jego oferta tylko dla Mielca „nigdy nie była aktualna”.

* 21 listopada stwierdził jednak, że pierwsze śmigłowce (Black Hawk) będą dostarczone wojskom specjalnym do końca roku.

* 10 stycznia br. Bartłomiej Misiewicz oświadczył, że dostawa dwóch pierwszych maszyn do prób i szkolenia opóźnia się z przyczyn niezależnych: „Okres świąteczny, to chwilowe przesunięcie. Jesteśmy w trakcie kończenia koncepcji offsetowej. Nie chcemy, by było to robione jak za poprzedników, gdy uniemożliwiono producentom mającym zakłady w Polsce stanięcie do przetargu na równych zasadach”.

Kolejny termin? „Styczeń, maksymalnie przełom stycznia i lutego”.

* 18 stycznia minister przedstawił kolejną wersję: „Pierwsze dwa śmigłowce na przełomie stycznia i lutego zostaną dostarczone polskim siłom specjalnym. Co do pozostałych, czyli 14 śmigłowców, które zostaną nabyte w tym roku, jesteśmy w trakcie wybierania oferty od trzech przedsiębiorców, którzy zgłosili się do tego konkursu, tzn. od Mielca, od Świdnika i od Airbusa”.

* 9 lutego: „Właśnie przed chwilą, gdy wchodziłem, powiedziano mi, że najpóźniej będzie to marzec tego roku” [co oznacza następny miesiąc opóźnienia].

Ogłoszenie przetargu oznacza, że armia nie dostanie nowych kilkunastu śmigłowców w tym roku. Żaden polski zakład nie zdoła ich bowiem wyprodukować, a to jest warunek ministra. Chyba że Macierewicz kupi przygotowane przez Airbusa dla Polski caracale?

OTO OBIECANA KONSTYTUCJA DLA BIZNESU… A RACZEJ DLA PiSNESU. Bo to przecież nie firma ma zarobić, ale państwo.

c5czuiewqaqutrz

Waldemar Mystkowski pisze o Fransie Timmermansie i jego zabiegach o demokrację w Polsce.

timmermans

Timmermans walczy o państwo prawa w Polsce

c452comukam89gl

Nie PiS będzie płacić za wpadki (w istocie nie wpadki, a poglądy prezesa Kaczyńskiego) swoich polityków na arenie międzynarodowej. Zapłacimy za Mateusza Morawieckiego, czy za Witolda Waszczykowskiego. Dorzucą swoje Beata Szydło i Andrzej Duda, którzy nie są żadnymi samodzielnymi bytami politycznymi, ale emanacją prezesa.

Morawiecki robi karierę na Zachodzie ze swoim „prawo nie jest najważniejsze”, jest wpisywany na „prestiżową” listę postaci, którzy popisali się identycznymi stwierdzeniami. Niestety, są to tylko faszyści z Hansem Frankiem na czele. Niech nikt nie twierdzi, że to przypadek, bo determinacja, z jaką bronił bezprawia w rozmowie z Timem Sebastianem w Deutsche Welle, a przede wszystkim zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego i przymiarka do takiego samego zniszczenia niezależności sądownictwa, są wehikułem PiS do faszyzacji życia publicznego w kraju.

Musimy bić w bębny, w dzwony, w polityków opozycji, aby nie ustępowali pola zagrożeniu wewnątrz kraju, dla Polski zagrożeniem jest Jarosław Kaczyński i jego partia. Każdy dzień przybliża nas do reżimu, a tym samym do osamotnienia w Europie, a później nie muszę dopowiadać, jakie będą odzywki w Paryżu, czy w Londynie, iż „nie będą chcieli umierać za Gdańsk, Warszawę i Poznań”.

Przyjaciel Polski – wielki, nie boję się tak go określić – wiceszef Komisji Europejskiej, Frans Timmermans ponagla kraje członkowskie Unii Europejskiej, aby przyszły z pomocą w sporze o kontrowersyjną reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Timmermans namawia wszystkie kraje, oprócz Niemiec, których relacje z Polską są obciążone historycznie. Pomóc Polsce – to znaczy postawić tamę zawłaszczania prawa przez PiS, aby obronić państwo prawa. Musimy sobie uświadomić, iż zniszczenie niezależności sądów, jest tożsame ze zniszczeniem opozycji. PiS będzie z każdym z nas mógł zrobić, co zechce. Najpierw zastraszyć, a jak to się nie uda, posadzić za kratami. Do tego sprowadzi się „reforma sądownictwa”.

