Posts Tagged ‘Antoni Macierewicz’

Kolejna modlitwa kaczora… będzie też placz i smutek , jak co miesiąc.Witamy w domu wartiatów w wykonaniu tańczących na trumnach

KOLEJNY RAZ PiS POKAZAŁ, ŻE MIESZKAŃCÓW WARSZAWY MA W D…..

Włodzimierz Cimoszewicz i jego syn poseł PO Tomasz będą skarżyć do sądu TVP i polityków PiS. To reakcja na wypowiedzi niektórych posłów partii rządzącej po wywiadzie byłego premiera na temat noweli ustawy o IPN.

Na początku tygodnia w udzielonym „Rzeczpospolitej” wywiadzie Włodzimierz Cimoszewicz powiedział m.in. – „Ustawa o IPN to jeden z wielu przykładów oszukańczego sterowania emocjami i opiniami co najmniej połowy społeczeństwa. Wmawia się ludziom, że Polska jest nieustannie, kłamliwie atakowana i pomawiana”. Mówił też o udziale Polaków w Holokauście: – „Dzisiejsze pokolenie nie jest za to odpowiedzialne. Jeśli jednak milczy lub kłamie, to stwarza swoją własną odpowiedzialność i podważa swoją wartość moralną”.

Pytany, czy spór polsko-izraelski pokazał, że w Polsce jest problem z antysemityzmem, stwierdził: – „Oczywiście tak. To problem trwały (…). Ekscesy na stadionach, napis „Łatwopalni” w Jedwabnem i setki innych przypadków. PiS od zawsze flirtował z nacjonalizmem. Wielu z nich pewnie po prostu jest nacjonalistami. W tej atmosferze wszelkie formy rasizmu i ksenofobii muszą kwitnąć. Gołosłowne zapewnienia Dudy i Morawieckiego są bez znaczenia”.

– „Po ukazaniu się tego wywiadu rozpętało się piekło” – powiedział „GW” Tomasz Cimoszewicz. – „Pojawiły się programy w TVP szkalujące imię mojego dziadka, w których nazywano go mordercą. Chodzi chociażby o program pani Magdaleny Ogórek i pana Marcina Wolskiego na antenie TVP Info i kilka innych programów z udziałem i wypowiedziami np. posła Dominika Tarczyńskiego w programie „Minęła 20”, ale i innych posłów PiS”.

W tym samym czasie CBA rozpoczęło kontrolę oświadczeń majątkowych Tomasza Cimoszewicza. – „Odwiedziłem już CBA i poddałem się rozpoczętej procedurze, która może trwać od trzech do dziewięciu miesięcy. Nie mam nic do ukrycia. Nie jest to jednak przypadek, że w dzień po mocnym wywiadzie mojego ojca pojawia się taka zorganizowana akcja z udziałem TVP, posłów PiS i CBA. Chodzi o to, aby zamilkł” – powiedział poseł Cimoszewicz.

Włodzimierz i Tomasz Cimoszewiczowie przygotowują pozwy przeciwko – jak to określa Tomasz Cimoszewicz – sporej grupie pomawiających i nękających. W przypadku TVP chcą złożyć również skargę w związku z rozpowszechnieniem przez nią pomówień do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

❓Jak długo pracujesz na awans, premię i podwyżkę? Oni mają legitymacje . Nawet Ci, którzy wylecieli z rządu z hukiem, zasłużyli na niebotyczne pieniądze. 🔁RT

 

Zdaniem gen. Waldemara Skrzypczaka w polskiej armii cały czas jest realizowany program sprzed 10 lat. – „Nie mamy skutecznego uzbrojenia, systemów rażenia, systemu walki, które powodowałyby to, że nasza armia jest zdolna oprzeć się choćby agresji ze strony Rosji” – powiedział były wiceminister obrony w RMF FM.

Skrzypczak uważa, że najgorsza sytuacja jest w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. – „PGZ jest w stanie zapaści technologicznej. Przez 2 lata nie zrobiło się tam nic. To wszystko są ruchy o charakterze propagandowym, a przecież zbrojeniówka może być motorem dla polskiej gospodarki” – stwierdził generał. Przypomnijmy, że kilka dni temu minister obrony Mariusz Błaszczak odwołał cały powołany przez Macierewicza zarząd PGZ.

Były wiceminister obrony zrecenzował dwa lata Macierewicza w resorcie. – „W zasadzie nie zrobił nic, tak na dobrą sprawę, dla armii. A deklarował zrobienie skoku jakościowego. Ten skok się nie wydarzył, nie dzieje się nic takiego, co by zmieniło potencjał bojowy armii” – podsumował gen. Skrzypczak.

Cały raport do poczytania na stronie

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Mateusz Morawiecki to Macierewicz nowej generacji?

Antoni Macierewicz długo próbował wstrzelić się w oczekiwania braci Kaczyńskich. Nie w pełni zadowolił raportem o WSI i rozwiązaniem tych służb, bo publikacja aneksu do raportu o likwidacji WSI została wstrzymana przez Lecha Kaczyńskiego i podtrzymana przez Andrzeja Dudę. Śmierć brata Jarosława Kaczyńskiego stała się wehikułem do spektakularnej kariery, zarówno partyjnej, jak i rządowej.

Macierewicz nadepnął na poczucie winy Jarosława i nadymał je do rozmiarów niebotycznych. To na nim zbudował prezes PiS swoją siłę polityczną, która jest zagrożeniem dla Polski. Macierewicz katastrofę smoleńską pompował, prezes Kaczyński skrzętnie na niej konstruował strategię dojścia do władzy. Było to w kontrze nie tylko do rządzącej koalicji PO-PSL, ale do Polski po 1989 roku.

Wychodzenie ze słabości historycznej i strukturalnej było nad wyraz trudne. Polsce udała się transformacja po pożegnaniu PRL. Naszym sąsiadom w podobnej sytuacji wyszło o wiele gorzej albo w ogóle. A pisowska budowa własnej siły na rzeczywistej sile nazwana została ruiną – i to paradoksalnie okazało się skuteczne. Socjolodzy i politolodzy zachodzą w głową, dlaczego tak się stało. Ciekawym opisem przyczyn zwycięstwa PiS jest raport zespołu socjologicznego Macieja Gduli, który zanurzył się w naszej prowincji. Opublikowany został z tego raport „Dobra zmiana w Miastku”, a także pozycja na rynek wydawniczy „Nowy autorytaryzm”.

Ta ostatnia publikacja winna być obowiązkową lekturą dla opozycji, bo na tych i podobnych wynikach badań socjologicznych można skonstruować konkurencyjny program polityczny i rozbroić pisowskie zagrożenia dla kraju. Kaczyński będzie brał nas za twarz, póki nie przeciwstawimy się nazwaniem tych zagrożeń i ich skutecznym rozwiązaniem.

Samo tylko cofnięcie ruin PiS (prawnych, ustrojowych, antydemokratycznych) nie będzie właściwym rozwiązaniem. Jeden z głównych przedstawicieli okresu heroicznego władzy PiS – Macierewicz – odchodzi. Tak dzieje się tylko z tą konkretną postacią, bo następują po niej Macierewicze kolejnej generacji, jak choćby Mateusz Morawiecki, absolwent MBA (Master of Business Administration). To o wiele trudniejszy przeciwnik.

Choć Macierewicz nie wróci, bo ostatecznie się skompromitował, jego osoba jest charakterystyczna do sposobu uprawiania polityki przez partię nowego typu autorytarnego w okresie heroicznym, tj. przechwytywania władzy. Po ostatnim posiedzeniu sejmowej komisji obrony – mimo próby zablokowania jej jawności przez PiS – mamy wiedzę, co właściwie „osiągnął” Macierewicz. Przede wszystkim nieustannie nas okłamywał.

Posłowie opozycji obnażali nieprawdy Macierewicza, a pisowcy ze wstydu w milczeniu wpatrywali się w stoły. Żaden ważny przetarg na uzbrojenie armii – żaden! – nie został rozstrzygnięty. Macierewicz wobec mediów stosował retoryczną „manianę”: „już”, „za miesiąc”, „do końca roku”. Przetargi na śmigłowce, system artylerii rakietowej, okrętów podwodnych, dronów bojowych, znajdują się w fazie „prac koncepcyjnych”.

Jeszcze gorzej ma się rzecz z wehikułem kariery Macierewicza – katastrofą smoleńską. Przez dwa lata rządu PiS (i przez 8 lat „badań” zespołu smoleńskiego) nie przedstawiono prokuraturze żadnego dowodu na wybuchy w prezydenckim Tupolewie. Zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek, odpowiadając na interpelację posła PO Krzysztofa Brejzy, pisze, że nie istnieje żadna współpraca prokuratury z podkomisją Macierewicza, mimo że zwrócono się do niej w trybie przewidzianym w ustawie o prawie lotniczym o przekazanie wyników badań na potrzeby śledztwa.

Nawet Kaczyński zwątpił w zamach wobec swego elektoratu. W ostatniej rozmowie z niezależna.pl przyznał się do porażki: – „Na 8. rocznicę będziemy mogli powiedzieć przynajmniej, co wiemy, czego nie wiemy, gdzie są te punkty, które są w tej chwili nie do wyjaśnienia”. Prezes przygotowuje swój elektorat do tego, że „być może trzeba będzie nawet jeszcze lat, żeby być zupełnie pewnym, co się stało”. Dwuletni okres heroiczny rządów PiS na podstawie tylko osoby Macierewicza porządkuje Platforma Obywatelska w raporcie „785 dni Antoniego Macierewicza w MON-ie”.

Macierewicz jest esencją rządów PiS. Jak jest ważny dla elektoratu partii Kaczyńskiego, prezes przekonuje się na miesięcznicach, wówczas to Macierewicz dostaje największe brawa, częściej jest skandowane „Antoni” niż „Jarosław”. Dzisiaj groźniejszy jest dla Polski Macierewicz nowej generacji – Mateusz Morawiecki, który stosuje podobne narzędzia utrzymania się przy władzy. Nowy autorytaryzm wchodzi na wyższy poziom tworzenia z Polski ruin.

Za łamanie praworządności i brak dialogu z Unią Europejską, zapłacą wszyscy Polacy 👇

Duda jak Salomon

Pisowska ustawa o IPN spowodowała większe spustoszenie niż antyuchodźcza polityka rządu Szydło i Morawieckiego.

Andrzej Duda zapowiedział podpisanie noweli ustawy o IPN, odsyłając dwa jej artykuły do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym. Ten tryb jest istotny, nie jest zatem trybem prewencyjnym, a więc ustawa wchodzi w życie z niekonstytucyjnymi przepisami karnymi.

Międzynarodowy kryzys wokół ustawy ujawnił siłę polskiego antysemityzmu, który odżył i konsoliduje się. Nie będzie możliwe zapędzenie go z powrotem jak dżinna do przestrzegania poprawności politycznej. Tak jak w okresie międzywojennym, nacjonalizm zaczeka na sposobne chwile, aby podpalić stodołę z zapędzonymi do niej przeciwnikami – niekoniecznie ze względu na rasę.

Pisowska ustawa spowodowała większe spustoszenie w emocjach niektórych Polaków niż antyuchodźcza polityka rządu Szydło i Morawieckiego. Wystarczy zaglądnąć na kanały TVP bądź na prawicowe strony internetowe, aby się o tym przekonać.

Odesłanie dwóch artykułów do Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiada trzech sędziów dublerów, a prezes Julia Przyłębska nie trzyma przyzwoitych standardów profesji sędziowskiej, rządzi zaś Mariusz Muszyński (Donald Tusk jest dla niego bandytą, zaś Katarzyna Lubnauer, Ryszard Petru i inni nadają się ze względu na nazwiska najwyżej do Bundestagu), ukaże światu poczynioną przez PiS demolkę w tej instytucji, mającej strzec Konstytucji.

Duda kolejny raz naruszył Konstytucję w zamiarze ewentualnym, bo odesłanie dwóch artykułów przewiduje niekonstytucyjność i jest wyrazem godzenia się na całość, gdyż nowela wchodzi w życie.

Duda chciał pokazać się jak Salomon, przed którym stanęły dwie matki. Kobiety spierały się o dziecko. Król żydowski chciał je pogodzić, „sprawiedliwie” rozcinając mieczem dziecko na pół. Wówczas prawdziwa matka ustąpiła.

Zaś Duda aktem podpisania ustawy i odesłania artykułów do TK rozciął „sprawiedliwie” ustawę, uśmiercił rozum polityczny. Postawa Dudy jest podatna na negatywne interpretacje swojej osoby poprzez uniwersalne mity. Nie jest on w stanie podołać ciężarom prezydentury, jak Syzyfowi odpowiedzialność ciągle wymyka mu się z rąk. Z takim ułomnym charakterem nie jest mu po drodze z żadną trudnością. Duda to nie leader, a ledwie cheerleader, o czym naocznie się przekonamy, oglądając jego wygibasy na twarzy podczas transmisji z zimowych igrzysk w koreańskim Pjonczangu.

To nie działa przeciwko Polsce. Przeciwko Polsce działa 👇

Duda urwał się z choinki

Andrzej Duda nie zrezygnował ze swojego politycznego wehikułu do reelekcji – nowej konstytucji. Wg aktualnie obowiązującej grozi mu Trybunał Stanu i konsekwencje karne, bo po prostu kilkakrotnie ją złamał. Do tego Duda nie jest pewien, czy PiS wystawi go w wyborach. Prezes Kaczyński i jego akolici są przeciw referendum ws. konstytucji w 100. rocznicę odzyskania niepodległości.

Biednemu Dudzie wiatr historii wieje w oczy. Nawet gdyby miał podpisywać wszystkie felerne ustawy bez czytania i w nocy, nie może być pewien, czy prezes Kaczyński spojrzy na niego łaskawym okiem i czy poda mu rękę do uściśnięcia.

Duda na konferencji „Wspólnie o Konstytucji, Wspólnie o Rodzinie” pochwalił się, że czyta obce konstytucje. I czyta je z powodu specyficznych potrzeb, bynajmniej nie ustroju demokratycznego, ale… rodzinnego, gdyż rodzina „w ogóle stanowi fundament absolutny ustroju społecznego państwa”.Fundament absolutny – to nowy termin prawa ustrojowego absolwenta prawa Dudy. A gdzie tego kitu fundamentalnego się doczytał? – „Są zresztą takie konstytucje, które w taki sposób podkreślają tę rolę rodziny, wskazując ją jako fundament ustroju społecznego, podstawową jednostkę, jaka występuje w społeczeństwie. Choćby w greckiej konstytucji rodzina jest tak ujęta”.

Proszę bardzo, prezydent Duda polskiej Konstytucji nie czyta, nie dotrzymuje zapisanych w niej artykułów, łamie je, ale grecką konstytucję i „takie” inne czyta. O co Dudzie z tym fundamentem rodziny chodzi? Przede wszystkim to „wzajemna relacja kobiety i mężczyzny, małżeństwa, tworzącego rodzinę”. W tej relacji może występować równouprawnienie: „z założenia muszą mieć równe prawa, natomiast jest kwestia tego, czy rodzina, małżeństwo może sobie układać swoje role małżeńskie w sposób dowolny„.

Duda wyrażał się ponadto o psychologicznej stronie rodziny (małżeństwa) – związek „powinien być oparty na miłości i wzajemnym oddaniu” – ale to powinno najmniej nas obchodzić. Tylko tyle ma do powiedzenia prezydent naszego kraju, nie zająknął się o przemocy w rodzinie, nie wymsknęła mu się uwaga o rolach społecznych płci. Nic zatem o gender, które w sposób nowoczesny opisuje wzajemne relacje płci zarówno w związkach, jak i w społeczeństwie.

Duda nie wypowiedział się o związkach partnerskich, które niczym nie różnią się od rodziny, bo formalność prawna ani rytuał religijny nie wnoszą żadnych wartości do relacji międzyludzkich. Nie usłyszeliśmy nic o małżeństwach jednopłciowych.

I o to zdaje się chodzić. Od Dudy zaleciało zaduchem zakrystii, odwołuje się do rodziny, która w tym rozumieniu nijak się ma do prawa ustrojowego. Mamy do czynienia z promowaniem swojej osoby w ramach zaprzeszłego rozumienia ustroju, konstytucji i roli społecznej rodziny. Rodzina polska (formalna, partnerska czy też jednopłciowa) żyje w roku 2018, a Duda ględził o wiedzy sprzed kilkudziesięciu lat. Prezydent jest nie z naszych czasów, urwał się z choinki, której dawno opadły igły, jest nie do użytku.

PIĘKNIE POWIEDZIANE 🙂

Fragment wywiadu Cezarego Michalskiego z Markiem Migalskim (cowdmedia.pl).

 Przychodzi mi do głowy analogia, którą jak wszystkie historyczne analogie trzeba oczywiście brać z pewną poprawką. Po Marcu 1968, czyli po wzbudzeniu przez władzę nacjonalizmu i antysemityzmu na użytek wewnętrzny, ale też z koszmarnymi skutkami międzynarodowymi, przyszedł Sierpień 1968, interwencja w Czechosłowacji. Gomułka rozumiał, że na tej hecy wewnętrznej on przegrał międzynarodowo i Polacy to czują. Zatem potrzebuje jakiegoś sukcesu w polityce międzynarodowej.

Najechania Czechosłowacji jako marionetka Breżniewa?

Chciał przez to pokazać, że jego polityka jest jednak skuteczna. Nie tyle, że zawładnęliśmy Czechosłowacją, ale jednak „polskie czołgi są w Hradec Kralove”. To było tak sprzedawane w propagandzie władzy adresowanej do tych samych nacjonalistów i antysemitów, do których Gomułka i Moczar adresowali się parę miesięcy wcześniej w czasie kryzysu marcowego. „Mamy na świecie sojuszników i razem z nimi wygrywamy”.

Zatem po obecnym „Marcu” może być gorzej?