Polska jest wypychana z reformującej się Unii Europejskiej, dosadnie przekonamy się już w połowie marca, gdy Komisja Europejska przedstawi „białą księgę” kierunków reform UE na najbliższą dekadę, która ma być wstępem do reformy instytucji unijnych i UE. Unia zmierza do ściślejszej integracji, a tym samym „różnych prędkości” dla poszczególnych krajów.

Niestety z pomysłami Ferdynanda Kiepskiego Kaczyńskiego znajdziemy się w ogonie unijnym wraz z Węgrami. A może jeszcze gorzej, bo głośno już jest wyrażana (choćby przez premiera Walonii Paula Magnette’a), iż po Brexicie winien nastąpić Polexit, Hunxit.

Potrzebna – jak nigdy dotąd – jest w kraju współpraca opozycji – elit politycznych i społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli teraz nie zadbamy o kraj i o siebie, za jakiś czas może być za późno, bo PiS skutecznie nas rozpirzy, skłóci, a niektórych posadzi.

ŁODZIANIE DZIŚ WYSZLI NA ULICE. POWIEDZIELI „NIE” DLA PiS-OWSKICH ZMIAN W SAMORZĄDACH. NIE ODDADZĄ MIASTA KACZYŃSKIEMU. SZACUNEK!!!

c49t2rxxaaewxgf

Kleofas Wieniawa pisze o „Uchu prezesa”.

pis-niespelna

Prezesem TVP jest niezbyt lotny człowiek – Jacek Kurski. Dlaczego nim się zajmuję? Tak wypadło w czasie smuty PiS.

Ten nielot o „Uchu prezesa” Kabaretu Moralnego Niepokoju był się wypowiedzieć, iż bohaterowie wykreowani przez Roberta Górskiego są „niespełna władz umysłowych albo kanalie”.

Oczywistym, dla mnie jest, że ten kabaret nie uderzy w PiS, w partię Kaczyńskiego, gdyż uderzy w nich talent literacki i to miary Alfreda Jarry, bądź Bertoda Brechta. I tak się stanie, taka rzecz powstanie, a może już powstała.

Kaczyńskiego nie potrzeba zamykać w żadnej metaforze, wystarczy cytować go in exteso, kompromituje się intelektualnie. Jest sam w sobie groteską.

Więc wybierzcie ten „dylemat” – ”niespełna władz umysłowych albo kanalie” – spośród 4 zdarzeń tylko z tylko dwóch dni.

1. Antoni Macierewicz przekonuje NATO do katastrofy smoleńskiej.

2. Mateusz Morawiecki w Deutsche Welle twierdzi, iż prawo nie jest najważniejsze. Czyli optuje za bezprawiem.

3. Waszczykowski stwierdza, iż Holandia nie spełnia standardów europejskich, gdyż nie posiada Trybunału Konstytucyjnego.

4. Prezes Jarosław Kaczyński „patriotyczne” donosi na Donalda Tuska i chce go ścigać Europejskim Nakazem Aresztowania.

To nie kabaret, to tylko pisowski urobek z dwóch dni na polu buraczanym. Za główki robią ich głowy. „Niespełna władz umysłowych albo kanalie”?

Odszedł kwiat, odfrunął szczególny anioł – Jan Nowicki. Wszyscy żegnamy nasz skarb – Danutę Szaflarską, która zmarła w wieku 102 lat.

c5cyuldwaaip0vi

>>>

c2tm9oywqaeshvv

POTRZEBUJĄ HOTELU Z BASENEM I APARTAMENTÓW DO SPANIA? Kto za to płaci? Przecież nie wyjmują z prywatnych kieszeni

c2u5xstw8aevq1b

Z CYKLU: „POLACY MÓWIĄ WŁADZY”. Dla wolnego miasta Poznań SZACUNEK !!!

brytyjski

• Janusz Gajos skrytykował prezesa PiS w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”
• Kaczyńskiego określił „emerytem, który wciela marzenie, by być zbawcą narodu”
• Aktor zarzucił też prezesowi PiS, że „jest mistrzem w dzieleniu narodu”

janusz-gajos-2

–  To jest gorzkie zwycięstwo pana prezesa. W dzieleniu narodu jest mistrzem. Wystarczą „my” i „oni” i od razu się lepiej rządzi – powiedział o Jarosławie Kaczyńskim Janusz Gajos w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej”. Aktor przypomniał stary wywiad z prezesem PiS, w którym miał on deklarować, że chciałby być „emerytowanym zbawcą narodu”. – Zwykłemu emerytowi dużo się wybacza. Wolno mu być ekscentrykiem, ale żeby na siłę zmieniać historię, uczyć dzieci i młodzież, że jest się zbawicielem, to po prostu „ciary po plecach idą” – ocenił Gajos i dodał: – Istotnie, zacząłem się bać.

TAKI POMYSŁ JEST. KTO JEST ZA?

c2xxuqtwgaajigj

SKANDALICZNA WYPOWIEDŹ KACZYŃSKIEGO W RADIO ŁÓDŹ. KPINA Z NIEPEŁNOSPRAWNYCH I PROTESTUJĄCYCH. JAK MOŻNA TAK OBRAŻAĆ?

c2un5cvxgachgwj

News z 1960 roku.

c2w8h4ouaaerzrd

EPISKOPAT POWINIEN NAUCZYĆ SIĘ TEGO NA PAMIĘĆ.

c2xnf5sxaaaxilp

A Stonoga rzecze:

stonoga

• Kaczyński o KOD: „niektórzy byli pracownikami organów bezpieczeństwa”
• „Widać tam troszkę twarzy osób specjalnej troski” – dodał prezes PiS
• Stwierdził też, że opozycja powinna być ukarana za blokowanie mównicy 16.12

tomasz-siemoniak

– Ja się tym w najmniejszym stopniu nie przejmuję, tym bardziej że patrząc na twarze tych osób, to po pierwsze – to jest tylko domysł, ale obawiam się, że niektórzy z nich byli pracownikami dawnych organów bezpieczeństwa, z kolei też wydaje mi się, że widać tam troszkę twarzy osób specjalnej troski. Nie wygląda to groźnie – tak Jarosław Kaczyński odpowiedział na pytanie Radia Łódź o protesty KOD i to, że został wygwizdany. Prezes PiS nie chciał doprecyzować, co znaczy „specjalnej troski”. – Nie będę tego precyzował, wszyscy wiedzą, co to znaczy – stwierdził. Dodał, że blokowanie mównicy przez posłów opozycji było „swego rodzaju przemocą”, która w „jego przekonaniu” powinna zostać ukarana. – Ale decyzja należy do prokuratury i sądu – stwierdził.

(NOWA ORDYNACJA WYBORCZA JUŻ GOTOWA. PiS RUSZA PO POLSKIE MIASTA. NIE WOLNO IM NA TO POZWOLIĆ. TRZEBA BĘDZIE RUSZYĆ DUPSKO I PÓJŚĆ NA WYBORY)

c2up_ikw8aalnzn

W jakiej atmosferze przebiegło spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z łódzkimi działaczami PiS?

Przed budynkiem gdzie odbywało się spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z politykami PiS protestowało kilkadziesiąt osób, m.in. działaczy KOD i PO. – 13 grudnia spałeś do południa – to jedno z haseł, które wykrzykiwali protestujący. Prezes PiS w trakcie swojego przemówienia do polityków stwierdził, że planem PiS jest wygranie wyborów samorządowych w 2018 roku oraz parlamentarnych rok później. Wspomniał też, że szykuje reformę mediów. – Chcemy, aby dążyły do prawdy, a nie opowiadały się za jedną stroną – stwierdził.

c2u7kznwqaefzpr

Prezes PiS jeździ po kraju w związku z wyborami samorządowymi w 2018 roku. W wywiadzie dla TVP Katowice tłumaczył, że chodzi o „operację aktywizacji partii”. Coraz więcej mówi też o zmianie systemu wyborczego. Wczoraj ten temat pojawił się zarówno w Katowicach, jak i w Łodzi.

c2u89f9xuaixrav

Rozmowy z działaczami PiS w Katowicach były zamknięte dla mediów, jednak na Twitterze Prawa i Sprawiedliwości umieszczonych zostało kilka wypowiedzi prezesa.