Jarosław Kaczyński będzie chciał mieć jakiś sukces na arenie międzynarodowej. Kiedy ja ostatnio zastanawiałem się nad tym na swoim blogu, jeden z internautów napisał: „przecież sprawa Zaolzia jest nierozwiązana”. To ponury żart, ale oddaje kierunek, w którym Kaczyński będzie teraz musiał iść.

Dziś to „Zaolzie” musiałoby być na Ukrainie. W końcu Kaczyński zdecydował się na zaostrzenie konfliktu także na tym froncie, wpisując do nowelizacji fragment „antybanderowski”. Za co został już publicznie pochwalony przez partię Putina i przez Kadyrowa.

Z kolei ambasador Ukrainy w Polsce Andrzej Deszczycia dwa dni temu powiedział, że Ukraina po ostatnim konflikcie zrozumiała, że teraz jej ambasadorem w Unii Europejskiej jest Litwa. Paweł Kowal przypomniał niedawno, że Ukraina była jedynym narodem na świecie, który do niedawna w sondażach odpowiadał, że najbardziej lubi Polaków.

To była wdzięczność za poparcie Majdanu.

Teraz to jest bardzo szybko marnowane. W tempie, które nawet Kaczyńskiemu musi wydawać się zaskakujące i bynajmniej nie jest sukcesem.

NIECH TE SŁOWA BĘDĄ ZIMNYM PRYSZNICEM DLA WIELU Z NAS

Reklamy

Uwaga ! Gośc przynosi pecha😜😎

Cztery teksty Waldemara Mystkowskiego.

Proroctwo Donalda Tuska spełniło się tego samego dnia

PiS jeszcze bardziej pogłębia mroki i ciemnotę Polaków

Prorokiem nie może zostać byle kto. Musi znać na wskroś przedmiot, do którego zastosuje przewidywanie – a tym materiałem jest partia PiS. Prorok musi znać rodaków lepiej niż najlepsi w narodzie. Przede wszystkim Tejrezjasz musi górować intelektualnie nad tymi, którym będzie przewidywał przyszłość.

Proroctwo jest wyrażaniem się o kierunku, w jakim potoczy się zło. Tusk przewidział rano, a zło sprawdziło się po południu. Gdyby prowadzono ranking proroków, to były premier – a obecny szef Rady Europejskiej – właśnie wysunąłby się na czoło.

Donald Tusk na Twitterze napisał: „Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach”, szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą…”

Jest to klasyka ironii. Np. z Jarosława Kaczyńskiego należy się śmiać poprzez cytowanie go in extenso, dosłownie, bez zmiany nawet przecinka. I wcale nie chodzi o słynne „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Kaczyński sam się obnaża. Jest kompromitujący w swoich prawdach, które są w istocie kłamstwami.

Tak samo jak z „polskimi obozami śmierci”, które stały się słynne na cały świat, bo politycy PiS sami się skompromitowali. W ustawie o IPN nie chodzi o prawdę, ani o język, ale chodzi o to, aby w imię mniemanej prawdy pisać historię na nowo, przekłamywać fakty historyczne.

„Polskie obozy śmierci” są pretekstem, bo PiS bierze się za cenzurę języka. Wszak żaden poważny historyk, bądź zainteresowany tematyką obozów śmierci przeczytawszy o „polskich obozach śmierci” nie pomyśli, że to Polacy są za nie odpowiedzialni. Taka jest zbitka językowa, która ma inne pole semantyczne niż wynikałoby z jej części składowych. Aby to jednak wiedzieć, trzeba mieć trochę oleju w łepetynie.

Wracam do naszych „baranów” (za Szekspirem: „baran” to rozpatrywany przedmiot). Tusk napisał rano na Twitterze, a po południu premier Mateusz Morawiecki wygłosił orędzie do… narodów świata. Orędzie wygłoszone po polsku zostało przetłumaczone na angielski, translację narody świata mogły czytać w postaci napisów pod wystąpieniem.

No i katastrofa, czyli przewidywanie Tuska sprawdziło się nim godzinowa wskazówka obiegła dookoła cyferblat w moim zegarku. Morawieckiemu w tłumaczeniu na angielski przypisano mianowicie frazę: „Camps where millions of Jews were murdered were Polish (czyli tłumaczenie z tłumaczenia: „obozy, w których wymordowano miliony Żydów były polskie”).

Walczą pisowcy z całym światem, iż obozy nie były polskie, a sami głoszą, że jednak polskie. To jest wpadka? Nie! Choć PiS będzie twierdził, że to wpadka. Oczywiście znaleźli winnych, zawiodło automatyczne tłumaczenie serwisu YouTube. Tak tłumaczą się patałachy, bo kto korzysta przy tak ważnym orędziu z jakiegoś automatu?

Morawiecki potwierdził więc proroctwo Tuska, iż „autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat…” I to sam premier wziął się za promowanie. Nawiasem, Morawiecki jest fatalnym mówcą, tak sztywny i nijaki, jakby był stworzony automatycznie. Obawiam się, że to może być prawdą: Morawiecki to martwa materia animowana na potrzeby telewizji i internetu.

Marek Kacprzak był wczoraj w Polsacie wydawcą anteny, poznał – pisze na Twitterze – „kulisy i wiedzę techniczną osób odpowiedzialnych za dostarczenie orędzia do stacji telewizyjnych”. Z niejakim sarkazmem ocenia potworkowate orędzie: „Nic mnie nie zdziwi”.

A do samej materii udziału Polaków w Holocauscie to zdanie Jana Karskiego, który pierwszy powiadomił świat o obozach śmierci na terenie Polski – jest dla nas jako całości kompromitujące: „W szerszych kręgach społeczeństwa stosunek do Żydów jest przeważnie bezwzględny, często bezlitosny. To zbliża je w pewnym sensie do Niemców „. Najlepsi Polacy nie mają zbyt dobrego zdania o narodzie polskim, a PiS jeszcze bardziej pogłębia mroki i ciemnotę Polaków. I do tego w gruncie rzeczy ma służyć ustawa o IPN.

WYOBRAŹCIE SOBIE JAK ONA SIĘ TERAZ CIESZY!

Prawo tworzone przez PiS stanęło pod latarnią

Władze pisowskie nie potrafią wybrnąć z pasztetu, który nam zgotowały. Nam, bo nie sobie. Jarosławowi Kaczyńskiemu dynda, czy Polska będzie szanowana. Jemu chodzi o to, aby naród go słuchał i przez wymuszenie szanował.

Pasztet ustawy o IPN pokazuje, gdzie stanęło prawo pisowskie. Mianowicie stanęło pod latarnią. Akurat Izrael i USA są zainteresowane ustawą o IPN. I tak zareagowały – z właściwą sobie mocą. Niestety, skuteczną, bo Polska zostanie jeszcze niżej zepchnięta w hierarchii ważnych państw.
I to będą restrykcje niezadekretowane wobec państwa polskiego, czyli nas, nie dojdzie też do żadnego oficjalnego nałożenia sankcji. Po prostu na słowo Polska coraz więcej państw i dużych zagranicznych przedsiębiorstw będzie reagowało negatywnie. Tak jak BMW, które nasze warunki prawne porównało do Trzeciego Świata.

Zauważmy, iż ustawa o IPN to logiczny ciąg rozpoczęty rozwałką Trybunału Konstytucyjnego, całego sądownictwa. O odstąpienie od tego trzeciego świata prawnego apelują unijne władze. Skutek będzie taki, że spadniemy ostatecznie do ligi Trzeciego Świata. Czy autokrata przejmuje się, że rządzi zdegradowanym państwem? Nie, bo gdyby się przejmował, to państwo nie byłoby w jego władaniu.

Z niejakim niesmakiem czytam, jak politycy i komentatorzy przystosowują swoje mierne charaktery i talenty do sytuacji degradacji. Jarosław Gowin zakrztusił się i orzekł, iż „sytuacja jest złożona”. Tak mu się złożyło, a to dlatego, że tak wybrał. A to nie jest sytuacja złożona, tylko przez takich konformistów, jak Gowin zawiniona. I dalej ten pożal się Boże intelektualista mówi („Jeden na Jeden” w TVN24): – „Mieliśmy podstawy do tego, by sądzić, że strona izraelska akceptuje brzmienie tych przepisów”.

Aby nie podpaść Kaczyńskiemu, Gowin tworzy symetryzm pisowski („oni też”): – „Zawsze tam, gdzie dochodzi do nieporozumienia dwóch stron, przyczyny są i po jednej, i po drugiej stronie”. Panie Gowin, nie ma takiej „reguły nieporozumienia”. Ktoś doprowadza do nieporozumienia, aby uzyskać swoje cele. Ustawę o IPN stworzyli pokraczni pisowscy politycy. Żaden przeciętny prawnik takiego zakalca jurydycznego by nie stworzył.

Podobnym „symetryzmem” językowym, iż szare komórki skręcają się, gdy czytam enuncjacje dziennikarza Michała Szułdrzyńskiego w „Rzeczpopospolitej”: – „Uniemożliwiając przeprowadzenie manifestacji organizacji radykalnie narodowych przed Ambasadą Izraela w Warszawie, rząd PiS udowodnił, że jeśli chce, potrafi sporo zaryzykować w imię obrony dobrego wizerunku Polski”.
Czym rząd PiS zaryzykował? Tym, że się postawił nacjonalistom? Tym, że Mateusz Morawiecki cyknął się, iż jego ojciec Kornel Morawiecki może przyjść na manifestację, jak podczas tzw. Marszu Niepodległości, na którym tupał wraz z nacjonalistami, bo „naród jest ponad prawem”? Takie fundują nam pokraczności politycy i dziennikarze – dwóch takich zacytowałem, Gowina i Szułdrzyńskiego.

Nie tylko prawo pisowskie stanęło pod latarnią, ale moralność i kompletne niezrozumienie polskiej tradycji. Nie będę pisał o tolerancji dawnych Polaków wobec innych nacji, bo to zostało zniszczone przez pokraczność nacjonalistów, ale powołam się na wybitną Zofię Nałkowską z „Medalionów” opublikowanych w 1946 roku, która tamże pisze o „polskich obozach śmierci”. Czy wówczas czytelnicy pomyśleli, iż obozy organizowali Polacy? Tak samo jest dzisiaj, żaden średniej jakości publicysta zajmujący się tą tematyka nie obarczy winą Polaków za obozy śmierci.

Ludzie ludziom zgotowali ten los, a dzisiaj pisowcy politycy i niektórzy żurnaliści budują nam degradowaną Polskę. Czego się nie dotkną – niszczą, ośmieszają i zwalają winę na innych. To jest pokraczność, która stanęła po latarnią.

Kapitalnie podsumował opisywaną przeze mnie pokraczność w jednym tweecie Donald Tusk: – „Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach”, szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą…”.

ŚWIETNY POMYSŁ. TO CO ROBI Z POLSKĄ WYMAGA PILNEJ KONSULTACJI LEKARZY SPECJALISTÓW. KTO JEST ZA?

Macierewicz jak gorący kartofel

Nigdzie na świecie – poza PiS-em – ktoś taki nie dostałby żadnych zadań do realizacji.

Antoni Macierewicz w PiS zawsze był gorącym kartoflem. Ze względu na ryzyko jego działań i związaną z tym medialną podwyższoną temperaturę, był przerzucany z rąk do rak. Niektórym zaś jego osoba służyła do ogrzania lichej przeszłości opozycyjnej. Tak Macierewicza na przykład wykorzystywali bracia Kaczyńscy. Jarosław zaspał w pierwszym dniu stanu wojennego, nie od razu ogarnął, co się stało w Polsce, tak był nieprzytomny. Macierewicz więc w tych okolicznościach został potraktowany niczym koksownik (przy którym milicja grzała się w grudniu 1981 i pierwszych miesiącach 82 roku). Grzanie się Macierewiczem widać w autobiografii Kaczyńskiego, w passusach dotyczących opozycyjności w PRL-u, Jarosław ciumka na temat Macierewicza, jak podobni nacjonaliści w „Transatlantyku” Gombrowicza (Baron, Pyckal i Ciumkała).

Macierewicz to przede wszystkim człowiek do specjalnych poruczeń, który nie kłania się rozsądkowi i rozumowi. Bracia Kaczyńscy chcieli przejąć służby specjalne, więc oddali je do zreformowania w ręce Macierewicza, który oczywiście zniszczył je w wyniku przekształceń (WSI).

Macierewicz trudno jest kojarzony – albo wcale – z normalnością. Gdy jego sylwetkę weźmie się pod rozważania, nasuwa się uwaga, że potrzebuje konsylium profesjonalistów, aby mogli go zakwalifikować do naprawy – do formy uzdrowienia – a nie posyłać do pełnienia służby publicznej. Macierewicz potrafi współpracować tylko z Misiewiczami i Kaczyńskimi.

Misiewiczami otaczał się w ministerstwie obrony narodowej, a Kaczyńskiemu stworzył religię smoleńską, która spersonifikowana może być tylko porównana do Frankensteina. To potwór naszego życia publicznego, który zdemolował wspólną przestrzeń Polaków, a następnie pozwolił Kaczyńskiemu niszczyć wszystko, co się da.

Jako gorący kartofel Macierewicz potwierdził się w kampanii wyborczej do parlamentu. Beata Szydło gwałtownie zareagowała na wieści, iż kartofel Kaczyńskiego może zostać ministrem. Przedstawiła Jarosława Gowina jako kandydata na przyszłego ministra. Szydło wówczas wg pisowskiego wzorca oszwabiła opinię publiczną. Szachrajstwa partii Kaczyńskiego są tak powszechne, iż gdyby ich nagle zaprzestali, nie wiedzielibyśmy się, jak zachować w normalnych warunkach. Kiedyś przyjdzie nam przystosować się do normalności.

Przez dwa lata minister Macierewicz niszczył polską obronność. Z deklaracji zakupów śmigłowców bojowych czy okrętów podwodnych się nie wywiązał. Przesuwał terminy przetargów, ogłaszał zakupy bez żadnego trybu, z których wychodziły tylko nici jego indolencji, iż stało się zasadne podejrzenie – jak w książce Tomasza Piątka – że niekoniecznie działa w polskim interesie. Ta sprawa prędzej czy później zostanie wyjaśniona przez normalne władze polskie.

No i Macierewicz znalazł się na bruku, został zdymisjonowany. Nawet Andrzej Duda – prezydent bez właściwości charakterologicznych – zauważył zniszczenie kadr Wojska Polskiego. Z takim ministrem nie da się współpracować i wcale nie jest to wina zapisów konstytucyjnych, na które prezydent lubi zwalać odpowiedzialność. Duda sobie nie radzi w trudniejszych warunkach, w których trzeba wykazać się intelektem i wolą, zaś Macierewicz nigdzie na świecie – poza PiS-em – nie dostałby żadnych zadań do realizacji, bo on normalnie nie potrafi.

Schizofrenicznie wygląda „odpowiedzialność” za wykopanie Macierewicza. Żaden z głównych aktorów PiS nie chce wziąć na klatę tego kartofla. Duda dla TVP Info powiedział, iż taka była wola większości parlamentarnej, którą wobec niego reprezentował Mateusz Morawiecki: – „Premier złożył do mnie, jako prezydenta, wniosek o dymisję i ja go przyjąłem. Rozumiem, że to był wniosek, który wynikał z tego, że taka była wola większości parlamentarnej”.

A ten który rzeczywiście odpowiada za swoje towarzystwo partyjne prezes Kaczyński dla „Gazety Polskiej” o naciskach prezydenta powiedział: – „Dla nikogo nie jest tajemnicą, iż one były i to bardzo intensywne. Naprawdę nie było innego wyjścia. Dla skutecznej realizacji naszego projektu politycznego tak trzeba było postąpić, choć dla nikogo z nas – mogę powiedzieć, że szczególnie dla mnie – ta decyzja nie była prosta”.

I taka jest jakość polityki PiS. Nie brać odpowiedzialności, zwalać winę na innych. Kartoflana polityka w sprawie gorącego kartofla.

TRZYMAMY KCIUKI. Jeszcze wiele okazji przed tym rządem.

Infantylna tożsamość Polaków wg PiS

PiS zafundował nam konflikt z Izraelem z powodu infantylności swych polityków, kiedyś twardo nazwanych przez Bartoszewskiego „dyplomatołkami”.

Konflikt z Izraelem został zafundowany z tego powodu, iż politycy PiS chcą budować infantylną tożsamość Polaków. Ustawa o IPN ma chronić naród i państwo polskie przed przypisywaniem zbrodni nazizmu, bo bohaterstwo nasze jest bez skazy. Ustawa ma dotyczyć jakoby twierdzeń, które są „wbrew faktom”,  a mówią to ci, którzy od 8 lat konsekwentnie utrzymują, że w Smoleńsku był zamach.

O prawdzie historycznej miałby decydować prokurator. To już nie polityka historyczna, ale polityka represyjna. Podobne rozwiązania praktykowane były w PRL w stosunku do tych, którzy przypisywali winę za Katyń władzom stalinowskim, jakoby twierdzili „wbrew faktom”.

„Jan Kowalski”, który podpalał stodołę w Jedwabnem, który doniósł na ukrywającego się Żyda z nadzieją na „szmal”, który uczestniczył w pogromie kieleckim, pozostaje Janem Kowalskim narodowości polskiej, który był sekowany bezpośrednio lub pośrednio. To samo dotyczy Hansa Schmidta, winę za Holocaust ponosi z powodu, iż był faszystą narodowości niemieckiej.

Naród jest pojęciem nieprecyzyjnym, a nawet kłamliwym, bo nie da się go opisać nawet antropologicznie. Jedyne pojęcie, które w tym wypadku da się zastosować dotyczy społeczeństwa, w ramach którego doszło do tego, że jeden jego członek został szmalcownikiem, a drugi ofiarą w ramach Zagłady. Do takich zbrodni dochodzi zwłaszcza wówczas, gdy dobrzy ludzie milczą i na to przyzwalają.