– Wszystkie wybory są ważne, ale te samorządowe mają szczególną wagę. Wynik wyborów samorządowych wpływa znacząco na wybory parlamentarne – miał tłumaczyć lokalnym działaczom. Powtórzył, że PiS w każdym województwie powoła pełnomocnika do spraw wyborów samorządowych. Dodał, że najistotniejszym elementem jest zmiana ordynacji wyborczej.

c2vjzcbwgamejhc

Temat poruszył także w rozmowie z TVP Katowice. – Pierwszy rodzaj to zmiany zmierzające do tego, aby ewentualne próby fałszowania wyborów były bardzo trudne. Bo u nas ordynacja wyborcza nie jest z tego punktu widzenia dobrze skonstruowana – przekonywał.

Podkreślił, że chodzi o wprowadzenie przezroczystych urn, kamer internetowych w każdym lokalu wyborczym, czy przechowywania kart do głosowania przez długi czas.

„… a skończywszy na sposobie liczenia, który powinien być tak dokładnie określony, żeby było wiadomo, że to jest przez cały czas pod kontrolą, że wszyscy członkowie komisji wyborczej muszą w tym uczestniczyć, że to nie może być robione gdzieś na boku – wskazał.”

– To są też takie kwestie, jak produkcja kart, która dziś jest rozproszona i to też może prowadzić do różnych nadużyć – ocenił.

„No i sprawa zupełnie zasadnicza: wybory nie mogą być organizowane przez tych, którzy są zainteresowani ich wynikiem – przecież do tej pory tak to w Polsce wygląda – stwierdził prezes PiS.”

Te same stwierdzenia powtórzył w rozmowie z TVP3 Łódź.

„Obywatel podlega manipulacjom”

Prezes PiS chce, aby ograniczenie liczby kadencji (chodzi o zasadę dwóch kadencji dla tych, którzy pełnią funkcje jednoosobowe, czyli dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast) obowiązywało już od 2018 r.

– Pewna nadmierna stabilizacja władzy na poziomie samorządowym czasem służy rzeczom dobrym, bo nie przeczę, że są dobrzy samorządowcy, którzy mogliby rządzić pięć i siedem kadencji, ale niestety nierzadko służy także rzeczom złym, powstawaniu różnego rodzaju patologicznych powiązań, klik i wszystkich niedobrych konsekwencji, które temu towarzyszą – podkreślił z kolei w wywiadzie dla TVP3 Łódź.

Na uwagę, że samorządowców oceniają wyborcy, odparł:

„Naiwne jest myślenie, że każdy obywatel jest doskonale poinformowany i nie ulega różnego rodzaju naciskom i manipulacjom.”

Przewiduje też, że te pomysły będą zaskarżone do TK, ale ma na to odpowiedź:

„Będziemy przekonywać Trybunał, że to jest zgodne z Konstytucją – stwierdził w TVP Łódź.”

c2vmrdfxeae4pcp

Waldemar Mystkowski analizuje jak niepełnosprawnym intelektualnie jest prezes PiS.

kaczynski-i-jego

Co miał na myśli Marek Kuchciński, pisząc na Twitterze: „Rzeszów. Poseł @TomaszPoreba Próba obalenia rządu była skoordynowana z dziennikarzami i posłami Parlamentu Europejskiego”?