Infantylizm nie jest prawdą o narodzie, jest kłamstwem o mniemanym bohaterstwie. W tym miejscu mogę tylko stwierdzić, iż odpowiadający za nowelizację ustawy o IPN są infantylnymi ludźmi i politykami, a takim jest choćby wiceminister Patryk Jaki, czego daje dowód, gdy otworzy usta w mediach. Brak mu walorów, a mimo to lansuje się na celebrytę.

PiS zafundował nam konflikt z Izraelem z powodu infantylności swych polityków, kiedyś twardo nazwanych przez Władysława Bartoszewskiego „dyplomatołkami”. Czy potrafią się wycofać z tak uprawianej dyplomacji? Nie! Matołki tego nie potrafią, będą brnąć w coraz większe szkody. I będą zachęcani do infantylizmu takimi „komentatorami”, jak Rafał Ziemkiewicz i Marcin Wolski, którym antysemickie szambo wybiło pod sam sufit.

WSZYSCY CIĘ POPIERAMY. RÓŻA – DO BOJU ! :)))

A TYMCZASEM W TORUNIU

Pięć zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Pokłosie kanalii i mord zdradzieckich

Faszyzacja życia publicznego zabrnęła za daleko.

Zdziwieni, że neonaziści nawoływali do zabicia Donalda Tuska? Dziennikarze TVN w słynnym już reportażu „Superwizjera” pominęli fragment nawołujący do mordu, jak i inne drastyczne momenty z okolic skrajnej prawicy.

Czym ten fragment różni się od ciągania szefa Rady Europejskiej po prokuraturach, które to odbywają się na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego? Przecież takie nazistowskie matołki mogą sobie pomyśleć, że odwalą mokrą robotę – i im się jakoś upiecze. Prezes zrozumie? Wszak w czerwcu ubiegłego roku po skopaniu w Radomiu uczestnika protestu KOD przez nacjonalistów z Młodzieży Wszechpolskiej, mogli usłyszeć z ust rzeczniczki partii Kaczyńskiego Beaty Mazurek usprawiedliwienie: – „Każda akcja wywołuje określoną reakcję. To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca. Ale też ich rozumiem”.

Nie bądźmy więc zdziwieni, że w sobotę doszło do zdarzenia w Gdańsku Oliwie, gdy czwórka nastolatków – dwie dziewczyny i dwóch chłopaków – po imprezie poświęconej walce m.in. z rasizmem i homofobią – zostało zaatakowanych przez kilkunastu ludzi ubranych na czarno. Pobici zostali pałkami teleskopowymi, usłyszeli od trójmiejskich nazioli: „Klepać mordy je***ym lewakom” i że „Je***ych lewaków trzeba zniszczyć!”. Może tym razem z ust Mazurek czy innego prominentnego polityka PiS nie wydobędzie się „też ich rozumiem”, ale wiedzą, że mają ciche przyzwolenie, którego zaznali przez dwa lata rządów PiS.

Faszyzacja życia publicznego zabrnęła za daleko, a administracja pisowska nie jest w stanie tego cofnąć z wielu zasadniczych powodów. Jeszcze niedawno podstawiali autokary członkom ONR na listopadowy Marsz Niepodległości (przykład Poznania i posła PiS B. Wróblewskiego). Na razie szykanowani są protestujący przeciw marszom faszystów, spraw w sądach w całym kraju odbywa się kilkaset.

Jednym z widocznych elementów faszyzacji jest goebbelszczyzna, która wydobywa się z mediów narodowych. Zakłamanie na każdym kroku i w każdym niemal słowie. Nawet starano się wrobić w to Tuska, publikując zdjęcie z jego spotkania w Sejmie. Na pierwszym planie był ówczesny premier i antysemita (ten od spalenia kukły Żyda) Rybak. Niestety, szybko wydało się, że ten ostatni dostał zaproszenie od posła PiS.

To jest nieodzowny element faszyzacji naszego życia społecznego. Zakłamywać niczym Goebbels, powtarzać fałsze, manipulować, bredzić. Zawsze coś się przyklei. Wspaniale wychwycił ten element Brytyjczyk Ben Stanley, wszak pochodzi z kraju Monty Pythona. Oto opublikował cztery portrety komentatorów z programu TVP Info „Minęła dwudziesta”. Brytyjczyk pyta, czy to, co widzi, to aby na pewno program publicystyczny w telewizji publicznej, czy raczej część gry komputerowej. Faktycznie! – w języku kolokwialnym można określić, iż to mordy zakazane z jakiejś gry grozy.

Acz wolę opisy niegdyś słynnego psychiatry, antropologa i kryminologa włoskiego Cesare Lombroso, który typ przestępcy wiązał z jego facjatą. Lombroso często nie mylił się, dzisiaj jednak są subtelniejsze narzędzia opisujące wszelkich przestępców i dewiantów. Niemniej gdyby w mroku spotkać te cztery twarze z „Minęła dwudziesta”, co bardziej wrażliwsi mogliby się przestraszyć.

Zmierzam do stwierdzenia, iż polska rzeczywistość jest chora i nie łudźmy się, aby samoistnie miała się poprawić. Mentalności nie można zmienić, można zmienić tylko rządzących. Któregoś dnia pęknie ten wrzód, nieczystości pisowskiego fałszu zaleją nas. Oby nie była to krew, oby nie urzeczywistniły się zawołania „zabić Tuska”, „klepać mordy je***ym lewakom”. To, co się dzieje to pokłosie słynnych słów o kanaliach i mordach zdradzieckich.

W MOMENCIE, KIEDY PROKURATURA UMARZA ŚLEDZTWO PRZECIW NAZIOLOWI Z „DUMY I NOWOCZESNOŚCI”, POLACY ŻĄDAJĄ, ABY PREMIER I POLSKI RZĄD SZYBKO WYJAŚNILI SPRAWĘ GRÓŹB KARALNYCH POD ADRESEM Nie chcemy Polski, w której partia rządząca toleruje nazistów!

Pedagogika bezwstydu PiS

Mamy do czynienia z fałszowaniem historii, zakłamywaniem podstawowych wartości i pojęć.

Mateusz Morawiecki uznał, że takie organizacje jak „Duma i Nowoczesność” powinny być zdelegalizowane. Ale nie zająknął się, że ta organizacja „patriotycznie” maszerowała w tzw. Marszu Niepodległości, na którym współmaszerował tatuś premiera, Kornel Morawiecki. Morawiecki nie zająknął się na temat prokuratorów, którzy umarzali śledztwa w sprawie swastyk i którzy żądali łagodzenia kar dla antysemitów, jak dla słynnego Piotra Rybaka.

Naprawdę współczuję Morawieckiemu. Ileż trzeba mieć w sobie zaparcia, aby wcześniej nie reagować na faszyzującą rzeczywistość, a gdy już ona wyjdzie jak szydło z worka, reagować poniewczasie – i nie wstydzić się. To nie Beata Szydło była przysłowiowym szydłem PiS, bo ona jest wsobna, prowincjonalna. To Morawiecki – mający pretensje do światowości – jest znamiennym szydłem PiS, które z niego wychodzi wszystkimi krętactwami, wszystkimi szwami, porami.

Za Morawieckiego Polska zapłaci więcej niż za Szydło. Morawiecki to ktoś nieoryginalny, ktoś jak etykieta zastępcza, reaguje po czasie, gdy już się wyda, gdy wylezie szydło z worka. On jest nawet taki biograficznie. Wszak jego ojciec Kornel był w Solidarności odpowiednikiem Leppera, Tymińskiego. Kiedyś takie zjawiska można było tolerować wzruszając ramionami. Dzisiaj takie etykiety zastępcze, takie szydła z worka, jak Morawiecki, rządzą.

Zawsze płaci się wysokie ceny za uchylanie, to jest oprocentowanie za zaniechanie, za nierzeczywistość, za pozór, za drugo- i trzeciorzędność. A z tym mamy do czynienia w wypadku Morawieckiego. Polska pisowska jest niepoważna, bo jest sfałszowana w każdym elemencie, nawet w elemencie „polskim”.

Oto najświeższy przykład. Na Światowym Forum Ekonomicznym w szwajcarskim Davos Polskę reprezentują Andrzej Duda i Morawiecki. Lecz o rzeczywiste polskie interesy, o nasze wartości, o naszą pamięć narodową dbają inni, a nie politycy syndromu „szydło” – wspomniani Duda i Morawiecki.

Każdy z uczestników forum w Szwajcarii dostaje za darmo egzemplarz amerykańskiego dziennika „The Wall Street Journal”, w którym na pierwszej stronie Morawiecki wraz z Dudą mogą w tytule przeczytać „Polska wymazuje historyczną rolę Lecha Wałęsy”.

Polskim „szydłom” WSJ przypomina: – „Rewolucja, której przewodził Wałęsa w 1989 roku otworzyła drogę do zjednoczenia większości Europy pod sztandarami liberalnej demokracji i poszerzenia Unii Europejskiej. Wałęsa jest sukcesywnie wymazywany z historii przez rządzącą w Polsce partię PiS, która próbuje przemodelować demokrację, którą Wałęsa pomagał budować”.

Amerykański dziennik przypomina „szydłom” Dudzie i Morawieckiemu, iż Polska przez niemal trzy dekady była wzorem dążenia do państwa zachodniego, ale teraz za sprawą PiS „tworzy nowy rodzaj demokracji, zgodny z populistyczną, nacjonalistyczną wizją”.

Jakiż muszą odczuwać wstyd Morawiecki i Duda? Prawda? Ale my odczuwamy większy wstyd za tych „szydłów”. Odczuwamy wstyd za ich bezwstyd. Za ich pedagogikę bezwstydu, bo tym jest fałszowanie historii, zakłamywanie podstawowych wartości i pojęć. Na każdym kroku z polityków PiS wychodzi szydło z worka fałszu.

TO SIĘ NAZYWA PAŃSTWO TEORETYCZNE. Dołóżcie do tego umorzenie sprawy naziola z „Dumy i Nowoczesności” i mamy pełen obraz Polski po „dobrej zmianie”.

Brudziński relatywizuje faszyzm

Reakcja obecnych władz na reportaż TVN o polskich faszystach powinna co najmniej zastanawiać. Przede wszystkim stosowane jest rozróżnienie między nazistami a neonazistami. Czyżby chodziło o to, że naziści wymarli, a neonaziści żyją?

Nie! Ideologia faszystowska stawia naród ponad obywatela, społeczeństwo i prawo, niezależnie od tego, czy jej wyznawcy pomarli, czy się odrodzili. Faszyzm w II RP był całkiem silny, czemu sprzyjała sanacja. Był tak samo hurrapatriotyczny, jak dzisiaj na tzw. Marszu Niepodległości. Tylko ślepcy nie chcieli widzieć, iż w gruncie rzeczy naziści maskowali się za narodowcami, którzy wyznają miękką formę nacjonalistyczną.

W atmosferze roztaczanej przez PiS nazizm ma się dobrze, a reportaż TVN odkrywa tylko wierzchołek góry lodowej. Jak zareaguje policja, prokuratura? Oczywiście tak samo, jak poprzednio, gdy Mariusz Błaszczak w tzw. Marszu Niepodleglości dopatrzył się tylko „patriotycznych” flag biało-czerwonych.

MSW opublikowało na Twitterze komunikat: „Szef MSWiA podkreślił, że w Polsce nie ma przyzwolenia na propagowanie faszystowskiego, komunistycznego lub innego totalitarnego ustroju państwa. Nie ma również zgody na pojawianie się w przestrzeni publicznej symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”.

Czyżby TVN zrobiła dwa reportaże, drugi był o neokomunistach, którzy admirowali siebie nawzajem „tawariszczami” przy portretach Stalina, Lenina i Dzierżyńskiego? Nie!

PiS stosuje relatywizm, aby osłabić siłę reportażu TVN, by chronić polskich nazistów, dla których tymczasem szuka się usprawiedliwiających narracji, iż „potępiają, ale rozumieją”. Tak konstruowana jest pożywka dla nazistów i mrugnięcie do nich, taką „linię obrony” proponuje Joachim Brudziński.

Wszak naziole – wśród nich ci, którzy wieszali portrety eurodeputowanych na rynku w Katowicach – mogą posłużyć się obroną czysto pisowską („Platforma przez 8 lat… ble, ble, ble…”), iż komuniści powołują się na Marksa, cytują go, publikują artykuły, a nawet mają partie, w tym komunizującą Partię Razem.

Karola Marksa można nie lubić, ale trzeba znać, jeżeli ma się ambicje intelektualne, tak samo jak chętnie cytowanego przez niemieckich faszystów Fryderyka Nietzsche. To są jedni z najważniejszych filozofów dla kultury zachodniej.

Podobny w treści tweet jak MSWiA opublikował Mateusz Morawiecki („Propagowanie faszyzmu lub innych totalitaryzmów jest nie tylko niezgodne z polskim prawem. Jest przede wszystkim deptaniem pamięci naszych przodków i ich bohaterskiego wysiłku walki o Polskę sprawiedliwą i wolną od nienawiści. Nie ma przyzwolenia na tego typu zachowania i symbole”) – i to mnie martwi.

Premier ucieka się także do relatywizmu („innych totalitaryzmów”), rozmywa problem, zaciemnia go, a to wróży, że PiS nie chce i nie w ich interesie jest rozprawa z faszyzmem (neonazizmem), który rozlewa się na polski ulice szeroką strugą. Nie bez znaczenia dla Mateusza Morawieckiego jest to, że jego ojciec Kornel Morawiecki dziarsko maszerował w tzw. Marszu Niepodległości.

TO NIE SĄ ŻARTY. Nie będzie drugiej Barbary Blidy! Nie będzie PiS aresztował i skazywał w fikcyjnych procesach działaczy opozycji. Internauci nie będą obojętni. Jeśli ludzie Ziobry zaczną, wywołają wojnę w sieci!

Za Macierewiczem Szwejki sznurem

Nie trzeba wielkiej przenikliwości, aby stwierdzić, iż dymisja Antoniego Macierewicza nawet w PiS przyjęta została z ulgą. Były minister szkodził obronności Polski, można mniemać – świetnie to zostało zebrane w książce Tomasza Piątka – iż interes ojczyzny nie jest dla niego najważniejszy.

Nie zaskakują także informacje podane przez Wojciecha Czuchnowskiego w „Wyborczej”. Były minister ze swoim swoiście dobranym personelem w MON szukali kwitów ubeckich i wyprodukowanych przez niemieckie Stasi na Mateusza Morawieckiego, gdyż mieli świadomość, że nie przystają do zmienianego kierunku polityki PiS.

Z ulgą odetchnęli po dymisji Macierewicza nasi sojusznicy w NATO, zarówno Amerykanie, jak pozostali, którzy unikali Macierewicza w kontaktach służbowych, bo nie wywiązywał się z zobowiązań. Interweniowała nawet Kwatera Główna NATO, by zażegnać konflikt Dudy z Macierewiczem.

Opinia publiczna zapamięta jednak na długo nazwiska ponurych i karykaturalnych postaci Misiewicza, Berczyńskiego, Cenckiewicza, Jannigera, Bączka i Głąba. To są fatalne 2 lata dla polskiej armii!

W imię jakich interesów Macierewicz pozbył się kadry generalskiej – gen. Różanski, Gocuł, Pytel i inni – mającej świetną markę w NATO – i czy ci dowódcy wrócą, bo są w sile wieku zawodowego?

Elity nie powinny podlegać wymianie, bo to jest samoistny proces emancypacyjny. Jeżeli wnika się w nie narzędziami politycznymi, skutek zawsze jest zawsze taki sam, jak w prawie Kopernika-Greshama: „gorszy pieniądz wypiera lepszy”.

Taką „gorszość” wprowadził w kadrach armii Macierewicz, a nawet wprowadził „gorszość” formacyjną – prześmieszne Wojska Obrony Terytorialnej zostały zrównane z zawodowym Wojskiem Polskim. Coś z tym trzeba będzie zrobić. Najprościej byłoby rozformować WOT.

Nowy minister obrony Mariusz Błaszczak szybko czyści złogi po Macierewiczu. Odchodzą w ekspresowym tempie wiceministrowie, w tym ten „słynny” od widelców – Bartosz Kownacki, który obok Misiewicza jest znamienny dla groteski tworzonej przez byłego ministra.

Macierewicz jednak gdzieś za kulisami zostaje, bo trzyma w szachu Kaczyńskiego tematem „zbrodni smoleńskiej”. Stoi na czele podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej. Ostatnią jego decyzją jako ministra było przyznanie szefowi podkomisji limuzyny służbowej i ochrony, czyli sobie.

„Za mundurem panny sznurem” – można strawestować: za Macierewiczem jego Szwejki (Misiewicze, Kownackie etc.) sznurem wyprowadzani na śmietnik historii, którzy jak karaczany, prusaki i inne wstrętne owady zamieszkały w naszym domu: Polska.

TO WSTYD, ŻE TAKIE SYTUACJE MAJĄ TERAZ W POLSCE MIEJSCE. Razem z rządem pis przyszedł rasizm, faszyzm i nienawiść. Nie taka miała być Polska po „dobrej zmianie”. WSTYD NAM ZA PAŃSTWO PiS.

Stanisław Karczewski jak Felicjan Dulski

Felicjan Dulski był tak wsobnym, patriotycznym człowiekiem, że spacer na Kopiec Kościuszki odbywał w swoim pokoju. Kolejne okrążenia wokół stołu i mebli były informacją, ile ma jeszcze do Kopca, ewentualnie: ile mu zostało do domu.

To się nazywa dyskrecja – Dulski żadnych brudów nie wynosił poza dom, nawet jeżeli Kraków traktował jako małą ojczyznę. Odtwarzać Dulskiego nie jest wielkim aktorstwem, gdyż wygłasza tylko jedną kwestię: „A niech was wszyscy diabli!”