Podaję pełne brzmienie, bo druga osoba w państwie – a taką jest marszałek Sejmu – jest taka, iż bez czytania z kartki nawet nie jest w stanie powiedzieć „Dzień dobry, otwieram sesję sejmu…”, itd. Tym razem Kuchciński pisał. Jasne, że trzeba zapytać: z jakiej kartki przepisywał? Przede wszystkim zaznaczył, iż pisze w Rzeszowie, a Jarosław Kaczyński był w Łodzi. Czyli prezes nie machnął na niego gestem mówiącym: chodź tu Marek, powiem ci, co teraz zrobisz po wykluczeniu posła Michała Szczerby. I powiedział mu, że przenoszą się do Sali Kolumnowej.

Pierwsza osoba (głowa) w państwie podpisuje wszystko, jak leci, a jest nią – przypominam – Andrzej Duda. Druga osoba czyta z kartki albo z myśli prezesa. Kaczyński powiedział w Łodzi: „Potrzebna jest reforma mediów, chcemy aby dążyli oni do prawdy, a nie opowiadali się za jedną stroną”.

W Rzeszowie Kuchciński przepisał z kartki, powołując się na europosła PiS Tomasza Porębę, iż potrzeba nie tylko reformy mediów, które nie dążą do prawdy, lecz obalenia rządów, ale trzeba zrobić coś z posłami Parlamentu Europejskiego, a może z samą Brukselą.

Tweety mają 140 znaków i nie za wiele w nich można napisać, należy je interpretować. Kuchciński to osoba z kartki, stworzona przez Kaczyńskiego, osoba, która czyta z umysłu Kaczyńskiego.

Właśnie! Kaczyński obraca się w ograniczonym kręgu pojęć, figur retorycznych i metafor. Ciągle podkreślam, że jest intelektualnie przeciętny, ale niebywały cwaniak. To klasyczne nieporozumienie: cwaniaka mylimy z kimś, kim nie jest. Prezes PiS przez zasiedzenie – od 1989 roku – w polskiej polityce po 27 latach dorwał się do władzy i załatwia swoje kompleksy, a na jego garby składa się wszystko to, czego nie rozumie. Nie rozumie innego Polaka i Polski, dlatego nam wszystko rozwala. A my jak te barany na to patrzymy. I nawet pozwalamy się nazwać gorszym sortem, gestapo, „ludźmi specjalnej troski” – ta ostatnia to najnowsza kalumnia tego cwaniaka.

Otóż Kaczyński własną ograniczoność postrzega w swoim kręgu i przenosi na zewnętrze, które nie jest mu znane. W filozofii i psychologii zjawisko jest opisane i nazwane, jest to nieodpowiedzialność, za którą obarcza się innych. Wśród swoich takim elementem nieodpowiedzialności jest typ „Kuchciński”, który tylko może czytać z kartki, jest „politykiem specjalnej troski”.

Ta niepełnosprawność polityczna Kuchcińskiego aż razi w oczy. Dlatego nie dziwmy się, że Kaczyński nie znając nikogo poza swoimi niepełnosprawnymi nazywa pozostałych Polaków „ludźmi specjalnej troski”. Ten cwaniak bogactwo świata, jego różnorodność, wielobarwność, widzi poprzez typ „Kuchcińskiego” czytającego z kartki, z ust, z gestu, z myśli.

Tak usprawiedliwiam Kaczyńskiego, albowiem: zrozumieć, to przebaczyć. Nie powinniśmy się zanadto zajmować jego ograniczonością, ale informacjami z „kartki” Kuchcińskiego. Następna działka do rozwałki to media. Kaczyński chce z „Wyborczej”, z TVN – a nawet z Koduj24 – zrobić „Trybunę Ludu”, czy też „Völkischer Beobachter”. Tak mają cwaniacy otoczeni Kuchcińskimi.

KRÓTKO O DOBREJ ZMIANIE.

c2u0ahmxuaaxogq

DO JUTRA… JUTRO TEŻ BĘDZIEMY NIEGRZECZNI 🙂 (a swoją drogą zobaczcie jak teraz pis sprytnie ukrył piotrowicza).

c2urwylwgaebemc

>>>

POLACY WKRÓTCE SIĘ OBUDZĄ

c2pevgrwgaeiiui

Agnieszka Kublik („Wyborcza”) pisze o nowej ordynacji wyborczej, którą szykuje PiS. Jeśli PiS zmieni zasady wyborów do samorządów, może zwrócić przeciwko sobie wielu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, którym nowa ordynacja nie pozwoli kandydować.

te-zmiany

Jak się zmieni ordynacja wyborcza? PiS szykuje Budapeszt nad polską urną

Zmiany w ordynacji wyborczej do samorządów zapowiedział lider PiS Jarosław Kaczyński. Główna zmiana to ograniczenie rządów prezydentów, burmistrzów i wójtów do dwóch kadencji.