Takim Dulskim jest marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Co prawda raz wyskoczył na Kopiec Kościuszki, którym był dla niego Mińsk, gdzie spotkał się z satrapą Łukaszenką i z miejsca swą dulszczyzną oświadczył, iż ten jest „ciepłym człowiekiem”. Mniemać należy, iż dojrzał w białoruskim dzierżymordzie prezesa Kaczyńskiego, podobną darząc atencją.

Karczewski więcej mówi niż Felicjan Dulski, jest esencją dulszczyzny, zakłamania, polskiej prowincjonalnej duszności, kołtunem, co się zowie. Odtwarzać rolę Karczewskiego może każdy polityk PiS, jest łatwa w swym przesłaniu, nie wymaga żadnej samodzielności, kreatywności, głębi.

Karczewski poparł Ryszarda Czarneckiego, który określił europosłankę Platformy Obywatelskiej Różę Thun „szmalcownikiem”. Dulski zaapelował do Thun, aby zrezygnowała z polityki. To jest zakłamanie. Brudy są dziełem zbiorowym polityków PiS, są widziane w całej Europie i postponowane, na tym traci Polska. Dlaczego jeszcze miałyby być zakłamywane przez polityków opozycji? Róża Thun nazwała po imieniu antypolskie efekty polityki PiS, przynoszące naszemu krajowi ujmę, przynoszące wstyd.

Kołtun Karczewski ma oczekiwania, że inni będą wyznawać taką dulszczyznę jak on. Ktoś taki jak Karczewski powinien ustąpić ze stanowiska, marszałek Senatu nie może być kołtunem. Marszałek jest funkcją dla szlachetnego człowieka, a nie dla stłamszonego Dulskiego, panie Felicjanie Karczewski!

HOJNOŚĆ BEZDOMNYCH NIE ZNA GRANIC

NO TO JEST SENSACJA !!!!!!!!!!!!!!!!!!! Bezpośredni atak Pawłowicz na premiera rządu PiS oraz prezydenta Dudę, i przede wszystkim na prezesa Jarosława Kaczyńskiego nie pozostawia wątpliwości, że przyszłość posłanki Pawłowicz zmierza ku końcowi.

Nie będzie także więcej środków na dodatki dla emerytów czy budowę i modernizację dróg lokalnych. Sejm uchwalił właśnie budżet państwa na 2018 rok, w którym zabrakło pieniędzy na te wydatki. Nie zabrakło natomiast na… program budowy strzelnic w każdej gminie.

„To budżet konika polnego. Wszyscy pamiętają bajkę La Fontaine’a. Kiedy mrówki robiły zapasy na zimę, konik się bawił. W tym roku 9 europejskich państw będzie miało nadwyżkę budżetową, a dwa – budżet zrównoważony. Niższy wiek emerytalny w Polsce finansujecie z długu, nawet budowę strzelnic finansujcie z długu” – mówiła jeszcze przed głosowaniem posłanka PO Izabela Leszczyna.

Dochody państwa w 2018 r. wyniosą 355,7 mld zł, a wydatki – 397,2 mld zł. Wzrost gospodarczy zaplanowano na poziomie 3,8 proc., średnioroczna inflacja wyniesie 2,3 proc., dziura w budżecie nie przekroczy 41,5 mld zł, a deficyt całego sektora finansów publicznych – 2,7 proc. PKB.

Paulina Hennig-Kloska z Nowoczesnej stwierdziła: – „Horrendalnie wysoki deficyt to wstyd dla Polski, to pogrążanie przyszłych pokoleń, które będą musiały za to zapłacić”. Nawet poseł z Kukiz’15 Paweł Grabowski apelował do premiera Mateusza Morawieckiego: – „Jako wieloletni prezes banku, wie pan, że nie ma kredytów, których nie można nie spłacać”.

W głosowaniu nad budżetem przepadły niemal wszystkie poprawki opozycji. Nie będzie więc postulowanych przez PSL, Nowoczesną i PO dodatkowych pieniędzy na dofinansowanie służby zdrowia. PSL chciał dodatkowych 2,8 mld zł na wsparcie emerytów i rencistów w formie jednorazowych wypłat. Poprawka przepadła.

PiS nie zgodził się na wprowadzenie reguły „złotówka za złotówkę” w przypadku świadczeń wychowawczych wypłacanych przez państwo (osoba, która nieznacznie przekroczyłaby próg dochodu, traciłaby tylko część świadczenia – tyle, o ile przekroczyła dochód).

NIKT JESZCZE TAK NIE UPODLIŁ ANTONIEGO. Zrównali go z szeregowym partyjnym betonem… KACZYŃSKI, MORAWIECKI I DUDA.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Po końcu świata Macierewicza

Jak Kaczyński będzie dochodził prawdy bez swego arcykapłana religii smoleńskiej?

Idee fixe Antoniego Macierewicza „katastrofa smoleńska” będzie zaprzątać jego umysł do końca jego świata i o jeden dzień więcej. Spadła mu z nieba i dała miejsce w historii – niekoniecznie chwalebne. Publika przejmuje się wiceszefem PiS – co dalej z nim po degradacji, jeszcze niedawno chciał degradować pośmiertnie generałów z czasów PRL-u, a sam fajtnął, jak nie przymierzając jakiś Flip bądź Flap.

Dzień po swej dymisji Macierewicz stawił się karnie na miesięcznicy, spóźniony na mszę. Zaparkował limuzynę na kopercie dla niepełnosprawnych, wysiadł z nim ochroniarz, minęli innych ochroniarzy i zniknęli w czeluściach kościoła, który na ten moment został twierdzą bronioną przed wiernymi. Macierewicz pewnie chce usłyszeć od prezesa Kaczyńskiego, jak ten będzie dochodził prawdy bez swego arcykapłana religii smoleńskiej.

Właśnie dzień po końcu świata Macierewicza jako ministra podkomisja smoleńska ogłosiła nowe rewelacje w sprawie katastrofy smoleńskiej. Mianowicie było kilka źródeł eksplozji: „w skrzydle, slocie, a także w centropłacie, potwierdzone przez analizę mechanizmu uderzenia drzwi w ziemię”.
Naliczyć można 4 wybuchy. Mamy postęp w ilości eksplozji, ba! – każdy wybuch w innym miejscu i czasie. Internauci otrzaskani w temacie katastrofy doszli do wniosku, iż podkomisja jedyne, co badała z najnowszym ekspertem niejakim Frankiem Taylorem, to zdjęcia z katastrofy. Te rewelacje nie trzymają się kupy, oto pada takie stwierdzenie w raporcie: – „Lewe skrzydło samolotu Tu-154M zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej”. Jak zatem eksperci poradzili sobie z obecnością zbiornika paliwa w skrzydle? Był wybuch wewnętrzny, ale zbiornika nie naruszył?

Ale to nie jedyny front walki po końcu świata Macierewicza. Naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz oświadczył, że nie zagłosuje na Andrzeja Dudę, bo ten przyczynił się do dymisji największego ministra w dziejach (Duda „wyszantażował tą dymisję” – pisownia oryginalna). A z Macierewiczem może się równać tylko Józef Piłsudski.

Na portalu petycji secure.avaaz.org trwa zbieranie podpisów pod apelem do Mateusza Morawieckiego i Dudy z żądaniem przywrócenia Macierewiczowi stołka ministra obrony narodowej, bo jeszcze Francuzi podrzuca nam Caracale, zresztą Macierewicz ma zaplanowane antyszambrowanie 17 stycznia w Białym Domu, a nuż spotka tam Donalda Trumpa.

Na Twitterze obrodziły jak grzyby po deszczu nowe anonimowe konta broniące Macierewicza, klops z nimi taki, że napisano na nich identyczne treści. Tak wygląda pierwszy dzień po końcu świata Macierewicza. Jak będą wyglądać następne? Może prezes wysmaży mu miejsce na patelni, wszak zwolniła się synekura wicemarszałka Sejmu, a Macierewicz nie jest z byle łapanki, to zasłużony Mefistofeles.

TO JEST WŁAŚNIE TA „DOBRA ZMIANA”. Dorwanie do koryta i propaganda sukcesu w TVP, kiedy tak naprawdę doi się kasę i niewiele robi.

Grupa rekonstrukcyjna Morawieckiego z paralizatorami

Macierewicz, Waszczykowski, Szyszko, Radziwiłł zostali zrekonstruowani podobnymi sobie.

Rząd PiS zrekonstruował się – zasadniczo i głęboko. Niektórzy od razu weszli w pożądaną narrację przez tę partię i orzekli, iż efekty rekonstrukcyjne mieliśmy godne Hitchcocka. Zostaje zatem tylko Spielberg i spotkania III stopnia. Proponuję polać głowę – zamiast emocji, używać zimnego rozumu.

Poprzednia grupa rekonstrukcyjna zdemolowała prawo – zrównała je z ziemią, mamy pożądany ugór pod dyktaturę. Pierwsza odeszła premier Beata Szydło, która niespecjalnie była kumata i nie wiedziała, kiedy Polska została członkiem Unii Europejskiej.

Za nią w podskokach odszedł Antoni Macierewicz, którego zasługi w niszczeniu bezpieczeństwa Polski są wielkie, niczym V kolumna. Możliwe, iż mamy do czynienia z sabotażystą nr 1 w naszej historii. Witold Waszczykowski przynajmniej może uciec w fantazję swego San Escobar. Arystokrata XVIII pokolenia Radziwiłłów chciał rodaków przybliżyć do grobu (w końcu tam wszyscy skończymy), coraz bardziej pozbawiając nas dostępu do opieki medycznej.

Rewolucyjna grupa rekonstrukcyjna w zasadniczych zrębach odchodzi. Zluzowani zostali przez następców, którzy mają wywołać złudę – będzie lepiej. Szydło mogła zwalać na 8 lat rządów PO-PSL, Morawiecki raczej nie będzie usprawiedliwiał się 2 latami Szydło, bo był jej zastępcą.

I tutaj jest klucz do zrozumienia osobowości Morawieckiego. Siedział jak trusia, był wice-Szydło. Morawiecki nie spadł z kosmosu, tylko z polskiej bylejakości, któremu udało się wcześniej dorobić majątku, lecz nie na swoim.

Macierewicz, Waszczykowski, Szyszko, Radziwiłł zostali zrekonstruowani podobnymi sobie, których „profesjonalizm” jeszcze nie został negatywnie obciążony. Bez obawy – będzie podobny, sitcom musi trwać, trzeci sezon „Kiepskich” właśnie się rozpoczął.

Wobec bliskich ucha prezesa Morawiecki wespół ze swym promotorem zastosował roszadę. Mariusz Błaszczak zamienił MSWiA na MON. Można się domyślać, że ukochane dziecko Macierewicza Wojska Obrony Terytorialnej będą teraz wyposażane w paralizatory, a może nawet w zestawy do paintballa – byle podejść bliżej wroga i niegroźna nam będzie wojna hybrydowa.

Joachim Brudziński już nie będzie wypełniać roli damy do towarzystwa Kaczyńskiego – z którym bywał na wszelkich feriach i wakacjach – jako szef MSWiA zapewni prezesowi ochronę 2 tysięcy policjantów na festynach miesięcznic smoleńskich i wjazdów na Wawel po splendor niczym koronę królów.

Ta nowa grupa rekonstrukcyjna zapewnia PiS spokój na kilka miesięcy, przy słabej opozycji może nawet wzrost sondażowy, ale problemy pozostają i będą narastać. To nie od Morawieckiego i jego wojowników z paralizatorami zależy, iż PiS wycofa się z ustaw odbierających niezależność sądom i demolujących demokrację. Grupa rekonstrukcyjna Morawieckiego to li tylko fasada autokracji, a nie demokracji.

JEŚLI KTOKOLWIEK LICZYŁ NA POPRAWĘ TRAKTOWANIA KOBIET PRZEZ PiS, TO PROSZĘ… nie miejcie złudzeń. Min. Szumowski podpisał Deklarację Wiary kilka lat temu. Jeden z jej punktów brzmi następująco: – Uznaję pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim…

WYSTARCZYŁY 2 LATA RZĄDÓW PiS I ZAMIAST NA WOJSKO, TRANSFEROWANIE KASY NA INNE CELE…

Smoleńska podkomisja Macierewicza jedną wielką czytelnią

Tak można określić status podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza, zapoznawszy się z wygenerowanym przez nią ważnym dokumentem pt. „Metodyka badania katastrofy Tu-154M z 10.04.2010″

Z informacji zamieszczonej na stronie internetowej podkomisji wynika, że dokument powstał jako wypełnienie „zapowiedzi Przewodniczącego dr. Kazimierza Nowaczyka wyrażonej w dniu 7 grudnia br. podczas Sejmowej Komisji Obrony Narodowej”.

Jak podaje „Gazeta Wyborcza,” komisja obrony pytała Nowaczyka o raport podkomisji w sprawie wybuchów na pokładzie tupolewa, przeprowadzone ekspertyzy, czym zajmują się opłacani z budżetu państwa eksperci, tacy jak Frank Taylor, brytyjski badacz katastrof, czy Luis Moreno-Ocampo, były główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Niestety „Metodyka” nie odpowiedziała na żadne z tych pytań. Dysponując ogromnymi funduszami, członkowie podkomisji przede wszystkim „zapoznawali się” z dokumentami przygotowanymi przez rządową komisję Millera.

W lipcu 2011 r. pojawił się raport, z którego wynika, że do tragedii w Smoleńsku doszło, bo tupolew leciał za nisko, za szybko zniżał się w gęstej mgle, bez widoczności ziemi, a załoga ignorowała zarówno przepisy, jak i ostrzeżenia systemów alarmowych samolotu. Podważając raport Millera, członkowie komisji Macierewicza uparcie twierdzili, że na pokładzie samolotu doszło do wybuchu lub wybuchów. Nie potrafili jednakże wskazać ani materiału wybuchowego, ani miejsca eksplozji, nie mówiąc o braku jakichkolwiek dowodów na poparcie swoich tez.

Obszerny dokument natomiast wylicza, że podkomisja „zapoznała” się z licznymi  faktami, relacjami, raportami, protokołami, wynikami badań laboratoryjnych,  a w jednym przypadku nawet pozyskała : wyniki badań DNA szczątków medycznych odnalezionych przez archeologów, włączając je do jednolitej bazy danych. Zapoznała się z przebiegiem eksploatacji samolotu od daty produkcji do dnia katastrofy włącznie. Przyznać trzeba – lektura obszerna i bogata…

Jak na tym tle wyglądają zapewnienia Macierewicza o setkach eksperymentów? Agnieszka Kublik w „GW” precyzyjnie wylicza te dokonania cytując:

– „przeprowadzono szereg eksperymentów dla wyjaśnienia okoliczności powstania i zasięgu pożarów na wrakowisku oraz możliwego mechanizmu wysokoenergetycznego niszczenia samolotu”,

– „przeprowadzono symulacje niszczenia skrzydła w kontakcie z drzewem oraz dokonano rekonstrukcji zniszczonego lewego skrzydła na podstawie dokumentacji fotograficznej”,

– „przeprowadzono symulacje niszczenia konstrukcji samolotu w trakcie uderzenia w powierzchnię gruntu oraz dokonano rekonstrukcji samolotu na podstawie dokumentacji fotograficznej szczątków znajdujących się na wrakowisku”,

– „przeprowadzono symulacje komputerowe dla wyjaśnienia okoliczności związanych z wbiciem lewych drzwi centralnych w grunt na głębokość 1m”.

Obecnie komisja informuje, że właśnie „trwają prace nad inwentaryzacją elementów samolotu i jego zawartości, zaś tworzona jest mapa rozkładu szczątków”, „trwają prace nad precyzyjnym określeniem charakteru powstania niewielkich ognisk pożarów”, odległych od miejsca „otwarcia” zbiorników paliwa i przemieszczania się silników. Tym samym nie podzielono przekonania poprzedników, iż słaby wiatr „zwiewał” pożar poza rejon upadku samolotu.

Ponadto członkowie podkomisji pilnie „pracują na opracowaniem profilu ostatniej fazy lotu z wykorzystaniem wszystkich materiałów dostępnych poprzednikom oraz danych geodezyjnych z pomiarów wykonanych na miejscu oraz na bazie nowych zdjęć satelitarnych”.

W istocie po „setkach eksperymentów”, w dokumencie podkomisji nie ma śladu. I nawet trudno się temu dziwić. Maciej Lasek, członek komisji Millera i były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych podkreśla, że „nikt z członków podkomisji nigdy nie badał wypadków lotniczych, nie był na miejscu w Smoleńsku i nie badał wraku”. Dodaje, że w podkomisji nie ma ani jednego specjalisty, który kiedykolwiek miał do czynienia z czarnymi skrzynkami.

Lasek zwraca uwagę, że wiosną 2016 r. podkomisja zarzuciła komisji Millera sfałszowanie rejestratorów, czyli tych zapisów, w których teraz odkrywa wybuch, czego prokuratura nie potwierdziła. „Po 22 miesiącach działania i wydaniu blisko 4 mln zł podkomisja nie tylko nie przedstawiła nowych dowodów na inny przebieg wypadku, niż opisany w dotychczasowych raportach, ale podjęła szereg czynności, które nie przybliżają jej do tego celu” – podkreśla Lasek. „Niewątpliwie do takich działań należy dopasowywanie wybuchów do każdego faktu, którego nie rozumieją. Dlatego zresztą jest tak trudno nadążyć za „wędrującymi wybuchami” podkomisji. Gdyby na serio podejść do jej ustaleń, to w tupolewie powinno dojść do co najmniej trzech, a może i większej liczby wybuchów w powietrzu, przy czym do każdego doszłoby w innym miejscu i w wyniku użycia innego materiału wybuchowego” – mówi były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Lasek zwraca uwagę, że „podkomisja samodzielnie nie przeprowadziła żadnych badań, a wyniki zleconych Wojskowej Akademii Technicznej badań i obliczeń zmanipulowała tak, aby mogły stanowić potwierdzenie jej tezy o tym, że samolot się nie obraca po utracie jednej trzeciej skrzydła wraz z lotką. Nie jest to pierwsza manipulacja, do której posunęli się członkowie tego gremium”.

KRAKÓW DZIĘKUJE RZĄDOWI PiS ZA CZYSTE POWIETRZE I ZDROWE PŁUCA… wstyd, że wolą napychać kieszenie oligarchy z Torunia!

Waldemar Mystkowski pisze o sankcjach, które mogą być nałożone na Polskę przez Komisję Europejską.

Artykuł 7 Traktatu UE wisi nad Polską jak miecz Damoklesa

PiS doprowadził Polskę do narożnika, nam każą przyjmować ciosy na siebie, sami biorą nogi za pas, jak Morawiecki.

Zachowanie Mateusza Morawieckiego podczas ostatniego szczytu Unii Europejskiej było wcześniej zaplanowane, aby mógł potem powiedzieć, że Polska pisowska nie będzie petentem. I to nie dlatego, że PiS wstaje z kolan, lecz z powodu sytuacji, do której nasz kraj doprowadzili. Doprowadzili do narożnika, nam każą przyjmować ciosy na siebie, sami biorą nogi za pas, jak Morawiecki.

Słynny artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej (sankcje) wisi nad Polską jak miecz Damoklesa, a PiS nie ma już żadnych narzędzi, aby go powstrzymać. Musieliby się wycofać z ustaw sądowniczych, ale wiemy, że tego nie zrobią. Prędzej czy później spadnie na nas ostrze rozstania.
Morawiecki przygotowuje się do roli bohatera, może nawet zadeklarować jakiś ochłap „kompromisu” typu, że PiS z czegoś się wycofa, aby przedłużać agonię. Dobre to było rok i dwa lata temu, gdy zapraszano Komisję Wenecką, dzisiaj przestaje działać.

Niezrozumienie polityki europejskiej i globalnej w PiS jest zastanawiające. Na Zachodzie politycy wypowiadają się, gdy przeprowadzą wszechstronne konsultacje. Tak należy traktować głos o poparciu dla zastosowanie artykułu 7 przez prezydenta kraju, gdzie używano gilotyny – Emmanuela Macrona i kanclerz Niemiec Angeli Merkel, gdzież kolei gilotyna na głowy Bourbonów została wyprodukowana. Może jeszcze nie dzisiaj ani jutro, ale przy tak uprawianej polityce względnie szybko nastąpi dekapitacja Polski.

Fatalne stosunki z UE miały być rekompensowane klientyzmem wobec USA. Myślenie żałosne, jeżeli zważy się, w jaki sposób za Oceanem jest traktowana konstytucja i poprawki do niej. Tam nie zmienia się konstytucji, bo jakiś prezydent dostał oświecenia, tam dopisanych zostało 27 poprawek i są pismem świętym demokracji.

Przed prawem ustrojowym klęka się, a jako rekwizyt w przysiędze konstytucję zastępuje Biblia. PiS liczył na Trumpa, którego impet demolujący został natychmiast powstrzymany przez Sąd Najwyższy (któremu nikt nie jest w stanie odebrać prerogatyw ustrojowych).

To z waszyngtońskiego Departamentu Stanu wyszło oświadczenie w sprawie nałożenia kary przez KRRiT na TVN, które miało moc truchlejącą dla pisowskich zapędów cenzorskich.

Jeszcze silniejszy głos zza Oceanu wydali prawnicy – korporacja (jak powiedzieliby politycy PiS) rządząca USA – Amerykańskie Stowarzyszenie Prawników (ABA). Organizacja zrzeszająca ponad 400 tysięcy członków postanowiła stanąć w obronie wolności sądów w Polsce. Hilarie Bass, przewodnicząca ABA zwróciła się do Andrzeja Dudy z apelem o zawetowanie ustaw sądowniczych. Zapowiedziano ponadto monitorowanie pisowskiego bezprawia ustrojowego. Ten głos przełoży się na naszą gospodarkę, bo korporacje amerykańskie mają bliskie związki z ABA.

ZAUWAŻYLIŚCIE, ŻE NOWY PREMIER ZACZĄŁ OD WYRZUCENIA FLAG UNII NA KONFERENCJI? Wstydzi się Europy tak samo jak jego mały szef? Żenujące jest to obnoszenie się nienawiścią do Unii Europejskiej… Po prostu wstyd.

NAWET NA PODKARPACIU, GDZIE PODOBNO „PiS RZĄDZI”, PRZEGRALI TERAZ W WYBORACH SAMORZĄDOWYCH… Tyle są warte sondaże podawane przez TVPiS. A to kolejny dowód, że Polacy mają dość! 171 tysięcy osób potwierdziło to na wp.pl TAK KOŃCZY „DOBRA ZMIANA”.

ABSOLUTNIE WSZYSCY SKŁADAMY PANI NAJWSPANIALSZE ŻYCZENIA !!!!! I niech Pani będzie z nami zawsze. Wszystkiego Najlepszego!! 🍾🥂🎂💐💯

Prawnicy z UJ apelują do Dudy o niepodpisywanie ustaw o SN i KRS

„Wzywamy Pana Prezydenta Rzeczypospolitej, członka wspólnoty akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, aby nie dopuścił do wejścia w życie uchwalonych ustaw. Wzywamy Pana Prezydenta, aby w tej trudnej chwili wypełnił swoją powinność strażnika Konstytucji i dotrzymał złożonej Narodowi przysięgi prezydenckiej” – czytamy w przyjętej dziś przez Radę Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego uchwale.

To jeden z wielu apeli środowisk prawniczych i organizacji pozarządowych do Andrzeja Dudy w sprawie ustaw o SN i KRS. Trzeba zaznaczyć, że ta uchwała została przyjęta przez macierzystą uczelnię prezydenta. Duda ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1996 r., a później kontynuował tam pracę naukową.

W uchwale czytamy ponadto: – „Nieuzasadnione niczym usunięcie części sędziów Sądu Najwyższego przez obniżenie ich wieku emerytalnego, wprowadzenie nadzwyczajnego środka zaskarżenia  prawomocnych orzeczeń, który ma być rozpatrywany z udziałem ławników obsadzanych w procedurze politycznej, reforma postępowań dyscyplinarnych, która stwarza możliwości nacisku na sędziów, poddanie Krajowej Rady Sądownictwa bezpośredniemu wpływowi polityków, nie są sposobami naprawienia sądownictwa, natomiast niszczą największe jego wartości, jakimi są niezależność sądów i sędziowska niezawisłość. Rozwiązania te są sprzeczne z obowiązującą Konstytucją RP”.

Za przyjęciem uchwały głosowało 67 członków Rady, przeciwko było 6, a 8 wstrzymało się od głosu.

Czy od dziś rekonstrukcja oznacza wzrost zatrudnienia ministrów? WYGLĄDA NA TO, ŻE MORAWIECKI PRZEBIJE SZYDŁO W ILOŚCI PISIEWICZÓW.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Morawiecki robi z Polski grajdół

Radosław Sikorski nazywając Beatę Szydło i Jarosława Kaczyńskiego wrednymi – odpowiednio: babsztylem i dziadygą – nie wpisuje się w wysoką kulturę debaty. Dawno jej niestety nie mamy. I nie dlatego, że prezes PiS jest specjalistą od kanalii, mord zdradzieckich, gorszego sortu (katalog inwektyw wielce imponujący), lecz dlatego, że media misyjne (TVP i radio publiczne) zostały szczujnią, w których dziennikarze szczekają na tych, którzy nie zgadzają się na demolowanie państwa i demokracji.

W Polsce nie mamy rozmowy, nie mamy debaty, a jedynie sianie nienawiści, wrogości w przestrzeniach, które były wcześniej wspólne, lecz obecnie są zawłaszczone, skradzione. Zwycięska partia skradła społeczeństwu jego media. Zwycięska partia skradła język polski, bezczeszcząc go, na każdym rogu zdania i akapitu wystawiając na pośmiewisko. Stało to, co w pierwszym rzędzie czynią totalitaryzmy, przywłaszczając język poprzez jego intensywne zwyrodnienie, skarlenie.

Sikorski w rozmowie Konradem Piaseckim w Radiu Zet powiedział o wiele ważniejsze komunikaty niż w forma odwróconych inwektyw Kaczyńskiego, mianowicie: – „Wiedzą, że PiS wygrało fuksem. 38% normalnie nie daje samodzielnej większości”. Ta mniejszość pisowska urządza się na wspólnym, jest to szabrowanie naszego. A złodziej, który wie, że jest złodziejem, nie dopuści, aby być sądzonym za swojej czyny.

Stawiam tezę, że nie oddadzą dobrowolnie władzy – po żadnych wyborach. Dlatego mamy takiego kulawego poloneza wokół ordynacji wyborczej. Unia Europejska nie będzie w tej sprawie niema, zajmie głos. Sikorski: – „Może się to skończyć Polexitem. Na pewno wypychaniem nas do przedsionka”.

Dla partyjnych interesów, ale przede wszystkim, aby chronić własną skórę, wyprowadzą nas z Unii Europejskiej. Mateusz Morawiecki po swojej ucieczce ze szczytu unijnego powiedział, że „w Europie nie jesteśmy żadnymi petentami”. Co to znaczy? Że nie będzie rozmawiał z innymi przywódcami europejskimi?

Morawiecki jest króciutko premierem, a już dał się poznać z bardzo kiepskiej strony. Odebranie niezależności sądownictwu polskiemu uzasadnia tym, że nie zostało ono zreformowane po 1989 roku. Ależ właśnie jako jedno z pierwszych zostało zreformowane, o czym ciągle mówią takie autorytety jak prof. Adam Strzembosz czy promotor Andrzeja Dudy prof. Jan Zimmermann. I zostało takie sądownictwo wpisane do Konstytucji.

Raczej nas nie obchodzi, kto jest prezesem banku. Przykład Morawieckiego pokazuje, że zostać może ktoś tak marny intelektualnie i charakterologicznie. Prezes banku to nie intelektualista. Przykład Morawieckiego pokazuje wyalienowanie banksterskich elit. Ten beneficjant III RP wysoko opłacany, bogaty nuworysz, spełnia się obecnie politycznie za wszelką cenę.

Powie każda bzdurę, brednię, aby zadowolić swego promotora politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Na samym początku swego urzędowania jako premier Morawiecki wmawia publice, że białe nie jest białe. Wcale nie przeszkadzałoby mi, gdyby z ojcem swym Kornelem podyskutował o wyższości woli suwerena nad prawem. Niech sobie bredzą, lecz te rodzinne rozhowory Morawieckich stają się wykładnią polityczną w Polsce (wykładnią bezprawia).

Morawiecki szybciej skończy niż nam się wydaje, szybciej skończy niż Beata Szydło. I będzie z tego większa sromota niż sławetne 1:27. Tylko dlaczego ten człowiek czyni to na koszt Polski?

Morawiecki gra o bezprawie dla PiS. Chodzi o to, aby nie zdarzyło się, jak z sędzią Igorem Tuleyą, który dzisiaj pokazał takim marnym postaciom jak Morawiecki, czym jest profesjonalizm, czym jest prawo, a wreszcie czym jest niezłomność. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił decyzję stołecznej prokuratury umarzającej śledztwo dotyczące tego, jak PiS uchwalał budżet na bieżący rok w Sali Kolumnowej (znowu po ucieczce z sali sejmowej). Prokuratura ma sprawdzić, czy posłowie PiS składali fałszywe zeznania. – „Pogwałcono aksjologię państwa republikańskiego” – uzasadniał sędzia Tuleya.

I tego się boją Morawiecki, Duda, Szydło, Kaczyński. Boją się prawa, więc w imię swego bezprawia będą degradować Polskę, będą narażać nas na Polexit. Taki ich grajdół.

Od jutra chyba się zacznie ☝🏿

Jak kraść to miliony jak pie….yć to księżniczki… DO RYDZYKA POSZŁA KOLEJNA GRUBA KASA. PRETEKST – PRZECIWDZIAŁANIE PRZESTĘPCZOŚCI. Niestety nie dotyczy to podejrzanych działań sromotnika.

Narodowcy powiesili na szubienicach zdjęcia europosłów Platformy Obywatelskiej

Skandaliczny happening zorganizowali w sobotę w Katowicach, lokalni Narodowcy. Przed pomnikiem Wojciecha Korfantego powiesili na szubienicach, portrety europosłów PO, którzy głosowali za rezolucją, wzywającą polski rząd do przestrzegania obowiązującej w UE zasady praworządności. Uznali, że są zdrajcami, a szubienica to najwłaściwsza dla nich kara… Wygrażając zapewniali, że szubienic dla takich nie zabraknie, nawet jeśli minister środowiska wytnie całą Puszczę Białowieską i wszystkie drzewa w Polsce.

Jak wyjaśniał motywy happeningu Jacek Lanuszny, prezes Ruchu Narodowego na Śląsku, był to sprzeciw „wobec pomówień przede wszystkim zachodnich demoliberałów i ich mediów przeciwko Polakom wyrażającym swoją dumę w trakcie Marszu Niepodległości” oraz „tym europosłom z Platformy Obywatelskiej, którzy głosowali przeciwko Polsce w rezolucji w Parlamencie Europejskim”.

Przypomnijmy, że w rezolucji Parlament Europejski wyraził m.in. zaniepokojenie proponowanymi zmianami w przepisach, dotyczących polskiego sądownictwa. Zdaniem autorów dokumentu „mogą one strukturalnie zagrozić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce”.

Za przyjęciem rezolucji głosowało sześcioro europosłów Platformy Obywatelskiej: Danuta Jazłowiecka, Danuta Huebner, Barbara Kudrycka, Julia Pitera, Róża Thun i Michał Boni i to ich zdjęcia zawisły w sobotę na szubienicach. Przeciwko rezolucji głosowali europosłowie PiS, grupa posłów PO była za, a część wstrzymała się od głosu. Z kolei eurodeputowani PSL nie wzięli udziału w głosowaniu.

Jako pierwsi europosłów PO zaatakowali politycy Prawa i Sprawiedliwości nazywając ich zdrajcami. Prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze, że rezolucja „to mowa kłamstwa, która uderza w Polskę, Polaków i nasze prawo wyboru. Gdzie szacunek dla demokracji?”

„Rezolucja jest tekstem, który opisuje naszą obecną sytuację w kraju. Każdy, kto widzi, co się dzieje w Polsce, musi się tej sytuacji przeciwstawić. Chodzi m.in. o permanentne łamanie prawa, któremu musimy się przeciwstawiać zawsze i wszędzie. Taki jest nasz patriotyczny obowiązek. My o tym ciągle mówimy, i tego wymagają od nas nasi wyborcy” – mówiła Róża Thun.

Słabym pocieszeniem jest informacja portalu Katowice 24.pl, że w manifestacji wzięła udział tylko garstka osób, choć organizatorami były aż cztery ugrupowania: Ruch Narodowy Region Śląsko-Zagłębiowski, Młodzież Wszechpolska – Okręg Śląski, Górnośląskie Stronnictwo Narodowe i ONR Brygada Górnośląska (Narodowe Katowice).

JEDEN SŁUSZNY KOMENTARZ LISA I DUDA ZAORANY

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad Dudą.

Czy Duda jest Szwejkiem?

Siłę państwa buduje się mozolnie, dziesiątkami lat, pokoleniami – siłę ekonomiczną, militarną. Polska znalazła się w takiej szczęśliwej sytuacji. Z jednej strony rozpadł się wschodni twór imperialny, który miał nas w swojej strefie wpływów, z drugiej – rozwinięty kapitalizm i demokrację przyjęły z otwartymi rękami. Hurra! – stało się to za naszego życia, nie trzeba było wyczytywać tego w podręcznikach historii. I bodaj najważniejsze – nie zawodzili politycy. Pozbyli się swoich szemranych misji, zajęli się politycznym pozytywizmem – pracą na rzecz dalszego rozwoju kraju.

No i przyszła zmiana, która nazwała się dobrą, a która mozół poprzedników określiła ruinami. To była przestroga, że zawrócą nas. I tak się dzieje. Na razie pasożytują na dobrach wypracowanych przez poprzedników. Wizje swoje może snuć Mateusz Morawiecki, który dobrze wypada tylko przy kolorowych planszach, a jak otworzy usta – to kompletnie niczego oryginalnego nie ma do powiedzenia. Dzisiaj jeszcze wzrost gospodarczy żeruje na poprzednikach, ale widać symptomy, że wyhamowuje i w zestawieniu z sąsiednimi krajami wypadamy bladziutko. Gdyby nie światowa koniunktura, Polska byłaby czerwoną wyspą.

Podobnie z mozołem – bodaj z większym niż nam się wydaje – budowana jest zdolność obrony terytorialnej, a dla Polski zawsze to było ważne, gdyż znajdujemy się pod przemożnym wpływem geopolityki. Siła militarna jest pochodną siły ekonomicznej. Najbogatsze państwa są po prostu silne i to one są zagrożeniem dla innych, posądzane o złe zamiary. Aby utrzymać społeczeństwo w gotowości (funkcja morale) budowane są misyjne wizje, które zderzając się z rzeczywistością, zwykle kończą się kompromitacją. Tak wyglądały nasze powstania w XIX wieku, tak skończyło się Powstanie Warszawskie. Kompromitacją elit, które pchnęły do czynu powstańczego – a tak naprawdę zbrodniczego.

Powstania są daniną krwi, ale o daninach trzeba potrafić mówić, a nie budować na nich fałszywe mity. Niestety, jesteśmy zakłamani, a to znaczy – słabi i w chwili konfrontacji, znowu damy d**y. Znowu się skompromitujemy.

Dzięki osobistym zasługom Lecha Wałęsy przyjęto nas do NATO, co wcześniej wydawało się marzeniem ściętej głowy. Armia stawała się nowocześniejsza, coraz lepiej wyposażona, oficerowie i generałowie szkoleni na porządnych uczelniach wojskowych, a nie na propagandowych. Tym bardziej to istotne, iż na wschód od nas Rosja znowu pręży się imperialnie, doświadcza tego Ukraina.