Jeśli wejdzie w życie już przed najbliższymi wyborami w 2018 r., to kandydować będzie mogło tylko czterech z 18 prezydentów miast wojewódzkich. A ze wszystkich 107 prezydentów miast tylko 41 będzie się mogło ubiegać o reelekcję.

– Te zmiany w ordynacji samorządowej raczej obrócą się przeciwko PiS – ocenia dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Bo uwolni się olbrzymi potencjał zaangażowania politycznego ze strony byłych włodarzy. Ci, którzy na wójtów i burmistrzów nie będą mogli kandydować, wystartują do sejmików wojewódzkich. I zrobią to przeciwko PiS.

Dr Flis przypomina, że w 2014 r. PiS marnie wypadł w wyborach samorządowych. Ma tylko dziesięciu prezydentów miast (na 107), a w miastach wojewódzkich – żadnego.

Zresztą zakaz sprawowania władzy przez ponad dwie kadencje można obejść. Dr Flis przypomina przypadek katowicki. Wieloletni prezydent Piotr Uszok nie wystartował w ostatnich wyborach, ale namaścił następcę i pomagał mu w kampanii. Następca wygrał. – A były prezydent został pełnomocnikiem nowego prezydenta ds. inwestycji strategicznych. Przy władzy pozostała w Katowicach praktycznie ta sama ekipa – mówi „Wyborczej” Flis.

Od kiedy takie ograniczenie kadencji można wprowadzić? Kaczyński chce, by obowiązywało już w najbliższych wyborach w 2018 r.

– Nie, prawo nie działa wstecz – mówi prof. Radosław Markowski, politolog z PAN. – Kadencyjność w samorządach musiałaby się rozpocząć od momentu wprowadzenia prawa. Ale może chodzi o to, żeby tym manewrem kogoś usunąć?

W PiS rozważa się też zmiany w ordynacji parlamentarnej. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że jeden z zamysłów to podwyższenie progu wyborczego do 10 proc. Teraz obowiązują dwa progi: 5 proc. dla partii; 8 proc. – dla koalicji wyborczych.

Dr Flis: – Pomysłu z 10-proc. progiem wyborczym nie da się racjonalnie uzasadnić. Awantura byłaby nieunikniona, a to z reguły oznacza stratę wśród wahających się wyborców.

Prof. Jacek Raciborski, socjolog z UW: – Próg 10 proc. to prostackie rozwiązanie. Nie sądzę, by ten pomysł lansowali. Inteligentniejszym rozwiązaniem jest zwiększenie liczby okręgów pod hasłem: posłowie bliżej wyborców.

Prezes Kaczyński zapowiadał „Budapeszt w Warszawie”. Podobnie jak premier Węgier Viktor Orbán podporządkował swojej partii Trybunał Konstytucyjny. Teraz pora na zmianę ordynacji wyborczej.

Na Węgrzech było tak:

  • W 2010 r. Fidesz Orbána zdobył 53 proc. poparcia i 68 proc. miejsc w parlamencie, czyli większość konstytucyjną;
  • Latem 2011 r. poparcie dla Fideszu spadło do nieco ponad 20 proc.;
  • W nowej ordynacji Orbán zapisał więc rozwiązania faworyzujące Fidesz
  • W 2014 r. znów zdobył większość konstytucyjną.

(MAJĄ BYĆ TAKIE TRZY. KOGO MOŻNA BY WSADZIĆ DO DRUGIEJ I TRZECIEJ TAKIEJ „ŁODZI”?)

c2ptgdfw8aejcbk

Najważniejszą zmianą Orbána – wyjaśnia prof. Markowski – było zwiększenie liczby posłów wybieranych w okręgach jednomandatowych. Nowe granice okręgów faworyzują kandydatów partii rządzącej.

Ponadto Fidesz zezwolił na udział w wyborach Węgrom z sąsiednich krajów (Słowacja, Rumunia), w większości swoim zwolennikom, mającym podwójne obywatelstwo. Mogą głosować korespondencyjnie, czego nie wolno obywatelom Węgier żyjącym na Zachodzie.

– Nowe prawo wyborcze jest tak skonstruowane, by Fidesz utrzymał władzę, nawet jeśli przegra wybory – puentuje prof. Markowski.

Prof. Jadwiga Staniszkis w wywiadzie dla „Wyborczej” dwa miesiące temu takie plany PiS-u przewidywała: „Jeśli zmienią ordynację wyborczą, mogą rządzić następne cztery lata”.

trump

TO JEST TA WAŻNA RÓŻNICA POMIĘDZY DEMOKRACJĄ A PAŃSTWEM PiS

c2pt_7nw8aabnhz

Adam Michnik pisze o nowym prezydencie USA – Trumpie.Nic już nie jest pewne i oczywiste. Otwarte pozostaje pytanie: Czy będziemy umieli, tak jak w 1989 r., porozumieć się i ocalić suwerenność i wolność, czy zwyciężać będzie logika polskiego piekła?

filary

Nowy prezydent USA uosabia lęk i niepewność wobec czasu, który nadchodzi. Straszy nas radykalnym odwrotem od stabilności systemów demokracji.

Donald Trump jest doprawdy nieprzewidywalny. Jego język na tyle przeraża, że wielu Amerykanów obawia się, iż nowa administracja może doprowadzić USA i cały świat do chaosu. Inni wyrażają wiarę w siłę i skuteczność instytucji demokracji amerykańskiej; ci powtarzają, że „dłużej klasztora niż przeora”.

Tak czy inaczej, Trump jest groźny przez swą zagadkowość, niekompetencję i wypowiedzi, które zdają się przekreślać rolę Ameryki jako filaru obozu państw demokratycznych. Jego ostatni wywiad dla „Timesa” i „Bilda”, w którym wyraża tyleż zaufania do Putina, co do Angeli Merkel, wskazuje, że nie odróżnia on państw demokratycznych od autorytarnych i agresywnie imperialnych.

Dla Polski i jej sąsiadów idą niebezpieczne lata. Wymuszą zapewne istotne korekty w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Będzie to egzamin dojrzałości i odpowiedzialności za państwo w czasie niespokojnym. Egzamin ten dotyczy wszystkich, ale głównie rządzącej klasy politycznej.

Nie wiemy, czy obóz Jarosława Kaczyńskiego okaże się zdolny do autorefleksji i korekty, czy też będzie nadal prowadził politykę „putinizacji” państwa polskiego. Czy górę weźmie egoizm kasty rządzącej, czy też rozsądne przekonanie, że Polska skłócona wewnętrznie i skonfliktowana z sąsiadami może się znaleźć w sytuacji tak groźnej jak nigdy jeszcze po 1989 r.?

Rosja Putina zagraża Rosjanom i ich sąsiadom. Trump deklaruje niechęć do NATO i Unii Europejskiej, ale powtarza awanse pod adresem Putina.

Filary bezpieczeństwa zaczęły się chwiać. Nic już nie jest pewne i oczywiste. Otwarte pozostaje pytanie: Czy będziemy umieli, tak jak w 1989 r., porozumieć się i ocalić suwerenność i wolność, czy w pełnym nowych zagrożeń świecie zwyciężać będzie logika polskiego piekła? A przecież porozumienia wymaga dzisiaj wolność Polski i wolność człowieka w Polsce.

ZOBACZCIE JAK STRASZY „OBYWATEL MINISTER”. W SUMIE, ZROBIŁ ŻART SAM Z SIEBIE.

c2prpp1xcaev6_g

Waldemar Mystkowski pisze o geście posła Platformy Nitrasa.

brawo

Drzwi biura poselskiego w Szczecinie posłów PiS Joachima Brudzińskiego i Leszka Dobrzyńskiego zostały w nocy z wtorku na środę oblane farbą, złoczyńcy sporo jej wylali. W każdym razie publikowane zdjęcia robią wrażenie.