I co robi zmiana, która nazwała się dobrą i narzuciła mit ruin? Administrator cywilny wojska – bo taka w istocie jest funkcja ministra obrony narodowej – zrywa kolejne kontrakty na zakup najnowocześniejszego wyposażenia, zakłada jakieś wojska Szwejków kosztem profesjonalnej armii, jedyny ważny zakup ministerstwa Antoniego Macierewicza to zakup samolotów dla VIP-ów.

Nie recenzuję jakiejś narracji groteskowej. Tak jest rzeczywiście. Zwierzchnik sił zbrojnych prezydent – tak jest zapisane w Konstytucji – reaguje po czasie i to przy okazji, gdy dostał kompetencyjnego pstryczka w nos. Ba, nawet zwala winę na zapis konstytucyjny.

Macierewicz jest administratorem, a dlatego wchodzi w skład rządu, a nie jest pod prezydentem, gdyż rozdzielnik budżetu działa poprzez instytucje rządowe. Wcale nie jest to wada zapisów ustrojowych. I nie trzeba z tego powodu robić szpagatu kohabitacyjnego. U doktora prawa Dudy zresztą nieraz braki intelektualne dały o sobie znać, a jeżeli nałożymy na to braki charakterologiczne, to mamy to, co mamy. Powolny upadek demokratycznej Polski, a wobec tego i z czasem – cywilizacyjny.

Duda słusznie nie podpisywał nominacji generalskich, bo to byli oficerowie ze ścieżki szybkiego awansu, a więc zależni od ministra. Macierewicz właśnie wycofał wnioski o awanse, choć dziura w kadrach generalskich jest przemożna. To nie jest tak, że Duda podpisze inne wnioski. Wśród kadry oficerskiej obniżone jest morale, a na pewno dobrze na nich nie wpływa dysfunkcja psychiczna Macierewicza. Nieprzypadkowo ministrem obrony miał być Jarosław Gowin. Co? Oficerowie tego nie słyszeli? Jaki jest odbiór postaci Macierewicza u naszych sojuszników z NATO, a szczególnie o Jankesów? Można się tylko domyślać.

Czy Macierewicz jest tym, o co domyślnie go posądzamy po publikacji Tomasza Piątka? Nie jest zdrajcą? To jest naprawdę wtórne. Działa na polską niekorzyść. Działa tak, jak życzyłby sobie Kreml. To widać nie tylko z Polski, a może zwłaszcza. To widać z Brukseli, widać z Berlina, a także z Waszyngtonu. Dlaczego tak się dzieje?

Duda powinien wziąć się w garść. I tak ma nabrechtane w związku z Trybunałem Konstytucyjnym i ustawami sądowymi. Za to odpowie – młyny sprawiedliwości działają powoli, ale mam nadzieję, że dopadną go za życia. Duda ma narzędzia w stosunku do Macierewicza, aby postawić go do pionu z „rukami po szwach”. Tak jak np. zwołuje się Radę Gabinetową w związku z kryzysem ekonomicznym, tak zwołuje się w związku z bezpieczeństwem. Duda, ogarnij się, bo staniesz się wspólnikiem Macierewicza w kwestii osłabienia obronności kraju. Prezydent nie może być Szwejkiem.

HANIA. TYM JEDNYM WPISEM ROZWALIŁAŚ CAŁĄ TĘ ŚMIESZNĄ BŁASZCZAKOWĄ POLICJĘ 🙂

>>>

PAMIĘTAJMY O TYM DZISIAJ WSZYSCY. NIECH KACZYŃSKI ODGRADZA SIĘ OD WŁASNEGO STRACHU. MY BĘDZIEMY WTEDY POD PAŁACEM KULTURY I NAUKI. W HOŁDZIE SZAREMU OBYWATELOWI.

Aż 6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego. Uff…

Macierewicz wziął się za sprawy międzynarodowe

Antoni Macierewicz poszerza swoje kompetencje o sprawy międzynarodowe. Powie ktoś: żadna nowość! – i powoła się na książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Szemrane kontakty międzynarodowe ministra obrony nie są żadną nowością, acz nie dotyczą funkcji ministra, tylko samego Macierewicza. Nie doznając adrenaliny z powodu podejrzeń o szpiegostwo, zdrowy umysł u czytelnika może spowodować asocjacje: OK, nie wyznaję teorii spiskowych, jak sam Macierewicz, ale coś za dużo tych kontaktów z tym i owym wrogo nastawionym do Polski demokratycznej.

Ale twój i mój zdrowy umysł nie posądzi o takie zdrowe zamiary Macierewicza, nawet jeżeli założymy, że minister ogromnie dużo stosuje cynizmu. Macierewicz w obecnym rządzie wcale nie musi być szczególnym cynikiem, bo może nie chciał zostać ministrem, a musiał. Słynne „nie chcem, ale muszem„. Wszak Beata Szydło cynicznie zapewniała Polaków, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin. I to jest cynizm, który z „dobrej zmiany” czyni „podłą zmianę”.

Niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen w niemieckiej telewizji publicznej ZDF (tym się różniącej od TVP, że w Niemczech stosowane są standardy informacji, w Polsce zaś toporne standardy propagandy) pochwaliła się, że jej dzieci studiowały w ramach programu Erasmus w Polsce.

Każdy zdrowy Polak powinien poczuć w tym momencie zdrowy przypływ patriotyzmu. Och, polskie uczelnie są równie atrakcyjne jak niemieckie z wykładowcami noblistami. Hurra, jak dobrze być Polakiem. Niemiecka minister jednak powiedziała słowa, które są dobrze odbierane w społeczeństwie obywatelskim: – „Musimy wspierać ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce„.

Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują…

Akurat Leyen wyraziła się o młodych Polakach, ale pozostałym grupom wiekowym też należy się wsparcie, bo go oczekują w stosunku do swego „zdrowego demokratycznego oporu”. Zauważmy, mówi to niemiecka minister obrony, państwa, gdzie wojska sojusznicze USA w ramach NATO mają największą bazę, a Bundeswehra jest jedną z najsilniejszych armii świata, wielokroć silniejsza niż polskie wojska, technologicznie wyprzedzają nas o lata świetlne.

Leyen nie powiedziała tego bez powodu. Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują, jak trędowatego. Macierewicz praktycznie jest odcięty od kontaktów z sojusznikami, to u nas mieli językiem w Radiu Maryja o patriotyzmie, a na uczelni Rydzyka wykłada na ten sam temat. Poziom intelektualny jest żenujący, jak uczelnia i osoba zakonnika.

Na słowa Leyen zareagował orzeł dyplomacji Witold Waszczykowski – kolejna dramatyczna postać rządu PiS – uznając, iż „strona niemiecka ingeruje w życie polityczne w Polsce„. Otóż strona niemiecka nie ingeruje w życie polityczne, tylko wyraża się o zdeformowanym życiu politycznym w Polsce. Jak ktoś jest chory i chce mu się pomóc w dostaniu do lekarza, to jest ingerencja?

Czy ludzkim jest zostawić upadłego na ulicy i zgodzić się: niech zdycha? Macierewicz zaś dostał z powodu Leyen zapaści emocjonalnej, jak przy katastrofie smoleńskiej. Polecił dyrektorowi Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych płk. Tomaszowi Kowalikowi wezwanie Attaché Obrony RFN „celem złożenia wyjaśnień w tej sprawie”. I co powiedział Kowalik niemieckiemu attaché? Hę?

Za sprawy międzynarodowe więc wziął się Szweja (odróżniam Szweję od Szwejka tym, że ten drugi jest przewrotnie inteligentny). Można spodziewać się, co wyniknie z tego emfatycznego patriotyzmu radiomaryjnego, rydzykowatego.

A poza tym, niech nam się nie wydaje, że tak łatwo będzie naprawić polską pozycję w Europie i na świecie. Ruiny trzeba będzie posprzątać, a potem na ich miejscu budować. I wcale nam nie będą ochotnie pomagać, bo u nich też mogą dojść do władzy Macierewicze, żądni demolowania własnych ojczyzn.

Fajna wlepka. Nie tylko na

Święczkowski i jego żona to normalność bylejakości

Po co potrzebna PiS tzw. reforma sądownictwa? Albo inne reformy: edukacji, a niedługo medialna? Nie tylko, aby spełniać wolę prezesa i jego wizje. Gdyby nie było Kaczyńskiego, na jego miejscu zjawiłby się ktoś inny. Może nawet o innych parametrach ideologiczno-mentalnych, ale który spełniałby wolę suwerena, a przynajmniej suweren sądziłby, że tę wolę spełnia.

Winą suwerena nie jest, że on taki jest, ale wina jest po stronie elit, że suwerena nie uczyniły innym. I wcale nie chodzi o materię – czyli ekonomię wprost – ale o rzeczy o wiele subtelniejsze, które nazwać należy cywilizacyjnymi, a w życiu społeczno-politycznym – czynnikami demokratycznymi.

Demokracja to kohabitacja różnorodności w ramach procedur. Nauka trudna i bodaj dla Polaków dotychczas nieosiągalna. Po raz pierwszy w historii wydawało się, że Polska normalnieje, co w naszych warunkach można byłoby nazwać cudem.

Winą suwerena nie jest, że on taki jest, ale wina jest po stronie elit, że suwerena nie uczyniły innym…

Tym było 25 lat po roku 1989. To był cud. Ale cudów nie ma i Polska wróciła do swego miejsca, swego koryta, rynsztoku, do swojej bylejakości, kołtuństwa. Wyrwało nam się na nienormalność, zdaje się że to już mamy za sobą. Suweren jest jaki jest, elity zaś mamy nadal próżniacze, leniwe, po polsku bylejakie, nawet nie potrafią imitować tego, w czym inni są oryginalni. Aby być oryginalnym, trzeba nauczyć się imitować, czyli posiąść wiedzę. Z tym też mamy problem. Po cudzie 25 lat, przyszła normalność w postaci PiS.

Czy potrafimy zdobyć się na kolejny cud, pokonać PiS i kreować elity nieleniwe, niekołtuńskie, a te wzięłyby się za suwerena i sprawiłyby mu solidną edukację, wychowanie, czyli pozytywistyczną pracę u podstaw? Gdy patrzę na opozycję, to nie liczę na cud. Opozycja różni się od PiS i to zasadniczo, ale tak samo jest leniwa, kołtuńska, nie chce jej się wypracować zgody, która także jest kohabitacją w ramach opozycyjności.

Wyszedłem od pytania: po co PiS reforma sądownictwa? I proszę, jak na dłoni widać „po co” w przypadku małżeństwa Święczkowskich. Święczkowski to niesławna postać IV RP z lat 2005-2007, był szefem ABW i „wsławił się” tym, że Barbara Blida dokonała „samobójstwa”. Już wtedy było widać, że „samobójstwo” jest szyte grubymi nićmi i to rękami bynajmniej nie Blidy.

Święczkowskiego zobaczyłem w telewizorze, jak dukał przed komisją śledczą. Pytałem, kto to zacz, który kompletnie nie nadaje się do czegokolwiek. Nie dlatego, że niekumatego udawał przed komisją. O, nie!

A dzisiaj ten ktoś jest prokuratorem krajowym. Jakie więc możemy mieć organa oskarżania, ścigania? Jakby tego było mało, żona Święczkowskiego została prezesem Sądu Rejonowego w Sosnowcu. PiS-owi nawet brakuje partyjnych kadr, sięgają po rodziny.

…”nie matura, a chęć szczera…” PiS zamienia na: „nie matura, a rodzina”…

Komusze „nie matura, a chęć szczera…” PiS zamienia na: „nie matura, a rodzina”. Ten nepotyzm nie jest przypadkowy. Polska po cudzie 25 lat „normalnieje”. Obsuwa się na margines cywilizacji, a demokracja jest przeszkodą, jest zbędna, bo trzeba w niej szanować kogoś o innych poglądach. Procedury zaś przeszkadzają „racji po naszej stronie”.

Królik polityczny 🤣🤩

PiS i Kukiz ’15 w symbiozie PiKuS-ia

Nie pojmuję, dlaczego Jarosław Kaczyński godzi się na terminologię dotyczącą jego ugrupowania w parlamencie – Zjednoczona Prawica? Z iloma procentami PiS się zjednoczył? Ile procent przyniósł Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin? Ten pierwszy ze dwa, a Gowin podejrzewam, że nawet jednego procenta nie dorzucił.

W tym zjednoczeniu widzę fałsz. Jest zjednoczenie, lecz nie z podmiotami wyżej wymienionymi. Na razie istnieje zjednoczenie nienazwane, acz realne, mianowicie PiS z ugrupowaniem Kukiz ’15. O! – i to jest zjednoczona prawica, której nazwę można odczytać z dwóch dodanych do siebie członów PiS i Kukiz, a dające nomenklaturę – PiKuS. PiS w ten sposób wchłania 10 procent Kukiza.

Do takiego zjednoczenia może dojść jeszcze przed wyborami samorządowymi, bo część posłów Kukiza oznajmiło, iż w opozycji do kandydatury PO na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, PiS i Kukiz powinni wystawić wspólnego kandydata Jakiego bądź Karczewskiego.

PiKuŚ – tak dla zgrabności nazwijmy owo zjednoczenie – jest realne. I mają prawo sądzić, że dla nich wszystko będzie pikusiem. Taka forma myślenia, nie tylko politycznego. Opozycja – pikuś, sądownictwo – pikuś, media – pikuś.

Dla PiKuS-ia wszystko jest pikusiem, wszystko przegłosują, a nawet może się zdarzyć, że sondaże pokażą, że Trzaskowski już w pierwszej turze głosowania weźmie więcej niż 50 procent plus jeden głos. Co wówczas może w Sejmie zrobić PiKuŚ? Ano, nie dopuścić do wyborów samorządowych, bo dla nich głosowanie w Sejmie będzie pikusiem.

Dla PiKuS-ia wszystko jest pikusiem, wszystko przegłosują…

Ba, już moralność mamy pikusiową. Moralność to pikuś. Oto w TVP będą prowadzone przez Krzysztofa Ziemca szkolenia z… etyki dziennikarskiej. Jaka to etyka może być? Tylko pikusiowa. Etyka to pikuś. Będzie to zatem moralność dobrej zmiany taka sama, jaka była poprzednio – tylko jeszcze lepsza i przede wszystkim na odwrót. Taki pikuś.

Inne zdarzenia z ostatnich dni to także powstanie polityki zagranicznej pikusiowej. Pojechał Witold Waszczykowski na Ukrainę i otworzył kolejny front walki z sąsiadami. Bo dla pisowskiej Polski nasi sojusznicy to pikuś. Polska jest wielkością samą w sobie, reszta to pikuś. Waszczykowski znajduje się na wszelkich możliwych frontach. Jest pisowską twarzą na salonach dyplomatycznych, jest frontmanem PiKuS-ia.

Polska to będzie pikuś, a załatwienie na amen demokracji także pikuś. Taką mamy symbiozę w kraju PiKuS-ia, wszystko im lata (Lotto), bo mogą przegłosować wszystko.

Krystyna Janda cytuje na FB Wiktora Zborowskiego ✌️

Trąd w Pałacu Prezydenckim

Andrzej Duda jest prekursorem w historii chrześcijaństwa i historii Polski. Najpierw jako pierwszy złamał Konstytucję RP i to wielokroć. A teraz na oczach zdumionej publiki złamał tajemnicę spowiedzi.

Spowiedź – jako prefreudowski akt dobrowolnego przyznania się do win – spełniała jeden zasadniczy cel: podporządkowania owieczek pasterzom. Na niektóre nakładane były ciężkie kary pokuty, ale tylko za ciężkie grzechy. W Średniowieczu jak ktoś się samobiczował, to można było założyć, że dokonał ciężkiego przewinienia.

Spowiednik jednak milczał na temat przestępstwa, choć mógł się uśmiechać pod nosem. Przy czym kler był na usługach władcy, sojusz ołtarza i tronu był nierównoważną kohabitacją. Wiara służyła władcy tym, iż go namaszczała do końca jego dni, kadencja bowiem kończyła się wraz z zejściem.

Rewolucja Francuska ten duumwirat władzy twardej i miękkiej (realnej i jakoby duchowej) odesłała do lamusa. Kadencyjność do końca życia zastąpiona została wybieraniem na określony czas. Nazywamy to demokracją, bo kler nie namaszczał już jednego wybranego, ale wskazywało społeczeństwo, cały naród poprzez akt wyboru – namaszczania przy urnie wyborczej.

Klerem stali się wszyscy, którzy mieli prawa wyborcze. Od tego czasu mamy nowoczesność, a miniony czas nazywamy skamieliną, Średniowieczem, historią, skansenem – ancien régime’m (stare czasy). Reżim został wydalony z demokracji.

Tak postąpiono na całym „bożym” świecie, także i w Polsce, ale że należymy do nacji dziwnych i nienowoczesnych, obraliśmy powrót do ancien régime’u.

Oto Andrzej Duda spotyka się z władcą imperium medialnego o. Tadeuszem Rydzykiem i jeszcze jednym gościem w sutannie – i na oczach i uszach wszystkich składa hołd i publicznie spowiada się z przewin politycznych, kaja się. Udziela jakoby wywiadu, co jest bzdurą, bo wywiad przeprowadza dziennikarz niezależnych mediów, a nie faceci w habitach.

Duda podczas hołdu najpierw oddał „co boskie Bogu”. Wróć: oddał „co rydzykowate Rydzykowi”. Zapewnił, że dzień święty – niedziela ma być wolna od pracy, czyli owieczki mają uprawiać wartości rodzinne, a nie latać po supermarketach i czuć się wolnymi. Mają zaiwaniać do Kościoła i wspierać funkcjonariuszy wiary w ich posłudze mniemanemu Bogu, który trzeba nazwać niebytem, bo nikt nie ma z nim kontaktu fizycznego.