Mniej znany poseł Dobrzyński od razu orzekł, iż to napaść polityczna. Znalazł nawet źródło inspiracji: „Kampania nienawiści i agresji prowadzona przez totalną opozycję przynosi skutki…” W takich żyjemy czasach, jak coś się nam nie podoba, przeciwnik polityczny za tym stoi.

Brakuje autorefleksji, iż może to moje czyny mogły do tego doprowadzić. Ktoś się na mnie wkurzył i jak ja wykroczył przeciw rozsądkowi. Ktokolwiek oblał farbą drzwi biura poselskiego, zniszczył czyjąś własność, dopuścił się szkody materialnej.

Istnieje też zasada permanetnego konfliktu. Jeżeli on wygasa, dopuszczam się czynu na samym sobie, aby konflikt trwał. Nie posądzam o to posłów PiS i ich otoczenie, uwzględniam taką możliwość. Bo podobny „atak” na materię, bądź groźba słowna są wstępem do czynów znacznie groźniejszych – do przemocy fizycznej.

Przez dwa dni drzwi biura w Szczecinie stały sobie oblane farbą, na ich tle politycy PiS udzielali wywiadów, oburzeni na to, co za ich plecami.

Poseł Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras gestem odkupienia postanowił przerwać ten spektakl medialny, spektakl niedobrych emocji. W piątek Nitras ze swoimi współpracownikami przez kilkadziesiąt minut czyścił z farby drzwi i trochę ubrudzonych elewacji.

posel

Akcja została zarejestrowana kamerą, wszystkie czyny posłów muszą mieć dokumentację, inaczej – jakby takiego czynu nie było. Nitras jednak swoim odkupieniem za jakiegoś łobuza oczekuje wzajemności, swoistego łańcuszka dobra. Mianowicie Nitras zwrócił się do wiceszefa PiS: „Ty też możesz zmyć jedną plamę. Mam propozycję, wtedy będziemy kwita. Przeproś za zachowanie pani radnej i zwolenników PiS-u w sądzie w Gdańsku. Zmyjesz jakąś plamę. Przeproś za zachowanie swoich kolegów partyjnych”.

Chodzi o niejaką radną PiS z Gdańska Annę Kołakowską, która zagroziła posłance PO Agnieszce Pomaskiej w publikacji na Facebooku: „Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso”. Pomaska poszła z tym do sądu. W poniedziałek miała się odbyć pierwsza rozprawa, przed jej rozpoczęciem zebrał się tłumek pisowskich zwolenników, który skandował „Ogolić na łyso”, mieli ze sobą obraźliwe transparenty, krzyczeli i hałasowali. Nie pozwolili wejść Pomaskiej na salę, więc sędzia odroczył rozprawę.

Otóż Nitras oczekuje, iż Brudziński „zmyje” tę gdańską plamę. Wystarcza proste słowo: „przepraszam”. Czy do tego dojdzie? Postawę Nitrasa docenili internaucie, którzy komentowali: „Panie Sławku, mega akcja, szacun”, „Brawo, dobra lekcja szacunku dla każdego człowieka”, „Dobra lekcja życia! Żeby walczyć z przemocą trzeba zacząć od siebie!”.

Brudziński na razie nie przeprosił za radną PiS, jednak zauważył postawę Nitrasa, którą nazwał „miłą”. Może Brudziński potrzebuje czasu, aby po docenieniu gestu kogoś innego, wziąć na własną klatę odpowiedzialność, wszak w partii jest drugą osobą po Jarosławie Kaczyńskim. Odwagi, pośle Brudziński, przeproś za radną, miej szacunek dla samego siebie, jak internauci dla Nitrasa.

OPOZYCJA NA STRAŻY WOLNOŚCI MEDIÓW. DZIĘKUJEMY.

c2nbs4uwiaqwsuz

JAKIEŚ SUGESTIE DLA NOTARIUSZA DOBREJ ZMIANY?

c2pv-esweain_v_

>>>