Duda oddał Rydzykowi inną nieswoją wolność – wolność kobiet decydowania o swojej macicy – zapewnił, iż jest zwolennikiem zakazu całkowitego aborcji, przepisy dotyczące aborcji eugenicznej muszą być bardziej restrykcyjne.

Duda nie zdążył przejść do swoich win politycznych, gdy Rydzyk wtrącił swoje trzy grosze. Mianowicie owieczka Jarosław Gowin, zajmując się reformą szkolnictwa wyższego, niezbyt sowicie wspomaga uczelnię redemptorysty w Toruniu. Gowin to pewnie usłyszał i poprawi się.

Ponarzekał Duda na rząd, czytaj: na Jarosława Kaczyńskiego, w kwestii reformy sądownictwa. Oni chcą niezależność sądownictwa wziąć dla siebie, a Duda też chciałby mieć kawałek tej niezależności na własność.

W każdym razie po raz pierwszy na świecie mieliśmy do czynienia ze spektaklem złamania tajemnicy spowiedzi. Coś takiego jest nie do pomyślenia w żadnym kraju, aby władza kajała się przed klerem. Ktoś powie, że w Średniowieczu nie było telewizji, to nie wiemy, czy Władysław Jagiełło przed prymasem nie usprawiedliwiałby się z zabicia Krzyżaka Ulryka von Jungingena.

Oczywiście, żartuję. Kler w historii Polski nigdy nie panoszył się, jak dzisiaj. W ogóle ani w Europie, ani na świecie nie jest tak widoczny w życiu publicznym. Jest sprowadzony do wymiarów, na które zasługuje konfesja, do prywatności, to ma być kontakt z drugim wierzącym człowiekiem, a nie kontakt z rządzącymi (wyjąwszy kilka krajów muzułmańskich).

Obskurantyzm Dudy jest porażający i to porażenie zostanie za pomocą prawa przerzucone na cały naród. Porażenie zakłamaniem, dewocją, nienowoczesnością, sojuszem Rydzyka z rządzącym PiS. Nazwa tego spektaklu sama się nasuwa poprzez odwołanie do sztuki Ugo Bettiego – „Trąd w Pałacu Prezydenckim”.

Śmierć w areszcie śledczym

Śmierć Agnieszki Pysz w areszcie śledczym na warszawskim Grochowie obciąża wysokich urzędników obecnego rządu: Patryka Jakiego i Zbigniewa Ziobra. Takie są standardy. Gdy w styczniu 2009 roku samobójstwo w więzieniu popełnił skazany w sprawie Olewnika, ówczesny minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji. Zresztą domagał się tego będący w opozycji Ziobro.

Dzisiaj już nie ma takich standardów. Igor Stachowiak został zabity paralizatorem na komisariacie we Wrocławiu, co skutkowało w stosunku do Mariusza Błaszczaka tym, że wyszedł do mikrofonu i wypowiedział wyuczoną formułkę o totalnej opozycji, bo jakiś policjant zaczął pracę w czasach poprzedniego rządu. A może paralizatory zostały kupione, gdy totalna opozycja była koalicją rządową?

Taki jest standard odpowiedzialności PiS – totalne nieudacznictwo. Agnieszka Pysz była badana w Warszawie, a następnie we Wrocławiu, gdzie zalecono wykonanie konkretnych czynności. Jednak tego nie zrobiono, Pysz zmarła.

Jej śmierć byłaby zamieciona pod dywan, tak jak śmierć Stachowiaka, gdyby nie niezależne media i Rzecznik Praw Obywatelskich. Jest totalnym standardem PiS w każdym wątpliwym przypadku, że giną dowody, w tym wypadku nie zabezpieczono nagrań z monitoringu w areszcie.

Onet opublikował reportaż o tej śmierci. „Umierała przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób. Chudła, nie oddawała moczu i przestała wstawać z łóżka. Lekarz mówił, że udawała. Aż w końcu Agnieszka padła z wycieńczenia” – pisał Janusz Schwertner.

Tytuł publikacji jest oskarżający: „Agnieszka. Śmierć monitorowana”. Dzisiaj totalny blokers Jaki podczas sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka twierdził, że aresztowana cierpiała na trudną do wykrycia chorobę.

Agnieszka wyła w stanie agonalnym przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób, a ten utrzymuje, że to była „trudna do wykrycia choroba”. Jaki to trudny przypadek totalnej pokraczności.

JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE PRZEZ TYLE LAT NIKT MU NIE WYTŁUMACZYŁ???

Przepowiednia Churchilla

Wydaje się, że jedynym krajem sąsiednim, z którym mamy dobre stosunki, jest Białoruś.

Polscy politycy mają problem z polityczną arytmetyką, dlatego nasz kraj jest taki, jaki jest. Z pretensjami i martyrologią jako wzorcem dla młodzieży. Jarosławowi Kaczyńskiemu mogę się nie dziwić, jest wyizolowany, nawet życia rodzinnego nie ma. Świata nie poznał, a władza wpadła mu w ręce psim swędem.

Kaczyński usiłuje samego siebie i Polskę zbudować za pomocą powstania z kolan. Dosztukować chce wyimaginowaną wielkość uszczknięciem od innych. Od Niemców np. żąda reparacji za II wojnę światową. A przecież Polska od Unii Europejskiej dostała więcej niż wynosił plan Marshalla. W tym najnowocześniejszym organizmie cywilizacyjnym zostaliśmy liczącym się państwem europejskim. Po dwóch latach rządów PiS pozycja Polski została jednak zaprzepaszczona i znajdujemy się z powrotem w sytuacji RWPG i to uszczuplonym, bo jedynym krajem sąsiednim, z którym mamy dobre stosunki, jest Białoruś.

Reparacje wojenne są oczywistą złudą, na co wskazuje ekspertyza, której nie ujawniło Biuro Analiz Sejmowych. Jej autorem jest prof. dr. hab. Cezary Mik. Wydał podobną opinię w 2004 roku i pisze w niej  o deklaracji rządu PRL  w sprawie zrzeczenia się odszkodowań wojennych z 1953 roku:„Zakwestionowanie oświadczeń Rady Ministrów PRL mogłoby być jedynie rezultatem podważenia legalności całego porządku społeczno-polityczno-prawnego, jaki zaistniał po 1947 r. (…). Należałoby się jednak wówczas liczyć z (…) podważeniem granic Państwa (…). Właściwie czynnik polskie potwierdzały moc obowiązującą z 1953 r. tak w okresie PRL (1970 r.), jak też po zmianach ustrojowych”.

A więc mówimy o możliwości zakwestionowania 1/3 ziem polskich – Ziem Zachodnich oraz Warmii i Mazur, o których to w Jałcie w 1945 roku Winston Churchill powiedział: – „Będzie źle, jeśli nakarmimy polską gęś taką ilością niemieckiego jedzenia, że zdechnie na niestrawność”. Wystarczy podmienić drób – gęś na kaczkę – i ogłosić Churchilla Nostradamusem, który przewidział polską kaczkę, która będzie się dławić nazbyt wielką… władzą.

No i właśnie zaczynamy cierpieć z tego powodu na niestrawność. Cierpi Konstytucja, cierpi niezależność sądownictwa, a niedługo będą też miały problemy wolne media. Po co komu taki chory człowiek Europy?

Zestawmy tę cierpiącą Polskę z raportem opublikowanym przez niemiecki „Der Spiegel” (właśnie ujawniony), sporządzony dla Bundeswehry, który dotyczy największych zagrożeń dla Unii Europejskiej. Raport nosi tytuł „Strategiczna Perspektywa 2014”. Według niego, dwoma największymi zagrożeniami dla wspólnoty europejskiej są polityka krajów, które pójdą drogą Brexitu oraz agresywne działania Rosji, co może doprowadzić do wzrostów nacjonalizmów. Skutkiem mogłoby być zerwanie międzynarodowych porozumień oraz współpracy. Aby jednak do tego nie doszło, trzeba utrzymać dotychczasowy rozwój ekonomiczny wspólnoty poprzez ściślejszą integrację.

Jeżeli doszłoby do rozpadu UE, „polityka Kaczyńskiego” – cytuję Waldemara Kuczyńskiego –„prowadzi do niemal pewnej utraty niepodległości w razie znalezienia się w takiej burzy”.

LIS MA RACJĘ. KABARET 🙂

>>>

>>>

>>>

NIKT TEGO LEPIEJ DZIŚ NIE UJĄŁ. SZACUNEK DLA

Aż cztery zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szczekanie Wyszkowskiego na „pijanego zająca” Romaszewską

Zofia Romaszewska nie jest kimś intelektualnego kalibru, jak Jadwiga Staniszkis, lecz w polityce to żaden walor, a czasami wręcz bagaż. Staniszkis jednak zdążyła wyleczyć się z PiS-u, Zofia Romaszewska jeszcze nie wyleczyła się z Andrzeja Dudy, któremu sprzyja. Choroba PiS-u jej powoli przechodzi, ale długo nieleczona, jeszcze potrwa.

Niemniej symptomy poprawy kondycji widać – Romaszewskiej stan jest stabilny. Najlepiej byłoby zostawić ją w spokoju. Do Krzysztofa Wyszkowskiego jednak to nie dociera. To ten osobnik, do którego nie dotarło, że TW Bolek nie może być kojarzony z Lechem Wałęsą. Sąd (jeszcze w większości niezależny od PiS) znowu powiedział stop inkwizytorskim zapędom Wyszkowskiego.

Gdzieś jednak te niezdrowe emocje muszą mieć ujście. Pofolgował więc sobie Wyszkowski na Romaszewskiej, w której dojrzał „pijanego zająca”. Takim „animalsem” go trzepnęło. Nie jest to bp Ignacy Krasicki ani Adam Asnyk czy Adolf Dygasiński, u których zwierzęta noszą cechy ludzkie.

O, nie! U Wyszkowskiego jest odwrotnie, on dostaje cech zwierzęcych. Najprościej byłoby napisać, że szczeka. Być może dlatego Romaszewską ustawił sobie jako zająca. A taka trusia powinna na szczekanie zareagować przynajmniej lękliwością. Tak w każdym razie wg pobieżnej znajomości psychiatrii oceniać należy wpis Wyszkowskiego na Facebooku: – „Zosia to pijany zając, który wyrwał się z klatki, ale jeśli chcemy, żeby się zamknął, to nie atakujmy, a przemilczmy jej żenujące wyskoki”.

Z logiką u Wyszkowskiego jest nie tak, jednak nie wymagajmy zanadto od takiego osobnika, który nie jest w stanie ocenić, że pisze oksymoronem („przemilczmy”, nie milcząc), jak pan Jourdain odkrył, że mówi prozą.

Zofia Romaszewska wygłosiła przynajmniej dwa passusy w mediach, które nie tylko Wyszkowskiemu się nie spodobały. Jeden dotyczył Beaty Szydło: – „Z całym szacunkiem do pani premier, wydaje się, że mądrość pana Kaczyńskiego nie przystaje do pani premier” (RMF FM). Z czego można wnioskować, że Szydło nie jest zbyt mądra, co nie jest żadnym odkryciem Ameryki.

A drugi cytat o prezesie Kaczyńskim: – „Myślę, że Jarek uważa, że trzeba to wszystko wziąć za łeb i wszystko trzymać we własnej garści i wtedy będzie bardzo dobrze. Ja myślę, że będzie wtedy już na pewno bardzo źle” (Radio Zet).

Czy Romaszewska wyleczy się z Dudy? Jeżeli będzie konsekwentna – to tak. Duda poddał się Kaczyńskiemu, wcale nie zamierzał mu się stawiać. Po prostu ocenił, że powstanie przynajmniej z jednego kolana, lecz to w dalszym ciągu klęczenie przed Kaczyńskim. Wykorzystał do tego Romaszewską, powołując się na nią, jak na autorytet.

Nie tylko Wyszkowski poszczekał sobie na Romaszewską, ale niechętne jej pomrukiwania wydali inni politycy PiS, w tym Elżbieta Witek i Stanisław Karczewski. Tak wygląda świat polityczny wg PiS: homo homini lupus (w pokracznej łacinie: piso pisi lupus).

Przekażcie dalej. Niech zobaczą to Ci wszyscy zakłamani katoliccy Polacy. I nasz wspaniały modlący się rząd. Niech mają to przed oczami!

2 lata folwarku PiS

W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym.

Mamy za sobą 2 lata rządów Jarosława Kaczyńskiego. Między bajki włóżmy jakąś samodzielność Beaty Szydło. Dużo większą mają niektórzy ministrowie, tylko dlatego, że to prezesowi wisi albo się nie zna. Wisi prezesowi Jan Szyszko, bo mu obojętne, czy po nas będzie las, czy potop. Nie wisi mu zaś Mateusz Morawiecki, bo prezes nie zna się na finansach, a wicepremier potrafi oczarować barwnymi wykresami i umiejętnością prowadzenia kilku ksiąg buchalteryjnych naraz.

Od początku Kaczyński nie miał problemów z Andrzejem Dudą, acz wydawałoby się, że zaczął mu podskakiwać, lecz prezydent został zapędzony tam, skąd został wyciągnięty – do kapelusza. Kaczyński jednak zauważył korzyści z ustawionej niesforności swego królika. Duda może robić za opozycję, za pluralizm wewnątrz PiS, przyciąga media, przykrywa takie wydarzenia, jak głodówka lekarzy rezydentów, interesujący kongres w sprawie kampanii samorządowej Platformy Obywatelskiej czy też tragedię małej apokalipsy przed Pałacem Kultury i Nauki.

Dwa lata zostały stracone przez opozycję, która nie dość skonsolidowała się w celach i sposobach powstrzymania PiS, zresztą umiejętnie rozbijana przez partię Kaczyńskiego. Z porażek można się czegoś nauczyć, największą nauczką jest nie popełniać błędów. Ale PiS nauczył się też, jak wymuszać błędy na opozycji. Społeczeństwo obywatelskie ciągle szuka swego głosu. Od zdecydowanego sprzeciwu KOD, Obywateli RP, po pluralizm Łańcuchów Światła i Strajku Kobiet.

Dwa lata przybliżyły nas do dyktatury. Jeżeli szukalibyśmy jakichś powierzchownych analogii, to moglibyśmy powiedzieć, że rok 2017 jest dawno minionym 1935 rokiem. I wcale nie chodzi tylko o hitlerowskie Niemcy, ale także o nasze podwórko. W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym, tj. nie zostały przepracowane społecznie, zarówno przez polityków, jak i przez edukację. Już nie zostaną z powrotem zapędzone do butelki, polski dżinn będzie przez PiS wykorzystywany.

W tej chwili widać jak na dłoni słowiańskość władzy PiS, jest byle jaka, pokraczna, mydłkowata i skołtuniona. I do takiej dyktatury zmierzamy. PiS zmierza, a my jesteśmy w tym dążeniu skuwani. Czy potrafimy przeciwstawić się celom Kaczyńskiego? Teoretycznie tak, acz potrzeba do tego zdecydowanie silniejszych protestów, masa krytyczna potrzebna do skutecznego zachwiania władzy PiS jest większa niż dotychczasowe protesty. Potrzeba też lidera godnego roku 2017 i zbliżających się lat, potrzeba nowego Wałęsy. Prostego i donośnego głosu trybuna sprzeciwu.

Musimy nadto uświadomić sobie, dlaczego PiS tak oddziałuje na Polaków. Dlaczego w gruncie rzeczy z taką łatwością przychodzi mu rozwalanie ojczyzny?

Przede wszystkim w Polsce działał i w dalszym ciągu działa syndrom folwarku. Pan może być zły, ale jego dworzanie i domownicy dają się lubić, zaś elektorat – ciemny lud – do tej pory nie wyszedł z czworaków, on tam ciągle tkwi.

Zły pan na tyle się odizolował, iż jego niedosiężność powoduje nietykalność, charyzmatyczność zła, czyli jest nieusuwalny, jest stałym elementem krajobrazu duchowego, krajobrazu władzy. U nas zawsze można było się odwołać do instancji poza naszym zasięgiem, wcale nie musiała być to rzeczywista wielkość. My wielkość nadawaliśmy często nikczemnym postaciom.

Kaczyński powtarza gest Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Nowogrodzka jest jego Sulejówkiem. Pozycja wielce wygodna, rządzi, a nie odpowiada, zaznaje przyjemności, a nie grzeszy. Kaczyński będzie się odgradzał jeszcze bardziej. W tej chwili nie ma potrzeby, aby Beatę Szydło wymienił na siebie. Do tego może dojść tylko w akcie desperacji. Gdy Kaczyński zostanie premierem, bądźmy pewni, że PiS zostanie odsunięty od koryta.

Tak więc życzmy sobie, aby Kaczyński został wreszcie tym premierem. Przewrotne. Nie! Ten pozorny kolos ma gliniane nogi, jest wielce polski, byle jaki, mydłkowaty. Ot, co!

Nauczycielu❗ PiS zmieniając ustawę o finansowaniu zadań oświatowych wprowadzi ocenę MORALNĄ i ETYCZNĄ Twojej pracy❗

Aby ofiara Piotra z Niepołomic nie była nadaremna

Portal oko.press publikuje „Apel do Polek i Polaków”, który powstał z inicjatywy KOD Kanada, a jest wspólnym stanowiskiem środowisk, organizacji i liderów grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie. Bezpośrednim powodem jego napisania jest refleksja po próbie samospalenia Piotra S. przed Pałacem Kultury i Nauki.

Apel kierowany jest do zwykłych Polaków, to wołanie „o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władz”.

W apelu czytamy: – „Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę. Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy, by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.

Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne – jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.

Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami – domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie.

Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych.

Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków”.

Dzień wcześniej na tym portalu Agnieszka Holland opublikowała przejmujący esej o próbie samospalenia Piotra z Niepołomic. Nazywa ten akt gniewem, który co prawda jest niszczącym ogniem, ale oświetla innych.

Dla mnie Piotr dokonał aktu krzyku, który – nie będę wielce oryginalny – najlepiej oddaje obraz Edwarda Muncha. To nie była tylko autodestrukcja 54-letniego Piotra z Niepołomic – to było znalezienie się wrażliwego człowieka na skraju desperacji, gdy rozum zdecydował się na ten akt ostateczności.

W tym momencie należałoby odwołać się do literatury i do psychologii. Lecz nie chcę, aby Piotr S. pozostał jakąś figurą literacko-retoryczną, on jest z nas, my co najwyżej przypalamy sobie piórka w ogniu gniewu, on wszedł w dosłowność czynu. O tym świadczy list, który nam pozostawił.

Apel rodaków z zagranicy nie powinien pozostać bez echa. Chciałbym zwrócić uwagę i przypomnieć protesty w ramach Łańcuchów Światła w Poznaniu. Tutaj one były największe w kraju, manifestowano właśnie ponad podziałami, byli wyborcy wszystkich partii, a politycy mogli się co najwyżej znajdować wśród innych, a nie na podeście dla przemawiających.

Wyjdźmy z wyciągniętą ręką bez żadnych zabezpieczeń warunkami wstępnymi. Skrzyknijmy się, aby ten ogień Piotra nie był nadaremny, może znajdziemy wspólne światło. Może? Nie! Na pewno znajdziemy, wyjdźmy z siebie naprzeciw drugiemu, innemu.

TO NIE JEST WŁADZA, KTÓRA DBA O POLAKÓW. WYDADZĄ NIEMAL MILIARD ZŁOTYCH, ABY NAS WSZYSTKICH OSZUKIWAĆ PRZEZ NAJBARDZIEJ ZAKŁAMANE MEDIA W PL

Macierewicz na stacji „Wysiadka”?

Postać Antoniego Macierewicza jest ciągle tajemnicza, mimo dużej wiedzy o jego życiorysie i niewątpliwych zasługach w opozycji PRL-owskiej. Budzi tajemniczą grozę swoim zachowaniem, ścieżkami kariery, znajomościami w kraju i za granicą, jest nieprzystępny nawet wówczas, gdy dopuści dziennikarza do zadawania pytań.

W życiu ze dwa razy z nim rozmawiałem, gdy Macierewicz był daleki od dzisiejszego rytu smoleńskiego. Były to rozmowy prywatne i nie zalatywało od niego ortodoksją prawicową, stwierdzałem, iż jest we władaniu niezbyt głębokiej wiedzy i takiej sobie elokwencji, co wydawało się nawet sympatyczne. Ale to było dwadzieścia lat temu i więcej.

Dzisiaj do każdego jego wystąpienia należy mieć uwagi typu, kogo reprezentuje interesy, a także, czy jest w pełni świadomy tego, co mówi i robi. Rozjazd słów i czynów u Macierewicza jest ogromny, sobie zaprzeczający. Czy tylko dlatego Jarosław Kaczyński trzyma go przy sobie, że Macierewicz ma na niego haki, albo jak pisze prezes w autobiografii, uczył go arkanów politycznych? Na pewno występuje między nimi ścisła relacja zwrotna. Nie tylko taka, iż obydwaj są trudno wybieralni w procedurach demokratycznych poza partią ze względu na największy elektorat negatywny. A teraz wydaje się, że Macierewicz nie sprawdził się Kaczyńskiemu.

Prawda, że stworzył religijny mit Lecha Kaczyńskiego, często za pomocą niebotycznych absurdów, lecz ludzie chodzą w pochodach miesięcznic, a pomnik xero prezesa, czyli Lecha Kaczyńskiego najprawdopodobniej stanie.

Czas Macierewicza dobiega końca, wskazuje na to kilka sygnałów. Macierewicz nie znalazł dowodów – a przede wszystkim nie wypichcił ich – na wybuch w Tupolewie, co stwarza przeszkody, aby oskarżyć z tego powodu Donalda Tuska. Drugi sygnał w ostatnim czasie to odwołanie najbliższego współpracownika Macierewicza Piotra Woyciechowskiego z funkcji prezesa Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

I bodaj najgłośniejszy gwizdek końca Macierewicza dotyczący publikacji aneksu do raportu z likwidacji WSI. Macierewicz kilka dni temu wyraził się głośno, iż domaga się dostępu do tego raportu. Andrzej Duda powiedział, że nic z tego nie będzie, Kaczyński poparł prezydenta: – „Należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany”.

Paweł Wroński nazywa aneks świętym Graalem macierewiczowskiej prawicy. Cóż w tym 800-stronicowym dokumencie może być? Ot, rozwinięta publicystycznie myśl „prawdziwego postsowieckiego układu”, rządzącego Polską. Kiedyś jednak ujrzy światło i będzie cymesem w macierewiczerianach, odpowiednio kompromitujących dla autora.

To wszystko może okazać się betką w stosunku do tego, co Macierewicz zrobił z wojskiem. Zaczynają mówić najlepsi fachowcy w tych sprawach, jak generał Mirosław Różański, do niedawna jeden z najważniejszych dowódców WP, który przez Macierewicza odszedł ze służby. Najcięższe zarzuty generała to: wstrzymanie modernizacji wojska oraz filozofia myślenia militarnego kategoriami II wojny światowej. Ministerstwo obrony zaś składa się z ludzi niekompetentnych, których wskazane jest nazywać przysłowiowymi szwejami (szweje – przyp. mój).

Czy Kaczyński odważy się rzec swemu towarzyszowi Macierewiczowi: dojechałeś do stacji przeznaczenia „Wysiadka”?

MIĘDLAR vs OWSIAK JUŻ WIADOMO, KOGO WYBRAŁ PiS

>>>

>>>

„SYTUACJA NIE ESKALUJE” – TO ZABRZMIAŁO JAK SUKCES RZĄDU, KTÓRY PORADZIŁ SOBIE Z PROTESTEM LEKARZY… CO ZA WSTYD.

Aż trzy teksty Waldemara Mystkowski, za to świetnie opisujące zmagania Polaków z tą pokraczną władzą.

Szyszko od Rydzyka jest siekierą na polską przyrodę

Minister środowiska Jan Szyszko jest godny rekomendującego, jest reprezentantem poselskim z puli o. Tadeusza Rydzyka. PiS w zamian za promocję w mediach redemptorysty, wydziela miejsca dla jego przedstawicieli, zarówno w postaci biorących miejsc poselskich, jak i tek ministerialnych.

Jan Szyszko jest więc od Rydzyka. Można go nazywać w skrócie „od Rydzyka”. Szyszko jest bólem obecnego rządu, bo nie mogą się go pozbyć z powodu niespełnienia oczekiwań rządzących, gdyż za Szyszkę przyjdzie inny Szyszko, w postaci podobnego kłopotu, czy to moralnego, aksjologicznego, albo jeszcze innego – zwyczajnie intelektualnego.

Ten Szyszko od Rydzyka ma kłopot aksjologiczny, kłopot wartości, które sytuują się u niego po drugiej stronie diapazonu. Jeżeli dla nas coś jest wartością pozytywną, np. ekologia, to u Szyszki wartością pozytywną jest antyekologia.

A że jest ministrem środowiska, spokojnie tutaj mogę napisać, iż jest ministrem antyśrodowiska albo ministrem antyekologicznym. Dlaczego tak jest? Pośrednią odpowiedź możemy uzyskać na przykładzie tego, który trzyma pulę, a w nim Szyszkę. Mianowicie Rydzyk mógłby odpowiedzieć na powyższe pytanie, dlaczego sumienie zastępuje numerem konta bankowego.

Szyszko przejdzie do historii jako ten, który wziął się za zniszczenie Puszczy Białowieskiej, jedynego przyrodniczego obiektu w Polsce, który został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Więc Szyszko od Rydzyka na tę wieść mógł sobie powiedzieć, że on ministrem dziedzictwa światowego nie będzie, tylko parobkiem od Rydzyka. Nie piszę tego, aby łatwo kpić z Szyszki, przecież nie żartują w ten sposób ofiarni ekolodzy, którzy w Puszczy Białowieskiej przypinają się do drzew, aby wstrzymać niszczenie dobra wszystkich Polaków.

Niszczeniem Puszczy Białowieskiej przez Szyszkę od Rydzyka zajęła się Komisja Europejska, która skierowała sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), a ten już drugi raz rozpatrywał tę sprawę. Tym razem jednak TSUE rozstrzygał, jak postąpić wobec kraju, który łamie polecenie najważniejszego sądu UE.

Do takiego zdarzenia dochodzi po raz pierwszy w historii Trybunału UE. Szyszko nie stosuje wyroku Trybunału, który nakazał zaprzestanie wycinki Puszczy. Poprzednio Szyszko uzasadniał, iż wycinka jest odpowiedzią na zagrożenie ze strony kornika drukarza.

Na dzisiejszym posiedzeniu (17.10.2017) Szyszko zmienił strategię obrony, zamiast kornika drukarza wycinkę uzasadniał zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego. Pojawił się też nowy owad, który zastąpił kornika drukarza, a jest nim zgniotek cynobrowy.

Szyszko stawił się nawet z eksponatami owadów i 15 sędziom TSUE pozwolił zgadnąć, który to jest zgniotek. Co wywołało u tych poważnych skądinąd osób rozbawienie (zareagowali zażenowanym uśmiechem).

Przede wszystkim Szyszko od Rydzyka starał się podważyć wiarygodność danych dotyczących wycinki Puszczy poprzez uzasadnienie, iż uzyskano je drogą „cyberataku”. Kto jakoby dokonał tego cyberataku minister nie wyjawił. Puszcza w tym czasie też padała pod siekierami i piłami.

Szyszko jest w pewnym sensie esencją obecnego rządu. Niszczy przyrodę, niszczy polskie zasoby przyrody i to w sposób nieodwracalny. Ekolodzy przestrzegają przed tym, że Puszczy grozi zamiana z lasu naturalnego w plantację drzew. Takie są skutki braki szacunku dla rzeczywistych wartości. Szyszko od Rydzyka jest siekierą na polską przyrodę.

JERZY KRYSZAK O REFORMIE SŁUŻBY ZDROWIA. Ma rację, w tym roku PiS pobił rekord umieralności Polaków. BRAWO!

Serial z Macierewiczem z finałem w postaci wybuchu

Z Antoniego Macierewicza nie ma co żartować, jeżeli pominiemy cynizm, amoralną cechę charakteru. Piszę to, bo minister obrony jest wyjątkowo twórczy. Nikt przez siedem lat z okładem – zbliża się do ośmiolecia – nie jest w stanie snuć teorii, do których nie ma żadnych racjonalnych podstaw.

Nie potwierdzają tego żadni realni eksperci, nie ma cienia dowodu rzeczowego, namysł każdego z nas odrzuca podobne domysły, a jednak Macierewicz upiera się przy swoim. Był zamach, był wybuch, Lech Kaczyński poległ.

Nawet Jarosław Kaczyński nie daje temu wiary, co ostatnio wygłosił na miesiecznicy smoleńskiej ze swego podestu na Krakowskim Przedmieściu, że „tej prawdy do końca ustalić się nie da”. Tak zwątpić? Nie do wiary. Wszak prezes mówił, że dojdzie do prawdy. Z tego wnioskowałem, że jak Mojżesz daje sobie 40 lat na dojście. A to dopiero siódmy roczek za nami.

Z prawdą jest jednak tak, że nie da się powiedzieć, że dzisiaj ją poznamy. Jest bardziej tajemnicza niż Synaj, Gobi, a nawet Sahara, coś wiedzą o tym Beduini. I dobrze o tym wie Macierewicz. Po czterech dniach od wyrażenia wątpliwości przez prezesa minister ogłosił, że „znaleźliśmy moment wybuchu”na jednym z rejestratorów smoleńskiego Tupolewa.

„Znaleźliśmy”. Z kim Macierewicz znalazł? Ze swoją podkomisją? Słuchacze szefa MON też byli „wyborni”, bo obwieszczał to przedstawicielom klubów „Gazety Polskiej” na spotkaniu w Spale. Macierewicz jednak nie przedstawił dowodu: o, proszę tutaj, to jest ten kawałek taśmy z jednego z trzech rejestratorów, słyszycie? Jest wybuch? Jest.
Nie! Nie było podobnego słuchowiska, bo Macierewicz pospieszył się usprawiedliwić: – „Zajmujemy się obecnie analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu”. Jak już przeanalizują i wykluczą, mam nadzieję, że usłyszymy ten „moment wybuchu”.

Acz ciągle pamiętam, że któryś z „ekspertów” Macierewicza zapewniał, że moment wybuchu nie zdążył się zarejestrować. Taki wybuch był szybki albo tak szybko po nim doszło do pierdyknięcia Tupolewa o glebę rosyjską, że rejestratory nie zdążyły.

Co więc usłyszał Macierewicz, czego nie usłyszeli eksperci rządowej komisji Jerzego Millera, ani fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna? Może być jeszcze tak, że „znaleźliśmy” dotyczy instytutu, który Macierewicz w Telewizji Republika nazwał „najlepszym instytutem na świecie”. Nie wyjawił, który to jest najlepszy.

Przez niemal osiem lat Macierewicz zmaga się z „momentem wybuchu”, do którego się przyznał. Nie każdy wszak jest jak McMurphy, który dostawszy słoiczek swoich leków przechowuje je pod językiem, nie łyka, aby wypluć, bo nie lubi tych szmerów, tych momentów wybuchu.

I zdaje się, że w kolejce do okienka, w którym stoi siostra Ratched, znalazł się minister Macierewicz, wybuchł mu moment. Co go teraz może czekać? Wiadomo, lobotomia, a potem wódz Bromden (wódz jest tylko jeden) przystawi Macierewiczowi poduszkę do oblicza, aby skończyć z tą fabułą. I w ósmym sezonie serial „Tworki” zaliczy swój koniec.

ZAMIAST PŁACIĆ MILIONY ZA OCHRONĘ, MOŻNA SIĘGAĆ PO POLICJĘ, ZA KTÓRĄ PŁACĄ POLACY… ZAKPIŁ BARDZO SŁUSZNIE.

Zamach PiS na wolne wybory za pomocą bomby – ordynacji wyborczej

Jarosław Kaczyński chwali siebie i partię, a Paweł Kukiz zamierza metodą rewolucyjną walczyć o demokrację. Lubię język polskich polityków, którzy klasycznie „nie wiedzą, co mówią”. Niestety wiedzą, co chcą osiągnąć.

Kaczyński był łaskaw poinformować swoją gwardię z klubów „Gazety Polskiej” o ordynacji wyborczej, iż jest gotowa i czeka na czas, gdy z Andrzejem Dudą będzie dogadane. Kiedy będzie dogadane? Obawiam się, że po jego najbliższym spotkaniu z prezydentem.

Wówczas kilka spraw posunie się dla Kaczyńskiego do przodu, będzie można upisowić media prywatne, uchwalić nową ordynację wyborczą, która da „taką większość, która zapewni nam [nam, czyli PiS – przyp. WM] skuteczną większość”.

Wiemy nieco więcej o ordynacji, nie znamy najważniejszych rzeczy, tych pisanych małymi literkami – nonparelem. Przezroczyste urny, kamery internetowe to są bzdurki nic nie znaczące, acz kosztowne w eksploatacji, które mają przykryć rzeczy technicznie najważniejsze.

Mają być dwie komisje wyborcze w lokalach wyborczych, jedna nadzorująca przebieg głosowania i druga ważniejsza – licząca głosy. Jak ta druga ma być skonstruowana pod względem osobowym, gdzie ma dokonywać liczenia głosów i kiedy? Tutaj wachlarz „możliwości” jest duży – i w tej drugiej komisji można dopatrywać się „zapewnienia nam [PIS] skutecznej większości”.

Dojdą do tego nowe podziały terytorialne okręgów wyborczych, metoda podziału mandatów. A także nowinka: znikną jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach samorządowych.

Słynne JOW-y, które mają zniknąć, trzepnęły Kukizem do tego stopnia, iż zapowiedział „gigantyczną reakcję”, która ma polegać na tym, że wyprowadzi na ulice milion protestujących, by – o czym już wspomniałem – „drogą rewolucyjną walczyć o demokrację”.

W wypadku muzyka gigantyczna reakcja to może być tylko koncert w plenerze, ale musiałby na niego zaprosić np. Kayah, Krzysztofa Skibę z Big Cycem, Perfect ze Zbigniewem Hołdysem. Im jednak z Kukizem nie po drodze. Solo mu przyjdzie gigantycznie drzeć gębę w „walce o demokrację”.

Kaczyński za to pochwalił siebie i partię w swoim litanijnym stylu – ulubiona forma jego retoryki – powtarzając wielokroć „to jest dobry pomysł”, gdy omawiał nową schowaną jeszcze w korcu ordynację wyborczą, która powstała, bo prezes PiS „obawia się fałszerstw”.

Do takich fałszerstw wyborczych nie doszło, gdy PiS nie rządził, władzę sprawowała PO z PSL – i PiS wygrał. Teraz Kaczyński obawia się, że gdy PiS rządzi, dojdzie do fałszerstw wyborczych?

Po raz pierwszy jestem w stanie uwierzyć Kaczyńskiemu, bo oto jego podwładny szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki był łaskaw się sypnąć – bynajmniej nie nonparelem – w wywiadzie dla wPolsce, gdy zapytano go o tzw. przeliczenie głosów na mandaty: – „Będziemy pracować nad tym, żeby mieć taką większość, która zapewni nam skuteczną większość”.

Jeszcze raz powtórzę: lubię gadkę-szmatkę pisowskich retorów. Powyższy cytat z Terleckiego przełożyć należy na fucktyczny (słówko Manueli Gretkowskiej) sens jego wypowiedzi, który brzmi: –„Będziemy tak fałszować, aby mieć skuteczną większość”.

W istocie PiS za pomocą nowej ordynacji wyborczej chce zamachnąć się na wolne wybory. Fucktycznie.

>>>